– To nie to samo drzewo! – odparł Borowik, zapierając się łapkami.
– Nie to samo, to prawda. Jednak wspinaczkę zaczyna się od niższych konarów, w razie upadków. Tamto drzewo jeszcze zobaczysz, nie raz. Będziesz miał go jeszcze dość! A teraz popatrz. To jest olcha. – Kurka wskazał na drzewo. – Przyjrzyj się jej, powąchaj. Ma specyficzny zapach i własny, wyjątkowy kształt liści, które niestety pokażą się dopiero za sezon.
– Ale po co mam to pamiętać? – Borowik zajrzał na drzewo. – Mieliśmy się wspinać!
– Wiedza o drzewach to jedna z wielu umiejętności, jakie zwiadowca musi opanować. Dobrze jest wiedzieć, na co się wspinasz, gdyż każde drzewo ma swoje własne zalety i wyzwania. Ta Olcha jest młoda, więc ma jeszcze miękką korę i niskie gałęzie. Potem, to drzewo rośnie prosto i wysoko, przez co staje się wyzwaniem do wspinaczki. Jeśli tego nie wiesz, łatwo z niej spadniesz. Ale dobra… Tyle o drzewie! Teraz! Wspinaczka na nie! – Kurka oświadczył.
Dłuższą chwilę zajęła mu demonstracja poprawnej techniki. Jeszcze dłuższą dokładne pokierowanie kociaka, aby sam poprawnie stosował technikę i posiadał właściwą pozycję.
– Ćwiczenie czyni mistrza. – oświadczył kociakowi, kiedy nie udało mu się po raz kolejny. – Ja sam na drzewo nauczyłem się wchodzić szybko… ale schodzić nauczyłem się dopiero po moim 10 księżycu. – poklepał go po głowie. – Jeszcze raz!
I w końcu udało mu się wejść na najniższą gałąź.
Kurka raczej nie bał się wyzwań. Nie bał się wielu rzeczy, przynajmniej do czasu. Jego życie z Guziczkiem było niczym innym jak przyjemnością. Spokojne noce, długie spacery. Teraz jednak doszły do tego jeszcze treningi pewnego upartego kotka.
Borowik, imiennik jego zmarłego brata, był… specyficzny. Kurka już zdążył się zorientować, że działa bardzo mocno na rutynie i obietnicach. Dlatego też młody zwiadowca nie mógł sobie pozwolić, na zbyt długie spanie w sierści swojego ukochanego, gdyż kociak jadł śniadanie o regularnych porach i zaraz był gotowy do treningu. I Kurka musiał być gotowy razem z nim.
Dlatego też o tak wczesnej porze był już na nogach. Osobiście, tego dnia nie chciało mu się nic. Najchętniej spędziłby ten czas ze swoim ukochanym, ale obowiązki wzywały.
– Dzień dobry Borowiku. Widzę, że już gotowy do treningu. – Przywitał się Kurka z kociakiem. Ten spojrzał na niego i kiwnął łebkiem.
– Co ja ci wczoraj obiecałem? – Kruka podrapał się za uchem. Dzisiaj naprawdę miał marny dzień.
– Że będziemy się więcej wspinać. – odparł kociak.
– No tak. Wspinaczka. Dobrze. – Kurka pokiwał łebkiem. – Najważniejsza umiejętność zwiadowcy. Chociaż robiliśmy to też wczoraj. – przyznał Kurka.
– Obiecałeś. – Borowik zmrużył oczy.
– Wiem. I obietnicy dotrzymam. Dzisiaj znajdziemy brzozę, co byś miał jakieś wyzwanie! Jutro. Nauka polowania! Nie… jutro patrol wieczorem, przepraszam. Prawie o nim zapomniałem. Patrolować też musisz się nauczyć, a Pieczarka się zgodziła, żebyśmy wzięli cię ze sobą. Trzeba to wykorzystać! Za dwa dni powtórka z polowania! – miauknął zwiadowca. – A teraz ruszamy! Brzozy nas wzywają!
<Borowiku?>
[trening Borowika]
[474 słów]
[5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz