— Może nie cały czas, ale co jakiś czas Żagnicy się o tym przypomni — wyjaśnił.
Kotka chciałaby, żeby jej mentor nie pamiętał rzeczy, których nie robili, ale Fruczak doskonale wiedział, co Kropla już próbowała, a z czym ani razu nie miała styczności.
— Nie boję się? Ale oczywiście, że się obawiam upadku, dlatego też nie pcham się na wyższe gałęzie — dodał brat, a te słowa zaskoczyły czekoladową. Spojrzała na niego, unosząc brew.
Smuga na ogół nie wydawał się czegokolwiek bać ani czymkolwiek przejmować. Przecież był uznawany za “dziwaka”, był odrzutkiem, a i tak miał na twarzy delikatny uśmiech, przede wszystkim dla rodziny.
— Dziś Żagnica zabrał mnie nad Konający Buk — opowiadał dalej. — To stare drzewo, które tworzy przejście na drugą stronę rzeki, jest śliskie i w niektórych miejscach spróchniałe. W połowie drogi tylna łapa mi się osunęła, a ja ze strachu nie chciałem ruszyć dalej. Żagnica musiał mnie jak kociaka nieść z powrotem — przyznał.
— Bałeś się? — powtórzyła, aby upewnić się, że na pewno dobrze usłyszała. — Ty?
— Tak, niemożliwe, nie? — zachichotał. — Ale dzięki temu otrzymałem kolejną ważną lekcję oraz dowiedziałem się, że mój mentor nie jest skończonym bucem — zaśmiał się cicho i Kropla też cicho zachichotała. — A tobie jak poszła wspinaczka? Lepiej niż mi pokonanie Konającego Buku? — zapytał.
Kotka przez moment szukała odpowiednich słów, jakby opisać swoja dzisiejszą porażkę, ale nie umiała znaleźć nic dobrego. Wzruszyła więc niepewnie ramionami i wbiła wzrok w kawałek jedzenia, który przed nią leżał.
— Nie najlepiej — przyznała cicho. — Ale wspięłam się na pierwszą gałązkę. — Zerknęła na brata z uśmiechem. — To nie dużo, ale jak na pierwszy raz… — mruknęła speszona, a potem znów westchnęła, spuszczając wzrok. — Ale mnie też Fruczak musiał ściągać.
Ugryzła kawałek wiewiórki, pozwalając, aby Smuga doszedł do słowa, jeśli tylko by chciał.
— Chyba wolę budować legowiska z Kasztanką… Albo pomagać uzdrowicielom — stwierdziła po chwili. — A ty, co najbardziej w sumie lubisz w treningu? — Zerknęła ponownie na brata.
Kotka chciałaby, żeby jej mentor nie pamiętał rzeczy, których nie robili, ale Fruczak doskonale wiedział, co Kropla już próbowała, a z czym ani razu nie miała styczności.
— Nie boję się? Ale oczywiście, że się obawiam upadku, dlatego też nie pcham się na wyższe gałęzie — dodał brat, a te słowa zaskoczyły czekoladową. Spojrzała na niego, unosząc brew.
Smuga na ogół nie wydawał się czegokolwiek bać ani czymkolwiek przejmować. Przecież był uznawany za “dziwaka”, był odrzutkiem, a i tak miał na twarzy delikatny uśmiech, przede wszystkim dla rodziny.
— Dziś Żagnica zabrał mnie nad Konający Buk — opowiadał dalej. — To stare drzewo, które tworzy przejście na drugą stronę rzeki, jest śliskie i w niektórych miejscach spróchniałe. W połowie drogi tylna łapa mi się osunęła, a ja ze strachu nie chciałem ruszyć dalej. Żagnica musiał mnie jak kociaka nieść z powrotem — przyznał.
— Bałeś się? — powtórzyła, aby upewnić się, że na pewno dobrze usłyszała. — Ty?
— Tak, niemożliwe, nie? — zachichotał. — Ale dzięki temu otrzymałem kolejną ważną lekcję oraz dowiedziałem się, że mój mentor nie jest skończonym bucem — zaśmiał się cicho i Kropla też cicho zachichotała. — A tobie jak poszła wspinaczka? Lepiej niż mi pokonanie Konającego Buku? — zapytał.
Kotka przez moment szukała odpowiednich słów, jakby opisać swoja dzisiejszą porażkę, ale nie umiała znaleźć nic dobrego. Wzruszyła więc niepewnie ramionami i wbiła wzrok w kawałek jedzenia, który przed nią leżał.
— Nie najlepiej — przyznała cicho. — Ale wspięłam się na pierwszą gałązkę. — Zerknęła na brata z uśmiechem. — To nie dużo, ale jak na pierwszy raz… — mruknęła speszona, a potem znów westchnęła, spuszczając wzrok. — Ale mnie też Fruczak musiał ściągać.
Ugryzła kawałek wiewiórki, pozwalając, aby Smuga doszedł do słowa, jeśli tylko by chciał.
— Chyba wolę budować legowiska z Kasztanką… Albo pomagać uzdrowicielom — stwierdziła po chwili. — A ty, co najbardziej w sumie lubisz w treningu? — Zerknęła ponownie na brata.
<Smugo?>
[329 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz