— Wszystko dobrze? Jeżeli nie czujesz się dobrze, możemy wrócić.
— N-Nie! Wszystko dobrze! — zapewniła szybko szylkretka i uśmiechnęła się niezręcznie. Na to wąsy siostry Foczej Fali zadrgały z rozbawienia. Psotny Nietoperz odwróciła się do niej plecami i ruszyła dalej we wcześniej obranym kierunku. Wzorek położyła po sobie uszy na chwilę zmartwiona, ale widząc, że kotka nie przestaje się oddalać, ruszyła szybko za nią.
Dotarły do Złotych Kłosów. Niestety, teraz kiedy była prawie Pora Nagich Drzew, nie było ani złota, ani kłosów. Pole było puste, nie licząc malutkich nieściętych kawałków łodyg i resztek zboża walających się po ziemi. O tej porze roku Złote Kłosy może i nie były widokiem, który nadawał się na pocztówkę, ale nadal można było znaleźć tu myszy, które wychodziły ze swoich norek z nadzieją na znalezienie na ziemi kilku ziarenek, które mogłyby pomóc im przetrwać zimę. Wzorek szczerze nie rozumiała, czemu miałoby być to dobre miejsce na spacer, teraz kiedy wyglądało raczej smętnie, ale nie kwestionowała wyboru drugiej kotki. Chociaż ona osobiście wybrałaby Kacze Bajorko.
— To co, spróbujesz zapolować? – zapytała czarno-biała. Uczennica zdziwiła się i postawiła mały krok do tyłu.
— Ja? No nie wiem…
— No nie mów mi, że się boisz! — Starsza zażartowała. Niestety liliowa tego tak nie odebrała.
— N-nie boję się… — wyjąkała tylko i zawęszyła. Wyczuła mysz. To była jej jedyna szansa. Zauważyła małe brązowe zwierzątko chodzące między pozostałościami zboża, leżącymi na ziemi. Musiała się podkraść.
“Ogon nisko, żeby go nie zauważyła, ale nie tak nisko, żebym zaszurała nim o ziemię… Łapy lekko na ziemi…” — instruowała się w myślach. “Lisie Łajno!” — pomyślała, gdy gryzoń zaczął od niej uciekać. W panice nie mógł znaleźć wejścia do swojej nory. I już nigdy jej nie znalazł. Czarno-biały kształt śmignął w powietrzu kilka kocięcych kroków przed pyskiem Wzorzystej Łapy i przygniótł zwierzynę. Nawet nie zauważyła, że Psotny Nietoperz cały czas była blisko niej. Wojowniczka usiadła, z myszą zwisającą w pysku. Położyła ją na ziemię.
— Wiatr zmienił kierunek, kiedy już byłaś blisko — wyjaśniła. — Ale świetnie ci szło! — zapewniła, po czym popchnęła piszczkę w jej stronę.
— Weź, to twoje.
— Ale to ty ją upolowałaś…
— Już prawie ją miałaś. Poza tym ja i tak ich nie jem.
— N-Nie! Wszystko dobrze! — zapewniła szybko szylkretka i uśmiechnęła się niezręcznie. Na to wąsy siostry Foczej Fali zadrgały z rozbawienia. Psotny Nietoperz odwróciła się do niej plecami i ruszyła dalej we wcześniej obranym kierunku. Wzorek położyła po sobie uszy na chwilę zmartwiona, ale widząc, że kotka nie przestaje się oddalać, ruszyła szybko za nią.
* * *
Dotarły do Złotych Kłosów. Niestety, teraz kiedy była prawie Pora Nagich Drzew, nie było ani złota, ani kłosów. Pole było puste, nie licząc malutkich nieściętych kawałków łodyg i resztek zboża walających się po ziemi. O tej porze roku Złote Kłosy może i nie były widokiem, który nadawał się na pocztówkę, ale nadal można było znaleźć tu myszy, które wychodziły ze swoich norek z nadzieją na znalezienie na ziemi kilku ziarenek, które mogłyby pomóc im przetrwać zimę. Wzorek szczerze nie rozumiała, czemu miałoby być to dobre miejsce na spacer, teraz kiedy wyglądało raczej smętnie, ale nie kwestionowała wyboru drugiej kotki. Chociaż ona osobiście wybrałaby Kacze Bajorko.
— To co, spróbujesz zapolować? – zapytała czarno-biała. Uczennica zdziwiła się i postawiła mały krok do tyłu.
— Ja? No nie wiem…
— No nie mów mi, że się boisz! — Starsza zażartowała. Niestety liliowa tego tak nie odebrała.
— N-nie boję się… — wyjąkała tylko i zawęszyła. Wyczuła mysz. To była jej jedyna szansa. Zauważyła małe brązowe zwierzątko chodzące między pozostałościami zboża, leżącymi na ziemi. Musiała się podkraść.
“Ogon nisko, żeby go nie zauważyła, ale nie tak nisko, żebym zaszurała nim o ziemię… Łapy lekko na ziemi…” — instruowała się w myślach. “Lisie Łajno!” — pomyślała, gdy gryzoń zaczął od niej uciekać. W panice nie mógł znaleźć wejścia do swojej nory. I już nigdy jej nie znalazł. Czarno-biały kształt śmignął w powietrzu kilka kocięcych kroków przed pyskiem Wzorzystej Łapy i przygniótł zwierzynę. Nawet nie zauważyła, że Psotny Nietoperz cały czas była blisko niej. Wojowniczka usiadła, z myszą zwisającą w pysku. Położyła ją na ziemię.
— Wiatr zmienił kierunek, kiedy już byłaś blisko — wyjaśniła. — Ale świetnie ci szło! — zapewniła, po czym popchnęła piszczkę w jej stronę.
— Weź, to twoje.
— Ale to ty ją upolowałaś…
— Już prawie ją miałaś. Poza tym ja i tak ich nie jem.
<Psotka?>
[582 słów]
[Przyznano 12%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz