—W-Wzorzysta Łapo, pójdź do medyków… Starsi narzekali na kleszcze…
Oczywiście. Pomimo że jej kara zajmowania się starszymi już minęła, większość uczniów, jak i ich mentorów nadal była przyzwyczajona do tego, że ona to robi. Niechętnie powłóczyła łapami w stronę legowiska medyków. Tam spotkała Ćmi Księżyc. Niewidoma medyczka powąchała powietrze, próbując wyczuć zapach nowego kota w lecznicy. Wzorek zawsze zastanawiała się, jak ona to robi przy takiej ilości ziół w pobliżu.
— Wzorzysta Łapa? Mech jest tam gdzie zawsze. Zaraz podam ci mysią żółć.
Uczennica Wzięła kulkę mchu i nasączyła go mysią żółcią, którą dostała chwilę później. Z cuchnącą kulą mchu podążyła do legowiska starszych. Na początku zajęła się Wiecznym Zaćmieniem. Potem zaproponowała pomoc Bożodrzewnemu Kaprysowi, co oczywiście spotkało się z narzekaniem starszej. Kiedy podeszła do Stokrotkowej Pieśni zauważyła, że starszy trochę pokasłuje. Nie przejęła się tym, bo medyczka nie ostrzegła jej, żeby nie podchodziła do starszego, co znaczyło, że nie było to nic poważnego. Nie wszyscy chyba podzielali to zdanie.
— Wzorzysta Łapo! Stój! — Kremowo-biały kocur stał w wejściu do legowiska starszych i patrzył na nią przerażony. Wieczne Zaćmienie, która już zdążyła wcześniej zasnąć, obudziła się i rozglądała się zdezorientowana po legowisku.
— Na Klan Gwiazdy Pasterzowa Łapo! Ile pszczół masz w tej głowie, że nie rozumiesz, że Stokrotkowej Pieśni nic nie jest?! — warknęła Bożodrzewny Kaprys. Wzorek stała tam po prostu jak głupia i spoglądała to na ucznia, to na Stokrotkową Pieśń. Dymny zignorował białą i kontynuował swój wywód.
— Wzorzysta Łapo musisz natychmiast się stąd ewakuować i pójść do medyczek. Inaczej zarazisz cały klan! Albo może zostań, bo może już się zaraziłaś… Nie! Jeszcze masz szansę! Chodź! Szybko!
Wzorek nie reagowała. Stała tam nadal i patrzyła się na kocura, zastanawiając się, o co mu chodzi. Wtedy kocur ostrożnie postawił jeden krok do środka legowiska starszych i wzdrygnął się, jakby był pewien, że za chwilę zacznie dławić się kaszlem, po czym złapał jej łapę i pociągnął ją do siebie. To spowodowało, że Wzorek wywróciła się, a kulka śmierdzącego mchu wypadła z jej pyska i potoczyła się prosto pod łapy rudej kotki obserwującej całe to zamieszanie. O nie. Teraz na pewno będzie pośmiewiskiem.
Oczywiście. Pomimo że jej kara zajmowania się starszymi już minęła, większość uczniów, jak i ich mentorów nadal była przyzwyczajona do tego, że ona to robi. Niechętnie powłóczyła łapami w stronę legowiska medyków. Tam spotkała Ćmi Księżyc. Niewidoma medyczka powąchała powietrze, próbując wyczuć zapach nowego kota w lecznicy. Wzorek zawsze zastanawiała się, jak ona to robi przy takiej ilości ziół w pobliżu.
— Wzorzysta Łapa? Mech jest tam gdzie zawsze. Zaraz podam ci mysią żółć.
Uczennica Wzięła kulkę mchu i nasączyła go mysią żółcią, którą dostała chwilę później. Z cuchnącą kulą mchu podążyła do legowiska starszych. Na początku zajęła się Wiecznym Zaćmieniem. Potem zaproponowała pomoc Bożodrzewnemu Kaprysowi, co oczywiście spotkało się z narzekaniem starszej. Kiedy podeszła do Stokrotkowej Pieśni zauważyła, że starszy trochę pokasłuje. Nie przejęła się tym, bo medyczka nie ostrzegła jej, żeby nie podchodziła do starszego, co znaczyło, że nie było to nic poważnego. Nie wszyscy chyba podzielali to zdanie.
— Wzorzysta Łapo! Stój! — Kremowo-biały kocur stał w wejściu do legowiska starszych i patrzył na nią przerażony. Wieczne Zaćmienie, która już zdążyła wcześniej zasnąć, obudziła się i rozglądała się zdezorientowana po legowisku.
— Na Klan Gwiazdy Pasterzowa Łapo! Ile pszczół masz w tej głowie, że nie rozumiesz, że Stokrotkowej Pieśni nic nie jest?! — warknęła Bożodrzewny Kaprys. Wzorek stała tam po prostu jak głupia i spoglądała to na ucznia, to na Stokrotkową Pieśń. Dymny zignorował białą i kontynuował swój wywód.
— Wzorzysta Łapo musisz natychmiast się stąd ewakuować i pójść do medyczek. Inaczej zarazisz cały klan! Albo może zostań, bo może już się zaraziłaś… Nie! Jeszcze masz szansę! Chodź! Szybko!
Wzorek nie reagowała. Stała tam nadal i patrzyła się na kocura, zastanawiając się, o co mu chodzi. Wtedy kocur ostrożnie postawił jeden krok do środka legowiska starszych i wzdrygnął się, jakby był pewien, że za chwilę zacznie dławić się kaszlem, po czym złapał jej łapę i pociągnął ją do siebie. To spowodowało, że Wzorek wywróciła się, a kulka śmierdzącego mchu wypadła z jej pyska i potoczyła się prosto pod łapy rudej kotki obserwującej całe to zamieszanie. O nie. Teraz na pewno będzie pośmiewiskiem.
<Truskawa? Pomóż>
[506 słów]
[Przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz