Jeszcze kiedy Żmijowiec był uczniem, zanim zalało obóz
Kolejny głupi, bezsensowny dzień wypełniony głupia i bezsensownie irytującą Wzlatująca Uszatką. Był już gotowy, aby zwinąć się w kłębek, zaprzeć łapami, wbić pazury w mech i z całej siły opierać się, kiedy mentorka po niego przyjdzie. Ale to się nie stało. Obudził go znany, chociaż niespodziewany głos.
— Żmijowcowa Łapo, wstawaj! — poleciła Kuni Strumyczek, a uczeń odruchowo nadstawił ucho. Na widok jego zdziwionych, wciąż lekko zasnutych snem ślepiów, parsknęła krótkim śmiechem. Chciała dodać coś jeszcze, ale bury ją uprzedził.
— Uszatka wpadła w rozżarzone węgle... — mruknął, wpatrując się w wojowniczkę.
— Uszatka wpadła w rozżarzone węgle... — mruknął, wpatrując się w wojowniczkę.
— Dobrze, że humor ci dopisuję z rana, ale muszę cię uspokoić, że nie. Twoja nauczycielka jest cała i zdrowa, gotowa, aby razem ze mną i tobą, oraz Perlistą Łzą, wyjść na patrol. Wstawaj ślimaku. — Po tych słowach, w akompaniamencie głośnego wzdychania kocurka, wróciła do czarno-białej, gdzie wciąż nigdzie nie było widać jaśniejszej szylkretki. Terminator wywlókł się na dół i ciężko usiadł obok mentorki. Leniwie, jakby od niechcenia, przejeżdżał językiem po przednich łapach, aż w końcu obok ucha usłyszał głos Mandarynkowego Pióra.
— Przepraszam za opóźnienia. Perlista Łza jest chora, więc ja poprowadzę ten patrol. — Bez zbędnych słów wyruszyli i żwawo skierowali się w kierunku Brzozowego Zagajnika. Ta część Klanu Nocy była mu zdecydowanie mniej znana, nie chodzili tam zbyt często, sam nawet nie wiedział dlaczego.
Starał się nie chodzić przy boku Wzlatującej Uszatki. Nie żeby wojowniczka była natrętna; w sumie to raczej nie odzywała się do niego, zwłaszcza na patrolach, kiedy nie musiała mu niczego tłumaczyć, nic pokazywać. Trzymał się ogona zastępczyni, próbując nie naruszać niepotrzebnie jej przestrzeni osobistej. Ale to szło mu trochę gorzej.
— Psst! — Próbował zwrócić na siebie uwagę niebieskiej, jednocześnie nie chcąc, aby ta głupia witka nadstawiała uszy. Na szczęście nauczycielka nie interesowała się nim zbytnio, jeśli nie musiała, a szylkretka, która zamykała patrol, zajęta była polowaniem w krzakach. — Pani Mandarynkowe Pióro, pst!
— Mów do mnie normalnie, nie będę się błaźnić — powiedziała w końcu, nie odwracając nawet pyska.
— Tak, tak, oczywiście, przepraszam — zmieszał się delikatnie, ale szybko odzyskał animusz, przybliżając się znacznie, aby nie musieć mówić tak głośno.
— Nie miętol już jęzorem, tylko do rzeczy. Mamy być skupienie, nie nauczyli cię jeszcze ciszy? — Podniosła jedną brew. Wyglądała na zirytowaną, ale nie faktycznie wkurzoną.
— No właśnie o to też się rozchodzi. Pamięta Pani naszą rozmowę? Tą o... Wie Pani o kim... — Tutaj obejrzał się za siebie ukradkiem, zatrzymując wzrok na czarno-białej. Potem prędko powrócił do rozmówczyni.
— Pamiętam.
— No... I czy coś udało się z tym zrobić?
— Nie pośpieszaj mnie. Nie potrzebuję tego.
— No tak... Po prostu... Czuję, że mógłbym więcej — przyznał. Stanął aż w miejscu, żeby nadać słowom większą siłę. Zastępczyni również na moment zwolniła, świdrując go płomiennymi ślepiami.
— Udowodnij to sam, a nie czekaj, aż wszystko zostanie ci podane pod pysk. Klan Nocy nie potrzebuję małży bez skorupy.
Po tych słowach rozmowa urwała się.
Do końca patrolu udało mu się złapać rudzika i jedną tłustą nornicę. Nie był specjalnie przejęty tymi zdobyczami, ale kiedy Mandarynka skinęła mu łbem, ciepło rozlało się po jego klatce piersiowej. Wrócili po szczytowaniu słońca.
— Przepraszam za opóźnienia. Perlista Łza jest chora, więc ja poprowadzę ten patrol. — Bez zbędnych słów wyruszyli i żwawo skierowali się w kierunku Brzozowego Zagajnika. Ta część Klanu Nocy była mu zdecydowanie mniej znana, nie chodzili tam zbyt często, sam nawet nie wiedział dlaczego.
Starał się nie chodzić przy boku Wzlatującej Uszatki. Nie żeby wojowniczka była natrętna; w sumie to raczej nie odzywała się do niego, zwłaszcza na patrolach, kiedy nie musiała mu niczego tłumaczyć, nic pokazywać. Trzymał się ogona zastępczyni, próbując nie naruszać niepotrzebnie jej przestrzeni osobistej. Ale to szło mu trochę gorzej.
— Psst! — Próbował zwrócić na siebie uwagę niebieskiej, jednocześnie nie chcąc, aby ta głupia witka nadstawiała uszy. Na szczęście nauczycielka nie interesowała się nim zbytnio, jeśli nie musiała, a szylkretka, która zamykała patrol, zajęta była polowaniem w krzakach. — Pani Mandarynkowe Pióro, pst!
— Mów do mnie normalnie, nie będę się błaźnić — powiedziała w końcu, nie odwracając nawet pyska.
— Tak, tak, oczywiście, przepraszam — zmieszał się delikatnie, ale szybko odzyskał animusz, przybliżając się znacznie, aby nie musieć mówić tak głośno.
— Nie miętol już jęzorem, tylko do rzeczy. Mamy być skupienie, nie nauczyli cię jeszcze ciszy? — Podniosła jedną brew. Wyglądała na zirytowaną, ale nie faktycznie wkurzoną.
— No właśnie o to też się rozchodzi. Pamięta Pani naszą rozmowę? Tą o... Wie Pani o kim... — Tutaj obejrzał się za siebie ukradkiem, zatrzymując wzrok na czarno-białej. Potem prędko powrócił do rozmówczyni.
— Pamiętam.
— No... I czy coś udało się z tym zrobić?
— Nie pośpieszaj mnie. Nie potrzebuję tego.
— No tak... Po prostu... Czuję, że mógłbym więcej — przyznał. Stanął aż w miejscu, żeby nadać słowom większą siłę. Zastępczyni również na moment zwolniła, świdrując go płomiennymi ślepiami.
— Udowodnij to sam, a nie czekaj, aż wszystko zostanie ci podane pod pysk. Klan Nocy nie potrzebuję małży bez skorupy.
Po tych słowach rozmowa urwała się.
Do końca patrolu udało mu się złapać rudzika i jedną tłustą nornicę. Nie był specjalnie przejęty tymi zdobyczami, ale kiedy Mandarynka skinęła mu łbem, ciepło rozlało się po jego klatce piersiowej. Wrócili po szczytowaniu słońca.
* * *
Księżyc temu
— Kropiatko, wystąp. — Po obozie rozniósł się głos Spienionej Gwiazdy. Koty Klanu Nocy zebrały się pod mównicą. Żmijowcowa Wić usiadł delikatnie z tyłu, słuchając jednym uchem rozmowy Tojadowej Kryzy i Wężynowego Splotu. Nie bardzo interesowała go ceremonia jakieś znajdki, którą los przywiał na tereny jego klanu, ale i tak nie miał nic lepszego do roboty, a wszyscy inni poszli, więc...
— Osiągnęłaś wiek sześciu księżyców i jesteś gotowa, aby rozpocząć szkolenie na wojowniczkę. Od tego dnia znana będziesz jako Kropiatkowa Łapa, a twoim mentorem zostanie Żmijowcowa Wić. Mam szczerą nadzieję, że przekaże ci on wszystko, co sam wie. — Kiedy usłyszał swoje imię, zamarł. Nadstawił uszy i wlepił soczyste ślepia w liderce, która złapała jego wzrok. Był zdziwiony, zmieszany... Na pewno czuł o wiele więcej innych emocji niż duma czy zadowolenie. Nie zakodował nawet, że przywódczyni mówi teraz do niego. Dopiero uderzenie rudego ogona brata, wyrwało go z otępienia.
— C-co? — Zmarszczył brwi.
— Słuchaj, a nie — rzucił lekko rozbawiony i wskazał łbem na Spienioną Gwiazdę, która cierpliwie czekała na uwagę Żmijowca.
— Żmijowcowa Wicio, mimo młodego wieku wierze, że jesteś gotów na szkolenie swojego pierwszego ucznia. Pod okiem najpierw Wzlatującej Uszatki, a następnie i Szałwiowego Serca dowiedziałeś się wszystkiego, co powinien znać wojownik Klanu Nocy, a podczas powodzi wykazałeś się ogromną odwagą i zdolnością do poświęceń. Proszę, przekaż te i inne wspaniałe cechy oraz umiejętności Kropiatkowej Łapie. — Znów poczuł szturchnięcie, tym razem Wężynki. Podniósł się i podszedł, zmuszając się do dumnego kroku, do małej kotki. Nachylił się i dotknął ją nosem; Kropiatka zamruczała, a jej pomarańczowe ślepia zaiskrzyły...
"Może nie będzie tak tragicznie..." — pomyślał, próbując samodzielnie podnieść się na duchu. Zebrane koty skandowały nowe imie znajdki, a ona sama uśmiechała się zadowolona. Młody wojownik nie był taki pewny...
— Osiągnęłaś wiek sześciu księżyców i jesteś gotowa, aby rozpocząć szkolenie na wojowniczkę. Od tego dnia znana będziesz jako Kropiatkowa Łapa, a twoim mentorem zostanie Żmijowcowa Wić. Mam szczerą nadzieję, że przekaże ci on wszystko, co sam wie. — Kiedy usłyszał swoje imię, zamarł. Nadstawił uszy i wlepił soczyste ślepia w liderce, która złapała jego wzrok. Był zdziwiony, zmieszany... Na pewno czuł o wiele więcej innych emocji niż duma czy zadowolenie. Nie zakodował nawet, że przywódczyni mówi teraz do niego. Dopiero uderzenie rudego ogona brata, wyrwało go z otępienia.
— C-co? — Zmarszczył brwi.
— Słuchaj, a nie — rzucił lekko rozbawiony i wskazał łbem na Spienioną Gwiazdę, która cierpliwie czekała na uwagę Żmijowca.
— Żmijowcowa Wicio, mimo młodego wieku wierze, że jesteś gotów na szkolenie swojego pierwszego ucznia. Pod okiem najpierw Wzlatującej Uszatki, a następnie i Szałwiowego Serca dowiedziałeś się wszystkiego, co powinien znać wojownik Klanu Nocy, a podczas powodzi wykazałeś się ogromną odwagą i zdolnością do poświęceń. Proszę, przekaż te i inne wspaniałe cechy oraz umiejętności Kropiatkowej Łapie. — Znów poczuł szturchnięcie, tym razem Wężynki. Podniósł się i podszedł, zmuszając się do dumnego kroku, do małej kotki. Nachylił się i dotknął ją nosem; Kropiatka zamruczała, a jej pomarańczowe ślepia zaiskrzyły...
"Może nie będzie tak tragicznie..." — pomyślał, próbując samodzielnie podnieść się na duchu. Zebrane koty skandowały nowe imie znajdki, a ona sama uśmiechała się zadowolona. Młody wojownik nie był taki pewny...
Zamiast odejść na stronę z burą, uciekł sam, aby odnaleźć... kogokolwiek. Ujrzał imponująca postać zastępczyni.
"Tak. To jest kot, którego chciałbym złapać na momencik..." — zgodził się i przeciskając się między zbierającymi się Nocniakami, dopadł Mandarynke, która zaczynała rozdzielać obowiązki kotom na ten wieczór.
— Mandarynkowe Pióro, czy mogę ci zająć... uderzenie serca, może dwa? — zapytał, wyłaniając się zza Czereśniowego Pocałunku.
— Nie powinieneś zajmować sie swoją nową podopieczną? — Odwróciła w jego kierunku pysk.
— T-tak, ale... Chodzi o nią.
"Tak. To jest kot, którego chciałbym złapać na momencik..." — zgodził się i przeciskając się między zbierającymi się Nocniakami, dopadł Mandarynke, która zaczynała rozdzielać obowiązki kotom na ten wieczór.
— Mandarynkowe Pióro, czy mogę ci zająć... uderzenie serca, może dwa? — zapytał, wyłaniając się zza Czereśniowego Pocałunku.
— Nie powinieneś zajmować sie swoją nową podopieczną? — Odwróciła w jego kierunku pysk.
— T-tak, ale... Chodzi o nią.
— Twoja mentorka ci nie odpowiadała, a teraz już uczennica? Żmijowcowa Wicio, czy jest w tym klanie coś, na co patrzysz przychylnym okiem? — Powiedziała nieco zirytowana, kocur aż skurczył się w sobie.
— Ze Wzlatująca Uszatką miałem problem, to fakt, ale chodzi o... Mandarynko... Co ja mam z nią... zrobić?
— Ze Wzlatująca Uszatką miałem problem, to fakt, ale chodzi o... Mandarynko... Co ja mam z nią... zrobić?
<Mamdi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz