Przeszłość
— Cześć — odpowiedział niebieski uczeń liliowej kotce.
— O co chodzi? — spytał ją po tym, jak długo nie odpowiadała, bo myślała nad czymś.
— Chciałabym ci coś powiedzieć. — miauknęła kotka, wskazując ogonem na pobocze obozu. Kiedy tam usiedli, Liliowa Łapa z niepokojem oczach powiedziała:
— Spotkałam mojego czekoladowego ojca! — To Lilia miała ojca?!!? Chociaż nie głowił się nad tym, myślał szczerze, że jej koleżanka wzięła się z krzaków, bo znaleziono ją bez rodziców. Trochę to nietypowe, lecz nie chciał tego oceniać, bo on wziął się ze Złocistego Wildika jak reszta jego rodzeństwa.
— Kiedy go niby spotkałaś? — spytał.
— Szłam z Senną Łapą i Czosnkową Krewetką na patrol, pierwsze patrolowaliśmy granicę z Klanem Burzy i Klanem Klifu, a potem zeszliśmy niżej tam, gdzie są te kamienie od dwunożnych. Akurat się rozdzieliliśmy, chciałam sprawdzić południową część lasu i nagle coś usłyszałam, poszłam za źródłem dźwięku i spotkałam pierwsze przez przypadek mego brata. — Jej brata? Nie sądził nigdy, że Lilia ma rodzeństwo; zawsze mu wyglądała na jedynaczkę.
— A co było potem?
— Potem porozmawiał chwilę z nim, oczywiście, gdyby nie mój ojciec, który wołał gdzieś z tyłu jego imię, to bym się nie domyśliła, że to on. Nie spodziewałam się, jednak że przyjdzie do nas tak prędko, więc wspięłam się na drzewo, mówił same niemiłe rzeczy o naszym klanie, a potem chciał się wspiąć na te drzewo, na którym siedziałam. Dobrze, że Senna Łapa ich przegoniła, bo bym miała przerąbane od niego. — Ten ojciec naprawdę był jakiś okropny, skoro Lilia się go bała, chociaż wspominała mu pierwsze po przewianiu, że był czekoladowy.
— Chciał cię aż tak skrzywdzić?
— Znaczy, mój ojciec Sosna, zawsze był jakoś w stosunku chłodny do mnie, choć nie pamiętam tego dokładnie. Moja mama opowiadała mi, że jest dość nieprzewidywalny, że pewnej nocy porwał mojego brata i nie wrócił nigdy. Moja mama zawsze była smutna gdy wspominała o tym co się stało wtedy, jak tak o niej myślę to tęsknie za nią, jak tak myślę, to była jedynym kotem, którym miałam przez ten okres. — Można było wyczuć smutek wydobywający się z słów uczennicy, Szkwałowi zrobiło się bardziej żal kotki, a jakaś niewspomniana nienawiść narodziła się do jej ojca, choć nie znał go osobiście.
— Lilio, jeśli twój ojciec będzie ci zagrażał, to Klan Nocy nie będzie obojętny na twoje cierpienie. Czekoladowe koty zawsze są takie od urodzenia, szemrane i niemoralne, dlatego nasz klan wystrzega się ich jak ognia, bowiem oprócz tego przynoszą nieszczęście. Nie dziwię ci się, że tyle nieszczęścia cię spotkało, gdyby nie twój ojciec to byłoby inaczej i może twoja matka by żyła. Nie tylko klan cię więc obroni przed tym, gdy tylko poczujesz się niekomfortowo z jego powodu, to zawsze możesz mi powiedzieć, nie pozwolę by, coś ci zrobił! — Ten natrętny futrzak nie miał prawa tak traktować Lilii, kogokolwiek, skoro był w stanie obrazić ich klan, to mógł zaatakować kogoś lub porwać. Dlatego będzie stał na straży granic, jak będzie wojownikiem i będzie je częściej sprawdzać, nie tylko z powodu Sosny.
— Dziękuję, Szkwalna Łapo, za twoje wsparcie. — Liliowa Łapa otarła łzy, które z niej wypływały, chyba naprawdę temat jej rodziny był dla niej trudny. Nie chciał chyba poruszać tego tematu dla jej dobra, ale z drugiej strony musiał przynajmniej dokładnie wiedzieć, jak wygląda Sosna, gdyby chciał go rozszarpać.
— Widzę, że temat twojej rodziny jest trudny, ale czy mógłbym spytać, jak wyglądają twój brat i ojciec, gdybym ich kiedyś spotkał? Wtedy bym cię poinformował, gdyby byli gdzieś w pobliżu. — Kocica patrzyła na niego dość niepewnie, ale po dłuższym zamyśleniu kiwnęła głową i zaczęła mówić.
— Mój tata ma tygrysie pręgi i zielone oczy, natomiast mój brat Mrok też jest czekoladowy, tylko że ciemniejszy i ma te same pręgi co ja i jest w tym samym wieku. — Kotka już skończyła opis, brzmiąc już spokojniej i pewniej.
— Obiecuję, że nie będziesz dłużej się nim już martwił, Liliowa Łapo. — Kotka mogła to zinterpretować na różne sposoby, ale on tylko myślał o tym, by jak najdalej przegonić to zło, wcielone z ich terenu, żeby pecha Lilli i innym nie przynosił.
* * *
Teraźniejszość
Modlił się, tylko żeby jej nie spotkać, tego wschodu słońca, w sumie to każdego się modlił, bo nie chciał dostać zawału. Akurat wrócił z patrolu łowieckiego gdzie byli Śnieżna Mordka, Morszczynowy Wąs i Wlatująca Uszatka, deszczu było dużo i czasem podczas łowieniu ryb był kłopotliwy, ale złapali kilka sztuk ryb, akurat odkładał swojego brzana na stos. Zobaczył jednak, że pewna osobowość zbliżała się w jego stronę, to był Mewi Puch.
— Mój były uczniu, Mandarynkowa Gwiazda chce z tobą rozmawiać. — Niebieski kocur mrugnął dwa razy, zdziwiony, czy miał naprawdę przerąbane? Przełknął z trudem ślinę.
— A jaki będzie temat tej rozmowy? — spytał, jak głupi chcąc być na serio pewny czy jego dni zbliżają się ku końcowi gdy spojrzy Mandarynkowej Gwieździe w oczy.
— Chciała z tobą porozmawiać o twoim poprzednim przewinieniu, chciałom złagodzić to, wiem, że zrobiłeś to, by chronić klan. Życzę tylko tego, żeby twoja kara nie była wielka, jesteś dobrym kotem. Teraz idź, przywódczyni nie może długo czekać. — Poklepał ogonem po barku młodego wojownika, po czym poszedł. Mandarynkowa Gwiazda na serio, go chciała w swoim legowisku. Szedł w stronę pnia, który był dosyć blisko sterty zwierzyny, trzęsącymi się łapami. Gdy tylko już był w środku, to przywódczyni na niego spojrzała oceniająco, od góry do dołu.
— Nie ukrywam, Ulewny Szkwale, że bardzo mnie zdenerwowałeś, przynosząc ze sobą te dwie przybłędy. Trudno mi cokolwiek z nimi zrobić. — Ulewny Szkwału spadły uszy z automatu w dół, niezadowolenie rodziny królewskiej, zwłaszcza przywódczyni zawsze raniło jego serce. Mandaryna tylko machała lekko ogonem z gracją.
— Wasza wysokość, naprawdę nie chciałem tym działać, przeciwko Klanu Nocy. — Czarna srebrna kocica jednak bez żadnej szczególnego wyrazu pyska, patrzyła na niego.
— Gdy kazałam Mewiemu Puchu cię tu przynieść, ten zawodził oczywiście, że mam ci dać jak najmniejszą karę, że mam cię oszczędzić jako jego ucznia, aż mi uszy puchły! Oczywiście nie mogę stwierdzić, że ta gadanina była, zbędna, bo wymyśliłam dla ciebie pokutę. Będziesz dla mnie obserwował Rosiczkową Krople, każde jej zachowanie w ciągu kilku wschodów słońca. Wymaga to takiej uwagi, że śpiąc, nie możesz spać, a gdy jesz, to nie możesz jeść, rozumiesz? Każda najmniejsza czynność może cię rozproszyć, a ja szukam kota uważnego, zwłaszcza że liczba zdradzieckich pysków się powiększyła. Jeśli jednak się nie spełnisz w tym, to będziesz musiał pilnować więźniów na wyspie, zwłaszcza tych, których zaciągnąłeś, masz wybór. — Czy ona go właśnie pytała, czy chce być szpiegiem lub pilnować tych więźniów? Śledzenie kogoś brzmiało lepiej, niż użeranie się z nowym czekoladowym samotnikiem, którego przytargał do obozu,
— Jestem w stanie przyjąć pierwszą opcję na siebie, Mandarynkowo Gwiazdo! Nie spuszczę choćby oka z Rosiczki.
— To świetnie, a teraz odmaszeruj. Tylko nie ciesz się za bardzo, bo będziesz za bardzo ściągać uwagę innych, a nie chcę, by jakieś wścibskie koty coś podejrzewały. — Szkwał posłusznie wyszedł z jej legowiska bez żadnych emocji. Klanowicze, jak zwykle, byli zajęci rutyną obowiązków, a on musiał się w nią wtopić jak zwykle i jednocześnie śledzić Rosiczkową Kroplę.
* * *
— Cześć Lilio i Szumku, jak łowienie ryb? Widzę, że coś daliście na stos! — Pokazał na stos ogonem.
— Nawet dobrze. To moje pierwsze łowy! Choć Latająca Ryba nie była chyba zainteresowana moją rybą, może następnym razem, jak złowię większą, to pochwali mnie — mruknął Szumiąca Łapa. Szkwał patrzył na jego rybę, jego ostrosz nie był jakiś duży, ale też nie był malutki. Może Latająca Ryba po prostu spodziewała się po nim czegoś więcej?
— Na pewno złowisz lepszy okaz, mamy w końcu to we krwi! — Ulewny Szkwał poczochrał po głowie młodego kolegę. Choć skupił się na chwilę na Szumku, to teraz jednak musiał poświęcić chwilę dla Liliowej Łapy, miał niezłe informacje dla niej.
— Liliowo Łapo, chcesz się przejść? — Ulewny Szkwał spytał przyjaciółkę.
— Oczywiście! Szumku, też idziesz? — Liliowa kotka spytała małego ucznia. Szczerze, Szkwał nie chciał wtajemniczać Szumka w tak ważną rozmowę. Chciał iść z Lilią na osobności.
— Nie dziękuję, właśnie miałem iść do Flaminga. Za to życzę wam miłej przechadzki. — Szumiąca Łapa opuścił ich, idąc do żłobka. Ulewny Szkwał poczuł lekką ulgę i zagadał do Lilli.
— To możemy iść, nie będzie to daleko. — Ulewny Szkwał planował zabrać ją do lasu, blisko obozu z tym charakterystycznym kamieniem.
* * *
— Nie zgadniesz, Lilio, jakie zadanie specjalne mi dała Mandarynkowa Gwiazda! — Liliowa Łapa słuchała go uważnie.
— Zadanie specjalne? Mów mi jakie. — Mierzyła go zaciekawionym wzrokiem, jakby naprawdę interesowało ją to zadanie specjalne.
— Mam śledzić Rosiczkową Kroplę, właściwie robię to już od kilku wschodów słońca dla Mandarynkowej Gwiazdy. Na razie jednak nie widzę, żeby robiła coś podejrzanego, jednak nie stracę czujności! Może po prostu na serio się ukrywa. — Oby tak było, bo nie chcę wracać z informacją w tak krótkim czasie, że Rosiczkowa Kropla nie jest podejrzana. Musiał ją jeszcze pośledzić, tak dla pewności, czy na pewno czegoś nie ukrywa.
— Brzmi to super, bycie szpiegiem dla przywódcy to chyba naprawdę coś fajnego! Chyba ci ją dała, dlatego że złapałeś tego samotnika na kradzieży. Chyba ciebie ceni w jakimś stopniu. — To był miód dla jego uszu słyszeć od innego kota, że przywódczyni go ceni, może tak było? Choć nie widział tego na twarzy u Mandarynki.
— Może masz rację, choć przywódczyni mi mówiła, że tych kotów jest więcej, które mogą być podejrzane, więc się zastanawiałem, czy szpiegów nie powinno być więcej? Zastanawiałem się więc komu to powiedzieć, wypadło na ciebie, bo szczerze gdybym podszedł do Urodziwej Łapy, to by mnie zagryzła, za to, że Błotowi przez przypadek łapę złamałem. — Kotka nieco się zdziwiła.
— Czy ty chcesz, żebym była szpiegiem? Sama nie wiem, czy się nadaje, klan potrzebuje kogoś, kto stawi się za nim, a ja gdy mój ojciec przyszedł to, zamiast jemu się postawić, uciekłam na drzewo — Powiedziała kotka lekko zawstydzona.
— Gdybyś się nie nadawała, to bym nie przyszedł do ciebie! Jesteś najbardziej lojalną kotką w klanie, jaką znam, oprócz mego rodzeństwa! Teraz nadeszły czasy gdzie potrzebujemy wierne koty, które pomogą zwalczyć klanowi te chytre lisy, które się maskują. Nie wyobrażam sobie kogoś innego, kto by razem ze mną szpiegował innych, którzy nam zagrażają. — Pomimo jednorazowego tchórzostwa Lilli to ona nadawała się na szpiega, była bardzo energiczna, nawet twierdził, że mogłaby cały dzień, szpiegować kogoś nie śpiąc.
— Skoro tak mówisz, to pójdę do niej zapytać, czy mogę być szpiegiem i pomóc klanowi — Koteczka wydawała się być podniesiona na duchu, dwa koty szły spokojnie wzdłuż rzeki, póki nie nastało naderwanie chmury, a tak padało, że nawet w rzece było widać jak mocno, spadała woda z nieba. Obaj czuli, że ich futro szybko mokło.
— Wracamy! Kto pierwszy, ten jest mokrą rybą! — Kocur szybko biegł do obozu, by uratować swoje futro od deszczu a Liliowa Łapa biegła za nim, wyprzedzając go, ta pokazała mu język w udawanej irytacji, a on się zaśmiał, biegnąc za nią.
<Liliowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz