*ostatnie zgromadzenie, na którym Wełnista Łapa robiła za NPC oraz na którym Nikła Gwiazda poinformował klany o zbiegach*
Żałowała, że jej ojciec oraz Lotosowa Łapa nie zostali wytypowani do udania się na Bursztynową Wyspę. Co prawda większość gromadzenia spędziła w towarzystwie pozostałych medyków, mogąc się poprzeglądać z bliska ciekawym osobistością z pozostałych klanów i porozmawiać z nimi przez chwilę, jednak rozmowa z obcymi nie była w stanie zastąpić spędzenia czasu z rodziną. Udało jej się co prawda przez chwilę porozmawiać z drugim bratem, Białą Łapą, jednak po pewnym czasie uczeń przewodnika zniknął wśród sylwetek pozostałych gości Bursztynowej Wyspy, oddając się rozmowie z jednym z kotów z Owocowego Lasu.
Wełnista Łapa westchnęła, wlepiając spojrzenie w srebrzystą tarczę księżyca, która oświetlała wyspę. Ile by dała, aby Mglisty Sen mógł tu być razem z nią. Niestety było to niemożliwe.
– Klan Gwiazdy sprzyja twojemu celowi. – Niski głos burego kocura dotarł do uszu koteczki, gdy jego właściciel bezszelestnie zajął miejsce tuż obok uczennicy medyka. Kocur skinął głową w stronę medyczki swojego klanu, po czym przeniósł spojrzenie na Wełnistą Łapę i pochylił głowę. – Nadal jesteś uczennicą, prawda?
– Nadal – przytaknęła, odpowiadając na przywitanie skinieniem głowy. – Miło mi cię widzieć, Wilgowa Goryczy. Cieszę się, że tym razem od początku będziemy prowadzić rozmowę w przyjaznym tonie.
Na pysku kocura wkradł się uśmiech, by chwilę później wysunął pazury u jednej z łap, którą wyciągnął przed siebie. Bardziej na pokaz, niżeli w celu groźby. Mimo to serce Wełnistej Łapy przyspieszyło bicia. A to wszystko za sprawą spotkania z burą samotniczką.
– Nawet moje pazury nie były w stanie cię przestraszyć – westchnął. Być może, gdyby spotkała Wilgową Gorycz po raz pierwszy, nie przed, a po spotkaniu z Pacynką, jej strach byłby bardziej widoczny. – Rozumiem, że to zasługa twojego wcześniejszego treningu na wojownika. – Strzepnął uchem, po czym zagadnął, siląc się na zaciekawiony wyraz pyska. – Powiedz, czy wszyscy uczniowie Klanu Burzy mogą sami poruszać się po terenach bez mentora? I to późną nocą? Nawet uczniowie medyków?
– Nie. Nie wszyscy. Ja i moje rodzeństwo jesteśmy wyjątkami. – wytłumaczyła, nie czując potrzeby, aby mamić jakoś kocura. Nawet jeśli w teorii zdradzała swoje słabości, nie uważała, że robi źle. Kocur najpewniej musiał już coś podejrzewać w związku z tym, że spotkał kocicę dwukrotnie po zmroku, a w dodatku dochodził do tego jej nietypowy wygląd. – Promienie słoneczne nam szkodzą, więc zazwyczaj opuszczamy obóz dopiero po zmierzchu, bądź gdy słońce kryje się za chmurami. Tereny Klanu Burzy nie są tak gęsto zalesione, jak tereny Klanu Wilka. Ilość drzew można policzyć na paluszkach jednej łapy, nie licząc tych przy waszej granicy.
– Hm... czyli ten biały kocur z oczami w odcieniu krwi to twój brat? – spojrzał w kierunku Białej Łapy, na co Wełna przytaknęła. – W czerwieni nie byłoby ci do twarzy.
– A twoje rodzeństwo, Wilgowa Goryczy? – zagaiła, zmieniając nieco temat. Nie musieli rozmawiać o tym, jako kolor oczu by jej pasował czy też nie. – Wiem, że masz na pewno jednego brata. Gdzie on jest? – spytała, starając się dostrzec w tłumie kocura, odpowiedzialnego za pobicie Księżycowej Łapy.
– On... – wymruczał, jednak w tym samym momencie rozległ się głos Nikłej Gwiazdy.
Informacja, którą podzielił się bury kocur z kotami z sąsiadujących klanów, sprawiły, że Wełnista Łapa poderwała się z miejsca. Spojrzenie miała przez cały czas utkwione w liderze Klanu Wilka, walcząc sama ze sobą, aby nie przerwać mu podczas przemowy. Kłamstwa. Jak mógł kłamać, na temat kotów, które odeszły z jego klanu. Jak mógł kłamać na temat Mglistego Snu.
– On jest jednym ze zbiegów... – dokończył, po skończeniu przemowy, wpatrując się w postać swojego przywódcy stojącego na skale. – Wśród nich również jest mój ojciec, jak i mentor.
– Mglisty Sen nie jest zdrajcą! – krzyknęła, na tyle głośno, że kocur i jedynie kilkoro stojących tuż obok nich kotów było w stanie ją usłyszeć. Jej sierść się nastroszyła. Dopiero po chwili zrozumiała, cóż takiego uczyniła.
– Znałaś mojego mentora? – spytał, wpatrując się w kocicę, jakby coś pojął. Coś, co Wełnista Łapa starała się ukryć, nie decydując się wyjawić, że to właśnie mentora Wilgowej Goryczy oczekiwała na granicy.
– N-nie... – wydukała, zdając sobie sprawę, że to na nic. – Nie jakoś bardzo, ale znam go na tyle, aby widzieć, że to, o co oskarża go wasz lider to kłamstwo. – Skuliła się i nieco wycofała. Spojrzenie kocura się zmieniło. A ta zmiana jej się nie spodobało.
– Wełnista Łapo? – Cętkowanie srebrzysta kocica zbliżyła się do pary kotów, skupiając ich spojrzenie na swej osobie. – Tutaj jesteś. – Mówiąc to, zmierzyła spojrzeniem burego wojownika. – Musisz mi pomóc przekonać Rudzikowe Skrzydełko do zmiany zdania!
– Ale... – wydukała, przenosząc spojrzenie na burego kocura. Czy powinna go zostawić samego i oddalić się ze Skrzydlatą Płomykówką?
– Twój towarzysz na pewno zrozumie, że to sprawa niecierpiąca zwłoki – wymruczała, po czym uniosła głowę na wysokość oczu Wilgowej Goryczy.
Wełnista Łapa rozstała się z uczniem Mglistego Snu bez pożegnania. Nie była pewna czy w związku z prawdopodobnym odmiennym zdaniem na temat zbiegów jej słaba relacja z wojownikiem nie ulegnie pogorszeniu, nim na dobre się rozwinęła.
Wzdychając, zwiesiła łebek, gdy kroczyła poprzez tłum kotów, tuż za Skrzydlatą Płomykówką.
– Kto to był?
– Wojownik Klanu Wilka. Nazywa się Wilgowa Gorycz... S-spotkałam go jakoś czas temu przy granicy – miauknęła. – N-nic mi nie zrobił. Po prostu...
– Trzymaj się od niego z dala, Wełnista Łapo. Źle mu z oczu patrzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz