Przeszłość
Kocur doskonale pamiętał rozmowę z poprzedniego dnia. Czajka nie był sobą, a mimo to unikał powiedzenia mu, o co chodziło. Może i Czerwiec by się tym nie zainteresował, gdyby nie to, że wpływało to źle na treningi i zdrowie ucznia. Nie potrzebowali opóźnień. Nie mógł zawieść Owocowego Lasu. Nie wybaczyłby sobie tego. Wszak społeczność ta była dla niego ważna. Pragnął zapisać się w jej historii tylko w dobry sposób. Trening Czajki był jednym z kroków, mogących go przybliżyć do tego celu. Nadal miał młodszemu za złe, że ten nawet nie poczekał na jego wypowiedź. Poczuł się zignorowany i znieważony. W końcu, od kiedy uczeń tak po prostu mógł sobie odejść? Mógł tak robić względem rówieśników, ale starszym? Starszym należał się szacunek. Co z tego, że sam, gdy uczył się pod czujnym okiem Figi, często tego nie przestrzegał. W tym momencie jednak wymagał, by pozwolono mu na wypowiedzenie się w każdej kwestii. Zamierzał dziś pogadać o tym wszystkim z ciemnym uczniem. Kiedy skierował się do legowiska uczniów, dostrzegł znaną mu sylwetkę Czajki. Kocur właśnie opuszczał w pośpiechu obóz. Oczywiście nie powinien tego robić, więc zwiadowca jako świecący przykładem mentor ruszył za młodszym. Nadążenie za przyszłym zwiadowcą nie było niczym trudnym. Oczywiście w międzyczasie próbował zwrócić na siebie uwagę ucznia, ale ten zdawał się go nie zauważać lub go ignorował. Jeśli to drugie, to młodziak miał jeszcze większy problem. Choć bez względu na wszystko, kara i tak go czekała. Uczniom wszak nie wolno było samotnie wychodzić i Czerwiec jakoś potrafił się tego trzymać. Zero dyscypliny ze strony opiekunów. Gdyby to on był ojcem, sprawa wyglądałaby kompletnie inaczej. Mógł być wdzięczny za to zarówno matce, jak i ojcu. Przyłożyli się do jego dobrego wychowania. Pominął w tym wszystkim parę innych rzeczy, uznając je za mało istotne. Wracając jednak do obecnej sytuacji, wyglądało na to, że kolejnego ucznia trzeba będzie potraktować podobnie jak Guziczka. Dlaczego te dzieciaki były takie lekkomyślne i nieodpowiedzialne? Gdziekolwiek Czajka się nie kierował, Czerwiec niczym cień nie odstępował go ani na krok. Próbował go jakkolwiek złapać, ale młodszy wykonywał jakieś nieobliczalne ruchy. Zupełnie jak w jakimś amoku. W pewnej chwili Czajka znalazł się na gałęzi. W tym stanie łatwo było o wypadek. Z kolei Czerwiec nie miał zamiaru skończyć jako morderca lub wspólnik Czajki w próbie szaleńczego skakania w powietrzu. Podążył więc za nim. Na szczęście tutaj były w miarę gęste gałęzie. Czerwiec odbił się od gałęzi i doskoczył do Czajki w ostatniej chwili, chwytając go zębami za kark. Zdusił jęk, gdy młodszy pociągnął go gwałtownie w dół. Może Czajka był młodszy, ale prędkość zrobiła swoje. Zaparł się o gałąź pazurami i chyba tylko cudem ta się nie złamała pod ich ciężarem. Kocur przez chwilę zamarł w takiej pozycji. Wszystko na moment ucichło, zostawiając pręgowanego z szaleńczo bijącym sercem i lekkim bólem w jednej z łap. Dopiero po kilku sekundach czas ponownie ruszył, a on zeskoczył na ziemię, krzywiąc się na moment. Wypuścił Czajkę z pyska, a sam po prostu padł na podłoże. Starał się uspokoić oddech, a gdy doszedł nieco do siebie, podniósł się na łapy.
— Co ty sobie wyobrażałeś?! Chciałeś zginąć?! — wykrzyczał wyraźnie zdenerwowany. Gdyby tylko ktoś przyjrzał się bliżej, dostrzegłby załzawione ślepia. Chyba jeszcze nigdy aż tak się nie przeraził, jak w tym momencie.
<Czajko? Coś ty sobie myślał?>
[538 słów]
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz