Zanim kolejna myśl pojawiła się w głowie rudego, jego wzrok skrzyżował się ze wzrokiem młodego Gołąbka. Uczeń zauważył, że Poranek przyglądał się całej ceremonii z oddali, jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić, uzdrowiciel zniknął, wgłębi swojego legowiska, czując jak zalewa go fala stresu. Nie chciał nieproszony zwrócić na siebie uwagi zgromadzonych na pogrzebie. Lepiej by nikt go nie widział.
***
– Miło, że tym razem nie uciekasz – mruknęła Mgiełka, z czymś na wzór sarkazmu w głosie. Mimo to, wyraz jej twarzy był bardziej pełen jakiejś troski, niż złości w stronę Poranku, dlatego też kocur nie do końca umiał odczytać jej zamiary i intencje.
– To nie tak, że uciekałem – zaczął spokojnie rudy. – Po prostu... Dużo się działo. Wiecie o tym – wybrnął, grzebiąc łapą w ziemi. Mgiełka parsknęła cicho i podniosła się znad jedzonej przez nią myszy.
– Przyznaj, nie chciałeś po prostu spędzać z nami czasu! – powiedziała rozbawiona Mgiełka, lekko szturchając brata łapą.
– Uwierz, narzekania Mgiełki z tego powodu były nie do zniesienia – wyszeptała Pszczółka, również z uśmiechem. Chwast kiwnął głową i spojrzał na obie swoje siostry. To one były najważniejszymi osobami w jego życiu. Cieszył się, że nie były na niego złe, ale też żałował, że wcześniej nie mógł wziąć się w garść i po prostu spędzić z nimi trochę czasu. Zawsze się bał, że będą chciały poruszyć ten jeden temat, który wywoływał u niego największy lęk. Na szczęście, dzięki przekonywaniu ze strony nikogo innego niż Derwisza, Chwast w końcu zebrał się na odwagę i dokładnie jak dawniej siedział ze swoimi siostrami, spokojnie jedząc i rozmawiając na najróżniejsze tematy. Po prostu spędzał z nimi czas. Tak jak to powinno wyglądać.
– Jak idzie ci nauczanie Poranku? W końcu zostałeś mentorem – zapytała Pszczółka, wyrywając rudego z zamyślenia.
– Normalnie. Gołąbek szybko łapie – mruknął Poranek, nie wspominając już nic o początkowej panic,e związanej ze zmianą swoich przyzwyczajeń i rutyny, na rzecz nauki ucznia. – A tobie? Ty też chyba masz ucznia.
– Tak, Całunke. I również dobrze! Całunka jest dobrą uczennicą. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zostanie mianowana. Lepiej późno niż wcale!
– Czyli tylko ja z naszej trójki nie miałam ucznia? – zapytała nagle Mgiełka, pysk wyginając w grymas niezadowolenia.
– Spokojnie Mgiełko! Jeszcze pewnie dostaniesz ucznia. Na wszystko przyjdzie czas – stwierdziła Pszczółka.
– Tak... Chyba szybciej dołączę do starszyzny – powiedziała Mgiełka, na co druga z kotek wybuchła śmiechem. – Hej! Nie śmiej się! – krzyknęła wojowniczka i wyciągnęła łapy w stronę Pszczółki, chcąc zakryć jej pysk. – Jeśli ty też powiesz, że jest to zabawne, to popamiętasz mnie Poranku – zagroziła, zwracając się do Chwastu. Ten tylko na nią spojrzał, dając jej do zrozumienia, że nie ma zamiaru odzywać się w tej sprzeczce sióstr.
***
Siedział naprzeciw Gołąbka, dokładnie obserwując jego ruchy. To był kolejny trening i tym razem to młody uczeń musiał przyporządkować zioła do odpowiednich kategorii, przygotowanych wcześniej przez Poranka. Uzdrowiciel siedział w ciszy, nie komentując żadnego z wyborów kocura, niezależnie czy był on dobry czy zły. W końcu Gołąbek skoczył, a Poranek spojrzał na gotową pracę.
– Większość masz dobrze, jednak pietruszkę i rumianek należy podać do spożycia. Inaczej jest w przypadku olchy czarnej, daje się ją tylko do przeżucia. Często jeszcze mylisz sposoby użycia niektórych ziół – poinformował uzdrowiciel i spojrzał na Gołąbka. Wyglądał na zamyślonego, jakby coś siedziało mu w głowie. – Coś nie tak? – zapytał Poranek, nie wiedząc, czy może przejść dalej.
– Na pewno jesteś bardzo zmęczony walką z chorobą która u nas panowała – zaczął Gołąbek, co od razu zwróciło uwagę rudego uzdrowiciela. – Może będę ci zawsze przynosić zdobycz, byś nie musiał tracić sił na wychodzenie z legowiska? – zapytał. Poranek zdziwiony przekrzywił głowę lekko w bok. Co prawda możliwość nie wychodzenia z legowiska była bardzo kusząca, ponieważ dalej nie czuł się za dobrze wokół pobratymców. Jednak nie chciał męczyć młodego Gołąbka i zawracać mu głowy dodatkową zdobyczą. W końcu uczeń miał wiele własnych obowiązków, na których musiał się skupić.
– Nie chce zawracać ci głowy dodatkową zdobyczą – wydukał uzdrowiciel, zgodnie z prawdą.
– Przecież to nie jest żaden kłopot! – sprzeciwił się Gołąbek. Coś w wyrazie jego pyska nie pasowało Porankowi. Jakby nad czymś się zastanawiał, jednak zbyt intensywnie jak na ucznia, zwyczajnie chcącego pomóc swojemu mentorowi zdobyczą. Jednak zanim rudy zdążył dobrze zastanowić się nad tym wszystkim, Gołąbek zrzucił na niego bombę, której ten się nie spodziewał. – Proszę, powiedz mi co sprawia, że jesteś taki smutny. Ja się bardzo o ciebię martwię! – wyznał, nerwowo grzebiąc łapkami w ziemii. Poranek zjeżył sierść na karku. Jego oddech lekko przyspieszył, jednak sam kocur starał się nie zwracać na to większej uwagi. Musiał zachować spokój, zwłaszcza w obozie.
– Nie jestem smutny – stwierdził Poranek, co po części było prawdą. W końcu nie czuł nic, albo bardziej lęk i stres niż smutek. Mimo to jego uczeń nie musiał tego wiedzieć. Chwast nie chciał, by Gołąbek to wiedział. – Nie masz o co się martwić Gołąbku – zapewniał szybko, licząc na to, że uczeń zostawi temat w spokoju.
– Ja zawsze będę się o ciebie martwić. Bo w Owocowym Lesie wszyscy jesteśmy rodziną – powiedział młody Gołąbek. – Ale jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to już nie będę pytać. I przepraszam jeśli byłem niemiły – bury zaczął grzebać łapką w ziemii, czekając na reakcję mentora. Nastała chwila ciszy. Chwast kiwnął tylko głową, nie odzywając się już. Stres ściskał go za gardło, a oddech dalej był nieco szybszy, niż zazwyczaj. W końcu jednak przełknął głośniej ślinę i mimo lęku wstał, by pozbierać porozrzucane po treningu zioła.
<Gołąbku?>
[1054 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz