BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Pustułkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Pustułkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

01 grudnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowego Szponu

– Akurat wybierałem się coś zjeść, może dołączysz? – zaproponował Pustułkowy Szpon, podchodząc bliżej matki z lekkim uśmiechem na pysku.
– Witaj Pustułkowy Szponie. Mogę dołączyć do posiłku – kiwnęła głową i powoli ruszyła za synem, nie spodziewając się, że niedługo później straci innego.
 
***
*Śmierć*
 
Mgła otaczała obozowisko, dodając mu tym samym jeszcze mroczniejszy wygląd niż na co dzień. Makowy Nów jednak nie narzekała. Lubiła taką mgłę, choć nie mówiła tego głośno. Dla niej miała ona jakiś urok. Ukryty mrok, który akurat w Klanie Wilka był dobrze znany. Westchnęła cicho i rozejrzała się dookoła. O takiej porze społeczność była jeszcze senna i tylko nieliczni wyłaniali się z legowisk. W tym ona. A było to spowodowane jedną prostą sprawą - miała się spotkać ze swoim synem. Wraz z Pustułkowym Szponem mieli wyjść na spacer, ale nic nie stawało na drodze, by liliowa sprawdziła również, jak radził sobie jej syn w sprawach walki czy polowania. Chociaż ich treningi dobiły już do jakiegoś brzegu i to jakiś czas temu, kotka wolała co jakiś czas monitorować postępy wojownika. Nie było to spowodowane tym, że nie wierzyła w jego umiejętności, wręcz przeciwnie, choć nie mówiła tego głośno już od dawna, była dumna z osiągnięć obu synów, jednak gdzieś z tyłu głowy dalej miała obraz martwego ciała jej trzeciego syna. Warczący Lis zmarł w walce, jak na ironię losu przystało, z lisem, niedługo po swoim mianowaniu na wojownika. I chociaż Mak nie miała tak dobrej relacji z synem, nie chciała, by ktoś jeszcze z jej rodziny tak skończył. Przeżyła już za dużo jej członków, nie mogła pozwolić na śmierć pozostałych. I bardzo żałowała, że nie powiedziała sobie tego już na samym początku, po zniknięciu jej matki.
Pustułkowy Szpon nagle usiadł obok, nie przeszkadzając jednak matce w zamyśleniu.
– Masz szacunek – mruknęła liliowa, zwracając na to uwagę. Odwróciła głowę w jego stronę i pochyliła ją lekko. – Ruszamy? – zapytała uderzenie serca później, na co Pustułka kiwnął głową. Po chwili oboje byli już poza obozem, przemierzając spokojnie tereny wilczaków. Pogoda była naprawdę smętna, a mróz nieco dawał o sobie znać, skutecznie wbijając się w stare kości zastępczyni. Poczuła, jak przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Lekko skrzywiła pysk, jednak starała się nie dawać po sobie tego poznać.
– Jak się trzymasz Pustułkowy Szponie? – zapytała nagle i kątem oka spojrzała na swojego syna.
– Nie najgorzej... choć niedawno pokłóciłem się nieco z bratem oraz... wyznałem komuś miłość – przyznał kocur. – A jak u Ciebie? Będziesz niedługo przechodzić do starszyzny? Oczywiście nic nie sugeruje, ani tym podobne, jednak z ciekawości pytam, w końcu bycie zastępcą to nie dala obowiązek – dodał pośpiesznie ostatnie zdanie, jednak Mak puściła to mimo uszu. Zamiast tego zajęła się pierwszą częścią wypowiedzi syna i już słysząc jedne z pierwszych słów zmieniła swój wyraz twarzy. I choć zmiana ta nie była zbyt widoczna, można było zauważyć ten ostry cień, rysujący się na jej pysku.
– Nie zapomnij, że nie wiesz jak zapamiętają cię najbliżsi – mruknęła tylko na wzmiankę o kłótni z Kruczym Piórem. Nie miała zamiaru się w to dalej mieszać. Była to sprawa między dwójką wojowników, którzy nie byli już kociętami. Nie potrzebowali ostrej reprymendy i paru krzyków, co ich spotykało, gdy to Makowy Nów zajmowała się nimi w żłobku. – Wyznałeś komuś miłość... A chcesz może powiedzieć kim jest ten "ktoś"? – zagadnęła, lecz z tym samym nieco ostrym tonem, co mogło nie brzmieć tak dobrze, jak brzmieć miało.
– Wiem, ale jego nie obchodzi śmierć Warczącego Lisa. A przecież był naszym bratem – zauważył Pustułkowy Szpon i przeciął ogonem powietrze za sobą. Makowy Nów nie odezwała się już na temat Kruczego Pióra. Zamiast tego tylko spuściła głowę i westchnęła cicho. – Tym kimś jest Poziomkowa Polana... – oznajmił cicho wtedy wojownik, jakby lekko obawiając się reakcji matki na to wyznanie.
– Poziomkowa Polana... – powtórzyła liliowa. – Klan Wilka nie jest miejscem dla niego, chcę byś zdawał sobie z tego sprawę. Od małego wykazuje się słabością i strachem – zauważyła chłodno. Nie chciała zabraniać synowi związku, ale wiedziała, że Poziomek jest słaby. Nie nadawał się do Klanu Wilka, inni mogliby go zjeść żywcem. 
– Zdaje sobie z tego sprawę matko – rzucił ciut oschle Pustułka. – Wybacz... – powiedział po chwili ciszy. – Po prostu wiem o tym i że kiedyś odejdzie z klanu, sam lub z pomocą innych wojowników, którzy mają podobne podejście jak ty do kotów jak on.
– Klan Wilka jest trudnym miejscem. Koty takie jak on, jeśli się nie zmienią, mogą po prostu sobie tu nie poradzić – odparła. – Albo kończą zranione, albo martwe – syknęła, z jakimś żalem w głosie. – Taka jest rzeczywistość w tym miejscu – podsumowała i spojrzała w znajdującą się pod jej łapami wodę. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak daleko doszli. Usiadła na chwilę przy brzegu. Wyłapała swoje zgorzkniałe odbicie i szybko uderzyła w taflę, chcąc jak najszybciej je rozmazać.
– Mam tego pełną świadomość – oznajmił wtedy twardo kocur, podnosząc wzrok na gałęzie drzew. – Zmieńmy temat – powiedział po chwili, spoglądając jednym ślepiem na kotkę. Ta kiwnęła lekko głową, pazury jednak mając już wbite w wilgotną ziemię.
– Wcześniej pytałeś jak u mnie i czy zamierzam udać się do starszyzny – nawiązała do samego początku ich rozmowy. – Odpowiedź brzmi nie – odparła. – Jestem jeszcze w stanie przydać się Klanowi Wilka, póki tak jest, będę gotów mu służyć – stwierdziła i powoli ruszyła dalej, w stronę zwalonej gałęzi nad wodą. Wydawała się stabilna, dlatego po niedługiej chwili kotka wdrapała się na górę, rozglądając się.
– Rozumiem – mruknął Pustułka, stając przed gałęzią. Mak wciąż rozglądała się dookoła, uważnie obserwując dalej zamglone tereny. Przeszła kilka kroków. Pazury miała wbite w wilgotną korę. Może właśnie to było jej błędem? Zanim jednak zdążyła dobrze się zorientować w sytuacji, usłyszała trzask. Zjeżyła sierść na karku, wzrok wbijając w już nie tak pewny kawałek drewna. Szybko wyciągnęła pazury i ruszyła w stronę lądu, jednak wtedy rozległ się kolejny trzask, wybijający ją z rytmu. Poczuła jak traci równowagę, w czym nie pomagała mokra kora gałęzi. Wtedy runęła do wody.
Ciecz szybko ją otoczyła, chwytając jej ciało swoimi chłodnymi szponami. Woda co chwilę wypychała ją w różne strony, jakby sama nie mogła się zdecydować, co zrobić ze starszą już zastępczynią Klanu Wilka. Makowy Nów próbowała walczyć z tą potęgą, co jakiś czas wychylając łeb lekko nad taflę wody, lecz jej starania były na nic. Wszechobecny chłód powoli ogarniał jej ciało, skutecznie wbijając się w stare kości zastępczyni. Łapy robiły się coraz cięższe, aż poruszanie nimi sprawiało coraz większy problem. Czuła jak powoli kończy jej się powietrze, o które tak domagały się płuca. Traciła siły, choć nie chciała tego przyznać. Jednak w końcu nawet ona nie wytrzymała, a nieprzyjemne uczucie wody wlewanej do organizmu przeszyło jej ciało.

[*]

14 września 2025

Od Pustułkowego Szponu CD. Makowego Nowiu

Przed śmiercią Warczącego Lisa

Minęło trochę czasu, odkąd Makowy Nów uchyliła rąbka tajemnicy o sobie, własnej przeszłości oraz o tym, jak poznała się z Mroczną Wizją. Pustułkowy Szpon był jej wdzięczny, że mimo wszystko stara się być dla niego matką i pomaga mu nawet z treningami. Pomimo tego, że już o wiele lepiej sobie radził bez jednego, to jednak nie zrezygnował ze wspólnych wyjść i walk z liliową kotką. Miał wrażenie, że dzięki temu nadrabiają stracony czas, który przeleciał im między łapami tak szybko, że nim kocur się obejrzał, dostał Tropiącą Łapę jako uczennice. Początkowo było mu wszystko ciężko pogodzić swoje, jak i młodej kotki treningi, jednak dzięki wypracowaniu pewnej rutyny szybko ten trud przeminął.
Wojownik z rana wyruszył na patrol graniczny z Poziomkową Polaną, Kosaścową Grzywą oraz swoją uczennicą. Nie wiedział jakim cudem doszło do tego, że był w grupie wraz z ze swoim obiektem westchnień, jednak starał się niemal całą uwagę poświęcać jednak córce Barczatki, a nie płowemu kocurowi. Był to dla niego niezwykle trudne, jednak zacisnął zęby, wziął się w garść i opowiadał Tropiącej Łapie o Klanie Klifu i Burzy, z którymi graniczyli. Oczywiście nie mogło się obyć bez wspomnienia o wojnie, w której Wilczaki wyszły zwycięsko – Kosaćcowa Grzywa także musiał dodać swoje trzy grosze do tej opowieści, chwaląc się swoimi wyczynami na polu walki. Pustułkowy Szpon przewrócił jedynie oczami, pozwalając się vanowi wygadać, wiedząc, że kocur jest po prostu specyficzny i musi się wypowiedzieć. W tym czasie czekoladowy mógł trochę uwagi poświęcić młodszemu wojownikowi, idąc z nim nawet przez jakiś czas ramię w ramię, rozmawiając o błahych sprawach. Oczywiście Poziomkowa Polana dopytywał go o śmierć zdrajcy, jednak starszy tłumaczył to przeczuciem, a nie proroczym snem z udziałem kota z Mrocznej Puszczy.
Sam fakt bycia wychowywanym na członka kultu Mrocznej Puszczy był dla kocura obecnie uciążliwym, ograniczającym i komplikującym większość kwestii. A jeszcze plotka, która nieco ucichła, jednak nadal pozostawała między Wilczakami, związane z nim i płowym wojownikiem. Gdyby nie Kosaćcowa Grzywa, może inni nie wiedzieliby, że coś jest pomiędzy Pustułkiem a Poziomkiem.
***
Po powrocie z patrolu, wojownik wysłał uczennice do pomocy przy wymianie mchu u starszyzny oraz w żłobku. Sam pamiętał, jak często zaglądał do tego drugiego legowiska, szczególnie gdy złapał dobry kontakt z Mglistym Snem.
“Tak szybko dorastają” – pomyślał, brzmiąc jak kot w sędziwym wieku lub mający już trochę za sobą. On miał raptem ponad dwadzieścia księżyców, a już mu się włączyła mentalność starego dziada.
Obserwując, jak Tropiąca Łapa oddala się do legowiska starszyzny, udał się do tego wojowników, gdzie zajął swoje posłanie. Nadal pamiętał, jak po wojnie z Klanem Klifu spędzał całe dnie, leżąc i użalając się nad własnym losem. Czasem wracał mimowolnie myślami do tego, jak nikt nie potrafił go wyciągnąć z posłania, by wymienić wyleżany mech. Obecnie kocur osobiście tym się zajmował, dbając o ten aspekt.
Długo jego spokój nie trwał, ponieważ po dłuższej chwili poczuł głód, który raczej nie miał zamiaru mu dać spokoju. Ciężko wzdychając z tego faktu, że ledwo co się położył, a już musi wstać, łaskawie się podniósł akurat w momencie, gdy do legowiska zawitała Makowy Nów. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, starsza lekko kiwnęła głową na powitanie, co po chwili również wykonał sam kocur.
– Witaj Makowy Nowiu, co cię sprowadza? – spytał, otrzepując się z resztek mchu, które w krótkim czasie zdążyły się uczepić jego zadbanej czekoladowej sierści. – Akurat wybierałem się coś zjeść, może dołączysz? – zaproponował, podchodząc bliżej matki z lekkim uśmiechem na pysku.

<Matko?>

14 sierpnia 2025

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowego Szponu

– Rozumiem, jednak mimo to powinnaś spróbować swoich sił. Mroczna Wizja jest wspaniała, jednak z braćmi mamy dwójkę rodziców, nie jednego. Mając tę świadomość, zawsze, a przynajmniej ja, odczuwałem twój brak. Tyle razy chciałem, byś była naszą matką, lecz za kociaka myślałem, że z czasem wszystko się poukłada samo. Później treningi i w sumie zbytnio nie było, kiedy podejść i na spokojnie porozmawiać jak teraz. Poza tym ty w międzyczasie zostałaś zastępczynią klanu i byłaś zajęta nowymi obowiązkami, do tego szkolenie Kruka. Czułem po prostu, że marnowałbym twój cenny czas na jakieś głupie rozmowy o niczym, by powoli budować relację – wyznał Pustułkowy Szpon. Mak kątem oka spojrzała na niego. Nigdy nie sądziła, że kocur tak to odbierał. – Chciałbym jeszcze coś wiedzieć – przerwał ciszę wojownik. – Jak poznałaś się z Mroczną Wizją oraz o co dokładnie chodzi z Kultem Mrocznej Puszczy? Da się usłyszeć, jak niektóre koty o tym szeptają z przerażeniem – powiedział, obserwując dokładnie mimikę na pysku Makowego Nowiu.
– Mroczna Wizja jest prawie w moim wieku, więc znamy się od dziecka – zaczęła liliowa, zachowując neutralny wyraz pyska, mimo że w jej głowie szumiało od informacji. Jedyne co mogłoby to zdradzić był jej wzrok, chłodny. – Jako uczennice nie lubiłyśmy się. Tak szczerze? Sama nie wiedziałam, o co wtedy poszło. Po prostu tak wyszło. Wtedy też to nie był to dla mnie dobry czas. W każdym razie jako wojowniczki coś się zmieniło. Po tylu księżycach zaczęłyśmy rozmawiać i rozwiązywać dawne nieporozumienia – opowiadała, już nie nawiązując do odpowiedzi kocura. – Nie wiem kiedy twoja matka poczuła do mnie coś więcej. Sama zdałam sobie z tego sprawę dopiero gdy mi to powiedziała. To było nagłe i dla mnie było to jak jakiś cios. Po tym unikałam Mrocznej Wizji. Uciekałam od tego uczucia, ale się nie dało. Żyjemy w jednym klanie. W końcu moje emocje wzięły górę i wraz z Mrok miałyśmy ostrą wymianę zdań. Po niej relacje między nami tylko się pogorszyły – westchnęła, zamykając na chwilę oczy, przypominając sobie tamtą bezsensowną kłótnię. – To wtedy udało mi się zrozumieć, czego tak naprawdę chce. W końcu udało mi się zebrać w sobie i porozmawiać z Mrok jeszcze raz, tym razem spokojniej. Poznała moje obawy... Ja poznałam jej i wszystko się wyprostowało. Choć nie w pełni, choć było ciężko, oficjalnie zostałyśmy parą – zakończyła, znów otwierając oczy. Jej wzrok złagodniał, choć zauważyć to mogło tylko bystrzejsze oko, znające ją dłużej. – A kult? Kult to forma służby naszym przodkom, sądziłam, że dobrze znane są ci nasze zwyczaje – zaczęła poraz kolejny, tym razem odwracając się w pełni w stronę swojego syna.
 
***
 
Szła przed siebie, kątem oka spoglądając, czy Pustułkowy Szpon za nią nadąża. Kocur jednak nie miał problemów z doganianiem swojej matki. Oboje szli w praktycznie równym tempie. W końcu oboje też się zatrzymali. Makowy Nów rozejrzała się po otoczeniu, tylko lekko kiwając głową.
– To będzie dobre miejsce na trening – oznajmiła tylko kocurowi, jednak tym razem dokładnie z takim samym dystansem jak zwykle, jakby ich niedawna rozmowa nie miała żadnego znaczenia. I mimo tego, że liliowa nie pokazywała tego na wierzchu, rozmowa ta nie poszła w niepamięć. Mak często dalej rozmyślała o tym wszystkim. O słowach Pustułkowego Szponu. I znów tylko potwierdziły się dawne słowa Mrocznej Wizji. Mak poraz kolejny uciekała, chowała się przed bliskimi, choć nie miała takiej konieczności. Nie potrafiła zwalczyć własnych słabości, które dla większości kotów były raczej niczym niezwykłym. Ona jednak wolała upchać je w kąt i nie pozwolić im ujrzeć światła dziennego, myśląc, że są one problemem, który należy zlikwidować. Nawet jak były to normalne rzeczy jak zwykłe głębsze emocje.
– Pustułkowy Szponie – odezwała się, zwracając tym samym uwagę wojownika. – Zaatakuj mnie – poleciła, dokładnie obserwując Pustułkę. Kocur napiął mięśnie, szykując się do ataku. W końcu skoczył, a Makowy Nów szybko zrobiła unik. W głowie już oceniała każdy ruch kocura, chcąc przekazać mu jak najwięcej szczegółów, które będzie musiał poprawić. Zanim jednak to zrobiła, Pustułka wrócił do walki, poraz kolejny skacząc na liliową kotkę. Walka trwała dalej.
 
***
 
Treningi z Pustułkowym Szponem szły pomyślnie. Kocurowi dobrze szło, co sama Mak mogła przyznać. Mak i większość, jeśli nie każdy członek Klanu Wilka. Po tym jak Pustułkowy Szpon uratował Nikłą Gwiazdę, pokazał, że mimo wszystko jest wartościowym wojownikiem, lojalnym wobec klanu oraz jego przywódcy.
Ruszyła w stronę legowiska wojowników, gdzie spodziewała się znaleźć jednego ze swoich synów. Powoli weszła do środka, zauważając tam sylwetkę Pustułkowego Szponu, który chyba szykował się do wyjścia. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą, na co kotka schyliła lekko głowę na powitanie.

<Pustułkowy Szponie?>

01 sierpnia 2025

Od Pustułkowego Szponu CD. Makowego Nowiu

TW: krew, śmierć, walka.

Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, większość wojowników właśnie wypoczywała po całym dniu, gdy do obozu powrócił patrol graniczny. Jednak coś było nie tak, Piołunowy Dym krwawił, wspierając się o Dyniową Skórę, była z nimi jeszcze Wrotyczowa Szrama, która niespodziewanie wyrwała się do przodu z deklaracją, że Klan Klifu ich zaatakował. Nikt nie miał zamiaru oddawać im ot tak terenów, a tym bardziej nie stawić się na wypowiedzianej wojnie.
Po obozie od razu rozeszły się szepty. Czy Klifiacy naprawdę są aż tak głupi, by zadzierać z Klanem Wilka? Przecież to było oczywiste, że odniosą porażkę, jednak Pustułkowy Szpon nie mógł przewidzieć, że skończy to się dla niego w mało przyjemny sposób. Nikła Gwiazda zarządził, że za dwa wschody słońca wyruszają na wojnę i każdy ma być gotowy.
Czekoladowy kocur od razu zgłosił się do grupy, która wyruszy na pole bitwy, którym była polana przy Czarnych Gniazdach.

***
W końcu nadszedł dzień, w którym dwa klany miały stoczyć walkę. Wymarsz miał miejsce, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Każdy był gotowy i tylko czekał przy wyjściu z obozu na znak przywódcy.
Pustułkowy Szpon miał zamiar towarzyszyć Poziomkowej Łapie w dzisiejszej bitwie, jednak kocur nie zdołał go odszukać, przy czym czuł wzrok swojej matki i jednocześnie zastępczyni klanu. Odnalazł ją wzrokiem i zauważając, że coś jest na rzeczy. Kotka wyglądała, jakby chciała coś przekazać, nim wyruszą – po krótkim namyśle, ruszył w jej stronę. Rzadko rozmawiali jak nie wcale.
– Witaj Makowy Nowiu – przywitał się z nią dość oficjalnie, lecz nie wiedział, jak inaczej z nią rozmawiać. Prawda, jest jego matką, jak Mroczna Wizja, jednak z liliową nie miał tak bliskiej więzi, jak z niedawną mentorką.
– Witaj Pustułkowy Szponie. – Kiwnęła mu głową. – Jak się czujesz? – zapytała, chcąc na początku nieco ruszyć rozmowę. W międzyczasie Nikła Gwiazda dał znak do wymarszu, tak więc teraz szli obok siebie, zmierzając na wojnę.
– Dobrze, choć ta wojna z Klanem Klifu... Ledwo co ukończyłem szkolenie i już idę walczyć – mruknął, dzieląc się przemyśleniami z przybraną matką. Żałował trochę, że tak mało z nią rozmawiał przez ostatnie księżyce. Nawet w żłobku zbyt dużo interakcji ze sobą nie mieli, a teraz mogła to być ostatnia szansa na rozmowę ze starszą. Nie wiedział, czy oboje wrócą żywi, czego również miała świadomość Makowy Nów.
Kotka westchnęła cicho.
– Cokolwiek się stanie, przed rozpoczęciem chciałabym ci coś powiedzieć. Tobie i twoim braciom. – Wzięła głębszy oddech i spojrzała Pustułce w oczy. – Wierzę w ciebie i naprawdę jestem z ciebie dumna. Ciebie i twojego rodzeństwa. Robicie wspaniałą robotę i chciałam, byście o tym wiedzieli.
– Dziękuję matko – powiedział, ocierając się o jej bok. Ta jedynie uśmiechnęła się słabo do syna, szybko jednak zmieniając wyraz pyska.
Niedługo później znaleźli się przy granicy z wrogim klanem. Był zdeterminowany, by to jego klan wygrał i by on sam wyszedł cało, w końcu miał pewnego przyjaciela, który też bierze w tym wszystkim udział. Będzie musiał go szybko znaleźć i wspierać, nie wątpił w jego umiejętności, jednak Poziomek nie był kotem, który każdemu rzuci się do gardła i żywcem rozszarpie, pozbawiając życia drugą istotę.
Był zwrócony w stronę granicy i obecnie był gdzieś pośrodku grupy, dlatego zauważył i poczuł wzrok swojej mentorki na sobie. Widział po niej, że martwi się o najbliższych, którzy wyruszyli z nią na wojnę. Podniósł wyżej głowę i z dumą czekał, aż wszystko się rozpocznie. Obecnie nie miał żadnych oporów przed zabiciem drugiego kota, już raz posmakował kociej krwi. Już na samo wspomnienie poczuł na języku ten metaliczny smak jeszcze ciepłej posoki. Zero zahamowań, zero współczucia. Po chwili zawył wojowniczo, jak na prawdziwego Wilczaka przystało.
Po chwili obok niego znalazła się Kocankowa Łapa, która do niedawna przebywała w izolacji wraz z matką, najwidoczniej pozwolono jej iść wraz z jej nowym mentorem.
– Ty idziesz ze mną – zażądała i skinęła głową, aby dać mu znak.
– No proszę, młoda i do tego władcza – mruknął z uśmiechem. Nie dało się określić jakim, jednak raczej żadnym pozytywnym. Jego podejście do młodej kotki było raczej mieszane, patrząc na to, jakie plotki krążą w obozie o jej temat, choć z tą klątwą to ktoś zaszalała i to nieźle.
W międzyczasie Nikła Gwiazda rozmawiał z liderką Klanu Klifu, jednak już z góry wiadomo, że jakiekolwiek negocjacje nie przyniosą skutku – Klan Wilka przybył na wojnę, a nie pokojowe pogaduszki. W końcu kocur rzucił się ku liderce z wysuniętymi pazurami.
– Do ataku, Klanie Wilka!
Spojrzał na młodszą, w końcu ona tu przybrała rolę dowodzącą, kocur wolał się dostosować. Ta jednak nagle zniknęła z jego pola widzenia, a Pustułkowy Szpon nie widział zbytnio co robić. Rzucić się ot tak na wrogiego kota, czy może jednak komuś pomóc, na przykład Poziomkowej Łapie. Dobrze nawet nie zakończył swojej rozterki, gdy nad nimi rozległ się śmiech i na polu bitwy pojawiła się liliowa kotka, która widocznie miała jakąś urazę do Klanu Klifu. Kocur nie słuchał jej, w pewien sposób się wyłączając na ten czas.
W końcu koty znowu rzuciły się sobie do gardeł, a młody wojownik w tym całym zamieszaniu nie potrafił się odnaleźć, wszędzie byli walczący wojownicy, posoka z obu klanów, a w powietrzu latały kępki sierści unoszone przez wiatr. W tym całym obrazie zauważył kątem oka brata z Kocanką, jednak nie miało to teraz znaczenia, trzeba wygrać tę wojnę. Momentalnie rzucił się na pierwszego lepszego kota, który wręcz śmierdział Klanem Klifu – jego przeciwnikiem został Królicza Ułuda.
Ten dotychczas stał w bezruchu, aż do momentu, gdy poczuł ból, a na jego ciele pojawiła się rana, która zaczęła sączyć się krwią. Od razu syknął, wysuwając pazury i kładąc uszy po sobie.
– Odbiło ci! – wyrwało mu się, gdy spoglądał w oczy wroga. Zmarszczył brwi i zamachnął się łapą, lekko go raniąc.
– Mi? Raczej wam! – warknął, obrywając pazurami od starszego kocura. Nie była to głęboka rana, jednak na jakiś czas zostanie. Zamachnął się, by zadać kontrę, jednak nie trafił pazurami przez sprawne uniknięcie ciosu ze strony Klifiaka. Ten zacisnął szczękę, gotowy do zadania kolejnego ciosu. Ruszył do przodu, pazurami raniąc Pustułkowy Szpon. On również nie zamierzał tracić czasu na pogawędki. Wojownik uniknął jego ataku, w zamian zostawiając rany na jego boku. Wilczak ponownie zaatakował, jednak znowu coś nie wyszło. Za to Królicza Ułuda tym razem go lekko drasnął.
Pustułkowy Szpon od razu do kontry, lecz nie dosięgnął pazurami kocura. Nie mógł w to uwierzyć, czy naprawdę przegra z jakimś starszym wojownikiem Klanu Klifu?! Nie może przecież podczas pierwszej poważnej walki zawieść matek oraz przodków!
Lekka panika pojawiła się w głowie kocura.
Nagle jakby z nową determinacją, kremowy rzucił się z pazurami na przeciwnika, a na jego łapach pojawiła się kolejna porcja krwi Wilczaka. Na Mroczną Puszczę! Czy przodkowie dzisiaj nie mieli go w opiece? Ponownie pazury Króliczej Ułudy zatopiły się w jego ciele, próbował się od razu odwinąć, jednak dla wojownika to było jedynie draśnięcie, patrząc na stan Pustułki.
Kremowy, z nieznaną dla niego siłą, zamachnął się łapą po raz kolejny. Tym razem... wyjątkowo mocno. Swoimi pazurami przeorał wojownikowi cały pysk. Spojrzał na przeciwnika ze strachem w oczach, po czym cofnął się parę kroków.
Adrenalina kierowała jego ciałem, jednak ostatni cios kocura był idealnie wymierzony w jego pysk. Z gardła młodszego wyrwał się krzyk bólu, lekko zamglonym wzrokiem patrzył na przeciwnika. Gdzieś nieopodal zauważył gałkę oczną koloru zieleni. Czy to... Nie, nie, nie!
Nie zarejestrował, gdy odruchowo przyłożył łapę do pustego oczodołu, z którego sączyła się krew. Gdy zaczęło wszystko powoli do niego docierać, zdjął łapę z pyska. Cała była w jego posoce. Ze strachem w oku spojrzał na Króliczą Ułudę. Co teraz? Umrze? Wojownik pozwoli mu odnaleźć medyka?
Nie wiedział ile tak stali, jednak chyba dość długo, ponieważ walka wokół nich dobiegała końca, gdy niespodziewanie starszy zabrał jego oko ze sobą, jakby to było jego trofeum.
Widząc ruch wojownika, nie mógł własnemu oku wierzyć. Czy ten Klifiak, naprawdę...?! Nie, zdecydowanie za wiele dla niego — i to niby z Klanem Wilka jest coś nie tak, phi.
Finalnie stwierdził nic tu po nim, już się nie przyda na polu walki. Odwrócił się i zaczynając odczuwać coraz większy ból, opuścił miejsce, gdzie na ziemi było pełno krwi i kociej sierści.
W tym czasie w jego głowie powróciły głosy. Tak krótko miał spokój od nich, jednak jak widać chore ambicje i samokrytyka będą jego odwiecznymi towarzyszami.
"Och, przodkowie z Mrocznej Puszczy, co ja takiego zrobiłem, że dziś nie mieliście mnie w swojej opiece...?" – spytał w myślach, po chwili zauważając Makowy Nów. Nie, nie może tak się im pokazać. Ich wzrok się skrzyżował, a kotka powoli ruszyła w jego stronę. Kocur nie chciał, by ta widział go w takim stanie, wolałby teraz szybko wrócić do obozu, zaliczyć nieuniknioną wizytę u Cisowego Tchnienia i zaszyć się na wieki w legowisku wojowników.
– Pustułko – powiedziała tylko i spojrzała na syna. Przyglądała mu się uważnie, przyjmując do siebie jego obrażenia. W końcu, nie zwracając uwagę na czas i miejsce, otarła się czule o niego, pierwszy raz okazując mu cokolwiek więcej, cokolwiek z tej typowej matczynej miłości. – Jak dobrze, że żyjesz, jestem z ciebie dumna – mruknęła tylko.
– Ja... – zaczął, czując, jak łzy zbierają mu się w oku, rozmazując obraz. Tak, dobrze widzicie. Pustułkowy Szpon płacze i to szczerze. – Przepraszam matko, ja nie dałem rady – dokończył załamującym się głosem, wtulając się w bok matki, która w porównaniu do Mrocznej Wizji była mu tak obca, jednak zawsze była, jest i będzie jego przybraną matką.
Makowy Nów nie odezwała się. Stała w ciszy, słysząc ciche łkanie kocura. W końcu ona sama też w pełni go przytuliła. Pierwszy raz. A w kącikach jej oczu również zebrały się łzy, które jednak szybko wytarła, nie chcąc okazywać słabości wśród tylu jej pobratymców, jednak kocur jakoś to zauważył – czuł, jak mięśnie kotki się napięły i rozluźniły, gdy pozbywała się łez z oczu.
– Co masz na myśli Pustułko? Przecież dalej tu stoisz. A patrząc na twój wiek, na doświadczenie w walkach... – nie dokończyła, zamiast tego po prostu tuląc Pustułkę.'
Może i stoi, ale za to w jakim stanie, jednak prawda – kocur nie miał dużego doświadczenia w prawdziwych walkach i w sumie miał szczęście, że nadal tu stoi o własnych łapach.
– Wiem, ale Mrocznej Wizji dawniej obiecałem, że będę najlepszy, a teraz? Mam tylko jedno oko – wyżalił się, marząc o tym, by to wszystko nie było prawdą. Nie może tak skończyć!
– Masz trudniejszy start, musiałbyś pracować dwa razy ciężej – oznajmiła.
– Ja już dawno miałem trudniejszy start. Najmniejszy, najsłabszy z braci, a teraz to... – mruknął, odklejając się w końcu od boku zastępczyni. Musi się wziąć w garść, przynajmniej na jakiś czas, dopóki nie wrócą do obozu.
– A jednak się nie poddałeś – zauważyła. – Jednak zakończyłeś szkolenie w błyskawicznym tempie i to pod okiem Mrocznej Wizji – przypomniała i spojrzała na syna. – Jeśli będziesz chciał, możemy dalej porozmawiać później w obozie. Teraz każdy z nas potrzebuje powrotu do domu – zaproponowała.
– Prawda. Chętnie skorzystam z tej propozycji, choć mnie raczej czeka jeszcze wizyta u Cisowego Tchnienia – oznajmił, siląc się na lekki uśmiech. Nie chciał, by niemal cała rodzina była mu obca, wystarczy, że z Warkotkiem i Krukiem nie ma takich relacji, jakie kiedyś myślał, że będą.
***
Minęło trochę czasu od wojny z Klanem Klifu, Wilczaki nie ponieśli żadnych strat w kotach, jednak nie oznaczało to, że nie było poważnie zranionych. Pustułkowy Szpon i Trzcinniczkowa Dziupla stracili wzrok w jakiś stopniu – czekoladowego kocura spotkał brak prawego oka, starszy wojownik zachował oczy, lecz nic nie widział. Do tego jeszcze Lamentująca Toń straciła łapę. Z sukcesów zdobyli Czarne Gniazda i część lasu, które dotychczas należały do Klifiaków.
Pustułkowy Szpon powoli przyzwyczajał się do funkcjonowania z jednym okiem, jednak teraz raczej mógł zapomnieć o zostaniu czyimś mentorem, co było jego skrytym marzeniem. Chciał nauczać kociaka, któremu by przekazał całe nauki od Mrocznej Wizji, lecz teraz? Sam ledwo daje radę, ciągle odczuwa ból przy niektórych ruchach, do tego regularnie musi przychodzić do medyka, by zmieniać opatrunki na pysku – w końcu infekcja to ostatnie czego chce.
Dawniej chodził dumnym krokiem z uniesioną głową, teraz jednak włóczył łapami przy każdym kroku, trzymając się cienia z pochyloną głową. Wyglądał obecnie jak cień dawnego siebie, jakby tego było mało, to głosy w jego głowie rzadko kiedy dawały mu chwilę odpoczynku. Niemal za każdym razem prosił Cisowe Tchnienie o nieco większą porcję maku na ból, chcąc być na tyle otępiałym, że nie będzie słyszeć głosu ambicji i samokrytyki. Medyczka niemal za każdym razem się nie zgadzała na jego prośbę.
Kocur nie wiedząc co ze sobą zrobić, całe dnie spędzał w legowisku wojowników na zużytym posłaniu. Żadnemu uczniowi nie udało się nakłonić wojownika na chwilowe opuszczenie wyleżanego mchu, by zmienić go na świeży, lub trafić na moment, gdy kocur opuszczał na chwilę legowisko. Czuł jakby żył zawieszony, niby jakoś funkcjonował, lecz wszystko zlewało mu się w całość, mając wrażenie, że marazm coraz bardziej oblepia jego ciało z każdym dniem.
Przełomowym momentem było wyjście do lasu z Makowym Nowiem. Szli w absolutnej ciszy pochłonięci swoimi myślami, choć w przypadku Pustułki było to pochłonięcie przez nieznośne głosy w głowie, lecz i one nie zakłóciły cichego śpiewu liliowej.
– Sikoreczka sikoreczka wleciała przez okienko…
– Śpiewałaś to już kiedyś? – spytał młodszy, idąc po prawej stronie matki, by móc ją w stanie widzieć jakkolwiek.
– Przy was tylko jak spaliście, gdy Mrok nie mogła się wami zająć – odparła. Po jej słowach zapanowała niemal bezwzględna cisza, przedzierana przez jedynie cichy śpiew kotki.
W końcu dotarli, siadając pod jednym z drzew, wtedy też piosenka ucichła, a kocur czekał na słowa marki.
– Pustułkowy Szponie – zaczęła, przyciągając tym samym uwagę swego potomka. – Chcesz być najlepszym wojownikiem, bo obiecałeś to Mrocznej Wizji. Dalej jesteś w stanie to zrobić. Bycie najlepszym wojownikiem polega na przekłuciu swoich słabości i błędów przeciwników w broń. Pamiętasz walkę, którą odbyłeś wraz z Kruczym Piórem, gdy obydwoje byliście jeszcze uczniami? Udało ci się uwolnić, poprzez wykorzystanie błędu twojego brata. Pomimo tego, że byłeś od niego słabszy – zauważyła kotka, spoglądając co chwilę na Pustułkę, by wyłapać jego reakcje. Ten jedynak bez wyrazu spoglądał na matkę. – Masz trudniejszy start od innych. Zwłaszcza teraz, z jednym okiem. Musiałbyś pracować jeszcze ciężej, zwłaszcza że musisz od nowa nauczyć się dobrej walki. I nie sądzę, by treningi zapewniane przez mistrzów pozwoliły ci w pełni dogonić poziomem innych, sprawnych w pełni wojowników – zatrzymała się na chwilę, a w tym czasie kocur chwilowo wysunął pazury, zatapiając je w ściółce leśnej przez głos, który od razu zaczął mówić, że to już koniec dla niego jako wojownika w klanie. – Jednak jesteś jeszcze bardzo młody, dopiero skończyłeś swój trening, a każdy z nas uczy się całe życie. To była twoja pierwsza taka walka, która w dodatku okazała się wojną. To, że jeszcze tu stoisz, jest swego rodzaju dokonaniem, ponieważ zginęło dużo kotów, wielu jest też ciężko rannych, a ty na szczęście straciłeś tylko oko – mruknęła. – Walk czeka cię w twoim życiu jeszcze wiele, nie wiemy co, czyha na nas za rogiem, dlatego mogę wyjść dla ciebie z pewną propozycją. Zakończyłeś już szkolenie, jednak mogę pomóc ci z walką po utracie oka, własnymi treningami. Będziemy wychodzić do lasu, gdzie to ty będziesz szlifował umiejętności, starając się przestawić na nowy tryb walki. Ja będę to nadzorować, będąc często twoim przeciwnikiem. Zakończyć treningi będziemy mogli w każdej chwili, decyzja ta będzie należeć do ciebie, w końcu twój w tym interes. Zacząć moglibyśmy za kilka wschodów słońca, ponieważ wszyscy jesteśmy jeszcze obolali po walkach – wyjaśniła i spojrzała na Pustułkowy Szpon. Ten w głowie próbował na spokojnie przeanalizować propozycję kotki, czego ambicja i samokrytyka nie ułatwiały, choć teraz najgłośniejszy głos należał do wewnętrznej krytyki.
“Jak tak dalej pójdzie, to oszaleję…” – pomyślał, wracając po chwili myślami do obecnej sytuacji.
– Z chęcią skorzystam z twojej propozycji – oznajmił zadowolony. – I dziękuję.
– Nie masz za co mi dziękować. Nie chcę mieć rannych w klanie, zwłaszcza że jesteś młodym wojownikiem, mogącym dokonać wiele. Nie chcę, by cię złapali na pierwszej lepszej walce – powiedziała, odwracając wzrok od syna i kierując go w przestrzeń. Nastała chwila ciszy, przerywana tylko szumem wiatru.
– Mogę się o coś spytać? – odezwał się kocur, na co jego matka kiwnęła głową. – Dlaczego byłaś tak nieobecna w moim życiu?
Makowy Nów westchnęła cicho, łapą zaczynając grzebać w ziemi.
– Nie myślałam, że zadasz to pytanie. Moja nieobecność była aż tak odczuwalna? Nie znasz mojej rodziny. Twojego dziadka, ciotek i wujka. Wszyscy zmarli na długo przed twoimi narodzinami. Matki sama nie pamiętam, jedyne co mi po niej zostało to właśnie ta piosenka. Zniknęła, gdy jeszcze byłam w żłobku, ale mogę powiedzieć jedno, to ona była tą kochającą matką. Mój ojciec nazywał się Gęsi Wrzask. To imię dobrze go opisywało. Krzyczał na nas za każdym razem, gdy przyszedł, nie szczędząc sobie uwag i przekleństw, skierowanych w naszą stronę. Nie raz starał się podnieść na nas łapę. Z dwójki rodziców to on zapadł w mojej pamięci najbardziej. I to po nim mogę się pochwalić większością zachowań – prychnęła. – Wiesz, dlaczego ci to mówię? Bo to jest powód. Nie chciałam mieć dzieci. Przerażała mnie wizja posiadania ich. Bałam się, że będę dokładnie taka jak mój ojciec, dlatego, gdy Mrok wyszła z inicjatywą powiększenia kultu, po prostu wybuchłam. Dopiero po czasie mnie przekonała, a bardziej to ja powiedziałam jej, że nie mogę jej tego zabronić. Tak więc urodziła was. A ja, dalej powtarzając, że nie nadaje się na matkę, starałam się jak najbardziej od was odsunąć, byście nie musieli przeze mnie przeżywać tego, co ja – wyznała, spuszczając głowę. – Mroczna Wizja jest wspaniałą matką. Myślałam, że ona wam starczy.
– Rozumiem, jednak mimo to powinnaś spróbować swoich sił. Mroczna Wizja jest wspaniała, jednak z braćmi mamy dwójkę rodziców, nie jednego. Mając tę świadomość, zawsze, a przynajmniej ja, odczuwałem twój brak. Tyle razy chciałem, byś była naszą matką, lecz za kociaka myślałem, że z czasem wszystko się poukłada samo. Później treningi i w sumie zbytnio nie było, kiedy podejść i na spokojnie porozmawiać jak teraz. Poza tym ty w międzyczasie zostałaś zastępczynią klanu i byłaś zajęta nowymi obowiązkami, do tego szkolenie Kruka. Czułem po prostu, że marnowałbym twój cenny czas na jakieś głupie rozmowy o niczym, by powoli budować relację.
Ten moment był jednym z nielicznych, gdy był całkowicie szczery sam ze sobą oraz drugim kotem. Zwykle całe dni ukrywał wszystko pod maskami, wpasowując się idealnie do każdego towarzystwa, lecz brakowało mu właśnie takich momentów, gdzie nie musiał się bać, że zostanie źle oceniony, odebrany przez pryzmat swojego pochodzenia.
– Chciałbym jeszcze coś wiedzieć. Jak poznałaś się z Mroczną Wizją oraz o co dokładnie chodzi z Kultem Mrocznej Puszczy? Da się usłyszeć, jak niektóre koty o tym szeptają z przerażeniem – powiedział, obserwując dokładnie mimikę na pysku Makowego Nowiu.
Chciał dokładnie wiedzieć, o co chodzi, wraz z tym, czemu inni nazywają go i braci synami kultystek.

<Makowy Nowiu, wtajemniczysz swojego syna w Kult?>

31 lipca 2025

Od Makowego Nowiu CD. Pustułkowej Łapy (Pustułkowego Szponu)

Obserwowała uważnie walkę jej dwóch synów. Wyłapywała ich błędy, starała się je zapamiętywać, by później móc przekazać je Kruczej Łapie i wyznaczyć mu rzeczy, nad którymi musiał jeszcze popracować. Na początku to właśnie on wygrywał, co dla niektórych mogło nie być takim wielkim zdziwieniem, w końcu Pustułkowa Łapa od małego był po prostu mniejszy, słabszy od rodzeństwa. Jednak później Pustułka wykorzystał swoją determinację oraz nieuwagę przeciwnika, by móc wrócić do walki. Mroczna Wizja kiwnęła znacząco głową, przyglądając się całej walce. Mak domyślała się, że jest ona zadowolona z obrony swojego ucznia. I nie dziwiła się temu. Pustułka dobrze nauczył się wykorzystywać błędy innych, jednak to nie oznaczało automatycznej wygranej dla niego. Po chwili Krucza Łapa znów skoczył na swojego przeciwnika, dobrze wybijając się z tylnich łap. Dwójka uczniów potoczyła się razem, siłując się między sobą. Wszystko wskazywało na to, że żaden z nich nie zamierza się łatwo poddać. Mak w duchu uśmiechnęła się lekko. Obydwoje przyłożyli się do tego treningu, który w ich życiu był jednym z ważniejszych. W końcu bez umiejętności walki skończą jako karma dla wron.
 
***
 
Umiejętność walki przydaje się zawsze. Zazwyczaj jednak wszyscy biorą udział w mniejszych potyczkach. Jakieś większe sprawy nie są na porządku dziennym, nawet w takim miejscu jak Klan Wilka. Pech chciał, że pierwsza prawdziwa walka Kruczego Pióra oraz Pustułkowego Szponu okazała się jedną z tych większych spraw. Ich pierwszą walką jako wojownicy okazała się wojna. Wojna Klanu Wilka z Klanem Klifu.
Liliowa gwałtownie zerwała się ze swojego posłania, czując przy tym większy ból, spowodowany dopiero gojącymi się ranami. Jej oddech był szybszy, oczy latały na wszystkie strony, a mięśnie się spięły, dokładnie jakby spodziewała się ataku wroga. Dopiero po chwili wypuściła powietrze z płuc i syknęła coś cicho, zdając sobie sprawę, gdzie jest. Podniosła się w pełni i zajęła ogarnianiem swojego futra, by móc bez wstydu wyjść do reszty Klanu Wilka. Od walki minęło kilka wschodów słońca, jednak jej cienie dalej czyhały na poszkodowanych za rogiem. Dla większości, jeśli nie całego Klanu Wilka, to była pierwsza wojna. Pierwsza i wiele miało nadzieję, że ostatnia. Liliowa nie zdradzała swojego zdania na ten temat. Wolała milczeć, dalej rozmyślając nad wszystkim, co działo się podczas tej walki. Pamiętała ten niepokój, gdy wchodziła z obozu, nie powiedziawszy jej dzieciom kilku ważnych dla niej rzeczy, między innymi: "jestem z was dumna". Zdołała to powiedzieć tylko Pustułce. Pamiętała za to też to dziwne uczucie, kiedy to wypowiadała te słowa. Pierwszy raz zdobyła się na coś takiego. Nigdy nie myślała, że wypowie te słowa w stronę swoich pociech, jednak w tamtej chwili w jej głowie gościło jedno - jeśli tego nie powiem, już nigdy mogą tego nie usłyszeć. W końcu nikt nie dawał gwarancji wrócenia z wojny cało. Nikt nie wiedział, czy wróci żywy do obozu. Czy w ogóle wróci.
Pamiętała to głośne bicie swojego serca, bicie, które zagłuszało połowę jej myśli, a z każdym krokiem robiło się tylko głośniejsze.
Pamiętała zapach kotów z Klanu Klifu. Powoli zaczynający ich otaczać, aż w końcu wszechobecny dookoła, otaczający ich z każdej możliwej strony, jakby przygotowujący ich już na początek walki.
Pamiętała widok twarzy tego klifiaka, kiedy z nim walczyła. Jego słowa, a później jego ostatni wydany dech.
Pamiętała adrenalinę, działającą na jej ciało, skutecznie maskujące przeszywający ból z zadanych ran. Ten zapach krwi, trafiający cały czas do jej nozdrzy, ale też jej metaliczny posmak, który był tak wyczuwalny dla kotki w jej pysku.
Aż w końcu koniec. Pamiętała jak szukała Mrocznej Wizji oraz ich synów, by tylko sprawdzić, czy żyją. Pamiętała spojrzenie Pustułkowego Szponu. To, jak pierwszy raz wykonała jakiś bardziej matczyny ruch wobec własnego syna. Ich rozmowę, jego łzy. Te wszystkie emocje, których nigdy nie pokazywała, czułość matki, której myślała, że nie ma, że jest na nią odporna. A jednak... Jednak było inaczej. A jej syn poraz pierwszy zobaczył ją w takim stanie, bez tego chłodnego spojrzenia, krótkich odpowiedzi, czy obojętnego wyrazu. Zobaczył ją taką, jaką nie pokazywała nikomu.
Powoli wyszła z legowiska. Chłodny wiatr zmierzwił nieco jej futro, a kolorowe liście pod jego rozkazem ruszyły w swoją podróż. Ona również ruszyła w swoją na dzisiejszy dzień, która zaczynała się przy wyjściu z obozu. Nie musiała długo czekać na swojego towarzysza, albowiem on dotarł chwilę po niej i razem wyszli z obozu. Na początku szli w ciszy. Każdy z nich jakby w swoich światach, choć tak naprawdę raczej obydwojgu było się po prostu trudno odezwać.
– Sikoreczka sikoreczka wleciała przez okienko... – zaczęła wtedy nagle Makowy Nów, najciszej jak umiała. Mimo to jej towarzysz usłyszał jej cichy śpiew i obrócił głowę w jej stronę.
– Śpiewałaś to już kiedyś? – zapytał Pustułka, na co liliowa kiwnęła głową.
– Przy was tylko jak spaliście, gdy Mrok nie mogła się wami zająć – wyjaśniła i ruszyli dalej. Po zakończonej bitwie liliowa obiecała synowi rozmowę, którą właśnie w tamtej chwili mieli zamiar odbyć. Przemierzali więc las, a zastępczyni dalej cicho nuciła tak znajomą jej piosenkę. W końcu zatrzymali się i usiedli pod jednym z drzew. Makowy Nów przestała wtedy śpiewać. Na chwilę zamilkła, zamykając oczy. Ostatni raz starała sobie powtórzyć cały jej plan na przebieg tej rozmowy.
– Pustułkowy Szponie – zaczęła, przyciągając tym samym uwagę swego potomka. – Chcesz być najlepszym wojownikiem, bo obiecałeś to Mrocznej Wizji. Dalej jesteś w stanie to zrobić. Bycie najlepszym wojownikiem polega na przekłóciu swoich słabości i błędów przeciwników w broń. Pamiętasz walkę, którą odbyłeś wraz z Kruczym Piórem, gdy obydwoje byliście jeszcze uczniami? Udało ci się uwolnić, poprzez wykorzystanie błędu twojego brata. Pomimo tego, że byłeś od niego słabszy – zauważyła kotka, spoglądając co chwilę na Pustułkę, by wyłapać jego reakcje. – Masz trudniejszy start od innych. Zwłaszcza teraz, z jednym okiem. Musiałbyś pracować jeszcze ciężej, zwłaszcza że musisz od nowa nauczyć się dobrej walki. I nie sądzę, by treningi zapewniane przez mistrzów pozwoliły ci w pełni dogonić poziomem innych, sprawnych w pełni wojowników – zatrzymała się na chwilę. – Jednak jesteś jeszcze bardzo młody, dopiero skończyłeś swój trening, a każdy z nas uczy się całe życie. To była twoja pierwsza taka walka, która w dodatku okazała się wojną. To, że jeszcze tu stoisz jest swego rodzaju dokonaniem, ponieważ zginęło dużo kotów, wielu jest też ciężko rannych, a ty na szczęście straciłeś tylko oko – mruknęła, przypominając sobie obraz łapy Lamentującej Toni. – Walk czeka cię w twoim życiu jeszcze wiele, nie wiemy co czyha na nas za rogiem, dlatego mogę wyjść dla ciebie z pewną propozycją. Zakończyłeś już szkolenie, jednak mogę pomóc ci z walką po utracie oka, własnymi treningami. Będziemy wychodzić do lasu, gdzie to ty będziesz szlifował umiejętności, starając się przestawić na nowy tryb walki. Ja będę to nadzorować, będąc często twoim przeciwnikiem. Zakończyć treningi będziemy mogli w każdej chwili, decyzja ta będzie należeć do ciebie, w końcu twój w tym interes. Zacząć moglibyśmy za kilka wschodów słońca, ponieważ wszyscy jesteśmy jeszcze obolali po walkach – wyjaśniła i spojrzała na Pustułkowy Szpon. Nie potrafiła zinterpretować emocji, znajdujących się w tamtej chwili na jego pysku. Może to było jakieś zdziwienie? Zdenerwowanie? Szczęście? Nie miała pojęcia, sama wpatrywała się w syna z tym samym wyrazem pyska, co zwykle. Tym obojętnym, zarezerwowanym dla klanu i każdego dookoła. Nie potrafiła jeszcze zachowywać się przy nich tak swobodnie jak przy ich matce.
– Z chęcią skorzystam z twojej propozycji – oznajmił zadowolony Pustułka. – I dziękuję.
– Nie masz za co mi dziękować. Nie chcę mieć rannych w klanie, zwłaszcza że jesteś młodym wojownikiem, mogącym dokonać wiele. Nie chcę by cię złapali na pierwszej lepszej walce – powiedziała, odwracając wzrok od syna i kierując go w przestrzeń. Nastała chwila ciszy, przerwyna tylko szumem wiatru i tańcem liści na wietrze.
– Mogę się o coś spytać? – odezwał się kocur, na co jego matka kiwnęła głową. – Dlaczego byłaś tak nieobecna w moim życiu?
Makowy Nów westchnęła cicho, łapą zaczynając grzebać w ziemi.
– Nie myślałam, że zadasz to pytanie. Moja nieobecność była aż tak odczuwalna? – zapytała, jednak pytanie to nie było skierowane prosto do Pustułki. – Nie znasz mojej rodziny. Twojego dziadka, ciotek i wujka. Wszyscy zmarli na długo przed twoimi narodzinami. Matki sama nie pamiętam, jedyne co mi po niej zostało to właśnie ta piosenka. Zniknęła gdy jeszcze byłam w żłobku, ale mogę powiedzieć jedno, to ona była tą kochającą matką. Mój ojciec nazywał się Gęsi Wrzask. To imię dobrze go opisywało. Krzyczał na nas za każdym razem gdy przyszedł, nie szczędząc sobie uwag i przekleństw, skierowanych w naszą stronę. Nie raz starał się podnieść na nas łapę. Z dwójki rodziców to on zapadł w mojej pamięci najbardziej. I to po nim mogę się pochwalić większością zachowań – prychnęła. – Wiesz dlaczego ci to mówię? Bo to jest powód. Nie chciałam mieć dzieci. Przerażała mnie wizja posiadania ich. Bałam się, że będę dokładnie taka jak mój ojciec, dlatego gdy Mrok wyszła z inicjatywą powiększenia kultu, po prostu wybuchłam. Dopiero po czasie mnie przekonała, a bardziej to ja powiedziałam jej, że nie mogę jej tego zabronić. Tak więc urodziła was. A ja, dalej powtarzając, że nie nadaje się na matkę, starałam się jak najbardziej od was odsunąć, byście nie musieli przeze mnie przeżywać tego co ja – wyznała, spuszczając głowę. – Mroczna Wizja jest wspaniałą matką. Myślałam, że ona wam starczy.

<Synu? Pytaj póki możesz, matka już więcej tajemnic nie zdradzi>

05 lipca 2025

Od Pustułkowej Łapy CD. Makowego Nowiu

Obecna Pora Zielonych Liści dawała popalić kotom swoją zmiennością, jednak kiedy trafiła się szansa, to każdy korzystał z dobrej pogody, która mogła się długo nie utrzymać. Dlatego też Mroczna Wizja wraz z Pustułkową Łapą niemal jako jedni z pierwszych wychodzili z obozu, by trenować, nim nagły deszcz lub – co gorsza – grad pokrzyżowałby im plany, a przecież nie mogli zaniedbać szkolenia tylko przez kiepskie i zmienne warunki atmosferyczne. Dzisiejszego dnia o dziwo pogoda nie była kapryśna i na niebie utrzymywało się słońce z niewielką ilością chmur, te jednak nie zwiastowały możliwej dżdżystej pory. Mroczna Wizja oraz Makowy Nów postanowiły tego dnia, że ich uczniowie odbędą razem trening, co było lekkim zaskoczeniem dla Pustułkowej Łapy, jednak nie dał po sobie tego poznać. W końcu wtedy miały być na nim oczy obu matek, dlatego tym bardziej nie mógł popełnić żadnego błędu. Musiał wypaść idealnie, pomimo tego, że nadal się uczył.
Czekoladowy kocur czekał wraz ze swoją mentorką na Kruczą Łapę oraz zastępczynię klanu, by wyruszyć razem na trening. Liliowa kotka właśnie zmierzała w ich kierunku, szukając wzrokiem dymnego kocura, który także szedł w ich stronę. W tym składzie po chwili wyszli z obozu, kierując się na niewielką polankę pośród drzew kawałek drogi od obozowiska.
Po Makowym Nowiu było widać, że nie jest w zbyt dobrym humorze, dlatego to Mroczna Wizja wzięła się za objaśnianie dzisiejszego treningu, kiedy dotarli na miejsce.
– Wraz z Makowym Nowiem zdecydowałyśmy, że dziś trening odbędziecie razem, walcząc przeciwko sobie – rozpoczęła, siadając o długość lisa od uczniów. – Nie ma to być walka na śmierć i życie, jednak macie się przyłożyć. Pojedynek zakończy się dopiero, gdy któreś z was się podda.
Pustułkowa Łapa przeniósł wzrok na brata, który patrzył na niego z determinacją. Też nie chciał zawieść żadnej z matek. Młodszy czuł, że to będzie wyrównana walka, pomimo tego, że nie wiedział, na jakim poziomie jest jego brat, jednak to nie miało znaczenia, jeśli się postara. Kocur bardzo chciał pokazać Mrocznej Wizji, że jego słowa wypowiedziane za kociaka nie były głupią obietnicą, a czymś, czemu podporządkuje całe swoje życie, poświęcając siebie całego. Pomimo ogromnej chęci wygranej, gdzieś głęboko w środku Pustułkowa Łapa poczuł wątpliwości i niechęć do walki z bratem. W końcu księżyce temu zapewnił, że będzie najlepszym wojownikiem i będzie walczył o rodzinę, więc jak teraz miał zmierzyć się z Kruczą Łapą? Z każdym uderzeniem serca słyszał jedynie szum krwi w uszach, nie zauważając nawet kiedy Mroczna Wizja dała znak do rozpoczęcia starcia. Kocur nie był przygotowany, co wykorzystał Krucza Łapa, rzucając się na brata i powalając go. Leżąc plecami na ziemi, kątem oka spojrzał na matki. Miał wrażenie, że w oczach czarnej kotki widzi zawód jego postacią, a Makowy Nów była dumna z własnego ucznia, ale młodszego syna już niekoniecznie.
Było to niczym zderzenie z drzewem, uświadamiające Pustułkową Łapę, że nigdy nie będzie najlepszy i pozostanie najsłabszy z całego rodzeństwa.
"Pustułko, walcz o swoje." – Usłyszał nagle w głowie słowa Mrocznej Wizji, chwilę nim złożył swoją obietnicę.
"Pewnego dnia zostaniesz potężnym wojownikiem, a może nawet i kimś więcej…" – Te słowa sprawiły, że w czekoladowym na nowo zapłonął ogień walki i determinacji, by zostać najlepszym.
Z głośnym miauknięciem odrzucił od siebie brata, wykorzystując obie tylne łapy oraz niechroniony brzuch napastnika. Pustułka od razu podniósł się na łapy, by z położonymi uszami po sobie i zjeżonym futrem wzdłuż kręgosłupa przecinać ogonem powietrze za sobą, w oczekiwaniu na ruch Kruczej Łapy.

<Makowy Nowiu?>

[557 słów]

[przyznano 11%]

28 czerwca 2025

Od Makowego Nowiu DO Pustułkowej Łapy

– Nie teraz – syknęła, nie zwracając już dalszej uwagi na swojego rozmówcę, który i tak miał wybrać się na już czekający patrol graniczny. Ruszyła napięcie w stronę legowiska wojowników, po drodze starając się na nikogo więcej już nie splunąć swoim jadem. Od kilku dni bolała ją głowa, każdego dnia coraz bardziej, a w dodatku jeszcze to Borsucza Puszcza została matką kultu. Dla Mak niczego więcej nie było trzeba do niekontrolowanego wybuchu złości, nad którą od dawna nie umiała dobrze panować. Dlatego usiadła w pustym o tej porze legowisku wojowników, starając się jakoś uspokoić. Zaczęła grzebać łapą w ziemi, starając się jakoś zignorować ten rozsadzający ból ze środka czaszki, jednak to nie przynosiło żadnych efektów. Syknęła coś cicho, kładąc się na swoim posłaniu, głowę chowając między łapami. Ból dalej promieniował z jej głowy, tylko coraz bardziej denerwując liliową kotkę.
– Makowy Nowiu? – usłyszała nagle znajomy głos. Nadstawiła uszu, by lepiej słyszeć swoją partnerkę, która właśnie weszła do legowiska. – Co się dzieje? – zapytała, siadając obok Makowego Nowiu. Ona tylko prychnęła, starając się stłumić syknięcie.
– Nie mam już prawa chwilę odpocząć? – zapytała, ostrzej niż zamierzała. – Głowa mnie boli, a w dodatku ta Puszcza... Naprawdę nie było nikogo lepszego?
– Makowy Nowiu, dobrze wiesz, jak było – przypomniała Mroczna Wizja, na co Mak tylko westchnęła. – Nie zapomnij, że wszyscy jesteśmy jedną społecznością. A co do twojego bólu głowy, to pójdź po zioła do Cisowego Tchnienia – powiedziała Mrok.
– Jakbym jeszcze miała na to czas, to poszłabym już kilka wschodów słońca temu! Ale nie, oczywiście – syknęła. – Zaraz tam pójdę, bo bez tego naprawdę chyba rozsadzi mi głowę, a jeszcze dziś muszę wyjść na trening z Kruczą Łapą. Nie będzie tracił lekcji przeze mnie – oznajmiła, na co Mrok tylko kiwnęła głową. Po chwili położyła ogon na barku liliowej kotki.
– Jeśli byś chciała, możemy dziś razem wybrać się na trening. Wezmę Pustułkową Łapę. Sądzę, że trening we dwójkę dobrze im zrobi i może poprawi umiejętności walki z przeciwnikiem – zauważyła Mrok. – Ale w takim razie musisz już iść do Cisowego Tchnienia. Zioła jeszcze muszą zacząć działać.
– Dziękuję – mruknęła Mak, z jakąś wyczuwalną czułością w swoim głosie i powoli zaczęła się podnosić.
 
***
 
Cisowe Tchnienie dała jej jakieś zioła, co umożliwiło kotce powrót do swoich zajęć. Ból co jakiś czas dalej był obecny, jednak był on również dużo słabszy. Przynajmniej na tyle, by móc bez większego problemu przeprowadzić trening. I to właśnie Makowy Nów zamierzała robić. Gdy tylko wyszła z legowiska medyka, rozejrzała się w poszukiwaniu swojej partnerki wraz z dwójką synów. Mroczna Wizja, wraz z Pustułkową Łapą, już stała przy wyjściu z obozu, dlatego liliowa ruszyła w ich stronę, wzrokiem szukając jeszcze jej ucznia, Kruczej Łapy. Mijała koty wracające z różnych patroli oraz tych, co zmierzali do stosu zwierzyny po zasłużony posiłek i wtedy zauważyła Kruczą Łapę. Kocur już również zmierzał w ich stronę, a gdy tylko wszyscy się zebrali, wyszli razem z obozu.

Wyleczeni: Makowy Nów