Na jej pysk najpierw wstąpiło zaskoczenie, a później zmieszanie. Zamrugała powoli. Co… Po co? Po jakiego grzyba opowiadał jej historię o swoim pierwszym zakochaniu?
Ugryzła się w język, aby w odpowiedzi nie palnąć byle czego, co pierwsze przyjdzie jej na myśl. Co ona w ogóle miała mu odpowiedzieć? Nie wiedziała nawet, co ma sobie o tym myśleć. Trochę psuło jej to wizję bycia tą pierwszą… Tą jedyną. Tą wyjątkową. Nie chciała być zazdrosna – nie miała o co – ale jakoś ją to… Zawiodło. Ona wcześniej nikogo nie miała; zawsze uważała, że jeżeli się już kogoś kocha, to na całe życie. Tylko raz. Ale… Ale może nie każdy tak miał.
Westchnęła cicho.
— Nadal jesteś mysim móżdżkiem — miauknęła po chwili, ponownie opierając głowę o skałę. Szałwiowe Serce, czegokolwiek się spodziewał, nie był na takie słowa przygotowany… Zmrużyła ślipię. Chyba powinna być trochę bardziej poważna. — Nie no, ale na serio… To dziękuję, że mi o tym mówisz.
***
Jej ogon przesuwał się po kamiennej posadzce, raz w prawo, raz w lewo. Promienna Łapa krążyła dookoła niej, popychając łapami jakiś drobny kamyk; wcale nie wydawała się zmęczona treningiem, a jazgot uchodzący z jej pyska obijał się o uszy niebieskiej. Mało co rozumiała… Młodsza zdawała się gadać bez przerwy, biegać bez przerwy, i Klan Gwiazdy wie co jeszcze.
— Co jutro? Co będziemy robić?
Wystawiła do przodu łapę, tuż na trasę uczennicy, zmuszając ją do zatrzymania się.
— Jak się nie uspokoisz, to nic nie będziemy robić — miauknęła, jednak kąciki jej pyska uniosły się lekko. Promyk podniosła wzrok znad swojej zabawki. — Rano wyjdziemy na patrol, a po południu mogę zabrać cię na polowanie. Pasuje?
Szylkretka pokiwała szybko głową, uśmiechając się w stronę “ciotki”.
— Pasuje!
Z tymi słowy chwyciła kamyk między zęby i oddaliła się w kierunku jaskini, w której znajdowało się legowisko uczniów. Już po chwili zniknęła w środku, wciągnięta w rozmowę z Tawułową Łapą.
Wojowniczka ziewnęła i podniosła się na łapy. Ona też z chęcią wczołgałaby się na swoje posłanie; może na Promyk treningi nie robiły wrażenia, ale ona zdecydowanie odczuwała zmęczenie, spowodowane dodatkowymi obowiązkami. W końcu bieganie w tę i z powrotem po terenach klanów o trzech łapach takie łatwe nie było. Jednak sen musiał jeszcze trochę poczekać – miała jeszcze tego wieczoru pewne plany… Z pewnym kimś.
Zbliżyła się do wodospadu, mierząc wzrokiem siedzącą na warcie Kukułczy Wdzięk. Zachodzące słońce raziło ją w oko, ale podejrzliwy wyraz twarzy liliowej nie umknął jej uwadze. Normalnie celowała by w moment, kiedy przy wyjściu nikogo by nie było, ale młodsza brała swoje zadanie bardzo poważnie i nie oddaliła się z tamtąd już od jakiegoś czasu.
— Źródlana Łuno, gdzie się wybierasz? — głos Kukułki, przesadnie przesłodzony, od zawsze działał jej na nerwy. — Robi się już późno.
Przystanęła przed kotką i zwróciła w jej stronę pysk.
— Na spacer, może zapolować — odmiauknęła.
Liliowa uniosła brew, ale nie wtrąciła już niczego. Po grzbiecie Łuny przeszedł dreszcz; zanim jednak zdążyła zniknąć za wodospadem, usłyszała kolejny, znajomy głos… Mirtowe Lśnienie wyszedł z naprzeciwka w towarzystwie Pchełkowego Skoku. Zmarszczyła nos z niezadowoleniem. Czy nic nie zamierzało jej dzisiaj iść na łapę?
Rudy, zauważywszy siostrę, przerwał rozmowę z wojowniczką i zatrzymał się.
— A ty gdzie się wybierasz?
— Nie twój interes — mruknęła, strzepując ogonem.
Ślipia Blasku zmrużyły się.
— Promienna Łapa jeszcze Cię nie wymęczyła?
Nie odpowiedziała. Posłała bratu ostatnie spojrzenie i wyminęła go, wychodząc z obozu na skalną ścieżkę. Pewnie powinna być milsza… Pewnie powinna nie mieć mu złe faktu, że wtyka nos w nie swoje sprawy. W końcu to ona robiła coś wbrew zasadom, nie on.
Poduszki jej łap dotknęły powoli stygnącego piasku. Rozejrzała się po okolicy, nie widząc żadnej żywej duszy; słyszała jedynie szum morza i skrzek ptaków przelatujących wysoko nad jej głową.
Przysiadła na plaży, wbijając wzrok w wodę. Być może przyszła trochę za wcześnie… Ostatnie promienie słońca odbijały się od fal, a pomarańcz na niebie powoli ustępował miejsca ciemnej, granatowej barwie. Przesunęła łapą po piasku. Zahaczyła pazurem o coś więcej, niż jakiś drobny kamyk; zaintrygowana rozgarnęła piach i już po chwili wyciągnęła z pomiędzy jego ziaren jasną, lśniącą muszelkę. Kąciki jej pyska uniosły się lekko. Lubiła błyskotki, jak każda inna dama… Może powinna ją dać Promiennej Łapie? Młoda chyba miała kolekcję takich przeróżnych rzeczy. Albo komuś innemu?
Zajęta własnymi myślami, nie usłyszała odgłosu zbliżających się kroków. Dopiero dotyk na jej uchu przywołał ją do rzeczywistości – sierść na jej karku nastroszyła się, a ona sama odskoczyła w bok.
— Szałwiowe Serce! — syknęła, odwracając pysk w stronę kocura. — Mówiłam, że masz przestać to robić!
Wojownik spoglądał na nią spod przymrużonych powiek, kąciki jego pyska uniesione w uśmiechu. Prychnęła z udawanym oburzeniem i wygładziła futro.
— Ciebie też miło widzieć — zamruczał.
Wywróciła okiem, ale nie protestowała, gdy nos pointa dotknął jej policzka. Poklepała miejsce obok siebie końcówką ogona. Po paru uderzeniach serca przycisnęła swój bok do tego partnera i oparła o niego głowę.
— Coś ciekawego u ciebie?
Ponownie chwyciła muszelkę między łapy. Wzruszyła barkami, wbijając spojrzenie w horyzont.
— Niezbyt — miauknęła, uśmiechając się. Po chwili jednak jej mina nieco zrzedła. — Mój brat nadal się mnie czepia. Pewnie będzie jeszcze gorzej, jak wrócę dzisiaj do obozu… Wie, że nie mówię mu prawdy. Nigdy nie byłam dobra w kłamaniu — westchnęła. Jej uszy opadły do tyłu. Nie lubiła kłócić się z Blaskiem, nie lubiła tego, na jaką drogę zeszła ich relacja. — Nie lubię wciskać mu ciągle tych samych wymówek, ani wynajdywać nowych. Czuję, że prędzej czy później mnie przejrzy. Powiem jedno nie to słowo, wyjdę późno z obozu o jeden raz za dużo… Czemu to musi być takie skomplikowane?
Jej gardło ścisnęło się nieco. Już od paru wschodów słońca cała ta sytuacja, jak i nowo znalezione… Rozwiązanie, ciążyły jej w sercu. Ale nie mogła mu powiedzieć o Niesfornej Łapie i jej planie, prawda? Gdy tak myślała o tym w retrospekcji, cały ten pomysł wydawał się jej idiotyczny. Powinna się tego wstydzić. Przycisnęła ogon ciaśniej do swojego boku. A może jednak powinien o tym wiedzieć? Gdyby znalazła się na jego miejscu, na pewno chciałaby, aby jej to powiedział. Jednak zacisnęła zęby na języku i nie pozwoliła sobie powiedzieć ani słowa na ten temat. Nie będzie mu gadać o takich głupotach…
<Szałwiowe Serce?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz