Gdy uczeń znalazł się przy pniu, Poranek przekazał mu, że czas już na jego pierwszą lekcję. Gołąbek bardzo się z tego cieszył. Nie mógł się doczekać nauki ziół. Wsunął się do legowiska, siadając obok mentora i słuchając tego, co ma do powiedzenia. Podczas całej lekcji Gołąbek bardzo mocno się skupiał. Mimo, że znał już nazwy i zastosowania niektórych ziół o których opowiadał starszy kot, słuchał bardzo uważnie, notując w głowie wszystko, co mówił mentor. Chciał być tak dobrym uczniem, jak to możliwe. Obiecał sobie, że będzie bardzo ciężko pracować, by w przyszłości w pełni zasłużyć na miano uzdrowiciela.
Nauka trwała do samego wieczora. Nie dlatego, że Poranek tyle opowiadał, ale dlatego, że Gołąbek został w legowisku dłużej, by lepiej zapamiętać zapachy, nazwy i zastosowania ziół, o których dzisiaj nauczał go mentor. Zrobił sobie przerwę jedynie na napojenie i nakarmienie jerzyka. Ptak był już nieco bardziej rozbudzony i zjadł glizdy, które wykopał mu Gołąbek, choć wymagało to przecięcia ich na mniejsze kawałki. Mimo tego jak słabowicie wyglądał ptak, bury uczeń nadal miał nadzieję na to, że uda się mu go uratować. Przygotował się też jednak na to, że jerzyk może umrzeć. Jeśli Wszechmatka będzie chciała go do siebie wezwać, on to zaakceptuje. Dla Gołąbka śmierć była tak samo piękna jak narodziny. Było mu smutno, gdy jakieś stworzenie umierało, ale wiedział, że ukochana Wszechmatka zajmie się jego duszą i pozwoli mu żyć nadal: jako wolno wędrująca dusza lub w innym, pięknym wcieleniu. To, że umierające stworzenie opuszczało ten świat, wcale nie oznaczało, że przestało istnieć na zawsze. Po opuszczeniu starego ciała żyło gdzieś nadal, delektując się tym, co przygotowała dla niego natura. Pomimo swojego młodego wieku bury doskonale to rozumiał i kochał Wszechmatkę za to, że dała duszom możliwość ponownego doświadczenia życia.
Kiedy już wszyscy medycy ułożyli się do snu, Gołąbek wymknął się z leża, by ułożyć się pod rozgwieżdżonym niebem. Nie przeszkadzało mu zimno ani wiatr. Wolał spać pod gwiazdami, gdzie czuł, jakby był bliżej Wszechmatki. W przepełnionej dziupli nie czuł jej obecności tak samo jak tutaj; nie mógł nasłuchiwać dźwięków tego, co stworzyła. Pieśń natury uspokajała ucznia, tuląc go do snu szumami i trelami. Zamknął oczy, delektując się naturą. Miał szczęście, że w tym wcieleniu urodził się właśnie tutaj.
* * *
* * *
— Jesteśmy tu, aby pogrzebać małego przyjaciela naszego drogiego Gołąbka — małego ptaszka, którego Gołąbek starał się uratować. Niestety, to się nie powiodło. Ptaszek umarł. Jednak ta mała, tak ważna dla Gołąbka istota także zasługuje na pogrzeb oraz małe czuwanie. Uczcijmy pamięć tego stworzonka.
Lis odetchnął i położył się na ziemi, łapą wyrównując niedawno zasypany maleńki grób ptaszka. Kiedy skończył, na środek zgromadzenia wyszedł Gołabek.
— Niech Wszechmatka da temu ptakowi nowe, szczęśliwe życie. — Uczeń nie wiedział, jak przemawia się na pogrzebach, ale starał się, by jego słowa były bardzo poważne. — Niech nie cierpi głodu ani choroby i niech błogosławi mu wspaniała Wszechmatka.
Kiedy Gołąbek skończył przemawiać, zauważył, że pogrzebowi z oddali przygląda się Poranek. W jego oczach był ten sam dziwny wyraz, jaki gościł u niego każdego dnia. Z początku Gołąbek sądził, że medyk po prostu tak wygląda. Teraz jednak w jego sercu zaczęła narastać wątpliwość. Czy wszystko było u niego w porządku?
[955 słów]
<Poranku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz