BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Pieśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Pieśń. Pokaż wszystkie posty

04 kwietnia 2025

Od Stokrotkowej Pieśni CD. Postrzępionej Łapy

Kocur podszedł szybko do Postrzępionej Łapy ze zmartwionym spojrzeniem.
— Klanie Gwiazdy! Wszystko dobrze?
Szybko obejrzał kotkę z góry po sam dół, zwracając uwagę na to czy nic się jej nie stało.
— Podrapałam brzuch, ale to nic…
Gdy kocur usłyszał słowa młodszej, spojrzał na nią z mieszaniną strachu i opiekuńczości. Miał szczęście, że nie było to nic gorszego. W końcu co z niego za mentor, jeśli jego uczennica wróci cała poharatana!
— Może odpocznijmy przez chwilę, gdy odzyskasz siły, spróbujemy na mniejszym drzewie.
Postrzępiona Łapa przytaknęła i usiadła. Mimo iż szylkretka patrzyła w bok, to mógł dostrzec na jej pyszczku złość na samą siebie. Wziął delikatny oddech i spojrzał na niebo, szukając tematu, który mógłby jakoś rozluźnić atmosferę. Potem przypomniał sobie, że obiecał kiedyś Postrzępionej Łapie, że opowie jej o swoim życiu za czasów, gdy był samotnikiem. Ten temat idealnie się nada! Dotknął łapą futra Postrzępionej Łapy i pokazał ogonem na złote kłosy.
— Pamiętasz, że pochodzę aż zza złotych kłosów? Gdy byłem dużo młodszy od ciebie, to mieszkałem w kociej kolonii.
Te dwa krótkie zdania od razu przykuły uwagę Postrzępionej Łapy.
— Miałem rodzeństwo tak samo, jak ty. Nazywali się Lazuryt i Krzemień. — Na wspomnienie o swojej rodzinie wojownika wypełniła fala nostalgii. Mógł wręcz poczuć, jak wypełnia ona każdy koniuszek jego ciała. — Moja mama była za to dawną wojowniczką Klanu Burzy. Drugi rodzic był samotnikiem.
— Co się z nimi stało?
Pytanie to ukuło Stokrotkową pieśń jak ostre pazury przeciwnika.
— Większość z nich od dawna poluje z naszymi przodkami — odpowiedział z nutą żalu w głosie.
— Oh. Wybacz, że zapytałam…
— Nie przepraszaj, nie miałaś przecież pojęcia.
Spojrzał na uczennicę, którą nadal patrzyła się z nutą zakłopotania w głosie.
— Mama często opowiadała nam o życiu w klanach. Od momentu, gdy pierwszy raz o nich usłyszałem, to już wiedziałem, że chcę dołączyć do klanu...
Stokrotkowa Pieśni zaczął opowiadać Postrzępionej Łapie historię tego, jakim cudem skończył w Klanie Klifu. Nie mógł oczywiście zapomnieć w swojej historii o swojej przyjaciółce, kotce, którą nazywał Czar.
— Wtedy Srokoszowa Gwiazda zgodził się na to, żebym został uczniem, I od tego czasu, staram się być jak najlepszym członkiem Klanu Klifu.
Pyszczek kotki był lekko otwarty w podziwie, przez co wojownik mimowolnie się zaśmiał.
— To niesamowite!
— W rzeczy samej — odpowiedział ciepło. — Miło się nam razem gawędzi, ale trzeba wracać do treningu prawda?
Wojownik zauważył niedaleko dużo mniejsze drzewo, idealne dla kogoś rozmiarów Postrzępionej Łapy. Podszedł do niego powolnym krokiem.
— Może spróbuj tutaj? Powinno ci być dużo łatwiej.

[403 słów]
<Postrzępiona Łapo?>

[przyznano 4%]

22 marca 2025

Od Stokrotkowej Pieśni Do Postrzępionej Łapy

Chłodne powietrze wypełniało nos wojownika. Siedział on przy złotych kłosach, obserwując Postrzępioną Łapę, która ćwiczyła swoje umiejętności łowieckie na polnych myszach. Stokrotkowa pieśń co jakiś czas zwracał uczennicy uwagę na poprawę pozycji łowieckiej. Po chwili wojownik zawołał uczennicę ogonem do siebie.
— I jak mi poszło?
— Masz dużo determinacji, ale musisz się skupić. Pamiętaj, aby poruszać się po ziemi delikatnie, nie zapominaj również, by sprawdzać kierunku wiatru. — Stokrotkowa Pieśń miauknął i wstał — Ale polowanie zawsze można poćwiczyć. Teraz nauczysz się czegoś nowego.
Stokrotkowa Pieśni ruszył przed siebie i machnął ogonem, aby Postrzępiona Łapa za nim podążała. Kocur rozglądał się dookoła z uśmiechem, obserwując topniejący śnieg. Powoli zaczynało się ocieplać, sygnalizując nadejście nowej, ciepłej pory. Mimo że miał dość długie futro, to mróz nadal mu niemiłosiernie dokazywał.
Po chwili spaceru koty zatrzymały się przed niewielkim drzewem.
— Nauczysz się dzisiaj wspinaczki na drzewa. Jako klan, który spędza większość czasu na wysokościach, naszą podstawową umiejętnością jest wspinaczka.
Stokrotkowa Pieśni przeniósł wzrok na Postrzępioną Łapę, której wzrok zdawał się wyrażać niepokój. Wojownikowi przypomniała się jego własna nauka oraz strach, który jej towarzyszył. Położył koniuszek ogona na ramieniu młodszej w miłym geście.
— Spokojnie. Sam nie jestem, w tym najlepszy, jednak praktyka czyni mistrza. Nie jest to aż tak straszne, jak się wydaje. Pokażę ci.
Stokrotkowa Pieśni powoli podszedł do drzewa, przykucnął, wysunął pazury i skoczył. Złapał się mocno drzewa, wspinając się na najbliższą dostępną gałąź. Przysiadł na gałęzi i rozejrzał się dookoła. Momentami żałował, że nie może pokazać Szaremu Klifowi tak pięknych widoków. Potrząsnął głową, żeby myślami wrócić do aktualnych wydarzeń i jednym susem skoczył z drzewa, lądując obok uczennicy.
— Mocno odbij się od ziemi, a następnie złap się pazurami kory drzewa. Obiecuję, że jeśli spadniesz, postaram się ciebie złapać. Co ty na to?

[288 słów + Wspinaczka na drzewa]
<Postrzępiona łapo?>

[przyznano 3% + 5%]

21 marca 2025

Od Stokrotkowej Pieśni CD. Postrzępionej Łapy

Wojownik złapał kraba w łapy i położył go przed uczennicą, wyciągając pazury.
— Najpierw odcinamy im kończyny, a następnie oddzielamy pancerz od brzucha.
Wytłumaczył kotce i zaczął odcinać jedną łapkę po drugiej. Otwieranie krabów nie należało do jego ulubionych zajęć, ale było niezbędne dla klifiaków. Gdy skorupiak został pozbawiony kończyn, złapał brzuch stworzenia pazurami, ugryzł pancerz i próbował rozdzielić dwie połówki kraba. Po chwili szarpaniny, krab ujawnił swoje mięso. Od Szarego Klifu słyszał, że wiele kotów uważa je za rarytas. Z uśmiechem podsunął młodszej kraba.
— Może chcesz posmakować? — Postrzępiona Łapa przytaknęła i przykucnęła, biorąc mały gryz. Przyjrzał się jej pyskowi, który wyrażał zdziwienie.
— Ale dziwny smak! Nie jest do czegokolwiek podobny!
— Może weź kolejny kęs. Mięso kraba jest strasznie specyficzne, na początku mało komu smakuje. — Stokrotkowa Pieśń odpowiedział, ukrywając rozbawienie w głosie. Sam musiał przyznać, że kraby nie były jego ulubionym przysmakiem, ale nie były też okropne.
Postrzępiona Łapa wzięła kolejny kęs, a tym razem jej reakcja była zupełnie inna.
— Jednak są całkiem smaczne! — Postrzępiona Łapa odpowiedziała i oblizała wąsy.
— Gdy nauczysz się je otwierać, będziesz mogła je jeść, kiedy tylko zapragniesz.
Stokrotkowa Pieśń rozejrzał się i zauważył kolejne skorupiaki poruszające się po piasku. Zniżył się do pozycji łowieckiej i powolnym krokiem ruszył na kraba, który oddalił się od grupy. Gdy był wystarczająco blisko, rzucił się na kraba i zabił go jednym zwinnym ciosem. Wziął go do pyska i zaniósł z powrotem do uczennicy.
— Teraz twoja kolej, jak widziałaś, to nie takie trudne.

[242 słów, otwieranie krabów]
<Postrzępiona Łapo?>

16 lutego 2025

Od Stokrotkowej Pieśni CD. Postrzępionej Łapy

— Wiesz, może i tak, ale dla nich to życie jest idealne. Kiedyś też byłem samotnikiem, wiesz? Ja i moja rodzina żyliśmy w małej kociej kolonii, ale potem mama opowiedziała mi o Klanach. Jednego dnia spotkałem uczennicę Klanu Klifu i od tamtej chwili nie wyobrażam sobie innego życia. Może te koty po prostu nie zaznały życia takiego, jakie znamy my?
Stokrotkowa Pieśń patrzył z nostalgią na złote kłosy. Czasem bardzo chciał jeszcze raz odwiedzić swoją rodzinę, wiedział jednak, że życie wojownika nie pozwala mu na trwanie jedną łapą w swoim starym życiu. Nawet gdyby wrócił, nie miał żadnej gwarancji, że oni jeszcze tam są. Jego rodzice mogli być już dawno w Klanie Gwiazdy, tak samo jak rodzeństwo. Przypomniał sobie przypadkowe spotkanie z mamą, gdzie dowiedział się, że jego ukochana siostra nie żyje oraz ból, jaki mu towarzyszył podczas pożegnania matki. Serce kłuło go ze smutku, jednak starał się, by jego pyszczek tego nie pokazywał. Mimo niezliczonych księżyców, które minęły od tamtego spotkania, ból nigdy nie zmalał.
— Samotnikiem? Jak to jest nim być, opowiesz mi kiedyś?
Wojownik spojrzał na swoją uczennicę i uśmiechnął się lekko, widząc ciekawość kocurki.
— Oczywiście, że tak. Mogę ci o tym opowiedzieć na jutrzejszym treningu.
Reakcja kotki podniosła go na duchu. Może jednak cieszy się z wyboru mentora?
Ostatni raz spojrzał na złote kłosy, które dzieliły go od jego dawnego życia i wstał.
— Wrócimy tutaj jeszcze na naukę polowania, ale na razie chodźmy dalej.
Ruszył przed siebie i spojrzał na Postrzępioną Łapę, która dorównywała mu kroku. Czy to właśnie tak czuła się Bożodrzewny Kaprys, gdy była jego mentorką? Czy też była chętna nauczyć młodego Stokrotka wszystkiego, co sama wie? Spojrzał na studnię, do której się zbliżali i zatrzymał uczennicę ogonem.
— Widzisz to kamienne coś niedaleko? To jest studnia dwunożnych.
Koteczka spojrzała na niego i na studnię ciekawa, tak jakby chciała się o coś zapytać.
— Pamiętaj, aby jej unikać, dobrze? Można z niej pozyskać wodę, ale jest to strasznie niebezpieczne. Niczym wejście na drogę grzmotu bez sprawdzania czy nie ma potworów w pobliżu.
— Dobrze, zapamiętam — mruknęła i spojrzała na mentora, który prowadził ją w stronę małego lasu na terenie klanu. Ptaki śpiewały wesoło, nie zwracając uwagi na koty w pobliżu.
— Tutaj będziemy uczyć się wspinaczki na drzewa. Od razu ci mówię, że nie jestem w tym najlepszy, ale postaram się zrobić co w mojej mocy, aby cię tego nauczyć.
Stokrotkowa Pieśń uśmiechnął się i spojrzał na niebo sprawdzając pozycję słońca. Nie chciał, żeby Postrzępiona Łapa zbyt długo była poza obozem. Zauważając, że zachód był coraz bliżej, zwrócił się do uczennicy.
—Na dzisiaj to koniec, musisz odpocząć.

[430 słów]

<Postrzępiona Łapo?>

[przyznano 4%]

10 lutego 2025

Od Stokrotkowej Pieśni do Postrzępionej Łapy

— Chcesz się może wybrać na pierwsze szkolenie, czy wolisz poczekać do jutra? —zapytał Postrzępioną Łapę, swoją uczennicę.
Nigdy nie spodziewał się, że zostanie mentorem. Był niesamowicie dumny z samego siebie.
— Wolałabym dzisiaj... Im szybciej tym lepiej, prawda? — odpowiedziała koteczka, jednak jej mina nie wyrażała takiego zachwycenia, jakie widzi się zazwyczaj u świeżo mianowanych uczniów. Wydawało się raczej, że myślami Postrzępiona Łapa była daleko, daleko stąd. Czyżby nie była zadowolona z faktu, że Stokrotek został jej mentorem?
— Jeśli tylko czujesz się na siłach... Poczekaj na mnie przy wyjściu z obozu, zaraz tam będę — miauknął wojownik i skierował łapy do swojej sympatii.
— Gratulacje, Stokrotkowa Pieśni — pogratulował mu protektor. — Cieszysz się, że będziesz nauczał własną uczennicę?
— Oczywiście, że się cieszę, ale…— liliowy kocur zrobił przerwę i spojrzał na swoje łapy. — Co, jeśli Postrzępiona Łapa nie cieszy się z wyboru mentora?
Spojrzał z powrotem na Szary Klif, który pomachał głową w geście dezaprobaty.
— Nonsens, na pewno się cieszy. Każdy wie, że jesteś dobrym wojownikiem.
Stokrotkowa Pieśń uśmiechnął się, ale w głębi serca nadal się martwił. Czy niezadowolenie uczennicy mogło wpłynąć na jakość jej nauki? Wziął głęboki oddech i miauknął:
— Pewnie masz rację. W każdym razie obowiązki wzywają; widzimy się potem!
Polizał kota w ucho na pożegnanie i ruszył do wyjścia z obozu, gdzie siedziała już jego uczennica.
— Możemy ruszać.
Na jego komendę uczennica wyszła z obozu, zaraz za Stokrotkiem. Wilgotne powietrze unosiło się dookoła, a chmury wyglądały tak, jakby miały dylemat: "Padać, czy nie padać?". Wojownik zatrzymał się przy jednym z głazów, które były przy drodze do obozu klanu i spojrzał na Postrzępioną Łapę.
— Jako że jest to twój pierwszy trening, to zapoznam cię dzisiaj z kawałkiem naszych terenów. Będziemy w obozie jeszcze długo przed zachodem słońca, więc na spokojnie zdążysz na swoje czuwanie. Oczywiście, jeśli poczujesz zmęczenie, to również będziemy wracać.
Uczennica przytaknęła, a jej pyszczek znów zmienił ekspresję. Teraz kotka wyglądała, jakby chciała chłonąć każdy możliwy skrawek wiedzy, jaki Stokrotkowa Pieśń miał jej przekazać. Uśmiechnął się w duchu i przypomniał sobie czasy, gdy sam był tak chętny do nauki jako uczeń. Czasem mu tego brakowało.
Spokojnym krokiem, trzymając się rzeki, ruszył w stronę wielkiej, płaczącej wierzby.
— Zaczniemy od jednego z najważniejszych miejsc na terenach naszego klanu — odezwał się, gdy w końcu po krótkiej wędrówce byli na miejscu.
Wojownik stanął w obrębie pozbawionej trawy ziemi i w myślach pomodlił się do Klanu Gwiazdy.
— Znajdujemy się na pogorzelisku, cmentarzu Klanu Klifu. Każdy pięknie lśniący kamyk jest pozostawiony tutaj w pamięci martwego członka klanu. Pozostawiamy im również pióra, by ich duchy mogły wzlecieć do gwiazd.
Wojownik tłumaczył młodej kotce tradycje jego klanu z wielkim szacunkiem dla wojowniczych przodków.
— Osobiście wierzę, że w tym miejscu duchy naszych przodków słyszą nasze modlitwy dwa razy głośniej. Spróbuj, może twoja modlitwa się spełni?
Wojownik spojrzał na kotkę, która zamknęła oczy, modląc się cicho.

[467 słów]

<Postrzępiona Łapo?>

17 stycznia 2025

Od Stokrotkowej Pieśni CD. Zaćmionej Łapy

— Hm… Jakoś nie przypominam sobie, abym wspominała jego imię, Stokrotkowa Pieśni, czyż nie? Co za zbieg okoliczności, że akurat o nim pomyślałeś… — powiedziała szylkretka z cwanym uśmieszku na pysku.Stokrotkowa Pieśni spojrzał na uczennicę i czuł jak od koniuszka ogona, aż po same uszy wypełnia go wstyd. Wymsknęło mu się!
— Co? — mruknął, próbując utrzymać powagę, tak jakby uczennica medyka właśnie nie rozgryzła jego uczuć do kocura. Zaćmiona Łapa nie mogła powstrzymać się od cichego parsknięcia.
— Nigdy nie powiedziałam, że chodzi mi o Szary Klif, ale chyba już widzę, co się święci — Kotka powiedziała, po czym spojrzała na protektora.
— Nic się nie święci..! Powiedziałem, że nie jest w moim typie. — Gdyby mógł, to teraz by zniknął i wymazał uczennicy pamięć. Że też kocur nie pilnował tego, co mówi!
— Wiesz… Słyszałam, że Szary Klif gustuje w kocurach. Może chociaż spróbujesz?
Stokrotkowa Pieśni spojrzał na uczennicę i lekko podniósł uszy.
— Skoro tak… To mogę spróbować
Liliowy kocur powiedział niepewnie, a uczennicy medyka na pyszczek znowu wkradł się ten sam uśmieszek co wcześniej.
Gdy stan Stokrotka się poprawił, postanowił, że dotrzyma słowa i porozmawia z Szary Klifem. Protektor siedział niedaleko legowiska wojowników i rozmawiał z Zielonym Wzgórzem. Stokrotkowa Pieśń chciał się wycofać, jednak wojowniczka została wezwana na patrol łowiecki, a protektor został sam. No dobrze… Teraz albo nigdy…
Kocur podszedł do Szarego Klifu niepewnym krokiem i miauknął nieśmiało.
— Cześć... Nazywasz się Szary Klif prawda?
— Zgadza się, ty musisz być Stokrotkowa Pieśń.— Protektor odpowiedział prawie równie nieśmiało, jednak z większą pewnością.
Wojownik nie mógł się powstrzymać i uśmiechnął się delikatnie.
— Tak, to ja. — Kocur odpowiedział, po czym usiadł obok niego, owijając ogon wokół łap. — Chciałem ci powiedzieć, że masz naprawdę ładne oczy...
Gdyby Stokrotek miał taką możliwość, to sam siebie trzepnąłby w ucho. Czy naprawdę nie mógł pomyśleć o niczym lepszym? To brzmiało przecież tak sztucznie! Musi zacząć w końcu myśleć, zanim coś powie! Wbrew oczekiwaniom kocura Szary klif uśmiechnął się szczerze. Stokrotkowa pieśni mógł przyrzec, że na pyszczek protektora wkradł się lekki rumieniec.
— Dziękuję. Twoje oczy przypominają mi bursztyny. Jest ich pełno na plaży.
— Widziałem, że masz ich małą kolekcję, lubisz je zbierać?
I wraz z tym kocury wdały się długą rozmowę. Podczas gdy dzień powoli przemijał, koty spokojnie rozmawiały, a z czasem nerwy Stokrotkowej Pieśni uspokoiły się, pozwalając mu na bardziej swobodną wymianę zdań, a ich rozmowa wchodziła na coraz to nowsze tematy. Kocur był zaskoczony, z jaką łatwością przychodzi mu rozmowa z protektorem.

* * *
Przed śmiercią Srokoszowej Gwiazdy

Czas mijał, a koty coraz bardziej zbliżały się do siebie. Stokrotkowa Pieśń towarzyszył Szaremu Klifowi podczas krótkich spacerów, na które wychodził, aby rozprostować łapy wraz z siostrą, natomiast protektor dzielił się razem z wojownikiem językami na koniec dnia, słuchając, jak to mu minął dzień. Stokrotkowi spodobało się takie spędzanie dnia. Pozwoliło mu to na spędzenie czasu wraz z kocurem, który skradł jego serce, jednocześnie nie przeszkadzało to w wykonywaniu jego wojowniczych obowiązków. Ba! Usłyszał nawet, że ostatnio polowania idą mu coraz lepiej. Wracał właśnie z owego polowania, na które wyruszył wraz ze swoją starą mentorką, trzymając w pyszczku upolowanego srokosza. Gdy postawili swoje łapy w obozie to lekki kropiący deszcz, który towarzyszył im przez drogę powrotną, zamienił się w deszcz, który zdawał się przemoczyć każdego kota w sekundę. Odłożył zdobycz do gniazdka i rozejrzał się po obozie. Czyżby Szary Klif wyszedł na spacer, zanim zaczęło padać? Podszedł niepewnym krokiem do Zielonego wzgórza, ona na pewno wie, gdzie on jest.
— Cześć Zielone wzgórze, wiesz może, gdzie mogę znaleźć Szary klif?
— Widziałam, jak szedł do legowiska medyka, nie wiem jednak dlaczego. — Kotka odpowiedziała i spojrzała na wojownika. Stokrotek przeczuwał, że zdążyła się ona domyśleć tego, że Stokrotkowa pieśń czuje coś do jej brata, jednak szybko odgonił te myśli i podziękował jej grzecznie i szybkim krokiem skierował swoje łapy w tamtą stronę. Gdy miał już wchodzić do legowiska medyka, to w ostatniej chwili zatrzymał się, zanim wpadł na Zaćmioną Łapę.
— Wybacz mi Zaćmiona Łapo! — przeprosił pośpiesznie i spojrzał na kotkę.
— Nic się nie stało Stokrotkowa Pieśni! — Uczennica uśmiechnęła się tym samym uśmieszkiem co kilka księżyców temu. — czyżbyś szedł do Szarego Klifu?

<Zaćmiona Łapo?>

10 listopada 2024

Od Stokrotkowej Pieśni do Zaćmionej Łapy

Był chłodny, szary poranek. Ciemne chmury oraz biała, gęsta mgła pojawiły się na terenach klanów. Stokrotkowa Pieśń obudził się i przeciągnął się leniwie. Wyszedł z legowiska wojowników i rozejrzał się po obozie Klanu Klifu. Z legowiska uczniów wyszły jeden po drugim dwa koty. Pierwszy uczeń miał jasne, niczym lód w zamarzniętej kałuży oczy, długie, potargane futerko o kilka odcieni jaśniejsze od Stokrotka. Był to Mroźna Łapa. Według wojownika, imię kocurka pasowało idealnie do jego koloru oczu. Śpiącym krokiem szedł do, siedzącej niedaleko gniazda ze zwierzyną, Gasnącego Płomyka, która w oczach Stokrotka wyglądała ładnie. Bure, szylkretowo-białe futerko kotki było nakrapiane cętkami, tak, jakby spadł na nią bury deszcz, omijając tylko białe elementy futra. Drugim uczniem, który wyszedł z legowiska, był Mysia Łapa. Czarny kocurek pewnym krokiem wyszedł z legowiska, biorąc kilka głębokich oddechów. Stawiał swoje białe łapki na ziemi, pewny każdego kroku. Stokrotkowa pieśń podszedł do gniazda ze zwierzyną i wziął małego wróbla. Usiadł niedaleko i zaczął zjadać się ptakiem. Po chwili, gdy kocur zjadł już większą ilość wróbla, zauważył dziwny smak, który nagle pojawił się na jego języku. Spojrzał na ptaka.
Od kiedy ta zwierzyna tutaj leży?
Po chwili rozmyślania nad świeżością wróbla, postanowił go wyrzucić, stwierdzając, że był po prostu pechowym kotem, który trafił na nieświeżą zwierzynę. Bardzo chciał zapolować na świeżą zwierzynę, by przypadkiem żaden uczeń nie nadział się, tak jak on. Na szczęście, Przyczajona Kania organizował akurat patrol łowiecki. W grupie kotów, kocur dostrzegł Nocnego Kochanka oraz Zagubiony Obuwik.
— Stokrotkowa Pieśni, chcesz dołączyć do patrolu?— Czekoladowy, pręgowany kocur zapytał z uśmiechem.
— Oczywiście! — Stokrotek odpowiedział i po chwili wyruszył z dwoma kotami, na patrol łowiecki. Mgła zaczynała być już prawie niezauważalna. Stokrotek uwielbiał widok terenów Klanu Klifu, podczas pory opadających liści. Był piękny.

***

Kocur zeskoczył z drzewa, trzymając w pyszczku wiewiórkę, która nie zdążyła mu uciec.
— Zapolujmy na jeszcze jedną zwierzynę i możemy wracać. — Nocny kochanek miauknął i spojrzał na resztę kotów, które przytaknęły w tym samym czasie. Stokrotek zakopał zwierzynę, by wrócić po nią później i ruszył z resztą patrolu. Wsłuchiwał się w śpiew ptaków, który zaczynał co księżyc być coraz rzadszy. Mimo, iż słońce było w najwyższym punkcie, to chłód zaczął coraz bardziej dopisywać. Pomijając wszelkiego rodzaju niedogodności, to pora opadających liści była ulubioną porą kocura. Drzewa były pięknie pomalowane czerwonymi oraz pomarańczowymi barwami, a poranna mgła nadawała strasznego klimatu. Gdy liliowy kocur tak sobie dumał na temat piękna zmieniającej się natury, poczuł nagły ból brzucha. Położył po sobie uszy i delikatnie wbił pazury w ziemię. To na pewno był ten nieświeży wróbel.
— Wszystko dobrze, Stokrotkowa Pieśni?— Szylkretowa kotka, będąca burzą loków, spojrzała na kocura z lekkim niepokojem.
— Zjadłem przypadkiem nieświeżą zwierzynę i brzuch mnie pobolewa, to nic takiego.
— Może jednak wolisz wrócić do obozu i odwiedzić legowisko medyka?
Kocur chciał odpowiedzieć, jednak brzuch znowu dał mu się we znaki. Nocny Kochanek odwrócił się i spojrzał na Stokrotka.
— Myślę, że lepiej będzie, jak pójdziesz do medyka.
Stokrotek chciał się sprzeciwić, ale po dłuższej chwili przemyśleń, zgodził się. Odwrócił się i powolnym krokiem ruszył w stronę zakopanej wiewiórki, odkopał ją i ruszył z powrotem do obozu. Próbował odwrócić swoją uwagę od bólu, zajął swoje myśli przemyśleniami na temat swojego życia prywatnego. Coraz bardziej dopisywała mu samotność na tle miłosnym, chociaż ostatnio zastanawiał się, czy znajdzie tego jedynego. W końcu jak wiele kotów w jego klanie może mieć takie same preferencje jak on? Wszedł do obozu, zostawił zwierzynę w gnieździe i skierował się do legowiska medyka. Znał to miejsce zbyt dobrze. Spędził tam dużo czasu, podczas jego pierwszej wizyty w Klanie Klifu, więc ostry zapach ziół w ogóle mu nie przeszkadzał.
— Witaj, Stokrotkowa Pieśni. — Dwukolorowa uczennica medyka przywitała się z wojownikiem.
— Och, witaj Zaćmiona Łapo.
— Co cię tutaj sprowadza?— Kotka zapytała, wchodząc w głąb legowiska. Kocur podążył za nią, zauważając i witając się z resztą szanowanych medyków, skinieniem głowy.
— Zjadłem nieświeżą zwierzynę i brzuch mi dokucza.
Niebieska kotka podeszła do swojej uczennicy
— Zaćmiona Łapo, może spróbujesz samodzielnie pomóc Stokrotkowi?
Uczennica przytaknęła i podeszła do magazynu z ziołami, szukając odpowiednich, a kocur przysiadł, czekając na pomoc ze strony uczennicy. Mentorka Zaćmionej Łapy obserwowała ją, aby móc w razie potrzeby skorygować wybory kotki. W czasie oczekiwania, Stokrotek zauważył, że do legowiska medyków wszedł Szary Klif. Niebieski kocur z szarym, krótkim futerkiem oraz z parą zielonych oczu. Wojownik nie chciał sam przed sobą się do tego przyznać, ale uważał, że protektor był dość… uroczy. Mimo, iż nie znał się z nim prywatnie, to w oczach Stokrotka, Szary Klif był dość urokliwy. Krótkie łapy kocura zdobiły śnieżnobiałe skarpetki, a pyszczek zdobiła para trójkątnych, lekko obniżonych uszu.
— Proszę, Stokrotku. — Uczennica powiedziała wesołym głosem. — Zjedz te zioła.
Uczennica wyrwała wojownika z zamyślenia, który dopiero teraz zwrócił uwagę na fakt, że praktycznie świdrował protektora wzrokiem na wylot. Szybko się otrząsnął i wziął zioła do pyszczka.

<Zaćmiona łapo?>

NPC: Mroźna Łapa, Gasnący Płomyk, Mysia Łapa, Zagubiony Obuwik

22 października 2024

Od Stokrotkowej Łapy (Stokrotkowej Pieśni)

*Końcówka pory nagich drzew*

Oczy kocura otworzyły się leniwie, ukazując mu legowisko uczniów. Była to jego ostatnia noc w tym miejscu. Srokoszowa Gwiazda powiadomił go, że dzisiejszego dnia dołączy do grona wojowników. Stokrotek nie mógł powstrzymać uśmiechu, który malował się na jego jasnym pyszczku. Dzisiaj nie spieszył się ze wstawaniem. Pozwolił sobie na poranne lenistwo; nie musiał się śpieszyć. Po dłuższej chwili wstał i wyszedł z legowiska, obserwując klan. Spojrzał na wyjście z obozu i na promienie słońca, które świeciły z każdym dniem coraz cieplej. Pora nowych liści się zbliża a wraz z nią nowy stokrotek. Dzień spędził raczej zwyczajnie, wręcz spokojnie. Rozmawiał ze starszyzną oraz czasem zamienił słówko z kotami w swoim wieku. Mimo iż był dobrym, wojownikiem to nie był dobry w kontaktach między kocich. Gdy słońce zaczynało już chować się za kolejną skalną półką, Srokoszowa Gwiazda zwołał spotkanie klanu. Wszystkie koty zebrały się pod mównicą, obserwując swojego lidera. Kocur zebrał się obok reszty klanu, czekając na moment, w którym zostanie wezwany przed Srokoszową Gwiazdę.
— Stokrotkowa Łapo, podejdź do mnie.
Stokrotek wstał niepewnie i ruszył w stronę lidera. Przypomniał mu się moment, w którym dzięki pomocy swojej przyjaciółki, którą nazywał Czar, został częścią klanu klifu. Gdyby nie ona, to prawdopodobnie Stokrotek nie miałby nawet szansy zostać wojownikiem. W myślach podziękował jej za to, z tęsknotą w sercu, i stanął przed niskim, cętkowanym kocurem dużo starszym od niego. Kątem oka zauważył, jak cały klan obserwuje go uważnie. Bożodrzewny Kaprys patrzyła na niego dumnie.
— Ja, Srokoszowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Stokrotkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać Kodeksu Wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — Lider miauknął pewnie, traktując jego mianowanie jak kolejną rutynową ceremonię.
— Przysięgam — Stokrotek powiedział pewnie. Jego pomarańczowe oczy błyszczały w świetle zachodzącego słońca.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Stokrotkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Stokrotkowa Pieśń. Klan Gwiazdy ceni twoją lojalność i pracowitość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
Srokoszowa Gwiazda dotknął pyszczkiem głowy stokrotka, a Stokrotek dotknął barku lidera i w jednej chwili usłyszał, jak cały klan powtarza jego nowe imię. Stokrotkowa Pieśń. Czuł się strasznie pewnie z nowym imieniem. Jest od dzisiaj pełnoprawnym wojownikiem Klanu Klifu. Czar opadłby pyszczek, gdyby go teraz widziała! Po chwili patrzenia na klan zszedł z mównicy i podszedł do Bożodrzewnego Kaprysu.
— Witaj Stokrotkowa Pieśnio — Biała kotka powitała go ze szczerą radością.
— Dziękuję ci za to, że tak dobrze mnie wytrenowałaś... — Liliowy kocur podziękował nieśmiało.
— Oh, nie dziękuj mi. Taki mój obowiązek jako wojownika — zaśmiała się — W moich oczach i tak nadal będziesz tym samym małym bojaźliwym Stokrotkiem, który dopiero co wstąpił do klanu.
Nowo mianowany wojownik wtulił się w bok swojej starej mentorki, nadal czując wdzięczność, za wszystko, co dla niego zrobiła, po czym zaczął krótką rozmowę z Bożo. Koty zaczęły się rozchodzić, a słońce schodziło coraz niżej. Stokrotek wiedział, że pora na jego czuwanie. Pożegnał się skinieniem głowy z mentorką i ruszył w miejsce, gdzie będzie czuwał. Zanim zdążył odejść daleko, Bożodrzewny Kaprys zawołała za nim, a on odwrócił łebek.
— Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć jasne? Nie po to użerałam się z tobą aż tyle czasu — mruknęła żartobliwie.
Wojownik uśmiechnął się ciepło i przysiadł, zaczynając swoje czuwanie. Kiedy cały klan spokojnie spał, on zaczął rozmyślać o czasie, jaki spędził w klanie. Czuł się tutaj jak w domu. Wiedział, że jego serce już od dawna należało do klanu Klifu. Był dumny z tego, kim się stał.

27 września 2024

Od Stokrotkowej Łapy

Był chłodny poranek. Słońce leniwie wpadało do jaskini Klanu Klifu, oświetlając jej środek. Stokrotek przeciągnął i rozejrzał się po legowisku uczniów. Mimo iż już dawno przywykł do tego miejsca, wiedział, że niedługo będzie przenosił się do legowiska wojowników. Nie wiedział tylko, kiedy ów moment nadejdzie. Wyszedł powoli z legowiska i zauważył jak mimo chłodnej bryzy, którą jaskinia była wypełniona, klan klifu był pełen zapracowanych kotów. Stokrotek rozejrzał się za Bożodrzew, by rozpocząć dzisiejszy trening. Jak na życzenie, kotka sama go znalazła.
— Witaj Stokrotkowa  Łapo, jak ci się spało? Rozciągnąłeś się porządnie?
Mentorka powiedziała to aż nazbyt radosnym tonem.
— Dobrze mi się spało — kocur miauknął, sennie przeciągając ostatnie słowo, jednocześnie zaprzeczając samemu sobie.
— Mam pewne wątpliwości, ale jak tam sobie chcesz — Starsza powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia, ogonem rozkazując uczniowi, by zrobił to samo. Stokrotek spojrzał na nią zaskoczony i szybkim krokiem ruszył w jej ślady. Najpierw ten nad wyraz duży entuzjazm, a teraz taki pośpiech? Coś tu jest na rzeczy. Koty wolnym krokiem szły przez tereny Klanu Klifu, obserwując panoramę Pory Nagich Liści. Starsza kotka była prawie niezauważalna na tle białego śniegu. Czasem Stokrotek zastanawiał się, czemu imię jego mentorki nie ma nic związanego ze śniegiem? Imię Chłodny kaprys brzmiało nieźle! Tak samo śnieżny kaprys, a nawet…
— Jesteśmy na miejscu.
Z myśli wyrwał ucznia głos białej kotki. Usiadła ona przed lasem pełnym bezlistnych drzew.
— Bożodrzewny Kaprysie… Czego będziemy się dzisiaj uczyć?
— Wspinaczki na drzewa — Kotka powiedziała z uśmiechem.— I będzie to jeden z naszych ostatnich treningów.
— Jak to jeden z ostatnich?— Kocur spojrzał na nią zaskoczony. O czym Bożo mówiła?
— Nie myślałeś, chyba że zostaniesz uczniem na zawsze co? Pewien wróbelek wyśpiewał mi, że niedługo będziesz gotowy na zostanie wojownikiem.
Kocur spojrzał na nią zaskoczony, a serce zabiło mu szybciej. Wiedział, że ten dzień w końcu nadejdzie, ale nie spodziewał się, że będzie to już niedługo. Nie miał co się dziwić. Już dawno nie był kociakiem. Ba! Nawet nazwanie go kocurkiem wydawało się dziwne. Może przedłużono jego trening, by mógł udowodnić wierność dla klanu?
— A… a wiesz dokładnie, kiedy mentorko?
— Tego niestety nie wiem, ale wiem, że porę nowych liści raczej przywitasz w nowym legowisku.
Stokrotek próbował opanować swoje emocje, ale łapy same mu chodziły z lewa do prawa. Był podekscytowany!
— Spokojnie, najpierw potrenujesz, a dopiero potem będziesz się ekscytować — mentorka zaśmiała się krótko.
Liliowy kocur wziął kilka głębokich wdechów, wypełniając swoje płuca świeżym, zimnym powietrzem i usiadł obok Bożodrzewnego kaprysu, słuchając jej uważnie.
— Nauczysz się dzisiaj wspinaczki na drzewa. Jako koty, które trzymają się zawsze na krawędzi, musimy wiedzieć, jak się wspinać, żeby w razie potrzeby…
Mentorka tłumaczyła mu przez pewien czas, dlaczego wspinaczka jest potrzebna, po czym wyjaśniła, czemu uczą się tego akurat teraz, na nagich drzewach. Potem podeszła do drzewa i pokazała mu wszystko krok po kroku. Jednym susem zaskoczyła i zjawiła się obok swojego ucznia.
— Teraz twoja kolej — powiedziała ciepło.
Kocur podszedł niepewnie do drzewa. Pierwsza próba…druga… trzecia… no dobra, raz się żyje. Kocur złapał pazurami korę drzewa i zaczął powoli wspinać się do góry. Ze strachu zamknął oczy i wspinał się jeszcze chwilę na czuja.
— Daleko jeszcze..?
— Masz gałąź tuż przed swoim nosem Stokrotkowa Łapo.
Kocur otworzył oczy i jednym szybkim ruchem wspiął się na gałąź drzewa. Widok z tej wysokości był piękny! Klany wyglądały teraz jak jedna wielka biała kraina! Spojrzał na kotkę, która teraz wydawała się malutka.
— A… Jak się schodzi?
***
Kocur nie mógł spać. Ciągle się wiercił i kręcił. Nie mógł uspokoić myśli. Wziął głęboki wdech i spojrzał na puste wnętrze klanu. Wszyscy oprócz niego teraz spali. Uczeń delikatnie podniósł się z legowiska i próbował cicho podejść do wyjścia z obozu. Usiadł zaraz przed wejściem i spojrzał w niebo pełne jasnych gwiazd. Wyobrażał on sobie, że gwiazdy są milionem kocich przodków, którzy spoglądali na jego dokonania. Ciekawe czy Krzemień i mama obserwowały go przez cały dzień. Zaczął zastanawiać się, czy jego dziadkowie czuwali przy nim od zawsze. Myśl, że jego rodzina była zawsze blisko niego dodała mu dużo komfortu oraz otuchy. Zamknął oczy i zmówił w myślach modlitwę dziękczynną do Klanu Gwiazdy. Po krótkiej chwili wstał i niepostrzeżenie wrócił do legowiska, zwinął się w kłębek i zamknął swoje zmęczone oczy. Tym razem udało mu się zasnąć bez problemu, czując ciepło innych kotów, które przypominało mu jego starą kocią kolonię.
[708 Słów] + nauka wspinaczki na drzewa
[przyznano 14% + 5%]

03 sierpnia 2024

Od Stokrotkowej Łapy CD. Bożodrzewnego Kaprysu

Przed narodzinami kociąt Bożodrzewnego Kaprysu
— Stokrotku! — ze snu kocura wyrwał głos szylkretowej kotki — Wiercisz się, jakbyś miał myszy w ogonie!
— Wy... wybacz Jastrzębia łapo… — liliowy kocur miauknął niepewnie i rozejrzał się po legowisku uczniów. 
Uczennica pomachała tylko łebkiem i położyła się na mchu, próbując zasnąć ponownie. Stokrotek usiadł i machnął ogonem. Niektóre koty z klanu były już na łapach, więc kocurek wstał i zaczął się kierować w stronę wyjścia z obozu. Przysiadł niedaleko, oglądając legowisko wojowników i zastanawiał się nad snem, który miał. Było to zwykłe wspomnienie pierwszej rozmowy z Zaczarowaną Łapą. Od kiedy kotki nie było w klanie, Stokrotek czuł się samotny. Nie miał za wiele znajomych, a tak praktycznie nie miał ich wcale. Chciał to zmienić, ale nie wiedział za bardzo jak zacząć rozmowę. Kocur spojrzał na legowisko wojowników i zauważył Bożodrzewny Kaprys.
– Mi się tak nigdy nie spieszyło do pracy – mentorka rzuciła w stronę kocura i przyzwała go do siebie ogonem.
– Co będziemy dzisiaj robić? – kocur miauknął nieśmiało i spojrzał na mentorkę.
Przez chwilę kotka siedziała w ciszy, zastanawiając się nad dzisiejszą lekcją. Po chwili jęknęła z niezadowoleniem.
– Nauczę cię nawigacji w tunelach.
W słowach mentorki kocur mógł usłyszeć niezadowolenie. Sam nie był szczęśliwy na myśl o poruszaniu się po tunelach. Jest tam ciemno, ciasno i duszno… istny koszmar dla ucznia. Kocur delikatnie obniżył uszy i zaczął sobie wyobrażać wszystkie złe scenariusze. Bożodrzewny Kaprys zauważyła to i pocieszająco przyłożyła ogon do boku młodszego.
— Nie ma co się stresować, też musiałam przez to przejść, mimo że bardzo tego nie lubię. To nie takie trudne — biała kotka miauknęła.
Czując się trochę pewniej ze wsparciem mentorki, kocur odetchnął i przytaknął. Bożo ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a Liliowy kocur podążył za nią, mówiąc sobie pod nosem, że nic złego się nie stanie.
***
Koty stanęły przy tunelu na terenach klanu klifu.
Bożodrzewny kaprys zaczęła tłumaczyć uczniowi, czemu właściwie klifiacy uczą się poruszania po tunelach, wytłumaczyła mu kilka podstaw i omówiła temat, by uczeń nie był za bardzo ogarnięty przez nerwy. Po chwili podeszli do wejścia od tuneli.
— Gotowy? — Mentorka zapytała, spoglądając na ucznia.
— Chyba tak.
— Spokojnie, najpierw oprowadzę cię po tunelach, dopiero potem będziesz próbował poruszać się sam.
To nie mogło być aż tak trudne, prawda? W końcu każdy wojownik Klanu Klifu musiał przez to przejść. Bożodrzewny Kaprys weszła do tunelu pierwsza, a Stokrotek wszedł zaraz za nią. Futerko mentorki było białe, więc łatwo było dojrzeć kotkę mimo ciemności otaczającej koty. Uczeń słuchał Bożo, która opowiadała mu o różnych rozwidleniach i ślepych zaułkach. Kocur chciał zapytać mentorkę, czy kiedyś jakiś kot zgubił się tutaj i już nie wrócił, ale chyba nie chciał znać odpowiedzi… Przynajmniej nie w tej sytuacji. Po długiej chwili krążenia w ciemności koty szły w stronę światła, po sekundzie wychodząc z tunelu. Kotka otrzepała swoje futerko, które zamiast śnieżno białego zamieniło się w szare. Po chwili futro kotki było w lepszym stanie.
—I jak pierwsze wrażenie? — zapytała, spoglądając na Liliowego.
— cóż… Mogło być gorzej.
Nie było tak źle. Było strasznie niekomfortowo, ciemno i duszno… Ale przynajmniej wiedział, że jest tam z kimś doświadczonym.
— Cóż, teraz spróbujesz oprowadzić mnie po tunelu samodzielnie. Będę ci podpowiadać, więc nie musisz się niczym przejmować. — Bożo powiedziała i wróciła do wejścia do tunelu.
Kocur podszedł i wziął głęboki oddech. Przynajmniej mentorka będzie mu podpowiadać. Koty weszły do tunelu, a Stokrotek próbował powtórzyć trasę kotki. Co jakiś czas spoglądał do tyłu, a Bożo podpowiadała mu, w którą stronę powinien skręcić.
***
Kocur wrócił razem z mentorką do obozu zmęczony oraz ubrudzony. Miał wrażenie, że tunele będą mu się śnić po nocach! Spędził prawie cały dzień pod ziemią. Czuł się jak kret! Przynajmniej zapamiętał jak stamtąd wyjść i wiedział, że dzisiaj nie będzie miał problemów ze snem.
<Bożo?>
[607 słów + nawigacja w tunelach]
[przyznano 12% + 5%]

30 czerwca 2024

Od Stokrotkowej Łapy do Piórolotkowego Trzepotu

*przed Zgromadzeniem*

Dzień był deszczowy tak jak każdy inny o tej porze. Kocur wyszedł z legowiska medyka z wyleczoną łapą, o której znowu prawie zapomniał. Miał dużego pecha, jeśli chodzi o kolce w łapie. Zdarzyło się to już po raz drugi. Rozejrzał się po obozie i zauważył swoją mentorkę. Nie mógł się doczekać kolejnego treningu przygotowanego przez kotkę. Podszedł do niej z uśmiechem.
— Witaj, Bożodrzewny Kaprysie — Stokrotek miauknął, a biała kotka odwróciła się w jego stronę.
— Och, witaj, Stokrotku, jak się czujesz? Łapa ci się już nie naprzykrza?
Liliowy przysiadł przy swojej mentorce i owinął ogon wokół łap.
— Z łapą wszystko dobrze. Czasem tylko pobolewa. 
— Może by się rozruszać pójdziemy na długi spacer? Sprawdzimy, czy nikt się nie kręci przy granicy i zapolujemy. Jak wrócimy to może powtórzymy trochę teorii.
Kocur przytaknął i skierował się do wyjścia razem z mentorką. Tak dawno nie opuszczał obozu, że spacer po terenach był bardzo kuszącą propozycją. Do tego towarzystwo mentorki bardzo mu odpowiadało. Lubił przebywać w jej towarzystwie.

***

— Ja zapoluję tutaj, ale ty śmiało możesz się oddalić. Spotkamy się tutaj za chwilę. Pamiętaj tylko o granicy z Klanem Nocy — mruknęła Bożodrzewny Kaprys. Koty zatrzymały się niedaleko wyjścia z tunelu. Stokrotek rozejrzał się i zatrzymał swój wzrok na plaży, która była niedaleko. Ostatnim razem był on tam przy swoim pierwszym treningu, więc pomyślał, że przypomnienie sobie tego miejsca będzie dobrą decyzją.
— Oczywiście, Bożodrzewny Kaprysie, będę uważać — mruknął i pokazał ogonem na ową plażę. — Zapoluję gdzieś tam.
Mentorka przytaknęła i sama skierowała się w miejsce, gdzie chciała zapolować. Uczeń, idąc w jej ślady, skierował się do plaży. Powietrze było ciężkie i wilgotne a piasek kleił mu się do łap. Ledwo było można wyczuć jakąkolwiek zwierzynę. Miał nadzieję, że chociaż jakaś mała myszka się pokaże i że nie wróci do obozu z pustymi łapami. Klan Gwiazdy chyba wysłuchał jego modlitw, gdyż już po chwili wyczuł ową mysz. Przysiadł do pozy łowieckiej i powąchał powietrze, kierując się w stronę zapachu myszy. Skupiony na gryzoniu nie zauważył, że już dawno przekroczył granicę klanu nocy, znajdując się aktualnie na kolorowej łące.
Już miał skoczyć na zwierzynę, gdy usłyszał głos innego kota, który spłoszył mysz prosto sprzed jego nosa.
— Hej!
Kocur spojrzał w stronę, z której pochodził ów miękki głos. Spostrzegł tam niebieskiego kocura o pięknym puchatym futrze. Był on samotnikiem? Czy może kotem z klanu nocy, który zabłądził?
— Hej, um, słuchaj, przepraszam, nie wystraszyłem cię? — zapytał kot, po chwili zbliżając się do Stokrotka.
Teraz kocur mógł dojrzeć jego morskie oczy, które widział po raz pierwszy w życiu. Liliowy kocur podniósł się i usiadł. Nie spodziewał się, że spotka kogoś w tej okolicy.
— Nie, spokojnie… Coś się stało?
Obcy kot stanął przed Stokrotkiem i się uśmiechnął.
— W pewnym sensie — przyznał, spoglądając na młodszego. — Chyba zgubiłeś oznaczenia zapachowe podczas tego skradania, co?
Stokrotek powąchał powietrze, w którym nie wyczuł zapachu swojego klanu. Zawstydzony swoją wpadką rozejrzał się po okolicy. Jak mógł popełnić tak drobny błąd?
— Rzeczywiście... Wybacz, miałem małą przerwę w treningu i trochę mi się zapomniało.
Nie chciałby, żeby nowo poznany kot uznał, że nie przykłada się do treningu. Kocur opuścił uszy. A Bożodrzew wspominała mu o granicy klanu! Jak mógł o tym zapomnieć?

Wyleczeni: Stokrotkowa łapa 
<Piórolotkowy trzepocie?>

[530 słów] 
[przyznano 11%]

02 maja 2024

Od Stokrotkowej Łapy CD. Bożodrzewnego Kaprysu

Kocur siedział lekko śpiący w legowisku. Mimo tego, że ostatnio z własnej woli wstawał wcześniej, to i tak nie był przyzwyczajony do tak wczesnych pobudek. Siedząc zaspany, usłyszał, jak ktoś wchodzi do legowiska uczniów. Ciekawy obrócił głowę i zauważył białą kotkę
— Tak więc…szkolenie — kotka zamruczała.
Stokrotkowa łapa był przez chwilę zdziwiony. Czyżby kotka pomyliła go z innym uczniem? Po chwili jednak kocur przypomniał sobie, że to jest jego mentorka! Bożodrzewny Kaprys! Liliowy kot wstał i podszedł do mentorki, która zdawała się bardziej zdenerwowana od niego.
— Może pójdziemy na polanę i powiesz mi, czego już zdążyłeś się nauczyć?
Młodszy przytaknął i ruszył za swoją mentorką. Był bardzo ciekawy, czego nauczy się dzisiaj.

***

— Więc znasz już tereny i granice … będę zabierać cię na patrole, byś sobie je utrwalił. — Kotka miauknęła niepewnie. — Zabiorę cię na patrol jutro.
Kocur przysiadł przed nią, słuchając jej uważnie. Patrol brzmiał ciekawie. Mentorka siedziała przez chwilę cicho, jednak po chwili spojrzała na ucznia.
— Jak dobrze polujesz?
— Nie za dobrze, umiem jedynie złapać mysz. — Stokrotek zamruczał cicho, lekko zawstydzony swoimi umiejętnościami łowieckimi.
— Hej, to nadal coś. — Kotka powiedziała, próbując go pocieszyć. — Może powiesz mi, czy wyczuwasz w pobliżu jakąś zwierzynę?
Kocur powąchał powietrze, lecz pokiwał jedynie głową.
— Spróbuj ponownie. — Bożodrzew pokazała ogonem na wróbla, który w stosownej odległość od nich rozglądał się za jedzeniem, nie zauważając kotów. Stokrotkowa Łapa powąchał powietrze jeszcze raz i tym razem wyczuł charakterystyczny zapach wróbli.
— Rzeczywiście, czuję wróbla.
— Z czasem twój węch będzie dużo lepszy. A teraz powiedz mi, czym może się różnić polowanie na wróbla od polowania na mysz?
Kocur nie otwierał swojego pyszczka przez dłuższą chwilę.
— Cóż… ptaki uciekają szybciej.
— Dokładnie, więc trzeba być dużo bardziej ostrożnym. Trzeba poruszać się powoli i niezauważalnie — miauknęła biała kotka.


<Bożodrzewny Kaprysie?>
[285 słów]
[przyznano 6%]

25 kwietnia 2024

Od Stokrotkowej Łapy

Liliowy kocur wraz z Zielonym Wzgórzem był od świtu na kolejnym szkoleniu. Tym razem kotka chciała, by kocur poznał granice swojego klanu. Od rana zdążyli oni zrobić już chyba z 3 spacery wokół granicy, a słońce nie było jeszcze blisko zenitu! Według kotki „powtarzanie sobie czegoś kilka razy to świetna metoda na zapamiętywanie”. Stokrotkowej Łapie burczało w brzuchu, więc zielonooka postanowiła zatrzymać się obok złotych kłosów, tak by można było zobaczyć kacze bajorko, którego poziom wyraźnie się podniósł.
— Co ty na to, że zapolujesz w złotych kłosach i wrócimy się do obozu?
Kocur wiedział, że nawet jeśli chciałby się sprzeciwić, to nie mógł. Uczniowie musieli polować dla klanu. Kocur przytaknął i posłusznie wszedł w złoty labirynt. Przez pierwszą chwilę kocur jedynie nasłuchiwał odgłosów zwierząt, jednak po chwili nasłuchiwania i wąchania zauważył małe zwierzątko, które bez zmartwienia chodziło sobie po złotych kłosach. Przysiadł do pozycji łowieckiej, zbliżył się do owego zwierzęcia i po chwili skoczył na coś, co okazało się być myszą. Zadowolony chciał już wrócić, jednak poczuł znajomy mu, lecz odległy pamięcią zapach. Zakopał mysz i postawił kilka kroków w stronę owej woni. Nie wiedząc, czy był to inny członek Klanu Klifu, członek innego klanu bądź samotnik, Stokrotkowa Łapa kucnął i rozglądał się dookoła. Po chwili usłyszał przed sobą nagły ruch. Kocur bez zastanowienia w przypływie adrenaliny skoczył na kota, którego zapach poczuł, nie powalił go, lecz po chwili zrozumiał, dlaczego ten zapach był znajomy.
— Mama?
Kocur spojrzał na burą kotkę, która była już widocznie w sile wieku. Wyglądała ona na równie zaskoczoną co kocur.
— Stokrotek?
Po chwili oszołomienia uczeń wtulił się do boku matki, kotka zrobiła to samo i zamruczała ze szczęścia.
— Tak dawno cię nie widziałam… Myślałam, że już cię nie spotkam! — Bura polizała kocura za uchem opiekuńczo.
Stokrotkowa Łapa nie mógł nacieszyć się chwilą. W końcu spotkał swoją rodzinę, z którą od dawna chciał się pożegnać! Jednakże wiedział, że musi się streszczać, gdyż Zielone Wzgórze będzie się niecierpliwić. Przysiadł obok matki i tak szybko jak to możliwe opowiedział jej, co wydarzyło się przez ostatnie kilka księżyców. Kotka spojrzała na niego z dumą w oczach. Jej syn zostanie wojownikiem klanu, tak sam,o jak jego druga matka. Lecz gdy tylko kocur zapytał się matki o rodzinę, jej mina stała się niepewna.
— A właśnie, co u Krzemień? Nadal jest taka grzeczna jak udaje?
— Krzemień… nie ma już z nami na tym świecie. Ja też już nie jestem w najlepszej formie.
Stokrotkowa Łapa spojrzał na rodzica w szoku. Jego siostra umarła?! A on nie miał nawet szansy się z nią pożegnać!
— Nie wiem nawet, czy będzie szansa na kolejne spotkanie, nie mam tyle siły co kiedyś. — Kotka mruknęła.
Kocur wtulił się z powrotem w matkę, wyglądając przy tym, jak mały smutny kociak. Nie chciał stracić kolejnego członka rodziny. Wiedział jednak, że nawet Klan Gwiazdy nie zatrzyma upływu czasu.
— Stokrotkowa Łapooo! Jak ci idzie polowanie? — Zielone Wzgórze miauknęła głośno.
Kocur spojrzał na swoją matkę i polizał jej futro nadal przygnębiony.
— Muszę już wracać mamo.
Kotka przytaknęła.
— W razie gdybyśmy już się nie zobaczyli… żegnaj mamo. Będę tęsknił za wami wszystkimi.
— A my będziemy tęsknić za tobą, Stokrotkowa Łapo. — Bura ostatni raz przytuliła się do futra swojego syna, odwróciła się i zaczęła kierować swoje łapy z powrotem do koloni, co jakiś czas zerkając na syna.
Uczeń spojrzał w stronę, z której usłyszał głos mentorki, odkopał mysz, którą wziął do pyszczka i podszedł w jej kierunku
– Już idę! Wybacz, że zajęło mi to tak długo.

[570 słów] 
[przyznano 11%]

16 kwietnia 2024

Od Stokrotka (Stokrotkowej Łapy)

Liliowy kot od samego poranka przez nerwy nie mógł usiedzieć w miejscu. Dzisiaj miał być dzień, w którym zostanie oficjalnym członkiem Klanu Klifu. Cały dzień chodził nerwowy. Wieczorem, kiedy każdy kot porzucał już swoje dotychczasowe zadania, by zrelaksować się przed snem, Srokoszowa Gwiazda zwołał cały klan.
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, by samodzielnie polować, zbiorą się pod półką skalną na zebranie Klanu.
Wszyscy wojownicy, starsi oraz uczniowie zaczęli zbierać się pod półką skalną. Stokrotek przełknął ślinę i usiadł obok innych kotów.
— Jak już pewnie wiecie, od ponad księżyca w naszym klanie przebywa samotnik imieniem Stokrotek. Jednakże porzucił on samowolnie swoje życie samotnika, by stać się członkiem klanu Klifu.
Przywódca miauknął i spojrzał na młodego kocura niepewnie, tak jakby sam nadal nie był pewny swojej decyzji.
— Postanowiłem, że jest on godny zaufania i może on stać się uczniem naszego klanu. Podejdź do mnie Stokrotku.
Oczy kotów klifów skierowały się na liliowego kocura, który niepewnym krokiem szedł do przywódcy. Jego ogon machał nerwowo. Nie dowierzał… To się naprawdę dzieje! Gdy był już przed kocurem, odetchnął i zniżył głowę.
—Stokrotku, pokazałeś, że jesteś godny naszego zaufania, i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Stokrotkowa Łapa. Twoją mentorką będzie Bożodrzewny Kaprys. Mam nadzieję, że przekażą ci ona całą swoją wiedzę.
Kocurek spojrzał na przywódcę, a potem na tłum kotów, który szeptał między sobą. Czy przypadkiem Bożodrzewny Kaprys nie była chora? Po chwili jednak przywódca zrozumiał swój błąd i spojrzał na kocura.
— Jednakże, dopóki Bożodrzewny Kaprys nie wyzdrowieje, twoim mentorem będzie… Zielone Wzgórze. — Kocur odpowiedział, uspokajając tłum. Przywódca nadal dochodził do siebie po stracie członka rodziny, więc był bardzo rozkojarzony.
Kotka podeszła do przywódcy niepewne.
— Zielone Wzgórze, jesteś gotowa do krótkiego szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojej mentorki, Księżycowego blasku, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją energię i pewność siebie. Będziesz mentorką Stokrotkowej Łapy przez krótki czas, jednak mam nadzieję, że przekażesz mu swoją podstawową wiedzę.
Lider po chwili spojrzał również w stronę legowiska medyka, w którym przebywała chora Bożodrzewny Kaprys i powtórzył formułkę głośniej, by chora mogła go usłyszeć. Zielone Wzgórze podeszła do Stokrotka i dotknęła się z nim nosem. Po tłumie zaczęło się roznosić nowe imię Stokrotka. Stokrotkowa Łapa. Kociak spojrzał na swoją zastępczą mentorkę, podekscytowany, a ona uśmiechnęła się delikatnie i podniosła uszy.
— Pamiętaj, że jutro jest twój pierwszy trening, Stokrotkowa Łapo. — Kotka mruknęła i zeszła z półki skalnej. Kocur po chwili zrobił to samo i podszedł do swojej znajomej, Rozczarowanej Łapy. Mimo tego, że kotka nie była zbyt rozmowna, to nadal słuchała swojego przyjaciela. Gdy dwójka kotów przeniosła się do legowiska uczniów, rozmawiali jeszcze chwilę, zanim oboje zasnęli. Stokrotkowa Łapa miał przeczucie, że życie w klanie będzie świetne.

***

— Wstawaj śpiochu.
— Jeszcze chwilkę… — Stokrotek powiedział, nadal jeszcze jedną łapą we śnie.
— Za chwilkę to będziesz mieć swój pierwszy trening na wojownika.
Kocurek od razu podniósł uszy i spojrzał na źródło dźwięku. To była Zielone Wzgórze. Dzisiaj zaczyna się jego trening! Kocur od razu wstał na cztery łapy. Gdy miał już iść zjeść śniadanie, to kotka przypomniała mu o ważnej zasadzie-uczniowie jedzą dopiero po nakarmieniu całego klanu! Kocur opuścił uszy. Prawie popełnił tak głupi błąd! Czarna kotka opuściła legowisko a zaraz za nią, popędził kocurek. Oboje opuścili obóz klanu i kierowali się na obrzeża terenów Klifiaków.
— Pamiętaj, że nie będę zawsze twoją mentorką. Ja tylko pomagam Bożo, póki ona nie wyjdzie od medyka — miauknęła, po czym spojrzała na tereny dookoła. — Dlatego ja skupię się tylko na podstawach podstaw. Na przykład, nasze tereny!
Kocurek ucieszył się. Uwielbiał zwiedzanie nowych terenów i teraz miał idealną do tego okazje!

***

Cały dzień Stokrotkowej Łapy upłynął na poznawaniu terenów. Jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że tereny Klanu Klifu są małe, to się grubo mylił! Jego łapy pobolewały od tego całego chodzenia. Jednak był zadowolony. Nie dość, że poznał kilka zakamarków na terenie Klifiaków, to do tego udało mu się złapać małą mysz w złotych kłosach! Mimo tego, że pogoda nie dopisywała, to kocurek uznał ten dzień za udany.

[671 słów]
[przyznano 13%]

29 marca 2024

Od Stokrotka

Od pewnego czasu łapa Stokrotka miała się świetnie. Gdyby był uczniem, pewnie już dawno wróciłby do swoich codziennych zadań i treningów. Jednak jego przeciągający się pobyt w legowisku medyka wynikał jedynie z prośby przywódcy, aby medyczka miała go na oku. Niedługo miał zostać uczniem a co za tym idzie, zamieszkać razem z innymi uczniami. Był podekscytowany! Od czasu jego rozmowy ze Srokoszową Gwiazdą kocur zaczął wychodzić z legowiska medyka. Na początku niepewnie chodził wokół obozu, tylko by wyprostować łapy, ale teraz bez problemów zanosił zwierzynę starszyźnie, słuchając ich opowieści. Jednak jedna rzecz była nie do przeoczenia. Większość kotów niechętnie patrzyła na Stokrotka. Liliowy wiedział, że to pewnie normalne, przecież był przedtem samotnikiem, ale miał nadzieję, że po zostaniu uczniem ta sytuacja się zmieni.
***
Stokrotek wstał zziębnięty. Pora Nagich Drzew była zauważalna nawet w wygodnym legowisku. Zastanawiał się jak teraz czuje się jego rodzina, czy jest im tak zimno jak Stokrotkowi? A może wręcz przeciwnie? Kociak otrząsnął się z myśli i wyszedł z legowiska. Podszedł do gniazda ze zwierzyną i wziął małego wróbla złapanego przez wczorajszy patrol. Zwierzyny starczyłoby, aby nakarmić cały klan, jednak po całym dniu gniazdo było puste. Skierował swoje łapy do legowiska starszyzny i podszedł do Zimorodkowego Snu, podając jej zwierzynę. Kociak przesiedział z nią chwilę, podczas której kotka opowiadała mu o starych dziejach klanu. Jednak, kiedy kociak miał już wracać do legowiska, do obozu weszła grupka kotów, niosąc potwornie kaszlącego ucznia do legowiska medyka. Stokrotek opuścił uszy, słysząc kaszel, który niósł się echem po obozie. Kocur pożegnał się z kotką i zszedł na dół. Chciał położyć się w swoim legowisku, jednak Liściaste Futro zabroniła komukolwiek zbliżać się do legowiska medyków. Kocur, nie wiedząc, co ma ze sobą począć, przysiadł niedaleko gniazda ze zwierzyną i czekał na rozwój sytuacji. Po długim czasie kaszel ucznia ustał, jednak obawy każdego kota w obozie potwierdziły się. Spopielona Łapa dołączył do Klanu Gwiazdy.
***
Coraz więcej kotów trafiło do medyka z tą samą diagnozą co reszta. Zielony kaszel atakował kolejne koty. Stokrotek musiał przenieść się do legowiska uczniów, by nie zostać narażonym na tę chorobę. Zaczarowana Łapa była niechętna do rozmów po śmierci swojego brata, a wokół niektórych kotów krążyły plotki, że klan Gwiazdy zesłał na klifiaków epidemię, by ich ukarać za przyjęcie Stokrotka do klanu. Kocur słuchał owych plotek przygnębiony. Klan Gwiazdy nie ukarałby przecież całego klanu przez niego! Prawda…?

10 marca 2024

Od Stokrotka CD. Rozczarowanej Łapy

 — Cieszę się, naprawdę, ale…
Młody kot spojrzał na ścianę, za którą medyczka sortowała zioła, co jakiś czas wychylając się i sprawdzając, czy przypadkiem nie próbuje on nadwyrężać łapy. Usiadł wygodnie i podwinął ogon. Mimo dużego dyskomfortu spowodowanego przebywaniem w jaskini kociak był zafascynowany życiem kotów z klanu.
— Ale?— Kotka przechyliła głowę ciekawa.
Stokrotek jeszcze chwilę bił się z myślami. Od dawna chciał być częścią klanów, ale nie wierzył, że kiedyś się to stanie. Skoro szansa była na wyciągnięcie łapy to nie chciał jej zmarnować.
— Chciałbym dołączyć do klanu Klifu — Stokrotek powiedział stanowczo.
Pręgowana medyczka nastawiła uszu, udając, że wcale nie podsłuchiwała ich wcześniejszej rozmowy. Zaczarowana łapa spojrzała na swojego towarzysza bardzo zaskoczona.
— Jesteś pewny? Wiesz, życie w klanie różni się od życia samotnika.
Liliowy kot przytaknął. Wiedział on o tym. Podczas swojego pobytu w klanie słyszał wiele historii od starszyzny, która miała swoje legowiska nad legowiskiem medyka, był on gotowy na poświęcenie.
— Wiesz… Mogę porozmawiać z tatą. Skłamię tu i tam, żeby się do ciebie przekonał — odpowiedziała zadowolona. — a kiedy Czereśniowa Gałązka zgodzi się, żebyś opuszczał legowisko medyka, to sam do niego pójdziesz. 
— Dziękuję ci Zaczarowana Łapo — powiedział szczęśliwy.
— Nie musisz. To sama przyjemność

***

Od rozmowy Stokrotka i Zaczarowanej łapy minęło kilka wschodów słońca. Kocurek mógł już chodzić przez krótki okres bez naprzykrzającej się łapy, więc razem z Zaczarowaną łapą postanowili, że teraz jest idealny moment, by pójść do Srokoszowej Gwiazdy.
— Jesteś pewna, że wszystko pójdzie dobrze? — zapytał zestresowanym tonem
— Zaufaj mi Stokrotku. Będzie dobrze.
Dwójka kotów wyszła razem, opuszczając legowisko medyka. Obok gniazda ze zwierzyną dwaj uczniowie prowadzili udawaną walkę, a odgłosy wodospadu wypełniały obóz klanu klifu. Kociak nadal nie był przekonany co do lokalizacji obozu. Naprawdę nie mogli wybrać żadnego innego miejsca na obóz? Musieli wybrać jaskinię? Mimo wyścielonego podłoża nadal można było wyczuć zbliżającą się porę nagich drzew. Zaczarowana łapa weszła do legowiska przywódcy, a Stokrotek nieśmiało zajrzał do legowiska, rozglądając się, po czym dogonił kroku uczennicy.
— Witaj Tato — Uczennica przywitała się i zatrzymała przed niskim, chudym szarym kocurem. Jego spojrzenie wydawało się pozbawione radości. Spojrzał on ukradkiem na Stokrotka, po czym skierował on wzrok na córkę, czekając na to, aż kotka powie, z czym do niego przyszła. Może myślał, że kocurek się rozmyślił?
—Więc… Pamiętasz jak, opowiadałam Ci o tym samotniku, który chce dołączyć do naszego klanu? Oto on.
Pokazała ogonem na Stokrotka, który podszedł do nich niepewnie. Przywódca spojrzał na niego jakby niedowierzając, że to właśnie on chce zostać członkiem Klanu Klifu. Obserwował go i spojrzał znowu na swoją córkę.
— Jesteś pewna, że nadaje się on na wojownika?— powiedział on poważnie
— Jestem pewna tato. Potrzebuje tylko trochę treningu. 
Kociak obniżył uszy niepewnie. Był tak blisko osiągnięcia swojego celu, a jednak tak daleko. Srokoszowa gwiazda podszedł do liliowego kota ciężkim krokiem.
— Jesteś pewny, że chcesz porzucić życie samotnika? Chcesz porzucić swoją dotychczasową rodzinę i swoje dotychczasowe nawyki? Chcesz chronić klan Klifu swoim życiem? 
Młody kot przełknął ślinę. Głos przywódcy nie napawał Stokrotka optymizmem.
— Chcę… Srokoszowa Gwiazdo — Stokrotek odpowiedział po cichej podpowiedzi uczennicy. Przywódca podszedł jeszcze na chwilę do uczennicy i zabrał ją na stronę, by po cichu porozmawiać. Kociak nie mógł usłyszeć żadnych słów oprócz ledwie słyszalnego „na Klan Gwiazdy… ”, które wyszło z pyszczka przywódcy kilka razy, w niepokoju czekał na rozwój wydarzeń. Po chwili, która wydawała się długa jak cały sezon, dwójka kotów wróciła do kociaka
— Ustaliłem, że spędzisz w klanie jeden księżyc. Będziesz pomagać w lekkich pracach w obozie. Jeśli do tego czasu nie będziesz chciał powrócić do życia samotnika, to przejdziesz mianowanie na ucznia i będziesz mógł się szkolić na wybranej ci ścieżce.
Liliowy kot otworzył szerzej oczy niedowierzając. Zostanie uczniem klanu klifu! Spojrzał na pyszczek swojej towarzyszki z wdzięcznym uśmiechem. Zwrócił znowu wzrok na przywódcę i schylił głowę.
— Dziękuję ci Srokoszowa Gwiazdo. 
Przywódca przytaknął. Uczennica wyszła z legowiska swojego ojca, a Stokrotek poszedł za nią ucieszony.
— Dziękuję ci. 
Spojrzał on na Zaczarowaną Łapę.
— Nie musisz dziękować Stokrotku. Będziesz mi dziękować, jak zostaniesz Stokrotkową Łapą — Kotka miauknęła.
Kocurek wrócił razem z Zaczarowaną łapą do legowiska. Młodsza na prośbę samotnika zaczęła opowiadać mu o Klanie Klifu. Podczas gdy opowiadała ona o polowaniach, mianowaniach i zgromadzeniach Liliowy kot wyobrażał sobie, że zaraz on doświadczy tego wszystkiego. Ze szczęścia miał ochotę skakać! Jednak gdy kotka zaczęła opowiadać mu o jego rodzinie, Stokrotek przypomniał sobie coś bardzo ważnego. Musi pożegnać się ze swoją rodziną, przecież jako wojownik nie będzie on miał czasu na odwiedzanie ich. A co jeśli już nigdy ich nie zobaczy? Siedział zamyślony. Może będzie mógł przekonać swoje rodzeństwo by, również zostali członkami klanu Klifu?
— Hej Stokrotku! Słuchasz mnie jeszcze?— wyrwała go z myśli jego towarzyszka.
— Wybacz, zamyśliłem się.

[764 słów]
15%
<Rozczarowana łapo? Klifiaki szykujcie się na Stokrotka>

15 lutego 2024

Od Stokrotka CD. Rozczarowanej Łapy

— Kociąt? Ale ja nie jestem kocia… — Stokrotek chciał ją poprawić, ale zanim zdążył dokończyć zdanie, szylkretowa kotka wtrąciła mu się w słowo.
— W moich oczach jesteś. Tylko kociak by ignorował ból. I ryzykował przekraczanie granic, nawet jeśli tylko spaceruje. — kotka odmiauknęła. Ale przecież Stokrotek był od niej starszy. Słabszy, ale starszy! Zanim zdążył otworzyć pyszczek w sprzeciwie, uczennica znowu była szybsza.
— ”Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego klanu". Samotników też to pewnie dotyczy. — Kociak obserwował uczennicę, która się rozglądała. Co miała na myśli “nie opuści”? Kociakowi coraz bardziej nie podobało się to spotkanie.
— Mam dla ciebie propozycję, Stokrotku, nie do odrzucenia. Zabiorę cię do naszych medyków… Albo jakiegoś starszego kota, który coś poradzi na tę twoją łapę, dobrze? Pamiętaj, jestem przyszłym wojownikiem i muszę przestrzegać kodeksu. A ty w zamian opowiesz mi przez czas swojej rekonwalescencji o życiu samotnika. I spokojnie, nie musisz się nic martwić. Jestem córką lidera Klanu Klifu, więc no... Przy mnie będziesz bezpieczny, a inne koty zrobią wszystko, co im powiemy. — Starszy podniósł uszy. Z jednej strony ucieszył się, że jego łapa w końcu będzie wyleczona, i będzie mógł pójść do klanu obok samej córki lidera! Z drugiej jednak strony chciałby, żeby to szybko minęło. Mimo że uczennica zapewniała go o bezpieczeństwie, to i tak kociak miał wrażenie, że to dobrze się nie skończy.
— A właśnie. Nazywam się… Zaczarowana Łapa! — Ton kotki nie przekonywał Stokrotka, jednak czemu miałaby kłamać?
— Masz ładne imię. — odpowiedział i spojrzał na niebo, by upewnić się, że słońce było jeszcze wysoko.
— A to leczenie łapy zajmie długo? Przed zachodem muszę wrócić do domu. 
— Nie, myślę że zajmie to tylko chwilę. — uczennica spojrzała na niego zaskoczona. Czy to takie dziwne dla kotów z klanów, że kociaki muszą wracać do rodziców przed zachodem? Zaczarowana Łapa wstała i odwróciła się w stronę, z której przybyła.
— Tędy, to najszybsza droga.— Stokrotek wstał i podszedł do niej utykając, a uczennica zaczęła prowadzić go do obozu klanu. Starszy chciał zadać wiele pytań, ale atmosfera była na tyle niezręczna, że kocur czekał tylko, aż towarzyszka pierwsza zacznie rozmowę. Mijali oni złote kłosy, aż po chwili wyszli na polanę, w oddali której kociak mógł dojrzeć bajorko. Uczennica prowadziła go przez ową polanę, aż w końcu sama zaczęła rozmowę.
— Więc, gdzie mieszkasz jako samotnik? W legowiskach dwunożnych? A może na drzewach?
— Mieszkam w kolonii z innymi kotami. — Uczennica spojrzała na niego zaskoczona, po czym zapytała:
— Z innymi kotami?
— Mhm! Mieszkam z moją mamą, bratem i trochę denerwującą siostrą. Mieszka z nami też kilka starych, nudnych kotów. — Stokrotek westchnął na myśl o owych starszych kotach. One zawsze wymyślały straszne historie o kotach z lasów albo mamrotały nieznane dla kociaka przysłowia. Nie przepadał on za nimi.
—A co z jedzeniem? Sam polujesz?
— Tak, czasem dla zabawy. Głównie karmią nas dwunożni, albo mama przynosi nam jedzenie. — Kociak odpowiedział, oglądając nieznany mu teren. — Jedzenie dwunożnych jest okropne. — Spojrzał on jednak po chwili na uczennicę, która zatrzymała się, słysząc, że kociak "poluje dla zabawy".
— Wszystko dobrze?
[501 słów]
10%
<Rozczarowana łapo? Powodzenia z tłumaczeniem się teraz Stokrotek>

04 lutego 2024

Od Stokrotka CD Rozczarowanej Łapy

 Kociak polizał swoją obolałą łapę nerwowo, po czym spojrzał znów na szylkretową uczennicę. Usiadł, podwijając ogon i przez chwilę przyglądał się kotce, która odsunęła się od niego na długość ogona gotowa uciec w razie gdyby Stokrotek, chociaż za szybko poruszył pyszczkiem. Zdawała się ona prędzej gotowa na ucieczkę niż Stokrotek, który był od niej słabszy i to raczej on powinien być gotowy, by uciekać 
-Nazywam się Stokrotek — samotnik miauknął niepewnie. Podniósł i spojrzał ponownie na swoją łapę. Uczennica miała rację, wyglądała nieprzyjemnie dla oka. Żeby być, szczerym to kociak ignorował dniami ból łapy, by móc wychodzić z kolonii, przez co wieczorami zasypianie było utrudnione, gdyż samo stawanie na ową łapę sprawiało mu wielki ból. Wiedział, że Rumcajs puściła go tutaj dzisiaj cudem.
-a moja łapa boli, ale nie na tyle bym nie mógł chodzić - 
Stwierdził, po czym sam sobie zaprzeczył gdy położył na ziemię z lekkim grymasem. Miał nadzieję, że ból sam ustanie po księżycu lub dwóch, jednakże ten ból nie ustawał a wręcz przeciwnie, stawał się coraz gorszy. 
-A co robisz na terenie klanu Klifu? Jesteś z klanu wilka? - uczennica zapytała ciekawsko z nutką podejrzenia. 
Matka opowiadała mu o klanach, on sam chciał dołączyć do klanu, jednakże nie tak sobie wyobrażał spotkanie z kotem jakiegokolwiek klanu. Mimo tego, że kotka wyglądała na młodszą od niego, to była dużo silniejsza od niego. Czy wszystkie koty z klanów są silne? Może gdyby urodził się w klanie, to byłby silniejszy? 
-ja tutaj tylko spaceruje, obiecuję, że nic nie chciałem ukraść. Mogę wrócić do siebie jeśli chcesz.-
Stokrotek odpowiedział niepewnie. Chciał on jak najszybciej wrócić do kolonii, bo miał przeczucie, że zaraz wpadnie w tarapaty. Co jeśli zaraz przyjdzie dorosły kot, który będzie silniejszy nawet od jego mamy? Wtedy karę od Rumcajs miał gwarantowaną. A wizja spędzania całego dnia w kociej kolonii z nudnymi starymi kotami gdy jego rodzeństwo bawiło się w nową zabawę, nie była kusząca. 

26 stycznia 2024

Od Stokrotka Do Rozczarowanej Łapy

 Ciemne, deszczowe chmury leniwie przesuwały się po niebie. Na drodze grzmotu można było sporadycznie zauważyć małe kałuże, a trawa była nieprzyjemnie wilgotna od deszczu. Jednak Stokrotek, mimo chorej łapy i niesprzyjającej pogody od samego rana, prosił swoją „mamę”, by pozwoliła mu zwiedzać okolicę.
– Mamo! Proszę! 
- Stokrotku, wiesz przecież, że ci nie pozwolę. Szczególnie w tej pogodzie. Jeszcze złapiesz katar. I co wtedy? 
Mimo odmowy, Stokrotek nadal nie odpuszczał. 
– No, ale mamo! Obiecuję, że nie wrócę z katarem! I pójdę spać wcześniej! I…! -
– Stokrotku -
– Proszę! -
Rumcajs bijąc się ze swoimi myślami w końcu westchnęła i przytaknęła głową. Wiedziała że kociak długo w jednym miejscu nie wytrzyma, poza tym co złego może mu się stać? 
– No dobrze, ale musisz wrócić przed zachodem – ustąpiła.
Kociak spojrzał na rodzica pełen radości i przytulił swój pyszczek do jej kręconego futerka
– dziękuję! Obiecuję, że wrócę przed zachodem.– miauknął z uśmiechem i ruszył w stronę złotych kłosów.
Kociak obserwował przyrodę dookoła, próbując nucić kołysankę, którą Rumcajs nuciła całemu rodzeństwu. Co jakiś czas Stokrotek kucał, by przyjrzeć się czemuś, co przyciągnęło jego ciekawskie oczy. Jedną rzeczą, która przykuła jego uwagę, był pojedynczy brązowy liść. Mimo chorej łapy, w kilku małych skokach dogonił liść, który zaatakował dla zabawy. Po chwili powąchał powietrze. Wyczuł zapach innego kota. Rozglądał się dookoła, próbując znaleźć źródło zapachu, jednakże bez skutku. Uświadomił sobie również że znajdował się na terenie klanów o których opowiadała mu jego matka Diament. Opuścił uszy wiedząc że może wpaść przez swoją ciekawość w tarapaty. 

<Rozczarowanie?>

23 grudnia 2023

Od Stokrotka do Lazurytu

 W cichej kociej kolonii, Stokrotek siedział zamyślony. Jego nieśmiałe oczy spoglądały w niebo, które w miarę zbliżającej się zimy przybierało szary odcień. W oddali dostrzegł swego brata, którego obecność teraz była dla niego wsparciem.
– Lazuryt! – miauknął, przyciągając uwagę pręgowanego brata, który podszedł z zaciekawieniem.
– Cześć Stokrotku. Coś się stało? – zapytał Lazuryt, podchodząc do niego.
– Nie, ale potrzebuję twojej rady. – Stokrotek odpowiedział, a Lazuryt usiadł obok niego, układając ogon wokół łap.
Liliowy kociak czuł niepewność, jak zacząć rozmowę. Wiedział, że brat pragnie podążać podobną ścieżką, ale obawiał się, że może popełnić błąd.
– No więc... – zaczął niechętnie, spoglądając ponownie w niebo. – Pamiętasz, co mama opowiadała nam o klanach? – spojrzał na brata.
Kilka dni temu Opal, ich matka, opowiadała o kocich klanach w pobliskim lesie. Następnie zostawiła im wybór: dołączyć do klanu czy pozostać w kociej kolonii z rodzicami. Młody Stokrotek, chociaż nie był mistrzem nawiązywania relacji, zastanawiał się nad życiem w klanie, które z opowieści matki wydawało się zachęcające. Teraz, stojąc przed decyzją, potrzebował opinii brata.
– Pamiętam. Dlaczego pytasz? – Lazuryt zapytał, nie wiedząc, dokąd zmierza rozmowa.
– Myślałem o dołączeniu do jednego z klanów, ale... nie jestem pewien, czy to dobry wybór. Nie czuję się zbyt silny. Co, jeśli nie spełnię oczekiwań i nie stanę się wojownikiem? – Stokrotek spojrzał na brata niepewnie chcąc poznać jego opinię.

<Lazuryt?>