– Nie trafiłeś. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego z gałęzi drzewa nad nim.
– Poślizgnąłem się. – przyznał Nocna Łapa, odkładając swoją zdobycz w nieco mokrą trawę i podnosząc głowę, aby spojrzeć na mentorkę. – Przepraszam.
– Najważniejsze, że złapałeś tę mysz, ale polowanie to nadal twoja najsłabsza umiejętność, co? – Łaska przekrzywiła głowę.
– Może, ale się staram. – odparł Noc, uśmiechając się niewinnie. W końcu zdarzało mu się wylądować niewygodnie, ale zazwyczaj łapał, to na co polował. – Staram się, jak tylko mogę! Ale mogę poćwiczyć więcej, jeśli jest taka potrzeba.
– Ty nie ćwicz za dużo, bo się zamęczysz. Masz już wystarczająco mięśnia pod tym futrem. Jakbyś chciał, to pewnie mógłbyś mnie zanieść na plecach do obozu, co?
– Bez problemu! – oświadczył Noc, unosząc ogon. Jego mięśnie i siła były jego dumą. Długo na nie pracował i jeszcze dłużej pracować będzie, aby je zachować w dobrym stanie. Nie miał zamiaru się lenić, jeśli chodziło o jego wygląd.
Futerko miał zawsze zadbane, wąsy wyprostowane, ozdoby wsunięte wygodnie w miejsca, aby mu nie przeszkadzały. Starał się, jak tylko mógł, aby osiągnąć jak najwięcej. Aby jego przodkowie byli z niego dumni. Aby móc z łatwością walczyć przeciwko tym parszywym, marnym Klanie Gwiazdy! Na samą myśl mało się nie zjeżył!
– No dobrze… – Tropiąca Łaska mlasnęła, widząc jak wypina pierś dumnie. – Koniec z popisywaniem się. Wracamy do obozu!
– Mogę jeszcze się przejść, zanim wrócę? – Noc przeskoczył z łapy na łapę.
– Jesteś pewien? Jest mokro i zimno… – jego mentorka skrzywiła się na jego prośbę.
– Jestem pewien, tak – Noc kiwnął głową nieco nieśmiało. – Nie będę ćwiczył. Chciałem tylko przewietrzyć futro i głowę!
– No dobra. Jak znajdziesz coś jeszcze do upolowania, to przynieś! – oświadczyła Tropiąca Łaska, zeskakując na ziemię. – I wróć przed zachodem słońca. – pouczyła go jeszcze zanim zniknęła w cieniach lasu z upolowaną myszą.
– Wrócę. – Noc mruknął cichutko, już w kierunku nikogo.
Nocna Łapa ruszył powolnym krokiem po lesie. Zawędrował aż pod Cierniste Drzewo, a przynajmniej na brzeg lasu niedaleko. Tam przysiadł sobie na jednej z wyższych gałęzi jakiegoś drzewa. Wbił wzrok w horyzont, podziwiając przez chwilę błękit nieba przebijający się przez masę chmur, a potem skupił wzrok na domach dwunożnych, które wspinały się w kierunku coraz bardziej deszczowego nieba. Noc zastrzygł uszami. Ciekawiło go, co tam było, tam pośród tych dziwnych bloków, których było tak wiele. Nocna Łapa nigdy osobiście nie widział żadnego dwunożnego, co najwyżej to, co często po sobie pozostawiali. Śmieci, tkaniny i ten dziwny zapach. Ale żeby spotkać samego dwunożnego? Nocy, nigdy się nie zdarzyło. Tropiąca Łaska opowiadała mu, że dwunożni są niebezpieczni, żeby trzymać się od nich z daleka i Noc jej ufał, przynajmniej na tyle, aby stłumić swoją ciekawość do zera.
Wracając do obozu, przyczaił się na niedużą wiewiórkę, która szybko padła jego ofiarą. Na drzewach polowało mu się zaskakująco prościej niż na ziemi! Musi się tym pochwalić swojej mentorce któregoś dnia!
Wesoło wkroczył do obozu, z łebkiem uniesionym wysoko, od razu kierując się do kamieni ze zwierzyną. Niefortunnie wlazł komuś pod łapy. Jego sierść od razu się najeżyła ze wstydu. Powinien nieco bardziej spoglądać gdzie idzie, zamiast rozmyślać nad wszystkim i niczym. Gdyby mógł, pewnie nawet by się zarumienił! Ale jego ciemne futro pięknie chowało wszelkie takie uczucia przez czujnymi oczyma innych kotów.
– Przepraszam cię bardzo! – miauknął po odłożeniu wiewiórki na swoje łapy. – Nie patrzyłem, gdzie idę, moja wina… – Noc przyznał. Kotka przed nim odetchnęła tylko ciężko. Zapadła chwila ciszy. – Wiewiórkę?
Noc zaproponował Zwęglonej Łapie, która przed nim stała. Z racji, że jej zdobycz aktualnie leżała pod ich łapami, cała upaprana w trawie, która kleiła się do wszystkiego po ostatnich deszczach.
– Nie chcę ci zabierać zdobyczy… – oparła kotka z wyraźnym poirytowaniem w głosie.
– Oh! Nie zabierasz! Ja jadłem rano! To … nowe, świeże. Proszę. Weź! – Noc uniósł wiewiórkę na swojej łapie, pilnując, aby nie stoczyła się w trawę i nie skończyła jak poprzednia zdobycz kotki.
– No… no dobra. – kotka wzięła od niego jeszcze delikatnie ciepłą zdobycz, a Noc uśmiechnął się szeroko.
– Smacznego! O! W ogóle. Masz ochotę, któregoś dnia poćwiczyć walkę? – I oczywiście Noc musiał też wykorzystać okazję do znalezienia sobie partnera do treningu. To czasami naprawdę dla niego trudne. Kotka była od niego wiele młodsza i mniejsza, a jednak Noc z chęcią by się z nią zmierzył, nawet jeśli miałby dawać jej delikatne fory! Nocna Łapa wbił swoje oczka w rówieśniczkę. – Oczywiście możesz odmówić! Nie… nie obrażę się! – dodał po chwili machając łapami w zawstydzeniu. Ech… jak zwykle robi z siebie barana.
<Zwęglona Łapo?>
[764 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz