BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bożodrzewny Kaprys x Stokrotkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bożodrzewny Kaprys x Stokrotkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

03 sierpnia 2024

Od Stokrotkowej Łapy CD. Bożodrzewnego Kaprysu

Przed narodzinami kociąt Bożodrzewnego Kaprysu
— Stokrotku! — ze snu kocura wyrwał głos szylkretowej kotki — Wiercisz się, jakbyś miał myszy w ogonie!
— Wy... wybacz Jastrzębia łapo… — liliowy kocur miauknął niepewnie i rozejrzał się po legowisku uczniów. 
Uczennica pomachała tylko łebkiem i położyła się na mchu, próbując zasnąć ponownie. Stokrotek usiadł i machnął ogonem. Niektóre koty z klanu były już na łapach, więc kocurek wstał i zaczął się kierować w stronę wyjścia z obozu. Przysiadł niedaleko, oglądając legowisko wojowników i zastanawiał się nad snem, który miał. Było to zwykłe wspomnienie pierwszej rozmowy z Zaczarowaną Łapą. Od kiedy kotki nie było w klanie, Stokrotek czuł się samotny. Nie miał za wiele znajomych, a tak praktycznie nie miał ich wcale. Chciał to zmienić, ale nie wiedział za bardzo jak zacząć rozmowę. Kocur spojrzał na legowisko wojowników i zauważył Bożodrzewny Kaprys.
– Mi się tak nigdy nie spieszyło do pracy – mentorka rzuciła w stronę kocura i przyzwała go do siebie ogonem.
– Co będziemy dzisiaj robić? – kocur miauknął nieśmiało i spojrzał na mentorkę.
Przez chwilę kotka siedziała w ciszy, zastanawiając się nad dzisiejszą lekcją. Po chwili jęknęła z niezadowoleniem.
– Nauczę cię nawigacji w tunelach.
W słowach mentorki kocur mógł usłyszeć niezadowolenie. Sam nie był szczęśliwy na myśl o poruszaniu się po tunelach. Jest tam ciemno, ciasno i duszno… istny koszmar dla ucznia. Kocur delikatnie obniżył uszy i zaczął sobie wyobrażać wszystkie złe scenariusze. Bożodrzewny Kaprys zauważyła to i pocieszająco przyłożyła ogon do boku młodszego.
— Nie ma co się stresować, też musiałam przez to przejść, mimo że bardzo tego nie lubię. To nie takie trudne — biała kotka miauknęła.
Czując się trochę pewniej ze wsparciem mentorki, kocur odetchnął i przytaknął. Bożo ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a Liliowy kocur podążył za nią, mówiąc sobie pod nosem, że nic złego się nie stanie.
***
Koty stanęły przy tunelu na terenach klanu klifu.
Bożodrzewny kaprys zaczęła tłumaczyć uczniowi, czemu właściwie klifiacy uczą się poruszania po tunelach, wytłumaczyła mu kilka podstaw i omówiła temat, by uczeń nie był za bardzo ogarnięty przez nerwy. Po chwili podeszli do wejścia od tuneli.
— Gotowy? — Mentorka zapytała, spoglądając na ucznia.
— Chyba tak.
— Spokojnie, najpierw oprowadzę cię po tunelach, dopiero potem będziesz próbował poruszać się sam.
To nie mogło być aż tak trudne, prawda? W końcu każdy wojownik Klanu Klifu musiał przez to przejść. Bożodrzewny Kaprys weszła do tunelu pierwsza, a Stokrotek wszedł zaraz za nią. Futerko mentorki było białe, więc łatwo było dojrzeć kotkę mimo ciemności otaczającej koty. Uczeń słuchał Bożo, która opowiadała mu o różnych rozwidleniach i ślepych zaułkach. Kocur chciał zapytać mentorkę, czy kiedyś jakiś kot zgubił się tutaj i już nie wrócił, ale chyba nie chciał znać odpowiedzi… Przynajmniej nie w tej sytuacji. Po długiej chwili krążenia w ciemności koty szły w stronę światła, po sekundzie wychodząc z tunelu. Kotka otrzepała swoje futerko, które zamiast śnieżno białego zamieniło się w szare. Po chwili futro kotki było w lepszym stanie.
—I jak pierwsze wrażenie? — zapytała, spoglądając na Liliowego.
— cóż… Mogło być gorzej.
Nie było tak źle. Było strasznie niekomfortowo, ciemno i duszno… Ale przynajmniej wiedział, że jest tam z kimś doświadczonym.
— Cóż, teraz spróbujesz oprowadzić mnie po tunelu samodzielnie. Będę ci podpowiadać, więc nie musisz się niczym przejmować. — Bożo powiedziała i wróciła do wejścia do tunelu.
Kocur podszedł i wziął głęboki oddech. Przynajmniej mentorka będzie mu podpowiadać. Koty weszły do tunelu, a Stokrotek próbował powtórzyć trasę kotki. Co jakiś czas spoglądał do tyłu, a Bożo podpowiadała mu, w którą stronę powinien skręcić.
***
Kocur wrócił razem z mentorką do obozu zmęczony oraz ubrudzony. Miał wrażenie, że tunele będą mu się śnić po nocach! Spędził prawie cały dzień pod ziemią. Czuł się jak kret! Przynajmniej zapamiętał jak stamtąd wyjść i wiedział, że dzisiaj nie będzie miał problemów ze snem.
<Bożo?>
[607 słów + nawigacja w tunelach]
[przyznano 12% + 5%]

30 czerwca 2024

Od Bożodrzewnego Kaprysu CD. Stokrotkowej Łapy

Stokrotkowa Łapa przez chwilę wpatrywał się w ptaka z lekkim podziwem. Czy marzył o umiejętnościach, które miały pozwolić mu na złapanie go? Bożodrzew zaśmiała się cicho.
– Zanim zaczniesz łapać ptaki, musimy popracować nad twoją pozycją łowiecką – zarządziła od niechcenia. Klanie Gwiazdy, czuła się jak oszust, gdy go instruowała. Przecież sama niedawno była utrapieniem dla swojego mentora. – Pokażę ci jak to zrobić, a ty to powtórzysz. Tylko nie każ mi tu długo siedzieć. Chciałabym mieć jeszcze czas na moją popołudniową drzemkę.
Mimo to została na treningu ze Stokrotkową Łapą tak długo, jak tego potrzebował.

***

Ciepły oddech Zielonego Wzgórza rozlewał się po jej karku. Bożodrzew leżała bez ruchu, bojąc się, że najmniejsze drgnienie obudzi drugą wojowniczkę. Coś ściskało ją w piersi – nieme oczekiwanie, zdławiony niepokój. Nie pamiętała, by zasypiały wtulone w siebie i nie wiedziała też, czy jej to przeszkadzało. Czy tak robią bliskie sobie koty?
Zeszłego wieczoru rozmawiały do późna. Zielone Wzgórze położyła się obok niej i szeptem opowiedziała o Gasnącym Promyku, która otworzyła się przed nią i ze złością mówiła o tym, jak przez tę straszną klątwę Klanu Gwiazdy i Srokosza jej córeczka, biedna Siewcza Łapa, cierpi. Bożodrzew prychnęła na to cicho, stwierdzając, że to jasne, że matka próbuje sobie zracjonalizować obłęd swojego bachora mistyczną złością martwych przodków. Zielone Wzgórze zdzieliła ją wtedy ogonem po boku, upominając, że powinna być milsza dla dziecka i dodając, że całkowicie rozumie, dlaczego Gasnąca czuje taką złość w stosunku do Srokoszowej Gwiazdy – gdyby ona była rodzicem, również broniłaby swoich kociąt za wszelką cenę. Bożodrzewny Kaprys naprawdę chciała rzucić jakąś ciętą ripostą o naiwności wiary w słowa jej głupiego brata i klątwę gwiezdnych, ale powstrzymała się. Wiedziała, że obraziłaby wtedy zarówno Gasnący Promyk, jak i Zielone Wzgórze, a obrażanie Zielonego Wzgórza wydawało się… dziwne. Nie na miejscu.
Zresztą wszystko w jej relacji z Zielonym Wzgórzem było dziwne i nie na miejscu.
Prawdopodobnie powinna cieszyć się, że ktoś chce z nią rozmawiać – cóż, jej matka na pewno się z tego cieszyła. Bożodrzew jednak wypełniał niepokój. Nieznane sprawiało, że chciała uciekać, wyśmiać Zielone Wzgórze i rzucić całą tę głupią relację. W końcu co jej zależało? Mimo to za każdym razem, gdy czarna kotka proponowała jej wspólny patrol, zgadzała się.
Może (i tylko może!) Zielone Wzgórze nie była tak samo irytująca i niewarta jej uwagi jak cała reszta.
– Stokrotkowa Łapa pewnie na ciebie czeka – wymruczała czarna kotka, podnosząc nagle głowę i ziewając przeciągle. Bożodrzewny Kaprys prychnęła cicho.
– Martwisz się o niego, a sama prawie zaspałaś na swój patrol. – Spojrzała na nią kpiąco. Zielone Wzgórze zaśmiała się (Bożodrzew lubiła, gdy śmiała się z jej żartów) i wstała.
– Chodź. – Pacnęła ją delikatnie łapą po uchu. Biała parsknęła z irytacją, ale również podniosła się jakby od niechcenia.
Stokrotkowa Łapa rzeczywiście na nią czekał. Siedział przed wyjściem do obozu, wpatrując się z niecierpliwością w legowisko wojownika. Bożodrzewny Kaprys przewróciła oczami. Nie wiedziała, skąd młodzik miał tyle energii – ona w czasach uczniowskich nie miała takiego parcia na trening, preferując drzemki i złorzeczenie mentorowi jako formę rozrywki. Zresztą niewiele się od tego czasu zmieniło.
– Mi się tak nigdy nie spieszyło do pracy – rzuciła w stronę kocura, przyzywając go ruchem ogona.
– Co będziemy dzisiaj robić? – zapytał nieśmiało Stokrotkowa Łapa. Bożodrzewny Kaprys zastanowiła się chwilę i jęknęła z niezadowoleniem. Prawdopodobnie nadszedł czas na lekcję, którą od księżyców starała się odkładać.
– Nauczę cię nawigacji w tunelach.

< Stokrotku? >
[549 słów]
[przyznano 5%]

02 maja 2024

Od Stokrotkowej Łapy CD. Bożodrzewnego Kaprysu

Kocur siedział lekko śpiący w legowisku. Mimo tego, że ostatnio z własnej woli wstawał wcześniej, to i tak nie był przyzwyczajony do tak wczesnych pobudek. Siedząc zaspany, usłyszał, jak ktoś wchodzi do legowiska uczniów. Ciekawy obrócił głowę i zauważył białą kotkę
— Tak więc…szkolenie — kotka zamruczała.
Stokrotkowa łapa był przez chwilę zdziwiony. Czyżby kotka pomyliła go z innym uczniem? Po chwili jednak kocur przypomniał sobie, że to jest jego mentorka! Bożodrzewny Kaprys! Liliowy kot wstał i podszedł do mentorki, która zdawała się bardziej zdenerwowana od niego.
— Może pójdziemy na polanę i powiesz mi, czego już zdążyłeś się nauczyć?
Młodszy przytaknął i ruszył za swoją mentorką. Był bardzo ciekawy, czego nauczy się dzisiaj.

***

— Więc znasz już tereny i granice … będę zabierać cię na patrole, byś sobie je utrwalił. — Kotka miauknęła niepewnie. — Zabiorę cię na patrol jutro.
Kocur przysiadł przed nią, słuchając jej uważnie. Patrol brzmiał ciekawie. Mentorka siedziała przez chwilę cicho, jednak po chwili spojrzała na ucznia.
— Jak dobrze polujesz?
— Nie za dobrze, umiem jedynie złapać mysz. — Stokrotek zamruczał cicho, lekko zawstydzony swoimi umiejętnościami łowieckimi.
— Hej, to nadal coś. — Kotka powiedziała, próbując go pocieszyć. — Może powiesz mi, czy wyczuwasz w pobliżu jakąś zwierzynę?
Kocur powąchał powietrze, lecz pokiwał jedynie głową.
— Spróbuj ponownie. — Bożodrzew pokazała ogonem na wróbla, który w stosownej odległość od nich rozglądał się za jedzeniem, nie zauważając kotów. Stokrotkowa Łapa powąchał powietrze jeszcze raz i tym razem wyczuł charakterystyczny zapach wróbli.
— Rzeczywiście, czuję wróbla.
— Z czasem twój węch będzie dużo lepszy. A teraz powiedz mi, czym może się różnić polowanie na wróbla od polowania na mysz?
Kocur nie otwierał swojego pyszczka przez dłuższą chwilę.
— Cóż… ptaki uciekają szybciej.
— Dokładnie, więc trzeba być dużo bardziej ostrożnym. Trzeba poruszać się powoli i niezauważalnie — miauknęła biała kotka.


<Bożodrzewny Kaprysie?>
[285 słów]
[przyznano 6%]

08 kwietnia 2024

Od Bożodrzewnego Kaprysu Do Stokrotkowej Łapy

Czuła równomierne pulsowanie w głowie. Zakaszlała cicho, uchylając powieki.
– Cz-czereśniowa Gałązko? – wycharczała przez zacisnięte gardło. Medyczka odwróciła się w jej stronę. – Pić – poprosiła ledwo słyszalnie. Zamknęła oczy, dysząc ciężko. Czemu jej ciało wydawało się takie ciężkie?
Ktoś – najprawdopodobniej jedna z uzdrowicielek – wetknął jej pod nos zwilżony wodą mech. Wydała z siebie głębokie westchnienie. Była tak bardzo zmęczona. Nie wiedziała, ile dni znajdowała się w tym miejscu. Jej obraz rzeczywistości wydawał się rozmyty. Przez długi czas na zmianę traciła i odzyskiwała przytomność. Gorączka dławiła ją, a kaszel rozrywał płuca.
Palący ogień zaczął w końcu słabnąć. Powoli zaczęła zdawać sobie sprawę, gdzie właściwie jest. Zauważyła zmartwione spojrzenia, które rzucał jej ze swojego posłania Dzwonkowy Szmer. Temu mysiemu móżdżkowi jednak na niej zależało! Gdyby nie miażdżące zmęczenie, prawdopodobnie czułaby satysfakcje.
Po pewnym czasie koty zaczęły znikać z legowiska medyka. Czy wyzdrowiały i zostały wypuszczone? Taką miała nadzieję wojowniczka. W gorączkowych snach zaczął nawiedzać ją widok zimnego, martwego ciała mentora. Nie chciała tego widzieć. Durne lisie łajno, czemu sprawił, że się o niego troszczyła? Kiedy stąd wyjdzie, podrzuci mu te szyszki do posłania.
Jeśli stąd wyjdzie.
– Odpoczywaj – rozkazała medyczka. – Wyzdrowiejesz – obiecała. Bożodrzewny Kaprys zamruczała cicho. Była tak zmęczona. Poczuła, jak jej umysł powoli zatapia się w strumieniu nieświadomości.
No dobrze, mogła położyć się spać.

***

Zmrużyła oczy, gdy uderzyło ją oślepiające światło. Wzięła głęboki oddech, rozkoszując się słodkim zapachem powietrza, które nie zostało zanieczyszczone przez smród choroby.
– Bożodrzewny Kaprysie! Bożodrzewny Kaprysie! – Radosne wołanie Zielonego Wzgórza rozniosło się po obozie. Czarna kotka podbiegła do drugiej wojowniczki, a jej oczy zalśniły radośnie. – Tak się cieszę, że wyzdrowiałaś! Kiedy byłaś chora zajęłam się treningiem Stokrotkowej Łapy. Niczym się nie martw, będzie świetnym wojownikiem. Byliśmy…
W pewnym momencie Bożodrzew przestała słuchać radosnego monologu kotki. Wyzdrowiała. Przeżyła. Z satysfakcją poczuła, jak jej płuca napełniają się powietrzem bez nieprzyjemnego charczenia. Nigdy nie sądziła, że coś tak prostego będzie ją tak cieszyć.
Przez legowisko medyka w tamtym czasie przewinęło się wiele kotów. Gasnący Promyk, Dzwonkowy Szmer i Fioletowe Spojrzenie wyzdrowieli szybciej od niej. Prawdopodobnie zdążyli wrócić już do swoich obowiązków. W pewnym momencie widziała też, jak do uzdrowicielek przyprowadzony został Pokrzywowa Łapa (czy też – jak teraz dumnie się nazywał – Pokrzywowe Zarośla), jednak na szczęście nie stwierdzono u niego zarażenia zielonym kaszlem. Niestety epidemia zebrała swoje żniwo. Nikt nie mógł uratować Koperkowego Wzgórza. Gdy biała kotka opuszczała legowisko medyków, wojownik jeszcze oddychał. Leżał nieruchomo na swoim posłaniu, niewidzącym spojrzeniem wpatrując się w przestrzeń przed siebie. Z jego niegdyś silnego ciała pozostały jedynie skóra i kości. Czy to Klan Gwiazdy karał go za pozwolenie na śmierć Spopielonej Łapy? Bożodrzewny Kaprys wzdrygnęła się na samo wspomnienie. Wciąż czuła płynący od wojownika zapach śmierci.
Ona przeżyła. Ona wyzdrowiała.
– Dziękuję, Zielone Wzgórze – zamruczała, obdarzając kotkę ciepłym spojrzeniem. – Doceniam to. Naprawdę.
Klanie Gwiazdy, dzięki ci za jej życie.

***

Minęło parę dni od momentu jej wyjścia z legowiska medyka. Sroga Pora Nagich Drzew ustąpiła deszczowej Porze Nowych Liści. Świat zaczynał rozkwitać, a wraz z nim – Bożodrzew. Jej siły wracały i coraz trudniej było jej unikać obowiązków wojownika. Powoli zaczynała żałować, że kiedykolwiek ruszyła się ze swojego wygodnego legowiska. Po co były jej te wszystkie patrole?
Była jeszcze jedna rzecz, którą się nie zajęła. Dzięki uprzejmości Zielonego Wzgórza przez pewien czas mogła unikać tej odpowiedzialności, jednak nadszedł czas, by w końcu stawiła czoło obowiązkom mentora.
Westchnęła cicho, wchodząc do legowiska uczniów. Niepewnie przestąpiła z łapy na łapę. Czy powinna poprosić Dzwonkowy Szmer o radę? Nie, ten dumny mysi móżdżek powinien się wypchać ze swoimi radami. Nie zamierzała nic od niego chcieć. Jej spojrzenie padło na Stokrotkową Łapę, który obrócił się w jej kierunku z pewnym zdziwieniem wypisanym na pysku.
– Tak więc… szkolenie – zamruczała.

< Stokrotku? >

[604 słowa]
6%
Wyleczeni: Bożodrzewny Kaprys, Pokrzywowe Zarośla