Płatki śniegu spadały powoli z nieba i osadzały się na jej futrze, tworząc białe plamy na jej grzbiecie. Przeszkadzało jej to, jednak nie mogła po prostu strzepać to z siebie, gdyż jej wzrok wbity w małą, szarą kreaturę niedaleko niej. Tego dnia wyszła z obozu na samotne polowanie i nie miała zamiaru zaprzepaścić danej jej szansy. Według słów Koziego Przesmyku była to ważna część jej treningu, która mogła się zakończyć jej mianowaniem. Nie mogła tego zaprzepaścić, nawet jeśli musiałaby spędzić cały dzień i noc, aby cokolwiek upolować. Jej kroki były przemyślane, dokładne, nawet najmniejszy błąd mógł przyczynić się do negatywnych skutków. Ucho kotki drgnęło, a po chwili skoczyła w stronę swej ofiary, wbijając w nią swe kły, tym samym kończąc jej żywot. Uniosła swój pysk, rozglądając się za jej mentorem, który powinien być w okolicy, jednak nigdzie nie dostrzegła srebrnego futra, co wydawało jej się dziwne. Czyż wojownik nie miał podążać za nią? Może jej mały łup w postaci myszy nie wydawał mu się wystarczający? Położyła ją pod swymi łapami, przyglądając się je dokładnie. Patrząc na aktualną pogodę, jej zdobycz była wystarczająca. Jej uszy drgnęły, a wzrok przeniósł się na kota, który pojawił się przed nią. Szylkretowe futro i brązowe oczy, zdradzały całą tożsamość kocura.
– Opadający Rumianek? Co ty tutaj robisz? – zapytała, przekrzywiając lekko pysk ze zdziwienia, tym bardziej że wojownik wydawał się zaskoczony jej widokiem.
– Mógłbym zapytać o to samo. Co robisz tutaj sama? – Poddenerwowany głos kocura uderzył jej uszy.
– Nie jest sama Opadający Rumianku. – Głos Koziego Przesmyku dołączył do ich rozmowy, który wyszedł z pobliskiej trawy, stając przy kocicy. – Myślę, że na tym możemy zakończyć nasz mały test Jagodowa Łapo. I tak został nam przerwany przez niespodziewanego gościa.
– Jestem tak samo zaskoczony naszym małym spotkaniem, jak wy. Nie spodziewałem się, że zastanę kogoś na moim polowaniu. W każdym razie, do zobaczenia w obozie. – Kocur szybko urwał ich rozmowę, znikając tak szybko, jak się pojawił, jednak nie to zdziwiło kocicę najbardziej. Jeśli był na polowaniu, to czemu nie posiadał żadnej zwierzyny. Czyżby było ono mniej udane niż jej?
*****
Królicza Gwiazda pojawił się w oknie wieży, zwołując spotkanie klanu. Tego dnia miała być mianowana na wojowniczkę, a przynajmniej to wyciągnęła ze słów jej mentora. Była już w klanie kilka księżyców, więc powinna zdobyć wyższą rangę niż ucznia, którą zyskała z dniem dołączenia do klanu. Kiedy koty zebrały się pod kamiennym drzewem, kocur ponownie zabrał głos, wywołując jej imię.
– Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Jagodowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam – odpowiedziała natychmiast. Była pewna tego wyboru, niezależnie ile złego słyszała wcześniej o klanach. Tu było jej miejsce. Miejsce, którego szukała od wielu księżyców. Tu był jej dom.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Jagodowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Jagodowe Marzenie. Klan Gwiazdy ceni twoją lojalność i pracowitość oraz wita Cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Po tych słowach przywódca styknął swój pysk do jej głowy, gdy ta dotknęła jego barku. Jagodowe Marzenie brzmiało ładnie, przyjemnie, pasowało do niej. Teraz od zostania prawdziwym wojownikiem dzieliło ją tylko nocne czuwanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz