Po mianowaniu Kostki, przed zasypaniem żywcem
Wreszcie skinął głową.
— Zawalczysz z Jabłkową Łapą. Może problem tkwi w pokrewieństwie, a nie sposobie walki.
Niebieskooka westchnęła z ulgą. Nie chciała znowu walczyć ze swoimi bliskimi, to było dla niej niezwykle trudne. Nie tylko fizycznie, ale i też psychicznie. Oczywiście, przepychanki rodzeństwa rozumiała, jednak to było o stopień wyżej, co jej się wcale nie podobało. Jabłkowej Łapy nie znała dobrze, jedynie z widzenia, ponieważ dzieliły legowisko. Sama nie była pewna, co spowodowało jej ostatnią porażkę. To nie było tak, że się z niej cieszyła. Wręcz przeciwnie.
— Dziękuję, Śniący Obserwatorze — miauknęła ze szczerą wdzięcznością. Przewodnik podniósł się i otrzepał długie kłosy z paprochów, a następnie ruszył eleganckim krokiem w stronę Gadożerowego Pyska, już czekającego na nich, nieco na uboczu centrum. Zdziwiła się, że byli już ugadani – tak szybko? Czyli wystarczyło jedynie przekazanie jej informacji. Jednak, nie przedłużając nadto, również podniosła zadek z posadzki i zrównała z nimi kroku, czując, jak serce podchodzi jej delikatnie do gardła. Musiała tym razem wygrać. Jeśli wygra, może nie będzie musiała więcej z nikim walczyć, przynajmniej na jakiś czas.
Patrzyła dużymi oczkami na Jabłkową Łapę, starszą od siebie uczennicę. Kocur o wydłużonym, klinowym pysku również nic nie mówił, wywijając aksamitnie ogonem. Cała czwórka szła w milczeniu, co przyprawiało uczennicę o lekki dreszcz. Przywykła do tego, że podczas większych, zebranych grupek ktoś zawsze o czymś zawzięcie opowiadał albo chociażby charkał sobie na boki, a tutaj jedyną, która to robiła, była ona. Odchrząknęła w grobowej wręcz ciszy, czując, że zbiera jej się chrypka w gardle. Brązowooka spojrzała na nią, uśmiechając się delikatnie, a Poziomka wbiła wzrok w łapy ze skonfundowaniem, szybciutko tego żałując, bo gdy chciała również odwzajemnić rozpromienienie, arlekinka już na nią nie patrzyła.
Dotarli do jednej z wielu odnóg. Dwójka najstarszych usiadła nieopodal siebie, a uczennice czekały na polecenia mentorów. Szanse na zagadanie do niej właśnie przepadły, już nie było na to czasu.
— Stańcie przed sobą w równej odległości.
Obydwie wykonały polecenie. Poziomka była delikatnie niższa od Jabłkowej Łapy, jednak, całe szczęście, nie aż tak wiele, dlatego też poczuła, że może miała z nią szansę. Nie chciała z nikim walczyć, to nie wpływało na nią dobrze. Jej pierwsza i najnowsza walka uświadomiły jej, jak słaba była. Znajomy i przyjemny, ziemisty zapach wydobywał się ze ścian rozgałęzienia, przynosząc Poziomce swego rodzaju komfort. Może i nie był on ogromny, jednak doceniała go niezwykle. Końcówka ogromnego, trójkolorowego ogona wywijała na boki z nerwów, a Jabłkowa Łapa miała zawieszony wzrok na niej, mięśnie napięte. Była gotowa. Niebieskooka zaś w ogóle. Mimo to nigdy nie będzie czuć się gotowsza niż dzisiaj. Chciała to mieć już za sobą.
— Walczcie! — wybrzmiał niski głos jednego z dwójki kotów. Poziomkowa Łapa położyła uszy przy głowie i rzuciła się biegiem w stronę Jabłkowej Łapy. Znalazłszy się wystarczająco blisko, gdy liliowa miała już uskakiwać w bok w ostatniej chwili, potknęła się i przewróciła, przez co czarna wbiegła w nią z impetem. Arlekinka upadła na bok głucho, wznosząc w powietrze chmurkę kurzu, a szylkretka ułożyła się tuż obok niej. Kotki wspólnie zaczęły kaszleć, jednak nie powstrzymało to młodszej przed postawieniem swojej łapy na piersi drugiej i przyciśnięciem jej mocno do ziemi. Brązowooka szarpnęła się i spróbowała ją ugryźć w jedną z kończyn, przez co nacisk Poziomki zelżał i arlekinka prędko to wykorzystała, bowiem zamachnęła się tuż przed jej pyskiem, krzywiąc się, gdy poruszała choćby palcem. Gdyby tylko miała wysunięte pazury, z pewnością polałaby się krew. Z tą myślą zatem instynktownie, uczennica przewodnika chrząknęła i pochwyciła zranioną łapę przeciwniczki, naciskając na nią. Jabłkowa Łapa wrzasnęła, co wystraszyło długofutrą.
— Tylko bez pazurów! Nie ma się polać choćby kropla krwi — przypomniał im Gadożerowy Pysk.
— Poddaję się! — zawołała liliowa, a rudaska zrobiła duże oczka, odwracając łeb i spoglądając teraz na swojego mentora.
— Poziomkowa Łapa wygrywa! — powiedział, przymykając na chwilę oczy. Koteczka poczuła, jak serce przyspiesza jej bicia. Naprawdę udało jej się wygrać? Śnieżnobiały pomógł swojej podopiecznej wstać, arlekinka kulała. Niebieskooka zerknęła na nią ze zmartwieniem.
— Możesz stanąć na łapie? — zapytał mentor, a Burzaczka, gdy tylko zetknęła się poduszkami z gruntem, syknęła z bólu.
— Chyba ją zwichnęłam. Możemy pójść do Wdzięcznej Firletki? — zapytała, przechodząc obok Poziomki i spoglądając na nią chłodnym wzrokiem. Koteczka poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu. Była na nią zła? Na pewno zrobiła jej krzywdę… Poczuła, jak w kącikach oczu zaczyna ją piec ze wstydu i wyrzutów sumienia.
— Nie chciałam ci zrobić krzywdy, ja… — mruknęła w jej stronę, ale spotkała się z ciszą. Śniący Obserwator ruszył u jej boku, patrząc przed siebie.
— Przejdzie jej, to na pewno nic takiego — próbował ją pocieszyć Gadożerowy Pysk. — Mamy świetną medyczkę, pomoże jej.
Czarnofutra otarła łezki, kiwając głową. Miała nadzieję, że właśnie tak będzie. Przecież nigdy nikomu nie zrobiłaby celowo krzywdy! Nie skrzywdziła w całym swoim życiu nawet muchy. Będzie musiała przeprosić koleżankę z legowiska jak najszybciej. Zrobi to wtedy, kiedy Jabłuszko ochłonie po ich walce.
[950 słów, walka w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz