BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozczarowany Pysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozczarowany Pysk. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2024

Od Rozczarowanej Łapy (Rozczarowanego Pyska)

 Nieufnie przyglądała się nowej karmicielce, jak i jej ślepym kociakom. Coś jej w tym wszystkim śmierdziało, a dokładnie fakt, że Przyczajona Kania miał syna. I teraz jeszcze został dziadkiem trójki całkiem uroczych kociaków. 
Dziwiła się, że nikogo nie zdziwiło pojawienia się samotnika na ich terenie podającego się za syna zastępcy, o którym nikt wcześniej nic, a nic słyszał. Nawet starzyzna, ta starszyzna, która dzieliła się z Rozczarowaną Łapą historią i smaczkami z przeszłości Klanu Klifu była zaskoczona tym, że Przyczajona Kania miał partnerkę poza klanem, z którą doczekał się kociąt. 
I taki ktoś był zastępcą?! A miała nadzieję, że chociaż z czekoladowego kocura będzie przykładny lider i okaże się o wiele lepszym od Srokoszowej Gwiazdy, jak i jego poprzedników. Zawiódł ją.
— Jak mają na imię?
— Kocurek ma na imię Mniszek, a kotki Jeżówka i Jastrząb — Przedstawiła kolejno kociaki wskazując na nie pyskiem, na którym malował się czuły uśmiech, kiedy mówiła o swoich kociętach
Rozczarowana Łapa nie chciała być niemiła, więc uważnie słuchała tego co miała do powiedzenia szylkretowa królowa. Na dobrą sprawę wydawała się być przyjazna, ale z tego co zauważyła ona i jej partner musieli chyba żyć w jakimś totalnym buszu (Miejskiej Dżungli) – kocur miał problem z przyswojeniem informacji, że aby zjeść piszczkę musiał przed tym zapolować dla reszty członków klanu, a sama Miedź podchodziła zbyt luźno do zajmowania się swoimi kociętami – raz wyszła sobie z kociarni, pozostawiając je bez opieki. Najgorsze w tym wszystkim był fakt, że nie widziała w tym nic złego. Nie przejęła się faktem, że w tym czasie któremuś z jej dzieci mogłoby coś się stać. 
Nawet wtedy kiedy szylkretka przypomniała jej, że jeszcze tak niedawno w klanie panowała pandemia z powodu Liściastego Futra – tak, to w końcu nieodpowiedzialna medyczka przywlokła spoza terenów Klanu Klifów jakieś choróbsko, bo jej zachciało się ratować jakieś obce koty i to w dodatku z wrogiego klanu. Czy wierzyła jej? Absolutnie nie i dziwiła się, że Srokoszowa Gwiazda uwierzył jej na słowo. Nie sądziła, że jej ojciec jest, aż taki głupi. Tak samo jak dziecinna medyczka, która  zapomniała, że powinna być lojalna najpierw wobec Klanu Klifu, a dopiero wobec innych klanów. Powinna poważniej podchodzić do swojej profesji, tak jak starała się to robić Czereśniowa Gałązka. Biada klanowi, jeśli starszej szylkretki zabraknie, a w klanie leczeniem, czy też truciem kotów będą się zajmować dwie niebieskie kotki. Jak nic prędzej niż tego by chciała spotka się ze swoim martwym rodzeństwem.
— Nie marszcz tak pyszczka, Rozczarowana Łapo. — Z zamyślenia wyrwał ją głos Miedzi. — Chyba, że chcesz aby na starość ci skóra na mordce wisiała. Będziesz wyglądała jak buldog. — Zachichotała.
— Bul… co?
— Buldog. Taka rasa psa, jedna z wielu, którą można spotkać w Betonowym Świecie. — Wyjaśniła. — Marszcz tak dalej pysk, przytyj odrobinę i będzie z ciebie buldog jak się patrzy.
Ani jej się śniło upodabniać się do wspomnianego psa! 
Z grymasem na pysku opuściła kociarnie kierując się do legowiska starszyzny. Chociaż z nimi szło normalnie porozmawiać.

***

Starała się ojcu przemówić do rozsądku, jednak niebieski był głuchy na jej argumenty. Czy naprawdę zależało mu na tym, aby doprowadzić Klan Klifu do upadku? Patrząc na jego ostatnie posunięcia, to tak właśnie było i dziwiła się, że rada nie zamierza się go obalić czy też przyjaźnie zasugerować, że może to już czas, aby przekazać władzę swojemu następcy. Nawet Gąsiorkowa Łata nie miała wpływu na partnera, nie mówiąc już o ich kociętach.
— [...] a zgromadzenie? Myślisz, że koty uwierzyły, że tylko zasłabłeś? Umarłeś Srokoszowa Gwiazdo. Na oczach wszystkich klanów! — Starała się niepotrzebnie nie krzyczeć na kocura, ale po prostu nie rozumiała go. Jego decyzji i zachowania. A chciała dobrze dla klanu, w którym przyszło jej się narodzić. — Teraz na pewno każdy klan plotkuje o tym, że jesteśmy słabi. Na pewno zaskoczyła ich znikoma ilość przedstawicieli Klifiaków. 
— Nonsens. — odparł krótko, nie wyglądał na specjalnie wzruszonego tym faktem, a na jego pysku wręcz wkradło się znudzenie tą całą rozmową 
— Słyszałam na własne uszy, jak dwie młode uczennice szydziły z nas, Klanu Klifu. Z ciebie, jak i z tego, że nie umiałeś przywołać Liściastego Futra do porządku, gdy każdy inny lider na pewno by to zrobił. Nie zdziwiłabym się, gdyby to właśnie jej zachowanie w szczególności przyczyniło się do utraty jednego z twoich dziewięciu żyć. — Zasugerowała, będąc pewna, że właśnie medyczka i nikt inny przyczyniła się do tego. Skoro zabrała Czar już dwójkę rodzeństwa, to czemu by nie chciała pozbyć się lidera, który wygnał jej bliskich. Miało to jakie sens, pokrętny, ale tak. Była w centrum tych wszystkich nieszczęść, które spotkały Klan Klifu i mimo to uchodziło jej wszystko płazem. Skoro Czar była rozczarowaniem, to Listek powinna być totalną porażką. — Sama o mało nie wyzionęłam ducha, widząc co ona wyrabia. Mama miała rację, żyjesz ciągle przeszłością — westchnęła, czuła się w tej sytuacji bezsilna, jednak nie miała zamiaru odpuścić 
Na pysku kocura wkradł się grymas, jak i również uczennica była w stanie dostrzec lwią zmarszczkę między jego brwiami.
Srokosz nie krył się z tym, że również jak córka nie przepada za Liściastym Futrem, która nie raz już pokazała jak bardzo podobna jest do swojej matki, Aksamitnej Chmurki. Jak na złość, i Rozczarowana Łapa musiała być do niej podobna, na całe szczęście tylko z wyglądu. 
Rozmowa pomiędzy ojcem, a córka z pozoru spokojnej, powoli zaczęła przybierać agresywny ton. Szylkretka chcąc, nie chcąc, przypadkowo wspomniała o rzeczach, które wyprowadziły koniec końców lidera z równowagi. A rozchodziło się o stwierdzenie, że jednak to właśnie Aksamitna Gwiazda miała więcej rozumu i te jej z pozoru głupie zabawy, mogły wcale nie być takie głupie, jak każdy do tej pory sądził. Ten berek, z którego koty żartowały mógł być bardziej przydatny niż myśleli. To było jak trening, koty musiały współpracować, aby uniknąć złapania, bądź celowo poświęcić innego członka biorącego udział w zabawie, aby to on został berkiem.
— Prószący Śnieg uznał, że jesteś gotowa, aby zostać wojownikiem. — Zmierzył spojrzeniem szylkretkę. — Niech mu więc będzie. Zostaniesz wojownikiem.
Zamarła. Nie zdążyła zareagować; kocur opuścił swoje legowisko i skierował się na mównicę. W kilku susach znalazł się na samej górze, a jego obecność na niej wywołała niemałe poruszenie w obozie. 
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, by samodzielnie polować, zbiorą się pod półką skalną na zebranie klanu!
Nerwowo spoglądała na powoli zbliżających się wojowników, którzy rzucali zaciekawione spojrzenia w jej stronę. Na pewno nie umknął im fakt, że lider nie był w humorze.
— Ja, Srokoszowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu, jednak nie był w stanie go w pełni przestrzegać. Wierzę jednak, że w przyszłości to się zmieni i w pełni zasłuży na miano wojownika. 
Nawet nie raczył na nią spojrzeć, całkowicie pominął formułkę z zapytaniem się jej czy zamierza przestrzegać kodeksu wojownika i chronić klanu, nawet za cenę życia.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Rozczarowana Łapo, od tej pory będziesz znany jako Rozczarowany Pysk. Klan Gwiazdy wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu. 

[1138 – trening woj]
[przyznano 23%]

27 marca 2024

Od Rozczarowanej Łapy

 przed zgromadzeniem oraz pandemią

Pierwszy trening z nawigacji w tunelach źle wspominała. Odnalezienie białego kocura stanowiło nie lada wyzwanie dla córki Srokoszowej Gwiazdy, w końcu było to jej pierwsze podejście. Jednak nie zniechęciło jej to, a wręcz chciała coraz dalej zapuszczać się w nieznane tunele i zbadać je wszystkie. Z każdym kolejnym wschodem wręcz nie mogła się doczekać momentu treningu, licząc na to, że Prószący Śnieg zechce znowu zabrać ją do tuneli. 
— [...] Proszę! — miauczała nad uchem mentora, mając nadzieję, że starszy w końcu ulegnie jej prośbom udania się znowu do tuneli — Pod ziemią jest o wiele fajniej niż na zewnątrz. — Sama nie wierzyła, że to mówi, ale tak. Badanie podziemnych korytarzy rozciągających się pod terenami Klanu Klifu oraz Klanu Wilka, a może i nawet dalej, było wprawdzie wyczerpującą czynnością, ale dla samej satysfakcji, że coraz płynniej poruszała się wzdłuż zawiłych korytarzy radował jej serce 
— Biedna Czar! — zawołał nagle mentor i zatrzymał się, spoglądając zmartwiony na szylkretkę — Jeszcze kilka wschodów słońca i zamienisz nam się w kreta! Srokoszowa Gwiazda jak nic nazwie cię jako wojowniczkę Ślepy Kret przez twoje zamiłowanie do badania tuneli. Ach, Ślepy Kret… Półślepy Świstak… co mi dają za uczniów… — mamrotał sam do siebie kręcąc głową, co wyglądało dość komicznie, kiedy kocur starał się wyglądać współczująco 
— Lepsze to niż Rozczarowanie — zaśmiała się, “Kret” w imieniu wcale nie brzmiał tak źle jak mogło się na pozór wydawać — To jak?
— Dzisiaj… skupimy się na wspinacze na drzewa. No już, uszy do góry! Musisz każdej ważnej umiejętności się nauczy, jeśli chcesz zasłużyć na miano wojownika. A taka wspinaczka na drzewa, to jak wspinaczka po klifie. Nie zauważysz różnicy!
Zauważyła. 
Nie podobało jej się to, że gałęzie były gładkie i giętkie. Wolała pod łapami czuć kamienie oraz skalne płyty, niż sprężystą gałąź, której musiała się uczepić pazurami, jeśli nie chciała spaść z drzewa. Poza tym, w trakcie wspinaczki na klify miała idealne miejsce na podziwianie morza, a z drzew, no cóż, zależało od tego, na które konkretnie się wdrapała w danej chwili. Poza tym nie było chyba większej różnicy we wspinaczce, która sprawiała, że robiło jej się cieplej na serduszku. Cieszyła się, że w Klanie Klifu nie musi spędzać czasu na ćwiczeniu biegów, jak to zmuszeni byli do tego uczniowie Klanu Burzy, jeśli chcieli dogonić swoją kolację. Również umiejętność pływania może i przydatna, nie należała też do czegoś co chciała się nauczyć. 
— Czy po treningu w drodze powrotnej możemy zapolować na kraby? — spytała w trakcie przerwy, kiedy to wygodnie rozciągnęła się na gałęzi, ciesząc się morską bryzą
— Chcesz zanieść je starszyźnie w podzięce za opowiadane historie za kociaka?
— Nie, bratu. Spopielona Łapa od jakiegoś czasu nie wygląda najlepiej i pomyślałam, że może jak przyniosę coś na ząb, coś co sama upolowałam to się uśmiechnie czy tam no nie wiem… może mnie pochwali, że jestem super siostrą? Może nawet nazwie mnie najlepszą siostrą pod słońcem… — Potarła łapą pysk, zastanawiając się nad tym jak wyglądała w przypadku jej rodzeństwa hierarchia lubienia swych braci i sióstr. Miała nadzieję, że nie jest na samym końcu.
— A już myślałam, że to tak bezinteresownie zachciało ci się sprawić komuś przyjemność, a ty liczysz na komplementy. — westchnął mentor spoglądając z ukosa na swoją uczennice. — Dobrze, w drodze powrotnej zapolujemy na kraby. Może się uda, chociaż lepiej by było wybrać się na polowanie o zmierzchu… Ech, sam bym z chęcią przyniósł coś swojemu rodzeństwu… — mruknął ciszej i mniej entuzjastycznie — No dobra! Koniec przerwy! 

[559 słów + wspinaczka na drzewa]
11% + 5%

25 marca 2024

Od Rozczarowanej Łapy

przed pandemią, ale już po tym jak Stokrotek dołączył do Klanu Klifu, po wyjęciu kolca z łapy 👍 — Pora Opadających Liści 

Nadal nie przepadała za towarzystwem znajdek. Jak cień chodziły za nią i jej rodziną. Najpierw ich pojawienie zakłóciło spokój i częściowo zabrało Gąsiorek szylkretowej kotce oraz jej rodzeństwu, a teraz w dodatku musiały dzielić z nimi przestrzeń w legowisku uczniów. Miała nadzieję, że szybko uda jej się zostać wojowniczką. Zdawała sobie jednak sprawę, że będzie to bardzo trudne, w szczególności jej przypadku. Już i tak ojciec krzywo na nią patrzył, być może czekał na potknięcie Stokrotka, aby móc jej później wypominać, że po raz kolejny go rozczarowała, a nawet i cały klan poprzez przyprowadzenie jakiegoś nieprzydatnego kota do klanu? Być może. Na całe szczęście z tego co zauważyła pomiędzy treningami wyglądało na to, że liliowy z każdym kolejnym wschodem słońca pewniej poruszał się po obozie, a nawet wojownicy nie łypali na niego. 
— Mamo… — podjęła koteczka przenosząc spojrzenie na rodzicielkę, kotka była zajęta pielęgnowaniem swojej kręconej sierści. Niemniej jednak zaprzestała tej czynności, słysząc, że jedno z jej kociąt coś od niej chcę. 
— O co chodzi, moja Czarująca Pokrzewko? — miauknęła miło Gąsiorek uśmiechając się do szylkretki, która niepewnie zbliżyła się do kotki.
Pokrzewka… z tego co pamiętała, mama tak właśnie chciała ją nazwać, gdy się urodziła. Jednak Srokoszowa Gwiazda uprzedził karmicielkę i sam postanowił nazwać ślepe kocię imieniem nie mającym dobrego wydźwięku.
— Nie jestem ani Czarująca, a tym bardziej Pokrzewką… — prychnęła garbiąc się lekko przy tym. Imię, które właśnie wymyśliła jej matka przypadło jej do gustu, jednak nie chciała dać po sobie tego poznać. Wątpiła w to, że lider zdecyduje się podchwycić tak wspaniały pomysł na wojownicze córki i ją właśnie tak, a nie inaczej nazwać. — Jestem Rozczarowana Łapa i pewnie zostanę Rozczarowanym Czymś jako wojownik… — fuknęła przypominając matce, jak faktycznie ma na imię.
— Tata na pewno zmieni ci imię na coś co będzie bardziej do ciebie pasować. Na pewno już rozmyślał nad waszymi imionami, w końcu lada moment zostaniecie wojownikami. Porozmawiam z nim o tym. — westchnęła, widząc minę córki, która nie wyglądała nawet w najmniejszym stopniu przekonana co do tego, że rozmowa matki z niebieskim kocurem na coś wpłynie — Co powiesz w takim razie na Zaczarowana? — podjęła nieco bardziej entuzjastycznie — Ten liliowy kocurek, którego przyprowadziłaś ze swoim mentorem tak do ciebie wołał, dobrze słyszałam? Zaczarowana Łapa…
— Nie! To imię wymyśliłam na poczekaniu, bo podobnie brzmi! Po prostu było mi wstyd się przedstawić jako Rozczarowana Łapa przy obcym, gdy mu wcześniej naopowiadałam, że mój tata jest liderem i ... — urwała, czując przypływ frustracji — To pewnie kwestia czasu jak się dowie, że go okłamałam. — Położyła po sobie uszy. 
Była naprawdę ciekawa reakcji nowego członka na poznanie prawdy na temat jej relacji z ojcem i tego, że wcale nie byli wielką szczęśliwą rodziną, jak na pozór mogło się wydawać obcym.
— Może być na ciebie zły, że nie byłaś z nim szczera od początku. Myślę jednak, że zrozumie dlaczego nie chciałaś się przestawić prawdziwym imieniem. Nie martw się. Będzie dobrze.
Nie odpowiedziała. Matka nie mogła jej przecież obiecać, że będzie dobrze, a takie słowa bez pokrycia tylko ją denerwowały. Tak samo było w przypadku Kopciuszka. Miało być dobrze, a skończyło się śmiercią rodzeństwa przez niekompetencję medyczek - przynajmniej tak to sobie tłumaczyła Rozczarowanie.
— Tak, będzie dobrze! — miauknęła z wymuszonym uśmiechem, chcąc zakończyć rozmowę z matką. Doskonale sobie zdawała sprawę z tego, że do niczego nie będzie prowadzi. — Ciekawe jakie ty mamo dostaniesz imię jako wojownik. Może Gąsiorkowe Pióro?

***

Prószący Śnieg zdecydował się po raz kolejny zabrać swoją uczennicę na trening skoro świt. Tym razem za sposób pobudki niebieskiej szylkretki wybrał sobie łaskotanie ogonem po jej nosie. Niechętnie otworzyła oczy, po tym jak cicho kichnęła. Rozespana wlepiła spojrzenie w mentora, który z trudem powstrzymywał śmiech. Z chęcią dłużej by pospała, więc nic dziwnego, że po uderzeniu serca na nowo zmrużyła oczy. 
— Im wcześniej zaczniemy trening, tym szybciej będziesz wolna. Nie mów, że zapomniałaś. — miauknął kocur szturchając łapą kotkę w bok, tym razem rozbudzając ją całkowicie — Chodźmy. — miauknął kocur radośnie, po czym skinął głową w stronę wyjścia 
Nim opuściła legowisko, obrzuciła spojrzeniem swoje rodzeństwo. Czarne, jak i czarno białe futra, w przypadku jednej z sióstr z domieszką rdzawego koloru, leżały tuż obok siebie, tuląc i grzejąc się nawzajem. Im dłużej przypatrywała się swojemu rodzeństwu, tym mocniej odczuwała ucisk w sercu, że jako jedyna przegrała loterię genetyczną.
— Idę… idę… — szepnęła powoli stawiając cicho kroki, tak aby nie obudzić żadnego z pogrążonych w śnie uczniów 
Wychodząc z jaskini, została wręcz zmuszona, aby zmrużyć oczy przez blask promieni słońca, które ją oślepiły. No dobra, dla takich widoków mogła częściej wstawać o świcie, aby móc napawać się tą wspaniałą chwilą. 
— Co będziemy dzisiaj robić, Proszący Śniegu? — spytała, kiedy znaleźli się na trawiastym terenie
— Dzisiaj nauczysz się nawigacji w tunelach. To bardzo przydatna umiejętność, wręcz wymagana jeśli chcesz nosić miano wojownika Klanu Klifu. Na pewno od starzyzny słyszałaś już co nieco na temat tuneli, prawda?
— Tak. Co nieco… — bąknęła, starając sobie przypomnieć, co takiego mówili na temat tuneli Fioletowe Spojrzenie,  Zimorodkowy Sen i Lśniący Księżyc — To prawda, że ciągną się również pod terenami Klanu Wilka?
— Tak. Sama prawda. — miauknął, a na jego pysku już po chwili zagościł szerszy uśmiech — Jeden z naszych wcześniejszy liderów własnymi łapami poszerzał sieć tuneli, aby móc spotykać się potajemnie ze swoim ukochanym z Klanu Wilka. To dlatego tak się ciągną i ciągną bez końca, aż pod terenami Wilczaków. Na granicy raz dwa, by ktoś ich zauważył, byłyby z tego problemy, a pod ziemię mało kto się zapuszcza bez większego powodu. Idealne miejsce na sekretne spotkania dwójki zakochanych. — zaśmiał się. — Wiesz, że raz zabrał mnie ze sobą, jak byłem uczniem tak jak ty, abym mu pomógł. Sam wykopałem jedną odnogę tunelu i… — miauczał, jednak widząc pysk córki lidera zamilkł — Nie wierzysz mi?
— Nie. Głupoty znowu opowiadasz! Przecież nie lubimy się z Klanem Wilka! Już widzę, jak jakiś lider urządza sobie schadzki z kotem z wrogiego klanu! Phi!
— Serce nie sługa, jak to powiadają. Być może dlatego nasz sojusz został rozwiązany, bo nasz lider zakończył związek. A może jego ukochany zranił drugiego? Tak, tak na pewno było…
Nie widziała co ma myśleć na temat tego co usłyszała. Czy w Klanie Klifu był kiedykolwiek jakiś normalny lider?! Jej ojciec, dziecinna liderka oraz ten dziwny lider mający związek z kotem z Klanu Wilka, którego imienia biały nie chciał zdradzić się nie zaliczali ani trochę. Miała nadzieję, że zastępca Srokoszowej Gwiazdy, Przyczajona Kania okaże się być lepszy od swoich poprzedników.
— Kłamiesz! Za dobrze cię znam, Proszący Śniegu. Tylko byś przez całe dnie żartował. Ugh, że też musiał mi się trafić taki mentor jak ty… — syknęła cicho wyprzedzając kocura, chcąc mieć tę całą naukę nawigacji za sobą 

***

— Nie chcesz chyba spędzić całego dnia w tunelach… Do Pory Szczytowania Słońca powinniśmy się wyrobić z dzisiejszym treningiem — mówiąc to wślizgnął się do tunelu, a szylkretka tuż za nim
Być może w opowieści Proszącego Śniegu było ziarno prawdy. Starszy dość sprawnie poruszał się w mroku, w szczególności gdy nagle skręcili w prawo. Mentor nakazał trzymać się Rozczarowanej Łapie tuż za nim i nie ważne co, miała trzymać tempo. 
Im się bardziej zapuszczali w głąb tuneli, tym pewność siebie kotki magicznie wyparowała. Nie wiedziała czego ma się spodziewać tu pod ziemią. Była kotem, więc grobowe ciemności nie robiły na niej większego wrażenia, jednak sam fakt, że kroczyła w nieznane. Otuchy dodawał jej fakt, że przed sobą miała mentora… a przynajmniej miała, bo gdy na ułamek sekundy przymknęła oczy, ślad po synu Łabędziej Pieśni zaginął.
— P-prószacy Śniegu?! — wydukała spinając się cała i niepewnie zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu do którego została zaprowadzona; tuż przed nią znajdowały się dwa rozwidlenia. Zbliżyła się powoli do tunelu po lewej stronie, jednak gdy tylko wysunęła pysk naprzód, uderzył ją odór rodem z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd.
— Co dzisiaj trenujemy, Rozczarowana Łapo? — Głos kocura był niesiony przez echo. Mimo, że uczennica nie potrafiła zlokalizować nauczyciela, ten musiał ją widzieć.
— Nawigację w tunelach… — miauknęła kotka pocierając łapą nos, chcąc, aby ten okropny zapach opuścił jej nos. Czy właśnie trafiła na zwłoki jakiegoś zwierzęcia, albo gorzej… biednego zagubionego ucznia?! 
— Dokładnie. Nawigacja w tunelach… Twoim pierwszym zadaniem, będzie mnie znaleźć, Rozczarowana Łapo. Masz używać wszystkich zmysłów, im więcej tym szybciej przyjdzie ci znalezienie mnie. 
— A co z teorią?! Mam się uczyć w praktyce?! Co jak sama się zgubię… przecież kazałeś mi trzymać tempo! Powinieneś mnie oprowadzić po tunelu i dopiero...
— Właśnie. I nie trzymałaś, inaczej nie zgubiłabyś mnie z oczu! — Zaśmiał się. — No już, nie krzycz tak, bo ci większy grymas na mordce się zrobi i zbyt bardzo będziesz podobna do ojca! Być może nie tylko ja postanowiłem pokazać ci tunele… możliwe, że ktoś w Klanie Wilka również chciał nauczyć swego ucznia ważnej umiejętności, dlatego postaraj się mówić półszeptem, chyba że chcesz aby po drugiej stronie cię słyszeli… Będę cię nawigować! Akurat ten odcinek korytarzy znam bardzo dobrze, raczej nie powinnaś się zgubić… tak, raczej. A gdyby tak się stało, to na pewno za wschód słońca wyślą kogoś bardziej zaznajomionego z tunelami! Więc nie masz co się martwić na zapas! Kiedyś z nich wyjdziemy! Powodzenia!
Głos ucichł. Kotka nerwowo uderzała ogonem po ziemi. Wręcz chciała wykrzyknąć “Niech no tylko mój ojciec się dowie…”, jednak postanowiła posłuchać mentora i zachować ciszę. Wzięła głęboki wdech, i wypuściła powietrze.
— Pora Szczytowania Słońca, tak? — parsknęła, czując, że niestety przyjdzie jej wyjść z tuneli o Porze Szczytowania Księżyca, niekoniecznie dzisiejszej

[trening wojownik 1528 słów + nawigacja w tunelach]
31% + 5%

17 marca 2024

Od Rozczarowanej Łapy CD. Stokrotka

Zrobiła dobry uczynek. Chyba. 
Na dobrą sprawę nie sądziła, że ojciec zgodzi się przyjąć Stokrotka do klanu. Byłam wręcz pewna, że odmówi i nakaże liliowemu po rekonwalescencji odejść. A tu, proszę. Wyznaczył go do prac w obozie, aby sprawdzić czy były samotnik się nadaje. A jeśli uda mu się sprostać tym banalnym zadaniom, które wykonują sześcioksiężycowi uczniowie to czeka go świetlana przyszłość jako członka Klanu Klifu. 
— Nie możesz się tak zamyślać — skarciła kocurka wzdychając. — Teraz każdy będzie cię obserwował. Nie tylko mój tata, to znaczy Srokoszowa Gwiazda. Zastępca również. I pewnie wiele, wiele, wiele innych kotów… pewnie niektórzy będą czekali na twoje potknięcie — mruknęła z przekąsem. Była ciekawa czy jeśli Stokrotek obleje daną mu szansę to ojciec do końca życia będzie jej wypominać co za łajzę przyprowadziła. — Musisz od dzisiaj się skupić na klanowym życiu i codziennych zadaniach, które cię będą czekać — dodała nieco weselej — W razie czego, służę pomocą! — zadeklarowała
Miała nadzieję, że będzie utrzymywać kontakt ze Stokrotkiem. Kocur w końcu wydawał się być w porządku, co zdołała zaobserwować w ciągu tych kilku księżyców jego rekonwalescencji. 
Rozejrzała się po legowisku uczniów, po czym zasugerowała, że przez jakiś czas liliowy będzie mógł spać koło niej, do czasu aż nie znajdzie innych przyjaciół. 
— Ale pamiętaj, twoją pierwszą przyjaciółką jestem ja! Zaczarowana Łapa! — uśmiechnęła się
Była ciekawa czy Stokrotek będzie ją dalej lubił, jeśli się dowie, że tak naprawdę nie ma na imię Zaczarowana Łapa tylko Rozczarowanie.

***

Przyglądała się swojej łapie, w której tkwił kolec. Od razu pomyślała o Stokrotku i jego kolcu, który na całe szczęście udało się w ostatniej chwili wyciągnąć z łapy kocurkowi. Postawiła łapę na ziemi, a gdy tylko starała się zrobić krok skrzywiła mordkę. Chodzenie z kolcem w łapie nie było ani trochę komfortowe i była pod wrażeniem odporności na ból Stokrotka. 
— Proszący Śniegu, możemy zakończyć dzisiejszy trening wcześniej? — spytała się mentora, machając lekko łapą, chcąc dać mu znać, że w jej łapie znajduje się obce ciało
— A co, chcesz odwiedzić i sprawdzić czy twój kolega daje sobie radę?
— Właściwie… przy okazji mogę do niego zajrzeć — westchnęła kręcąc głową, po czym wręcz postawiła pod nos kocura łapę — Ale najpierw będę musiała się udać do medyków. Spójrz, widzisz!
— Och. To… kolec! — parsknął kocur, a z jego pyska wręcz wydobył się rechot 
Rozczarowanej Łapie nie było do śmiechu. Zignorowała kocura. Mając podwiniętą łapę podtruchtała w stronę obozu. 

***

W legowisku medyków był dosłownie tłum kotów. Wśród nich dojrzała swojego ojca, który co jakiś czas dotykał łapą ucho. W umyśle kotki wąchały się dwie emocje, współczucie względem rodziciela, jak i również głośne krzyknięcie “Ha, dobrze ci tak! To kara od Klanu Gwiazdy!”. Mimo to pozostała cicho i zajęła jedno z o dziwo ledwo pozostałych wolnych posłań medycznych. Przyglądała się jak Czereśniowa Gałązka zajmuję się Półślepym Świstakiem.
— Co ci dolega? — spytała siostra, zajmując miejsce tuż obok niej
Zerknęła na Obuwik. W odpowiedzi wystawiła w jej stronę łapę, w której tkwił kolec. Uderzenie serca później czarna szylkretka również wystawiła łapę. 
— Naprawdę? — parsknęła przyglądając się łapie siostry, nie wyglądała na świeżą ranę, jak w przypadku Rozczarowania — Klan Klifu powinien zmienić nazwę na Klan Kolca. Jesteś trzecim kotem, który w krótkim czasie wbił sobie kolec w łapę. Pierwszym był Stokrotek…
Chwilę sobie tak pogawędziła z siostrą, czekając, co umiliło jej czas. W końcu i ją medyczka zawołała do siebie i z łatwością pozbyła się kolca, a na opuchniętą łapkę dała uczennicy okład z ziół.


Wyleczeni: Rozczarowana Łapa, Srokoszowa Gwiazda, Półślepy Świstak, Obuwikowa Łapa

[559 słów – trening woj]
11%

Zgodnie z prośbą, koniec sesji

25 lutego 2024

Od Rozczarowanej Łapy CD. Stokrotka

 Życie samotnika różniło się całkowicie od życia wojownika. Nie kierowali się żadnymi zasadami. Oceniająco spoglądała na liliowego kocura przystając na trawie. Co nieco się pokrywało z tym co słyszała na temat samotników od starszyzny. Dziwiła się tylko czemu oni kontynuowali taki tryb życia, który w oczach Rozczarowania był szkodliwy. 
— Lepiej żebyś nie mówił tego starszym kotom. W Klanach nie poluje się dla zabawy. Po co pozbawiać życia zwierzynę, jeśli się jej nie zje. — Strzepnęła uchem. Zwierzyny i tak bywało czasami mało, więc każda najmniejsza sztuka była na wagę złota. — W tej waszej koloni powinny zapanować jakieś zasady. Jeśli każdy z was będzie polować dla zabawy, a dwunożni przestaną was karmić to umrzecie z głodu. Zwierzyna nie jest głupia. — wyjaśniła mając nadzieję, że jej nowy przyjaciel to zrozumie
Chwilę jeszcze z kocurem rozmawiała, do czasu aż Proszący Śnieg nie przerwał im rozmowy. Chyba po raz pierwszy Rozczarowana Łapa widziała tak poważnego swojego mentora. Odsunął ogonem swoją podopieczną od samotnika, spoglądając na niego nieufnie. Rozczarowana Łapa musiała się bardzo wysilić, aby uspokoić białego kocura. Dopiero jak po raz drugi streściła mu kim był Stokrotek, a był w końcu małym biednym rannym kociakiem, Proszący łagodniej spojrzał na liliowego.
— Coś wyrośnięty jak na kociaka! Mógłby już nawet zostać wojownikiem! — padło z pyska mentora, kiedy lekko szturchnął łapą kocurka
— Pomożesz mi go zabrać do medyków! I w zależności od humoru mojego taty, powiesz mu, że to ja go znalazłam. — dodała ciszej. 
I w taki oto sposób Stokrotek stał się tymczasowo członkiem Klanu Klifu.

***

Czereśniowa Gałązka ostatnio miała dużo na głowie z tego co zauważyła córka lidera, po tym jak nagle zniknęła Liściaste Futro. Szylkretka nie raz zastanawiała się, co się stało z kotką. Może miała dość Srokoszowej Gwiazdy i uciekła? A może miała jeszcze coś innego do ukrycia? Im dłużej myślała o tym, tym częściej bolała ją głowa. Niepewnie stawiała kroki, wchodząc w głąb legowiska medyków, w którym dostrzegła krzątającą się pomiędzy pacjentami medyczkę. Na jednym z legowisk dostrzegła Stokrotka, który nie wyglądał na zbytnio zadowolonego, że przez jakiś czas został uziemiony w jaskini. Co jakiś czas miauczał, że na pewno jego rodzina się martwi. I tu wkraczała Rozczarowaniem z odpowiedziami, że jakby się martwili to by nie dopuścili, aby Stokrotek chodził z kolcem w łapie. Liliowemu pyszczek momentalnie zamykał się na tę trafną uwagę.
— No, ale spójrz… — podjęła wskazując pyskiem na łapę kocura owiniętą okładem — Wygląda o wiele lepiej niż podczas naszego pierwszego spotkania. Jeszcze kwadra i będziesz mógł skakać i biegać. No i będziesz mógł wrócić do swoich bliskich. — Usiadła przed kocurem i owinęła ogonem łapki. — Hej. Nie cieszysz się? — zdziwiła się widząc, że kocur nie wyglądał na szczęśliwego.

Wyleczeni: Stokrotek
[trening 436]
[przyznano 9%]
<Stokrotku?>

09 lutego 2024

Od Rozczarowanej Łapy CD. Strokrotka

 Stokrotek? Co za... urocze imię! — przeszło przez myśl córce Srokoszowej Gwiazdy, kiedy liliowy kocur się przedstawił. Właściwie, jego imię bardzo do niego pasowało. Był jak stokrotka, tak jak i one delikatne, i słabe. Jednak raczej nie tym kierowali się jego rodzice, kiedy nadawali mu to imię. Nie miało być to imię punktujące delikatność samotnika.
Wypuściła powietrze z pyska starając się odgonić natrętne myśli, po czym postanowiła się dowiedzieć skąd kocur pochodzi. Odpowiedź była niezwykle niesatysfakcjonująca, jednak gdyby kocur pochodził z klanu, to najpewniej by się przedstawił. Poza tym... Jego imię. Tak, musiał być prawdziwym samotnikiem. Bez mamy... Taty... Całkowicie sam. Poza jego zapachem nie wyczuwała żadnej obcej woni. Może to i dobrze. Nie chciała spotkać się z dorosłym samotnikiem. Niby jej mama, Gąsiorek, też była samotniczka, ale ona należała do tych niegroźnych. 
— Ja tutaj tylko spaceruje, obiecuję, że nic nie chciałem ukraść. Mogę wrócić do siebie jeśli chcesz...
Z pyska szylkretki wydobyło się rozbawione parsknięcie słysząc zapewnienie Stokrotka.
— Tsa, bo byłbyś w stanie coś z tą chorą łapą ukraść... — Pokręciła głową. — Uznajmy, że ci wierzę Stokrotku. Wierzę, że sobie tylko spacerujesz... — Przeciągała słowa przyglądając się uważnie kocurowi. — Nie chcę żebyś wracał do siebie. To znaczy... Nie mogę ci w takim stanie odejść. Kodeks zabrania porzucania w potrzebie kociąt.
Stokrotek przekrzywił głowę zaskoczony słowami Rozczarowanej Łapy.
— Kociąt? Ale ja nie jestem kocia...
— W moich oczach jesteś. Tylko kociak by ignorował ból. I ryzykował przekraczanie granic, nawet jeśli tylko spaceruje. — Wtrąciła szybko ignorując fakt, że Stokrotek mógł być tak naprawdę od niej starszy, i to on powinien nazywać ją kociakiem — "Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego klanu". Samotników też to pewnie dotyczy. — dodała cicho zerkając w stronę, gdzie ostatni raz widziała Prószący Śnieg 
Nie była wojownikiem, a Stokrotek nie był kociakiem. Można by powiedzieć, że był intruzem. "Przegoń każdego intruza" — tak mówiła kolejną z zasad. Ale jednak chyba można było zrobić wyjątek, w tym przypadku, prawda? Był w końcu "kociakiem" w potrzebie. Im dłużej o tym myślała, była pewna, że oberwie jej się od ojca za ten wybryk. Ale w końcu skoro Bożodrzewy Kaprys, Delikatna Bryza i Dzwonkowy Szmer mogli sobie od tak przyprowadzać kociaki, to czemu i ona nie mogła!? Takiego wyrośniętego, który mogłyby być już uczniem w klanie, gdyby się w nim urodził. Niby chciała okazać dobre serce, ale również miała ochotę odegrać się na wstrętnych kotach, którym zachciało się "udoskonalać" jej rodzinę. 
— Mam dla ciebie propozycję Stokrotku, nie do odrzucenia. Zabiorę cię do naszych medyków... — Skrzywiła nieco mordkę, gdy to mówiła — Albo jakiegoś starszego kota, który coś poradzi na tę twoją łapę, dobrze? Pamiętaj, jestem przyszłym wojownikiem i muszę przestrzegać kodeksu. A ty w zamian opowiesz mi przez czas swojej rekonwalescencji o życiu samotnika. I spokojnie, nie musisz się nic martwić. Jestem córką lidera Klanu Klifu, więc no... Przy mnie będziesz bezpieczny i inne koty zrobią wszystko co im powiemy. — A przynajmniej taką miała nadzieję, w końcu niektórym nie podobały się rządy jej ojca, jej samej również. — A właśnie. Nazywam się... — zawahała się. — Zaczarowana Łapa!
Skłamała. Ale musiała. W końcu przedstawiła się jako córką lidera, a to była prawda. Jednak nie była w stanie przestawić się jako Rozczarowana Łapa, tym samym przyznając się, że nie była w dobrych relacji z bliskimi, w szczególności z ojcem. Jeszcze kocur by ją wyśmiał. Nawet jeśli wyda się, że go okłamała, miała nadzieję, że Stokrotek chociażby w akcie okazania wdzięczności za ofertę pomocy będzie się do niej zwracał tak, jak ona by tego chciała. Może chociaż on. A dzięki temu, może dowie się również z pierwszej łapy od prawdziwego samotnika jak wygląda życie poza klanem. Bo może Lśniący Księżyc i reszta starzyzny trochę przekoloryzowała ich zachowania w swych opowieściach?


<Stokrotku? Chodź, chodź, poznaj gang Klifiaków>


[trening 617 słów]
[przyznano 12%]
 
 

Od Rozczarowania (Rozczarowanej Łapy) CD. Półślepego Świstaka

 Niespecjalnie zwróciła uwagę na zbliżającą się do niej kotki, była zajęta przyglądaniem się Oliwkowemu Szkwałowi. Bardzo ją ciekawiło to, jak to jest poruszać się na trzech łapach. Sama jak próbowała kiedyś podwijać łapkę w zabawie z rodzeństwem nie raz wywaliła się na brzuch, a kocur? Całkiem sprawnie się poruszał.
— Witaj — miauknęła nie przenosząc spojrzenia z liliowego, który właśnie odkładał upolowaną zwierzynę na stosik. Był to krab, a na jego widok kociak się oblizał. Była bardzo ciekawa jak one smakują, a z tego co słyszała były bardzo dobre. — Obserwuję Oliwkowy Szkwał. Jest bardzo interesującym kotem. Ty zresztą również... — przeniosła spojrzenie swych pomarańczowych oczu na Półślepego Świstaka. Widać było, że kotka na uwagę Rozczarowania nieznacznie się speszyła, a gdy kociak przyglądał się ślepemu oku, czekoladowo po dwóch uderzeniach serca odwróciła lekko głowę. — I twój brat, Kornik. Jesteście wyjątkowymi kotami. — Nie chciała ich wychylać od razu, bo nie leżało to w jej naturze, ale już zdążyła zauważyć, że pomimo niepełnosprawności jakie koty posiadały radziły sobie całkiem dobrze, nie chcąc odstawać od reszty. A poza tym Świstak również została niemiło nazwana przez jej ojca, więc krzywdzące imiona były czymś co je łączyło. — Ciekawi mnie jego ranga. Nie bardzo jeszcze rozumiem działanie tego "mediatora", ale wydaje się dość interesującym stanowiskiem. Możesz mi opowiedzieć, Świstaku? — uśmiechnęła się

***

Proszący Śnieg wraz ze swoją aktualna uczennicą, Rozczarowana Łapą oraz byłą uczennicą, Półślepym Świstakiem wybrali się pod wieczór na plażę, mając zamiar w trójkę "polować" na kraby i nauczyć młodą uczennicę ich otwierania. Szylkretka nie mogła doczekać się pojęcia tej umiejętności, jak w najlepszy sposób dostać się do wnętrza krabów, które uchodziły za rarytas w Klanie Klifu. Ponoć w Klanie Nocy za główne pożywienie służyły ryby, ale one śmierdziały i Prószący Śnieg jej wiele różnych rzeczy na temat ryb nagadał, że odechciało jej się kiedykolwiek spróbować przysmaku z sąsiadującego klanu. Na samo wspomnienie ryb robiło jej się niedobrze. Jak oni mogli je jeść... Już wolała spróbować królika, ale nigdy w życiu ryby. A na razie miała spróbować kraba. Otwarcie ich nie przyszło z łatwością młodej uczennicy, musiała się trochę nagimnastykować i poprosić o pomoc mentora. 
— A czy wiesz… — zagadnął nachylając się do ucha podopiecznej, racząc ją kolejnym (nie)śmiesznym żartem — No, już, już, żartowałem! — zawołał biały kocur śmiejąc się, kiedy niebieska szylkretka zaczęła sypać na kocura piaskiem za karę — Półślepy Świstaku, pomóż mi. Nic nie widzę. No już, Rozczarowanie! Uspokój się!
Szylkretka nie zamierzała przestać. Skoro jej mentor mógł sobie z niej drwić i dokuczać, to ona też mogła mu podokuczać.
— Nie, nie pomagaj mu! Pomóż mi! — zawołała Rozczarowanie spoglądając na siostrę Kornikowej Kory, mając nadzieję, że kocica wesprze ją. Pewnie mentor nie raz sam starszej kotce dogryzał na treningach, nawet jeśli mówiła, że były w porządku. Może nie chciała się po prostu przykrymi sytuacjami dzielić z młodą uczennicą? Jednak teraz, Rozczarowana Łapa dała jej możliwość zemsty na Prószącym Śniegu. Tylko czy Świstak miała zamiar z niej skorzystać?

<Świstak?>
 
[trening 478 + otwieranie krabów]
[przyznano 15%]

02 lutego 2024

Od Rozczarowanej Łapy CD. Stokrotka

 Prószący Śnieg zabrał Rozczarowaną Łapę na trening skoro świt. Szylkretka niechętnie ruszyła za białym kocurem, jeszcze przed wyjściem z legowiska uczniów zerkając na rodzeństwo, które mogło sobie dłużej pospać. Zazdrościła im tej możliwości wyspania się. Ale dzięki temu, że rozpoczęła dzisiejszy treningu wcześniej, również wcześniej go zakończy. Coś za coś. Zrównała kroku z mentorem kierując się do wyjścia z jaskini. Widząc co się dzieje poza nią, zrezygnowana położyła uszy po sobie. Nie tylko została obudzona tak wcześnie, ale również miała trenować w deszczu. Świetnie, po prostu świetnie.
— A co to za mina? — zagadnął pogodnie biały kocur widząc minę Rozczarowanej, która spode łba spojrzała na niego
— Nie możemy poczekać, aż się rozpogodzi? 
— Nie. Idziemy. Nic takiego ci się nie stanie... Kto rano wstaje... — zadowolony machnął ogonem, starając się zachęcić młodszą członkinie klanu do opuszczenia obozu. Córka Srokoszowej Gwiazdy niepewnie ruszyła naprzód, a krople deszczu dość szybko zmoczyły jej półdługie futro, gdy tylko znalazła się poza jaskinią. Pojedynczy większy loczek zdobiący jej głowę również jak reszta futra oklapła, tym samym zasłaniając kotce widok. 
— ... ten jest niewyspany — dokończyła otrzepując się z nadmiaru wody. 
Nie mogła się doczekać, aż skończy trening i wróci z powrotem do jaskini.

***

Rozczarowanej Łapie udało się upolować niedużą jaszczurkę, która przemykała po niedużej kamiennej ścianie. Biedne stworzenie nieudolnie starało się uciec przed kocicą i zostało zapędzone w małą szczelinę, będąca ślepym zaułkiem. Jedyną możliwością było się cofnięcie, tym samym wpadając w łapy szylkretki.
— Mam ją. Mam ją! — zawołała przyciskając swoją zdobycz do ziemi, po tym jak udało jej się wyciągnąć jaszczurkę ze szczeliny nad Kaczym Bajorkiem
— Dobra robota! Ha ha!
Uśmiechnęła się słysząc pochwałę. Chwilę jej zajęło zagonienie tego małego zwierzątka, a już reszta to było niczym połknięcie płotki. Szybko się uporała z zakończeniem żywota zwierzęcia, teraz z dumą mogła wrócić do obozu i pochwalić się rodzeństwu i mamie, no i może ojcu swoją pierwszą zdobyczą, która całkowicie samej udało się dopaść. Jednak Prószący Śnieg nie wykazał zainteresowania powrotem, zamiast tego nakazał kocicy postarać się upolować jeszcze jedno zwierzę, tym razem większe niż ta mała jaszczurka, która się nawet młody uczeń nie naje. Czyli pochwała nie była szczera, a kocur po prostu wyśmiał jej udane polowanie.
— Zaraz złapie mysz, nornice... albo królika i nie będzie ci do śmiechu! — krzyknęła do kocura, który właśnie w tej samej chwili starał się upolować kaczkę
Oddaliła się kawałek w stronę Złotych Kłosów. Pamiętała z teorii, że porą opadających liści znajduję się tutaj najwięcej gryzoni i nie tylko, ale porą nowych liści również pojedyncze sztuki powinny się znaleźć. No mogło być jednak trudniej przez warunki pogodowe, jakie towarzyszyły dzisiejszego dnia. Dlatego też trzymała nos przy ziemi starając się wywęszyć wspomniane gryzonie, licząc na to, że może jej się poszczęści i trafi na więcej niż jedną sztukę. Skupiona na polowaniu, powoli zbliżyła się w stronę Drogi Grzmotu, pamiętając o tym, że nie może jej przekraczać pod żadnym pozorem, dopóki nie zostanie mianowana na wojowniczkę. Właśnie, o ile zostanie mianowana. I gdy już udało jej się znaleźć trop zwierzęcia, usłyszała szelest dochodzący za nią.
Czując dziwny nieznany zapach w okolicy, przystanęła unosząc pysk znad ziemi i zaczęła się rozglądać dookoła. Wśród niezbyt wysokiej trawy błysnął jej nieduży kształt. Czyżby to był "królik"? Chyba mógł przybiec tutaj z terenów Klanu Burzy, prawda? Nie miała okazji go jeszcze nigdy widzieć z bliska, w końcu były takie szybkie, a Rozczarowanie nie potrafiła im dorównać szybkością. Nie odzywając się, nie chcąc spłoszyć swojej potencjalnej zdobyczy zakradła się i tak jak ja uczył Prószący Śnieg, skoczyła. Zamiast jednak skoczyć na domniemanego królika, już po chwili przyciskała łapkami do ziemi liliowego kota, którego powaliła na mokrą ziemię. Była doprawdy wielce zaskoczona tym co, czy też właściwie kogo upolowała. Liliowy pachniał inaczej niż koty z Klanu Klifu, a poza tym nigdy go na oczy nie widziała. Samotnik? A może kot z innego klanu? Z Klanu Wilka, w końcu był najbliżej od Złotych Kłosów? Tylko co po tej stronie by robił.
— Kim jesteś i co robisz na terenie Klanu Klifu? — zaczęła starając się brzmieć groźnie, tak samo jak w swoich powieściach dotyczących przeganiana samotników brzmiał Lśniący Księżyc. Kot, którego jakimś cudem udało jej się powalić, prawdopodobnie po prostu przez efekt zaskoczenia, był od niej nieco większy, jednak różnica było ledwo zauważalna. 
— A, łapa, moja łapa... — wymamrotał kocur, i dopiero wtedy Rozczarowana spojrzała na wspomnianą łapę, którą dociskała swoją do podłoża uniemożliwiając liliowemu poderwanie się z ziemi
Skrzywiła mordkę widząc kolec w łapie kocura. Wyglądało to okropnie. Jakim cudem on był w stanie normalnie chodzić z kolcem wbitym w łapę? Ona na jego miejscu już dawno by się udała do medyków, albo chociażby mentora czy rodzica, aby wyciągnąć obce ciało.
— Jakim cudem ty jeszcze ruszasz tą łapą...
Widząc, że kot wydawał się niegroźny, nieporadny, a przede wszystkim słaby w oczach młodej uczennicy puściła go, ale w każdej chwili była gotowa głośno się wydrzeć, gdyby sytuacja się obróciła na jej niekorzyść, aby jej mentor widział, że jest w niebezpieczeństwie. Nieco się cofnęła, na bezpieczną odległość, tak by móc w razie czego mieć większe pole na wykonanie manewru podczas ucieczki. A gdy to zrobiła, upewniając się, że nikogo poza kocurem nie ma w okolicy, usiadła na ziemi przyglądając się młodemu nieznajomemu mając nadzieję, że ten zaraz jej ładnie odpowie na zadane pytania. I to szybko. Bo trzeba było coś poradzić na tą jego dolegliwość, bo na samo spojrzenie na łapę kota, ciarki przechodziły po karku koteczki.

<Stokrotku?>

[trening 890 słów]
[Przyznano 18%]

26 stycznia 2024

Od Rozczarowania (Rozczarowanej Łapy) CD. Wróbelka (Wróbelkowej Łapy)

 Chodziła niespokojnie kręcąc się w kółko, starając się znajdować jak najdalej od tych dziwnych znajdek, tak też wyszła poza kociarnie. Nie podobało jej się to, że kocięta spały wtulone w Gąsiorek. Nic jej się w żłobku nie podobało, odkąd pojawiły się w nim obce kociaki. Chciała jak najszybciej go opuścić, mając nadzieję, że może mama zmieni zdanie i również go opuści. Jednak nie zapowiadało się na to. A już za księżyc Rozczarowanie i jej rodzeństwo będą mianowani. Miała nadzieję, że dostanie fajnego mentora. Zniesie każdego, byleby nie ojca. Nie chciała go widzieć od czasu mianowania na ucznia, aż do czasu mianowania na wojownika.
— Będziesz musiał się nauczyć ciszej chodzić, bo inaczej nigdy nie zaskoczysz przeciwnika lub zwierzyny— odezwała się zerkając przez bark na swojego, tak jak myślała po tym jak usłyszała tuż za sobą ciężkie kroki, brata — Też masz dość tych przybłęd i tego, że nam zabrały mamę?
— Co? Nie... Ja... Po prostu byłem ciekaw dokąd idziesz. — odmiauknął miło bury kocurek, jednak widać było, że zmieszał się na zasłyszane pytanie — Roz... Czar. Przepraszam, że cię nie poparłem... No wiesz wtedy. — rzucił cicho, tak jakby nie będąc przekonany własnych słów 
— No nic. I tak nie mieliśmy nic do gadania w tej sprawie. Nawet jakbyśmy wszyscy zgodnie powiedzieli, że nie chcemy, aby nasza mama zajmowała się tymi kociakami to i tak by jej wcisnęli. Ugh... nie wierzę, że uważają, że z tych kotów będą w przyszłości dobrzy wojownicy. Jak oni nawet nie będą potrafić dopaść zwierzyny, bo mają takie małe koślawe łapy. Bożodrzewny Kaprys nie jest już uczennicą to mogłaby zostać królową i się nimi zajmować skoro zachciało jej się przynosić kocięta... Albo Delikatna Bryza. Jak chciały pomagać tamtej kotce, to powinny od początku do końca, a nie... — Zmarszczyła pysk i zastrzygła uszami. Przeniosła spojrzenie na wspomnianą szylkretową wojowniczkę, która rozmawiała właśnie z Prószącym Śniegiem. Obrzuciła obojga nieprzychylnym spojrzeniem — Idę do starszyzny — dodała po chwili, przypominając sobie, że jej brat się zapytał dokąd się wybiera — Może Zimorodkowy Sen opowie nam kolejną ciekawą historię? Idziesz ze mną?

***

Srokoszowa Gwiazda zwołał zebranie. To właśnie dzisiaj piątka z szóstki kociąt lidera dostąpiła zaszczytu zostania uczniami, cała piątka szkoliła się na wojowników. Rozczarowanie była ciekawa czy Kopciuszek również by szkoliła się na wojownika. W końcu była mała i słaba, co chwilę mama zabierała ją do medyków, więc może by została medyczką? Albo szkoliłaby się na protektora? Nie dowie się tego. Wróbelek, zwany z dniem dzisiejszym Wróbelkowa Łapa na mentora dostał Bławatkowy Wschód. Drugiemu bratu przypadł Koperkowe Wzgórze. Obuwikowi i Północy kolejno przypadły Gasnący Promyk oraz Delikatna Bryza. A Rozczarowanie? Jeszcze grzecznie czekała na otrzymanie swojego mentora, mając nadzieję, że ojciec nie zechce sam jej uczyć.
— Rozczarowanie, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Rozczarowana Łapa. Twoim mentorem będzie Prószący Śnieg. Mam nadzieję, że Proszący Śnieg przekaże ci całą swoją wiedzę.
Ulżyło jej, że nie usłyszała imienia ojca. Ale zdziwiła się mocno. Prószący Śnieg został jej mentorem? Niepewnie zerknęła na występującego naprzód białego kocura, który posłał jej uśmiech. Musiała się uzbroić w cierpliwość i masę prób rozśmieszenia przez mentora.
— Proszący Śniegu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora doskonałe szkolenie. Będziesz mentorem Rozczarowanej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Rozczarowanie dotknęła się czubkiem nosa z Prószącym Śniegiem, a następnie po skończonych ceremoniach mianowania na uczniów, współklanowicze wykrzykiwali imiona nowych uczniów. Na dźwięk swojego imienia skrzywiła pysk. Rozczarowana Łapa? No jak to brzmi!
Podczłapała do reszty rodzeństwa, które dokazywało już i rozmawiało między sobą. Pierwszym kotem, do którego Rozczarowana się zwróciła był jej bury brat.
— Gratuluję zostania uczniem... Ech, zazdroszczę ci mentora. Jest młody i podobny do ciebie, więc pewnie się dogadacie bez problemu. A mój... Za chwilę wyląduje w starszyźnie, a na siłę stara się być zabawny i mówić jak młode koty. Mógłby dorosnąć w końcu. — rzuciła, mimo to lekko się uśmiechnęła. Wciąż pamiętała jak białemu kocurowi udało się ją rozśmieszyć, gdy była małym kociakiem. Ale już taka mała i głupia nie była, a kolejne żarty które padały z pyska kocura były niczym innym jak sucharami. — Mam nadzieję, że jutro wezmą nas całą piątką na wspólny trening. Chociaż pewnie poza poznaniem reszty terenów nic więcej jutro nie zrobimy. Nie mogę się doczekać nauki otwierania krabów.

<Wróbelku?>

[trening woj 707 słów ]
[Przyznano 14%]

18 stycznia 2024

Od Rozczarowania

 Niektóre koty z Klanu Klifu mogłyby stwierdzić, że Rozczarowanie została opętana przez duchy Mrocznej Puszczy. A to wszystko ze względu na jej zachowanie spowodowane tym, że Dzwonkowy Szmer wraz ze swoją uczennicą, Bożodrzewną Łapą oraz Delikatną Bryzą przyprowadzili do żłobka trójkę obcych kociąt. Niebieska szylkretka najpewniej zignorowała by nowych mieszkańców kociarni, gdyby nie fakt, że na opiekunkę dziwnych kociąt została wyznaczona Gąsiorek. Jej mama! A skoro ona miała się nimi opiekować, to w teorii czyniło ją starszą siostrą wraz z pozostałą czwórka rodzeństwa tych dziwnych kociąt, z których dwójka miała jakieś takie dziwne krótsze łapki. A ona nie chciała mieć żadnego innego rodzeństwa. Nie chciała zastępstwa za Kopciuszka. I nie chciała mieć nic wspólnego z tymi kociakami.
Gdy tylko point chciał ułożyć u boku karmicielki kociaka, który swym futerkiem przypominał Srokoszową Gwiazdę, koteczka stanęła pomiędzy nim, a matką. Przygarbiła się nieco zapierając się porządnie podłoża swoimi małymi łapkami i zaczęła syczeć na starszego wojownika, zabraniając tym samym zbliżyć mu się na krok do królowej. Nawet zdecydowała się kilkukrotnie zamachnąć łapą na kocura pachnącego jak kotka, jak i pozostałe kotki, aby pokazać, że nie ma zamiaru odpuścić i nie pozwoli im na ułożenie u boku szylkretki znajdek.
— Niech inna kotka się nimi zajmie! Wy je znaleźliście, to wy się nimi zajmijcie! — wysyczała, a jej sierść zjeżyła się na grzbiecie. — Albo oddajcie je z powrotem... Mają dziwne imiona. Pachną i wyglądają dziwnie... Pewnie są chore... Nikt ich tu nie chce, a już na pewno nie ja! — wykrzyknęła ze łzami w oczach, co jakiś czas zerkając na swoje rodzeństwo, mając nadzieję, że oni ją poprą w tej przegranej walce, która postanowiła toczyć ze starszymi od siebie 
— Czar... — odezwała się Gąsiorek podnosząc się z legowiska, starając się przy tym wytłumaczyć córce, że tylko ona jest na tę chwilę w stanie zająć się tak małymi kociakami. Jednak dymna miała to gdzieś. Miała gdzieś historię obcych kotów i to co mogło się z nimi stać, gdyby nie zdecydowali się ich przynieść do Klanu Kliu. — [...] wiem, że nie lubisz nagłych zmian. — Położyła ogon na grzbiecie szylkretki w geście otuchy, zdając sobie sprawę, że śmierć Kopciuszka nie wpłynęła tylko na nią, ale również na jej dzieci, które zrozumiały co stało za słowami, że szylkretka już nie wróci. — Ich mama też pewnie cierpi, bo została zmuszona je oddać. Zrobiła to, bo je bardzo kocha i chce dla nich jak najlepiej. Nie chciała żeby im się stała krzywda. Zrozum to... Ja się nimi zajmę do czasu, aż nie będą samodzielne... — Uśmiechnęła się słabo.
— Rozczarowanie... — usłyszała głos swojego rodzeństwa 
— N-nie! Niech ona się nimi zajm...
— Dwunożni chcieli je skrzywdzić, więc jeśli je oddamy z powrotem ich matce, to umrą. Chcesz je odesłać i skazać na pewną śmierć? — spytał srogim tonem Dzwonek wpatrując się przeszywającym spojrzeniem w potomka Srokosza — Jeśli tak, to twój ojciec nie pomylił się co do ciebie i wybrał ci bardzo dobre imię. Hmph!
Słowa Dzwonkowego Szmeru ją naprawdę mocno zabolały i jeszcze bardziej rozjuszyły. Nie miał prawa czegoś takiego jej powiedzieć. A już na pewno nie w towarzystwie innych kotów, w szczególności jej rodziny. Najgorsze w tym było to, że mama na tę uwagę się nie odezwała. Teraz tym bardziej nie powinna przyjąć tych obcych kociąt...a mimo zrobiła krok w stronę wojowników i podniosła kociaka, którego point odstawił na ziemię, by móc wbić szpilkę małej Rozczarowanie potwierdzając, że jej imię do niej pasuje.
— Mamo... — cicho się odezwała przyglądając się kocicy, będąc ciekawa co ona tak naprawdę czuła w tej chwili. Dlaczego zamiast stanąć po jej stronie, po stronie swoich kociąt zdecydowała się wybrać obcego kociaka? Ze smutkiem wymalowanym na pyszczku przyglądała się jak królowa zaczyna myć krótołape kocię, a pozostałe znajdki zostały położone u jej boku.
Była zła na swoją mamę. Była zła na koty, które przyprowadziły kocięta. Była zła na kociaki. Była zła na ich mamę, że nie zdecydowała się oddać ich komuś innemu. A przede wszystkim była zła na ojca, bo to wszystko było jego wina. Miała nadzieję, że ten szybko przestanie być liderem, bo nie umiał podejmować dobrych decyzji.

06 stycznia 2024

Od Rozczarowania CD. Północy

Rozczarowanie pomimo bycia małym kociakiem zaczęła podważać umiejętności medyków Klanu Klifu. Bo skoro byli tacy wspaniali, to dlaczego nie potrafili pomóc Kopciuszkowi? Czy mogła im na pewno ufać? Co jeśli i ona nie wróci do rodziny, po wizycie w legowisku medyczek? Zmartwiła się nie na żarty, a od tego rozmyślania poczuła jak ją główka boli. Położyła się na posłaniu z mchu i paproci rozmasowując swój szylkretowy łebek, oczkami lustrując miejsce u boku matki, które najbardziej chorowite z nich zawsze zajmowało. Nikt nie raczył zbliżyć się i zająć miejsca, które należało i należeć będzie do Kopciuszka, nie ważne co.

***

— Jak źle trafisz, to będziemy się mogły wymienić... — zapewniła. — Zresztą słyszałam, że to tata nam wybiera tych całych mentorów. Na pewno znajdzie nam same świetne koty — dodała z lekkim uśmiechem
Rozczarowanie nie podzielała entuzjazmu siostry. W milczeniu przysłuchiwała się jej starając się przetworzyć to co kotka do niej mówiła. I im dłużej o tym myślała, to się zaczęła obawiać  najgorszego. Skoro to ojciec wybierał im mentorów, nie zdziwiłaby się jakby dostała kota, równie rozczarowującego co ona. A któż to taki mógł być? Można by uznać przykładowo za takiego kota Oliwkowy Szkwał i fakt ,że nie miał jednej z kończyn. Nie żeby jej to przeszkadzało, liliowy wydawał się być bardzo miłym kocurem i w dodatku całkiem dobrze sobie radził jak na kota o trzech łapach. Tylko on uczył Pokrzywową Łapę.
— Źle trafię, jeśli to tata zechce być moim mentorem... — położyła po sobie uszy, zdając sobie sprawę, że jej ojciec nie miał aktualnie ucznia. I w najgorszym scenariuszu mógł wziąć jedno ze swoich dzieci na nowego. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz. — Nie chciałabym spędzać w jego towarzystwie więcej czasu niż dotychczas... Myślę, że ciocia Biała Zamieć byłaby dobrą mentorką. Hmmm... — starała się znaleźć jakiegoś kota, który by nadawał się na kandydata na jej mentora — Myślę, że tobie by się przydał mentor, którego tak jak i ciebie rozpiera energia... Prószący Śnieg by do ciebie pasował. — oznajmiła. — Chyba, że nie chcesz uczyć się na wojownika... — W końcu poza obraniem ścieżki wojownika i medyka, mieli jeszcze do wyboru zostanie protektorem. Jednak czy Północ wyglądała tak jakby interesowały ją te dwie inne ścieżki? 
Nie widziała siostry szkolącej się na medyka, chociaż gdyby nim została to prawdopodobnie by była najbardziej żwawym medykiem wszechczasów. Tak przynajmniej jej się wydawało, bo dwie medyczki w Klanie Klifu były dość spokojne. Bo końcu na medyka szkoliły się koty raczej delikatne i spokojne. A Północ by raczej się zanudziła siedząc w jednym miejscu i licząc listki. Jednak gdyby jedno z jej rodzeństwa zostało medykiem, może Rozczarowanie na nowo zaufałaby uzdrowicielom i w nich uwierzyła. Mogłaby wiedzieć to czego nie wiedział nikt poza medykami. 

<Północ?>

Od Rozczarowania CD. Wróbelka

 — Rozczarowanie! Rozczarowanie!
Do uszu córki lidera doszło nawoływanie jej imienia przez brata, przez co sierść na jej grzbiecie się lekko zjeżyła. Nie lubiła momentu, gdy ktoś wymawiał jej imię, nie wspominający o wykrzykiwanie go. Obrzuciła nieprzyjemnym spojrzeniem brata, prosząc w duchu, aby się uciszył. Bo może ktoś istniał jeszcze w ich klanie kto nie wiedział jakie ma imię, chociaż szczerze w to wątpiła.
Czekała, aż ten do niej się zbliży chcąc wysłuchać tego co miał jej do powiedzenia, gdy nagle cętkowany potknął się o własne łapki i zaliczył glebę.
Rozczarowanie położyła po sobie uszy nieco zmieszana tym, że kocurek przewrócił się na prostej drodze. Ciekawe jak by to tata skomentował, gdyby to zauważył. O ile by właściwie skomentował. W końcu Wróbelek nie był rozczarowaniem, więc na pewno nie otrzymałby kąśliwej uwagi. Gdyby to szylkretka się wywaliła, pewnie by ją otrzymała.
Powoli zbliżyła się do kocurka. Dostrzegła, że jego oczy się zaszkiły. Nie długo myśląc nachyliła się ku niemu i otarła się głową o pysk brata w geście pocieszenia, po czym usiadła tuż przed nim.
— Wszystko w porządku? — spytała się przyglądając się uważnie bratu, chcąc się upewnić czy ten nie otarł sobie łapki. Nie widziało jej się tracić kolejnego z rodzeństwa, więc starała się zwracać uwagę teraz na każde kaszlnięcie czy psikniecie, bądź otarcie na ciele pozostałej czwórki braci i sióstr.
— Yhym... — wymamrotał pociągając nosem — Boli mnie trochę pyszczek... Nie leci mi krew z noska?
— Nie. To glut. Jak nie będziesz płakał, to nic ci nie będzie lecieć. — Mimo, że jej głos brzmiał przyjaźnie, grymas zdobył jej pyszczek — I mam prośbę do ciebie braciszku. Możesz... Ech, nie ważne — westchnęła zdając sobie sprawę, że dziwnie byłoby prosić brata, aby nie używał imienia, które nadał je tata. Bo jak miałby się do niej niby inaczej zwracać. Siostro? Nie, bo miał w końcu jeszcze dwie inne siostry. Siostro numer jeden? Dwa? Lub trzy? A może by krzyczał "Ej ty!"? — Co chciałeś?
— Chciałem... — zaczął po tym jak podniósł się na równe łapki i zaprzestał pocierania łapką mordki — Chciałem się zapytać, czy chcesz razem ze mną iść posłuchać opowieści starszych. Mama mi pozwoliła. Tobie pewnie też pozwoli. To jak? — Uśmiechnął się
Kotka zamyśliła się. 
— Chcę. — Nie miała nic innego do roboty, spać jej się też nie chciało, przynajmniej jeszcze nie, a dowiedzenie się od starszyzny na temat historii klanu na pewno by jej dużo pomogło — Z chęcią się dowiem czemu Lśniący Księżyc ma czerwone oczy. I dlaczego Fioletowe Spojrzenie nie ma fioletowych oczu tylko niebieskie. — miauknęła, po czym oboje zaczęli kierować się w stronę legowiska starszych — Ciekawe jak brzmiały ich imiona w wersji uroczych imion — miauknęła cicho, bardziej do siebie niż brata
Dwoje małych kociaków przemknęło w ciemnościach po skalnej ścieżce kierując się na podwyższenie. Rozczarowanie przyglądała się w ciszy skulonym na legowiskach trzem kotom, do czasu aż jeden z nich wybudowany ze snu nie spojrzał w ich kierunku.
— Ach! — wyrwało się z pyska kotki, gdy oczy Lśniacego Księżyca zalśniły czerwienią w mroku, na co nie była przygotowana. Za dnia nie wyglądał aż tak strasznie.
— Spokojnie maluchy, nie bójcie się mojego brata — odezwała się całkiem miło Zimorodkowy Sen, również wybudzona ze snu, tym razem przez pisk koteczki — Czemu nie jesteście w kociarni? 
— Chcieliśmy posłuchać jakiejś opowieści...
— Albo bajki na dobranoc — dodała Rozczarowanie, na dobrą sprawę mogła posłuchać czegoś całkowicie wymyślonego, może i tak by było lepiej, patrząc że ostatnie dni były smutne dla kociąt Gąsiorek — Ale najpierw... Chciałam się dowiedzieć dlaczego pan Lśniący Księżyc ma czerwone oczy. I dlaczego pani Fioletowe Spojrzenie nie ma fioletowego spojrzenia... — zerknęła na swojego brata, mając nadzieję, że ten nie będzie miał jej za złe, że opowieści będą musiały trochę poczekać

<Wróbelku?>

22 grudnia 2023

Od Rozczarowania

 — Śnieg? — skrzywiła mordkę, kiedy Prószący Śnieg opowiadał kociakowi o Porze Nagich Drzew , dokładnie opisując zjawiska atmosferyczne mających miejsce o tej porze
— Masz szczęście, ale i też pecha. Będziesz mogła go wcześniej zobaczyć niż koty urodzone wiosną, ale nie będziesz mogła się w nim bawić z rodzeństwem. Wielka szkoda. Jest was szóstka, więc moglibyście urządzić wielką bitwę na śnieżki. A tak to co najwyżej ty i twoje rodzeństwo możecie urządzić zawody "kto pierwszy zachoruje i kto ma większego gila z nosa" — roześmiał się, jednak widząc, że małe kocię nie zaśmiało się z jego żartu zmieszał się. — Huh, inne kocięta to bawiło... — mruknął sam do siebie
— Czemu pecha? Myślę, że mama nam pozwoli poznać ten cały śnieg i się w nim pobawić... — przekrzywiła łebek nie rozumiejąc ani trochę humoru kocura i jego rozumowania — Czereśniowa Gałązka i Liściaste Futro dają nam zioła na wzmocnienie, więc żadna choroba nie będzie nam straszna... Czy mama cię nazwała Śnieg tylko dlatego, że jesteś biały? Jak śnieg?
— Tak właściwie nazwała mnie Śnieżek i tak, kolor mojego futra mógł przesądzić o moim imieniu. A wiesz na jakie zmieniła mi imię kotka, która rządziła przed twoim ojcem? Śnieżkowe Zamieszanko!
Tym razem udało się kocurowi sprawić, aby Rozczarowanie się roześmiała. Śnieżkowe Zamieszanko? Co to miało być! Nie było godne miana wojownika, jednak do starszego kocura mającego sporo pokładów energii, który swoim pojawieniem się powodował spore zamieszanie pasowało w sam raz. 
— Ciebie by pewnie nazwała Rozczarowanko... — kocur się zamyślił, po chwili zamruczał coś pod nosem, coś co mogło brzmieć "Albo Malusia Aksamitusia", jednak Rozczarowanie nie była w stanie tego dokładnie usłyszeć 
— Wolałabym jednak inne imię... — ton głosu kociaka zmienił się, nie było śladu po roześmianej buźce; ponownie na mordce Rozczarowania pojawił się grymas — Mama chciała nazwać mnie Pokrzewka. 
— Pokrzywka?
— Pokrzewka!
— A, tak... Pokrzywka. Mielibyśmy wtedy w klanie Pokrzywkę i Pokrzywka, inne klany mógłby nam pozazdrościć takiego duo.
— Po-krzew-ka! — uniosła się , nie będąc świadoma, że kocur wcale nie niedosłyszał, tylko wciąż stara się rozśmieszyć kociaka Srokoszowej Gwiazdy 
— Ciszej! — krzyknęła Czereśniowa Gałązka, karcąc dwójkę hałaśliwy kotów w legowisku medyka — Przeszkadzacie reszcie pacjentów. Widzę, że już nie masz kataru i problemu z oddychaniem Prószący... A wątpię, że wpadłeś w odwiedziny, kiedy mam z Liściastym Futrem pełne łapy roboty. Jak nie zastępca z wybitym barkiem, to starszy z niestrawnością... — pokręciła głową 
— A Śnieg ma krzywy ogon!
— Nie krzywy tylko zwichnięty... 
— A tobie co dolega maluchu? — Szylkretka zwróciła się do córki Gąsiorek, miłym głosem, przyglądając jej się z uwagą 
— Nic. Wiem, że Kopciuszek do was często przychodzi, pomyślałam, że ja też mogę was odwiedzać. Ładnie tu u was pachnie. — rozejrzała się po małej jaskini, w której zostało umiejscowione legowisko medyka przyglądając się jak Liściaste Futro nastawiała tylną łapę Bławatkowemu Wschodowi — Chyba, że wam przeszkadzam? To sobie pójdę.
— Och, nie przeszkadzasz. Jesteś tu mile widziana, dopóki żaden z pacjentów nie kicha. Jeszcze by brakowało, aby kolejne z was stało się chorowite. 
Skoro dostała zgodę na możliwość przebywania tutaj, bo nikt nie kichał i kasłał to nie miała zamiaru wychodzić. W ciszy obserwowała jak Czereśniowa Gałązka sprawnie nakłada na ogon białego kocura liście bzu, mające zapobiec rozwojowi zwyrodnienia. 
W międzyczasie do jaskini medyków zawitała kotka, która od samego wejścia drapała się łapką po białym futrze, rozglądając się po legowisku. Rozczarowanie zaciekawiona co dolega starszej kotce już miała do niej się zbliżyć i się tego dowiedzieć, gdy szylkretka złapała kocie za kark i z powrotem usadziła je obok białego kocura.
— Hej! Nie podnoś mnie bez wcześniejszego uprzedzenia! — zawołała będąc jeszcze w powietrzu trzymana za fałdę skóry na karku — Chciałam się tylko zapytać czemu tak się drapie...
— Czyśćcowa Łapa nie mówi — wyjaśniła starsza, na co niebieska szylkretka się zdziwiła. Kotka była taka duża i nie mówiła? Dziwne. Ale to by wyjaśniało czemu jest cicha. Czyli była niema, a nie nieśmiała — I patrzą na to jak się drapie zgaduję, że złapała swędzącą infekcje. Lepiej do niej nie podchodzi, przynajmniej teraz, chyba że również tak chcesz się drapać — W odpowiedzi koteczka pokręciła przecząco główką. — Zaraz nałożę jej specjalną maść i jak przestanie się drapać to wtedy będziesz mogła spróbować z nią porozmawiać. Dobrze?
— Dobrze!
W niedługim czasie od przyjścia vanki, do medyków zajrzała jej siostra, Bożodrzewna Łapa. Z tego co udało jej się usłyszeć, kotka skarżyła się na szkło w łapie. Medycy oczywiście szybko zaradzili na problem, kocica nie musiała zostawać na dłużej w jaskini. I kiedy Rozczarowanie miała już wykorzystać moment, aby zbliżyć się do niemej kotki, w wejściu do legowiska błysnęło niebieskie cętkowane futro rodziciela.
— Rozczarowanie... — Po tonie głosu ojca widziała, że ma przechlapane. Bo w końcu nie powiedziała mamie gdzie idzie, ale chyba nie musiała? W końcu nie wyszła poza obóz, więc to nie powinien być problem... A może był?
Skulone kocię niepewnie zbliżyło się do ojca, który bez zbędnych słów podniósł uciekiniera za kark i zaprowadził z powrotem do kociarni, napominając Gąsiorek, aby porządnie pilnowała ich szóstki dzieci. 
Czyli wychodziło na to, że tata się jednak o nią martwił i troszczył? To czemu nazwał ją tak, a nie inaczej!?

Wyleczeni: Prószący Śnieg (katar > trudności z oddychaniem, zwichnięcie ogona) , Czyśćcowa Łapa, Przyczajona Kania, Lśniący Księżyc, Bławatkowy Wschód, Bożodrzewna Łapa (też wszyscy wyleczeni, yupi yapi jej, mam nadzieję, że grywalni nie będą źli, że zostali wyleczeni, ale nie chce, aby stadia im zrobiły lvl up 🙏, niech inni chorują)

19 grudnia 2023

Od Rozczarowania

 Siedziała wtulona w bok matki, która co jakiś czas szorstkim językiem przejeżdżała po jej kolorowym futerku, nucąc cicho piosenkę. Miało to być swego rodzaju pocieszenie, po tym jak została potraktowana przez tatę, który zignorował ją, kiedy starała się być dla niego miła i chciała zadać pytania na temat jego stanowiska. Był liderem, miał dużo na głowie, a mimo to zaglądał do nich. Czy też lepszym stwierdzeniem było to, że kocur zaglądał do jej rodzeństwa, ale nie do niej. Bo była chodzącym Rozczarowaniem, tak ją w końcu sam nazwał i taka łatka do niej już przylgnęła, co zdołały podchwycić inne koty.
Szylkretowa główka opadła na łapki matki, a zaczerwienione oczka świadczyły, że kocię od dawna płakało. Pociągnęła cicho noskiem, czując zazdrość, kiedy Srokoszowa Gwiazda, wprawdzie nieporadnie, ale jednak starał się porozmawiać z jednym z jej braci. Może gdyby była kocurkiem to by ją lubił? Może? Chociaż o płeć raczej tu nie chodziło, a o kolor jej futerka. Kolorem, którym bardziej przypominała właśnie ojca, niż matkę, nie licząc tych kremowych łat rozsianych na jej futerku. Może to o nie chodziło? Może ojciec nie lubił, jak błękitne futerko było przykrywane kremowymi łatami? Reszta jej sióstr wyglądała tak jak mama, no może nie licząc Północy, która była cała czarna, bez choćby odrobiny bieli czy rudego. Nawet Popiół był czarny. A odcieniem futerka na tle sześciu kociąt wyróżniała się tylko ona i Wróbelek! A jednak zauważyła, któregoś dnia jak Srokoszowa Gwiazda stara się porozmawiać z jej bratem. Nie była pewna czy udało im się porozmawiać, bo może po tym jak zła na cały świat odwróciła wzrok to kocurek odbiegł od rodzica, ale ta chwila kiedy dojrzała ich obok siebie sprawiła wielki ból w jej serduszku.
Pociągnęła kolejny raz noskiem, na co matka tym razem polizała jej futerko na policzku mokre od słonych łez, kontynuując śpiewanie kołysanki.
– [...] mamusia tu jest, twe łzy znikną jak mgła ...
Karmicielka mruczała tuż przy uchu swojej córki, cicho nucąc piosenkę. Była ciekawa skąd mama ją znała i inne piosenki, które nie raz śpiewała jej i jej rodzeństwu.
— ... twoje futerko miękkie, jak aksamitna mgiełka, w ramionach matki, śnij o świecie pełnym ciepła ...
Słowo za słowem, wers za wersem, aż w końcu pomarańczowe ślipka Rozczarowania powoli się zaczęły zamykać. Tak naprawdę nie chciała zasypiać, jednak zmęczenie płaczem i złość na ojca zrobiło swoje. Wtuliła się bardziej w bok królowej, chowając pyszczek w czarnej sierści. Przy Gąsiorek czuła się bezpiecznie. Na matkę mogła liczyć. A mimo to ciągnęło ją bardziej do kotów, które nie przepadały za nią. Czy w przyszłości się to zmieni? Mało prawdopodobne, jednak może kiedyś Rozczarowanie zrozumie, aby nie tracić energii na kogoś kogo nigdy nie uda jej się zadowolić, nie ważne jak bardzo by próbowała stanąć na głowie. 
— Kocham cię mamo... — miauknęła uśmiechając się delikatnie, nim udało jej się zasnąć spokojnym snem, dzięki któremu w jej małej główce zapanował spokój, chociaż na chwilę 

11 grudnia 2023

Od Rozczarowania do Liściastego Futra

 Szylkretka znużona siedziała tuż przy samym wyjściu z kociarni opierając pyszczek o jeden z większych kamieni, który służył jej za idealną podporę. Swoimi pomarańczowymi oczkami przyglądała się życiu, jakie toczyło się w obozie, miała naprawdę dobry widok na cały obóz z tego miejsca. Z wielką chęcią by chciała dołączyć do reszty kotów, pomóc im, a już w szczególności podejść do wojownika, tego który poruszał się tylko na trzech łapach i zapytać się kto mu odgryzł kończynę; czy może był to jakiś inny zły wojownik, a może jakieś ogromne zwierzę albo coś jeszcze innego mu się stało. Może miałby ciekawą historię do opowiedzenia? A może i nie.
Słysząc dobiegające krzyki, czy też głośne rozmowy z legowiska uczniów, zaciekawiony przeniosła spojrzenie w stronę ich siedliska. Była ciekawa o czym tak zacięcie rozmawiają; a z tego co udało jej się wyłapać wśród tego harmideru w obozie udało jej się wyłapać głosy Judaszowcowej i Bożodrzewnej Łapy. Jeśli dobrze kojarzyła jej tata uczył ich siostrę, taką dziwną, która nie umiała mówić, mimo że była już duża. Może była nieśmiała?
Obserwowała jak jej kuzynostwo opuszcza legowisko wraz ze swoimi mentorami. Zazdrościła im tego, że mogą już opuszczać obozowisko i zwiedzać tereny poza nim.
Biało-bure łapy zasłoniły kotce widok. Grymas na pysku córki Gąsiorek się powiększył, kiedy to pomimo prośby kocica się nie przesunęła, a nawet specjalnie przechylała całym ciałem w tą samą stronę co Rozczarowanie swą małą główka, a żeby znowu móc zasłonić jej widok.
— Hej! — zawołała zdenerwowana, że starsza kocica, która powinna być mądrzejsza, zachowywała się jak mały kociak i jej dokuczała — Możesz przestać? To nie jest miłe...
Nie wiadomo czego oczekiwała od kotki. Przeprosin za dokuczanie? Tego, że się przesunie i próby porozmawiania z nią? Może wszystkiego na raz? Jedno było pewne, na pewno nie spodziewała się, że kocica popchnie ją łapą, wprawdzie lekko, jednak to wystarczyło, aby kocię się przewróciło na swój okrągły brzuszek.
— Promyk... co ty wyrabiasz... ? 
Tuż obok burej szylkretki pojawiła się postać niebieskiej kocicy, którą córka Srokoszowej Gwiazdy kojarzyła bardzo dobrze. Była to Liściaste Futro, asystentka medyka. Ona i główna medyczka bardzo często zaglądały do nich w odwiedziny, sprawdzając czy aby na pewno całą szóstka kociąt lidera prawidłowo się rozwija. W tej chwili wyglądała na bardzo zdenerwowaną prawdopodobnie przez czyn swojej koleżanki, a może i siostry; kto wie kim dla siebie były, Rozczarowanie jeszcze tego nie ustaliła. Asystentka rozglądała się na boki, chcąc się upewnić, że nikt nie widział tego co kocica uczyniła kociakowi, tak jakby obawiała się możliwych konsekwencji z tego powodu; na szczęście nikt nie dostrzegł złego traktowania kociaka ku uldze kotkom. Sprawczyni tego całego zdarzenia jak gdyby nic oddaliła się od niebieskich kotek, jednolitej i szylkretki, wychodząc poza obóz nie racząc nawet przeprosić za swoje zachowanie. Rozczarowanie w złości za złe traktowanie i brak przeprosin zmarszczyła mordkę jeszcze bardziej, tak że wyglądała na jeszcze bardziej wkurzoną niż na co dzień.
— Bardzo przepraszam cię za nią, ostatnio jest w złym humorze przez to, że nasi bliscy opuścili klan... — urwała zdając sobie sprawę, że to temat, o którym nie powinna rozmawiać z kociakiem — Nic sobie nie zrobiłaś? Pokaż mi łapkę, obejrzę ją i opatrzę.
— N-nie... — odmiauknęła odprowadzając spojrzeniem burą kotkę, po czym postanowiła spróbować dostać odpowiedź na nurtujące je pytanie od pewnego czasu — O co wam chodzi? Wszyscy się na mnie jakoś tak dziwnie patrzycie... milczycie... teraz nawet popychacie, a to jest naprawdę niemiłe i denerwujące... Hej, mam coś na pyszczku? — spytała dostrzegając, że kocica wyglądała na zamyśloną, po czym przetarła łapką po swej mordce, w obawie, że gdzieś w jej sierści, bądź na wąsach zawieruszyły resztki mleka
Tego by jeszcze brakowało, aby przylgnęła do niej łatka brudasa. Nie potrzebowała kolejnej. Wystarczyła ta, że jest córką lidera; i mimo, że ojciec nie darzył jej jakąś większą sympatią, wypadało się dobrze prezentować, aby nie przynieść mu jeszcze większego wstydu i rozczarowania.

<Listek?>