Niezmiernie cieszył go fakt, że wreszcie dostąpił zaszczytu otrzymania rangi pełnoprawnego protektora. Teraz nie musiał już wstawać wczesnym rankiem i planować dnia pod kaprysy Rozkwitającego Astra. Miał więcej swobody, ale jednocześnie oznaczało to więcej wolnego czasu, którego nie wiedział, jak spożytkować. Godziny, które zwykle spędzałby na treningu, teraz… były puste.
O ile żaden kot nie postanowił mu się pożalić i wygadać, nie miał co robić, przez co czuł się jeszcze bardziej niepotrzebny w Klanie Klifu. Cały czas zmagał się z tą myślą. Co dzień budził się z przekonaniem, że gdyby zniknął, inni nawet by tego nie zauważyli. Ile można mieć w klanie protektorów? Pomocny Wróbelek, Rozkwitający Aster i Drobne Ukojenie byli wystarczający — i Naparstnica najchętniej nie wtrącałby im się w pracę. Nie miał jednak wyboru. Musiał z nimi współpracować, by dbać o zdrowie Klifiaków, choć na razie czuł się tak nieistotny, jak drugi ogon.
By wyciszyć umysł, postanowił się przejść. W ten sposób nie będzie zawadzał pobratymcom i nie będzie musiał nikomu udowadniać, że dobrze wykonuje swoją rolę. Każdy zasługuje na krótką przerwę wśród natury, czyż nie? Nikt nie powinien mieć mu za złe takiego spaceru.
Już miał wychodzić, gdy nagle przykuł go głos innego kota:
— Hej! Zaczekaj! — krzyknął obcy.
Serdeczna Naparstnica zamarł, po czym odwrócił pysk. Przed nim ukazała się znajoma, srebrzysta kotka — Świetlista Walka. Jego starsza siostra, z którą nie rozmawiał zbyt często… choć może powinien. W końcu byli w tym wszystkim razem.
— Słucham? — mruknął spokojnie, choć łapy już świerzbiły go, by ruszyć przed siebie.
— Gdzie idziesz? — zapytała wojowniczka, uśmiechając się przyjacielsko. — Mogłabym pójść z tobą? Jak to mówią, rodzina musi trzymać się razem, więc pomyślałam, że moglibyśmy się trochę zintegrować! — wyjaśniła, poruszając radośnie wibrysami.
Biało-niebieski wolałby przechadzać się w ciszy, ale nie miał powodu, by odmawiać siostrze. Przecież chciała dobrze. Nie powinien unikać kontaktu z innymi kotami, bo nie na tym polegało życie. Powinien cieszyć się z ich obecności i tego, że w ogóle chcą z nim rozmawiać. Choć czasem było to naprawdę ciężkie do zrealizowania.
— Um… No jasne. Możesz iść… — wymamrotał, odwracając wzrok od Świetlistej Walki. — Ze mną, w sensie — poprawił się jeszcze, by srebrna nie odebrała jego poprzednich słów w zły sposób.
— Świetnie! Dokąd się udamy? — zapytała, wymijając protektora i zmierzając ku wyjściu.
Niebieskooki szybko ją dogonił i razem z nią skierował się w głąb terenów Klanu Klifu.
— Nie wiem… Może nad granicę z Klanem Wilka? — zaproponował nieśmiało, na co kotka zamilkła. Spojrzała na niego i przechyliła głowę.
— A to czemu? — zapytała. Klan Klifu raczej nie miał dobrych relacji z wilczackimi sąsiadami, więc w jej oczach faktycznie mogło to wyglądać dziwnie.
— Nie czujesz tego? — odparł, czując, że może podzielić się swoimi spostrzeżeniami z siostrą. Nikomu innemu nie miał odwagi ich zdradzić, ale przecież Świetlista Walka była częścią jego rodziny. — Na jednym ze zgromadzeń… spojrzałem w oczy liderki Klanu Wilka. Wydaje się taka znajoma, ale nie wiem, czy nie majaczę… Mógłbym jednak przysiąc, że na plecach ma dokładnie takie same białe piegi jak ja! — zaczął, a jego ogon lekko zadrżał. — Może to przypadek, a może… chodzi o coś głębszego?
Srebrna przez moment patrzyła na niego z lekkim zdziwieniem, nim opanowała wyraz pyska.
— Czy ja wiem… — mruknęła, odwracając wzrok od brata. — Może masz rację, ale nie rozumiem, jak miałaby być z nami związana. Postrzępiony Mróz nie mówiła nigdy o rodzinie w Klanie Wilka, Złota Droga również.
Na słowa wojowniczki twarz Serdecznej Naparstnicy pociemniała. Okłamała ją. Okłamała je. Postrzępiony Mróz wcisnęła im kłamstwo o tym, że ich ojcem jest Złota Droga. Bujda! Ich prawdziwym rodzicem był jakiś zapchlony, zdradziecki obcoklanowiec. To przez niego tak się męczą!
Nawet nie zauważył, że teraz z jadem i nienawiścią wlepiał wzrok w siostrę.
— Dobrze się czujesz? — odezwała się nagle Światełko, co wreszcie sprowadziło go na ziemię.
— T-
Nie dokończył. Jego serce zabiło mocniej, a w głowie nagle się zakręciło. Czy powinien mówić jej o tym wszystkim, czy może lepiej byłoby, gdyby kotka żyła w świecie wypchanym słodkimi kłamstwami? Przynajmniej nie musiała cierpieć tak bardzo z powodu świadomości bycia przeklętą, jak on sam.
— Wszystko w porządku — zapewnił ją po chwili, uśmiechając się nerwowo.
Świetlista Walka skinęła głową, ale w jej chodzie i zachowaniu nagle coś się zmieniło. Jej kroki zrobiły się nieco mniej pewne, bardziej chwiejne i nierówne, jakby walczyła o to, by zachować równowagę. Naparstnicy zdawało się też, że jej oddech przyspieszył.
— A ty…? Też się dobrze czujesz? — zapytał, choć w głębi duszy wiedział, jaka będzie odpowiedź.
Wojowniczka zignorowała jego słowa, idąc naprzód jak w transie. Jeszcze przez kilka uderzeń serca maszerowali w milczeniu, aż nagle kotka zwolniła gwałtownie.
— Odpocznijmy… — mruknęła cicho, zatrzymując się całkowicie. Jej uszy drgnęły nerwowo, jakby nasłuchiwały czegoś, czego nie było. Po chwili spojrzała na protektora, a jej spojrzenie stało się puste.
— Co jest nie tak? — zapytał kocur, podchodząc bliżej siostry.
Klifiaczka rozwarła pysk, ale w jednej chwili jej całe ciało zesztywniało. Nim biało-niebieski zdążył jakkolwiek zareagować, runęła ciężko na ziemię, a jej łapy zaczęły gwałtownie, niekontrolowanie drżeć. Oddech stał się urywany, nierówny.
Serdeczna Naparstnica stał w bezruchu, wpatrując się w siostrę w zdumieniu i przerażeniu. Jego umysł krzyczał, by się poruszył, ale ciało nawet nie drgnęło. Był jak sparaliżowany, uwięziony we własnej skorupie. Obserwował, jak Świetlista Walka zachowywała się, jakby ktoś ją opętał, i nie był w stanie jej pomóc.
— Hej! Co tam się dzieje! — usłyszał nagle, na co drgnął gwałtownie, w końcu odzyskując kontrolę nad ciałem. Odwrócił się, a przed oczami dostrzegł biegnącą czekoladowo-rudą kotkę, uczennicę. Jeszcze do niedawna dzielił z nią legowisko.
— Pro-Prom… — wydukał, zanim został przez kotkę popchnięty.
— Co jej zrobiłeś?! — krzyknęła starsza, mierząc Naparstnicę morderczym wzrokiem.
— Ja? N-nic! — zaczął się bronić, ale wciąż czuł się wybity z rytmu przez dziwne zachowanie siostry.
— O tym już zdecyduje Lśniąca Gwiazda! — mówiła dalej, co jeszcze bardziej dobijało protektora.
— Mówię ci, że nic jej nie zrobiłem! — jego ton zrobił się szorstki i chłodny. — Byłem z nią na spacerze, rozmawiałem, jak gdyby nigdy nic, a ona nagle upadła i zaczęła się trząść! — tłumaczył kotce. — To moja siostra! Naprawdę uważasz, że byłbym w stanie jej coś zrobić?! — warknął, zdenerwowany na Promienną Łapę.
W międzyczasie Świetlista Walka przestała się trząść. Leżała teraz bezwładnie na ziemi, ale jej oddech stał się rytmiczny i z każdą chwilą się uspokajał. Przeniosła swoje nieprzytomne spojrzenie na dwójkę kłócących się kotów.
— Z kim tu przyszłaś? Szybko, idź po kogoś starszego! — polecił Serdeczna Naparstnica. Nie mógł mieć pewności, że jakiś dorosły kot będzie wiedział, co zrobić w tej sytuacji, ale mógł mieć chociaż nadzieję.
<Promienna Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz