BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senna Łapa x Oskrzydlona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senna Łapa x Oskrzydlona Łapa. Pokaż wszystkie posty

22 września 2025

Od Oskrzydlonej Łapy CD. Sennej Łapy (Mglistego Snu)

dawno temu

 Sytuacja nie była po jego stronie, jednak nie miał zamiaru dać tego po sobie poznać. W jego głowie mieszało się zaintrygowanie, zirytowanie i zmęczenie, oraz chęć zabłyśnięcia. 
– Na twoje zniewagi w naszym kierunku można jedynie napluć – wyprostował się, mierząc czarnego wzrokiem. Nie rudy, oczywiście. Uniósł wzrok ku niebu na tą myśl. – Łapo. Tak bardzo przeszkadza wam nasz smród, a kradniecie zwierzynę, która jest nim przesiąknięta. Co, rozwijacie jakiś nowy fetysz w Klanie Wilka? Zawsze ciągnęło was jakoś w nasze tereny.
Czarny uczeń nie zmienił wyrazu pyska, nadal nie wyrażał żadnych głębszych uczuć względem kocura.
– Senna Łapo – przedstawił się tamten – Skoro i tak mamy się obrażać, to chociaż pod konkretnym adresem. Po za tym nie wyglądasz na tak starego, byś wiedział jak było zawsze. No chyba, że pozory mylą i Klan Burzy od zarania dziejów nie umieli wytrenować tego jednego oseska. – poruszył z rozbawieniem wąsami.
– Co do zwierzyny, nie jest podpisana pod żadne z terenów. Zając, nie zając, nie jest już wasz kiedy wskoczy do lasu. – wzruszył łopatkami. – Taka kolej rzeczy, trzeba jeść by przetrwać.
– Potrafimy dbać o pamięć o dziejach naszego klanu, podobnie jak o wyszkolenie nowych wojowników. Skąd bierzesz takie przykłady, ze swojego doświadczenia? – skomentował jedynie, unosząc podbródek. Po chwili jednak znów otworzył pysk – Oskrzydlona Łapa – Przedstawił się również. Niech zna jego imię. 
– Pmh, masz szczęście, że nie przyłapałem was na naszej granicy. Mój ojciec na pewno by was pogonił, gdybyście ruszyli ją chociaż palcem.
– Oskrzydlona Łapa? Ładne imię – przyznał wilczak, sidając na śniegu. Rozluźnił swoje mięśnie i zabrał się za czyszczenie swojego futerka. I tak było czarne, więc nie widać było krwi zająca, jedynie rudzielec mógł czuć zapach. Na sam koniec przeczesał swoją rosnącą bródkę. Na wspominkę o ojcu rudzielca, czarnemu uczniowi poruszyły się wąsy z rozbawienia. 
– Cieszy mnie, że masz tatusia, który za ciebie zrobiłby wszystko Oskrzydlona Łapo, jednak tak nie zdobędziesz umiejętności, których wymaga się jak bowiem od potencjalnego, dobrego wojownika. – posłał mu krótki, skromny uśmiech – Jednak to ty byłeś zbyt blisko granicy. Tatuś nie byłby zadowolony, gdyby jego niuniuś łamał zasady i doprowadził do kolejnej walki na granicy. Nikt tego, by nie chciał, nawet ja. Dlatego, jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to swój jakże i wspaniały, trzymający wysoko pyszczek, zawróciłbyś w przeciwną stronę i zajął się polowaniem, czy co tam teraz robisz.
Machnął obojętnie łapą, dalej kontynuując swoją pielęgnację. 
Jego ego zostało połechtane. Może czarny kocur nie był aż takim idiotą na jakiego wyglądał? Niestety następne słowa całkowicie rozmyły to nowe, pozytywne uczucie, zastępując je złością. 
– Sam potrafię przegonić takie "nic" z terenów mojego klanu, ojciec mi nie jest do tego potrzebny. – Syknął, po czym uniósł łeb – I może byłam, ale waszej granicy nawet palcem od stopy bym nie dotknął. Co wy tam macie, wściekliznę? Jeszcze bym się bał, że coś od was złapię. – dumny ze swojej wypowiedzi, uznając, że nic więcej ciekawego tu nie znajdzie, odwrócił głowę w stronę z której przyszedł, wstając. 
– Nie wiem jak ty, wymoczku, ale ja się znudziłem. Wracaj skąd żeś przylazł – machnął zbywająco rudą łapą w jego kierunku, samemu mając zamiar odejść. Nie chciał potem odpowiadać na zbędne pytania.
– Nawzajem. – były już rozmówca wydawał się być całkiem rozbawiony... co nasz królewicz zauważył jedynie kątem oka, zanim odwrócił całkiem wzrok od wilczaka. Paskudztwo. Jakim cudem nie widzieli jego wspaniałości? Ale to nic, jeszcze się przekonają. Spłoną, zanim zdążą wydusić z siebie słowo sprzeciwu. 

ᔕ◦∙⚜∙◦ᔓ

W późniejszym czasie spotkać mógł jedynie Senną już-nie-łapę na zgromadzeniu, na którym tylko utwierdził się w przekonaniu, że szczerze, dogłębnie i namacalnie nienawidzi tego brudnego stworzenia. Był jak robak. Wijący się i pełzający ro- chociaż nie, bardziej jak mucha. Dżdżownice i gąsienice są tylko żałosne, a ten tu był irytujący. W dodatku czarny, za kogo on się miał? Jak śmiał mu, MU mówić, że brak mu kultury? Ha! Ha, ha....
Cisnął gwałtownie resztką jaszczurki, w której uprzednio zatopił pazury, patrząc, jak z pustym dźwiękiem odbija się od kamienia, pozostawiając po sobie brzydki ślad, zanim opadła na ziemię. Dawno nie czuł takiej wściekłości i w chwili obecnej aż nim trzęsło. Od samego rana poruszać się musiał ostatnio w tunelach, próbując wyuczyć się wszystkich technik na pamięć, uderzając głową w ściany, zaciągając się pyłem i raniąc pazury o kamienne przejścia, jednak za każdym razem gdy to robił, za każdym razem, gdy przełykał upokorzenie, znajdywał nową energię, wyobrażając sobie, jak kiedyś być może będzie dana mu szansa, by zaciągnąć ten nic nie warty pomyj prosto pod ziemię, gdzie wydrapie mu to brudne futro ze skóry. W pewnym sensie, musiał Sennej już-nie-łapie podziękować. Był świetnym motywatorem do działania. 
,,Jeszcze kilka razy i myślę, że opanujesz poruszanie się w tunelach" w uszach bębniły mu słowa mentora ,,Za dużo myślisz, w tej ciemnicy i tak nikt cię nie zauważy. Polegaj bardziej na swoich zmysłach". 
Warknął rozeźlony. Za dużo myśli? Pha! Ktoś musi! Ktoś musi myśleć za tą całą brudną hołotę, która nie potrafi zobaczyć najprostszych rzeczy. Ktoś musi doprowadzić klan do świetności, ktoś musi przenieść linię przodków dalej, a im dłużej rozmawiał z Rudzik, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że najlepiej by było ją wydziedziczyć i dać jej sobie żyć w błogiej niewiedzy, u boku zdrajców krwi. Odrzuca swojego ojca, odrzuca boską krew, na którą nie zasługuje. Ale to nic... to nic! On... ON będzie to wszystko ciągnął. ON jest pół-boskim dziedzicem, który przejmie kiedyś klan. Nie ona, nawet nie ojciec. ON SAM. Uśmiechnął się głupkowato pod nosem, nieco się uspakajając. Wizja wspaniałej przyszłości która podwyższa mu ego była wspaniała. Na tyle wspaniała, by zapomnieć o fakcie, że otaczają go głupcy. Zlizał z siebie resztki niewidzialnego pyłu, by dumnie dołączyć do patrolu, który dawno zostawił go za sobą. 

ᔕ◦∙⚜∙◦ᔓ

– Weź to... to paskudztwo – wycedził przez zęby, kiedy Rudzik postanowiła pokazać mu konika polnego, którego znalazła. Mogłaby się zająć polowaniem na myszy jak normalny kot, zamiast na robaki. Nie dość, że paskudne, to jeszcze tak nie wypadało. 
– Wcale nie jest paskudny! Popatrz, taki zieloniutki~
– Aha, jak tak ci się podoba to się z nim zwiąż, albo go zjedz. Na pewno ma w sobie dużo bi-aAAAA! – Wrzasnął nienaturalnie łamiącym się głosem, gdy kreatura skoczyła w jego stronę. Jedyną rzeczą jakiej nienawidził bardziej od pospólstwa, były robaki. A ten właśnie poleciał prosto na niego! Na jego pysk!  tymi paskudnymi odnóżami! 
– Weź go ze mnie, WEŹ GO ZE MNIE!! – Zmieszana, w połowie dusząca się śmiechem Rudzik, zgoniła ze spanikowanego pyska rudzielca, zielonego potwora. 
– No już, już... 
– Oszalałaś?! Nigdy więcej nie wciskaj mi tych paskudztw przed pysk! 
– Pfft, nudziarz – Usłyszał jeszcze na odchodne, zanim oddreptała z uśmiechem na pysku, najpewniej totalnie nie-przejęta, szukając kolejnego robaka do upolowania. On tymczasem spróbował się uspokoić, drżąc i biorąc głębokie oddechy. Nienawidził ich. Nienawidził tych małych kreatur, tych paskudztw które pomimo swojej wielkości potrafiły wysoko skakać, latać, pływać... czemu niektórych nie obrzydzają? Czy nie widzieli ich pysków z bliska? Nie widzą tych dziwnie złożonych, mało naturalnych odnóż powykręcanych w dziwnych pozycjach? 
Coś jakby błysło gdzieś z boku. A może to ruch? Wiatr liści? Spojrzał zaraz jeszcze raz, by zobaczyć mignięcie futra na granicy, czyichś oczu... Już otworzył pysk, by rzucić ,,Na co się gapisz", jednak zaraz zagryzł język, prychnął i odwrócił głowę. Co za paskudna sytuacja, nie ma sobie co strzępić języka. 

<Mglistek? Możemy się minąć i spotkać za ileśtam...>
[walka w tunelach + 1194 słów]

[przyznano 24% + 5%]

16 sierpnia 2025

Od Sennej Łapy do Oskrzydlonej Łapy

— Senna Łapo! Obudź się! — Przez odmęty snu wyrwał się głos jego mentorki.
—  Hm? – Otworzył zaspane swoje oczy. —  Patrol?
Zdziwiony zamrugał kilka razy, jeszcze było ciemno w legowisku, zerknął na wyjście, jednak tam też panował mrok, co zdezorientowało kocura. Podniósł się na swoje łapy i przeniósł wzrok na kocice.
— Przecież jeszcze jest noc. Mieliśmy iść na poranny patrol, a nie nocny.
— Zaraz będzie wschodzić słońce —  poprawiła go. —  Koty nie czekają na granicach, aż będzie jasno. Poza tym jest pora nagich drzew, słońce później wschodzi na nieboskłon.
— Eh, niech ci będzie… — prychnął pod nosem i przeciągnął się na posłaniu.
— Tym razem się zbieraj szybciej. Na patrolu będą jeszcze inne koty, którym warto byłoby się pokazać od dobrej strony.
— Kto będzię?
— Borucza Puszcza, Mroczna Wizja i Pustułkowy Szpon.
Na imię swojego kolegi postawił uszy. Oczywiście, że się pośpieszy, gdyż nie będzie to nudny patrol, gdzie będzie łaził w ciszy. Przynajmniej przez chwilę, będzie mógł sobie porozmawiać z jego przyjacielem. Wrotyczowa Szrama nie zdążyła nawet wstać, gdy też prędko pociągnął językiem po swoim futrze i wyszedł zaraz za nią. Kocica spojrzała się na niego z poirytowaniem.
— Szkoda, że ostatnio nie umiałeś tak szybko się przyszykować — zaczęła narzekać, jednak ten jedynie wzruszył ramionami i poszedł dalej.
Na polanie rzeczywiście panowała ciemność, a na niebie ciemne granat zaczął się rozjaśniać, pozwalając, by pas szarości przesuwał się zaraz za znikającym księżycem. Drzewa dawały jeszcze schronienie dla cieni, przez co obóz nadal był spowity w mroku. Koty powoli schodziły się na patrol, który miał jako pierwszy opuścić obóz. Rozpoznał czarną sierść Mrocznej Wizji oraz zaspaną Borsuczą Puszczę. Z legowiska wojowników wyłonił się również czekoladowa sierść Pustułkowego Szponu.
Senna Łapa szybko znalazł się obok czarnej kocicy, która miała prowadzić patrol graniczny. Skłonił im wszystkim głową na przywitanie i kiedy tylko znaleźli się wszyscy zwarci i gotowi skierowali się do wyjścia. Minęli przysypiającego Piołunowy Dym, który był wytyczony na wartę. Senna Łapa wiedział, że Zaćmiona Łapa dostała kocura za mentora i nie była nim pocieszona. Dlatego na złość kocurowi nadepnął mu na łapę. Liliowy krzyknął z bólu, od razu się budząc. Posłał Sennej Łapie wściekłe spojrzenie, jednak się nie odezwał, gdyż tym samym wzrokiem odpowiedziała wojownikowi Mroczna Wizja. Opuścili obóz z dźwiękiem mamroczącego z niezadowolenia przebudzonym kocurem, na co wibrysy Sennej Łapy oraz Pustułkowego Szponu ruszały się z rozbawienia.
“Nie ma spania na warcie!” – pomyślał czarny. – “Pewnie dzisiaj Zaćmiona Łapa, będzie miała więcej spokoju i nie pójdzie z nim na trening.”
— Widzę, że udało ci się wstać na patrol —  zauważył jego przyjaciel, z którym akurat teraz szli w parze, zmuszając tym, by Wrotyczowa Szrama szła z Borsuczą Puszczą przed nimi.
— Tak, a czemu miałbym nie zdążyć? — zapytał, przekrzywiając głowę.
— Po legowisku wojowników Sowi Zmierzch trochę narzekał na ciebie i ostatnim patrolu. Krucze Pióro tylko potakiwał co jakiś czas, więc się zaciekawiłem i trochę podsłuchałem — mruknął z uśmieszkiem na pyszczku.
— Ugh… Odezwali się najlepsi wojownicy z klanu. — Przewrócił oczyma. – To nie oni ostatnio złapali na gorącym uczynku zdrajcę.
Czekoladowy wojownik zamruczał na zgodę i z wdzięcznością, że zauważył jego starania.
— Właśnie, jak ci się udało pokonać Topielcowy Lament? — dociekał.
— Jakoś… Po prostu byłem blisko i usłyszałem syki dochodzące z legowiska Nikłej Gwiazdy.— Wzruszył ramionami. Jakby zrzucał z siebie ciężar.
Kocur chyba nie chciał o tym rozmawiać, nie był pewien dlaczego, jednak wolał nie dopytywać.

***
Kilka dni temu

Senna Łapa siedział spokojnie na polanie i zajadał się kościstą myszą, rozmawiając przy tym ze swoimi siostrami. Gwiazdnica opowiadała o tym, jak właśnie Jaskółcze Ziele uczyła, ją polować i w czym ma trudności, a Zaćmiona Łapa przeklinała na Piołunowy Dym oraz jak to kocur nie umie organizować ich treningów. Kiedy on tylko opowiadał, jak idą treningi z Wrotyczową Szramą, tak siostry posyłały mu zazdrosne spojrzenia. On jako jedyny dostał kota, którego dobrze jako tako znali i traktowali, jak starszą kuzynkę. Nagle po obozie rozległy się przytłumione okrzyki i syki walki. Były bardzo przytłumione, a koty oderwały się od swoich czynności, wysuwając pazury i będąc gotowe do walki. Czy Klan Klifu dotarł do ich obozu? Gdzie koty walczyły? Sennej Łapie zjeżyła się sierść i zastygł, szukając zagrożenia. Miał walczyć? Teraz? Odszukiwał swoim umyśle wszystkich podstawowych technik, które próbowała go nauczyć Wrotyczowa Szrama. Dźwięki ucichły, a po chwili z legowiska Nikłej Gwiazdy wyszedł Pustułkowy Szpon, niosąc w pysku ciemne cielsko Topielcowego Lamentu, za nim wyłonił się łeb przywódcy. Lider wyglądał, jakby przed chwilą zobaczył ducha. Czarny uczeń wygładził swoje futro, jednak nie umiał opanować w środku swojego dziwnego uczucia. Lodowaty strach wypełnił jego żyły. Tak kończyli zdrajcy.
— Na gwiezdnych… — mruknął.
Jak spod ziemi wyrósł obok niego Kosaćcowa Grzywa i szturchnął go łokciem, jakby go upomniał. Posłał mu pytające spojrzenie, jednak niebieski van nie uraczył go odpowiedzią.
“To wspominanie o Klanie Gwiazdy jest złe?” — Wzdrygnął się, co jego siostry też zauważyły.

***
Teraźniejszość

Przeszli już duży kawałek ich terytorium, robiło powoli się coraz jaśniej, zdążyli już przejść wzdłuż granicy z Klanem Klifu, poprawiając tym oznaczenia zapachowe na granicach lasu i otwartej przestrzeni, gdzie teraz cały las należał do nich. Było spokojnie i żadne zapachy nie świadczyły na to, by granica była przekraczana. Na wysokości Potwornej Przełęczy dołączył do nich patrol łowiecki, który prowadziła Brukselkowa Zadra. Wojowniczka, widząc go, razem z Wrotyczową Szramą na patrolu, pewnie stwierdziła, że się dołączą. Koty w pyskach nie miały wiele zwierzyny, jednak wyróżniał się Poziomkowa Polana, który trzymał w pysku zająca. Rysi Trop opowiedziała, jak razem z wojownikiem oraz jej uczniem, Warczącą Łapą, zdołali złapać nietypową dla Klanu Wilka zwierzynę. Zając musiał przebiec przez granicę z Klanem Burzy i zgubić się w lesie.
“Dzięki Klanu Gwiazdy, za taką zwierzynę. Dużo kotów się naje tym łupem.” — podziękował gwiezdnym za jedzenie.
— Spróbuj go obwąchać Senna Łapo — zaproponowała mu Brukselkowa Zadra — Żebyś później wiedział, jak pachnie zając.
Starannie przejechał nosem po burawej sierści zwierzyny, zapamiętując jego zapach oraz nanosząc go na jego pyszczek. Jeszcze dzisiaj nic nie jadł, a był tak głodny, że chyba zjadłby tego zająca samemu i to w całości.
— Pachnie podobnie jak Klan Burzy — zauważył.
— Bo to ich zwierzyna — zauważył znudzony, starszy, biało-czarny uczeń.
“A ty powinieneś być już wojownikiem nieuku” — Posłał mu obojętne spojrzenie.
Z powiększonym patrolem wszyscy skierowali się dalej, obserwując granicę z Klanem Burzy, jednak byli bardziej rozkojarzeni. Mroczna Wizja rozmawiała z Warczącej Łapy, Brukselkowa Zadra z Wrotyczową Szramą oraz z Rysim Tropem, a do Pustułkowego Szponu podszedł Poziomkowa Polana, wykluczając tak z rozmowy Senna Łapę. Czarny kocur poirytowany szedł zaraz obok nich, czując jak sierść i krew zająca ociera się o niego.
Byli już znacznie dalej od miejsca, w którym się spotkali. Teraz znajdowali się w lesie, a granica z Klanem Burzy po ich lewej stronie, była zasłana drzewami. Oddalali się w stronę graniczącą ich z Owocowym Lasem drogę grzmotu.
“Błagam, wracajmy już, mam dość…” — pomyślał błagalnie.
Nie chciał tutaj już być i się nudzić. Jakby wiedział, że połowę patrolu miałby się wlec zaraz obok truchła zająca, to wcale nie wychodziłby z legowiska. Zwalniając i puszczając patrol przodem, znalazł się na tyłach, gdy nagle jego uwagę przykuło coś rudego między drzewami na granicy. Bez zastanowienia oddalił się od patrolu i zaszył się w cieniach, by zobaczyć potencjalnego intruza. Przykucnął przy ziemi między paprociami, pozwalając, by jego czarne futro wtopiło się w cieniach lasu.
“Oby to nie był lis” — Spiął wszystkie mięśnie i wysunął pazury, gdyby tylko rudy drapieżnik wysunął się zza jakiegoś drzewa.
Jego wzroku ukazał się rudy pręgowany klasycznie kot z bielą. Promienie słońca, które wschodziło zza równin, oświetlało jego futro, powodując, że na krańcach wyglądało, jakby kot zajmował się ogniem. Młody kot, gdyż był podobnie w jego wieku, bądź trochę młodszy obwąchiwał granice. Kiedy podszedł za blisko, przynajmniej zdaniem Sennej Łapy, czarny uczeń wyskoczył z cieni, prosto na spotkanie z nieznajomym.
— Cofnij się! Jesteś zbyt blisko granicy z Klanem Wilka! — powiedział donośnie.
Ich futra się zjeżyły, a niebieskie oczy rudego spotkały się z oczami Sennej Łapy. Czarny uczeń nie schował pazurów, na co napotkany kocur zwrócił uwagę i również wysunął swoje, jednak cofnął się o długość ogona.
“Tak lepiej” — pewny siebie, wygładził swoje futerko. Ostatnia wygrana bitwa z Klanem Klifu, była pewnie dobrym straszakiem na pozostałe Klany.
Rudy uważnie obejrzał go i zwęszył w powietrzu, po czym na jego pysk przeszedł grymas.
— Śmierdzisz zającem  – syknął tamten — Ukradłeś zwierzynę Klanu Burzy!
Senna Łapa zmrużył oczy i położył po sobie uszy. Nie podobało się mu, oszczerstwa kocura. Fakt, że pachniał tą zwierzyną, gdyż to koty, które dołączyły się do jego patrolu, taką złapały. Tylko rudzielec nie musiał o tym wcale wiedzieć.
— Ty tak śmierdzisz — zakpił z niego, zmieniając wyraz pyska na obojętny — Teraz wiesz, jak wasza granica capi. Współczuje, tym, którzy musieli was wąchać na zgromadzeniach.
Schował pazury, czując, że nie będą mu potrzebne w tej potyczce słownej. Rudzielec wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać ze zniewagi puszczonej w jego kierunku.
— Tylko nie obrażaj się, Łapo — powiedział, zgadując, że jest uczniem.
Wojownik nie wyglądałby na tak obruszonego na słowa zwykłego ucznia.

< Oskrzydlona Łapo? >
[1464 słów]

[przyznano 29%]