BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszony Latolistek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszony Latolistek. Pokaż wszystkie posty

22 grudnia 2024

Od Zroszonej Łapy (Zroszonego Latolistka)

 Pierwsze dni w Klanie Nocy nie przebiegły jej najlepiej. Wzrok rzucany przez nieznane jej koty, a najbardziej przez Syreni Lament, stresował ją bardzo. Już w Klanie Burzy jej każdy krok był obserwowany i nie chciała, aby to się powtórzyło. Nie dziwiła się, jednak ich zachowaniem. W ich oczach była samotnikiem, który przypadkowo natrafił na ich tereny. Gdyby nie decyzja Sroczej Gwiazdy, to nie byłaby tu mile widziana. Dostała dwa koty, które miały się nią zająć, co z początku uznawała za niepotrzebne. Nie potrzebowała opiekuna. Mentor by jej zdecydowanie wystarczył, jednak z każdym księżycem ta decyzja stawała się dla niej bardziej zrozumiała. Dryfująca Bulwa był dobrym mentorem, to mogła przyznać od razu, jednak większość swego czasu spędzał u boku swej partnerki i ich kociąt, co lekko spowolniło jej szkolenie. Na całe szczęście była też Mżący Przelot, która nigdy nie odrzuciła jej prośby o trening. Jeśli się postara, przyłoży do treningów, to uda jej się zdobyć wymarzony tytuł wojownika, nawet jeśli byłoby to w innym klanie niż na początku zakładała. Czy tęskniła za swoim starym domem? Z początku tak. Porzucenie czegokolwiek zawsze sprawiało Rosie duży problem, jednak powrót na stare tereny skończyłby się jej śmiercią. Przecież według słów Norniczego Śladu, to ona była odpowiedzialna za śmierć Rudzikowej Łapy i zasługiwała ona na karę, którą była śmierć. Z każdym następnym księżycem ów myśl znikała coraz bardziej, a końcowo wkroczyła w jej miejsce wręcz odwrotna myśl. Powrót do starego miejsca zamieszkania był dla niej najgorszą możliwą opcją, jaką mogła wybrać. Powrócenie do wiecznego stresu i strachu przed następnym dniem, nie było jej marzeniem. Nawet Obserwująca Gwiazda, kotka, którą z początku uważała za przyjaciółkę, okazała się tylko następnym wrogiem, który z pewnością wbiłby jej kły w kark, gdy tylko nadeszłaby do tego odpowiednia pora. Obawiała się jej na ich treningach, chociaż trudno było jej do tego przyznać. Jak ktoś mógłby obawiać się swego mentora? Przecież ten kot miał ich wyszkolić na wojownika. Czemu więc najmniejsze wspomnienie o przywódczyni Klanu Burzy doprowadzało ją do strachu? A co jakby ją rozpoznała? Co jakby jakikolwiek kot z Klanu Burzy ją rozpoznał? Przecież była martwa, utonęła w rzece na oczach dwóch kotek. Kotką, którą wyłowił patrol nocniaków, nie była już Pszczela Łapa, a Rosa. Wszystko, na czym teraz stała, w jakiej pozycji była w nowym miejscu, to była tylko jej zasługa. Zapracowała na to z pomocą jej wybawicielki, mentora oraz Sroczej Gwiazdy, która dała jej ów szansę.
 Tego dnia ponownie została wzięta przez swego mentora na trening. Wraz z dniem, w którym do legowiska uczniów dołączyły nowe koty, ich treningi stały się intensywniejsze, jakoby Dryfująca Bulwa chciał jak najszybciej mianować swoją uczennicę. Nie było to niczym złym, sama nie chciała zwlekać z treningiem, aby nie ukazać się w złym świetle przed członkami klanu. Z każdym dniem tylko się starzała, a każdy nowy księżyc przypominał jej, ile czasu zmarnowała wcześniejszym klanie. Dwójka kotów nie oddaliła się zbytnio od obozu, przystając przy rzece blisko małego lasku. Powrót pory nowych liści pozwolił im na naukę polowania na ryby. Była to jedna z wielu umiejętności, którą mogli poszczycić się koty należące do Klanu Nocy, a jednocześnie jeden z ich głównych źródeł żywności, przynajmniej tak mówiła jej Mżący Przelot. Pierwsze próby Zroszonej Łapy, zakończyły się porażką, jednak widać było w nich minimalny postęp.
 Ponownie czekała, aż jedna z ryb podpłynie bliżej brzegu, aby szybkim ruchem łapy mogła wyciągnąć ją z wody i tym samym skazać na śmierć z jej łap. Mimo iż woda dalej ją przerażała, to nauczyła się z nią żyć. Przecież jej nowy obóz znajdował się na jednej z wysp, do którego dojście prowadziło tylko przez ów ciecz. Im mniej czasu spędzała w niej, tym miała ona mniej możliwości, aby ją ponownie porwać. Na początku obawiała się, że gdy postawi ponownie łapę w bezbarwnej substancji, to ta ponownie wciągnie ją pod taflę, tym samym pozbawiając dostępu do powietrza, jednak tak się nie stało. Zdziwiło to ją, a nawet przestraszyło. Czyżby woda posiadała umysł i czekała na moment, w którym zapomni ona o zagrożeniu, aby ponownie zaatakować? Miała nadzieję, że nie. Jej uszy drgnęły, gdy dostrzegła zbliżającą się ofiarę, a gdy ta znalazła w wystarczającej odległości, to rozpoczęła swój plan działania. Udało jej się wyciągnąć zwierzynę z wody, aby po chwili przytrzymać ją łapą i wbić w nią swe kły, kończąc jej życie.
 - Brawo Zroszona Łapo. - Do jej uszu dotarł głos Dryfującej Bulwy, na którego rzuciła swój wzrok. - Widzę, że zrobiłaś duże postępy i nim przekaże je do Sroczej Gwiazdy, to przedyskutuje je z Mżącym Przelotem. To jednak nie oznacza, że nasze treningi znikną. Musimy z Ciebie zrobić dobrą wojowniczkę Klanu Nocy. Ale to również to nie koniec naszego aktualnego treningu. Jak już jesteśmy tak blisko drzew, to czemu jeszcze raz nie przećwiczyć wspinaczki?
 - Nawet nie pomyślałam, aby zaprzestać naszych treningów. - Przyznała uczennica, wcześniej wyciągając kły ze zwierzyny. - Czy ostatnio nie poszło mi dobrze przy wspinaczce?
 - Prawda, jednak następna powtórka Ci nic nie zrobi, a nawet postawi Cię w dobrym świetle. - Powiedział Bulwa, po czym wskazał na kilka drzew, które znajdowały się blisko nich. - Zakop zwierzynę blisko i chodź.
 Idąc za słowami mentora, zakopała złapaną przez nią zwierzynę, po czym zmierzyła z kocurem we wcześniej wskazanym kierunku. Może i wspinaczka należała do jej ulubionych rzeczy, które mogła robić poza obozem, to zawsze po niej bolały ją łapy. Nie była przyzwyczajona do tego rodzaju czynności, gdyż na terenie jej starego klanu prawie drzew nie było. Kilka wysokich roślin zdobiło ziemię przy granicy z Klanem Wilka, ale nikt nie był zainteresowany wspinaczką na nie. Żyli oni na otwartym terenie, więc nauka wspinania się na drzewa, byłaby stratą czasu, a przynajmniej tak tłumaczyła sobie Rosa.

*****

 Oczy Zroszonej Łapy wbite były w czarno-białą przywódczynię, która stała na jednym ze sumaków. Chwilę temu zwołała zebranie klanu, a koty powoli zaczęły wychodzić ze swych legowisk, zbierając się blisko kremowej kotki. Czyżby słowa jej mentora oraz opiekunki się spełniły? Czy wreszcie udało jej się udowodnić, że zasługuje na tytuł wojownika? Miała nadzieję. W legowisku uczniów była najstarszą kotką, co czasem było niezręczne, tym bardziej, gdy wkraczali do niego nowo mianowani uczniowie. Była od nich przynajmniej pięć razy starsza, a dalej spali w tym samym legowisku. Musiała zostać mianowana, to było jedyne zadanie, które postawiła sobie, wkraczając do Klanu Nocy, nawet jeśli musiała włożyć w to całe swe siły. Gdy większość członków klanu zebrała się pod sumakiem, Srocza Gwiazda ponownie przemówiła.
 - Ja, Srocza Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Zroszona Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
 - Obiecuję. - Wydusiła z siebie, chociaż było to trudniejsze zadanie, niż zakładała. Dużo emocji uderzyło ją w tym samym momencie. Była szczęśliwa z możliwości zostania wojownikiem, jednak z drugiej strony pojawił się również strach. Czy przez to jej nowy tytuł, wreszcie dowiedzą się o jej przeszłości? Miała nadzieję, że nie. Chociaż każda myśl o spotkaniu jakiegoś członka Klanu Burzy ją paraliżowała, to starała się strącić ją na tył głowy. Na razie powinna cieszyć się z mianowania, a nie myśleć o przyszłości.
 - Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Zroszona Łapo, od tej pory będziesz znana jako Zroszony Latolistek. Klan Gwiazdy ceni twoją pracowitość i lojalność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
 Wokół nowej wojowniczki rozległy się krzyki jej nowego imienia, gdy ta dotykała barku przywódczyni. Jej wzrok powędrował na niebieską kotkę, a na jej pysku pojawił się lekki uśmiech. Udało jej się, a to wszystko dzięki Mżącemu Przelotowi. Gdyby nie ona, to pewnie już dawno spoczywałaby na dnie, a jej ciało powoli gniłoby pod powierzchnią wody. Jednak stała tu teraz z nowym imieniem — Zroszony Latolistek.

[1270 słowa, nauka wspinaczki i łowienie ryb]

[przyznano 25% +5% + 5%]

14 listopada 2024

Od Pszczelej Łapy (Zroszonej Łapy) do Mżącego Przelotu

 Ten dzień miał być spokojny, bez większych przeżyć. Idealny dzień na złapanie oddechu, przemyślenie wszystkiego i zniknięcie z tego ponurego legowiska medyków, w którym została uwięziona. Ona nie była szalona, nie potrzebowała pomocy medyków, jednak nikt jej nie słuchał. Historyjka szylkretowej wojowniczki wydawała się lepszym wyjaśnieniem tej przedziwnej sytuacji, w przeciwieństwie do wersji Pszczelej Łapy, która tylko komplikowała wszystko, co zdawało się nie pasować członkom Klanu Burzy. Posyłane jej spojrzenia przez Pajęczą Lilię nie były miłe, a jedynie mogła zamienić porozmawiać chwilę z Pszeniczną Łapą, która udała się do medyka, skarżąc się na swędzącą część futra. Na całe szczęście udało jej się wyprosić Piaskową Zamieć, który cudem przechodził obok podstawy wieży, na pójście na patrol wraz z Rudzikową Łapą, Czuwającą Salamandrą, Kozim Przesmykiem oraz Króliczym Nosem, którzy mieli ją pilnować. Może nie były to koty, które były jej wymarzonymi towarzyszami, jednak byli oni lepsi od jej siostry i jej przyjaciółki. Miała ich powoli dość, jednak za każdym, kiedy powiedziała coś niezgodnego z ich przekonaniami, to dostawała po pysku. Nie marzyła jej się następna blizna bądź marna śmierć, więc starała się trzymać język za zębami. Już raz powiedziała za dużo i skończyła z Kwiecistą Knieją na karku. Czuła jej wzrok, wiedziała, że obserwuje jej każdy ruch, co wybudzało ją ze snu. A co jeśli robiła coś źle? Czy Knieja wtedy przekaże to wyżej, a tym samym pozbędzie się jej z klanu? Miała nadzieję, że nie.
 Zimno uderzyło jej pysk, kiedy wyszli z obozu, przywracając ją do rzeczywistości. Potrzebowała odsunąć się od swych myśli, odciąć się od nich, chociaż na chwilę. Rozważając wszystkie konsekwencje danego czynu, tylko się pogrążała. Strach przed konsekwencjami przygniatał ją. Musiała tysiąc razy przemyśleć swoje słowa i wybory nim ich dokonała, co nie działało w najlepszy sposób na dłuższą metę. Dla przykładu, przy takich polowaniach potrzebowała szybkiej decyzji czy jest aktualny moment, aby zaatakować zwierzynę, czy jeszcze musiała poczekać. Przez jej długie przemyślenia, zwierzę uciekało sprzed jej łap, co pokazywało tylko jej niekompetencję. Nie zasługiwała na miano wojownika, a wszystko było winą zachowań jej siostry. Patrol rozdzielił się, gdy wyczuli nowe ślady zapachowe samotników na granicy. Byli dość blisko drogi grzmotu, więc zdziwiło go to bardziej. Co samotnicy robili przy tak niebezpiecznym miejscu? MIała udać się wraz z Czuwającą Salamandrą oraz Rudzikową Łapą za jednym zapachem, zostawiając dwójkę kocurów ze sobą. Jeszcze szylkretowa zamieniła kilka słów z dwójką ich towarzyszy, gdy Pszczela Łapa postanowiła pójść jako pierwsza. Długo nie minęło, aby została wyprzedzona przez rudego ucznia, który zdawał się przyśpieszyć kroku, gdy zauważył, że jego mentorka nie rzuca się, żeby iść za nimi. Kocur znikł z jej pola widzenia, jednak po chwili do uszu Pszczółki dotarło coś, co mogła nazwać cichym piskiem. Stanęła w miejscu przerażona. Nie było to dobrym znakiem, jednak czy ponownie chciała się w coś wpakowywać? Wzięła głęboki oddech, nim postawiła następny krok w kierunku, w którym znikł rudy kocur. Pojawił się przed nią obrazek wprost z koszmarów. Rudzik, a raczej coś co, kiedyś było uczniem, zwisający z pyska szylkretowej samotniczki, którą rozpoznała od razu. U boku samotniczki znajdowała się Norniczy Ślad, która wbijała wzrok w ciało kocura, chcąc potwierdzić, że ten na pewno jest martwy. Jej wzrok szybko przeskoczył na nowo przybyłą kotkę. Pszczółka chciała krzyczeć, wydać jakiś dźwięk, który mógłby sprowadzić kronikarkę w to miejsce, jednak żaden dźwięk nie chciał opuścić jej pyska. Wszystko wokół niej nagle ucichło, a czas zdawał się zwolnić, dając jej chwilę, aby przeanalizować sytuację przed nią. Ogarnął ją strach, paraliżując każdą część jego ciała. Nie tego się spodziewała, nie to chciała zobaczyć. Już w jednej niemiłej sytuacji uczestniczyła i nie chciała ponownie się w nią wpakować, jednak los chciał inaczej. Zrobiła krok w tył, co wybudziło szylkretową wojowniczkę z transu, w jakim się znajdowała.
 - Ale gdzie idziesz Pszczela Łapo? - Ostry głos wojowniczki uderzył jej uszy. - Uciekać po ponownym morderstwie? O nie, nie. Zachowujesz się tak jak Ważka. Jednak tym razem ja jestem obok i nie pozwolę Ci uciec.
 - O czym t-ty mówisz Nornico! Ja nie… - Próbowała coś powiedzieć, wytłumaczyć całą sytuację, jednak jej siostra nie słuchała, rzucając się na nią i przygniatając ją do ziemi. Jej pazury wbiły się w skórę uczennicy, co przyniosło za sobą tylko falę bólu. Nie chciała umrzeć, a przynajmniej nie z łap Norniczego Śladu. Musiała uciec, zniknąć z Klanu Burzy i zostawić to wszystko za sobą. Nie było innej drogi, która nie kończyła się jej śmiercią. Albo wojowniczka zabije ją na miejscu, albo zrobią to koty w obozie, gdy szylkretowa wciśnie im kit odnośnie śmierci ucznia. Jedyną opcją była ucieczka, którą wcześniej naiwnie odrzuciła. Gdyby odeszła wtedy z bratem, to może jej życie byłoby lepsze, a przynajmniej ominęłaby tę nieprzyjemną sytuację. Łapa uczennicy powędrowała na bark napastniczki, po którym przeleciała pazurami, tworząc ranę. Wojowniczka syknęła, luzując swój uścisk, jednocześnie dając kremowej szansę na zepchnięcie jej, co ta wykorzystała. Z pomocą tylnych łap udało jej się zepchnąć z siebie Nornicę i szybko wstać z ziemi, aby pobiec przed siebie. Nie wiedziała, gdzie zmierzała, byle jak najdalej od kocicy. Niestety nie zajęło długo, aby kotka znalazła się zaraz za nią. Musiała ją zgubić, sprawić by zniknęła i nigdy ponownie nie pojawiła się w jej życiu.
 - Kniejo! Zatrzymaj tego mordercę! - Krzyknęła nagle wojowniczka, co wydawało się Pszczelej Łapie dziwne, aż do momentu, gdy nie dostrzegła przewodniczki. Jeszcze tylko jej tu brakowało. Ominęła kocicę, zerkając tylko na jej zielone ślepia, które podążały za nią. Nagły widok rzeki spowodował, że spanikowała, stając na jej brzegu. Odwróciła się, aby dostrzec dwie kocicę za sobą. Nie tak miało się to zakończyć. - Dobrze wiedziałam, że jesteś zdrajcą Pszczela Łapo. Na początku Mała Koszatniczka, a teraz Rudzikowa Łapa. Jestem zaskoczona, że Obserwująca Gwiazda pozwoliła Ci zamieszkiwać Klan Burzy i doprowadziła do następnej tragedii. - Kontynuowała wojowniczka, jednak pomarańczowe oczy uczennicy były wbite w jej towarzyszkę - Kwiecistą Knieje, która niby była partnerką wojowniczki, a przynajmniej takie plotki chodziły po obozie. Kto by tego nie przypuścił, gdy przewodniczka zaczęła pojawiać się coraz częściej w jej okolicy. Może ona zrozumie, pozwoli jej się wytłumaczyć, jednak szanse były nikłe.
 - Kwiecista Kniejo, t-to nie tak. Posłuchaj mnie, a ja wszystko wytłu-...! - Zaczęła, jednak niedane jej było dokończyć przez wojowniczkę.
 - Zamilcz, nim odetnę Ci język! - Przerwała jej, robiąc krok do przodu. Spanikowana Pszczela Łapa, wykonała krok w tył nieświadoma, że za nią znajduje się rwąca rzeka. Zdała sobie z tego sprawę, gdy nie poczuła podłoża pod jej łapą, tym samym tracąc równowagę i wpadając do wody. Mogła przyrzec, że coś ją do niej wciągnęło. Jakby czyjaś łapa chwyciła ją za nogę i próbowała wciągnąć pod taflę wody. Udało jej się przytrzymać przednimi łapami ziemi, jednak z każdym następnym uderzeniem serca, ta zsuwała się bardziej do wodną paszczę. Kwiecista Knieja podbiegła do brzegu, aby spróbować pomóc jej wrócić na ziemię, jednak na marne. Jej łapy nie pozwoliły jej się utrzymać na brzegu, pozwalając jej ześlizgnąć się i wpaść do chłodnej substancji, a woda w kilka uderzeń serca zdążyła porwać uczennice, oddalając ją od brzegu i zaciągając na dno. Powróciła po nią, otaczając i nie pozwalając jej odejść. Z pomocą łap próbowała wyciągnąć swój pysk ponad taflę wody, co udało jej się raz, nim ponownie została zaciągnięta pod nią. Nie umiała pływać, a uczucie tej mokrej substancji na futrze, przyprawiało ją o dreszcze. Chciała z niej się wydostać, jak najszybciej tylko umiała, jednak z każdą następną nieudaną próbą, traciła tylko siły. Wszystko zmierzało tylko w jednym kierunku - do śmierci Pszczelej Łapy. Jeśli podczas pierwszego jej wpadnięcia do wody, nie udało się istocie pokonać Pszczoły, to tym razem musi jej się udać. Miała przewagę, jaką był strach kremowej oraz zmęczenie biegiem, nim wpadła w jej łapy. Czy taki miał być jej koniec? Morderczyni Rudzikowej Łapy utonęła, próbując uciec przed własną siostrą. Pewnie to usłyszy Czuwająca Salamandra wraz z każdym kotem należącym do tego klanu. Stała się zdrajczynią jak Ważkowy Lot i jej ojciec, i nie było odwrotu. Taki tytuł został jej nadany i musiała z nim iść w stronę gwiazd, licząc, że chociaż tam przyjmą ją na gwiezdne łąki. Czy znajdzie tam jakiegoś członka jej rodziny? Z pewnością nie. Za to w Mrocznej Puszczy na pewno panosił się gdzieś Widmo wraz z Koszatniczką, którzy czekali, aby pojawiła się w zasięgu ich wzroku. Było to może jedyne miejsce, w którym czułaby się dobrze, otoczona przez rodzinę.
 Nagle poczuła czyjeś kły, które zacisnęły się na jej karku, aby po chwili pociągnąć ją ku górze. Długo nie minęło, by pod jej łapami znalazła się ziemia, a jej płuca wypełniło powietrze. Oddychała szybko, próbując w pełni wykorzystać każdy moment, w którym miała dostęp do tlenu, obawiając się, że ponownie zostanie zaciągnięta w głębie rzeki. Wzrok, który wcześniej wbijała w ziemię, powędrował na nieznajomą jej kotkę, która postanowiła uratować ją przed marnym końcem. Niebieskie futro, które teraz było przemoczone, oraz brązowe oczy wbite prosto w nią, to było jedyne co zapamiętała z kotki. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że nie tylko wzrok nieznajomej jest wbity w nią.
 - Wszystko w porządku? Jak się czujesz? - Została zasypana przez niebieską kocicę pytaniami, na które nie wiedziała jak odpowiedzieć. Była zmęczona i to było jedyne, co docierało do niej teraz. Nie znajdowała się terenie Klanu Burzy, co lekko ją rozweseliło, jednak strach powrócił tak szybko, jak znikł. A co jeśli dwie kocice zobaczyły, że została uratowana ponownie przez koty z Klanu Nocy? Nie, nie mogły. Przyjdą po nią, wrócą jak woda, która zdawała chcieć ją porwać i nigdy nie wypuścić. Drugim jej problemem było to, że znajdowała się na terenie Klanu Nocy. A co jeśli i oni nie będą do niej nastawieni pozytywnie? Wrzucą ją ponownie do wody, gdy dowiedzą się o jej pochodzeniu. Jej łapy zaczęły się trząść, a sama nie wiedziała, czy było to z zimna, czy ze strachu.
 - Nie wygląda to, jak żadna ryba, którą znam. - Rzuciła srebrna kocica, która stała niedaleko nich. - A może, jednak jest podobna do Jazgarza. Jednak dalej nie rozumiem twoich zamiarów Mżący Przelocie. Sprowadzasz tylko na nasz teren nieznajomych, gdy dobrze wiesz, że mamy problem z samotnikami na granicach.
 - Nie bądź niemiła Syreni Lamencie. Nie zostawiłabyś kogoś, kto się topi na pastwę losu. - Odezwał się kocur, na co kotka tylko prychnęła cicho.
 - Może ja lepiej sprowadzę Sroczą Gwiazdę, nim ta sytuacja potoczy się dalej. - Po tych słowach kocica odeszła od reszty, zmierzając w nieznanym jej kierunku. Wspomnienie o przywódczyni nie przyniosło pozytywnych emocji, a wręcz przeciwnie. Ona miała spotkać przywódcę Klanu Nocy? Dlaczego? Nawet nie powiedziała, że chcę zostawać tu na dłużej. Teraz jednak nie miała wyboru. Nie mogła zatrzymać nieznanej kotki, mówiąc jej, że ona tylko chce przejść przez ich teren. Nie po tym, jak jeden z członków patrolu uratował jej życie. Brała głębokie oddechy, próbując się uspokoić, jednak nie wychodziło jej to za dobrze. Wszystkie emocje uderzyły ją wspólnie, czego nigdy nie mogła przewidzieć. Wbiła wzrok w ziemię, przymykając lekko powieki. Następny kot, o którego miała dług, którego nigdy nie zdoła spłacić. Kotka uratowała ją, chociaż ta o to nie prosiła. Nie chciała umierać, jednak jednocześnie nie chciała być ratowana ponownie przez kogoś. Czas leciał zbyt szybko, bo gdy podniosła wzrok, to ujrzała czarną kocicę o zielonych ślepiach. Widziała ją już na jednym zgromadzeniu, gdy przemawiała w imieniu nocniaków. Nie sądziła, że będzie teraz miała okazję spotkać ją osobiście. Stała przed nią, wbijając swe zielone ślepia prosto w nią.
 - Czy możemy… na osobności…? - Wykrztusiła z siebie pytanie, a widząc lekkie skinienie oraz wskazanie przez starszą miejsca ogonem, lekko się uspokoiła. Chociaż nie musiała tłumaczyć się przed grupą pięciu kotów. Nie odeszły jakoś daleko od reszty, jednak tak daleko, aby nie usłyszeli oni ich konwersacji.
 - Kim jesteś i skąd pochodzisz? - Padło pierwsze pytanie kotki, którego pochodzenie rozumiała. Pojawiła się na ich terenie, nawet nie mówiąc, jak się nazywa.
 - Jestem Pszczela Łapa i pochodzę z Klanu Burzy, a może bardziej pochodziłam… - Odpowiedziała kotka. - Próbowali mnie utopić, zabić, zakończyć mój żywot za… za coś, czego byłam świadkiem. - Mimo iż kocica nie pytała ją o takie szczegóły, to ta postanowiła się nimi podzielić. Musiała przecież powiedzieć, dlaczego ta znalazła się w rzece, prawda? Czuła jak ponownie jej łapy zaczęły się trząść, na myśl o samym zdarzeniu. Wszystko ponownie w nią uderzyło, dobijając tylko zmęczoną kotkę.
 - Czego szukasz na terenach Klanu Nocy? - Ponownie krótkie pytanie uderzyło w uczennicę. Czego ona tu szukała? Było dużo małych powodów, którymi mogła odpowiedzieć na pytanie przywódczyni, jednak czy to było coś, czego szukała. Zielone oczy wbite były w nią, oczekując odpowiedzi, co tylko ją stresowało bardziej.
 - Ja chcę tylko wreszcie żyć spokojnie. - Wydusiła, nim padła na ziemię, a jej wzrok zasłoniła ciemność. Wszystkie emocje spowodowały, że kremowa kotka zemdlała przed Sroczą Gwiazdą.

*****

 Obudziła się z czymś miękkim pod jej łapami, co ją zdziwiło. Ostatnie co pamiętała to rozmowa z liderką Klanu Nocy, nim wszystko zniknęło w ciemności. Uchyliła powieki, a gdy dostrzegła, że leży na legowisku znajdującym się w czymś, co mogła lecznicą. Nie było to miejsce, które znała, więc założyła, że znalazła się w obozie nocniaków. Czyli ją tu zaciągnęli po tym, jak zemdlała przed łapami kocicy, która miała zadecydować o jej losie. Podniosła pysk i rozejrzała się wokół. Dostrzegła czarną kocicę, która zdawała się zamyślona, jednak gdy poczuła na sobie wzrok kremowej kocicy, to rzuciła swój wzrok prosto na nią.
 - Nie dość, że ostatnio brakuje mi ziół, to jeszcze przynoszą mi samotnika. - Rzuciła do siebie kocica, gdy podeszła do uczennicy. Widać było, że nie była zadowolona z pojawienia się Pszczelej Łapy w jej legowisku i nawet nie próbowała tego ukryć. - Boli Cię coś? Źle się czujesz? - Zaczęła ją przepytywać, ale dostając od niej negatywną odpowiedź, tylko westchnęła. - Leż tu i nawet nie waż się ruszać.
 Po tych słowach kotka zniknęła w wyjściu z legowiska, ponownie zostawiając ją samą. Słowa kotki zestresowały ją. Czy nieznajoma myślała, że ta ucieknie? Długo nie miała szansy być sama, gdyż kocica powróciła, pyskiem rozsuwając kurtyny roślinności, zasłaniające wejście do legowiska medyka. Ukazała się w nim znajoma kocica - liderka Klanu Nocy we własnej osobie, która subtelnym skinieniem głowy odesłała nieco niezadowoloną z tego rozkazu czarno-białą medyczkę. Usiadła naprzeciwko kremowej, wbijając w nią spojrzenie intensywnie zielonych ślepi.
 - Przemyślałam twoją prośbę. - Zaczęła bardzo bezpośrednio, unosząc głowę nieco wyżej. - I uznałam, że możemy udzielić Ci schronienia, przynajmniej na jakiś czas. Jednak! - Tu zrobiła dłuższą pauzę, unosząc jedną z przednich łap do góry. - Na naszych warunkach. Nie jesteś już u siebie, króliskoczku. Nie wiem też, co tak naprawdę się wydarzyło. Ale nie mam powodów, by ci nie wierzyć. Zważając na to, kto wami przewodzi i w jak lekceważący sposób podchodzi do władzy... Nie zdziwiłabym się, gdyby podobne bezprawie panowało i w waszym obozie. - Wyjaśniła, łapą łapiąc podbródek dawnej burzaczki. - Musisz jednak wiedzieć, że Klan Nocy jak nic innego ceni sobie lojalność. Jesteśmy silnymi wojownikami, więc dla własnego dobra radziłabym Ci nie kombinować. - Dodała, jednak po jej tonie ciężko było Pszczółce stwierdzić, czy była to faktyczna porada, czy być może groźba. - Nie możesz pozostać przy swym dawnym imieniu. Ani pochodzeniu. Jeśli chcesz żyć wolno, musisz także uwolnić się od trzymających się korzeni. Woda wymyła z ciebie smród królikojadów. Z pyska wyglądasz młodo. Jest nad czym pracować. - Po tych niezrozumiałych słowach kocica cofnęła się, przez chwilę oceniając Pszczelą Łapę. - Zroszona Łapa, dawny samotnik, który podczas wędrówki przez gęste mgły skończył w rzece. O więcej nie musisz się martwić. Wkrótce przyślę do ciebie twojego... Opiekuna, który pomoże Ci się zaaklimatyzować.
 - Dziękuje. Za wszystko. Postaram się… Nie. Na pewno pokaże, że zasługuje tu na miejsce. - Wydusiła tylko z siebie przygnieciona ilością informacji. Zaczęła nowe życie, odłączając się od swojej przyszłości. Nie była już córką Widma, zdrajczynią Klanu Burzy i morderczynią, a samotniczką, która dołączyła do Klanu Nocy. Droga, którą przypadkowo wybrała, wydawała się prowadzić w dobrym kierunku. Przywódczyni posłała jej ostatni raz swe spojrzenie, nim ponownie zniknęła. Zroszona Łapa to było jej nowe imię i nawet jej się podobało. Imię, które nadała jej Mała Koszatniczka, zniknęło. Pszczela Łapa utopiła się, a przynajmniej tak myślały koty należące do Klanu Burzy.
 Resztę dnia spędziła w swym legowisku, poznając medyczkę i jej uczennice. Dopiero rankiem ktoś, kto miał być jej opiekunem, zawitał do legowiska medyka. Okazała się nim być niebieska kotka, która uratowała ją przed utonięciem. Przecież nie zapomniałaby, jak wygląda kot, u którego miała dług.
 - Więc ty jesteś tym opiekunem, którego przydzieliła mi Srocza Gwiazda? - Zapytała, przekrzywiając lekko głowę. - Od razu chciałam podziękować za tamtą noc, za uratowanie mnie. Gdyby nie ty, to by mnie tu teraz nie było.
npc: Norniczy Ślad
wyleczeni: Pszeniczna Łapa

[2695 słów]

[przyznano 54%]

<Mżawko?>

04 listopada 2024

Od Pszczelej Łapy Do Pożarowej Łapy

 Od czasu niefortunnego wypadku kocicy, zaczęła się ona obawiać wody. Unikała zbiorników wodnych, a nawet sam deszcz powodował u niej strach. Mokra substancja nie mogła nawet dotknąć jej futra, a jeśli to zrobiła, to kocica panikowała. Chciała ją ponownie zabrać, odebrać jej życie. Wróciła po nią. Obawiała się jej. Była już na skraju śmierci i mogła poczuć, że nie było to zbyt przyjemne uczucie. Nie chciała tego powtarzać, chociaż w głębi wiedziała, że prędzej czy później ów uczucie powróci. Każdy kot musiał je doświadczyć. Dać się pochłonąć ciemności, aby zagościć na gwieździstym niebie lub bezgwiezdnej ziemi. Jej droga prowadziła do drugiego miejsca i wiedział to każdy członek Klanu Burzy. Przecież była córką Widma. Jaką inną drogą miała iść? Ważkowy Lot wskazał im już właściwą ścieżkę.
 Tego wieczoru zaczęło padać, co zmusiło ją do pozostania w legowisku uczniów. Tylko siłą mógł ktokolwiek wyciągnąć ją z niego. Gdyby tego dnia w wyjściu z legowiska pojawiła się jej mentorka, to ta odmówiłaby treningu. Od czasu rozmowy Ważkowego Lotu z przywódczynią, której niestety była świadkiem, jej relacje z kocicą zaczęły się pogarszać. Zaczęła się jej obawiać, z tyłu głowy mając dalej jej słowa. Jeśli nie chciała jej za uczennicę, to czemu dalej ją szkoliła? Mogła oddać ją w łapy innego wojownika. Nic by ją nie kosztowało, a nawet skróciłaby jej cierpienie. Skróciłaby jej kocięcą nadzieje, że Pszczela Łapa nie ma samych wrogów w Klanie Burzy. Jednak czemu dalej starała się podtrzymać ich relacje, jakby jej słowa nigdy nie dotarły do uszu uczennicy?
 Podniosła uszy, gdy usłyszała czyjeś kroki zbliżające się w jej kierunku. Czyżby Norniczy Ślad powróciła z patrolu i chciała ją gdzieś zabrać? Przeszły ją dreszcze, przypominając sobie o ostatniej konfrontacji z siostrą, a dokładnie jej zakończenia. Uniosła wzrok z ziemi, spodziewając się brązowych oczu, wbijających się w nią, jednak tym razem się zdziwiła. Ruda kocica wkroczyła do legowiska, rzucając jej tylko spojrzenie i układając się na posłaniu blisko kremowej. Była to uczennica Szepczącej Pustki i córka Ognistej Piękności oraz Płomiennego Ryku. Trochę o niej słyszała od Nornicy, jednak nie było to nic specjalnego, co zapadłoby jej w pamięć. Przekrzywiła lekko głowę. Może czas zapoznać się z kimś innym? Znaleźć jakichś znajomych między wrogami? Ale czy oni istnieli? Tego nie była do końca pewna.
 - Pożarna Łapo? - Zaczęła, a gdy wzrok kotki padł na nią, to zawahała się. Jej pomarańczowe ślepia przypominały jej oczy Ważki. - Em… Wróciłaś właśnie z treningu, prawda? Widziałem pogodę i naprawdę nie zazdroszczę. Szepcząca Pustka może być… męczący. - Próbowała rozpocząć konwersację z młodszą uczennicą.

[414 słów]
<Pożar?>

[przyznano 8%]

28 października 2024

Od Pszczelej Łapy

 Ostatnie księżyce w Klanie Burzy były nieprzyjemnym doświadczeniem dla Pszczelej Łapy. Wszystko się waliło na jej oczach, a ta nie mogła nic innego robić niż obserwować. Jedyną dobrą wiadomością było wyjście Norniczej Łapy z legowiska medyka. Kiedy chciała zapytać o jej stan, to ta ją zignorowała, po czym odeszła zaczynając rozmowę z pobliskim kotem, jakby kremowa uczennica nigdy nie istniała. Nawet jeśli udało się jej rozpocząć jakąś rozmowę, to była ona krótka i często kończyła się uderzeniem łapy szylkretowej w pysk jej siostry. Każde słowo było źle odebrane, co tylko frustrowało kotkę. Nie mogła znieść ciszy. Wtedy w jej głowie powstawały najgorsze scenariusze jej życia bądź jego końca. Każdy kończył się w okropny dla niej sposób, jednak nie widziała innego rozwiązania. Taki był jej los, spocząć pod ziemią i czasami marzyła, aby nadszedł on szybko. Miała dość tego, co działo się z jej życiem i braku kontroli nad czymkolwiek, jakby jej życie zależało całkowicie od innych kotów. Czas leciał do przodu, a ta stała w przeszłości, zastanawiając się nad błędami, jakie ona popełniła. Co, gdyby wtedy nie było dwójki przewodników w żłobku? Gdyby Obserwująca Gwiazda nie wzięła jej na ucznia? Gdyby Knieja postanowiła nie ratować jej życia? Czy wtedy wszyscy nie byliby szczęśliwsi? Wiele problemów nie miałoby miejsca. Może nawet Mała Koszatniczka żyłaby w spokoju, a Ważkowy Lot dalej przebywał w Klanie Burzy u boku Cykoriowego Pyłku. Wszystko wskazywało na to, że jedynym problemem do szczęścia była ona. Samo jej istnienie. Nie miała gdzie pójść, a tu nikt nie stanie w jej obronie. Będzie zdana tylko na siebie, co przerażało ją. Wszyscy byli przeciwko niej i dobrze o tym wiedziała. Sama wybrałaby podobnie, gdyby była na ich miejscu. Kto chciałby mieć zdrajczynie w swoim klanie? Pewnie nigdy nie zostanie wojownikiem, Obserwująca Gwiazda z pewnością nie przepuści ją dalej. Nawet gdyby nim została, to jakie imię by dostała? Pszczele Popychadło? Pszczela Zdrada? A może Zgniła Pszczoła? Na takie imiona zasługiwała.
 Głos przywódczyni dotarł do uszu uczennicy, co tylko sprawiło, że przez ciało kremowej przeszły ciarki. Podniosła wzrok, wbiła go w okno Skruszonej Wieży, w której stała Żmija, która zwołała zebranie klanu. Czy był to moment, w którym ogłosi ona oficjalnie pozycje Pszczoły jako zdrajca i dokona podobnej egzekucji, której doświadczył Widmo? Dobrze wiedziała, jak to wyglądało, matka nie szczędziła jej szczegółów, gdy opowiadała o ojcu i jego czynach. Podobny los również czekał jego następcę, którą okazała się kotka. Przecież na tę drogę nastawił ją Widmo, od kiedy tylko otworzyła oczy. Podniosła się, gdy większość kotów znalazła się pod wieżą i dołączyła do tłumu. Nie musiała czekać długo, aby liderka ponownie zabrała głos.
 - Ja, Obserwująca Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. - Zaczęła kocica, a swój wzrok wbiła w Norniczą Łapę, która znalazła się pod wieżą. - Nornicza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
 - Przysięgam. - Odpowiedziała krótko uczennica.
 - Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Nornicza Łapo, od tej pory będziesz znany jako Norniczy Ślad. Klan Gwiazdy wita Cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
 Czyli teraz tylko ona została jako zakała rodziny? Na pysku Pszczelej Łapy pojawił się nerwowy uśmiech, kiedy obserwowała, jak inne koty gratulują nowej wojowniczce. Jak jej udało się zdobyć sympatię innych? Jak udało jej się zmienić zdanie tylu kotów, które chciały wyrzucić ją z klanu przez to, co zrobił ich ojciec? Chciałaby znać odpowiedź na te pytania, chociaż wiedziała, że nigdy ich nie otrzyma. Może i jej siostrze udało się wbić w łaski współklanowiczów, jednak to nie oznaczało, że Pszczela Łapa może zrobić to samo. Już nawet wiedziała, że nie ma na to szans. Wpakowała się już przypadkowo w otrucie Małej Koszatniczki i nie było z tego odwrotu. Jej rolą było być zdrajczynią, to wyznaczył jej Widmo, a później Ważka. Jej jedyny cel w życiu, do którego nie mogła dojść. A co jeśli ktoś odkryje, że jest bezużyteczna i przekona Obserwującą Gwiazdę do jej wygnania? Nie miałaby gdzie iść, oprócz do kota, który próbował ukrócić jej życie. Czy tego chciała? Niby od dłuższego czasu wysyłała modły do Klanu Gwiazdy o śmierć, jednak najwyraźniej zostały one ignorowane. Przodkowie najwyraźniej nie chcieli przyjąć jej małej prośby. Przeszły ją ciarki, kiedy zauważyła, że brązowe oczy wojowniczki spoczywały na niej.

*****

 Została wyrwana ze snu, przez znany jej głos. Norniczy Ślad stała nad nią i kazała jej wyjść z legowiska szybko. Oczywiście narodziło się w głowie uczennicy wiele pytań, na które nie otrzymała odpowiedzi. Wyszły z obozu, a gdy Pszczela Łapa zaczęła zalewać siostrę pytaniami, to otrzymała jako odpowiedź zły wzrok wojowniczki. Już nie podobała jej się ta wyprawa, jednak nie miała najwyraźniej nic do powiedzenia. Miała jakiś plan, za którym podążała i to mogła stwierdzić w momencie, w którym została przez nią wybudzona, jednak niepokoiła ją ta myśl. Każdy plan szylkretowej nie kończył się w dobry sposób dla kremowej kocicy i czuła, że tym razem nie będzie inaczej. Gdy dotarli do Przybrzeżnego Oka, to słońce zaczęło wschodzić. Co robiły one tak wcześnie tutaj? Swój pytający wzrok wbiła w towarzyszkę, która uśmiechnęła się lekko.
 - Pewnie zastanawiasz się, czemu Cię tu zabrałam. - Powiedziała kotka, zbliżając się do niej. - Otóż ktoś musi nauczyć Cię podstawowych umiejętności potrzebnych do przeżycia w społeczności. Najwyraźniej przywódczyni nie wychodzi twe szkolenie, bądź jest zajęta ważniejszymi sprawami. Nie dziwię się jej. Kto chciałby poświęcać swój czas na kogoś takiego jak ty? Powinieneś się cieszyć, że postanowiłam spróbować Cię czegoś nauczyć. Teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. - Poczuła, jak łapa wojowniczki wylądowała na jej piersi, na co się wzdrygnęła. - Dziś nauczę Cię, że czasem lepiej, abyś trzymał język za zębami.
 Słowa kotki wydały się dla niej dziwne. Prawda, że Nornica miała swoje odpały, które czasami przekraczały wszystkie możliwe granice, jednak dziś coś jej nie grało. Dopiero gdy poczuła, jak szylkretowa wpycha ją do pobliskiej rzeki, wszystko do niej dotarło. Nauką jej siostry okazało się wrzucenie jej do pędzącej wody, aby nie wiadomo co się z nią stało. Widać było, że plan wymyślony tylko przez nią. Zimna woda otoczyła uczennicę, pozbawiając ją dostępu do powietrza. Próbowała utrzymać pysk nad taflą wody, wymachując łapami, jednak co chwilę ponownie lądował on pod nią. Siły uciekały z jej ciała szybko, pozostawiając ją z jedną, przerażającą myślą. To był jej koniec. Z łap jednej kocicy przeszła do innej, która tym razem postanowiła pójść o krok dalej. Co ją czekało po tym, jak weźmie ostatni oddech, a jej pysk wypełni całkowicie zimna ciecz? Czy jej dusza spocznie w Klanie Gwiazdy? Nie, nie mogła. Było dużo powodów, dla których Pszczółka nie zasługiwałaby na pójście do gwiezdnego klanu. Kremowa kocica, która nie umiała się obronić pośród wielkich przodków? To do siebie nie pasowało. Nie pasowała do nich. Pewnie zniknie w wiecznej ciemności, zostając zapomniana przez wszystkich, jakoby nigdy nie istniała. Wymazana z historii. Nawet w Grocie Pamięci nigdy nie zaistnieje nawet znak, który sugerowałby, że kiedykolwiek istniała. Może dostanie przydomek najgorszego ucznia Obserwującej Gwiazdy i tylko z tego będzie znana? Nic innego nie przychodziło jej na myśl, prócz jej negatywnego zdania.
 Nagle poczuła mocny uścisk na jej karku, aby po chwili wynurzyć pysk z wody, łapiąc oddech. Jednak to nie była jej zasługa, ona już dawno się poddała. Ktoś inny znalazł się obok niej, a po dłuższym czasie wyciągnąć ją na brzeg. Czuła, jak cała się trzęsie, gdy pod jej łapami znalazła się ziemia. Jej wzrok wbity był w ziemię pod nią, a ona sama skupiona na uspokojeniu oddechu i pozbyciu się cieczy z pyska. Do uszu Pszczelej Łapy dotarł krzyk jej siostry, a sama kotka znalazła się blisko niej, jednak nie dotknęła jej. Nieśmiała ubrudzić swego futra nawet w takiej sytuacji.
 - Na Klan Gwiazdy! Pszczela Łapo, mogłeś umrzeć! Zginąć. - Zwróciła się do kremowej kotki spanikowana, jednak szybko brązowe oczy powędrowały na nieznajomego. - Nie wiem, co w niego wstąpiło. Żeby tak wskakiwać do rzeki. Dziękuje za ratunek mojego brata.
 - Nie ma sprawy. - Odpowiedział nocniak. - Wszystko w porządku? - Zapytał jeszcze Pszczołę, która słysząc jego słowa, podniosła wzrok, wbijając go w kocura. Następny kot postanowił ją uratować. Dlaczego? Pogodziła się już ze śmiercią, nawet chciała, aby wreszcie przyszła do niej, jednak ponownie ktoś postanowił utworzyć jej nowy dług. Na początku Cykoriowy Pyłek, który uratował ją przed szałem jej matki. Później była Kwiecista Knieja, która uratowała go z kłów Ważkowego Lotu, a teraz ten nieznajomy. Była przekonana, że również i on podąży podobną ścieżką, co wyżej wspomniana dwójka kotów. Cykoria przepadł jak kamień w wodę, nikt nie wiedział, co się z nim stało, bądź gdzie się znajduje, a Knieja zdawała się żałować swych działań. Już raz doświadczyła, do czego jest zdolna przewodniczka, a teraz coraz częściej zaczęła widywać ją w swej okolicy. Jakby ją śledziła, obserwowała każdy ruch. Czy tym razem było podobnie? Nie była pewna, a nawet jeśli, to nigdy nie stawiłaby się przeciwko Nornicy, były przecież przyjaciółkami, a przynajmniej to wywnioskowała Pszczela Łapa. Jej słowa i tak nie miały znaczenia, nikt w nie nigdy nie uwierzy. Liczyło się tylko to, co mówiła jej siostra, bo to ona zwykle miała rację.
 - Dziękujemy Ci jeszcze raz, jednak muszę zabrać go jak najdalej z tego przeklętego miejsca. Jeszcze ponownie popełni ten straszny błąd. - Odpowiedziała za nią wojowniczka, odpychając ją od rzeki, a tym samym kocura. - Ja już dopilnuje, żeby to się nie powtórzyło.
 Po tych słowach wojownik skinął tylko głową, powracając do rzeki, która wcześniej próbowała odebrać jej życie. Posłał jej jeszcze ostatnie spojrzenie, nim zanurzył się w wodzie, zmierzając na teren jego klanu. Miała coś powiedzieć? Coś zrobić? Przecież nie mogła. Brązowe oczy kotki spoczywały cały czas na niej, dając jej do zrozumienia, że nie ma się odzywać. Wiedziała, że tylko wszystko zniszczy, co wiązało się z następnymi karami z łap jej siostry. Widziała wzór, jakim poruszała się szylkretowa kotka, wiedziała co jej “nauki” miały przynieść i już się jej to nie podobało. Jednak bała się powiedzieć cokolwiek. Bała się zobaczyć, do czego mogła się ona posunąć, by zrealizować swe plany. Gdy tylko wojowniczka upewniła się, że wojownik zniknął z ich pola widzenia, to momentalnie wszystko, co wskazywało na panikę kotki, znikło, a jej wzrok powrócił na kremową.
 - Masz szczęście. Zbyt duże. Potraktuj to jako ostrzeżenie. - Rzuciła tylko, popychając ją w stronę, z której przyszły. - No już mój mały, niestabilny uczniu. Wracamy do obozu, aby powiedzieć wszystkim o twoim małym incydencie. - Po tych słowach na pysku kotki zawitał uśmiech.

*****

 Nie musiała długo czekać, aby plotka rozniosła się po całym klanie. Pszczela Łapa i próba samobójcza to nie było połączenie, które zaskakiwało wiele kotów. Raczej nikt nie wątpił w wiarygodność słów Norniczego Śladu, sama Pszczółka przecież niczego nie zaprzeczała. Tylko kilka uderzeń serca dzieliło Obserwującą Gwiazdę od usłyszenia nowej plotki. Bała się jej reakcji może i bardziej niż reakcji innych. Była przecież jej mentorką była kotką, która decydowała o dopuszczeniu ją do mianowania. To ona decydowała o tym, czy kiedyś dostanie nowe imię i jakie ono będzie. Mogła też wygnać uporczywą uczennicę, zmusić ją do samotniczego życia, a tym samym skazać na śmierć. Czy tego chciała? Odpowiedź powinna być prosta, a okazała się jedną z trudniejszych dla kremowej. Nie wiedziała, nie umiała odpowiedzieć na ów pytanie. Niby życie rzucało w nią najgorszymi sytuacjami, a jej modły błagały o śmierć, jednak czy po niej nie będzie tylko gorzej? Gdyby zadała podobne pytanie swej mentorce, to ta odpowiedziałaby, że nie zasługuje na taki los. Jednak zdanie jej siostry było zdecydowanie inne. To przecież ona przyczyniła się do tego wszystkiego. Ona zaczęła jej piekło, ignorując wszystkie granicę. Czemu to na nią spadało to wszystko? Dlaczego ona cierpiała?
 - Czemu to sobie robisz? Dobrze wiesz, że możesz zniszczyć je przy pomocy kilku słów.
 Usłyszała znany jej dobrze głos, co tylko ją wystraszyło. Rozglądnęła się wokół, szukając źródła ów głosu, jednak go nie spostrzegła. Nie powinno tu go być. On nie żył, a jednak jego głos odbijał się w uszach Pszczółki. Musiała oszaleć, mieć omamy, nie było innego wyjaśnienia. Rozglądała się wokół spanikowana, co mogło się wydawać dziwnym zachowaniem w oczach innych kotów.
 - Nazywają Cię zdrajcą i dobrze wiesz, że ich zdania nie zmienisz. - Głos rozbrzmiał ponownie. - Pokaż im ich miejsce. Zacznij reprezentować mnie godnie.
 Potrząsnęła głową, próbując odgonić powstające myśli. Potrzebowała zdecydowanie odpoczynku, bo zmęczenie doprowadziło ją do omamów. Szybkim krokiem udała się do legowiska uczniów, znikając w nim, a później układając się na swym posłaniu. Chciała przespać następny dzień, odciąć się od tego wszystkiego, jednak wiedziała dobrze, że dziś nie uda jej się zmrużyć oczu.

[2058 słów]

[przyznano 41%]

Event Npc: Norniczy Ślad

10 października 2024

Od Pszczelej Łapy CD. Kwiecistej Kniei

 Pytanie Kwiecistej Kniei zaskoczyło kotkę. Nie sądziła, że nawet zacznie z nią jakąkolwiek rozmowę. Jaki miała w tym cel? Do czego dążyła? Przecież nikt z nią nie rozmawiał, chyba że miał do niej jakąś sprawę. Powróciła wzrokiem na przewodniczkę, nie wiedząc do końca jak zareagować. To przecież ona ocaliła jej życie. Ona zaatakowała wtedy Ważkę, mimo iż nie musiała.
 - Ważkowy Lot to dalej był mój brat. Nawet gdybym miał możliwość ataku go, to nie byłbym zdolny. Mimo wszystkiego, co powiedział lub zrobił, dalej był moim rodzeństwem i nic tego nie zmieni. - Odpowiedziała na pytanie kocicy, zastanawiając się, czy właśnie takiej odpowiedzi oczekiwała kocica. - Raczej ty również nie zaatakowałbyś swojego rodzeństwa, prawda?
 - Atakować nie, ale na pewno nie dałabym sobie skopać tyłka. - Stwierdziła kocica. - Ty to chyba nie masz wbudowanej asertywności, co?
 - Jakoś krzywdzenie Ważki, to nie jest czymś, co miałem w planach wykonać. Zważając, że był on jednym z niewielu kotów, które mnie tu lubią i chcą. - Powiedziała wymijająco uczennica. Przypomniała sobie nagle o czymś. Miała zapytać Knieję o jedną sprawę, która chodziła jej po głowie od pewnego czasu. Teraz zdarzyła się idealna sytuacja, aby to wykonać. - Em… Może źle, że tak pytam bez kontekstu, jednak chciałbym wyjaśnić jedną sprawę, z którą możesz mieć coś wspólnego. - Starała ułożyć się słowa, jak najlepiej potrafiła, aby nie urazić kotki, która uratowała jej życie. - Gdy byłem na rozmowie z Obserwującą Gwiazdą i Ważkowym Lotem, to nagle padł twój temat. Ważka wspomniał coś o ceremonii i wydało mi się to dziwne. Wiesz coś może o tym więcej? - Pszczółka dostrzegła, jak futro na grzbiecie szylkretki unosi się, a w oczach błysnęło coś obcego. Kniejka rzuciła szybko okiem dookoła. Popełniła błąd, pytając kocicę o to? Przecież po prostu chciała zrozumieć słowa brata.
 - Nie bardzo wiem, o co chodzi. - Rzuciła jej towarzyszka, która zmarszczyła czoło. Może powinna bardziej przedstawić sytuacje? Takim sposobem może otrzyma odpowiedź, której szukała.
 - Ważka wspomniał coś o nieudanej ceremonii, jednak Obserwująca Gwiazda zdawała się nie być nimi zaskoczona. Co wydawało mi się dziwne, a im dłużej o tym mówię, tym gorzej może to brzmieć. Przepraszam! - Rzuciła tylko, odwracając wzrok od rozmówczyni.
 - Masz problemy ze słuchem. - Syknęła nagle, rozdrażniona. - I nie pleć o tym po kątach. Jeszcze wezmą Cię za wariata. - Po tych słowach kocica wstała sztywno, wbrew sprzeciwom Skowronka kuśtykając na zewnątrz. Nie rozumiała jej zachowania. Czemu kocica nagle zareagowała agresją? Powiedziała coś złego? A może zrobiła coś, co ją zdenerwowało? Do końca nie wiedziała, ale po dłuższym przemyśleniu stwierdziła, że nawet nie chciałaby się dowiedzieć.

*****

 Widziała spojrzenia innych kotów, które padały prosto na nią. Obserwująca Gwiazda cofnęła jej karę po ucieczce brata, jednak wydawało się, że nie wszyscy byli z tego powodu zadowoleni. Zauważyła, że dwoma kotami, którzy wyróżniali się na tle innych, byli Nagietkowy Wschód oraz Szepcząca Pustka. Mogła dostrzec ich ostry wzrok za każdym razem, kiedy pojawiała się w zasięgu ich wzroku, jakby miała na nich sprowadzić nieszczęście. Musiała się przyzwyczaić do nowego porządku. Chociaż dużo nie zmieniło się w legowisku uczniów, z czego się cieszyła. Dalej zajmowali je Szafirkowa Łapa wraz z Modliszową Łapą oraz Pszeniczną Łapą, więc chyba nie miała czego się obawiać. Jedynie kociaki Płomiennego Ryku dołączyły do nich, ale raczej oni nie będą stwarzać problemu, prawda? Gorszą wieścią był brak jakichkolwiek wiadomości o stanie jej siostry. Martwiła się o nią. A co jeśli odejdzie do Klanu Gwiazdy przez zły wybór zwierzyny? Nie! Nie mogła znieść tej myśli. Właśnie dlatego, gdy ujrzała szylkretową przewodniczkę w zasięgu swego wzroku, ucieszyła się. Może ona coś wie o Norniczej Łapie. Nie raz przyłapała je razem, więc musiały się kolegować, prawda? A koleżanki na pewno wiedzą wszystko o sobie. Zmierzyła w jej kierunku, chociaż z początku się zawahała. Ostatnia ich rozmowa nie poszła za najlepiej, a nie chciała tego powtórzyć. Jeszcze straciłaby jedyne dostępne źródło informacji.
 - Witaj Kwiecista Kniejo. - Przywitała się, gdy znalazła się bliżej kotki, a jej oczy padły na uczennicę. - Wiem, że pierwsza nasza rozmowa nie zakończyła się dobrze, ale pomyślałem… Może wiesz, jak się ma Nornicza Łapa?

[659 słów]
<Kniejo?>

[przyznano 13%]

07 października 2024

Od Pszczelej Łapy

*Końcówka Pory Opadających Liści*

 Dzisiejszy dzień miał być wyjątkowy, a przynajmniej tak mówił jej brat. Jakimś cudem, podobno tego dnia Ważka miał być mianowany na wojownika. Nie spodziewała się tego, że brat zostanie mianowany jako pierwszy. Wiadome było to, że ten zostanie mianowany przed Pszczelą Łapą, jednak nie spodziewała się, że Nornica da bratu być wojownikiem jako pierwszemu. Gdyby miała zgadywać, to pewnie strzeliłaby, że ta dwójka zostanie mianowana razem. To zakończyłoby całą sprzeczkę, jednak Klan Gwiazdy chciał inaczej. Słońce na niebie już osiągnęło szczyt, a teraz zbliżało się ku zachodowi. Siedziała obok Ważkowej Łapy, który od pewnego czasu próbował wymyślić dla niej idealne wojownicze imię. Twierdził, że ta zostanie mianowana zaraz po nim, jednak było w tym tyle prawdy jak drzew na terenie Klanu Burzy - mało. Uczennica dostrzegła, że w oknie wieży pojawiła się jego mentorka, która po chwili zwołała zgromadzenie klanu. Ważka miał całkowitą rację, a przynajmniej tak jej się wydawało. Gdy większość klanu zebrała się pod wieżą, do których dołączyła kremowa kotka, Obserwująca Gwiazda rozpoczęła ceremonię.
 - Ja, Obserwująca Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Ważkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
 - Przysięgam. - Odpowiedział uczeń.
 - Mocą Klanu Gwiazdy nadaje Ci imię wojownika. Ważkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Ważkowy Lot. Klan Gwiazdy wita Cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
 Z tym momentem, Ważka stał się wojownikiem, co lekko ją niepokoiło. Również Nornica nie była zadowolona z tego faktu. Pewnie planowała zaskoczyć brata swym wczesnym mianowaniem, jednak wyszło, że on miał podobny plan.
 - Nie mogę uwierzyć, że ten rudzielec dostąpił zaszczytu bycia wojownikiem. - Szepnęła do jej ucha siostra, gdy przywódczyni dotykała głowy Ważki, a ten jej bark. - To wszystko wina Piaszczystej Zamieci. Gdyby ten nie był tak okropnym mentorem, to ja bym teraz stała przed Obserwującą Gwiazdą, a on siedział u twego boku.
 Niedługo po słowach Nornicy koty zaczęły rozchodzić się w swoje strony, a spotkanie klanu się zakończyło. Sam rudzielec stanął przed nimi, jednak na pysku szylkretowej kocicy pojawił się lekki uśmiech.
 - I kto jest lepszym wojownikiem? Powinnaś już się poddać i zająć się czym powinny zajmować się kotki. - Powiedział, wbijając wzrok w kotkę.
 - Obserwująca Gwiazda musi czytać mi w myślach, że wybrała właśnie to imię. Wiesz, czemu Ważkowy Lot do Ciebie pasuje? - Zapytała uczennica, jednak nie czekając na odpowiedź, kontynuowała swoją wypowiedź. - Bo jeśli nie ugryziesz się w swój język, to wylecisz z tego klanu. - Po tych słowach zaśmiała się ona, a na pysku jego brata pojawił się grymas niezadowolenia. - Chociaż jedno dobrze robi nasza liderka.
 - Kiedyś to ja zamknę Ci twój pysk Nornicza Łapo. - Rzucił Ważkowy Lot, po czym obrócił się i odszedł od nich.
 - Uuuu, groźby od nowo mianowanego wojownika. Sądzę, że ktoś wyżej z chęcią dowiedziałby się o tym. - Jednak rudy wojownik nie odwrócił się, słysząc słowa kocicy, a dalej szedł przed siebie. - Jeszcze zobaczy, kto go prześcignie.
 Cała ta sytuacja nie zdziwiła Pszczółkę. Ta zawsze była świadkiem podobnych sytuacji, które działy się między tą dwójką. Jedyne co wiedziała to, żeby ich razem samych nie zostawiać na dłużej, bo może skończyć się to tragicznie. No cóż, tak żyło się z jej rodzeństwem i nic nie mogła z tym zrobić. Niestety nie było prostego zakończenia kłótni rodzeństwa, chociaż bardzo by chciała, żeby ono istniało.

*****
*Początek pory nowych liści*

 Następny trening i następny raz Pszczela Łapa pokazała, że nie zasługuje na miano wojownika. Jego brat dostał już nowe imię, a Nornica była blisko mianowania, a przynajmniej tak mówiła. Zostawała tylko kremowa kocica, która na każdym kroku udowadniała, że nie będzie dobrym wojownikiem. Może ta ścieżka nie była dla niej? Nie czuła, że będzie dobrym medykiem, bądź kronikarzem, a droga przewodnika została jej zamknięta z dniem, w którym Widmo okazał się zdrajcą klanu. Nie było innej ścieżki dostępnej i to ją martwiło. Utknięcie jako uczeń do końca swych dni nie brzmiało za najlepiej. Powróciła do obozu, aby zastać Norniczą Łapę, która zdawała się czekać na jej przybycie. Tylko, gdy ją zauważyła, to pojawiła się u jej boku.
 - Ile można na Ciebie czekać? Ja ani Brzęczkowy Trel nie mamy całego dnia, aby czekać, aż powrócisz. - To były pierwsze słowa, jakie wyszły z pyska kocicy, które już zdziwiły kremową kocicę. Czemu wojowniczka czekała na nią? - Chodź już, bo miła wojowniczka zmieni zdanie i z mojego nic nie zostanie! - Szylkretowa kotka ogonem wskazała na cynamonową wojowniczkę, która stała przy wyjściu z obozu wraz z Bobrzym Siekaczem. Ruszyli w ich kierunku od razu, a długo nie zajęło, aby cała czwórka znalazła się poza obozem. Od czasu do czasu wyczuwała wzrok czekoladowego przewodnika, który trafiał na nią. Wyczuwała, że kocur nie był zadowolony z obecności dwóch uczennic, jednak wojowniczka przekonała go do pójścia. Rozeszli się blisko granicy z Klanem Wilka, co ją zdziwiło. Co tym razem planowała Nornica, że dała radę przekonać dwóch starszych kotów do tego?
 Na odpowiedź Pszczółka nie musiała czekać długo, bo stanęły one przy Upadłym Potworze. Szylkretowa kocica rozglądnęła się wokół, aby na końcu swój wzrok przerzucić na kremową kotkę, która stała przy jej boku.
 - I ciągnęłaś mnie tu, tylko aby zobaczyć granicę z Klanem Wilka? - Zapytała, na co tylko na pysku Nornicy pojawił się grymas.
 - Jesteś mysim móżdżkiem Pszczółko. - Odpowiedziała szybko kocica. - Nie przyprowadziłam Cię tu po to, abyś mógł podziwiać granicę z tymi zapchlonymi kotami. Chciałam, abyś kogoś poznał, jednak ty zawsze rozumiesz wszystko inaczej. - Pszczela Łapa zdziwiła się, słysząc słowa siostra. Kogo ta chciała jej przedstawić? Z pewnością nie był to nikt z granicznego klanu, patrząc na jej podejście do niego. Długo nie musiała czekać, bo zza drzew wyszła nieznana jej kotka. Na jej pysku malował się uśmiech, który znikł, gdy ta dostrzegła towarzyszkę Norniczej Łapy. - A! Zawsze pojawiasz się w idealnym momencie Przeplatko. - Powiedziała uradowana szylkretka, podchodząc do nieznajomej i wtulając się w jej bok. - Poznaj mojego brata, Pszczółkę. Nie martw się, to zakała rodziny, krzywdy Ci nie zrobi. Nawet jakby podniósł łapę, to prędzej się przewróci, niż zrobi Ci cokolwiek. Za to przysłuży się do sprowadzenia Ciebie do Klanu Burzy.
 Zabolały ją słowa siostry, bardziej niż chciała się do tego przyznać. Więc za taką uchodziła w oczach Nornicy? Nazwanie jej bratem również zabolało, ale nie tak bardzo, jak reszta. Kiedyś może udowodni, że nie jest tylko pośmiewiskiem rodziny, jednak aktualnie wydawało się jej to niemożliwe. Utknęła jako uczeń i pewnie Obserwująca Gwiazda nie pozwoli jej zostać wojownikiem, póki nie zrobi większych postępów. Pomarańczowe oczy uczennicy powędrowały na jej łapy. A co jeśli na zawsze zostanie uczniem? Czy wtedy Obserwująca Gwiazda posunie się do wyrzucenia jej z klanu? Tego nie była pewna.
 - Ciekawe. - Rzuciła nieznajoma, przerzucając wzrok na siostrę Pszczółki. - Tylko nie rozumiem, po co nam taki słaby kocur w planie.
 - Tu nie chodzi o jego siłę, a bardziej o to, że jest członkiem mojego klanu. Słuchajcie, a się wszystkiego dowiecie.

*****

 Mijał księżyc za księżycem, a końca jej treningu nie było widać. Tym razem udała się wraz z Ważkowym Lotem, aby nakarmić Małą Koszatniczkę, która dalej siedziała w dole. Nie rozpoznawała już kocicy pod jej łapami, a przynajmniej nie widziała w niej już swojej matki. Zwariowała i każdy kot w Klanie Burzy mógł to potwierdzić. Do końca nie wiedziała, czemu przywódczyni postanowiła pozostawić kotkę na terenach klanu niż ją wygnać. Dalej stanowiła zagrożenie dla innych. A co jeśli ktoś wpadnie do niej lub gorzej, kocica znajdzie sposób, przy którego użyciu wydostanie się z dołu? Obie opcje wydawały się możliwe i dalej były ignorowane przez jej mentorkę. Dotarli do dołu, który znajdował się niedaleko obozu. Ważka wybrał zwierzynę, którą mieli nakarmić Koszatniczkę, a okazał się nim królik, którego kocur niedawno przyniósł z polowania. Nie rozumiała jego wyboru. Czyż nie lepiej byłoby dać dużego zwierzęcia starszym, a więźniowi podarować coś mniejszego? Uczennica stanęła przy krawędzi i spojrzała w dół, chcąc potwierdzić, że kocica znajduje się dalej w swym miejscu. Odetchnęła z ulgą, gdy dostrzegła szylkretowe futro na dnie. Jednak długo nie mogła się pocieszyć, bo brązowe oczy kotki padły prosto na nią, aby po chwili do jej uszu dotarł syk.
 - Nie dość wam wstydu, że przychodzicie do mnie? - Wysyczała kocica, spoglądając na Pszczółkę oraz Ważkę, który pojawił się zaraz u boku kremowej kotki. - Mogłam od razu po egzekucji waszego ojca się was pozbyć!
 - Ciesz się, że Obserwująca Gwiazda nakazała Cię karmić, bo inaczej umarłbyś z głodu w tej dziurze. - Rzucił Ważkowy Lot, który po chwili rzucił królika do dołu, w którym znajdowała się ich matka. Kotka nie czekając długo, wbiła swe kły w zwierzę, tym samym pożywiając się nim. Pszczółka obserwowała, jak szylkretowa kotka szybko spożywa zwierzynę, jakby za chwilę ktoś miał ją od niej zabrać. Nagle na jego oczach wylądowała końcówka ogona rudego kota, przez co ta pokierowała na niego swój wzrok niego. - Nie będziesz się przecież patrzeć, jak ta dzikuska zjada tego królika. Chcesz w taki marny sposób marnować swój cenny czas?
 Zdziwiło ją zachowanie Ważki, jednak po chwili odgoniła tę myśl. Może miał rację? Nie powinna marnować czasu na takie głupoty. Ominęła brata, tym samym odchodząc od dziury, a za nią podążył rudzielec, ostatni raz rzucając wzrokiem na więźnia. Dwójka kotów ruszyła w stronę obozu, a gdy zbliżyli się do niego, do uszu kotki dotarły głośne dźwięki. Wraz z wejściem do obozu, przed jej oczami ukazał się obrazek z koszmarów. Grupa kotów otaczała jej siostrę, co ją niepokoiło. Pierwszymi kotami, którymi rozpoznała byli Pajęcza Lilia i Skowronkowa Łapa, którzy stali najbliżej uczennicy. Zaraz obok nich znajdowała się Ognista Piękność, która zdawała się mówić coś do medyków. Szkarłatna ciecz leżąca przed łapami kocicy. Coś było nie tak i potwierdził to wzrok szylkretowej kocicy, który na chwilę padł na Pszczółkę, nim ta zniknęła w legowisku medyka. Niedługo po zniknięciu jej siostry, zauważyła, że Ważkowy Lot nie przebywał u jej boku. Rozglądnęła się wokół, aby dostrzec rude futro brata przy cynamonowym przewodniku. Widziała, że rozmawiali, jednak tak szybko, jak ich dostrzegła, tak szybko dwójka kotów opuściła obóz.

*****

 Jak się dowiedziała później Pszczółka, Nornicza Łapa zatruła się myszą, którą wzięła ze stosu zwierzyny. Kiedy wieść dotarła do uszu Obserwującej Gwiazdy, to ta zleciła Kukułczemu Skrzydłu i Gradowemu Sztormowi, aby przeszukali stos ze zwierzyną, aby nie znaleźć podobnych niespodzianek. Odnaleźli oni dwie pliszki, które upchane były podobnymi ziołami, co mysz, którą spożywała Nornica, co potwierdziła Pajęcza Lilia. Pewnie, gdyby nie Ognista Piękność, z którą kotka plotkowała, to Nornicza Łapa umarłaby, nim ktokolwiek zauważyłby jakiekolwiek objawy. Niepokoiła ją ta myśl. Nie widziała świata bez siostry, nawet jeśli ta zadawała się z nią dla własnej korzyści. Pszczela Łapa nie miała innych znajomych, więc starała się trzymać rodzeństwa. Przecież wszyscy jej nienawidzili, więc kto by chciał zostać jej przyjacielem? Następne informacje były tylko gorsze. Otóż jakiś czas od otrucia kotki, Brzęczkowy Trel powróciła z wieścią, że znalazła Małą Koszatniczkę martwą w dole. Jak mogła być martwa? Przecież przed powrotem do obozu, to właśnie oni przynieśli jej zwierzynę. Wtedy wydawała się zdrowa i daleko od śmierci, a teraz dochodzi do nich taka wieść? Spojrzała na przywódczynię, która siedziała niedaleko zamyślona, a po niedługim czasie rzuciła go ponownie na podstawę wieży. Pszczółka postanowiła zachować dla siebie informacje odnośnie pójścia do Koszatniczki przed jej śmiercią. A może powinna o tym powiedzieć mentorce? Obserwująca Gwiazda mogła się dowiedzieć od innych kotów, że to właśnie oni poszli w odwiedziny do matki. Niepokoiła ją ta myśl. Przecież nie wiedziała, że królik, którego dawał Ważkowy Lot, był zatruty.
Dłuższy czas spędziła na skraju obozu, myśląc o całej sytuacji, gdy w jej polu widzenia nie pojawiła się Żmija. Jej wzrok spoczął prosto na niej, a gdy dostrzegła, że ta zmierza w jej kierunku, to oddech jej przyspieszył. Czy ona już wiedziała? Było to możliwe, jednak Pszczółka nie była do końca pewna. Jak zwykle z kocicy nie mogła nic wyczytać, jakby ta miała dar ukrywania swych emocji i myśli przed kremową kotką.
 - Pszczela Łapo. - Zwróciła się do niej, nie nazbyt poważnie, ale i widać było, że nie przychodziła ot tak pogawędzić. - Chodzi o twoją siostrę. Chciałabym porozmawiać. - Miauknęła, następnie wskazując ruchem głowy na Skruszoną Wieżę. Kremowa kiwnęła tylko potwierdzająco głową, aby po chwili podążyć za mentorką ku jej legowisku. Ponownie trafiła na dywanik u mentorki, co ją niepokoiło. Co miała mówić? Prawdę? Kłamać? Nie wiedziała, chociaż coś jej mówiło, że kłamstwo nie zaprowadzi ją w żadne dobre miejsce. Gdyby tylko u jej boku znalazł się jej brat, to wszystko by się rozwiązało natychmiast. Jednak jego tu nie było.
 Niedługo zajęło, aby dwie kotki wdrapały się po schodach i przekroczyły próg legowiska przywódcy. Teraz były tylko we dwie.
 - Tak Obserwująca Gwiazdo? - Zaczęła Pszczela Łapa, kierując wzrok na szylkretową kocicę. - Ten dzień już nie może stać się gorszy. Otrucie Norniczej Łapy to jest najgorszy przypadek, który wydarzył się w mym życiu. Biedna Nornica musiała paść ofiarą tej całej sytuacji.
 - Nie jest z nią najlepiej. - Potwierdziła liderka, jakby zmartwionym głosem, siadając i owijając ogon wokół łap, na moment zamykając oczy na nieco dłużej. - To dla ciebie i twojego brata na pewno trudna sytuacja. Chciałam z wami porozmawiać, ale w obozie nie widziałam go od jakiegoś czasu. Wiesz może, gdzie jest i kiedy wróci, bym i z nim mogła porozmawiać? - Zapytała, a w pierwszym zdaniu wybrzmiała troska, zaś na koniec w spojrzeniu pojawiło się pytanie.
 - Nie wiem, gdzie zmierzył Ważkowy Lot… - Odpowiedziała, chociaż czuła, że kotka oczekiwała od niej innej odpowiedzi. - Gdy powróciliśmy do obozu, to ten tylko przeleciał mi przed oczami, nim ponownie zniknął w wyjściu z obozu wraz z Cykoriowym Pyłkiem. Nie wiem, co ta dwójka miała zaplanowane. - Wiadomość, że przewodnik wyszedł sam na sam z rudym vanem, nie spodobała się starszej, jednak nie okazała tego, zamiast tego wyglądając na zawiedzioną tym, że kocura nie było i nie wiadomo kiedy powróci.
 - Cóż... najwyraźniej będę musiała na niego zaczekać. - Stwierdziła starsza. - Mam tylko nadzieję, że w międzyczasie nic się nie stanie. W końcu nie wiadomo, czy nie było więcej zatrutej zwierzyny, tylko ktoś zdążył już taką zjeść.
 - Również mam nadzieję, że nikt nie podzielił losu mojej siostry. Jeszcze tylko potrzebujemy, aby więcej kotów skończyła u medyka. - Rzuciła. - Czegoś jeszcze potrzebujesz ode mnie Obserwująca Gwiazdo? Chciałbym zajrzeć do Nornicy i zapytać o jej dokładniejszy stan.
 - Niestety, obawiam się, iż może to nie być możliwe. - Mruknęła liderka z lekkim współczuciem wyczuwalnym w głosie i zmartwieniem, acz i spokojem na pysku. - Nornicza Łapa jest w złym stanie. Pajęcza Lilia stwierdziła, że musi teraz odpoczywać i nakazała ograniczyć wizyty. Zwłaszcza teraz twoja siostra będzie potrzebowała odpoczynku. - Wyjaśniła. - Kiedy jej się poprawi, od razu Cię powiadomię, ja albo Pajęcza Lilia. - Dodała. - Właściwie, to mam jeszcze jedną sprawę... z tego, co wiem, wychodziłeś dzisiaj z obozu około czasu, kiedy ktoś przyniósł Małej Koszatniczce królika. - Zaczęła ostrożnie, jakby martwiła się o reakcję Pszczoły na wspomnienie o matce. - Nie widziałeś czasem kogoś w pobliżu jej dołu? To by mogło nam pomóc w dowiedzeniu się, kto próbuje skrzywdzić nasz Klan. Bardzo byś nam pomógł. - I tu pojawił się problem, o którym myślała wcześniej kotka. Żmija zaczęła pytać o to, czy w pobliżu dziury Koszatniczki nikogo nie było. Spięła się, słysząc pytanie i zrobiła krok w tył, jakby zaraz miała opuścić to miejsce.
 - Em… Jak to ująć dobrze…? - Zastanowiła się na głos. - Nie widziałem nikogo, oprócz Ważkowego Lotu poza obozem, a tym bardziej w pobliżu mojej matki. Tym bardziej nie sądzę, że ktoś inny dał jej tego królika, bo to my właśnie przynieśliśmy jej tę samą zwierzynę. Ale nie wiedzieliśmy, że coś w niej było nie tak! - Jej głos momentalnie przyśpieszył, jakby chciała szybko wytłumaczyć całą sytuację. - Ważkowy Lot zabrał ją ze stosu zwierzyny po tym, jak wrócił z porannego polowania! Ja nie wiedziałem, co bierze! - Żmija otworzyła nieco szerzej oczy na wspomnienie o króliku.
 - Czyli to wy go przynieśliście? - Zdziwiła się liderka. Na krótszą chwilę zamilkła, nim nie odezwała się ponownie. - Szkoda, że ani ty, ani Ważkowy Lot nie powiedzieliście o tym wcześniej. Mielibyśmy więcej wiedzy na temat tego, co się stało, wykluczylibyśmy jedną opcję i skupilibyśmy się na innych poszlakach. - Stwierdziła, na moment spoglądając na zewnątrz. - Cóż, przynajmniej teraz już wiem. Powiedz mu, proszę, gdy wróci, że chciałbym z nim porozmawiać. - Po tych słowach opuściła legowisko, wzdychając cicho. Chociaż ma to za sobą.

*****

 Ważkowy Lot powrócił do obozu, gdy słońce zaczęło schylać się ku zachodowi, jednak na jego pysku widniał grymas niezadowolenia. Pewnie było to spowodowane tym, że zaraz za nim do obozu weszli Bobrzy Siekacz, Króliczy Nos oraz Bajkowa Stokrotka. Każdy z wymienionych kotów miał wzrok wbity w rudego wojownika, co mu się zdecydowanie nie podobało. Kiedy przekroczyli próg obozu, wojownik się rozglądnął, a widząc Pszczelą Łapę, udał się w jej kierunku. Ostatni raz posłał krzywe spojrzenie w kierunku czekoladowego przewodnika, który zmierzył w stronę Skruszonej Wieży, nim jego wzrok ostatecznie padł na kotce.
 - Co im powiedziałeś? - To było pierwsze, co powiedział, gdy zbliżył się do kocicy, przekraczając jej strefę komfortu. Pszczółka zrobiła krok w tył, skanując go wzrokiem.
 - Prawdę. Nie powiedziałam nic złego. Wszystko, co dziś robiliśmy przed śmiercią Małej Koszatniczki i otrucie-... - Nie dane jej było dokończyć, bo brat przerwał jej wypowiedź.
 - Po pierwsze, przestań. Nie mam ochoty teraz Cię poprawiać ani bawić się w te rzeczy z tobą, więc oszczędźmy sobie tego. - Rzucił Ważkowy Lot. Właśnie wtedy kocica zdała sobie sprawę, że użyła złej odmiany. Ostatnio coraz trudniej wychodziło jej ukrywanie tego przed innymi. Przecież nie chciała zostać przez wszystkich wokół wyśmiana, a tak podobno kończy się z takimi sprawami, przynajmniej tak mówiła Nornica i Ważka. - Po drugie, Mała Koszatniczka nie żyje? Od kiedy? Kiedy doszła do Ciebie ta informacja? - Wydawało się, że kocur jest zdziwiony tym, że kotka posiada tę informację. Jakby miało to dotrzeć do niej dopiero za jakiś czas.
 - Brzęczkowy Trel przyszła do obozu z tą informacją, zaraz po twoim zniknięciu. - Opowiedziała kremowa uczennica. - Przy okazji, Obserwująca Gwiazda chcę z tobą porozmawiać.
 - Wiedziałem, że coś poplączesz, ale nie spodziewałem się, że dotrzesz do liderki. - Westchnął cicho. - Idziesz ze mną. Musimy naprawić twoje błędy.
 - Co? - Zapytała, jednak nim zdążyła zaprotestować, to brat zaciągnął ją w stronę wieży. Nie chcąc przykuwać więcej spojrzeń, poszła wraz z nim do legowiska przywódczyni. W progu minęli się z przewodnikiem, który tylko ukradkiem spojrzał na nich. W środku się nic zbytnio nie zmieniło, nawet sama Żmija zdawała się stać w tym samym miejscu, jak we wcześniejszej rozmowie.
 - Witaj Obserwująca Gwiazdo. Pszczela Łapa, jak i patrol, który posłałaś za mną, poinformowali mnie, że chcesz się ze mną widzieć. - Zaczął wojownik, podkreślając ostatnią część zdania. - Więc o co chodzi? Co jest takie ważne, że musisz mnie ściągać z polowania do obozu? - Liderka przyglądała się mu z pyskiem bez wyrazu i zmrużonymi oczyma.
 - Chciałam porozmawiać o czymś innym, ale niestety muszę poruszyć najpierw odmienny temat. Gdzie Cykoriowy Pyłek? - Zapytała, mówiąc z powagą, choć nie twardo, patrząc na oba przed nią znajdujące się koty, choć jej uwaga zdawała się być skupiona na Ważce. Pszczółkę zdziwiło nagłe pytanie odnośnie przewodnika. Przecież nie o tym rozmawiała z nią wcześniej.
 - Gdzieś w tunelach przy Upadłym Potworze. - Odpowiedział rudy wojownik natychmiastowo na pytanie Żmii. - Miałem na niego poczekać, bo miał dla mnie prezent, który zostawił w swoim legowisku w tamtej okolicy, a przynajmniej mi tak mówił. Gdybyś nie posłała za mną trójki kotów, to pewnie teraz byśmy wracali do obozu. Biedny Cykoria pewnie teraz mnie szuka na marne. - Obserwująca Gwiazda posłuchała co miał do powiedzenia, by zaraz potem znów się do niego zwrócić.
 - Wyjaśnij więc, dlaczego tak niedaleko od ciebie została znaleziona wielka plama kociej krwi? - Spytała spokojnie, acz dalej z wyczuwalną powagą.
 - Plama krwi? - Zapytał ze zdziwieniem Ważka. - Ja o żadnej plamie nic nie wiem. Z drugiej strony, nie było go już długi czas. Myślałem, że tyle to zajmuje. Może powinienem sprawdzić co się z nim dzieje… - Ostatnie zdania mówił jakby do siebie, co zdziwiło bardziej jego siostrę. Nie tak zachowywał się Ważkowy Lot. Przywódczyni patrzyła na niego, nie zmieniając pozycji z siedzącej, z ogonem owiniętym wokół łap.
 - Krew była dość świeża, niedaleko ciebie. Usłyszałbyś, gdyby coś stało się Cykoriowemu Pyłkowi. - Oznajmiła liderka, patrząc na niego swobodnie przymrużonymi oczyma. - Kłamiesz, Ważkowy Locie. - Stwierdziła spokojnie, nie zmieniając pozycji. - Jego matka siedzi gdzieś w obozie, roztrzęsiona po znalezieniu otrutej Małej Koszatniczki, dopiero co po odzyskaniu córki. Miej, chociaż na tyle przyzwoitości, by powiedzieć, gdzie jest jej syn.
 - Mogła nie iść do tej szalonej kotki, to teraz nie byłaby roztrzęsiona. - Rzucił cicho do siebie wojownik. - Z Cykorią rozeszliśmy się w swoje strony, aby później się spotkać. Nie wiem, gdzie zaginął. Nie jestem jego ojcem, aby go pilnować.
 - Do tej szalonej kotki, której dałeś dzisiaj wraz z Pszczelą Łapą królika? - Zapytała liderka, unosząc nieco obie brwi, dalej ze zmrużonymi oczyma.
 - Zwykły obowiązek, który musiałem wykonać. Gdybym mógł wybrać, to z pewnością bym się tam nie pojawił. - Odpowiedział Ważkowy Lot, wbijając swoje spojrzenie w Żmiję. - Tym bardziej z Pszczółką, którego ów kotka zaatakowała. Nikt nie chciałby, aby ta sytuacja się powtórzyła, prawda?
 - Mała Koszatniczka była w dole właśnie po to, by tego uniknąć. A ty nie musiałeś nic jej przynosić. Nikt ci nie kazał, Pszczelej Łapie również nie. - Odparła przywódczyni, patrząc mu w oczy, ale jednocześnie obserwując mniej widocznie Pszczołę, która skierowała swój pytający wzrok w stronę brata. - Z tego, co wiem, to często do naszej więźniarki nie przychodziłeś...
 - Moje relacje z matką nie są czymś, z czego muszę tłumaczyć się przed przywódcą klanu. Nie widzę powodu twego zainteresowania w nich.
 - To prawda… - Stwierdziła ze spokojem. - …bo są one dość klarowne. Skrzywdziła twego brata i chciała skrzywdzić Ciebie... - Miauknęła. - Nietrudno się domyślić, że możesz jej nienawidzić. I nie trudno również zauważyć, iż wyraźnie nie jest to tylko może.
 - Jeśli chciałaś znaleźć powód, przez który Mała Koszatniczka leży teraz martwa, to patrzysz na złego kota. Prawdą jest to, że może nienawidzę mojej matki, jednak nie posunąłbym się do zabicia jej, a potwierdzi to każdy, kto nie patrzy tylko na mnie przez pryzmat mojego ojca. - Powiedział rudy kocur. - Jednak, jak widać, ty do tych kotów się nie zaliczasz. Na marne przeszukujesz tylko zawalony tunel, aby zdobyć jakikolwiek dowód na mnie, co jest już powoli śmieszne.
 - Powinieneś wiedzieć, że nie szukałabym powodów, by zwalić na którekolwiek z twego miotu winę na siłę. To ja dałam wam szansę mimo tego, jak wiele kotów próbowało mnie odwieść od tej decyzji. Zostałam nawet mentorką Pszczelej Łapy, a już miałam uczennicę w tamtym czasie. - Stwierdziła, patrząc już teraz bardziej bezpośrednio również na kotkę. - I to otrzymuję w zamian. Przynieśliście jej królika, do czego żadne z was jak do tej pory się nie kwapiło, a ten okazał się być zatruty. Potem ty wyszedłeś z obozu sam z przewodnikiem i ślad po nim zaginął. Jesteście podejrzani, o ile nie winni wszystkiego, co wam można zarzucić. Jedyną szansą na zmniejszenie waszej kary jest, abyś powiedział mi, gdzie jest nasz przewodnik. Więc?
 Słowa Obserwującej Gwiazdy dotknęły kocicę, bardziej niż chciała się przyznać. Przecież ona nie wiedziała, że królik, którego przyniósł jej brat, był zatruty! Gdyby wiedziała, to nie dopuściła, aby Koszatniczka nawet go dotknęła. Jednak teraz czasu nie cofnie. Nawet nie miała szansy się wytłumaczyć, bo całą rozmowę prowadził Ważka, który teraz nie wyglądał na zadowolonego.
 - Ale… Ja-... - Chciała zacząć Pszczela Łapa, jednak ponownie ogon rudego kota wylądował na jej pysku. Dopiero w tym momencie doszła do niej pewna informacja. Ważkowy Lot widział, jak Mała Koszatniczka spożywa zatrutą zwierzynę, po czym umiera w cierpieniach. Dlatego właśnie jego ogon zakrył jej wzrok, a on sam przekonał ją do powrotu. On to wszystko widział i nic nie powiedział. W oczach kotki zebrały się łzy, które od razu zostały zauważone przez oba koty.
 - Nie próbuj się oczyszczać, bo dobrze wiesz, że nagle nie dowiem się o przebywaniu Cykorii. - Powiedział Ważkowy Lot, lekko zdenerwowany. - Nie wiem, gdzie jest ten kocur. Jedyne co wiem, to to, co mi powiedział. Że idzie do tuneli. Nic innego nie mam zamiar dodawać w związku z tą sytuacją. Sądzę, że odnośnie przebywania Cykorii powinnaś pytać Kwiecistą Knieję, a nie mnie. Przecież ona dobrze wiedziała, że jej mentor kiedyś powie innym o negatywnym przebiegu ceremonii.
 - Jak widzę, bardzo nie chcesz, by Pszczela Łapa cokolwiek potwierdził. - Mruknęła starsza kocica, wstając. - Dałam ci szansę na zmniejszenie kary, ale jej nie wykorzystałeś, Ważkowy Locie. Więc może ty, Pszczela Łapo z niej skorzystasz. - Spojrzała kotce w oczy. - Czemu nie powiedziałeś wcześniej, że przyniosłeś królika ze swoim bratem? Czy wiesz, co się stało lub mogło stać z naszym przewodnikiem? - Zdawało się, że zależało jej na tym, by Pszczoła dała jej coś przydatnego.
 - Ja nie wiedziałem… Że zatruty… - Próbowała powiedzieć Pszczółka, jednak nie pomagały jej łzy, które teraz zaczęły spływać po policzkach. Czuła się bezsilnie. Była bezsilna. Cokolwiek nie zrobi, cokolwiek nie powie, to i tak pogorszy sytuację. Wiedziała o tym dobrze. - Ja nie chciałam… - Po tych słowach zalała się łzami, niezdolna powiedzieć cokolwiek innego. Na zachowanie kremowej, Ważka tylko przewrócił oczami.
 - I właśnie dlatego ja wolę go nie dopuszczać do głosu. Zawsze się tak kończy. - Dodał tylko rudy kocur. Obserwująca Gwiazda zmrużyła mocniej oczy, ale jej spojrzenie zdawało się zmienić, patrząc na płaczącą Pszczołę.
 - Dużo wskazuje na waszą winę. I niestety, ale was obu nie mogę ot, tak puścić. - Stwierdziła, biorąc szybko, acz nie za szybko, głębszy wdech, by zaraz głośno miauknąć. - Zabierzcie ich przed Skruszoną Wieżę.
 Już po chwili przez wejście do piętra Obserwującej Gwiazdy przeszła czwórka kotów - Króliczy Nos, Gradowy Sztorm, Kozi Przesmyk i Dzwonkowy Świst, którzy zabrali dwójkę rodzeństwa z legowiska pod podstawę wieży. Wpakowała się w większe tarapaty, niż myślała. Czemu stwierdziła, że zachowanie tej wiadomości dla siebie było dobrym pomysłem? Gdyby powiedziała wtedy od razu o swej wyprawie do matki, to pewnie nie stałaby teraz obok Ważkowego Lotu, oskarżona o rzeczy, których nie zrobiła. Czuła wzrok przechodzących kotów, słyszała ich szepty. Domyślali się o tym, że winni stoją teraz otoczeni przez czwórkę kotów, co tylko przykuwało ich ciekawski wzrok. Nie trzeba było długo czekać, aby liderka Klanu Burzy wyłoniła się w oknie wieży.
 - Niech wszystkie koty zbiorą się pod Skruszoną Wieżą na zebranie Klanu! - Zawołała donośnie. W obozie nieco zawrzało, gdy koty zaczęły wysuwać się z legowisk. Podczas tego dnia dużo się wydarzyło i zdecydowanie większość o tym wiedziała, o ile nie wszyscy. Gdy tylko koty zebrały się, a ich głosy wypełniły obóz, czarno-ruda odezwała się. - Jak wiecie, dzisiejszego dnia zginęła Mała Koszatniczka. Została otruta, tak samo, jak Nornicza Łapa, która jednakże żyje i została przeniesiona do legowiska medyków. - Zaczęła. - Okazuje się, że stos został częściowo otruty, tak też nie polecam zjadać obecnie zwierzyny z niego, tylko na wszelki wypadek jeśli jakaś piszczka by nam umknęła, wyrzucić resztę pozostałych na nim zdobyczy. Piszczki przyniesione do obozu po odkryciu zatrucia stosu zostały odłożone w innym miejscu. Tylko stamtąd można je brać. - Oznajmiła. - Mam jeszcze niestety kolejne złe wieści. - Stwierdziła, dając kotom jakiś czas do namysłu. - Ważkowy Lot tuż po tym, jak zatrucie Norniczej Łapy zostało odkryte, wyszedł z obozu wraz z Cykoriowym Pyłkiem. Jednakże patrol, który za nim posłałam, znalazł go samego. W pobliżu znaleziono dużą ilość krwi, należącej do ów przewodnika. Niestety nie wiemy, co się z nim dokładnie stało i gdzie aktualnie przebywa, bo trop się urywa, a Ważkowy Lot milczy. Jeśli ktokolwiek znalazł, widział lub słyszał coś, co może nam pomóc w znalezieniu go, niech natychmiast się do mnie zgłosi, abyśmy mogli go odnaleźć. - Na moment przerwała, by wziąć oddech. - Doszła do mnie również informacja, że to Ważkowy Lot wraz z Pszczelą Łapą przynieśli zatrutego królika do Małej Koszatniczki. W związku z tym oraz z faktem, że żadne z nich nie powiedziało od razu po jej śmierci, że to oni go przynieśli i całą resztą tej sytuacji, zostaną oni umieszczeni w dołach poza obozem do całkowitego wyjaśnienia wszystkiego, co miało dzisiaj miejsce. Jako, iż obecnie mamy przy obozie tylko jeden dół, w którym można kogoś umieścić... Bobrzy Siekaczu. - Zwróciła się do kocura stojącego na przodzie tłumu. - Zbierz wojowników. Wykopcie drugi dół, oczywiście w odpowiedniej odległości od tego, który nam został. - Gdy tylko kocur skinął głową, tortie ponownie przemówiła. - Co do reszty z was, proszę pilnować, aby pod żadnym pozorem, mimo iż Ważkowy Lot i Pszczela Łapa będą pilnowani przez Króliczy Nos, Gradowy Sztorm, Kozi Przesmyk i Dzwonkowy Świst, nie dopuścić, aby uciekli. Zachowajcie czujność.
 Tymi słowami zakończyła swoją wypowiedź i zniknęła ze wzroku innych kotów. Czyli skończą tak samo jaki ich matka? W dole umierając samotnie. Tego nigdy nie mogła przypuszczać. Czasami żałowała, że Cykoriowy Pyłek wraz ze swym mentorem byli w żłobku w momencie ataku Małej Koszatniczki. Gdyby nie cynamonowy i czekoladowy przewodnik, to pewnie nigdy nie znalazła się w tej sytuacji.

*****

 Minął wschód słońca od momentu, gdy siłą została wepchnięta do dziury, w której wcześniej spoczywało ciało szylkretowej kocicy. Niepokoiła ją ta myśl. Jej brat został zepchnięty do dziury niedaleko niej, którą niedawno wykopali wojownicy. Widziała strach w jego oczach, a może bardziej panikę, która po chwili została zastąpiona przez obojętność, którą tak dobrze znała kocica. Chociaż chwilowe rozdzielenie jej od rodzeństwa, dało jej czas, aby pomyśleć. Pierwsze co wleciało jej do głowy, to było przeszukanie dołu w poszukiwaniu jakichś szczątków królika, które mogła spożyć. Była przecież zdrajczynią, a przynajmniej w oczach innych. Nie mogła uciec, a życie w Klanie Burzy wydawało się bez celu. Każdy członek przecież będzie darzyć ją nienawiścią, wliczając w to nawet przywódczynię. Bycie wyrzutkiem klanu nie było czymś, o czym marzyła uczennica. Nawet jakby została w klanie, to pewnie zostałaby wygnana za długi trening, bo tytułu wojownika by nigdy nie dostanie, a przynajmniej to wywnioskowała z wcześniejszych słów jej mentorki. Wszystko w środku jej mówiło, że powinna zakończyć swe marne życie, najszybciej jak się to dało, a ta nie miała jak ich zagłuszyć. Pomysł został, jednak porzucony przez nagłe pojawienie się rudego więźnia na skraju jego więzienia. Czy on nie miał być również uwięziony?
 - Pszczela Łapo, chodź. Pomogę Ci się wydostać. - Rzucił cicho Ważka, jakby zaraz któryś ze strażników miał się pojawić i pokrzyżować jego plany. Kremowa kocica tylko pokręciła głową, co mu się nie spodobało. - Chodź, bo osobiście zejdę tam do Ciebie i nie będzie tak przyjemnie. - Syknął, na co ta tylko westchnęła i wstała. Z jego pomocą wydostała się z dołu, chociaż nie do końca znała powód tych działań. - Znikamy stąd Pszczółko. Nie powtórzę losu Małej Koszatniczki, nawet jakby sama Obserwująca Gwiazda mnie pazurami tam trzymała. Klan Burzy nie jest już naszym domem, więc musimy go opuścić. Może uda nam się dostać do-...
 - Nie. Ja nigdzie nie idę. - Przerwała mu kocica. - To zwykłe nieporozumienie, które zostanie zaraz rozwiązane. Uciekając, przyznaję się do winy, co jest nieprawdą. Nie mogę zostawić Nornicy, to dalej nasza siostra!
 Nie rozumiała działań rudzielca. Jeśli nie byli, oni winni za czyjąś śmierć oraz zaginięcie, to nie mieli co uciekać. Prawda przecież zawsze wychodziła na światło dzienne, trzeba było tylko poczekać. Najwyraźniej jej słowa nie spodobały się wojownikowi, bo zjeżył sierść, aby chwilę później rzucić się na nią. Upadła na ziemię, a jej przestraszony wzrok próbowała wbić w brata, który stał na nią, przygniatając ją łapą do ziemi.
 - Tyle Ci dałem, a ty tak się mi odwdzięczasz?! Gdybym wiedział, że tak doceniasz moje poświęcenia, to już dawno podłożyłbym Ci zatrutą mysz. Może, jednak jesteś naiwną kotką. - Powiedział, po czym zacisnął swoje kły na karku Pszczółki. Wydała ona z siebie coś, co przypominało krzyk. Ostry ból przeszył jej ciało i nie było to miłe uczucie. - Gdy z tobą skończę, to nawet Nornica Cię nie rozpozna.
 Te słowa sparaliżowały kocicę. To był jej koniec? Zginie z łap Ważkowego Lotu jak Koszatniczka i nikt nie będzie płakać nad jej losem. Nagle, jakby na życzenie, w polu widzenia Pszczoły pojawiła się Kwiecista Knieja, która bez słowa rzuciła się na wojownika, strącając go z kremowej. Słyszała syki dwóch kotów, a kiedy udało jej się podnieść, jej oczom ukazał się Ważka z raną między oczami oraz Knieja stojąca kilka ogonów od niej z raną rozpoczynającą się na pysku a kończącą się na jej szyi. Szelest, który rozległ się za nią, najwyraźniej wystraszył rudego wojownika, bo ten syknął coś do przewodniczki, po czym pobiegł w przeciwnym kierunku co kotka. Któż by się spodziewał, że kocica pobiegnie zaraz za nim? Na pewno nie kremowa kotka. Niestety na długo nie została sama, bo z miejsca, z którego rozniósł się dźwięk, który wystraszył wojownika, wyszedł Gradowy Sztorm wraz z Króliczym Nosem. Ich wzrok od razu padł na krwawiącą Pszczelą Łapę, która stała wpatrzona w miejsce, gdzie zniknęła Kwiecista Knieja oraz Ważkowy Lot.

*****

 Mimo swego sprzeciwu wylądowała ona w legowisku medyka z pajęczyną na karku. Mogli ją ponownie wrzucić do dziury i dać jej się wykrwawić w spokoju. Zasługiwała na taki los, a potwierdziłoby to większość kotów zamieszkujących Klan Burzy. Była zdrajczynią i nic tego nie zmieni. To właśnie przez nią umarła Koszatniczka. Dlaczego wtedy pojawiła się Knieja, która uratowała jej życie? Mogła przecież pozwolić Ważce dokończyć jej zabójstwo, a dopiero później go zaatakować. Takim sposobem pozbyliby się problemu i zgromadzili więcej dowodów na winę wojownika. Jednak przewodniczka tak nie postąpiła. Dlaczego? Tego nie wiedziała. Schowała pysk pomiędzy łapami, czując, jak ponownie łzy powracają do jej oczu. Nie chciała znowu rozpłakać się przed wszystkimi. Już raz to zrobiła i nie chciała tego powtarzać ponownie. Łzy jednak same nachodziły jej do zaciśniętych oczu, po czym spadały na ziemię. Była beznadziejna. Zasługiwała na śmierć, mimo iż wszyscy wokół mogli twierdzić inaczej. Zatopiłaby się w wiecznej ciemności, nie przejmując się, czy następnego dnia będzie dopuszczona do stosu zwierzyny. Wtedy życie byłoby piękniejsze.
Wyleczona: Nornicza Łapa

[5486 słów]

[przyznano 110% (demonie)]

05 października 2024

Od Pszczelej Łapy Do Skowronkowej Łapy

 Powróciła do obozu po zakończonym szybciej treningu. Tylko, gdy przekroczyli próg obozu, jej wzrok poleciał w stronę legowiska medyka, do którego miała zmierzyć. Bała się pójść gdziekolwiek indziej, gdy obserwowała ją mentorka. Przecież przez jej kolec w łapie, ich trening został przerwany. Długo nie zajęło, aby ta znalazła się przed wejściem do niego. A co jeśli wygonią ją stamtąd? Co, jeśli Pajęcza Lilia nie będzie chciała ją przyjąć? Tego właśnie się obawiała, jednak nie miała wyboru. Wolała nie dyskutować z Obserwującą Gwiazdą na ten temat, bo pewnie przegrałaby, nim dyskusja by się zaczęła. Wzięła głęboki oddech, po czym przekroczyła próg legowiska. Szybko rozglądnęła się po norze, szukając jakiegokolwiek kota, jednak nikogo nie dostrzegła. Czyżby dwójka medyków udała się na zbieranie ziół?
 - Halo? - Powiedziała cicho kotka, chcąc dokładnie przekonać się, czy w legowisku nikogo nie ma. Nagle ze składziku z ziołami wyłoniła się kojarzona przez nią sylwetka. Skowronkowa Łapa, bo właśnie tak nazywał się kocur, który pojawił się przed nią, wbił w nią swoje spojrzenie.
 - Pszczela Łapo? Co Cię tu sprowadza? - Zapytał uczeń medyka, a kotka wzrokiem wskazała na łapę, w której znajdował się kolec. Uczeń spojrzał na ów łapę, po czym ponownie zniknął w magazynku. Wrócił dość szybko, niosąc zioła w pysku. Jego zachowanie ją dziwiło. Czemu ten nie był źle do niej nastawiony jak jego ojciec i większość klanu? Przecież dalej była córką Widma, chociaż z każdym księżycem zdawało się to coraz bardziej zanikać. Jakby wszyscy zapomnieli o tragedii, która stała się mniej niż 20 księżyców temu. Powinna się cieszyć z tego, wreszcie nie była oceniana przez rodzinę, jednak jakoś uśmiech nie zawitał na jej pysku. Coś było nie tak, a może bardziej przerażała ją nagła pozytywna zmiana. Zawsze za nimi przychodziło coś, co szkodziło kotce, więc nawet pozytywna myśl zaczęła ją przerażać. Ugryzła się w język, kiedy czekoladowy wyciągnął jej kolec. Nie było to zbyt miłe uczucie.
 - Dziękuje Ci Skowronkowa Łapo. - Wydusiła z siebie, widząc, jak uczeń medyka owija jej łapę pajęczyną. - Gdyby nie ty, to pewnie dalej bym latał z tym w łapie. - Próbowała wymusić uśmiech, jednak nie wychodziło to jej najlepiej. - Jak Ci idzie podróż drogą medyka? Tak dobrze dobraliście się ze swoim rodzeństwem, że każdy z was zajął inną ścieżkę możliwą w Klanie Burzy. - Próbowała rozpocząć jakąś rozmowę, jednak nie udawało jej się to zbytnio.
 Wyleczona: Pszczela Łapa

<Skowronku?>

[380 słów]

[przyznano 8%]

12 sierpnia 2024

Od Pszczelej Łapy CD. Stokrotkowej Łapy (Bajkowej Stokrotki)

 Gdyby tylko ktoś mógłby ją zabrać od tej gadającej kulki futra, to by mu oddała swoją zwierzynę. Cały czas jej uszy wypełniał głos Nornicowej Łapy, która nie śmiała nawet na chwilę opuścić boku kremowej. Jak rzep, który przyczepił się do ogona i nie chciał puścić, bez względu, z jaką siłą próbowała go wyrwać. Nawet gdy zdążyła ona poznać nową przyjaciółkę, z którą dzieliła się wszystkimi plotkami w obozie, jakie doszły jej uszu. To stało się irytujące, jednak nie miała ona tyle odwagi, aby się przeciwstawić siostrze. Jeszcze ta zrobi z małej sprawy dużą rzecz, czego nie chciała przeżywać na własnym futrze. Takim sposobem utknęła w sytuacji, z której nie umiała wyjść. Na całe szczęście jej mentorka przybyła jej z pomocą, zmuszając Nornicową Łapę do zakończenia swojego monologu. Wychodząc z legowiska, aby udać się na trening, usłyszała ona jeszcze, że powrócą do tej rozmowy, co wywołało u niej tylko dreszcze. Udała się na trening, który przebiegł dobrze, jeśli by nie liczyła tego, że prawie zgubiła się w tunelach, gdy Obserwująca Gwiazda pokazywała jej jak w nich walczyć. Drugim błędem, jaki popełniła, było to, że podczas gonienia królika, udało jej się przewrócić i uderzyć pyskiem w pobliski kamień. Gorsze niż sam ból było to, że zwierzyna uciekła kotce prosto sprzed łap, co widziała liderka. Jak mogła ona popełnić tak głupi błąd? Sama nie umiała odpowiedzieć na to pytanie.
 Po zakończonym treningu została wysłana przez mentorkę, aby wymienić starszyźnie legowiska. Już czuła na sobie wzrok Ziębiego Trelu, która z pewnością będzie miała tysiąc zastrzeżeń do wykonywanego przez nią obowiązku. Od kiedy tylko pamiętała, ruda kotka nie była zadowolona z jej istnienia i uczennica mogła tylko domyślać się dlaczego. Dużo kotów nie lubiało jej towarzystwa, tak samo, jak jej rodzeństwa, a to wszystko przez rodzinę. Przecież trójka kotów była potomkami Widma, który był mordercą oraz Małej Koszatniczki, której gniew mogła poczuć na sobie Pszczółka. Sama blizna, która znajdowała się na jej prawym oku, tłumaczyła wszystko. Gdyby nie Cykoriowa Łapa i Bobrzy Siekacz, którzy przebywali wtedy w żłobku, to nawet nie chciała myśleć, co by się tam stało. Z pewnością nie skończyłaby tylko z blizną na pysku.
 Wchodząc do legowiska ze świeżym mchem w pysku, jej oczom ukazał się rudy uczeń. Stokrotkowa Łapa, a przynajmniej tak słyszała Pszczela Łapa. Było to kocię Lwiej Paszczy i wnuk Zięby, co spowodowało, że kremowa kocica zrobiła krok w tył. Następne słowa starszego ucznia zaskoczyły ją. Brzmiało ono miło, a w jego głosie nie usłyszała żadnego wyrzutu, co było przeciwieństwem do zachowania innych członków jego rodziny. Krzywy wzrok starszej padł od razu na nią. Była pewna, że ta nie chciała ją widzieć, ani by ta rozmawiała z jej wnukiem, jednak to nie kremowa kocica zaczęła rozmowę.
 - Em… Witaj. Nazywam się Pszczela Łapa, ale pewnie to już wiesz. - Powiedziała kotka, uprzednio kładąc mech, który trzymała w pysku, przed swoimi łapami. Trudno było jej zacząć konwersację, gdy wzrok rudej starszej utknął na niej. - Obserwująca Gwiazda wysłała mnie, bym wymienił legowiska starszyźnie, jednak widzę, że zrobiłaś większość samotnie. Pozwól mi, bym dokończył to, co zaczęłaś, abyś nie musiała się z tym sama użerać. - Starała się brzmieć najlepiej, jak tylko mogła, aby nie wypaść źle przed nowo poznanym kotem. Stres jednak wpłynął na jej słowa, przez co brzmiały one bardziej formalnie, niż zamierzała kocica. Żółte oczy Stokrotkowej Łapy zeskanowały ją od góry do dołu, co bardziej niepokoiło kotkę. Czyżby powiedziała coś źle? Ona nie chciała. Kiedy wzrok ucznia padł ponownie na nią, zauważyła, że na pysku rozmówcy kreuje się uśmiech.
 - Zróbmy to razem. Wtedy pójdzie nam to zdecydowanie szybciej. - Zaproponował Stokrotkowa Łapa, na co tylko kremowa przytaknęła. Zabrali się za tworzenie nowych legowisk dla pozostałych członków starszyzny. Szło to szybko, jednak kocica nie mogła otrząsnąć ze siebie uczucia, że pewna starsza kocica chcę pozbyć się jej jak najszybciej. Ale chociaż jeden członek tej dziwnej rodziny ją lubił, a przynajmniej tak myślała Pszczela Łapa.

*****
*Jeszcze Pora Zielonych Liści*

 - Nie rozumiem, jak Nornica mogła dostać samego zastępcę na mentora. Jeszcze do tego kocura. Powinna ją szkolić jakaś kotka, aby w przyszłości mogłaby być dobrą matką, a nie wojowniczką. - Od pewnego czasu marudził jej nad uchem Ważkowa Łapa. Udało mu się znaleźć Pszczółkę, gdy ta wychyliła łeb z legowiska i teraz musiała wsłuchiwać się w jego monolog odnośnie wyboru przywódczyni. - A o twoim mentorze nawet nie wspomnę. Aby Ciebie szkoliła kotka, powinieneś się wstydzić.
 - Obserwująca Gwiazda to bardzo dobra men-... - Nie dane było jej dokończyć swojej wypowiedzi, bo rudy kocur wciął się w jej słowa.
 - Nawet nie mów tak o niej. Nie zasłużyła, aby być przywódczynią. Gdyby nie Widmo, to pewnie nie byłaby na tej pozycji. Powinna mu dziękować, a nie sądzić. - Powiedział zły uczeń, wbijając wzrok w Pszczelą Łapę. - A tym bardziej Cię niczego nie nauczy. Powinieneś się zamienić z siostrą, a przynajmniej namówić swą aktualną mentorkę do zamiany.
 Ponownie ktoś z rodzeństwa kotki wspominał o zamianie mentorów. Najpierw Nornica, a teraz Ważka. Czemu nie mogli zostawić tego, jak aktualnie jest? Podobały jej się treningi z przywódczynią, więc czemu Ci chcieli to zmienić? Nie wiedziała jakie treningi miała jej siostra z Piaskową Zamiecią, chociaż liderka Klanu Burzy zdawała się mówić o nim tylko dobrze. Mówiąc o zastępcy klanu, warto było wspomnieć, że to właśnie on wybrał Pszczółkę na popołudniowy patrol wraz z Bajkową Stokrotką, Szafirkową Łapą i Przepiórczym Puchem. Widziała, jak powoli koty zbierają się przed wyjściem z obozu, więc musiała znaleźć jakiś szybki sposób na zakończenie rozmowy z bratem i udanie się na patrol. Najlepszym i najskuteczniejszym sposobem było powiedzenie mu wprost, że musi iść na patrol, co też uczyniła. Nie był on zadowolony z słów kotki, jednak siłą ją nie zatrzyma. Musiała iść na patrol i ten o tym wiedział.
 Długo nie zajęło, aby kocica pojawiła się u boku Bajkowej Stokrotki, po czym czwórka kotów ruszyła w teren. Udali się w stronę granicy z Klanem Klifu, a przynajmniej tak myślała uczennica. Jej wzrok wbity był w rudego wojownika, który szedł blisko niej z uśmiechem na pysku. Jak ono to robiło? Nie pamiętała czasu, żeby na jego pysku gościło coś innego niż uśmiech, co wydawało się dla niej niemożliwe. Jak mogło zachowywać go mimo tylu złych rzeczy dziejących się wokół niego? Uczennica nie wiedziała, jak ono to robiło.
 - Bajkowa Stokrotko…? - Powiedziała kremowa kocica, próbując przerwać ciszę, która trwała od dłuższego czasu. Wzrok wojownika przeniósł się na nią, kiedy ta wypowiedziała jego imię. - Jak to być wojownikiem? Wiem, że nie jesteś nim długo, bo jakiś czas temu byłaś mianowana, jednak… możesz mieć dużo do powiedzenia na ten temat, prawda? - Próbowała w jakiś sposób zacząć konwersację z pręgowanym wojownikiem, jednak nie szło jej to najlepiej. Miała nadzieję, że Stokrotka zobaczy jej zamiary i postanowi pociągnąć ich rozmowę dalej.

[1102 słowa + walka w tunelach]
[przyznano 22% + 5%]
<Stokrotko?>

29 lipca 2024

Od Pszczelej Łapy Do Obserwującej Gwiazdy

*Końcówka pory nowych liści*

 Stresowała się bardzo następnym treningiem z Obserwującą Gwiazdą. Ostatnie słowa jej mentorki, które powiedziała pod koniec ich ostatniego treningu, przeraziły ją. Sugerowały, że czekał ich następny trening, który miał być o wiele trudniejszy od poprzedniego, a przynajmniej tak wywnioskowała ze słów kotki Pszczółka. Trudno było cokolwiek z nich wyciągnąć, bo jej mentorka mówiła wszystko monotonnym tonem, starając się ukryć każdą emocję i jej intencje, co tylko bardziej niepokoiło kocicę. A co jeśli ta ją okłamała i skrycie jej nie lubi? Co, jeśli nienawidziła jej i zmuszała się do treningów, tylko by znaleźć jakiegoś haka na nią? Tak mówiła przynajmniej Nornicowa Łapa, a jej słowa zdawały się sprawdzać z każdym treningiem Pszczelej Łapy. Czuła wzrok przywódczyni na sobie cały czas, gdy były na treningu. Z pewnością Żmija szukała w niej wad. Czyż nie widziała ich na pierwszy rzut oka? Kremowa uczennica była ich pełna, a same wady przeważały jej zalety. Jakby została tylko z nich stworzona, a reszta została wepchnięta na siłę. Obudzona została przed znany jej głos, który wołał jej imię. Otworzyła oczy i podniosła się ze swojego posłania. Szybkim krokiem wyszła z legowiska, aby po chwili zobaczyć swoją szylkretową mentorkę. Podopieczna Żmii nie chciała, aby ta na nią długo czekała, chociaż wydawało jej się, że i tak minęło dużo czasu od zawołania jej imienia. Żółte oczy kocicy wbiły się w nią.
 - Następny trening? - Zapytała, nawet nie oczekując odpowiedzi. Sama ją przecież znała. Gdyby nie chodziło o ich trening, to kocica by się tu nigdy nie pojawiła, a bardziej nie wołała imię kremowej kotki. - Co dziś będziemy robić?
 Na słowa uczennicy Obserwująca Gwiazda tylko spojrzała na nią z przymrużonymi oczami i uśmiechem na pysku. Nie wydawała się zła ani nie wyglądała, jakby planowała dla niej tortury.
 - Sam zobaczysz. - Powiedziała tylko, po czym odwróciła się i udała w stronę tunelu prowadzącego poza obóz. Pszczółka od razu ruszyła za nią, nie chcąc zostawać w tyle i się zgubić. Tylko tyle jej brakowało. Dwójka kotów opuściła obóz i udali się w stronę Przybrzeżnego Oka, a przynajmniej tak zdawało się kremowej. Z początku poszły w stronę rzeki, przy której odbiły w lewo i brzegiem ruszyły w stronę małego stawu, który znajdował się na terenach Klanu Burzy. Samo jego istnienie przy tak dużej rzece, było dla Pszczelej Łapy czymś dziwnym. Dlaczego? Przecież obok istniała woda, więc dlaczego postanowiła ona stworzyć mały zbiornik wodny? Czy woda w ogóle była istotą myślącą? Niby była to zwykła substancja, której ruch zdawał się chaotyczny, jednak wybierała ona ścieżki, jakimi przebiega. Osiadała ona na większych powierzchniach, tworząc stawy lub jeziora i nie ruszając się z nich. Z drugiej strony istniał też deszcz, którego głównym składnikiem była ta substancja. Samo zjawisko przecież było wodą lecącą z nieba, która jakimś sposobem zawsze zdawała się znajdować drogę do niej. Jak inaczej by wyjaśniła to, że za każdym razem, gdy padało, to wodzie udawało się dostać do jej futra, nawet jeśli chowała się w legowisku lub żłobku? To musiało posiadać jakieś myśli, podejmować wybory, więc czy mogła to zaliczyć do istot żywych? Tu pojawiał się zgrzyt. Nawet jeśli samo to jak podąża woda, było dobrym argumentem na zaliczenie wody do żyjących stworzeń to samo to, że substancja w żaden sposób nie reaguje na otaczający ją świat, obalało całą teorię. Nawet gdyby rzuciła się teraz do wody, to ta by nie zareagowała, jak to robiły inne stworzenia. Pszczółka pewnie by została porwana przez nurt, aby po pewnym czasie zniknąć pod pokrywą wody, jednak rzeka by płynęła jak wcześniej. Jakby całe zajście było niczym, a nawet nie miało miejsca, a sama kocica stała się tylko kamieniem, który popchnięty przez zwierzynę, stoczył się po brzegu i utknął w rzece na zawsze.
 Powróciła myślami do aktualnej sytuacji, gdy wpadła na jej mentorkę, która postanowiła się nagle zatrzymać. Przeprosiła ona cicho mentorkę, po czym zrobiła krok w tył, dając jej miejsce. Co one tu robią? Po szybkim spojrzeniu na teren otaczający ich uczennica wywnioskowała, że znajdują się pomiędzy Przybrzeżnym Okiem a drogą grzmotu. Nie było tu nic prócz trawy pod ich łapami, w której plotły się kwiaty. Dlatego nie było zaskoczeniem to, że Pszczela Łapa posłała pytający wzrok w stronę starszej kocicy.
 - To tutaj? - Zapytała się, by upewnić się odnośnie lokacji ich treningu. Może tylko przystanęły na chwilę, aby pójść gdzieś dalej?
 - Nic się nie stało. - Mruknęła przyjaźnie do kotki przywódczyni. Słysząc jej następne pytanie, odpowiedziała. - Tak, to tutaj. - Odwróciła się do kremowej, tak by być do niej zwróconą pyskiem. - Lubisz kwiaty? - Zapytała liderka, unosząc wysuniętą bardziej do przodu, prawą łapę nieco nad ziemię, by dotknąć swą poduszką spodu korony fioletowego kwiatu, który rósł jakąś długość myszy przed nią. Zdziwiło ją pytanie mentorki. Kwiaty? Było to pytanie, które wyciągnęła znikąd, a Pszczółka musiała zastanowić się nad odpowiedzią. Nigdy nikt nie zadał jej tego prostego pytania, stąd nie miała na nie przygotowanej odpowiedzi.
 - Kwiaty są piękne, Nornicowa Łapa nawet mi mówiła, że powinienem sobie nimi wystroić futro, jednak nie wiem, co o tym myśleć. Czy zrywając kwiaty, nie pozbawia się ich uroku i jednocześnie się je zabija? - Zapytała kocica, a swój wzrok spuściła na kwiatek, który zainteresował przywódczynie. Niby normalny, fioletowy kwiatek, który nie wyróżniał się od reszty, jednak zdawał się przykuć swoją normalnością uwagę kotki. Kocica patrzyła dalej na Pszczółkę przyjaźnie przymrużonymi, skośnymi, żółtymi ślepiami.
 - Zależy, jak je zerwiesz. To, co widzisz… - Przeniosła spojrzenie na kwiat, którego dotykała. - …to jest tylko część całej rośliny. Pod ziemią ma ona korzenie, którymi zbiera wodę. Nad ziemią ma zaś łodygę, liście i to, od czego ją nazywamy kwiatem — swój kielich. - Stwierdziła liderka. - Zrywając tylko kielich i część łodyżki, co prawda sprawiamy, iż kwiat nie ma już swego ozdobnika, no i jeśli to był jego jedyny kielich to nie będzie mieć nasion, ale poza tym nic się nie dzieje. Medycy zrywają nieraz całe łodygi, gdy wychodzą po zioła, ale te wracają za każdym razem po pewnym czasie.
 - A ich to nie boli? - Zapytała uczennica. - Jak ich tak wyrywamy i pozbawiamy najpiękniejszej części, to musi ich to boleć. Nawet jeśli mają korzenie i przeżywają nasze wycinanie kielicha, to czy nie obrażają się na nas przez to? Jakby ktoś mi to tak robił, co porę nowych liści, to bym się obraził…
 Żmija dziwiła się podejściem kociaka. Zachowanie Pszczółki... oczywiście tak było inne i to o niczym samo w sobie by nie świadczyło, ale wraz z wiedzą o jej rodzicach...
 - Cóż... - Myślała jak zacząć przez uderzenie serca. - Wiesz, one i tak są zjadane przez inne istoty.
 - Czyli obojętnie od tego, czy postanowimy wejść w los, czy nie, to i tak skończą one martwe przez inne stworzenia? Nie mają wpływu na swoje dalsze istnienie, a to przez ich piękne płatki. Czy wszyscy kończą w podobny sposób? Każde stworzenie podąża swoją ścieżką, która skończy się zawsze w ten sam sposób, niezależnie od akcji ów stworzenia? - Słowa uczennicy zmierzyły w inną stronę, niż przypuszczała ona na początku. Zaczęło się przecież to wszystko od prostego pytania Żmii, która przyglądała się uważnie Pszczółce, z poważniejszym wyrazem pyska, choć dalej przyjaznym.
 - Jak już mówiłam, nie zabijamy kwiatów i innych roślin poprzez zabranie ich kielichów i fragmentów łodyżek. Inne stworzenia nie raz też zjadają tylko górę, choć jeśli urwą lub zjedzą za dużo rośliny, może ona obumrzeć. Chociaż wszystko też zależy od tego, jaka to roślina. I niestety nie mają, ale to nie tylko przez płatki, ale także to, że często ich ciała są jadalne dla wielu istot. Co do nas, Pszczela Łapo, to od naszych decyzji zazwyczaj zależy, jak długo pożyjemy. Nasze życia zawsze skończą się w ten sam sposób — śmiercią. Jedynym pytaniem jest, kiedy ona nastąpi i jaka będzie.
 Dopiero po tych słowach Pszczółka zdała sobie sprawę, że zapędziła się za daleko. Jej myśli same przeszły na słowa, a ta nie zdążyła ich przefiltrować, nim je powiedziała. Co by pomyślał tato, gdyby usłyszał, że znowu popełniła błąd? Pewnie nie byłby zadowolony z niej, jak to w zwyczaju miał robić. Zły grymas z pewnością zdobiłby jego czarny pysk, a kocica z pewnością dostałaby jego monolog na temat swej pomyłki. To przecież robił, gdy ta była mała, więc raczej powtórzyłby swoje metody rodzicielskie.
 - Przepraszam… - Powiedziała tylko uczennica, spuszczając swój wzrok na przednie łapy. - Zakłócam nasz trening głupimi pytaniami. Nie powinienem tego robić. Przepraszam. - Słysząc jej słowa, na pysku liderki pojawiło się zdziwienie.
 - Nie masz za co przepraszać. - Stwierdziła. - Cóż... nie będę Cię zmuszać, ale zapytam... czy zbieranie kwiatów sprawia Ci jakąkolwiek przyjemność? - Nie miała zamiaru zmuszać do tego Pszczoły, na początku myślała, że to będzie miły odprężający trening, tak naprawdę polegający po prostu na zbieraniu kwiatów, ale w tej sytuacji wszystko było możliwe.
 - Nigdy nie zbierałem kwiatków. - Przyznała się wreszcie kocica. - Tata mówił, że nie tym powinienem się interesować, a mama… Mama nie lubiła nas nigdzie zabierać.
 - A jesteś gotowy spróbować? - Zapytała czarno-ruda.
 - Mogę spróbować. Nikt ani nic nie stoi na przeszkodzie, prawda? A tym bardziej, co złego może się stać?
 Po tych słowach jej mentorką schyliła się i zerwała kwiat, który znajdował się przy jej łapie od dłuższego czasu, co obserwowała kocica z uwagą. Przeszły ją ciarki na sam widok, jednak próbowała tego nie pokazywać. Było to normalne. Zbieranie kwiatków to coś, co robiły koty od wielu księżyców. Czemu więc wydawało jej się to nieprzyjemne? Sama widziała jak Szepcząca Pustka, nieraz przynosił do żłobka różne kwiaty dla trójki jego kociaków. Były one różnokolorowe, co przyciągało tylko jej wzrok. Tyle różnych kwiatów do wyboru. Sama schyliła się, wybierając jeden z białych kwiatków, rosnący niedaleko niej, aby chwycić go najbliżej główki, jak tylko umiała i z pomocą kłów rozdzielić jego piękne płatki od reszty łodygi. Dopiero kiedy spojrzała na to, co pozostało z kwiatu, to lekko się zasmuciła. Coś, co kiedyś przyciągało swym pięknem, teraz było marną łodygą wystającą z ziemi. Jednak swych czynów nie cofnie. Nie naprawi, to co zniszczyła, a tym bardziej nie przywróci mu wcześniejszej piękności. To co trzymała teraz w pysku, zwiędnie z czasem, co wiedziała doskonale, jednak czemu nie mogła nacieszyć się aktualnym pięknem swej zdobyczy? Nawet jej się to podobało, a tym bardziej, kiedy przypomniała sobie, że ów kwiatami może przystroić sobie futro. Na jej pysku pojawił się lekki uśmiech, który przykrył smutek w oczach kremowej, który pojawił się wraz z zerwaniem białej rośliny. Skierowała swe ślepia na mentorkę, która stała niedaleko niej.
 - Podoba mi się to. - Skwitowała kotka. - Czy możemy przystroić moje futro nimi, póki kwitną?
 Nornica jej kiedyś radziła, aby wplątała sobie we futro kwiaty Zawilca, jednak nie wiedziała, czy to nie był po prostu pierwszy kwiat, jaki przyszedł jej na myśl. Czy wyglądałaby w nich dobrze? Nie była do końca przekonana przez to, że nigdy nie nosiła kwiatów w swym futrze. Sama Mała Koszatniczka nie nosiła tej roślinności na sobie, co wydawało jej się teraz dziwne. Czemu ta nie skusiła się na piękne pąki w swym szylkretowym futrze? Z pewnością istniały jakieś kwiaty, które idealnie do jej pasowały, jednak kotka nie wiedziała jeszcze, jakie dokładnie. Jej wiedza o tej pięknej roślinie i jej rodzajach była ograniczona, co skutkowało tym, że nie kojarzyła większości kwiatów z wyglądu. A szkoda, każdy z nich miał swój urok w sobie.
 - Oczywiście. - Odpowiedziała Obserwująca Gwiazda na pytanie kocicy. Po tych słowach obie kocicę zabrały się za ponowne zrywanie kwiatków, aby ustroić swe futra. Chociaż z początku pomysł wydawał się dziecięcy, to z czasem stał się przyjemny. Podobał jej się.

[1864 słów]
[przyznano 37%]
<Mentorko?>