Pręgus po skończonym treningu z uczniem, rozejrzał się po obozie. Wśród pobratymców szukał wzrokiem jasnej sylwetki. Dziś chciał jej powiedzieć, co czuje. Zamierzał jej wyznać swoje uczucia. Wręczyć Smugę, czyli kamień, który znalazł jeszcze za czasów ucznia. Przedmiot ten obiecał przed samym sobą wręczyć temu jedynemu i wyjątkowemu kotu. Smuga czekał kilka księżyców i był pielęgnowany najbardziej ze wszystkich jego rzeczy. Darzył go prawdziwym uwielbieniem, przelewając same pozytywne emocje, naiwnie wierząc, że dadzą w przyszłości siłę jego przyszłej połówce. Był on dla niego naprawdę ważny, ale właśnie dlatego pragnął go ofiarować komuś jeszcze bardziej cudownemu. Tym kimś była…— Miodunko! — miauknął, gdy dostrzegł czekoladową, a następnie pognał w jej stronę. Koteczka zatrzymała się i uśmiechnęła do niego, tak jak to robiła zawsze. Wyglądała wręcz uroczo, a jej żółte oczka przypominały mu promienie słońca w ciepłe dni.
— Witaj Czerwcu — przywitała się z nim. Żółtooki zatrzymał się tuż przed nią. Przez kilka chwil patrzyli sobie w oczy. Jednak Czerwiec wiedział, że nie mógł dłużej zwlekać. Nie było to coś, co przychodziło mu łatwo. Nigdy wcześniej nawet nie myślał, że przyjdzie na to pora. Dość często powątpiewał, że kiedykolwiek do tego miałoby dojść. Dziś jednak to się miało spełnić. Miał nadzieję dodać do swojego życia nowy płomień. Iskrę dającą jeszcze więcej sił. Czy jego ojciec też się tak denerwował? Czy w ogóle przechodził to, co on? Jego mama tak naprawdę nigdy mu nie mówiła jakie relacje miała z Czereśnią. Zatem trudno mu było odpowiedzieć sobie na to pytanie. Z Hiacyntem natomiast nie rozmawiał na takie tematy. Ba! On w ogóle praktycznie z nim nie rozmawiał. Może i to powinien był zmienić? Być może właśnie tak zrobi. Jednak teraz miał zupełnie inny cel. Zadanie, a jednocześnie obietnicę do złożenia.
— Czy możemy się przejść? — zapytał kotki. Ton jego głosu zdradzał, że było to dla niego naprawdę bardzo ważne.
— Oczywiście — odparła po chwili kotka, na co Czerwiec delikatnie się spiął. Więc teraz nie miał już wyjścia. Oczywiście nie zamierzał jej brać zbyt daleko. Wciąż w głowie miał, że ta niedawno była u medyka. Jednak pragnął nieco prywatności. Wiedział, że w centrum obozu stresowałby się jeszcze bardziej. Wiedział, że było tu wiele uszu i oczu, które wolał wykluczyć. W końcu, gdyby Miodunka nie odwzajemniła jego uczuć, a on dostałby kosza, to trudniej by mu było się po tym pozbierać. Przynajmniej tak myślał.
— Dziękuję — wymruczał w odpowiedzi, a następnie oba koty opuściły obóz. Czerwiec prowadził. Kierował swoje kroki w stronę Owocowego Lasku. Cały czas pozostawał czujny. Nie chciał i nie mógł pozwolić, by cokolwiek ich zaskoczyło. Przez całą drogę milczeli. Jednak to nie była cisza niezręczna, a bardziej przyjemna. Wszak dość często siadali koło siebie w milczeniu, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem. Dlaczego, więc teraz miało być inaczej? Po kilku uderzeniach serca dotarli do celu.
— Usiądźmy, Miodunko — zwrócił się do kotki. Po czym zajął miejsce i poklepał delikatnie fragment obok siebie. Kotka nie czekając zbyt długo, przysiadła się. Ich futra stykały się ze sobą, dzięki czemu było nieco cieplej. Oba koty bowiem miały krótką sierść.
— Wiesz, czemu cię tu zabrałem? — spytał kocur, ale zaraz zdał sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Skąd miałaby wiedzieć?
— Chciałeś ze mną pogadać, mam rację? — mruknęła cicho kocica. Czerwiec przeniósł na nią zaskoczony wzrok. Jednak zaraz się lekko uśmiechnął.
— Tak — padła jego odpowiedź, a po niej chwilowa cisza. Zwiadowca położył przed nimi czarno biały kamień. Miodunka przyjrzała mu się, a potem spojrzała na Czerwca.
— Pamiętasz ten kamień? Pokazywałem ci go, gdy poznawałaś moją kolekcję — zaczął cicho. Miodunka skinęła lekko łebkiem.
— Tak, mówiłeś, jak ważny jest dla ciebie — wyznała niemalże od razu. Kocur powoli pokiwał łebkiem.
— Tak, ale nigdy nie opowiadałem ci o nim dogłębniej, prawda? — kontynuował, a gdy kotka przytaknęła, Czerwiec podsunął go nieco bliżej Miodunki.
— Nazywa się Smuga i znalazłem go podczas mojego treningu z Figą. Zakochałem się w nim od razu. Był taki inny od reszty. Piękny i wyjątkowy. Nie jakiś szary czy niebieski, a właśnie czarny z białą smugą, po której zresztą otrzymał swoje imię. Dałem go mojej mentorce do popilnowania, a sam zacząłem ćwiczyć pozycję łowiecką. Jednak po powrocie do obozu zapomniałem o nim i Figa też, przez co nie trafił od razu do mojej kolekcji. Kiedy się zorientowałem, zacząłem go szukać. Spytałem nawet mentorki czy go widziała, a ona powiedziała mi, iż się zgubił. To był pierwszy raz, gdy się popłakałem — rzekł, unosząc pysk w stronę nieba. Ach, te wspomnienia.
— Jednak znalazł się. Byłem wtedy najszczęśliwszy na świecie — dokończył, a następnie przeniósł wzrok na Miodunkę. Słuchała go, delikatnie się uśmiechając.
— Cieszę się, że się odnalazł — wymruczała ciepło. Z kolei Czerwiec, wstał i stanął tuż przed nią.
— Wiesz co wtedy sobie i mu obiecałem? — zapytał, wskazując na Smugę. Koteczka pokiwała przecząco główką.
— Nie, ale chętnie usłyszę. O ile możesz i chcesz mi to powiedzieć — rzekła szczerze.
— Oczywiście, że chcę. Właśnie po to tu jesteśmy — rzekł przyciszonym i nieco zestresowanym głosem. Wiedział, co właśnie nadeszło.
— Obiecałem nam, że zadbam o niego tak dobrze, jak tylko będę umieć. Dałem nam słowo, że zostanie on dany kotu, któremu pragnę oddać całe serce — rzekł ciepłym nieco drżącym głosem.
— Chcesz mi powiedzieć, że… — mruknęła Miodunka, która domyślała się, co miało się zdarzyć. Zdradzały to jej oczy, które wyrażały pewne emocje, jakich Czerwiec jeszcze u niej nie widział.
— Tak, chcę ci go podarować. Chcę oddać ci serce. Chcę być twoim obrońcą, wsparciem. Pragnę tego z całego serca. Odkąd tylko cię lepiej poznałem, dawałaś mi to, czego wcześniej nie zaznałem. Pomimo mojego charakteru, podejścia ty zawsze starałaś się mnie wspierać. Pomogłaś mi nieco inaczej spojrzeć na niektóre kwestie. Inaczej spojrzeć na świat. Dostrzec urok każdej nawet najmniejszej rzeczy. Pokazałaś mi tak wiele — wyrzucił z siebie zupełnie szczerze. W jego tonie było ciepło, serdeczność, ale i stres czy zdenerwowanie. Takiej mieszanki Czerwiec jeszcze nigdy nie czuł. Było to dla niego coś nowego – dziwnego, a jednocześnie motywującego do działania. Nie spuszczał z niej wzroku, a Smuga wcześniej ułożony na boku, teraz umiejscowiony niemalże pod łapami kotki. Serce Czerwca waliło jak szalone. Kocur miał wrażenie, że przez to spłoszył całą możliwą zwierzynę. W powietrzu przez jakiś czas unosiła się cisza. Tym razem jednak była ona tak męcząca, jak po najtrudniejszym biegu. Była ciężarem, deszczem moczącym mu futro i przygniatającym do ziemi. Pierwszy raz tak bardzo się bał. Lęk przed odrzuceniem doprowadził nawet do lekkiego drżenia łap. Kocur czuł, jak poduszki łap pomimo pokojowej temperatury się pocą.
— Wiesz, Czerwiec… — zaczęła Miodunka, przenosząc swoje spojrzenie na pysk kocura.
— Ja również chciałabym oddać ci moje serce. Chciałabym móc być z tobą i zawsze cię wspierać. Chciałabym, byśmy mogli resztę życia przeżyć razem. Zależy mi na tobie — wymruczała ciepło, a następnie sięgnęła łapą po Smugę i przysunęła naprawdę blisko siebie. Spojrzała na Czerwca, któremu oczy lśniły teraz jak dwie gwiazdy.
— Miodunko — westchnął zwiadowca, a następnie podszedł do kotki. Otarł się o nią czule, a następnie liznął w pyszczek.
— Miodunko, kocham cię. Czy zostaniesz moim sercem? — spytał, chcąc się upewnić, że nie był to sen. Koteczka uśmiechnęła się czule.
— A ty zostaniesz moim? — zwróciła się do niego Miodunka, na co kocur skinął łebkiem.
— Oczywiście, zawsze będę dla ciebie i z tobą promyczku — wyszeptał ciepło. Kotka rozpromieniła się i liznęła w polik.
— Kocham cię, Czerwiec. Całą duszą — wymruczała cicho, a następnie oba koty przytuliły się do siebie. Stali tak przez dłuższy czas, nim postanowili wrócić do obozu. Wyszli z niego jako przyjaciele, a wrócili, będąc sobie partnerami. Od tego momentu ich serca zaczęły bić tym samym rytmem.