BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

06 sierpnia 2026

Od Truskawki CD. Promiennego Słońca

— Pochodzę… z klanu. Z klanu kotów, żyjących nad klifami… — mruknęła Promyk.
Malutka postawiła radośnie uszy. Czyżby właśnie spotkała nieustraszonego, potężnego kota, który siłą umysłu potrafi rozmawiać z gwiazdami i nigdy nie przegrywa stoczonej bitwy?
— O! Z klanu! Słyszałam o nich! Jaki był twój klan!?
— Taka tam… banda świrów. Samolubni i łatwowierni. Teraz już nie jestem z klanu… pochodzę z miasta. — Promyk otrzepała się. — Jeszcze jakieś pytania?
Malutka otworzyła szeroko oczy. Czy jeszcze jakieś pytania?
— Oczywiście, że tak! Mam ich mnóstwo! Czy potrafisz rozmawiać z gwiazdkami?
— Tylko medycy i liderzy są do tego zdolni. No i garstka wybranych kotów przez gwiezdnych. — Kotka nie była specjalnie entuzjastyczna opowiadając o klanach. Zaraz stwierdziła, że ma jakieś niezwykle ważne sprawy i musi już iść.
— Zaczekaj! Przyjdziesz do mnie niedługo? Spotkamy się jeszcze? — zapytała Malutka z nadzieją.
— Och tak, jasne — odparła Promyk, a następnie znikła z pola widzenia białej. Koteczce naprawdę zależało, aby była wojowniczka odwiedziła ją jeszcze raz. Postanowiła, że będzie codziennie jej wypatrywać.

*****

Od rozmowy z Promykiem minęło trochę czasu. Od tej pory nikt jej nie odwiedził. Wciąż miała tylko czterech znajomych: Nalę, Promyk, Monarchę i Kobczyk. Z każdym z tych kotów Truskawka widziała się tylko raz odkąd została wybrana i trafiła do nowego gniazda. Czyli od trzech księżyców. Całe szczęście towarzystwa dotrzymywali jej Dwunożni.
Właśnie, Wyprostowani. Byli oni trochę… specyficzni. Każdego dnia zadziwiali oni Truskawkę coraz bardziej. Gdy koteczka już myślała, że nauczyła się ich języka ciała, że wie, co oznaczają poszczególne słowa, wszystko odwracało się do góry nogami.
Biała starała się poznać swoich dwunożnych, a w szczególności jasnowłosą. To ona bowiem spędzała z Truskawką najwięcej czasu, a jej kolega był opiekunem Nali. Koteczka podejrzewała również, że to właśnie dzięki Majce została wybrana i opuściła hodowlę.
Dzień jej właścicielki wyglądał następująco. Gdy małe śmieszne urządzonko na szafce przy jej łóżku bzyczało, młoda Wyprostowana wyłączała je i wkładała coś miękkiego na łapy. Następnie szła do pokoju, z którego leci woda i spędzała tam prawie cały ranek. Nigdy nie zostawiała jednak otwartych drzwi, więc Truskawce nie dane było dowiedzieć się, co zajmuje jej tyle czasu. Po wyjściu zmienia ubrania i sprząta swoje posłanie. Następnie zbiega na dół do aromatycznego zapachu mięska i jajek. Koteczka w tym czasie dostaje trochę granulek do miski. Rano prawie nikt nie daje jej atencji, bo wszyscy się gdzieś śpieszą. Następnie znikają na pół dnia i wracają zmęczeni. I tak jest przez pięć dni w tygodniu.
Istniało też coś takiego, co nazywało się weekend i w te dwa dni wszyscy zostawali w domu. Koteczka najbardziej lubiła ten czas. Wtedy często ktoś się z nią bawił.
Całe szczęście, że Truskawka miała klapkę w drzwiach wyjściowych. Chyba zanudziłaby się na śmierć, gdyby nie mogła wychodzić do ogrodu. Robiło się coraz cieplej, a słońce każdego dnia wstawało wcześniej i zachodziło później. Czyżby nadchodziła pora, o której mówiła mama? Czas, w którym wszystko wokół kwitnie, śnieg się topi i latają ptaszki?
Właściwie to biały puch, który okrywał ziemię, odkąd koteczka pamiętała, już zniknął. Trawa była śmieszna. Nie mroziła Truskawce łapek i delikatnie je łaskotała. Koteczka nie mogła się doczekać pierwszych kwiatków, o których kwitnięciu po porze zimna zapowiadała mama.
Tego dnia ogród nie wydawał się malutkiej taki fascynujący. Wszystko w nim już znała. Choć gniazdo z podwórkiem było znacznie lepsze od zamkniętego pomieszczenia hodowli, Truskawka chciała poznawać świat! Nie być zależna od płotu, który uniemożliwiał jej przeżywanie przygód, odkrywanie nowych rzeczy i podróży w nieznane.
Podeszła do drewnianej konstrukcji i ze zmarszczonym noskiem spojrzała w górę . Choć trudno było jej to przyznać, wciąż była malutka. Przeskoczenie czegoś takiego przy jej rozmiarze graniczyło z cudem.
Biała wpadła jednak na inny cudowny pomysł. Na początku była wobec niego trochę sceptyczna, ale im dłużej nad nim rozmyślała, tym bardziej wydawał jej się on realistyczny. Może starała się przekonać samą siebie, ale wierzyła, że się uda.
Skoro nie mogła wskoczyć na płot, może dałoby się spróbować się na niego wspiąć? Koteczka spojrzała z dumą na swoje pazurki. Kilka wschodów słońca temu miała je obcinane i przypiłowane przez samca Wyprostowanego. Teraz były ostre i wręcz same się prosiły o wbicie ich w coś miękkiego. Na przykład w drewienko.
Spojrzała z determinacją na barierę dzielącą ją od świata. Dziś była gotowa ją pokonać.
To zadanie było trudniejsze niż jej się na początku wydawało. Truskawka wbiła niepewnie pazurki w gładką powierzchnię płotu. Szkoda, że obok nie było Kobczyka albo innego kota, który mógłby jej pokazać, jak to się robi. Albo nawet pyrgnąć koteczkę z dołu, lub po prostu stanąć i dać białej oparcie. Ale nie, była tu tylko ona. No i ten drewniany płot.
Wybiła się tylnymi łapkami jak najwyżej, a przednie wyprostowała, licząc, że zachaczą o powierzchnię drewna. Pudło. Próbowała jeszcze kilkakrotnie, również bez powodzenia.
— Musisz skoczyć w stronę płotu, jeśli chcesz się na niego wspiąć — zakpił głos dobiegający gdzieś z lewej strony. Truskawka odwróciła się gwałtownie, jednak nikogo nie ujrzała.
— A jak myślisz, co właśnie robię? — odfuknęła poirytowana.
— Myślę, że skaczesz do góry — parsknął kot.
Truskawka wbiła spojrzenie w postać, którą właśnie udało jej się zauważyć. To była kotka. Miała krótkie rude futro pręgowane klasycznie. Jej oczy były jasnozielone. Obca była młoda, co prawda starsza od Truskawki, ale mimo tego nie mogła mieć więcej niż dwudziestu księżyców. Wyglądała na rozbawioną nieudolnymi próbami wspinaczki białej koteczki. Jej wibrysy poruszały się, a malutka dopiero po chwili zorientowała się, że ruda się śmieje. Truskawka nastroszyła futerko.
— Robię to pierwszy raz — usprawiedliwiła się koteczka. — To bardzo niemiłe tak śmiać się z kocięcia pokonującego swoje lęki — miauknęła pouczająco.
Obca machnęła ogonem. Widać było, że ledwo powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem. Biała przewróciła oczami i już miała ją zignorować, kiedy ruda bez najmniejszego wysiłku wspięła się na płot i wylądowała na podwórku Truskawki.
— Masz rację, bardzo cię przepraszam. Może ci pomogę? — zaoferowała.
Truskawka zdecydowanie pokręciła główką.
— Nie wolno mi rozmawiać z nieznajomymi! Po pierwsze, kim jesteś, a po drugie, co robisz w moim ogródku?
Biała koteczka miała nieodparte wrażenie, że już widziała tę kotkę. Może mieszkała gdzieś niedaleko? W każdym razie wzbudzała ona zaufanie malutkiej, więc postanowiła, że jak usłyszy odpowiedzi na swoje pytanie, pozwoli obcej sobie pomóc. Może nawet się zaprzyjaźnią i razem wyruszą na wyprawę? Byłoby to znacznie lepsze od podróżowania w samotności.
— Mam na imię Iskra — przedstawiła się kotka. — I weszłam na twoje terytorium, aby pomóc ci pokonać płot. Jeśli sobie tego nie życzysz, w każdej chwili mogę odejść, wystarczy twoje jedno słówko — zapewniła ruda.
— No dobra — burknęła Truskawka, a następnie zalała Iskrę falą pytań. — Skąd pochodzisz? Gdzie aktualnie mieszkasz? Jesteś wybraną czy samotniczką? Masz jakichś przyjaciół, z którymi i ja mogłabym się zaprzyjaźnić? Co wiesz o klanach? Znasz miasto? Zgubiłaś się kiedyś? Jaka jest najniebezpieczniejsza przygoda, którą kiedykolwiek przeżyłaś? Widziałaś kiedyś psa lub inne niebezpieczne zwierzątko? Gdzie i jak nauczyłaś się tak dobrze wspinać na płoty? Potrafisz chodzić po dachach? — Biała musiała zaczerpnąć tchu, bo nie starczyło jej powietrza na kolejne pytania.
— Ej, przystopuj trochę z tymi pytaniami, bo zapomnę, jakie było pierwsze z nich, zanim zdążę ci odpowiedzieć. Zawsze tyle mówiłaś?
Truskawka wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. W każdym razie, to ty odpowiadaj na moje pytania, zamiast zadawać mi kolejne — miauknęła rozkazująco.
— Widzę, że to ty dyktujesz warunki. Podoba mi się to — pochwaliła Iskra Truskawkę. W jej lewym oku koteczka dostrzegła błysk. Był on jej znajomy. Teraz już była pewna, że wcześniej musiała widzieć gdzieś tę kotkę, jednak nie miała pomysłu, gdzie mogło dojść do spotkania ich dwóch.
— No to gadaj — miauknęła władczo biała.
— Pochodzę z niedaleka, a mieszkam tam, gdzie chcę. Jestem samotniczką, to pierwsze nie wiem, co oznacza. Nie mam przyjaciół, jedynie kilku sojuszników, jak już mówiłam, jestem samotniczką. Co wiem o klanach? Tyle, co inni. Oczywiście, że znam miasto, w końcu tu mieszkam. Nigdy się nie zgubiłam, bo nigdzie nie mieszkam, zatem trudno mi by było nie móc odnaleźć drogi do domu, który jest dokładnie tam, gdzie ja. Oczywiście, że widziałam psy. Kto ich nie widział? Wspinać się nauczyłam od mamy, gdy ja i moje rodzeństwo ukończyliśmy trzy księżyce. Zaczęliśmy wtedy trenować, między innymi wspinanie się i chodzenie po dachach. Czy pominęłam któreś z twoich pytań? — zapytała, również łapiąc powietrze. — Musimy rozdzielać nasze wypowiedzi, bo w przeciwnym wypadku grozi nam niedotlenienie — zażartowała Iskra. — To jak to będzie? Będziemy dalej tu sobie gadu gadu, czy pokonujesz płot i pokazuję ci miasto? — zapytała ruda.
— To drugie, oczywiście! Ja też chcę trenować, ale dotąd nie było ku temu okazji. Musiałabym mieć mentora. Możesz mnie uczyć?
— Zastanowię się. Na razie chodź, pokażę ci, jak się wspinać.
Truskawka posłusznie podążyła za Iskrą, starając się zapamiętać wszystko, co mówiła kotka.
— Tu wczepiasz pazury, o tak. Na początek wcale nie musisz wyskakiwać. Robią tak tylko doświadczone koty — wyjaśniła.
— Takie jak ty? — podsunęła biała.
— Dokładnie. Szybko się uczysz — odparła ruda.
Truskawka podążyła za instrukcjami obcej i zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej, już znalazła się na górze.
— Wow — wyrwało jej się. — Jakie to wszystko jest ogromne…
— Masz szczęście, że mieszkasz tuż przy samym lesie. Przychodzi tu niewielu Dwunożnych, więc chodniki są praktycznie puste. Minusem jest jednak duża ilość włóczęgów. No i znajdujemy się blisko klanów, co też jest niebezpieczne.
Truskawce rozbłysły oczy. Tyle już słyszała o tych klanach, a wciąż żadnego nie odwiedziła. Podobno Klan Klifu był najbliżej jej gniazda. Miała nadzieję, że niedługo spotka tę grupę kotów, o której tyle jej opowiadano. Na razie jednak skupiła się na tym, żeby zachować równowagę i nie spaść z płotu. Była teraz bardzo pewna siebie. Machała nonszalancko ogonem i wypięła pierś. Już wiedziała, jakie to uczucie. Następnym razem, jak ktoś do niej przyjdzie, Truskawka bez najmniejszego wysiłku skoczy i do niego dołączy!
Starała się słuchać dalszych słów rudej, ale nie mogła się skupić. Była zbyt podekscytowana.
— Schodzimy na drugą stronę? — przerwała nowo poznanej kotce. Ta wzruszyła ramionami.
— Zależy. Czy twoi Wyprostowani będą mieli coś przeciwko?
Truskawka zastanawiała się chwilę, a później pokręciła zdecydowanie główką.
— Nie. Pozwalają mi wychodzić. Wracają dopiero po południu.
— Zatem chodźmy. — Iskra zeskoczyła z płotu. Tam zaczekała, aż Truskawka niezdarnie się z niego stoczy. Choć upadek trochę bolał, biała z dumą wyprostowała się i czekała na dalsze instrukcje, które jednak nie nastąpiły. Kotki szły przez chwilę chodnikiem w milczeniu.
— Później odprowadzisz mnie do domu, prawda? — Koteczka nerwowo obejrzała się przez ramię.
— Jasne — parsknęła Iskra. — Choć wcale nie odchodzimy bardzo daleko.
— Możesz mnie nauczyć chodzenia po dachach? To wygląda bardzo ciekawie! Czasami widzę, jak inne koty prawie latają pomiędzy płotami i gniazdami. Tylko się odpychają, robią to bez wysiłku i wygląda to tak magicznie… Chciałabym umieć robić takie rzeczy.
— Mogę, jednak przemyślałam twoje wcześniejsze pytanie i nie będę cię szkolić na stałe — powiedziała ruda.
To wyznanie zaskoczyło białą. Zatrzymała się.
— Jak to? Czemu? — zapytała zawiedziona. Iskra również się zatrzymała.
— To by oznaczało, że musiałabym zamieszkać gdzieś na stałe blisko twojego gniazda, a ja jestem włóczęgą. Poza tym, czemu miałabym poświęcać całe dnie na uczenie kocięcia, które poznałam pół wschodu słońca temu? Muszę polować, a wolę odpoczywać niż przeznaczać każdą wolną chwilę na szkolenie kogoś, kogo praktycznie nie znam i nie będę miała z tego żadnego pożytku. Chcesz szkolenia, to może powinnaś iść do klanów — kotka parsknęła.
W oczkach białej zakręciło się kilka łezek. Czemu Iskra tak się zachowywała? Jeszcze przed chwilą Truskawka miała wrażenie, że ruda lubi koteczkę i będzie chciała spędzać z nią czas. Wiedziała, że jej towarzyszka prawdopodobnie miała rację, ale mimo to ta prawda wcale nie podobała się malutkiej.
— W porządku, rozumiem — wymamrotała i przełknęła ślinę. Postanowiła, że nie obrazi się na kotkę, która miała pełne prawo jej odmówić. Truskawka musiała sobie znaleźć mentora i to szybko. Kogoś, kto mógłby ją szkolić. Teraz już na pewno była w odpowiednim wieku, aby rozpocząć trening.
— Chcesz nadal zobaczyć, jak się chodzi po dachach? — zapytała Iskra mimo wszystko.
Truskawka z zapałem pokiwała głową.
— Jest to niezwykle prosta sztuka. Najpierw musisz wspiąć się na płot, drzewo, rynnę lub inny wysoki przedmiot, który pozwoli ci się dostać na górę gniazda. Później musisz przedostać się na dach, co jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Później już jest banalnie, wystarczy chodzić po praktycznie płaskiej powierzchni. Unikaj kominów, a jeśli już wpadniesz do środka, postaraj się z niego wyjść jak najszybciej. Jeśli leci dym, to już po tobie. Uważaj też na stare, spróchniałe lub zardzewiałe blaszki, gdyż są one niestabilne i mogą się osunąć w każdej chwili — przerwała i spojrzała się uważnie na białą. — Spokojnie, znacznie więcej wypadków jest spowodowanych przez Dwunożnych niż przez dachy — zażartowała, najwyraźniej widząc przerażenie w oczach Truskawki.
— Dobra — westchnęła koteczka. — Zróbmy to wreszcie.
— Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem — Iskra pokłoniła się koteczce i wskoczyła na najbliższy płot. Później odbiła się od niego i zaczepiła pazurami o długą rurę, za pomocą której dostała się na dach gniazda.
— Dawaj, młoda, teraz twoja kolej — poleciła.
— Mam na imię Truskawka — zaprzeczyła biała. Iskra przewróciła oczami.
— Tak nazwali cię Dwunożni — przypomniała. — Musisz sama sobie wybrać imię, którego będziesz używać.
Truskawka pokręciła głową.
— Bardzo lubię moje imię. Wcześniej mama nazwała mnie “Malutka”. Truskawka jest o niebo lepsze. Nie zamierzam drugi raz zmieniać imienia. Masz pojęcie jak trudno było mi się przestawić z jednego na drugie? Poza tym, gdybym sama siebie nazwała, mogłabym codziennie zmieniać imię, gdybym usłyszała jakieś ładniejsze od tego, co miałabym obecnie. Wtedy każdy mój przyjaciel znałby mnie pod innym imieniem. To byłoby okropne, nie sądzisz? — zapytała starszą. Ruda przechyliła łeb w lewo.
— Może… Niezbyt rozumiem twój problem. Nie to nie, jesteś w końcu pieszczochem, a nie samotnikiem. — Kotka zmarszczyła pysk w grymasie i odsunęła się od krawędzi dachu tak, że biała nie mogła jej dostrzec.
— Hej, zaczekaj! — zawołała zezłoszczona. Niewiele myśląc wdrapała się na płot. Nie skoczyła tak jak Iskra na rynnę. Przeszła płotem balansując nad przepaścią o wysokości trzech długości kota i gdy dotarła do rynny, po prostu na nią weszła. Ruda miała rację, najtrudniejsze było przedostanie się z rury na dach. W końcu jednak i to udało się Truskawce. Gdy jednak dotarła na górę, drugiej kotki nie było.
— Iskra? — zawołała spanikowana koteczka. Po rudej nie było ani śladu. Stało się jasne, że kotka zostawiła Truskawkę samą. Dlaczego? Tego biała nie wiedziała.
Poruszyła się ostrożnie na niepewnym terenie. Pierwszy raz w życiu stała na dachu, jednak zamiast cieszyć się tą cudowną chwilą, cała drżała ze strachu. Jak ona teraz trafi do domu? Czy kiedykolwiek jeszcze zobaczy Majkę, Nalę i Małpkę?
Zerknęła w dół. Nie była nawet pewna, czy uda jej się zejść z gniazda. Zamiast tego zaczęła chodzić po dachach nieświadomie oddalając się od domu coraz bardziej.

*****

Po jakimś czasie wędrówki natrafiła na znajomy pysczek.
— Promyk! Pomocy! Jedna taka ruda kotka zabrała mnie z gniazda i zostawiła na pastwę losu na jednym z dachów! Musisz mnie zabrać do domu! — miauczała Truskawka żałośnie. Po jej policzkach spływały duże łzy.
Kotka uniosła głowę, najwyraźniej zaskoczona faktem, że jakiś cieniutki zapłakany głosik mógłby czegoś od niej chcieć z nieba.
— Ach… To ty. Co się stało? Złaź lepiej z tego dachu — odezwała się kotka.
Truskawka zaczęła płakać jeszcze bardziej.
— Nie umiem! Iskra pokazała mi jak się wchodzi, a nie nauczyła mnie, jak schodzić! Musisz mi pomóc. — Koteczka zakrztusiła się własnymi łzami, a jej malutkie ciałko dygotało — Jest mi zimno, moje futerko się zabrudziło i chcę do domu — chlipała. Wszyscy na pewno bardzo się o mnie martwią — wyznała.
Nie minęło dużo czasu, zanim Promyk wskoczyła na dach i usiadła przy Truskawce. Kotka poinstruowała białą, jak zejść z gniazda, a gdy wylądowały na chodniku, trąciła ją nosem.
— Cii, nie płacz. Nie chcemy przyciągnąć do siebie przecież wszystkich kotów w okolicy. Nie jest tu bezpiecznie nocą — upomniała koteczkę, jednak ta po tych słowach zaczęła płakać jeszcze bardziej. Starała się uspokoić, ale nie wychodziło. Po chwili udało jej się zamknąć pyszczek. Miała niejasne poczucie, że z noska ciekną jej glutki, a cały pysk jest mokry.
— Patrz na moje futerko — powiedziała tylko, zerkając na swoje łapki. Już miała nimi obetrzeć oczka, jednak Promyk powstrzymała ją.
— Przestań! Jeśli brud dostanie ci się do oczu, może wdać ci się infekcja — miauknęła poważnie. — Nie jesteśmy wcale tak bardzo daleko do twojego gniazda. Powinnyśmy tam dotrzeć zanim całkiem się ściemni — obiecała.

*****

Tak jak Promyk obiecała, odprowadziła Truskawkę do domu.
— Musisz znaleźć sobie jakiegoś mentora — zasugerowała kotka. — On pokazałby ci miasto i więcej już byś się nie zgubiła. Małe kociaki bez opieki nie mogą samotnie chodzić po Betonowym Świecie. Jest to bardzo niebezpieczne — wyjaśniła.
Malutka westchnęła.
— Tak, tylko tak trudno jest go znaleźć… Próbowałam z Iskrą, sama widziałaś, jak to się skończyło — miauknęła ze smutkiem. Nagle wpadła na wspaniały pomysł. — Zaraz… Ty też jesteś bardzo mądra, może ty byś mnie szkoliła? — miauknęła wręcz błagalnie.
Promyk chyba zrobiło się jej żal, bo się zgodziła.
— Zaczynamy jutro rano, o ile twoi Dwunożni wypuszczą cię na dwór. Prawdopodobnie właśnie wychodzą z futer. Widzisz to gniazdo, o tam? To chyba twoje. Rozstaniemy się już tutaj, nie chcę, aby Wyprostowani mnie widzieli — wyznała.
— Wychodzą z futer? Oni są bezwłosi… Zaraz, wypadają im włosy?!? O nie! — jęknęła. Wyobraziła sobie swoją Wyprostowaną bez złotych włosów.
— Na pewno nic im nie będzie, jeśli zaraz do nich wrócisz — zapewniła koteczkę Promyk. — Będę czekać jutro rano tam, gdzie zawsze — obiecała. — Pod jednym warunkiem: Masz się mnie słuchać i robić dokładnie to, co mówię — poleciła. — To dla twojego bezpieczeństwa, Malutka — wyjaśniła.
Koteczka pokiwała głową.
— Przysięgam, będę się słuchać każdego twojego słowa. A i jeszcze jedno, teraz już nazywam się Truskawka. Dwunożni wreszcie nadali mi imię.
Biała pożegnała się z Promyk i długo jej dziękowała, zanim popędziła w stronę swojego gniazda. Szybko pokonała płot i weszła przez klapę do gniazda.
Gdy tylko jej opiekunowie ją ujrzeli, zaczęli piszczeć, krzyczeć i tulić koteczkę. Po policzkach jasnowłosej spływały łzy.
— Przepraszam — miauczała. — Zgubiłam się.
“Wiedziałam, że wrócisz do domu” — zrozumiała koteczka Majkę. Właściwie to wyczytała to po jej spojrzeniu.
Była bardzo wdzięczna Promyk za uratowanie jej i odprowadzenie jej do domu. Postanowiła, że da z siebie wszystko na jutrzejszym treningu. Będzie dobrą uczennicą i w ten sposób odwdzięczy się kotce.
Na razie jednak wdrapała się na kolana młodej wyprostowanej i donośnie tam mruczała. Nie rozumiała jak inne koty mogą chcieć się włóczyć, zamiast mieć dom i kochających opiekunów, którzy karmią, chronią, bawią się i głaszczą.
Pamiętała jedynie, że Dwunożni nie położyli jej na miękkim głazie, a zanieśli na górę, do pokoju Majki, gdzie mogła się zwinąć w kłębuszek przy jej głowie. Choć podobało jej się leżenie na łóżku, które było dużo wygodniejsze od legowiska białej, to jednak nie mogła się doczekać świtu, aby odbyć swój pierwszy prawdziwy trening z Promyk. Nie była ona byle jaką samotniczką. Była byłą kotką z klanów. Truskawka miała nadzieję, że uda jej się dowiedzieć o swojej mentorce czegoś więcej. Może zostaną najlepszymi przyjaciółkami? Szybko zasnęła, bo była bardzo zmęczona. Nie śniło jej się nic szczególnego.

*****

Następnego dnia obudziły ja promienie słońca. To już czas na spotkanie z Promyk, trening i przygodę!

<Promyk?>

[3091 słów + nauka chodzenia po dachach]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz