Figa tego dnia o dziwo szybko zwlekła się z legowiska. Odkąd Topola zaczął mieszać jej w głowie, kotka miała więcej chęci, by rano wstawać. Dzięki czarno białemu nadała od nowa sens życiu po śmierci Malinka. Czekoladowa przeciągnęła się na ziemi, a liście zaszeleściły cicho. Poszła przywitać się z Topolą, który otarł się nieśmiało o jej bok. Zamruczała cicho, unosząc puszysty ogon do góry. Odkąd Topola i ona więcej rozmawiali, a ich relacja nabierała barw, oraz tempa, Figa zaczęła czuć dziwne łaskotanie w brzuchu. Kiedy go widziała gdzieś w obozie, robiło jej się ciepło, a gdy ocierał się o jej bok, nie mogła nic poradzić na dreszcz ekscytacji. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Topola autentycznie sprawiał, iż czuła się najważniejsza na świecie.
Pożegnała się z kocurem, idąc wypełniać swoje zwiadowcze obowiązki. Tego dnia wyznaczono ją na poranny patrol granic. Gdy zjawiła się u wyjścia z obozu, dostrzegła szylkretowe futro Szafran. Kiedy oczy kotek się spotkały, można było poczuć lecący piorun, który swoim napięciem poraził koty będące w pobliżu.
— Dzień dobry, Figo — odezwała się pierwsza Szafran, dumnym głosem, stojąc dostojnie obok Muchy i Sajgonu.
— Kogo moje oczy widzą! — miauknęła Figa, niby zdumiona. — Moją ulubioną byłą samotniczkę!
Zaraz po wypowiedzeniu tych zdań, obie kotki ponownie rzuciły sobie mordercze spojrzenia, a idący z nimi bracia weszli między nie, by załagodzić spór. Ruszyli całą czwórką, Sajgon z Szafran przodem, rozmawiali o różnych głupotach, a Mucha z Figą.
Byli już w połowie trasy, kiedy czekoladowa postanowiła wsadzić kij w mrowisko i zaczepić szylkretkę.
— Hej, Szafranko — zaczęła. Kotka łypnęła na nią okiem. — Słyszałam, że niezłą burdę odwaliłaś na zgromadzeniu. Och! Żałuję, że mnie nie było, ale musiałam pilnować Kolendry, żeby znowu nie wylazł z obozu szukać szczęścia.
— Nie wiem, o czym mówisz. — odparła, z gracją ignorując resztę zaczepki zwiadowczyni.
— No jak to o czym? O twojej spektakularnej kłótni z jakimś klanowym kotem — wyjaśniła Figa. — Czyżby twoja córka była niemotą? Ojej, chyba wdała się w ojca, zamiast w ciebie. Jaka szkoda.
— Figo, jak Wszechmatkę kocham, jesteś najwredniejszym kotem chodzącym po tej ziemi — warknęła na nią. — Ani mi się waż obrażać mojej rodziny! Wstydu nie masz?!
Mucha oraz Sajgon milczeli, odsuwając się kilka kroków tak na wszelki wypadek.
— Dziękuję za ten wspaniały komplement. — Uśmiechnęła się.
— Wystarczająco długo znosiłam twoje zaczepki i chamskie zachowania, Figo — wycedziła przez zęby, a jej ogon miotał po ziemi.
Dotarli do gęstwiny roślin, a Szafran szła od strony krzewów. Figa tuptała dwie długości zająca od niej.
— Tak? No to będziesz musiała znosić je dalej — mruknęła Figa.
— Pieczarka powinna już dawno wyrzucić cię z Owocowego Lasu — syknęła szylkretka.
— Huh? Przecież ja jestem czystej krwi, a ty jakąś przybłędą. Jak ci się nie podoba, to sama se odejdź — odparła czekoladowa. — Pieczarka jest najgorszą liderką, jaką w życiu klany widziały, wiesz o tym. W końcu samo to, że wciąż z nami jesteś, o tym świadczy.
Szafran napięła mięśnie i była gotowa rzucać się z pazurami na starszą, kiedy nagle usłyszeli pisk, a następnie krzyk kotki. Figa spojrzała na nią, dostrzegając uciekającego w zarośla szczura i krew pomiędzy liśćmi.
Szafran została ugryziona przez szczura, żenada. Mucha, zmartwiony, interweniował, proponując jej odprowadzenie do obozu. Szafran, mijając Figę, uderzyła ją w pysk ogonem, a czekoladowa nie zdążyła go złapać w zęby. Podszedł do niej Sajgon.
— Wystarczy, Figa — oznajmił spokojnym tonem.
— Nie twoja sprawa — warknęła.
— A właśnie, że moja. Bo to ja się muszę z wami użerać — odpowiedział. — Ogarnijcie się obydwie. Wiesz co, najlepiej to idź ją potem przeprosić. Teraz jest częścią Owocowego Lasu czy tego chcesz, czy nie.
Figa zaniemówiła. Nie spodziewałaby się takiej lekcji życia od czarnego wojownika, który bez zbędnych uwag kontynuował patrol.
Reszta drogi minęła im w ciszy, przerywanej tylko szelestem liści. Gdy wrócili do obozu, Sajgon wzrokiem przypomniał jej o tym, co powiedział wcześniej. Wskazał pyskiem legowisko uzdrowicieli, a Figa przewróciła oczami.
Poszła w tamtym kierunku, dostrzegając wychodzącą na zewnątrz szylkretkę. Miała pajęczynę na łapie, a na pysku grymas. Gdy ją dostrzegła, natychmiast się najeżyła.
— Wyluzuj — rzuciła nonszalancko Figa. — Nie odpadła ci łapa?
— A czy widzisz, bym miała trzy zamiast czterech? — syknęła w jej stronę Szafran.
— To ja tu próbuję normalnie z tobą gadać, a ty mnie tak traktujesz! — oburzyła się zwiadowczyni.
— Ty?! Normalnie rozmawiać!? Chyba nie wiesz, co to znaczy! — odparła młodsza, obrzucając Figę oceniającym spojrzeniem.
— A no popatrz, można się zdziwić! — miauknęła.
Szafran zaczęła odchodzić, a Figa nie zdecydowała się za nią iść. W swojej arogancji nie zdobyłaby się na taki czyn. Poza tym nie uważała, że powinna. Szafran jej nie lubiła, i z wzajemnością. To całe gadanie o jedności klanowej… to tylko mrzonki. Czekoladowa nigdy nie była dobra w kontaktach z innymi, a Szafran nienawidziła już od początku. Dlaczego miałaby teraz to zmieniać? Próbować naprawiać? Czy był tam w ogóle chociaż cień szansy, że kotki mogłyby się dogadać? Lub chociaż tolerować?
Zamiast iść za nią, krzyknęła:
— Pozdrów Kasztankę ode mnie!
— A idź, utop się! — odkrzyknęła Szafran, a Figa zaśmiała się pod nosem.
— Nie mam gdzie!
— Ja ci znajdę! — Po czym kotka zniknęła pod jednym z krzewów.
Figa z kolei poszła pomęczyć trochę Muchę, z którym udało jej się jako tako zakumplować.
Wyleczeni: Szafran
Pożegnała się z kocurem, idąc wypełniać swoje zwiadowcze obowiązki. Tego dnia wyznaczono ją na poranny patrol granic. Gdy zjawiła się u wyjścia z obozu, dostrzegła szylkretowe futro Szafran. Kiedy oczy kotek się spotkały, można było poczuć lecący piorun, który swoim napięciem poraził koty będące w pobliżu.
— Dzień dobry, Figo — odezwała się pierwsza Szafran, dumnym głosem, stojąc dostojnie obok Muchy i Sajgonu.
— Kogo moje oczy widzą! — miauknęła Figa, niby zdumiona. — Moją ulubioną byłą samotniczkę!
Zaraz po wypowiedzeniu tych zdań, obie kotki ponownie rzuciły sobie mordercze spojrzenia, a idący z nimi bracia weszli między nie, by załagodzić spór. Ruszyli całą czwórką, Sajgon z Szafran przodem, rozmawiali o różnych głupotach, a Mucha z Figą.
Byli już w połowie trasy, kiedy czekoladowa postanowiła wsadzić kij w mrowisko i zaczepić szylkretkę.
— Hej, Szafranko — zaczęła. Kotka łypnęła na nią okiem. — Słyszałam, że niezłą burdę odwaliłaś na zgromadzeniu. Och! Żałuję, że mnie nie było, ale musiałam pilnować Kolendry, żeby znowu nie wylazł z obozu szukać szczęścia.
— Nie wiem, o czym mówisz. — odparła, z gracją ignorując resztę zaczepki zwiadowczyni.
— No jak to o czym? O twojej spektakularnej kłótni z jakimś klanowym kotem — wyjaśniła Figa. — Czyżby twoja córka była niemotą? Ojej, chyba wdała się w ojca, zamiast w ciebie. Jaka szkoda.
— Figo, jak Wszechmatkę kocham, jesteś najwredniejszym kotem chodzącym po tej ziemi — warknęła na nią. — Ani mi się waż obrażać mojej rodziny! Wstydu nie masz?!
Mucha oraz Sajgon milczeli, odsuwając się kilka kroków tak na wszelki wypadek.
— Dziękuję za ten wspaniały komplement. — Uśmiechnęła się.
— Wystarczająco długo znosiłam twoje zaczepki i chamskie zachowania, Figo — wycedziła przez zęby, a jej ogon miotał po ziemi.
Dotarli do gęstwiny roślin, a Szafran szła od strony krzewów. Figa tuptała dwie długości zająca od niej.
— Tak? No to będziesz musiała znosić je dalej — mruknęła Figa.
— Pieczarka powinna już dawno wyrzucić cię z Owocowego Lasu — syknęła szylkretka.
— Huh? Przecież ja jestem czystej krwi, a ty jakąś przybłędą. Jak ci się nie podoba, to sama se odejdź — odparła czekoladowa. — Pieczarka jest najgorszą liderką, jaką w życiu klany widziały, wiesz o tym. W końcu samo to, że wciąż z nami jesteś, o tym świadczy.
Szafran napięła mięśnie i była gotowa rzucać się z pazurami na starszą, kiedy nagle usłyszeli pisk, a następnie krzyk kotki. Figa spojrzała na nią, dostrzegając uciekającego w zarośla szczura i krew pomiędzy liśćmi.
Szafran została ugryziona przez szczura, żenada. Mucha, zmartwiony, interweniował, proponując jej odprowadzenie do obozu. Szafran, mijając Figę, uderzyła ją w pysk ogonem, a czekoladowa nie zdążyła go złapać w zęby. Podszedł do niej Sajgon.
— Wystarczy, Figa — oznajmił spokojnym tonem.
— Nie twoja sprawa — warknęła.
— A właśnie, że moja. Bo to ja się muszę z wami użerać — odpowiedział. — Ogarnijcie się obydwie. Wiesz co, najlepiej to idź ją potem przeprosić. Teraz jest częścią Owocowego Lasu czy tego chcesz, czy nie.
Figa zaniemówiła. Nie spodziewałaby się takiej lekcji życia od czarnego wojownika, który bez zbędnych uwag kontynuował patrol.
Reszta drogi minęła im w ciszy, przerywanej tylko szelestem liści. Gdy wrócili do obozu, Sajgon wzrokiem przypomniał jej o tym, co powiedział wcześniej. Wskazał pyskiem legowisko uzdrowicieli, a Figa przewróciła oczami.
Poszła w tamtym kierunku, dostrzegając wychodzącą na zewnątrz szylkretkę. Miała pajęczynę na łapie, a na pysku grymas. Gdy ją dostrzegła, natychmiast się najeżyła.
— Wyluzuj — rzuciła nonszalancko Figa. — Nie odpadła ci łapa?
— A czy widzisz, bym miała trzy zamiast czterech? — syknęła w jej stronę Szafran.
— To ja tu próbuję normalnie z tobą gadać, a ty mnie tak traktujesz! — oburzyła się zwiadowczyni.
— Ty?! Normalnie rozmawiać!? Chyba nie wiesz, co to znaczy! — odparła młodsza, obrzucając Figę oceniającym spojrzeniem.
— A no popatrz, można się zdziwić! — miauknęła.
Szafran zaczęła odchodzić, a Figa nie zdecydowała się za nią iść. W swojej arogancji nie zdobyłaby się na taki czyn. Poza tym nie uważała, że powinna. Szafran jej nie lubiła, i z wzajemnością. To całe gadanie o jedności klanowej… to tylko mrzonki. Czekoladowa nigdy nie była dobra w kontaktach z innymi, a Szafran nienawidziła już od początku. Dlaczego miałaby teraz to zmieniać? Próbować naprawiać? Czy był tam w ogóle chociaż cień szansy, że kotki mogłyby się dogadać? Lub chociaż tolerować?
Zamiast iść za nią, krzyknęła:
— Pozdrów Kasztankę ode mnie!
— A idź, utop się! — odkrzyknęła Szafran, a Figa zaśmiała się pod nosem.
— Nie mam gdzie!
— Ja ci znajdę! — Po czym kotka zniknęła pod jednym z krzewów.
Figa z kolei poszła pomęczyć trochę Muchę, z którym udało jej się jako tako zakumplować.
Wyleczeni: Szafran
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz