Pora Nagich Drzew uderzyła Klan Klifu niczym rozpędzona fala wpada na skalny brzeg w czasie burzy. Koty musiały szybko reagować i w odpowiedzi uszczelniać legowiska, łapać zwierzynę i pilnować aby tym razem nikt nie zginął. Z nowym liderem na czele każdy miał dziwną nutkę obawy w sercu czy aby na pewno wszystko wyjdzie dobrze. Na domiar złego, w tą paskudną pogodę na świat przyszły jego młode.
Potokowa Gwiazda znalazł lukę w swoim napiętym grafiku którą postanowił wykorzystać na odwiedzenie maluchów. Wyskoczył ze swojego legowiska a czując mroźny wicher na swojej skórze wzdrygnął się marszcząc nos. Przymrużył oczy i wlepił je w żłobek a na pysku mimowolnie wystąpił uśmiech. Szybkim krokiem przemierzał ośnieżony obóz parząc na swoich pobratymców, mizerny stos zwierzyny i skute lodem skały. Kiedy w końcu dotarł do bezpiecznej przystani odetchnął z ulgą wślizgując się do środka. Przyjemny zapach oraz ciepło bijące od żłobka napawało go spokojem. Przeszedł przez korytarz i zatrzymał się w przejściu. Spojrzał na swoją partnerkę która uniosła rozanielone oczy w jego stronę. Potokowa Gwiazda uśmiechnął się i czule polizał ją w czoło przenosząc oczy na swoje dzieci. Mak i Lilia leżały obok mamy ale kiedy tylko wywęszyły ojca zaczęły piszczeć radośnie. Pszczółka otarła pyszczek o jego nogę i uniosła główkę do góry chcąc aby ojciec przygarnął ją do siebie. Lider położył się obok młodych i pozwolił im przytulić się do jego pyska. Były takie drobne, kruche i śliczne. Pachniały matką co tylko uspokajało zszargane nerwy kocura. Wschodząca Fala uśmiechnęła się mrucząc cicho, po czym przemówiła:
- Jak się ma klan? Bardzo mróz wam doskwiera tam na górze?
- Niestety, ale bardzo. Takiej pogody nie widziałem od dawna...- przyznał czarny kot spoglądając na swoje wesołe dzieci- ale tutaj macie bezpiecznie i ciepło. To się liczy...nie potrzebujecie jakiejś naprawy, czy może więcej mchu? Może jednak wam zimno?
Wschodząca Fala zachichotała cicho i liznęła kocura w nos na co młode skrzywiły się a mała Pszczółka wysunęła język. Potokowa Gwiazda westchnął cicho biorąc to za odpowiedź która mówiła ,,nie przesadzaj, gorąco tutaj jak w płonącym lesie". Mały Mak wstał na chwiejne łapki i oparł się o nogę ojca wlepiając swoje, jeszcze, niebieskie ślepia w pysk kocura.
- Tato, a kiedy ja będę taki duży?- zapytał lekko sepleniąc poruszywszy drobnymi wąsikami. Lider zamruczał cicho pod nosem i pogłaskał łapą syna po głowie.
- No nie wiem, czy chciałbyś być aż tak duży, ciężko się chodzi z tak długimi łapami. Plączą się i w ogóle- odpowiedział mu spoglądając na rozbawioną Wschodzącą Falę.
- A dosięgasz do chmurek tato?- zapytała Lilia otwierając jedno oczko.
- No co ty, tata nie jest aż tak wysoki!- odpowiedziała jej rezolutnie Pszczółka kładąc ogonek na swoich łapkach-...prawda?
- Chciałbym. Ale tak nie jest. Wyobrażacie sobie jak proste byłoby łapanie ptaków wtedy?- zapytał a dzieci zaśmiały się. Potokowa Gwiazda mógłby spędzić u nich cały dzień, ale niestety nie miał tyle czasu. Ciągle czuł na karku oddech Pory Nagich Drzew i jej lodowate szpony zaciśnięte wokół jego szyi. Już i tak stracili koty podczas poprzedniej pory, nie mogą teraz pozwolić sobie na taki błąd. W innym wypadku klan mógłby się zbuntować przeciw niemu, a to nie najlepsza wizja na ta ciężkie czasy. Czarny kocur postanowił jeszcze chwilkę posiedzieć ze swoimi dziećmi a później wybrać się na małe polowanie. Spojrzał na Mak który czołgając się dopełzł do piórka przyniesionego im już pierwszego dnia przez Wierzbowe Serce. Rudasek złapał je i podrzucił do góry patrząc jak powolnie opada w dół. Zaraz do jego zabawy dołączyła spokojna Lilia a po chwili na nich wskoczyła Pszczółka kradnąc piórko. Jak najszybciej próbowała dobiec, potykając się o swoje nóżki, do ojca po czym schowała się między jego łapami. Mak prychnął niezadowolony a Lilia podjęła pogoń czołgając się jak mała gąsienica po żłobku. Wschodząca Fala uśmiechnęła się widząc jak jej dzieci bawią się, ukradkiem spojrzała na partnera który wlepił spojrzenie a małą szylkretkę w jego łapach.
<<Pszczółko? Albo inne dzieciaki?>>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potokowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potokowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
16 września 2018
02 września 2018
Od Potokowej Gwiazdy CD Okopconej Łapy
Słysząc słowa siostrzeńca uśmiechnął się lekko po czym uniósł łeb do góry i spojrzał na klan. Nie trzymał ich zbyt długo, nie było po co. Kiedy wszyscy przestali wykrzykiwać imiona kotów wokół nowych wojowników zebrała się spora gromada osób. Skoczny Krok szczerzył się we wszystkie strony i tylko raz rzucił okiem na byłego mentora który stał teraz obok swojego nowego ucznia. Potokowa Gwiazda wyczuł jak młody ogląda się za bratem który radośnie trajkocze o czymś z Muchomorowym Sercem. Widząc dziwne zmieszanie i przerażenie na pysku Kopcia trącił go nosem w ucho i wskazał wydeptaną dróżkę na około obozu. Przeszli na nią i w spokoju mogli porozmawiać oddaleni od tłumów.
- Cieszysz się, że zostajesz uczniem?- zapytał kocur poruszając wąsami. Okopcona Łapa zaśmiał się nerwowo i spojrzał wielkimi oczami na swojego wuja.
- Tak, wybrałeś najlepszego mentora wuj...liderze- poprawił się wpół słowa spuszczając pysk w dół- jestem bardzo szczęśliwy ale trochę się boję, że...no wiesz, nie dam rady.
- Ale o czym ty mówisz, Okopcona Łapo!- wzburzył się lekko starszy kocur patrząc na swojego ucznia pobłażliwie- będziesz świetny, płynie w tobie krew dwóch najlepszych wojowników klanu Klifu. Twój ojciec na pewno jest dumny z takiego syna.
Oczy kocura rozjaśniły się a na jego pysk wszedł blady uśmiech. Otarł się o nogę wuja w podzięce i po krótkiej opowieści o obozie i wyznaczeniu godziny treningu wszedł do legowiska uczniów. Mały Okopcona Łapa bardzo przypominał liderowi jego kiedy zaczynał być uczniem, jest tylko o wiele grzeczniejszy. Ale to samo przerżnie odbijało się w ich oczach pierwszego dnia czy na ceremonii. Potokowa Gwiazda czuł, że Okopcona Łapa jest lepszy od swojego brata w jakimś stopniu, bardziej się z nim zżył w każdym razie. Widział w tym kocurku siłę Ostrego Kła i miał zamiar to wykorzystać na jego korzyść. Zmęczonym krokiem powlókł się do swojego legowiska lecz po drodze napotkał swoją partnerkę która rozmawiała żywo z byłą uczennicą. Stanął w niedalekiej odległości od nich i czekał aż Wschód do niego podejdzie.
- Jestem z ciebie taka dumna moja droga! Wszyscy jesteśmy, twój braciszek także...- dodała trochę ciszej trącając ją nosem w polik a widząc z boku swojego partnera uśmiechnęła się i mruknęła- muszę już zmykać, Potoczek coś ode mnie chce.
Gronostajowa Skóra zaśmiała się słysząc to określenie ale z pełnym szacunkiem ukłoniła się liderowi po czym odeszła do grupy znajomych. Wschodząca Fala zetknęła się pyszczkiem na powitanie z partnerem po czym razem ruszyli do jego legowiska. Pozwolił on spać w jego jamie, klan także nie miał przeciwwskazań, wszyscy dobrze ich znali, wiedzieli, że są jak dwie splątane róże i samotnie nigdy nie zaznają spokojnego snu. Potokowa Gwiazda niezwykle cieszył się z tego, że pomimo rangi klan dalej pamięta, że jest jednym z nich, zwyczajnym wojownikiem który objął to stanowisko głównie ze względu na rodzinne znajomości, przynajmniej jemu się tak zdawało. Wschodząca Fala weszła na legowisko i ułożyła się wygodnie. Jej partner padł tuż obok kładąc głowę na jej łapach. Z przyjemnością przyjmował pieszczoty jakimi było lizanie go za uchem czy mruczenie. Tęsknił za tym strasznie dlatego czerpał ile mógł z takich chwil.
- Ciężki dzień, co?- zapytała w końcu kładąc swój podbródek na jego głowie.
- Można tak powiedzieć...jestem po prostu trochę zmęczony. A jutro znowu zaczynam szkolenie, przynajmniej jakaś odskocznia od tej zabawy w lidera. A co u ciebie, pewnie miałaś więcej pracy.
Wschodząca Fala zaśmiała się uroczo prostując lewą łapkę po czym odparła:
- No coś ty, skończyłam trening, jestem z nas dumna. Teraz nie mam co robić, no chyba, że wyślesz mnie na wszystkie patrole na raz.
- Niedługo będziesz mieć pracę- mruknął jej Potokowa Gwiazda spoglądając w oczy- jak pojawią się małe glizdy nie można będzie ich zostawić nawet na chwilkę samych.
- A skąd wiesz, że pojawią się już niedługo?- zapytała rozbawiona szylkretka mrużąc oczy- na pewno nie robiąc nic nie przyśpieszysz tego.
Potokowa Gwiazda zaśmiał się wstając z legowiska. Od dawna on i Wschodząca Fala rozmawiali już na te tematy swobodnie, nie czuł się niekomfortowo pytając czy była u medyka, czy już jest w ciąży a jeśli nie to czy ma zrzucić na popołudnie czy wieczór obowiązki na Omszoną Skórę. Krępujących tematów już nie było, pozostało zaufanie i miła atmosfera. Lider przeciągnął się i spojrzał z góry na swoją partnerkę.
- Rozumiem.
Już o świcie Potokowa Gwiazda siedział i czekał na swojego ucznia prze wejściem. Okopcona Łapa, ku jego zdziwieniu i radości, nie spóźnił się. Przybiegł zaraz po tym jak lider zajął miejsce przy wyjściu. Widząc baczny wzrok wuja na sobie podbiegł do niego i zameldował się machając ogonkiem.
- Cieszę się, że jesteś punktualny, to się liczy- mruknął kocur i wstał z ziemi- a teraz zapraszam, poznasz tereny i potrenujemy trochę, jeśli starczy nam czasu.
Siostrzeniec kiwnął pokornie głową i poszedł za swoim mentorem nawet nie oglądając się na obóz. Wyglądał na bardzo zdeterminowanego, jakby zapomniał o wczorajszym stresie i przerażeniu. Nie liczyło się już nic po za jego nauką. Takie podejście ponownie zaskoczyło lidera który uśmiechnął się do siebie patrząc na zaciętą mordkę kocurka. ,,Klanie Gwiazd, oto moja nagroda za Skoczną Łapę!" miauknął w duchu czując, że wreszcie dostał porządnego ucznia który nie przyniesie mu wstydu.
Kiedy zwiedzili dwie granice doszli do dużej rzeki. Patrząc w błękitną toń wody lider wzdrygnął się przypominając sobie ostatnie zdarzenia. Stracił tu dwóch uczniów i jednego wojownika. Pamiętał jak źle przyjęła to jego partnerka, lecz teraz czuła się już nieco lepiej. Dobrze wiedział co to znaczy utrata bliskich, szczególnie rodzeństwa więc miał świadomość przez co przechodzi.
- Ta oto rzeka prowadzi do Wielkiej Wody. Nie zalecałbym i nie radził się w niej kąpać- powiedział Potokowa Gwiazda zwracając ciemne oczy w stronę ucznia- jest niebezpieczna i ma bardzo rwący nurt.
- Bardzo rwący nurt- powtórzył kocurek przebierając łapkami- zrozumiałem.
Kocur uśmiechnął się i zmierzwił łapą futro na głowie ucznia. Odwrócił się od rzeki i zabrał go trochę dalej w las aby tam zaproponować mu krótki trening. Okopcona Łapa spojrzał na mentora kiedy ten zatrzymał się i odwrócił w jego kierunku.
- Masz ochotę na sprawdzenie swoich sił? Nie będziesz z tego sądzony, na razie chcę zobaczyć co idzie ci dobrze. To jak?
<<Okopcona Łapo?>>
- Cieszysz się, że zostajesz uczniem?- zapytał kocur poruszając wąsami. Okopcona Łapa zaśmiał się nerwowo i spojrzał wielkimi oczami na swojego wuja.
- Tak, wybrałeś najlepszego mentora wuj...liderze- poprawił się wpół słowa spuszczając pysk w dół- jestem bardzo szczęśliwy ale trochę się boję, że...no wiesz, nie dam rady.
- Ale o czym ty mówisz, Okopcona Łapo!- wzburzył się lekko starszy kocur patrząc na swojego ucznia pobłażliwie- będziesz świetny, płynie w tobie krew dwóch najlepszych wojowników klanu Klifu. Twój ojciec na pewno jest dumny z takiego syna.
Oczy kocura rozjaśniły się a na jego pysk wszedł blady uśmiech. Otarł się o nogę wuja w podzięce i po krótkiej opowieści o obozie i wyznaczeniu godziny treningu wszedł do legowiska uczniów. Mały Okopcona Łapa bardzo przypominał liderowi jego kiedy zaczynał być uczniem, jest tylko o wiele grzeczniejszy. Ale to samo przerżnie odbijało się w ich oczach pierwszego dnia czy na ceremonii. Potokowa Gwiazda czuł, że Okopcona Łapa jest lepszy od swojego brata w jakimś stopniu, bardziej się z nim zżył w każdym razie. Widział w tym kocurku siłę Ostrego Kła i miał zamiar to wykorzystać na jego korzyść. Zmęczonym krokiem powlókł się do swojego legowiska lecz po drodze napotkał swoją partnerkę która rozmawiała żywo z byłą uczennicą. Stanął w niedalekiej odległości od nich i czekał aż Wschód do niego podejdzie.
- Jestem z ciebie taka dumna moja droga! Wszyscy jesteśmy, twój braciszek także...- dodała trochę ciszej trącając ją nosem w polik a widząc z boku swojego partnera uśmiechnęła się i mruknęła- muszę już zmykać, Potoczek coś ode mnie chce.
Gronostajowa Skóra zaśmiała się słysząc to określenie ale z pełnym szacunkiem ukłoniła się liderowi po czym odeszła do grupy znajomych. Wschodząca Fala zetknęła się pyszczkiem na powitanie z partnerem po czym razem ruszyli do jego legowiska. Pozwolił on spać w jego jamie, klan także nie miał przeciwwskazań, wszyscy dobrze ich znali, wiedzieli, że są jak dwie splątane róże i samotnie nigdy nie zaznają spokojnego snu. Potokowa Gwiazda niezwykle cieszył się z tego, że pomimo rangi klan dalej pamięta, że jest jednym z nich, zwyczajnym wojownikiem który objął to stanowisko głównie ze względu na rodzinne znajomości, przynajmniej jemu się tak zdawało. Wschodząca Fala weszła na legowisko i ułożyła się wygodnie. Jej partner padł tuż obok kładąc głowę na jej łapach. Z przyjemnością przyjmował pieszczoty jakimi było lizanie go za uchem czy mruczenie. Tęsknił za tym strasznie dlatego czerpał ile mógł z takich chwil.
- Ciężki dzień, co?- zapytała w końcu kładąc swój podbródek na jego głowie.
- Można tak powiedzieć...jestem po prostu trochę zmęczony. A jutro znowu zaczynam szkolenie, przynajmniej jakaś odskocznia od tej zabawy w lidera. A co u ciebie, pewnie miałaś więcej pracy.
Wschodząca Fala zaśmiała się uroczo prostując lewą łapkę po czym odparła:
- No coś ty, skończyłam trening, jestem z nas dumna. Teraz nie mam co robić, no chyba, że wyślesz mnie na wszystkie patrole na raz.
- Niedługo będziesz mieć pracę- mruknął jej Potokowa Gwiazda spoglądając w oczy- jak pojawią się małe glizdy nie można będzie ich zostawić nawet na chwilkę samych.
- A skąd wiesz, że pojawią się już niedługo?- zapytała rozbawiona szylkretka mrużąc oczy- na pewno nie robiąc nic nie przyśpieszysz tego.
Potokowa Gwiazda zaśmiał się wstając z legowiska. Od dawna on i Wschodząca Fala rozmawiali już na te tematy swobodnie, nie czuł się niekomfortowo pytając czy była u medyka, czy już jest w ciąży a jeśli nie to czy ma zrzucić na popołudnie czy wieczór obowiązki na Omszoną Skórę. Krępujących tematów już nie było, pozostało zaufanie i miła atmosfera. Lider przeciągnął się i spojrzał z góry na swoją partnerkę.
- Rozumiem.
Już o świcie Potokowa Gwiazda siedział i czekał na swojego ucznia prze wejściem. Okopcona Łapa, ku jego zdziwieniu i radości, nie spóźnił się. Przybiegł zaraz po tym jak lider zajął miejsce przy wyjściu. Widząc baczny wzrok wuja na sobie podbiegł do niego i zameldował się machając ogonkiem.
- Cieszę się, że jesteś punktualny, to się liczy- mruknął kocur i wstał z ziemi- a teraz zapraszam, poznasz tereny i potrenujemy trochę, jeśli starczy nam czasu.
Siostrzeniec kiwnął pokornie głową i poszedł za swoim mentorem nawet nie oglądając się na obóz. Wyglądał na bardzo zdeterminowanego, jakby zapomniał o wczorajszym stresie i przerażeniu. Nie liczyło się już nic po za jego nauką. Takie podejście ponownie zaskoczyło lidera który uśmiechnął się do siebie patrząc na zaciętą mordkę kocurka. ,,Klanie Gwiazd, oto moja nagroda za Skoczną Łapę!" miauknął w duchu czując, że wreszcie dostał porządnego ucznia który nie przyniesie mu wstydu.
Kiedy zwiedzili dwie granice doszli do dużej rzeki. Patrząc w błękitną toń wody lider wzdrygnął się przypominając sobie ostatnie zdarzenia. Stracił tu dwóch uczniów i jednego wojownika. Pamiętał jak źle przyjęła to jego partnerka, lecz teraz czuła się już nieco lepiej. Dobrze wiedział co to znaczy utrata bliskich, szczególnie rodzeństwa więc miał świadomość przez co przechodzi.
- Ta oto rzeka prowadzi do Wielkiej Wody. Nie zalecałbym i nie radził się w niej kąpać- powiedział Potokowa Gwiazda zwracając ciemne oczy w stronę ucznia- jest niebezpieczna i ma bardzo rwący nurt.
- Bardzo rwący nurt- powtórzył kocurek przebierając łapkami- zrozumiałem.
Kocur uśmiechnął się i zmierzwił łapą futro na głowie ucznia. Odwrócił się od rzeki i zabrał go trochę dalej w las aby tam zaproponować mu krótki trening. Okopcona Łapa spojrzał na mentora kiedy ten zatrzymał się i odwrócił w jego kierunku.
- Masz ochotę na sprawdzenie swoich sił? Nie będziesz z tego sądzony, na razie chcę zobaczyć co idzie ci dobrze. To jak?
<<Okopcona Łapo?>>
22 sierpnia 2018
Od Czarnego Potoku (Potokowej Gwiazdy) CD Lśniącej Łapy
Kocur kiwnął głową powoli uśmiechając się przyjaźnie. Czyli o to chodzi. Młody nie czuł się dobrze w swojej roli. Nie winił go za to, każdemu mogło się to zdarzyć. Podziwiał go jednak, że zdał sobie z tego sprawę i prosi o zmianę dla dobra klanu, ale czy i dla swojego? Zastępca zebrał myśli po czym chrząknął próbując zwrócić uwagę młodziaka. Lśniąca Łapa podniósł swoje oczy na niego i pociągnął noskiem, jakby już nie dość łez wylał przez te dni.
- Posłuchaj mnie uważnie, bo zadam ci ważne pytanie. Czy ty chcesz zostać medykiem? Chodzi mi o to, czy ty tego pragniesz a nie sądzisz, że ,,tak byłoby lepiej".
Uczeń odwrócił wzrok i zaczął przebierać łapkami nerwowo. Nie znał odpowiedzi, potrzebował czasu na zebranie myśli. Zastępca pozwolił mu się zastanowić, w końcu to nie byle jaka decyzja, zaważy to na jego przyszłości. Nie będzie mógł walczyć, posiadać dzieci, partnerki. Zostanie uziemiony i jego zadaniem będzie leczenie kotów. Codziennie będzie musiał ratować życia, to duża presja. Ale Czarny Potok wierzył, że z pomocą Różanego Kwiatu, młody wyrośnie na idealnego medyka. Liliowy po chwili tupnął łapkami o ziemię i ze wzrokiem pełnym determinacji wypalił:
- Tak, chcę tego! Chcę być medykiem, klan mnie potrzebuje, ja będę sam czuł się lepiej na tamtym stanowisku- po wypowiedzeniu tych słów jego ton złagodniał a głos znowu się załamał- czy...czy mo-mogę?
- Oczywiście. Takiej odpowiedzi się spodziewałem, przeniosę cię na medyka.
Lśniąca Łapa uśmiechnął się promiennie i odetchnął z ulgą. Ewidentnie czuł się z tym lepiej, nie będzie musiał zmuszać się do bycia kimś kim nie jest, zostanie sobą. I to mu wystarczyło. Czarny Potok wstał i kazał młodzikowi iść za sobą, muszą wrócić i załatwić wszelkie formalności, nie było czasu do stracenia. Przy przejściu zastępca poprosił ucznia jeszcze o to by przeprosił swoją siostrę za zachowanie. Lśniąca Łapa pokiwał głową i niemal od razu skoczył w kierunku Ciszy.
Niestety nie udało się przenieść syna Poplamionego Piórka od razu, głównie przez śmierć Niedźwiedziej Gwiazdy. Dopiero kiedy do klanu powrócił czarny kocur o wdzięcznym, nowym imieniu Potokowa Gwiazda można było uczynić z Błyska ucznia medyka. Była to pierwsza sprawa jaką zajął się młody lider. Z bólem serce poszedł do Pyłka i powiedział mu o zaistniałej sytuacji. Ku jego zaskoczeniu rudy kocur przyjął to z dziwną ulgą. Powiedział mu, że liliowy kotek nie czuł się dobrze w swojej roli. Wyraził także swoje zadowolenie, że w końcu jego były uczeń dostanie to czego chciał. I tak Lśniąca Łapa został uczniem medyka.
Kilka dni po zajściu Potokowa Gwiazda postanowił odwiedzić norę aby sprawdzić jak idzie synowi jego przyjaciela. Kiedy wszedł do środka uderzył go zapach świeżych roślin. Ujrzał Różany Kwiat krzątającą się po norze z ziołami w pysku. Kiedy go spostrzegła uśmiechnęła się delikatnie nastawiając uszu, czekała aż pierwszy przemówi.
- Ja szukam Lśniącej Łapy, jest może?
- Tak, tak...o tutaj, właśnie idzie- odpowiedziała mu trochę nieśmiało jak na nią. Może dalej nie potrafiła przestawić się na nową rangę jej kolegi. Lider spojrzał w bok i zobaczył średniego wzrostu kocura z uśmiechem na pysku. Jego sierść była czysta a oczy przepełnione radością. Kiedy spostrzegł czarnego kota ukłonił się lekko na powitanie i podszedł bliżej.
- Witaj Potokowa Gwiazdo, co cię tu sprowadza?
- Przyszedłem zapytać jak sobie radzisz. Jest ci tutaj dobrze?- zapytał i spojrzał badawczo na Różany Kwiat która tylko prychnęła rozbawiona.
<<Lśniąca Łapo? elamo trochę się zeszło ;vvv;>>
- Posłuchaj mnie uważnie, bo zadam ci ważne pytanie. Czy ty chcesz zostać medykiem? Chodzi mi o to, czy ty tego pragniesz a nie sądzisz, że ,,tak byłoby lepiej".
Uczeń odwrócił wzrok i zaczął przebierać łapkami nerwowo. Nie znał odpowiedzi, potrzebował czasu na zebranie myśli. Zastępca pozwolił mu się zastanowić, w końcu to nie byle jaka decyzja, zaważy to na jego przyszłości. Nie będzie mógł walczyć, posiadać dzieci, partnerki. Zostanie uziemiony i jego zadaniem będzie leczenie kotów. Codziennie będzie musiał ratować życia, to duża presja. Ale Czarny Potok wierzył, że z pomocą Różanego Kwiatu, młody wyrośnie na idealnego medyka. Liliowy po chwili tupnął łapkami o ziemię i ze wzrokiem pełnym determinacji wypalił:
- Tak, chcę tego! Chcę być medykiem, klan mnie potrzebuje, ja będę sam czuł się lepiej na tamtym stanowisku- po wypowiedzeniu tych słów jego ton złagodniał a głos znowu się załamał- czy...czy mo-mogę?
- Oczywiście. Takiej odpowiedzi się spodziewałem, przeniosę cię na medyka.
Lśniąca Łapa uśmiechnął się promiennie i odetchnął z ulgą. Ewidentnie czuł się z tym lepiej, nie będzie musiał zmuszać się do bycia kimś kim nie jest, zostanie sobą. I to mu wystarczyło. Czarny Potok wstał i kazał młodzikowi iść za sobą, muszą wrócić i załatwić wszelkie formalności, nie było czasu do stracenia. Przy przejściu zastępca poprosił ucznia jeszcze o to by przeprosił swoją siostrę za zachowanie. Lśniąca Łapa pokiwał głową i niemal od razu skoczył w kierunku Ciszy.
Niestety nie udało się przenieść syna Poplamionego Piórka od razu, głównie przez śmierć Niedźwiedziej Gwiazdy. Dopiero kiedy do klanu powrócił czarny kocur o wdzięcznym, nowym imieniu Potokowa Gwiazda można było uczynić z Błyska ucznia medyka. Była to pierwsza sprawa jaką zajął się młody lider. Z bólem serce poszedł do Pyłka i powiedział mu o zaistniałej sytuacji. Ku jego zaskoczeniu rudy kocur przyjął to z dziwną ulgą. Powiedział mu, że liliowy kotek nie czuł się dobrze w swojej roli. Wyraził także swoje zadowolenie, że w końcu jego były uczeń dostanie to czego chciał. I tak Lśniąca Łapa został uczniem medyka.
Kilka dni po zajściu Potokowa Gwiazda postanowił odwiedzić norę aby sprawdzić jak idzie synowi jego przyjaciela. Kiedy wszedł do środka uderzył go zapach świeżych roślin. Ujrzał Różany Kwiat krzątającą się po norze z ziołami w pysku. Kiedy go spostrzegła uśmiechnęła się delikatnie nastawiając uszu, czekała aż pierwszy przemówi.
- Ja szukam Lśniącej Łapy, jest może?
- Tak, tak...o tutaj, właśnie idzie- odpowiedziała mu trochę nieśmiało jak na nią. Może dalej nie potrafiła przestawić się na nową rangę jej kolegi. Lider spojrzał w bok i zobaczył średniego wzrostu kocura z uśmiechem na pysku. Jego sierść była czysta a oczy przepełnione radością. Kiedy spostrzegł czarnego kota ukłonił się lekko na powitanie i podszedł bliżej.
- Witaj Potokowa Gwiazdo, co cię tu sprowadza?
- Przyszedłem zapytać jak sobie radzisz. Jest ci tutaj dobrze?- zapytał i spojrzał badawczo na Różany Kwiat która tylko prychnęła rozbawiona.
<<Lśniąca Łapo? elamo trochę się zeszło ;vvv;>>
21 sierpnia 2018
Od Potokowej Gwiazdy CD Wschodzącej Fali
-P-p-potokowa Gwiazdo Cz-czy chcia-ałbyś m-mieć dzieci?
Te słowa zadzwoniły w uszach młodego lidera odbijając się echem w jego głowie. Przed chwilą miał ciężką decyzję do podjęcia, został dowódcą klanu, spotkał martwą rodzinkę a teraz to. Jego wąsy zadrżały lekko a ciało zesztywniało. On i dzieci...oczywiście, że chciał być ojcem, to było jego ciche marzenie. Uwielbiał swoich siostrzeńców i sama myśl, że mógłby posiadać własną gromadkę napawała jego serce radością. Ale nie miał na to czasu, aż do teraz. W jego oczach życie lidera było o wiele spokojniejsze niż życie zastępcy. Zapewne Omszona Skóra zrozumie jak część obowiązków spadnie na jego barki, w końcu role będą wyrównane. Oboje są młodzi i silni, dadzą radę utrzymać klan. Wracając jednak do tematu dzieci Potokowa Gwiazda nie był pewien. Oczywiście, że chciał, ale z drugiej strony bał się odpowiedzialności idącej za posiadaniem dzieci. To Klan Klifu, niby najbezpieczniejsze miejsce na świecie, ale aktualnie już lider snuł plany jak polepszyć pozycję na tle innych klanów. Z dziećmi tego nie zrobi, zawsze będzie się bał, że mogą zginąć przed nim w walce którą sam wywołał. Nie zniósłby tego. Potrząsnął głową odgarniając złe myśli. A może właśnie tego potrzebuje? Może młode jakoś ukoją jego znerwicowane serce. Po za tym, kochał Wschodzącą Falę i marzył o założeniu rodziny z nią, to może ich tylko zbliżyć do siebie. Po dość długim namyśle westchnął cicho uśmiechając się delikatnie. Usiadł na ziemi i kiwając głową dał do zrozumienia partnerce, że chce aby i ona to uczyniła. Kiedy kotka zwinęła ogon przy łapach miauknął:
- Jesteś pewna?
- Ja...cóż, tak. Chcę tego, Czar...znaczy, Potokowa Gwiazdo- odpowiedziała trzęsącym się z emocji głosem- bardziej niż czegokolwiek.
- Skoro tak stawiasz sprawę- mruknął kocur śmiejąc się cicho pod nosem- to mów mi tato.
Oczy wojowniczki zaświeciły się podniecone iskierką. Uśmiechnęła się pusząc swoją śliczną sierść. Chichocząc podskoczyła do swojego partnera rzucając się mu w łapy. Potokowa Gwiazda zamruczał ciesząc się jej obecnością. Kiedy ta napierając na niego mocniej spowodowała jego upadek prychnął rozbawiony:
- Na Klan Gwiazd, nie teraz! Jestem trochę zmęczony tą ceremonią, spokojnie, daj mi chwilkę.
Wschodząca Fala lekko się speszyła zanosząc się cichym śmiechem. Już miała coś odpowiedzieć ale z lasu przyszły nawoływania Omszonej Skóry. Para wstała po czym oboje udali się do nich stykając się swoimi ogonami.
Kilka dni po całej ceremonii klan już przyzwyczaił się do nowego lidera. Nikt nie podważał jego zdania, nawet Pyłek i Muchomorek siedzieli cicho nie raz rzucając mu dziwnie nieufne spojrzenie, chociaż Pylne Czoło zdobywał się nie raz na przyjazny uśmiech. Kiedy Potokowa Gwiazda ustawił pion wśród klanowiczów mógł odetchnąć z ulgą i zająć się przyjemniejszą częścią swojego życia: partnerką. Obiecał jej kocięta i miał zamiar dotrzymać obietnicy. Liście zaczęły zmieniać kolory na drzewach więc w jego mniemaniu pora była piękna na staranie się o młode. Taka tajemniczo romantyczna. Z jednej strony obawiał się pogody w którą dzieci przyjdą na świat ale pocieszał się faktem, że sam urodził się w Porę Nagich Drzew. Ruszył ośmielony tym faktem w stronę środka obozu w poszukiwaniu swojej piękności. Zauważył ją rozmawiającą z matką. Szczebiotały obie o czymś a Zabluszczone Futerko wydawała się niezwykle dumna. Kiedy lider podszedł do pań starsza z nich uśmiechnęła się znacząco chrząkając cicho.
- Witaj Zabluszczone Futerko, Wschodząca Falo- zaczął kłaniając się im na co one odpowiedziały- wybacz mi ale chciałem zabrać moją najdroższą na spacer.
- Na spacer, tak?- zapytała kotka przeciągając ostatnie słowo- a to taki lider nie zapracowany? Ah, może prawdziwa praca dopiero się zacznie.
Z jej pyska wydobył się zduszony chichot a szylkretowa córka mogła jedynie skulić się chowając pysk za ogonem. Oparła się o partnera dając mu znak, że mogą iść. Potokowa Gwiazda, kompletnie zbyty z tropu, pożegnał się i ruszył za partnerką. Wychodząc z obozu poczuł przedziwny, morderczy wzrok Borsuczego Cienia na sobie. Lecz tak szybko jak odwrócił głowę w jego stronę tak szybko wojownik chrząknął i odszedł do partnerki. Co było z nimi nie tak?
W końcu lider wraz z ukochaną doszli do plaży. Kocur chciał iść na sam koniec gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał, po za szumem fal. Uważał to miejsce za romantyczne, nawet jeśli nie we wszystkich przypadkach kojarzyło mu się dobrze. Gdy dotarli pod rzekę wpadającą do Wielkiej Wody usiedli obok siebie napawając się swoją obecnością. I oto był ze swoją ukochaną, czekającą na jego pierwszy krok. Jednak lider stchórzył, nie potrafił zrobić niczego. Mięśnie zesztywniały a w gardle pojawiła się gula. Był nieśmiałym kocurem, ale nie pamiętał kiedy ostatni raz czuł się tak przy niej.
- Ładna dziś pogoda, prawda? Niby chłodna, a jednak taka...przyjemna- zaczęła kotka chcąc przełamać pierwszy lód.
- Mhm- odpowiedział jej czarny machając niespokojnie ogonem- piękny piasek.
Wschodząca Fala zaśmiała się cicho a kiedy próbowała spojrzeć mu w oczy on sukcesywnie unikał jej wzroku. W końcu zdenerwowana skierowała jego pysk ku sobie, jednak ten uciekł ślepiami w prawo.
- Na Gwiezdnych, Czarnuszku co się z tobą dzieje?!- zapytała a jej ton jej głosu od rozbawionego przeszedł w rozżalony- czy ty się mnie boisz?
- Mhm.
Kotka westchnęła cicho puszczając partnera. Oparła się głową o jego pierś lekko drgając. Kocur pomyślał, że wojowniczka płacze więc od razu poczuł falę żalu i zażenowania swoją osobą. Nie powinien jej tak traktować, to jego partnerka! Mieli mieć dzieci a on zachowywał się jak mięczak zamiast niczym prawdziwy i rasowy kocur wytargać ją za kark i spłodzić dziesiątkę pędraków. Sam był pędrakiem!
- Przepraszam, nie chciałem cię zranić...- próbował ją uspokoić ale zrozumiał, że kotka się śmiała. Wschodząca Fala uniosła rozbawiony pyszczek a jej oczy zalśniły w słońcu. Wyglądała ślicznie.
- Zabrałeś mnie tutaj w jednej sprawie, co tatuśku?- zapytała ironicznie wybuchając histerycznym śmiechem- no dawaj, nie wstydź się!
- Matko, kochanie no co ja ci mam poradzić, że jestem jakiś lewy...
- To się przekręć- odpowiedziała rezolutnie dotykając łapką jego noska- jeśli nie chcesz, możemy to odłoż...
- Nie!- ryknął i tupnął łapą o miękki piach- zrobimy to dzisiaj, dzisiaj i kropka!
- Naprawdę, jeśli nie chcesz...
- Chcę, chcę!- awanturował się dalej uderzając ogonem o ziemię- na nic nie muszę się zmuszać, zmusić się muszę tylko aby się przełamać. Jejku, znam cię tyle, kocham cię, jesteśmy razem ale dalej jestem jak dżdżownica i wiję się, wywijam i udaję, że o niczym nie wiem! Koniec tego, koniec tych podchodów! Chodź tutaj, robimy dzieci natychmiast!
Słysząc pseudopoważny ton partnera Wschodząca Fala wybuchła jeszcze większym śmiechem. Zaczęła tarzać się po piachu płacząc gdyż nie potrafiła już utrzymać emocji. Czarny poszedł w jej ślady nie mogąc dłużej grać twardziela. Położył się tuż obok chowając pysk w piach. Śmiał się z własnej głupoty, nie ma się czego wstydzić. To jego miłość! Czemu ma się przed nią kryć? Ona go rozumie i nie ma nic czego by o nim nie wiedziała. Lider rzucił okiem w bok a widząc szczelinę w skale wstał i otrzepał się z piachu. Podniósł swoją partnerkę którą dalej poruszały dreszcze rozbawienia.
- Oczekuje pani na odbiór kociąt? Zapraszam do tej jaskini- zażartował prowadząc ją za sobą. Szylkretowa znowu się zaśmiała ale ruszyła za partnerem mrucząc coś pod nosem. A co działo się tam, pozostanie ich słodką tajemnicą.
Kiedy wrócili wieczorem do obozu nie mieli zbyt wiele do pracy więc od razu chcieli iść spać. Zjedli osobno aby odpocząć na chwilkę od siebie po czym Potok zabrał partnerkę do swojego legowiska. Spanie bez niej było męczące, nie przyzwyczaił się do samotności. Jak tylko legli obok siebie wybuchli śmiechem. Wschodząca wtuliła się w partnera i rzucając ciche ,,dobranoc tatusiu" zasnęła. W jej ślady poszedł lider. Jednak pomimo tej wesołej scenerii w nocy zdarzyła się okropna rzecz. Nocny patrol utonął. Tygrysia Łapa spadł ze skarpy wprost w fale ogromnej rzeki płynącej do Wielkiej Wody. Uderzył się w tył głowy o kamień i zmarł. Jego lider ruszył mu na ratunek i szukając go pośród mętnej wody zakleszczył łapę w skałach. Ostowa Łapa stał na straży a Słoneczny Blask pognał po pomoc do obozu. Czarno biały uczeń nie chcąc być nieprzydatny postarał się chociaż zejść na dół i sprawdzić gdzie popłynęły dwa ciała. Pech chciał, że osunął się ze skarpy i podzielił los Tygrysiej Łapy. Kiedy Słoneczny Blask wrócił z pomocą, wśród której znalazł się Potokowa Gwiazda, ujrzeli na plaży trzy ciała. Klan stracił kolejnych członków.
Te słowa zadzwoniły w uszach młodego lidera odbijając się echem w jego głowie. Przed chwilą miał ciężką decyzję do podjęcia, został dowódcą klanu, spotkał martwą rodzinkę a teraz to. Jego wąsy zadrżały lekko a ciało zesztywniało. On i dzieci...oczywiście, że chciał być ojcem, to było jego ciche marzenie. Uwielbiał swoich siostrzeńców i sama myśl, że mógłby posiadać własną gromadkę napawała jego serce radością. Ale nie miał na to czasu, aż do teraz. W jego oczach życie lidera było o wiele spokojniejsze niż życie zastępcy. Zapewne Omszona Skóra zrozumie jak część obowiązków spadnie na jego barki, w końcu role będą wyrównane. Oboje są młodzi i silni, dadzą radę utrzymać klan. Wracając jednak do tematu dzieci Potokowa Gwiazda nie był pewien. Oczywiście, że chciał, ale z drugiej strony bał się odpowiedzialności idącej za posiadaniem dzieci. To Klan Klifu, niby najbezpieczniejsze miejsce na świecie, ale aktualnie już lider snuł plany jak polepszyć pozycję na tle innych klanów. Z dziećmi tego nie zrobi, zawsze będzie się bał, że mogą zginąć przed nim w walce którą sam wywołał. Nie zniósłby tego. Potrząsnął głową odgarniając złe myśli. A może właśnie tego potrzebuje? Może młode jakoś ukoją jego znerwicowane serce. Po za tym, kochał Wschodzącą Falę i marzył o założeniu rodziny z nią, to może ich tylko zbliżyć do siebie. Po dość długim namyśle westchnął cicho uśmiechając się delikatnie. Usiadł na ziemi i kiwając głową dał do zrozumienia partnerce, że chce aby i ona to uczyniła. Kiedy kotka zwinęła ogon przy łapach miauknął:
- Jesteś pewna?
- Ja...cóż, tak. Chcę tego, Czar...znaczy, Potokowa Gwiazdo- odpowiedziała trzęsącym się z emocji głosem- bardziej niż czegokolwiek.
- Skoro tak stawiasz sprawę- mruknął kocur śmiejąc się cicho pod nosem- to mów mi tato.
Oczy wojowniczki zaświeciły się podniecone iskierką. Uśmiechnęła się pusząc swoją śliczną sierść. Chichocząc podskoczyła do swojego partnera rzucając się mu w łapy. Potokowa Gwiazda zamruczał ciesząc się jej obecnością. Kiedy ta napierając na niego mocniej spowodowała jego upadek prychnął rozbawiony:
- Na Klan Gwiazd, nie teraz! Jestem trochę zmęczony tą ceremonią, spokojnie, daj mi chwilkę.
Wschodząca Fala lekko się speszyła zanosząc się cichym śmiechem. Już miała coś odpowiedzieć ale z lasu przyszły nawoływania Omszonej Skóry. Para wstała po czym oboje udali się do nich stykając się swoimi ogonami.
Kilka dni po całej ceremonii klan już przyzwyczaił się do nowego lidera. Nikt nie podważał jego zdania, nawet Pyłek i Muchomorek siedzieli cicho nie raz rzucając mu dziwnie nieufne spojrzenie, chociaż Pylne Czoło zdobywał się nie raz na przyjazny uśmiech. Kiedy Potokowa Gwiazda ustawił pion wśród klanowiczów mógł odetchnąć z ulgą i zająć się przyjemniejszą częścią swojego życia: partnerką. Obiecał jej kocięta i miał zamiar dotrzymać obietnicy. Liście zaczęły zmieniać kolory na drzewach więc w jego mniemaniu pora była piękna na staranie się o młode. Taka tajemniczo romantyczna. Z jednej strony obawiał się pogody w którą dzieci przyjdą na świat ale pocieszał się faktem, że sam urodził się w Porę Nagich Drzew. Ruszył ośmielony tym faktem w stronę środka obozu w poszukiwaniu swojej piękności. Zauważył ją rozmawiającą z matką. Szczebiotały obie o czymś a Zabluszczone Futerko wydawała się niezwykle dumna. Kiedy lider podszedł do pań starsza z nich uśmiechnęła się znacząco chrząkając cicho.
- Witaj Zabluszczone Futerko, Wschodząca Falo- zaczął kłaniając się im na co one odpowiedziały- wybacz mi ale chciałem zabrać moją najdroższą na spacer.
- Na spacer, tak?- zapytała kotka przeciągając ostatnie słowo- a to taki lider nie zapracowany? Ah, może prawdziwa praca dopiero się zacznie.
Z jej pyska wydobył się zduszony chichot a szylkretowa córka mogła jedynie skulić się chowając pysk za ogonem. Oparła się o partnera dając mu znak, że mogą iść. Potokowa Gwiazda, kompletnie zbyty z tropu, pożegnał się i ruszył za partnerką. Wychodząc z obozu poczuł przedziwny, morderczy wzrok Borsuczego Cienia na sobie. Lecz tak szybko jak odwrócił głowę w jego stronę tak szybko wojownik chrząknął i odszedł do partnerki. Co było z nimi nie tak?
W końcu lider wraz z ukochaną doszli do plaży. Kocur chciał iść na sam koniec gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał, po za szumem fal. Uważał to miejsce za romantyczne, nawet jeśli nie we wszystkich przypadkach kojarzyło mu się dobrze. Gdy dotarli pod rzekę wpadającą do Wielkiej Wody usiedli obok siebie napawając się swoją obecnością. I oto był ze swoją ukochaną, czekającą na jego pierwszy krok. Jednak lider stchórzył, nie potrafił zrobić niczego. Mięśnie zesztywniały a w gardle pojawiła się gula. Był nieśmiałym kocurem, ale nie pamiętał kiedy ostatni raz czuł się tak przy niej.
- Ładna dziś pogoda, prawda? Niby chłodna, a jednak taka...przyjemna- zaczęła kotka chcąc przełamać pierwszy lód.
- Mhm- odpowiedział jej czarny machając niespokojnie ogonem- piękny piasek.
Wschodząca Fala zaśmiała się cicho a kiedy próbowała spojrzeć mu w oczy on sukcesywnie unikał jej wzroku. W końcu zdenerwowana skierowała jego pysk ku sobie, jednak ten uciekł ślepiami w prawo.
- Na Gwiezdnych, Czarnuszku co się z tobą dzieje?!- zapytała a jej ton jej głosu od rozbawionego przeszedł w rozżalony- czy ty się mnie boisz?
- Mhm.
Kotka westchnęła cicho puszczając partnera. Oparła się głową o jego pierś lekko drgając. Kocur pomyślał, że wojowniczka płacze więc od razu poczuł falę żalu i zażenowania swoją osobą. Nie powinien jej tak traktować, to jego partnerka! Mieli mieć dzieci a on zachowywał się jak mięczak zamiast niczym prawdziwy i rasowy kocur wytargać ją za kark i spłodzić dziesiątkę pędraków. Sam był pędrakiem!
- Przepraszam, nie chciałem cię zranić...- próbował ją uspokoić ale zrozumiał, że kotka się śmiała. Wschodząca Fala uniosła rozbawiony pyszczek a jej oczy zalśniły w słońcu. Wyglądała ślicznie.
- Zabrałeś mnie tutaj w jednej sprawie, co tatuśku?- zapytała ironicznie wybuchając histerycznym śmiechem- no dawaj, nie wstydź się!
- Matko, kochanie no co ja ci mam poradzić, że jestem jakiś lewy...
- To się przekręć- odpowiedziała rezolutnie dotykając łapką jego noska- jeśli nie chcesz, możemy to odłoż...
- Nie!- ryknął i tupnął łapą o miękki piach- zrobimy to dzisiaj, dzisiaj i kropka!
- Naprawdę, jeśli nie chcesz...
- Chcę, chcę!- awanturował się dalej uderzając ogonem o ziemię- na nic nie muszę się zmuszać, zmusić się muszę tylko aby się przełamać. Jejku, znam cię tyle, kocham cię, jesteśmy razem ale dalej jestem jak dżdżownica i wiję się, wywijam i udaję, że o niczym nie wiem! Koniec tego, koniec tych podchodów! Chodź tutaj, robimy dzieci natychmiast!
Słysząc pseudopoważny ton partnera Wschodząca Fala wybuchła jeszcze większym śmiechem. Zaczęła tarzać się po piachu płacząc gdyż nie potrafiła już utrzymać emocji. Czarny poszedł w jej ślady nie mogąc dłużej grać twardziela. Położył się tuż obok chowając pysk w piach. Śmiał się z własnej głupoty, nie ma się czego wstydzić. To jego miłość! Czemu ma się przed nią kryć? Ona go rozumie i nie ma nic czego by o nim nie wiedziała. Lider rzucił okiem w bok a widząc szczelinę w skale wstał i otrzepał się z piachu. Podniósł swoją partnerkę którą dalej poruszały dreszcze rozbawienia.
- Oczekuje pani na odbiór kociąt? Zapraszam do tej jaskini- zażartował prowadząc ją za sobą. Szylkretowa znowu się zaśmiała ale ruszyła za partnerem mrucząc coś pod nosem. A co działo się tam, pozostanie ich słodką tajemnicą.
Kiedy wrócili wieczorem do obozu nie mieli zbyt wiele do pracy więc od razu chcieli iść spać. Zjedli osobno aby odpocząć na chwilkę od siebie po czym Potok zabrał partnerkę do swojego legowiska. Spanie bez niej było męczące, nie przyzwyczaił się do samotności. Jak tylko legli obok siebie wybuchli śmiechem. Wschodząca wtuliła się w partnera i rzucając ciche ,,dobranoc tatusiu" zasnęła. W jej ślady poszedł lider. Jednak pomimo tej wesołej scenerii w nocy zdarzyła się okropna rzecz. Nocny patrol utonął. Tygrysia Łapa spadł ze skarpy wprost w fale ogromnej rzeki płynącej do Wielkiej Wody. Uderzył się w tył głowy o kamień i zmarł. Jego lider ruszył mu na ratunek i szukając go pośród mętnej wody zakleszczył łapę w skałach. Ostowa Łapa stał na straży a Słoneczny Blask pognał po pomoc do obozu. Czarno biały uczeń nie chcąc być nieprzydatny postarał się chociaż zejść na dół i sprawdzić gdzie popłynęły dwa ciała. Pech chciał, że osunął się ze skarpy i podzielił los Tygrysiej Łapy. Kiedy Słoneczny Blask wrócił z pomocą, wśród której znalazł się Potokowa Gwiazda, ujrzeli na plaży trzy ciała. Klan stracił kolejnych członków.
17 sierpnia 2018
Od Czarnego Potoku
Ten dzień był jak każdy inny. Zastępca obudził się, zjadł coś po czym poszedł do swojej pracy. Rano polizał partnerkę za uchem by potem myśleć o niej cały dzień tylko aby wieczorem paść zmęczony przy niej. Cały klan był na jego barkach. Niedźwiedzia Gwiazda był już stary, nie miał siły wychodzić i nadzorować swoich ludzi. Robił to więc jego bratanek, który umierał sam ze zmęczenia. Potrzebował chwili odpoczynku, jednak nie dane mu było ją otrzymać. Dopiero na pewnym patrolu złapał pazur i musiał przenieść się do Różanego Kwiatu która go opatrzyła każąc mu odpoczywać w legowisku medyka. Czarny Potok przyjął to z radością. I tak zleciały dwa dni byczenia się na ciepłym mchu. Kiedy wrócił do klanu odnowiony dowiedział się, że zamiast trzech patroli, przez dwa dni wyszedł jeden. Przerażony takim stanem zrozumiał, że nie może odpoczywać, inaczej cały klan upadnie. Zawsze gdy odwiedzał wuja zastanawiał się czy nie lepiej by było gdyby już odszedł na wieczną emeryturę. Te myśli go przerażały.
Czarny Potok właśnie wysyłał pierwszy patrol kiedy z legowiska lidera wyczłapał sam Niedźwiedzia Gwiazda. Stanął obok swojego przyjaciela i uśmiechnął się do niego przyjaźnie prostując długi ogon.
- Niedźwiedzia Gwiazdo...co ty tutaj robisz?- zapytał zdezorientowany kocur- nie powinieneś leżeć?
- Aj daj spokój, moje kości zapomniały jak się ruszać- zaśmiał się ochryple po czym wzniósł głowę ciut wyżej- czas je tego ponownie nauczyć. Możemy się przejść?
Czarny Potok zawahał się chwilę po czym kiwnął głową. Dokończył ustalanie patroli i ruszył z wujem na przechadzkę, nie wiadomo dokąd.
Wybrali się obaj na plażę gdyż była najbliżej i lider nie musiał się tak męczyć aby tam dojść. Obaj usiedli blisko na gorącym piasku i oglądali spokojnie szumiące morze. Niedźwiedzia Gwiazda nie odzywał się nawet pół słowem, jedynie lustrował statycznymi oczami pieniące się fale. Czarny Potok ugniatał piach łapami, mógłby robić tyle rzeczy teraz zamiast siedzieć nie wiadomo w jakim celu i czekać aż stary się odezwie. Bury zauważył zniecierpliwienie bratanka i zaśmiał się cicho w odpowiedzi mówiąc:
- Kompletnie nie potrafisz odpoczywać, wiesz?
- Cóż, jestem zastępcą, ktoś musi zajmować się klanem. Nie mam czasu na odpoczynek- odparł smętnie kocur ruszając ogonem. Miś przymrużył oczy i wykrzywił pysk w jeszcze większy uśmiech.
- Biegając za wszystkimi nigdy nie nauczysz ich samodzielności, Czarny Potoku. Musisz myśleć też o sobie. Klan jest ważny, oczywiście, ale to nie całe twoje życie. Jesteś w nim ty sam, twoja rodzina i partnerka. Musisz nauczyć oddzielać czas który możesz poświęcić na klan z czasem dla rodziny i samego siebie. Nikt, po za samym sobą, nie każe ci biegać po obozie jak oszalały i pytać czy wszystko jest dobrze. Zluzuj.
Kocur spojrzał na wujka z lekko zdenerwowanym wyrazem twarzy. Może gdyby nie jego starość mógłby sobie odpocząć? Po chwili jednak do niego dotarło to, że Miś miał rację. Czarny sam narzuca na siebie tyle pracy, choć mógłby mieć jej o połowę mniej. Wystarczy, że ogłosi trzy, a nawet dwa patrole, od czasu do czasu pójdzie na jeden, nie codziennie jak miał to w zwyczaju. Nie musi latać dwa razy dziennie na polowanie, nie musi biegać i pomagać medykom, nie musi też tak męczyć swojego ucznia. Na wszystko może znaleźć czas. Musi jedynie zluzować i zacząć robić normę, nie nadwyżkę. Spięte mięśnie rozluźniły się a ogon przestał mu chodzić na wszystkie strony. Kocur wziął głęboki wdech i przymknął oczy napawając się spokojnym morzem.
- To miejsce zawsze kojarzy mi się z Mglistą Łapą- mruknął lider otwierając ślepia- szkoda mi jej, była naprawdę miłym kociakiem.
- Też za nią tęsknię- przyznał kocur poruszając wąsami- ale pogodziłem się z jej śmiercią...jest w lepszym miejscu.
- Bez dwóch zdań. Ja także będę.
- Słucham?!- uniósł się lekko zastępca a jego futro na karku poderwało się do góry. Niedźwiedzia Gwiazda tylko zaśmiał się sztywno wyciągając przed siebie łapy.
- Jestem stary, mój synu. Pora na mnie, czas aby klanem zajęło się nowe pokolenie. My tetrycy zaraz umrzemy, ja najprawdopodobniej dzisiejszej nocy. Dlatego chciałem zabrać cię na ten spacer i przypomnieć, że nie jesteś sam i nie musisz robić wszystkiego sam. Wiem, że masz do tego tendencję, ale poproszenie o pomoc to nie grzech. Każdy zasługuje na chwile spokoju.
- Niedźwiedzia Gwiazdo...- w oczach czarnego kocura pojawiły się łzy. Nie był w stanie pożegnać się z wujem, nie teraz. Nie był gotowy na rozstanie. Bardzo się z nim zżył przez ten czas, niekiedy traktował jak własnego ojca w czasie kiedy Spadający Liść był jeszcze tyranem. Misio uśmiechnął się i przytulił bratanka do siebie. Czarny Potok schował pysk w szyi kocura zaciskając mocno powieki.
- Cii, no już, już wielkoludzie- zamruczał bury kocur- to nic strasznego, jestem już zgrzybiałym dziadem, to jasne, że umrę. Będziesz świetnym liderem. Wiem to na pewno.
Nastała długa chwila ciszy rozrywana jedynie przez szum morza i szelest liści ponad klifem. Dwa kocury dalej siedziały tuląc się do siebie, młodszego poruszały nie raz dreszcze smutku a łzy ciekły mu po polikach. To nic złego być wrażliwym. Dobrze o tym wiedział. W końcu odsunął się od wuja i spojrzał w jego spokojne, zielone ślepia. Niedźwiedzia Gwiazda uśmiechnął się lekko strzygąc uszami.
- Nigdy nie miałem dzieci, ani partnerki, to smutny los. Ale cieszę się, że miałem ciebie...choć to może głupie czuję jakbyś to ty był moim synem. Czy mogę cię tak nazwać?
- Oczywiście, że tak.
Gdy tylko wrócili powolnym krokiem do obozu do Czarnego Potoku doszła wiadomość, że mała Zguba nie wraca już od kilku dni. Co gorsza, jej siostra Północna Łapa, poszła jej nad rankiem szukać. Także nie powróciła. Kocur westchnął ze smutkiem i zlecił nocnemu patrolowi dokładne przeszukanie granic z klanami, przetrzepanie wszystkich krzaków i zajrzenie w każdą szczelinę. Kątem oka zauważył zrozpaczoną Sójkę tulącą się do Omszonej Skóry. Mimo woli czarny uśmiechnął się widząc, że brat wspiera swoją ukochaną w ciężkich chwilach. Miał nadzieję, że to ich zbliży i kto wie, może niedługo na złamane serce kotki przyjdzie lekarstwo w postaci nowych dzieci. Czarny Potok pokierował się w stronę legowiska wojowników. Musiał trochę spraw przemyśleć, miał jutro zostać liderem. Położył się na wygodnym mchu i zamknął oczy. Po chwili ktoś liznął go w czoło. Kiedy otworzył swoje ślepia ujrzał Wierzbowe Serce stojącą dokładnie nad nim. Uniósł łeb i spojrzał na jej pysk.
- Coś się stało? Gdzie młodziaki?
- Śpią. Przyszłam z tobą pogadać. Gdzie byłeś z Niedźwiedzią Gwiazdą?- zapytała kotka siadając przy bracie.
- Przeszliśmy się, chciał tylko pogadać...obawiam się, że może tej nocy umrzeć.
Wierzbowe Serce nic nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się jedynie lekko spoglądając na braciszka z dziwną dumą w oczach.
- Od dawna czułam, że Niedźwiedzia Gwiazda jest u schyłku swych dni. Cały klan to czuł. Jesteśmy gotowi abyś stał się nowym liderem. Przyszłam tutaj aby ci pogratulować, będziesz świetny.
Zanim Czarny Potok zdążył coś odpowiedzieć Wierzba rozpłynęła się niczym mgła. Kocur otworzył oczy i ze spokojem doszedł do wniosku, że przysnął a wszystko było jedynie krótkim snem. Odetchnął z ulgą i zauważył, że Wschodząca Fala już spała u jego boku. Przyciskała swój bok do jego boku ale łeb zwróciła w inną stronę. Wcześniej taka poza mu nie przeszkadzała ale dopiero teraz zrozumiał, że kotka oddaliła się od niego przez ten czas szaleńczej gonitwy za potrzebami klanu. Tracił ją. Przerażony tym stanem oparł pysk na jej głowie i liznął ją w ucho. Wschodząca Fala obudziła się i otworzywszy swoje ślepia mruknęła do niego coś w stylu ,,o co chodzi?".
- Przepraszam- szepnął do niej Czarny Potok tuląc nos do jej karku- przepraszam, że cię zaniedbałem.
Wojowniczka zamrugała parę razy po czym odwróciła się do niego przodem z lekkim uśmiechem na pysku.
- To nic...rozumiem, że miałeś dużo pracy.
- Powinnaś być najważniejsza. Teraz będziesz. Obiecuję.
Wschodząca Fala jedynie uśmiechnęła się promiennie i położyła swój pysk na jego łapach. Czarny kocur wtulił się w jej gęste futro i zamknął oczy. Zluzuje. Obiecał to jej i sobie.
Gdy rano się obudził został od razu wezwany do Różanego Kwiatu. Kotka nie miała żadnych dobrych wieści. Po pierwsze, patrol nie znalazł żadnych śladów dwóch kotek, po drugie lider zmarł w nocy we śnie. Czarny Potok od razu zerwał się na równe łapy i pognał do jego legowiska. Zastał tam martwe ciało pręgowanego kocura. Wyglądał jak zawsze, bardzo spokojnie. Usiadł przy nim i wtulił nos w jego gęste futro. Wuj nie żył, tak jak przewidział. Oznaczało to jedną rzecz- teraz to on zostaje liderem. Siedział przy Niedźwiedziej Gwieździe do czasu aż nie przyszło jego rodzeństwo. Fenkuła rozpłakała się a Spadający Liść z trudem powstrzymał łzy. Czarny Potok wycofał się w przejściu mijając matkę która rzuciła mu pełne współczucia spojrzenie. U podnóży legowiska lidera stał niemal cały klan. Czekali na przemówienie. Na chwiejnych łapach zastępca wyszedł przed nich i czując, że kręci mu się w głowie zamknął oczy na chwilę. Gdy znowu je otworzył przemówił łamiącym się głosem:
- Niedźwiedzia Gwiazda umarł. Był dobrym liderem który utrzymywał pokój w naszym klanie. Zajmę jego miejsce, jeszcze dzisiejszej nocy odbędę podróż do Księżycowej Zatoczki w celu odebrania swoich dziewięciu żyć...- tutaj zrobił pauzę i rozejrzał się po przerażonych minach klanowiczów którzy opłakiwali swojego lidera- zabiorę ze sobą Omszoną Skórę, Wschodzącą Falę i Różany Kwiat. Pod moją nieobecność proszę aby Spadający Liść przejął moje obowiązki...to tyle, dziękuję.
Kiedy zszedł na ziemię przeszedł kilka kroków po czym opadł na ścianę. Nie miał siły na to wszystko. Dalej nie mógł uwierzyć w to co się dzieje.
Wieczorem medyczka podała całej trójce zioła i wszyscy wyszli z obozu. Klanowicze żegnali ich z nadzieją wypisaną na pysku. Słoneczny Blask przytulił byłego ucznia i życzył mu powodzenia. Czarny Potok wyszedł wraz z grupą ku Księżycowej Zatoczce. Była to bardzo ładna noc, ciepła i spokojna. Wiatr poruszał gałęziami powodując u nich wydawanie cichych odgłosów które koiły zestresowanego kocura. Wschodząca Fala czując strach partnera podeszła do niego i przytuliła się do boku.
- Wszystko będzie dobrze...zaufaj mi- jej kojący głos pomógł Czarnemu Potokowi. Wszystko będzie w porządku.
Gdy w końcu doszli kocur wszedł do szczeliny i kazał reszcie zaczekać na zewnątrz. Znalazł się na kamiennej plaży. Na środku zauważył mały staw z wodą, właśnie zwany Księżycową Zatoczką. Przysunął się do niej po czym usłyszał szepty w uszach. To Gwiezdny już do niego przemawiali oczekując, że przyjdzie z nimi porozmawiać. Nie każąc im czekać kocur zanurzył delikatnie pysk w wodzie po czym położył się na kamiennej ziemi i zasnął czekając aż się odezwą.
Kiedy ponownie otworzył ślepia znalazł się w wypełnionym blaskiem miejscu. Przed nim zaczęły pojawiać się koty, niektóre rozpoznał, innych nigdy nie widział na oczy. Dostrzegł srebrzystą kotkę o zielonych oczach, od razu rozpoznał w niej swoją siostrzyczkę. Mglista Łapa uśmiechnęła się do niego radośnie po czym przemówiła:
- Witaj w Klanie Gwiazd. Gwiezdni pozwolili mi przemówić za nich, to wielki zaszczyt.
- Witajcie- odrzekł z należytym szacunkiem kocur wstając z miękkiej trawy. Lustrował wzrokiem koty rozpoznając też w tłumie byłego lidera, swojego wuja. Mglista Łapa podeszła do niego radośnie ruszając ogonkiem.
- Otrzymasz od nas dziewięć żyć a także dary, mam nadzieję...znaczy, my mamy nadzieję, że dobrze je wykorzystasz- zaśmiała się delikatnie po czym stanęła na palcach dotykając czoła brata- ja podaruję ci pierwszy z nich. Będzie to siła którą musisz wykazywać się każdego dnia. Nie tylko ta fizyczna ale i psychiczna. Zrób z niej dobry użytek.
Mglista kotka usunęła się na bok dając miejsce czarnej jak noc kocicy z wydrapanym okiem. Jej jedno złote ślepie zaświeciło pełnym blaskiem kiedy ta z gracją podeszła do kocura i zetknęła się nosem z jego czołem.
- Moim darem dla ciebie będzie mądrość, aby prowadziła przez życie nowego lidera klanu klifu i nie pozwoliła dzikiemu gniewowi oślepić i strącić cię na złą ścieżkę.
Czarny Potok kiwnął głową w podzięce i czekał aż kolejna postać wyjdzie z szeregu. Był to masywny i rudy kocur o płaskim pysku. Przeszły zastępca rozpoznał w nim wielką legendę klanu Klifu, samego Onyksową Gwiazdę. Pers poruszył wąsami i wykrzywił pysk w lekki uśmiech. Uczynił ten sam gest co jego poprzednicy i odrzekł niskim głosem:
- Ja daję tobie dar waleczności, abyś był zawsze gotowy bronić swojego klanu przed niebezpieczeństwem i nigdy nie cofnął się przed wrogiem.
Tak jak poprzednim razem kocur podziękował czekając na resztę. Zjawiła się po nim biało brązowa kotka o rozbieganym spojrzeniu i podarowała mu dar odwagi, czarno biały kocur przyniósł mu dar empatii, czarny jak noc kocur, w którym od razu przyszły lider rozpoznał Kruczą Gwiazdę, podarował mu dar dobroci aby potrafił wybaczać tym którzy uczynili coś złego, za nim przyszła młoda Błękitna Łapa która najpierw podziękowała za przyjęcie jej do klanu po czym obdarowała go szlachetnością. Po niej przyszedł czas na poczciwego i starego wojownika Osmolony Brzuch. Podarował mu rozwagę którą ma kierować się przez życie. W końcu z tłumu wyszedł Niedźwiedzia Gwiazda. Uściskał mocno bratanka i wyraził swoją dumę w prostych słowach:
- Gratuluję synu. Udało się. Poczekaj, poczekaj...- tutaj zrobił pauzę i otarł łezkę łapą pociągając nosem- no, no już lepiej...ojejku, mam tak mało czasu a tak dużo do powiedzenia. No dobrze, moim darem dla ciebie zostaje miłość. Chcę abyś kochał swój klan i otaczał go miłością ale nigdy nie zapomniał o sobie i z tym samym uczuciem opiekował się sobą, jasne? Oddaje ci całe moje życie, nie schrzań tego.
Czarny Potok zaśmiał się po raz ostatni przytulając swojego wuja. Będzie za nim tęsknił. Gdy się odsunął i wszyscy mieli już odejść z tłumu wyrwała się Mglista Łapa. Podbiegła do brata i wtuliła się w jego futro. Łzy zaczęły płynąć po jej polikach a ona sama chlipała jak małe dziecko nie chcą opuścić go na dobre. Czarny Potok przywarł do niej sam czując się jak podlotek, rozpłakał się i on. W końcu Mglista Łapa zostawiła go w spokoju. Odeszła do reszty siadając obok swojego wuja. Gdy cała wizja rozpływała się przed oczami nowego lidera siostra krzyknęła:
- Jestem z ciebie taka dumna głąbie!
Gdy kocur ponownie otworzył oczy nie był już dawnym sobą. Od teraz był liderem Klanu Klifu. Gdy wyszedł na dwór do swoich przyjaciół oni spojrzeli na niego wyczekując aż pierwszy się odezwie. Wschodząca Fala nadstawiła uszu siedząc obok swojego brata a Różany Kwiat uśmiechnęła się do nowego lidera.
- To ten...możecie mi mówić Potokowa Gwiazdo.
Czarny Potok właśnie wysyłał pierwszy patrol kiedy z legowiska lidera wyczłapał sam Niedźwiedzia Gwiazda. Stanął obok swojego przyjaciela i uśmiechnął się do niego przyjaźnie prostując długi ogon.
- Niedźwiedzia Gwiazdo...co ty tutaj robisz?- zapytał zdezorientowany kocur- nie powinieneś leżeć?
- Aj daj spokój, moje kości zapomniały jak się ruszać- zaśmiał się ochryple po czym wzniósł głowę ciut wyżej- czas je tego ponownie nauczyć. Możemy się przejść?
Czarny Potok zawahał się chwilę po czym kiwnął głową. Dokończył ustalanie patroli i ruszył z wujem na przechadzkę, nie wiadomo dokąd.
Wybrali się obaj na plażę gdyż była najbliżej i lider nie musiał się tak męczyć aby tam dojść. Obaj usiedli blisko na gorącym piasku i oglądali spokojnie szumiące morze. Niedźwiedzia Gwiazda nie odzywał się nawet pół słowem, jedynie lustrował statycznymi oczami pieniące się fale. Czarny Potok ugniatał piach łapami, mógłby robić tyle rzeczy teraz zamiast siedzieć nie wiadomo w jakim celu i czekać aż stary się odezwie. Bury zauważył zniecierpliwienie bratanka i zaśmiał się cicho w odpowiedzi mówiąc:
- Kompletnie nie potrafisz odpoczywać, wiesz?
- Cóż, jestem zastępcą, ktoś musi zajmować się klanem. Nie mam czasu na odpoczynek- odparł smętnie kocur ruszając ogonem. Miś przymrużył oczy i wykrzywił pysk w jeszcze większy uśmiech.
- Biegając za wszystkimi nigdy nie nauczysz ich samodzielności, Czarny Potoku. Musisz myśleć też o sobie. Klan jest ważny, oczywiście, ale to nie całe twoje życie. Jesteś w nim ty sam, twoja rodzina i partnerka. Musisz nauczyć oddzielać czas który możesz poświęcić na klan z czasem dla rodziny i samego siebie. Nikt, po za samym sobą, nie każe ci biegać po obozie jak oszalały i pytać czy wszystko jest dobrze. Zluzuj.
Kocur spojrzał na wujka z lekko zdenerwowanym wyrazem twarzy. Może gdyby nie jego starość mógłby sobie odpocząć? Po chwili jednak do niego dotarło to, że Miś miał rację. Czarny sam narzuca na siebie tyle pracy, choć mógłby mieć jej o połowę mniej. Wystarczy, że ogłosi trzy, a nawet dwa patrole, od czasu do czasu pójdzie na jeden, nie codziennie jak miał to w zwyczaju. Nie musi latać dwa razy dziennie na polowanie, nie musi biegać i pomagać medykom, nie musi też tak męczyć swojego ucznia. Na wszystko może znaleźć czas. Musi jedynie zluzować i zacząć robić normę, nie nadwyżkę. Spięte mięśnie rozluźniły się a ogon przestał mu chodzić na wszystkie strony. Kocur wziął głęboki wdech i przymknął oczy napawając się spokojnym morzem.
- To miejsce zawsze kojarzy mi się z Mglistą Łapą- mruknął lider otwierając ślepia- szkoda mi jej, była naprawdę miłym kociakiem.
- Też za nią tęsknię- przyznał kocur poruszając wąsami- ale pogodziłem się z jej śmiercią...jest w lepszym miejscu.
- Bez dwóch zdań. Ja także będę.
- Słucham?!- uniósł się lekko zastępca a jego futro na karku poderwało się do góry. Niedźwiedzia Gwiazda tylko zaśmiał się sztywno wyciągając przed siebie łapy.
- Jestem stary, mój synu. Pora na mnie, czas aby klanem zajęło się nowe pokolenie. My tetrycy zaraz umrzemy, ja najprawdopodobniej dzisiejszej nocy. Dlatego chciałem zabrać cię na ten spacer i przypomnieć, że nie jesteś sam i nie musisz robić wszystkiego sam. Wiem, że masz do tego tendencję, ale poproszenie o pomoc to nie grzech. Każdy zasługuje na chwile spokoju.
- Niedźwiedzia Gwiazdo...- w oczach czarnego kocura pojawiły się łzy. Nie był w stanie pożegnać się z wujem, nie teraz. Nie był gotowy na rozstanie. Bardzo się z nim zżył przez ten czas, niekiedy traktował jak własnego ojca w czasie kiedy Spadający Liść był jeszcze tyranem. Misio uśmiechnął się i przytulił bratanka do siebie. Czarny Potok schował pysk w szyi kocura zaciskając mocno powieki.
- Cii, no już, już wielkoludzie- zamruczał bury kocur- to nic strasznego, jestem już zgrzybiałym dziadem, to jasne, że umrę. Będziesz świetnym liderem. Wiem to na pewno.
Nastała długa chwila ciszy rozrywana jedynie przez szum morza i szelest liści ponad klifem. Dwa kocury dalej siedziały tuląc się do siebie, młodszego poruszały nie raz dreszcze smutku a łzy ciekły mu po polikach. To nic złego być wrażliwym. Dobrze o tym wiedział. W końcu odsunął się od wuja i spojrzał w jego spokojne, zielone ślepia. Niedźwiedzia Gwiazda uśmiechnął się lekko strzygąc uszami.
- Nigdy nie miałem dzieci, ani partnerki, to smutny los. Ale cieszę się, że miałem ciebie...choć to może głupie czuję jakbyś to ty był moim synem. Czy mogę cię tak nazwać?
- Oczywiście, że tak.
Gdy tylko wrócili powolnym krokiem do obozu do Czarnego Potoku doszła wiadomość, że mała Zguba nie wraca już od kilku dni. Co gorsza, jej siostra Północna Łapa, poszła jej nad rankiem szukać. Także nie powróciła. Kocur westchnął ze smutkiem i zlecił nocnemu patrolowi dokładne przeszukanie granic z klanami, przetrzepanie wszystkich krzaków i zajrzenie w każdą szczelinę. Kątem oka zauważył zrozpaczoną Sójkę tulącą się do Omszonej Skóry. Mimo woli czarny uśmiechnął się widząc, że brat wspiera swoją ukochaną w ciężkich chwilach. Miał nadzieję, że to ich zbliży i kto wie, może niedługo na złamane serce kotki przyjdzie lekarstwo w postaci nowych dzieci. Czarny Potok pokierował się w stronę legowiska wojowników. Musiał trochę spraw przemyśleć, miał jutro zostać liderem. Położył się na wygodnym mchu i zamknął oczy. Po chwili ktoś liznął go w czoło. Kiedy otworzył swoje ślepia ujrzał Wierzbowe Serce stojącą dokładnie nad nim. Uniósł łeb i spojrzał na jej pysk.
- Coś się stało? Gdzie młodziaki?
- Śpią. Przyszłam z tobą pogadać. Gdzie byłeś z Niedźwiedzią Gwiazdą?- zapytała kotka siadając przy bracie.
- Przeszliśmy się, chciał tylko pogadać...obawiam się, że może tej nocy umrzeć.
Wierzbowe Serce nic nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się jedynie lekko spoglądając na braciszka z dziwną dumą w oczach.
- Od dawna czułam, że Niedźwiedzia Gwiazda jest u schyłku swych dni. Cały klan to czuł. Jesteśmy gotowi abyś stał się nowym liderem. Przyszłam tutaj aby ci pogratulować, będziesz świetny.
Zanim Czarny Potok zdążył coś odpowiedzieć Wierzba rozpłynęła się niczym mgła. Kocur otworzył oczy i ze spokojem doszedł do wniosku, że przysnął a wszystko było jedynie krótkim snem. Odetchnął z ulgą i zauważył, że Wschodząca Fala już spała u jego boku. Przyciskała swój bok do jego boku ale łeb zwróciła w inną stronę. Wcześniej taka poza mu nie przeszkadzała ale dopiero teraz zrozumiał, że kotka oddaliła się od niego przez ten czas szaleńczej gonitwy za potrzebami klanu. Tracił ją. Przerażony tym stanem oparł pysk na jej głowie i liznął ją w ucho. Wschodząca Fala obudziła się i otworzywszy swoje ślepia mruknęła do niego coś w stylu ,,o co chodzi?".
- Przepraszam- szepnął do niej Czarny Potok tuląc nos do jej karku- przepraszam, że cię zaniedbałem.
Wojowniczka zamrugała parę razy po czym odwróciła się do niego przodem z lekkim uśmiechem na pysku.
- To nic...rozumiem, że miałeś dużo pracy.
- Powinnaś być najważniejsza. Teraz będziesz. Obiecuję.
Wschodząca Fala jedynie uśmiechnęła się promiennie i położyła swój pysk na jego łapach. Czarny kocur wtulił się w jej gęste futro i zamknął oczy. Zluzuje. Obiecał to jej i sobie.
Gdy rano się obudził został od razu wezwany do Różanego Kwiatu. Kotka nie miała żadnych dobrych wieści. Po pierwsze, patrol nie znalazł żadnych śladów dwóch kotek, po drugie lider zmarł w nocy we śnie. Czarny Potok od razu zerwał się na równe łapy i pognał do jego legowiska. Zastał tam martwe ciało pręgowanego kocura. Wyglądał jak zawsze, bardzo spokojnie. Usiadł przy nim i wtulił nos w jego gęste futro. Wuj nie żył, tak jak przewidział. Oznaczało to jedną rzecz- teraz to on zostaje liderem. Siedział przy Niedźwiedziej Gwieździe do czasu aż nie przyszło jego rodzeństwo. Fenkuła rozpłakała się a Spadający Liść z trudem powstrzymał łzy. Czarny Potok wycofał się w przejściu mijając matkę która rzuciła mu pełne współczucia spojrzenie. U podnóży legowiska lidera stał niemal cały klan. Czekali na przemówienie. Na chwiejnych łapach zastępca wyszedł przed nich i czując, że kręci mu się w głowie zamknął oczy na chwilę. Gdy znowu je otworzył przemówił łamiącym się głosem:
- Niedźwiedzia Gwiazda umarł. Był dobrym liderem który utrzymywał pokój w naszym klanie. Zajmę jego miejsce, jeszcze dzisiejszej nocy odbędę podróż do Księżycowej Zatoczki w celu odebrania swoich dziewięciu żyć...- tutaj zrobił pauzę i rozejrzał się po przerażonych minach klanowiczów którzy opłakiwali swojego lidera- zabiorę ze sobą Omszoną Skórę, Wschodzącą Falę i Różany Kwiat. Pod moją nieobecność proszę aby Spadający Liść przejął moje obowiązki...to tyle, dziękuję.
Kiedy zszedł na ziemię przeszedł kilka kroków po czym opadł na ścianę. Nie miał siły na to wszystko. Dalej nie mógł uwierzyć w to co się dzieje.
Wieczorem medyczka podała całej trójce zioła i wszyscy wyszli z obozu. Klanowicze żegnali ich z nadzieją wypisaną na pysku. Słoneczny Blask przytulił byłego ucznia i życzył mu powodzenia. Czarny Potok wyszedł wraz z grupą ku Księżycowej Zatoczce. Była to bardzo ładna noc, ciepła i spokojna. Wiatr poruszał gałęziami powodując u nich wydawanie cichych odgłosów które koiły zestresowanego kocura. Wschodząca Fala czując strach partnera podeszła do niego i przytuliła się do boku.
- Wszystko będzie dobrze...zaufaj mi- jej kojący głos pomógł Czarnemu Potokowi. Wszystko będzie w porządku.
Gdy w końcu doszli kocur wszedł do szczeliny i kazał reszcie zaczekać na zewnątrz. Znalazł się na kamiennej plaży. Na środku zauważył mały staw z wodą, właśnie zwany Księżycową Zatoczką. Przysunął się do niej po czym usłyszał szepty w uszach. To Gwiezdny już do niego przemawiali oczekując, że przyjdzie z nimi porozmawiać. Nie każąc im czekać kocur zanurzył delikatnie pysk w wodzie po czym położył się na kamiennej ziemi i zasnął czekając aż się odezwą.
Kiedy ponownie otworzył ślepia znalazł się w wypełnionym blaskiem miejscu. Przed nim zaczęły pojawiać się koty, niektóre rozpoznał, innych nigdy nie widział na oczy. Dostrzegł srebrzystą kotkę o zielonych oczach, od razu rozpoznał w niej swoją siostrzyczkę. Mglista Łapa uśmiechnęła się do niego radośnie po czym przemówiła:
- Witaj w Klanie Gwiazd. Gwiezdni pozwolili mi przemówić za nich, to wielki zaszczyt.
- Witajcie- odrzekł z należytym szacunkiem kocur wstając z miękkiej trawy. Lustrował wzrokiem koty rozpoznając też w tłumie byłego lidera, swojego wuja. Mglista Łapa podeszła do niego radośnie ruszając ogonkiem.
- Otrzymasz od nas dziewięć żyć a także dary, mam nadzieję...znaczy, my mamy nadzieję, że dobrze je wykorzystasz- zaśmiała się delikatnie po czym stanęła na palcach dotykając czoła brata- ja podaruję ci pierwszy z nich. Będzie to siła którą musisz wykazywać się każdego dnia. Nie tylko ta fizyczna ale i psychiczna. Zrób z niej dobry użytek.
Mglista kotka usunęła się na bok dając miejsce czarnej jak noc kocicy z wydrapanym okiem. Jej jedno złote ślepie zaświeciło pełnym blaskiem kiedy ta z gracją podeszła do kocura i zetknęła się nosem z jego czołem.
- Moim darem dla ciebie będzie mądrość, aby prowadziła przez życie nowego lidera klanu klifu i nie pozwoliła dzikiemu gniewowi oślepić i strącić cię na złą ścieżkę.
Czarny Potok kiwnął głową w podzięce i czekał aż kolejna postać wyjdzie z szeregu. Był to masywny i rudy kocur o płaskim pysku. Przeszły zastępca rozpoznał w nim wielką legendę klanu Klifu, samego Onyksową Gwiazdę. Pers poruszył wąsami i wykrzywił pysk w lekki uśmiech. Uczynił ten sam gest co jego poprzednicy i odrzekł niskim głosem:
- Ja daję tobie dar waleczności, abyś był zawsze gotowy bronić swojego klanu przed niebezpieczeństwem i nigdy nie cofnął się przed wrogiem.
Tak jak poprzednim razem kocur podziękował czekając na resztę. Zjawiła się po nim biało brązowa kotka o rozbieganym spojrzeniu i podarowała mu dar odwagi, czarno biały kocur przyniósł mu dar empatii, czarny jak noc kocur, w którym od razu przyszły lider rozpoznał Kruczą Gwiazdę, podarował mu dar dobroci aby potrafił wybaczać tym którzy uczynili coś złego, za nim przyszła młoda Błękitna Łapa która najpierw podziękowała za przyjęcie jej do klanu po czym obdarowała go szlachetnością. Po niej przyszedł czas na poczciwego i starego wojownika Osmolony Brzuch. Podarował mu rozwagę którą ma kierować się przez życie. W końcu z tłumu wyszedł Niedźwiedzia Gwiazda. Uściskał mocno bratanka i wyraził swoją dumę w prostych słowach:
- Gratuluję synu. Udało się. Poczekaj, poczekaj...- tutaj zrobił pauzę i otarł łezkę łapą pociągając nosem- no, no już lepiej...ojejku, mam tak mało czasu a tak dużo do powiedzenia. No dobrze, moim darem dla ciebie zostaje miłość. Chcę abyś kochał swój klan i otaczał go miłością ale nigdy nie zapomniał o sobie i z tym samym uczuciem opiekował się sobą, jasne? Oddaje ci całe moje życie, nie schrzań tego.
Czarny Potok zaśmiał się po raz ostatni przytulając swojego wuja. Będzie za nim tęsknił. Gdy się odsunął i wszyscy mieli już odejść z tłumu wyrwała się Mglista Łapa. Podbiegła do brata i wtuliła się w jego futro. Łzy zaczęły płynąć po jej polikach a ona sama chlipała jak małe dziecko nie chcą opuścić go na dobre. Czarny Potok przywarł do niej sam czując się jak podlotek, rozpłakał się i on. W końcu Mglista Łapa zostawiła go w spokoju. Odeszła do reszty siadając obok swojego wuja. Gdy cała wizja rozpływała się przed oczami nowego lidera siostra krzyknęła:
- Jestem z ciebie taka dumna głąbie!
Gdy kocur ponownie otworzył oczy nie był już dawnym sobą. Od teraz był liderem Klanu Klifu. Gdy wyszedł na dwór do swoich przyjaciół oni spojrzeli na niego wyczekując aż pierwszy się odezwie. Wschodząca Fala nadstawiła uszu siedząc obok swojego brata a Różany Kwiat uśmiechnęła się do nowego lidera.
- To ten...możecie mi mówić Potokowa Gwiazdo.
28 lipca 2018
Od Czarnego Potoku CD Skocznej Łapy
Czarny kocur stanął jak wryty i patrzył jak jego uczeń oddala się w kierunku srebrzystego wojownika. Tępo spoglądał na czarną kitę Skocznej Łapy po czym pobiegł za nim. Kocur z klanu Nocy zwrócił uwagę na młodego terminatora. Uśmiechnął się i powitał go skinieniem głowy kiedy ten zaczął podskakiwać wokół niego.
- Skoczna Łapo!- zasyczał wściekle Czarny Potok przywołując swojego ucznia do siebie- przepraszam cię, nie wiem co go trafiło.
- Nie szkodzi- zaśmiał się srebrzysty kocur rzucając przyjazny uśmiech Skocznej Łapie- znamy się, młody chciał tylko się przywitać, nie bądź dla niego zbyt surowy.
- Właśnie!- zawtórował mu terminator ale szybko pożałował swoich słów. Wojownik klanu Klifu wyprostował się i długą łapą zagonił niesfornego młodziaka na jego teren. Fukał i warczał przy tym wściekle opierając się mentorowi, krzycząc, że ,,chce porozmawiać ze Srebrnym Porożem!". Czarny Potok był głuchy na jego bełkot, nie mieli czasu na to wszystko. Wracając do grupy kotów z patrolu wojownik dostrzegł jak Szumiące Zbocze śmieje się cicho pod nosem. Czarny prychnął wściekle szczerząc kły. Z nastroszonym futrem zmierzył się pysk pysk z rudym piorunując go wzrokiem.
- A ty z czego rżysz, co?
- Nie, nic...- mruknął cicho spuszczając wzrok. Szumiące Zbocze nie lubił kłótni i nie chciał w jedną wchodzić, szczególnie z Czarnym Potokiem. Ten jednak był nie ugięty, warknął wściekle kładąc uszy.
- No już, już...uspokój się kochanie- próbowała Wschodząca Fala trącając jego bark nosem. Kocur odrzucił jej gest i zmierzył kotkę swoim wściekłym spojrzeniem.
- Wam łatwo się nie unosić, wasi uczniowie przynajmniej zachowują się jak należy!- tutaj zrobił pauzę i spojrzał na skulonego kocurka- w przeciwieństwie do mojego który jest jak niesforne kocie, nie potrafi wykonywać poleceń! Może jest głuchy, co?
Czarny Potok najeżył się i podszedł do swojego ucznia. Trzepnął wściekle ogonem i zasyczał mu prosto w pysk. Skoczna Łapa jedynie siedział skulony z kitą na łapkach obserwując ziemię, nie śmiał podnieść oczu na rozjuszonego mentora.
- Może chcesz wrócić do żłobka, co? Bo się nie nadajesz na ucznia, jesteś beznadziejny!
- Czarny Potoku!- uniosła się Wschodząca Fala zasłaniając Skoczną Łapę. W jej oczach tlił się płomień determinacji i wzruszenia- co ty wygadujesz? Uspokój się, co się z tobą dzieje?! Zachowujesz się jak Spadający Liść!
Czarny Potok miauknął wściekle uderzając ogonem o ziemię. Odwrócił się od patrolu i odszedł w las uderzając przypadkiem barkiem Gronostajową Łapę. Musiał ochłonąć.
Szedł przez gęsty las na oślep, nie zwracał uwagi na miejsce w którym się znajdował. Sunął do przodu aby tylko iść. Podmokła trawa wydawała śmieszny dźwięk pod jego masywnymi łapami, zielone liście szumiały w koronach drzew popychane leniwym wiatrem. W końcu kocur zatrzymał się. Wyszedł ze swoich terenów, dotarł niemal pod Księżycową Zatoczkę. Spojrzał na spokojną polanę po czym wyszedł na nią. Ułożył się w miękkiej trawie i położył łeb na łapach. Przypominając sobie sytuację ze Skoczną Łapą wydarł się na całe gardło po czym zacisnął mocno szczęki. Nie wiedział co ma począć. Co gorsza, musiał przyznać, że jego zachowanie faktycznie przypominało wredne docinki Spadającego Liścia. Ten fakt go przerażał. Zamiast stać się wyrozumiałym i pomocnym kocurem jak Słoneczny Blask przeradzał się w tyrana jakim był jego ojciec. Nie chciał tego. Czarny Potok ułożył się przodem do gwiazd i zaczął je obserwować. Czemu akurat on został mentorem tego okropnego kocurka? Czemu nie ktoś bardziej doświadczony? Tego nie potrafił powiedzieć. Westchnął ciężko i przetarł łapami pysk. Musi go przeprosić, ich wszystkich, należy im się. Zrobi to rano, na razie będzie spał tutaj, pod gwiazdami. Przewrócił się na bok i zwijając się w kłębek zamknął oczy czując delikatny wietrzyk na swoim karku. Kiedy już zasypiał odczuł czyjąś obecność, jednak nie chciał otwierać oczu. Dobrze wiedział kto otula go do snu. ,,Dziękuję Mglista Łapo".
Kolejnego dnia pojawił się w obozie wczesnym rankiem z bażantem w zębach. Rozbudzone koty przyglądały się pięknie upierzonemu ptakowi z dumą i już obmyślały dla kogo będzie ta zdobycz. Czarny Potok odłożył zwierze na stos i poczekał aż wyjdzie Wschodząca Fala. Kotka obudziła się niedługo potem, niczym leśna nimfa wyfrunęła z legowiska ziewając leciutko. Widząc swojego partnera przy stosie ze zwierzyną rzuciła się na jego szyję tuląc go do siebie. Kocur odwzajemnił gest i zamruczał cicho.
- Przepraszam, nie powinienem krzyczeć.
- Wszystko dobrze, nie jestem zła...Szumiące Zbocze też rozumie- odpowiedziała uśmiechając się lekko- ale Skoczna Łapa...przyjął to trochę gorzej.
- Wiem, wiem...porozmawiam z nim- westchnął kocur podając bażanta partnerce- to dla ciebie i twojego brata. Przeproszę go dzisiaj ale najpierw pójdę do Skocznej Łapy.
Wschodząca Fala zamruczała cicho liżąc w podbródek kocura. Odebrała zdobycz i odeszła na bok. Czarny Potok ruszył w stronę legowiska uczniów. Czuł jak jego mięśnie twardnieją, zesztywniał niemal cały. Nie chciał przepraszać, nie lubił przepraszać tak strasznie, a szczególnie jak nie czuł, że zrobił coś tak okrutnego. Owszem, krzyczenie na Skoczną Łapę było złe, ale powiedział mu to co uważał, był z nim szczery, ale agresywny.
Czarny kocurek wyszedł dopiero późnym rankiem. Ziewnął potężnie a widząc mentora cofnął się i skulił ogonek.
- Prze...
- Nie, nie trzeba. To ja przepraszam- zaczął kocur i wstał na równe łapy- nie powinienem się tak drzeć. Ale musisz mnie zrozumieć, jesteś okrutnie niesforny. Czasem mi się wydaje, że nie rozumiesz słowa ,,nie". Chciałbym wychować cię na dobrego wojownika a jak na razie jest tragicznie. Dobrze walczysz, świetnie polujesz ale masz problem z najprostszą rzeczą jaką jest subordynacja. Wymagam tego od ciebie, cały klan tego wymaga. Rozumiesz? Po prostu...bądź bardziej uległy, słuchaj tego co mówię a wszystko będzie w porządku, będziesz świetnym wojownikiem. Nie mniej jednak, przepraszam za moje zachowanie. Wybaczysz mi?
<<Skoczna Łapo? no trochę się zeszło xd>>
- Skoczna Łapo!- zasyczał wściekle Czarny Potok przywołując swojego ucznia do siebie- przepraszam cię, nie wiem co go trafiło.
- Nie szkodzi- zaśmiał się srebrzysty kocur rzucając przyjazny uśmiech Skocznej Łapie- znamy się, młody chciał tylko się przywitać, nie bądź dla niego zbyt surowy.
- Właśnie!- zawtórował mu terminator ale szybko pożałował swoich słów. Wojownik klanu Klifu wyprostował się i długą łapą zagonił niesfornego młodziaka na jego teren. Fukał i warczał przy tym wściekle opierając się mentorowi, krzycząc, że ,,chce porozmawiać ze Srebrnym Porożem!". Czarny Potok był głuchy na jego bełkot, nie mieli czasu na to wszystko. Wracając do grupy kotów z patrolu wojownik dostrzegł jak Szumiące Zbocze śmieje się cicho pod nosem. Czarny prychnął wściekle szczerząc kły. Z nastroszonym futrem zmierzył się pysk pysk z rudym piorunując go wzrokiem.
- A ty z czego rżysz, co?
- Nie, nic...- mruknął cicho spuszczając wzrok. Szumiące Zbocze nie lubił kłótni i nie chciał w jedną wchodzić, szczególnie z Czarnym Potokiem. Ten jednak był nie ugięty, warknął wściekle kładąc uszy.
- No już, już...uspokój się kochanie- próbowała Wschodząca Fala trącając jego bark nosem. Kocur odrzucił jej gest i zmierzył kotkę swoim wściekłym spojrzeniem.
- Wam łatwo się nie unosić, wasi uczniowie przynajmniej zachowują się jak należy!- tutaj zrobił pauzę i spojrzał na skulonego kocurka- w przeciwieństwie do mojego który jest jak niesforne kocie, nie potrafi wykonywać poleceń! Może jest głuchy, co?
Czarny Potok najeżył się i podszedł do swojego ucznia. Trzepnął wściekle ogonem i zasyczał mu prosto w pysk. Skoczna Łapa jedynie siedział skulony z kitą na łapkach obserwując ziemię, nie śmiał podnieść oczu na rozjuszonego mentora.
- Może chcesz wrócić do żłobka, co? Bo się nie nadajesz na ucznia, jesteś beznadziejny!
- Czarny Potoku!- uniosła się Wschodząca Fala zasłaniając Skoczną Łapę. W jej oczach tlił się płomień determinacji i wzruszenia- co ty wygadujesz? Uspokój się, co się z tobą dzieje?! Zachowujesz się jak Spadający Liść!
Czarny Potok miauknął wściekle uderzając ogonem o ziemię. Odwrócił się od patrolu i odszedł w las uderzając przypadkiem barkiem Gronostajową Łapę. Musiał ochłonąć.
Szedł przez gęsty las na oślep, nie zwracał uwagi na miejsce w którym się znajdował. Sunął do przodu aby tylko iść. Podmokła trawa wydawała śmieszny dźwięk pod jego masywnymi łapami, zielone liście szumiały w koronach drzew popychane leniwym wiatrem. W końcu kocur zatrzymał się. Wyszedł ze swoich terenów, dotarł niemal pod Księżycową Zatoczkę. Spojrzał na spokojną polanę po czym wyszedł na nią. Ułożył się w miękkiej trawie i położył łeb na łapach. Przypominając sobie sytuację ze Skoczną Łapą wydarł się na całe gardło po czym zacisnął mocno szczęki. Nie wiedział co ma począć. Co gorsza, musiał przyznać, że jego zachowanie faktycznie przypominało wredne docinki Spadającego Liścia. Ten fakt go przerażał. Zamiast stać się wyrozumiałym i pomocnym kocurem jak Słoneczny Blask przeradzał się w tyrana jakim był jego ojciec. Nie chciał tego. Czarny Potok ułożył się przodem do gwiazd i zaczął je obserwować. Czemu akurat on został mentorem tego okropnego kocurka? Czemu nie ktoś bardziej doświadczony? Tego nie potrafił powiedzieć. Westchnął ciężko i przetarł łapami pysk. Musi go przeprosić, ich wszystkich, należy im się. Zrobi to rano, na razie będzie spał tutaj, pod gwiazdami. Przewrócił się na bok i zwijając się w kłębek zamknął oczy czując delikatny wietrzyk na swoim karku. Kiedy już zasypiał odczuł czyjąś obecność, jednak nie chciał otwierać oczu. Dobrze wiedział kto otula go do snu. ,,Dziękuję Mglista Łapo".
Kolejnego dnia pojawił się w obozie wczesnym rankiem z bażantem w zębach. Rozbudzone koty przyglądały się pięknie upierzonemu ptakowi z dumą i już obmyślały dla kogo będzie ta zdobycz. Czarny Potok odłożył zwierze na stos i poczekał aż wyjdzie Wschodząca Fala. Kotka obudziła się niedługo potem, niczym leśna nimfa wyfrunęła z legowiska ziewając leciutko. Widząc swojego partnera przy stosie ze zwierzyną rzuciła się na jego szyję tuląc go do siebie. Kocur odwzajemnił gest i zamruczał cicho.
- Przepraszam, nie powinienem krzyczeć.
- Wszystko dobrze, nie jestem zła...Szumiące Zbocze też rozumie- odpowiedziała uśmiechając się lekko- ale Skoczna Łapa...przyjął to trochę gorzej.
- Wiem, wiem...porozmawiam z nim- westchnął kocur podając bażanta partnerce- to dla ciebie i twojego brata. Przeproszę go dzisiaj ale najpierw pójdę do Skocznej Łapy.
Wschodząca Fala zamruczała cicho liżąc w podbródek kocura. Odebrała zdobycz i odeszła na bok. Czarny Potok ruszył w stronę legowiska uczniów. Czuł jak jego mięśnie twardnieją, zesztywniał niemal cały. Nie chciał przepraszać, nie lubił przepraszać tak strasznie, a szczególnie jak nie czuł, że zrobił coś tak okrutnego. Owszem, krzyczenie na Skoczną Łapę było złe, ale powiedział mu to co uważał, był z nim szczery, ale agresywny.
Czarny kocurek wyszedł dopiero późnym rankiem. Ziewnął potężnie a widząc mentora cofnął się i skulił ogonek.
- Prze...
- Nie, nie trzeba. To ja przepraszam- zaczął kocur i wstał na równe łapy- nie powinienem się tak drzeć. Ale musisz mnie zrozumieć, jesteś okrutnie niesforny. Czasem mi się wydaje, że nie rozumiesz słowa ,,nie". Chciałbym wychować cię na dobrego wojownika a jak na razie jest tragicznie. Dobrze walczysz, świetnie polujesz ale masz problem z najprostszą rzeczą jaką jest subordynacja. Wymagam tego od ciebie, cały klan tego wymaga. Rozumiesz? Po prostu...bądź bardziej uległy, słuchaj tego co mówię a wszystko będzie w porządku, będziesz świetnym wojownikiem. Nie mniej jednak, przepraszam za moje zachowanie. Wybaczysz mi?
<<Skoczna Łapo? no trochę się zeszło xd>>
26 lipca 2018
Od Czarnego Potoku CD Kopcia
Czarny kocur spojrzał na pełzające kociaki siostry i uśmiechnął się lekko. Dwa urwisy rosły bardzo szybko ale nadal były na tyle małe, że mógł je porównać do swoich dwóch złączonych łapek.
- A będziemy mogli je dzisiaj zobaczyć?- zapytał Skrzydełko a jego oczy zaświeciły się jak dwa świetliki. Wierzbowe Serce spojrzała na brata z uśmiechem.
- Jeśli wujek was zabierze to będziecie mogli- odpowiedziała machając lekko ogonem- zrobisz to dla mnie Czarny Potoku? Chciałabym chwileczkę odsapnąć.
- No pewnie!- zgodził się od razu zastępca poruszając uszami- nie ma dla mnie najmniejszego problemu. I tak nie mam co robić wieczorem.
Skrzydełko i Kopeć poderwali się na równe łapki i zaczęli skakać wokół czarnego kocura piszcząc ze szczęścia. Ich matka zaśmiała się cicho i przytuliła się do szyi brata. Czarny Potok westchnął cicho i pocieszył siostrę, wiedział, że ciężko jej wychowywać dzieci zmarłego ukochanego. Jednak musiała być silna. Dla klanu i dla nich.
Kiedy w końcu nadszedł wieczór Czarny Potok wśliznął się do żłobka niczym cień. Dwa kocurki powitały go głośnym miauczeniem. Przytulili się do jego łap po czym wyskoczyli na obóz. Wierzba zdążyła tylko krzyknąć za nimi ,,uważajcie!" i posłać bratu rozbawione spojrzenie. Zastępca wyszedł za siostrzeńcami którzy ganiali się przed żłobkiem. Zauważył jak Pręgowany Grzbiet przygląda się im z daleka z bladym uśmiechem na pysku. Chciała podejść, ale nie wiedziała czy jest potrzebna. Czarny Potok wolał na razie spędzić z nimi czas sam na sam. Usiadł na ziemi każąc rozbrykanej dwójce zająć miejsca obok. Kopeć był pierwszy, wgramolił się na łapki zastępcy gdzie położył swoją główkę. Skrzydełko nie pozostał dłużny, wspiął się na kark wujka gdzie zawisł patrząc w niebo. Szara chmura odsłoniła gwiazdy które rzuciły blask na kociaki. Oczy młodych klifiaków rozbłysły a ich pyszczki się rozchyliły. Byli w wielkim szoku.Czarny Potok zaśmiał się cicho delikatnie kładąc się na ziemi, tak by nie zrzucić Skrzydełka i nie zgnieść Kopcia. Czarne kocurki zamruczały patrząc na Srebrną Skórkę, podziwiali każdą, najmniejszą gwiazdkę i pożerali ją wzrokiem z zachwytem. Zastępca chciał szepnąć do nich, że z góry obserwuje ich tata, ale bał się ich reakcji, późniejszych pytań i całego zamętu z tym związanego. Postanowił siedzieć cicho i dać im chwilę radości. Rudawa gwiazdka błysnęła na granatowym niebie jakby właśnie do Czarnego Potoku. Kocur poruszył wąsami i uśmiechnął się lekko. Kto wie, może to właśnie Ostry Kieł dziękujący mu za opiekę nad jego dziećmi. ,,To dla mnie przyjemność" mruknął w duchu czując jak rozpiera go duma ilekroć zerknie na siostrzeńców. Kochał ich całym sercem, byli jego rodziną którą zawsze będzie bronił. Z legowiska wojowników wyjrzała pomarańczowo-czarna głowa. Wschodząca Fala zerknęła na partnera a widząc go w towarzystwie kociaków uśmiechnęła się i po bezgłośnej namowie wyszła im na spotkanie. Usiadła niepewnie obok a Skrzydełko posłał jej ciekawskie spojrzenie.
- Kim jesteś?
- Nazywam się Wschodząca Fala kochanie- odpowiedziała przyjaźnie uśmiechając się.
- To wasza ciocia- dodał Czarny Potok z dumą trącając głową łapę partnerki. Wojowniczka napuszyła ogonek który położyła na tylnej łapie ukochanego. Kopeć skrzywił się i pokazał język.
- Czyli jesteście razem? Fu! Myślałem, że jesteś dzielny i nieza...niezale...no!
- Niezależny- dokończył kocur śmiejąc się cicho pod nosem- posiadanie partnerki to nie koniec świata, a jego początek. Zrozumiesz jak będziesz starszy.
<<Kopeć? niemampomysłuaa>>
- A będziemy mogli je dzisiaj zobaczyć?- zapytał Skrzydełko a jego oczy zaświeciły się jak dwa świetliki. Wierzbowe Serce spojrzała na brata z uśmiechem.
- Jeśli wujek was zabierze to będziecie mogli- odpowiedziała machając lekko ogonem- zrobisz to dla mnie Czarny Potoku? Chciałabym chwileczkę odsapnąć.
- No pewnie!- zgodził się od razu zastępca poruszając uszami- nie ma dla mnie najmniejszego problemu. I tak nie mam co robić wieczorem.
Skrzydełko i Kopeć poderwali się na równe łapki i zaczęli skakać wokół czarnego kocura piszcząc ze szczęścia. Ich matka zaśmiała się cicho i przytuliła się do szyi brata. Czarny Potok westchnął cicho i pocieszył siostrę, wiedział, że ciężko jej wychowywać dzieci zmarłego ukochanego. Jednak musiała być silna. Dla klanu i dla nich.
Kiedy w końcu nadszedł wieczór Czarny Potok wśliznął się do żłobka niczym cień. Dwa kocurki powitały go głośnym miauczeniem. Przytulili się do jego łap po czym wyskoczyli na obóz. Wierzba zdążyła tylko krzyknąć za nimi ,,uważajcie!" i posłać bratu rozbawione spojrzenie. Zastępca wyszedł za siostrzeńcami którzy ganiali się przed żłobkiem. Zauważył jak Pręgowany Grzbiet przygląda się im z daleka z bladym uśmiechem na pysku. Chciała podejść, ale nie wiedziała czy jest potrzebna. Czarny Potok wolał na razie spędzić z nimi czas sam na sam. Usiadł na ziemi każąc rozbrykanej dwójce zająć miejsca obok. Kopeć był pierwszy, wgramolił się na łapki zastępcy gdzie położył swoją główkę. Skrzydełko nie pozostał dłużny, wspiął się na kark wujka gdzie zawisł patrząc w niebo. Szara chmura odsłoniła gwiazdy które rzuciły blask na kociaki. Oczy młodych klifiaków rozbłysły a ich pyszczki się rozchyliły. Byli w wielkim szoku.Czarny Potok zaśmiał się cicho delikatnie kładąc się na ziemi, tak by nie zrzucić Skrzydełka i nie zgnieść Kopcia. Czarne kocurki zamruczały patrząc na Srebrną Skórkę, podziwiali każdą, najmniejszą gwiazdkę i pożerali ją wzrokiem z zachwytem. Zastępca chciał szepnąć do nich, że z góry obserwuje ich tata, ale bał się ich reakcji, późniejszych pytań i całego zamętu z tym związanego. Postanowił siedzieć cicho i dać im chwilę radości. Rudawa gwiazdka błysnęła na granatowym niebie jakby właśnie do Czarnego Potoku. Kocur poruszył wąsami i uśmiechnął się lekko. Kto wie, może to właśnie Ostry Kieł dziękujący mu za opiekę nad jego dziećmi. ,,To dla mnie przyjemność" mruknął w duchu czując jak rozpiera go duma ilekroć zerknie na siostrzeńców. Kochał ich całym sercem, byli jego rodziną którą zawsze będzie bronił. Z legowiska wojowników wyjrzała pomarańczowo-czarna głowa. Wschodząca Fala zerknęła na partnera a widząc go w towarzystwie kociaków uśmiechnęła się i po bezgłośnej namowie wyszła im na spotkanie. Usiadła niepewnie obok a Skrzydełko posłał jej ciekawskie spojrzenie.
- Kim jesteś?
- Nazywam się Wschodząca Fala kochanie- odpowiedziała przyjaźnie uśmiechając się.
- To wasza ciocia- dodał Czarny Potok z dumą trącając głową łapę partnerki. Wojowniczka napuszyła ogonek który położyła na tylnej łapie ukochanego. Kopeć skrzywił się i pokazał język.
- Czyli jesteście razem? Fu! Myślałem, że jesteś dzielny i nieza...niezale...no!
- Niezależny- dokończył kocur śmiejąc się cicho pod nosem- posiadanie partnerki to nie koniec świata, a jego początek. Zrozumiesz jak będziesz starszy.
<<Kopeć? niemampomysłuaa>>
17 lipca 2018
Od Czarnego Potoku CD Wschodzącej Fali
Medyczki nic mu nie powiedziały. Przynajmniej nic czego sam by nie wiedział. ,,To zły omen" mruknęła Różany Kwiat a Czarny Potok miał ochotę jej parsknąć ,,naprawdę? Myślałem, że zwiastuje dobrobyt, szczęście i miłość" ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Teraz się to nie liczyło, ważne było to, że idzie spędzić z partnerką trochę czasu. Naprawdę, nie miał teraz nawet chwili dla siebie, więc tym bardziej cieszył go ten fakt. Ostatnie kilka kroków przeskoczył i zetknął się z nią nosem.
- I jak? Czego się dowiedziałeś? Wszystko gra?- zapytała swoim, jak zawsze, przejętym tonem. Kocur odpowiedział jej kręcąc głową.
- Nie, same głupoty. No wiesz, tego typu, że mój sen to ,,to zły omen". No dziękuje za takie odpowiedzi, nigdy bym do tego sam nie doszedł- parsknął kocur powodując u niej śmiech. Lubił słuchać jak się śmieje. Od razu i jemu było jakoś dziwnie lepiej na sercu.
- Nie bądź dla nich zbyt surowy, na pewno będą to badać.
- A ja osiwieje zanim im się uda dojść o co w tym chodziło.
Przeszli obok siebie w ciszy parę długości lisa po czym zaczęli szukać dla siebie zwierzyny. Czarny Potok niemal od razu wytropił nornicę która nie zdołała się schować przed nim w norce. Złapał ją za ogon po czym zaatakował jej szyję. Zwierzątko zginęło a klan miał co jeść. Historia powtórzyła się, tym razem z myszką która próbowała schronić się pod drzewem. Wojownik uniósł ją dumny z siebie a po chwili na jego głowę spadł martwy wróbel. Kiedy ptaszek osunął się pod jego łapy z drzewa zeskoczyła Wschodząca Fala zanosząca się niczym śmiechem.
- Ale ci się futro nastroszyło!- zadrwiła z niego ocierając się o jego polik. Kocur uśmiechnął się przyznając, że było to zabawne. Usiedli razem pod drzewem odkładając na bok zdobycze. Kotka chciała już wracać, ale czarny poprosił ją aby jeszcze chwile pobyli ze sobą, tak mało mają czasu. Rozkoszował się jej pięknym zapachem i ciepłym futrem nasłuchując nastrojowego śpiewu ptaków. Las był bardzo kojącym i przyjemnym dla niego miejscem, nie mógł temu zaprzeczyć. Położył swą głowę za uszami partnerki i z cichym pomrukiem powiedział:
- Kocham cię, wiesz?
- Wiem- odpowiedziała mu Wschodząca Fala której grzbietem poruszył dreszcz. Mocniej przycisnęła się do partnera liżąc go pod brodą. To był dobry odpoczynek.
- Pokonałem cię! Pokonałem!- piszczał radośnie skacząc wokół mentora. Czarny Potok kiwnął głową i uśmiechnął się blado. Nie miał siły na trening dlatego stracił orientację a nim się obejrzał leżał już na ziemi przygnieciony ciałem kocurka. Nocny patrol go wymęczył. Przez pół drogi księżyca po niebie gonili za podejrzanym zapachem tylko po to by ujrzeć starego, wyliniałego kota który zgubił się w lesie. Był niemalże głuchy i ślepy więc musieli odprowadzić go pod samą granicę a widząc jak żałośnie stary kocur stawia kroki Czarny Potok postanowił go odprowadzić pod sam płot. W taki sposób stracił całą noc tuż u boku zgrzybiałego Mruczka. Pieszczoch był mu wdzięczny za pomoc a nawet chciał go poczęstować swoją karmą. Czarny wojownik pośpiesznie odmówił i wrócił na swoje tereny. W obozie znalazł się chwilę przed świtem. Padł jak zabity u boku partnerki która obudziła go dosłownie kilkanaście uderzeń serca później aby przypomnieć mu o treningu. Nie chciał jej mówić o swoim zmęczeniu, nie to było najważniejsze. Liczyła się nauka Skocznej Łapy. Czarny Potok wygiął kręgosłup i spojrzał na ucznia który dalej machał ogonem z wyszczerzonymi zębami.
- Pokonałeś mnie, brawo- mruknął do niego zdobywając się na kolejny słaby uśmiech- a teraz leć, złap coś na śniadanie dla reszty.
Skoczna Łapa kiwnął głową i już po chwili go nie było. Starszy kocur zmęczony opadł na trawę chowając pysk w łapach. Był zmęczony. Naprawdę zmęczony. Marzył o dniu przerwy. Wydawało mu się, że robi najwięcej z całego tego klanu. Może to tylko przeczucie? A może faktycznie tak było. Promienie słońca opadały na jego ciemne futro powodując przyjemne mrowienie, ogrzewając go po zimnej nocy. Chciałby tak leżeć cały dzień, nie robić nic tylko się wygrzewać. Przypomniał sobie o ofercie Fenkułowego Serca, powiedziała, że może ,,zasymulować chorobę" na jeden dzień. W jego głowie już rodził się plan wciskania wszystkim kłamstwa, ale odrzucił go szybko. Jak nie on robi za wszystkich, to kto zrobi za niego? Wstał z ziemi otrzepując głowę z pyłków. Ziewnął i przeniósł swoje mętne, brązowe oczy na bok. Z krzaków wyskoczył Skoczna Łapa niosący w zębach dwie myszy. Spojrzał na mentora i przechylił głowę.
- A ty nic nie złapałeś?
- Łapałem w nocy...później się przejdę- odpowiedział krótko odwracając się w stronę obozu- choć, wracamy.
Zeszli w dół skarpy i znaleźli się w domu. Uczeń od razu pognał do swoich przyjaciół witając się z nimi radośnie. Czarny Potok uśmiechnął się, kiedyś i on taki był...jednak na jego radość trafiała tylko Mgiełka czy Wschodzik. Ewentualnie Poplamione Piórko...właśnie, ona. Kocur spojrzał w bok na żłobek z którego wybiegły trzy, dość duże już, kociaki a za nimi wyszła ich matka. Blask, Cisza i Obłoczek muszą mieć już mentorów. Poplamione Piórko rzuciła na niego okiem wskazując ślepiami norę lidera. No tak...stary Niedźwiedź znowu zapomniał. Czarny Potok westchnął ciężko i ruszył w kierunku jamy wuja. Czemu to on musi wszystko załatwiać. Stanął przed wejściem słysząc, że ktoś jest w środku.
- ...Spadeczku, jesteś pewien?- zamruczał przyjazny głos lidera.
- Tak. Już nie te lata, daj to komuś innemu, ja muszę odpocząć- westchnął, jak się zdawało, zastępca i rzucając krótkie ,,do widzenia" wyszedł. Napotkawszy syna przy wejściu uśmiechnął się do niego i zszedł do obozu gdzie czekała na niego Pręgowany Grzbiet. Kotka radośnie powitała swojego partnera po czym oboje oddalili się do jamy medyczki. Czarny Potok wszedł i ujrzał lidera siedzącego przy posłaniu. Układał mech potężną łapą nucąc coś pod nosem.
- Niedźwiedzia Gwiazdo?
- Ah, Czarny Potok!- kocur powitał radośnie swojego bratanka- wejdź, wejdź! Co cię tu sprowadza?
- Nowi uczniowie. No wiesz...dzieci Poplamionego Piórka.
- No, no. Co z nimi nie tak? Mentorzy im się nie podobają?- zdziwił się Misio oblizując łapę. Z początku czarny wojownik myślał, że wuj żartuje ale widząc powagę w jego oczach zrozumiał. Lider był święcie przekonany, że mianował już tą trójkę.
- Problem w tym, że to dalej kociaki. Trzeba ich mianować.
Niedźwiedzia Gwiazda uderzył się w pysk łapą i zasyczał. Zacisnął powieki po czym otworzył zielone ślepia. Zamrugał kilka razy a następnie spojrzał na swojego bratanka z rozbawieniem.
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem! Znaczy, zapomnieliśmy, to też wina Spadającego Liścia. No tak to już jest jak dwa dziady rządzą klanem- zaśmiał się serdecznie zbliżając się do wojownika- ale już nie długo. Masz jakiś pomysł na mentorów?
- Cóż...może Słoneczny Blask? Mnie dobrze nauczył, po za tym, jest bardzo związany z dziećmi Plamki. Przydzielić mu można...Ciszę, to taka grzeczna kotka- mówił czarny kocur nie czekając na zgodę lidera, wiedział, że co by nie powiedział i tak Misio się zgodzi- a dla Blasku i Obłoczka...sądzę, że to czas aby Pylne Czoło i Muchomorowe Serce dostali uczniów.
Niedźwiedzia Gwiazda otworzył szerzej oczy i uśmiechnął się do niego. Zachichotał pod nosem mrucząc jakieś słowa po czym spojrzał ponownie na swojego bratanka.
- Widzę, że dorastasz...nienawidzisz tej dwójki a jesteś w stanie dostrzec w nich dobry materiał na mentorów. Dobrze więc...Muchomor dostanie Obłoczka a Pyłek Błyska, i pięknie!- zgodził się Niedźwiedzia Gwiazda kiwając głową- wiesz, rozmawiałem teraz ze Spadającym Liściem...chce odejść. Znaczy, oddaje posadę zastępcy.
Czarny Potok był w szoku. Włosy na karku najeżyły się a oczy jakby same szerzej otworzyły. On, wielki Spadający Liść, odchodzi ze stanowiska?! Nie mógł w coś takiego uwierzyć. Spojrzał na wujka szukając na jego pysku chociażby cienia żartu, nie dostrzegł nic. Więc to prawda.
- Ale nie tylko on dołącza do klubu dziadów, moja siostra, znaczy Fenkułowe Serce, także odchodzi. No i twoja matka, Pręgowany Grzbiet. Ze staruchów zostaje już tylko ja, cóż za smutek! Może i ja powinienem odpocząć.
Niedźwiedzia Gwiazda zaśmiał się po czym odesłał bratanka. Wojownik dalej nie potrafił zrozumieć wyboru Spadającego Liścia. No dobrze, miał już swoje księżyce, ale nigdy by nie powiedział, że odejdzie sam z siebie. Ostatnio, na samo wspomnienie jego wieku i propozycję usunięcia się dostawał ataku wściekłości i pluł jadem na wszystkich. Co zmieniło jego zdanie?
Czarny Potok zajrzał do legowiska starszyzny. Zobaczył w nim swoją matkę, ciotkę i ojca. Cała trójka śmiała się z czegoś pokazując na mech u ich łap.
- A to będzie moje, wygląda na najwygodniejsze. Przyda mi się przyjemne gniazdko na moje stare kości- mruknął Spadający Liść patrząc na swoją partnerkę- ty moja droga możesz zająć miejsce obok.
- Z przyjemnością- odpowiedziała srebrzysta kotka ocierając się o wysokiego zastępce. Słysząc szurnięcie za sobą odwróciła się i ujrzawszy syna machnęła głową aby podszedł bliżej. Kocur już po jednym susie znalazł się tuż obok. Spojrzał pytająco na ojca czekając na jego odpowiedź. Nic jednak nie nadeszło, więc zabrał głos pierwszy.
- Dlaczego?
- Dlaczego co? Jestem już stary, Czarny Potoku- odpowiedział mu z bladym uśmiechem biorąc wdech- nie mam siły na to całe ,,zastępowanie". Czas abym odpoczął. Wraz z Niedźwiedzią Gwiazdą wybraliśmy już kogoś na moje miejsce. Uwierz mi, będziesz zadowolony.
Fenkułowe Serce zaśmiała się cicho rzucając ciepłe spojrzenie na bratanka. Ten jednak niewiele z niego zrozumiał. Porozmawiał jeszcze chwilkę ze wszystkimi po czym wyszedł kierując się w stronę legowiska wojowników.
Na sam widok ukochanego, wygodnego i ciepłego mchu serce mu stanęło. Rzucił się na niego z uśmiechem i wtulił pysk w miękkie rośliny. Zamknął zmęczone oczy i zasnął słuchając kojącego szumu Wielkiej Wody. Błagał aby nikt mu teraz nie przeszkadzał, nie miał na to ani ochoty ani czasu. Nie ręczy za siebie jeśli ktoś przerwie mu sen.
Obudził się późnym popołudniem. Ostatki złotego słońca spadły na jego pysk jak grom z jasnego nieba. Otworzył oczy i ujrzał obok siebie Wschodzącą Falę. Kotka leżała przy nim opierając głowę na barkach. Czując jak jej partner wstanie przestała lizać jego sierść i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dzień dobry śpioszku- przywitała go stykając się z nim nosem- wyspałeś się w końcu?
- Tak...chyba tak- odpowiedział jej próbując zdusić ziewnięcie- a może nie do końca.
Kotka zaśmiała się i już chciała coś powiedzieć kiedy ryk lidera przerwał jej w pół słowa. Oboje spojrzeli na zewnątrz po czym Czarny Potok wstał próbując na szybko oporządzić się do wyjścia. Para stanęła przy skupisku kotów obserwując starego kocura który z gracją machnął ogonem.
- Jak już wszyscy za pewne wiecie Spadający Liść odszedł do starszyzny pozostawiając miejsce zastępcy wolnym- przemówił kocur patrząc na zebranych.
- Kiedy to się stało?- zapytał po cichu czarny wojownik swoją partnerkę.
- W południe kiedy Niedźwiedzia Gwiazda mianował nowych uczniów. A teraz cii- skarciła go żartobliwie kładąc łapę na jego. Czarny Potok skrzywił się lekko, nie chciał przegapić tego wydarzenia, ale cóż, stało się.
- Jak mówiłem, teraz mam zamiar ogłosić nowego zastępce naszego klanu. Jest to wojownik niezwykle szlachetny o dobrym sercu i mocnych pazurach. Sprawami klanu przejmuje się jak nikt inny i już od dawna pomaga mi w pewnych sprawach, pamięć już niestety nie ta- zaśmiał się lider patrząc na koty z klanu które uśmiechnęły się pod nosem- a więc nie trzymając was w napięciu...nowym zastępcą Klanu Klif zostaje Czarny Potok.
Klan momentalnie odwrócił się w kierunku młodego wojownika. Kocura zamurowało. On?! On ma zając to stanowisko?! Przecież nie wyszkolił jeszcze ucznia, jest na to za młody! Czując wzrok każdego możliwego kota z klanu na sobie wystąpił na przód i spojrzał pytająco na lidera. Może to jest żart? To musi być żart.
- Czarny Potoku, dowiodłeś nie tylko mi ale i innym osobą jak dojrzały i odpowiedzialny jesteś, mimo swojego wieku. Dlatego z wielkim zaszczytem oddaje ci to co stanowisko. I żeby nie było, rozmówiłem się ze Spadającym Liściem, sam chciał abyś zajął jego miejsce. Inni członkowie klanu byli tego samego zdania.
Czarny Potok jedynie kiwnął głową czując jak grunt pod łapami mu się usuwa. Klan zachował cisze aby po chwili wybuchnąć wesołym skandowaniem imienia kocura. Wojownik skulił się lekko, nie lubił być w centrum uwagi. Jego ciężka praca nie miała zaowocować w taki sposób, przynajmniej tego się nie spodziewał. Wśród tłumu krzyków usłyszał ochrypły głos swojego ojca. Spojrzał w bok i zobaczył czarnego kocura wraz z jego partnerką. Oboje uśmiechali się do niego z dumą w oczach. Pręgowany Grzbiet była bliska płaczu. Czarnym Potokiem coś poruszyło...jego ojciec w końcu był z niego dumny...nie mógł w to uwierzyć. Sam wzruszył się potwornie. Gdy klan się uspokoił nowy zastępca cofnął się do tyłu wpadając wprost w objęcia Wschodzącej Fali.
- Gratuluje, na Klan Gwiazd, Czarny Potoku, tak się cieszę!- piszczała łasząc się do niego- nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Borsuczy Cień poszedł do Niedźwiedziej Gwiazdy i powiedział mu o tym jak go uratowałeś.
- Naprawdę? Jejku, nie musiał- zawstydził się kocur przebierając łapami. Zaraz obok niego pojawiła się cała reszta.Poplamione Piórko, Skoczna Łapa, Słoneczny Blask który płakał niczym mordowany łoś wisząc na swoim byłym uczniu, Klonowa Sadzawka wciąż wdzięczna za przyniesienie jej do klanu, nawet Wierzbowe Serce wyszła aby pogratulować bratu. Omszona Skóra w końcu się dopchał i pacnął łapą w bark swojego przyjaciela. Z boku wyłonił się Pyliste Czoło i Muchomorowe Serce. Dwa kocury rzuciły okiem na byłego wroga i uśmiechnęli się lekko.
- To podobno ty poleciłeś nas na mentorów- odezwał się rudy wojownik- dzięki.
- Proszę, ale to nie moja zasługa. To wy w końcu dorośliście- odpowiedział im Czarny Potok zdobywając się na uśmiech.
- Słuchaj...może się pogodzimy? Po co mamy się bezsensownie kłócić. Zapomnijmy o tym wszystkim- podrzucił Muchomor wysuwając się na przód. Nowy zastępca kiwnął głową nie ukrywając radości. Wszystko zaczęło się jakby układać. Naprawdę wszystko.
Wieczorem wyszedł wraz z Wschodzącą Falą na spacer. Musiał odsapnąć od całej reszty. Chciał w końcu pobyć trochę z partnerką. Szli razem bok w bok co rusz patrząc sobie w oczy. Czarny Potok przynajmniej miał świadomość, że kotka ,,nie poleciała na niego" ze względu na jego stanowisko. Kiedy go pokochała był jeszcze smutnym i wrednym dzieciakiem.
<<Wschodząca Falo?>>
- I jak? Czego się dowiedziałeś? Wszystko gra?- zapytała swoim, jak zawsze, przejętym tonem. Kocur odpowiedział jej kręcąc głową.
- Nie, same głupoty. No wiesz, tego typu, że mój sen to ,,to zły omen". No dziękuje za takie odpowiedzi, nigdy bym do tego sam nie doszedł- parsknął kocur powodując u niej śmiech. Lubił słuchać jak się śmieje. Od razu i jemu było jakoś dziwnie lepiej na sercu.
- Nie bądź dla nich zbyt surowy, na pewno będą to badać.
- A ja osiwieje zanim im się uda dojść o co w tym chodziło.
Przeszli obok siebie w ciszy parę długości lisa po czym zaczęli szukać dla siebie zwierzyny. Czarny Potok niemal od razu wytropił nornicę która nie zdołała się schować przed nim w norce. Złapał ją za ogon po czym zaatakował jej szyję. Zwierzątko zginęło a klan miał co jeść. Historia powtórzyła się, tym razem z myszką która próbowała schronić się pod drzewem. Wojownik uniósł ją dumny z siebie a po chwili na jego głowę spadł martwy wróbel. Kiedy ptaszek osunął się pod jego łapy z drzewa zeskoczyła Wschodząca Fala zanosząca się niczym śmiechem.
- Ale ci się futro nastroszyło!- zadrwiła z niego ocierając się o jego polik. Kocur uśmiechnął się przyznając, że było to zabawne. Usiedli razem pod drzewem odkładając na bok zdobycze. Kotka chciała już wracać, ale czarny poprosił ją aby jeszcze chwile pobyli ze sobą, tak mało mają czasu. Rozkoszował się jej pięknym zapachem i ciepłym futrem nasłuchując nastrojowego śpiewu ptaków. Las był bardzo kojącym i przyjemnym dla niego miejscem, nie mógł temu zaprzeczyć. Położył swą głowę za uszami partnerki i z cichym pomrukiem powiedział:
- Kocham cię, wiesz?
- Wiem- odpowiedziała mu Wschodząca Fala której grzbietem poruszył dreszcz. Mocniej przycisnęła się do partnera liżąc go pod brodą. To był dobry odpoczynek.
--------------------
Kocur westchnął ciężko wstając z ziemi. Skoczna Łapa uśmiechnął się do niego trzęsąc głową w prawo i lewo.- Pokonałem cię! Pokonałem!- piszczał radośnie skacząc wokół mentora. Czarny Potok kiwnął głową i uśmiechnął się blado. Nie miał siły na trening dlatego stracił orientację a nim się obejrzał leżał już na ziemi przygnieciony ciałem kocurka. Nocny patrol go wymęczył. Przez pół drogi księżyca po niebie gonili za podejrzanym zapachem tylko po to by ujrzeć starego, wyliniałego kota który zgubił się w lesie. Był niemalże głuchy i ślepy więc musieli odprowadzić go pod samą granicę a widząc jak żałośnie stary kocur stawia kroki Czarny Potok postanowił go odprowadzić pod sam płot. W taki sposób stracił całą noc tuż u boku zgrzybiałego Mruczka. Pieszczoch był mu wdzięczny za pomoc a nawet chciał go poczęstować swoją karmą. Czarny wojownik pośpiesznie odmówił i wrócił na swoje tereny. W obozie znalazł się chwilę przed świtem. Padł jak zabity u boku partnerki która obudziła go dosłownie kilkanaście uderzeń serca później aby przypomnieć mu o treningu. Nie chciał jej mówić o swoim zmęczeniu, nie to było najważniejsze. Liczyła się nauka Skocznej Łapy. Czarny Potok wygiął kręgosłup i spojrzał na ucznia który dalej machał ogonem z wyszczerzonymi zębami.
- Pokonałeś mnie, brawo- mruknął do niego zdobywając się na kolejny słaby uśmiech- a teraz leć, złap coś na śniadanie dla reszty.
Skoczna Łapa kiwnął głową i już po chwili go nie było. Starszy kocur zmęczony opadł na trawę chowając pysk w łapach. Był zmęczony. Naprawdę zmęczony. Marzył o dniu przerwy. Wydawało mu się, że robi najwięcej z całego tego klanu. Może to tylko przeczucie? A może faktycznie tak było. Promienie słońca opadały na jego ciemne futro powodując przyjemne mrowienie, ogrzewając go po zimnej nocy. Chciałby tak leżeć cały dzień, nie robić nic tylko się wygrzewać. Przypomniał sobie o ofercie Fenkułowego Serca, powiedziała, że może ,,zasymulować chorobę" na jeden dzień. W jego głowie już rodził się plan wciskania wszystkim kłamstwa, ale odrzucił go szybko. Jak nie on robi za wszystkich, to kto zrobi za niego? Wstał z ziemi otrzepując głowę z pyłków. Ziewnął i przeniósł swoje mętne, brązowe oczy na bok. Z krzaków wyskoczył Skoczna Łapa niosący w zębach dwie myszy. Spojrzał na mentora i przechylił głowę.
- A ty nic nie złapałeś?
- Łapałem w nocy...później się przejdę- odpowiedział krótko odwracając się w stronę obozu- choć, wracamy.
Zeszli w dół skarpy i znaleźli się w domu. Uczeń od razu pognał do swoich przyjaciół witając się z nimi radośnie. Czarny Potok uśmiechnął się, kiedyś i on taki był...jednak na jego radość trafiała tylko Mgiełka czy Wschodzik. Ewentualnie Poplamione Piórko...właśnie, ona. Kocur spojrzał w bok na żłobek z którego wybiegły trzy, dość duże już, kociaki a za nimi wyszła ich matka. Blask, Cisza i Obłoczek muszą mieć już mentorów. Poplamione Piórko rzuciła na niego okiem wskazując ślepiami norę lidera. No tak...stary Niedźwiedź znowu zapomniał. Czarny Potok westchnął ciężko i ruszył w kierunku jamy wuja. Czemu to on musi wszystko załatwiać. Stanął przed wejściem słysząc, że ktoś jest w środku.
- ...Spadeczku, jesteś pewien?- zamruczał przyjazny głos lidera.
- Tak. Już nie te lata, daj to komuś innemu, ja muszę odpocząć- westchnął, jak się zdawało, zastępca i rzucając krótkie ,,do widzenia" wyszedł. Napotkawszy syna przy wejściu uśmiechnął się do niego i zszedł do obozu gdzie czekała na niego Pręgowany Grzbiet. Kotka radośnie powitała swojego partnera po czym oboje oddalili się do jamy medyczki. Czarny Potok wszedł i ujrzał lidera siedzącego przy posłaniu. Układał mech potężną łapą nucąc coś pod nosem.
- Niedźwiedzia Gwiazdo?
- Ah, Czarny Potok!- kocur powitał radośnie swojego bratanka- wejdź, wejdź! Co cię tu sprowadza?
- Nowi uczniowie. No wiesz...dzieci Poplamionego Piórka.
- No, no. Co z nimi nie tak? Mentorzy im się nie podobają?- zdziwił się Misio oblizując łapę. Z początku czarny wojownik myślał, że wuj żartuje ale widząc powagę w jego oczach zrozumiał. Lider był święcie przekonany, że mianował już tą trójkę.
- Problem w tym, że to dalej kociaki. Trzeba ich mianować.
Niedźwiedzia Gwiazda uderzył się w pysk łapą i zasyczał. Zacisnął powieki po czym otworzył zielone ślepia. Zamrugał kilka razy a następnie spojrzał na swojego bratanka z rozbawieniem.
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem! Znaczy, zapomnieliśmy, to też wina Spadającego Liścia. No tak to już jest jak dwa dziady rządzą klanem- zaśmiał się serdecznie zbliżając się do wojownika- ale już nie długo. Masz jakiś pomysł na mentorów?
- Cóż...może Słoneczny Blask? Mnie dobrze nauczył, po za tym, jest bardzo związany z dziećmi Plamki. Przydzielić mu można...Ciszę, to taka grzeczna kotka- mówił czarny kocur nie czekając na zgodę lidera, wiedział, że co by nie powiedział i tak Misio się zgodzi- a dla Blasku i Obłoczka...sądzę, że to czas aby Pylne Czoło i Muchomorowe Serce dostali uczniów.
Niedźwiedzia Gwiazda otworzył szerzej oczy i uśmiechnął się do niego. Zachichotał pod nosem mrucząc jakieś słowa po czym spojrzał ponownie na swojego bratanka.
- Widzę, że dorastasz...nienawidzisz tej dwójki a jesteś w stanie dostrzec w nich dobry materiał na mentorów. Dobrze więc...Muchomor dostanie Obłoczka a Pyłek Błyska, i pięknie!- zgodził się Niedźwiedzia Gwiazda kiwając głową- wiesz, rozmawiałem teraz ze Spadającym Liściem...chce odejść. Znaczy, oddaje posadę zastępcy.
Czarny Potok był w szoku. Włosy na karku najeżyły się a oczy jakby same szerzej otworzyły. On, wielki Spadający Liść, odchodzi ze stanowiska?! Nie mógł w coś takiego uwierzyć. Spojrzał na wujka szukając na jego pysku chociażby cienia żartu, nie dostrzegł nic. Więc to prawda.
- Ale nie tylko on dołącza do klubu dziadów, moja siostra, znaczy Fenkułowe Serce, także odchodzi. No i twoja matka, Pręgowany Grzbiet. Ze staruchów zostaje już tylko ja, cóż za smutek! Może i ja powinienem odpocząć.
Niedźwiedzia Gwiazda zaśmiał się po czym odesłał bratanka. Wojownik dalej nie potrafił zrozumieć wyboru Spadającego Liścia. No dobrze, miał już swoje księżyce, ale nigdy by nie powiedział, że odejdzie sam z siebie. Ostatnio, na samo wspomnienie jego wieku i propozycję usunięcia się dostawał ataku wściekłości i pluł jadem na wszystkich. Co zmieniło jego zdanie?
Czarny Potok zajrzał do legowiska starszyzny. Zobaczył w nim swoją matkę, ciotkę i ojca. Cała trójka śmiała się z czegoś pokazując na mech u ich łap.
- A to będzie moje, wygląda na najwygodniejsze. Przyda mi się przyjemne gniazdko na moje stare kości- mruknął Spadający Liść patrząc na swoją partnerkę- ty moja droga możesz zająć miejsce obok.
- Z przyjemnością- odpowiedziała srebrzysta kotka ocierając się o wysokiego zastępce. Słysząc szurnięcie za sobą odwróciła się i ujrzawszy syna machnęła głową aby podszedł bliżej. Kocur już po jednym susie znalazł się tuż obok. Spojrzał pytająco na ojca czekając na jego odpowiedź. Nic jednak nie nadeszło, więc zabrał głos pierwszy.
- Dlaczego?
- Dlaczego co? Jestem już stary, Czarny Potoku- odpowiedział mu z bladym uśmiechem biorąc wdech- nie mam siły na to całe ,,zastępowanie". Czas abym odpoczął. Wraz z Niedźwiedzią Gwiazdą wybraliśmy już kogoś na moje miejsce. Uwierz mi, będziesz zadowolony.
Fenkułowe Serce zaśmiała się cicho rzucając ciepłe spojrzenie na bratanka. Ten jednak niewiele z niego zrozumiał. Porozmawiał jeszcze chwilkę ze wszystkimi po czym wyszedł kierując się w stronę legowiska wojowników.
Na sam widok ukochanego, wygodnego i ciepłego mchu serce mu stanęło. Rzucił się na niego z uśmiechem i wtulił pysk w miękkie rośliny. Zamknął zmęczone oczy i zasnął słuchając kojącego szumu Wielkiej Wody. Błagał aby nikt mu teraz nie przeszkadzał, nie miał na to ani ochoty ani czasu. Nie ręczy za siebie jeśli ktoś przerwie mu sen.
Obudził się późnym popołudniem. Ostatki złotego słońca spadły na jego pysk jak grom z jasnego nieba. Otworzył oczy i ujrzał obok siebie Wschodzącą Falę. Kotka leżała przy nim opierając głowę na barkach. Czując jak jej partner wstanie przestała lizać jego sierść i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dzień dobry śpioszku- przywitała go stykając się z nim nosem- wyspałeś się w końcu?
- Tak...chyba tak- odpowiedział jej próbując zdusić ziewnięcie- a może nie do końca.
Kotka zaśmiała się i już chciała coś powiedzieć kiedy ryk lidera przerwał jej w pół słowa. Oboje spojrzeli na zewnątrz po czym Czarny Potok wstał próbując na szybko oporządzić się do wyjścia. Para stanęła przy skupisku kotów obserwując starego kocura który z gracją machnął ogonem.
- Jak już wszyscy za pewne wiecie Spadający Liść odszedł do starszyzny pozostawiając miejsce zastępcy wolnym- przemówił kocur patrząc na zebranych.
- Kiedy to się stało?- zapytał po cichu czarny wojownik swoją partnerkę.
- W południe kiedy Niedźwiedzia Gwiazda mianował nowych uczniów. A teraz cii- skarciła go żartobliwie kładąc łapę na jego. Czarny Potok skrzywił się lekko, nie chciał przegapić tego wydarzenia, ale cóż, stało się.
- Jak mówiłem, teraz mam zamiar ogłosić nowego zastępce naszego klanu. Jest to wojownik niezwykle szlachetny o dobrym sercu i mocnych pazurach. Sprawami klanu przejmuje się jak nikt inny i już od dawna pomaga mi w pewnych sprawach, pamięć już niestety nie ta- zaśmiał się lider patrząc na koty z klanu które uśmiechnęły się pod nosem- a więc nie trzymając was w napięciu...nowym zastępcą Klanu Klif zostaje Czarny Potok.
Klan momentalnie odwrócił się w kierunku młodego wojownika. Kocura zamurowało. On?! On ma zając to stanowisko?! Przecież nie wyszkolił jeszcze ucznia, jest na to za młody! Czując wzrok każdego możliwego kota z klanu na sobie wystąpił na przód i spojrzał pytająco na lidera. Może to jest żart? To musi być żart.
- Czarny Potoku, dowiodłeś nie tylko mi ale i innym osobą jak dojrzały i odpowiedzialny jesteś, mimo swojego wieku. Dlatego z wielkim zaszczytem oddaje ci to co stanowisko. I żeby nie było, rozmówiłem się ze Spadającym Liściem, sam chciał abyś zajął jego miejsce. Inni członkowie klanu byli tego samego zdania.
Czarny Potok jedynie kiwnął głową czując jak grunt pod łapami mu się usuwa. Klan zachował cisze aby po chwili wybuchnąć wesołym skandowaniem imienia kocura. Wojownik skulił się lekko, nie lubił być w centrum uwagi. Jego ciężka praca nie miała zaowocować w taki sposób, przynajmniej tego się nie spodziewał. Wśród tłumu krzyków usłyszał ochrypły głos swojego ojca. Spojrzał w bok i zobaczył czarnego kocura wraz z jego partnerką. Oboje uśmiechali się do niego z dumą w oczach. Pręgowany Grzbiet była bliska płaczu. Czarnym Potokiem coś poruszyło...jego ojciec w końcu był z niego dumny...nie mógł w to uwierzyć. Sam wzruszył się potwornie. Gdy klan się uspokoił nowy zastępca cofnął się do tyłu wpadając wprost w objęcia Wschodzącej Fali.
- Gratuluje, na Klan Gwiazd, Czarny Potoku, tak się cieszę!- piszczała łasząc się do niego- nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Borsuczy Cień poszedł do Niedźwiedziej Gwiazdy i powiedział mu o tym jak go uratowałeś.
- Naprawdę? Jejku, nie musiał- zawstydził się kocur przebierając łapami. Zaraz obok niego pojawiła się cała reszta.Poplamione Piórko, Skoczna Łapa, Słoneczny Blask który płakał niczym mordowany łoś wisząc na swoim byłym uczniu, Klonowa Sadzawka wciąż wdzięczna za przyniesienie jej do klanu, nawet Wierzbowe Serce wyszła aby pogratulować bratu. Omszona Skóra w końcu się dopchał i pacnął łapą w bark swojego przyjaciela. Z boku wyłonił się Pyliste Czoło i Muchomorowe Serce. Dwa kocury rzuciły okiem na byłego wroga i uśmiechnęli się lekko.
- To podobno ty poleciłeś nas na mentorów- odezwał się rudy wojownik- dzięki.
- Proszę, ale to nie moja zasługa. To wy w końcu dorośliście- odpowiedział im Czarny Potok zdobywając się na uśmiech.
- Słuchaj...może się pogodzimy? Po co mamy się bezsensownie kłócić. Zapomnijmy o tym wszystkim- podrzucił Muchomor wysuwając się na przód. Nowy zastępca kiwnął głową nie ukrywając radości. Wszystko zaczęło się jakby układać. Naprawdę wszystko.
Wieczorem wyszedł wraz z Wschodzącą Falą na spacer. Musiał odsapnąć od całej reszty. Chciał w końcu pobyć trochę z partnerką. Szli razem bok w bok co rusz patrząc sobie w oczy. Czarny Potok przynajmniej miał świadomość, że kotka ,,nie poleciała na niego" ze względu na jego stanowisko. Kiedy go pokochała był jeszcze smutnym i wrednym dzieciakiem.
<<Wschodząca Falo?>>
10 lipca 2018
Od Czarnego Potoku
Dni w Klanie Klifu zrobiły się cieplejsze i dłuższe. Śniegu powoli zaczęło ubywać aż w końcu pozostawały jedynie małe, lodowe zaspy leżące w kilku miejscach. Czarny Potok uniósł głowę i poruszył uszami. Najwyższa pora wyjść z legowiska i coś zjeść. Polizał jeszcze śpiącą partnerkę po uchu i wstał prostując długie łapy. Na zewnątrz było dalej chłodno, ale nie mroźnie. Świeże powietrze dotarło do nozdrzy kocura napawając jego serce spokojem i szczęściem. Wyszedł na skalistą ziemię wzburzając chmurę pyłu która uniosła się leciutko do góry. Wojownik uśmiechnął się, tęsknił za tym. Miał dość śniegu na długo. Przeszedł przez środek i złapał w zęby dorodnego wróbelka. Zwierzyny przybywało a klan nie był narażony na głód. To kolejny powód do radości. Czarny Potok usiadł i podwinął łapę pod siebie. Zaczął jeść, chciał poczekać na Wschodzącą Falę ale ta dalej smacznie spała. Nie miał serca jej budzić, była na bardzo długim nocnym patrolu. Myśl o kotce rozgrzała jego serce, bardzo się cieszył, że w końcu wyjawił jej swoje uczucia. Na rozmyślaniach minęło mu śniadanie które skończywszy wstał. Nie odszedł jednak daleko bo zaraz do niego przybiegł Omszona Skóra. Na pysku starszego kocura malowało się zmęczenie, coś było na rzeczy.
- Czarny Potoku...tutaj jesteś, szukałem cię- odparł cicho mrucząc coś pod nosem- a bardziej, Wierzbowe Serce cię szukała.
- Oh, jasne, zaraz do niej pójdę. Coś się stało?- zapytał z troską w głosie. Jego siostra była w ciąży i miała niedługo rodzić. Odwiedzał ją codziennie i spędzał tyle czasu ile mógł. Nie mógł jednak siedzieć u niej zbyt długo, ponieważ Spadający Liść ostatnimi czasy wysyłał go na mnóstwo patroli, miał ucznia co za tym idzie chodził z nim na treningi, musiał znaleźć czas dla Wschodzącej Fali aby ta nie czuła się odsunięta a na dodatek Niedźwiedzia Gwiazda ciągle zapraszał go na rozmowy o tym ,,co słychać w klanie". Czarny kocur próbował wszystkich zadowolić, ale zwyczajnie nie raz nie starczyło mu dnia na choć jedną z tych rzeczy. Omszona Skóra westchnął cicho a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech.
- Chodź, musisz kogoś poznać- powiedział tajemniczo i poszedł do żłobka. Zaciekawiony Czarny Potok podreptał za nim. Zapach mleka uderzył go w pysk z ogromną siłą. Pierwszym co zobaczył były już duże młode Poplamionego Piórka. Kotka posłała mu przyjazny uśmiech i wskazała łebkiem na leżącą w kącie żłobka Wierzbowe Serce. Obok mniej kotłowały się dwa małe kociaki piszczące coś cichutko pod nosem. Czarny Potok poczuł jak jego serce się ściska. Ona urodziła! Ale kiedy? Przecież był u niej przed zachodem słońca i nic nie wskazywało na to, że to właśnie teraz młode mają wyjść na świat. Wojownik zbliżył się do swoich bratanków i przysiadł przy nich obserwując każdego z uwagą. Byli...cóż, czarni tak samo jak on. Nie przypominali ani Ostrego Kła ani Wierzbowego Serca. ,,Hej, przecież wygląd to nie wszystko. Pewnie charakterki mają po rodzicach" uspokoił się Czarny Potok kiwając lekko głową. Zwrócił ciemne oczy w stronę zmęczonej siostry. W jej ślepiach odbijało się dziwne szczęście zasnute mgłą smutku. No tak, jej partner nie zobaczy swoich dzieci.
- Kiedy to się stało Wierzbowe Serce?- zapytał cicho wysoki kocur próbując nie zbudzić młodych.
- W nocy, dokładniej tuż przed wchodem słońca- wyjaśniła siostra powolnie zamykając powieki- to była ciężka noc.
- Przepraszam, że z tobą nie byłem...naprawdę, powinienem...
- Nic się nie stało. Byłeś tu codziennie, a wiem jak dużo masz na głowie. Nawet nie wiem czy nasz ojciec robi tyle co ty- odpowiedział Wierzbowe Serce rzucając mu blady uśmiech- po za tym, Omszona Skóra czuwał u mojego boku. Jeden brat na poród wystarczy. Nawet nie wiesz jaki był przerażony!
- Bo się o ciebie bałem...- mruknął speszony Omszona Skóra i ziewnął- Czarny Potoku obiecałem ci wyjście na polowanie ale nie dam rady teraz...przełożymy to na popołudniowy patrol?
- Pewnie, powiem o tym Spadającemu Liściowi- zgodził się czarny kocur kiwając głową- teraz zabiorę tego małego trzmiela na trening.
Wierzbowe Serce zaśmiała się cicho nakrywając ogonem swoje młode. Spojrzała na nie wzrokiem pełnym miłości i ciepła. Czarny Potok niepewnie schylił się i dotknął noskiem każdego po czym liznął siostrę w polik i skierował się do wyjścia. Dzieci Poplamionego Piórka pomachały mu ogonkami i kiwnęły głowami na co on odpowiedział tym samym. Lubił tą spokojną bandę dzieciaków. Widział jak wyrośli, niedługo zostaną uczniami. Trochę przerażał go fakt ilości terminatorów. Niedługo zabraknie wojowników do uczenia. Wyszedł na powierzchnię a czując jak chłodne powietrze napiera na jego pierś pomyślał, że wolałby siedzieć tam na dole z paniami. Wzruszy obojętnie barkami i siadł przy wyjściu. Czekał na ucznia który, jak prawie zawsze, się spóźniał. Spokojny szum drzew nad jego głową wprawiał go w prawdziwie senny stan. Chciałby położyć się gdzieś na ciepłym kamieniu i odpłynąć. Może znowu spotkałby Mgiełkę? Na myśl o zmarłej siostrze uśmiechnął się po czym westchnął cicho. Tęsknił za nią dalej, ale wiedział, że jest w lepszym miejscu. Mimo to marzył aby choć raz jeszcze z nią porozmawiać. ,,Czym jest przepowiednia którą mi przyniosła" zastanowił się nagle. Fenkułowe Serce nie miała pojęcia, to samo Różany Kwiat. Jednak obie były zgodne co do tego, że ,,to nic dobrego". Nagle kocur poczuł czyjąś obecność. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą starego ojca. Mierzył go swoimi zielonymi oczami strosząc lekko futro na ogonie.
- Poprowadzisz dzisiejszy patrol popołudniowy- zaczął na co Czarny Potok lekko się uśmiechnął- weźmiesz ze sobą Szumiące Zbocze, Wierzbowe Serce i Borsuczy Cień.
- Ale Wierzbowe Serce przed chwilą urodziła- przypomniał mu kocur unosząc kąciki pyska- może zamiast niej pójść Omszona Skóra?
Spadający Liść zamyślił się patrząc w bok. W jego wzroku pojawiło się coś dziwnego, zmieszanie i przerażenie. Szybko zniknęły i ustąpiły miejsce tej jakże pięknej obojętności. Zastępca kiwnął głową na znak, że się zgadza po czym odszedł w głąb obozu. Na wysokości żłobka zawahał się po czym skręcił do niego. Czarny Potokiem poruszył dreszcz. Czyżby stary grzyb poszedł odwiedzić swoje wnuki? Ciekawe zjawisko.
Skoczna Łapa zjawił się spóźniony, jak prawie zawsze. Na treningu skupili się głownie na polowaniu, w końcu były do tego warunki. Młodemu świetnie szły łowy na ptaki. Przez jego skoczność idealnie łapał wróble, nawet te które już wystartowały w próbie ucieczki. Żaden opierzony zwierz nie mógł czuć się bezpieczny w jego towarzystwie. Czarny Potok był bardzo dumny z niego. Sam średnio mógł go uczyć skocznych manewrów ponieważ wolał pozostawać na ziemi. Ale starał się jak umiał tłumaczyć mu różne sztuczki których on sam do końca nie potrafił ale widział jak wykonywała je na przykład Wschodząca Fala czy nawet Spadający Liść kiedy był młodszy.
Po powrocie Czarny Potok musiał udać się do Fenkułowego Serca. Potwornie bolała go głowa, nie mógł już znieść tego uczucia. Nic mu się nie stało, zaczęło się w połowie treningu. Wytrzymał, ale musiał szybko coś wziąć albo pożegna się z patrolem wraz z bratem. Wszedł do medyczek akurat kiedy jedna z nich, Różany Kwiat mówiła coś do byłej mentorki.
- ...nie możesz, naprawdę, masz jeszcze czas!
- Kochana moja, tak będzie lepiej. Jestem już za stara na to wszystko...witaj Czarny Potoku, coś się stało?- zapytała miło kotka poruszając długimi wąsami. Różany Kwiat westchnęła cicho i zniknęła w głębi jamy. Kocur poczuł, że wszedł w złym momencie, bardzo złym momencie. Czyżby starsza medyczka chciała odejść do starszyzny?
- Ja...bardzo boli mnie głowa. Nie masz coś na to? Mam zaraz patrol...
- Mam, już daję, ale sądzę, że najlepszym lekarstwem na twoją przypadłość byłby święty spokój i czas dla siebie- mruknęła kotka przynosząc na liściu ziarna maku- na Klan Gwiazd, Czarny Potoku ty zawsze gdzieś pędzisz! Jak nie na patrol to na trening, zaraz potem na polowanie, do siostry i jeszcze na spacer z uroczą Wschodzącą Falą. A potem stary Misio zawraca ci ogon. W nocy też nie koniecznie odpoczniesz bo Listek często wysyła cię na patrole. Do prawdy, potrzebujesz spokoju. Może chcesz trochę ,,posymulować" chorobę, co?
Czarny Potok zaśmiał się rozbawiony słowami ciotki. Jednak było w nich sporo prawdy, nie miał ostatnimi czasu ani sekundy dla siebie. Zjadł ziarna maku i podziękował jej skinieniem głowy. Fenkuła odebrała od niego liść chowając go do innych. Z oddali szczeliny dobiegł ich kaszel i ciche pomruki. Czarny wojownik spojrzał na ciotkę zaciekawiony. Ta cicho westchnęła i odwróciła się do niego.
- Kwitnąca Łapa jest chora. Wąż ją ukąsił. Chciała zaimponować Spadającemu Liściowi i próbowała go złapać. Chwila nieuwagi i wredota zaatakowała. Wbił się jej w bok. Obawiam się, że...nie uda nam się jej uratować- ton kotki był pełen emocji, w jej oczach pojawiły się łzy- wybacz, zawsze jak mamy taką sytuację nie umiem nie płakać. Do tego biedny Osmolony Brzuch...
- Co mu jest?- zaciekawił się Czarny Potok podchodząc bliżej Fenkułowego Serca. Kotka otarła łzy łapką i wzięła oddech.
- Nie mamy pojęcia...coś go potwornie boli, ale nic nie działa. Z nim też chyba przyjdzie się nam pożegnać.
Młody wojownik pokiwał głową ze zrozumieniem. Nigdy nie przyjaźnił się z nim, ale myśl, że już go nie zobaczy jakoś nie napawała go szczęściem. Wszedł do chorych i spojrzał na smętne oblicze niegdyś żywego i wesołego kocura. Usiadł obok niego i uśmiechnął się delikatnie. Osmolony Brzuch spojrzał na niego i odwzajemnił uśmiech, choć przyszło mu to z trudem.
- Hej młody...jak się masz?- zapytał ociężale przewracając się na brzuch. Lustrował go mętnymi oczami przymykając je co chwilę.
- Nie najgorzej, zabiegany jestem potwornie. A ty, co się stało? Już od nas uciekasz?
Smołek zaśmiał się cicho po czum zakasłał. Położył ciężką głowę na łapach i westchnął cicho. Był naprawdę zmęczony i słaby. Czarny Potok czuł żal do samego siebie, że nigdy nie próbował chociaż zapoznać się z tym wesołym wojownikiem. Teraz było za późno.
- Pewnie tak...nie boję się jednak odejść. Klan Gwiazd przyjmie mnie z otwartymi ramionami- odpowiedział a jego głos zachrypł na końcu- zobaczę moją matkę, brata, ojca...śmierć nie jest taka zła. Klan jest w dobrych łapach.
Młodym wojownikiem poruszył potworny dreszcz. Osmolony Brzuch nie bał się umrzeć, mógłby odejść nawet teraz, nie zrobiłoby to mu żadnej różnicy. Kocur podziwiał jego podejście. Nagle wpadł na pewien pomysł. Chciał poprosić o coś, ale bał się to powiedzieć. Wahał się póki sam Smołek nie nakazał mu mówić machając niecierpliwie ogonem.
- Czy...mógłbyś pozdrowić...Mgiełkę, to znaczy Mglistą Łapę?
Nastała chwila ciszy. Czarny Potok czuł jak jego serce bije mocniej. Nie wiedział czy zranił go, czy to nie było zbyt wiele. Osmolony Brzuch jedynie się uśmiechnął i kiwnął głową na znak, że to zrobi.
Kocur opuścił medyczki czując się lżej na sercu. Chciał porozmawiać jeszcze z Kwitnącą Łapą ale ta spała. A może...nie, po prostu zasnęła, na pewno. Skierował się w stronę wyjścia. Czekał na swoich towarzyszy patrolu. Pierwszy zjawił się Omszona Skóra. Podskoczył do brata z uśmiechem i otarł się o jego bok. Wyglądał na naprawdę radosnego i wyspanego. Niedługo później pojawił się starszy już Borsuczy Cień. Jego zielone oczy dokładnie lustrowały partnera jego córki. Skinął mu głową z szacunkiem po czym trzej ruszyli. Mieli patrolować granicę z Klanem Wilka. Niby nie ciężka praca ale Czarny Potok naprawdę wolałby się przespać. Ten dzień przyniósł już zbyt dużo atrakcji, nie koniecznie miłych. Do granicy doszli dość szybko, czarny starszy kocur sunął na przedzie zostawiając młodszych z tyłu.
- Więc, jak tam u ciebie? Wszystko w porządku między tobą a Wschodzącą Falą?- zapytał szarawy kot patrząc na brata. Wojownik upewnił się czy Borsuczy Cień ich nie podsłuchuje po czym odpowiedział:
- Wszystko dobrze. Nawet bardzo. Cieszę się, że mogę z nią być. To wspaniała kotka, jesteśmy szczęśliwi- odpowiedział wesołym tonem chowając wcześniejszy smutek- a ty? Dalej samotny? Może byś się ruszył i kogoś sobie znalazł!
- Na Gwiezdnych, nie zmuszaj mnie do takich rzeczy!- fuknął speszony Omszona Skóra- może kogoś poszukam, mam jeszcze czas...
- Tak, jasne. A potem skończysz jak nasz drogi wujaszek.
- Jako lider? Bardzo chętnie.
Obaj zaśmiali się budząc ciekawość Borsuczego Cienia który na nich spojrzał. Pokręcił lekko głową i wrócił do patrolowania. Bracia znowu zerknęli na siebie wracając do rozmowy.
- Ale tak szczerze, Czarny Potoku, czy my mamy jakieś wolne kotki? Prawie każda ma już kogoś i wiesz, nie śmiem rozbijać związków. O zdradzie nie ma mowy, już uprzedzam.
- Jak to nie ma? Mam zacząć wyliczać?- zaśmiał się kocur a widząc, że Omszona Skóra kiwa głową zaśmiał się- no dobrze...Żądlący Język.
- Bardzo ładna, ale...- tutaj szary kocur zrobił przerwę i spojrzał na Borsuczego Cienia zniżając głos- zaborcza i wredna. Nie przepadam za nią szczególnie.
Czarny Potok musiał przyznać, że kotka nie jest najprzyjemniejsza. O wiele bardziej wolał jej siostrę, Wschodząca Fala to istne uosobienie spokoju i miłości. Powrócił na ziemię potrząsając głową. Zastanowił się chwilę po czym znowu przemówił:
- Klonowa Sadzawka.
- Bardzo przyjazna, ale dość wścibska. No wiesz, męcząca przez to. Ale miło się z nią rozmawia. Mimo to...nie czuje tego czegoś- westchnął ciężką Omszona Skóra machając ogonem- to bez sensu Czarny Potoku, pogodzę się z samotnością.
- Uspokój się dziadygo jedna!- zaśmiał się Czarny Potok wytężając swój umysł- a co z Sójczym Skrzydłem? Ma dzieci, ale jest wolna!
- Sój-jka?- za jąkał się Omszona Skóra potrząsając wąsami- cóż, to bardzo przyjazna kotka...no i jest ładna, ale bez przesady, nie spojrzy na kogoś takiego jak ja...
- Aha! Mam cię!- wypalił młodszy z braci szczerząc kły- to może się udać...daj mi dwa dni.
Zanim kocur zdążył zaprotestować Czarny Potok odwrócił głowę i zobaczył jak Borsuczy Cień nadeptuje na żmiję. Wąż zasyczał wściekle i wysunął kły. Nim starszemu wojownikowi udało się odskoczyć w bok gad zaatakował. Szybka reakcja czarnego kocura uratowała ojca jego partnerki. Skoczył na długiego zwierza i złapał go blisko głowy. Przegryzł go powodując natychmiastową śmierć łukowatego potwora. Rzucił jego zwłoki i odetchnął z ulgą patrząc na przerażonego Borsuka. Kocur nie odzywał się błądząc oczami od żmii po Czarnuszka kończąc na Omszonej Skórze. Wojownik z białą plamą zwrócił ślepia ku wężowi. Od takiej samej właśnie umierała Kwitnąca Łapa. Dreszcz przeszedł jego plecy, nie wyobrażał sobie Borsuka na jej miejscu. Oczami wyobraźni dostrzegł zrozpaczoną Wschodzącą Falę leżącą u boku martwego ojca.
- Uratowałeś mnie- słowa Borsuczego Cienia obudziły kocura- dziękuję.
- Drobiazg...rodzina musi sobie pomagać, prawda?- zauważył Czarny Potok uśmiechając się blado. Więcej nikt się nie odzywał.
Po powrocie do obozu najstarszy wojownik poszedł prosto do swojej partnerki opowiedzieć jej o zajściu. Akurat Zabluszczone Futro siedziała z całą swoją rodziną. Czarny wojownik zazdrościł im takich momentów, jego rodzina prawie nie zbierała się razem. Rozmawiał z każdym, ale osobno. Chciał choć raz siąść w pełnym gronie. Omszona Skóra wyraził swój podziw co do zachowania brata i pochwalił jego postawę.
- Daj spokój, też byś tak zrobił.
- Ale nie zrobiłem, nie zauważyłem tego. Gdyby nie ty Borsuczy Cień mógłby już nie żyć.
- Tak...może, nie wiem, nie chcę wiedzieć. Zawołasz naszą matkę? Chcę abyśmy wszyscy odwiedzili Wierzbę jutro, dobrze?
Szary kocur kiwnął głową i pożegnał się z bratem. Kiedy tylko kocur odszedł oczy rodziny Wschodzika zwróciły się na niego. Czarnym Potokiem poruszył dreszcz, nie lubił być w centrum uwagi. Pierwsza wstała Zabluszczone Futro która podeszła do niego pośpiesznie po czym przytuliła się chowając pysk gdzieś w jego szyi.
- Dziękuję- wypaliła łasząc się do niego po czym spojrzała w jego ciemne oczy- dziękuje synu.
Na dźwięk słowa ,,synu" zrobiło mu się słabo. Nie sądził, że kiedyś to od niej usłyszy. Dalej nie czuł, że jest za co mu dziękować. Każdy inny kot zrobiłby to samo, to nie jest wielka sprawa. Fakt, życie każdego klanowicza jest ważne ale jeśli nie on by go uratował to ktoś inny. Zaraz obok matki pojawiła się Wschodząca Fala. W jej oczach odbijała się wdzięczność mieszana ze wzruszeniem. Wtuliła się w krótkie i szorstkie futro partnera liżąc jego bark.
- Jesteś naprawdę niesamowity. Chyba należy ci się jakaś nagroda...
- Jejku, Wschodząca Falo, to nic takiego. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu, jak mógłbym nie zareagować?- wyplątywał się speszony kocur ugniatając ziemię. Zabluszczone Futerko zaśmiała się cicho po czym odeszła do rodziny.
Wraz z kolejnym dniem przyszły straszne nowiny. Mimo tego, że noc dla kocura była bardzo dobra, w końcu się wyspał i, no cóż, odebrał nagrodę, to z rana musiał znowu wpaść w melancholijny nastrój. W nocy zmarli Kwitnąca Łapa i Osmolony Brzuch. Niedźwiedzia Gwiazda wyznaczył Sójcze Skrzydło, Omszoną Skórę i Słoneczny Blask do pochowania ich. Wraz z trójką kotów poszła Zaskronia Łapa. Czarny Potok dobrze wiedział co musiała czuć biedna terminatorka, sam stracił w jej wieku siostrę, a nawet wcześniej. Wschodząca Fala oparła się o swojego partnera zamykając oczy.
- Straszna sprawa, prawda? Taka młoda i musiała odejść- mruknęła a w jej oczach pojawiły się łzy. Kocur dobrze wiedział, że śmierć uczennicy przypomniała jej o Błękitnej Łapie. Przytulił ją próbując pocieszyć ale sam nie miał siły ani energii na szerzenie szczęścia. Oddalili się i poszli każde w swoją stronę. Wschodzik musiała biec na trening z uczennicą nawet jeśli nie miała na niego siłę. Czarny Potok natomiast poszedł w stronę żłobka czekając na swoją rodzinę. Pierwszy pojawił się, a jakże, Omszona Skóra. Prowadził ze sobą Pręgowany Grzbiet która uśmiechnęła się do syna. Dawno ze sobą nie rozmawiali, jakby, nie mieli na to czasu. Kotka nie miała mu tego za złe. Cała zgraja weszła do środka witając się z Poplamionym Piórkiem i jej dziećmi. Spotkali z nią Słoneczny Blask który wyszczerzył kły w stronę byłego ucznia. Cała rodzina zasiadła obok Wierzbowego Serca której oczy aż zaświeciły.
- Nie obudzimy ci młodych?- zapytała, jak zawsze troskliwie, matka patrząc na swoje wnuki. Dwa kocurki mruczały coś przepychając się krótkimi łapkami.
- Nie, nie. I tak nie śpią, małe łobuziaki- zaśmiała się stykając nosem ze swoim bliźniakiem- miło was wszystkich tu widzieć.
- To pomysł Czarnego Potoku. Stwierdził, że idealnie będzie zwalić się tutaj do ciebie całą rodzinką- odparł Omszona Skóra posyłając bratu radosne spojrzenie- ja uważam, że to świetny pomysł.
- Tak dawno nie byliśmy wszyscy razem...to miłe uczucie- mruknęła Pręgowany Grzbiet ciągle patrząc na młode- jakie one śliczne! Już tak dawno takich nie miałam. Powiedzcie mi moi kochani, kiedy wy tak wyrośliście?
- Jakieś dwadzieścia księżyców temu- odpowiedział Czarny Potok a wszyscy się zaśmiali. Mały czarnuszek z plamą na barku wgramolił się na łapy babci mrucząc coś zaciekle. Starsza kotka liznęła go po główce a awanturnik pisnął coś do niej.
- To jest Kopeć. Zwykle tak się nie wierci, może teraz nabrał trochę energii- zamruczała Wierzbowe Serce wskazując na drugiego syna- a to Skrzydełko, to on głównie powoduje przepychanki.
Czarny Potok dostał na swoje łapy drobnego kociaka. Miauknął coś do niego i trącił go nosem. Skrzydełko zamruczał coś i ułożył się wygodnie na jego nogach próbując zasnąć.
- Lubi cię- zauważyła jego siostra uśmiechając się delikatnie.
- Kto by pomyślał, że jesteś taki delikatny- odezwał się głos za nim. Czarny Potok odwrócił głowę i ujrzał zgarbionego zastępce. Kocur przeniósł swoje zielone ślepia na rodzinę i na młode. Wykrzywił pysk w lekki uśmiech i siadł obok Pręgowanego Grzbietu. Co ciekawe, kotka nie wykazała żadnego spięcia czy zdenerwowania. Oparła głowę o jego pierś jakby nigdy się nie kłócili, jakby wszystko było w porządku.
- Podobają ci się wnuki, Spadku?- zapytała miło srebrzysta kotka patrząc na Kopcia.
- Czy mi się podobają, są śliczne- odpowiedział zastępca zdobywając się na kolejny uśmiech- jestem dumny z Wierzbowego Serca.
Córka kiwnęła głową i odpowiedziała ślicznym uśmiechem. Kompletnie zdezorientowani bracia spojrzeli na siebie. Czy ktoś porwał i podmienił im ojca? Gdzie wredne docinki, wściekłe fuknięcia i pełne arogancji przewracanie oczami? Gdzie jest stary, zgrzybiały Spadający Liść?
- Co tak na mnie patrzysz Czarny Potoku?- zapytał zastępca unosząc brew- coś nie tak?
- Nie, po prostu...
- Jestem dziwnie ,,miły"?- zaśmiał się ochryple kocur- wesz, na stare lata chyba straciłem ,,to coś". Kończę z tym awanturniczym życiem. Niedługo zejdę z tego świata i co? Kto o mnie będzie mówił? Może ty? Cóż, tego jestem pewien, ale raczej będziesz mną straszył dzieci. Czas się pogodzić, zakopać stare kłótnie. Twoja matka, i siostra, mi to uświadomiły.
- Myślisz, że tak po prostu wybaczę ci księżyce poniżania i niszczenia mnie psychicznie?- warknął Czarny Potok rzucając mu wyzywające spojrzenie- naprawdę sądzisz, że jednym uśmiechem zmienisz wszystko?
- Nie- odparł kocur z poważną miną nie spuszczając oczu z syna- ale nalezą ci się przeprosiny. Zatem...przepraszam. Za wszystko. Za moje zachowanie, za poniżanie, byłem podły. Niestety taką mam naturę...ale chcę się dla was zmienić.
- Czujesz, że śmierć przychodzi i chcesz zrobić z siebie bohatera?- zakpił z niego wojownik strosząc futro na karku- naprawdę, nie sądziłem, że można niżej upaść.
- Czarny Potoku!- zasyczała Pręgowany Grzbiet rzucając mu wręcz mordercze spojrzenie- twój ojciec naprawdę się stara! Daj mu szansę.
Pod naporem słów i wzroku siostry dał za wygraną. Westchnął i kiwnął głową. Spojrzał na ojca a widząc dziwną skruchę w jego oczach zrozumiał, że to pora się pogodzić.
- Zgoda. Nie będę już chował urazy. Wierzę, że będzie dobrze- odpowiedział i uśmiechnął się do niego.
Po wyjściu ze żłobka czuł się lekko, naprawdę lekko. Z pogodnymi myślami skoczył w stronę stosu ze zwierzyną i już miał sięgnąć po ziębę kiedy sprzed nosa sprzątnął ją mu Muchomorowe Serce. Nakrapiany kot uśmiechnął się do niego wrednie i odwrócił się machając kitą. Czarny jednak nie chciał tego tak zostawić.
- Wiesz, mógłbyś chociaż przeprosić.
- Za co, za twój słaby refleks?- odpyskował mu wojownik unosząc głowę do góry- Czarnuszku, myślałem, że trochę polepszyły ci się teksty.
- Kochany Grzybku, myślałem, że już się tak nie zachowujesz- miauknął kocur przypominając sobie o przezwisku które usłyszał na zebraniu. W oczach nakrapianego kocura błysnęła dzika wściekłość. Upuścił ziębę rozchylając lekko pysk. Jego wąsy zadrżały a łapy zmiękły.
- Skąd znasz to przezwisko?! Gadaj natychmiast!- warknął wysuwając pazury. Czarny Potok zrozumiał, że postąpił źle. Nie widział go jeszcze tak wściekłego. Głównie bił się z Pylnym Czołem, nie z Muchomorem. Teraz jednak chyba przyjdzie mu się przekonać co potrafi.
- Usłyszałem je na zgromadzeniu. Wybacz, nie wiedziałem, że go nie lubisz- wyjaśnił kocur szykując się do uniku. Jednak atak nie nadszedł. Muchomor schował pazury i prychnął wściekle. Zdzielił z bara ,,kolegę" i wyszedł z obozu szybkim krokiem. Czarny odprowadził o wzrokiem po czym zabrał jego ziębę. Nie to nie, on z chęcią ją zje. Dołączył do swojej partnerki która jadła wróbla. Rudawa kotka posłała mu miłe spojrzenie ocierając się pyskiem o jego polik.
- Co się stało? Muchomorowe Serce był jakoś wściekły.
- A tam, nic się nie stało. Trochę go zdenerwowałem, ale no...mam swoją ziębę- zaśmiał się kocur próbując udawać radosnego, ale dziwne poczucie winy przytłaczało go. Spojrzał w bok jednym uchem słuchając opowieści partnerki. Zauważył Omszoną Skórę siedzącego w towarzystwie Sójczego Skrzydła. Dwójka świetnie się razem bawiła, żartowali i śmiali się. Widać było, że dla kotki szary wojownik porzucił swoją nieśmiałą otoczkę. Czarny kocur ucieszył się tym faktem. Drzewa nad głowami kotów z klanu Klifu zaszumiały cicho a wiatr hulał po plaży porywając drobiny piasku. Pora Nowych Liści nadeszła.
- Czarny Potoku...tutaj jesteś, szukałem cię- odparł cicho mrucząc coś pod nosem- a bardziej, Wierzbowe Serce cię szukała.
- Oh, jasne, zaraz do niej pójdę. Coś się stało?- zapytał z troską w głosie. Jego siostra była w ciąży i miała niedługo rodzić. Odwiedzał ją codziennie i spędzał tyle czasu ile mógł. Nie mógł jednak siedzieć u niej zbyt długo, ponieważ Spadający Liść ostatnimi czasy wysyłał go na mnóstwo patroli, miał ucznia co za tym idzie chodził z nim na treningi, musiał znaleźć czas dla Wschodzącej Fali aby ta nie czuła się odsunięta a na dodatek Niedźwiedzia Gwiazda ciągle zapraszał go na rozmowy o tym ,,co słychać w klanie". Czarny kocur próbował wszystkich zadowolić, ale zwyczajnie nie raz nie starczyło mu dnia na choć jedną z tych rzeczy. Omszona Skóra westchnął cicho a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech.
- Chodź, musisz kogoś poznać- powiedział tajemniczo i poszedł do żłobka. Zaciekawiony Czarny Potok podreptał za nim. Zapach mleka uderzył go w pysk z ogromną siłą. Pierwszym co zobaczył były już duże młode Poplamionego Piórka. Kotka posłała mu przyjazny uśmiech i wskazała łebkiem na leżącą w kącie żłobka Wierzbowe Serce. Obok mniej kotłowały się dwa małe kociaki piszczące coś cichutko pod nosem. Czarny Potok poczuł jak jego serce się ściska. Ona urodziła! Ale kiedy? Przecież był u niej przed zachodem słońca i nic nie wskazywało na to, że to właśnie teraz młode mają wyjść na świat. Wojownik zbliżył się do swoich bratanków i przysiadł przy nich obserwując każdego z uwagą. Byli...cóż, czarni tak samo jak on. Nie przypominali ani Ostrego Kła ani Wierzbowego Serca. ,,Hej, przecież wygląd to nie wszystko. Pewnie charakterki mają po rodzicach" uspokoił się Czarny Potok kiwając lekko głową. Zwrócił ciemne oczy w stronę zmęczonej siostry. W jej ślepiach odbijało się dziwne szczęście zasnute mgłą smutku. No tak, jej partner nie zobaczy swoich dzieci.
- Kiedy to się stało Wierzbowe Serce?- zapytał cicho wysoki kocur próbując nie zbudzić młodych.
- W nocy, dokładniej tuż przed wchodem słońca- wyjaśniła siostra powolnie zamykając powieki- to była ciężka noc.
- Przepraszam, że z tobą nie byłem...naprawdę, powinienem...
- Nic się nie stało. Byłeś tu codziennie, a wiem jak dużo masz na głowie. Nawet nie wiem czy nasz ojciec robi tyle co ty- odpowiedział Wierzbowe Serce rzucając mu blady uśmiech- po za tym, Omszona Skóra czuwał u mojego boku. Jeden brat na poród wystarczy. Nawet nie wiesz jaki był przerażony!
- Bo się o ciebie bałem...- mruknął speszony Omszona Skóra i ziewnął- Czarny Potoku obiecałem ci wyjście na polowanie ale nie dam rady teraz...przełożymy to na popołudniowy patrol?
- Pewnie, powiem o tym Spadającemu Liściowi- zgodził się czarny kocur kiwając głową- teraz zabiorę tego małego trzmiela na trening.
Wierzbowe Serce zaśmiała się cicho nakrywając ogonem swoje młode. Spojrzała na nie wzrokiem pełnym miłości i ciepła. Czarny Potok niepewnie schylił się i dotknął noskiem każdego po czym liznął siostrę w polik i skierował się do wyjścia. Dzieci Poplamionego Piórka pomachały mu ogonkami i kiwnęły głowami na co on odpowiedział tym samym. Lubił tą spokojną bandę dzieciaków. Widział jak wyrośli, niedługo zostaną uczniami. Trochę przerażał go fakt ilości terminatorów. Niedługo zabraknie wojowników do uczenia. Wyszedł na powierzchnię a czując jak chłodne powietrze napiera na jego pierś pomyślał, że wolałby siedzieć tam na dole z paniami. Wzruszy obojętnie barkami i siadł przy wyjściu. Czekał na ucznia który, jak prawie zawsze, się spóźniał. Spokojny szum drzew nad jego głową wprawiał go w prawdziwie senny stan. Chciałby położyć się gdzieś na ciepłym kamieniu i odpłynąć. Może znowu spotkałby Mgiełkę? Na myśl o zmarłej siostrze uśmiechnął się po czym westchnął cicho. Tęsknił za nią dalej, ale wiedział, że jest w lepszym miejscu. Mimo to marzył aby choć raz jeszcze z nią porozmawiać. ,,Czym jest przepowiednia którą mi przyniosła" zastanowił się nagle. Fenkułowe Serce nie miała pojęcia, to samo Różany Kwiat. Jednak obie były zgodne co do tego, że ,,to nic dobrego". Nagle kocur poczuł czyjąś obecność. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą starego ojca. Mierzył go swoimi zielonymi oczami strosząc lekko futro na ogonie.
- Poprowadzisz dzisiejszy patrol popołudniowy- zaczął na co Czarny Potok lekko się uśmiechnął- weźmiesz ze sobą Szumiące Zbocze, Wierzbowe Serce i Borsuczy Cień.
- Ale Wierzbowe Serce przed chwilą urodziła- przypomniał mu kocur unosząc kąciki pyska- może zamiast niej pójść Omszona Skóra?
Spadający Liść zamyślił się patrząc w bok. W jego wzroku pojawiło się coś dziwnego, zmieszanie i przerażenie. Szybko zniknęły i ustąpiły miejsce tej jakże pięknej obojętności. Zastępca kiwnął głową na znak, że się zgadza po czym odszedł w głąb obozu. Na wysokości żłobka zawahał się po czym skręcił do niego. Czarny Potokiem poruszył dreszcz. Czyżby stary grzyb poszedł odwiedzić swoje wnuki? Ciekawe zjawisko.
Skoczna Łapa zjawił się spóźniony, jak prawie zawsze. Na treningu skupili się głownie na polowaniu, w końcu były do tego warunki. Młodemu świetnie szły łowy na ptaki. Przez jego skoczność idealnie łapał wróble, nawet te które już wystartowały w próbie ucieczki. Żaden opierzony zwierz nie mógł czuć się bezpieczny w jego towarzystwie. Czarny Potok był bardzo dumny z niego. Sam średnio mógł go uczyć skocznych manewrów ponieważ wolał pozostawać na ziemi. Ale starał się jak umiał tłumaczyć mu różne sztuczki których on sam do końca nie potrafił ale widział jak wykonywała je na przykład Wschodząca Fala czy nawet Spadający Liść kiedy był młodszy.
Po powrocie Czarny Potok musiał udać się do Fenkułowego Serca. Potwornie bolała go głowa, nie mógł już znieść tego uczucia. Nic mu się nie stało, zaczęło się w połowie treningu. Wytrzymał, ale musiał szybko coś wziąć albo pożegna się z patrolem wraz z bratem. Wszedł do medyczek akurat kiedy jedna z nich, Różany Kwiat mówiła coś do byłej mentorki.
- ...nie możesz, naprawdę, masz jeszcze czas!
- Kochana moja, tak będzie lepiej. Jestem już za stara na to wszystko...witaj Czarny Potoku, coś się stało?- zapytała miło kotka poruszając długimi wąsami. Różany Kwiat westchnęła cicho i zniknęła w głębi jamy. Kocur poczuł, że wszedł w złym momencie, bardzo złym momencie. Czyżby starsza medyczka chciała odejść do starszyzny?
- Ja...bardzo boli mnie głowa. Nie masz coś na to? Mam zaraz patrol...
- Mam, już daję, ale sądzę, że najlepszym lekarstwem na twoją przypadłość byłby święty spokój i czas dla siebie- mruknęła kotka przynosząc na liściu ziarna maku- na Klan Gwiazd, Czarny Potoku ty zawsze gdzieś pędzisz! Jak nie na patrol to na trening, zaraz potem na polowanie, do siostry i jeszcze na spacer z uroczą Wschodzącą Falą. A potem stary Misio zawraca ci ogon. W nocy też nie koniecznie odpoczniesz bo Listek często wysyła cię na patrole. Do prawdy, potrzebujesz spokoju. Może chcesz trochę ,,posymulować" chorobę, co?
Czarny Potok zaśmiał się rozbawiony słowami ciotki. Jednak było w nich sporo prawdy, nie miał ostatnimi czasu ani sekundy dla siebie. Zjadł ziarna maku i podziękował jej skinieniem głowy. Fenkuła odebrała od niego liść chowając go do innych. Z oddali szczeliny dobiegł ich kaszel i ciche pomruki. Czarny wojownik spojrzał na ciotkę zaciekawiony. Ta cicho westchnęła i odwróciła się do niego.
- Kwitnąca Łapa jest chora. Wąż ją ukąsił. Chciała zaimponować Spadającemu Liściowi i próbowała go złapać. Chwila nieuwagi i wredota zaatakowała. Wbił się jej w bok. Obawiam się, że...nie uda nam się jej uratować- ton kotki był pełen emocji, w jej oczach pojawiły się łzy- wybacz, zawsze jak mamy taką sytuację nie umiem nie płakać. Do tego biedny Osmolony Brzuch...
- Co mu jest?- zaciekawił się Czarny Potok podchodząc bliżej Fenkułowego Serca. Kotka otarła łzy łapką i wzięła oddech.
- Nie mamy pojęcia...coś go potwornie boli, ale nic nie działa. Z nim też chyba przyjdzie się nam pożegnać.
Młody wojownik pokiwał głową ze zrozumieniem. Nigdy nie przyjaźnił się z nim, ale myśl, że już go nie zobaczy jakoś nie napawała go szczęściem. Wszedł do chorych i spojrzał na smętne oblicze niegdyś żywego i wesołego kocura. Usiadł obok niego i uśmiechnął się delikatnie. Osmolony Brzuch spojrzał na niego i odwzajemnił uśmiech, choć przyszło mu to z trudem.
- Hej młody...jak się masz?- zapytał ociężale przewracając się na brzuch. Lustrował go mętnymi oczami przymykając je co chwilę.
- Nie najgorzej, zabiegany jestem potwornie. A ty, co się stało? Już od nas uciekasz?
Smołek zaśmiał się cicho po czum zakasłał. Położył ciężką głowę na łapach i westchnął cicho. Był naprawdę zmęczony i słaby. Czarny Potok czuł żal do samego siebie, że nigdy nie próbował chociaż zapoznać się z tym wesołym wojownikiem. Teraz było za późno.
- Pewnie tak...nie boję się jednak odejść. Klan Gwiazd przyjmie mnie z otwartymi ramionami- odpowiedział a jego głos zachrypł na końcu- zobaczę moją matkę, brata, ojca...śmierć nie jest taka zła. Klan jest w dobrych łapach.
Młodym wojownikiem poruszył potworny dreszcz. Osmolony Brzuch nie bał się umrzeć, mógłby odejść nawet teraz, nie zrobiłoby to mu żadnej różnicy. Kocur podziwiał jego podejście. Nagle wpadł na pewien pomysł. Chciał poprosić o coś, ale bał się to powiedzieć. Wahał się póki sam Smołek nie nakazał mu mówić machając niecierpliwie ogonem.
- Czy...mógłbyś pozdrowić...Mgiełkę, to znaczy Mglistą Łapę?
Nastała chwila ciszy. Czarny Potok czuł jak jego serce bije mocniej. Nie wiedział czy zranił go, czy to nie było zbyt wiele. Osmolony Brzuch jedynie się uśmiechnął i kiwnął głową na znak, że to zrobi.
Kocur opuścił medyczki czując się lżej na sercu. Chciał porozmawiać jeszcze z Kwitnącą Łapą ale ta spała. A może...nie, po prostu zasnęła, na pewno. Skierował się w stronę wyjścia. Czekał na swoich towarzyszy patrolu. Pierwszy zjawił się Omszona Skóra. Podskoczył do brata z uśmiechem i otarł się o jego bok. Wyglądał na naprawdę radosnego i wyspanego. Niedługo później pojawił się starszy już Borsuczy Cień. Jego zielone oczy dokładnie lustrowały partnera jego córki. Skinął mu głową z szacunkiem po czym trzej ruszyli. Mieli patrolować granicę z Klanem Wilka. Niby nie ciężka praca ale Czarny Potok naprawdę wolałby się przespać. Ten dzień przyniósł już zbyt dużo atrakcji, nie koniecznie miłych. Do granicy doszli dość szybko, czarny starszy kocur sunął na przedzie zostawiając młodszych z tyłu.
- Więc, jak tam u ciebie? Wszystko w porządku między tobą a Wschodzącą Falą?- zapytał szarawy kot patrząc na brata. Wojownik upewnił się czy Borsuczy Cień ich nie podsłuchuje po czym odpowiedział:
- Wszystko dobrze. Nawet bardzo. Cieszę się, że mogę z nią być. To wspaniała kotka, jesteśmy szczęśliwi- odpowiedział wesołym tonem chowając wcześniejszy smutek- a ty? Dalej samotny? Może byś się ruszył i kogoś sobie znalazł!
- Na Gwiezdnych, nie zmuszaj mnie do takich rzeczy!- fuknął speszony Omszona Skóra- może kogoś poszukam, mam jeszcze czas...
- Tak, jasne. A potem skończysz jak nasz drogi wujaszek.
- Jako lider? Bardzo chętnie.
Obaj zaśmiali się budząc ciekawość Borsuczego Cienia który na nich spojrzał. Pokręcił lekko głową i wrócił do patrolowania. Bracia znowu zerknęli na siebie wracając do rozmowy.
- Ale tak szczerze, Czarny Potoku, czy my mamy jakieś wolne kotki? Prawie każda ma już kogoś i wiesz, nie śmiem rozbijać związków. O zdradzie nie ma mowy, już uprzedzam.
- Jak to nie ma? Mam zacząć wyliczać?- zaśmiał się kocur a widząc, że Omszona Skóra kiwa głową zaśmiał się- no dobrze...Żądlący Język.
- Bardzo ładna, ale...- tutaj szary kocur zrobił przerwę i spojrzał na Borsuczego Cienia zniżając głos- zaborcza i wredna. Nie przepadam za nią szczególnie.
Czarny Potok musiał przyznać, że kotka nie jest najprzyjemniejsza. O wiele bardziej wolał jej siostrę, Wschodząca Fala to istne uosobienie spokoju i miłości. Powrócił na ziemię potrząsając głową. Zastanowił się chwilę po czym znowu przemówił:
- Klonowa Sadzawka.
- Bardzo przyjazna, ale dość wścibska. No wiesz, męcząca przez to. Ale miło się z nią rozmawia. Mimo to...nie czuje tego czegoś- westchnął ciężką Omszona Skóra machając ogonem- to bez sensu Czarny Potoku, pogodzę się z samotnością.
- Uspokój się dziadygo jedna!- zaśmiał się Czarny Potok wytężając swój umysł- a co z Sójczym Skrzydłem? Ma dzieci, ale jest wolna!
- Sój-jka?- za jąkał się Omszona Skóra potrząsając wąsami- cóż, to bardzo przyjazna kotka...no i jest ładna, ale bez przesady, nie spojrzy na kogoś takiego jak ja...
- Aha! Mam cię!- wypalił młodszy z braci szczerząc kły- to może się udać...daj mi dwa dni.
Zanim kocur zdążył zaprotestować Czarny Potok odwrócił głowę i zobaczył jak Borsuczy Cień nadeptuje na żmiję. Wąż zasyczał wściekle i wysunął kły. Nim starszemu wojownikowi udało się odskoczyć w bok gad zaatakował. Szybka reakcja czarnego kocura uratowała ojca jego partnerki. Skoczył na długiego zwierza i złapał go blisko głowy. Przegryzł go powodując natychmiastową śmierć łukowatego potwora. Rzucił jego zwłoki i odetchnął z ulgą patrząc na przerażonego Borsuka. Kocur nie odzywał się błądząc oczami od żmii po Czarnuszka kończąc na Omszonej Skórze. Wojownik z białą plamą zwrócił ślepia ku wężowi. Od takiej samej właśnie umierała Kwitnąca Łapa. Dreszcz przeszedł jego plecy, nie wyobrażał sobie Borsuka na jej miejscu. Oczami wyobraźni dostrzegł zrozpaczoną Wschodzącą Falę leżącą u boku martwego ojca.
- Uratowałeś mnie- słowa Borsuczego Cienia obudziły kocura- dziękuję.
- Drobiazg...rodzina musi sobie pomagać, prawda?- zauważył Czarny Potok uśmiechając się blado. Więcej nikt się nie odzywał.
Po powrocie do obozu najstarszy wojownik poszedł prosto do swojej partnerki opowiedzieć jej o zajściu. Akurat Zabluszczone Futro siedziała z całą swoją rodziną. Czarny wojownik zazdrościł im takich momentów, jego rodzina prawie nie zbierała się razem. Rozmawiał z każdym, ale osobno. Chciał choć raz siąść w pełnym gronie. Omszona Skóra wyraził swój podziw co do zachowania brata i pochwalił jego postawę.
- Daj spokój, też byś tak zrobił.
- Ale nie zrobiłem, nie zauważyłem tego. Gdyby nie ty Borsuczy Cień mógłby już nie żyć.
- Tak...może, nie wiem, nie chcę wiedzieć. Zawołasz naszą matkę? Chcę abyśmy wszyscy odwiedzili Wierzbę jutro, dobrze?
Szary kocur kiwnął głową i pożegnał się z bratem. Kiedy tylko kocur odszedł oczy rodziny Wschodzika zwróciły się na niego. Czarnym Potokiem poruszył dreszcz, nie lubił być w centrum uwagi. Pierwsza wstała Zabluszczone Futro która podeszła do niego pośpiesznie po czym przytuliła się chowając pysk gdzieś w jego szyi.
- Dziękuję- wypaliła łasząc się do niego po czym spojrzała w jego ciemne oczy- dziękuje synu.
Na dźwięk słowa ,,synu" zrobiło mu się słabo. Nie sądził, że kiedyś to od niej usłyszy. Dalej nie czuł, że jest za co mu dziękować. Każdy inny kot zrobiłby to samo, to nie jest wielka sprawa. Fakt, życie każdego klanowicza jest ważne ale jeśli nie on by go uratował to ktoś inny. Zaraz obok matki pojawiła się Wschodząca Fala. W jej oczach odbijała się wdzięczność mieszana ze wzruszeniem. Wtuliła się w krótkie i szorstkie futro partnera liżąc jego bark.
- Jesteś naprawdę niesamowity. Chyba należy ci się jakaś nagroda...
- Jejku, Wschodząca Falo, to nic takiego. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu, jak mógłbym nie zareagować?- wyplątywał się speszony kocur ugniatając ziemię. Zabluszczone Futerko zaśmiała się cicho po czym odeszła do rodziny.
Wraz z kolejnym dniem przyszły straszne nowiny. Mimo tego, że noc dla kocura była bardzo dobra, w końcu się wyspał i, no cóż, odebrał nagrodę, to z rana musiał znowu wpaść w melancholijny nastrój. W nocy zmarli Kwitnąca Łapa i Osmolony Brzuch. Niedźwiedzia Gwiazda wyznaczył Sójcze Skrzydło, Omszoną Skórę i Słoneczny Blask do pochowania ich. Wraz z trójką kotów poszła Zaskronia Łapa. Czarny Potok dobrze wiedział co musiała czuć biedna terminatorka, sam stracił w jej wieku siostrę, a nawet wcześniej. Wschodząca Fala oparła się o swojego partnera zamykając oczy.
- Straszna sprawa, prawda? Taka młoda i musiała odejść- mruknęła a w jej oczach pojawiły się łzy. Kocur dobrze wiedział, że śmierć uczennicy przypomniała jej o Błękitnej Łapie. Przytulił ją próbując pocieszyć ale sam nie miał siły ani energii na szerzenie szczęścia. Oddalili się i poszli każde w swoją stronę. Wschodzik musiała biec na trening z uczennicą nawet jeśli nie miała na niego siłę. Czarny Potok natomiast poszedł w stronę żłobka czekając na swoją rodzinę. Pierwszy pojawił się, a jakże, Omszona Skóra. Prowadził ze sobą Pręgowany Grzbiet która uśmiechnęła się do syna. Dawno ze sobą nie rozmawiali, jakby, nie mieli na to czasu. Kotka nie miała mu tego za złe. Cała zgraja weszła do środka witając się z Poplamionym Piórkiem i jej dziećmi. Spotkali z nią Słoneczny Blask który wyszczerzył kły w stronę byłego ucznia. Cała rodzina zasiadła obok Wierzbowego Serca której oczy aż zaświeciły.
- Nie obudzimy ci młodych?- zapytała, jak zawsze troskliwie, matka patrząc na swoje wnuki. Dwa kocurki mruczały coś przepychając się krótkimi łapkami.
- Nie, nie. I tak nie śpią, małe łobuziaki- zaśmiała się stykając nosem ze swoim bliźniakiem- miło was wszystkich tu widzieć.
- To pomysł Czarnego Potoku. Stwierdził, że idealnie będzie zwalić się tutaj do ciebie całą rodzinką- odparł Omszona Skóra posyłając bratu radosne spojrzenie- ja uważam, że to świetny pomysł.
- Tak dawno nie byliśmy wszyscy razem...to miłe uczucie- mruknęła Pręgowany Grzbiet ciągle patrząc na młode- jakie one śliczne! Już tak dawno takich nie miałam. Powiedzcie mi moi kochani, kiedy wy tak wyrośliście?
- Jakieś dwadzieścia księżyców temu- odpowiedział Czarny Potok a wszyscy się zaśmiali. Mały czarnuszek z plamą na barku wgramolił się na łapy babci mrucząc coś zaciekle. Starsza kotka liznęła go po główce a awanturnik pisnął coś do niej.
- To jest Kopeć. Zwykle tak się nie wierci, może teraz nabrał trochę energii- zamruczała Wierzbowe Serce wskazując na drugiego syna- a to Skrzydełko, to on głównie powoduje przepychanki.
Czarny Potok dostał na swoje łapy drobnego kociaka. Miauknął coś do niego i trącił go nosem. Skrzydełko zamruczał coś i ułożył się wygodnie na jego nogach próbując zasnąć.
- Lubi cię- zauważyła jego siostra uśmiechając się delikatnie.
- Kto by pomyślał, że jesteś taki delikatny- odezwał się głos za nim. Czarny Potok odwrócił głowę i ujrzał zgarbionego zastępce. Kocur przeniósł swoje zielone ślepia na rodzinę i na młode. Wykrzywił pysk w lekki uśmiech i siadł obok Pręgowanego Grzbietu. Co ciekawe, kotka nie wykazała żadnego spięcia czy zdenerwowania. Oparła głowę o jego pierś jakby nigdy się nie kłócili, jakby wszystko było w porządku.
- Podobają ci się wnuki, Spadku?- zapytała miło srebrzysta kotka patrząc na Kopcia.
- Czy mi się podobają, są śliczne- odpowiedział zastępca zdobywając się na kolejny uśmiech- jestem dumny z Wierzbowego Serca.
Córka kiwnęła głową i odpowiedziała ślicznym uśmiechem. Kompletnie zdezorientowani bracia spojrzeli na siebie. Czy ktoś porwał i podmienił im ojca? Gdzie wredne docinki, wściekłe fuknięcia i pełne arogancji przewracanie oczami? Gdzie jest stary, zgrzybiały Spadający Liść?
- Co tak na mnie patrzysz Czarny Potoku?- zapytał zastępca unosząc brew- coś nie tak?
- Nie, po prostu...
- Jestem dziwnie ,,miły"?- zaśmiał się ochryple kocur- wesz, na stare lata chyba straciłem ,,to coś". Kończę z tym awanturniczym życiem. Niedługo zejdę z tego świata i co? Kto o mnie będzie mówił? Może ty? Cóż, tego jestem pewien, ale raczej będziesz mną straszył dzieci. Czas się pogodzić, zakopać stare kłótnie. Twoja matka, i siostra, mi to uświadomiły.
- Myślisz, że tak po prostu wybaczę ci księżyce poniżania i niszczenia mnie psychicznie?- warknął Czarny Potok rzucając mu wyzywające spojrzenie- naprawdę sądzisz, że jednym uśmiechem zmienisz wszystko?
- Nie- odparł kocur z poważną miną nie spuszczając oczu z syna- ale nalezą ci się przeprosiny. Zatem...przepraszam. Za wszystko. Za moje zachowanie, za poniżanie, byłem podły. Niestety taką mam naturę...ale chcę się dla was zmienić.
- Czujesz, że śmierć przychodzi i chcesz zrobić z siebie bohatera?- zakpił z niego wojownik strosząc futro na karku- naprawdę, nie sądziłem, że można niżej upaść.
- Czarny Potoku!- zasyczała Pręgowany Grzbiet rzucając mu wręcz mordercze spojrzenie- twój ojciec naprawdę się stara! Daj mu szansę.
Pod naporem słów i wzroku siostry dał za wygraną. Westchnął i kiwnął głową. Spojrzał na ojca a widząc dziwną skruchę w jego oczach zrozumiał, że to pora się pogodzić.
- Zgoda. Nie będę już chował urazy. Wierzę, że będzie dobrze- odpowiedział i uśmiechnął się do niego.
Po wyjściu ze żłobka czuł się lekko, naprawdę lekko. Z pogodnymi myślami skoczył w stronę stosu ze zwierzyną i już miał sięgnąć po ziębę kiedy sprzed nosa sprzątnął ją mu Muchomorowe Serce. Nakrapiany kot uśmiechnął się do niego wrednie i odwrócił się machając kitą. Czarny jednak nie chciał tego tak zostawić.
- Wiesz, mógłbyś chociaż przeprosić.
- Za co, za twój słaby refleks?- odpyskował mu wojownik unosząc głowę do góry- Czarnuszku, myślałem, że trochę polepszyły ci się teksty.
- Kochany Grzybku, myślałem, że już się tak nie zachowujesz- miauknął kocur przypominając sobie o przezwisku które usłyszał na zebraniu. W oczach nakrapianego kocura błysnęła dzika wściekłość. Upuścił ziębę rozchylając lekko pysk. Jego wąsy zadrżały a łapy zmiękły.
- Skąd znasz to przezwisko?! Gadaj natychmiast!- warknął wysuwając pazury. Czarny Potok zrozumiał, że postąpił źle. Nie widział go jeszcze tak wściekłego. Głównie bił się z Pylnym Czołem, nie z Muchomorem. Teraz jednak chyba przyjdzie mu się przekonać co potrafi.
- Usłyszałem je na zgromadzeniu. Wybacz, nie wiedziałem, że go nie lubisz- wyjaśnił kocur szykując się do uniku. Jednak atak nie nadszedł. Muchomor schował pazury i prychnął wściekle. Zdzielił z bara ,,kolegę" i wyszedł z obozu szybkim krokiem. Czarny odprowadził o wzrokiem po czym zabrał jego ziębę. Nie to nie, on z chęcią ją zje. Dołączył do swojej partnerki która jadła wróbla. Rudawa kotka posłała mu miłe spojrzenie ocierając się pyskiem o jego polik.
- Co się stało? Muchomorowe Serce był jakoś wściekły.
- A tam, nic się nie stało. Trochę go zdenerwowałem, ale no...mam swoją ziębę- zaśmiał się kocur próbując udawać radosnego, ale dziwne poczucie winy przytłaczało go. Spojrzał w bok jednym uchem słuchając opowieści partnerki. Zauważył Omszoną Skórę siedzącego w towarzystwie Sójczego Skrzydła. Dwójka świetnie się razem bawiła, żartowali i śmiali się. Widać było, że dla kotki szary wojownik porzucił swoją nieśmiałą otoczkę. Czarny kocur ucieszył się tym faktem. Drzewa nad głowami kotów z klanu Klifu zaszumiały cicho a wiatr hulał po plaży porywając drobiny piasku. Pora Nowych Liści nadeszła.
01 lipca 2018
Od Czarnego Potoku CD Skocznej Łapy
Czarny kocur ściągnął uszy słysząc to przezwisko. ,,Czarnyszku, nikt tak się do mnie nie zwracał od kiedy wyszedłem ze żłobka" podsumował to w myślach po czym ciężko westchnął. Musiał jakoś ugryźć temat zebrania.
- Pamiętasz co się stało na zgromadzeniu?- zaczął mierząc kocurka przenikliwym wzorkiem- pozwoliłem ci pójść porozmawiać z innymi, czyż tak?
- No tak! Poznałem Migoczącą Łapę, jej brata i Srebrne Poroże. Bardzo miłe koty- odpowiedział uśmiechnięty Skoczna Łapa machając lekko ogonem.
- Oczywiście...ale ja nie chcę rozmawiać o tym czy byli fajni czy też nie. Obchodzi mnie twoje zachowanie. Skoczna Łapo, nie tego się po tobie spodziewałem- warknął ostro strosząc futro na karku- czy nie mówiłem ci, że mamy odnosić się do innych z szacunkiem, czy nie tłukłem ci do tego łba, że trzeba zachowywać się grzecznie i jak przystało na członka Klanu Klifu? Powiedz mi, który inny kot dźga patykiem obcego, po za jakimś dzikusem czy innym obdartusem mieszkającym samotnie w lesie.
Młody kocurek skulił się pod naporem słów i okrutnym wzrokiem mentora. Ewidentnie żałował swojego zachowania. Pogrzebał łapą w śniegu wpatrując się w ziemię. Nie odezwał się nawet pół słowem wprowadzając Czarny Potok we wściekłość.
- Nie usłyszę nawet przepraszam? Nic, kompletnie?!- warknął rozsierdzony kocur tupiąc łapą- nie tak cię uczyłem Skoczna Łapo, zawiodłem się.
- No przepraszam, myślałem, że to będzie śmieszne!- wypalił w końcu uczeń jeżąc sierść na ogonie- Srebrne Poroże też się śmiał! Nie musisz być taki spięty!
- Spięty? Ja po prostu dbam o dobre imię Klanu Klifu i nie znoszę jak ktoś je tak bezczelnie depcze!- zasyczał Czarny Potok unosząc się jeszcze bardziej do góry przez co prawie trzykrotnie przerósł kocura. Uspokoił się w jednej chwili oddychając głęboko- no dobrze, później się zastanowisz nad tym wszystkim. Teraz zapraszam na trening.
Skoczna Łapa powlókł się za swoim mentorem ze skwaszoną miną. Nie miał ewidentnie ochoty na spędzanie z nim czasu. Czarny Potok wzruszył na to wszystko ramionami, młody musi to przecierpieć. W przejściu minął się ze swoim ojcem który ociężałym i powolnym krokiem szedł wraz ze swoją uczennicą na trening. Kocur zaśmiał się przywołując słowa Niedźwiedziej Gwiazdy. ,,Może naprawdę temu grzybowi przyda się lekcja pokory?" pomyślał po czym skierował się w stronę rzeki.
Zatrzymali się przy samej granicy. Tam też mentor ogłosił, że będą ćwiczyć. Kazał ustawić się Skocznej Łapie w znacznej odległości po czym zaczął:
- Przetestuje twoje umiejętności walki. Spokojnie, nic ci nie grozi, raczej- zaśmiał się pod nosem zapominając już o wcześniejszej sprzeczce- atakuj mnie tak jak uważasz za stosowne. Kop, gryź, drap, wszystko jedno bylebyś wygrał. No, może po za zabijaniem i poważnym kaleczeniem, tego chcemy uniknąć.
Kiwnął głową w jego stronę a kiedy uczeń mu odpowiedział Czarny Potok mocniej zaparł się łapami. Skoczna Łapa wystrzelił w jego kierunku wyciągając daleko łapy. W ostatniej chwili wybył się do góry i wylądował za kocurem. Czarnuch odwrócił się szybko, ale było za późno. Skoczna Łapa naparł na niego całym ciałem i przewrócił chudego kocura. Jednak zbyt szybko zaczął się cieszyć. Wojownik zrobił obrót na plecach, wstał i w ułamku sekundy ruszył na ucznia przyciskając go do ziemi.
- No i nie żyjesz- mruknął Czarny puszczając ucznia- ale bardzo ładnie, przeskoczenie mnie to dobry element zaskoczenia. Chyba wiem jaka technika ci się najbardziej spodoba. Jesteś bardzo skoczny, pasuje do ciebie twoje imię. Problem w tym, że ja wolę stąpać po ziemi niż szybować, ale coś wymyślimy- zamruczał dumnie Czarny potok unosząc łeb do góry.
<<Skoczna Łapo?>>
- Pamiętasz co się stało na zgromadzeniu?- zaczął mierząc kocurka przenikliwym wzorkiem- pozwoliłem ci pójść porozmawiać z innymi, czyż tak?
- No tak! Poznałem Migoczącą Łapę, jej brata i Srebrne Poroże. Bardzo miłe koty- odpowiedział uśmiechnięty Skoczna Łapa machając lekko ogonem.
- Oczywiście...ale ja nie chcę rozmawiać o tym czy byli fajni czy też nie. Obchodzi mnie twoje zachowanie. Skoczna Łapo, nie tego się po tobie spodziewałem- warknął ostro strosząc futro na karku- czy nie mówiłem ci, że mamy odnosić się do innych z szacunkiem, czy nie tłukłem ci do tego łba, że trzeba zachowywać się grzecznie i jak przystało na członka Klanu Klifu? Powiedz mi, który inny kot dźga patykiem obcego, po za jakimś dzikusem czy innym obdartusem mieszkającym samotnie w lesie.
Młody kocurek skulił się pod naporem słów i okrutnym wzrokiem mentora. Ewidentnie żałował swojego zachowania. Pogrzebał łapą w śniegu wpatrując się w ziemię. Nie odezwał się nawet pół słowem wprowadzając Czarny Potok we wściekłość.
- Nie usłyszę nawet przepraszam? Nic, kompletnie?!- warknął rozsierdzony kocur tupiąc łapą- nie tak cię uczyłem Skoczna Łapo, zawiodłem się.
- No przepraszam, myślałem, że to będzie śmieszne!- wypalił w końcu uczeń jeżąc sierść na ogonie- Srebrne Poroże też się śmiał! Nie musisz być taki spięty!
- Spięty? Ja po prostu dbam o dobre imię Klanu Klifu i nie znoszę jak ktoś je tak bezczelnie depcze!- zasyczał Czarny Potok unosząc się jeszcze bardziej do góry przez co prawie trzykrotnie przerósł kocura. Uspokoił się w jednej chwili oddychając głęboko- no dobrze, później się zastanowisz nad tym wszystkim. Teraz zapraszam na trening.
Skoczna Łapa powlókł się za swoim mentorem ze skwaszoną miną. Nie miał ewidentnie ochoty na spędzanie z nim czasu. Czarny Potok wzruszył na to wszystko ramionami, młody musi to przecierpieć. W przejściu minął się ze swoim ojcem który ociężałym i powolnym krokiem szedł wraz ze swoją uczennicą na trening. Kocur zaśmiał się przywołując słowa Niedźwiedziej Gwiazdy. ,,Może naprawdę temu grzybowi przyda się lekcja pokory?" pomyślał po czym skierował się w stronę rzeki.
Zatrzymali się przy samej granicy. Tam też mentor ogłosił, że będą ćwiczyć. Kazał ustawić się Skocznej Łapie w znacznej odległości po czym zaczął:
- Przetestuje twoje umiejętności walki. Spokojnie, nic ci nie grozi, raczej- zaśmiał się pod nosem zapominając już o wcześniejszej sprzeczce- atakuj mnie tak jak uważasz za stosowne. Kop, gryź, drap, wszystko jedno bylebyś wygrał. No, może po za zabijaniem i poważnym kaleczeniem, tego chcemy uniknąć.
Kiwnął głową w jego stronę a kiedy uczeń mu odpowiedział Czarny Potok mocniej zaparł się łapami. Skoczna Łapa wystrzelił w jego kierunku wyciągając daleko łapy. W ostatniej chwili wybył się do góry i wylądował za kocurem. Czarnuch odwrócił się szybko, ale było za późno. Skoczna Łapa naparł na niego całym ciałem i przewrócił chudego kocura. Jednak zbyt szybko zaczął się cieszyć. Wojownik zrobił obrót na plecach, wstał i w ułamku sekundy ruszył na ucznia przyciskając go do ziemi.
- No i nie żyjesz- mruknął Czarny puszczając ucznia- ale bardzo ładnie, przeskoczenie mnie to dobry element zaskoczenia. Chyba wiem jaka technika ci się najbardziej spodoba. Jesteś bardzo skoczny, pasuje do ciebie twoje imię. Problem w tym, że ja wolę stąpać po ziemi niż szybować, ale coś wymyślimy- zamruczał dumnie Czarny potok unosząc łeb do góry.
<<Skoczna Łapo?>>
27 czerwca 2018
Od Czarnego Potoku CD Wierzbowego Serca
Cały świat zatrzymał się w jednej chwili. Nic dla młodego kocura nie miało znaczenia, nic po za oszalałą ze smutku siostrą. Jeszcze te kocięta...cóż za okrutny los ją spotkał. Niewiele myśląc przepchnął się obok starszego brata i przytulił Wierzbę. Kotka miotała się w jego uścisku próbując się wyrwać lecz poddała się po chwili. Omszona Skóra skulił się lekko spuszczając głowę. Sam nie wiedział co ma powiedzieć, jak ma się zachować. Wiadomość o młodych Wierzbowego Serca zaskoczyła wszystkich, łącznie z medyczkami. Na razie jednak Czarny Potok chciał odciągnąć złe myśli od kotki. Kołysał się z nią lekko po czym rzucił okiem na nieruchome ciało Ostrego Kła. Był wielki, potężny a zarazem tak słaby w jego oczach. Przegrał walkę z chorobą zostawiając osamotnioną partnerkę w najcięższym momencie swojego życia. ,,Ostry Kle...dlaczego?" zapytał go w myślach Czarny Potok wtulając się ponownie w zrozpaczoną siostrę.
Prawie pół księżyca po tym incydencie młody wojownik spotkał swoją siostrę gdy ta wchodziła do kociarni. Sam próbował się z niej wydostać ale ciągle zatrzymywały go młode Słonecznego Blasku które domagały się jeszcze jednej historyjki. Nie mógł też odmówić swojej przyjaciółce, Poplamione Piórko była bardzo zmęczona zajmowaniem się tą rozbrykaną zgrają. Kiedy kocur zbierał się do wyjścia w przejściu pojawiła się jego siostra. Przywitała go lekkim skinieniem głowy a on podszedł do niej oferując swoją pomoc. Wsparta o bark brata zeszła na dół powolnymi kroczkami i usiadła przy królowej. Zaskroniec i jej siostrzyczka zainteresowały się nowo przybyłą ale nie śmiały się odezwać. Wierzbowe Serce rzuciła na nie okiem po czym uśmiechnęła się miło i przemówiła:
- Są już bardzo duże jak na kociaki.
- Tak. Czas najwyższy aby otrzymały mentorów, nie sądzisz Czarny Potoku?- zwróciła się do niego przyjaciółka lekko mrużąc niebieskie ślepia. Wiedziała, że kocur ma świetne relacje z Niedźwiedzią Gwiazdą i jest jego swoistą ,,prawą łapą" po za jego ojcem. Wojownik kiwnął żywo łebkiem spoglądając na dwie, duże już panny. Najwyższa pora aby zostały mianowane. Zauważył jak ukradkiem ich nasłuchują udając, że pawią się kłębkiem mchu.
- Porozmawiam o tym z liderem, na pewno przyzna wam...znaczy nam rację- mruknął rzucając okiem na dzieci Plamki- oni też niedługo stąd wyfruną.
- Moje maleństwa? Nie bądź śmieszny, to jeszcze dzieci- zadrwiła z niego Poplamione Piórko szturchając go w bark- a może tylko ja chcę ich tak widzieć.
Przez całą rozmowę Wierzbowe Serce siedziała w ciszy wysuwając i chowając swoje pazury. Była bardzo spięta. Nagle do żłobka wpadł czarny-biały point witając się już ze swoimi pociechami u progu. Trójka kociąt rzuciła się w jego kierunku śmiejąc się głośno, tylko Rozkwit i Zawilec siedziały dalej w swoim miejscu. Słoneczny Blask podszedł do swojej ,,przyjaciółki" i liznął ją czule za uszami. Gdy zauważył Wierzbę i Czarnucha uśmiechnął się przyjaźnie i powitał się z nimi skinięciem głowy.
- Słyszałem, że spodziewasz się kociąt, gratuluje Wierzbuniu!- zaszczebiotał specjalnie zdrabniając jej imię. Usiadł tuż za Poplamionym Piórkiem i położył jej swój łeb na głowie.
- Zostajesz wujkiem młody, cieszysz się?
- Tak...chyba tak- przyznał po cichu Czarny Potok, lecz dobrze wiedział iż temat dzieci drażni jego siostrę. Wyczuwał jak jej futro faluje a oczy błądzą po ziemi. Były mentor szybko skoczył na równe łapy i zaproponował spacer swojej rodzinie. Zaprosił na niego też Rozkwit i Zaskrońca na co obie się zgodziły. Czarny został sam ze swoją siostrą. Czuł się spięty, musi z nią porozmawiać o młodych, nie może unikać tego tematu.
- Poplamione Piórko to szczęściara- odezwała się nagle Wierzbowe Serce- Słoneczny Blask to taki dobry kocur. Zajmuje się jej dziećmi jakby były jego.
- Kocha ją, to nic dziwnego...je także kocha.
- Ciekawe czy Ostry Kieł kochałby swoje dzieci tak samo- miauknęła smutno kotka wpatrując się w swoje łapy- może...gdybym kazała mu zostać...
- To nie twoja wina, nikt się tego nie spodziewał moja droga- próbował ją uspokoić- jeżeli boisz się wychowywać swoje dzieci sama...to...
- To co?
- To ci pomogę. Ze wszystkich sił, jak tylko dam radę. Będę najlepszym wujkiem jakiego mogły mieć- zaoferował się Czarny Potok machając ogonem- wiem, że to nie przywróci im ojca...ale chociaż będą miały do kogo zgłaszać skargi kiedy ktoś je pogryzie, czy pokłócą się ze sobą...
- To bardzo piękne, dziękuje. Ale masz swoje życie. Przecież ty i Wschodząca Fala jesteście teraz razem. Nie możesz jej zostawić na rzecz moich dzieci.
- A kto mówi o zostawieniu jej? Wierzbowe Serce, ja po prostu chcę pomóc. Dzieci zabierają dużo czasu, widzę ile siedzi tutaj Słoneczny Blask, ale ja dam sobie radę. Nie chcę cię zostawiać. Po za tym, jest jeszcze Omszak...znaczy, Omszona Skóra i mama. Oni nam pomogą- wspierał ją dalej ocierając się o szyję kotki. Wierzbowe Serce westchnęła ciężko i posłała mu promienny uśmiech.
- Ty to wiesz jak pomóc zdesperowanej kotce. Na Klan Gwiazd, Wschodząca Fala nie mogła trafić na lepszego!
Czarny Potok zaśmiał się po czym pożegnawszy się z siostrą wyskoczył z legowiska. Miał jeszcze tyle do zrobienia. Akurat wpadł na Omszoną Skórę który wracał z patrolu. Poprosił brata aby ten zajrzał do Wierzby kiedy znajdzie chwilę. Wojownik pochwalił troskę młodszego i zaprosił go na polowanie któregoś dnia. Czarny oczywiście przyjął zaproszenie po czym pognał do legowiska lidera. Słysząc czyjś uniesiony głos dobiegający ze szczeliny zatrzymał się czując jak chłód napiera na jego krótkie futerko. No tak, pogoda nie miała zamiaru ustąpić. Nadchodziły najgorsze mrozy. Czarny szybko rozpoznał w podniesionym głosie barwę jego ojca. Nadstawił uszu i nasłuchiwał wszystkiego uważnie. Czuł się trochę podle podsłuchując, ale wiedział, że nie ma innej rady na jego wścibskość jeśli chodzi o sprawy zastępcy.
- ...ale sam przyznaj, że robisz się co raz starszy, braciszku, chcę dobrze- tłumaczył mu coś spokojny jak zawsze Niedźwiedzia Gwiazda.
- Ale po jaką cholerę mi to mówisz, masz tyle samo księżyców co ja a jakoś nigdzie się nie wybierasz!
- Ty masz więcej stresu niż ja, bo jesteś taki...narwany. Gdybyś się uspokoił, w ogóle nie zaczynałbym tego tematu. A tu proszę, spójrz na siwe włosy na twoim karku!
- Na Klan Gwiazd, Niedźwiedzia Gwiazdo, starzeje się jak każdy ale to nie powód aby odsyłać mnie do starszyzny!- zawarczał wściekle Spadający Liść. A więc o to chodziło, lider chciał zastąpić swojego brata. Czarny potok poczuł jak jego serce rośnie, ojciec zostanie odesłany do starszyzny, nareszcie! Może w końcu się uspokoi. Przez moment nie słuchał ich rozmowy a kiedy znów zebrał się do wytężenia słuchu Spadający Liść wymaszerował dziarskim krokiem od brata. Rzucił szybkie, wściekłe spojrzenie na syna i zniknął gdzieś w obozie. Czarny Potok chrząknął i wszedł do środka. Niedźwiedzia Gwiazda leżał wygodnie na posłaniu a widząc bratanka przeciągnął się i zamruczał coś pod nosem.
- No masz ci los, kolejny czarnuch mnie odwiedza. Co tym razem?- zapytał ale w jego głosie słychać było ewidentne rozbawienie, więc wojownik nie miał się o co obrażać. Skłonił się lekko ale lider machnął łapą zniecierpliwiony.
- Bo, odwiedziłem dzisiaj żłobek i nie uszło mojej uwadze, że Zaskroniec i Rozkwit powinny już mieć mentorów.
- Mój Klanie Gwiazd, ile one już mają?- zapytał lekko przestraszony kocur strosząc futerko a słysząc odpowiedź miauknął przeciągle- agh, byłem pewien, że są w wieku dzieci Poplamionego Piórka. No to tak, tak, trzeba im znaleźć mentorów, na gwałt i jeszcze szybciej!
- No dobrze, też tak uważam...
- Powiedz mi, Czarnuszku mój kochany, nie chcesz ucznia?
Z początku wojownik odebrał to jako żart ale widząc powagę wypisaną na pysku lidera zrozumiał, że on już kompletnie nie pamięta, że bratanek ma przydzielonego brzdąca.
- Chciałem i mam. Skoczną Łapę.
- A no tak!- kocur uderzył się w pysk łapą mrucząc coś pod nosem- cholerna starość, już nic nie pamiętam! To powiedz mi Czarnuszku, kogo możemy im dać?
- Może...cóż, znam Rozkwit, to bardzo miła i grzeczna kotka. Może...Sójcze Skrzydło? Dawno nie miała ucznia.
- Dobry pomysł, niech się trochę baba rozerwie- zaśmiał się Niedźwiedzia Gwiazda po czym na jego pysk wszedł grymas zamyślenia- a co ty na to...aby Zaskrońca dać temu staremu zrzędzie.
- Komu?- zapytał lekko zbity z tropu Czarny Potok.
- No twojemu staremu! Dziad chodzi i jęczy, że nic się nie dzieje, że mu coś strzyka w kościach a jak chce go odesłać do starszyzny to się wije i skacze jak ryba, że on się czuje wspaniale! Dajmy mu ucznia, zobaczy, że nie nadąża i pójdzie mi siedzieć i grzybieć w spokoju.
Wojownik zdusił śmiech gdzieś w gardle. Uwielbiał humor lidera, mógłby go słuchać i godzinami. Czasami zastanawiał się, dlaczego Pręgowany Grzbiet nie mogła się z nim związać. Byliby parą niemal idealną. Na pewno Niedźwiedź dbałby o nią bardziej niż wredny i zgrzybiały Spadający Liść.
Pod koniec dnia było już po wszystkim. Omszona Skóra odwiedził Wierzbę, ceremonia się odbiła a biedny zastępca dostał nową uczennicę. Z niemałym zaskoczeniem wystąpił na środek i zetknął się nosem z nową uczennicą. Zmieszania nie ukrywała też Pręgowany Grzbiet. Wlepiła swoje oczy w lidera po czym przeniosła je na syna i zapytała z dziwną nutką podejrzenia w głosie ,,czy nie ma nic z tym wspólnego?". Czarny tylko wzruszył obojętnie ramionami i uśmiechnął się do niej. Powlókł się zmęczony do legowiska i położył się wygodnie na mchu. Zaraz obok niego pojawiła się Wschodząca Fala która ponownie okryła go swoim futerkiem. Liznęła go w nos i zaśmiała się cicho.
- Wiem, że to twoja sprawa...Spadek na mentora, oszalałeś!- szepnęła do niego zanosząc się cichym chichotem.
- Niech grzyb ma zabawę na stare lata- mruknął do niej mrugając okiem.
Prawie pół księżyca po tym incydencie młody wojownik spotkał swoją siostrę gdy ta wchodziła do kociarni. Sam próbował się z niej wydostać ale ciągle zatrzymywały go młode Słonecznego Blasku które domagały się jeszcze jednej historyjki. Nie mógł też odmówić swojej przyjaciółce, Poplamione Piórko była bardzo zmęczona zajmowaniem się tą rozbrykaną zgrają. Kiedy kocur zbierał się do wyjścia w przejściu pojawiła się jego siostra. Przywitała go lekkim skinieniem głowy a on podszedł do niej oferując swoją pomoc. Wsparta o bark brata zeszła na dół powolnymi kroczkami i usiadła przy królowej. Zaskroniec i jej siostrzyczka zainteresowały się nowo przybyłą ale nie śmiały się odezwać. Wierzbowe Serce rzuciła na nie okiem po czym uśmiechnęła się miło i przemówiła:
- Są już bardzo duże jak na kociaki.
- Tak. Czas najwyższy aby otrzymały mentorów, nie sądzisz Czarny Potoku?- zwróciła się do niego przyjaciółka lekko mrużąc niebieskie ślepia. Wiedziała, że kocur ma świetne relacje z Niedźwiedzią Gwiazdą i jest jego swoistą ,,prawą łapą" po za jego ojcem. Wojownik kiwnął żywo łebkiem spoglądając na dwie, duże już panny. Najwyższa pora aby zostały mianowane. Zauważył jak ukradkiem ich nasłuchują udając, że pawią się kłębkiem mchu.
- Porozmawiam o tym z liderem, na pewno przyzna wam...znaczy nam rację- mruknął rzucając okiem na dzieci Plamki- oni też niedługo stąd wyfruną.
- Moje maleństwa? Nie bądź śmieszny, to jeszcze dzieci- zadrwiła z niego Poplamione Piórko szturchając go w bark- a może tylko ja chcę ich tak widzieć.
Przez całą rozmowę Wierzbowe Serce siedziała w ciszy wysuwając i chowając swoje pazury. Była bardzo spięta. Nagle do żłobka wpadł czarny-biały point witając się już ze swoimi pociechami u progu. Trójka kociąt rzuciła się w jego kierunku śmiejąc się głośno, tylko Rozkwit i Zawilec siedziały dalej w swoim miejscu. Słoneczny Blask podszedł do swojej ,,przyjaciółki" i liznął ją czule za uszami. Gdy zauważył Wierzbę i Czarnucha uśmiechnął się przyjaźnie i powitał się z nimi skinięciem głowy.
- Słyszałem, że spodziewasz się kociąt, gratuluje Wierzbuniu!- zaszczebiotał specjalnie zdrabniając jej imię. Usiadł tuż za Poplamionym Piórkiem i położył jej swój łeb na głowie.
- Zostajesz wujkiem młody, cieszysz się?
- Tak...chyba tak- przyznał po cichu Czarny Potok, lecz dobrze wiedział iż temat dzieci drażni jego siostrę. Wyczuwał jak jej futro faluje a oczy błądzą po ziemi. Były mentor szybko skoczył na równe łapy i zaproponował spacer swojej rodzinie. Zaprosił na niego też Rozkwit i Zaskrońca na co obie się zgodziły. Czarny został sam ze swoją siostrą. Czuł się spięty, musi z nią porozmawiać o młodych, nie może unikać tego tematu.
- Poplamione Piórko to szczęściara- odezwała się nagle Wierzbowe Serce- Słoneczny Blask to taki dobry kocur. Zajmuje się jej dziećmi jakby były jego.
- Kocha ją, to nic dziwnego...je także kocha.
- Ciekawe czy Ostry Kieł kochałby swoje dzieci tak samo- miauknęła smutno kotka wpatrując się w swoje łapy- może...gdybym kazała mu zostać...
- To nie twoja wina, nikt się tego nie spodziewał moja droga- próbował ją uspokoić- jeżeli boisz się wychowywać swoje dzieci sama...to...
- To co?
- To ci pomogę. Ze wszystkich sił, jak tylko dam radę. Będę najlepszym wujkiem jakiego mogły mieć- zaoferował się Czarny Potok machając ogonem- wiem, że to nie przywróci im ojca...ale chociaż będą miały do kogo zgłaszać skargi kiedy ktoś je pogryzie, czy pokłócą się ze sobą...
- To bardzo piękne, dziękuje. Ale masz swoje życie. Przecież ty i Wschodząca Fala jesteście teraz razem. Nie możesz jej zostawić na rzecz moich dzieci.
- A kto mówi o zostawieniu jej? Wierzbowe Serce, ja po prostu chcę pomóc. Dzieci zabierają dużo czasu, widzę ile siedzi tutaj Słoneczny Blask, ale ja dam sobie radę. Nie chcę cię zostawiać. Po za tym, jest jeszcze Omszak...znaczy, Omszona Skóra i mama. Oni nam pomogą- wspierał ją dalej ocierając się o szyję kotki. Wierzbowe Serce westchnęła ciężko i posłała mu promienny uśmiech.
- Ty to wiesz jak pomóc zdesperowanej kotce. Na Klan Gwiazd, Wschodząca Fala nie mogła trafić na lepszego!
Czarny Potok zaśmiał się po czym pożegnawszy się z siostrą wyskoczył z legowiska. Miał jeszcze tyle do zrobienia. Akurat wpadł na Omszoną Skórę który wracał z patrolu. Poprosił brata aby ten zajrzał do Wierzby kiedy znajdzie chwilę. Wojownik pochwalił troskę młodszego i zaprosił go na polowanie któregoś dnia. Czarny oczywiście przyjął zaproszenie po czym pognał do legowiska lidera. Słysząc czyjś uniesiony głos dobiegający ze szczeliny zatrzymał się czując jak chłód napiera na jego krótkie futerko. No tak, pogoda nie miała zamiaru ustąpić. Nadchodziły najgorsze mrozy. Czarny szybko rozpoznał w podniesionym głosie barwę jego ojca. Nadstawił uszu i nasłuchiwał wszystkiego uważnie. Czuł się trochę podle podsłuchując, ale wiedział, że nie ma innej rady na jego wścibskość jeśli chodzi o sprawy zastępcy.
- ...ale sam przyznaj, że robisz się co raz starszy, braciszku, chcę dobrze- tłumaczył mu coś spokojny jak zawsze Niedźwiedzia Gwiazda.
- Ale po jaką cholerę mi to mówisz, masz tyle samo księżyców co ja a jakoś nigdzie się nie wybierasz!
- Ty masz więcej stresu niż ja, bo jesteś taki...narwany. Gdybyś się uspokoił, w ogóle nie zaczynałbym tego tematu. A tu proszę, spójrz na siwe włosy na twoim karku!
- Na Klan Gwiazd, Niedźwiedzia Gwiazdo, starzeje się jak każdy ale to nie powód aby odsyłać mnie do starszyzny!- zawarczał wściekle Spadający Liść. A więc o to chodziło, lider chciał zastąpić swojego brata. Czarny potok poczuł jak jego serce rośnie, ojciec zostanie odesłany do starszyzny, nareszcie! Może w końcu się uspokoi. Przez moment nie słuchał ich rozmowy a kiedy znów zebrał się do wytężenia słuchu Spadający Liść wymaszerował dziarskim krokiem od brata. Rzucił szybkie, wściekłe spojrzenie na syna i zniknął gdzieś w obozie. Czarny Potok chrząknął i wszedł do środka. Niedźwiedzia Gwiazda leżał wygodnie na posłaniu a widząc bratanka przeciągnął się i zamruczał coś pod nosem.
- No masz ci los, kolejny czarnuch mnie odwiedza. Co tym razem?- zapytał ale w jego głosie słychać było ewidentne rozbawienie, więc wojownik nie miał się o co obrażać. Skłonił się lekko ale lider machnął łapą zniecierpliwiony.
- Bo, odwiedziłem dzisiaj żłobek i nie uszło mojej uwadze, że Zaskroniec i Rozkwit powinny już mieć mentorów.
- Mój Klanie Gwiazd, ile one już mają?- zapytał lekko przestraszony kocur strosząc futerko a słysząc odpowiedź miauknął przeciągle- agh, byłem pewien, że są w wieku dzieci Poplamionego Piórka. No to tak, tak, trzeba im znaleźć mentorów, na gwałt i jeszcze szybciej!
- No dobrze, też tak uważam...
- Powiedz mi, Czarnuszku mój kochany, nie chcesz ucznia?
Z początku wojownik odebrał to jako żart ale widząc powagę wypisaną na pysku lidera zrozumiał, że on już kompletnie nie pamięta, że bratanek ma przydzielonego brzdąca.
- Chciałem i mam. Skoczną Łapę.
- A no tak!- kocur uderzył się w pysk łapą mrucząc coś pod nosem- cholerna starość, już nic nie pamiętam! To powiedz mi Czarnuszku, kogo możemy im dać?
- Może...cóż, znam Rozkwit, to bardzo miła i grzeczna kotka. Może...Sójcze Skrzydło? Dawno nie miała ucznia.
- Dobry pomysł, niech się trochę baba rozerwie- zaśmiał się Niedźwiedzia Gwiazda po czym na jego pysk wszedł grymas zamyślenia- a co ty na to...aby Zaskrońca dać temu staremu zrzędzie.
- Komu?- zapytał lekko zbity z tropu Czarny Potok.
- No twojemu staremu! Dziad chodzi i jęczy, że nic się nie dzieje, że mu coś strzyka w kościach a jak chce go odesłać do starszyzny to się wije i skacze jak ryba, że on się czuje wspaniale! Dajmy mu ucznia, zobaczy, że nie nadąża i pójdzie mi siedzieć i grzybieć w spokoju.
Wojownik zdusił śmiech gdzieś w gardle. Uwielbiał humor lidera, mógłby go słuchać i godzinami. Czasami zastanawiał się, dlaczego Pręgowany Grzbiet nie mogła się z nim związać. Byliby parą niemal idealną. Na pewno Niedźwiedź dbałby o nią bardziej niż wredny i zgrzybiały Spadający Liść.
Pod koniec dnia było już po wszystkim. Omszona Skóra odwiedził Wierzbę, ceremonia się odbiła a biedny zastępca dostał nową uczennicę. Z niemałym zaskoczeniem wystąpił na środek i zetknął się nosem z nową uczennicą. Zmieszania nie ukrywała też Pręgowany Grzbiet. Wlepiła swoje oczy w lidera po czym przeniosła je na syna i zapytała z dziwną nutką podejrzenia w głosie ,,czy nie ma nic z tym wspólnego?". Czarny tylko wzruszył obojętnie ramionami i uśmiechnął się do niej. Powlókł się zmęczony do legowiska i położył się wygodnie na mchu. Zaraz obok niego pojawiła się Wschodząca Fala która ponownie okryła go swoim futerkiem. Liznęła go w nos i zaśmiała się cicho.
- Wiem, że to twoja sprawa...Spadek na mentora, oszalałeś!- szepnęła do niego zanosząc się cichym chichotem.
- Niech grzyb ma zabawę na stare lata- mruknął do niej mrugając okiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)