Po tragedii, obóz Klanu Nocy
Trzcinowy Szmer weszła zaraz za innymi uczestnikami treningu do obozu. Nieśli ze sobą ciało biednej Centuriowej Łapy, która została zaatakowana przez wydrę. Jej bezwładne ciało zostało położone na polanie głównej, do którego od razu podbiegły medyczki oraz ciekawi współklanowicze. Ciekawskie spojrzenia padały na nich z każdych ze stron, a wrzawa poniosła się echem po ścianach obozu. Nie musieli długo czekać, by z legowiska lidera wyjrzała Mandarynkowa Gwiazda. Jej spojrzenie z zaciekawionego od razu zmieniło się na widok zakrwawionego ciała liliowej szylkretowej uczennicy.
— Na Klan Gwiazdy! Co się stało? — spytała, podbiegając do Algowej Strugi, która nieobecnym wzrokiem omiatała obóz.
Była zastępczyni nie wyglądała na skupioną. Od kotki biła aura przerażenia, która tylko się nasilała.
— Algowa Strugo! — powtórzyła Mandarynkowa Gwiazda, na co księżniczka drgnęła, wracając na ziemię.
— Zaatakowała ich wydra. Wszystko działo się zbyt szybko, żeby ktokolwiek z mentorów mógł zareagować… — zwiesiła głowę, jakby była to jej wina.
Chłodny wzrok Mandarynkowej Gwiazdy przeszedł po każdym kocie, a zatrzymał się na biednej Fląderce, która kuliła się jeszcze bardziej z każdym kolejnym uderzeniem serca. Trzcinowy Szmer współczuła Fląderce oraz Rezedowej Łapie. Wiedziała dokładnie, co czuła ta dwójka. Tak samo bolała, ją strata Różyczki.
— Jestem przy tobie Rezedowa Łapo… Jestem dla ciebie wsparciem — powiedziała cicho do swojego ucznia, który trząsł się z emocji.
Widziała jego puste oczy, które wpatrywały się w zwłoki jego siostry. Nie docierało do niego, co właśnie stracił albo dopiero zaczęło, gdyż kiedy tylko usłyszał głos swojej mentorki, cicho zapłakał. Trzcinowy Szmer owinęła go swoim ogonem, starając się wesprzeć młodego kocurka. Nie mogła powiedzieć, że będzie dobrze. Nigdy nie będzie dobrze, a w szczególności w takiej chwili. Każdy kolejny krok w dorosłość będzie bolesny, a bliscy będą znikać, jak kamienie rzucane w toń. Nie tak dawno pożegnali się z Krabowymi Paluszkami i Biedronkowym Polem, a teraz do kręgu Klanu Gwiazdy dołączyła również młoda uczennica.
— Centuriowa Łapa nie powinna była ginąć. Była w moim wieku, jeszcze nie została nawet wojowniczką. — wysyczał Rezedowa Łapa, walcząc ze swoimi łzami, które spływały mu po pysku. — Głupie wydry!
Trzcinowy Szmer na słowo “wydry” spięła mięśnie i wysunęła pazury. Ona wiedziała, z czym się wiąże walka z tymi obślizgłymi drapieżnikami. Sama walczyła z wydrą, jak była uczennicą, tylko ona w tamtym momencie była o wiele bardziej doświadczona niż Centuriowa Łapa, a wróciła do obozu z bardzo niebezpieczną raną. Gdyby nie szybka reakcja medyczek, pewnie by się wykrwawiła. Jednak tego szczęścia brakło Centuriowej Łapie.
— Owszem, wydry są głupie i bezduszne — zgodziła się z własnym uczniem.
Ciało uczennicy zostało namaszczone przez Gąbczastą Perłę i wystawione dla pobratymców, by tamci pożegnali uczennicę. Ród zebrał się jako pierwszy i złożył hołdy młodej Nocniaczce, tak jak mieli to w zwyczaju. Później przyszedł czas na resztę klanu. Trzcinowy Szmer widziała, jak Fląderka razem z Rezedową Łapą, żegnają się ze swoją siostrą. Noc mijała powoli, a z każdą chwilą koty chowały się w legowiskach, aby zaznać snu. Na polanie została garstka, która dzielnie trwała przy zmarłej kotce. Oczywiście jednymi z tych kotów było rodzeństwo zmarłej.
“Ja już nie dam rady…” — westchnęła, czując, jak jej powieki opadają ze zmęczenia.
Rzuciła ostatnie spojrzenie na Rezedową Łapę, po czym zniknęła w legowisku wojowników, udając się na spoczynek.
— Dzisiaj zostaniesz w obozie, Rezedowa Łapo — powiedziała twardo do swojego ucznia, który nawet nie przespał nocy.
Kocur chybotał się na boki, a jego wzrok był rozkojarzony. Jednak był niesamowicie uparty. Dobrze wiedziała, kto też jest taki uparty. Ona.
— Chce iść na trening! Muszę znaleźć tę wydrę i pomścić śmierć własnej siostry! — Tupnął łapą i smagał w powietrzu, gniewnie ogonem
Trzcinowy Szmer prychnęła, pokazując swoje białe kły w kwaśnym uśmiechu. Mandarynkowa Gwiazda łoiła jej uszy swoimi przytykami oraz dezaprobatą, może to jest jakiś sposób na takich aroganckich pchlarzy, jak Centuriowa Łapa.
— Ty mysimóżdżku, myślisz, że w ten sposób pomścisz śmierć swojej siostry? Umrzesz tak samo, jak ona. Jesteś za młody i wiesz tyle, co narybek w szuwarach! Zmiataj do legowiska uczniów i zastanów się nad sobą. Nigdzie nie idziesz, a jeśli będziesz uparty, to będziesz skubał każdego kota w obozie z kleszczy!
Jej wybuch gniewu przywrócił Rezedową Łapę do pionu. Kocur, mamrocząc coś pod nosem, ruszył do legowiska uczniów. Rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym zniknął jej z oczu.
“Tak będzie dla ciebie najlepiej” — pomyślała.
Doskonale wiedziała, co uczeń musiał czuć. Pewnie sama by podobnie pyskowała do Mandarynkowej Gwiazdy.
— Nie jesteś dla niego, za ostra? — zapytała ją nagle Niezapominajkowa Nadzieja.
Kotka musiała zajść ją od tyłu, gdyż jej nie zauważyła, była za bardzo skupiona na swoim uczniu. Trzcinowy Szmer pokręciła jedynie głową.
— Wiem, co robię i uwierz mi, wyjdzie on na koty. Uczyła mnie tak Mandarynkowa Gwiazda, więc powielam jej nauki.
— Niedawno zmarła mu siostra, Trzcinowy Szmerze…
— Każdy kogoś stracił, nie jest jedyny wyjątkowym kotem ze smutną historią. A jeśli ktoś jeszcze nie stracił mu drugiego cennego kota, to w życiu na pewno go to nie ominie.
— On ma dopiero sześć księżycy…
— Ma aż sześć księżycy — poprawiła kotkę — da sobie radę. Jest silniejszy, niż ci się wydaje.
Zapadła między nimi krótka cisza. Patrzyły się na siebie, jakby szukały porozumienia, jednak nie znalazły go. Niezapominajkowa Nadzieja miała łagodniejsze usposobienie, nie poradziłaby sobie z kimś takim, jak Rezedowa Łapa.
— Idziemy na polowanie? Wartałoby nauczyć się łowić ryby w zbiornikach, gdzie nie znajdziemy wydrę — zaproponowała swojej przyjaciółce.
— Dobry pomysł.
Obie zniknęły w wyjścia z obozu.
— Na Klan Gwiazdy! Co się stało? — spytała, podbiegając do Algowej Strugi, która nieobecnym wzrokiem omiatała obóz.
Była zastępczyni nie wyglądała na skupioną. Od kotki biła aura przerażenia, która tylko się nasilała.
— Algowa Strugo! — powtórzyła Mandarynkowa Gwiazda, na co księżniczka drgnęła, wracając na ziemię.
— Zaatakowała ich wydra. Wszystko działo się zbyt szybko, żeby ktokolwiek z mentorów mógł zareagować… — zwiesiła głowę, jakby była to jej wina.
Chłodny wzrok Mandarynkowej Gwiazdy przeszedł po każdym kocie, a zatrzymał się na biednej Fląderce, która kuliła się jeszcze bardziej z każdym kolejnym uderzeniem serca. Trzcinowy Szmer współczuła Fląderce oraz Rezedowej Łapie. Wiedziała dokładnie, co czuła ta dwójka. Tak samo bolała, ją strata Różyczki.
— Jestem przy tobie Rezedowa Łapo… Jestem dla ciebie wsparciem — powiedziała cicho do swojego ucznia, który trząsł się z emocji.
Widziała jego puste oczy, które wpatrywały się w zwłoki jego siostry. Nie docierało do niego, co właśnie stracił albo dopiero zaczęło, gdyż kiedy tylko usłyszał głos swojej mentorki, cicho zapłakał. Trzcinowy Szmer owinęła go swoim ogonem, starając się wesprzeć młodego kocurka. Nie mogła powiedzieć, że będzie dobrze. Nigdy nie będzie dobrze, a w szczególności w takiej chwili. Każdy kolejny krok w dorosłość będzie bolesny, a bliscy będą znikać, jak kamienie rzucane w toń. Nie tak dawno pożegnali się z Krabowymi Paluszkami i Biedronkowym Polem, a teraz do kręgu Klanu Gwiazdy dołączyła również młoda uczennica.
— Centuriowa Łapa nie powinna była ginąć. Była w moim wieku, jeszcze nie została nawet wojowniczką. — wysyczał Rezedowa Łapa, walcząc ze swoimi łzami, które spływały mu po pysku. — Głupie wydry!
Trzcinowy Szmer na słowo “wydry” spięła mięśnie i wysunęła pazury. Ona wiedziała, z czym się wiąże walka z tymi obślizgłymi drapieżnikami. Sama walczyła z wydrą, jak była uczennicą, tylko ona w tamtym momencie była o wiele bardziej doświadczona niż Centuriowa Łapa, a wróciła do obozu z bardzo niebezpieczną raną. Gdyby nie szybka reakcja medyczek, pewnie by się wykrwawiła. Jednak tego szczęścia brakło Centuriowej Łapie.
— Owszem, wydry są głupie i bezduszne — zgodziła się z własnym uczniem.
* * *
Pożegnanie Centuriowej Łapy.
Ciało uczennicy zostało namaszczone przez Gąbczastą Perłę i wystawione dla pobratymców, by tamci pożegnali uczennicę. Ród zebrał się jako pierwszy i złożył hołdy młodej Nocniaczce, tak jak mieli to w zwyczaju. Później przyszedł czas na resztę klanu. Trzcinowy Szmer widziała, jak Fląderka razem z Rezedową Łapą, żegnają się ze swoją siostrą. Noc mijała powoli, a z każdą chwilą koty chowały się w legowiskach, aby zaznać snu. Na polanie została garstka, która dzielnie trwała przy zmarłej kotce. Oczywiście jednymi z tych kotów było rodzeństwo zmarłej.
“Ja już nie dam rady…” — westchnęła, czując, jak jej powieki opadają ze zmęczenia.
Rzuciła ostatnie spojrzenie na Rezedową Łapę, po czym zniknęła w legowisku wojowników, udając się na spoczynek.
* * *
Na drugi dzień
— Dzisiaj zostaniesz w obozie, Rezedowa Łapo — powiedziała twardo do swojego ucznia, który nawet nie przespał nocy.
Kocur chybotał się na boki, a jego wzrok był rozkojarzony. Jednak był niesamowicie uparty. Dobrze wiedziała, kto też jest taki uparty. Ona.
— Chce iść na trening! Muszę znaleźć tę wydrę i pomścić śmierć własnej siostry! — Tupnął łapą i smagał w powietrzu, gniewnie ogonem
Trzcinowy Szmer prychnęła, pokazując swoje białe kły w kwaśnym uśmiechu. Mandarynkowa Gwiazda łoiła jej uszy swoimi przytykami oraz dezaprobatą, może to jest jakiś sposób na takich aroganckich pchlarzy, jak Centuriowa Łapa.
— Ty mysimóżdżku, myślisz, że w ten sposób pomścisz śmierć swojej siostry? Umrzesz tak samo, jak ona. Jesteś za młody i wiesz tyle, co narybek w szuwarach! Zmiataj do legowiska uczniów i zastanów się nad sobą. Nigdzie nie idziesz, a jeśli będziesz uparty, to będziesz skubał każdego kota w obozie z kleszczy!
Jej wybuch gniewu przywrócił Rezedową Łapę do pionu. Kocur, mamrocząc coś pod nosem, ruszył do legowiska uczniów. Rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym zniknął jej z oczu.
“Tak będzie dla ciebie najlepiej” — pomyślała.
Doskonale wiedziała, co uczeń musiał czuć. Pewnie sama by podobnie pyskowała do Mandarynkowej Gwiazdy.
— Nie jesteś dla niego, za ostra? — zapytała ją nagle Niezapominajkowa Nadzieja.
Kotka musiała zajść ją od tyłu, gdyż jej nie zauważyła, była za bardzo skupiona na swoim uczniu. Trzcinowy Szmer pokręciła jedynie głową.
— Wiem, co robię i uwierz mi, wyjdzie on na koty. Uczyła mnie tak Mandarynkowa Gwiazda, więc powielam jej nauki.
— Niedawno zmarła mu siostra, Trzcinowy Szmerze…
— Każdy kogoś stracił, nie jest jedyny wyjątkowym kotem ze smutną historią. A jeśli ktoś jeszcze nie stracił mu drugiego cennego kota, to w życiu na pewno go to nie ominie.
— On ma dopiero sześć księżycy…
— Ma aż sześć księżycy — poprawiła kotkę — da sobie radę. Jest silniejszy, niż ci się wydaje.
Zapadła między nimi krótka cisza. Patrzyły się na siebie, jakby szukały porozumienia, jednak nie znalazły go. Niezapominajkowa Nadzieja miała łagodniejsze usposobienie, nie poradziłaby sobie z kimś takim, jak Rezedowa Łapa.
— Idziemy na polowanie? Wartałoby nauczyć się łowić ryby w zbiornikach, gdzie nie znajdziemy wydrę — zaproponowała swojej przyjaciółce.
— Dobry pomysł.
Obie zniknęły w wyjścia z obozu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz