Fląderka początkowo nie zrozumiała pytania księcia. W końcu nie była sama w lecznicy. Nie licząc medyczki, która wyszła z niej, aby udać się po mokry mech, razem z nią na posłaniach przeznaczonych dla chorych przebywał również Klekocząca Łapa. Zamrugała pomału zdrowym oczkiem, starając się oszczędzić chore.
– Złocisty Widlik musiał wrócić do kociarni, do mojego rodzeństwa. M-moja siostrzyczka nie chciała, aby zostawił ich samych na dłużej... Centurii i Rezedzie nic nie dolega. Są zdrowi. – Położyła mordkę na oparciu. Centuria nie wyglądała ani trochę na zadowoloną, gdy piastun dostrzegł, że z oczkiem Fląderki jest coś nie tak, a tym bardziej, gdy zdecydował się ją zabrać do medyków. Zaczęła robić wszystko, aby kocur nie poświęcał swojej uwagi szylkretce w większej ilości, niż powinien. – Obiecałam być grzeczna, dlatego pozwolono mi zostać samej.
Rozmowa z księciem ją bardzo stresowała, mimo to wysiliła się na grzeczne wyjaśnienie, jak sprawa wygląda. Właśnie dlatego została sama w lecznicy, bez rodzeństwa i piastuna, którzy w czasie jej rekonwalescencji mogli zrobić wiele innych ciekawych rzeczy. A gdyby jednak zdecydowali się jej towarzyszyć, nie mogliby ich zrobić.
– Mhm... – mruknął kocur, prawdopodobnie nieusatysfakcjonowany odpowiedzią koteczki. Czyli źle odpowiedziała na jego pytanie?
Przez resztę czasu milczała, o ile książę Klekocząca Łapa nie zadał jej pytania. Wówczas odpowiadała, nie decydując się zignorować księcia. Nawet jeśli czasami się jąkała, starała się zawsze odpowiedzieć na jego pytanie.
W końcu do lecznicy wróciła Gąbczasta Perła z mchem, którego potrzebowała zarówno Fląderka, jak i książę. Brązowa koteczka z uwagą obserwowała ze swojego legowiska, jak medyczka ostrożnie obchodzi się z książęcą łapą, w której utknęła drzazga. Nie była do końca pewna czy powinna ich obserwować w tej sytuacji, więc po pewnym czasie zmrużyła oczka, decydując się dać im więcej prywatności. Skuliła się w kłębek, mając nadzieję, że uda jej się wtopić we wnętrze lecznicy, a jej szelest czy głośniejsze zaczerpnięcie powietrza nie będą przeszkadzać asystentce podczas badania.
Gąbczasta Perła zajęła się jej chorym oczkiem. Przetarła nagromadzoną ropę w jego kąciku oraz nałożyła leczniczą maść, która z pomocą okładu miała uzdrowić Fląderkę.
Czy cenne zasoby medyczne powinny być na nią przeznaczane? Na pewno powinny być przeznaczane na koty z rodu i dzielnych wojowników. Ktoś bardziej niż ona mógł ich potrzebować. Nie chcąc być darmozjadem, obiecała czy właściwie zaoferowała swoją pomoc asystentce, mówiąc, że gdy skończy sześć księżyców, będzie pomagała nosić zioła pozyskiwane z wypraw medycznych.
~~~
Fląderka skończyła sześć księżyców; jeden z wielu treningów, w których uczestniczyła
Razem z pozostałymi uczniami i ich mentorami opuściła obóz, udając się na polowanie, czy też raczej zgłębienie jego tajników. W trakcie, gdy mentorzy tłumaczyli jej rodzeństwu kolejny raz podstawy, Fląderka zajęła miejsce na jednym z pieńków, z którego miała całkiem dobry widok na całą grupkę. Nie miała zamiaru przeszkadzać im w lekcji, nie chcąc pałętać się pod ich nogami. Nie daj Klanie Gwiazdy, sprawiłaby, że ktoś by się przez nią potknął i zranił w łapę. Jak ostatnim razem...
Mimo że starała się unikać spoglądania na Klekoczącą Łapę, spojrzenie jej brązowych oczu raz za razem spoczywało na kocurze, w szczególności na jego pysku. Dzięki wrodzonemu talentowi, który posiadały koty z rodu, oraz zdobytej wiedzy z łatwością przychodziło mu łapanie ryb. Pozostałym starszym uczniom również szło dobrze, jednak nie jak księciu. A jeśli chodziło o rodzeństwo Fląderki, cóż, czekało ich jeszcze sporo nauki.
Rezeda brodził na płyciźnie, gdy Centuria starała się w międzyczasie pochwycić małą rybkę kryjącą się niedaleko korzeni zanurzonych w wodzie. Bezskutecznie.
– Rezedowa Łapa... Centuriowa Łapa... – wymruczała, decydując się zmienić pozycję na pieńku z siedzącej na leżącą. Była bardzo ciekawa, jakie jej rodzeństwo zyska wojownicze miana.
Przymknęła oczka. W przeciwieństwie do pozostałych kotów nie musiała trenować. Miała jedynie pomóc im w drodze powrotnej, dostarczyć złowione ryby do obozu. To była w stanie zrobić, jednak musiała poczekać, aż trening się skończy.
Promienie słoneczne grzały ją w plecki, a z jej pyszczka wydobywało ciche mruczenie, gdy wtem głos jej siostry wyrwał ją z półsnu.
– Nie powinno cię tutaj być... Twój smlód płoszy nam lyby! – zawołała, patrząc wrogo na Fląderkę. Kotka ostrożnie skinęła głową na znak, że zgadza się z siostrą. Nie powinno jej tutaj być. Nie powinna towarzyszyć podczas treningu księcia ani tym bardziej być brana poza obóz. Mimo tego zgodnie z wolą Algowej Strugi udała się razem z nimi nad rzekę. Nie mogła się przecież sprzeciwić księżniczce, w dodatku byłej zastępczyni.
Mimika pyszczka Centurii była bardzo ekspresyjna, a jej piękne niebieskie oczy jedynie to wzmacniały. Kotka tupnęła łapką, unosząc pyszczek ku górze i łypiąc na Fląderkę z pogardą. Jej postawa jasno mówiła, aby w tej chwili ciemniejsza szylkretka wróciła do obozu. Fląderka zwiesiła łebek i powoli zsunęła się z pieńka.
– N-nie mogę wrócić do obozu... Algowa Struga chciała, abym wam towarzyszyła...
– Księżniczka Algowa Stluga! – poprawiła Fląderkę. Jej kremowa sierść lekko pofalowała na wietrze. – Ugh! Dlaczego muszę być z czymś takim jak ty spoklewniona!
Fląderka nie odpowiedziała na zaczepkę siostry. Prawdopodobnie, gdyby była na jej miejscu, również czułaby złość na rodzeństwo, które nie tyle, co posiadało błotniste umaszczenie, ale również odebrało jej matkę.
– K-księżniczka Algowa Stru... – urwała, gdy do jej uszka dotarł cichy plusk wody. Instynktownie przeniosła spojrzenie na rzekę, przy której obie uczennice się zatrzymały.
Od tafli wody dzieliło je kilka lisich długości. Znajdowały się w bezpiecznej odległości, przynajmniej tak sądziły. Fląderka poruszyła noskiem, gdy na tafli wody spostrzegła kręgi. Jej serduszko przyspieszyło. Centuria, dostrzegając wyraz pyska siostry i jej spojrzenie utkwione w wodzie, przeniosła je również, jednak nic nie dostrzegła. Zmarszczyła brwi.
– Dlaczego ciągle się patlzysz na księcia Klekoczącą Łapę? – spytała, a to pytanie zaskoczyło kotkę. Przecież nie patrzyła się ciągle na biało-czarnego kocura, prawda? – Czy coś takiego jak ty chce wzbudzić w nim litość i współczucie? Słyszałam, że ostatnio z nim lozmawiałaś na tleningu, a nawet się zaśmiałaś, gdy przez ciebie wylądował w wodzie i spłoszyłaś wszystkie lyby... – Jej źrenice zwęziły się w szparki.
– To był wypadek... Przypadkowo wpadłam na księcia... Poślizgnęłam się na błocie i nie byłam w stanie się utrzymać na zboczu... – miauknęła speszona, otulając się swoim ogonkiem. Była pewna, że nikt tego zdarzenia nie widział. Jedynie Błękitna Laguna, lecz czy zastępca rozmawiał na ten temat z Centuriową Łapą? Może po prostu podsłuchała jego rozmowę z kimś. – Przeprosiłam, a on się po chwili zaśmiał i powiedział, że nic się nie stało...
– On? On?! Książę! Naucz się nazywać właściwie koty z lodu, a nie jakbyś mówiła o pielwszym lepszym podlzędnym wojowniku czy uczniu! – zawołała głośniej, zirytowana faktem, że Fląderka niekoniecznie przywiązywała uwagę do formalności. Co innego, gdy rozmawiała z kimś z rodu, wtedy oczywiście zwracała się do kotów z szacunkiem, a przynajmniej starała się pamiętać, aby używać ich tytułów, jednak podczas rozmowy z siostrą zdecydowała się na większy luz. – Pewnie z doblego selca książę nie nakazał swojej babci Mandalynkowej Gwieździe cię wygnać za tę zniewagę, ale może będzie jeszcze do tego okazja!
Kolejny odgłos pluskania, tym razem głośniejszy. Fląderka poruszyła uszkiem i ponownie zerknęła w kierunku zbiornika. Z wody wynurzyła się wydra; mokra, lśniąca, z czujnymi oczami. Z jej pyska wydobył się cichy pomruk ostrzegawczy. W jednej chwili wydra zniknęła w pobliskich szuwarach, które odcinały potencjalną drogę ucieczki młodym uczniom.
Centuria stanęła plecami do swojej siostry, co również uczyniła Fląderka. Obie obserwowały ruch zwierzęcia, które na nie polowało.
– To twoja wina... – syknęła Centuria przez zaciśnięte zęby. Wysunęła pazury. – Na tlzy biegniemy do mentolów, a do tego momentu żadnych gwałtownych luchów, ani klzyków, czy to jas...
– Centuria! – W tym momencie Fląderka skoczyła na siostrę, starając się ją uchronić przed pazurami wydry, która ruszyła bez ostrzeżenia w ich kierunku. Na szczęście pazury zwierzęcia nie drasnęły liliowej kocicy, jedynie przejechały po boku czekoladowej szylkretki.
Na pysku Centurii malowała się furia, gdy Fląderka zignorowała jej plan działania. W dodatku po raz pierwszy tak blisko jej się znajdywała. Nie odrywała spojrzenia od siostry, którą pogardzała, by uderzenie serca później z całej siły uderzyć ją w brzuch tylnymi łapami, odrzucając ją od siebie wprost na kamień.
To był błąd.
Oszołomiona Fląderka dopiero po chwili zrozumiała czym był ten dziwny dźwięk, który dochodził do jej uszka po tym, jak odzyskała przytomność. Bulgot wymieszany z charkotem, a jeszcze wcześniej krzyk Centurii. Przeniosła spojrzenie na siostrę, której szyja spoczywała w pysku wydry i była zabarwiona szkarłatem.
– C-centuria... – wydukała, kuląc się, gdy zrozumiała, co takiego się stało. Sparaliżowana strachem nie była w ciągu pierwszych sekund ruszyć się o milimetr. Gdyby Centuria jej nie odepchnęła, na pewno błękitnooka miałaby szansę na ucieczkę. Z oczu Fląderki spłynęły łzy, gdy pojęła, że dla jej siostry nie ma już ratunku. Jej głowa bezwiednie zwisała z pyska brązowego zwierzęcia, które starało się zaciągnąć ciało uczennicy z powrotem do swojej kryjówki. – Z-zostaw ją... Poczekaj! – zawołała, robiąc krok w stronę wydry. – Oddaj mi siostrę... P-proszę... – jęknęła żałośnie, co tylko rozjuszyło wygłodniałą bestię.
Ciało Centurii opadło na brzegu. Jej piękne futerko, o które tak dbała, dekorując je różnymi błyskotkami, było ubarwione krwią i zmierzwione, a do jego pasm przyklejony był piasek.
– P-pomocy! Algowa Strugo! T-trzcinowy Szmerze! Cz-czosnkowa Krewetko! – zawołała głośno, mając nadzieję, że mentorzy przybędą jej na pomoc, nim pazury wydry przeorają jej małe ciałko.
<Klekocząca Łapo? 👀 wykaż się, to babcia na pewno mianuje cię już teraz na woja i być może na drugiego zastępcę🦸>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz