BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa x Słodki Kwiatuszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Łapa x Słodki Kwiatuszek. Pokaż wszystkie posty

06 października 2022

Od Słodkiego Kwiatuszka cd Róży (Różanej Łapy)

Jak dla niego była właśnie takim głupim kocięciem. Jej zachowanie na to jasno wskazywało. Uważała się niby za kogoś dojrzałego? Chyba w snach! Akurat wiedział co mówił, bo znał wielu dorosłych, którzy nie mieli takiego niskiego intelektu co ona. Powinna zejść na ziemię. Im szybciej, tym lepiej. 
— Skoro nie jesteś, to czemu mówisz mi o swoich przekonaniach? To też informacja, która może cię pogrążyć. A skoro nie boisz się kocurów, bo jesteśmy niżej od ciebie, wielkiej i wspaniałej kotki, to co stoi na przeszkodzie, byś opowiedziała o swoim stosunku do lidera? Przecież to kocur. Szanujesz go?
Ciekawiło go to z jednego, prostego powodu. Chciał dowiedzieć się, co ten dzieciak myślał o liderze i go wkopać. Tak. Było to chamskie zagranie, ale ledwo kontrolował się, by nie wbić pazurów w jej pysk. A skoro on nie mógł jej skrzywdzić, to mógł posłużyć się do tego kimś innym. Jak dla niego brzmiało to na plan idealny. 
— Nie, nie szanuje — powiedziała wprost.
Nie spodziewał się tak prosto zdobytej odpowiedzi. Przypadkiem nie wspominała wcześniej, że nie jest głupim kocięciem? Właśnie temu zaprzeczyła, tak łatwo mu ulegając. Skoro już mu się udało nieco ją pociągnąć za język, postanowił to kontynuować. 
— A dlaczego? To twój lider. Nie boisz się go?
— Raczej nie — mruknęła. — A co ty mnie tak wypytujesz, co?
— Zainteresowałem się po prostu tym tematem — wyjaśnił, nie wchodząc w szczegóły. On nie zamierzał dać się jej podejść i zdradzić swoich zamiarów. Trzeba było trzymać jakiś poziom, a nie zniżać się do tego jej. 
— Jesteś pewien? — rzuciła, patrząc się na niego podejrzliwie.
— Tak, jestem pewien. Lubię słuchać co takiego koty o nim myślą w klanie. — miauknął niewinnie. 
W zasadzie to była częściowa prawda. Ojciec od dłuższego czasu rządził klanem i fajnie było wiedzieć, czy ktoś go popierał czy też nie. Wcale nie chciał się wkupić zdobywaniem informacji o nastrojach w klanie w jego łaski. Wcale...
— Nie ufam Ci — przyznała. — Dziwny jesteś. Nie chcę już z tobą rozmawiać. Odczep się, bo powiem mamie — zagroziła.
Teraz mu nie ufała, a wcześniej wyśpiewała to czego chciał z kocięcą łatwością. Bardzo mądra i dojrzała postawa. Skoro jednak ją to znudziło, mogła przecież porobić coś innego, a nie zawracać mu głowę. A jej matka? Może pocałować w ogon! I tak była niżej w hierarchii od wszystkich wojowników, więc jej opinia na jego temat, mało co go obchodziła. 
—Jak mam się odczepić, skoro mam was pilnować? Jak masz problem to idź spać, jak kazałem ci wcześniej — polecił. 
Gdyby do tego doszło, wybawiony byłby od tej parszywej gęby, która przypominała mu Robala. Brzydkie to i takie obślizgłe. Zupełnie jak ona.  
— Nie odzywaj się, to aż takie trudne? — zakpiła.
— To przestań do mnie mówić — zauważył. 
Przecież to ona ciągle trajkotała mu nad uchem. Mogła zamknąć się sama, odejść i na tym by się ich znajomość skończyła. Może do tego czasu obudziłaby się ta wronia strawa i miałby spokój na resztę dnia? 
— Bla bla bla — zachichotała. — Kontroluj się, zdolny wojowniku. Widzę, jak bardzo chcesz coś do mnie warknąć. Uważaj, bo jeszcze się zmęczysz. Robisz się czerwony.
A to cholera jedna. Wbił pazury w ziemię. Pyskowała, a go świerzbiły coraz bardziej łapy. Musiał się jednak hamować. Nie mógł pozwolić, by uczycia nad nim zawładnęły. Trzeba było je stłumić i zdusić, nim wypłyną na zewnątrz, tak jak radził mu ojciec. Te nauki teraz bardzo mu pomagały, nie zabić jej tu na miejscu.
— Oj nie wiesz jak bardzo się teraz kontroluje. Jednak nie mam zamiaru ci nic powiedzieć. Bardziej kusi mnie zaoranie tego twojego pyska, by był tak szpetny, jak twojej mamusi.

<Różo?>

22 września 2022

Od Róży CD. Słodkiego Kwiatuszka

 

— Ojej, dis na poziomie kocięcia widzę — prychnął rudy. — Na lepszy cię nie stać?
— Stać, ale nie chce marnować energii na kłótni z kimś takim — fuknęła, uśmiechając się leciutko i złośliwie.
— To nie kłóć się. Przypominam, że sama zaczęłaś.
Co za idiota. Sam nie wiedział, co mówi. Działał jej na nerwy. Obrzydliwy, paskudny, dokładnie taki sam, jak ten cały Mroczna Gwiazda. Raczej śmierdząca paskuda, a nie żadna gwiazda.
— Tak, jasne — syknęła.
Posłał jej zirytowane spojrzenie.
— Baw się mchem — rzucił w jej stronę jakąś kulkę.
Złapała go łapą i uśmiechnęła się.
— Słuchaj, nie jestem już małym dzieciakiem — miauknęła. — Może wymyślisz coś innego?
— Dla mnie jesteś, bo się tak zachowujesz. Nic jeszcze dojrzałego swoim zachowaniem nie zaprezentowałaś — warknął, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. — Jak nie chcesz się bawić, to idź spać.
— Nie jestem śpiąca — odparła. — A ty nie jesteś od oceniania mojego zachowania.
— Zajmuje się teraz tobą, więc owszem. Jestem. Bardzo niegrzeczna z ciebie dzidzia — zadrwił.
Jaka znowu dzidzia? Lada chwila zostanie uczniem, przecież to bzdura. Dzidzie to kociaki co się dopiero urodziły, albo śmierdzące kocury, które bawi słowo kupa.
— Dzidzia? — wysyczała oburzona. — Sam jesteś dzidzia.
— Nie. Ja nie jestem, ty nią jesteś. Spójrz na siebie. Malusi kociak, co doi maminego cyca, który nie zna się na świecie, a poucza starszych od siebie — miauknął.
Jej sierść się zjeżyła. Wstała i tupnęła łapą o ziemię.
— Jesteś tylko jednym, głupim kocurem, co nie ma pojęcia, o czym mówi — rzuciła gniewnie. — Wiem o życiu więcej, niż ty — wciąż się upierała.
— Tak? To udowodnij — machnął łapą, zachęcając do dyskusji. — Jak się poluje, jak walczy i jak myśli? Co wiesz o polityce, sytuacji między klanami? Jak wyciągać informację od durni, które pozwolą nam być dwa kroki przed wrogiem?
— Tropi się i goni zwierzynę. Będę medyczką i nie zamierzam brudzić swojego futra jakimś błotem, bo mysz postanowiła wbiec w kałużę. Jeżeli chodzi o walkę, to atakuje się przeciwnika i unika jego ataków. I co, łyso? — zakpiła.
Kocur zaśmiał się. Głupek.
— Ty? Medyczką? Współczuję. Dostaniesz na mentorkę Kunę, a ona nie potrafi wyleczyć nawet zwykłego kataru. Czyli będziesz równie do bani jak ona — pokręcił głową. — I nie łyso, wręcz to utwierdza mnie w przekonaniu, że o niczym nie wiesz. Walka to nie tylko ataki i uniki, a polowanie to nie tropienie i gonienie. Lecz po co ci się tym interesować skoro wybierasz sobie drogę ofermy życiowej...
— Faktycznie. I teraz widać, czemu tak bardzo mało wiesz o walce i polowaniu — uśmiechnęła się, ciesząc z "pociśnięcia" go.
— Chciałaś powiedzieć, że ty mało co o tym wiesz. Skoro przyznałaś mi rację, że walka i polowanie to nie tylko to, to znaczy, że ja wiem coś więcej od ciebie, co na dodatek potwierdziłaś. Ojoj, nie wyszedł pocisk? Jak mi przykro dzidziu.
Nie cierpiała tego określenia. Co za idiota. Jeszcze raz tak na nią powie, a straci język.
— Jak tak kochasz to określenie, to idź powyzywaj tak jakieś kocury, nie mnie — burknęła.
— Nie mogę. Póki wasza matka się nie obudzi, będę siedział tutaj z wami — przypomniał jej. — Kocury? Jesteś feministką? Lepiej uważaj, bo widzisz, jak skończyła twoja mamcia. Bądź od niej mądrzejsza, bo stoczysz się, a nie zostaniesz medykiem.
— Stoczysz to się ty, nie ja. Przeznaczeniem każdego kocura jest po prostu stoczenie się. To kotki powinny być u władzy. Kocury powinny im tylko usługiwać. Jak nie chcą, to do piachu z nimi, albo na wygnanie. Kocury są o wiele słabsze od kotek, stąd moje zdanie — odpowiadała o swoich przekonaniach.
— Och tak sądzisz? To się zdziwisz, ale życie tak nie wygląda. Ostatni ruch kotek u władzy skończył się ich klęską. Zniszczyły prawie klan, skazując wszystkich na głód. Dlatego mój ojciec nie popełni dwa razy tego samego błędu... Jeżeli coś spróbujesz, to cię wypatroszy i tyle będzie z twojej wizji świata — powiedział.
— Wypatroszy, ale zabawne — mruknęła, wcale się jednak nie śmiejąc. — Nawet nie będę mówić, co sądzę o twoim ojcu. Nie gadaj bzdur, kłamco. Najpierw zaglądasz mojej mamie pod ogon, a teraz jeszcze nawijasz o czymś, czego nie było.
— Wiesz... ja chętnie posłucham, co o nim sądzisz. Możesz mi się zwierzyć — zaproponował. — Skoro twierdzisz, że kłamię, to na pewno nic się nie stanie. Kto by skrzywdził takiego słodkiego kociaka, jakim jesteś?
— Zwierzyć? Tobie? — zaśmiała się głośno. — Już Ci mówiłam, nie jestem głupim kociakiem.

< Słodki Kwiatuszku? >

20 września 2022

Od Słodkiego Kwiatuszka cd Róży

Ten dzieciak podnosił mu ciśnienie. Widać było, że to dziecko Bezzębnego Robala. Durne to i irytujące. Każdy w klanie orientował się, że kotka była tak naprawdę kocurem, któremu coś siadło na łeb. Nie trzeba było w tym celu zaglądać jej pod ogon. To był fakt. Na dodatek tylko mysi móżdżek nie wyczułby tego, że jej "mama" cuchnie jak osobnik płci męskiej. Pamiętał, gdy ta osobniczka była jeszcze liderem i jak bardzo wcierała w siebie masę kwiatów, by zamaskować swój smród. Jak dla niego, mogła stracić jeszcze jaja, skoro pragnęła być kimś kim nie była. 
— Nie zaglądałem, wiem to od ojca. Ale wiesz kto zaglądał? Jej siostra. Spasiona Świnia. Powie ci prawdę. W końcu to twoja ciotunia kochana — zadrwił.
Nienawidził tej osobniczki. Całe jej istnienie to tylko i wyłącznie błąd. Teraz snuła się po obozie, zerkając na pożywienie, które już nie należało do niej. Głupi worek tłuszczu. Powinna zdechnąć już dawno temu. Nie rozumiał czemu jeszcze kotka dychała i chodziła po tym świecie, marudząc nad uchem jak bardzo jest głodna. Przez to, że zmuszony był z nią pracować, słyszał te jej zawodzenie na okrągło i powoli łapy go świerzbiły, by zakończyć jej żywot. 
— Spasioną świnią to jesteś ty — syknęła. — Nie wierzę w te głupoty.
Tak jak już wspomniał, intelekt kocięcia był naprawdę niski. Nie miał pojęcia jak Róża poradzi sobie sama w lesie, podczas mianowania na ucznia. Na pewno poleci z płaczem do mamusi, nie zdając testu. Nie widział tu innej opcji.
— Trudno. — Wzruszył ramionami. — Żyj dalej w kłamstwie, skoro tak ci wygodnie.
Kiedy ta Bezzębna Oferma się obudzi? Miał już dość przebywania z jej dzieciakami. Prezentowały sobą jedno wielkie nic. Może i kodeks zabraniał zabijania kociąt, lecz z każdą mijającą chwilą, zaczynał zastanawiać się, że skoro robią tyle zła, czczą Mroczą Puszczę, to mogliby usunąć ten punkt z regulaminu i zamordować irytujące jednostki. Pierwsza poszłaby na stracenie Róża, a zaraz za nią Trucizna.
— Co, nie wyszło ci okłamywanie kociaka? Ojej, jak mi przykro — zaszlochała sztucznie.
— Biedne maleństwo — Poklepał ją po główce. — Nie płacz. Idź napij się mleczka, od razu ci się poprawi humor. — Podsunął ją bliżej śpiącej matki.
Nie zamierzał dawać się bachorowi. Tak bardzo kusiło go przywalenie jej w mordkę, ale nie mógł. Wziął oddech. Musiał wytrzymać. To był niezły trening kontroli. Jednak, gdy jego kara minie, zamierzał odpłacić się tym śmieszką z nawiązką. 
Kociak zacisnął zęby, by po chwili wyszczerzyć kły i kłapnąc nimi w jego stronę. Nie za bardzo się tym przejął, ani nie cofnął, co pewnie chciała wymusić mała. 
— Ojej uważaj, bo dziczejesz. Jeszcze będzie trzeba zamknąć cię w dole — rzucił, mając ochotę to uczynić.
— Chyba ciebie — wysyczała.
— Ojej, dis na poziomie kocięcia widzę — prychnął. — Na lepszy cię nie stać?

<Różo?>

16 września 2022

Od Róży do Słodkiego Kwiatuszka

Z tego co zrozumiała, zmieniali terytorium, bo na zgromadzeniu działy się jakieś szalone akcje. Szli przez obce tereny, zatrzymując się co jakiś czas. Akurat teraz mieli postój. Czekoladowa była bardzo zmęczona całą tą wędrówką. Usiadła i ziewnęła, patrząc na swoją mamę, która zwijając się w kulkę, mówiła coś do jakiegoś śmierdzącego kocura. Nadstawiła uszu, ciekawa, o czym rozmawiali.
— Naprawdę? — odezwał się van.
— Tak. To męfczące. Ja się zdrzefmne, a ty je pilnfuj, Słodki Kwfiatuszku — miauknęła Bezzębna.
Rudy odwrócił się do niej i jej rodzeństwa.
— Słyszeliście matkę. Macie być grzeczni — warknął.
Czy mama naprawdę zostawiła ich pod opieką jakiegoś smrodliwego kocura? To musiała być jakaś głupia pomyłka. Nie będzie robić tego, co on chce. Nie jest kimś, kogo warto słuchać. Żadnego kocura właściwie nie powinno się słuchać. Każdy z nich gada jakieś bzdury niezwiązane z rzeczywistością. Nie mają żadnej wiedzy. Nigdy nie mają racji. Zawsze się mylą. Wywróciła oczami.
— Zrobię, co będę chciała — miauknęła i uniosła łeb.
— Masz siedzieć na tyłku i bawić się z rodzeństwem. Wycieczkę będziesz miała, gdy znów ruszymy.
Co za głupek. Nie ma prawa jej tego kazać.
— Bla bla bla — przedrzeźniała go, wymachując głową.
W oczach kocura widniała złość. Bardzo zabawnie wyglądał w takim nastroju. Jakby nie mógł się załatwić, albo jakby żmija użarła go w zad.
— No co, panie poważny? Powiedz coś! — prowokowała go, chichocząc.
— Coś — mruknął jak za karę.
To było słabe. Oczekiwała złości, zirytowania, jakieś mocnej emocji, pragnęła pośmiać się z jego gniewu, a ten tylko mruknął coś pod nosem. No nic, będzie próbować dalej.
— Może coś więcej? Boisz się kociaka? Co z ciebie za wojownik — zakpiła, mając nadzieję na niezłe widowisko za chwilę.
— Nie boję się ciebie. Po prostu nie zamierzam się zniżać do twojego poziomu — powiadomił ją. — Te twoje ble, ble, ble było naprawdę żałosne.
— Ojojoj, nie popłacz się tylko — zaśmiała się, kiedy w końcu zaczynało robić się nieco ciekawiej.
— Wyglądam ci, jakbym miał zamiar to zrobić? — prychnął. — No co? Takie to zabawne? Czym jeszcze zaskoczysz podrzutku?
— Podrzutku? — miauknęła wesoło, nabijając się z niego. — No, tak się spinasz, jakbyś miał się teraz poryczeć, albo załatwić swoje potrzeby.
— Zaskoczę cię więc i tego nie zrobię — zacisnął pysk, mordując ją wzrokiem. — Tak, podrzutek. Nie wiem, czy wiesz, ale twoja kochana mama, urodziła się kocurem, więc nie byłaby w stanie was urodzić.
Co? Co ten głupek plótł? To jakaś bzdura. Wymyślał sobie, mysi bobek... Prawda? Nie było tak, racja?  Zamrugała parę razy zdumiona, ale nie chciała po sobie tego pokazywać.
— Myślisz, że jak jestem kociakiem, to dam się nabrać na takie głupstwa? — fuknęła po krótkiej chwili namysłu.
— To nie głupstwa a fakt. Zajrzyj matce pod ogon i zobacz, co tam ma, jak nie wierzysz.
— Jesteś jakimś obrzydliwym zboczeńcem — warknęła bardzo zdenerwowana słowami tej wroniej karmy. — Skąd to wiesz? Zaglądałeś tam? Jak śmiałeś, co?
Wcale się co do niego nie myliła. Kiedy pierwszy raz go zobaczyła, wiedziała, że to skończony idiota. Jak takie coś w ogóle mogło być w tym klanie?

< Słodki Kwiatuszku? >