BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 1 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 sierpnia 2025

Od Pustułkowego Szponu CD. Makowego Nowiu

TW: krew, śmierć, walka.

Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, większość wojowników właśnie wypoczywała po całym dniu, gdy do obozu powrócił patrol graniczny. Jednak coś było nie tak, Piołunowy Dym krwawił, wspierając się o Dyniową Skórę, była z nimi jeszcze Wrotyczowa Szrama, która niespodziewanie wyrwała się do przodu z deklaracją, że Klan Klifu ich zaatakował. Nikt nie miał zamiaru oddawać im ot tak terenów, a tym bardziej nie stawić się na wypowiedzianej wojnie.
Po obozie od razu rozeszły się szepty. Czy Klifiacy naprawdę są aż tak głupi, by zadzierać z Klanem Wilka? Przecież to było oczywiste, że odniosą porażkę, jednak Pustułkowy Szpon nie mógł przewidzieć, że skończy to się dla niego w mało przyjemny sposób. Nikła Gwiazda zarządził, że za dwa wschody słońca wyruszają na wojnę i każdy ma być gotowy.
Czekoladowy kocur od razu zgłosił się do grupy, która wyruszy na pole bitwy, którym była polana przy Czarnych Gniazdach.

***
W końcu nadszedł dzień, w którym dwa klany miały stoczyć walkę. Wymarsz miał miejsce, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Każdy był gotowy i tylko czekał przy wyjściu z obozu na znak przywódcy.
Pustułkowy Szpon miał zamiar towarzyszyć Poziomkowej Łapie w dzisiejszej bitwie, jednak kocur nie zdołał go odszukać, przy czym czuł wzrok swojej matki i jednocześnie zastępczyni klanu. Odnalazł ją wzrokiem i zauważając, że coś jest na rzeczy. Kotka wyglądała, jakby chciała coś przekazać, nim wyruszą – po krótkim namyśle, ruszył w jej stronę. Rzadko rozmawiali jak nie wcale.
– Witaj Makowy Nowiu – przywitał się z nią dość oficjalnie, lecz nie wiedział, jak inaczej z nią rozmawiać. Prawda, jest jego matką, jak Mroczna Wizja, jednak z liliową nie miał tak bliskiej więzi, jak z niedawną mentorką.
– Witaj Pustułkowy Szponie. – Kiwnęła mu głową. – Jak się czujesz? – zapytała, chcąc na początku nieco ruszyć rozmowę. W międzyczasie Nikła Gwiazda dał znak do wymarszu, tak więc teraz szli obok siebie, zmierzając na wojnę.
– Dobrze, choć ta wojna z Klanem Klifu... Ledwo co ukończyłem szkolenie i już idę walczyć – mruknął, dzieląc się przemyśleniami z przybraną matką. Żałował trochę, że tak mało z nią rozmawiał przez ostatnie księżyce. Nawet w żłobku zbyt dużo interakcji ze sobą nie mieli, a teraz mogła to być ostatnia szansa na rozmowę ze starszą. Nie wiedział, czy oboje wrócą żywi, czego również miała świadomość Makowy Nów.
Kotka westchnęła cicho.
– Cokolwiek się stanie, przed rozpoczęciem chciałabym ci coś powiedzieć. Tobie i twoim braciom. – Wzięła głębszy oddech i spojrzała Pustułce w oczy. – Wierzę w ciebie i naprawdę jestem z ciebie dumna. Ciebie i twojego rodzeństwa. Robicie wspaniałą robotę i chciałam, byście o tym wiedzieli.
– Dziękuję matko – powiedział, ocierając się o jej bok. Ta jedynie uśmiechnęła się słabo do syna, szybko jednak zmieniając wyraz pyska.
Niedługo później znaleźli się przy granicy z wrogim klanem. Był zdeterminowany, by to jego klan wygrał i by on sam wyszedł cało, w końcu miał pewnego przyjaciela, który też bierze w tym wszystkim udział. Będzie musiał go szybko znaleźć i wspierać, nie wątpił w jego umiejętności, jednak Poziomek nie był kotem, który każdemu rzuci się do gardła i żywcem rozszarpie, pozbawiając życia drugą istotę.
Był zwrócony w stronę granicy i obecnie był gdzieś pośrodku grupy, dlatego zauważył i poczuł wzrok swojej mentorki na sobie. Widział po niej, że martwi się o najbliższych, którzy wyruszyli z nią na wojnę. Podniósł wyżej głowę i z dumą czekał, aż wszystko się rozpocznie. Obecnie nie miał żadnych oporów przed zabiciem drugiego kota, już raz posmakował kociej krwi. Już na samo wspomnienie poczuł na języku ten metaliczny smak jeszcze ciepłej posoki. Zero zahamowań, zero współczucia. Po chwili zawył wojowniczo, jak na prawdziwego Wilczaka przystało.
Po chwili obok niego znalazła się Kocankowa Łapa, która do niedawna przebywała w izolacji wraz z matką, najwidoczniej pozwolono jej iść wraz z jej nowym mentorem.
– Ty idziesz ze mną – zażądała i skinęła głową, aby dać mu znak.
– No proszę, młoda i do tego władcza – mruknął z uśmiechem. Nie dało się określić jakim, jednak raczej żadnym pozytywnym. Jego podejście do młodej kotki było raczej mieszane, patrząc na to, jakie plotki krążą w obozie o jej temat, choć z tą klątwą to ktoś zaszalała i to nieźle.
W międzyczasie Nikła Gwiazda rozmawiał z liderką Klanu Klifu, jednak już z góry wiadomo, że jakiekolwiek negocjacje nie przyniosą skutku – Klan Wilka przybył na wojnę, a nie pokojowe pogaduszki. W końcu kocur rzucił się ku liderce z wysuniętymi pazurami.
 Do ataku, Klanie Wilka!
Spojrzał na młodszą, w końcu ona tu przybrała rolę dowodzącą, kocur wolał się dostosować. Ta jednak nagle zniknęła z jego pola widzenia, a Pustułkowy Szpon nie widział zbytnio co robić. Rzucić się ot tak na wrogiego kota, czy może jednak komuś pomóc, na przykład Poziomkowej Łapie. Dobrze nawet nie zakończył swojej rozterki, gdy nad nimi rozległ się śmiech i na polu bitwy pojawiła się liliowa kotka, która widocznie miała jakąś urazę do Klanu Klifu. Kocur nie słuchał jej, w pewien sposób się wyłączając na ten czas.
W końcu koty znowu rzuciły się sobie do gardeł, a młody wojownik w tym całym zamieszaniu nie potrafił się odnaleźć, wszędzie byli walczący wojownicy, posoka z obu klanów, a w powietrzu latały kępki sierści unoszone przez wiatr. W tym całym obrazie zauważył kątem oka brata z Kocanką, jednak nie miało to teraz znaczenia, trzeba wygrać tę wojnę. Momentalnie rzucił się na pierwszego lepszego kota, który wręcz śmierdział Klanem Klifu – jego przeciwnikiem został Królicza Ułuda.
Ten dotychczas stał w bezruchu, aż do momentu, gdy poczuł ból, a na jego ciele pojawiła się rana, która zaczęła sączyć się krwią. Od razu syknął, wysuwając pazury i kładąc uszy po sobie.
– Odbiło ci! – wyrwało mu się, gdy spoglądał w oczy wroga. Zmarszczył brwi i zamachnął się łapą, lekko go raniąc.
– Mi? Raczej wam! – warknął, obrywając pazurami od starszego kocura. Nie była to głęboka rana, jednak na jakiś czas zostanie. Zamachnął się, by zadać kontrę, jednak nie trafił pazurami przez sprawne uniknięcie ciosu ze strony Klifiaka. Ten zacisnął szczękę, gotowy do zadania kolejnego ciosu. Ruszył do przodu, pazurami raniąc Pustułkowy Szpon. On również nie zamierzał tracić czasu na pogawędki. Wojownik uniknął jego ataku, w zamian zostawiając rany na jego boku. Wilczak ponownie zaatakował, jednak znowu coś nie wyszło. Za to Królicza Ułuda tym razem go lekko drasnął.
Pustułkowy Szpon od razu do kontry, lecz nie dosięgnął pazurami kocura. Nie mógł w to uwierzyć, czy naprawdę przegra z jakimś starszym wojownikiem Klanu Klifu?! Nie może przecież podczas pierwszej poważnej walki zawieść matek oraz przodków!
Lekka panika pojawiła się w głowie kocura.
Nagle jakby z nową determinacją, kremowy rzucił się z pazurami na przeciwnika, a na jego łapach pojawiła się kolejna porcja krwi Wilczaka. Na Mroczną Puszczę! Czy przodkowie dzisiaj nie mieli go w opiece? Ponownie pazury Króliczej Ułudy zatopiły się w jego ciele, próbował się od razu odwinąć, jednak dla wojownika to było jedynie draśnięcie, patrząc na stan Pustułki.
Kremowy, z nieznaną dla niego siłą, zamachnął się łapą po raz kolejny. Tym razem... wyjątkowo mocno. Swoimi pazurami przeorał wojownikowi cały pysk. Spojrzał na przeciwnika ze strachem w oczach, po czym cofnął się parę kroków.
Adrenalina kierowała jego ciałem, jednak ostatni cios kocura był idealnie wymierzony w jego pysk. Z gardła młodszego wyrwał się krzyk bólu, lekko zamglonym wzrokiem patrzył na przeciwnika. Gdzieś nieopodal zauważył gałkę oczną koloru zieleni. Czy to... Nie, nie, nie!
Nie zarejestrował, gdy odruchowo przyłożył łapę do pustego oczodołu, z którego sączyła się krew. Gdy zaczęło wszystko powoli do niego docierać, zdjął łapę z pyska. Cała była w jego posoce. Ze strachem w oku spojrzał na Króliczą Ułudę. Co teraz? Umrze? Wojownik pozwoli mu odnaleźć medyka?
Nie wiedział ile tak stali, jednak chyba dość długo, ponieważ walka wokół nich dobiegała końca, gdy niespodziewanie starszy zabrał jego oko ze sobą, jakby to było jego trofeum.
Widząc ruch wojownika, nie mógł własnemu oku wierzyć. Czy ten Klifiak, naprawdę...?! Nie, zdecydowanie za wiele dla niego — i to niby z Klanem Wilka jest coś nie tak, phi.
Finalnie stwierdził nic tu po nim, już się nie przyda na polu walki. Odwrócił się i zaczynając odczuwać coraz większy ból, opuścił miejsce, gdzie na ziemi było pełno krwi i kociej sierści.
W tym czasie w jego głowie powróciły głosy. Tak krótko miał spokój od nich, jednak jak widać chore ambicje i samokrytyka będą jego odwiecznymi towarzyszami.
"Och, przodkowie z Mrocznej Puszczy, co ja takiego zrobiłem, że dziś nie mieliście mnie w swojej opiece...?" – spytał w myślach, po chwili zauważając Makowy Nów. Nie, nie może tak się im pokazać. Ich wzrok się skrzyżował, a kotka powoli ruszyła w jego stronę. Kocur nie chciał, by ta widział go w takim stanie, wolałby teraz szybko wrócić do obozu, zaliczyć nieuniknioną wizytę u Cisowego Tchnienia i zaszyć się na wieki w legowisku wojowników.
– Pustułko – powiedziała tylko i spojrzała na syna. Przyglądała mu się uważnie, przyjmując do siebie jego obrażenia. W końcu, nie zwracając uwagę na czas i miejsce, otarła się czule o niego, pierwszy raz okazując mu cokolwiek więcej, cokolwiek z tej typowej matczynej miłości. – Jak dobrze, że żyjesz, jestem z ciebie dumna – mruknęła tylko.
– Ja... – zaczął, czując, jak łzy zbierają mu się w oku, rozmazując obraz. Tak, dobrze widzicie. Pustułkowy Szpon płacze i to szczerze. – Przepraszam matko, ja nie dałem rady – dokończył załamującym się głosem, wtulając się w bok matki, która w porównaniu do Mrocznej Wizji była mu tak obca, jednak zawsze była, jest i będzie jego przybraną matką.
Makowy Nów nie odezwała się. Stała w ciszy, słysząc ciche łkanie kocura. W końcu ona sama też w pełni go przytuliła. Pierwszy raz. A w kącikach jej oczu również zebrały się łzy, które jednak szybko wytarła, nie chcąc okazywać słabości wśród tylu jej pobratymców, jednak kocur jakoś to zauważył – czuł, jak mięśnie kotki się napięły i rozluźniły, gdy pozbywała się łez z oczu.
– Co masz na myśli Pustułko? Przecież dalej tu stoisz. A patrząc na twój wiek, na doświadczenie w walkach... – nie dokończyła, zamiast tego po prostu tuląc Pustułkę.'
Może i stoi, ale za to w jakim stanie, jednak prawda – kocur nie miał dużego doświadczenia w prawdziwych walkach i w sumie miał szczęście, że nadal tu stoi o własnych łapach.
– Wiem, ale Mrocznej Wizji dawniej obiecałem, że będę najlepszy, a teraz? Mam tylko jedno oko – wyżalił się, marząc o tym, by to wszystko nie było prawdą. Nie może tak skończyć!
– Masz trudniejszy start, musiałbyś pracować dwa razy ciężej – oznajmiła.
– Ja już dawno miałem trudniejszy start. Najmniejszy, najsłabszy z braci, a teraz to... – mruknął, odklejając się w końcu od boku zastępczyni. Musi się wziąć w garść, przynajmniej na jakiś czas, dopóki nie wrócą do obozu.
– A jednak się nie poddałeś – zauważyła. – Jednak zakończyłeś szkolenie w błyskawicznym tempie i to pod okiem Mrocznej Wizji – przypomniała i spojrzała na syna. – Jeśli będziesz chciał, możemy dalej porozmawiać później w obozie. Teraz każdy z nas potrzebuje powrotu do domu – zaproponowała.
– Prawda. Chętnie skorzystam z tej propozycji, choć mnie raczej czeka jeszcze wizyta u Cisowego Tchnienia – oznajmił, siląc się na lekki uśmiech. Nie chciał, by niemal cała rodzina była mu obca, wystarczy, że z Warkotkiem i Krukiem nie ma takich relacji, jakie kiedyś myślał, że będą.
***
Minęło trochę czasu od wojny z Klanem Klifu, Wilczaki nie ponieśli żadnych strat w kotach, jednak nie oznaczało to, że nie było poważnie zranionych. Pustułkowy Szpon i Trzcinniczkowa Dziupla stracili wzrok w jakiś stopniu – czekoladowego kocura spotkał brak prawego oka, starszy wojownik zachował oczy, lecz nic nie widział. Do tego jeszcze Lamentująca Toń straciła łapę. Z sukcesów zdobyli Czarne Gniazda i część lasu, które dotychczas należały do Klifiaków.
Pustułkowy Szpon powoli przyzwyczajał się do funkcjonowania z jednym okiem, jednak teraz raczej mógł zapomnieć o zostaniu czyimś mentorem, co było jego skrytym marzeniem. Chciał nauczać kociaka, któremu by przekazał całe nauki od Mrocznej Wizji, lecz teraz? Sam ledwo daje radę, ciągle odczuwa ból przy niektórych ruchach, do tego regularnie musi przychodzić do medyka, by zmieniać opatrunki na pysku – w końcu infekcja to ostatnie czego chce.
Dawniej chodził dumnym krokiem z uniesioną głową, teraz jednak włóczył łapami przy każdym kroku, trzymając się cienia z pochyloną głową. Wyglądał obecnie jak cień dawnego siebie, jakby tego było mało, to głosy w jego głowie rzadko kiedy dawały mu chwilę odpoczynku. Niemal za każdym razem prosił Cisowe Tchnienie o nieco większą porcję maku na ból, chcąc być na tyle otępiałym, że nie będzie słyszeć głosu ambicji i samokrytyki. Medyczka niemal za każdym razem się nie zgadzała na jego prośbę.
Kocur nie wiedząc co ze sobą zrobić, całe dnie spędzał w legowisku wojowników na zużytym posłaniu. Żadnemu uczniowi nie udało się nakłonić wojownika na chwilowe opuszczenie wyleżanego mchu, by zmienić go na świeży, lub trafić na moment, gdy kocur opuszczał na chwilę legowisko. Czuł jakby żył zawieszony, niby jakoś funkcjonował, lecz wszystko zlewało mu się w całość, mając wrażenie, że marazm coraz bardziej oblepia jego ciało z każdym dniem.
Przełomowym momentem było wyjście do lasu z Makowym Nowiem. Szli w absolutnej ciszy pochłonięci swoimi myślami, choć w przypadku Pustułki było to pochłonięcie przez nieznośne głosy w głowie, lecz i one nie zakłóciły cichego śpiewu liliowej.
– Sikoreczka sikoreczka wleciała przez okienko…
– Śpiewałaś to już kiedyś? – spytał młodszy, idąc po prawej stronie matki, by móc ją w stanie widzieć jakkolwiek.
– Przy was tylko jak spaliście, gdy Mrok nie mogła się wami zająć – odparła. Po jej słowach zapanowała niemal bezwzględna cisza, przedzierana przez jedynie cichy śpiew kotki.
W końcu dotarli, siadając pod jednym z drzew, wtedy też piosenka ucichła, a kocur czekał na słowa marki.
– Pustułkowy Szponie – zaczęła, przyciągając tym samym uwagę swego potomka. – Chcesz być najlepszym wojownikiem, bo obiecałeś to Mrocznej Wizji. Dalej jesteś w stanie to zrobić. Bycie najlepszym wojownikiem polega na przekłuciu swoich słabości i błędów przeciwników w broń. Pamiętasz walkę, którą odbyłeś wraz z Kruczym Piórem, gdy obydwoje byliście jeszcze uczniami? Udało ci się uwolnić, poprzez wykorzystanie błędu twojego brata. Pomimo tego, że byłeś od niego słabszy – zauważyła kotka, spoglądając co chwilę na Pustułkę, by wyłapać jego reakcje. Ten jedynak bez wyrazu spoglądał na matkę. – Masz trudniejszy start od innych. Zwłaszcza teraz, z jednym okiem. Musiałbyś pracować jeszcze ciężej, zwłaszcza że musisz od nowa nauczyć się dobrej walki. I nie sądzę, by treningi zapewniane przez mistrzów pozwoliły ci w pełni dogonić poziomem innych, sprawnych w pełni wojowników – zatrzymała się na chwilę, a w tym czasie kocur chwilowo wysunął pazury, zatapiając je w ściółce leśnej przez głos, który od razu zaczął mówić, że to już koniec dla niego jako wojownika w klanie. – Jednak jesteś jeszcze bardzo młody, dopiero skończyłeś swój trening, a każdy z nas uczy się całe życie. To była twoja pierwsza taka walka, która w dodatku okazała się wojną. To, że jeszcze tu stoisz, jest swego rodzaju dokonaniem, ponieważ zginęło dużo kotów, wielu jest też ciężko rannych, a ty na szczęście straciłeś tylko oko – mruknęła. – Walk czeka cię w twoim życiu jeszcze wiele, nie wiemy co, czyha na nas za rogiem, dlatego mogę wyjść dla ciebie z pewną propozycją. Zakończyłeś już szkolenie, jednak mogę pomóc ci z walką po utracie oka, własnymi treningami. Będziemy wychodzić do lasu, gdzie to ty będziesz szlifował umiejętności, starając się przestawić na nowy tryb walki. Ja będę to nadzorować, będąc często twoim przeciwnikiem. Zakończyć treningi będziemy mogli w każdej chwili, decyzja ta będzie należeć do ciebie, w końcu twój w tym interes. Zacząć moglibyśmy za kilka wschodów słońca, ponieważ wszyscy jesteśmy jeszcze obolali po walkach – wyjaśniła i spojrzała na Pustułkowy Szpon. Ten w głowie próbował na spokojnie przeanalizować propozycję kotki, czego ambicja i samokrytyka nie ułatwiały, choć teraz najgłośniejszy głos należał do wewnętrznej krytyki.
“Jak tak dalej pójdzie, to oszaleję…” – pomyślał, wracając po chwili myślami do obecnej sytuacji.
– Z chęcią skorzystam z twojej propozycji – oznajmił zadowolony. – I dziękuję.
– Nie masz za co mi dziękować. Nie chcę mieć rannych w klanie, zwłaszcza że jesteś młodym wojownikiem, mogącym dokonać wiele. Nie chcę, by cię złapali na pierwszej lepszej walce – powiedziała, odwracając wzrok od syna i kierując go w przestrzeń. Nastała chwila ciszy, przerywana tylko szumem wiatru.
– Mogę się o coś spytać? – odezwał się kocur, na co jego matka kiwnęła głową. – Dlaczego byłaś tak nieobecna w moim życiu?
Makowy Nów westchnęła cicho, łapą zaczynając grzebać w ziemi.
– Nie myślałam, że zadasz to pytanie. Moja nieobecność była aż tak odczuwalna? Nie znasz mojej rodziny. Twojego dziadka, ciotek i wujka. Wszyscy zmarli na długo przed twoimi narodzinami. Matki sama nie pamiętam, jedyne co mi po niej zostało to właśnie ta piosenka. Zniknęła, gdy jeszcze byłam w żłobku, ale mogę powiedzieć jedno, to ona była tą kochającą matką. Mój ojciec nazywał się Gęsi Wrzask. To imię dobrze go opisywało. Krzyczał na nas za każdym razem, gdy przyszedł, nie szczędząc sobie uwag i przekleństw, skierowanych w naszą stronę. Nie raz starał się podnieść na nas łapę. Z dwójki rodziców to on zapadł w mojej pamięci najbardziej. I to po nim mogę się pochwalić większością zachowań – prychnęła. – Wiesz, dlaczego ci to mówię? Bo to jest powód. Nie chciałam mieć dzieci. Przerażała mnie wizja posiadania ich. Bałam się, że będę dokładnie taka jak mój ojciec, dlatego, gdy Mrok wyszła z inicjatywą powiększenia kultu, po prostu wybuchłam. Dopiero po czasie mnie przekonała, a bardziej to ja powiedziałam jej, że nie mogę jej tego zabronić. Tak więc urodziła was. A ja, dalej powtarzając, że nie nadaje się na matkę, starałam się jak najbardziej od was odsunąć, byście nie musieli przeze mnie przeżywać tego, co ja – wyznała, spuszczając głowę. – Mroczna Wizja jest wspaniałą matką. Myślałam, że ona wam starczy.
– Rozumiem, jednak mimo to powinnaś spróbować swoich sił. Mroczna Wizja jest wspaniała, jednak z braćmi mamy dwójkę rodziców, nie jednego. Mając tę świadomość, zawsze, a przynajmniej ja, odczuwałem twój brak. Tyle razy chciałem, byś była naszą matką, lecz za kociaka myślałem, że z czasem wszystko się poukłada samo. Później treningi i w sumie zbytnio nie było, kiedy podejść i na spokojnie porozmawiać jak teraz. Poza tym ty w międzyczasie zostałaś zastępczynią klanu i byłaś zajęta nowymi obowiązkami, do tego szkolenie Kruka. Czułem po prostu, że marnowałbym twój cenny czas na jakieś głupie rozmowy o niczym, by powoli budować relację.
Ten moment był jednym z nielicznych, gdy był całkowicie szczery sam ze sobą oraz drugim kotem. Zwykle całe dni ukrywał wszystko pod maskami, wpasowując się idealnie do każdego towarzystwa, lecz brakowało mu właśnie takich momentów, gdzie nie musiał się bać, że zostanie źle oceniony, odebrany przez pryzmat swojego pochodzenia.
– Chciałbym jeszcze coś wiedzieć. Jak poznałaś się z Mroczną Wizją oraz o co dokładnie chodzi z Kultem Mrocznej Puszczy? Da się usłyszeć, jak niektóre koty o tym szeptają z przerażeniem – powiedział, obserwując dokładnie mimikę na pysku Makowego Nowiu.
Chciał dokładnie wiedzieć, o co chodzi, wraz z tym, czemu inni nazywają go i braci synami kultystek.

<Makowy Nowiu, wtajemniczysz swojego syna w Kult?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz