BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naparstnicowa Łapa x Postrzępiony Mróz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naparstnicowa Łapa x Postrzępiony Mróz. Pokaż wszystkie posty

24 kwietnia 2026

Od Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy) CD. Postrzępionego Mrozu

— Naparstnicowa Łapo, przepraszam cię… Ale musisz mi coś obiecać. Nie mów nikomu o tym, że podejrzewasz, że wasz ojciec nie jest z naszego klanu, albo że w ogóle żyje. Proszę, musisz to dla mnie zrobić. — Postrzępiony Mróz skuliła się, patrząc na syna z nadzieją w oczach.
Biało-niebieski zacisnął szczęki tak mocno, że po chwili zaczęły mu drżeć. Jak ona śmiała go o to prosić? Zdradziła kodeks, oszukiwała swoich pobratymców, skrzywdziła swoje dzieci, a teraz jeszcze chciała, by to wszystko uszło jej na sucho?
— Jesteś egoistką! — warknął, a jego mięśnie mimowolnie się spięły. Gdyby mógł, najchętniej rzuciłby się na nią i potrząsnął tym jej głupiutkim łbem. — Przez ciebie ledwo potrafię chodzić! Wszyscy patrzą się na mnie jak na dziwaka! Nie potrafię polować, nie potrafię walczyć, nie potrafię nawet biegać bez poczucia, że zaraz wyzionę ducha! — mówił dalej, a jego ogon nerwowo smagał powietrze. W oczach zbierały się gorzkie łzy, ale kontynuował:
— Skrzywdziłaś mnie! Mnie, moje siostry i moich braci! Przez ciebie nie potrafię funkcjonować jak normalny kot! W porównaniu do tego, co ja muszę przeżywać przez ciebie i tego zapchlonego idiotę, z którym się związałaś, twoje wygnanie z klanu byłoby niczym! Rozumiesz? Niczym! — krzyczał dalej, chodząc w kółko przy Postrzępionym Mrozie. — Pewnie ci się wydaje, że twoją karą jest fakt, że twoje dzieci urodziły się… takie. Ale to nie twoja kara. To nasza kara. Ty jeszcze swojej nie odbyłaś — burknął pod nosem, kładąc po sobie uszy.
Zatrzymał się w końcu, oddychając ciężko.
— Na twoim miejscu dałbym się nawet zabić, byle tylko naprawić swoje błędy — dodał ciszej, choć w jego głosie wciąż pobrzmiewała złość. — A ty jak tchórz uciekasz od konsekwencji swoich działań.
Postrzępiony Mróz westchnęła ciężko, jakby każdy ruch kosztował ją o wiele więcej energii, niż miała.
— Naparstnicowa Łapo… W momencie, gdy straciłam kocura, którego tak bardzo kochałam, swoją rodzinę oraz skrzywdziłam własne dzieci, jak myślisz, co jest dla mnie większą karą? Dalsze życie w cierpieniu, patrząc na to, jak bardzo zepsułam wasze… czy śmierć?
Każde kolejne słowo wojowniczki jeszcze bardziej frustrowało młodszego kocura.
— Nie mówię, że masz umierać — burknął, strzepując ogonem. — Mówię, że to żałosne prosić owoc własnej głupoty o to, by jeszcze cię krył przed pobratymcami! — wygarnął jej.
— Rozumiem, że jesteś na mnie zły. Ty i twoje rodzeństwo macie prawo być źli. Wycierpiałam bardzo wiele, ale poświęciłabym jeszcze więcej, żebyście byli szczęśliwi.
Szylkretka usiadła, przez chwilę wpatrując się w swoje łapy, po czym uniosła wzrok ku niebu.
— To zabrzmi głupio, ale… podjęłam wiele złych wyborów, gdy byłam młodsza. Mogłam urodzić zdrowe kocięta, mieć kocura mieszkającego w moim klanie… Czasem czuję się winna jego śmierci… — dodała cicho, jakby bardziej do siebie niż do niego.
— Twoje słowa nic dla mnie nie znaczą — odparł Naparstnica, odwracając wzrok od matki. — Gdyby naprawdę zależało ci na naszym szczęściu, w ogóle nie sprowadzałabyś nas na ten świat. W ogóle nie sprowadzałabyś mnie na ten świat. Jak mogłaś uznać, że po urodzeniu trójki niepełnosprawnych kociąt zrobienie kolejnego miotu to dobry pomysł? — denerwował się dalej, kompletnie nie potrafiąc pojąć toku rozumowania szylkretki. — Nie rób teraz z siebie ofiary. Cierpiałaś wyłącznie przez własną głupotę.

* * *

Zgromadzenie

Dużo się ostatnio działo w Klanie Klifu, ale nawet nie chciał sobie tym zaprzątać głowy. Dwójka liderów umarła w tak krótkim czasie, a na posadę przywódcy wepchnął się Mirt, a teraz już Lśniąca Gwiazda. Dlaczego to zrobił? Jakim prawem? Czy to nie Mysi Postrach powinien objąć przywództwo? To wszystko nie miało dla Naparstnicy sensu, ale… sensu nie miało też rozmyślanie nad tym. Był w końcu tylko głupim uczniem protektora, nic nie znaczył na tle całego klanu. Jeśli jego pobratymcy zgadzali się z postępowaniem rudego kocura, nie zamierzał się niepotrzebnie buntować.
Gdy w końcu dotarli na wyspę, Naparstnica jak zwykle zaczął szukać jakiegoś ustronnego miejsca. Po co miałby się pchać między inne koty, skoro mógł usiąść na uboczu i przeczekać zgromadzenie? Jednak tam, dokąd się udał, zobaczył kota. Wyglądał bardzo znajomo. Przez chwilę wpatrywał się w niego, dopóki coś w jego głowie nie zaskoczyło.
— To ty… — mruknął cicho, powoli przekręcając głowę. Chciał powiedzieć coś jeszcze, lecz głos ugrzązł mu w gardle.
Obcy zaskoczony podskoczył, gromiąc starszego jednym widocznym okiem, jakby właśnie wymyślał mu tortury w myślach. W końcu uspokoił się, choć zmrużył szmaragdowe ślepia w wąskie szparki. Dmuchnął w swoją grzywkę, a potem zatrzepotał białymi rzęsami i podszedł do niego. Widocznie nad nim przeważał wzrostem i szerokością.
— Jaki “ty”? — zaczął, zaciekawiony. — Nonsens. Nie znam cię — pokręcił lekko głową.
Po czym pochylił się ze złośliwym, szerokim uśmiechem i szepnął mu do ucha:
— Jesteś pewien, że nie uciekłeś ze żłobka, bachorze
Naparstnica zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony z reakcji Burzaka.
— Ach, wiesz… Chyba się przeoczyłem — mruknął, po czym uśmiechnął się z politowaniem. — Przez chwilę wydawało mi się, że jesteś tym bezmózgim bachorem, który wepchnął się na kamień, z którego przemawiają przywódcy i zaczął pleść jakieś głupoty — kontynuował, nie zwracając uwagi na wyzwisko ze strony rudo-białego. — Jak on się tam kazał nazywać? Pierzasty Móżdżek?
Burzak zaśmiał się z jego żarciku.
— Serio? — zapytał, przechylając głowę do boku. Nadal był pochylony, a ich ciepłe oddechy zaczęły się łączyć. Uśmiech nie zszedł rudemu z twarzy. — Pierzasty Móżdżek? Miał pewnie przesrane w obozie. Stary, najwyraźniej ten jego przywódca musiał mieć tupet, aby go nazwać wojowniczym imieniem i to tak krzywdzącym! — mówił z emocjami i współczuciem. — Mam nadzieję, że już się poprawił...
— Oj, nie sądzę, że jego zachowanie uległo zmianie! — mruknął Naparstnica, po czym machnął łapą. — Jestem pewny, że dalej jest wredną kupą futra. Takie koty nie zmieniają się za szybko. Idiotyzm mają we krwi! — mówił dalej, uśmiechając się coraz szerzej. — No, ale skoro jesteś z Klanu Burzy, to pewnie go znasz. Jak tam u niego? Ile kleszczy powyciągał już z futra starszych?
— Cóż, nie za bardzo przejmuję się tym szczylem. Sądzę, że pewnie już ze sto przejdzie — odparł. — Ale... bardziej mnie interesuje twój wzrost. Czyżby Klan Klifu zagładzał niepotrzebne kocięta? — zapytał.
— Nie, nie… W Klanie Klifu kocięta mają się dobrze, wiesz? Przynajmniej są odpowiednio wychowywane — odparł, wzruszając ramionami. — Tak się składa, że jeszcze nie widziałem żadnego kociaka z Klanu Klifu, który byłby na tyle głupi, by zwyzywać własnego lidera. Nawet najmłodsi wiedzą, że trzeba być ptasim móżdżkiem, żeby obrażać kogoś dziesięć razy mądrzejszego!
Rudo-biały skrzywił się i odsunął pysk.
— Cóż... — zaczął i odchrząknął, patrząc w dół na Naparstnicę. — Widać, że masz obsesję na punkcie takich kotów jak ja. Czy to twój sposób na zaproszenie mnie na jakieś randewu, czy co? — rzekł z pewnym siebie uśmiechem i charyzmą, zadzierając brodę do góry. — Wiesz... nie zdziwiłbym się. Nie każdy może się oprzeć własnym zachciankom, drogi... kolego.
— Takich jak ty? — odparł nagle, po czym na moment zamilkł, jakby się nad czymś zastanawiał. — To znaczy jakich? Takich bezmyślnych, aroganckich, z wybujałym ego? — prychnął, strzepując ogonem. — Tylko takie ewenementy mogłyby sobie wmówić, że zupełnie obcy kot byłby w stanie pokochać ich durne pyski i żałosne teksty.
Burzak prychnął na jego słowa i niebezpiecznie się zbliżył.
— Och, ależ założę się, że to nieprawda, drogi — wymruczał z łagodnym, ciepłym uśmiechem. — Przyznaj się. Nie możesz dusić własnych uczuć, bo wtedy eksplodujesz... na kimś zupełnie innym — rzekł. — Twój gniew najprawdopodobniej wyraża skrytą miłość. Może lubisz wyzywać swoich najbliższych? Albo być wyzywanym i się bronić?
Naparstnica warknął, odsuwając się gwałtownie od tego ciołka z Klanu Burzy.
— Przestań mnie napastować, oblechu! — wyrzucił z odrazą, a futro na jego karku się zjeżyło. Słów mu brakowało. Jak ten ścierwojad śmiał się tak zachowywać? — Nie próbuj mnie nawet dotykać! W głowie ci się przewróciło, ty dziwaku! — syknął, robiąc kolejny krok w tył.
— Ło, ło, ło! Patrzcie na tego porządnego, potrzebnego ucznia Klanu Klifu! — miauknął z uśmiechem, odsuwając się od razu. Na jego pysku ukazał się satysfakcjonujący uśmiech. — Taki odważny ze słowami, a teraz!? Co z ciebie za kot? Nie, nie kot. Jesteś tchórzem. Zwykłym, kłamliwym tchórzem. Myślisz, że jak będziesz poniżał kogoś, to będziesz lepszy!? — mówił, najwyraźniej eksplodując własnymi emocjami. — Nie, niestety będziesz ode mnie gorszy. Zawsze gorszy. Jesteś ścierwem. Nieudacznikiem, próbującym złapać ostatnią garść swojej pewności siebie, ale uświadomię cię; nie masz nawet za grosz współczucia w swojej krwi! — krzyczał.
Naparstnicowa Łapa spojrzał na Burzaka ze skonfundowaniem.
— Mogłeś mówić od razu, że jesteś zakompleksiony — wyrzucił, po czym polizał się kilka razy po futerku na piersi, próbując wyrównać oddech. Nie, nie mógł pozwolić na to, by ten łajnojad po raz kolejny wyprowadził go z równowagi. — Musisz poniżać innych, by poczuć się lepiej? W takim razie bardzo ci współczuję. To już chyba nie pierwszy raz, gdy tak robisz, mam rację? — zaczął mówić do rudego spokojnym głosem. — Nie martw się, szkolę się na protektora. Moim zadaniem jest dbać o to, by każdy wokół czuł się dobrze. Jeśli masz jakieś problemy ze sobą, możesz mi o nich powiedzieć.
— Czy ty sam siebie słyszysz? — miauknął spokojnie. — Chcesz pomagać innym? Najpierw pomóż sobie, koleżko, bo najwyraźniej masz nierówno w głowie poukładane. Skoro tak bardzo chcesz pomagać innym, powinieneś mieć więcej mózgu niż śliny w gębie... tak przypuszczam, ale może Klan Klifu o to nie dba. Może brakuje im kotów, a akurat ty znalazłeś się pod łapą i to w dodatku jakiś niepełnosprawny, więc nie mogłeś pełnić funkcji wojownika. A teraz spadaj i lecz innych, skoro to dodaje ci wartości.
Po czym obrócił się do niego tyłem i zaczął odchodzić.
Naparstnica odetchnął z ulgą. Jak dobrze, że udało mu się spławić tego ohydnego Burzaka. Najwyraźniej ta zapchlona kupa futra nie miała żadnego pojęcia o tym, kiedy powinna przestać. Może wynikało to z jakichś problemów z jego głową? Może to jakaś dziwna choroba, która sprawia, że nie ma się hamulców? No, w każdym razie to nie jego sprawa, a raczej medyka w Klanie Burzy. Oby kiedyś odkrył, co takiego podziało się w główce rudego, by móc go jakoś naprawić…

* * *

Naparstnicowa Łapa wyszedł właśnie od medyczki, czując się już o niebo lepiej — przynajmniej fizycznie. Psychicznie wciąż był wykończony. Mimo wszystko udało mu się wyleczyć z gorączki, przez którą od jakiegoś czasu chodził osłabiony.
Akurat gdy zjawił się na środku obozu, na mównicy dostrzegł ruch. Rudofutry lider ustawił się właśnie na podwyższeniu.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się w obozie! — wygłosił, omiatając wzrokiem polanę.
Biało-niebieski cofnął się o kilka kroków, włączając się w okrąg utworzony z kotów. Po chwili Lśniąca Gwiazda zaczął coś mówić, ale Naparstnica nie skupiał się na pojedynczych słowach. Ocknął się dopiero wtedy, gdy usłyszał:
— Naparstnicowa Łapo, wystąp.
Uczeń niemal automatycznie postąpił krok do przodu, zanim w ogóle zdążył się nad tym zastanowić. Zaraz potem podszedł jeszcze bliżej skalnej półki, spoglądając z dołu na przywódcę.
— Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego protektora. Naparstnicowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Niebieskooki przymknął ślepia, biorąc głęboki wdech.
— Przysięgam — mruknął.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię protektora. Naparstnicowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Serdeczna Naparstnica. Klan Gwiazdy ceni twoje zaangażowanie i empatię oraz wita cię jako nowego protektora Klanu Klifu — dokończył.
Naparstnica chciał już wycofać się w cień, lecz nagle lider zszedł ze skały i stanął tuż przed nim, pyskiem dotykając czoła świeżo mianowanego protektora. Młodszy niezręcznie położył mordkę na barku Lśniącej Gwiazdy, modląc się, by ta ceremonia jak najszybciej się zakończyła.
— Serdeczna Naparstnica! Serdeczna Naparstnica! — rozległo się wiwatowanie pobratymców.
Wtedy też rudofutry wreszcie się odsunął, dzięki czemu Naparstnica mógł uciec z centrum uwagi.
Gdy wracał do legowiska, natknął się jednak na szylkretową kocicę — swoją matkę. Chciał ją wyminąć, lecz wojowniczka zagrodziła mu drogę, być może nawet nieświadomie. Protektor zmarszczył nos i cicho fuknął.

<Postrzępiony Mrozie?>

Wyleczeni: Naparstnicowa Łapa

19 kwietnia 2026

Od Postrzępionego Mrozu CD. Naparstnicowej Łapy

Na pytanie syna poczuła, jak jej sierść staje dęba a uszy kładą się po głowie. Odwróciła od niego głowę. Nie mogła spojrzeć mu w oczy, nie kiedy znała prawdę jako jedna z jedynych. Tylko ona i jej brat wiedzieli o tym, kto jest ojcem Naparstnicowej Łapy i jego sióstr.
— To skomplikowane… Nie mogę ci powiedzieć, przepraszam…
— Możesz, ale tego nie zrobisz. — odpowiedział jej syn, patrząc na nią przenikliwie. — Nie jest z Klanu Klifu, prawda?
— Naparstnicowa Łapo, nie zrozumiesz… Nie mogę, naprawdę nie mogę… — Naparstnicowa Łapa patrzył na nią przez chwilę, po czym usiadł na ziemi. Teraz przeniósł wzrok na swoje łapy, a jego matka nie mogła znieść widoku syna, który zapewne kwestionował własne istnienie.
— Czy on… W ogóle wie o naszym istnieniu? O moich siostrach? O mnie..? — zapytał w końcu, czekając na to aż matka da mu odpowiedź. Cokolwiek, co choć trochę uspokoi jego myśli. Jednak czy mogła mu dać cokolwiek takiego?
— On… Wie o twoich siostrach. Natomiast… Nie wie o tobie. — Słowa ledwo przechodziły jej przez gardło. Czuła się tak, jakby cały Klan Gwiazdy teraz patrzył na nią z pogardą, wiedząc, że skrzywdziła swoje własne dzieci. Jak ona mogła to zrobić..?
— Czy nadal jest żywy? Czy poznam go kiedykolwiek? — Tyle pytań, a mogła mu udzielić tak mało odpowiedzi…
— Nie wiem, naprawdę, Naparstnicowa Łapo…
— Moje siostry… One nie wiedzą, prawda? Czyli je też oszukiwałaś, a raczej nadal oszukujesz? Jak możesz nam to robić? Mamy prawo wiedzieć, kim jest. Muszą cierpieć prawdopodobnie przez niego, w końcu każda z nich jest chora! Moi bracia musieli przez niego umrzeć! — wstał, teraz idąc w stronę kotki. — Nie masz pojęcia, jak to jest stracić kogoś, kogo ledwo się znało. Czuję tą pustkę po nich, czuję, że powinni tu być, a ty po prostu spisałaś ich na straty przez zejście się z jakimś… Przypadkowym kocurem! W dodatku dwukrotnie! Jesteś okrutna i przez ciebie cierpimy!
— Naparstnicowa Łapo, on nie był przypadkowy… Naprawdę go kochałam, a on kochał i was…
— Więc czemu go tu z nami teraz nie ma? — zapytał, a na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć. Kocur uciekł z grupą kotów, które zbuntowały się przeciwko Klanu Wilka, a ona sama nie wiedziała dlaczego. Jeśli Judaszowcowa Gwiazda dowiedziałby się o tym, kim jest ojciec jej kociąt, zapewne wydaliłby ją z klanu. Nie miałaby gdzie się podziać.
— Naparstnicowa Łapo, przepraszam cię… Ale musisz mi coś obiecać. Nie mów nikomu o tym, że podejrzewasz, że wasz ojciec nie jest z naszego klanu, albo że w ogóle żyje. Proszę, musisz to dla mnie zrobić. — skuliła się, patrząc na syna z nadzieją w oczach. Bo tylko to jej zostało. Nadzieja, że syn nie wyda jej przed jej klanem.

<Synu..?>

16 lutego 2026

Od Naparstnicowej Łapy do Postrzępionego Mrozu

Zgromadzenie

Nie podobało mu się to zgromadzenie. Samo dotarcie tutaj było istną katorgą, zwłaszcza z jego króciutkimi, żałosnymi łapkami, które dostał w prezencie od własnej matki. Jak mogła go tak skrzywdzić, wydając go na świat?
W pewnym momencie, ostrożnie przechadzając się po wyspie, wpadł na obcego kota, który pachniał rybami i morską bryzą. Musiał należeć do Klanu Nocy.
— Uch, och… Dobry wieczór… nieznajomy.
Przyglądając się obcemu kocurowi, dostrzegł w nim łagodną naturę. Nie wyglądał na zagrożenie, co sprawiło, że biało-niebieski odetchnął z ulgą. Kto wie, może z tej przypadkowej rozmowy wyniknie coś więcej? Może nawet zostaną znajomymi?
— A! Ach! Hejka? — Obcy uśmiechnął się łagodnie, choć Klifiak spostrzegł, że futro na jego karku się zjeżyło. — Ugh... Jak masz na imię? — zapytał.
Uczeń wypiął dumnie pierś, chcąc chociaż spróbować pokazać, że jest kimś wartym rozmowy. Czuł się jednak okropnie na tym zgromadzeniu. Miał wrażenie, że każdy go obserwuje i myśli wyłącznie o tym, jak niedołężny i słaby jest ze względu na jego karłowatość.
— Na-Naparstnicowa Łapa — zawahał się, bo jego myśli wciąż krążyły wokół tego, jak wypada w oczach innych. — A ty?
Nocniak zamilkł na moment, jakby zastanawiał się nad swoim imieniem. “No dalej, to wcale nie takie trudne” – narzekał w myślach Naparstnica.
— Dryfująca Łapa — odparł w końcu.
I na tym się skończyło, co kompletnie zbiło biało-niebieskiego z tropu. To tyle? Wymienili się imionami i co? Mają się teraz po prostu rozejść?
Na całe szczęście obok nich nagle zjawiły się dwie kotki z Owocowego Lasu. Jedna z nich zagadała do Dryfującej Łapy, druga natomiast zgrabnym krokiem podeszła do Naparstnicy. Czy zrobiła to z litości? Może tak naprawdę wolałaby porozmawiać z nocniackim uczniem?
— Hejk- to znaczy cześć! Jestem Cegiełka, a ty? T-to znaczy, w sumie to jestem Drobinka... Nie wiem, obojętnie jak będziesz na mnie mówić. A ty? Jak masz na-
Przerwała, ponieważ za jej plecami rozległ się głośny huk. Naparstnicowa Łapa wyciągnął szyję w przód, ale będąc tak niskim, i tak nie widział, co się tam działo.
— Jak masz na imię?… — dokończyła kotka.
Uczeń prychnął niezadowolony, co wywołało u nieznajomej wyraźne zdziwienie. Nie chcąc wyjść na niemiłego, uśmiechnął się blado i mruknął:
— Bycie tak niskim to istne przekleństwo — zażartował sucho, po czym strzepnął ogonem. — Nazywam się Naparstnicowa Łapa. Pochodzę z Klanu Klifu, ale to pewnie już wyczułaś…
Potem umilkł, jak to miał w zwyczaju. Pomiędzy kotami zapadła niezręczna cisza, którą Naparstnica znał aż za dobrze. To nie tak, że nie chciał rozmawiać. Czasem po prostu miał wrażenie, jakby coś zaciskało się wokół jego gardła, a mózg spowijała mgła. Czuł się wtedy jak najnudniejszy, najzwyklejszy kot, który nie ma żadnych opinii, preferencji ani ciekawych przeżyć. Nie wiedział, jak pociągnąć rozmowę i czym podzielić się z nieznajomą, by uznała go za wartego uwagi.
— Ładne imię! — stwierdziła Cegiełka, na co biało-niebieski tylko pokręcił głową. Jako uczeń protektora miał okazję poduczyć się trochę ziół i wcale nie podobał mu się ten człon.
— Jest paskudne, gdy pomyślisz o tym, że naparstnica to trucizna — oznajmił gburowato. Zazwyczaj zachowywał się tak, gdy był wyjątkowo zirytowany, ale dziś musiał wstać lewą łapą… Właściwie nie tylko to złożyło się na jego zły humor. Bycie wśród takiej liczby kotów, ledwo myszy do pięt dorastając, nie było jego wyobrażeniem udanego dnia. Gdyby tylko mógł, zaszyłby się w swoim posłaniu i już z niego nie wychodził.
— Och… Czy twoja mama o tym wiedziała?
Naparstnica wydobył z siebie ciche, zmęczone westchnienie.
— Nie wiem, ale zakładam, że tak. Co ja się jednak będę zagłębiać w szczegóły, to nie twoja sprawa — rzucił, po czym usiadł, ciasno owijając łapy ogonem. Nie wiedział, czy to przez jego krótkie łapy tak się działo, czy każdy kot miał tak, że gdy stał za długo, czuł zmęczenie. Nie miał jednak odwagi zapytać. A nawet gdyby ją miał, to nie miał kogo zapytać.
— No tak… — odparła Cegiełka, spuszczając wzrok.
On to naprawdę potrafił wyssać z kota energię.
— Ale, hej! Patrz! Coś się dzieje na mównicy! — zawołała białofutra.
Uczeń podniósł głowę z rezygnacją, spodziewając się, że i tak niczego nie dostrzeże. Tym razem jednak udało mu się zauważyć niewielkiego kociaka, który kłócił się z przywódcami. Co za wstyd! Jak dobrze, że na pewno nie był to żaden klifiacki dzieciak. Naparstnica nigdy w życiu nie wpadłby na pomysł, by zrobić coś takiego. Wolał trzymać się na uboczu i być bezproblemowy. Szkoda, że nie każdy taki jest.
— Z jakiego klanu to kocię? Na miejscu jego matki chyba zapadłbym się pod ziemię — mruknął gorzko. Cegiełka postawiła uszy na sztorc, wsłuchując się w słowa liderów i tego małego urwisa.
— Z Klanu Burzy… ale Królicza Gwiazda chyba chce go oddać do Klanu Wilka! — stwierdziła zdumiona, a końcówka jej ogona zadrżała.
— Do Klanu Wilka? Rany… — mruknął, wpatrzony w poruszające się sylwetki na skale. Zatrzymał wzrok na liderce Wilczaków. Była smukła i wysoka. Miała długie, szylkretowe futro i… coś w jej pysku wydawało się dziwnie znajome. Naparstnica zamrugał kilka razy, nie rozumiejąc własnych myśli, po czym spuścił głowę. Kim była ta kotka? Dlaczego miał wrażenie, że jest do niego podobna? To przecież nie miało sensu. Była kompletnym przeciwieństwem klifiackiego ucznia. “To pewnie jakieś urojenia…” – pomyślał. A jednak to uporczywe wrażenie, że łączy ich coś więcej niż spanie pod jednym niebem, nie chciało go opuścić.
— Wszystko dobrze? — z zamyślenia wyrwał go głos Cegiełki. Gdy go usłyszał, niemal podskoczył.
— Co? Ach, dobrze, dobrze. Lepiej nigdy nie było — miauknął, choć zabrzmiało to mało przekonująco. Nie miał czasu, by dalej zastanawiać się nad tajemniczą liderką, bo rozpoczęły się przemowy. Niedługo później przywódcy zwołali swoje klany i Naparstnicowa Łapa musiał wraz z tłumem ruszyć w stronę obozu.

* * *

Po powrocie do azylu był zbyt wyczerpany zgromadzeniem, by zastanawiać się nad tą dziwną kocicą. Usnął niemal od razu po tym, jak ułożył się wygodnie w posłaniu. Spał jak kamień i chyba nic nie byłoby w stanie go obudzić. Może tylko wrzucenie go do lodowatego morza coś by wskórało. Na szczęście umówił się z Rozkwitającym Astrem, że dzisiejszy trening odbędzie się wieczorem, by mógł najpierw odespać. Naparstnica tak naprawdę nie przepadał za spaniem do późna, bo uważał to za marnowanie dnia, ale czasem i tak bardzo nie chciało mu się opuszczać ciepłego legowiska. Tak bardzo chciałby być już pełnoprawnym protektorem. Wtedy sam mógłby decydować, kiedy jest czas na pracę, a kiedy na odpoczynek.
Obudził się po południu, wiedząc, że zanim mentorka po niego przyjdzie, minie jeszcze trochę czasu. To dobrze – mógł porozmawiać z Postrzępionym Mrozem i przy okazji zadać jej kilka pytań, które nie dawały mu spokoju od poprzedniej nocy. Szybko podniósł się z posłania i, nawet nie czyszcząc futra, pomknął w stronę obozowej polany. Złożyło się idealnie, bo szylkretka właśnie zmierzała ku wyjściu. Naparstnica zatrzymał ją, nim zdążyła opuścić obóz.
— Postrzępiony Mrozie… — rzucił, chcąc zwrócić na siebie uwagę wojowniczki. — To znaczy… mamo! — poprawił się nerwowo, czując, jak serce podchodzi mu do gardła. Co on sobie myślał, by mówić do własnej matki po imieniu?
— Tak…? — zawahała się szylkretka, a w jej oczach pojawiła się obawa. — Coś się stało? Brzmisz na zaniepokojonego.
Ogon kocurka kołysał się nerwowo na boki, gdy zastanawiał się, jak w ogóle zacząć ten temat. W końcu westchnął ciężko i wyminął ją, rzucając przez ramię:
— Chodź, mamo… Porozmawiamy na zewnątrz.
Nie odwrócił się, by sprawdzić, czy idzie. Wojowniczka ruszyła jednak jego śladem, choć jej kroki wydawały się nerwowe. Zastanawiał się, czy dobrze robi, zawracając jej głowę. I tak był dla niej wystarczającym ciężarem – po co miał jeszcze bardziej komplikować jej życie?
W końcu zrównali się krokiem. Uczeń widział oczekiwanie wymalowane na pysku liliowo-kremowej, ale mimo to wciąż nie potrafił zebrać się w sobie, by zacząć.
— Co chciałeś mi powiedzieć? — upomniała się w końcu, dostrzegając zmieszanie na jego licu.
Minęło kilka uderzeń serca. Kocur zagryzł wargę; miał wrażenie, jakby jego głowa zaczęła pulsować.
— Bo… muszę przyznać, że wczoraj widziałem kogoś, kto wydał mi się dziwnie znajomy. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego. Czuję jednak, że to nie był przypadek ani żadne zwidy. Mamo, ja… muszę wiedzieć, kto tak naprawdę jest moim ojcem. Dlaczego Tawułowa Łapa czy Promienna Łapa mają aż dwóch, a ja wychowywałem się bez żadnego? Dlaczego do nas też nie przychodził taki Królicza Prawda, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku?

<Matko?>

[1335 słów – trening wojownika] 

[Przyznano 27%]