BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwiec. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2025

Od Czerwca Do Kropli

Czekoladowy zwiadowca wszedł do kociarni, gdzie przebywała jego partnerka i ich młode. Jednak tym razem szukał konkretnie jednego pyszczka.
— Skarbie? Widziałaś gdzieś Kroplę? — zapytał cicho. Miodunka przytaknęła i wskazała mu łebkiem kąt żłobka.
— Dziękuję słoneczko — wymruczał. Liznął kotkę, a następnie bardzo ostrożnie i delikatnie skierował się w stronę czekoladki.
— Tu jest moja dzielna wojowniczka — wymruczał. Ułożył się koło córeczki, a następnie bardzo łagodnie przysunął ją bliżej siebie. Otulił ogonem. Kropla była nieśmiała i to go martwiło. Tym bardziej chciał ją chronić przed złem tego świata. Wiedział, że kluczem do spokojnego życia była odwaga. Jednak tu jej zabrakło. Nie był jednak nią zawiedziony. Nie potrafił być.
— Jak się czujesz Kropelko? Myślałaś już może, gdzie czułabyś się najlepiej? — zapytał cicho, a następnie liznął ją troskliwie w łebek. Zastanawiał się, czy nie zaproponować Kropli, by poznała się z Kasztanką. Wszak ruda kotka była podobna z charakteru. Przynajmniej tak słyszał. Oczywiście nie ominęła go wzmianka o tym, jak Figa traktowała córkę Szafran. Jednak pomimo wszystko absolutnie tego nie popierał. Może i jej ojciec był zdrajcą, ale czym zawiniła Kasztanka? Tego pojąć nie potrafił. Niemniej wybrała ona drogę stróża i może to nawet lepiej. Bezpieczniej. Mógł być nieprzyjemnym kotem dla innych, ale zawsze i tak interesowało go dobro Owocowego Lasu. Tak, całego tego społeczeństwa. Do dziś pamiętał swoje słowa na jednym z treningów, które skierował do Figi. Owocowy Las był jednym i tylko trzymając się razem byli w stanie przetrwać każdy mrok. Oczywiście miał pewne granice i nie tolerował działania na krzywdę grupy. Zaraz jednak skupił się na córce, która się w niego wtuliła.
— Córeczko. Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko prawda? Nie odrzucę cię bez względu na wszystko. Chcę tylko pomóc — dodał, a następnie umilkł. Czekał na jej reakcję.

<Kroplo? Moja cudowna córeczko? Kim chcesz zostać?>

Od Czerwca Do Smugi

Kocur już od jakiegoś czasu był ojcem trzech pociech. Być może nie przepadał za kociakami, ale własne? To była zupełnie inna rzecz. Jak to się mówiło? Innych nie znosił, ale swoje? Swoje kochał ponad wszystko. Był pewien, że dla nich byłby w stanie skoczyć nawet w ogień byle tylko ich nie stracić.
— Witaj serduszko — wymruczał w stronę Miodunki, którą to liznął na powitanie w pyszczek. Przy okazji przyniósł jej coś na ząb. Zabawne, że kiedyś nie brał pod uwagę założenia własnej rodziny. Ba! Gdyby ktoś kiedyś mu o tym powiedział, Czerwiec zapewne by go wyśmiał. Jednak teraz stał w żłobku nie jako odwiedzający, ale jako ojciec i partner. Odkąd tylko dowiedział się, iż zostanie ojcem, starał się okazywać wsparcie swojej partnerce najlepiej, jak tylko potrafił.
— Och, ostrożnie z zabawami z przyjaciółmi Smugo — wymruczał, nachylając się do syna, który w niego wpadł. Najwidoczniej bawił się w gonitwę. Tak, Czerwiec wiedział, iż Smuga miał wymyślonych przyjaciół. Było to dla niego naprawdę dziwne, ale zamierzał wspierać syna. Kochał go bez względu na wszystko. Wyrwie wąsy każdemu, kto tylko spróbuje dokuczyć mu przez to.
— Jeśli masz chwilę, chciałbym z tobą porozmawiać synku. Spędzić trochę czasu razem — kontynuował, a w jego żółtych oczach lśniła miłość, troska, ale i charakterystyczna dla niego duma czy pewność siebie. Ich potomek nie miał przypadkowego imienia. Wszak było ono od kamienia, który kiedyś sprezentował Miodunce podczas wyznania. Można rzec, iż ów kamień, a teraz kociak noszący to imię przypieczętował ich związek. Oczywiście Kropla czy Purpura również brzmiały pięknie. Jednak mniej symbolicznie. Co oczywiście nie czyniło ich gorszymi. W końcu wszystkie swoje kociaki kochał tak samo.

<Smugo? Mój synu? Pobędziesz ze starym?>

Od Czerwca

Odległa przeszłość

Kocur już jakiś czas temu zaobserwował, jak wiewiórki zakopywały żołędzie w ziemi, a potem o nich zapomniały. Ciekawy był to schemat. Po pierwsze rude istotki musiały najpierw znaleźć żołędzia, a potem jeszcze zakopać. Z reguły robiły to tylko po to, by później i tak wymazać to z pamięci. Zabawne, a jednocześnie tak żałosne na swój sposób. Czerwiec był nauczony, że robiło się coś, by potem móc obserwować owoce swoich zmagań. Pewnego razu, gdy tak spacerował po lasku, zatrzymał się i rozejrzał. Jego żółte oczy wędrowały po koronach drzew. Wiatr delikatnie szarpał jego krótką sierścią, a rośliny cicho szeleściły. Zamknął ślepia na jakiś dłuższy moment. Wtedy też w jego umyśle zrodził się pomysł. Pewnie dla niektórych byłby on głupi, ale sam zwiadowca uważał to raczej za coś dobrego i pomysłowego. Co, jeśli odnalazłby całkiem sam żołędzia, a następnie poszedłby po ukochaną i zaprezentował jej swoją myśl? Miodunka na pewno by go nie wyśmiała. Nie była taka. Wiedział to.
— Do dzieła Czerwiec — mruknął do siebie cicho, a następnie skierował kroki w stronę dębowej ostoi. Tam na pewno mógł znaleźć potrzebny mu przedmiot. W końcu trochę powinno ich tam jeszcze być. Chociaż wiewiórki dosyć tam szalały i nie tylko one. W każdym razie miał nadzieję i z małą iskrą w sercu, podążył do celu. Stanął tuż u podnóża drzewa. Było piękne. Uśmiechnął się do siebie w sposób naprawdę łagodny. Rzadko kogo takim raczył. Był ciekaw czy jego plan by wypalił. Szczerze mówiąc, bardzo na to liczył. Jednak nie pozostawał w jednym miejscu zbyt długo. Rozpoczął poszukiwania. Nawet nie wiedział, ile czasu minęło, kiedy to w końcu natrafił na naprawdę pięknego żołędzia. Nie miał on żadnego uszczerbku. Był dostojny, a sam Czerwiec miał względem niego naprawdę duże oczekiwania i pragnienia. Nachylił się nad nim.
— Nazwę cię Nadzieja, bo kładę w tobie moje nadzieje — wyszeptał. W ten oto sposób zwykły żołądź przyjął wspaniałe imię. Czekoladowy bardzo ostrożnie chwycił go w zęby, a następnie powrócił do obozu. Od razu skierował się w stronę miejsca, gdzie przebywała jego partnerka. Miodunka zauważyła go, by następnie wyjść mu na spotkanie. Oba koty otarły się o siebie. Zawsze się tak witali. Po ciepłym i czułym powitaniu Czerwiec delikatnie położył przed ukochaną swoje znalezisko.
— Kochanie, przedstawiam ci Nadzieję — rzekł czule. Czekoladka uśmiechnęła się do niego.
— Piękne — wymruczała Miodunka, ostrożnie dotykając przedmiotu.
— Ale chyba jeszcze nigdy nie zbierałeś żołędzi — dodała wyraźnie zamyślona. Czerwiec roześmiał się serdecznie.
— To prawda — zgodził się z kotką.
— To, co się odmieniło mój drogi? Będziesz od dzisiaj zbierać też żołędzie? Niewątpliwie wzbogaci to twoją kolekcję — wymruczała kotka.
— Och nie skarbie, naszą kolekcję jak już. Jednak nie będę zbierać żołędzi. Mam zupełnie inny pomysł. Czy pozwolisz mi się zabrać na spacer? — zapytał, na co stróżka się zgodziła. Oba koty opuściły razem obozowisko. Czerwiec skierował ich do miejsca, gdzie wyznali sobie miłość. Po drodze rozmawiali ze sobą na temat kociąt, korzystając ze spokoju, jaki ich otaczał. Żołądź z kolei był owinięty końcówką ogona pręgowanego coby go nie zgubić. Po kilkunastu uderzeniach serca dotarli do celu.
— Pamiętasz to miejsce serduszko? — spytał ciepło.
— Oczywiście, że tak. Nigdy o nim nie zapomnę. Czy nasza obecność tu ma związek z żołędziem? Czy powiesz mi w końcu, o co chodzi? Umieram z ciekawości — wymruczała Miodunka. Czerwiec zaśmiał się serdecznie i skinął łebkiem. Po chwili przedmiot leżał między nimi. Zupełnie tak jak Smuga przy ich wyznaniu. Przez chwilę kocur milczał, układając w głowie treść wypowiedzi.
— Zauważyłem, że wiewiórki zakopują żołędzie i zapominają o nich. Pomyślałem sobie, że skoro one mogły spowodować rośnięcie drzew, to my również moglibyśmy spróbować. No wiesz, dla przyszłych pokoleń. Oczywiście nie tych najbliższych, ale kiedyś może mogliby podziwiać dąb zwany Nadzieją. Czy nie brzmi to pięknie? — wyszeptał, a następnie spojrzał na Miodunkę. Kotka uśmiechnęła się, a w oczach zalśniła iskra.
— Och? Oczywiście, że możemy. Nawet jeśli coś nie pójdzie po naszej myśli, to będziemy mieć dobrą zabawę mimo wszystko. Jednak chcesz go zakopać tutaj? Wśród owocowych drzew? — przekrzywiła łebek.
— Nie, chyba nie. Nie chciałbym jednak, by rosło ono w Dębowej Ostoi. — odparł kocur bez zawahania.
— No wiesz skarbie, chciałbym, by było wiadomo, do którego z nich się zwracać imieniem — dopowiedział, na co Miodunka obdarzyła go uśmiechem.
— Mój ty dzielny zwiadowco — zaczęła i otarła się o niego delikatnie i czule.
— Uważam, że i tak najlepiej by mu było pośród innych dębów, ale możemy je zasadzić nieco dalej tak, by było widoczne niemalże od razu — zasugerowała Miodunka. Czerwiec zdawał się nie być przekonanym, ale ostatecznie skinął łebkiem.
— W porządku, masz rację kochanie. Nam kotom również raźniej w grupie — stwierdził w końcu. Nie miał zamiaru wykłócać się z partnerką. Szczególnie że ta miała sporo racji. Wziął serce przyszłego drzewa i wraz z kocicą skierował się w określonym kierunku. Spacer minął im dosyć szybko, ale być może było to za sprawą ich wzajemnego towarzystwa. W każdym razie po dotarciu do ostoi Czerwiec się zatrzymał. Zaraz obok niego przystanęła czekoladowa. Rozejrzeli się, a następnie podeszli do miejsca, które rzuciło im się w oczy.
— Tu będzie dobrze. Przynajmniej tak myślę — odezwał się.
— Oczywiście, że będzie. Ważne, że zrobimy to wspólnie — dopowiedziała kotka. Kilka uderzeń serca później zabrali się do roboty. Wykopali wspólnymi siłami dość obszerną dziurę. Czerwiec sięgnął po żołądź. Jednak położył go przed nimi.
— Wspólnie? — odezwał się, kładąc łapę na żołędziu.
— Wspólnie — potwierdziła Miodunka i położyła swoją na tę należącą do zwiadowcy. Przesunęli przedmiot razem i umieścili w dziurze. Na koniec zakopali je ziemią, aby pamiętać miejsce, zdecydowali się umiejscowić średniej wielkości kamień w niedalekiej odległości.
— Niech nam Nadzieja rośnie zdrowa — wymruczeli wspólnie. Chwilę jeszcze pozostali, tuląc się do siebie, a następnie powrócili do obozu.

06 listopada 2025

Od Czerwca CD. Czajki

Przeszłość

Kocur doskonale pamiętał rozmowę z poprzedniego dnia. Czajka nie był sobą, a mimo to unikał powiedzenia mu, o co chodziło. Może i Czerwiec by się tym nie zainteresował, gdyby nie to, że wpływało to źle na treningi i zdrowie ucznia. Nie potrzebowali opóźnień. Nie mógł zawieść Owocowego Lasu. Nie wybaczyłby sobie tego. Wszak społeczność ta była dla niego ważna. Pragnął zapisać się w jej historii tylko w dobry sposób. Trening Czajki był jednym z kroków, mogących go przybliżyć do tego celu. Nadal miał młodszemu za złe, że ten nawet nie poczekał na jego wypowiedź. Poczuł się zignorowany i znieważony. W końcu, od kiedy uczeń tak po prostu mógł sobie odejść? Mógł tak robić względem rówieśników, ale starszym? Starszym należał się szacunek. Co z tego, że sam, gdy uczył się pod czujnym okiem Figi, często tego nie przestrzegał. W tym momencie jednak wymagał, by pozwolono mu na wypowiedzenie się w każdej kwestii. Zamierzał dziś pogadać o tym wszystkim z ciemnym uczniem. Kiedy skierował się do legowiska uczniów, dostrzegł znaną mu sylwetkę Czajki. Kocur właśnie opuszczał w pośpiechu obóz. Oczywiście nie powinien tego robić, więc zwiadowca jako świecący przykładem mentor ruszył za młodszym. Nadążenie za przyszłym zwiadowcą nie było niczym trudnym. Oczywiście w międzyczasie próbował zwrócić na siebie uwagę ucznia, ale ten zdawał się go nie zauważać lub go ignorował. Jeśli to drugie, to młodziak miał jeszcze większy problem. Choć bez względu na wszystko, kara i tak go czekała. Uczniom wszak nie wolno było samotnie wychodzić i Czerwiec jakoś potrafił się tego trzymać. Zero dyscypliny ze strony opiekunów. Gdyby to on był ojcem, sprawa wyglądałaby kompletnie inaczej. Mógł być wdzięczny za to zarówno matce, jak i ojcu. Przyłożyli się do jego dobrego wychowania. Pominął w tym wszystkim parę innych rzeczy, uznając je za mało istotne. Wracając jednak do obecnej sytuacji, wyglądało na to, że kolejnego ucznia trzeba będzie potraktować podobnie jak Guziczka. Dlaczego te dzieciaki były takie lekkomyślne i nieodpowiedzialne? Gdziekolwiek Czajka się nie kierował, Czerwiec niczym cień nie odstępował go ani na krok. Próbował go jakkolwiek złapać, ale młodszy wykonywał jakieś nieobliczalne ruchy. Zupełnie jak w jakimś amoku. W pewnej chwili Czajka znalazł się na gałęzi. W tym stanie łatwo było o wypadek. Z kolei Czerwiec nie miał zamiaru skończyć jako morderca lub wspólnik Czajki w próbie szaleńczego skakania w powietrzu. Podążył więc za nim. Na szczęście tutaj były w miarę gęste gałęzie. Czerwiec odbił się od gałęzi i doskoczył do Czajki w ostatniej chwili, chwytając go zębami za kark. Zdusił jęk, gdy młodszy pociągnął go gwałtownie w dół. Może Czajka był młodszy, ale prędkość zrobiła swoje. Zaparł się o gałąź pazurami i chyba tylko cudem ta się nie złamała pod ich ciężarem. Kocur przez chwilę zamarł w takiej pozycji. Wszystko na moment ucichło, zostawiając pręgowanego z szaleńczo bijącym sercem i lekkim bólem w jednej z łap. Dopiero po kilku sekundach czas ponownie ruszył, a on zeskoczył na ziemię, krzywiąc się na moment. Wypuścił Czajkę z pyska, a sam po prostu padł na podłoże. Starał się uspokoić oddech, a gdy doszedł nieco do siebie, podniósł się na łapy.
— Co ty sobie wyobrażałeś?! Chciałeś zginąć?! — wykrzyczał wyraźnie zdenerwowany. Gdyby tylko ktoś przyjrzał się bliżej, dostrzegłby załzawione ślepia. Chyba jeszcze nigdy aż tak się nie przeraził, jak w tym momencie.

<Czajko? Coś ty sobie myślał?>
[538 słów]

[przyznano 5%]

21 października 2025

Od Czerwca CD. Guziczka

Przytrzymał młodszego przy ziemi. Nie był to jednak chwyt mocny. Nie chciał mu przecież zrobić krzywdy, chociaż miał ochotę przetrzepać Guziczkowi ten jego głupi łeb. Wiedział, że delikatne metody średnio docierały do zainteresowanego. Słysząc jego pytanie, a raczej wkurzający krzyk, skrzywił pysk. Nachylił się bardziej nad młodziakiem. W jego oczach płonął gniew tak mocny, niczym rozszalałe płomienie. Powtórzył po nim, nie kryjąc złości. Przecież zdawał sobie sprawę z tego, że lepiej było nie brać ucznia Miłostki ze sobą. Następnym razem od razu odprawi młodszego z kwitkiem. Niech tamten nie myśli, że Czerwiec puści dzisiejsze wydarzenia w niepamięć. Pozwolił młodszemu się wymsknąć z jego łap, ale nie spuścił z niego wzroku. Zmrużyła ślepia na jego komentarz.
— Ach tak? Skoro tak bardzo ci się nudzi, odradzam kolejnych wycieczek w towarzystwie naszej dwójki. Nam też nie na łapę twoja obecność — wysyczał w odpowiedzi. Guziczek był tak bezczelny, jak mało kto! Zdecydowanie Czerwiec nie poprawił sobie o nim zdania. Może nawet się ono pogorszyło.
— Uważaj na swój ton — skarcił go Czerwiec. Nikt nie miał pozwolenia prychać czy warczeć na Miodunkę. Nikt.
— Ale twojej mentorki tu nie ma. Nie obchodzi mnie, na co ci ona pozwala. Może równie dobrze pozwolić ci na wstrzymywanie oddechu pod wodą, to już nie jest mój problem, czy sprawa. Jednak skoro jesteś pod moją opieką, stosujesz się do moich rozkazów. Jeśli ci się to nie podoba, to spadaj bawić się gdzie indziej — dodał, a gdy ten przeprosił, pręgus przewrócił oczami.
— Na co mi twoje przeprosiny. Cały czas robisz to samo — odwarknął. W nosie miał tak puste przeprosiny. Kiedy ten spróbował odejść, Czerwiec zagrodził mu drogę.
— Teraz chcesz uciec? Ani mi się śni. Dopóki nie upolujesz trzech piszczek, nie masz po co wracać do obozu. Potraktuj to jako karę. Jeśli masz jakieś obiekcje, to możemy równie dobrze powiedzieć o tym Kajzerce i Orzeszkowi. Co wybierasz? — rzekł, skutecznie zagradzając mu drogę.
— Trzech? Czerwiec, może to być trudne. Może starczy jedna — zasugerowała Miodunka, ale zwiadowca nie miał zamiaru aż tak iść na łapę uciekinierowi.
— Dobrze, ze względu na Miodunkę upoluj dwie, a nie trzy. Podziękuj ładnie i bierz się do pracy, ale pójdziemy razem, by cię jaki drapieżnik nie zjadł jako obiadek — wiedział, że młodszy niezbyt chciał, by Czerwiec doniósł na jego wybryki dwójce kotów. Prawda była taka, że czekoladowemu było to zupełnie obojętne.
— Bez względu na twoją decyzję wpierw odprowadzimy Miodunkę do obozu — dodał, widząc zmęczenie kotki. Zdecydowanie zależało mu na niej i chciał dla niej dobrze.

<Guziczku? Co wybierasz?>

Od Czerwca CD. Czajki

Co prawda Czerwiec nie planował dziś żadnego treningu, ale nie zaszkodziłoby mu zerknąć co tam u jego wychowanka. Zwłaszcza po wczorajszym treningu ze wspinaczki. Mało tego, Czajka zachowywał się zupełnie inaczej niż jeszcze parę księżyców temu. Czekoladowy nie był przecież bez serca, więc zmartwiło go to. Zamierzał poruszyć z nim ten temat. Uznał, że najpierw z nim pogada, a dopiero po tym spotka się z ukochaną. Miodunka z pewnością to rozumiała, bo i ona miała ucznia. Był z tego powodu naprawdę dumny. W końcu pręguska zasługiwała na wszystko, co najlepsze. Wyprostował się i zaczekał na Czajkę. Ciemny kocurek podszedł do niego wyraźnie zaskoczony. Pręgowany niemalże od razu wyjaśnił, o co mu chodziło. Nie chciał niepotrzebnie go stresować. Nie taki był cel.
— Rozumiem — odparł, a słysząc o Miodunce, wyraz jego pyszczka jeszcze bardziej zmiękł. Nie mógł nic poradzić na to, że na samą wzmiankę o partnerce czuł nieopisaną radość, ciepło czy czułość. Kilka uderzeń serca później ruszył do stosu ze zwierzyną. Myślał, że młodszy załapie jego intencje. Pomylił się. Zatrzymał się i odwrócił pysk do przyszłego zwiadowcy. Widział w nim potencjał, więc miał zamiar tak poprowadzić Czajkę, by nim został. W tym celu był gotów zrobić naprawdę wiele. Zaraz po jego słowach młodszy podszedł do niego. Czerwiec kiwnął lekko łebkiem i ponowił marsz. Słysząc pytanie młodszego, westchnął. Owszem miał zamiar z nią zjeść, a następnie wzajemnie podzielić się językami, ale wpierw liczyła się rozmowa. Musiał dowiedzieć się, co gryzło jego podopiecznego. Wskazał mu łebkiem wygrzane przez słońce miejsce. Było ono na uboczu, ale o to właśnie chodziło.
— Chodźmy tam — mruknął i ruszył do celu. Położył się na trawie i ułożył przed sobą wzięty posiłek. Czajka z kolei dołączył do niego chwilę później. Czekoladowy przez chwilę milczał, układając w głowie ciąg słów. W końcu zwiadowca odezwał się po jakimś czasie. Najwidoczniej zmieszał swoją wypowiedzią młodszego, ale czy było się czemu dziwić? Wiedział, jak nikt inny, że ukazywanie słabości dla kocura było wręcz ciosem w brzuch. Jednak czasem było to konieczne, by dojść do porozumienia z samym sobą. Chodziło, więc o osłabienie relacji z Borowikiem? Ciekawe. Czyżby o coś się posprzeczali? Nie był to dobry znak. Osłabienie relacji zdawało się dosyć ciężkie, ale czy tylko o to mogło chodzić młodszemu? Czy może było jeszcze coś, o czym Czajka bał się powiedzieć? Nie mogło przecież tak być. Chciał, by uczeń mu ufał i nie bał się mówić o swoich uczuciach. Rozumiał to, chociaż dopiero od niedawna. Miodunka go tego nauczyła.
— A rozmawiałeś z nim o tym? Jeśli twoja odpowiedź brzmi nie, to popełniasz ogromny błąd. Może i rozmowa będzie ciężka, ale jej brak tylko cię pogrąży. Nie chodzi już nawet o rolę zwiadowcy, chociaż i do dobrego jej wykonywania potrzebujesz spokoju. Uprzedzając pytania, mam na myśli ciebie. Nie, przyszłego zwiadowcę czy ucznia, a kota. Mam na myśli twoje serce czy duszę. Dla swojego zdrowia nie powinieneś doprowadzać się do takiego stanu. Mało tego możesz potem żałować, że nie pogadałeś. Pamiętaj, że życie bywa nieprzewidywalne — rzekł, odwracając pysk w stronę ucznia. 
— Ale czy to wszystko? Nie dręczy cię jeszcze coś innego? Możesz mi powiedzieć — dopowiedział, nim umilkł. Czekał na jego odpowiedź. Liczył, że młodszy po prostu wyrzuci z siebie wszystko. Słyszał, że było to najlepsze, co można było dla siebie zrobić. Musnął delikatnie jego grzbiet ogonem.
— Obiecuję, że cokolwiek mi powiesz, pozostanie między nami. Wszechmatka mi świadkiem — dodał, by po chwili ucichnąć.

<Czajko? Powiesz mi?>

[557 słów]

[przyznano 6%]

19 października 2025

Od Czerwca CD. Czajki

Dzień mianowania Czajki

— Twoim mentorem zostaje Czerwiec. — Słowa Sówki uniosły się w powietrzu i zawisły tam na jakiś czas. Czerwiec był zaskoczony decyzją babci. Czajkę poznał całkiem przypadkiem, ale nie sądził, by ten został jego uczniem. Właściwie nie spodziewał się, że w ogóle tak szybko dostąpi zaszczytu jako mentor. W końcu on sam wcale nie tak dawno temu skończył swój własny. Podszedł do kocurka.
— Najwidoczniej przyszło nam współpracować — miauknął, ale ten zdawał się nie reagować, na co Czerwiec machnął ogonem z dezaprobatą. — Dziś wprowadź się do legowiska uczniów. Jutro zaczniemy, bo na obejście terenu potrzebujemy całego dnia — rzucił w odpowiedzi, a następnie się obrócił, by odejść w swoją stronę.
— Dobrze — odpowiedział mu młodszy i lekkim skinieniem głowy pożegnał się z kocurem. Czerwiec westchnął, a następnie ruszył do swojego legowiska i posłania. Po drodze jednak pogadał z Miodunką przez parę chwil. Coraz częściej z nią przebywał i podobało mu się to.

Następnego dnia po mianowaniu

Pręgowany zwiadowca już czekał na ucznia. Musiał dać przykład młodemu, a także wyznaczyć czas na ich treningi. Regularne spotkania o podobnej porze to było to, czego było mu trzeba.
— Spóźniłeś się — poinformował krótko, a następnie westchnął. Kiedyś myślał, jakby to było mieć ucznia, ale teraz gdy faktycznie go miał, to czuł jakieś dziwne napięcie w ciele. Zaraz jednak pokręcił łebkiem. Nie czas na takie zastanawianie.
— Wybacz... — mruknął przyszły zwiadowca, ale czekoladowy jedynie skomentował to westchnieniem.
— Zatem już oficjalnie mogę powitać cię jako mojego ucznia. Jak doskonale wiesz, nazywam się Czerwiec i od teraz to do mnie należy wychowanie cię na porządnego kota. Co więcej, w jakiejkolwiek sprawie zgłaszasz się do mnie. Rozumiemy się? — spytał, ale tak naprawdę już podążał w stronę wyjścia z obozu. Mieli sporo do zrobienia, a czas nie był ich zwolennikiem.
— Oczywiście — odpowiedział. Niemalże od razu ruszył za pręgusem.
— Mam nadzieję, że się wyspałeś — mruknął nieco chłodno. Zwiadowca musiał być szybki i to już na początku treningu. Nie było innej rady. — Czy wiesz, jaki powinien być zwiadowca? — zapytał jeszcze. Oczywiście miał zamiar zobaczyć, jak młodzian radził sobie pod każdym względem. Jednak nie wszystko naraz. Nie mógł przecież wykluczyć, że by to młodszego nie spłoszyło. Jednak wtedy od razu poleciłby mu wybór roli stróża. Wszak na tchórzy nie było miejsca wśród znamienitych zwiadowców.
— W miarę — odparł na jego pytanie młodszy. — Co nieco, Kajzerka mi opowiadała o zwiadowcach — dodał jeszcze, nim umilkł. Czerwiec westchnął bezgłośnie. Nie o takiej odpowiedzi myślał. Raczej sądził, że młodszy faktycznie powie mu coś więcej. Najwidoczniej przecenił go.
— Inaczej. Dlaczego akurat obrałeś ścieżkę zwiadowcy, a nie na przykład wojownika czy stróża? — Prowadził młodszego w stronę owocowego lasku.
— Szczerze to sam do końca nie wiem, jednak czuję, że byłbym kiepskim wojownikiem lub stróżem — odpowiedział mu Czajka. Zwiadowca lekko się skrzywił. Nie wiedział? To dopiero niezły żart. Sam Czerwiec czuł powołanie do tej rangi. No dobra, poniekąd chciał zaimponować Czereśni. Jednak to był tylko szczegół.
— Ach tak? Cóż zobaczymy czy nadajesz się na zwiadowcę. W razie co zawsze możesz jeszcze prosić Sówkę o przemianowanie na ucznia stróża czy wojownika — rzucił wyraźnie niezadowolony z takiej odpowiedzi. Oczekiwał nieco więcej. Westchnął i przyśpieszył kroku. W końcu po marszu dotarli do Owocowego Lasku.
— To pierwszy cel naszej podróży. Dobrze się przyjrzyj, bo to miejsce będzie teraz często przez ciebie odwiedzane — dodał i przystanął pomiędzy drzewami. Nie doczekał się odpowiedzi, bo młodszy po prostu zatrzymał się w ciszy niedaleko niego. — Nieważne — mruknął w końcu, a następnie przysiadł. Skinieniem głowy zachęcił młodszego, by zrobił to samo. — Owocowy Lasek jest złożony z grusz, jabłoni, śliw i czereśni. Co więcej, w tym miejscu przebywają spore ilości ptaków. Możesz tu również spotkać jaskółki czy jerzyki — rzekł, a następnie wsłuchał się przez chwilę w odgłosy gaju.
— Rozumiem — odparł niebieski i skinął łebkiem. Oba kocury przez chwilę słuchały odgłosów Owocowego Lasku.
— Jeżeli nie ma pytań, idziemy dalej — dodał, podnosząc się.
— Czego będę się uczyć jako zwiadowca? — zapytał go młodszy, zatrzymując czekoladowego w miejscu.
— Zwinności, szybkości, maskowania czy rozpoznawania gatunków drzew i ich chorób. Jako zwiadowca będziesz musiał poradzić sobie w każdych warunkach pogodowych. Nasze treningi będą głównie na drzewach. Odkryte przestrzenie to nie do końca nasza bajka. Zrozumiesz to wkrótce — wyjaśnił, a następnie ruszył dalej.
— Dobrze — odparł Czajka, a następnie ruszył za starszym. Czerwiec parł naprzód, podczas gdy młodszy rozglądał się na boki. Zwiadowca pokazał kocurowi Wrzosową Polanę i Śliwowy Gaj. Co jakiś czas się zatrzymywał i tłumaczył to i owo. Na sam koniec zostawił Dębową Ostoję.
— To jedyny skrawek lasu, gdzie nie zobaczysz drzew owocowych. Głównie dominują tutaj dęby, ale także kasztanowce czy jawory. Warto wspomnieć, że tutaj najlepiej poluje się na gryzonie. Musisz pamiętać, że tutaj dość często przychodzą lisy w tym samym celu. Zatem nie zapominaj o tym, by być uważnym, Czajko — mruknął, a jego żółte spojrzenie było naprawdę poważne.
— Dobrze — rzekł młodszy. Czerwiec westchnął cicho, a następnie skinął łebkiem. Kilka uderzeń serca później skierował ich do obozu.
— Dobrze, wracajmy. — Nie czekając na kocura, przyśpieszył kroku. Był ciekaw czy ten za nim nadgoni. — Masz jeszcze jakieś pytania? — dodał po chwili, nie zwalniając kroku.
— Chyba nie. Przynajmniej nie na ten moment — przyznał Czajka. Zwiadowca przyjął to milczeniem. Po jakimś czasie dotarli do obozu.
— Spotykamy się tu jutro o tej samej porze, co dziś. Nie spóźnij się — rzekł tylko pręgus i nie czekając na odpowiedź, odszedł w swoją stronę.

Chwila obecna

Czerwiec od niedawna miał partnerkę. W każdej wolnej chwili przebywał z Miodunką. Normalnie wyrabiał się na czas, ale dziś prowadził z nią pewną rozmowę, która się przeciągała.
— Skarbie, wrócimy do tego później. Twój uczeń na ciebie czeka — miauknęła czule Miodunka. Kocur spojrzał za siebie. Miała rację.
— Dobrze, na ciebie też czeka twój uczeń. Kocham cię i do potem — wymruczał pręgowany. Kotka liznęła go w policzek.
— Ja ciebie też. Do zobaczenia — rzuciła za zwiadowcą. Czerwiec zatrzymał się przy uczniu.
— Wybacz mi to opóźnienie. Miałem coś ważnego do załatwienia. Chodźmy — mruknął starszy. Na dziś zaplanował wchodzenie i schodzenie z drzew. Chciał, by Czajka czuł się pewnie.
— Nic się nie stało, co będziemy dziś robić? — dopytał starszego.
— Poćwiczymy wchodzenie i schodzenie z różnych drzew. Chciałbym, byś czuł się na drzewie, jak i pod nim, niczym ryba w wodzie, a ptak w locie — rzekł ze spokojem pręgus. Od jakiegoś czasu traktował Czajkę nieco łagodniej niż na początku. Wciąż jednak wyznaczał granicę między nim a przyszłym zwiadowcą.

<Czajko? Zaczynamy?>

[1020 słów]

[przyznano 10%]

Od Czerwca CD. Guziczka

Czerwiec zdecydowanie wolałby pójść tylko z Miodunką. Niestety to nie było mu dane, a szkoda. Chciał z nią dzisiaj poważnie pogadać. Westchnął i przeniósł wzrok na Guziczka. Młodzik był tak samo kłopotliwy, jak Kurka. Obaj byli duetem, który niemiłosiernie wysysał z niego energię niczym brak słońca roślinom. Otworzył pysk i dość wyraźnie przestrzegł Guziczka, przed tym, co miał zamiar zrobić w razie sprawiania przez niego kłopotów. Jakoś niezbyt wierzył zapewnieniom Guziczka. Wszak kocurek był po prostu definicją problemów. Doskonale pamiętał, jak pomimo jego zakazu młodziak wyszedł z obozu. Mało tego, Guziczek spróbował uciec Czerwcowi. Oczywiście nie przyniosło to żadnego skutku. Nic dziwnego, Czerwiec był o wiele starszy od niego i reszty kociąt. Do tego dochodziły umiejętności i wyćwiczona szybkość. Ot, wszystko, co tylko powinno definiować zwiadowców. Przeciął powietrze ogonem, a później ruszył z Miodunką u boku w stronę wyjścia z obozu. Upewnił się, czy Guziczek za nimi podążał, ale dość szybko jego uwaga skupiła się głównie na kotce obok niego. Niemniej wciąż starał się być czujnym. W końcu obiecał młodszej, że w razie czego wyczuje zagrożenie i pomoże. Do tego doskonale słyszał kroki Guziczka, ale w pewnej chwili te ucichły. Zatrzymał się, a Miodunka zaraz za nim. Pręgus obejrzał się za siebie, a widząc oddalającego się Guziczka, warknął cicho.
— Głupi młodzian. — Był wściekły na młodszego. Miał właśnie podejść do młodzika, kiedy to Miodunka go zatrzymała.
— Tylko proszę, bądź delikatny — mruknęła do niego, ale Czerwiec pokręcił lekko łebkiem. To zupełnie nic by nie dało. Miał nieco inny pomysł. Nachylił się nad Miodunką i podzielił się nim. Kotka nie wydawała się zwolenniczką tego, ale nie powstrzymywała już go. Podążyła cicho za nim, ale zachowując delikatny odstęp. Z kolei Czerwiec bezszelestnie wdrapał się na drzewo i wykorzystując swoje zdolności, zakradł się. Zwinnie przeskakiwał z gałęzi na gałąź. Kiedy był już blisko ziemi, wybił się delikatnie i wylądował niespodziewanie przed Guziczkiem z sykiem. Kocur wyglądał tak, jakby właśnie ducha zobaczył. Zdecydowanie był zaskoczony może nieco przerażony? W każdym razie Czerwiec wykorzystał to i przyszpilił młodszego do ziemi, obnażając kły. Oczywiście miał schowane pazury. W międzyczasie Miodunka podeszła do nich.

<Guziczku? Co teraz?>

12 października 2025

Od Czerwca

Pręgus po skończonym treningu z uczniem, rozejrzał się po obozie. Wśród pobratymców szukał wzrokiem jasnej sylwetki. Dziś chciał jej powiedzieć, co czuje. Zamierzał jej wyznać swoje uczucia. Wręczyć Smugę, czyli kamień, który znalazł jeszcze za czasów ucznia. Przedmiot ten obiecał przed samym sobą wręczyć temu jedynemu i wyjątkowemu kotu. Smuga czekał kilka księżyców i był pielęgnowany najbardziej ze wszystkich jego rzeczy. Darzył go prawdziwym uwielbieniem, przelewając same pozytywne emocje, naiwnie wierząc, że dadzą w przyszłości siłę jego przyszłej połówce. Był on dla niego naprawdę ważny, ale właśnie dlatego pragnął go ofiarować komuś jeszcze bardziej cudownemu. Tym kimś była…— Miodunko! — miauknął, gdy dostrzegł czekoladową, a następnie pognał w jej stronę. Koteczka zatrzymała się i uśmiechnęła do niego, tak jak to robiła zawsze. Wyglądała wręcz uroczo, a jej żółte oczka przypominały mu promienie słońca w ciepłe dni.
— Witaj Czerwcu — przywitała się z nim. Żółtooki zatrzymał się tuż przed nią. Przez kilka chwil patrzyli sobie w oczy. Jednak Czerwiec wiedział, że nie mógł dłużej zwlekać. Nie było to coś, co przychodziło mu łatwo. Nigdy wcześniej nawet nie myślał, że przyjdzie na to pora. Dość często powątpiewał, że kiedykolwiek do tego miałoby dojść. Dziś jednak to się miało spełnić. Miał nadzieję dodać do swojego życia nowy płomień. Iskrę dającą jeszcze więcej sił. Czy jego ojciec też się tak denerwował? Czy w ogóle przechodził to, co on? Jego mama tak naprawdę nigdy mu nie mówiła jakie relacje miała z Czereśnią. Zatem trudno mu było odpowiedzieć sobie na to pytanie. Z Hiacyntem natomiast nie rozmawiał na takie tematy. Ba! On w ogóle praktycznie z nim nie rozmawiał. Może i to powinien był zmienić? Być może właśnie tak zrobi. Jednak teraz miał zupełnie inny cel. Zadanie, a jednocześnie obietnicę do złożenia.
— Czy możemy się przejść? — zapytał kotki. Ton jego głosu zdradzał, że było to dla niego naprawdę bardzo ważne.
— Oczywiście — odparła po chwili kotka, na co Czerwiec delikatnie się spiął. Więc teraz nie miał już wyjścia. Oczywiście nie zamierzał jej brać zbyt daleko. Wciąż w głowie miał, że ta niedawno była u medyka. Jednak pragnął nieco prywatności. Wiedział, że w centrum obozu stresowałby się jeszcze bardziej. Wiedział, że było tu wiele uszu i oczu, które wolał wykluczyć. W końcu, gdyby Miodunka nie odwzajemniła jego uczuć, a on dostałby kosza, to trudniej by mu było się po tym pozbierać. Przynajmniej tak myślał.
— Dziękuję — wymruczał w odpowiedzi, a następnie oba koty opuściły obóz. Czerwiec prowadził. Kierował swoje kroki w stronę Owocowego Lasku. Cały czas pozostawał czujny. Nie chciał i nie mógł pozwolić, by cokolwiek ich zaskoczyło. Przez całą drogę milczeli. Jednak to nie była cisza niezręczna, a bardziej przyjemna. Wszak dość często siadali koło siebie w milczeniu, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem. Dlaczego, więc teraz miało być inaczej? Po kilku uderzeniach serca dotarli do celu.
— Usiądźmy, Miodunko — zwrócił się do kotki. Po czym zajął miejsce i poklepał delikatnie fragment obok siebie. Kotka nie czekając zbyt długo, przysiadła się. Ich futra stykały się ze sobą, dzięki czemu było nieco cieplej. Oba koty bowiem miały krótką sierść.
— Wiesz, czemu cię tu zabrałem? — spytał kocur, ale zaraz zdał sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Skąd miałaby wiedzieć?
— Chciałeś ze mną pogadać, mam rację? — mruknęła cicho kocica. Czerwiec przeniósł na nią zaskoczony wzrok. Jednak zaraz się lekko uśmiechnął.
— Tak — padła jego odpowiedź, a po niej chwilowa cisza. Zwiadowca położył przed nimi czarno biały kamień. Miodunka przyjrzała mu się, a potem spojrzała na Czerwca.
— Pamiętasz ten kamień? Pokazywałem ci go, gdy poznawałaś moją kolekcję — zaczął cicho. Miodunka skinęła lekko łebkiem.
— Tak, mówiłeś, jak ważny jest dla ciebie — wyznała niemalże od razu. Kocur powoli pokiwał łebkiem.
— Tak, ale nigdy nie opowiadałem ci o nim dogłębniej, prawda? — kontynuował, a gdy kotka przytaknęła, Czerwiec podsunął go nieco bliżej Miodunki.
— Nazywa się Smuga i znalazłem go podczas mojego treningu z Figą. Zakochałem się w nim od razu. Był taki inny od reszty. Piękny i wyjątkowy. Nie jakiś szary czy niebieski, a właśnie czarny z białą smugą, po której zresztą otrzymał swoje imię. Dałem go mojej mentorce do popilnowania, a sam zacząłem ćwiczyć pozycję łowiecką. Jednak po powrocie do obozu zapomniałem o nim i Figa też, przez co nie trafił od razu do mojej kolekcji. Kiedy się zorientowałem, zacząłem go szukać. Spytałem nawet mentorki czy go widziała, a ona powiedziała mi, iż się zgubił. To był pierwszy raz, gdy się popłakałem — rzekł, unosząc pysk w stronę nieba. Ach, te wspomnienia.
— Jednak znalazł się. Byłem wtedy najszczęśliwszy na świecie — dokończył, a następnie przeniósł wzrok na Miodunkę. Słuchała go, delikatnie się uśmiechając.
— Cieszę się, że się odnalazł — wymruczała ciepło. Z kolei Czerwiec, wstał i stanął tuż przed nią.
— Wiesz co wtedy sobie i mu obiecałem? — zapytał, wskazując na Smugę. Koteczka pokiwała przecząco główką.
— Nie, ale chętnie usłyszę. O ile możesz i chcesz mi to powiedzieć — rzekła szczerze.
— Oczywiście, że chcę. Właśnie po to tu jesteśmy — rzekł przyciszonym i nieco zestresowanym głosem. Wiedział, co właśnie nadeszło.
— Obiecałem nam, że zadbam o niego tak dobrze, jak tylko będę umieć. Dałem nam słowo, że zostanie on dany kotu, któremu pragnę oddać całe serce — rzekł ciepłym nieco drżącym głosem.
— Chcesz mi powiedzieć, że… — mruknęła Miodunka, która domyślała się, co miało się zdarzyć. Zdradzały to jej oczy, które wyrażały pewne emocje, jakich Czerwiec jeszcze u niej nie widział.
— Tak, chcę ci go podarować. Chcę oddać ci serce. Chcę być twoim obrońcą, wsparciem. Pragnę tego z całego serca. Odkąd tylko cię lepiej poznałem, dawałaś mi to, czego wcześniej nie zaznałem. Pomimo mojego charakteru, podejścia ty zawsze starałaś się mnie wspierać. Pomogłaś mi nieco inaczej spojrzeć na niektóre kwestie. Inaczej spojrzeć na świat. Dostrzec urok każdej nawet najmniejszej rzeczy. Pokazałaś mi tak wiele — wyrzucił z siebie zupełnie szczerze. W jego tonie było ciepło, serdeczność, ale i stres czy zdenerwowanie. Takiej mieszanki Czerwiec jeszcze nigdy nie czuł. Było to dla niego coś nowego – dziwnego, a jednocześnie motywującego do działania. Nie spuszczał z niej wzroku, a Smuga wcześniej ułożony na boku, teraz umiejscowiony niemalże pod łapami kotki. Serce Czerwca waliło jak szalone. Kocur miał wrażenie, że przez to spłoszył całą możliwą zwierzynę. W powietrzu przez jakiś czas unosiła się cisza. Tym razem jednak była ona tak męcząca, jak po najtrudniejszym biegu. Była ciężarem, deszczem moczącym mu futro i przygniatającym do ziemi. Pierwszy raz tak bardzo się bał. Lęk przed odrzuceniem doprowadził nawet do lekkiego drżenia łap. Kocur czuł, jak poduszki łap pomimo pokojowej temperatury się pocą.
— Wiesz, Czerwiec… — zaczęła Miodunka, przenosząc swoje spojrzenie na pysk kocura.
— Ja również chciałabym oddać ci moje serce. Chciałabym móc być z tobą i zawsze cię wspierać. Chciałabym, byśmy mogli resztę życia przeżyć razem. Zależy mi na tobie — wymruczała ciepło, a następnie sięgnęła łapą po Smugę i przysunęła naprawdę blisko siebie. Spojrzała na Czerwca, któremu oczy lśniły teraz jak dwie gwiazdy.
— Miodunko — westchnął zwiadowca, a następnie podszedł do kotki. Otarł się o nią czule, a następnie liznął w pyszczek.
— Miodunko, kocham cię. Czy zostaniesz moim sercem? — spytał, chcąc się upewnić, że nie był to sen. Koteczka uśmiechnęła się czule.
— A ty zostaniesz moim? — zwróciła się do niego Miodunka, na co kocur skinął łebkiem.
— Oczywiście, zawsze będę dla ciebie i z tobą promyczku — wyszeptał ciepło. Kotka rozpromieniła się i liznęła w polik.
— Kocham cię, Czerwiec. Całą duszą — wymruczała cicho, a następnie oba koty przytuliły się do siebie. Stali tak przez dłuższy czas, nim postanowili wrócić do obozu. Wyszli z niego jako przyjaciele, a wrócili, będąc sobie partnerami. Od tego momentu ich serca zaczęły bić tym samym rytmem.

Od Czerwca CD. Kurki

Ponownie został nazwany wujkiem, ale nie zwracał już na to większej uwagi. W końcu Kurka mówił do niego tak, odkąd tylko był kociakiem. Sam nie rozumiał, dlaczego tak go nazywał, ale traktował to już jak codzienność. Przystanął i wbił pomarańczowe ślepia w kocurka. Wysłuchał jego słów, a gdy ten pochwalił go jako zwiadowcę, wiedział już z jakiego powodu. Z reguły się tak mówiło, gdy chciało się coś uzyskać. Ot zwykłe podlizanie się, chociaż nie mógł zaprzeczyć tym słowom. Wszak był świetnym zwiadowcą i to nie podlegało żadnej dyskusji. Słysząc o swoim uczniu, wypiął dumnie pierś. Zdecydowanie był dumnym mentorem swojego ucznia. Czajka radził sobie naprawdę dobrze, ale do czego Kurka mógł zmierzać? Czyżby chciał prosić go o przysługę? Nie mógł tego wykluczyć.— Słucham? — zapytał zaskoczony. Potrafił wejść, ale nie zejść? Przecież było to banalnie proste! O wiele trudniej czasem się wchodziło, niż schodziło. Przynajmniej, wtedy gdy to on się uczył. Zlustrował kocura wzrokiem, a następnie machnął ogonem. Czy mu się chciało niańczyć dzieciaka? Niezbyt, ale co powie Jeżyna, kiedy odmówi mu pomocy? W końcu ich obowiązkiem było dopilnować, by każdy zwiadowca potrafił wszystko. Przez jakąś chwilę milczał, lustrując kocurka wzrokiem.
— Dobra, ale robię to tylko dla Owocowego Lasu — rzekł, a następnie ruszył do jednego z drzew.
— Kurko, rusz się — rzucił jeszcze do młodszego i przystanął pod drzewem. Zaczekał, aż ten do niego dołączy.
— Bądź ze mną szczery. Boisz się czegoś, jak masz zejść? Nie będę cię oceniać. Słowo. Po prostu chcę wiedzieć, czy masz jakąś blokadę przed tym. Nic więcej — spytał, siadając i wpatrując się w młodzika. Pomimo wszystkiego zdawał sobie sprawę, że każdy odbierał różne rzeczy inaczej. Wiedział, że każdy miał swoje strachy i lęki. On również, ale nigdy o tym nie wspominał.

<Kurko? Czy czegoś się boisz?>

Od Czerwca CD. Guziczka

Miodunka podążała w ich stronę. No tak, umówili się na spacer. Miał z nią szczerze pogadać, ale przez Guziczka było to po prostu niemożliwe. Młody kocurek z pewnością by przeszkadzał w ich rozmowie. Co więcej, mógłby rozpowiedzieć to, czy owo, na lewo i prawo. Oczywiście nie wstydził się tego, że bardzo lubił się z Miodunką. Po prostu wolał poinformować ojca czy matkę osobiście. Plotki zaś docierały do innych zbyt szybko. Być może i nie interesował się tym wcześniej, ale tak właściwie to jeszcze nikt o nim nie plotkował. Zatem te tematy były mu totalnie obce. Niestety Guziczek go nie usłuchał. Ba! Uczeń od razu podbiegł do Miodunki, jakby to jemu zależało najbardziej na tym spotkaniu. Oczywiście Czerwiec wiedział, czemu to zrobił i zupełnie mu się to nie spodobało.— Dziękuję za przedstawienie Czerwca, ale my już się znamy — miauknęła Miodunka nieco wybita z rytmu. Z kolei czekoladowy zwiadowca w końcu odzyskał władzę nad sobą i podszedł do dwójki kotów. Spojrzał Miodunce prosto w oczka. Jego spojrzenie było przepraszające. Nie chciał, by ta czuła się źle przez Guziczka.
— Jeśli tylko Miodunka zechce pójść z nami, to możemy — mruknął cicho w odpowiedzi. Żałował, że nie dane mu będzie wyznać kotce tego, co zamierzał. Miodunka podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się delikatnie, podchodząc bliżej niego.
— Sama nie wiem… — mruknęła z lekkim wahaniem w głosie. Czerwiec westchnął cicho.
— Nic ci się nie stanie, a każdy, kto tylko zechce podnieść na ciebie łapę, skończy z powyrywanymi wąsami. Będziesz bezpieczna Miodunko. Obiecuję — wymruczał pręgus, chwilowo zapominając o obecności Guziczka.
— Obiecujesz? — spytała kotka. Czerwiec skinął łebkiem.
— Tak — odparł zupełnie szczerze.
— W takim razie w porządku. Pójdę z wami — odpowiedziała mu Miodunka. Wibrysy zwiadowcy poruszyły się delikatnie.
— W takim razie w drogę. Aha i Guziczku nie sprawiaj nam problemów, bo natychmiast wrócimy do obozu — poinformował śmiertelnie poważnie najmłodszego z nich.

<Guziczku? Bądź grzeczny, dobrze?>

28 września 2025

Od Czerwca CD. Guziczka

Czerwiec właśnie wracał do obozu z patrolu. Liczył na trochę spokoju. Zresztą chciał się spotkać z Miodunką. Ostatnimi czasy przebywali ze sobą coraz częściej. Czekoladowy z każdym takim spotkaniem pałał do niej mocniejszą przyjaźnią i vice versa. Przynajmniej tak mu się wydawało. Niestety nie doszedł do celu podróży, bo znany mu kociak ponownie zaczął nękać go swoją obecnością. Liczył, że gdy Guziczek zostanie uczniem, to będzie miał mniej czasu, by go nękać. Niestety, przeliczył się. Westchnął bezgłośnie, a następnie spojrzał na młodzika. Ten oczywiście musiał się pochwalić tym, że został uczniem. Przewrócił oczami, a następnie skomentował młodszego. W swojej wypowiedzi nie mógł ominąć tematu psot ucznia. Przyszły zwiadowca, tak? Czy naprawdę będzie musiał znosić tego dzieciaka, gdy ten skończy swój trening? Cóż za los.— Pomarzyć sobie możesz o wspólnym treningu. Od marzeń jeszcze nikt nie umarł — odparował. Nie miał zamiaru niańczyć tego dzieciaka. Zresztą miał własnego ucznia. To mu wystarczyło. — Zresztą mam inne plany na popołudnie i nie mam czasu zabawiać twojej kociej osoby — dodał. Rozmowa z Miodunką była zdecydowanym priorytetem. Potem musiał porozmawiać jeszcze z bratem, bo od księżyców nie zamienił z nim ani jednego słowa. Byli co prawda rodzeństwem, ale w oczach Czerwca, Hiacynt był po prostu słaby. Sam fakt późniejszego mianowania był tego dowodem, nie wspominając już o innych czynnikach. To on był dumą rodziców. To on był tym, który dbał o dobre imię rodziny. To on się przykładał do swoich obowiązków. Nie jasny kocur.
— Zmykaj, dzieciaku — dodał i posłał mu naglące spojrzenie.
— Nie — odpowiedział Guziczek, na co pręgowany zmrużył pomarańczowe ślepia.
— Powiedziałem coś — mruknął chłodno. Niespodziewanie w ich kierunku szła Miodunka. Czerwiec uniósł nieco wzrok. Zastanawiał się, czy kotka kierowała się do nich.

<Guziczku? Zostawisz mnie?>

07 września 2025

Od Czerwca CD. Czajki

— Nie wytrzymam — rzekł do siebie. Naprawdę nie rozumiał tego wszystkiego. Było tu tyle kotów, ale to właśnie jemu pod łapami kręciły się futrzaste, małe kulki. Zawracały mu głowę i rujnowały spokój. Czy on im wyglądał na opiekunkę? Jeśli tak to chyba powinno się je leczyć. Wszak był dla nich obcym kocurem. Zwiadowcą, a przede wszystkim dorosłym członkiem Owocowego Lasu, który miał swoje zadania do wykonania, a także prawo do odpoczynku po ich zrobieniu.
— Czemu? Może dlatego, że wciąż plasujesz się jako kociak nie uczeń czy dorosły kot. Może dlatego, że wciąż brakuje ci odpowiedniego wieku? Może dlatego, że tak jak i reszta twoich żłobkowych kumpli kręcisz się pod łapami innych? Wpadasz na nich? Czy to tak trudno wam zrozumieć? — miauknął dosyć poważnie. Jeszcze trochę i może dojść do tragedii. Kocię mogło się zawieruszyć gdzieś, zostać zdeptane czy cokolwiek innego. Oczywiście takim małym jednostkom trudno to było zrozumieć. Przewidzieć. Cała odpowiedzialność spadała na innych. To było w tym wszystkim najgorsze. Czekoladowy słysząc poruszenie, przeniósł wzrok na Czajkę. Ten uszanowane jego wytyczone granice i rozsiadł się nieco na boku. Przynajmniej nie piszczał i nie błagał o jakieś opowiastki czy zabawy. To było coś zdecydowanie innego. Bardziej znośnego.
— Wydajesz mi się nieco bardziej spokojny niż Guziczek czy Kurka. To całkiem... miła odmiana — mruknął cicho, odwracając głowę ponownie na swoją zdobycz.
— Jadłeś kiedyś pliszkę? — spytał w pewnym momencie. Sam nie był do końca pewien czemu. Być może postanowił zmienić temat? Dać młodemu szansę, a może co innego było przyczyną? Tak czy inaczej, zszedł nieco z tonu.

<Czajko? Łapka na zgodę?>

Od Czerwca CD. Kurki

Kocur po wykonanych obowiązkach natknął się na Czereśnię. Porozmawiał chwilę z ojcem. Tematy właściwie się przeplatały, ale jeden szczególnie. Westchnął cicho, a następnie obrócił się, chcąc odejść. Niestety nie postąpił nawet kroku, kiedy przed nim wyrósł nagle kociak. Czego ten szkrab znowu chciał? Dlaczego czuł się prześladowany przez kocięta? Brzmiało to dosyć komicznie, ale dla samego pręgowanego wcale takie nie było. Odkąd tylko te bachory zaczęły zawracać mu głowę, czuł się strasznie osaczony. Zero swobody. Momentami wytchnienia było powracanie do legowiska zwiadowców. Tam dzieciaki nie miały wstępu.
— Wujku? A skąd ci się to wzięło? — parsknął cicho. Nie przypominał sobie, by się mianował wujkiem Kurki. Miał tylko nadzieję, że inne kocięta tak na niego nie patrzyły, bo krótko mówiąc, miałby przerąbane jak gryzonie w porze polowania.
— Co robię? Wykonuję swoje obowiązki. W przeciwieństwie do ciebie nie mam tyle czasu na zabawy. Zresztą czy ty nie powinieneś być w żłobku? To nie miejsce dla dzieci — dodał po dłuższej chwili. Po czym ruszył przed siebie, wymijając młodszego.
— Wracaj do żłobka — dorzucił jeszcze. Niestety kociak go nie usłuchał. Ruszył za nim, na co Czerwiec lekko się skrzywił.
— Powiedziałem coś tak? Wracaj — mruknął, ale zatrzymał się. Nie chciał, by ten wyleciał za nim z obozu. Nie miał na to nerwów. Zresztą miał swoje problemy, więc niepotrzebne mu były nowe.

<Kurko?>

05 września 2025

Od Czerwca CD. Guziczka

Być może i zatrzymał się aż nazbyt gwałtownie, ale nie spodziewał się towarzystwa młodszego. Czemu te kociaki były takie głupiutkie i lekkomyślne! On będąc młodszym nie odstawiał takich cyrków. Co pokolenie to chyba gorsze w wychowaniu. Ewentualnie zabrakło tu mocnej łapy wychowawczej. Gdyby to on był rodzicem to ten kociak dostałby już dawno po łbie. Niestety miał z nim tyle wspólnego co nic, a niezbyt mu się widziało kłócenie się z Kajzerką.
— Nie rozumiesz? To zadanie miało cię zająć i dać mi szansę wykonać swoje zwiadowcze obowiązki. Zapomniałem jednak, że nie umiesz jeszcze dobrze liczyć — odparował wyraźnie zirytowany. Dlaczego to akurat jemu przypadło pilnowanie kociąt? Nie był ich ojcem, a nawet i rodzeństwem. Był dla nich obcym zwiadowcą, któremu należał się szacunek i spokój. Chyba powinien poważnie porozmawiać z Kajzerką i łaskawie prosić, by bardziej pilnowała tej całej dzieciarni.
— Nie, wracasz do obozu — rzekł czekoladowy. Nie miał ochoty znosić Kajzerkowych moralnych prawień, bo jakiś nieupilnowany bachor sobie zrobił krzywdę. Jednak nim zdołał zareagować ten czmychnął pod jego łapą. Oczywistym jednak było, że Guziczek nie miał najmniejszych szans z Czerwcem. Pręgowany wyskoczył i w parę chwil znalazł się obok, a następnie przed kociakiem. Tym samym zmusił Guziczka do zatrzymania się. Oczywiście ten uderzył w niego bo nie zdołał zahamować. Czerwiec warknął coś pod nosem, a następnie wcale nie delikatnie chwycił młodszego za skórę na karku. Zignorował jego pisk i ruszył w stronę obozu. Jak on nie lubił takich nieznośnych kociaków!

<Guziczku?>

19 sierpnia 2025

Od Czerwca

Kocur już od jakiegoś czasu był zainteresowany pewną kotką. Była od niego młodsza o cztery księżyce i obrała drogę stróża. Być może jego ojciec nie byłby z tego powodu zachwycony, ale pręgowanego niezbyt to interesowało w tym momencie. Chciał się z nią po prostu poznać. Kto powiedział, że to będzie ona? W końcu przyjaciół czy znajomych pysków nigdy za mało. Zwłaszcza że jak na razie to niewiele miał takich kotów. Z drugiej jednak strony nie każdy w oczach zwiadowcy był odpowiedni na tę rolę. W jego gronie bliskich kotów znajdowali się tylko niektórzy w tym rodzina i była mentorka. Zatem nie bardzo czemu się miał dziwić. Westchnął cicho, przeganiając myśli, po czym rozejrzał się po obozie, szukając czekoladowej sierści. Dostrzegł koteczkę siedzącą samotnie na boku. Przypominała mu trochę jego sytuację, chociaż w jego przypadku była ona na własne życzenie.
— No to do dzieła Czerwiec — mruknął cicho do siebie. Zaczął powolny, spokojny marsz w jej stronę. Słyszał bowiem, że była ona dosyć nieśmiała. Zresztą podobnie jak Kruszynka. Mogłyby się w sumie zakolegować, ale to już nie była jego sprawa.
— Cześć Miodunko — przywitał się najspokojniej, jak tylko potrafił. Koteczka uniosła na niego wzrok, wlepiając na chwilę żółte ślipka w te należące do kocura. Zaraz, jednak spuściła nieco wzrok. Z kolei Czerwiec stał, nie do końca wiedząc, co powinien był zrobić. Kiedy już miał odejść, odezwała się młodsza owocniaczka.
— Cześć — mruknęła w odpowiedzi Miodunka. Pręgowany jeszcze przez moment stał naprzeciwko, ale zaraz usiadł obok kotki. Zachował jednak odległość. Przez kilka chwil, które dłużyły się Czerwcowi w nieskończoność, milczeli. Zastanawiał się, od czego zacząć. Od samopoczucia? Tego, co lubiła? Czy może jak jej się wiodło jako stróż?
— Jak się czujesz? Wszystko w porządku? — Głos kocura przełamał ciszę. Od czegoś przecież musiał zacząć.
— Tak, w porządku, a jak u ciebie? — zwróciła się do niego czekoladka. Kocur na chwilę zamilkł, a następnie westchnął.
— Tak, przynajmniej kiedy kocięta mnie nie męczą wujkowaniem — odparł i nieco się skrzywił, na co Miodunka się delikatnie uśmiechnęła.
— Maluchy cię lubią. Być może jesteś lub będziesz dla nich autorytetem. Kto wie — odparła łagodnie. Kocur się zamyślił. Autorytet? Sam szukał kogoś takiego, jak był kociakiem. Nawet teraz tą zaszczytną rolę miał jego ojciec Czereśnia. Czyżby zapomniał o tym? Chociaż niańczenie kociąt szczególnie tak nieznośnych było bardzo męczące. Jeden raz wyszedł z nim poza obóz bez jego przyzwolenia. Gdyby nie zareagował na tyle szybko, mogłoby być nieciekawie. Nie chciał mieć na pieńku z jego opiekunką.
— Tak sądzisz? A może robią mi zwyczajnie na złość? — zastanowił się na głos. Nie mógł przecież tego wykluczyć, gdyż nie od razu poświęcał im jakąkolwiek uwagę.
— Sama nie wiem, ale to prawdopodobne — miauknęła, a Czerwiec spuścił wzrok na łapy. Oczywiście fajnie by było być czyimś autorytetem. Jednak na razie jego fani byli naprawdę mali i irytujący.
— Dziękuję. Powiedz mi, co lubisz robić, albo zbierać? — zmienił temat, nie chcąc tracić czasu na tamten temat. Miodunka i tak mu pomogła spojrzeć na to z nieco innej strony.
— Lubię rozmawiać z innymi. To naprawdę fajne zajęcie. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy czy po prostu z kimś pobyć. Zbieram natomiast piórka — rzekła w odpowiedzi. Na wzmiankę o piórach żółte ślepia zwiadowcy zalśniły.
— Naprawdę kolekcjonujesz piórka?
— T..tak — przyznała mu się niechętnie, ale kocur się uśmiechnął.
— Ja też zbieram przedmioty. W swojej kolekcji mam piórka, kamienie, gałązki i wiele innych ciekawych rzeczy. Mogę ci kiedyś pokazać — rzucił energicznie. Miał nadzieję, że ta się zgodzi.
— Pewnie, chętnie zobaczę twoje zbiory — odpowiedziała żółtooka.
— Cieszę się — wymruczał czekolad. Czas mijał, a oni rozmawiali o wielu rzeczach. Nawet nie zauważyli, kiedy się ściemniło.
— Miło się rozmawia, ale chyba czas odpocząć. Jeśli będziesz chciała zobaczyć kolekcję, daj mi po prostu znać. Dobranoc — miauknął, podnosząc się.
— Dzięki, tobie też — rzekła, a następnie oba koty poszły do swoich legowisk. Czerwiec ułożył się na posłaniu. Ostatni raz rzucił okiem na kolekcję, a następnie zwinął się i zasnął.

14 sierpnia 2025

Od Czerwca CD. Guziczka

Obserwował znużonym nieco poirytowanym spojrzeniem Guziczka. Liczył, że ten sobie odpuści. Niestety Wszechmatka najwyraźniej miała wobec niego inne plany, ponieważ kociak faktycznie rozpoczął zadanie. Czerwiec naliczył okrążenia i zabrakło smarkaczowi ośmiu, więc był w połowie i myślał, że skończył. Czerwiec uśmiechnął się chytrze.
— Zabrakło ci ośmiu. Zrób je. Wtedy pogadamy o następnej próbie.
Młodszy z początku nie wyglądał na zachwyconego. Ostatecznie jednak się za to zabrał. Czekoladowy chwilę stał, spoglądając na ruchy drugiego. Ten był tak pochłonięty zadaniem, że nie skupiał się na zwiadowcy. Kocur wykorzystał to, by cichcem oddalić się. Kierował się właśnie do wyjścia kiedy to zatrzymał się przed nim Czereśnia. Żółtooki jęknął cicho w duchu. Dlaczego akurat teraz, gdy chciał uciec, jego ojciec postanowił zawrócić mu głowę?
— Gdzie się wybierasz, synu? — rzekł tamten. Pręgowany wbił w niego swój wzrok. Nie mógł mu przecież powiedzieć, że chciał uciec przed malutkim kociakiem, bo zostałby wyśmiany przez starszego. Taki duży, a boi się jakiegoś dzieciaka? Co prawda nie bał się samego Guziczka, a raczej był zmęczony niańczeniem kolejnego kociaka. Miał przecież już do czynienia z Kurką.
— Chciałem się przewietrzyć. Przemyśleć nieco spraw — wyjaśnił pospiesznie. Ojciec zmierzył go wzrokiem, ale w końcu wzruszył barkami i odszedł. Pręgowany nawet nie odprowadził rodzica wzrokiem. Po prostu skierował się do wyjścia, ale wtedy usłyszał za sobą niezgrabny marsz kocięcia.
— No nie. To znowu on? — mruknął do siebie, przyspieszając kroku. Przecież nie wyjdzie poza obóz prawda? Nie był na tyle głupi. Bardzo chciał w to wierzyć.

<Guziczku?>

13 sierpnia 2025

Od Czerwca CD. Guziczka

Znów jego spokój został zakłócony przez kolejnego smarkacza. Co on miał z tymi kociętami? To kolejny taki w przeciągu ostatnich kilku dni. Co zabawne wcześniej nie miał z tym żadnego problemu, a odkąd został zwiadowcą te mysie móżdżki do niego lgnęły. Jedyny spokój miał tylko wtedy, gdy był poza obozem lub w swoim legowisku. Jednak tak nie dało się żyć, bo nawet w spokoju nie mógł niczego zjeść. Czy on wyglądał im wszystkim na niańkę? Miał być dumnym, budzącym respekt kocurem, a zamiast tego przy kociakach wyglądał tak... niepoważnie!
— Bo jesteś tylko małym, bezbronnym kociaczkiem, który powinien grzecznie siedzieć w żłobku na zadku i nie pałętać się bardziej doświadczonym pod łapami — odparował. Miał serdecznie dosyć towarzystwa tych małych kuleczek. Gdy był kociakiem, zachowywał się niebo lepiej od każdego z nich! Przynajmniej tego się trzymał. Nieważne, że zniszczył posłanie Jeżyny, był niegrzeczny wobec pewnej kotki i też miewał swoje podróże. To wymazał z pamięci. Wolał wersję, gdzie tego nie było.
— No już, wracaj do siebie. W podskokach jak zajączek. Hop! Hop! — rzekł jeszcze, a następnie, nie oglądając się za siebie, ruszył do wyjścia. Właśnie miał opuścić obóz, kiedy to poczuł jak coś w niego uderza. Zatrzymał się gwałtownie i zerknął za siebie. Guziczek stał za nim. Skąd w tych bachorach tyle determinacji, by utrudniać mu życie na każdym etapie?
— Powiedziałem coś. Masz problem ze słuchem? — warknął.
— Chcę poćwiczyć z tobą — rzekł młodszy z dziecinną stanowczością. Czerwiec przyjrzał mu się.
— Ze mną? Ktoś taki jak ty chce ze mną ćwiczyć? Haha! Niezły żart, dzieciaku! — wyrzucił z siebie, śmiejąc się z jego słów.
— To nie był żart — odparł tamten wyraźnie niezadowolony. Zwiadowca podejrzewał, że ten go nie zostawi w spokoju. Potrzebował go czymś zająć.
— Chodź, marudo — fuknął pręgowany i nie czekając na Guziczka, odwrócił się. Skierował swoje łapy bliżej żłobka. Zaraz też wynalazł kamień. Położył go na środku.
— Twoje pierwsze zadanie to okrążenie tego kamienia szesnaście razy bez zatrzymania się i marudzenia — rzekł chłodno. Miał nadzieję, że to zniechęci Guziczka do dalszego zawracania mu głowy i spowoduje, że ten wróci do żłobka. W końcu jaki kociak chciał robić jedno zadanie przez tyle czasu. Co, więcej to przekraczało jego możliwości i Czerwiec domyślał się, że przy maksymalnie czwartym tamten odpadnie.

<Guziczku?>

Od Czerwca CD. Kurki

Spoglądał na kociaka z wyraźnym grymasem na pyszczku. Jego żółte oczy lśniły niebezpiecznie w świetle. Sam Czerwiec miał serdecznie dosyć towarzystwa małego Kurki. Chciał zająć się swoimi rzeczami, a nie niańczyć bachora. Ten jednak się nie poddawał i cały czas stał mu na drodze. Czekoladowy położył delikatnie uszy po sobie. Czy ten maluch naprawdę nie miał niczego innego do roboty? Mógł przecież pomęczyć rodzeństwo. Chyba że miał z nim podobny problem, co sam zwiadowca. Hiacynt odkąd tylko pamiętał, nie był najlepszym kompanem do zabawy ani teraz, ani nigdy. Nic, tylko by spał. Nawet teraz obijał się i wałęsał po obozie jako uczeń. Czereśnia na pewno był nim zawiedziony. Zresztą tak, jak sam Czerwiec. Wstyd mu było mieć w rodzinie takiego lenia, jakim był point.
— Huh? — wyrwało mu się, gdy młodszy położył przed nim niebieski kamyczek. Prezent? Dla niego? Z jakiej to niby okazji? Fajny? On i fajny? W oczach tego malca powinien być zagrożeniem i kimś poważnym, a nie kotem do pogawędki. Chciał już coś odwarknąć, ale ów podarek mu to uniemożliwiał. Nie miał wręcz serca, by odrzucić jego prezent. Zresztą nie chciał wysłuchiwać płaczu Kurki. Nie miał na to ochoty ani sił.
— Cóż… za ten kamyczek to może i mogę ci się przedstawić — zaczął cicho. Po czym usiadł na boku, biorąc przedmiot w pysk. Wskazał ogonem miejsce obok siebie. Po czym ułożył kamyk niedaleko swoich łap. Kocurek ku jego zaskoczeniu usiadł zbyt blisko niego jak na gust starszego. Westchnął cicho.
— Na imię mi Czerwiec. Jestem zwiadowcą Owocowego Lasu od, tak naprawdę, niedawna. Jednak to nie zmienia faktu, że zasłużenie znajduję się w tym miejscu, co jestem teraz — zaczął. Przymknął na moment oczy, a kiedy znów spojrzał na Kurkę, jego wzrok jakby nieco złagodniał, chociaż wciąż zawierał ostrość i dumę.
— Tak, bycie zwiadowcą jest naprawdę cudownym uczuciem. Szczególnie po trudnym szkoleniu z moją mentorką — wytłumaczył chłodno, a gdy ten zapytał o to, czy go czegoś nauczy, Czerwiec przez chwilę milczał.
— Jeśli się wykażesz, to może sobie zasłużysz na prywatną lekcję ze wschodzącym księżycem Owocowego Lasu, czyli mną — odpowiedział tajemniczym nieco figlarnym głosem.

<Kurko?>

12 sierpnia 2025

Od Czerwca Do Czajki

Zwiadowca niedawno wrócił z patrolu na, którym dane mu było być. Mógł uznać go za udany. Zbliżył się do stosu ze zwierzyną i wziął niewielkiego stworka jako jego posiłek. Usiadł gdzieś z boczku. Jednak nie zaczął jeść od razy, gdyż starał się wypatrzeć w tłumie znane mu futro Figi. Śledził żółtym spojrzeniem każdą sylwetkę, ale nie potrafił dostrzec tych charakterystycznych zielonych oczu. Westchnął cicho. Ugryzł kęs zwierzyny, kiedy to mignęła mu znana sierść. Figa. Oczka mu błysnęły, ale nim w ogóle zdołał się podnieść coś lub raczej ktoś, uderzył w jego bok. Czekoladowy przeniósł spojrzenie na futrzastą kulkę.— Uważaj, jak leziesz — warknął niezadowolony. On chyba przyciągał kocięta, chociaż nie miał do nich cierpliwości. Męczyła go ich obecność. — Zjeżdżaj młody — dodał jeszcze, a następnie znów spojrzał w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą była czekoladowa sierść. Niestety kocicy już nie było. Szlag, by to trafił.
— Co tu robisz? — rzucił kąśliwie, odsuwając się nieco od Czajki. Nie uraczył go jednak ani jednym spojrzeniem.
— Zwiedzam — usłyszał w odpowiedzi. Kolejny, który myślał, że wszędzie mógł się pałętać.
— Zwiedzać to ty możesz co najwyżej żłobek, a nie obóz. Wracaj do matki — dodał ostrzej, niż zamierzał, a następnie odsunął się od kociaka bardziej, zagarniając swój posiłek bliżej siebie. Był wyraźnie niezadowolony z sytuacji. Jakim prawem ten bachor mu przeszkodził w planach? Do tego kręcił się tak beztrosko poza żłobkiem. Czy naprawdę matki, czy ojcowie nie potrafili przypilnować tych mysich futer? Nic tylko pałętały się pod łapami dorosłych kotów i przeszkadzały.

<Czajko?>