BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Owocowym Lesie!
(Brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 12 kwietnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

14 kwietnia 2026

Od Szkwalnej Łapy (Ulewnego Szkwału) CD. Liliowej Łapy

Przeszłość

Wrócił on po kolejnym treningu na Kolorowej Łące z Mewim Puchem, przyniósł mysz. Polowanie na gryzonie nawet nie było złe, bo był dość szybki, ale preferował łowienie ryb. Czuł po prostu się związany z wodą, która była wszędzie, w samym obozie po cały teren Klanu Nocy, nie mówiąc często, że miejsca z wodą były dla niego piękne i miały swój urok. Te plaże z morską wodą, czy lasy ze strumieniami! Tego widoku nie zastąpi mu zwykła łąka lub las drzew, woda dawała terenom swój urok i życie. Uczeń dał gryzonia na stertę zwierzyny, by ktoś inny go zjadł, akurat odkładając zdobycz, podbiegła do niego Liliowa Łapa, witając się z nim, uczeń odwzajemnił powitanie.
— Cześć — odpowiedział niebieski uczeń liliowej kotce.
— O co chodzi? — spytał ją po tym, jak długo nie odpowiadała, bo myślała nad czymś.
— Chciałabym ci coś powiedzieć. — miauknęła kotka, wskazując ogonem na pobocze obozu. Kiedy tam usiedli, Liliowa Łapa z niepokojem oczach powiedziała:
— Spotkałam mojego czekoladowego ojca! — To Lilia miała ojca?!!? Chociaż nie głowił się nad tym, myślał szczerze, że jej koleżanka wzięła się z krzaków, bo znaleziono ją bez rodziców. Trochę to nietypowe, lecz nie chciał tego oceniać, bo on wziął się ze Złocistego Wildika jak reszta jego rodzeństwa.
— Kiedy go niby spotkałaś? — spytał.
— Szłam z Senną Łapą i Czosnkową Krewetką na patrol, pierwsze patrolowaliśmy granicę z Klanem Burzy i Klanem Klifu, a potem zeszliśmy niżej tam, gdzie są te kamienie od dwunożnych. Akurat się rozdzieliliśmy, chciałam sprawdzić południową część lasu i nagle coś usłyszałam, poszłam za źródłem dźwięku i spotkałam pierwsze przez przypadek mego brata. — Jej brata? Nie sądził nigdy, że Lilia ma rodzeństwo; zawsze mu wyglądała na jedynaczkę.
— A co było potem?
— Potem porozmawiał chwilę z nim, oczywiście, gdyby nie mój ojciec, który wołał gdzieś z tyłu jego imię, to bym się nie domyśliła, że to on. Nie spodziewałam się, jednak że przyjdzie do nas tak prędko, więc wspięłam się na drzewo, mówił same niemiłe rzeczy o naszym klanie, a potem chciał się wspiąć na te drzewo, na którym siedziałam. Dobrze, że Senna Łapa ich przegoniła, bo bym miała przerąbane od niego. — Ten ojciec naprawdę był jakiś okropny, skoro Lilia się go bała, chociaż wspominała mu pierwsze po przewianiu, że był czekoladowy.
— Chciał cię aż tak skrzywdzić?
— Znaczy, mój ojciec Sosna, zawsze był jakoś w stosunku chłodny do mnie, choć nie pamiętam tego dokładnie. Moja mama opowiadała mi, że jest dość nieprzewidywalny, że pewnej nocy porwał mojego brata i nie wrócił nigdy. Moja mama zawsze była smutna gdy wspominała o tym co się stało wtedy, jak tak o niej myślę to tęsknie za nią, jak tak myślę, to była jedynym kotem, którym miałam przez ten okres. — Można było wyczuć smutek wydobywający się z słów uczennicy, Szkwałowi zrobiło się bardziej żal kotki, a jakaś niewspomniana nienawiść narodziła się do jej ojca, choć nie znał go osobiście.
— Lilio, jeśli twój ojciec będzie ci zagrażał, to Klan Nocy nie będzie obojętny na twoje cierpienie. Czekoladowe koty zawsze są takie od urodzenia, szemrane i niemoralne, dlatego nasz klan wystrzega się ich jak ognia, bowiem oprócz tego przynoszą nieszczęście. Nie dziwię ci się, że tyle nieszczęścia cię spotkało, gdyby nie twój ojciec to byłoby inaczej i może twoja matka by żyła. Nie tylko klan cię więc obroni przed tym, gdy tylko poczujesz się niekomfortowo z jego powodu, to zawsze możesz mi powiedzieć, nie pozwolę by, coś ci zrobił! — Ten natrętny futrzak nie miał prawa tak traktować Lilii, kogokolwiek, skoro był w stanie obrazić ich klan, to mógł zaatakować kogoś lub porwać. Dlatego będzie stał na straży granic, jak będzie wojownikiem i będzie je częściej sprawdzać, nie tylko z powodu Sosny.
— Dziękuję, Szkwalna Łapo, za twoje wsparcie. — Liliowa Łapa otarła łzy, które z niej wypływały, chyba naprawdę temat jej rodziny był dla niej trudny. Nie chciał chyba poruszać tego tematu dla jej dobra, ale z drugiej strony musiał przynajmniej dokładnie wiedzieć, jak wygląda Sosna, gdyby chciał go rozszarpać.
— Widzę, że temat twojej rodziny jest trudny, ale czy mógłbym spytać, jak wyglądają twój brat i ojciec, gdybym ich kiedyś spotkał? Wtedy bym cię poinformował, gdyby byli gdzieś w pobliżu. — Kocica patrzyła na niego dość niepewnie, ale po dłuższym zamyśleniu kiwnęła głową i zaczęła mówić.
— Mój tata ma tygrysie pręgi i zielone oczy, natomiast mój brat Mrok też jest czekoladowy, tylko że ciemniejszy i ma te same pręgi co ja i jest w tym samym wieku. — Kotka już skończyła opis, brzmiąc już spokojniej i pewniej.
— Obiecuję, że nie będziesz dłużej się nim już martwił, Liliowa Łapo. — Kotka mogła to zinterpretować na różne sposoby, ale on tylko myślał o tym, by jak najdalej przegonić to zło, wcielone z ich terenu, żeby pecha Lilli i innym nie przynosił.

* * *
Teraźniejszość

Od kiedy Błoto i ten jakiś rudzielec zostali na czas nieokreślony, takimi jakby więźniami, to czuł ciężkie spojrzenie, właściwie to Mandarynkowej Gwiazdy, gdy tylko miał okazję ją minąć, to myślał, że go zje oczami! Chyba naprawdę nie podobało jej się to, że sprowadził tu czekoladowego samotnika, przecież jednak gdyby go zostawił zranionego, to stałby się gorszym kotem od Błota, wojownicy nie zabijają innych z błahych powodów. Jedyne słuszne powody, dla których mógłby zabić to gdyby Mandarynkowa Gwiazda mu kazała lub gdyby powód był naprawdę ekstremalny, choćby samo obrona lub gdyby taki kot naprawdę by był potworem. Szkwał starał się przysłowiowo chodzić na palcach, żeby już bardziej nie zdenerwować jej, nawet złym oddychaniem czy chodzeniem. Brzmiało to głupio, ale naprawdę niewiele brakowało, żeby go wysłała na osobną wyspę, albo zrobiłaby z niego odrzutka jak Fląderkę.
Modlił się, tylko żeby jej nie spotkać, tego wschodu słońca, w sumie to każdego się modlił, bo nie chciał dostać zawału. Akurat wrócił z patrolu łowieckiego gdzie byli Śnieżna Mordka, Morszczynowy Wąs i Wlatująca Uszatka, deszczu było dużo i czasem podczas łowieniu ryb był kłopotliwy, ale złapali kilka sztuk ryb, akurat odkładał swojego brzana na stos. Zobaczył jednak, że pewna osobowość zbliżała się w jego stronę, to był Mewi Puch.
— Mój były uczniu, Mandarynkowa Gwiazda chce z tobą rozmawiać. — Niebieski kocur mrugnął dwa razy, zdziwiony, czy miał naprawdę przerąbane? Przełknął z trudem ślinę.
— A jaki będzie temat tej rozmowy? — spytał, jak głupi chcąc być na serio pewny czy jego dni zbliżają się ku końcowi gdy spojrzy Mandarynkowej Gwieździe w oczy.
— Chciała z tobą porozmawiać o twoim poprzednim przewinieniu, chciałom złagodzić to, wiem, że zrobiłeś to, by chronić klan. Życzę tylko tego, żeby twoja kara nie była wielka, jesteś dobrym kotem. Teraz idź, przywódczyni nie może długo czekać. — Poklepał ogonem po barku młodego wojownika, po czym poszedł. Mandarynkowa Gwiazda na serio, go chciała w swoim legowisku. Szedł w stronę pnia, który był dosyć blisko sterty zwierzyny, trzęsącymi się łapami. Gdy tylko już był w środku, to przywódczyni na niego spojrzała oceniająco, od góry do dołu.
— Nie ukrywam, Ulewny Szkwale, że bardzo mnie zdenerwowałeś, przynosząc ze sobą te dwie przybłędy. Trudno mi cokolwiek z nimi zrobić. — Ulewny Szkwału spadły uszy z automatu w dół, niezadowolenie rodziny królewskiej, zwłaszcza przywódczyni zawsze raniło jego serce. Mandaryna tylko machała lekko ogonem z gracją.
— Wasza wysokość, naprawdę nie chciałem tym działać, przeciwko Klanu Nocy. — Czarna srebrna kocica jednak bez żadnej szczególnego wyrazu pyska, patrzyła na niego.
— Gdy kazałam Mewiemu Puchu cię tu przynieść, ten zawodził oczywiście, że mam ci dać jak najmniejszą karę, że mam cię oszczędzić jako jego ucznia, aż mi uszy puchły! Oczywiście nie mogę stwierdzić, że ta gadanina była, zbędna, bo wymyśliłam dla ciebie pokutę. Będziesz dla mnie obserwował Rosiczkową Krople, każde jej zachowanie w ciągu kilku wschodów słońca. Wymaga to takiej uwagi, że śpiąc, nie możesz spać, a gdy jesz, to nie możesz jeść, rozumiesz? Każda najmniejsza czynność może cię rozproszyć, a ja szukam kota uważnego, zwłaszcza że liczba zdradzieckich pysków się powiększyła. Jeśli jednak się nie spełnisz w tym, to będziesz musiał pilnować więźniów na wyspie, zwłaszcza tych, których zaciągnąłeś, masz wybór. — Czy ona go właśnie pytała, czy chce być szpiegiem lub pilnować tych więźniów? Śledzenie kogoś brzmiało lepiej, niż użeranie się z nowym czekoladowym samotnikiem, którego przytargał do obozu,
— Jestem w stanie przyjąć pierwszą opcję na siebie, Mandarynkowo Gwiazdo! Nie spuszczę choćby oka z Rosiczki.
— To świetnie, a teraz odmaszeruj. Tylko nie ciesz się za bardzo, bo będziesz za bardzo ściągać uwagę innych, a nie chcę, by jakieś wścibskie koty coś podejrzewały. — Szkwał posłusznie wyszedł z jej legowiska bez żadnych emocji. Klanowicze, jak zwykle, byli zajęci rutyną obowiązków, a on musiał się w nią wtopić jak zwykle i jednocześnie śledzić Rosiczkową Kroplę.

* * *

Od kilka wschodów słońca obserwował Rosiczkę, jedynie co zauważał to, że gadała ze swoim rodzeństwem, a najwięcej z Tojadową Kryzą, oglądała często ptaki na niebie i jadła często gady, najczęstszej żaby. Tylko tyle na razie wychwycił, już miał nadzieję, że coś odwali szybko, a on z tym pójdzie do Mandarynkowej Gwiazdy. Zastanawiał się, czy, skoro Mandarynka mówiła mu niedawno, że jest dużo kotów, które nie działają na korzyść Klanu Nocy, to może by się przydały dodatkowe łapy do pomocy? Mógłby pójść z tym do Lawendowej Łapy, ale nie wiedział, czy jego starsza siostra się zgodzi na taki numer, może kiedyś się jej spyta. Oprócz niej darzył zaufaniem Kasztana i Urodziwą, ale nie wiedział, czy im też to z mostu mówić, Narcyz wydawał się nadawać do tej fuchy też od kiedy zbił wilczaka na zgromadzeniu, ale za mało się znaliby stwierdzić, czy mu mówić. Szumek był za młody, by go narażać na takie rzeczy. Została więc mu tylko Liliowa Łapa, ona raczej by się bardziej zgodziła prawie na wszystko, nie patrząc na jego występki. Akurat Liliowa Łapa i Szumiąca Łapa, wracały z treningu razem z Czosnkową Krewetką i Latającą Rybą, nieśli oni ryby z rzeki. Uczniowie odkładali swoje zdobycze na stos, Szkwał postanowił zagadać do nich.
— Cześć Lilio i Szumku, jak łowienie ryb? Widzę, że coś daliście na stos! — Pokazał na stos ogonem.
— Nawet dobrze. To moje pierwsze łowy! Choć Latająca Ryba nie była chyba zainteresowana moją rybą, może następnym razem, jak złowię większą, to pochwali mnie — mruknął Szumiąca Łapa. Szkwał patrzył na jego rybę, jego ostrosz nie był jakiś duży, ale też nie był malutki. Może Latająca Ryba po prostu spodziewała się po nim czegoś więcej?
— Na pewno złowisz lepszy okaz, mamy w końcu to we krwi! — Ulewny Szkwał poczochrał po głowie młodego kolegę. Choć skupił się na chwilę na Szumku, to teraz jednak musiał poświęcić chwilę dla Liliowej Łapy, miał niezłe informacje dla niej.
— Liliowo Łapo, chcesz się przejść? — Ulewny Szkwał spytał przyjaciółkę.
— Oczywiście! Szumku, też idziesz? — Liliowa kotka spytała małego ucznia. Szczerze, Szkwał nie chciał wtajemniczać Szumka w tak ważną rozmowę. Chciał iść z Lilią na osobności.
— Nie dziękuję, właśnie miałem iść do Flaminga. Za to życzę wam miłej przechadzki. — Szumiąca Łapa opuścił ich, idąc do żłobka. Ulewny Szkwał poczuł lekką ulgę i zagadał do Lilli.
— To możemy iść, nie będzie to daleko. — Ulewny Szkwał planował zabrać ją do lasu, blisko obozu z tym charakterystycznym kamieniem.

* * *

Otaczał ich aktualnie tylko las i drzewa, a blisko była ta sama rzeka, co płynęła. Na chwilę przystali, a nad nimi były ciemne chmury.
— Nie zgadniesz, Lilio, jakie zadanie specjalne mi dała Mandarynkowa Gwiazda! — Liliowa Łapa słuchała go uważnie.
— Zadanie specjalne? Mów mi jakie. — Mierzyła go zaciekawionym wzrokiem, jakby naprawdę interesowało ją to zadanie specjalne.
— Mam śledzić Rosiczkową Kroplę, właściwie robię to już od kilku wschodów słońca dla Mandarynkowej Gwiazdy. Na razie jednak nie widzę, żeby robiła coś podejrzanego, jednak nie stracę czujności! Może po prostu na serio się ukrywa. — Oby tak było, bo nie chcę wracać z informacją w tak krótkim czasie, że Rosiczkowa Kropla nie jest podejrzana. Musiał ją jeszcze pośledzić, tak dla pewności, czy na pewno czegoś nie ukrywa.
— Brzmi to super, bycie szpiegiem dla przywódcy to chyba naprawdę coś fajnego! Chyba ci ją dała, dlatego że złapałeś tego samotnika na kradzieży. Chyba ciebie ceni w jakimś stopniu. — To był miód dla jego uszu słyszeć od innego kota, że przywódczyni go ceni, może tak było? Choć nie widział tego na twarzy u Mandarynki.
— Może masz rację, choć przywódczyni mi mówiła, że tych kotów jest więcej, które mogą być podejrzane, więc się zastanawiałem, czy szpiegów nie powinno być więcej? Zastanawiałem się więc komu to powiedzieć, wypadło na ciebie, bo szczerze gdybym podszedł do Urodziwej Łapy, to by mnie zagryzła, za to, że Błotowi przez przypadek łapę złamałem. — Kotka nieco się zdziwiła.
— Czy ty chcesz, żebym była szpiegiem? Sama nie wiem, czy się nadaje, klan potrzebuje kogoś, kto stawi się za nim, a ja gdy mój ojciec przyszedł to, zamiast jemu się postawić, uciekłam na drzewo — Powiedziała kotka lekko zawstydzona.
— Gdybyś się nie nadawała, to bym nie przyszedł do ciebie! Jesteś najbardziej lojalną kotką w klanie, jaką znam, oprócz mego rodzeństwa! Teraz nadeszły czasy gdzie potrzebujemy wierne koty, które pomogą zwalczyć klanowi te chytre lisy, które się maskują. Nie wyobrażam sobie kogoś innego, kto by razem ze mną szpiegował innych, którzy nam zagrażają. — Pomimo jednorazowego tchórzostwa Lilli to ona nadawała się na szpiega, była bardzo energiczna, nawet twierdził, że mogłaby cały dzień, szpiegować kogoś nie śpiąc.
— Skoro tak mówisz, to pójdę do niej zapytać, czy mogę być szpiegiem i pomóc klanowi — Koteczka wydawała się być podniesiona na duchu, dwa koty szły spokojnie wzdłuż rzeki, póki nie nastało naderwanie chmury, a tak padało, że nawet w rzece było widać jak mocno, spadała woda z nieba. Obaj czuli, że ich futro szybko mokło.
— Wracamy! Kto pierwszy, ten jest mokrą rybą! — Kocur szybko biegł do obozu, by uratować swoje futro od deszczu a Liliowa Łapa biegła za nim, wyprzedzając go, ta pokazała mu język w udawanej irytacji, a on się zaśmiał, biegnąc za nią.

<Liliowa Łapo?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz