BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty

01 lutego 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Szepczącej Pustki

 Spojrzał w górę, ale nie mógł dostrzec tej fryzury, o której wspominał Szept. Jego głowa musiała jednak wyglądać bardzo... nieokrzesanie. Tyle było z ulizywania go przez matkę. Zawsze psuł jej robotę, a ona sapała zła, że nie potrafił chociaż przez moment jej utrzymać. Nie potrafił jednak odmówić kociętom zabawy. Był wujkiem... Co go z jednej strony przerażało, z drugiej cieszyło. Sądził, że nie był dobrym opiekunem, ale jak na razie radził sobie z tą dwójką znakomicie. Czasami jednak nie umiał odpowiadać na ich pytania, czując się niezręcznie, że te małe istoty tak się nim interesowały. 
— Nie spodziewałem się, że przyjdziesz w odwiedziny i przyniesiesz coś maluchom — przyznał szczerze, łapą uklepując swoją sierść na głowie. — To do ciebie bardzo niepodobne. Nie przepadasz w końcu za moją siostrą — zauważył, rzucając mu podejrzliwe spojrzenie. Czyżby coś knuł? Może chciał zrobić rudej żart? Nie widział jednak w piórach niczego niecodziennego, co na to by wskazywało. 
— Nie lubię twojej siostry — przyznał syn Różanej Przełęczy. — Ale kociaki to nie twoja siostra, nie? Poza tym lubię ich towarzystwo, nie są sztywni jak większość dorosłych. Do innych też przychodziłem. W końcu głupio nie znać współklanowiczów — zauważył posyłając Piaskowi urażone spojrzenie. — No i akurat trafiło się, że Kurza Pogoń po polowaniu zostawiła kilka drobiazgów~ Szkoda by było nie skorzystać.
Skinął łbem. Rzeczywiście tak do tego nie podszedł. On zbytnio nie odwiedzał nowych nabytków w żłobku, którzy nie pochodzili z jego rodziny. 
— To kiedy zobaczę twoją miłą w tym miejscu? — rzucił żartem. — Ktoś wpadł ci w oko? Twoja matka pewnie ucieszyłaby się z wnuków. Wydaje mi się strasznie ponura. To może poprawiłoby jej nastrój. Słyszałem od mojego dziadka, że wnukowie naprawdę są miodem na serce. 
Kocur się niemal opluł, może przy okazji zakrztusił. 
— A ha ha, tak, widzisz... — Szept trochę zmieszany przejechał łapą po boku pyska. — Cóż, nie wiadomo co przyniesie przyszłość! Może mój harem się poszerzy, a może skończę jako stary pustelnik odstraszający kociaki... — rzekł niby tajemniczo, chcąc sobie najwyraźniej ułatwić i wyjść z tematu. 
— Poza tym coś mi się widzi, że patrząc na możliwe wybory, matka by mnie prędzej zabiła niż się ucieszyła.
Zachichotał słysząc te słowa. No... Patrząc na wybryki Szepczącej Pustki mogłoby tak być. 
— Masz... ciekawe plany na przyszłość. Cóż... Liczę więc powodzenia w ich spełnianiu i unikaniu gniewu matki. Coś o tym wiem... 

***

Złapał go paskudny kaszel. Nie czekał aż matka go wygoni do medyka, od razu tam poszedł. Kiedyś to Wiśniowa Iskra zajmowała się jego schorzeniami... A teraz? Teraz musiał oddać swój los w łapy kogoś innego. 
Na szczęście zastał Rumiankowe Zaćmienie i powiedział mu co go męczyło. Medyk szybko zabrał się do pracy i podał mu odpowiednie zioła. Gdy je przełknął, musiał czekać tylko na efekty. Nie wiedział jak szybko zaczną działać, ale liczył na to, że ominie go pogorszenie stanu zdrowia. Teraz nie mógł na to sobie pozwolić. Miał na głowie naprawdę sporo rzeczy. Nie dość, że trenował Króliczą Łapę, to wziął sobie na barki i siostrzeńca. Nie wierzył, że Różana Przełęcz się na to zgodziła. Wierzył jednak, że nauczy Nagietkową Łapę współpracy z Króliczą Łapą. Nie chciał w końcu, aby kocur stoczył się jak cała jego rodzina. Po tym jak zapałał miłością do nierudego zrozumiał, że takie klasyfikowanie było bardzo szkodliwe. Niczym się przecież nie różnili. Wszyscy byli kotami. Ale i tak starał się podchodzić do tego szkolenia z dozą ostrożności. Kto wie czy Nagietek nie był już zindoktrynowany przez Lew... Mógł na niego naskarżyć, a wtedy miałby poważne kłopoty. 
— O! Szepcząca Pustko... witaj — przywitał się z kocurem będąc w doskonałym humorze, pomimo kaszlu, który nim wstrząsał od czasu do czasu. — Zanim zapytasz... tak właśnie wracam od medyka, więc nie bój się, nie zarażę cię. Co takiego porabiasz? Jak idzie szkolenie Barszczowej Łapy? 

<Szept?>

Wyleczony: Piaszczysta Zamieć

20 stycznia 2024

Od Szepczącej Pustki CD. Piaszczystej Zamieci

Kocur na widok Piaska i jego uśmiechu, odwzajemnił ten sam wyraz na pysku, z uniesieniem brwi. 
- A już myślałem, że to propozycja randki - westchnął ze smutkiem po usłyszeniu o kwiatkach - Ale z ulubionym kolegą na spacer zawsze. Bardziej by ci chodziło o takie kwiatki normalne, czy wiesz... specjalne? - ,,łamanie prawa uśmieszek".
Słysząc o czym kocur pomyślał, kremowemu aż zaczerwieniły się uszy.
- N-no takie ładne. Nie wiem o jakie specjalne ci się rozchodzi - wyznał, wyglądając na nieco speszonego uśmiechem kolegi.
- Tak, tak. Żyj w swoim niewinnym świecie - popatał kremowego ze dwa razy po głowie, po czym skierował swoje kroki do wyjścia - To jakaś specjalna okazja do udobruchania swojej rodzicielki za księżyce spędzone nad wychowaniem?
Ruszył tuż za nim, marszcząc czoło. Ewidentnie wyglądał na zdezorientowanego tym, że kocur wiedział coś więcej niż on. 
- N-no... tak... Ona je uwielbia i pomyślałem tak o niej... - brnął w swoje kłamstwo dalej. - By umilić jej dzień... No wiesz...
- Aha - rzucił luźno na potwierdzenie zrozumienia - To jakie byś chciał jej dać? Niebieskie jakieś?
- Kolor nie jest ważny, ważne jest to, aby były piękne, pachnące i pasowały mu... jej do legowiska - szybko poprawił. - A ty swojej mamie dajesz czasem prezenty? - zapytał zaciekawiony, chcąc nieco zmienić temat.
- Ahaaaa - przedłużone, nieco wyższe ,,aha" wraz z uniesieniem brwi i uśmieszkiem pod nosem mogło już dać Piaskowi znać, że się wkopał, jednak Szept już nic nie mówił - Nah, jako kociak przynosiłem rodzicom jakieś "skarby". Jestem ciekaw czy je wyrzucali czy nadal gdzieś trzymają. - połowa z tych śmieci, to jakieś skóry węży, martwe jaszczurki, owady i małe kości. Albo wielkie twory “sztuki”, gdzie te śmieci mieszał z kwiatkami. 
- O! Nie wiedziałem nawet. Sądziłem, że byłeś takim żłobkowym urwisem, który prędzej wszystko niszczy niż daje - zaśmiał się pod nosem. - Jak chcesz możesz ze mną pozbierać kwiatki to wręczysz je swojej mamie. Pewnie się ucieszy, że o niej pomyślałeś.
- Prosto w serce! - jęknął obruszony - A co do kwiatków to chyba sobie odpuszczę. Jeszcze pomyśli, że coś zrobiłem i to takie przedwczesne przeprosiny.
Kremowy posłał mu na to tylko uśmieszek. W końcu kiedy dotarli na miejsce, Piasek  wypatrzył kolorowe kwiaty, zbliżył się do nich i zaczął je zrywać, odkładając je jeden na drugim, tworząc tym sposobem bukiet. Robił to starannie, wybierając najlepsze okazy, które spodobają się... no właśnie komu? Można było się domyślać. Szept usiadł nieopodal, co jakiś czas zrywając kwiatka i pokazując go Piaskowi do oceny, chociaż najczęściej były to jakieś listki bądź losowy zauważony kwiatek. I głównie wrzosy. Maaaasa wrzosów. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

- Złościsz się jeszcze? - Zagadnął lilowy, kiedy dopadł do Piaska. Mało miał ostatnio czasu, by się przyczepiać do dzieci Zięby, tak więc teraz siadł sobie obok kremowego, który wyraźnie nie wyglądał na najszczęśliwszego. Sam również nie był w stanie ,,piękna królewna”, chyba, że królewny noszą w swoim futrze ozdoby z grudek ,,piachu z otchłani ziemnych” oraz ,,mistycznych korzeni noszonych przez pradawne królowe”. Szept szczerze w to wątpił. Piasek natomiast słysząc głos kolegi, położył po sobie uszy i spojrzał na niego spod byka. 
- A jak myślisz? Chociaż bardziej zły jestem na twoją matkę. Niesłusznie nas ukarała, to ty zachowywałeś się jak kocię, a nie my. Jeszcze wciągnąłeś w to nocniaka! Nie wstyd ci?
- Ah, no weź, musieliście widzieć z daleka jej chęć mordu. Poza tym nocniak wcale nie wyglądał na niezadowolonego, zmuszonego ani udręczonego - spróbował przedstawić swój punkt widzenia. Niemniej już teraz słyszał, jak słabo on brzmi. 
- Dlatego to Srebrzysty poszedł załatwić tą sprawę - westchnął ciężko. - Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Ale to i tak nie tłumaczy tego jak się karygodnie zachowałeś! Wyzywanie Lew na zgromadzeniu, mieszanie w to obcego, myślisz, że nie przekazał swojemu klanowi, że jesteśmy podzieleni? Przecież jeżeli są mądrzy, mogliby to wykorzystać przeciwko nam.
- Oni też są podzieleni - mruknął wzruszając barkami - Mają problem do czekoladowych. I mądrością to oni nie śmierdzieli, zanim uznają, że mogą to wykorzystać, to pozabijają się nawzajem. No a Lew nie wyglądała na jakąś bardziej przejętą. Mam wrażenie, że ty bardziej.
- Bo nie lubię, gdy ktoś szydzi z mojej rodziny! Jestem jedynym kocurem, który o nią dba. Czuje się zobowiązany, aby ją chronić. Ty masz braci, którzy mogą cię odciążyć, a ja tylko siostry. To na mojej głowie wszystko spoczywa. A jeszcze przez tą karę... nie mogę wychodzić z obozu ze Srebrnym. Na dodatek matka jest o to wszystko zła, ponieważ to skaza dla naszej rodziny. Mieliśmy być w końcu idealni, a same z nami problemy. - Położył po sobie uszy.
- No, przynajmniej z tym pierwszym się zgadzamy - wymamrotał bicolor jakby od niechcenia, zaraz jednak biorąc większy oddech nie robiąc między wypowiedziami prawie w ogóle przerwy - Poza tym hej! Kara nie będzie trwać wiecznie, ty przynajmniej nie kopiesz dołów całymi dniami a Srebrnego masz w obozie. A twoje siostry wcale nie są wielce potrzebujące pomocy, więc nie musisz się o to bardzo martwić... zgaduję?
- No właśnie. W obozie... - mruknął smętnie. - Nie mogę się przez to z nim spotykać, bo zaraz ktoś coś zauważy i będę miał kolejne problemy. A zresztą... nie zrozumiesz... To skomplikowane. Może ci się wydaje, że nie jest źle, ale jest. Musze na powrót zdobyć zaufanie matki, nie chce ze mną rozmawiać i... i prawdopodobnie moja przyszłość legła w gruzach. W końcu każdy będzie mi wypominał to, że mnie zdegradowano, nie osiągnę wielkości z tą łatką.
- Niby dlaczego - Szept podrapał się za uchem - Odkładając na bok moje wrażenie że to bardziej ambicje twojej matki, której swoją drogą powinno przejść, bo każda stereotypowa matka koniec końców rozmięka, chyba, że jest sztywna jak moja... to kto ci broni nie wiem, być tam liderem za jakiś czas? Koty mają tendencję do zapominania, szczególnie jak pojawi się nowa drama czy coś.
- Obyś miał rację...
- Oczywiście, że mam. Po prostu z naszej dwójki jako jedyny jesteś czarnowidzem - niezbyt czystą łapą poklepał kolegę po głowie. - I dam sobie łapę uciąć, że zaraz pojawi się kolejna plota, która ten mało istotny wybryk zakryje. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

A i owszem, pojawiła się plota. A nawet dwie, w tym możliwe morderstwo. Hip hip, hurra! 
Sprawa Piaska głęboko zakopana. Pozostała ta z jego siostrą. 
-Nadal nie wierzę, że twoja siostra dorobiła się młodych - rzucił, kiedy wszedł do środka żłobka z kilkoma piórami i mchem, przez co jego słowa mogły brzmieć dość niewyraźnie. Nie zdziwiło go, że wrobili Piaska w niańkowanie. W sumie się tego spodziewał, więc pozostawało kwestią czasu, zanim Lewcia wykorkuje i pójdzie rozprostować kości. To był ten moment! Lilowy zaraz go wykorzystał. Widok we wnętrzu był zacny. Nie licząc Kwiecistego Pocałunku, która zajmowała się z Kurzą Pogonią (szczerze wojowniczka powinna już stamtąd wyjść, bo dostanie urazu zwanego jako wielkodupie) Tymiankiem, któremu to też lilowy potoczył kłębek mchu, był oczywiście Piasek z dwójką dzieciaków, które postanowiły widocznie zmaltretować mu uszy, bawiąc się w ,,śmierć degeneratom!” czy coś w tym stylu. 
- Niemniej! - tu odłożył piórka na ziemię, po czym wziął delikatnie za kark protestującego rudzielca, odkładając go na ziemię na posłanie z przyniesionych “zdobyczy” - Udały jej się całkiem kocie. - Rzekł, puszczając do odłożonego rudzielca oczko, chwilę później spuszczając nad jego głową jedno z mniejszych piórek, zaliczających się jako ,,pierze” czy jakiś puszek. - Ty natomiast zdaje się, że zyskałeś całkiem nowoczesną fryzurę - Zerknął na futro Piaska z wymownym uśmiechem. 

<Piasek?>

28 października 2023

Od Piaskowej Łapy (Piaszczystej Zamieci) CD. Szepczącej Łapy (Szepczącej Pustki)

 Słysząc głos brata Srebrzystej Łapy, poderwał się od razu na równe łapy. Trochę stresował się rozmową ze starszym kocurem, ponieważ... No właśnie. Był ojcem tej dwójki, a o jednego z nich się właśnie tu rozchodziło. Musiał wiedzieć jak rozpoznać prawdę, kryjącą się za fikcją, a jednocześnie zadawać pytania tak, aby nikt nie domyślił się, że coś było na rzeczy. Patrząc na to jak szybko Szepcząca Łapa odgadł jego zamiary, obawiał się, że i Konwaliowy Powiew się ich domyśli. Nie mógł się jednak wycofać. Nie teraz. 
Wziął głęboki oddech i ruszył wraz z Szeptem w kierunku jego ojca. 

***

Rozmowa przebiegła znośnie. Wojownik okazał się miłym rozmówcą i nie dopytywał, gdy zaczynał się zacinać i plątać w słowach. To nie był w końcu dla niego łatwy temat. Ale okrężną dość drogą, uznając to po prostu za wrodzoną ciekawość dowiedział się tego i owego. Niezbyt to mu pomogło, ponieważ bał się wykonać jakieś gesty, które upewniłyby go w swoich uczuciach. Dlatego też postanowił na razie sobie odpuścić. Może tak jak Srebrzysta Łapa twierdził, to były tylko żarty, a on się za bardzo tym wszystkim przejął. 
Podziękował więc za pomoc i wrócił do siebie, oddychając z ulgą. To była dość stresująca rozmowa. I nagle dojrzał rudy kształt. No tak! Czemu o tym nie pomyślał! Dziadek przecież lubił kocury, nie krył się z tym, a nawet opowiadał wiele razy o swoim partnerze, który go potwornie skrzywdził. Może i u niego powinien zasięgnąć rady? W końcu... Lepiej mieć szerszy pogląd do tych spraw od wielu osób. 
— Dzięki za pomoc z tym wszystkim — zwrócił się do kolegi, który przez ten cały czas go wspierał. — Nie rozpowiadaj tylko o tym nikomu, jasne? 
— Tak, tak, jasne, może się uda — odparł kolega, a on zamarł. 
— Nawet tak nie żartuj! — pisnął przejęty. Stanął przed nim z zaciętością w oczach. — Jak się dowiem, że komuś wygadałeś to się z tobą policzę! — nie chciał mu grozić, ale nie widział innego sposobu. W końcu jak dojdzie to do niepowołanych uszu, może mieć przesrane. 
Szepcząca Łapa kazał mu wyluzować i wrócił do legowiska uczniów. Wziął głębszy oddech. Jakby to było łatwe... 

***

Minęło kilka księżyców, dorósł i podchodził do spraw ze znaczną powagą. Odkąd został wojownikiem, mógł wychodzić z obozu kiedy tylko chciał. Czuł się wspaniale. Ta wolność to była najlepsza rzecz, która go spotkała. Matka nie mogła już za nim latać, ponieważ wykręcał się obowiązkami. Ukazywał siebie jako pracowitego kota, gdy tak naprawdę wykradał się ze Srebrzystym Nowiem poza obóz, gdzie mógł być sobą. Na dodatek tak jak pragnęła tego Lwia Paszcza, starał się być pomocny klanowi. Chętnie zgłaszał się do różnych obowiązków, zagadując Sójczy Szczyt. Kotka w jego mniemaniu była dziwna, ale jej strategiczne podejście do wielu spraw bardzo mu zaimponowało. Poprosił ją nawet o wyjaśnienie mu różnych kwestii związanych z planowaniem różnych spraw, co zdawało się ją zaintrygować. No ale cóż... To, że można było przewidywać rzeczy na podstawie obserwacji, było dla niego dość ciekawym zagadnieniem.
Właśnie wracał z miłej pogawędki z zastępczynią, gdy dojrzał Szepczącą Pustkę. Uśmiechnął się zawadiacko do kolegi, zastępując mu drogę. 
— No, no. Nareszcie zostałeś wojownikiem. Gratulacje. Chciałbyś się przejść? Nadeszła Pora Nowych Liści i podobno na patrolu widziano już pierwsze kwiaty. Mam plan, aby trochę ich narwać dla... — przerwał, jakby sobie przypomniał, że ta myśl nie powinna w ogóle się pojawić. Musiał jednak jakoś z tego wybrnąć. — No... Dla mamy, ona je uwielbia — zmieszał się pod koniec. 

<Szept?>

17 października 2023

Od Szepczącej Łapy CD. Piaskowej Łapy (Piaszczystej Zamieci)


Słuchał wywodu Piaska z kremową łapą przy pysku, powstrzymując się by nie wywalić oczu ku niebu na wzmiankę o siostrach, jak i również o bracie i jego "żarcie". No tak, te to miały w tej sprawie na pewno najwięcej do gadania. A Srebrny? Cóż, nie, żeby lilowy był zaskoczony, w sumie było to nawet śmieszne. Jak go przyciśnie... ciekawe jaką będzie miał reakcję? Nie mógł się doczekać! Natomiast to paplanie Piaska i jakiś irracjonalny strach... eh. Kiedy kremowa łapa nadal była na jego pysku, zwyczajnie wyciągnął jęzor i ją oblizał, 
 patrząc chwilę potem na skrzywienie się i wytarcie kremowej łapy o ziemię.
- Pfe - liznął się zaraz potem w łapę, chcąc pozbawić się smaku czyjejś kończyny w pysku - I znowu to robisz. To swoje ,,A! Nie mów rodzince, Lwiątko i Iskierka będą złe, bla bla bla, zjedzą mnie" Ale jak tam chcesz. Nie bój ryby, zamilknę jak siostra! - tu przerwał, na moment się zastanawiając, czy aby nie powinien uważać na to co mówi. Tylko na moment. - Tak czy inaczej, jak chcesz to mogę Srebrnego dopytać. A jak chcesz sobie pogadać, to może idź do mojego taty? Podobno miał tam jakieś swoje miłości w przeszłości - zaproponował.
- N-nie trzeba - pisnął szybko. - Nie pytaj go. Ja sam to załatwię. A twój tata... Um... Nie wiem czy chętnie się podzieli swoją wiedzą. Nikt nie może się dowiedzieć o tym co wiesz. B-bo... Bo nasze rodziny niezbyt się lubią.
- Masz chyba złe wrażenie o moim ojcu - spostrzegł drapiąc się za uchem nogą, odmowę pomocy przy Srebrnym odbierając neutralnie. - Może ostatnio jest trochę nieswój i wygląda jak niedźwiedź, ale jeśli chodzi o najbardziej żenujące sprawy, to chyba lepszej osoby w okolicy nie znajdziesz, a tata lubi robić te swoje wykłady. - Na ostatnie zdanie się nieco skręcił na pysku. Czasem z tych wykładów musiał uciekać.
- Ej! To wcale nie jest żenujący temat! - oburzył się kremowy. - M-mogę zapytać, ale jeżeli pójdziesz ze mną. Tylko nie mów mu o kogo chodzi. To tak z czystej ciekawości, nic więcej.
- Tak, tak, a na koniec wszyscy rzygali tęczą - odrzekł, po czym wstał i się przeciągnął - No, jeśli potrzebujesz eskorty. Chociaż nie wiem, czy przez przypadek nie wychodził. - zauważył, rozglądając się przy tym na boki.
- Możemy sprawdzić. - Również się podniósł, szukając wzrokiem ojca liliowego. - A jak wyszedł to... To poczekamy.
Już w połowie nie słuchając drugiego ucznia, Szept wziął głęboki oddech
- TA- przerwał. Piasek coś mówił o dyskretności, co za utrapienie. Westchnął, kierując się do pierwszego lepszego miejsca, legowiska wojowników, po drodze jeszcze rzucając do Piaska, by sprawdził w starszyźnie, jednak gdziekolwiek by nie szukali, Powiewa nie było, aż w końcu zainteresowany Owca stwierdził, że widział jak współstwórca Szepta wychodził jakiś czas temu. Cóż więc pozostało robić? Przecież nie będą przeszukiwać całego terenu, bo już kompletnie byłoby to bez sensu. Lilowy więc uznał, że sobie poczekają i Piaska zawoła gdy rodzic po prostu wróci. Nie trwało to jednak jakoś długo, by usłyszeć głośny głos wojownika, wchodzącego do obozu z uśmiechem na pysku, widocznie będąc zadowolonym ze swojego wyglądu (strasznie chaotycznego i z dodatkowymi liśćmi) jak i z samego patrolu, który traktował jak przyjemny spacer. Uczeń nie tracił czasu. Zaraz dopadł do Piaskowej Łapy, gdy ten tylko znalazł się w jakiejś bezpiecznej strefie. 
- Wstajemy, wstajemy śpiąca królewno - zanucił stając nad odpoczywającym uczniem - Chyba, że chcesz przegapić wizytę u medyka od spraw emocjonalnych. 


<Piasek?>
[551 słów]
[przyznano 11%]

14 września 2023

Od Piaskowej Łapy CD. Szepczącej Łapy

*po zgromadzeniu*

Ostatni patrol przebiegł dobrze. Porozmawiał sobie z Szepczącą Łapą, dziwiąc się, że w ogóle dało się z nim normalnie porozmawiać. Dowiedział się dużo ciekawych rzeczy, o których nie wiedział. To pokazywało mu jak ograniczała go matka. Gdyby nie jej zakazy, wiedziałby jak wyglądają śnieżynki. 
Dzisiejszy trening przebiegł jeszcze lepiej, ponieważ jego mentorką została sama liderka. Był to dla niego zaszczyt. Może i powinien się tym zmartwić, w końcu Różana Przełęcz za nim nie przepadała, ale wolał ją od Tropiącego Szlaku. Dziwił się w ogóle, że pomimo tego co jej powiedział, ta nie ukarała w żaden sposób kocura. Może nie miała czasu? Zapomniała? 
Wracał zamyślony, nagle zderzając się z synem wcześniej wspomnianej osobniczki. Zamrugał zaskoczony, ponieważ od dawna nie rozmawiał z liliowym. Śmierć jego siostry obeszła się echem w klanie. Żal mu było Stokrotkowej Łapy. Nie zasłużyła na taki koniec. Przez jakiś czas nawet szkolił się pod okiem kogoś innego, by liderka mogła pochować i opłakiwać swoją córkę w spokoju. W zasadzie nie zastanawiał się jak to wszystko wpłynęło na Szepta. Gdyby to on stracił siostrę, chyba nie dałby rady dłużej żyć. Wolał więc nie przywracać bolesnych wspomnień, do których doszło już kilka księżyców temu. Na dodatek wciąż w głowie kłębiło mu się od myśli związanych ze Srebrzystą Łapą. Kocur w końcu powiedział coś co sprawiło, że nie potrafił na niego patrzeć tak jak wcześniej. 
— Szepcząca Łapo? Um... Hej. Chciałbyś może... — zaczął próbując ubrać to jakoś w słowa. — Spędzić trochę razem czas? Może na pazurkach? — zaproponował, przypominając sobie, że obiecał liliowemu pokazać ten zabieg, gdy będzie miał dla niego trochę czasu. Na dodatek był bratem Srebrnego. Kto jak nie on, znał go najlepiej ze wszystkich? Może byłby w stanie wytłumaczyć mu zachowanie przyjaciela i odpowiedzieć na pytanie, czy to możliwe, że Srebrnemu się podobał. 
Lilowy patrzył przez moment na niego, jakby pierwszy raz widząc go na oczy, dopiero po chwili orientując się w sprawie. 
— Hmmm kto wie? Tyle ostatnio mam na głowie... — mruknął niby obojętnie, patrząc gdzieś w bok.
— N-no dobra to nie będę przeszkadzał. — Zwiesił smętnie uszy. Może niepotrzebnie podchodził. Już chciał odejść, lecz kocur zaraz mu przerwał, zastępując mu drogę. 
— Żartowałem. Idę z tobą. 
Od razu lekko się uśmiechnął, ponieważ nadzieja powróciła. Zaprowadził ucznia na ubocze obozu, rozglądając się za jakimś kamieniem. Gdy już jakiś okaz wpadł mu w oko, usiadł, pokazując koledze jak należało dbać o pazury. 
— A więc... Sprawa jest prosta. Masz pazur, ostrzysz go o tak. — Zaprezentował, pocierając nim o twardą nawierzchnię skały. — A on robi się błyszczący i ostry. Nie można go tylko spiłować, bo będzie tępy. Trzeba to robić z głową. 
Kocur poruszył z niezadowoleniem uchem na dźwięk, jednak zaraz sam spróbował, oglądając jego poczynania. Szło mu to dość niemrawo, ale wierzył, że dojdzie do wprawy. 
— W sumie to bym wolał, gdyby kamień sam mi te pazury nabłyszczał — zagadnął syn Różanej Przełęczy, zerkając na "postęp" jaki uczynił.
— Nie jest to przyjemny dźwięk, prawda... Niestety... Nie istnieje nic takiego co ci samo je nabłyszczy. No chyba, że mama ci pomoże — miauknął, przypominając sobie jak kocica mu pomogła przywrócić łapy do używalności. — Um... Szepcząca Łapo, bo... Mam takie pytanie. Czy... Lubiłeś kiedyś jakiegoś kocura, ale w sensie takim, że nie jako kolegę — przełknął ślinę, czując jak czerwienieją mu uszy. 
— Co ty, mnie to matka całego by chciała przywrócić do używalności — mruknął po kolejnym przeciągnięciu i obejrzeniu pazurów, znad których spojrzał na dosłownie moment po kolejnym pytaniu. — A co ty, gej jesteś? — zażartował, wracając jak gdyby nigdy nic do dalszej "pracy" — Nah, u nas same staruchy, a w innych klanach baby. Nie kręci mnie flirtowanie z jakimś trupem jedną łapą w grobie stojącym, co ledwo do śmietniska dochodzi o własnych siłach.
Poczuł jak jeszcze bardziej się peszy. No tak. Mógł się spodziewać, że Szepcząca Łapa nie będzie w stanie mu pomóc zrozumieć zachowania Srebrnego. Założył, że może też miał takie preferencję, dzięki czemu dowie się, jak miał odbierać zachowanie młodszego. 
— J-ja? N-nie wiem... A-ale odpowiedziałem k-kocurowi, że mi się podoba, jak o to zapytał, ale po-potem jak usłyszałem o związku t-to się przestraszyłem, a o-on powiedział, że t-to były żarty, bo lubi mnie p-peszyć, ale ja nie wiem czy to na pewno były żarty... A jeśli go zraniłem? J-jak sprawdzić czy lubi się naprawdę k-kocury a nie kotki? — Zakrył pysk łapami, czując jak cały płonie. 
Że też zebrało mu się na zwierzenia.

<Szept?>
[727 słów]
[Przyznano 15%]

31 sierpnia 2023

Od Szepta (Szepczącej Łapy) CD. Piaskowej Łapy

UUUuuuu, ale się wygrzmocił. To było pierwsze co zobaczył, kiedy stanął obok Diamentowego Wąsa, by popowidziać pracę łap Piaska. Aż z pyska srebrnego wyszło to ,,uu” na wierzch, z taką miną, którą się robi kiedy ktoś przygrzmoci głową w znak drogowy. Patrzył potem w milczeniu, jak Piasek do nich podchodzi. 
- Ale glebę zaliczyłeś. Nigdy nie sądziłem, że ktoś się może wywalić w taki sposób - rzuca w odpowiedzi na powitanie, z całkowitą szczerością w głosie, po czym zerka na Kurę. Po czym na Diament. Polowanie na króliki? Nie no kurde, nie chciało mu się, o takich rzeczach się uprzedza, miał być spacerek! Kremowy zmarszczył pysk w wyrazie niezadowolenia.
- Sądzę, że też byś się wywrócił, nawet w głupszy sposób - rzucił nieco oschle, na co lilowy kocur wzruszył ramionami, robiąc tą taką minę typu ,,być może", niczego nie wykluczając. 
Tropiący Szlak słysząc to, podszedł do swojego ucznia, karcąc go za jego zachowanie spojrzeniem. 
- Grzeczniej do syna liderki. Założe się, że nie wywróciłby się tak szybko jak ty. W końcu nie jest paniusią - bury zakpił, rzucając okiem na liliowego.
Szept spojrzał zdziwiony na Tropiący Szlak z nieokreślonym wyrazem pyska, chociaż gdzieś w oczach błysnęło mu zdziwienie. Potem powrócił ślepiami na Piaskową Łapę, jakby chcąc odczytać z jego twarzy jakieś wyjaśnienie, a potem znów na Tropiącego. ... Co do chuja? 
- Tropiący Szlaku, ależ nic się nie stało, nie ma powodów do naskakiwania na Piaskową Łapę... - zaczął swoje zapewnienia, w najbardziej grzeczny i spokojny sposób, jaki go nauczono. Znaczy, jasne, mógłby się tak zachowywać na co dzień, ale po co. 
- Syn liderki czy nie, nie zasługuje na jakieś specjalne traktowanie - odezwała się w końcu Diamentowy Wąs, która widocznie nie chcąc się użerać z możliwym jojczeniem Szepta, który zdążył ułożyć w tym czasie sporą formułkę, zwróciła się zaraz do niego - Idziemy czy zostajesz. - kocur nie musiał się zbyt długo namyślać. 
- Ślisko jest, mokro i jest błoto. Złapiemy wszyscy przeziębienia jak będziemy się kąpać w błocie. No i Wiśnia będzie mieć kolejne obicia i skręcone kończyny do naprawiania. Nie widzę w tym ani cienia sensu, ja bym dokończył obchód graniczy i ewentualnie przy okazji jakąś srokę złapał. Potem któreś z was musiałoby nas nieść. Albo na odwrót. W końcu mamy trenować wszyscy - wygadał się, po czym wzruszył lekko ramionami. Najlepiej się coś znajduje jak się tego nie szuka. Możliwe też, że przy okazji właśnie podłamał trochę pewność Tropiącego Szlaku odnośnie bycia ,,paniusią". Szept był największym leniem jakiego świat widział, swój umysł wykorzystujący jedynie dla celów robienia jak najmniej. Tropiący Szlak musiał się z tym zmierzyć, i jak widać, szło mu ciężko. Bury zdębiał, wpatrując się w kocurka zdziwiony. Zaraz jednak prychnął, kręcąc łbem.
- Nieść? Pff! W tyłkach się wam poprzewracało. Piaskowa Łapo, idziemy. Znajdę ci inne zajęcie.
Syn Zięby westchnął ciężko, ale posłał Szeptowi wdzięczne spojrzenie, podczas gdy Szept niemal nie prychnął, widząc kątem oka wyraz na pysku Tropu. Huh, może jednak mama miała rację i koty to debile? Ale śmiesznie. I zachowywał się, jakby był niezniszczalny! Co on się, bólu nie bał?
- A może pójdziemy z nimi na obchód granic? - zaproponował. - Dawno tego nie robiliśmy. 
Mentor Piaska skrzywił pysk, rzucając okiem w stronę ich trójki.
- Diamentowy Wąsie? - zwrócił się do kocicy, oczekując na decyzje w tej sprawie.
Zaraz potem jednak padła propozycja, przez którą wszystkie oczy utkwione były w szylkretce, która to z kolei nie wyglądała na wielce przejętą. 
- Obojętnie, możecie iść z nami - rzuciła, co Szept przyjął z podobną obojętnością. 
Piaskowa Łapa odetchnął z ulgą, słysząc zgodę padającą z ich pysków i od razu podbiegł do ich dwójki. Bury wojownik dołączył chwilę później, mamrotając coś pod nosem.
- Dzięki - szepnął do Szepczącej Łapy kremowy, uśmiechając się lekko.
- Tropiący Szlak jest zawsze taki nadęty? - spytał cicho zniżając głowę, z dość skoncentrowaną miną.
- Tak... Niestety - mruknął pod nosem, kierując kroki przed siebie. - A jak... z twoją mentorką? Podoba ci się?
Kocur zamyślił się na chwilę, zerkając w stronę Diament, po czym wypchnął przez nos powietrze. 
- Nie jest zła, pozwala mi wybierać jak za długo jęczę - przyznał się, z zadowolonym uśmiechem - Ale czasem przypomina mamę. Wtedy mam dziwne uczucie, jakbym już coś przeżywał podobnego wcześniej. Rozumiesz, o co chodzi?
- Niestety... nie... Nie znam dobrze twojej mamy. Wydaje się za mną nie przepadać. Próbowałem się z nią za kocięctwa zaprzyjaźnić, ale nic z tego nie wyszło. Jest uprzedzona. Jak wszyscy... Nieważne. - Kremowy pokręcił głową wyrzucając z niej natrętne myśli. 
- Liczę, że długo nam to zajmie. Nie chcę wracać do ganiania za królikami...
- A, to dlatego, że - tu przerwał, a na jego pysk wkradł się zmarszczony wyraz konsternacji i skupienia.  - Po prostu jest stara i dziwna, i czasem mnie przeraża, już nawet siwieje, widziałeś? Jakbyś zaczął słuchać jej wykładów historii to w sumie też byś zdziwaczał, cud, że z rodzeństwem jeszcze chodzimy normalnie, chociaż kto wie? - tu nachylił się i jakby się dało, mówił jeszcze ciszej - Mam podejrzenia, że niektórzy z mojego rodzeństwa postradali już rozumy - rzekł niezwykle poważnie, po czym powrócił do poprzedniej pozycji z typowym dla siebie uśmiechem. 
- Jak będę wystarczająco długo narzekać, to ulegną - stwierdził - Poza tym, możliwe, że będziemy też szukać tych nor, które prowadzą do tuneli. Chociaż szczerze mi się nie chce.
Piasek zachichotał pod nosem słysząc co kocurek powiedział o swojej mamie.
- Prawda. Jest dziwna, to fakt. I nie da się nie zauważyć, że wiekiem dorównuje mojemu dziadkowi. Czy ja wiem... - mruknął na wzmiankę o jego rodzeństwie. - Srebrny jest fajny. Zabawny... - Jego uśmiech się powiększył na myśl o przyjacielu. - Nory... Ugh... Oby nie. Matka zrobi mi kąpiel stulecia jak się dowie, że kopałem tunele. Już była na mnie zła za to, że połamałem sobie podczas jednego treningu pazury. Ale już z nimi lepiej. Naprawiła mi je - rzekł z dumą.
- Nah, wygląda młodziej, poza tym historycznie wynika tyle, że jest młodsza. Ale i tak jest stara i coraz częściej zrzędzi - rzucił jeszcze w temacie Róży, po czym urwał, zerkając w czystej ciekawości, dość badawczo na Piaska - Zdążyłeś zapoznać całe moje rodzeństwo - zauważył, może z lekkim wyrzutem. On sam nie miał co obkupywać, Iskrząca Łapa może tylko była śmieszna, bo podłapywała jego grę, ale nadal tak samo śliska jak Lew, przez co Szept czuł się trochę osamotniony. Może powinien poznać przyjaciół z innych klanów? Chciał w końcu pogadać z kimś, kto nie znał go od małego - I no nie, nie chodzi mi o kopanie. O szukanie. - Poprawił go, zerkając przy okazji na Diament i na to, gdzie się znajdują - Yś, połamałeś? Ale widać przeżyłeś kolego, więc masz jedno doświadczenie więcej! Chociaż co to, naprawiła? Dokleiła ci jakieś swoje? - Przekręcił głowę w niezrozumieniu, jednak kremowy pokręcił głową.
- Nie. Spiłowała je i naostrzyła. Są przez to krótsze, ale wyglądają jak sprzed wypadku. Pokazałbym ci, ale są teraz całe brudne od błota. - Skrzywił pysk. - Lepiej prezentują się czyste i lśniące. Nie mogę się doczekać aż dojdziemy do rzeki. Wykąpie się. Niby Pora Zielonych Liści, a nie czuć. - Spiorunował wzrokiem kałuże. - Może Porą Nagich Drzew będzie lepiej. Nigdy nie bawiłem się śniegiem. Podczas treningu będę miał okazję. Już nie mogę się tego doczekać.
- Może będziesz mieć okazję mi je kiedyś pokazać - Mruknął, lekko szturchając kremowego. Może Szept nie wyglądał, ale był dość próżny przy okazji, posiadanie ładnych pazurków było czymś, czym mógłby się szczycić. Zaraz jednak uniósł głowę, z uśmiechem który sugerował, że właśnie coś dobrego lub zabawnego ukazało się w jego jasnej główce. - A ja złamałem zakazy! - miauknął z dumą - Ale śnieg jest zimny, klei się, a jak się stopi to zamienia się w wodę. Chociaż w sumie zastanawiam się jak to jest, wiesz? Bo czemu on spada z nieba? Widzisz, to tak jak deszcz, ale to jest zimne i lżejsze i bardziej suche. Poza tym, ma przeróżne wzory, musisz się kiedyś przypatrzeć. Najlepiej widać na ciemnym futrze, więc musiałem się bardziej przyłożyć, albo prosić by jakiś wojownik do mnie podszedł. Poza tym, śmiesznie rozpuszcza się w pysku! Znika, niesamowite prawda? W ogóle zjawiska pogodowe. Są od siebie w jakiś sposób uzależnione, chciałbym wiedzieć w jaki - Zaczął swoją paplaninę, chociaż nie spodziewał się po Piaskowej Łapie odpowiedzi na coś, na co nawet dorośli mu nie odpowiedzieli. Musiałby pewnie następną porą zielonych liści obserwować w dni upalne jeziora, by dojść do kilku wniosków. Towarzysz słuchał tych słów z uwagą. 
- Nie wiedziałem o tym - przyznał szczerze. - To z topieniem i zimnem to owszem, ale że ma kształty? Trochę zazdroszcze, że je widziałeś. Trudno mi to sobie wyobrazić.
- Będziesz mieć okazję obczaić je kiedy spadną - wzruszył barkami, chociaż jego ego właśnie poczuło się dobrze, że wiedział coś, co starszy kolega nie. - No i oczywiście, jak coś to możesz pytać - dodał, zadowolony z siebie. Zdążyli przejść już kawałek, znaleźli może z jedną norę, jednak była ona zwykłą króliczą norą, bez przejść do tajemniczego podziemia, a opadła i mokra trawa nie ułatwiała zadania. Może to i dobrze? Szept nie miał ochoty wchodzić w ciasne i zimne miejsca. 


<Piasku?>

[1450 słów]
[Przyznano 29%]



Od Piaska (Piaskowej Łapy) CD. Szeptu (Szepczącej Łapy)

 Jak to czy myślał o tym czy nie być rudym? No myślał, ale to było niewykonalne! Nawet jeśli wybrudzi się w ziemi, deszcz jak i język matki, a także sroga od niej kara, to wszystko zmyje. Nie dało się zmienić zabarwienia sierści. To wszystko było przekazywane przez rodziców, tak samo jak kształt pyska czy uszu. Szept oczywiście jak na typowe, zwykłe kocię, bez grama inteligencji tego nie rozumiał. Dla niego świat był pewnie prosty. Nie widział go tak, jak widział to on. Nie był zmuszany do bycia dorosłym, gdy jeszcze miało się mleko pod nosem. 
— Tak. Ale nie da się tego zrobić. Rudy zawsze pozostanie rudym. Tak jak i ty, nie zmienisz zabarwienia swojej sierści na zawsze, tak i ja nie dam rady — westchnął ciężko, ponieważ ten temat bardzo ciążył mu na sercu. Zasmucało go to, że koty tak podle traktowały jego rodzinę. Nie zasługiwali na to. 
— Muszę już iść. Mama mnie woła — usłyszał głos królowej, która musiała właśnie zauważyć, że rozmawiał z synem Różanej Przełęczy. Pożegnał się z nim i podbiegł do mamy, która zaczęła go od razu wylizywać, tak jakby w obawie, że mały kocurek przenosił jakieś robactwo, które mogło go zainfekować. 

***

Poślizgnął się na grząskim gruncie, gdy biegł za królikiem i wyrżnął pyskiem o ziemię. Usłyszał za sobą szyderczy śmiech mentora, który świetnie się bawił. Najgorsze było jednak to, że tym razem to nie była wina wojownika, a Pory Zielonych Liści, która mu wyglądała bardziej na Porę Opadających Liści. Ciągle lało i lało, czasem wracał cały przemoczony do obozu, gdzie mama go osuszała i wygrzewała jego zmarznięte ciało. Teraz poczuł jak namokła ziemia, nieprzyjemnie spływa mu po psyku, gdy podnosił się na kończyny. 
Najgorsze było jednak to, że nie tylko mentor był świadkiem tego jego ślizgu. Dojrzał wpatrującego się w niego z zaciekawieniem Szepczącą Łapę, wraz z Diamentowym Wąsem. Poczuł jak policzki płoną mu pod sierścią ze wstydu i zażenowania. Że też musieli wybrać to samo miejsce do ćwiczeń co oni! 
— Um... Hej? — zwrócił się do kolegi, szybko wycierając ubłocony pysk o bark. 
— Nie chcecie się przyłączyć do polowania na króliki? — zapytał Tropiący Szlak, chcąc najpewniej pooglądać jak dwoje uczniów ślizga się po kałużach i błocie w pogoni za gryzoniami. 

<Szept?>

[363 słów]
[Przyznano 7%]

19 sierpnia 2023

Od Szeptu CD. Piasku (Piaskowej Łapy)


Kocurek zamyślił się przez chwilę, w milczeniu patrząc na Piaska z oczami bez wyrazu. 
- Skąd wiesz? Ty tesz szadnych nie masz - stwierdza w końcu czysto, oczekując równie czystej odpowiedzi, ale szczerze wątpił, by Piasek znalazł sobie kogoś do… uh, zabawy? Spośród innych kociąt. Znaczy, jeśli jakieś by się oczywiście pojawiły, bo jak na razie było tylko jego rodzeństwo i… no, rodzeństwo Piaska. Bez sensu, nie da się mieć przyjaciół wśród rodzeństwa. W końcu to co innego. 
- Mam! Mam... kilku... I mnie lubią a ciebie nie.
- Wymyślonych? - Pyta prosto z mostu, jakby podważając wypowiedź Piaska, wraz z przekrzywieniem głowy. - Wymyśleni się nie liczą
- Nie są wymyśleni! Srebrny to mój przyjaciel. I Stokrotka... - dodał nieco ciszej, widocznie bojąc się reakcji kocurka na wieść, że ma dobry kontakt z jego rodzeństwem.
Kocurek pokręcił głową. 
- To się nie liczy, bo to moje lodzeństwo. Oni są skasani na pszebywanie s wami w jednym pomieszczeniu - stwierdza po chwili, nadal główkując. Oczywiście, że ,,ciebie nie lubią", całkowicie olał. W końcu wyszli z jednego brzucha, nie mogli się nawzajem lubić, to była czysta rywalizacja, dosłownie o wszystko! Z taką ilością dodatkowych rywali wokół siebie, czasem był czysty chaos, a przyznać głośno o rodzinnej więzi nie miał zamiaru, bo jeszcze by się porzygał.
- Ale... to przyjaciele. Nie są moją rodziną, więc się liczą - miauknął pewnie. - A ty? Ty nie masz przyjaciół w moim rodzeństwie, bo jesteś niemiły.
- A kto by chciał? - pyta, szczerze marszcząc pysk, nad którym teraz nie specjalnie panuje - Tfoje siostly są wledne i mają kije pod ogonami. I ufaszają się sa lepsze. Nie będę nikomu słuszył ! - Miauknął butnie, strosząc ogon. Ta cała Iskierka chciała z niego zrobić jakiegoś pomagiera, ale on się nie da.
- Wcale nie są... No... no może troszkę, ale tylko dla ciebie, bo jesteś niemiły. Gdybyś nie był taki wredny to zobaczyłbyś, że są fajne. I... i jak to służył? - Zamrugał zaskoczony.
- Nie tylko dla mnie. Dla innych tesz, po plostu jesteś ślepy - odparł obojętnie, jakby stwierdzając fakt - Posa tym ja tylko mófię plafdę. Chciałem zaploponować sabawę w potęszne foltece. A tfoja siostla na mnie fuknęła i była jak: ,,Nie, bla bla bla, Piaskowa Gfiasda, bla bla bla, będę się s tobą bafić jak bęciesz moim poddanym" - Wytłumaczył, zmieniając swój ton na "głos" Iskierki podczas swojego imitowania jej wypowiedzi. 
- Ploponowanie fam sabaw nie ma sensu - podsumował na końcu. W końcu jak ma się bawić z nimi i być miły, skoro jeden to ledwo żyje a reszta ma problemy o coś? Po prostu nie będzie tego robił i niech się wypchają! Piasek położył po sobie uszka słysząc to wszystko.
- My... Nie możemy się z wami bawić. Mama nam nie pozwala - wytłumaczył to już któryś raz z kolei. - I... i przykro mi, że tak cię potraktowała…
- To się jej postaw - stwierdza, jakby to była najbardziej logiczna rzecz na świecie. On ciągle marudził. Co prawda nie zawsze z pozytywnym skutkiem, ale to chyba normalne okazywać swoje potrzeby i niezadowolenie, nie? - I to pszeplosiny? Jeśli tak, to ich nie pszyjmuję, a tobie nie powinno być pszyklo. To tfoja siostla powinna pszeplosić.
- Nie... Nie mogę... Nie zrozumiesz. Ja kocham swoją mamę i nie chcę jej zasmucać - miauknął kremowy. - Nie, ja... Ja... Ja chciałem tylko... Bo to niefajne zachowanie z jej strony, prawda, ale ty także nie jesteś bez winy. Mnie nigdy nie przeprosiłeś za swoje dziecinne zachowanie i wkładanie mi palców do ucha.
- Nie lozumiem - stwierdza po chwili - Tfoja mama jest taka wlaszliwa, sze płacze i jej smutno jeśli slobisz cokolwiek na tso masz ochotę? Ale to ftedy tobie jest smutno, lubisz jak ci smutno? -  No dziwak! On by się nie dał. Racja, różnica charakterów, jednak jego ,,ja" było o wiele ważniejsze. No i trzeba było walczyć o swoje potrzeby, a nie patrzeć na to, że mama coś gada. Jego mama gada naprawdę sporo, najczęściej jakieś wykłady i historie, które są niesamowicie nudne. Ale jak nie słucha, to po prostu dostaje po uszach, albo widzi na jej pysku zirytowanie, a nie smutek czy coś. Na kolejne słowa Piaska jego oczy lekko zalśniły. 
- Ale to fajne! Moje lodzeństwo tesz się ilytuje, jak tak lobię i takie mają śmieszne miny - tu jednak przerywa, odchrząkuje i napina pierś, dumnie stawiając ogon na sztorc - Ale dobsze. Będę lepszy. Pszeplaszam, Piasku - Wymiauczał swoje dostojne przeprosiny. Czy w środku było mu przykro? Nie bardzo, po prostu chciał być lepszy od Lew i skoro Piasek chciał przeprosiny, to je dostał. Kremowy zamrugał zaskoczony i miło się uśmiechnął. 
- Dzięki. Nie sądziłem, że potrafisz być miły... I nie, moja mama nie płacze. Po prostu... Chcę dla nas dobrze - westchnął. - I właśnie dlatego nie zrozumiesz, bo nie jesteś jej synem. Ja też nie rozumiałem, ale z czasem to dostrzegłem. Przyzwyczaiłem się, że musze być inny od reszty kociąt. 
O! Jednak umiał się uśmiechać. Co prawda przez to wszystko Szept chciał mu dokuczyć w jakiś sposób. Nie ze złośliwości. No, może trochę. Po prostu tak reagował no! A Piasek wydawał się być powoli fajny. Nadal nudny, ale fajny, więc robienie psikusów wręcz pchało się do umysłu Szepta. Tyle pomysłów! 
- Nie ma splawy - odparł na pierwsze słowo, po czym dokończył, odpowiadając na to coś o byciu miłym - Zdasza się - miauknął w odpowiedzi, wzruszając jedynie barkami obojętnie. Pmh, ale oczywiście, że zawsze był miły. Po prostu na swój sposób. 
- Hm, hm. Lozumiem. Moja nam lobi wykłady. Są nudne, ale podobno konieczne - Podłapał temat marudzenia, kiwając głową ze dwa razy krótko ze zrozumieniem - A posa tym, jusz jeseś inny. -Miauknął głośno, po czym wskazał w stronę głowy kociaka - Masz zaklęcone ślimaki zamiast uszu!
- Też masz ślimaki -  wytknął mu to kocurek, wskazując na uszy Szeptu. - Bardziej zakręcone od moich, bo mają jeszcze jakieś włosy na końcówkach -  zauważył Piasek. 
- Właśnie, właśnie. Dlogi kolego jeseś baldzo sposszegafczy - tu siadł, uniósł głowę do góry i teatralnie łapką niby to "odrzucił" sierść na swoim policzku w tył, jednak nic to szczerze nie dało - Dlatego są wspaniałe i fyjątkowe i fiększość kotów ma nolmalne uszy, a te naleszą do mniejszości. A skolo tesz takie masz, to naleszysz do tej mniejszości a to osnacza, sze jusz jesteś  ,,inny nisz wszyscy" - odpowiada pewnie, z uśmiechem na pysku. Zaraz potem jednak robi skoncentrowaną minę patrząc gdzieś w bok i przykładając łapkę do brody niczym zamyślony Jezus - A pszynajmniej tak mófi tata.
- Ja nie lubię być wyjątkowy - zdradził to koledze. - Chciałbym być normalnym kotem... Bycie innym jest... ciężkie. To, że się wyróżniasz sprawia tylko problemy.
- Czyli nie lubisz ale musisz? Ale to snowu nie ma sensu - Gdzie tu logika, gdzie znany wszystkim sens? Jak czegoś nie lubisz to po prostu nie robisz i elo, sprawa rozwiązana, a jak ma ktoś z tym problem to już, no, jego problem, nie nasz. Przecież to proste i logiczne. 
- Fcale nie cięszkie. Ja to lubię moje uszy i być podziwianym.  A jak komuś się nie podobają to snaczy, sze mają ze sobą ploblem. I jak na lazie nie miałem szadnych ploblemów - odparł pewnie.
- Bo ty... nie jesteś rudy... - rzekł gorzko. - A mnie porównują wciąż do mojej praprababci, która zrobiła wiele złego. To nie jest fajne. - A. Aaaaa to o to chodziło. W umyśle kocurka zaświeciła się lampka, a sam jakby doznał właśnie olśnienia. A no tak, miał rację, chociaż ta ,,wyjątkowość” w tym przypadku to więcej czegoś złego niż dobrego. Najpewniej starsza wersja Szeptu rzuciłaby teraz czymś mądrym, jednak niestety obecne Szepcisko nie specjalnie rozumie nie dość, że uczuć kocich, to nie ma pojęcia jak się pociesza koty. Ba, nawet nie zdawał sobie sprawy przecież, że zrobił coś złego z tym paluchem. 
- A tak, szeczywiście - Miauknął jedynie w odpowiedzi. No bo co, linii krwi nie zmieni ani nic, postrzegania kotów również. - To chyba nie fajna ta fyjątkowośc w tym pszypadku. A myślałeś kiedyś o tym by nie być ludym? - Czysto teoretyczne, kierowane ciekawością pytanie wyszło z jego pyska, brzmiąc trochę jakby właśnie sprzedawał odkurzacz starym babciom, tym tonem kiedy musisz opowiedzieć o zaletach tego jakże genialnego turno odkurzacza i czemu musisz wybrać akurat ten okaz. Dodatkowo wyglądało to tak, jakby Szept miał możliwości natychmiastowej zmiany ubarwienia. Czy to pytanie było niewłaściwe? Lilowy tak czy inaczej nie zdawał sobie z tego sprawy. 

<Piasek?> 

27 lipca 2023

Od Piaska CD. Szeptu

 Pisnął, gdy poczuł jak mokry palec młodszego kociaka ląduje mu w uszku. To było... obrzydliwe uczucie! Gdy dzieciak uciekł, zaczął trzepać łepkiem, wycierając łapkami zwilżoną małżowinę. Najgorsze jednak było to, że ślina pociekła mu głębiej i nie mógł się jej pozbyć. Wpadł w ryk, chociaż nie powinien tak się zachowywać i wiedział, że dostanie bure od mamusi, pobiegł do niej ze łzami w oczach, tłumacząc co się stało. Kocicy chwilę zajęło uspokojenie spanikowanego malca i oczyszczenia jego uszka od flegmy nierudego. Tak właśnie znielubił kocurka jeszcze bardziej. Liczył na to, że ich drogi nigdy więcej już się nie zetkną, co było oczywiście trudne, bo żyli pod jednym dachem. 

***

Zachwycał się spadającymi płatkami śniegu. Tym razem mamusia pozwoliła mu usiąść przed wejściem, gdzie miała na niego oko. Pyszczek otwarty miał w wyrazie prawdziwego szczęścia, a gdy jakiś zimny płatek opadł mu na nosek, zaczynał się śmiać. Chciał przekroczyć niewidzialną granicę i poszaleć, a nawet polepić w białym puchu tylko, że... nie powinien. Musiał się zachowywać. Nie mógł być tak jak inne kocięta. On i jego rodzeństwo w końcu byli wyjątkowi. Coraz bardziej słowa kocicy do niego przemawiały. W końcu nie powinien się jej buntować. Zła mama to były kłopoty, których nie chciał. 
— A masz! — usłyszał znajomy głos, a zaraz poczuł jak dostaje kulką śniegu w pyszczek. 
Zamarł na moment, zwracając głowę na Szept, który właśnie cieszył się z tego, że udało mu się w niego trafić. Położył po sobie uszka. Był obrażony na młodszego, ponieważ kocurek zrobił mu tego obrzydliwego psikusa z uchem, po którym wciąż się nie pozbierał. 
— Przestań! — burknął obrażony. — Nie zachowuj się jak kociak! 
— Ale jestem kociakiem, jak ty! — przypomniał mu o tym, znów próbując w niego rzucić śniegiem. 
Uniknął tym razem tego pocisku, podchodząc bliżej liliowego. 
— Nie. Wcale nie. Ja umiem się zachowywać, a ty nie. Tak nie wolno. Jak będziesz tak się zachowywał to nigdy nie znajdziesz sobie przyjaciół! 

<Szept?>

23 lipca 2023

Od Szeptu CD. Piasku

Słuchając Piaska doszedł do wniosku, że jest jeszcze bardziej odklejony niż początkowo myślał. Usiadł koło niego, figlarnie patrząc na wywinięte ucho, chociaż zaraz zleciało na dalszy plan, gdy usłyszał coś o byciu… niegodnym? Zaśmiał się szczerze, niemal wybuchając przy tym, próbując złapać oddech i ograniczyć pojawieniu się łez w kącikach oczu.
- Pszczoły pszeszły ci z-z nosa do mózgu? - Pyta podczas łapania oddechu - Jestes najśmiesniejszym kotem jakiego znam, a pszeciesz znam moje lodzeństwo - Kolejna salwa kocięcego śmiechu, gdzie czasem wyłapać można było “chrumknięcia” spowodowane nagłą inhalacją. Nie spotkało się to jednak z żadną reakcją od strony kremowego, co niezbyt się lilowemu spodobało. 
- A ty jak staluch - stwierdził zaraz - Ja pszynajmniej umiem się bawić, a ty nie. Bolą cię kości czy jak? Tata czasem mówi, że go coś boli, a staluchy w legowisku stalszych to podobno już w ogóle! Mosze cię tam zaplowadzić? - Pyta po chwili, kiedy wreszcie się opanował, ze świecącymi oczami - O tak, chodźmy! Mosze się tam wpasujesz - Zakpił z zadowoleniem wstając i czekając aż rudzielec sam się podniesie i z nim pójdzie. Przecież w obozie są bezpieczni! Żadne Wilczaki czy inne niedźwiedzie nie chodzą po jego środku, z resztą i tak nie słuchał za bardzo połowy tego, co mówiła mama. Nawet, jeśli wilczaki nadal by były to i tak by wyszedł do starszych, byłaby to taka…. misja specjalna! A teraz wystarczy wyjść ze żłobka, co za problem? I tak im nikt nic nie może zrobić, no, a przynajmniej jemu, Piasek to tam ciężko stwierdzić bo wygląda i zachowuje się jakby miał splunąć na listek bo ten, niegodny uwadził go w twarz. W sumie śmiesznie by to było oglądać. 
- Nic mnie nie boli! - warknął oburzony. - Nie mogę się bawić. Mama mi nie pozwala, bo to zachowanie jest niegodne. - Kremowy nie ruszył się z miejsca, dalej leżąc na mchu.
- Nie plawda. Kasdy się bawi jako kociak. Pewnie twoja mama tesz, a telaz mówi coś innego. Po plostu nie umiesz się bawić, pszysnaj się. Nawet mój tata jest lepszy w zabawach. Ale spokojnie, trafileś na mistsza, ja cię nauczę. - Miauknął dumny, pusząc pierś. Może być mistrzem dla tego niedojdy, niech się cieszy, że ktoś się nad nim lituje. Bo naprawdę Szept nie rozumiał pojęcia ,,niegodny”. Było to słowo na tyle źle ulokowane, jeśli chodzi o zabawy, że dla kocura zaczęło to po prostu być niezmiernie śmieszne. 
- Nie mogę... Mama będzie zła. Zabawa strasznie brudzi futerko. Nie - Pokręcił łbem. - Odejdź. Nie mogę nawet z tobą rozmawiać. Moja siostra będzie zła i przestanie mnie kochać... Nie zrozumiesz! - Odwrócił się do kocurka tyłem. - Ja nie mogę.
- To masz gupią siostlę. A pseciesz czyścisz to gupie futlo co chwila, wystalcy je umyć jak się pobludzi - Stwierdza po chwili, marszcząc czoło. Co to za śmieszne myślenie i jakie nieodpowiednie! Przecież tata zawsze powtarzał… właśnie, tata! Może zaprowadzić go do niego? Powiew w końcu był mistrzem w dziedzinie wyjaśniania emocji, uczuć i tak dalej… Szept nie za bardzo był w tym dobry, więc zawsze to właśnie Powiew przychodził z pomocą. Tak, czas iść! - O! Chodź! Poznasz mojego tatę, on ci powie. On ci na pewno powie, bo on umie mófić. Masz moje słowo i ftedy mosze zlozumiem. 
- Wcale nie! Moja siostra jest mądra, nie jest głupia! Sam jesteś! - Trzepnął nerwowo ogonem. Słysząc o wycieczce do jego taty, zrobił wielkie oczka i pokręcił głową. - Nie! On... Ja nie mogę się z wami zadawać. Ani spotykać. Ani rozmawiać. I... i wychodzić ze żłobka. Będę miał przez ciebie problemy. Nie jestem... taki jak ty i inne kocięta. Muszę zachowywać się dorośle…
- Tak, szeczywiście, jest z tobą jakiś ploblem - stwierdził z niezwykłą zamyśloną powagą, odwołując się do ostatnich słów odnośnie bycia innym. Był aż zbyt inny, może to jakiś kosmita? Krowa w przebraniu? - Myśle, sze nawet wiem jaki. Jesteś stalcem w ciele kociaka! - Wyjawił po chwili napiętej ciszy z głosem jakby właśnie odkrył największe tajemnice wszechświata. Coś jak z tym ,,eureka” stereotypowo umieszczanych przy wynalazcach którzy coś odkryli, albo właśnie pochłaniają szkodliwe promieniowanie przez które umrą na raka za kilkanaście, czy tam kilka lat. - Albo jesteś choly. Masz światlow… śfiatłowstlęcie? Wstlęt przed światłem! Podobno są takie koty, wiesz? I nie mogą wychodzić na słońce bo je kszywdzi. Czy ciebie bije słońce? Poza tym, ja sie umie bawic, a wy nie. Jestescie jacyś dziwni i nawet wychodzić nie moszecie, lamusy. Ja jusz byłem z tatą zlobić mały obchód dookoła obozu! - Pochwalił się, zlewając komentarz o byciu głupim. Nic sobie z tego nie robił bo wiedział, że ma rację. Bo miał rację. I w tym przypadku miał co do tego niezwykle silne przeczucie, że mógłby się nawet o to kłócić do końca. 
- Jestem zdrowy! I nie jestem starcem! Lubie się bawić, ale... ale nie mogę. A na zewnątrz byłem wiele razy, ale z mamusią. Sam nie mogę wychodzić - sprostował. - Sam jesteś dziwny! Wyzywasz mnie ciągle, a ja nic ci nie zrobiłem! Jak chcesz się bawić to baw się z rodzeństwem, a mnie w to nie mieszaj. Nie chcę dostać przez ciebie kary! 
- Kala za zabawę? - Pyta niedowierzając, jednak rudzielec już nie reaguje, przez co Szept został sam z sobą i swoimi pytaniami. Zdegustowany całą tą sprawą, nie wiedząc jak naprawić widocznie zepsutego kociaka, obślinił palec i wetknął go w zawinięte ucho Piasku, zaraz potem zrywając się na łapy i uciekając w stronę swojego kącika z rodzeństwem. Musi pomyśleć i wymyślić jakiś plan i wtedy wróci!
 
<Piasek?>

22 lipca 2023

Od Piaska CD. Szeptu

Powoli docierało do niego to, dlaczego cała jego rodzina nie lubiła nierudych. Szept miał do niego jakiś nieuzasadniony problem! Nigdy nie przypuszczał, aby ktoś cechował się takim brakiem kultury! Kociak był bardzo niemiły. Kłócił się z nim i namawiał do złego! Na dodatek ukradł i zniszczył piórko, które dostał od mamusi! Nie płakał jednak za nim, ponieważ również uważał ją za beznadziejną zabawkę, lecz… Lecz to był bądź co bądź prezent od Zięby. A takich darów powinien pilnować jak oka w głowie! 
Przez resztę dnia siedział z siostrzyczkami i mamą, nawet nie zwracając uwagi na kociaki. Szept zepsuł mu całkowicie opinie o nich wszystkich, a żal trzymał go przez kolejne dni. Mógł śmiało stwierdzić, że nie przepadał za nim i raczej to było odwzajemnione. Gdy zapytał mamy, dlaczego nierudzi są wredni, odpowiedziała mu, że im się w tyłkach poprzewracało od wolności. Miał się tym nie przejmować, ale było to trudne. 
Dzisiaj pokazywał mamusi jak ładnie i samodzielnie czyścił futerko. Kotka pochwaliła go z czego bardzo się ucieszył. Był coraz starszy i mógł się nieco usamodzielnić, ale i tak mama zawsze powtarzała, że to ona myśli i decyduje o wszystkim co go dotyczy. Zgadzał się na to, bo w końcu tak się o niego troszczyła. A jej szczęście było także i tym jego. 
Słysząc czyjś chichot odwrócił łeb w tamtą stronę. Szept wpatrywał się w niego i prawie się tam dusił. Co niby było zabawnego w dbaniu o siebie? Niezbyt rozumiał to jego zachowanie. Jak nie wyzywał go od ślimaków to teraz mu odbiło.
Zignorował go, kierując dumnie krok na kawałek mchu. Umościł się na nim wygodnie, gdy zaraz usłyszał tupot małych łapek. Zerknął w stronę Szeptu, który nie odpuścił i znów przyszedł go nieco podręczyć. Musiał najwidoczniej wyperswadować, że jego zachowanie jest nieodpowiednie. 
— Zachowujesz się jak bachor — mruknął z oburzeniem do młodszego. — Daj mi spokój, a nie się chichrasz i do mnie podchodzisz. Nie chcę się z tobą bawić. Ja… ja nie mogę, bo to… niegodne mnie — burknął pod noskiem, chowając pyszczek pomiędzy swoje łapki. 

<Szept?> 

21 lipca 2023

Od Szeptu CD. Piasku


Jeju, ale z niego był napuszony buc! Mama miała rację, ci rudzi mają jakieś braki. Znaczy, nie powiedziała tak tego, ale on to widział! W końcu kocurek przed nim widocznie miał muchy w nosie i kija w du- nie, spokojnie, nie może się przyznać, że nauczył się takich słów bo dostanie po nosie, za podsłuchiwanie rozmów dorosłych. Lilowy zadarł nos i pokazał w stronę kocurka końcówkę języka. 
- Ha, wyglałem - miauknął dumnie z satysfakcją w głosie i nieukrywanym wyrazem ,,wygrałem frajerze” na pysku. W końcu kocurek zamilkł a to oznaczało, że nie miał już argumentów
- Zawsze masz takie muchy w n-nosie, czy ktoś ci je włoszył? - Pyta z nutką wredności w głosie, chociaż z drugiej strony słychać też ciekawość. Bo rzeczywiście, szczerze ciekawiło go to, jak to jest żyć w sposób niezwykle sztywny. On się w ogóle czymś bawił? Albo z rodzeństwem? Swoją drogą reszta z rudych kociaków też była jakaś odklejona, może powinien w nich czymś rzucić i zobaczyć jak reagują. Jeszcze się popłaczą, lamusy. A nie, chwila. Kocurek chyba miał to jakieś swoje piórko, które w tym momencie gdzieś leżało nieopodal. W pustej białej główce coś zalśniło. 
-  Sam sobie włożyłeś. Nie gadam z tobą -  kremowy przybrał fochniętą minę, nie chcąc z nim dyskutować, jednak Szept już był umysłem gdzie indziej, pozostając na miejscu jedynie resztką umysłu. 
- Ale nudny jestes, głupi- Stwierdził, po czym wypruł w stronę piórka i chwycił je w zęby, unosząc dumnie nad głową, gdy mu się to udało - Cemu się tym bawis? PHE - Wypluł na swoje łapy trochę przy tym miętoląc i pomachał nim w powietrzu - Pseciesz się nie lusza. A nawet jeśli, to lobisz to źle. Ty to jednak łamaga jestes - Stwierdza, patrząc na gibające się piórko. Widział, jak młodziak się tym bawi, ale było to tak bardzo nudne, że czasem można było przy tym usnąć i w końcu Szept się rozpraszał, gubiąc gdzieś zainteresowanie. Poza tym, to nijak nie przygotuje go do bycia uczniem. Co on będzie robił na treningach? Albo jak zostanie wojownikiem? Studiował anatomię piór? No bez sensu, już teraz trzeba się szkolić by zostać najlepszym uczniem w klanie! Słyszał o nich to i owo i wiedział, że jest ich mało. Miał więc zamiar to wszystko naprawić. A zaczyna się od trenowania kondycji i łapania mchu! A nie… chodzenia prosto i czyszczenia sierści. Co oni, chcą oślepić przeciwnika odbijającym się od futra słońcem czy jak? 
- Zostaw! - pisnął przestraszony, lecz zamiast biec, podszedł dumnie i z gracją, zabierając maluchowi piórko. - Nie wolno! To moje. Bo powiem mamie, a ona powie twojej mamie, że jesteś niegrzeczny i da ci karę! - Skrzywił nosek, wycierając delikatnie ślinę malucha z pierza w mech. Lilowy oglądał to wszystko, niemal się dusząc, aż w końcu z jego nosa wyszedł jakiś duszony świst delfina. On tak na poważnie? Przegoni go nawet ślimak! 
- Ha! Ślimak! - zawołał uradowany ze swojego pomysłu, z tym niepokojącym błyskiem w oczach, mówiącym, że właśnie coś wymyślił. Trzeba młodego trochę unormalnić. Jeśli mają zostać w jednym żłobku, to trzeba się będzie pozbyć... no, tego co reprezentuje. Morderczy styl kung fu ślimaka. Poza tym, jak się przestraszył? Było to dla niego takie ważne? To jeszcze lepiej! Zaraz podbiegł do piórka, chwycił mocno ząbkami i wyrwał, nie licząc się z możliwym urazem który wywoła na nieszczęsnym pierzu. W końcu była cała masa piór, zniszczenie jednego nie będzie katastrofą. Gdy tylko przedmiot znalazł się pomiędzy jego ząbkami, ten zaraz się zerwał i odbiegł kawałek. 
- To mie zlap! - zawołał niewyraźnie, niemal rwąc się do uskoczenia. 
Jednak plan nie wypalił. Szept z zawodem obserwował jak rudzielec odwrócił się od kociaka tyłem, po czym poszedł poskarżyć się mamie. Zięba widząc zbolałą minę syna, który wskazał łapą na winnego zniszczenia jego zabawki, wstała i podeszła do dziecka Różanej Przełęczy. 
- Szept. Nie zaczepiaj Piaska. - Widząc w jakim stanie jest zabawka, wykrzywiła się zdegustowana. - Możesz sobie zabrać to piórko, już się do niczego nie nadaje, lecz na tym koniec. Wracaj do matki zanim sama tam pójdę -  skarciła dzieciaka, a kremowy obserwował to zza jej tylnej łapy, kiwając głową na potwierdzenie jej słów. Lilowy patrzył to na wysoką kotkę, to na nudziarza za nią. Oni byli tacy sami! I nie mówił o wyglądzie, a o tej dziwnej sztywności. On sam się poskarży. Powie mamie jak było. Albo nie, lepiej nie, bo zrobi mu wykład, że ma nie gadać z rudzielcami bo po jakimś starym zgredzie Żarze i jakiś Piasek coś tam coś tam. Albo jednak…? Wtedy może mama weźmie i wyjaśni tą rodzinkę? Wystarczy trochę ubarwić swoją opowieść. 
- Nudziasze! - Zawołał w ich stronę, po czym z piórkiem w pysku pobiegł w stronę rodzeństwa, chcąc im wszystko opowiedzieć - Dzięki za piólko! - miauknął jeszcze w biegu, nie odwracając się za siebie. Nie miał zamiaru puścić zdobyczy. Co prawda była całkiem nudna, ale może zrobi z niej czubek do nowej wieży, którą zbuduje. 

<Piasek?>

Od Piaska do Szeptu

Obserwował w oddali bawiące się kocięta Różanej Przełęczy. Ku jego zawodowi niestety mało które odziedziczyło po matce odrobine rudego. Tylko jeden malec okazał się szylkretką. Bardzo to przeżywał, ponieważ liczył, że uda mu się zdobyć przyjaciela, którego zaakceptowałaby jego mama, ale pierwsze co od niej usłyszał na uszko, gdy ujrzała potomstwo zastępczyni, to "trzymaj się od nich z dala". Dlatego też jedynie przypatrywał się harcom, w których nie mógł brać udziału, wyobrażając sobie, że w innym życiu jest wśród nich i gania za kulką mchu.
Gdy tak rozmyślał o beznadziei swojego życia, ujrzał jak zbliża się do niego pewien kocurek. Na imię mu było chyba Szept. Słyszał w końcu jak zastępczyni go wołała. Maluch zatrzymał się przed nim, wbijając zaciekawiony ślepia w jego osobę.
— A ty cemu nie pobafis się z nami? — zapytał.
No... no właśnie chciał, ale nie mógł. Nie powinien zresztą tłumaczyć się młodszemu. Dostałby tylko kolejną karę od mamy. Musiał zachowywać się godnie swojej pozycji, aby rodzina go kochała. Nie chciał nawet myśleć o tym, że zostałby sam, gdyby ich zawiódł.
Odwrócił od niego dumnie łeb, zadzierając nosa. To najwidoczniej nie spodobało się kocurkowi, który znów znalazł się w zasięgu jego wzroku z niezadowoloną miną.
— A tobie co?
Co z nim było? No... Musiał go przegonić. Niestety nie pisana im była przyjaźń. Mamusia znów dałaby mu lanie, a Lew zrobiła kolejne poczucie winy.
— Nie rozmawiam z plebsem — odpowiedział mu ponuro, znów kierując wzrok w inną stronę, pokazując mu, że nie chcę mieć z nim nic do czynienia.
— Co? Moja mama jest zastępcynią! To ty plędzej jesteś plebsem! — usłyszał oburzoną odpowiedź kociaka.
Na moment go zamurowało, ale zaraz pokręcił łbem, piorunując go spojrzeniem. Był rudy! Rudy i wyjątkowy! Nie mógł być plebsem! Przecież rodzice by go nie okłamywali i co krok nie przypominali o jego wyjątkowości i wielkości ponad innymi! Nawet dziadek traktował go jak sam dar od Klanu Gwiazdy! A skoro jego rodzina dawała mu takie przeświadczenie to jak mogło być inaczej? No... Może nie był synem liderki czy zastępczyni, ale w jego krwi płynęła krew Piaskowej Gwiazdy! Legendy Klanu Burzy!
— Wcale nie! — prychnął na niego, kładąc po sobie uszka.
— Wcale tak! — nie dawał za wygraną Szept.
— Wcale nie!
— Wcale tak!
— Nie!
— Tak!
Ugh! Jednak mama miała rację. Nierudzi byli głupi. Zadarł nosa, odwracając obrażony wzrok. On w przeciwieństwie do kocurka siedział tak jak na kogoś z jego statusem przystało, a ten tak jakoś pokracznie. Postanowił zignorować go, mając nadzieję, że sobie pójdzie i zostawi go w spokoju. Bądź co bądź wszedł na jego część żłobka. On nie zamierzał się wycofywać pierwszy z podkulonym ogonem jak jakiś tchórz!

<Szept?>