Kiedy Kora była uczennicą
Spojrzał w zawstydzone, żółte oczy przyjaciółki, usłyszał jej szepnięcie: “przepraszam”, poczuł dotyk jej futra, kiedy się przytulili. Kocur przez pewien czas nie wiedział, co powiedzieć, jak zareagować. Chciał wytłumaczyć szylkretce, że nic się nie stało, że wszystko znowu wróci do normy i obiecać, że zawsze będzie przy niej, jednak nie wiedział, jakich słów użyć. Nie mógł przecież powiedzieć byle czego w tak ważnej chwili, kiedy ich relacja się odbudowywała.
— Też jesteś moim najlepszym przyjacielem. Przepraszam, że się bałam. To głupie. — Kotka parsknęła śmiechem, jednak to w nie był ani trochę wesoły dźwięk. — Czy możemy o tym zapomnieć. Proszę…
Kamienne Pióro odsunął się od przyjaciółki, żeby móc z powagą spojrzeć w jej żółte, proszące oczy.
— Korowa Łapo, przecież… Nic złego się nie stało. Nie masz za co przepraszać. Twoje uczucia są, jakie są, są ważne, normalne i nie są niczym złym. Dobrze, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Teraz… Teraz znowu będzie jak dawniej… Prawda?
Kotka pokiwała głową bez chwili wahania, a widząc to, wojownik nie mógł powstrzymać pełnego satysfakcji głębokiego mruczenia.
Podszedł bliżej i delikatnie schował pysk w jej futrze, wtulając się w jej ciepłą sierść. Jego nozdrza zostały zalane przez zapach uczennicy. Wdychał go z przyjemnością, to był ten zapach, który tak często mu towarzyszył, który tak często go wspierał, który był bezpieczny, przyjazny i przewidywalny.
* * *
Teraźniejszość
Zimny wiatr uderzał w ciało wojownika, stawiając mu opór przy każdym kroku. Sierść czekoladowego delikatnie się napuszyła w ochronie przed chłodem. Bezszelestnie stawiał łapy na ściółce, zgrabnie przechodząc nad gałązkami, mchem i igłami wyścielającymi leśne poszycie.
Dużo się działo, od kiedy Zalotna Gwiazda przejęła władzę. Dwóch zastępców? Z tym Kamienne Pióro się jeszcze nie spotkał, jednak nie wiedział co sądzić o tym pomyśle. Przecież między dwoma kocurami mogą się wywiązać kłótnie, jeśli ci nie będą się zgadzać w różnych kwestiach, jak na przykład w wysyłaniu patrolów.
Z drugiej strony klan może być dzięki temu bardziej zorganizowany, jeśli będzie więcej kotów pilnujących porządku.
“To i tak nieważne. Jest, jak jest, nie do mnie należy obowiązek myślenia o tym. Lepiej skupię się na polowaniu” — uznał, wytężając wszystkie zmysły w poszukiwaniu zwierzyny.
Po jakimś czasie poczuł muśnięcie w lewy bok i szybko się odwrócił, a jego futro delikatnie się podniosło, tylko po to, żeby zaraz znowu opaść. To tylko Korowy Szept, która razem z nim wyszła na polowanie.
Kotka wskazała ogonem pobliskie drzewo. Kamienne Pióro skanował wzrokiem gałęzie, aż zauważył wiewiórkę na dolnym konarze. Jego przyjaciółka, zgrabnie przemykając nad krzewinkami, dotarła do pnia rośliny i zaczęła wspinać się w górę.
Wojownik uznał, że zostanie tutaj, gotowy do złapania zwierzęcia, jeśli to ucieknie Korze. Pewniej czuł się na ziemi i był szybki, a szylkretka wspinała się lepiej od niego, więc to był dobry podział ról. Poczuł, jak jego łapy automatycznie się napinają, a ciało przypada do ziemi, gotowe do wyskoczenia w każdym kierunku i rzucenia się w pogoń za wiewiórką.
Już po chwili ruda plama pobiegła prosto w jego stronę, a on przygwoździł ją do ziemi i szybko uśmiercił. Podbiegł z łupem do Korowego Szeptu.
— Super się wspinasz! — zawołał, a jego podniesiony ku górze ogon drgał z satysfakcji. — Poza tym, ja sam nigdy nie wypatrzyłbym tej wiewiórki. Dobrze, że ze mną poszłaś. — Po chwili od razu się poprawił. — Znaczy wiesz, nie tylko dlatego. Po prostu… Bardzo miło się z tobą poluje — uśmiechnął się niezręcznie.
Następnie odwrócił się i przesunął wzrokiem po drzewach otaczających ich.
— To, co teraz? Idziemy odnieść to do obozu. — Wskazał łapą na wiewiórkę — Polujemy dalej, czy może coś jeszcze innego? Na co masz ochotę? — Spojrzał przyjaźnie na Korowy Szept, zadowolony, że razem spędzają czas.
<Kora?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz