BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

24 kwietnia 2026

Od Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy) CD. Postrzępionego Mrozu

— Naparstnicowa Łapo, przepraszam cię… Ale musisz mi coś obiecać. Nie mów nikomu o tym, że podejrzewasz, że wasz ojciec nie jest z naszego klanu, albo że w ogóle żyje. Proszę, musisz to dla mnie zrobić. — Postrzępiony Mróz skuliła się, patrząc na syna z nadzieją w oczach.
Biało-niebieski zacisnął szczęki tak mocno, że po chwili zaczęły mu drżeć. Jak ona śmiała go o to prosić? Zdradziła kodeks, oszukiwała swoich pobratymców, skrzywdziła swoje dzieci, a teraz jeszcze chciała, by to wszystko uszło jej na sucho?
— Jesteś egoistką! — warknął, a jego mięśnie mimowolnie się spięły. Gdyby mógł, najchętniej rzuciłby się na nią i potrząsnął tym jej głupiutkim łbem. — Przez ciebie ledwo potrafię chodzić! Wszyscy patrzą się na mnie jak na dziwaka! Nie potrafię polować, nie potrafię walczyć, nie potrafię nawet biegać bez poczucia, że zaraz wyzionę ducha! — mówił dalej, a jego ogon nerwowo smagał powietrze. W oczach zbierały się gorzkie łzy, ale kontynuował:
— Skrzywdziłaś mnie! Mnie, moje siostry i moich braci! Przez ciebie nie potrafię funkcjonować jak normalny kot! W porównaniu do tego, co ja muszę przeżywać przez ciebie i tego zapchlonego idiotę, z którym się związałaś, twoje wygnanie z klanu byłoby niczym! Rozumiesz? Niczym! — krzyczał dalej, chodząc w kółko przy Postrzępionym Mrozie. — Pewnie ci się wydaje, że twoją karą jest fakt, że twoje dzieci urodziły się… takie. Ale to nie twoja kara. To nasza kara. Ty jeszcze swojej nie odbyłaś — burknął pod nosem, kładąc po sobie uszy.
Zatrzymał się w końcu, oddychając ciężko.
— Na twoim miejscu dałbym się nawet zabić, byle tylko naprawić swoje błędy — dodał ciszej, choć w jego głosie wciąż pobrzmiewała złość. — A ty jak tchórz uciekasz od konsekwencji swoich działań.
Postrzępiony Mróz westchnęła ciężko, jakby każdy ruch kosztował ją o wiele więcej energii, niż miała.
— Naparstnicowa Łapo… W momencie, gdy straciłam kocura, którego tak bardzo kochałam, swoją rodzinę oraz skrzywdziłam własne dzieci, jak myślisz, co jest dla mnie większą karą? Dalsze życie w cierpieniu, patrząc na to, jak bardzo zepsułam wasze… czy śmierć?
Każde kolejne słowo wojowniczki jeszcze bardziej frustrowało młodszego kocura.
— Nie mówię, że masz umierać — burknął, strzepując ogonem. — Mówię, że to żałosne prosić owoc własnej głupoty o to, by jeszcze cię krył przed pobratymcami! — wygarnął jej.
— Rozumiem, że jesteś na mnie zły. Ty i twoje rodzeństwo macie prawo być źli. Wycierpiałam bardzo wiele, ale poświęciłabym jeszcze więcej, żebyście byli szczęśliwi.
Szylkretka usiadła, przez chwilę wpatrując się w swoje łapy, po czym uniosła wzrok ku niebu.
— To zabrzmi głupio, ale… podjęłam wiele złych wyborów, gdy byłam młodsza. Mogłam urodzić zdrowe kocięta, mieć kocura mieszkającego w moim klanie… Czasem czuję się winna jego śmierci… — dodała cicho, jakby bardziej do siebie niż do niego.
— Twoje słowa nic dla mnie nie znaczą — odparł Naparstnica, odwracając wzrok od matki. — Gdyby naprawdę zależało ci na naszym szczęściu, w ogóle nie sprowadzałabyś nas na ten świat. W ogóle nie sprowadzałabyś mnie na ten świat. Jak mogłaś uznać, że po urodzeniu trójki niepełnosprawnych kociąt zrobienie kolejnego miotu to dobry pomysł? — denerwował się dalej, kompletnie nie potrafiąc pojąć toku rozumowania szylkretki. — Nie rób teraz z siebie ofiary. Cierpiałaś wyłącznie przez własną głupotę.

* * *

Zgromadzenie

Dużo się ostatnio działo w Klanie Klifu, ale nawet nie chciał sobie tym zaprzątać głowy. Dwójka liderów umarła w tak krótkim czasie, a na posadę przywódcy wepchnął się Mirt, a teraz już Lśniąca Gwiazda. Dlaczego to zrobił? Jakim prawem? Czy to nie Mysi Postrach powinien objąć przywództwo? To wszystko nie miało dla Naparstnicy sensu, ale… sensu nie miało też rozmyślanie nad tym. Był w końcu tylko głupim uczniem protektora, nic nie znaczył na tle całego klanu. Jeśli jego pobratymcy zgadzali się z postępowaniem rudego kocura, nie zamierzał się niepotrzebnie buntować.
Gdy w końcu dotarli na wyspę, Naparstnica jak zwykle zaczął szukać jakiegoś ustronnego miejsca. Po co miałby się pchać między inne koty, skoro mógł usiąść na uboczu i przeczekać zgromadzenie? Jednak tam, dokąd się udał, zobaczył kota. Wyglądał bardzo znajomo. Przez chwilę wpatrywał się w niego, dopóki coś w jego głowie nie zaskoczyło.
— To ty… — mruknął cicho, powoli przekręcając głowę. Chciał powiedzieć coś jeszcze, lecz głos ugrzązł mu w gardle.
Obcy zaskoczony podskoczył, gromiąc starszego jednym widocznym okiem, jakby właśnie wymyślał mu tortury w myślach. W końcu uspokoił się, choć zmrużył szmaragdowe ślepia w wąskie szparki. Dmuchnął w swoją grzywkę, a potem zatrzepotał białymi rzęsami i podszedł do niego. Widocznie nad nim przeważał wzrostem i szerokością.
— Jaki “ty”? — zaczął, zaciekawiony. — Nonsens. Nie znam cię — pokręcił lekko głową.
Po czym pochylił się ze złośliwym, szerokim uśmiechem i szepnął mu do ucha:
— Jesteś pewien, że nie uciekłeś ze żłobka, bachorze
Naparstnica zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony z reakcji Burzaka.
— Ach, wiesz… Chyba się przeoczyłem — mruknął, po czym uśmiechnął się z politowaniem. — Przez chwilę wydawało mi się, że jesteś tym bezmózgim bachorem, który wepchnął się na kamień, z którego przemawiają przywódcy i zaczął pleść jakieś głupoty — kontynuował, nie zwracając uwagi na wyzwisko ze strony rudo-białego. — Jak on się tam kazał nazywać? Pierzasty Móżdżek?
Burzak zaśmiał się z jego żarciku.
— Serio? — zapytał, przechylając głowę do boku. Nadal był pochylony, a ich ciepłe oddechy zaczęły się łączyć. Uśmiech nie zszedł rudemu z twarzy. — Pierzasty Móżdżek? Miał pewnie przesrane w obozie. Stary, najwyraźniej ten jego przywódca musiał mieć tupet, aby go nazwać wojowniczym imieniem i to tak krzywdzącym! — mówił z emocjami i współczuciem. — Mam nadzieję, że już się poprawił...
— Oj, nie sądzę, że jego zachowanie uległo zmianie! — mruknął Naparstnica, po czym machnął łapą. — Jestem pewny, że dalej jest wredną kupą futra. Takie koty nie zmieniają się za szybko. Idiotyzm mają we krwi! — mówił dalej, uśmiechając się coraz szerzej. — No, ale skoro jesteś z Klanu Burzy, to pewnie go znasz. Jak tam u niego? Ile kleszczy powyciągał już z futra starszych?
— Cóż, nie za bardzo przejmuję się tym szczylem. Sądzę, że pewnie już ze sto przejdzie — odparł. — Ale... bardziej mnie interesuje twój wzrost. Czyżby Klan Klifu zagładzał niepotrzebne kocięta? — zapytał.
— Nie, nie… W Klanie Klifu kocięta mają się dobrze, wiesz? Przynajmniej są odpowiednio wychowywane — odparł, wzruszając ramionami. — Tak się składa, że jeszcze nie widziałem żadnego kociaka z Klanu Klifu, który byłby na tyle głupi, by zwyzywać własnego lidera. Nawet najmłodsi wiedzą, że trzeba być ptasim móżdżkiem, żeby obrażać kogoś dziesięć razy mądrzejszego!
Rudo-biały skrzywił się i odsunął pysk.
— Cóż... — zaczął i odchrząknął, patrząc w dół na Naparstnicę. — Widać, że masz obsesję na punkcie takich kotów jak ja. Czy to twój sposób na zaproszenie mnie na jakieś randewu, czy co? — rzekł z pewnym siebie uśmiechem i charyzmą, zadzierając brodę do góry. — Wiesz... nie zdziwiłbym się. Nie każdy może się oprzeć własnym zachciankom, drogi... kolego.
— Takich jak ty? — odparł nagle, po czym na moment zamilkł, jakby się nad czymś zastanawiał. — To znaczy jakich? Takich bezmyślnych, aroganckich, z wybujałym ego? — prychnął, strzepując ogonem. — Tylko takie ewenementy mogłyby sobie wmówić, że zupełnie obcy kot byłby w stanie pokochać ich durne pyski i żałosne teksty.
Burzak prychnął na jego słowa i niebezpiecznie się zbliżył.
— Och, ależ założę się, że to nieprawda, drogi — wymruczał z łagodnym, ciepłym uśmiechem. — Przyznaj się. Nie możesz dusić własnych uczuć, bo wtedy eksplodujesz... na kimś zupełnie innym — rzekł. — Twój gniew najprawdopodobniej wyraża skrytą miłość. Może lubisz wyzywać swoich najbliższych? Albo być wyzywanym i się bronić?
Naparstnica warknął, odsuwając się gwałtownie od tego ciołka z Klanu Burzy.
— Przestań mnie napastować, oblechu! — wyrzucił z odrazą, a futro na jego karku się zjeżyło. Słów mu brakowało. Jak ten ścierwojad śmiał się tak zachowywać? — Nie próbuj mnie nawet dotykać! W głowie ci się przewróciło, ty dziwaku! — syknął, robiąc kolejny krok w tył.
— Ło, ło, ło! Patrzcie na tego porządnego, potrzebnego ucznia Klanu Klifu! — miauknął z uśmiechem, odsuwając się od razu. Na jego pysku ukazał się satysfakcjonujący uśmiech. — Taki odważny ze słowami, a teraz!? Co z ciebie za kot? Nie, nie kot. Jesteś tchórzem. Zwykłym, kłamliwym tchórzem. Myślisz, że jak będziesz poniżał kogoś, to będziesz lepszy!? — mówił, najwyraźniej eksplodując własnymi emocjami. — Nie, niestety będziesz ode mnie gorszy. Zawsze gorszy. Jesteś ścierwem. Nieudacznikiem, próbującym złapać ostatnią garść swojej pewności siebie, ale uświadomię cię; nie masz nawet za grosz współczucia w swojej krwi! — krzyczał.
Naparstnicowa Łapa spojrzał na Burzaka ze skonfundowaniem.
— Mogłeś mówić od razu, że jesteś zakompleksiony — wyrzucił, po czym polizał się kilka razy po futerku na piersi, próbując wyrównać oddech. Nie, nie mógł pozwolić na to, by ten łajnojad po raz kolejny wyprowadził go z równowagi. — Musisz poniżać innych, by poczuć się lepiej? W takim razie bardzo ci współczuję. To już chyba nie pierwszy raz, gdy tak robisz, mam rację? — zaczął mówić do rudego spokojnym głosem. — Nie martw się, szkolę się na protektora. Moim zadaniem jest dbać o to, by każdy wokół czuł się dobrze. Jeśli masz jakieś problemy ze sobą, możesz mi o nich powiedzieć.
— Czy ty sam siebie słyszysz? — miauknął spokojnie. — Chcesz pomagać innym? Najpierw pomóż sobie, koleżko, bo najwyraźniej masz nierówno w głowie poukładane. Skoro tak bardzo chcesz pomagać innym, powinieneś mieć więcej mózgu niż śliny w gębie... tak przypuszczam, ale może Klan Klifu o to nie dba. Może brakuje im kotów, a akurat ty znalazłeś się pod łapą i to w dodatku jakiś niepełnosprawny, więc nie mogłeś pełnić funkcji wojownika. A teraz spadaj i lecz innych, skoro to dodaje ci wartości.
Po czym obrócił się do niego tyłem i zaczął odchodzić.
Naparstnica odetchnął z ulgą. Jak dobrze, że udało mu się spławić tego ohydnego Burzaka. Najwyraźniej ta zapchlona kupa futra nie miała żadnego pojęcia o tym, kiedy powinna przestać. Może wynikało to z jakichś problemów z jego głową? Może to jakaś dziwna choroba, która sprawia, że nie ma się hamulców? No, w każdym razie to nie jego sprawa, a raczej medyka w Klanie Burzy. Oby kiedyś odkrył, co takiego podziało się w główce rudego, by móc go jakoś naprawić…

* * *

Naparstnicowa Łapa wyszedł właśnie od medyczki, czując się już o niebo lepiej — przynajmniej fizycznie. Psychicznie wciąż był wykończony. Mimo wszystko udało mu się wyleczyć z gorączki, przez którą od jakiegoś czasu chodził osłabiony.
Akurat gdy zjawił się na środku obozu, na mównicy dostrzegł ruch. Rudofutry lider ustawił się właśnie na podwyższeniu.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się w obozie! — wygłosił, omiatając wzrokiem polanę.
Biało-niebieski cofnął się o kilka kroków, włączając się w okrąg utworzony z kotów. Po chwili Lśniąca Gwiazda zaczął coś mówić, ale Naparstnica nie skupiał się na pojedynczych słowach. Ocknął się dopiero wtedy, gdy usłyszał:
— Naparstnicowa Łapo, wystąp.
Uczeń niemal automatycznie postąpił krok do przodu, zanim w ogóle zdążył się nad tym zastanowić. Zaraz potem podszedł jeszcze bliżej skalnej półki, spoglądając z dołu na przywódcę.
— Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego protektora. Naparstnicowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Niebieskooki przymknął ślepia, biorąc głęboki wdech.
— Przysięgam — mruknął.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię protektora. Naparstnicowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Serdeczna Naparstnica. Klan Gwiazdy ceni twoje zaangażowanie i empatię oraz wita cię jako nowego protektora Klanu Klifu — dokończył.
Naparstnica chciał już wycofać się w cień, lecz nagle lider zszedł ze skały i stanął tuż przed nim, pyskiem dotykając czoła świeżo mianowanego protektora. Młodszy niezręcznie położył mordkę na barku Lśniącej Gwiazdy, modląc się, by ta ceremonia jak najszybciej się zakończyła.
— Serdeczna Naparstnica! Serdeczna Naparstnica! — rozległo się wiwatowanie pobratymców.
Wtedy też rudofutry wreszcie się odsunął, dzięki czemu Naparstnica mógł uciec z centrum uwagi.
Gdy wracał do legowiska, natknął się jednak na szylkretową kocicę — swoją matkę. Chciał ją wyminąć, lecz wojowniczka zagrodziła mu drogę, być może nawet nieświadomie. Protektor zmarszczył nos i cicho fuknął.

<Postrzępiony Mrozie?>

Wyleczeni: Naparstnicowa Łapa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz