BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migotka x Agrest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migotka x Agrest. Pokaż wszystkie posty

13 czerwca 2024

Od Agresta cd. Migotki

Zeskoczył z gałęzi topoli, kierując się w stronę córki. Czuł przede wszystkim dumę, ale też i ulgę, że Migotka sprostała wyzwaniu i ukończyła szkolenie na zwiadowczynię. Udało jej się otrzymać wymarzoną rolę. 
Mimo tej pozytywnej wiadomości miał trudność z przestaniem myślenia o Gracji. Szczególnie w takim momencie przypominał sobie, wszystko, co mu wcześniej powiedziała. Czy gdyby wówczas był bardziej uważny i dostrzegł, że nie podoba jej się pozycja stróża, to by została? A może gdyby pierwsi mentorzy calico nie zginęli, to wszystko potoczyłoby się inaczej? Albo powinien bardziej ją ostrzec, jak spoglądano na stróży? Lub może po prostu powinien być mniej… dziwny? Bardziej zachowywać się jak ktoś, kogo polubiłaby na tyle wystarczająco, żeby została. Ale niestety z tą kwestią zawsze wydawał się mieć problem, czyż nie?
Potrząsnął głową. To nie był czas na rozmyślanie o swoich błędach z przeszłości. Teraz musiał być dzielny dla innej ze swoich córek. 
— Gratulacje! — zmusił się do wesołego okrzyku, gdy do niej podszedł. 
Migotka uśmiechnęła się do taty radośnie, niespodziewanie go przytulając. Agrest odwzajemnił uścisk, chociaż trochę rozluźniając swe ciało. 
— Będziesz świetną zwiadowczynią. I nie pozwól nikomu wmówić inaczej — nakazał z troską. — Jakby cokolwiek się działo lub czułabyś się źle, od razu mi mówisz, dobrze? Bez ukrywania. 
— Dobrze — wymruczała, mocniej się w niego wtulając — dziękuję. 
Przywódca tęskno spojrzał w kierunku wyjścia z obozu. Miał nadzieję, że Gracja rzeczywiście odwiedzi go chociaż raz. 
Zamknął oczy po tej myśli, starając się zapomnieć. 

*Zaraz po wiadomości o zniknięciu Mirabelki*

Cały w nerwach podbiegł do jedynej córki, jaka do tej pory okazała się go nie zostawić. 
— Wiedziałaś? — zapytał zdyszany, wciąż nie mogąc się otrząsnąć z szoku. — Wiedziałaś, że odejdzie? Dawała jakieś sygnały? Jakiekolwiek? — Szeroko rozwartymi ślepiami skanował najbliższe otoczenie. — Albo może ona nie, ale Gracja tak? Powiedz. Czy coś zauważyłaś, czy to tylko ja nic kompletnie? Powiedz, powiedz. Ty z Malinkiem… ja nie dam rady, jeśli planujecie coś podobnego. 

<Córeczko? Tata próbuje nie postradać zmysłów…>

30 marca 2024

Od Migotki CD. Agresta

- Nie, Sówka jest wspaniała. Tylko ja jestem do niczego - westchnęła Migotka.
- Oczywiście, że nie jesteś - zapewnił ją tata. Kotka siorbnęła noskiem.
- Dziękuję tatusiu - wyszeptała.

***

Migotkę obudziły promienie słońca, które teoretycznie oświecały obóz Owocowego Lasu, ale nie dawały żadnego ciepła. Spojrzała w dół, zastanawiając się, jak tu zejść, żeby nie dotknąć lodowatego śniegu. Powoli zsunęła się po korze i omijając te największe zaspy dotarła do swojej mentorki.
- Cześć Sówko! Idziemy na trening? - zapytała.
- Nie dziś, Migotko - powiedziała.
- Jak to? Muszę już być zwiadowcą! Im szybciej tym lepiej! - zawołała naburmuszona.
- Poczekaj chwilę - powiedziała tajemniczo i jak gdyby nigdy nic zaczęła się myć. Nie no świetnie. - I ty masz to gdzieś?! - zapytała już serio wkurzona.
- To nie tak, Migotko. Za chwilę zrozumiesz. Ci też radzę się umyć - powiedziała. Migotka już niczego nie rozumiała. Po chwili usiadła i zrobiła to, o co prosiła ją Sówka. Wylizała się dokładnie. To może chociaż pójdzie na poranny patrol? Wtedy Agrest zawołał:
- Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie łowić zwierzynę zbiorą się przy mnie na zebranie klanu! - wygłosił formułkę. Migotka podeszła, ciekawa o co chodzi tym razem. Nic się chyba nie wydarzyło...? A może ogłosi coś o porze nagich drzew? Wszystkie koty wpatrywały się w niego, a on przelatywał wzrokiem po zebranych. Nagle jej głos zatrzymał się… Na niej!
- Migotko, wystąp - powiedział. Ma wystąpić?! Jak to?! Po co?! Wygna ją z klanu?! Mianuje stróżem?! Zabije ją?!
- Owocowy Las docenia twoją szybkość i inteligencję. Wykazałaś się na treningach, a twoja mentorka uznała, że jesteś już gotowa. Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona zwiadowców. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i walczyć za jej dobro? - zapytał się niej, podchodząc. Migotka wytrzeszczyła oczy. Wszystko nabrało sensu. To dlatego dzisiaj Sówka nie zabrała jej na trening! Jej łapy zadrżały.
- Tak! Przysięgam - wydukała zszokowana, ale też szczęśliwa.
- Zatem mocą naszych walecznych przodków ogłaszam cię zwiadowcą. Niech moc będzie z tobą. - powiedział i skłonił głowę. 
Na pysku Migotki zakwitł szeroki uśmiech. Tata właśnie ją mianował, było wspaniale, cudownie.

<Tato?>
 
[323 słowa]
[przyznano 6%]

17 marca 2024

Od Agresta cd. Migotki

Opuścił żłobek, pogrążony w myślach. Miał nadzieję, że Jaskółce z Krecik naprawdę uda się wpaść na dobre rozwiązania. 

***

— Ostatnio cały czas coś mi się dzieje — zaśmiał się nerwowo, obserwując, jak Witka przechadza się po swoim legowisku. — Jak nie złapię żadnej choroby, to nagle mi się coś w źle ciele przestawia. 
— Trudno się dziwić — mruknęła beznamiętnie vanka, teraz zanurzając głowę w składziku z ziołami. — Księżyce płyną… 
Lider uniósł brwi. 
— Chcesz mi przez to powiedzieć, że jestem stary? — parsknął nieco zaskoczony. 
Calico zazwyczaj nie była zbyt rozmowna. A jeśli już, to zazwyczaj nie zaczynała zupełnie nowego tematu, niezbyt wygodnego dla rozmówcy. Czasem trochę przypominała mu Komara, w momentach gdy była bardziej szorstka, czy zirytowana. Chociaż powiedzenie czegoś takiego zdecydowanie nie byłoby w Owocowym Lesie interpretowane pozytywnie, on nie mógł określić tego jako jednoznacznie negatywne skojarzenie. Miał do tego jakiś dziwny sentyment. Częściowo gorzki, ale wciąż sentyment. 
— Powinieneś bardziej brać to pod uwagę — Wzięła do pyska liście bzu i wróciła swojego do pacjenta, zaraz je przed nim upuszczając. — Wykonujesz jakieś ćwiczenia? 
— Nie…? — odparł nieco zbity z tropu, czekając, aż szylkretka przeżuje medykament na papkę. — A powinienem? Myślisz, że serio już jest ze mną aż tak źle? 
Teraz poczuł się nieswojo. Faktycznie jego sprawność ulegała pogorszeniu, a bóle mięśni bez bezpośredniej przyczyny zaczęły także go dotyczyć, jednak miał obecnie podejmować działania od razu kojarzone z tym…? Z aktywnością dla kogoś nie w pełni swoich sił? Bycie obiektem większej troski jedynie ze względu na wiek, zdecydowanie nie wydawało mu się atrakcyjne, zawsze przecież był świetnie wytrenowanym wojownikiem… 
— Nic takiego nie powiedziałam. Ostatnio po prostu zaobserwowałam tę zależność razem ze Świergot. — Medyczka z precyzją rozprowadzała okład po jego łapie. — Choćby samo rozciąganie się pomaga w zachowaniu lepszej formy. 
Agrest wymamrotał niezadowolone „dobra, dobra” w odpowiedzi, następnie przyglądając się w ciszy, jak kotka kończy swoją pracę. Że też wzięło ją na pogadanki akurat w takim temacie. Mogłaby go przynajmniej oszczędzić, wiedząc, iż jego zastępczyni także wylądowała tutaj z jeszcze gorszą przypadłością. 
Kątem oka widząc, jak na jego miejsce wchodzi Gęgawa, udał się w głąb legowiska, aby odwiedzić leżącą tu od kilku wschód słońca Daglezjową Igłę. Jej stan kiedy tutaj trafiła zdecydowanie nie był do zbagatelizowania.
— Jak się czujesz? — zapytał, widząc, że jest obudzona. 
— Och, teraz już znacznie lepiej. — Uśmiechnęła się z tym znajomym błyskiem w morskich oczach, jakiego nagle zabrakło, gdy się rozchorowała. 
Czekoladowy odwzajemnił się tym samym, wyraźnie widząc, że ruda już niemal powróciła do pełni zdrowia. 

***

Zamruczał głośno, kiedy córeczka wtuliła się w jego futro. Niezmiernie cieszył się z faktu, że aktualnie już znacznie lepiej reagowała na inne koty, a przede wszystkim własnego tatę oczywiście. Zastanawiał się, czy szkolenie z Sówką mogło na to wpłynąć, czy może zwyczajnie wraz z wiekiem szylkretce udało się bardziej zsocjalizować. Niezależnie od przyczyny chyba powinien podziękować czekoladowej, gdyż progres naprawdę był widoczny. A to oznaczało, że nawet jeśli kotka nie wymyślała młodszej zadań w tym kierunku, to przynajmniej zdecydowanie nie hamowała jej rozwoju. Agrest miał powód do dumy. 
— Tato, nie idzie mi w treningu, a w moim wieku Sówka już została mianowana. A ja jeszcze nie jestem gotowa. Proszę, nie pozwól mi zostać stróżem… — wychlipała Migotka, dziwnym trafem nawiązując do jego myśli. 
Cóż, kotka mogła i świetnie się rozwijać w sferze psychospołecznej, ale nabywanie umiejętności potrzebnych do funkcjonowania w ich wspólnocie również było kluczowe. Może rzeczywiście powinna rozważyć zmianę ścieżki szkolenia, jeśli ta sprawiała jej trudność? 
— Wiesz, rola stróża wcale nie jest niczym złym. — delikatnie zwrócił jej uwagę, kładąc łapę na kremowym ramieniu. — Drugi tata nim był przecież, twoja siostra także świetnie sobie radzi na tej pozycji. Natomiast to, jak niektórzy niesłusznie spoglądają na tę rangę, nie ma znaczenia. Ważne jest, abyś robiła to, w czym czujesz się dobrze. 
— Ale to nie o to mi chodzi! — Po łaciatych policzkach spłynęły łzy. — Ja najbardziej chcę być zwiadowcą, nie kimś innym! Ja naprawdę lubię te treningi, ja po prostu… uczę się trochę wolniej. 
Och. W tym wypadku sęk tkwił w czymś zupełnie innym. 
— Hej, hej, spokojnie — ostrożnie objął kotkę ogonem, chcąc ostudzić jej emocje — źle cię zrozumiałem, przepraszam. Jak najbardziej mogę ci dać więcej czasu — zapewnił. 
W życiu nie pozwoliłby przecież na to, żeby jego córka skończyła w profesji, w której nie jest szczęśliwa. Żadnemu ze swoich dzieci by nie pozwolił. Nawet jeśli ich szkolenie miałoby potrwać jeszcze ze sto księżyców! 
Nie mógł jednak powiedzieć o tym Migotce, by przypadkiem nie odbierać potrzebnej jej motywacji. Sam zresztą nie chciał, żeby kotka nosiła tę rangę o wiele dłużej. Łagodniejsze traktowanie na pewno nie pociągnęłoby za sobą przychylnych spojrzeń…
— Naprawdę? — Tortie pociągnęła nosem, powoli podnosząc uszka do góry. 
— Oczywiście — uśmiechnął się ciepło — ale pamiętaj, by odpowiednio wykorzystać ten czas, dobrze? Właściwie, czy jest coś, co w szczególności sprawia ci trudność? Może dodatkowy mentor okazałby się dla ciebie pomocny? — zastanawiał się. Był gotów zastosować wszelkie możliwe środki, by tylko jego pociecha mogła objąć taką rolę, jaką sobie wymarzyła. — Powiedz mi, co mogę dla ciebie zrobić. 

<Migotko?>

Wyleczeni: Agrest, Daglezjowa Igła, Gęgawa

10 marca 2024

Od Migotki CD. Agresta

 Spojrzała szeroko otwartymi oczkami na zupełnie obcego jej kocura. Kim on był? Czego od niej chciał? Zachowywał się dziwnie, patrzył się na nią! Pomyślała, że mamusi może być przykro, jeśli ucieknie, dlatego stała niepewnie na drżących łapkach i ze strachem w oczach wpatrywała się kocura. Kiedy zadał to pytanie spuściła łebek wpatrując się w swoje łapki. Stała tak przez chwilę.
- Myślę, że jest po prostu nieśmiała. - powiedziała łagodnie Krucha, co Migotka uznała za znak, że może do niej wrócić. Wymachując nerwowo ogonkiem weszła się pod jej dużą łapę rozpychając przy okazji pozostałe kocięta. Tutaj była bezpieczna. Tu nikt jej nie mógł skrzywdzić. Ułożyła się wygodnie pokazując brzuszek w geście zaufania. Wtuliła się w futerko mamy głośno mrucząc. Uniosła pyszczek i zobaczyła tatę. Usiadł obok mamy. Najeżyła futerko, ale po chwili się rozluźniła. Mama tu jest, nic złego nie może się zdarzyć! Rozpychała się kopiąc delikatnie Mirabelkę i Malinkę.
- Hej! - zawołała jej siostra oburzona. Wtedy Migotka spojrzała ciekawskimi oczkami na tatę, już bez strachu. Przecież mama była wstanie ją obronić. Jejku… Ten kocur jest naprawdę duży. Strach zakradł się do jej małego serduszka i schowała się za łapą mamy. Tylko czubek główki jej wystawał. Kiedy opanowała bicie serca usiadła i nie przejmując się niczym podeszła do pyska mamy. Tam siedział ten obcy. Zaczęła się ocierać o mamę domagając się lizania. Od razu zamruczała, kiedy poczuła długie i spokojne pociągnięcia językiem. Już trochę mniej bała się tego kota. Wciąż jednak była ostrożna.
- Migotko, chcesz pobawić się mchem? - zapytał tata. Kocię spojrzało niepewnie na mamę, która pokiwała zachęcająco głową.
- A będzies obot? - miauknęła cichutko.
- Nic ci nie będzie maluchu. - powiedziała i trąciła ją nosem. Koteczka z niezadowoleniem pisnęła. Potem stanęła przed tatą. Od razu zatęskniła za mamą, a łezki zakręciły się w jej oczkach. Tata niepewnie rzucił jej mech, a ona stała jak wryta nie poruszając się.
- Jat w to sę bawi? - zapytała cicho. Nie bawiła się raczej z innymi kociętami. Wolała być obok mamy. Na pysku taty błysnęło zaskoczenie.
- Nie wiesz? - zapytał zdumiony. Migotka pokręciła główką i uciekła do mamy. Ta przywitała ją kilkoma liźnięciami.
- Kiedyś cię nauczę. - powiedziała mama. Migotka siorbnęła nosem. Nie miała na to wcale ochoty.

*****

- Lisie Łajno! - syknęła, kiedy kolejna zdobycz uciekła jej z łap. Spojrzała smutnym wzrokiem na Sówkę. Ta westchnęła.
- No cóż, bywa. Nic się nie stało. - powiedziała. Migotka wiedziała jednak, że się stało. W jej wieku Sówka była zwiadowczynią od wielu księżyców, a ona nie mogła poradzić sobie z taką prostą czynnością jak złapanie myszy. Zawróciły do obozu.

*****

- Tato! - pisnęła i przytuliła się. Mogło to być dziwne, bo była już duża, ale się tym nie przejmowała. Wciąż czuła się, jakby była mała.
- Cześć Migotko! - powiedział. Wtedy kotka przypomniała sobie, po co do niego przyszła.
- Tato, nie idzie mi w treningu, a w moim wieku Sówka już została mianowana. A ja jeszcze nie jestem gotowa. Proszę, nie pozwól mi zostać stróżem… - powiedziała a w jej oczkach zakręciły się łezki. To był jej największy koszmar.

[488 słów]
[przyznano 10%]
 
<Tato?>

07 marca 2024

Od Agresta cd. Migotki

Wpatrywał się zaniepokojony w swoją córeczkę, która zbliżała się do niego z ilością lęku w oczach, jakiej nigdy nie spodziewał się zobaczyć we własnym dziecku. Wiedział, że coś jest nie tak od momentu, w którym kotka nie chciała do niego podchodzić jak reszta potomstwa. Ani na czas zabawy, ani na chwile opowiadania historii. Jednak intensywność emocji, jaka od niej biła przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Strach przed innymi aż do takiego stopnia nie mógł się przecież wziąć znikąd, prawda? Ktoś musiał to spowodować… ktoś musiał być temu winien. 
Sama myśl, że coś złego mogło się przydarzyć Migotce, zmroziła mu krew w żyłach. Podjął wszelkie możliwe kroki, by skutecznie chronić żłobek, czyżby nawet to nie wystarczyło?
— Mama? Krucha! — Nagły pisk kulki przerwał spiralę myśli kocura.
Zastanawiał się, co powinien zrobić. Na pewno nie chciał przestraszyć jej jeszcze bardziej, więc nie ruszając się z miejsca, przywołał wzrokiem Kruchą. Kremowa bez problemu wyłapała, o co mu chodzi i po chwili znalazła się u jego boku. Migotka po otrzymaniu krótkiego skinięcia głowy, w mgnieniu oka ukryła się pod puszystym ogonem mamy. 
— Jesteś pewna, że nikt nie zakradł się tutaj podczas którejś z nocy? — szepnął, nie chcąc, by tę rozmowę słyszał ktokolwiek inny. — Ani razu? 
Karmicielka poruszyła się nerwowo.
— Nie przypominam sobie, aby cokolwiek takiego miało miejsce. Zgłaszałabym bez zwłoki. — Oklapnięte uszy z lekka jej opadły. — Strażnicy także nigdy nic nie zgłaszali. 
Poczucie winy niespodziewanie zakuło bicolora. Pewnie Krucha pomyślała sobie, że jej nie ufa. Co ani trochę nie było prawdą! On po prostu… się martwił. Codzienność klanowych kotów stale roiła się niebezpieczeństw; każdy, nawet najdrobniejszy błąd mógł okazać się tym ostatnim. Wiedział, iż wygnańcy odcisnęli na nim wyraźne piętno, przez jakie do tej pory miewał koszmary. Pyski agresorów znienacka atakujących obóz chodziły mu chyba dłużej po głowie, niż komukolwiek innemu. Nie przypuszczał jednak, że to jedynie potencjalna wizja zemsty wywoływała w nim takie stany. Od małego zostawał nieustannie zmuszany, by biernie obserwować, jak sprawy wymykają się spod jego łap. Śmierci Tajfun, matki, jak i obu braci przyszły zupełnie niespodziewanie. Bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnego patosu. Zwyczajnie w jednym momencie żyli, a w następnym już tylko stanowili część martwego tła. 
A teraz miał okazję. Dostał szansę na naprawienie błędów z przeszłości, wraz z przejęciem roli rodzica. Nie mógł zmarnować tej nici kontroli, jaką nareszcie otrzymał. Przyrzekł sobie, że tym razem zdoła ochronić tych, na których mu zależy. I tej obietnicy zamierzał dotrzymać. 
Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ponownie zawiódł w tej kwestii. Nie odnośnie czegoś tak cennego i każdego dnia uszczęśliwiającego go jak własne kocięta. 
— Agreście, wszystko w porządku…? — Przejęty głos Kruchej zadzwonił mu w uszach. 
— Przepraszam, tak — mruknął speszony, stopniowo rozluźniając brwi, jakie niecelowo zmarszczył w międzyczasie. — Myślisz, że powinna ją zobaczyć Witka? Lub może bardziej Jaskółka potrafiłaby pomóc, gdyby tylko dać jej więcej czasu? 
— Możemy spróbować — uśmiechnęła się słabo — tylko najlepiej nie robić wszystkiego naraz, powinna mieć przestrzeń, by się oswoić. 
Lider pokiwał głową z determinacją. Miał już opuścić żłobek, w celu porozmawiania z medyczką i szamanką, dopóki następny pomysł nie wpadł do jego umysłu. Może do znalezienia przyczyny, wcale nie był potrzebny zakradający się nocą wróg? Może to zwyczajnie jeden z mniej przyjemnych klanowiczów wystraszył dogłębnie wrażliwą na otoczenie szylkretkę? 
— Migotko — zaczął mówić łagodnym głosem, schylając głowę w stronę ogona Kruchej, z jakiego wystawało małe, łaciate uszko. — Czy ktoś z odwiedzających kiedykolwiek zachował się niemiło w stosunku do ciebie?

<Córeczko?>

22 sierpnia 2023

Od Migotki do Agresta

Nie mogła spać. W każdej chwili mogłyby tu pojawić się jakieś koty. Co by było, gdyby zmrużyła lekko oczy, a wtedy ktoś by ją porwał. Albo nawet zabił. Uspokoiła się trochę, kiedy mama zaczęła ją lizać. Wtedy jej napięte ciałko rozluźniło się, a rozbiegane wytrzeszczone oczy się zamknęły. Znowu poczuła się bezpieczna. Odpłynęła w krainę snów.

***

Dzisiaj od rana było bezpiecznie. To nie znaczyło, że lada moment ktoś nie mógłby się pojawić i ją skrzywdzić. Naprawdę podziwiała Grację. Ta kotka już nawet nie sepleniła mówiąc, chodziła wyprostowana, a najważniejsze i zarazem najdziwniejsze: nie bała się tych obcych kotów. Tych potworów. Jednak to nie ją najbardziej lubiła z rodzeństwa. Najlepsza była według niej Mirabelka, z którą dało się dogadać, ale też nie zachęcała ją do złych czynów, tak jak na przykład Malinka. Ten kocurek wczoraj chciał ją namówić na opuszczenie żłobka! Migotka nigdy jeszcze tego nie robiła, nawet z Kruchą. Wolała sobie nie wyobrażać, ile mogło się tam czaić innych. Wtedy to się stało. Znowu! No tak. Wczoraj nikogo nie było, to teraz musiał tu być jakiś potwór. Inny niż wcześniej. Biało - czekoladowy. Jeśli dobrze pamiętała, to był Agrest, jej tata. Podobno lider Owocowego Lasu. Te opowieści matki sprawiały, że bała się go troszeczkę mniej niż innych kotów. Ale tylko troszeczkę. Wszedł i zbliżył się. Słyszała jego oddech i jedynie siłą woli powstrzymywała ciałko od drżenia. Mama jest obok, on jest tatą, liderem, był tu wcześniej i nic mi nie zrobił, więc nie ma powodu, aby miał mi coś zrobić też dzisiaj! W razie czego mama by mnie obroniła, prawda? Najpierw Agrest bawił się z innymi kociętami, które chętnie i ufnie do niego podchodziły. Wypytywały się o życie klanowe, o tym jak to być przywódcą i o tym, czy same kiedyś zostaną liderami. Migotka nie wiedziała, jak można tego chcieć. Jej tata był bardzo popularnym kocurem, mnóstwo kotów go stale obserwowało. Musiał z nimi rozmawiać! Okropne. Kiedy już miał wyjść spojrzał na nią przelotnie. Wtedy poczuła szturchnięcie mamy.
- Idź z nim porozmawiać. Teraz będzie myślał, że go nie lubisz. - powiedziała za dezaprobatą. Porozmawiać? Przecież ona prawienie potrafiła jeszcze mówić! Pokręciła łebkiem. Krucha westchnęła, słychać było, że jest rozczarowana. Wtedy w oczkach Migotki zebrały się łezki i nic ich nie powstrzymywało przed wypłynięciem. Tata wciąż stał wpatrując się w nie. Zapewne słyszał całą rozmowę. Musi do niego iść. Inaczej mamusia będzie zła… nie mogła do tego dopuścić. Wstała. Krucha spojrzała na nią zaskoczona. Migotka trzęsąc się uczyniła kilka kroków w stronę kocura. Być może za chwilę skończy się jej życie. Łez wypływało jej jeszcze więcej, więc zaczęła się nimi krztusić. Podeszła nierówno do Agresta. Drżąc usiadła, obawiając się, że nie będzie wstanie ustać na łapkach. Wtedy wypowiedziała swoje pierwsze dwa słowa w życiu:
- Mama? Krucha! - pisnęła. Nie wiedziała, czy pomoc nadchodziła. Najważniejsze było to, że mama teraz nie miała prawa być na nią zła, bo zrobiła to, co tamta chciała. Wtedy spojrzała w zielone oczy taty, z nadzieją, ze puści ją wolno. Przecież nic mu nie zrobiła! I chyba nie zabije własnej córki?

<Agrest?>