– Po prostu... okropna pogoda. – Zauważyła.
Odeszła jeszcze kilka kroków, po czym odwróciła się i zerknęła na albinosa, posłała mu delikatny uśmiech i rzuciła jeszcze:
– Wracaj do Burzaków, albinosie! Miło było poznać!
Biała Łapa stał w osłupieniu, patrząc, jak kotka nurkuje w krzakach. Czy powinien się obrazić? Zostać urażonym? Czy w ogóle to była obelga? Klan Wilka nie miał złych relacji z Klanem Burzy, z tego, co wiedział, więc czy kotka miała powód go nie lubić? Tak po prostu?
Poszedł za nią w głąb granicy, nim umknęła za daleko.
– Poczekaj! Jak masz na imię? – zwołał za nią. – Zostawisz mnie tak bez tej informacji?
Kotka zaskoczyła się nagłym wołaniem. Biały mógł dostrzec jej zdziwienie, gdy Usłyszała ponownie głos kocura. Burzak widział drgnięcie jej ciała i przez chwilę myślał, że zostawi go bez odpowiedzi. Przystanęła jednak i znów spojrzała na nieznajomego.
– Korowa Łapa – przedstawiła się. – A ty?
Przystanął, żeby nie wchodzić dalej na obce terytorium. Wystarczająco już nadstawił karku, dlatego będąc ciągle na czujce, podniósł na nią wzrok.
– Biała Łapa! – odpowiedział.
Dzieliła ich odległość kilku zajęcy, niby blisko, a jednak na tyle daleko, by Biały nie mógł zrobić ani kroku dalej. Postanowił nie ryzykować swoją skórą wchodzenia głębiej w lasy Klanu Wilka.
– Masz ładne imię – skomplementował kotkę. – Uważaj na Siebie w drodze powrotnej. Spotkamy się jeszcze kiedyś?
Kotka patrzyła na niego zaciekawiona, a on wytrzymał to spojrzenie. Dosyć często spotykał koty zainteresowane jego aparycją bardziej, niż powinny, więc zdążył się nauczyć wytrzymywać utkwiony w niego wzrok.
– Dziękuję. Ty również. Chociaż dość... Oczywiste. – Parsknęła śmiechem. – Będę uważać – zapewniła.
Położył uszy po sobie, gdy kotka wyśmiała jego imię. On go sobie nie wybrał... ugh. Podniósł je z kolei, gdy kontynuowała wypowiedź.
Wyglądała, jakby zastanawiała się nad wypowiedzią, ale ostatecznie kiwnęła tylko delikatnie głową.
– Może na którymś ze zgromadzeń się złapiemy. Ty też uważaj.
– ... Dziękuję – odpowiedział. Poczuł, jak zaczyna marznąć od stania w miejscu w deszczu. Zaczął odwracać się na pięcie, by odejść.
– Do zobaczenia więc, Korowa Łapo – miauknął przez ramię, nim jego biała sierść zniknęła pomiędzy krzewami.
Odeszła jeszcze kilka kroków, po czym odwróciła się i zerknęła na albinosa, posłała mu delikatny uśmiech i rzuciła jeszcze:
– Wracaj do Burzaków, albinosie! Miło było poznać!
Biała Łapa stał w osłupieniu, patrząc, jak kotka nurkuje w krzakach. Czy powinien się obrazić? Zostać urażonym? Czy w ogóle to była obelga? Klan Wilka nie miał złych relacji z Klanem Burzy, z tego, co wiedział, więc czy kotka miała powód go nie lubić? Tak po prostu?
Poszedł za nią w głąb granicy, nim umknęła za daleko.
– Poczekaj! Jak masz na imię? – zwołał za nią. – Zostawisz mnie tak bez tej informacji?
Kotka zaskoczyła się nagłym wołaniem. Biały mógł dostrzec jej zdziwienie, gdy Usłyszała ponownie głos kocura. Burzak widział drgnięcie jej ciała i przez chwilę myślał, że zostawi go bez odpowiedzi. Przystanęła jednak i znów spojrzała na nieznajomego.
– Korowa Łapa – przedstawiła się. – A ty?
Przystanął, żeby nie wchodzić dalej na obce terytorium. Wystarczająco już nadstawił karku, dlatego będąc ciągle na czujce, podniósł na nią wzrok.
– Biała Łapa! – odpowiedział.
Dzieliła ich odległość kilku zajęcy, niby blisko, a jednak na tyle daleko, by Biały nie mógł zrobić ani kroku dalej. Postanowił nie ryzykować swoją skórą wchodzenia głębiej w lasy Klanu Wilka.
– Masz ładne imię – skomplementował kotkę. – Uważaj na Siebie w drodze powrotnej. Spotkamy się jeszcze kiedyś?
Kotka patrzyła na niego zaciekawiona, a on wytrzymał to spojrzenie. Dosyć często spotykał koty zainteresowane jego aparycją bardziej, niż powinny, więc zdążył się nauczyć wytrzymywać utkwiony w niego wzrok.
– Dziękuję. Ty również. Chociaż dość... Oczywiste. – Parsknęła śmiechem. – Będę uważać – zapewniła.
Położył uszy po sobie, gdy kotka wyśmiała jego imię. On go sobie nie wybrał... ugh. Podniósł je z kolei, gdy kontynuowała wypowiedź.
Wyglądała, jakby zastanawiała się nad wypowiedzią, ale ostatecznie kiwnęła tylko delikatnie głową.
– Może na którymś ze zgromadzeń się złapiemy. Ty też uważaj.
– ... Dziękuję – odpowiedział. Poczuł, jak zaczyna marznąć od stania w miejscu w deszczu. Zaczął odwracać się na pięcie, by odejść.
– Do zobaczenia więc, Korowa Łapo – miauknął przez ramię, nim jego biała sierść zniknęła pomiędzy krzewami.
[353 słowa, trening Białej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz