BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
09 września 2021
Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku
21 maja 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Barwinkowego Podmuchu
Przed oczami miała smutny, ściskający za serce, wyraz pyszczka Olchy.
12 lutego 2021
Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku
31 stycznia 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Barwinkowego Podmuchu
— No dobrze, nie rób tego następnym razem, bo nie będę taka łagodna. Do odwołania masz pomagać medykom oraz spełniać wszystkie prośby królowych oraz Sokolego Skrzydła — czarno-ruda skinęła jej głową, czując jednocześnie jak cały stres z niej znika. Zanim jeszcze odeszła, otworzyła mordkę tej ostatni raz.
— Jeszcze jedno, Berberysowa Gwiazdo. Mogłabyś zapanować nad swoim synem? Nie życzę sobie oskarżania mnie, że niby zdradzam klan i chodzę w krzaki z tymi kocurami, bo tak jak wspomniała, kodeks wojownika nie zabrania mieć znajomych w innych klanach. Dodatkowo prawie pobił się z liderem klanu wilka, Wróblową Gwiazdą — miauknęła spokojnie, odchodząc. Swoje łapy skierowała w stronę ojca, który wylizywał swoje futerko przed legowiskiem wojowników. Kątem oka widziała, jak lidera przywołuje do siebie swojego syna, zaś po jej mimice i ruchach było widać, że Szczawiowy Liść zbiera konkretny opierdol.
— Zgadnij kto ma przesrane, tatku — zachichotała, ruchem głowy wskazując opieprzanego właśnie liliowego kocura. Napuszyła futro z dumy, uśmiechając się szeroko.
14 stycznia 2021
Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku
26 grudnia 2020
Od Lisiej Łapy CD Barwinkowego Podmuchu
Będąc tak w stu procentach szczerym - Lisiczka miała ochotę zapaść się ze wstydu i żenady, która właśnie wylała się niczym jezioro po wielu księżycach soczystej ulewy. Szylkretka skrzywiła mordkę, kładąc po sobie przydługawe uszyska. Jeszcze brakowało, żeby Barwinkowy Podmuch zaczął tłumaczyć jej w jaki sposób powstają kocięta, albo jakby kazał siedzieć jej w żłobku i zajmować się kociakami, żeby "romanse jej się odwidziały". Mimowolnie przełknęła szpetnie pod nosem, co nie uszyło klapniętym uszom czarnego wojownika.
— NO I JESZCZE PRZEKLINASZ?! NA KLAN GWIAZDY! — syn byłego i martwego zastępcy podniósł się na cztery łapy, strosząc futro na grzbiecie oraz karku, przez co wydawał się dwa razy większy niż normalnie. Kotka aż usiadła zdziwiona. Kocur zwykle kojarzył jej się z wielgachną, puchatą i kochaną kluchą a nie jakimś furiatem, który dostaje piany na wieść, że kot, który polubił go już smarkaczem będąc znalazł towarzysza rozmów w kocurze z innego klanu.
— A-ale to tylko przyjaciel! — zaprotestowała otwarcie, tupiąc łapą o ziemię. Nie podobała jej się ta rozmowa, jednak nie przez to, że czuła troskę bijącą od Barwinka, tylko o dyskomfort, jaki odczuwała — A-a nawet i nie przyjaciel, t-tylko kolega! — dodała zaraz, widząc kwaśną minę na pysku starszego rangą i wiekiem.
— Ta, jasne! Dziecko mi demoralizuje! Nie dość, że przeklinasz, to jeszcze kłamiesz! Wiem, co widziałem!
— A właśnie, że nie! Ktoś ci nakablował pewnie, tak? Mów kto! Pewnie ten twój Szczawiowy Liść! — mówiąc to, mimowolnie odsłoniła kły, sycząc wściekle. Ostatnie, czego potrzebowała to oskarżanie o coś, czego nie zrobiła. Barwinkowy Podmuch dosłownie aż się zapowietrzył, wykrzywił pysk, jakby właśnie zeżarł cytrynę czy inne niedobre zioła, po czym uderzył ogonem o ziemię.
— Żaden tam "mój" Szczawik! — oburzył się i to nie na żarty. Lisiczka wyczuła w nim jednak coś dziwnego, jakby jednak ten jednolity lizus coś znaczył dla jej opiekuna. Nastawiła uszu, gdy usłyszała ciche bąknięcie pod nosem — Po prostu się o ciebie martwię, zrozum.
Nie mogła zaprzeczyć, że doceniała to, co czarno-biały wojownik dla niej robił, jednak złość nadal buzowała w chudym ciałku. Końcówka puchatej kity nadal drgała niekontrolowanie, przez co zbierała każdą gałązkę i listki, które znalazły się w jej zasięgu. Lisiczka czuła, jak serce bije jej oszalałe, jednak czy to z nerwów, czy ze strachu przed rozczarowaniem opiekuna - ciężko było stwierdzić.
— J-ja... j-ja po prostu n-nie lubię b-być sama... A-a Kwaśny ma Zimorodka, Wronka średnio ma ochoty na kontakt, a-a ciebie wiecznie nie ma jak cię potrzebuję — wydusiła z siebie niemrawo, spuszczając głowę. Grzebała łapką w ziemi, odgarniając piasek na kupkę. Było jej wstyd. I za siebie i za to, co właśnie powiedziała. Dodatkowo czuła się jak totalna porażka życiowa - bez znajomych — No i Łabędzi Plusk mnie nie lubi... — dodała cichutko, nawet nie kryjąc żalu — Zawsze jak mnie widzi, wygląda jakby miał zejść na atak serca...
Barwinkowy Podmuch westchnął cicho, kręcąc głową.
— Po prostu przypominasz mu o swoim ojcu
— Dzięki, żeś pomógł. Fajnie wiedzieć, że za każdym razem jak ktoś na mnie patrzy, widzi psychola, sadystę i mordercę. Świetnie umiesz pocieszać!
— A próbowałaś pokazać mu się z dobrej strony?
— Czy próbowałam? Oczywiście, że próbowałam! Kwiatka mu nawet przyniosłam! — miauknęła donośnie, oddychając ciężko — Ale to na nic... — dodała ciszej, zamykając ślepia — Wiesz jak mi przykro, tato? — stęknęła żałośnie. Podniosła głowę, wbijając żółte ślepia w kocura. Dopiero po chwili dotarło do niej, co powiedziała. Przełknęła ślinę, czując, że powoli nie może oddychać, ze łzami w oczach cofnęła się o krok.
— J-ja nie chciałam! Przep- — nim zdążyła skończyć swoje wywody, Barwinek po prostu przyciągnął ją do siebie i przytulił, szepcząc na ucho, że nic się nie stało, że nie ma za co przepraszać. Lisiczka oparła głowę o klatkę piersiową kocura, oddychając spokojniej, aż uspokoiła się zupełnie.
— Wiesz co? Możesz mi mówić tato, to miłe — zaśmiał się wesoło, opierając swój policzek na jej głowie. Szylkretka uniosła kącik pyszczka w uśmiechu, jeszcze bardziej wtulając się w miękkie, ciemne futro — Nie myśl sobie jednak, że rozmowa o randkowaniu i robieniu kociąt cię ominęła!
Uczennica stęknęła żałośnie, wyrywając się z jego objęć.
— A-ale tato! Ja nie chcę!
13 grudnia 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiej Łapy
14 października 2020
Od Lisiej Łapy CD Barwinkowego Podmuchu
28 września 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki
Słysząc to, co powiedziała mu koteczka poczuł, jak się w nim gotuje. Ten cholerny drań! Jak mógł skrzywdzić własne dziecko?! I to taką istotkę jak Lisiczka!
Słodki Język nie za bardzo go obchodziła. Nie chciał jednak wyjść na gbura w oczach młodej.
- Pewnie, że nie pozwolę. - Miauknął hardo.
Nie wiedział nawet na co się pisał, ale co mu pozostało? Nie ma nic do stracenia.
Machnął zdenerwowany ogonem, bijąc nim o ziemię. Ta ruda wywłoka była na patrolu z tego, co kojarzył. Niech nie wraca! Może go zjeść borsuk po drodze i nikt nie będzie płakał. Barwinek nawet zatańczy na jego grobie.
Dostrzegł po chwili zranioną łapkę koteczki. Mała nie mogła normalnie chodzić i pewnie ją bolało. Pieprzony drań, jak on jej to zrobił? Za co?
Nie rozumiał tego, jak się czuł. Jeszcze parę dni temu najchętniej by wywalił Lisiczkę ze swojego wąskiego grona znajomych. Teraz jednak był naprawdę zdenerwowany faktem, że szylkretka cierpiała.
Była jeszcze malutka, miała życie przed sobą! Aż tu przyszedł taki chuj co ją spłodził i zaczął niszczyć dzieciństwo. Przecież Lisiczka nabawi się traum...
Barwinek nie chciał, żeby mała miała tak przesrane w życiu jak on. Nie chciał, by jego błąd powtórzył inny kot, w dodatku nie z własnej woli.
Zacisnął zęby. Skoro Słodka nie może, on ogarnie tego dzieciora. To nie powinno być trudne, prawda?
- Wujek się tobą zajmie - miauknął po chwili. - Najpierw chodźmy do medyka.
- Nie...! - Zaprotestowała, odsuwając się na kulejącej łapce. - T-tata...
- Twojego taty nie ma. - Oznajmił. - No chodź, nie możemy czekać, bo potem będzie tylko gorzej.
- Ale-
- Nie ma żadnych "ale" - mruknął, biorąc ją za kark.
Była większa niż ostatnio, dlatego zaczęła stawiać opór. Nie mógł jej od tak zgarnąć za kark i wynieść. Teraz musiał z nią walczyć!
Młoda pazurkami łapała zmarzniętą ziemię, piszcząc, by ją puścił. Niektóre koty z klanu pewnie to obserwowały, a czarnemu solidnie się dostanie, jednak miał to gdzieś. Nie pierwszy raz naraża się liderowi czy całemu klanowi.
Po dłuższej chwili szarpaniny zaciągnął ją za fraki do medyka. Sokole Skrzydło wysłał Firletkową Łapę po zioła, a sam zdziwiony, jak i rozbawiony patrzył na wojownika. Pokręcił głową z rozbawieniem, kiedy czarny posadził przed nim córkę lidera.
- A co my tu mamy? - Zapytał oglądając młodą.
- Ma problem z łapą. Lis na patrolu? - Dopytał.
- Tak, wychodzil z wojownikami. - Odparł starszy, przygotowując jakieś ziółka na łapkę Lisiczki.
- Świetnie. To nie mów mu nic, że tu byłem z nią, okay? - Zapytał praktycznie będąc pewien, że Sokół zachowa milczenie.
Był świetnym medykiem i dobrym kotem, dlatego kiedy pokiwał głową Barwinek posłał mu lekki uśmiech.
- No już, musisz być grzeczna, żeby Sokole Skrzydło mógł cie wyleczyć. - Polecił młodej.
Usiadł sobie z boku, patrząc na kotkę i medyka. Posłał jej pokrzepiający uśmiech, czekając aż niebieski skończy swoją robotę, a on będzie mógł ją zabrać jak gdyby nigdy nic z powrotem do żłobka.
<Lisiczka? ^^>
23 września 2020
Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu
21 września 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki
Barwinek pamiętał jak przez mgłę Lisią Gwiazdę, gdy ten był młodszy i nieco spokojniejszy. To nie zmieniało jednak faktu, że wciąż pozostawał wybuchową kulą złości. Był ostro walnięty i atakował z byle pobudek.
Barwinek nie wiedział czym zawiniła sobie Słodki Język, ale obserwując pastwiącego się rudego miał ochotę zdzielić go w pysk.
Siedział jednak w miejscu, przebierając łapami. Cholerny psychopata.
Po sekundzie jego oczy ujrzały szylkretowe ciało. Drgnął bezwiednie, ale zaraz cofnął się. Lisiczka podbiegła do matki i łkając ją wołała.
Ten paskudny spalony ryj wydarł się na nią. Barwinkiem wstrząsnęło. Nienawidził lidera. Nie cierpiał jego i rządów, jakie prowadził. Wiecznie lała się krew, ale własne dziecko? Pozwalać mu patrzeć na pocharataną przez ojca matkę? Prawdziwy psychopata.
Lisiczka płakała dalej. Lis wziął ją w pysk, po chwili niedelikatnie upuszczając.
Zabrał Słodki Język do starszych. Czarny kocur patrzył na to wszystko zaciskając zęby. Chciał coś zrobić, ale nie mógł. A może był po prostu tchórzem? Nie chciał wylecieć z klanu na zbity pysk? Ale przecież mógłby obronić Lisiczkę! Tylko...
Wbił pazury w ziemię. Niewinne dziecko, z którego winy i nad nim wisiała morda Lisiej Gwiazdy oraz groźba śmierci. Jednak... Pierwszy raz nie ulegnie rudemu. Okaże młodej tyle wsparcia, ile będzie potrzebować, nawet kosztem wygnania. Przecież ona nie zasłużyła na taki widok!
W końcu był jej wujkiem. Tacy pomagają, prawda? Nie pierwszy raz robi coś wbrew innym, czy nadstawiając karku.
Gdy słońce zeszło niżej na niebie, a Lisia Gwiazda wybrał na patrol, Barwinek wyskoczył w legowiska wojowników. Szybkim krokiem poszedł do żłobka. Widział królowe, w tym Cyprysową Szyszkę, której widok nieźle go zdziwił.
Cofnął się szybko po parę myszy ze stosu. Dał je kocicom, szukając wzrokiem Lisiczki. Dostrzegł ją siedzącą w kącie. Pierwszy raz widział ten wulkan pozytywnej energii przygaszony.
- Hej, młoda. - Miauknął. - Wszystko okej?
Nie odpowiedziała. Czarny czuł, że jego pocieszenie na nic się zda. Zresztą, co by jej pomogło? Życie nie było bajką, ani jakąś sielanką.
Barwinek usiadł obok niej, a skoro nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć, podsunął ogon bliżej koteczki.
- Masz, przytul się. Będzie Ci lepiej, wiesz? - Mruknął.
Lisiczka myślała chwilę, po czym smętnym krokiem wtulila się w ciemne, miękkie futro swojego "wujka".
~*~
Nadeszła zima. Wraz z nią mało zwierzyny, wieczny mróz oraz choroby. To oczywiście nie dotykało Barwinka, który dzięki grubemu i pięknemu okryciu marzł nieco mniej od innych.
I tym razem brodząc wesoło w śniegu bawił się sam z sobą. Nikt jakoś nie dołączał. Uczniowie byli z mentorami, a kociaki siedziały w ciepłym żłobku.
Nie widział dawno Słodkiego Języka. Pewnie kotka nie ma sił wstawać. Zauważył też, że jej kocięta są pod opieką innych królowych. Czarno-białej musiało być smutno, że oddzielono ją od młodych.
Dostrzegł w wejściu do żłobka Lisiczkę. Patrzyła złotymi oczyma na śnieg. Cóż, przynajmniej nią może się zająć, kiedy Słodka tego nie może!
- Hej, Lisiczka! - Zawołał ją. Podbiegł brodząc w śniegu. - Chcesz się ze mną pobawić?
<Lisiczka? >
17 września 2020
Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu
16 września 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki
Młoda przyczepiła się do łapy wojownika, patrząc tymi biednymi, szklanymi oczkami... W dodatku tak uroczo prosiła... Jakby miała się rozpłakać, a zniknięcie czarnego zawaliło jej cały świat.
- Z-Zostań w-wujku... - Miauknęła rozpaczliwie.
Sokole Skrzydło wyszedł na chwilę po zioła, które mu się skończyły, więc zostali we dwójkę. Barwinek czuł małe i ostre pazurki koteczki, gdy tak ściskała jego łapę.
- Ugh... No dobra dobra! - Odparł w końcu, przegrywając z Lisiczką. - Tylko nie wbijaj już we mnie pazurków.
Szylkretka jakby ozdrowiała, wpatrywała się w niego z ogromnym szczęściem i ulgą. To jednak nie zmieniło faktu, że wciąż chorowała. Lisiczka od razu puściła jego łapę, robiąc kilka chwiejnych kroków ku wojownikowi.
- Ale nie oddalaj się! Siadaj tu obok no już już - pomachał łapką obok siebie, żeby ją przywołać.
Rzuciła mu spojrzenie chorego kociaka, po chwili zamiast siadając obok niego, tyłek posadziła pośród jego gęstego futra na ogonie. Pociągając nosem wtuliła się w jego kitę.
Walczył z chęcią odepchnięcia jej, bo mimo wszystko to było nieprzyjemne. Natychmiast jednak w jego umyśle ukazał się Lisia Gwiazda, obnażający kły oraz Lisiczka, mówiąca mu co zrobił Barwinek. Zadrżał na samą myśl, zaciskając zęby. Wytrzyma ten ciężar na swoim ogonie.
Lisiczka wbiła po chwili pazurki w jego sierść, docierając do skóry. Ugniatała sobie jego kitę! No co za bachor! Co on, jej matka?! Skrzywił się, patrząc na młodą. Ziewnęła, wtulając się ponownie, a Barwinek ściągając brwi odwrócił głowę.
Niedługo później przyszedł Sokole Skrzydło z ziołami, których mu brakowało. Zajął się przyrządzaniem lekarstwa dla młodej.
- Widzę, że dobrze się nią zajmujesz. - Mruknął starszy medyk, a Barwinek prychnął cicho.
- Ona sama się rządzi! Ja nic nie robię - Odparł nieco wzburzony. Co jak co ale niańką jeszcze nie został.
- No dobra dobra - mruknął, tykając Lisiczkę łapą. - Proszę, zjedz je.
Kotka spojrzała na niego śniętymi oczami. Powąchała zioła, po chwili otwierając pyszczek i jedząc je. Skrzywiła się od ich smaku, jednak grzecznie przełknęła.
- Bardzo ładnie - pochwalił ją medyk.
Lisiczka uśmiechnęła się, następnie patrząc wyczekująco na swojego "wujka".
Huh? Chciała też od niego pochwały? Nie dość, że mu ogon gniotła to jeszcze miał ja chwalić? Sokole Skrzydło rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, no tak. To córka lidera.
- Świetnie się spisałaś. - Miauknął po chwili. - Teraz będziesz zdrowa!
Lisiczka zamruczała zadowolona. Barwinek powinien przestać traktować ją specjalnie tylko dlatego, iż jest córką Lisiej Gwiazdy. Tylko, że nie potrafił. Strach przed liderem był mimo wszystko duży, dlatego zagryzając wargę pozwalał jej siedzieć w gęstym futrze swojego ogona.
- No dobra. - Zaczął po chwili. - Muszę już iść. Zostaniesz z Sokolim Skrzydłem?
Spojrzał na kotkę, czekając na jej reakcję. Miał nadzieję, iż ta posłusznie kiwnie głową. Lepiej będzie, jeśli rudy lider go tu nie zastanie.
<Lisiczka? Pozwól mu odejść~>
13 września 2020
Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu
10 września 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki
Ta mała przylepa nie dość, że wylazła ze żłobka to jeszcze za nim polazła! Gorzej być nie mogło! Lisiczka zmierzyła go spojrzeniem złotych oczu, po czym jej pyszczek rozjaśnił szeroki uśmiech. Czarny nie chciał wiedzieć, co ta mała knuje.
- W-wujekkk! - Miauknęła niewyraźnie, po chwili powtarzając wesoło. - WUJEK! WUJEK! WUJEK!
Co? Jaki wujek?? Dlaczego ona go tak nazwała? Przecież oni nie byli spokrewnieni! Barwinek prędzej dałby odgryźć sobie ogon, niżby wszedł do rodziny tej lisiej kupy futra, która tu lideruje! Spojrzał na młodą jeszcze raz, a ona po prostu przytuliła się do jego łap. Mocno i z wielgachnym uśmiechem. Rozczuliła tym wojownika, była taka urocza! Nie, nie Barwinek, musisz myśleć o tym, co by się stało, gdyby ktoś was zobaczy-
Jego rozmyślanie przerwa gardłowy, mrożący krew w żyłach warkot. Czarny doskonale wiedział do kogo należy, a jego jeżąca się na karku sierść tylko to potwierdzała. Brązowe ślepia patrzyły na nich, a odsłonięte kły lidera nie mówiły o niczym dobrym. Uciekać czy nie? Ale co z tą małą!? Ona nadal go tu więziła swoim kocięcym uściskiem! Jak mógłby ją odrzucić i to na oczach jej ojca? Przecież by mu głowę urwał za strząchnięcie z siebie jego dzieciaka!
- TATA! - Miauknęła rozanielona młoda, tylko odrobinkę się odsuwając od łap kłapouchego wojownika. - A fjes se mam wujka? — zapytała, uśmiechając się słodko. Przyglądała się Lisiej Gwieździe rozpromieniona, podczas gdy Barwinek tracił ze stresu włosy.
Oczywiście nie pokazał swojej słabości! Zmarszczył brwi, gdy wściekły lider na niego spojrzał, starał się trzymać wyprostowaną postawę, byleby nie uciec na jego oczach gdzieś hen hen daleko. Czuł, jak wzrok Lisiej Gwiazdy wbija w niego setki kolców, a pewnie w wyobraźni starszego czarny już jest rozrywany na kawałeczki. Ta myśl sprawiła, że zatrząsł się, odwracając wzrok od rudzielca. Lisiczka z kolei nie wydawała się wyczuwać zagrożenia, jakie mogło spotkać jej "wujka", gdyby tylko się odwróciła.
- TY! - Warknął ostro lider w stronę Barwinka. - Masz szczęście, że ona tu jest! Bo już bym cię rozszarpał. - dodał ciszej, by tylko on usłyszał.
Każde jego słowo przepełnione było pogardą, jaką lider darzył Barwinkowy Podmuch. Czarny wiedział o tym, odkąd zaczął trening pod okiem Księżycowego Pyłu. Już wtedy został przekreślony przez rudzielca, a jego przedłużony trening tylko pogorszył sprawę. Do tego dochodzi łażenie po obozie z jego córką...no, urwaną głowę już ma gwarantowaną.
- Nie masz prawa ty lisie łajno, by przy niej chodzić, nawet oddychać! Jesteś wronią strawą! - Syczał groźnie lider, patrząc prosto w niebieskie oczy wojownika. - Nie dotykaj jej!
Złapał córkę za skórę na karku i wbrew jej protestom odczepił ją od łap Barwinka. Ten cofnął się o krok, nie mogąc znieść presji, jaka uderzyła w niego ze strony lidera. Patrzył, jak rudy szepcze coś do młodej, a ta posyła mu spojrzenie złotych oczu, tak łagodne i niewinne w porównaniu z jej ojcem... Ile Barwinek by dał, żeby Lisiczka nie poszła w jego ślady! Kolejna prześladowczyni nie jest mu potrzebna.
Po uderzeniu serca dostrzegł, jak Lisia Gwiazda odwraca się z szylkretką, z zamiarem odejścia.
- Pójdź przodem - polecił córce, a gdy ta zrobiła parę kroków dalej, on odwrócił się z prawdziwym mordem w oczach. - Jeszcze raz, ty wronia strawo, zobaczę cię przy niej, a nie zobaczysz więcej słońca, rozumiesz?!
Barwinkowy Podmuch, próbując zachować zimną krew, pokiwał jedynie głową. Jego ogon drgał nerwowo, gdy patrzył jak postarzały, jednak wciąż groźny lider odwraca się, by go zostawić. Gdy czarny został sam, usiadł, czując jak jego łapy drżą. To było przerażające! Okrutne! Już czuł jak jego krew leje się na trawę, od samych słów lidera! Ta jego spalona morda nie pomagała!
Barwinek od dawna wiedział, że nie jest mile widziany w klanie, dlatego lidera unikał jak ognia. Gwiezdni chyba go nienawidzą, skoro tak się nad nim pastwią! To, co powiedział Lisia Gwiazda miało też inne znaczenie, ilość pogardy i obrzydzenia jego osobą, które wręcz wylewało się ze starszego utwierdziło Barwinka w przekonaniu, iż jest nic nie wartym kłakiem. Ot, żyje na łasce okrutnego kocura, który w jednej sekundzie może obrócić ku niemu cały klan. Oddychał szybko i nerwowo. Jest beznadziejny, a beznadziejnych rzeczy się pozbywa, prawda? Dlaczego więc wciąż żył? Pokręcił głową, na miękkich łapach wstał, by wyjść z obozu i uciec na resztę dnia z dala od bachorów Lisiej Gwiazdy. Wrócił dopiero nad ranem, gdy jego poduszeczki pękały z bólu. Upolował dwa ptaki, które rzucił na stos, samemu chwiejnym krokiem kładąc się na samym wyjściu z legowiska wojowników.
Kilka godzin później, obudziło go łaskotanie w nos. Otworzył oczy. Nigdy jeszcze nie był tak zaskoczony jak i przerażony na widok złotych oczu, należących do kociaka, od którego lokalizacji zależało całe jego życie.
<Lisiczka? Przyszłaś w odwiedzinki? ^^>
09 września 2020
Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu
25 sierpnia 2020
Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki
Zamierzał dziś pójść na polowanie, złapać coś pysznego! Może by spróbował złapać rybę? Strumień nie jest już zatruty, więc może i stworzenia w nim żyjące wyzdrowiały?
Idąc przez obóz przeszedł obok żłobka. Dostrzegł małą kulkę siedzącą samotnie w wejściu.
Dlaczego by nie zagadał do młodej? Siedzi sama jak palec, a on i tak nie miał wiele do roboty.
- Dzień dobry - rzucił wesoło, a kotka spojrzała na niego wielkimi złotymi oczami.
Podniosła się, jednak po chwili runęła na ziemie. Głucho pisnęła, po czym otworzyła wielkie ślipia. Otworzyła pyszczek mrucząc coś niezrozumiałego.
- Powtórzysz?? - Zapytał czarny.
- Mraw! - Miauknęła milusio, podnosząc się.
- O, więc nic ci nie jest! No to super! - Posłał jej uśmiech, a ta odpowiedziała tym samym.
Barwinkowi zrobiło się ciepło na serduszku. Ta mała roztaczała wokół siebie beztroską i taką uroczą aurę. Aż chętnie by jej pozwolił dotknąć swojego wypielęgnowanego futra, by mogła podziwiać oraz chwalić.
-Umiesz mówić? - Zapytał, na co pokręciła głową. - Oj, no dobra to ja jestem Barwinkowy Podmuch. Zapamiętaj, jestem najfajniejszym kotem w klanie!
Kotce zaświeciły się oczy, a na jej pyszczek znowu wstąpił uśmiech. Machnęła wesoło ogonkiem, wstając na równe łapki.
Po chwili jej spojrzenie utkwione zostało w uszach czarnego. Barwinek schylił się więc do młodej.
- Widzisz jakie mam fajne uszka? Drugich takich nie znajdziesz! - Powiedział jej z rozbawieniem.
Kotka była bardzo pogodna, wyciągnęła łapkę ku jednemu z uszu, jednak czarny się odsunął.
Przypomniał sobie o polowaniu, gdy sekundę wcześniej zaburczało mu w brzuchu.
- Muszę lecieć - oznajmił szylkretce.
Odwrócił się na pięcie, by rzucić jej przez ramię szybkie "No to cześć" i zacząć powoli, skocznym krokiem odchodzić.
Nie oglądał się za siebie, więc nie mógł stwierdzić czy aby koteczka nie zaczęła stawiać kroków poza bezpiecznym żłobkiem.
<Lisiczka? ^^ >