BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocny Śpiewak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocny Śpiewak. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2026

Od Nocnego Śpiewaka do Nadciągającego Pomroku

Chwilę przed narodzinami dzieci Słoty

Nocny Śpiewak zaczął dzień spokojnie od patrolu, który zakończył miłym posiłkiem u boku Ognikowej Słoty. Nie mógł się już doczekać, aż kotka urodzi i będzie mógł poznać te słodkie maluchy. Rozmawiali sobie spokojnie, aż nie podeszła do nich Nadciągający Pomrok z przyjaznym uśmiechem. Nocny Śpiewak uśmiechnął się, kiedy mistrzyni zaproponowała mu wyjście.
— Oczywiście, że nie! To będzie sama przyjemność! — w jego głowie już kłębiły się myśli pełne ekscytacji! Dodatkowy trening? Polowanie? Nawet zwyczajny spacer byłby zaszczytem!
— Nie śpiesz się tak z tą ekscytacją — miauknęła, skinąwszy siostrze głową na pożegnanie. — Nawet nie wiesz, po co wyciągam cię z obozu... Ruszyła w kierunku wyjścia do lasu, nie oglądając się za kocurem. Noc zerknął za kotą, po czym pospiesznie pożegnał się ze Słotą. Ta tylko uśmiechnęła się do niego szeroko i zajęła się swoim jedzeniem. Nocny Śpiewak podskoczył na równe łapy i dogonił mistrzynię.
— Nie muszę wiedzieć, co robimy! — mruknął kot. Nadal było w nim trochę tego uczniowskiego podejścia. — Ja po prostu lubię robić... coś. Zwłaszcza z tak utalentowanymi kotami, jak ty czy Ognikowa Słota! Ta Skierowała swoje kroki w stronę granicy z Klanem Klifu.
— Jeszcze pomyślę, że chcesz mi się podlizać i zostawię Cię jednak w obozie — odparła szybko z chytrym uśmiechem. — Skoro tak lubisz moją siostrę, to może opowiesz mi o tym, jak się dogadujecie? Chyba często odwiedzała was w żłobku, gdy przywlokłam wasze małe zady do obozu.
— Tak bardzo często nas odwiedzała. — Noc pokiwał łebkiem, uśmiechając się szeroko. — Opowiadała nam historie wojowników i naszych przodków. Opowiadała nam, jak powinniśmy postępować w przyszłości, jak sami otrzymamy nasze imiona. Naprawdę ją podziwiam. Nie dziwię się, że została mianowana mistrzynią. Zasługuje na to miano. Jest silna, jest odważna, wierzy w swoje słowa i swoją moralność. Podziwiam ją, tak prawdziwie, prosto z serca, nie tylko jako mistrzynię, ale też jako kogoś mi tak bliskiego. Nie sądzę, że byłbym tutaj, gdzie teraz jestem jakby nie jej słowa i pomoc. — Noc omijał trochę mówienie bezpośrednio o Mrocznej Puszczy, o historiach o zbrodniach Klanu Gwiazdy czy kotach, których nie powinien lubić. Nie był pewien czy Pomrok także wierzyła, a głupio byłoby się tak wydać przed kimś tak ważnym. Jednocześnie może właśnie tego szukała? Noc nie był pewien. Kotka kiwnęła głową, zadowolona. — Słota wie, co mówi. Dałabym sobie urwać pazur, że nie ma w Klanie Wilka młodego kota, który nie słyszał od niej, chociaż paru słów o Mrocznej Puszczy. Nocny Śpiewak uśmiechnął się zadowolony. Czyli jednak!
— To prawda. Słota była pierwszą kotką, która mi o tym opowiedziała tak dogłębnie. Zapaliła we mnie prawdziwą wiarę. Do tej pory pamiętam, że jako świeżo upieczony uczeń podbiegłem do niej i obiecałem jej, że będę walczyć na pięści z Klanem Gwiazdy! — zaśmiał się Noc pod nosem. — Miałem szalone pomysły jako dzieciak, heh.
— Byle żebyś tego zapału nie stracił — skwitowała, wymijając sprawnie drzewa czy inne przeszkody na ich ścieżce. — Kto wie, jakim przeciwnikom Klan Wilka będzie musiał roztrzaskać czaszki za naszego życia. Nocny Śpiewak manewrował z uwagę i względną łatwością za kotką, która prowadziła ich w miejsce znane tylko jej.
— Staram się jej nie stracić. W końcu trzeba przyłożyć łapy do pogromu przeciwników. I zdrajców... Zwłaszcza zdrajców. — Noc bardzo nie lubił myśli o tym, że ktoś w klanie mógłby być zdrajcą. Kłamcą czy wężem, obojętne, nie zasługiwali na miejsce w tym pięknym klanie.
Pochyliła łeb, przemykając pod niskim drzewkiem.
— Kto według Ciebie jest zdrajcą?
— Zależy jak na to spojrzeć. Koty wierzące w Klan Gwiazdy albo spierające się z Mroczną Puszczą to jedna definicja. Może nie są bezpośrednim zagrożeniem, ale... ich wiara z pewnością jest problematyczna. W moich oczach nie ma dla nich szacunku, jednak nie ma co pochopnie postępować, jak jedyne co robią, to wierzą. Szansa na zmianę wiary zawsze istnieje, tak? Przynajmniej ja tak uważam. Koty, które z kolei aktywnie działają? Knują, zabijają wierzące koty albo idą przeciwko naszej przywódczyni? To takie oczywistości. — mruknął Noc. — Dobrze jest mieć oko na wszystkich takich delikwentów, żeby w razie co... ich wygnać... wygnać... — „preferencyjnie do ich ukochanego Klanu Gwiazdy”. Pomyślał, ale już tego nie dodał na głos. Kotka przytaknęła wojownikowi. — Należy mieć oczy i uszy szeroko otwarte — miauknęła. — Nigdy nie wiadomo, kiedy kot, którego uważałeś za bliskiego, odwróci się do Ciebie zadem. Zdrada nie ma granic; jednym z jej przykładów może być moja przybrana siostra, Jarzębinowy Żar. Skrzywiła się na samo wspomnienie kotki.
— To prawda... Niestety. Ale tak, czasami najbliżsi decydują się nas zawieźć. Gdybym musiał, skoczyłbym do gardła i własnemu bratu. Mam nadzieję, jednak że nie będzie takiej potrzeby, właściwie nigdy. — mruknął. Nie chciałby patrzeć, jak jego własny brat odchodzi, ucieka albo jest broń przodkowie, wysyłany do kociego nieba... lub piekła, zależy. Kąciki pyska starzej wojowniczki uniosły się lekko.
— Cieszę się, słysząc o takiej odwadze z twojej strony — skomentowała. Zapadła cisza. Noc nie wiedział już co za bardzo powiedzieć. Przynajmniej spacer był przyjemny. Pomimo pory roku pogoda była całkiem przyjemna, a las wcale nie taki ciemny jak zwykle. Może to po prostu zadowolenie z samego siebie powodowało takie spojrzenie na świat. Powoli zaczęli zbliżać się do jednego z tuneli.
— Rano jeden z wojowników poinformował nas o dziwnych zapachach dobiegających z wejścia pod ziemię — oznajmiła Nadciągający Pomrok, marszcząc lekko nos. — Trzeba sprawdzić, czy ktoś się tam nie kręci.
Nocny Śpiewak kiwnął głową ze zrozumieniem. To musiało być nic ważnego, jeśli wybrała do tego zadania akurat jego, zamiast kogoś bardziej doświadczonego, więc nie martwił się za mocno.
— Tak jest! — mruknął potulnie. Tunele zbliżały się coraz bardziej. Z machnięciem ogona kotka podprowadziła Noc do samego wejścia. Pociągnęła nosem, mrużąc ślipia, po czym pochyliła nieco głowę i wsunęła się do tunelu. Od razu w powietrzu dało się wyczuć ostrą, nieco mdłą woń krwi. Noc wsunął się za starszą kotką do tuneli i także wziął głęboki wdech. Zaraz potem zmarszczył nos bardziej z zaskoczenia i intensywności niż obrzydzenia. Zapach krwi go trochę zaskoczył, ale po paru uderzeniach serca zdążył się ogarnąć. W końcu ten mdły i metaliczny zapach nie był dla niego żadną nowością. Tyle razy ją pił i wąchał, kiedy zanurzał zęby w zdobyczy.
— Pchanie krwią... — stwierdził płasko. Zapach krwi stawał się coraz silniejszy, dopóki koty nie natknęły się na niepokojący widok. Czyjeś szczątki leżały przed nimi nieruchomo. Kocie szczątki. Nony Śpiewak poczuł, jak coś ściska go za żołądek. Nachylił się bliżej i wziął porządny wdech. Jego pierwszą reakcją było założenie, że to ktoś z jego klanu. W ciemności trudno było rozeznać się, chociażby w kolorze sierści nieszczęśnika.
— Nie... Nie pachnie jak jeden z naszych... — odparł z ulgą w głosie. Jego sierść nieco opadła na jego szyi, gdzie przed chwilą wyglądał jak jeż.
— Padlina — prychnęła Pomrok. — Ktoś go tu zawlókł albo zostawił swojego kolegę na miejscu zbrodni.
— No tak. — mruknął Nocny śpiewak i wzruszył ramionami. Potem zapadła chwila ciszy. Dwa uderzenia serca może. — Wiec... co chciałabyś zrobić z tą sytuacją? Czy szukamy winowajcy, grzebiemy go i idziemy po jakieś posiłki? — spojrzał na mistrzynię w oczekiwaniu jakiegoś rozkazu. W końcu ona tu rządzi. — Szkoda go tutaj zostawić, bo jeszcze jakiś uczeń się na to natknie, albo brońcie przodkowie, zachęci to jakiegoś borsuka lub lisa do zorganizowania sobie tutaj domu… — Nos zmarszczył się na samo wspomnienie drapieżników. Kotka Machnęła ogonem i podeszła bliżej zwłok.
— Wywleczemy go stąd i zakopiemy — oznajmiła. — Jeżeli żaden z patroli nie natknie się dziś na zapach włóczęgów, to zapewne już naszego sprawcy nie znajdziemy... Kto wie, czy to w ogóle samotnik. – Słowa Pomroku sprawiły, że Nocy mocno zabiło serce. Czyżby to ktoś z ich klanu zostawił im taką niespodziankę? Czy chciał, aby zwłoki zostały znalezione i jego czyn był jasno widoczny dla wszystkich? Noc miał tyle pytań, ale mordkę zamknął już na dobre.
Ciało nieszczęśnika zostało zakopane w płytkim grobie niedaleko. Noc nieźle się namęczył, żeby przebić się przez marznącą powoli ziemię. W nocy jego mięśnie jeszcze upominały się za jego niecny wyczyn kopania, ale on sam sen miał błogi. Nie śniło mu się nic, ale zadowolenie, że Pomrok wybrała akurat jego, aby jej pomógł, sprawiało że czuł się wyjątkowo dobrze. Co go czeka dalej? Nie miał pojęcia, ale był na to gotowy.

<Nadciągający Pomroku?>

17 lipca 2026

Od Nocnego Śpiewaka CD. Kamiennego Pióra

Nocny Śpiewak odetchnął cichutko. Jego oddech uniósł się na wietrze mgiełką pary. Kocur nie wątpił w swoje możliwości praktycznie nigdy. Wiedział, że był dobrym łowcą, dobrym rozmówcą i dobrym wojownikiem, jednak to w co wątpił to populacja zwierzyny tego lasu. Węszył i węszył, a po jedzeniu ani śladu. Patrol zataczał szerokie koła i wkraczał coraz to dalej za obóz, co z aktualną pogodą mogło też doprowadzić do tragedii. Zamiecie, śnieżyce, burze i załamujący się lód to nie był żaden żart.
W końcu Nocny śpiewak przymknął oczy na chwilę. Gdzie mogłyby się schować jakieś kąski? Ostatnio ledwo co znalazł to marną wronę, którą zaniósł do żłobka, a resztki do starszyzny. Ciężko szło mu się z myślą, że jak nic nie upoluje, to też nic nie zje, jednak był na to gotowy. On miał jeszcze arę kilogramów na sobie, które mógł zrzucić z głodu. Jego rezerwy były większe od mniejszych lub słabszych kotów, a klan musiał jakoś funkcjonować.
Z jego myśli i kroków wyrwał go cichy chrobot śniegu. Wojownik spojrzał w tamtym kierunku, napotykając jedynie sylwetkę swojego towarzysza. Kamienne Pióro podszedł do niego z zawiedzeniem wymalowanym na pysku.
– Znalazłeś coś? – zapytał. Noc mógł tylko pokręcić głową, zanim cokolwiek powiedział.
– Niestety nie. A ty? – mruknął cicho. Odpowiedź była negatywna. Zapadła chwila milczenia przerywana jedynie przez wiatr i cichutki szum piór w sierści Nocnego Śpiewaka. Czasami działały na jego korzyść, kiedy co głupszy ptak myślał, że to jego przyjaciel lub odrobinę wegetacji do zjedzenia i trafiał pod jego szpony, a czasami przeganiały myszy do ich norek.
– Wiesz…– Czekoladowy przerwał ciszę. – Chyba nigdy nie rozmawialiśmy za dużo, może chciałbyś ze mną zapolować? – zapytał. Było to bardzo miłe z jego strony.
– Jasne, możemy. – odparł prawie od razu i ruszyli spokojnym i cichym krokiem dalej w las. Drzewa uginały się pod warstwami śniegu, zaspy przesypywały się gdzieś z boku jedna w drugą, a słońce ledwo co wyglądało zza chmur. Nie była to idealna pogoda, ale przynajmniej nie wiało mocno. Chociaż według Nocy w łapy mogłoby być nieco cieplej…
– Tak sobie myślałem… Że w sumie to fajne te nowe odznaczenia. Wiesz które, Powiernik Cienia i inne… Chciałbym któryś z nich dostać. Raczej nie Opiekun Tchnienia, bo żaden ze mnie medyk, ale Strażnic Tajemnic, to jest coś. Albo Powiernik Cienia. Chciałbym umrzeć w obronie Klanu Wilka. Wtedy tuż przed śmiercią miałbym taką świadomość, że faktycznie się do czegoś przyczyniłem. Ale… Wątpię, żeby to się udało. Zawsze miałem marzenia, żeby być jak najlepszym wojownikiem, takim, który zapisze się w historii naszego klanu, ale… Jak widzisz, coś nie wyszło. Marny ze mnie bohater. Nie nadaję się na żadne z tych odznaczeń. – kot rozgadał się chwilę. Noc słuchał, jak mówi i wsiąkał wszystkie jego słowa. Aż mu się wierzyć nie chciało, że tak utalentowany wojownik tak słabo wierzy w swoje umiejętności. — Ale się rozgadałem — dodał z lekkim śmiechem. Dla Nocy brzmiał trochę nerwowo. Może mu się wydawało — A ty…? Też byś czegoś chciał albo… chciałeś i już ci się to udało?
Noc zamilkł na chwilę i wziął głęboki oddech. Wydał z siebie dźwięk, który wyraźnie oznaczał usilne myślenie. Nie myślał długo nad swoimi odpowiedziami, w końcu zawsze mówił od serca do serca.
– Wiesz Kamienne Pióro, że byłeś jednym z pierwszych wojowników, które imię poznałem i zapamiętałem. – a zaczął od małego wspomnienia. – Pamiętam bowiem taką trochę głupotę, jak pomogłeś kotu w obozie. Nie wiem, ile ja mogłem mieć… parę księżyców, mniej niż mam palców na łapach. I... Nie sądzę, że nie zasługujesz… czekaj. To podwójne zaprzeczenie, nie… Uważam, że jesteś w stanie osiągnąć, któryś z tytułów. Do strażnika Cienia w końcu nie trzeba tracić życia, tak jak Trzcinniczkowa Dziupla, który go otrzymał. I masz rację. Jest w tym tytule coś pięknego. Kiedy stanie się w końcu na skraju śmierci to przynajmniej twoje imię idzie dalej i dalej, nie popada w niepamięć tak od razu, jak kamień w wodę. I… jeśli mam być szczery to chyba ani ja, ani ty nie dostaniemy tego tytułu w najbliższym czasie, haha. Ale… wiesz… ty jesteś takim pomocnym kotem. Przyjaznym, do serca przyłóż. Nie wiem, czy właśnie Opiekun Tchnienia nie pasowałby do ciebie najbardziej. Ten komfort przyjaźni i otwartej łapy, który tak ze sobą niesiesz wszędzie. To też coś znaczy dla wielu kotów, dla których życie jest ciężkie. Nie trzeba być medykiem, aby troszczyć się o innych. Ja osobiście podziwiam tych, którzy tak otwarcie niosą pomoc innym. Ja jestem w tym bardzo niezgrabny i zawsze powiem coś nie tak. Taki już mój urok. I wiesz… mówisz, że zawsze miałeś marzenia, ale coś ci nie wyszło. Ja nie wiem, czy tak bym to określił. Ja się na ciebie patrzy, to nie widać tego marnego bohatera. W końcu największy heroizm leży w tych, którzy stoją murem za klanem, są dla niego wsparciem i ochroną w ciężkich momentach, nie tych, którzy na wiatr z obietnicami, skaczą do bezsensownej walki. I może Ci się wydawać, że nie będziesz już najlepszym wojownikiem, ale czym jest dokładnie dla ciebie najlepszy wojownik? Bo jeśli posługujesz się standardami innych, to nigdy tego marzenia nie osiągniesz. Dla mnie na przykład najlepszy wojownik jest jak Słota. Jest cierpliwa, wyrozumiała, ale stanowcza. Nie skacze do walki od razu, tylko układa plan działania. Słucha wszystkich wokół, bo liczy się z życiem drugiego kota. To jest wojownik doskonały… w moich oczach. W oczach innych może to być kot, który rzuca się pod kły lisa, aby ocalić kolegę. Kot, który zabije samotnika, który wtargnął na nasze tereny. Kot taki, kot smaki. Powiedz mi Kamienne Pióro, kim dla ciebie jest najlepszy wojownik? – Noc zakończył swój wywód, wpatrując się swojego towarzysza z uśmiechem. – I dlaczego miałbyś tego nie osiągnąć? – to było szczere pytanie, prosto z serca Śpiewaka. Kot martwił się o tych, którzy tak mniemali o swojej sile czy moralności. W końcu każdy może osiągnąć to, czego pragnie. Noc tyle ćwiczył, pracował na wszystko, co chciał ciężko i regularnie a część rzeczy przychodziła mu z łatwością. Relacja ze Słotą, tytuł wojownika, dwóch wspaniałych, nieco dziwacznych braci, znajomości kotów w klanie i kolekcja piórek pod jego legowiskiem. To wszystko było mieszanką tego, co przyszło i tego, co zarobił. Nie poddał się ani razu, ale wiedział też, że inne koty czasem potrzebują… przyjaznej łapy, aby iść przed siebie.
– Mam nadzieję, że mój wywód cię nie przestraszył. Tym razem ja się rozgadałem, oops! – podrapał się po pysku, kiedy Kamienne Pióro myślał nad odpowiedzią.


<Kamienne Pióro?>

Od Nocnego Śpiewaka do Koszmaru

Noc spojrzał na swoje łapy i wysunął pazury. Jego sierść wybijała się mocno na tle białego śniegu. Zagubione śnieżynki uczepiały się jego kłaków jak koła ratunkowego tylko po to, żeby się zaraz roztopić. Wojownik obiecał sobie, że znajdzie coś jadalnego dla swojego klanu jednak jak na razie do jego nosa docierał tylko zapach zimna i wilgoci. Było to powszechne o tej porze roku. Miało jednak parę zalet. Tak jak w porze nowych czy rosnących liści wszystko pachniało nowym życiem i pyłkami, zakrywając zapach zwierzyny, tak ponad smród wilgoci wybijało się wszystko. Pomimo tego las wydawał się całkowicie pusty. Jakby z winy działań dwunożnych w śniegu przestały żyć jakiekolwiek stworzenia. Nocny Śpiewak nie chciał wracać do patrolu z pustym pyskiem. Żal mu było tych królowych, które czekały na posiłek. Zwłaszcza Słoty. Wiedział, że kotka jest silniejsza od niego i pewnie doświadczyła więcej zimna i głodu, ale teraz karmiła kocięta. Nie mógł pozwolić na to, aby chodziła głodna. Najlepiej jakby w ogóle nikt nie chodził głodny, jednak to czasem było niemożliwe.
– No dawaj, lesie. Nie zwódź mnie dzisiaj. Cokolwiek. Mysz, wiewiórka, może być nawet jakiś marny pta… ptak. – oczy nocy rozszerzyły się w zadowoleniu, kiedy całkiem nieduża wrona przysiadła sobie niedaleko. Nocny Śpiewak przywarł do śniegu i z największą finezją oraz ostrożnością zakradł się do ptaka. Ten wygrzebywał coś zaciekle spod śniegu, zupełnie nieświadomy zagrożenia, jakie na niego właśnie czyhało. Kiedy Nocny śpiewak był odpowiednio blisko, podniósł się na łapach, odbił porządnie i pochwycił ofiarę w zęby. Mało się nie wywalił na śliskim śniegu i nie stracił swojej szansy. Na szczęście zwalił tylko lądowanie. Z głową pełną śniegu odwrócił się na pięcie. Był prawie spóźniony na powrót do obozu. Miał jeszcze tego dnia uczestniczyć w patrolu na granicach.
Do obozu wpadł odrobinę za późno. Jego patrol znalazł już zamiennika na jego miejsce. Tygrysia Noc, który go prowadził, machnął tylko łapą jak Noc zaczął go przepraszać.
– Przynajmniej coś złapałeś. Idź, zanieś to do żłobka.
– Dobrze! – Noc pokiwał łbem i zaraz był przy wejściu do żłobka. Bez problemu wślizgnął się do środka. Dawno tu nie był. Wiele się nie zmieniło. Nadal wisiał tu w powietrzu zapach kociąt i mleka. Było tu też znacznie cieplej niż na zewnątrz. Ognikowa Słota leżała w pięknie wyglądającym posłaniu. Na pewno było miękkie i najświeższe jak tylko się dało. Nocny Śpiewak uśmiechnął się szeroko do kotki, która odwzajemniła gest. Wojownik podszedł bliżej i podał jej tego ptaszka.
– Smacznego, Ognikowa Słoto. – mruknął, na co kotka mu podziękowała. Kiedy ona jadła, Noc mógł przyjrzeć się jej nowym pociechom. Nie widział ich od razu po porodzie. Chciał zostawić trochę miejsca starszej wojowniczce, kiedy się nimi zajmowała. Według Nocy to były pierwsze i najważniejsze momenty w całej relacji. Dwa z trzech kociaków drzemały sobie cichutko. Tylko jeden wbijał w niego swoje zmrużone oczy.
– Hej maluchu.
– Czemu się na mnie gapisz? Co? – napuszył się nieco.
– Bo jesteś mniejszy, więc muszę się lepiej przyglądać, żeby cię widzieć. – oświadczył Noc z szerokim uśmiechem. – Chcesz się trochę pobawić?

<Koszmarku?>

28 czerwca 2026

Od Nocnego Śpiewaka CD. Ognikowej Słoty

Noc nie czuł się samotny. Jego życie było pełne spokoju i rutyny, która mu tak sprzyjała. Poranne biegi wokół obozu, monotonne patrole, na których nigdy nic się nie działo oraz spokojne, aczkolwiek przelotne rozmowy z innymi członkami klanu. Młody wojownik czuł się jak w niebie, zwłaszcza kiedy mógł sobie pozwolić na spędzenie nocy pod gołym niebem. Tak było też tym razem. Tego dnia miał poranny patrol, potem chwilę polował i nawet przyniósł do obozu sporą wiewiórkę, a następnego dnia patrol miał odbyć się wieczorem.
– Dokąd tym razem Nocny Śpiewaku? – na wyjściu z obozu zaczepił go Sowi Zmierzch, który pilnował porządku tego wieczoru.
– Spacer i noc poza obozem. Wrócę o poranku! – uśmiechnął się do starszego kota.
– A nie masz patrolu jutro? – ten rzucił mu podejrzliwe spojrzenie.
– Wieczorem. Dzisiaj już byłem. Wracając, upoluję coś dobrego dla klanu. – Śpiewak nie opuszczał swojego uśmiechu.
– A co będziesz robić?
– Głównie to, co moje imię sugeruje. Będę śpiewać i patrzeć na gwiazdy. Nic ciekawego, po prostu nie chcę przeszkadzać nikomu w obozie. – odparł.
– Więc nie idziesz nigdzie daleko?
– Nie. Pewnie do najbliższego przerzedzenia drzew. Nigdy nie znikam za daleko. – pokręcił głową Śpiewak. To byłoby nieodpowiedzialne, jakby zapuścił się za głęboko w las.
– No dobrze. Miłej nocy i miłego śpiewania!

Noc nie czuł się samotny. Jego życie było pełne spokoju i rutyny, i przelotnych rozmów z innymi kotami. I to mu wystarczało w całości. Nawet sobie tego nie wmawiał, nieważne ile jego brat próbował mu wmówić, że jednak jest samotny. Nocny śpiewak nie widział większego sensu w wiązaniu się z kimś na siłę. Miał znajomych, miał koty, które podziwiał i które szanował. I to właściwie wszystko. Noc cieszył się z każdego momentu swojego życia. Teraz rzucał tłustą mysz na stos zwierzyny, dumny ze swojego wkładu w funkcjonowanie tego miejsca. Jego domu! Wtedy też podszedł do niego Chudy. Jego kochany brat, który zaraz zaczął wybrzydzać względem tego, co leżało pod jego łapami do jedzenia.
– Znowu nie ma nic dobrego! – mruknął wściekle.
– Nie ma. Ale zjedz coś… cokolwiek. Jutro postaram się znaleźć ci wiewiórkę, co ty na to?
– Nie. Nie ma tu nic, co mógłbym zjeść! – Chudy fuknął na brata. Noc tylko przewrócił oczyma i pacnął medyka w ramię bardzo delikatnie.
– Jedz. Nie pyskuj, bo skóra na tobie wisi. A ja znajdę ci jutro wiewiórkę tak dobrą, że ci futro odrośnie!
– Tsa… Jeszcze czego. – Chudy przewrócił oczyma, ale wziął ze sterty kawałek zwierzyny. Nocny Śpiewak odetchnął cichutko. Chudy grzbiet go kiedyś wykończy z tą swoją wybrednością. Kot usiadł niedaleko zwierzyny, po czym rzucił okiem na obóz. Wtedy jego uważne spojrzenie złapała Ognikowa Słota, która szybciutko zbliżyła się do niego.
– Ognikowa Słoto, witaj!
– Witaj, Nocny Śpiewaku. Dawno nie rozmawialiśmy. – miauknęła do niego kotka, siadając obok. – Odkąd zdałeś pomyślnie test na wojownika, a także wygrałeś walkę i zyskałeś imię wojownicze – dodała po sekundzie. Noc musiał przyznać jej rację. Patrole i ta cała rutyna oraz nowe obowiązki Słoty z pewnością ograniczyły ich kontakt.
– Czy może masz już kogoś na oku? – Ognikowa Słota spytała zaraz po swoich stwierdzeniach. Nocny Śpiewak podniósł na nią swoje wielkie oczyska. Kogoś na oku? Kogo?
– W Klanie Wilka zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnych silnych kotów. Potrzebujemy kolejnych pokoleń, które będą godnie reprezentować nasz klan. Byłbyś wspaniałym ojcem – dodała, zanim Noc zdążył jej cokolwiek odpowiedzieć.
– Mówisz? Że… Że byłbym wspaniałym ojcem? – Noc podrapał się za uchem.
– Zapewniam Cię, że to prawda! Jesteś odważny, silny i wierny oraz masz poprawną moralność, jak na kota w Klanie Wilka przystało. Wychowałbyś takie kociaki doskonale!
– Może masz rację. Lubię kociaki! – przyznał Noc. – Ale kompletnie nie wiem… z kim w ogóle mógłbym takie kociaki mieć!
– Jest trochę kotek w naszym klanie. – odparła Słota i rozejrzała się po obozie.
– Wiem, ale… hymmm… Przypuszczam, że któraś może by się zgodziła? Ale… głupio tak trochę pytać z samego kontraktu w klanie. Może one mają już kogoś, kogo kochają ponad życie? Nie sądzę, że którakolwiek byłaby szczęśliwa, gdybym tak nagle wypadł z propozycją kociąt. Ale… jeśli masz... Masz propozycje, wiesz… Wiele dla mnie znaczysz. Ty i Twoje zdanie. Jesteś dla mnie jak rodzina i skoczyłbym za Tobą w płomienie albo do walki. Oddałbym życie za ten klan i jeśli… jeśli uważasz, że potrzebujemy więcej kotów jak my, wiesz… o naszej moralności to powiedz tylko słowo i wskaż z kim, a ja zrobię, co mogę. Bo… Nie mam nikogo na oku. Wszystkie koty w moim wieku są… mało zainteresowane moją obecnością, nie żebym narzekał. – Noc pomachał łapami. – Ale tak… Może to na tyle o mnie. Wystarczy. Może więcej o Tobie! Słyszałem, że znalazłaś kota, który zapewnił Ci i Kocimiętkowemu Wirowi kocięta! Nie mogę się już doczekać! Zapewniam cię, że jeśli którakolwiek z was będzie miała dość i będzie potrzebować przerwy, z wielką chęcią stanę się opiekunką dla nich! – uśmiechnął się do starszej kotki.

<Ognikowa Słoto?>

22 czerwca 2026

Od Nocnego Śpiewaka CD. Zwęglonej Łapy (Zwęglonej Kukułki)

Nocny Śpiewak mógłby przysiąc, że Zwęglona Kukułka miała przeciwko niemu jakąś wendetę. Parę księżyców temu, jeszcze nie tak dawno, w ramach przeprosin dał jej jego najpiękniejsze piórka. Jej i siostrze Kukułki, jednak… zostały mu zwrócone. Nie bardzo wiedział wtedy, czy ma się czuć smutny, obrażony czy wściekły. Więc czuł się skonfundowany. Nie docierało do niego, że kotka może po prostu nie zrozumiała jego zamiarów i zwyczajnie w świecie oddała mu jego własność. No cóż.
Jednak to nie był etap, w którym Noc stwierdził, że kotka go jednak nie za bardzo lubi. Jeszcze, kiedy byli uczniami, zaraz przed mianowaniem, spuściła mu łomot stulecia. Walczyli ze sobą i Nocny Śpiewak nie spodziewał się zostać wyobracanym jak lis przez borsuka. No ale tak się też stało. I po tym wszystkim kotka nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Może była zagłębiona w myślach, może po prostu nim gardziła, ale Noc nie wiedział jak interpretować jej zachowanie. Był szczęśliwy, że się mianował, bo to pozwoliło mu to oderwać odrobinę myśli od bycia uczniem i mierzenia się z tymi dziwnymi treningami, jakie miał czasami z innymi.
Trzecią instancją, która sprawiła, że Nocny Śpiewak zaczął prawdziwie wierzyć, że Zwęglona Kukułka go nie cierpi, była ostatnia sytuacja gdzie w klanie, kiedy się z nią przyjaźnie przywitał, zwyczajnie minęła go szybkim tempem, jedynie rzucając mu przelotne spojrzenie. Nocny Śpiewak nie wiedział co o tym sądzić, ale w końcu pogodził się z faktem, że nie wszyscy będą go lubić. Albo kotka miała po prostu ważne sprawy do wykonania i nie miała czasu na zbędne pogawędki. Odrobinę nadziei zawsze warto było mieć. W każdym razie… Noc się trochę poddał z próbami zaprzyjaźnienia się z kotką. Nie widział większego sensu spierania się z rzeką, kiedy zwyczajnie mógł dać się jej ponieść i dryfować obok wszystkich. Nie było co się męczyć niepotrzebnie i może kiedyś Zwęglona Kukułka się po prostu do niego przekona.
A w międzyczasie Nocny Śpiewak skupił się na swoim własnym życiu. Zaczepił tego dnia swojego brata, Grubą Rybę.
– Co tam u ciebie? – zagadnął kota, który podniósł na niego płaski pysk i odetchnął.
– Jak zawsze. Kręcę się to tu… to tam. – mruknął kot, podnosząc się z trudem. – Ciężko jak zawsze. Kości mnie bolą.
– To idź do Chudego niech ci coś na nie. – Noc pacnął brata w bark delikatnie. Ten rzucił mu zmęczone spojrzenie.
– Nie ma co. To tylko od polowania dzisiejszego. Przejdzie mi do wieczora. A co u ciebie. Kręcisz się ostatnio po obozie tak bez ładu. Znikasz czasem w nocy i nie jesteś w swoim łóżku. – Gruby rzucił mu ciekawskie spojrzenie.
– No tak. Czasem chodzę sobie spać pod gołym niebem i spędzam trochę czasu, podziwiając gwiazdy i wiesz… kwestionując rzeczywistość i jej sens. Takie tam tylko… Ale to, co ja robię zwykle nawet w obozie. Ale… co do ciebie to widzę, że ostatnio kręcisz się blisko cykora i jej ucznia. Jak tam z wami?
– A jest dobrze. Cykor to mimo wszystko dobra towarzyszka do rozmów, nie? – Gruby machnął ogonem. – Może ma trochę smutne imię, ale całkiem przyjemnie się z nią przebywa.
– Cieszy mnie, że znalazłeś sobie kogoś do towarzystwa. To jest potrzebne każdemu. – Noc przyznał cicho.
– No a ty jeszcze nikogo nie masz, żeby się z nim szlajać. Sam obijasz się od ścian, co?
– Czy ja wiem, czy nie mam. Nawet dobrze rozmawia mi się z Dyniową Skórą. Wilgowa Gorycz jest też całkiem dobry od czasu do czasu. No i ty i Chudy. Ja nie potrzebuję wiele więcej osób do szczęścia. Lubię moją samotność. – przyznał.
– Skoro tak mówisz. Ale miło byłoby widzieć jak rozmawiasz z kimś, więcej niż tylko czasami z jakimś kotem. Znajdźże sobie przyjaciela, co?
– Postaram się, ale nie obiecuję! – Noc miauknął ochoczo, chociaż w głębi serca zmarszczył się na samą myśl o szukaniu kogoś, komu miałby niby wydawać swoje sekrety i zabierać na rozmówki w kąciku. Kogoś na kim mógłby polegać. W końcu nie potrzebuje polegać na nikim jak swoich braciach.
Nocny Śpiewak nie wiedział, czy się cieszyć, czy płakać, kiedy stawił się na poranny patrol i zastał tam tylko Zwęgloną Kukułkę oraz Tygrysią Noc. Kotki rozmawiały cicho, ale przestały, kiedy podszedł.
– Południowy patrol? – Noc zagadnął z uśmiechem.
– Tak. Ale… Ja muszę skończyć nagle do medyka i… nie mamy zastępstwa. – Tygrysia Noc zmarszczył nosek. Noc za nim nie przepadał. Może dlatego, że nie za bardzo się z nim zadawał za poleceniem Ognikowej Słoty.
– Poradzimy sobie we dwoje. Jest początek opadania liści, jest jeszcze mnóstwo zdobyczy! – oświadczyła Kukułka. – Idź do medyka, jeśli musisz.
– Prawda! Na pewno przyniesiemy coś dużego! – Noc pokiwał łebkiem na zgodę, pomimo pewnej irytacji, która urosła w jego sercu. Ale przecież kot nie miał wpływu na to, kiedy poczuje się chory, więc Nocny Śpiewak nic nie powiedział na ten temat. Kukułka miała rację. Jeszcze było wystarczająco zwierzyny, żeby patrol polujący był mniejszy.
– Dziękuję wam. – rudy kocur kiwnął im głową i ruszył powolnym krokiem w kierunku leża medyka. Kukułka i Noc jeszcze chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując odchodzącego towarzysza, zanim starszy się w końcu wypowiedział.
– To co? Idziemy? Zanim wszystko schowa się przed słońcem. Jeszcze jest gorąco! – Noc machnął łapą w kierunku wyjścia do obozu. Kotka naprzeciw niego mogła go nie lubić, mogła go nawet nienawidzić, ale obowiązek wobec klanu zobowiązywał go do bycia chociaż uprzejmym.

<Zwęglona Kukułko?>

23 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka) CD. Chudej Łapy

Za czasów ucznia

Noc zakręcił się w miejscu wkurzony. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło jak na jesień z zimą zaraz za pasem, dodatkowo, niewyobrażalnie sucho. Jego sierść nastroszyła się, jakby ją ktoś potraktował piorunem i nie chciała współpracować. Zwłaszcza grzywka, która uporczywie opadała mu na oczy, przeszkadzając w porannym patrolu i później treningu. Dlatego teraz poirytowany wchodził do obozu. Widząc brata wybierającego w stosie zwierzyny, skierował się właśnie tam. Może ktoś go w końcu wysłucha, bo Tropiąca łaska chyba miała dość jego złego humoru na dzisiaj. W pysku niósł wiewiórkę, która jakimś cudem zaplątała mu się pod zęby, bo w końcu dzisiaj mało co widział! Noc podszedł bliżej i pacnął zajętego brata łapą w bok. Chudy przerzucał piszczkę za piszczką, wyraźnie wybrzydzając. Kiedy Noc go pacnął, dostał w zamian szybkie, wściekłe spojrzenie, które zaraz potem się rozmyło.
— Co tam masz? — Spytał się Nocy.
Noc odłożył wiewiórkę na kamień, aby móc się porządnie wypowiedzieć.
— Wiewiórkę. Pomyślałem, że może chcesz chudzielcu. — Noc uśmiechnął się do brata. Ach. Ten to jednak poprawia mu trochę humor w takie trudne dni. — Trochę chuda co prawda i chyba ślepa, bo wlazła mi prosto pod łapy, ale jest. Może głupia, a nie ślepa. W każdym razie. Jedz, bo zaraz cię wiatr zdmuchnie!
Chuda Łapa zgarnął zwierzę z uśmiechem.
— Ty to jesteś uzdolniony! Nie jak pozostali, pożal się Mroczn... Przodkowie, wojownicy! — Odparł. — To, to dopiero jest okaz! Zaczął powoli ją oskubywać z sierści. — Nie zdmuchnie, nie bój się! Trudniej się mnie pozbyć, niż niektórzy myślą!
— Ktoś chce się ciebie pozbyć? Nuh-uh ! Nie pozwalam. — zaśmiał się Nocna Łapa i sam sięgnął po piszczkę. Schylił głowę, a jego grzywka znowu wepchnęła mu się w oczy. — UGH! Pożalę ci się. Mam dzisiaj taką ochotę znaleźć jakiś ostry kamień i obciąć moje włosy! Wpadają mi do oczu tak uporczywie! A o włosach na ogonie i plecach już nie wspomnę. Chodzę jak nastroszony jak jeż! No ja nie mogę!
Chudy zmrużył oczy i patrzył na brata bez słowa.
— Ty to masz problemy. Gdybyś miał sierść tak, jak tamten ptak na stosie to by kłopot był z bańki.
— Dudek? — Noc przekręcił głowę, przerzucając swoje kudły łapą na bok i zerkając, na co wskazywał brat. Zamrugał dwa razy i zamilkł w zastanowieniu. — Wiesz co? A może powinienem właśnie! — oświadczył. — Może powinienem się tak zrobić. Z tymi kośćmi w uchu i takimi włosami... myślisz, że wyglądałbym dobrze? — Noc wziął swoje kłaki w obie łapy i spróbował podnieść w naśladownictwie nieszczęsnego ptaka na stosie. Z marnym skutkiem niestety. Chudy obserwował chwilę brata w milczeniu, a Noc dalej próbował. Jego sierść uciekała mu spod łap, opadając na pysk.
— Nie lepiej na żywicę spróbować? — Zapytał Chuda Łapa, grzebiąc pazurem w zębach.
— Na żywicę? — Noc zerknął na brata. — Całkiem, całkiem niezły pomysł! — oświadczył i cmoknął. Porwał jedną piszczkę, pożerając ją w paru kęsach, oblizał usta i spojrzał na brata.
— Nie masz zakazu wychodzenia z obozu nie? — uśmiechnął się szeroko. — Nie chcesz pomóc bratu... nastawić włosów na szpic?
— Pytasz dzika czy sra w lesie, braciszku! — Noc uśmiechnął się na reakcję brata, który właśnie wstał, aby się podrapać. — Ja z moim bratem mamy tylko genialne pomysły!
— No... szkoda, że na pomysłach się kończy. — Noc machnął ogonem niezadowolony. Ten jego brat to mu pomógł tak wiele, jak nic. — Jak nie masz żywicy, to wypadałoby znaleźć trochę nie? Nie oberwało ci się zakazem wychodzenia za ten nasz odpał?
Chudy uśmiechnął się.
— Koper o mało mnie nie zabił! Ale zakazu nie dostałem. — Chudy wyszczerzył kły do Nocy. — Tylko oeeesu tak mnie łeb po tym bolał, jak nigdy dotąd! Wtedy naprawdę myślałem, że umieram! Ale warto było! Kocimiętka jest genialna, ale teraz Koper trzyma łapę na zapasach... ehh. Ale myślę, że chyba nie będę chciał tego prędko powtórzyć. A Tobie ta twoja mentorka od siedmiu boleści dała jakąś karę?
— Tak. Wylądowałem ze starszyzną głównie. No i jakieś roboty wokół klanu i... co najdziwniejsze... zakaz treningów? Chyba nie chce mnie w ogóle widzieć już, hah! — Noc podrapał się po tyle głowy. — Ale jest okej. Ja lubię pomagać starszyźnie, a wokół klanu i tak pracowałem nawet jak nikt nie dawał mi kary, więc... no. Najdziwniejszy jest brak treningów, ale starszyzna trzyma mnie w napięciu! — zaśmiał się.
— Ja nie lubię. Raz jak jeszcze uczyłem się na Wojownika to zaniosłem im jedzenie, ale były tylko myszy na stosie. A ja nienawidzę myszy! — Miauknął z wyrzutem. — No i musiałem się zmusić, więc chciałem to zrobić jak najszybciej i tak jakoś wyszło, że jedną rzuciłem w tego ślepego. Okazało się potem, że to wujek Kaliowego Powiewu... Ależ ona mnie wtedy skrzyczała... jak to jest, że cokolwiek robię to ona się na mnie złości? Chyba choleryczka jakaś, ja to nie wiem! W końcu próbuję tylko przetrwać z dnia na dzień, pff.
— Rzuciłeś w starszego?! — Noc się najeżył. — To się nie dziwie Kalinie, że cię okrzyczała. Też bym to wtedy zrobił! — Noc przyznał. — Nawet jak jesteś moim kochanym bratem. Ale! Każdy popełnia błędy... nawet ja! — miauknął. — W każdym razie. Może zejdźmy z tematu błędów? I wróćmy do problemów z dzisiaj? Żywica! Wiesz mój najlepszy przyszły medyku, gdzie to znaleźć?
Chudy wyprostował się, nagle znacznie weselszy.
— Ajaaaaak! — Miauknął. — Najwięcej jej będzie przy świeżo złamanych gałęziach! Musimy iść do lasu poszukać. Najwyżej urwiemy gałązkę i poczekamy, aż wypłynie. Zaczął iść w kierunku wyjścia z obozu. — Będę najlepszym medykiem w całym lesie!
Noc jednak wiedział jak urobić swojego brat pod swoje potrzeby. Chudy rozpływał się pod komplementami. I dobrze. Czasem każdy musi usłyszeć coś miłego o sobie! — To ruszajmy. Przy okazji nazbieram trochę mchu dla starszyzny! I tak... będziesz najlepszym medykiem! — oświadczył Nocna Łapa uśmiechając się szeroko do brata.
Ruszyli razem do lasu. Całe szczęście, że Klan Wilka ma wszędzie dookoła różnego rodzaju drzewa, to też nie musieli daleko szukać. Były iglaste, liściaste, do wyboru do koloru.
— Daj no te kudły, zobaczymy czy tyle wystarczy. — Oznajmił Chudy, biorąc w szczupłe łapki tę odrobinę żywicy, którą znaleźli.
— Okej... — Noc nachylił się pod łapy brata, który zaczął wcierać w jego kłaki żywicę. Było to dziwne uczucie, ale jego włosy stały tam gdzie poukładał je chudy. Noc zaraz sam dołączył do stawiania swoich kłaków. I wyszło nawet śmiesznie, bo teraz był cały zaczesany do tyłu i do góry... jak dudek ! HAHA!
— Ja chyba potrzebuję kałuży! Chcę się zobaczyć!
— Poszukajmy jakiejś! — Oznajmił Chuda Łapa. — Przyda mi się też, bo mam posklejane łapki od tej żywicy. Powinny być jakieś, bo przecież padało niedawno.
Szybko oboje odnaleźli kałużę i to całkiem niemałą! Noc przez chwilę podziwiał się w wodzie, dopóki Chuda Łapa nie wsadził tam swoich łap. — Muszę przyznać, że mi do twarzy mi z takimi kłakami! Muszę częściej się tak nosić! — oświadczył przesuwając łapą po sztywnych kłakach. Chudy zachichotał pod nosem, czego Noc nie skomentował.
— No, no! Tylko poderwij jakiegoś porządnego kota, a nie pierwszego lepszego. — Oznajmił Chudy, kończąc myć łapy.
Zapadła chwilę ciszy.
— Nocna Łapo, dlaczego tak zmieniasz swój wygląd? Nie jesteś odpowiednio przystojny już teraz?
— Oczywiście, że poderwę kogoś porządnego! — Noc zerknął na brata z szerokim uśmiechem. — A zmieniam swój wygląd, bo... nie wiem. Wiem, że jestem przystojny i w ogóle, ale ja raczej nie robię tego dla innych, wiesz? Czuję się dobrze jak coś w sobie zmieniam i się upiękniam... ale nie wiem, czy inni się dobrze z tym czują i jeśli mam być szczery... powiewa mi to! — oświadczył głośno. Czuł się dumny ze swojego wyglądu i nie czuł się ani trochę źle zmieniając go ciągle i nieustannie!
— Oh... to dobrze. — padła odpowiedź. — Ja to chyba... Nie chcę aż tyle zmieniać. Dobrze mi tak jak jest. Chociaż... sierści mógłbym mieć trochę więcej! Ale jak już zostanę najlepszym medykiem to stworzę maść na porost sierści. Wtedy będę taki przystojny jak ty i Gruby! Bo wy obaj macie takie bujne grzywy.
— Bujna grzywa nie czyni cię od razu pięknym. Moim zdaniem, może nie masz dużo sierści, ale ma bardzo ładny kolor! Bardzo ładne pręgowanie! W ogóle, Chudy! Przecież ty masz takie śliczne oczka. Myślę, że twoja przyszła ukochana będzie w nie patrzeć godzinami! — noc pacnął łapą w plecy delikatnie. — Ale to prawda... więcej sierści by ci się przydało... albo nawet jeśli tylko żeby nie wypadała... dla twojego zdrowia, nie tylko dla piękności. — Noc otrzepał łapę gdzie zostało parę kłaczków Chudego. Chudy rzucił mu krzywe spojrzenie, zmarszczył brwi i spojrzał w kałużę. Zapadła chwila ciszy. Nad nimi tylko jesienne liście kołysały się na wietrze, a ptaki śpiewały w oddali. Ich odbicia w tej kałuży były trochę różne, ale Noc kochał swojego brata ponad wszystko inne. Jego bliskość jest komfortowa i uspokajająca.
— Słyszałeś, że oczy są zwierciadłem duszy? — Chudy zapytał nagle. Niewiele brakowało, a Nocy niewiele brakowało, żeby się cały najeżył.— Może kiedyś wyhoduję taką grzywę jak Ty. Wtedy to mi będziemy ją kleić na żywicę. — Dorzucił, uśmiechając się krzywo.
Noc zajrzał na brata wpatrzonego w kałużę. — Wiem... a twoje są zawsze takie... hymm... zdeterminowane? — Noc musiał znaleźć odpowiednie słowo. — Moim zdaniem to właśnie w nich jest piękne. I ktoś to w końcu doceni. — oparł się o bok brata. — Wiesz... w sumie masz nie dużo tych włosów... ale! — Nocna Łapa wygrzebał trochę żywicy na łapy ze swoich kłaków i przejechał łapami po czubku głowy brata nastawiając jego sierść do góry na irokeza. — Myślę, że ilość nie przeszkadza w dobrej zabawie — oświadczył noc próbując nie zaśmiać się z wyglądu brata
Chudy pozwolił, aby łapa Nocy przejechała po jego głowie z resztą żywicy. Te 3 włoski, które tam miał, stanęły dęba pod wpływem substancji. Wyglądał jak przylizany dudek z rzadkim irokezem na głowie. Miał swoją zwyczajową, zmęczoną minę.
— Masz rację. — Przyznał cicho Chudy — Chyba jestem zbyt zgorzkniały! Zabawmy się jutro... wrzućmy komuś pająka do legowiska!
— Dobra! A teraz łap trochę mchu. Na pewno się wam przyda a ja potrzebuję go dla starszyzny — oświadczył Noc od razu chwytając jakiś bardziej suchy mech. I po chwili już tuptali do obozu.

<Chuda Łapo?>

Od Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka) CD. Bielinki

Noc odetchnął cichutko pod nosem. Było dzisiaj tak spokojnie. Takie dni zawsze były dla niego piękne i pełne wartości. Względna cisza pozwalała, aby otaczający ich las śpiewał się wesoło, nawet w tak gołej porze. Noc przechadzał się po obozie. Właśnie wrócił z patrolu i chciał sobie coś zjeść, jednak drogę zagrodził mu pewien kociak. Noc spojrzał na Bielinkę. Jeszcze niedawno pogryzła jego ogon, a teraz szła w jego stronę.
– Hej ty! Jak na ciebie mówią? – krzyczała. Chyba do niego. Noc nie był do końca pewien. Rzucił na nią okiem, a koteczka podeszła bliżej. Tak. Mówiła do niego, okej!
– Och. E… Nocny Śpiewak. – odparł. Jak ją ostatnio spotkał, to jeszcze miał na imię Nocna Łapa. Ach… jak dobrze jest być wolnym od obowiązków ucznia oraz irytacji Tropiącej Łaski! Kotka przestąpiła z łapy na łapę, jakby szykowała się do uderzenia w niego. No… odważna jest z pewnością. Noc zawahał się. Właściwie to współczuł komukolwiek, kto dostanie tego małego potwora jako ucznia. Ta znajdźka była naprawdę problematyczna, kto wie, czy nie niebezpieczna. Noc przekrzywił głowę.
– Co robisz poza żłobkiem w taką zimną porę, Bielinko? – w końcu się jej spytał. Kotka najeżyła się jak jeż na to pytanie. Powiedział coś nie tak? Czyżby kociak zaraz miał się na nią rzucić? Marna była szansa, że z nim wygra, ale próbować zawsze mogła. Naprawdę… ktokolwiek dostanie to stworzenie jako ucznia, skończy marnie. Siwy ze stresu. Jak dobrze, że ja jestem jeszcze za młody na ucznia. Ta myśl go pocieszała. Spojrzał znowu na kotkę przed sobą. Ta miała wściekłe oczka. Ile agresji może być w tak małym ciele? Jak to się tam mieści!? Tyle pytań, tak niewiele odpowiedzi…

<Bielinko?>

21 kwietnia 2026

Od Nocnego Śpiewaka

Nocny Śpiewak wstał o świcie i zatrzymał się wpół kroku. Jego oczy rozszerzyły się i sierść zjeżyła. Szybko jednak opadła, gdyż Noc przypomniał sobie, że przecież śpi z wojownikami. Cóż to był za mały zawał serca. Kocur wymknął się z legowiska, aby już na zewnątrz rozciągnąć zaspane kości.
Pierwszym zadaniem na jego liście obowiązków był krótki bieg wokół klanu. Zaraz potem porwał mysz z kupki, pożarł ją w paru kęsach i dołączył się do porannego patrolu.
A zaraz po patrolu zajął się poprawieniem własnego futra. Zajęło mu to parę uderzeń serca, więc kiedy skoczył, ruszył do reszty swoich obowiązków.
Zbieranie mchu zajęło mu trochę czasu ze względu na uporczywe deszcze. Odnalezienie suchego kawałka graniczyło z cudem, a jednak jakoś się udało. Był schowany głęboko pomiędzy drzewami, wilgotny, nie suchy, ale też niemokry. Idealny jak na tę porę roku. Niczego lepszego w tej pogodzie nie będzie.
Nocny Śpiewak chwycił tego mchu tyle ile, był w stanie zarzucić na plecy i zanieść w pysku i ruszył do obozu. Tam porzucił trochę mchu u medyka, a resztę zaniósł do legowiska starszyzny.
– Dzień dobry Blade Lico. – przywitał się z kotem, dla którego uzbierał podłoża, gdyż jego obecne już kończyło swój żywot.
– Dzień dobry, Nocny Śpiewaku. – starszy kot podniósł się z legowiska. Noc szybko i sprawnie wymienił jego łóżko na świeże, aby jego stare kości mogły spokojnie odpoczywać. Wyniósł ten stary, śmierdzący mech z legowiska i wyrzucił go w odpowiednim miejscu.
Wracając do legowiska starszyzny, spotkał swojego brata.
– Jak mija dzień?
– Parszywie – padła krótka odpowiedź. Chuda Łapa był wyraźnie niezadowolony. No cóż. Tak to z nim czasem bywa. Nocny Śpiewak zdążył przywyknąć.
W legowisku starszyzny, Chuda Łapa położył niesionego przez siebie ptaka przed Srebrzystą Łuną, z widoczną niechęcią. Noc tylko przewrócił na niego oczami z uśmiechem, drocząc się z nim nieco.
– Nocny Śpiewaku… – zanim Chuda Łapa szczeknął jakiś komentarz w kierunku brata, odezwała się Borsucza Puszcza. – Chciałabym rozprostować kości. – mruknęła.
– Rozumiem. Pozwolisz, że pójdziemy z Tobą? – Borsucza Puszcza łypnęła na niego okiem. Noc nie był w stanie, wyczytać jak się czuła i co chciała mu tym przekazać.
– Możecie. – odpowiedziała spokojnie, po czym ruszyła powolnym krokiem w kierunku wyjścia.
Ten dzień był wilgotny, ale nie deszczowy. Ptaki, które jeszcze nie wyleciały, towarzyszyły ich krokom. Nie szli szybko, ale szli w ciszy. Borsucza Puszcza prowadziła ich mały pochód, zawsze trzy kroki przed młodym wojownikiem i uczniem. Chuda Łapa szedł, powłócząc łapami i ze zmarszczonym nosem. Nocny Śpiewak za to nadstawiał uszu. Las może nie dudnił niebezpieczeństwem, ale nie był też ostoją spokoju. Należało być czujnym.

Ich spacer zaprowadził ich w las. A im dalej w las szli, tym bardziej, gdzieś w oddali coś dudniło.
– Może lepiej nie zbliżać się dalej. – Nocny Śpiewak zawahał się nieco.
– Tak uważasz? – Borsucza Puszcza łypnęła na niego.
– Tak. Słyszałem, że w tamtą stronę dwunożni wycinają las. Myślę, że rozprostowanie kości nie powinno się wiązać z ryzykowaniem zdrowia lub życia.
– No dobrze. Wracajmy więc. – starsza kotka machnęła ogonem. Czy się uśmiechała, czy nie, nie miało to znaczenia. Ich spokój przerwały kroki i nagłe głośne krzyki. Nocny Śpiewak poczuł obce ręce na swoim ciele, zanim zdążył pisnąć. Obce stworzenie podniosło go z runa leśnego, warcząc coś niewyraźnego. Nocny Śpiewak nastroszył się jak sowa.
– Dwunożni! – Borsucza Puszcza prychnęła głośno i Noc mało się nie zakrztusił powietrzem. To był dwunóg?! O nie! I go trzymał?! Tak być nie może.
Noc wygiął się, wysuwając pazury. Zamachnął się w kierunku tego potwora, nie trafiając za pierwszym razem. Ale zaraz potem uderzył drugi raz, w te…dziwne łapy, które go trzymały. Dwunóg wydał z siebie przedziwny dźwięk i poluzował uścisk. Nocny Śpiewak wbił swoje kły w oprawcę i zaraz wylądował w runie, rzucając się na drzewo. W dwóch susach znalazł się poza zasięgiem tego stwora. Wtedy też mógł przyjrzeć się poprawnie sytuacji. Dwunożnych było dwóch. Chudej Łapy nie dało się dostrzec. On sam stał na drzewie, bezpieczny. Borsucza Puszcza jednak wiła się w uścisku dwunożnego.
– Nie… Borsucza Puszczo! – Noc naprężył mięśnie.
– Ani się waż Nocny Śpiewaku! – warknęła stara kotka. – Jeszcze by brakowało, żeby stracić młodego wojownika! – I to go zatrzymało. Pomimo że nie chciał tego przyznać. Wiedział, że miała rację. Nie miał możliwości ani sił wygrać z dwoma znacznie większymi od siebie przeciwnikami.
– Chuda Łapo? – Nocny Śpiewak patrzył, jak te dwa potwory zabierają starszą kotkę w las. – Gdzie jesteś?! – wydarł się, zeskakując z drzewa i biegnąc po jego tropie. Z dala od niebezpieczeństwa. W swojego brata wpadł wcale nie tak długo potem.
– Chuda Łapo! Wszystko okej?! – dopadł do niego.
– Tak. Tak...wszy…wszystko okej. Gdzie… gdzie jest Borsucza Puszcza? – Zapytał przyszły medyk, robiąc wielkie oczy.
– Zabrali ją. Na mroczną Puszczę! ZABRALI JĄ! – miauknął Nocny Śpiewak. – Biegniemy… do obozu. Teraz, jazda! Może jeszcze ją odzyskamy, ale potrzebujemy posiłków! – Wilczak zostawił brata za sobą, aby go dogonił i rozpędził się jak mała burza w kierunku obozu.
Do obozu wpadł tak szybko, że przewrócił swoją byłą mentorkę. Ta nastroszyła się jak wściekły pies i już miała na niego krzyczeć, ale Nocny Śpiewak ją wyprzedził.
– Dwunożni zabrali Borsuczą Puszczę! – i jego słowa od razu uspokoiły wściekłą kotkę.
– Co?! – czyjś głos przebił sekundową ciszę.
– DWUNOŻNI… ZABRALI BORSUCZĄ PUSZCZĘ! – Noc wydarł się jeszcze raz coraz bardziej wściekły.
– Jak to zabrali? – ze swojej jamy wyłoniła się Zalotna Gwiazda. Przeskoczyła obóz w paru susach, aby dotrzeć do zmachanego Nocnego Śpiewaka i Chudej Łapy, który właśnie wpadł do obozu. – Kiedy?
– Przed chwilą! Poszliśmy rozprostować łapy, złapali nas z zaskoczenia. Było ich dwóch. Najpierw chwycili mnie, więc nie mogłem jej pomóc. Ja się uwolniłem, ale… Borsucza Puszcza! Jeszcze może jest czas! – Nocny Śpiewak mówił szybko i z zadyszką. Jego łapy się trzęsły, a futro nadal miało wklęśnięcie z jednej strony, gdzie wielkie łapy dwunożnego podchwyciły jego ciało. Zalotna Gwiazda wbiła w niego wielkie oczy. I zapadła cisza…

09 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka)

Powiedzieć, że Tropiąca Łaska była niezadowolona, byłoby znacznym ujęciem furii, jaka spotkała Noc, kiedy w końcu się pozbierał po kocimiętce. Dla jego obrony nie miał bladego pojęcia, na co się natknęli i co to robi, a jego brat nie uraczył go tą wiedzą! Nie wypowiedział jednak tej wymówki.
– Nie zdajesz sobie sprawy, jakie masz szczęście, że Zalotna Gwiazda nie dała Ci i temu twojemu bratu karnego imienia. – wysyczała Tropiąca Łaska, strosząc się jak sowa. – Karą za to wszystko będzie opieka nad starszyzną, najbrudniejsza robota, jaka znajdzie się w klanie i – zatrzymała się dla zbudowania napięcia. – koniec naszych treningów.
Kotka była widocznie zła. Wściekła wręcz. Łapy się jej trzęsły, zapewne z chęci zerwania z Nocy skóry.
Nocna Łapa kiwnął tylko głową. Na patrole nadal miał chodzić. Po prostu dołożyli mu bardzo wiele obowiązków. Nie, żeby mógł na nie narzekać. Siedzenie ze starszyzną i zajmowanie się ich problemami nie było dla Nocy najgorszym losem. Lubił ich historie, ich żarty i nawet ciszę, która czasami wisiała nad ich legowiskiem. Brudna robota w klanie też była czymś, co Noc też robił. Dołóż gałęzie tu, wyrwij tamto, wnieś to. Zawsze był chętny robić to, o co go wojownicy prosili. Tak, teraz robił to częściej, ale nadal tak samo ochoczo!
Największym zaskoczeniem dla Nocy był kategoryczny zakaz treningu z Łaską. Kotka syczała na niego i prychała, ilekroć się z nim mijała w obozie, wyraźnie nadal zezłoszczona. Dodawała mu obowiązków, ilekroć mogła i łapy nadal ją świerzbiły na dobre pranie skóry na plecach Nocy.

Nocna Łapa dlatego też był raczej zaskoczony, kiedy jego mentorka miarę spokojna, zjawiła się w miarę spokojna. Nadal mówiła do niego ściszonym i złym głosem, ale była wyraźnie zadowolona z czegoś.
– Nocna Łapo. – miauknęła, odrywając go od poprawiania mchu w legowisku Srebrzystej Łuny, pilnując, aby starszej kotce było wygodnie.
– Tak? Potrzebujesz czegoś Tropiąca Łasko? – pomimo napięcia Noc uśmiechnął się szeroko do niej.
– Tak. Skończ, co robisz szybko i zapraszam cię … – zamilkła dla dramatu. Znowu! Ostatnio robi to bardzo dużo. – do okręgu!
– Do okręgu? – Blade Lico podniósł głowę na jej słowa. – Czyżby Nocna Łapa zasłużył sobie na mianowanie?
– Zasłużył to sobie na spranie skóry. – odparła Tropiąca Łaska. – Ale tak. Mianowanie. Test! Teraz! Już!
Noc zjeżył się z ekscytacji! Miał stać się wojownikiem już dzisiaj?! To było… nietypowe dla Tropiącej Łaski, zwłaszcza jak była zła. Sprawić Nocy taką przyjemność?
– Idź. Przyjdź potem pochwalić się imieniem. – powiedział Trzcinniczkowa Dziupla. Na jego słowa noc podniósł się na proste łapy i poszedł za Tropiącą Łaską.
Został ustawiony w samym środku tłumu, gdzie wytworzył się krąg. Noc machnął ogonem podekscytowany. Zalotna Gwiazda spoglądała na niego ze swojego wygodnego miejsca na wzniesieniu. Jej uważne oczy nadal nosiły dozę niezadowolenia po jego „małym” wypadku. No cóż. Dzisiaj się wykaże. Ciekawe kto będzie jego przeciwnikiem?
Nocna Łapa wyprostował się i nastroszył ogon, kiedy Tropiąca Łaska wyszła przed niego. Była wyraźnie wściekła i zadowolona jednocześnie. Oho! No to Nocna Łapa dostanie swoje obiecane pranie skóry od swojej mentorki!
Ich walka zaczęła się od jego mentorki rzucającej się w przód. Pył, pazury, zęby - wszystko! Noc wywijał się jak tylko mógł, aby unikać wściekłych ciosów mentorki, co bywało trudne. Tropiąca Łaska była starsza, bardziej doświadczona i silna. Jednak wolniejsza od Nocnej Łapy o znaczną miarę, jak i mniejsza. Nocna Łapa trzasnął ją łapą, raz, drugi, trzeci aż kotka nie zachwiała się na łapach wystarczająco, dla młodszego kota, aby wsadził ogon tam, gdzie miała stanąć. Zabrał go równie szybko co tam postawił, a kotka uderzyła w ziemię. Przeturlała się zaskoczona, aby uniknąć chwytu Nocnej Łapy. Zjeżyła się, wstając niestety trochę za późno. Noc znalazł się na jej plecach, swoją wagą przeciągając ją z powrotem na ziemię. Upewnił się, że będzie na górze i przycisnął ja do ziemi łapami. Teraz miał otwartą drogę do gardła i miękkiego brzucha. Kotka złapała jego łapy swoimi pazurami, zaciskając je mocno w skórę i kopnęła go w brzuch tylnymi łapami. Noc skrzywił się, ale nie uległ, tylko bardziej na nią nacisnął. Kotka utknęła…
– Wystarczy. – Zalotna Gwiazda ogłosiła, spoglądając na tę sytuację. – Nocna Łapa wygrywa. – Noc uśmiechnął się szeroko i wypuścił swoją mentorkę spod swoich łap. Brzuch nadal go bolał, z jego łap sączyła się powoli krew, a na poliku czuł, że tam, gdzie sięgnęła go pazurem Łaska, pod sierścią tworzyły się zacięcia.
– Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. – głos Zalotnej Gwiazdy przerwał wszystkie boleści Nocy. Ekscytacja ogarnęła go od stóp do głów. – Nocna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam. – oświadczył.
– Mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika. – zatrzymała się, mierząc go wzrokiem. – Nocna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Nocny Śpiewak. Klan ceni twoją pracowitość i siłę oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka!
– Nocny Śpiewak! Nocny Śpiewak! – zawtórowały koty, które ich tak uważnie obserwowały.
– Nocny Śpiewak… – Tropiąca Łaska zarzuciła ogonem z irytacją. – Przynajmniej nie jesteś już moim problemem.
– Już nie… – Nocny Śpiewak uśmiechnął się do niej, a potem przeniósł wzrok na swoją rodzinę. Chudy ryczał i smarkał, a kiedy Noc podszedł, wystarczająco blisko to się do niego przytulił.
– Nocny Śpiewak! OH! – załkał. Nocy, aż się miło zrobiło. Gruby też się przysunął i objął ich oboje.
Nocny Śpiewak już nie był Łapą, mógł czuć z tego powodu tylko dumę. Co oczywiście nie znaczyło, że jego kara się kompletnie zakończyła. Pewnie teraz będzie miał więcej patroli i treningów z mistrzami, ale do starszyzny nadal miał zaglądać regularnie. No cóż. Sama przyjemność! Teraz jednak pozostało mu tylko czuwać nad swoim klanem.

07 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy do Bielinki

Nocna Łapa skoczył przed siebie, omijając samotny kamyk na swojej drodze. W pysku trzymał świeżą wiewiórkę. Młody uczeń korzystał ze wszystkich możliwości polowania, jakie były pod łapą, ze względu na zbliżającą się zimę. Drzewa już były bliskie stracenia wszystkich swoich liści, a zimny wiatr szalał między ich pniakami. Noc już zaczynał czuć chłód na swojej sierści.
Zima będzie jego najmniej ulubioną porą roku. Nie dość, że wszędzie będzie zimno, mokro to do tego wszystkiego jego piękna sierść przestanie się tak dobrze maskować wśród cieni drzew. W końcu tych cieni będzie coraz mniej, a na tle jasnego śniegu jego czarne loki będą bardzo kontrastowały, nawet nocą. Nie wspominając już o zamieciach śnieżnych!
– Dobra robota. – Tropiąca Łaska rzuciła na niego okiem. – Ja nic nie znalazłam. – Noc tylko kiwnął jej głową i położył swoją wiewiórkę na łapach, aby się nie pobrudziła.
– To weź tą. Ja jeszcze pójdę… na spacer. Może coś jeszcze znajdę! – oświadczył Noc, uśmiechając się szeroko.
– Nie. Wracamy do obozu. – oświadczyła jego mentorka. – Na dzisiaj już starczy.
– Ale… – Noc opuścił uszy po sobie. – Niedługo przyjdzie pora nagich liści i… zwierzyny będzie coraz mniej. Lepiej najeść się teraz!
– Tak, ale byłeś na wczorajszym wieczornym patrolu i potem dzisiaj porannym patrolu, teraz na treningu i dodatkowo na polowaniu. Idziesz do obozu i zażywasz drzemki! – Tropiąca Łaska pomachała na niego łapą z wyraźną dezaprobatą jego stylu życia.
– No dobrze. – A Noc nie był kotem, który by się z nią bardzo kłócił.
– Zresztą. Niedługo nie będzie tak częstych treningów. – dodała kotka, kiedy już szli w kierunku obozu. Noc otworzył szeroko oczy.
– Jak to? – spytał się nieco niewyraźnie z winy zdobyczy między zębami.
– Myślę, że jeszcze chwila, a będziesz gotowy na egzamin. – kiwnęła mu głową i zapadła cisza. Nocna Łapa szedł całkowicie pogrążony w myślach. W obozie kot odłożył wiewiórkę na kupkę ze zwierzyną i przysiadł sobie gdzieś z boku obozu. Usytuował się całkiem niedaleko żłobka, bo tam resztki słońca sięgały najmocniej o tej porze dnia.
Siedział chwilę jeszcze zanim się położył. W swojej głowie powtarzał słowa swojej mentorki o egzaminie. Niedługo będzie gotowy! Jakież to ekscytujące! Tylko… z kim będzie walczył? Gruba Łapa zalegał w treningach. Chuda Łapa był teraz uczniem medyka! Księżycowa Łapa była chyba najbliżej jego wieku, jednak nadal była od niego dużo mniejsza i młodsza. To samo z siostrami, Zwęgloną Łapą oraz Kryształową Łapą. Obie mogłyby z nim walczyć, w końcu ćwiczyły dobrze, ale miałby nad nimi niesprawiedliwą przewagę wieku i wielkości! Czyli… być może zostanie wyznaczony mu wojownik lub… jego mentorka! Miałby walczyć z Tropiącą Łaską? Och…
Nocna Łapa był tak głęboko pogrążony we własnych myślach, że kompletnie nie zauważył kulki jasnej sierści niedaleko jego ogona. Na kociaka zwrócił uwagę, dopiero kiedy ten ugryzł go we wspomnianą część ciała. Noc nastroszył się jak sowa i odwrócił głowę zaskoczony.
– Auć! – poskarżył się nieco. Kocięce ząbki nie były bardzo przerażające czy bolesne, ale nadal nieprzyjemne. Kocię puściło jego ogon i syknęło w jego stronę. Cóż za… charakterek. – Odważnie jak na kogoś twoich gabarytów, mała. – Noc zaśmiał się w jej kierunku. Kociak zamilkł na chwilę i zaraz patrzył się na Noc, jakby chciał go zabić wzrokiem.
– Przepraszam? – noc uniósł brew. Nie bardzo wiedział za co przeprasza, ale najwidoczniej obraził tego kociaka czymś. – Jak się nazywasz?

<Bielinko?>
[531 słów]

[11%]

03 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy CD. Zwęglonej Łapy

Noc położył łapę na swoim pysku w zażenowaniu i nawet nie obejrzał się za kotką, która go wyminęła. Zamiast tego podniósł nieszczęsną piszczkę z ziemi i zaniósł ją w kierunku kamienia ze zdobyczą, gdzie zdjął z niej jak największą ilość trawy i odłożył z boku, aby nie zaraziła swoim problemem innych smakołyków. Zaraz potem zabrał się za mycie własnego futra. Wilgoć przyklejała się do niego jak irytujący rzep, sprawiając, że jego futerko nieprzyjemnie się kręciło i jednocześnie lepiło go jego ciała. Należało to, chociaż odrobinę poprawić!
Kiedy już skończył swoją obowiązkową rutynę czyszczenia się, udał się do swojego legowiska. Oczywiście nikogo tam nie było, wszyscy uczniowie kręcili się po obozie albo uczestniczyli w treningach poza nim. Dla Nocy to było już nie do osiągnięcia. Z jakiegoś powodu nikt nie chciał spędzać z nim czasu, co było nieco smutne. Noc wygrzebał ze swojego mchu wszystkie posiadane piórka i zaczął wyjmować te, które znajdowały się w jego sierści. Układał je z dokładnością i w wielkim milczeniu pilnując, aby się nie pobrudziły ani nie połamały. Odkrył też zapomniane przez siebie kwiaty, które aktualnie były już uschnięte i kruche. Niechętnie odłożył je na bok do wyniesienia z legowiska uczniów, kiedy skończy swoje zajęcie. Było mu niezwykle przykro z tego powodu, ale zdawał sobie sprawę, że aktualna pora roku była wyjątkowo brutalna dla kwiatów. Już nie mógł się doczekać wiosny i świeżego zapachu porannej rosy na trawie, kwitnienia drzew i krzewów oraz przesłodkiego śpiewu ptaków. Nie mógł się doczekać, aż obudzi go ciepłe słońce o nie całkiem chłodnym poranku. Nie mógł się doczekać cichych patroli, którym towarzyszyć będą dźwięki lasu, oddychającego nowym życiem. I kto wie… wraz z wiosną może przyjdzie i coś dla niego. Co prawda planował prosić o mianowanie całkiem niedługo, ale na wiosnę będzie już pięknym, dorosłym kocurem. No… może prawie dorosłym. Ale nadzieję na jakiś słodki romans lub coś bardziej stabilnego mógł mieć! Jako wojownik wszyscy patrzeć będą się na niego w zupełnie inny sposób jak … na wojownika. Noc nie wiedział jak określić to uczucie, którego tak wyczekiwał. Może… szacunek? Może właśnie tego mu brakowało w tym, jak inni się do niego odnosili? Może…
Noc odłożył ostatnie piórko ze swojej sierści do pięknie ułożonego rządka zerwanych z ptaków skarbów. Miał przed sobą wiele wyborów kolorów piórek: niebieskie, czerwone, szare w paski i bez, czarne zwykłe i czarne z połyskiem zielonego lub złotego oraz różne odcienie brązowego i jedno, jedyne białe. Przykładając wielką uwagę, aby nie układać tego samego koloru za blisko siebie, wybrał pięć piórek, które włożył blisko głowy. Dwa za uszami, trzy na szyi. Potem sięgnął po trzy następne, które ostrożnie wplótł w ogon. Resztę swoich drogich skarbów wcisnął starannie w mech, na którym co nocy spał.
I w ten sposób Noc wyszedł z legowiska uczniów w nieco lepszym humorze, poranna sytuacja całkowicie zapomniana w jego zadowoleniu.
– Nocna Łapo! – Tropiąca Łaska podeszła do niego, kiedy tylko wysunął się bardziej na widok.
– Tak? – kot przekrzywił głowę z ciekawością.
– Pójdź po trochę wody dla starszyzny! – rozkazała mu i kim byłby Noc, żeby odmówić! – Dodatkowo, przyszykuj się na patrol, wyruszamy wieczorem.
– Oczywiście! – Noc od razu pokiwał łebkiem.
Wyruszenie po wodę nie było bardzo wymagające. Nocna Łapa odnalazł trochę świeżego i w miarę suchego mchu i wyruszył nad rzekę, gdyż korzystanie z kałuż mogłoby się źle skończyć dla starych kości i płuc. Nie ma co dokładać medykom roboty, już i tak pewnie mają co robić z Chudą Łapą jako uczniem.
– Woda, woda… – zamruczał pod nosem. Napełnił mech świeżą wodą z rzeki i już miał ruszać z powrotem do obozu, ale coś innego przykuło jego uwagę. Niedaleko, przepiękny brązowy gołąb wylądował w trawie. Noc odłożył mokry mech i z chciwością przypadł do ziemi. Jego oczy wbiły się w ofiarę. Te przepiękne pióra będą zaraz jego!
I tak też było. Noc wrócił do obozu z nowymi piórami i mokrym mchem dla starszyzny. Niestety bez właściciela piór. Noc szybko odstawił mech w odpowiednie miejsce i schował swoje zdobycze z największą starannością, wplatając jedno za swoim uchem.
Zabrakło mu czasu na całkowitą, ponowną zmianę wszystkich swoich dodatków. Musiał stawić się na patrol.
Tropiąca Łaska już na niego czekała razem z innym kotem. Był to liliowy kot z urwanym uchem. Noc nie mógł się już doczekać, aż sam nabawi się jakiejś blizny! W końcu dwie kości w jego uchu to za mało! Chwalić się bliznami zdobytymi w walce to byłby dopiero zaszczyt!
– Witaj Sowi Zmierzchu. – Noc rozpoznał kota bardziej po zapachu niż wyglądzie. Kiedyś go spotkał, przelotnie, jak był młodszy. Jednak pamiętanie imion swoich towarzyszy było dla Nocy bardzo istotne, dlatego przykładał do tego uwagę.
– Witaj. – kot kiwnął mu głową, po czym wbił wzrok w obóz. – Zwęglona Łapo. – kiwnął także kotce, która do nich dołączyła. – Jesteśmy gotowi. Ruszamy.
Sierść Nocy nieco się zjeżyła na wspomnienie wcześniejszego spotkania z drugim uczniem, jednak szybko je wygładził. Musiał skupić się na patrolu.
Jednak patrole bywają niezbyt ciekawe. Idziesz i idziesz, węszysz i wszystko jest tak, jak było zawsze. Spokojne i wilczakowe. Nikt nie przekraczał granicy, nikt nie polował na ich terenach, nie było śladu po samotnikach, którzy chcieliby zapuścić się w ten piękny las. Tak więc cztery koty podążały przed siebie w ciszy, ich uszy nastawione i uważne.
Nocna łapa czasami doceniał chwile ciszy, jakie panowały wokół niego, ale preferował, kiedy mógł przymknąć oczy i wsłuchać się w dźwięki lasu, zamiast iść w nieskończoność po tych samych miejscach. Jego mentorka cichutko rozmawiała z Sowim Zmierzchem od jakiegoś czasu. Noc nie zwracał za bardzo uwagi, o czym dyskutują. Zamiast tego rozglądał się wokoło w poszukiwaniu czegoś ciekawego, na czym mógłby zawiesić wzrok na dłużej niż pół sekundy. I w końcu poddał się z szukaniem czegoś w głuszy lasu. Zdecydował się rzucić okiem na uczennicę idącą całkiem niedaleko niego.
Kotka miała ciekawe umaszczenie. Dymne szylkretowe. Coś, czego Noc zazwyczaj nie widział. Miała też wyjątkowo duże i ładne oczka. Żółte. Przypominały Nocnej Łapie ten przepiękny księżyc, który niekiedy przybierał kolor złota. Po chwili przyglądania się Noc wbił oczy we własne futro. W porównaniu do kotki obok niego było wyjątkowo nudne. Było krótsze, mniej zakręcające się i całkowicie czarne. Bez nawet odrobiny bieli, poza tym jednym piórkiem na jego uchem. Noc chciałby pochwalić jej futro, wypowiedzieć się, ale postanowił zamknąć pysk. Wystarczyło mu już porażek i potknięć tego dnia. Zamiast tego skupił się na wędrówce, jaka ich czekała.
Z patrolu wrócili, kiedy księżyc już dawno królował na niebie. Tropiąca Łaska ziewnęła otwarcie.
– Jutro popołudniowy trening, żebym ja cię nie widziała o wschodzie słońca na nogach! Nocna Łapo, proszę… wyśpij się chociaż raz. – kotka machnęła na niego ogonem, otwarcie go pouczając przy jego rówieśniczce i jej mentorze.
– Przecież się wysypiam! – Nocna Łapa spuścił po sobie uszy. Mówił… prawdę! Po prostu zazwyczaj drzemał w środku dnia, między treningami! – Obiecuję cię nie budzić! – miauknął.
– Akceptowalne… – Tropiąca Łaska machnęła na niego łapą i udała się do legowiska wojowników. Sowi Zmierzch powiedział coś do Zwęglonej Łapy i zaraz udał się za wojowniczką do snu. Uczennica kota także się ruszyła, ale zatrzymała się na sekundę. Noc bowiem zamiast gdzieś iść, usiadł gdzie stał i spojrzał w niebo.
– Nie idziesz spać? – spytała się, rzucając na niego okiem.
– Jeszcze nie… jeszcze chwila. – odpowiedział jej. Zamiast spać, w tym momencie chciał jeszcze chwilę podziwiać niebo, w ciszy nocy.
– No dobra… – kotka wzruszyła ramionami i zaraz zniknęła w legowisku.
Nocna Łapa przymknął oczy i pozwolił, aby dźwięki świata wokół otoczyły go jak milutki kocyk. Nie wiedział ile tak siedział i o czym myślał, ani nawet czy nie usnął na chwilę, ale chwilę to trwało, gdyż księżyc poruszył się spory kawałek po niebie. Noc w końcu wstał i wkradł się cichutko do legowiska uczniów. Zanim się jednak położył, spojrzał na śpiącą obok siostry Zwęgloną Łapę. Chwilę się wahał, po czym wyjął dwa czarne, błyszczące piórka ze swojej kolekcji i cichutko podszedł obok kotek, pozostawiając je przed nimi. Taki ot co miły prezent i przeprosiny za nieprzyjemne spotkania tego dnia. Skoro Noc nie miał odwagi lub odpowiednich słów, aby przeprosić ją prosto w pysk, mógł chociaż tak… Zaraz potem ułożył się do błogiego snu, mając nadzieję, że będzie mu się śnił przyjemny trening lub słodka ptasia melodia.

<Zwęglona Łapo? przyjmiesz prezent?>

[1339 słów]

[27%]

Od Nocnej Łapy CD. Zwęglonej Łapy

Noc skoczył i wylądował zaraz obok myszy, na którą polował. Ta zaczęła w panice uciekać od napastnika. Noc wykręcił się w jej kierunku i zamachnął łapą. Jego pazur zaczepił jej tył i wytrącił z równowagi. Czarny kot przypadł do niej.
– Nie trafiłeś. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego z gałęzi drzewa nad nim.
– Poślizgnąłem się. – przyznał Nocna Łapa, odkładając swoją zdobycz w nieco mokrą trawę i podnosząc głowę, aby spojrzeć na mentorkę. – Przepraszam.
– Najważniejsze, że złapałeś tę mysz, ale polowanie to nadal twoja najsłabsza umiejętność, co? – Łaska przekrzywiła głowę.
– Może, ale się staram. – odparł Noc, uśmiechając się niewinnie. W końcu zdarzało mu się wylądować niewygodnie, ale zazwyczaj łapał, to na co polował. – Staram się, jak tylko mogę! Ale mogę poćwiczyć więcej, jeśli jest taka potrzeba.
– Ty nie ćwicz za dużo, bo się zamęczysz. Masz już wystarczająco mięśnia pod tym futrem. Jakbyś chciał, to pewnie mógłbyś mnie zanieść na plecach do obozu, co?
– Bez problemu! – oświadczył Noc, unosząc ogon. Jego mięśnie i siła były jego dumą. Długo na nie pracował i jeszcze dłużej pracować będzie, aby je zachować w dobrym stanie. Nie miał zamiaru się lenić, jeśli chodziło o jego wygląd.
Futerko miał zawsze zadbane, wąsy wyprostowane, ozdoby wsunięte wygodnie w miejsca, aby mu nie przeszkadzały. Starał się, jak tylko mógł, aby osiągnąć jak najwięcej. Aby jego przodkowie byli z niego dumni. Aby móc z łatwością walczyć przeciwko tym parszywym, marnym Klanie Gwiazdy! Na samą myśl mało się nie zjeżył!
– No dobrze… – Tropiąca Łaska mlasnęła, widząc jak wypina pierś dumnie. – Koniec z popisywaniem się. Wracamy do obozu!
– Mogę jeszcze się przejść, zanim wrócę? – Noc przeskoczył z łapy na łapę.
– Jesteś pewien? Jest mokro i zimno… – jego mentorka skrzywiła się na jego prośbę.
– Jestem pewien, tak – Noc kiwnął głową nieco nieśmiało. – Nie będę ćwiczył. Chciałem tylko przewietrzyć futro i głowę!
– No dobra. Jak znajdziesz coś jeszcze do upolowania, to przynieś! – oświadczyła Tropiąca Łaska, zeskakując na ziemię. – I wróć przed zachodem słońca. – pouczyła go jeszcze zanim zniknęła w cieniach lasu z upolowaną myszą.
– Wrócę. – Noc mruknął cichutko, już w kierunku nikogo.

Nocna Łapa ruszył powolnym krokiem po lesie. Zawędrował aż pod Cierniste Drzewo, a przynajmniej na brzeg lasu niedaleko. Tam przysiadł sobie na jednej z wyższych gałęzi jakiegoś drzewa. Wbił wzrok w horyzont, podziwiając przez chwilę błękit nieba przebijający się przez masę chmur, a potem skupił wzrok na domach dwunożnych, które wspinały się w kierunku coraz bardziej deszczowego nieba. Noc zastrzygł uszami. Ciekawiło go, co tam było, tam pośród tych dziwnych bloków, których było tak wiele. Nocna Łapa nigdy osobiście nie widział żadnego dwunożnego, co najwyżej to, co często po sobie pozostawiali. Śmieci, tkaniny i ten dziwny zapach. Ale żeby spotkać samego dwunożnego? Nocy, nigdy się nie zdarzyło. Tropiąca Łaska opowiadała mu, że dwunożni są niebezpieczni, żeby trzymać się od nich z daleka i Noc jej ufał, przynajmniej na tyle, aby stłumić swoją ciekawość do zera.
Wracając do obozu, przyczaił się na niedużą wiewiórkę, która szybko padła jego ofiarą. Na drzewach polowało mu się zaskakująco prościej niż na ziemi! Musi się tym pochwalić swojej mentorce któregoś dnia!
Wesoło wkroczył do obozu, z łebkiem uniesionym wysoko, od razu kierując się do kamieni ze zwierzyną. Niefortunnie wlazł komuś pod łapy. Jego sierść od razu się najeżyła ze wstydu. Powinien nieco bardziej spoglądać gdzie idzie, zamiast rozmyślać nad wszystkim i niczym. Gdyby mógł, pewnie nawet by się zarumienił! Ale jego ciemne futro pięknie chowało wszelkie takie uczucia przez czujnymi oczyma innych kotów.
– Przepraszam cię bardzo! – miauknął po odłożeniu wiewiórki na swoje łapy. – Nie patrzyłem, gdzie idę, moja wina… – Noc przyznał. Kotka przed nim odetchnęła tylko ciężko. Zapadła chwila ciszy. – Wiewiórkę?
Noc zaproponował Zwęglonej Łapie, która przed nim stała. Z racji, że jej zdobycz aktualnie leżała pod ich łapami, cała upaprana w trawie, która kleiła się do wszystkiego po ostatnich deszczach.
– Nie chcę ci zabierać zdobyczy… – oparła kotka z wyraźnym poirytowaniem w głosie.
– Oh! Nie zabierasz! Ja jadłem rano! To … nowe, świeże. Proszę. Weź! – Noc uniósł wiewiórkę na swojej łapie, pilnując, aby nie stoczyła się w trawę i nie skończyła jak poprzednia zdobycz kotki.
– No… no dobra. – kotka wzięła od niego jeszcze delikatnie ciepłą zdobycz, a Noc uśmiechnął się szeroko.
– Smacznego! O! W ogóle. Masz ochotę, któregoś dnia poćwiczyć walkę? – I oczywiście Noc musiał też wykorzystać okazję do znalezienia sobie partnera do treningu. To czasami naprawdę dla niego trudne. Kotka była od niego wiele młodsza i mniejsza, a jednak Noc z chęcią by się z nią zmierzył, nawet jeśli miałby dawać jej delikatne fory! Nocna Łapa wbił swoje oczka w rówieśniczkę. – Oczywiście możesz odmówić! Nie… nie obrażę się! – dodał po chwili machając łapami w zawstydzeniu. Ech… jak zwykle robi z siebie barana.

<Zwęglona Łapo?>
[764 słów]

[15%]

Od Nocnej Łapy do Wilczego Skowytu

Ten wyjątkowy dzień był pełen niespodzianek i zawodów dla Nocnej Łapy. Najpierw deszcz nieco popsuł mu spokojny bieg wokół klanu. Potem Tropiąca Łaska była bardzo bliska odwołania ich treningu przez tę ulewę. Na szczęście popołudnie trochę się rozpogodziło. Dlatego Nocna Łapa mógł udać się na mały trening, krótszy niż zazwyczaj.
– Pochyl głowę bardziej. Walczysz dobrze, ale polujesz nadal jak maluszek. Nie jesteś już nieduży! Wszystkie myszy widzą, jak ci tyłek wystaje! – Tropiąca Łaska dyktowała mu kolejne mało przydatne uwagi. Chociaż miała rację. Nocna Łapa nie był już takim małym kociakiem jak całkiem niedawno. Zaczynał górować nad swoim bratem i przerastać resztę uczniów. – Tyłek niżej!
– Dobrze! – odparł Noc i zastosował się do porady mentorki. Jego skradanie było nieco niezdarne, jak zawsze zresztą, ale nie przeszkadzało mu to za mocno. W końcu do obozu zawsze wracał z jakąś dobrą zdobyczą dla kogoś do zjedzenia! Tym razem była to piszczka. Noc zadowolony podniósł się z mokrej trawy i nieco otrzepał. Świeża zdobycz, zanim śnieg przykryje świat, zawsze była dobra.
Po powrocie do obozu Noc odetchnął cichutko. Nudziło mu się, więc szukał sobie zajęcia. I szukał wszędzie... bez większych osiągnięć.

Cykoriowa Łapa zmierzyła go znudzonym wzrokiem.
– Nie mam dzisiaj chęci. – odpowiedziała mu na zadane wcześniej pytanie. Noc zapalczywie szukał sobie partnera do poćwiczenia walki. Czuł, że potrzebuje wykazać się jeszcze odrobiną inicjatywy, aby osiągnąć potrzebne postępy. Czuł się odrobinę nieprzygotowany, pomimo zapewnień Tropiącej Łaski, że jego umiejętności zupełnie mu wystarczą.
– Rozumiem. Dziękuję. – Noc kiwnął jej głową i ruszył szukać swojego brata. Jednak Gruby nie był w obozie. Najwidoczniej jego mentorka musiała wziąć go na jego treningi. No cóż. Jego strata! Nie powalczy sobie z Nocą!
Chudy w ogóle pewnie nie może. Nawet jeśli mieliby tylko pójść po jakieś zioła. Lepiej nie zawracać mu głowy.
Kryształowa Łapa i Zwęglona Łapa siedziały razem gdzieś w rogu obozu i rozmawiały cichutko. Noc zawahał się, czy w ogóle chce podchodzić, tak więc zatrzymał się. Wydawały się całkowicie pogrążone w swoim świecie i w ogóle niezainteresowane swoim otoczeniem, przynajmniej nie w tym momencie. Nie chciał im przeszkadzać.
A Księżycowa Łapa? Cóż. Noc nie przepadał za tym kotem. Wolałby unikać niepotrzebnego treningu z nim. Nie to, że go nienawidził, czy coś. Po prostu… Księżycowa Łapa działał na niego jak płachta na byka, bez żadnego konkretnego powodu. Noc zachował się w miarę przyjaźnie, ale płasko i płytko. Pobieżnie wręcz.
Więc spośród uczniów nie pozostał mu nikt, kogo mógłby zapytać o dodatkową sesję potyczki. Tak więc zwrócił się do Tropiącej Łaski.
– Potrzebujesz czegoś Nocna Łapo? – kotka siedziała z paroma innymi wojownikami niedaleko kamyka na zdobycz. Właśnie też oblizywała wargi ze swojego posiłku.
– Chciałem jeszcze trochę potrenować walkę. – przyznał jej.
– Oj… Noco. No dobrze, ale już nie dzisiaj. Jutro powtórzymy wszystko, co wiesz i zmierzysz się ze mną. – oświadczyła. – Dzisiaj już ćwiczyliśmy wystarczająco.
– Jeden patrol polujący to mało! – Noc poskarżył się smutny. Siedzący obok Pszczeli Rój zaśmiał się cicho pod nosem.
– Energiczny.
– Tak. – Tropiąca Łaska odetchnęła ciężko. – Idź już. Pobaw się z bratem albo spytaj się starszyzny, czy czegoś nie potrzebują!
Starszyzna niczego niestety nie potrzebowała. Nieszczęśliwy i znudzony Nocna Łapa usiadł sobie na skraju obozu i wbił oczy we własne łapy. W jaki sposób mógł sobie zorganizować czas, aby nie umrzeć z nudów. Na dłuższą chwilę utknął we własnych myślach, zastanawiając się jakie imię zostanie mu nadane jako wojownikowi.
Nocny Śpiewak, Nocna Pieśń, Nocna Bajka, Nocne Lśnienie? Było tak wiele opcji, a Noc nie był pewien, które imię chciałby nosić do końca swoich dni. Wyborów było tak wiele i mogły insynuować, co mogłoby brzmieć odpowiednio dla niego.
Z jego myśli wyrwał go kot, który usiadł całkiem niedaleko. Noc rozpoznał go prawie od razu. To był Wilczy Skowyt - ojciec Wąsatkowego Ruczaju. Noc zamrugał i podszedł do kota nieśmiałym krokiem.
– Dzień dobry, Wilczy Skowycie! – przywitał się cichutko.
– Dzień dobry? – kot spojrzał na niego nieco zaskoczony. Noc przeszedł z łapy na łapę. – Potrzebujesz czegoś?
– Trochę, ale… głupio mi o to pytać.
– Po prostu się spytaj...
– Nie chciałbyś może… ze mną powalczyć? Tak po przyjacielsku? Ja chciałbym trochę poćwiczyć, jednak nie mam z kim. I… moja mentorka nie może już dzisiaj. Szukam kogoś… kto może by chciał… nikt z uczniów się nie zgodził… Oczywiście ty też nie musisz.

<Wilczy Skowycie?>
[692 słów]

[14%]

27 marca 2026

Od Nocnej Łapy CD. Ognikowej Słoty

– Głodny? Tak… Poproszę. Dziękuję! – odpowiedział Słocie. Ta kotka była dla niego bardzo bliska i z każdym dniem jego podziw wobec niej rósł coraz bardziej.
– W takim razie, jedz! – przesunęła przyniesioną zdobycz pod jego pyszczek. Młody uczeń w wielką chęcią wgryzł się w tę soczystą mysz pod jego pyskiem. Po tym, jak zjadł oblizał pyszczek i spojrzał na starszą kotkę przed nim.
– Dziękuję za lekcję! – podziękował jej. W końcu miał maniery.
– Nie ma problemu. Cieszy mnie, że tak chętnie się uczysz naszych prawd. – Ognikowa Słota uśmiechnęła się do niego szeroko.
Noc rzucił się do treningów jak maniak. Zależało mu, aby nauczyć się wszystkiego, co może. Gdy tylko mógł, przyłączał się do partoli i walk. I pewnego letniego dnia Tropiąca Łaska miała dla niego specjalny trening.
Niedaleko poza obozem spotkali się z Cykoriową Łapą i kimże innym jak nie Ogniskową Słotą. Tropiąca Łaska pchnęła go delikatnie łapą w przód.
– Dzisiaj poćwiczymy walkę. – wytłumaczyła mu cicho. Noc już czuł, jak go łapki świerzbią! Walki! To, co chciał ćwiczyć od dawna. I okej, ćwiczenie ze swoją mentorką było ciekawe, ale nie na tyle, żeby go zadowolić. Stanięcie do walki z innym uczniem było jego nadzieją.
– Dobra. Stawać do walki! – Ognikowa Słota zaprosiła ich do treningu.
Noc starał się jak mógł. Był mniejszy, wolniejszy i młodszy, więc czasem nie nadążał za starszą od siebie uczennicą.
Cykoriowa Łapa z pewnością nie używała całej swojej siły walcząc z młodszym kotem, ale nie dawała mu za wiele forów. Noc za to wykazywał się kompletnym brakiem zwinności, ale był w stanie ze względną łatwością zrzucić z siebie kotkę, kiedy go przygniatała. Siła była jego mocną stroną, nie zwinność, nie szybkość.
– Używaj więcej łap, Noc! Po to je masz, żeby nimi machać! – Tropiąca Łaska ciągle dawała mu jakieś porady. I Noc starał się jej słuchać, ale w jaki sposób miałby używać tych swoich łap? Nie do końca wiedział. Machał nimi przecież!
– Nie odpuszczaj jeszcze! – burczała na niego, kiedy wyglądało jakby Noc przegrywał. No bo przegrywał całkiem sporo. Starcia z kotem o tyle starszym od niego były nieco wymagające.
– Dobra. Wystarczy im. – Ogniskowa Słota w końcu zatrzymała ten cyrk. – Sześć do jednego. Nie tak źle. – oznajmiła.
– Tylko jeden… – Tropiąca Łaska machnęła ogonem.
– Aż jeden! – Noc oburzył się na swoją mentorkę odrobinę. – Cykoriowa Łapa jest większa!
– To jest słaba wymówka! Musimy więcej ćwiczyć! – oznajmiła kotka. Noc opuścił uszy.
– Dobrze mu poszło. – Ogniskowa Słota skoczyła rozmowę ze swoją uczennicą i wtrąciła się ze swoim groszem. – Widać polepszenie umiejętności. – oświadczyła.
– To prawda. Widać, że walczy lepiej niż wcześniej. – Łaska przyznała rację drugiej wojowniczce. – Jednak może być jeszcze lepiej. Jutro kolejne ćwiczenia walki! Widzę cię o poranku na łapach, Nocna Łapo! Na dziś koniec. – oświadczyła.

Nocna Łapa od tamtej pory nabrał trochę więcej masy i mięśnia, a przede wszystkim urósł. Dwanaście miesięcy było widoczne w jego postawie i chodzie. Nosił się nawet z pyskiem trochę wyżej, jakby wiek czynił go lepszym od innych.
– Ognikowa Słoto! – Jednak jego kocięcy zapał nigdy nie ucichł.
– Ach! Nocna Łapo! Potrzebujesz czegoś? – Kotka spojrzała na niego z uśmiechem.
– Niekoniecznie. Pomyślałem, że może chciałabyś coś zjeść. Upolowałem takiego chudszego królika i od razu pomyślałem o Tobie!
– Czemu nie! Przynieś mi go. – machnęła na niego łapą, a Noc z wielką chęcią się przystosował.
Chwycił upolowaną przez siebie zdobycz i zaraz był z powrotem przy boku starszej wojowniczki.
– Jak Ci idzie na treningu? – kotka zapytała się między gryzami.
– Idzie mi dobrze. Sam też trenuję trochę poza tym co robi ze mną Tropiąca Łaska. Jak dla mnie robi ze mną trochę za mało. Za szybko kończymy treningi i czasami za wiele się ze mną bawi niż ćwiczy. W sensie… psoci trochę przy okazji treningu, nie że bawi się ze mną jak z kociakiem. – Noc usiadł obok niej. – A… A co u Ciebie? To twój siostrzeniec teraz się urodził, prawda?


<Ognikowa Słoto?>

[625 słów]
[+walka z innymi uczniami]

[13% + 5%]

Od Nocnej Łapy CD. Chudej Łapy

Noc przyczaił się nisko w krzakach i skoczył. Jego łapy odbiły się od leśnego runa, rzucając opadłymi liśćmi na boki. Królik, jaki stał przed chwilą spokojnie, właśnie ruszył do ucieczki. Niestety było dla niego za późno. Noc przycisnął go łapami do ziemi i wbił kły w jego kark. Zwierzę zawisło martwe w jego pysku, a on sam rzucił zadowolone spojrzenie swojej mentorce, która patrzyła na niego z pobliskiej gałęzi. Byli na brzegu lasu niedaleko Przełęczy, aby znaleźć jakąś większą zdobycz. I oczywiście, że coś udało im się znaleźć. Zbliżająca się pora nagich liści nie pomagała, ale pewna zwierzyna nadal kręciła się wokół, szukając sobie miejsca na sen lub skrytkę przed zimnem.
– Dobrze. Zanieś to do obozu. Dla ciebie już starczy treningu. A! I przynieś starszyźnie trochę wody w mchu! – Tropiąca Łaska zeskoczyła na ziemię. Liście chrupnęły pod jej ciężarem.
– Dobrze. – Noc kiwnął jej głową i ruszył do obozu. Porzucił zdobycz na jej miejscu, przyniósł wody starszyźnie i odetchnął. Stanął w obozie i ogarnął go wzrokiem. Wszystko było takie spokojne, cichutkie o tej porze dnia. Czemu Łaska puściła go tak wcześnie? Może ma dla niego jakiś plan później.
– Nocna Łapo! – z myśli wyrwał go zachrypnięty głos brata. – Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to, dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest jesień i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie? – słowotok Chudego zalał Noc, ale przynajmniej jego brat wydawał się być szczęśliwy na miejscu ucznia medyka.
– U mnie dobrze. A i... no... mówisz, że wyglądam muskularnie? Nie zdawałem sobie...sprawy. – odpowiedział Chudemu, samemu spoglądając na swoje łapy. Może rzeczywiście przybrał trochę na masie?
– Tak! Widać to nawet przez Twoje futro! Nie ma co, trening wojownika totalnie Ci służy! – Chudy machnął ogonem.
– Dzięki. Ty też widzę, że dobrze się bawisz jako uczeń medyka, co? Szkoda tylko, że nie mogę z tobą już trenować… – Noc nadąsał się dla zabawy. Uderzył go trochę sentyment, bo fajnie jest mieć braci do treningów.
Chudy opuścił nieco uszy na słowa brata.
– Oh... – Noc przymknął oczy słysząc smutek w głosie brata. – Wiesz, że raczej nie bardzo mi szło... ciągle byłem ranny i Pomrok musiała mnie zwalniać. Nie nadążałem też przy bieganiu z wami i w ogóle... Ale teraz będę mógł leczyć Twoje skaleczenia!
– Pewnie! Chociaż mam nadzieję, że nie będziesz musiał! Nie mam zamiaru przegrywać z nikim! I niech mi Mro.... – Noc zmarszczył nos – Klan Gwiazdy sprzyja... – starał się nie skrzywić. Nie wszyscy akceptują w tym kanie Mroczną Puszczę, a Słota mówiła, że z pewnością nie medycy, którzy kręcili się pewnie niedaleko. Lepiej, żeby nie kłapał pyskiem tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Chudy zastrzygł uszami na jego słowa.
– Haha... ttsssaak... – Mruknął. – Niech Ci sprzyja! – i posłał mu krzywy uśmiech. No dobra. Może jego brat nie wierzy w Klan Gwiazdy. To jest do wybadania, ale kiedy indziej. Na razie Noc miał inny plan.
– W każdym razie. Jakbyś potrzebował z kimś pójść po zioła to ja zawsze z wielką chęcią! W ogóle! Mam świetny pomysł i ty, jako medyk mi w nim pomożesz!
Chudy spojrzał na niego tymi swoimi pięknymi, wielkimi oczętami.
– Zamieniam się w słuch!
– Otóż... Mam nadzieję niedługo zostać wojownikiem. Niedużą, ale mam. Chcę poprosić może grubego, żeby ze mną walczył...albo Cykoriową łapę. W każdym razie! Jako wojownik chcę wyglądać cudownie i niebezpiecznie i... znalazłem ostatnio parę kości, nie wiem po czym, ale są ostre i ładne... Nie chcesz mi przebić ucha? I ich tam utknąć?! – zapytał Noc z nadzieją.
Chudy mierzył go zaskoczonym wzrokiem, po czym coś błysnęło w jego oku.
– Pomogę Ci! – odparł po chwilce. – O ile znajdzie się i dla mnie kawałek kości! Też chcę wyglądać fajnie! A Tobie takie dodatki na pewno dodadzą superanckości! I wszystkie kotki będą Twoje, bracie!
Noc zarumienił się nieco.
– Pewnie! Mam trochę zapasowych to wybierzesz sobie, która podoba ci się najbardziej! Tylko... Chyba będziesz musiał ukraść trochę czegoś na odkażenie. Żeby to się nie zbrzydziło! – Noc uśmiechał się szeroko. Jego brat będzie miał piękne uszy razem z nim!
Chudy potarł brodę pazurkiem.
– Hmmm – pomyślał chwilę. – W takim razie mak... I chyba aksamitka rozpierzchła... może lepszy będzie dąb szypułkowy... – Zaczął wyliczać na głos. – Wezmę to co będzie i przemycę. Spotkajmy się po południu za obozem, dobra?
– Oh robimy to teraz od razu! Okej! Pewnie! – Już i tak przestają rosnąć w tym wieku. – To ja idę po kości i zmyć Tropiącą Łaskę z dodatkowego treningu. Będę za paręnaście minut! – oznajmił bratu i ruszył w swoją stronę. Oczywiście najpierw odnalazł mentorkę i wymigał się od czegokolwiek co miała zaplanowane.
– Naprawdę nie chcesz iść na dodatkowy trening? To do ciebie niepodobne. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego spode łba.
– Chciałem spędzić trochę czasu z Chudym. Dawno tego nie robiliśmy, zwłaszcza odkąd został uczniem medyka. A teraz ma chwilę… i może ja też mógłbym? – Noc podrapał się po nosie zawstydzony.
– No dobrze. Rozumiem. Możesz iść. Zrobimy wieczorne polowanie jutro. – machnęła łapą. – Idź do brata.
– Dziękuję! – Nocna Łapa uśmiechnął się do mentorki i pobiegł do swojego legowiska. Spod swojego dobrze ułożonego i wypchanego piórami mchu wyjął parę większych kości jakiegoś zwierzęcia. Zanim wniósł je do obozu to umył je w rzece i porządnie wylizał. Nie było już na nich żadnych resztek i zachowały się całkiem przystępnie.
Pochwycił je w pysk i udał się na wyznaczone przez brata miejsce. Gdy się tam stawił Chuda Łapa już na niego czekał.
– Nocna Łapo? – zapytał, jakby dopiero przyszedł. Pewnie tak było.
– Jestem! – odparł do brata, rzucając kości pod ich łapy. – Mam kostki! Masz zioła? Nie mogę się doczekać. Będziemy wyglądać tak epicko!
— Wybierz te kości, które chcesz a ja przeżuję liść i nałożę Ci na ranę. — Szepnął. — Potem ty mi. I weźmiesz ziarno maku. – Chudy uśmiechnął się do brata, a Noc mógł tylko odwzajemnił ten gest.
– O ile będę w ogóle maku potrzebował! – przechwalił się Noc! – Ale zobaczymy. Dobra... Ja chcę te dwie. Jedna pod drugą na tym uchu. Tutaj i tu – pokazał bratu dokładnie gdzie i które kości mu się marzyły. Już nie mógł się doczekać. Był też trochę zaskoczony, że jego brat także chciał się tego podjąć nie tylko na uchu Nocy, ale też na swoim.
– Połóż głowę na ziemi, o najlepiej na tym kamieniu. – Chuda Łapa pokierował swojego brata, który od razu się posłuchał. – Na trzy. – Noc poczuł jak kosteczka delikatnie napiera na jego skórę. – Raz, dwa… TRZY! – i się zaczęło. Noc zagryzł mocno zęby. Ból był... Znośny. Nie było to przyjemne, w żadnym wypadku, ale też nic bardzo strasznego!
– Ha! Jeszcze...jedna. – i poczekał z podniesieniem głowy aż Chudy wbije drugą kość. Ta bolała bardziej ku zdziwieniu czarnego kota. Po nałożeniu ziół wskazał łapą, że to kolej brata! Chudy widocznie się zawahał, odetchnął ciężko i przeszedł z łapy na łapę. Widocznie się bał i miał wątpliwości. Noc zerknął na brata niepewnie
– Słuchaj. A może... ty chcesz wziąć oba nasionka maku przed zrobieniem tego? Bo wyglądasz jakbyś zaraz miał mi tutaj zejść do Puszcz... do ... w każdym razie. – Noc zaproponował braku ziarna łapą. Niby sam miał zjeść jedno i właściwie by nie pogardził, ale jeśli to ma ukoić nerwy jego brata, to jest w stanie się poświęcić i znieść ten kłujący ból. W końcu dla nich wszystko!
Chudy bez słowa pokiwał łebkiem, zjadł mak i po paru chwilach ułożył głowę na kamieniu, dając znać bratu, że jest gotowy. Noc nadal nie był pewien czy Chudy rzeczywiście był gotowy, ale nic do stracenia teraz nie mieli!
– Dobra... To na trzy, jak ze mną. – oznajmił Noc, po czym przymierzył kosteczkę. Specjalnie wziął najostrzejszą, jaka była, aby dziurka była prosta i jak najłagodniejsza do zrobienia. – Raz. Dwa. TRZY! – i wbił kosteczkę zgrabnym ruchem w ucho brata, zaraz od razu potem nakładając przygotowane zioła.
Chudym wstrząsnął nagły dreszcz na tyle silny, że Noc był w stanie dostrzec ruch jego mięśni gołym okiem.
– ARGHHH – wrzasnął po chwili a potem zaczął masować ucho co z pewnością mu nie pomoże. Noc wiedział, żeby nie dotykać swojego. Korciło go to, ze względu jak bardzo go bolało, ale to tylko pogarsza sytuację. – No żesz na naszą matkę!
Kilka oddechów i uderzeń serca później oboje się sobie porządnie przyjrzeli.
– Wyglądasz epicko! – Chudy skomentował.
– Ty też wariacie. Odważny jesteś wiesz! I naprawdę, wyglądamy teraz groźnie! Będziesz odstraszał wszystkie złe choroby samym wyglądem! – Noc zaśmiał się w głos. Cieszył się, że brat mu tu nie zemdlał. – Wylizać cię trochę z krwi, zanim cię Koperek takiego zakrwawionego zobaczy czy wolisz wymknąć się nad skrawek wody? – dodał po sekundzie bez myślenia. Zadbanie o brata stanowiło pierwszą i najważniejszą rzecz na jego liście, patrząc na to, że jego łapy nadal trzęsły się jak królik w norze.
– Wyliżesz mnie? – Chudy brzmiał wręcz błagalnie. – Tak jak kiedyś…
– Oczywiście, że tak. Kładź się, wtul się i brat zrobi całą robotę! – oznajmił wykładając się obok niego i klepiąc ziemię przed sobą. – Jak kiedyś. I jakbyś kiedykolwiek potrzebował to przecież wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś moim kochanym bratem i dla ciebie mój język jest do usług zawsze!
Chuda Łapa odetchnął i położył się blisko brata wtulając się w jego futro. Noc od razu zabrał się do roboty i zaczął lizać swojego brata i mruczeć głośno, aby go trochę też uspokoić.
– Nie mogłem wymarzyć sobie nikogo lepszego od Was.– Chudy odetchnął ponownie.
Ach... jak miło jest znowu być tak blisko siebie z kochanym bratem. Brakowało jeszcze tylko ciepłego futra Grubego.
– To prawda. Nie ma nikogo lepszego od was. – powiedział między liźnięciami.

<Chuda Łapo?>
[1593 słów]

[32%]

26 marca 2026

Od Nocnej Łapy

Nocna Łapa zerwał się z posłania o samym poranku. Słońce ledwo świtało, kiedy uczeń wyszedł ze swojego legowiska. Rozciągnął się i zaraz już dreptał do wyjścia z obozu.
– A ty dokąd, co? – zatrzymał go damski głos. Noc odwrócił się z uśmiechem. Niedaleko łypała na niego Dyniowa Skóra.
– Obiec obóz dziesięć razy i jeszcze jeden raz na szczęście. Jak co rano. – oświadczył Noc.
– Oh. No dobra. Nie daj się zjeść czy coś. – machnęła na niego łapką.
– Nie ma szans! – zaśmiał się i ruszył przed siebie.
Jego bieg był rytmiczny i niezbyt szybki. Nie był jednak miłym spacerkiem, nie. Musiał wbić jego serce w stan szybkich uderzeń, ale nie żeby się zamordować na cały dzień.
A kiedy tak biegał mógł myślami odlecieć w inny świat, w swoje przemyślenia. Na przykład o swoim imieniu. Noc. Piękne imię. Wiele dla niego znaczy. Uważał, że doskonale odzwierciedla jego duszę. Może to trochę zawstydzające, ale patrzenie w gwiazdy sprawiało, że czuł się coraz bardziej zdeterminowany do skończenia swojego treningu. Niby gwiazdy miały być piękne, ale jednak uczeń czuł się bardziej jak ciemna noc bez gwiazd. W końcu tam, pośród tych małych lśniących punktów żyją dusze kotów, które przeklęły jego rodzeństwo. Które winne są wszystkiemu, co złe w tym świecie.
Noc zatrzymał się z ciężkim westchnieniem. To był dobry bieg. Jednak teraz należało znaleźć Tropiącą Łaskę. Czekały go dalsze ćwiczenia.
– Tutaj jesteś! – kotka czekała na niego przy wejściu. – Znowu biegałeś?
– Oczywiście! Nie mogę się rozleniwiać! – oświadczył Noc.
– No dobra. – Łaska przewróciła oczyma. – Idziemy. Dzisiaj robimy Twoje ulubione ćwiczenia. Mam nadzieję po raz ostatni, bo przyznam, że bardzo dobrze sobie radzisz.
– Tunele? – Noc zapytał prawie od razu.
– Tak… tunele. – A Łaska odpowiedziała mu nieco znudzona. Rzeczywiście Noc radził sobie w ciemnościach bardzo dobrze, a jego ciemne futro zlewało się z otoczeniem doskonale.
Tunele były ciemne i wilgotne. Nic nowego. Noc tym razem miał znaleźć swoją mentorkę pośród tych zawiłych korytarzy.
– Ja się schowam. Ty mnie szukaj. – oznajmiła o czym zniknęła w mroku. Nocna Łapa odczekał dłuższą chwilę, w głowie odliczając od czterdziestu lisów w dół.
– Chcesz czy nie, znajdę cię! – miauknął, a echo poniosło jego głos. Noc szybko przemieszczał się w tej ciemności. Nie przeszkadzało mu kompletnie, że potrzebował dłuższej chwili, aby jego oczy przywykły do wnętrz tuneli. Przemykał między zakrętami i ślepymi zaułkami. Słuchał każdego dźwięku uważnie. Węszył wokoło prawie jak pies. Wilgoć wdzierała się do jego płuc, ale kompletnie go to nie obchodziło. Tropiącą Łaskę znalazł w miarę szybko i najciszej jak tylko mógł podszedł do jej boku ze zmrużonymi oczyma i położył łapę na jej ramieniu. Kotka wrzasnęła i palnęła go łapą po głowie w odruchu. Dobrze, że pazurów nie miała otwartych.
– Noc! – odetchnęła nieco zirytowana. – Nie strasz mnie tak, bo cię przypadkiem podrapię.
– Przepraszam, następnym razem miauknę. – odparł uczeń.
– Nie… nie chrząkaj. Dobrze zrobiłeś. W tunelach powinieneś być cichy i atakować znienacka. – dodała Tropiąca Łaska. – Radzisz sobie świetnie dzieciaku.
– Jeszcze chwila i myślę, że można cię próbować wysłać na test na wojownika. Dobra! Wracamy. Zostawiam cię dzisiaj samego i poczekam przy obozie. Masz przynieść coś do jedzenia dla przynajmniej trzech kotów! – miauknęła, kiedy już szli do wyjścia. Potem rzeczywiście popędziła do przodu pozostawiając Noc samego.
Kot nie zwlekał ani chwili rozpędzając się w kierunku ciemnego lasu. Cichutko przemykał się po runie węsząc za zdobyczą. Znalazł zająca, ale to było nieco ponad jego chęci i umiejętności, więc tylko rzucił mu łapczywe spojrzenie i pobiegł dalej.
Dopadł się do myszy, za którą chwilę gonił, bo wpadła mu pod łapy, kiedy biegł. A jak już się pokazała to Noc jej nie odpuścił. Była soczysta i ktoś ze starszyzny na pewno nie pogardzi takim smaczkiem. Znalazł też wiewiórkę, która akurat chowała swoje zapasy i nie zwróciła na niego uwagi. A jego ostatnią zdobyczą były dwie ryjówki. Były nieduże więc policzył je jako jeden posiłek.
Tropiąca Łaska zmierzyła uważnym wzrokiem jego zdobycze, kiedy przechodził obok.
– Pełny pysk, widzę? – mruknął Blade Lico siedzący niedaleko stosu ze zwierzyną.
– Oczywiście. Chciałbyś tę soczystą mysz? – Nocna Łapa uśmiechnął się do starszego.
– Nieee... Ale przydałoby mi się trochę nowego mchu. – starszy kot odetchnął i spojrzał na Noc z wyraźną prośbą.
– Przyniosę Ci! – zaoferował uczeń.
– Byłoby cudownie, dziękuję. – odparł i wstał, ruszając w kierunku legowiska starszyzny. Noc za to skoczył do wyjścia, gotów do zrealizowania nowego zadania.
– Dokąd to? – jego mentorka zajrzała za nim, kiedy podchodził do wyjścia.
– Po mech dla Bladego Lica. Zaoferowałem się, że mu przyniosę świeżego mchu, nie ma co zwlekać.
– No dobrze. Tylko pamiętaj, żeby po tym trochę odpocząć. Odpoczynek…
– Odpoczynek jest istotną częścią treningu, tak wiem. Pamiętam. Pójdę spacerem, nie będę biec i się przemęczać. – przerwał jej wywód, który mu czasem powtarzała. I miała rację. Powinien też odpoczywać. To ważne dla jego ciała!
Przyniósł Blademu Licu mech i sam podszedł do zwierzyny.
– Jadłeś już? – Borsucza Puszcza zmierzyła go swoim surowym spojrzeniem.
– Nie, borsucza Puszczo. Od rana trenuję, a potem uzupełniałem mech w legowisku starszyzny. – oznajmił.
– A upolowałeś coś dzisiaj?
– Oczywiście! Tego szczura na … o! Ktoś już go zjadł! – Noc uśmiechnął się szeroko. Jak przyjemnie było przyczynić się do przetrwania klanu.
– Dobrze. Zjedz coś i odpocznij. – Borsucza Puszcza wstała ze swoją zwierzyną i odeszła na bok zjeść. Noc sam też sięgnął po jakieś jedzenie wyjmując jakiegoś nieszczęsnego ptaka.

[857 słów]
[ + nawigacja w tunelach]

[17% + 5%]

Od Nocnej Łapy

Nocna Łapa wstał i rozciągnął się. Treningi należały do jego ulubionej części dnia. Tropiąca Łaska nigdy nie czekała na niego za długo. Starał się być punktualny, uporządkowany i posłuszny. To ostatnie było dla niego czasem trudne, zwłaszcza z taką mentorką. Łaska nie była zła jako nauczycielka. Wykonywała to, co było jej zadaniem, ale w jej zachowaniu czasami widać było kociaka.
– Co dzisiaj robimy? – Nocna Łapa podszedł bliżej, stając obok kotki.
– Dzisiaj wspinaczka na drzewa. Czas użyć tej Twojej siły do wspięcia się na najwyższe drzewo, jakie znajdziemy. Na sam szczyt, okej! – Tropiąca Łaska rzuciła mu wesoły uśmiech.
– No dobra! – Noc lubił wspinaczkę. Co prawda nie było to jego ulubione zajęcie, ale siedzenie w koronach drzew, pod otwartym niebem było cudownym uczuciem.
Noc był pierwszy przy pniu drzewa. Jego mentorka jednak była zaraz za nim. Potężnym susem wbiła się w powietrze, aby sięgnąć kory drzewa i zaraz znajdowała się na pierwszej gałęzi. Noc, nie chcąc pozostać jej dłużnym, sam wyskoczył i zaczął się wspinać.
– Idzie ci już całkiem dobrze. – Topola machnęła ogonem, po czym usiadła sobie wygodnie w połowie drogi do szczytu.
– Mówisz? – Noc przeskoczył na gałąź wyżej.
– Widać, że dobrze ci idzie. Mógłbyś się tylko słuchać mnie trochę bardziej. – Łaska zaśmiała się pod nosem obserwując dalszą wspinaczkę swojego ucznia.
Noc zatrzymał się dopiero na samej górze, gdzie gałązki pod jego łapami ledwo już go utrzymywały. Wyżej nie chciał już wchodzić. Nie był już małym kociakiem. Jego waga z pewnością złamałaby większość z gałązek u samego szczytu.
Noc spojrzał w niebo nad sobą. Chmury toczyły się po nim bardzo spokojnie i cichutko, jakby nie obchodziło ich życie trwające pod nimi. Gdzieś w oddali, na horyzoncie malowały się sylwetki ptaków, które szybowały na łagodnym wietrze. Korony drzew mieniły się kolorami, gotowe do porzucenia swoich liści na zimę. Wszystko było tak spokojne i piękne. Noc mogły spędzić tutaj godziny, jednak wzywały go obowiązki.
– Złaź już – Tropiąca Łaska wołała do niego już trzeci raz.
– Schodzę. Schodzę. Tylko myślałem, że widziałem wiewiórkę! – oświadczył. Nie było tu żadnej wiewiórki, ale jego mentorka nie musi tego widzieć.
Noc zszedł do połowy drzewa gdzie czekała na niego Łaska.
– W którą stronę ta wiewiórka?
– Chyba tam. – Noc wskazał w głąb lasu. – Trochę daleko. Nie wiem, czy jeszcze tam będzie.
– Nie szkodzi. Idziemy sprawdzić! Po koronach! – kotka machnęła na niego łapą przeskakując na następną gałąź.
– No dobra!
Upolowali dwie wiewiórki. Każde z nich po jednej. Noc porzucił swoją zdobycz na kamieniu na zwierzynę i udał się do legowiska. Chciał się chwilę przespać, zanim samotnie wyruszy na taki mały dodatkowy trening. Zamierzał przebiec parę razy wokół obozu. Już nie mógł się doczekać.

[431 słów]
[+ wspinaczka na drzewa]

[9% + 5%]