Jej oczy otwarły się powoli, jednak szybko przymykając się na powrót. Tego jednego dnia miałaby akurat ochotę pospać nieco dłużej. Kotka wiedziała jednak, że Jagnięcy Ukłon z pewnością jej na to nie pozwoli, więc bez większego marudzenia nad tym w swoich myślach przeciągnęła się na posłaniu, a z jej gardła wydobył się przy tym krótki, piskliwy dźwięk.
Po szybkim przygotowaniu się do dnia koteczka wstała i spojrzała na swoją nową mentorkę. Chociaż zdążyła się już przyzwyczaić do towarzystwa Drzemiącego Słońca, nie czuła, aby specjalnie jakoś za nim tęskniła. To nie tak, że nie lubiła biało-rudego kocura. Lubiła, nawet całkiem bardzo. Przegadała z nim już tyle różnych tematów, podzieliła się wieloma plotkami i ploteczkami. Mimo to, „opuszczenie” go przyszło jej raczej łatwo. Sama nie do końca rozumiała, dlaczego tak było, jednak nie poświęcała tej myśli za dużo czasu, nie uważała tego bowiem za coś istotnego.
— Jagnięcy Ukłonie? Jestem gotowa — miauknęła, podchodząc do jasno rudej kocicy, która odwróciła się do niej z uśmiechem na pyszczku.
— Dobrze, usiądź proszę — odparła.
Kotka posłuchała się polecenia medyczki i usiadła. Przez dłuższą chwilę słuchała słów płowej rudaski, która zaczęła jej nie tylko pokazywać zioła, ale również objaśniać, dlaczego są one dokładnie na tych, a nie na innych miejscach. I to zwróciło uwagę młodej kotki. Z tego, co wywnioskowała ze słów Jagnięcego Ukłonu, ułożenie ziół miało nie tylko znaczenie w kontekście łatwości znajdowania potrzebnych ziół, ale również miało znaczenie sentymentalne. To, w jaki sposób wszystko tu działało, było swego rodzaju ostatnią rzeczą, jaka została Jagnie po jej zmarłej mentorce i zapewne też przyjaciółce. Aldrowanda potrafiła to zrozumieć. Tygrysia Łapa zdobył dla niej pióro mewy kilka księżycy temu. Od tamtej pory zawsze miała je wplątane w swoje posłanie, nawet gdy zmieniła legowisko. Robiła tak, bo przypominało jej to o jej bracie nawet wtedy, gdy go przy niej w danym momencie nie było.
— To teraz mała powtórka — miauknęła ruda kocica, gdy już skończyła wszystko tłumaczyć. — Na co jest czyściec wełnisty?
Aldrowandowa Łapa zastanowiła się na chwilkę.
— Dodanie sił słabym kotom? — spytała z lekką nutką niepewności.
— Owszem. Mak polny?
— Mak polny? Mak polny, mak polny… pomaga z bólem, tak?
— Oraz pomaga z zaśnięciem. Podaje się go również kotom, które są w szoku i mają problem z uspokojeniem się — wytłumaczyła ponownie kocica.
Uczennica westchnęła cicho. Trochę tego jest… Ale będzie się musiała tego wszystkiego nauczyć. Mimo to, wie że da radę. Musi dać radę. Bo jak nie ona, to kto? Na pewno nie ten mysi bobek od siedmiu boleści — Wzburzony Kormoran.
— A co z podbiałem pospo-
— Jagnięcy Ukłonie? — przerwała nagle kotka. — Wybacz, że ci przerywam, ale mam pytanie.
— Jakie? — Medyczka spojrzała na swoją uczennicę.
— Mamy tu jakieś zioła na ból brzucha? Wiem, wiem, mówiłaś, że wszystko po kolei, ale Tygrysia Łapa potrafi być czasem ptasim móżdżkiem i nie zwraca uwagi na to, co je… — prychnęła kotka, jednak bez większego przekąsu. — No i wiesz, gdybym wiedziała to już teraz, to jak znowu zje jakąś wronią karmę, to wtedy będę mogła mu od razu pomóc, bez potrzeby męczenia ciebie o tę sprawę.
<Jagnięcy Ukłonie?>
[Słowa: 514]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz