BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Barwinkowy Podmuch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Barwinkowy Podmuch. Pokaż wszystkie posty

09 września 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 Słuchał płaczu kotki, a jego serce płakało wraz z nią. Zdołała wymówić tylko niektóre słowa z burzy własnych myśli. Barwinek cierpliwie klepał ją po grzbiecie, ocierał łapą łzy, przytulał, szeptał, że wszystko w porządku, a u niego jest całkowicie bezpieczna. Słuchał, domyślał się, martwił. Widział, jak bardzo kotka jest załamana. Nigdy nie spotkał podobnie przygnębionego kota, a fakt, że dotknęło to jego córeczki łamało mu serce.
Kotka mówiła, że nie kocha Olchy, że nie chce potomstwa, że by uciekła z Klanu, jednak Barwinek jest powodem, który ją od tego odwodzi. Niebieskooki polizał ją między uszami.
- Skarbie. - Zaczął, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. - Kochanie, proszę, spójrz na mnie.
Kotka pokręciła głową. Barwinek poczuł jak kręcą mu się łzy w oczach. Był silny, psychicznie jak i fizycznie, jednak kto by nie płakał wraz z własnym dzieckiem, kiedy ono cierpi, a ty jesteś bezradny? Pozostały ci jedynie słowa, glaskanie po grzbiecie i ciche proszenie gwiezdnych o lepsze dni.
- Iskierko, wiesz, że tatuś cię kocha, prawda? - Zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź. Sam fakt, iż kotka przyszła do niego się wypłakać był dla niego najważniejszym, najlepszym dowodem zaufania i miłości.
Iskrząca płakała, wbijając pazury w mech, który chłonął jej gorzkie łzy. Barwinek patrzył ze współczuciem, ale też ogromną miłością.
- P-posłuchaj... Wiem, że nie wszystko się może układać w życiu. Masz ciężki czas, nie wiesz co robić, pewnie się gubisz - mówił spokojnym tonem, cały czas głaszcząc kotkę ogonem. - Możesz wrzeszczeć i płakać, ale nie masz celu. Takiego, do którego dążyłabyś, by wyjść z dołka.
Kołysali się powoli w rytm wiatru, który grał na liściach drzew.
- Olcha cię kocha, ale to nie oznacza, że nie pozwoli Ci odejść. Wiesz, uczucia są bardzo niestałe. Będzie zła, ale po jakimś czasie jej minie. Znajdzie inny obiekt zainteresowań, a ty poczujesz, że się uwalniasz. Ty też... Ty też, jeśli nie czujesz, że Twoje serce należy do Klanu Klifu, powinnaś odejść. Nie męczyć się tutaj. Znaleźć miejsce dla siebie. O mnie nie musisz się martwić, kochanie. Poradzę sobie.
Nie wyglądało, jakby jego przemowa coś pomogła. Nie mógł nawet stwierdzić, czy kotka go słuchała. Miał jedynie nadzieję, że jej ulżyło, że poczuje się lepiej.
- Walcz o lepsze jutro. Dla siebie, bo to ty jesteś najważniejsza.
Złote oczy spojrzały na niego zapłakane, a on bardzo mocno przytulił swoją córkę, chcąc zabrać od niej cały smutek, ból, żal. Mógł je przyjąć - ponieważ przed nim zostało mniej czasu, niż przed nią. Nie chciał, żeby naznaczyła swoją drogę bólem i cierpieniem. Jeśli tylko mógłby zabrać z niej ten ciężar... Bez wahania by to zrobił. Dla jego córki wszystko. W końcu... Nie miał nikogo innego tak bliskiego. Nawet Droździ Trel potrzebował go mniej, niż w tej chwili Iskierka. Chociaż oboje byli dla niego jak własne dzieci, wiedział, że muszą sobie sami radzić. On jedynie służy radą, oraz miękkim futrem, w które mogą się skryć.

~*~

Jego córka została zastępcą. Po całym zamieszaniu ze śmiercią Zajeczego Omyku, który dotknął również Barwinka, została wybrana na to stanowisko. Nie mógł ukryć dumy, ale widział, że szylkretka wcale się nie cieszy. Pewnie dodatkowy stres i obowiązki bardzo ją przytłaczały.

Któregoś dnia, kiedy odnalazł w sobie na tyle sił, by ruszyć tyłek z legowiska starszych, poszedł w obóz. Szukał znajomego futra. Dostrzegł oczywiście mnóstwo znajomych, ale nie tego jednego. Usiadł w końcu w cieniu, wzdychając. Musiał odpocząć. Takie wyprawy to nie dla niego.
Siedział tak dłuższy czas, patrząc, jak życie w obozie mija spokojnym rytmem. Oglądał swoje wnuki, wojowników, kocięta... Aż w końcu dostrzegł wchodzącą kotkę, której szukał. Podniósł się z niemałym trudem, po czym poszedł do niej. Na jego pyszczku zawitał ogromniasty uśmiech, że samo słońce chowało się przy jego blasku.
- Dam radę zdobyć audiencję u naszej pięknej zastępczyni? - Zapytał z optymizmem.

<Iskrząca? >

21 maja 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Barwinkowego Podmuchu

    Szła przez las, starając się ukoić zszargane nerwy. Olcha ponownie próbowała porozmawiać z nią na temat powiększenia rodziny. Kolejny raz Iskrzący Krok czuła się tak, jakby pętla na jej gardle została jeszcze bardziej zaciśnięta. Drżącymi z przerażenia łapami stawiała kolejne kroki, wsłuchując się w szelest leśnej ściółki. Jej uszy nerwowo drgały, nawet gdy wyłapały zwykły trel ptaków.
Przed oczami miała smutny, ściskający za serce, wyraz pyszczka Olchy.
Uciekła niczym tchórz, chociaż wiedziała, ile bólu sprawia swojej partnerce. Tęsknym wzrokiem spojrzała w stronę odległej granicy z klanem wilka. Chciała ponownie spotkać się z burym liderem. Porozmawiać, odetchnąć od codziennych zmartwień... Tęskniła za nim. Tak po prostu.
Miała wrażenie, że tylko bury jest w stanie ją zrozumieć. Jakby wdepnęli w to samo, grząskie bagno. 
Iskrzący Krok już wiele razy podważała swoją lojalność względem klanu klifu. Prawa była taka, że trzymał ją tam tylko ojciec - Barwinkowy Podmuch, którego stan zdrowia pogarszał się z dnia na dzień. Niedawno po zakończeniu szkolenia Droździego Trelu, kocur został odsunięty od obowiązków wojownika. Teraz całe dnie mógł spędzać na zasłużonym odpoczynku, dzisiaj widziała go, jak odwiedzał medyków oraz chorych. Ponoć Melon wylądował tam przez skręcenie łapy, zaś Muchomor przez niestrawność.
— Hej córeczko, wszystko dobrze? — podskoczyła, słysząc przyjemny dla ucha głos czarno-białego starszego. Nerwowo pokiwała głową, przebierając łapami — Córeczko, nie okłamuj mnie. A teraz chodź, opowiesz mi, co takiego cię trapi — zamruczał, łapą klepiąc miejsce obok siebie. 
Szylkretka nieśmiało podeszła do ojca, ignorując dziwne łaskotanie mchu w poduszki jej łap.
Powoli, krok za krokiem zbliżała się do niego, aż usiadła w odległości jakiegoś kocięcego kroku. Spuściła głowę, nawet nie wiedząc od czego ma zacząć opowiadanie. Cała gama emocji buzowała w niej od końcówki ogona aż po krańce uszu. Gubiła się w tym, sprawiała wrażenie, jakby tonęła i nie potrafiła zaczerpnąć powietrza.
Źrenice kotki zwężyły się w szparki, zaś oddech przyśpieszył niebezpiecznie.
Barwinek poklepał ją ogonem po grzbiecie, przyciągając do siebie. Szylkretka nawet nie protestowała. Po prostu wtuliła się w jego miękkie futro, wybuchając gorzkim szlochem. Zacisnęła pazury na kępkach sierści kocura, wczepiając się w niego desperacko.
Między szlochem a urywanym oddechem, wojowniczka dawała radę wydusić z siebie tylko pojedyncze słowa. Chaotycznie mówiła o tym, że nie rozumie własnych uczuć, że nie kocha Olchowego Serca tak, jak ruda kocica kocha ją. Że kotka chce powiększyć rodzinę, na co Iskrzący Krok nie jest ani trochę gotowa, że tego zwyczajnie nie chce. Nieśmiało mamrotała, że najchętniej by uciekła z klanu, jednak Barwinek ją tutaj trzyma.
Chciała uciec, zacząć nowe życie. Może odejść do klanu wilka, do jej bratniej duszy, jak czasem określała Wróblową Gwiazdę...
Przez zaciśnięte gardło kotki wydobyła się cicha prośba o pomoc. Bo skoro tylko Barwinkowi mogła się zwierzyć... musiała też poprosić go chociaż o radę. Była w kropce, cała sytuacja zabrnęła zbyt daleko, zaś ona nie miała drogi odwrotu.

< Barwinku? > 

Wyleczeni: Muchomorowa Cętka, Melonowy Pysk

12 lutego 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 — Zgadnij kto ma przesrane, tatku — zachichotała, ruchem głowy wskazując opieprzanego właśnie liliowego kocura. Napuszyła futro z dumy, uśmiechając się szeroko.
Barwinek podążył za jej wzrokiem. Szczawiowy Liść dostawał reprymendę. 
- Widzę skarbie. - Miauknął. 
Patrzył jeszcze chwilę na liliowego. Dobrze, że dostał burę. Barwinek nie cieszył się, kiedy młodszy praktycznie wszczął bójkę z liderem klanu wilka. W dodatku pokłócili się o jego córcię. Szczaw oskarżał ją tak bezczelnie, jakby był pewnien co do swoich racji. Znał go i wiedział, iż tak zapewne jest. Bardzo go to skrzywidzilo. Oboje byli dla niego ważni, jednak ostatnimi czasy jego relacja ze Szczawiowym Liściem uległa pogorszeniu. Nienawidził wręcz jego córki, którą Barwinek kochał nad życie. A co za tym idzie - tracił również w jego oczach. Chciałby, by się dogadali. Przecież nie potrafiłby między nimi wybrać. 
Nie wiedział jednak, na ile jest na to szans. Iskrząca była dla niego na tę chwilę najważniejsza. Zamierzał wygarnąć Szczawiowi jego zachowanie. Zwykłe chamstwo, jakiego się dopuścił. Mógł to rozwiązać lepiej. 
Jednak wracając do zgromadzenia... Iskrząca wspominała coś, iż woli kotki. Barwinek nie miał z tym absolutnie żadnego problemu, w końcu sam wolał kocury. Może inaczej - kotki go nie chciały. A on po prostu trafił na pewnego kocura... Zresztą nieważne!! 
Potrzasnął głową. Podniósł się, czując sztywne stawy. Poruszał parę razy łapami. 
- Chcesz się przejść? - Zaproponował. 
Wiedział, że Szczaw miał plecy w postaci matki liderki. Nie zamierzał jednak traktować go przez ten fakt inaczej. Nie bał się Berberys. Już nie. Był starszy, jej dzieci już dawno dorosły. Powinny przestać polegać na wpływach matki i zająć się swoimi sprawami własnoręcznie. 
Tak więc wyprowadził Iskierke z obozu. Długo zastanawiał się jak rozpocząć rozmowę. W końcu zdecydował. 
- Skarbie, posłuchaj - zaczął delikatnie. - Mówiłaś, że wolisz kotki? Nie przejmuj się tym! Ja absolutnie całkowicie to akceptuję. No bo widzisz, ja chcę, byś była szczęśliwa, a jeśli jakaś kotka to robi wiedz, że-
- Tato, wiem, spokojnie. - Mruknęła, przerywając mu. - Lubie kotki. Kocury też. Po prostu kocury bardziej, a Wróblowa Gwiazda jest tylko przyjacielem. A Olcha to koleżanka. Nie masz się o co martwić. Olcha pomaga mi też w tym, żeby Szczawiowy Liść się ode mnie odwalił. 
- Ah, zauważyłem, że się nie lubicie. - Miauknął nieco ciszej. 
Było mu smutno z tego powodu. Zależało mu na obojgu, chociaż liliowy ostatnio tracił w jego oczach. Był już zmęczony bieganiem za nim, szczeniackimi zagrywkami. Potrzebował nieco spokoju, którego on mu nie dawał. Ciągle domysły, jakieś problemy... 
- Szczaw to dupek - miauknęła po chwili. 
- Tak uważasz? Właściwie patrząc na to, jak źle się zachował na Zgromadzeniu... Mógł wywołać wojnę. 
- Tato, on mnie podkablował swojej matce! - Wtrąciła mu. 
Barwinek spojrzał na nią zaskoczony. 
- Poważnie? 
- Bardzo! A przecież nic złego nie zrobiłam, kodeks nie zabrania posiadania przyjaciół w innych klanach. - Odparła. 
Miała rację, przecież Wróbel był tylko jej kumplem. On sam miał znajomych za granicami klanu klifu. Barwinek odwrócił wzrok. Nie sądził, że Szczawiowy Liść posunie się do takich szczeniackich rozwiązań. Przecież był dorosłym wojownikiem! 
- Wojownicy tak nie rozwiązują swoich problemów! - Westchnął. - To było bardzo niedojrzałe zagranie. Na osty i ciernie! Przecież Ty jesteś jego ofiarą... Nie sądziłem, że kiedyś będzie kogoś tak bardzo nienawidzić, by się posunąć do takich zagrań. 
Oskarżanie, kablowanie, uprzykrzanie życia. Przecież to było okrutne. Jego córcia nie zasłużyła! Musi sobie porozmawiać ze Szczawiem. Może uda mu się go nakłonić, by przeprosił? No i, żeby ją lepiej traktował. W końcu jego śliczna córcia zasługuje na to, co najlepsze! Poza tym... On naprawdę nie chciał wybierać. 
Ah, i musiał pogadać z tym całym przyjacielem Iskierki. W końcu nie pozwoli, by się pierwszy lepszy przy niej kręcił. Pozycja nic nie zmienia. Lider lub nie - musi go poznać! 

<Iskrząca? Uwu>


31 stycznia 2021

Od Iskrzącego Kroku CD Barwinkowego Podmuchu

Uśmiechnęła się pod nosem, gdy opuściła obóz, drepcząc spokojnie po trawie, która przyjemnie szeleściła. Wiatr obijał się o góry, szumiąc cicho. Słońce natomiast grzało w grzbiet, dodając kotce tylko energii. Myślami była przy swoim ostatnim spotkaniu z Wróbelkiem, co jakiś czas tęsknym wzrokiem szukała go przy granicy jednak na próżno, była pp części zła na burego kocura, jednak miała świadomość, że jako lider nie może sobie iść w każdej chwili, by się z nią spotkać. Niby rozumiała, jednak czuła rozczarowanie i złość za każdym razem, gdy nie udało jej się dostrzec tej kupy futra. Teraz nie miała jednak czasu na wypatrywanie wilczaka, dwa wschody słońca temu Lwia Grzywa zwrócił jej uwagę, że coś zbyt często czuje jej zapach wzdłuż granicy. Wtedy powiedziała mu, że to jej ulubione miejsce do polowań, jednakże wolała nie nadużywać wyrozumiałości rudego kocura.
Dlatego też swoje łapy skierowała do podnóża góry. Podczas treningów z Lisią Gwiazdą czasem przychodzili tutaj, by zapolować na gniazdujące ptaki, ich pisklęta czy jaja. Oblizała pyszczek, smakując powietrze. Stanęła na tylnych łapach, chcąc wspiąć się na kawał skały, gdy zatrzymał ją znajomy głos. Zdziwiona wpatrywała się w kwiatki, które leżały u jej łap oraz w swojego ojca, na którego pysku gościł radosny uśmiech.
— Cześć Iskrzący Kroku! — zaczął wesoło, owijając ogonem swoje przednie łapy — Zobacz, zerwałem dla ciebie kwiaty, podobają ci się? Słyszałem, że kotki w twoim wieku takie lubią.
Nim zdążyła coś odpowiedzieć, Barwinek kontynuował. Iskrzący Krok obserwowała go w rozbawieniu, chichocząc pod nosem, gdy kocur niemalże się zapowietrzał, nawijając i nawijając.
— Zasłyszałem też, że ostatnio modne są kwiaty w futrze. Może spróbujesz też? — zaproponował. Calico zamyśliła się. Może Wróbelkowi by się w nich spodobała? Taką stokrotkę by za ucho wplotła a w ogon kilka margaretek? Zamruczała z aprobatą na własny pomysł — Na pewno Ci będzie do twarzy! O, a wiedziałaś, że Srebrna Grzywa kręci z Muchomorową Cętką? Oh, a chciałabyś zjeść ze mną później obiad?
Zaśmiała się głośno, gdy wojownik wziął głęboki wdech, wywalając język z pyska.
— Chętnie, tato — miauknęła radośnie, pusząc futerko z ekscytacji — Tylko najpierw trzeba ten obiad złapać. Tam siedzi — wyjaśniła, głową wskazując na skalną półkę, która znajdowała się dosyć wysoko. Barwinek skinął jej głową, po czym oboje zaczęli się wspinać.
* * *
Wyprzedziła wracających ze zgromadzenia klifiaków, po drodze łapiąc nieuważną mysz, po czym ze zdobyczą usiadła w wejściu do obozu, czekając na powrót Berberysowej Gwiazdy. W duchu modliła się do klanu gwiazdy, by ten pepla jej jeszcze nie sypnął. Szylkretowa liderka uśmiechnęła się do niej ciepło, zaś Iskrząca skinęła jej głową z szacunkiem. Czyli jej futro jeszcze było całe, najwidoczniej Berberys była zbyt zajęta, by ten maminsynek zdołał na nią nakablować.
— Chciałabym porozmawiać z tobą, Berberysowa Gwiazdo — miauknęła hardo, zaś widząc zmieszanie na mordce kotki, ponownie otworzyła pyszczek — Teraz. To ważne.
— Cóż, w takim razie chodź za mną.
Kocica machnęła ogonem, prowadząc młodą wojowniczkę pod pień drzewa, na którym znajdowało się jej legowisko. Niebieska szylkretka usiadła, opierając się o nie lekko barkiem, po czym skinęła głową, zachęcając Iskrzącą do rozmowy.
— Bo ja... chciałam przeprosić — miauknęła cicho, kładąc u jej łap mysz. Zdziwiona liderka zdążyła jedynie bąknąć cicho "Za co niby?" — Złamałam twój zakaz. Poszłam na zgromadzenie, mimo iż nie zostałam na nie wybrana. Wybacz mi, Berberysowa Gwiazdo — pochyliła nisko głowę, chcąc okazać jej należyty szacunek. W żółtych ślepiach kocicy odbijała się złość, nim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, Iskrzący Krok kontynuowała — Na swoją obronę chcę tylko powiedzieć, że martwiłam się o przyjaciela, Królicze Serce z klanu nocy. Dawno go nie widziałam, myślałam, że zginął. Po prostu wolałam się upewnić, że nic mu nie jest.
— Wiesz, że nie powinnaś nawiązywać zbyt bliskich stosunków z kotami z obcych klanów? Co będzie podczas wojny!?
— Podczas wojny będę walczyć dla klanu klifu. To mój dom — skłamała gładko, zaś starsza kocica łyknęła fałsz jak kocię miód —  Możesz przyjaźnić się z członkami innych klanów, ale twoja lojalność musi pozostać przy twoim klanie, kiedy pewnego dnia staniesz przeciw nim w bitwie. Nie robię nic złego, mając znajomych w innych klanach, skoro moja lojalność należy tylko dla klanu klifu — zarecytowała perfekcyjnie formułkę kodeksu. Berberys pokiwała z zadumie głową na jej słowa, wzdychając ciężko.
— No dobrze, nie rób tego następnym razem, bo nie będę taka łagodna. Do odwołania masz pomagać medykom oraz spełniać wszystkie prośby królowych oraz Sokolego Skrzydła — czarno-ruda skinęła jej głową, czując jednocześnie jak cały stres z niej znika. Zanim jeszcze odeszła, otworzyła mordkę tej ostatni raz.
— Jeszcze jedno, Berberysowa Gwiazdo. Mogłabyś zapanować nad swoim synem? Nie życzę sobie oskarżania mnie, że niby zdradzam klan i chodzę w krzaki z tymi kocurami, bo tak jak wspomniała, kodeks wojownika nie zabrania mieć znajomych w innych klanach. Dodatkowo prawie pobił się z liderem klanu wilka, Wróblową Gwiazdą — miauknęła spokojnie, odchodząc. Swoje łapy skierowała w stronę ojca, który wylizywał swoje futerko przed legowiskiem wojowników. Kątem oka widziała, jak lidera przywołuje do siebie swojego syna, zaś po jej mimice i ruchach było widać, że Szczawiowy Liść zbiera konkretny opierdol.
— Zgadnij kto ma przesrane, tatku — zachichotała, ruchem głowy wskazując opieprzanego właśnie liliowego kocura. Napuszyła futro z dumy, uśmiechając się szeroko.

< Barwinku? >

14 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 — Wiesz co? Możesz mi mówić tato, to miłe — zaśmiał się wesoło, opierając swój policzek na jej głowie. Szylkretka uniosła kącik pyszczka w uśmiechu, jeszcze bardziej wtulając się w miękkie, ciemne futro — Nie myśl sobie jednak, że rozmowa o randkowaniu i robieniu kociąt cię ominęła! 
Uczennica stęknęła żałośnie, wyrywając się z jego objęć.
— A-ale tato! Ja nie chcę!
Barwinek czuł nieznajome dotąd ciepło, które wypełniło jego organizm. Nigdy by nie przypuszczał, że znajdzie się ktoś, kto by nazwał go tatą, kto by obdarzył go uczuciem. Po śmierci swojego rodzeństwa, które było jego oczkiem w głowie, niemalże się załamał. Teraz jednak siedział wtulony w swoją córkę, adoptowaną, ale jednak! Jego własna córeczka!!
Nigdy już nie pozwoli, by była tak smutna czy przybita. Mimo krótkiego życia doświadczyła wielu przykrych spraw, a Barwinek zamierzał jej to wynagrodzić. Spędzać z nią więcej czasu, rozmawiać, tulić. No i oczywiście pilnować, by nie szlajała się z jakimiś przypadkowymi kocurami. Barwinek musi ich osobiście sprawdzić!
Dlatego otoczył ją ogonem, powoli i ostrożnie tuląc. To było dla niego nowe. Musiał się w tym odnaleźć, ale był pełen dobrych chęci.
- Dobrze się tobą zajmę - Miauknął z troską.
Resztę dnia spędził czas z Lisiczką. Chciał jej wynagrodzić wszystkie dni, kiedy było ciężko kotce, a on akurat łaził gdzieś po terenach. Teraz został ojcem, zagospodaruje dla niej osobny czas, w końcu kotki w jej wieku... Lubią to? Takie dbanie o nie i ten...
Barwinek zmarszczył brwi. Czego właściwie chcą kotki w tym wieku??

~*~

Lisia Łapa została mianowana na Iskrzący Krok. Piękne, wdzięczne imię, idealnie pasujące do kotki. Odcięła się od ponurej przeszłości, co tylko wyjdzie jej na plus! 
Poszedł oczywiście pogratulować szylkretce. Następnie musiała odbyć czuwanie, więc czarny wrócił spokojnym krokiem do legowiska. 

Następnego dnia został wyznaczony na patrol. Stawy, o dziwo, nie dokuczały mu aż tak. Może miał dziś dobry dzień? 
Ruszył więc do kotów, które szły z nim. Zajęczy Omyk, niedawno dołączyła do Klanu Klifu, jednak szybko odnalazła swoje miejsce. Do tego Muchomorowa Cętka, który udawał, iż go nie ma. Nie odzywał się, szedł tylko za nimi, kiedy już ruszyli. 
Barwinek rozglądał się i myślał, czy powinien zacząć jakiś temat. W końcu w ciszy mieli patrolować? 
Pomyślał dłuższą chwilę. Akurat miał nawet rzecz, o którą chciałby zapytać vankę. Już od paru dni po jego głowie chodziło zmartwienie, co mógłby zrobić dla córki, by była szczęśliwsza i zobaczyła, że mu zależy. Zwłaszcza teraz, gdy została wojowniczką i dostanie nowe obowiązki. 
- Hej, Zajęczy Omyku - zagadnął ją. 
- Taaak? - Kotka wydawała się być w super nastroju. Jak dobrze! Na pewno mu pomoże z jego problemem. 
- Mam do ciebie pytanie. - Miauknął. - Co lubią kotki w wieku Iskrzącego Kroku? 
Kotka wyglądała na nieco zaskoczoną tym pytaniem. Mimo to pomyślała chwilę, uśmiechając się lekko. 
- No wiesz... Wtedy to raczej miłość im w głowie - miauknęła po chwili. 
Barwinek zmarszczył brwi. O nie, co to to nie! 
- Żartujesz? Nie pozwolę nikomu się do niej zbliżyć bez pozwolenia! To moja córka i chcę o nią zadbać - odparł szybko. - Coś innego? Tylko nie zaczynaj z nią tematu partnerów. Sam się tym zajmę. 
Vanka zaśmiała się w głos, przeskakując nad gałęzią. Widocznie źle się zrozumieli, bo po chwili posłała mu łagodne spojrzenie, które mówiło, iż mu pomoże. 
- Więc o to ci chodziło! - Miauknęła. - Możesz ją zabrać na spacer! I wiesz, kotki lubią prezenty. A ona jest młoda, więc na pewno to doceni! 
Pokiwał głową, słuchając jej. Huh, tylko co on mógłby dać Iskrzącej? 
- No i oczywiście ploteczki! - Dodała po chwili, zbijając biednego Barwinka z tropu.
- Co? 
- No wiesz, nowinki z Klanu - wytłumaczyła. 
Czarny nigdy się tym nie interesował. Rozmawiał raptem z medykami, Łabędziem lub Tańczącą. Gdzie tu miejsce na plotki? 
- Ah, no tak. Dobrze - odparł. 
Zajęczy Omyk pokiwała z aprobatą głową, kontynuując patrol. Muchomorowa Cętka szedł za nimi cicho. Barwinkowy Podmuch z kolei zaczął rozmyślać w jaki sposób wprowadzi w życie te nowe aktywności. Najmłodszy nie był, ale jakoś krótki spacer z córką mu nie zaszkodzi. Albo prezent jej da? Tylko co? 

Wrócili do obozu po południu. Barwinek nie zastał przybranej córki w legowisku, więc postanowił zagospodarować ten czas inaczej. Przeszedł się po obozie, zbierając ploteczki. Następnie, pod wieczór, poszedł do Firletkowego Płatka i zapytał, co lubią kotki. Medyczka spanikowała, więc Barwinek szybko naprostowal, że chodzi mu o prezent. 
Gdy zdobył potrzebne informacje, mógł w końcu pójść spać. Było ciemno, a on naprawdę zmęczył się tym ciągłym chodzeniem. No, ale czego się nie robi dla córki? 

Nazajutrz śnieg stopniał, a pierwsze kwiaty pokazywały swoje płatki. Trawa nabrała koloru, ptaki śpiewały. No pięknie! Idealnie wręcz! 
Barwinek wstał rano, by wyjść za obóz i poszukać ładnych egzemplarzy kwiatów. Znalazł takowe, które zerwał i zabrał z sobą. Schował je u medyków, z którymi naprawdę się zaprzyjaźnił. Usłyszał po drodze, że Iskrzacy Krok zamierza iść na polowanie. Chciał wykorzystać tą okazję! 
Więc gdy jego córka wyszła, on potuptał za nią, z kwiatkami w pyszczku. 

Szylkretka zdawała się wyczuwać tu czyjąś obecność, dlatego czarny, gdy nieco oddalili się od obozu, po prostu ją dogonił. 
Położył przed nią kwiatki, które niósł bardzo delikatnie i uśmiechnął się szeroko. 
- Cześć Iskrzący Kroku!! - Zaczął wesoło. - Zobacz, zerwałem dla ciebie kwiaty, podobają ci się? Słyszałem, że kotki w twoim wieku takie lubią. 
Nim zdążyła coś odpowiedzieć, Barwinek kontynuował. 
- Zasłyszałem też, że ostatnio modne są kwiaty w futrze. Może spróbujesz też? - Zaproponował. - Na pewno Ci będzie do twarzy! O, a wiedziałaś, że Srebrna Grzywa kręci z Muchomorową Cętką? Oh, a chciałabyś zjeść ze mną później obiad? 

<Iskrzący Kroku? Patrz jaki kochany uwu>

26 grudnia 2020

Od Lisiej Łapy CD Barwinkowego Podmuchu

 Będąc tak w stu procentach szczerym - Lisiczka miała ochotę zapaść się ze wstydu i żenady, która właśnie wylała się niczym jezioro po wielu księżycach soczystej ulewy. Szylkretka skrzywiła mordkę, kładąc po sobie przydługawe uszyska. Jeszcze brakowało, żeby Barwinkowy Podmuch zaczął tłumaczyć jej w jaki sposób powstają kocięta, albo jakby kazał siedzieć jej w żłobku i zajmować się kociakami, żeby "romanse jej się odwidziały". Mimowolnie przełknęła szpetnie pod nosem, co nie uszyło klapniętym uszom czarnego wojownika.
— NO I JESZCZE PRZEKLINASZ?! NA KLAN GWIAZDY! — syn byłego i martwego zastępcy podniósł się na cztery łapy, strosząc futro na grzbiecie oraz karku, przez co wydawał się dwa razy większy niż normalnie. Kotka aż usiadła zdziwiona. Kocur zwykle kojarzył jej się z wielgachną, puchatą i kochaną kluchą a nie jakimś furiatem, który dostaje piany na wieść, że kot, który polubił go już smarkaczem będąc znalazł towarzysza rozmów w kocurze z innego klanu.
— A-ale to tylko przyjaciel! — zaprotestowała otwarcie, tupiąc łapą o ziemię. Nie podobała jej się ta rozmowa, jednak nie przez to, że czuła troskę bijącą od Barwinka, tylko o dyskomfort, jaki odczuwała — A-a nawet i nie przyjaciel, t-tylko kolega! — dodała zaraz, widząc kwaśną minę na pysku starszego rangą i wiekiem.
— Ta, jasne! Dziecko mi demoralizuje! Nie dość, że przeklinasz, to jeszcze kłamiesz! Wiem, co widziałem! 
— A właśnie, że nie! Ktoś ci nakablował pewnie, tak? Mów kto! Pewnie ten twój Szczawiowy Liść! — mówiąc to, mimowolnie odsłoniła kły, sycząc wściekle. Ostatnie, czego potrzebowała to oskarżanie o coś, czego nie zrobiła. Barwinkowy Podmuch dosłownie aż się zapowietrzył, wykrzywił pysk, jakby właśnie zeżarł cytrynę czy inne niedobre zioła, po czym uderzył ogonem o ziemię.
— Żaden tam "mój" Szczawik! — oburzył się i to nie na żarty. Lisiczka wyczuła w nim jednak coś dziwnego, jakby jednak ten jednolity lizus coś znaczył dla jej opiekuna. Nastawiła uszu, gdy usłyszała ciche bąknięcie pod nosem — Po prostu się o ciebie martwię, zrozum.
Nie mogła zaprzeczyć, że doceniała to, co czarno-biały wojownik dla niej robił, jednak złość nadal buzowała w chudym ciałku. Końcówka puchatej kity nadal drgała niekontrolowanie, przez co zbierała każdą gałązkę i listki, które znalazły się w jej zasięgu. Lisiczka czuła, jak serce bije jej oszalałe, jednak czy to z nerwów, czy ze strachu przed rozczarowaniem opiekuna - ciężko było stwierdzić.
— J-ja... j-ja po prostu n-nie lubię b-być sama... A-a Kwaśny ma Zimorodka, Wronka średnio ma ochoty na kontakt, a-a ciebie wiecznie nie ma jak cię potrzebuję — wydusiła z siebie niemrawo, spuszczając głowę. Grzebała łapką w ziemi, odgarniając piasek na kupkę. Było jej wstyd. I za siebie i za to, co właśnie powiedziała. Dodatkowo czuła się jak totalna porażka życiowa - bez znajomych — No i Łabędzi Plusk mnie nie lubi... — dodała cichutko, nawet nie kryjąc żalu — Zawsze jak mnie widzi, wygląda jakby miał zejść na atak serca...
Barwinkowy Podmuch westchnął cicho, kręcąc głową. 
— Po prostu przypominasz mu o swoim ojcu
— Dzięki, żeś pomógł. Fajnie wiedzieć, że za każdym razem jak ktoś na mnie patrzy, widzi psychola, sadystę i mordercę. Świetnie umiesz pocieszać! 
— A próbowałaś pokazać mu się z dobrej strony?
— Czy próbowałam? Oczywiście, że próbowałam! Kwiatka mu nawet przyniosłam! — miauknęła donośnie, oddychając ciężko — Ale to na nic... — dodała ciszej, zamykając ślepia — Wiesz jak mi przykro, tato? — stęknęła żałośnie. Podniosła głowę, wbijając żółte ślepia w kocura. Dopiero po chwili dotarło do niej, co powiedziała. Przełknęła ślinę, czując, że powoli nie może oddychać, ze łzami w oczach cofnęła się o krok.
— J-ja nie chciałam! Przep- — nim zdążyła skończyć swoje wywody, Barwinek po prostu przyciągnął ją do siebie i przytulił, szepcząc na ucho, że nic się nie stało, że nie ma za co przepraszać. Lisiczka oparła głowę o klatkę piersiową kocura, oddychając spokojniej, aż uspokoiła się zupełnie.
— Wiesz co? Możesz mi mówić tato, to miłe — zaśmiał się wesoło, opierając swój policzek na jej głowie. Szylkretka uniosła kącik pyszczka w uśmiechu, jeszcze bardziej wtulając się w miękkie, ciemne futro — Nie myśl sobie jednak, że rozmowa o randkowaniu i robieniu kociąt cię ominęła! 
Uczennica stęknęła żałośnie, wyrywając się z jego objęć.
— A-ale tato! Ja nie chcę!

< Barwinek ? 💛 >

13 grudnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiej Łapy

 Szedł powoli przez obóz. Klan Klifu był ostatnio dość niespokojnym miejscem. Ta cała epidemia sprawiała, że koty musiały się izolować, a ci zdrowi brać na swoje barki dodatkowa pracę.
Barwinkowi średnio to pasowało, poza tym odczuwał ostatnio ból w stawach. Sokół dawał mu na to zioła, ale czarny i tak musiał je na nowo przeciążać obowiązkami. Nie ważne jak bardzo uciekał, robota biegła za nim nawet szybciej!
Kiedy wracał właśnie z patrolu, zaczepił go ktoś. Przekazał, by zmienił kota na warcie przy żłobku, gdzie aktualnie zamknięte były osobniki na kwarantannie.
Czarny skrzywił się, ale poszedł. Usiadł przed wejściem, czując dziwną aurę choroby.
Zajrzał do środka kątem oka, dostrzegając szylkretowe futro.
- Lisiczka! - Miauknął radośnie.
Jego humor od razu się poprawił, widząc tą małą kupę futra. Wyrosła przez ostatni czas, nie była już takim malcem jak ostatnio.
Porozmawiali chwilę. Lisia Łapa siedziała w odstępie, jaki powinny zachowywać chore koty. Było miło, chociaż czarnemu zdawało się, iż żółtooka jest... Przygnębiona?
Cóż, choroba to nic fajnego. Zwłaszcza, kiedy dotknęła połowy klanu... A kilka kotów już umarło... Pewnie martwiła się o swoje rodzeństwo i bliskich, to zrozumiałe. Barwinek nie miał za bardzo przyjaciół. Tańczącej nic nie brało - zawsze zdrowa jak ryba. O Szczawiku nie mówimy, bo gnojek prędzej da sobie futro pobrudzić niż przyzna, że coś mu dolega.
Barwinek westchnął. Resztę dnia spędził na pilnowaniu wyjścia, od czasu do czasu zamieniając parę słów z córką poprzedniego lidera.

~time skip~

Ile on siedział w tym żłobku? Całe wieki normalnie! Nudził się jak stary kot, a przecież sam był nadal dojrzałym, pięknym kocurem. Obecność Szczawiowego Liścia nie pomagała. Liliowy w kółko na niego syczal, albo jeśli rozmawiali, to raz było fajnie i miło, by później znów zaczęli się kłócić.
Barwinek miał nadzieję, że ich stosunki ulegną poprawie. Chciał tego, w końcu ogarnął jakiś czas temu, że lubi tego gnoja bardziej niż by przypuszczał. Jak na złość uświadomiła mu to Tańcząca Pieśń, która coraz częściej robiła za jego pomoc w takich sprawach. Łabędzi Plusk również nie mógł narzekać na brak czarnego w swoim życiu. Razem z vanką oraz pointem chodzili na patrole lub polowania.

Z choroby wyleczył się parę dni temu. Nadal nie mógł przestać podziwiać terenów klanu, których tak dawno nie widział! Sokole Skrzydło serio długo kazał mu tam siedzieć! Chyba z pół księżyca przynajmniej.
Spacerował tu i tam, sprawdzając, co nowego w klanie Klifu.
I takim sposobem, mknąc wśród krzaczorów dostrzegł Lisiczkę. Swoją kochaną podopieczną. Nie był co prawda jej mentorem ani krewnym, ale chciał dla niej dobrze. Zresztą, kotka wyzwala w nim instynkt tacierzyński. Świadomość tego, co w jej krótkim życiu ją spotkało pogłębiało chęć, by wnieść w życie uczennicy trochę radości oraz wsparcia. Kiedy mógł, brał ją na spacery, albo rozmawiał, ale wiadomo jak to jest z młodymi. Nie zawsze chcą.
Tym razem jednak, to co zobaczył wyrzuciło go z futra. 
Ona, jego kochana mała Lisiczka tuliła się z jakimś pajacem po drugiej stronie granicy!
Co to miało w ogóle być?? Jakieś romanse potajemne? Nawet on takich nie miał!
Wrócił po cicho do obozu notując sobie, by ją zgarnąć jak przyjdzie i wypytać.

Tak też zrobił. Kiedy kotka przyszła do obozu, wyskoczył z ukrycia.
- Lisiczko kochana chodź tu! - Zawołał ją.
Uczennica podeszła, a on nakazał jej usiąść obok siebie, na uboczu.
Myślał, jakby to zacząć. Pierwszy raz chciał dać komuś wykład tego typu. Nawet dzieciom Berberys takich nie dawał.
- Okej więc - mruknął, szukając właściwych słów. - Widziałem cię na granicy. Właściwie to za nią! Ale spokojnie, nikomu nie powiem.
Nim ta zdążyła otworzyć pyszczek, zapewne będąc w szoku, on ją wyprzedził.
- Chciałem Ci tylko powiedzieć, że takie tulenie z jakimiś pajacami jest lekkomyślne i damie nie przystoi! Kto to był? Jakiś twój... No wiesz, znajomy? Przyjaciel? - Pytał raz po raz. - Jesteś śliczną kotką i chciałem, byś widziała, że powinnaś no wiesz, przemyśleć swoje wybory i jakby... Najpierw go poznaj, a dopiero potem... Rób inne rzeczy? Znaczy nie, nie! Nie słuchaj tego, jesteś za młoda!! 
Sam zaczął gubić się we własnych słowach, ale mniej więcej przekazał to, co chciał. Martwił się o nią, a ileż było przypadków, że jakiś głupi pajac wykorzystał takie cudowne kotki jak Lisiczka dla własnych zamiarów? Mnóstwo! Albo zrobił by jej dzieci i zostawił! Jeszcze gorzej! Sam by wtedy poszedł, znalazł go i rozszarpał na kawałki, nawet mimo bolących stawów! Nikt mu tu dziecka nie tknie na jego zmianie. 

<Lisiczka? Hah, jaki wykład xD>

14 października 2020

Od Lisiej Łapy CD Barwinkowego Podmuchu

*time skip*

Jej mama nie żyła, ojciec był potworem zaś rodzeństwo… tu relacje były trochę specyficzne. Jakby tego było mało Lisia Łapa czuła cholerne rozdarcie, nie czuła się pewnie, miała ochotę się schować. Jedynym kotem, który dodawał jej otuchy był Barwinkowy Podmuch. Kochany, czarny kocur, który nawet pod groźbą śmierci wysnutej przez jej ojca nadal opiekował się szylkretową uczennicą.
Lisiczka doceniała to niesamowicie, bardzo dziękowała kocurowi, że chociaż ten był przy niej w tak trudnych dla niej czasach. Rozmowy z “wujkiem” pomagały jej oczyścić umysł, a także uspokoić się, gdy nerwy szarpały jej chude ciało. Kotka miała jednak wrażenie, że wszystko idzie na bakier w jej życiu. Gdy tylko coś zaczynało się układać - nagle bam! Pojawiała się jakaś tragedia. Tak było i tym razem. Nim się obejrzała, wylądowała u medyka z załzawionymi oczami oraz ciężkim, ochrypłym kaszlem. Wraz z nią trafił tam jeszcze Żywiczna Mordka, który przejawiał objawy na podobnym stopniu co ona. Sokole Skrzydło z przerażeniem badał oba koty, mamrocząc do siebie, że to nie może być prawda. Że na starość klan gwiazdy chyba chce żeby osiwiał. Szeptał coś między sobą a własną uczennicą, która zdawała się tak samo przerażona jak on. Kiwała łebkiem, wlepiając wzrok w uczennicę i wojownika. 
— Macie czerwony kaszel…
Słowa medyków były niczym wyrok. Słyszała kiedyś o tej chorobie od Firletkowego Płatku, gdy romzawiała z nią parę razy, jednak nigdy nie sądziła, że takie okropieństwo spotka akurat ją, podczas gdy Lisia Gwiazda będzie chodził zdrowy jak ryba! Spojrzała na liliowego wojownika, który przerażony, oddychając ciężko, wpatrywał się we własne łapy.
— B-będzie d-dobrze… Ż-żywic-czna M-mordko… — szepnęła, chcąc jakoś pocieszyć wojownika, który nie wyglądał na zbyt radosnego. Z resztą… kto by był…?
Oboje zostali przeniesieni do lecznicy, za którą służyło teraz legowisko starszych i które opustoszało po ostatnim wysypie chorych kotów. Medyków najbardziej przerażał fakt, że jeszcze nie wiadomo było, kto przywlekł to cholerstwo do klanu. Jednakże Lisiczka zastanawiała się… skoro ona i Żywica mieli już aż takie straszne objawy, to dlaczego nosiciel jeszcze nie został złapany…? Czyżby był… odporny? To oznaczało, że mógł zarazić CAŁY KLAN! Calutki klan klifu, wszyscy by wyzdychali, szczególnie teraz, gdy zapasy ziół były tak  bardzo uszczuplone, jak jeszcze nigdy wcześniej, do tego pora nowych liści zaczęła się niedawno, co oznaczało, że potrzebne zioła albo leżały przegniłe pod śniegiem, albo jeszcze nie zakwitły…
Lisiczka przełknęła ślinę, spoglądając na obóz zza gałęzi legowiska. Miała tylko nadzieję, że Barwinek nie zachoruje…

< Barwinku? >

28 września 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki

— N-nie p-poz-zwol-lisz, a-aby t-tatuś s-skrzywdz-ził m-ma-amus-się... P-praw-wda w-wuj-jku...? — pisnęła przerażona — B-bo m-mi zro-ob-bił j-już a-ałk-ka...  — dodała zaraz, kuląc się odruchowo.
Słysząc to, co powiedziała mu koteczka poczuł, jak się w nim gotuje. Ten cholerny drań! Jak mógł skrzywdzić własne dziecko?! I to taką istotkę jak Lisiczka!
Słodki Język nie za bardzo go obchodziła. Nie chciał jednak wyjść na gbura w oczach młodej.
- Pewnie, że nie pozwolę. - Miauknął hardo.
Nie wiedział nawet na co się pisał, ale co mu pozostało? Nie ma nic do stracenia.
Machnął zdenerwowany ogonem, bijąc nim o ziemię. Ta ruda wywłoka była na patrolu z tego, co kojarzył. Niech nie wraca! Może go zjeść borsuk po drodze i nikt nie będzie płakał. Barwinek nawet zatańczy na jego grobie.
Dostrzegł po chwili zranioną łapkę koteczki. Mała nie mogła normalnie chodzić i pewnie ją bolało. Pieprzony drań, jak on jej to zrobił? Za co?
Nie rozumiał tego, jak się czuł. Jeszcze parę dni temu najchętniej by wywalił Lisiczkę ze swojego wąskiego grona znajomych. Teraz jednak był naprawdę zdenerwowany faktem, że szylkretka cierpiała.
Była jeszcze malutka, miała życie przed sobą! Aż tu przyszedł taki chuj co ją spłodził i zaczął niszczyć dzieciństwo. Przecież Lisiczka nabawi się traum...
Barwinek nie chciał, żeby mała miała tak przesrane w życiu jak on. Nie chciał, by jego błąd powtórzył inny kot, w dodatku nie z własnej woli.
Zacisnął zęby. Skoro Słodka nie może, on ogarnie tego dzieciora. To nie powinno być trudne, prawda?
- Wujek się tobą zajmie - miauknął po chwili. - Najpierw chodźmy do medyka.
- Nie...! - Zaprotestowała, odsuwając się na kulejącej łapce. - T-tata...
- Twojego taty nie ma. - Oznajmił. - No chodź, nie możemy czekać, bo potem będzie tylko gorzej.
- Ale-
- Nie ma żadnych "ale" - mruknął, biorąc ją za kark.
Była większa niż ostatnio, dlatego zaczęła stawiać opór. Nie mógł jej od tak zgarnąć za kark i wynieść. Teraz musiał z nią walczyć!
Młoda pazurkami łapała zmarzniętą ziemię, piszcząc, by ją puścił. Niektóre koty z klanu pewnie to obserwowały, a czarnemu solidnie się dostanie, jednak miał to gdzieś. Nie pierwszy raz naraża się liderowi czy całemu klanowi.
Po dłuższej chwili szarpaniny zaciągnął ją za fraki do medyka. Sokole Skrzydło wysłał Firletkową Łapę po zioła, a sam zdziwiony, jak i rozbawiony patrzył na wojownika. Pokręcił głową z rozbawieniem, kiedy czarny posadził przed nim córkę lidera.
- A co my tu mamy? - Zapytał oglądając młodą.
- Ma problem z łapą. Lis na patrolu? - Dopytał.
- Tak, wychodzil z wojownikami. - Odparł starszy, przygotowując jakieś ziółka na łapkę Lisiczki.
- Świetnie. To nie mów mu nic, że tu byłem z nią, okay? - Zapytał praktycznie będąc pewien, że Sokół zachowa milczenie.
Był świetnym medykiem i dobrym kotem, dlatego kiedy pokiwał głową Barwinek posłał mu lekki uśmiech.
- No już, musisz być grzeczna, żeby Sokole Skrzydło mógł cie wyleczyć. - Polecił młodej.
Usiadł sobie z boku, patrząc na kotkę i medyka. Posłał jej pokrzepiający uśmiech, czekając aż niebieski skończy swoją robotę,  a on będzie mógł ją zabrać jak gdyby nigdy nic  z powrotem do żłobka.

<Lisiczka? ^^>


23 września 2020

Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu

Mała wpatrywała się w jeden, jej zdaniem, najbardziej skrzący punkt, myślami będąc przy mamie. Kwaśny też odczuł jej brak, Wronka sprawiała wrażenie, jakby miała to gdzieś, aczkolwiek Lisiczka czuła podświadomie, że szylkretka również martwi się o ich mamusię... Calico potarła nosek, czując jak zimny wiatr po raz kolejny rozwiewa jej długie futro. Miała ledwie cztery księżyce, powinna bawić się beztrosko ze znajomymi a jednak nie potrafiła. Czuła dziwną niechęć względem ojca, który zaczął ich olewać, zjawiał się jedynie, gdy ktoś podkablował mu, że jedno z jego kociąt opuściło kociarnię. Córka Słodkiej zagryzła dolną wargę, nie chcąc po raz kolejny się rozpłakać. Nie wiedziała skąd ojciec dowiedział się, że próbowała przekonać Szczawiowego Liścia do wpuszczenia jej do mamusi... Myślała, że skoro był na patrolu to o niczym się nie dowie.
A jednak wiedział.
Wiedział i wymierzył swoim zdaniem adekwatną karę, zabierając ją z obozu pod pretekstem spaceru i szczerej rozmowy. Nie miała pojęcia, dlaczego większość klanu mu wierzyła. Lisia Gwiazda był przerażający, świadomość, iż to on ją spłodził napawała małą niewyobrażalnym strachem oraz mdłościami. 
Ukradkiem zerknęła na swoją prawą tylną łapkę, która nadal bolała potwornie, gdy tylko stawała ją na ziemi. Ojciec jednak zabronił iść jej do medyka. Mówił, że nawet jeśli pójdzie gdy go nie ma, on się dowie o wszystkim. Lisiczka czuła się jak w więzieniu. Teraz, na swój własny dziecięcy sposób rozumiała, dlaczego mama mówiła, że wszystko naprawi. Że wrócą do domu. Klan Klifu był horrorem dopóki Lisia Gwiazda żył. Mała miała wrażenie, że każdy kot jest jego szpiegiem, był jednak ktoś, komu mogła się zwierzyć, nie chciała jednak, żeby rudy kocur zrobił wujkowi jakieś ałka, czy coś gorszego, jak mamie.
— Hej, Lisiczka! — podniosła głowę, słysząc znajomy głos. Puchatym ogonem zakryła bolącą kończynę. Ten pierwszy w życiu raz nie chciała, żeby wujek z nią rozmawiał — Chcesz się ze mną pobawić? — zagaił wesoło, machając ogonem.
— N-nie, w-wujku... — bąknęła smętnie, odwracając na prędce główkę. Kocur miauknął coś cicho, stojąc w miejscu. Młoda nie wiedziała, czy zamierza zaraz odejść, czy jednak zostać ale... nie zaszkodzi jeśli o coś zapyta, prawda? Ostrożnie, uważając by nie dotykać łapką podłoża, podeszła do czarnego kocura, spoglądając na niego smutnymi oczyskami. Gdy ten usiadł na śniegu, Lisiczka przycupnęła obok.
— To... tata zrobił to mamusi, prawda wujku? — szepnęła, nie chcąc aby ktokolwiek ich usłyszał. Razem obserwowali środek obozu oraz spadające z nieba płatki śniegu. Barwinkowy Podmuch westchnął ciężko, sprawiając wrażenie skrępowanego tym pytaniem.
— Tak, Lisiczko. Twój tata jest bardzo zły — miauknął. Wszystkie jej przypuszczenia się potwierdziły. Tata był okropny i straszny. Chciał skrzywdzić swoją rodzinę... Calico uchyliła pyszczek, czując jak pojedyncze łezki zaczynają spływać po jej mordce.
— N-nie p-poz-zwol-lisz, a-aby t-tatuś s-skrzywdz-ził m-ma-amus-się... P-praw-wda w-wuj-jku...? — pisnęła przerażona — B-bo m-mi zro-ob-bił j-już a-ałk-ka...  — dodała zaraz, kuląc się odruchowo.

< Barwinek? >

21 września 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki

Każdy kolejny ruch Lisiej Gwiazdy utwierdzał czarnego w przekonaniu, że jest on okrutną bestią nie godną miana kota. Ba, kto go w ogóle puścił na stanowisko lidera?
Barwinek pamiętał jak przez mgłę Lisią Gwiazdę, gdy ten był młodszy i nieco spokojniejszy. To nie zmieniało jednak faktu, że wciąż pozostawał wybuchową kulą złości. Był ostro walnięty i atakował z byle pobudek.
Barwinek nie wiedział czym zawiniła sobie Słodki Język, ale obserwując pastwiącego się rudego miał ochotę zdzielić go w pysk.
Siedział jednak w miejscu, przebierając łapami. Cholerny psychopata.
Po sekundzie jego oczy ujrzały szylkretowe ciało. Drgnął bezwiednie, ale zaraz cofnął się. Lisiczka podbiegła do matki i łkając ją wołała.
Ten paskudny spalony ryj wydarł się na nią. Barwinkiem wstrząsnęło. Nienawidził lidera. Nie cierpiał jego i rządów, jakie prowadził. Wiecznie lała się krew, ale własne dziecko? Pozwalać mu patrzeć na pocharataną przez ojca matkę? Prawdziwy psychopata.
Lisiczka płakała dalej. Lis wziął ją w pysk, po chwili niedelikatnie upuszczając.
Zabrał Słodki Język do starszych. Czarny kocur patrzył na to wszystko zaciskając zęby. Chciał coś zrobić, ale nie mógł. A może był po prostu tchórzem? Nie chciał wylecieć z klanu na zbity pysk? Ale przecież mógłby obronić Lisiczkę! Tylko...
Wbił pazury w ziemię. Niewinne dziecko, z którego winy i nad nim wisiała morda Lisiej Gwiazdy oraz groźba śmierci. Jednak... Pierwszy raz nie ulegnie rudemu. Okaże młodej tyle wsparcia, ile będzie potrzebować, nawet kosztem wygnania. Przecież ona nie zasłużyła na taki widok!
W końcu był jej wujkiem. Tacy pomagają, prawda? Nie pierwszy raz robi coś wbrew innym, czy nadstawiając karku.
Gdy słońce zeszło niżej na niebie, a Lisia Gwiazda wybrał na patrol, Barwinek wyskoczył w legowiska wojowników. Szybkim krokiem poszedł do żłobka. Widział królowe, w tym Cyprysową Szyszkę, której widok nieźle go zdziwił.
Cofnął się szybko po parę myszy ze stosu. Dał je kocicom, szukając wzrokiem Lisiczki. Dostrzegł ją siedzącą w kącie. Pierwszy raz widział ten wulkan pozytywnej energii przygaszony.
- Hej, młoda. - Miauknął. - Wszystko okej?
Nie odpowiedziała. Czarny czuł, że jego pocieszenie na nic się zda. Zresztą, co by jej pomogło? Życie nie było bajką, ani jakąś sielanką.
Barwinek usiadł obok niej, a skoro nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć, podsunął ogon bliżej koteczki.
- Masz, przytul się. Będzie Ci lepiej, wiesz? - Mruknął.
Lisiczka myślała chwilę, po czym smętnym krokiem wtulila się w ciemne, miękkie futro swojego "wujka".

~*~

Nadeszła zima. Wraz z nią mało zwierzyny, wieczny mróz oraz choroby. To oczywiście nie dotykało Barwinka, który dzięki grubemu i pięknemu okryciu marzł nieco mniej od innych.
I tym razem brodząc wesoło w śniegu bawił się sam z sobą. Nikt jakoś nie dołączał. Uczniowie byli z mentorami, a kociaki siedziały w ciepłym żłobku.
Nie widział dawno Słodkiego Języka. Pewnie kotka nie ma sił wstawać. Zauważył też, że jej kocięta są pod opieką innych królowych. Czarno-białej musiało być smutno, że oddzielono ją od młodych.
Dostrzegł w wejściu do żłobka Lisiczkę. Patrzyła złotymi oczyma na śnieg. Cóż, przynajmniej nią może się zająć, kiedy Słodka tego nie może!
- Hej, Lisiczka! - Zawołał ją. Podbiegł brodząc w śniegu. - Chcesz się ze mną pobawić?

<Lisiczka? >

17 września 2020

Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu

Nie zdążyła odpowiedzieć, gdy rozległo się alarmujące miauczenie, przypominające przerażające obdzieranie ze skóry. Kotka skuliła się odruchowo, kładąc po sobie uszy z przerażenia. Co się działo? Po co ten alarm? Mimo strachu, który ogarniał jej ciałko, ciekawość wzięła górę i zaraz przemknęła pod łapami zbierających się w krąg kotów. Cisze szepty między sobą były tak niezrozumiałe dla małej, do tego cała aura panująca w obozie a także pogoda ani trochę nie polepszało sytuacji. Serduszko szylkretki biło niespokojnie, jakby próbowało wyrwać się z klatki piersiowej i uciec gdzieś daleko. 
Dezorientacja. Przerażenie. Ciekawość.
Te trzy emocje kłębiły się w Lisiczce, powoli zmuszając by po jej policzkach spłynęły słone łzy. Wujek Barwinek stanął gdzieś niedaleko, wtapiając się w tłum kotów. Teraz nie on był jednak ważny. Liczyło się to, co teraz się działo. W końcu młoda przecisnęła się przez łapy Miodowej Chmury.
— Ma... ama... — wydusiła z siebie. Całe jej ciało drżało pod wpływem obrazu jak z horroru, który zobaczyła na własne złote ślepka. Słodki Język leżąca niczym bez życia z poranionym pyszczkiem. Krew leciała z jednego z jej oczodołów, tworząc przerażającą kałużę czerwonej cieczy rozmywanej przez deszcz. Lewa tylna łapa była dziwnie wykręcona, zaś końcówka oderwana. Liczne rany na ciele sprawiały, że wszystko wyglądało jeszcze bardziej mroczniej i straszniej. Kocię przełknęło zaległą gulę w gardle, wybuchając gorzkim płaczem. W mig dopadła do ciała matki z myślą, iż zwyczajnie odeszła. Słodka niejednokrotnie rozmawiała z nimi na tematy życia i śmierci. Nie ukrywała, że koty umierają, uważała, że zbudowanie słodkiej otoczki, by rzekomo chronić swoje pociechy tylko pogorszyłoby sytuację, gdyby zetknęły się z brutalnością świata. Nic jednak nie mogło przygotować żadne z jej dzieci na ten widok. 
Calico podniosła główkę, słysząc nad sobą głośne, niezadowolone warknięcie. Pysk Lisiej Gwiazdy, równie poraniony co jej mamy zawisł nad nią. Chyba nigdy nie bała się ojca tak, jak wtedy. Był przerażający! Miała wrażenie, że tylko ona widzi szaleństwo w oczach ojca. Skuliła się jeszcze bardziej, niemalże topiąc się w długim furze matki. Nadal płakała, po cichu w myślach błagając, żeby się obudziła. W końcu czarno-biała kocica wzięła potężny wdech, kaszląc i plując krwią.
— Zabierzcie ją do legowiska starszyzny. Niech ma trochę spokoju — mruknął kocur, po czym wziął kocię za kark, idąc w kierunku żłobka — Przestań się mazać — sarknął, zaciskając mocniej szczęki na jej skórze — Masz być silna a nie być beksą. Jesteś moją córką, trochę godności — mówiąc to, wypuścił ją z pyska a mała upadła na tyłek, wydając z siebie bolesny pisk. Reszta królowych spała, pochrapując. Wronka i Kwaśny wtulali się w siebie okryci mchem u boku starszej siostry - Cyprys, która najwidoczniej miała przejąć chwilowo opiekę nad młodymi. 
Tego dnia kocięta Lisiej Gwiazdy otrzymały zakaz na widywanie się z matką przez najbliższy czas.

< Barwinku? >

16 września 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki

 Młoda przyczepiła się do łapy wojownika, patrząc tymi biednymi, szklanymi oczkami... W dodatku tak uroczo prosiła... Jakby miała się rozpłakać, a zniknięcie czarnego zawaliło jej cały świat. 

- Z-Zostań w-wujku... - Miauknęła rozpaczliwie.

Sokole Skrzydło wyszedł na chwilę po zioła, które mu się skończyły, więc zostali we dwójkę. Barwinek czuł małe i ostre pazurki koteczki, gdy tak ściskała jego łapę.

- Ugh... No dobra dobra! - Odparł w końcu, przegrywając z Lisiczką. - Tylko nie wbijaj już we mnie pazurków.

Szylkretka jakby ozdrowiała, wpatrywała się w niego z ogromnym szczęściem i ulgą. To jednak nie zmieniło faktu, że wciąż chorowała. Lisiczka od razu puściła jego łapę, robiąc kilka chwiejnych kroków ku wojownikowi.

- Ale nie oddalaj się! Siadaj tu obok no już już - pomachał łapką obok siebie, żeby ją przywołać.

Rzuciła mu spojrzenie chorego kociaka, po chwili zamiast siadając obok niego, tyłek posadziła pośród jego gęstego futra na ogonie. Pociągając nosem wtuliła się w jego kitę.

Walczył z chęcią odepchnięcia jej, bo mimo wszystko to było nieprzyjemne. Natychmiast jednak w jego umyśle ukazał się Lisia Gwiazda, obnażający kły oraz Lisiczka, mówiąca mu co zrobił Barwinek. Zadrżał na samą myśl, zaciskając zęby. Wytrzyma ten ciężar na swoim ogonie.

Lisiczka wbiła po chwili pazurki w jego sierść, docierając do skóry. Ugniatała sobie jego kitę! No co za bachor! Co on, jej matka?! Skrzywił się, patrząc na młodą. Ziewnęła, wtulając się ponownie, a Barwinek ściągając brwi odwrócił głowę.

Niedługo później przyszedł Sokole Skrzydło z ziołami, których mu brakowało. Zajął się przyrządzaniem lekarstwa dla młodej.

- Widzę, że dobrze się nią zajmujesz. - Mruknął starszy medyk, a Barwinek prychnął cicho.

- Ona sama się rządzi! Ja nic nie robię - Odparł nieco wzburzony. Co jak co ale niańką jeszcze nie został.

- No dobra dobra - mruknął, tykając Lisiczkę łapą. - Proszę, zjedz je.

Kotka spojrzała na niego śniętymi oczami. Powąchała zioła, po chwili otwierając pyszczek i jedząc je. Skrzywiła się od ich smaku, jednak grzecznie przełknęła.

- Bardzo ładnie - pochwalił ją medyk.

Lisiczka uśmiechnęła się, następnie patrząc wyczekująco na swojego "wujka".

Huh? Chciała też od niego pochwały? Nie dość, że mu ogon gniotła to jeszcze miał ja chwalić? Sokole Skrzydło rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, no tak. To córka lidera.

- Świetnie się spisałaś. - Miauknął po chwili. - Teraz będziesz zdrowa!

Lisiczka zamruczała zadowolona. Barwinek powinien przestać traktować ją specjalnie tylko dlatego, iż jest córką Lisiej Gwiazdy. Tylko, że nie potrafił. Strach przed liderem był mimo wszystko duży, dlatego zagryzając wargę pozwalał jej siedzieć w gęstym futrze swojego ogona.

- No dobra. - Zaczął po chwili. - Muszę już iść. Zostaniesz z Sokolim Skrzydłem? 

Spojrzał na kotkę, czekając na jej reakcję. Miał nadzieję, iż ta posłusznie kiwnie głową. Lepiej będzie, jeśli rudy lider go tu nie zastanie.


<Lisiczka? Pozwól mu odejść~>

13 września 2020

Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu

Tata bardzo krzyczał, co ani trochę nie podobało się młodej kotce. Oberwało się nie tylko wujkowi ale później też i jej samej. Lisia Gwiazda warczał jak to bardzo go rozczarowała i jak w wielki zawód go wpędziła. Mówił też coś, że jak tak dalej pójdzie to inni zrobią jej krzywdę, bo będzie beznadziejna. Ledwo co powstrzymała się od łez poprzez szybkie odwrócenie pyszczka w bok. Przecież nie zrobiła nic złego! Dlaczego tata tak bardzo nie lubił wujka? Dlaczego mu groził? Mimo tak młodego wieku Lisiczka dostrzegła, że jej rodzic wcale nie jest taki dobry, jak myślała. Szybko jednak uleciało jej to z głowy wraz ze zniknięciem ojca. Zwinęła się w kulkę, czekając aż mama wróci. Problem jednak był taki, że kolejne uderzenia serca mijały a czarno-białej jak nie było, tak nie ma. Zdenerwowana Lisiczka wymknęła się ze żłobka chcąc poszukać pomocy u wujka Barwinka.
Ostrożnie podeszła do śpiącego kocura, którego boki unosiły się i opadały w równym rytmie. Nadchodząca pora nagich drzew powoli dawała o sobie znać. Na zewnątrz z każdą chwilą robiło się co raz ciemniej, co tylko bardziej martwiło koteczkę. Gdzie była mamusia? 
— W-wujku...? — szepnęła, szturchając go łapką w nos. Czarny kocu pokręcił nim prawie kichając, podziałało jednak i już chwilę później wyrwany ze snu wojownik wpatrywał się w nią z przerażeniem.
— Nie wolno ci tu być! — wycedził przerażony przez zęby. Koteczka pociągnęła noskiem, zaś z jej oczu uciekło kilka łez. Zdziwiony Barwinek przyciągnął ją do siebie, szeptem błagając by ta nie płakała.
— N-nie ma m-m-mam-my... — piszczała oddychając urywanie — P-pomos-ses sz-szuk-kać j-jej? — wyszeptała cała się trzęsąc. Wojownik westchnął ciężko po czym wstał na cztery łapy, wychodząc po cichu z legowiska wojowników.
— Zgoda, ale szybko — szepnął, kierując łapy w stronę wyjścia za obozu. Lisiczka podążyła za nim, próbując dogonić wojownika na tych swoich łapkach. Oddychała ciężko, wręcz chrapliwie, pociągając nosem. Niebo poszarzało, wydając przerażający dźwięk. Szylkretka odwróciła się, spoglądając na Czerńca, który wchodził właśnie do legowiska Sokolego Skrzydła. Przez chwilę myślała, że to mama, jednakże się myliła.
Oba koty wędrowały w okolicach obozu, Wujek Barwinek starał się pochwycić zapach Słodkiego Języka. W końcu jednak musieli wracać, deszcz, który lunął z nieba zmył wszelkie ślady i te fizyczne i te zapachowe, zaś na domiar złego Lisiczka zaczęła się trząść i kichać. Kocur złapał ją za skórę na karku i mimo protestów kociaka udał się do medyka.
— Ma kocięcy katar — miauknął Sokole Skrzydło, uważnie badając małą pacjentkę, która wczepiła się pazurami w łapę syna Koziej Nóżki, który rozglądał się dookoła nerwowo.
— Z-zostań w-wujku — poprosiła płaczliwie, gdy ten bąknął pod nosem, że musi się zwijać, bo Lis obedrze go ze skóry.
— Jeśli cię to pocieszy, Lisia Gwiazda poszedł w okolice miasta na patrol — Sokolik uśmiechnął się ciepło, szukając ziół potrzebnych do leczenia — Był u mnie dzisiaj Mech z bólem brzucha więc nie wiem czy wszystko mam, ale poszukam — dodał mamrocząc bardziej do siebie czy też swojej uczennicy, aniżeli do nich

< Barwinku? >

Wyleczeni: Omszona Łapa, Czerńcowy Mrok, Lisiczka

10 września 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki

 Ta mała przylepa nie dość, że wylazła ze żłobka to jeszcze za nim polazła! Gorzej być nie mogło! Lisiczka zmierzyła go spojrzeniem złotych oczu, po czym jej pyszczek rozjaśnił szeroki uśmiech. Czarny nie chciał wiedzieć, co ta mała knuje.

- W-wujekkk! - Miauknęła niewyraźnie, po chwili powtarzając wesoło. - WUJEK! WUJEK! WUJEK!

Co? Jaki wujek?? Dlaczego ona go tak nazwała? Przecież oni nie byli spokrewnieni! Barwinek prędzej dałby odgryźć sobie ogon, niżby wszedł do rodziny tej lisiej kupy futra, która tu lideruje! Spojrzał na młodą jeszcze raz, a ona po prostu przytuliła się do jego łap. Mocno i z wielgachnym uśmiechem. Rozczuliła tym wojownika, była taka urocza! Nie, nie Barwinek, musisz myśleć o tym, co by się stało, gdyby ktoś was zobaczy-

Jego rozmyślanie przerwa gardłowy, mrożący krew w żyłach warkot. Czarny doskonale wiedział do kogo należy, a jego jeżąca się na karku sierść tylko to potwierdzała. Brązowe ślepia patrzyły na nich, a odsłonięte kły lidera nie mówiły o niczym dobrym. Uciekać czy nie? Ale co z tą małą!? Ona nadal go tu więziła swoim kocięcym uściskiem! Jak mógłby ją odrzucić i to na oczach jej ojca? Przecież by mu głowę urwał za strząchnięcie z siebie jego dzieciaka!

- TATA! - Miauknęła rozanielona młoda, tylko odrobinkę się odsuwając od łap kłapouchego wojownika. - A fjes se mam wujka? — zapytała, uśmiechając się słodko. Przyglądała się Lisiej Gwieździe rozpromieniona, podczas gdy Barwinek tracił ze stresu włosy.

Oczywiście nie pokazał swojej słabości! Zmarszczył brwi, gdy wściekły lider na niego spojrzał, starał się trzymać wyprostowaną postawę, byleby nie uciec na jego oczach gdzieś hen hen daleko. Czuł, jak wzrok Lisiej Gwiazdy wbija w niego setki kolców, a pewnie w wyobraźni starszego czarny już jest rozrywany na kawałeczki. Ta myśl sprawiła, że zatrząsł się, odwracając wzrok od rudzielca. Lisiczka z kolei nie wydawała się wyczuwać zagrożenia, jakie mogło spotkać jej "wujka", gdyby tylko się odwróciła.

- TY! - Warknął ostro lider w stronę Barwinka. - Masz szczęście, że ona tu jest! Bo już bym cię rozszarpał. - dodał ciszej, by tylko on usłyszał.

Każde jego słowo przepełnione było pogardą, jaką lider darzył Barwinkowy Podmuch. Czarny wiedział o tym, odkąd zaczął trening pod okiem Księżycowego Pyłu. Już wtedy został przekreślony przez rudzielca, a jego przedłużony trening tylko pogorszył sprawę. Do tego dochodzi łażenie po obozie z jego córką...no, urwaną głowę już ma gwarantowaną.

- Nie masz prawa ty lisie łajno, by przy niej chodzić, nawet oddychać! Jesteś wronią strawą! - Syczał groźnie lider, patrząc prosto w niebieskie oczy wojownika. - Nie dotykaj jej!

Złapał córkę za skórę na karku i wbrew jej protestom odczepił ją od łap Barwinka. Ten cofnął się o krok, nie mogąc znieść presji, jaka uderzyła w niego ze strony lidera. Patrzył, jak rudy szepcze coś do młodej, a ta posyła mu spojrzenie złotych oczu, tak łagodne i niewinne w porównaniu z jej ojcem... Ile Barwinek by dał, żeby Lisiczka nie poszła w jego ślady! Kolejna prześladowczyni nie jest mu potrzebna.

Po uderzeniu serca dostrzegł, jak Lisia Gwiazda odwraca się z szylkretką, z zamiarem odejścia.

- Pójdź przodem - polecił córce, a gdy ta zrobiła parę kroków dalej, on odwrócił się z prawdziwym mordem w oczach. - Jeszcze raz, ty wronia strawo, zobaczę cię przy niej, a nie zobaczysz więcej słońca, rozumiesz?!

Barwinkowy Podmuch, próbując zachować zimną krew, pokiwał jedynie głową. Jego ogon drgał nerwowo, gdy patrzył jak postarzały, jednak wciąż groźny lider odwraca się, by go zostawić. Gdy czarny został sam, usiadł, czując jak jego łapy drżą. To było przerażające! Okrutne! Już czuł jak jego krew leje się na trawę, od samych słów lidera! Ta jego spalona morda nie pomagała! 

Barwinek od dawna wiedział, że nie jest mile widziany w klanie, dlatego lidera unikał jak ognia. Gwiezdni chyba go nienawidzą, skoro tak się nad nim pastwią! To, co powiedział Lisia Gwiazda miało też inne znaczenie, ilość pogardy i obrzydzenia jego osobą, które wręcz wylewało się ze starszego utwierdziło Barwinka w przekonaniu, iż jest nic nie wartym kłakiem. Ot, żyje na łasce okrutnego kocura, który w jednej sekundzie może obrócić ku niemu cały klan.                                            Oddychał szybko i nerwowo. Jest beznadziejny, a beznadziejnych rzeczy się pozbywa, prawda? Dlaczego więc wciąż żył? Pokręcił głową, na miękkich łapach wstał, by wyjść z obozu i uciec na resztę dnia z dala od bachorów Lisiej Gwiazdy. Wrócił dopiero nad ranem, gdy jego poduszeczki pękały z bólu. Upolował dwa ptaki, które rzucił na stos, samemu chwiejnym krokiem kładąc się na samym wyjściu z legowiska wojowników.

Kilka godzin później, obudziło go łaskotanie w nos. Otworzył oczy. Nigdy jeszcze nie był tak zaskoczony jak i przerażony na widok złotych oczu, należących do kociaka, od którego lokalizacji zależało całe jego życie.


<Lisiczka? Przyszłaś w odwiedzinki? ^^>

09 września 2020

Od Lisiczki CD Barwinkowego Podmuchu

Wiedziała, że mamusia będzie zła, ba! Nawet zawiedziona, wszak jeszcze nigdy przenigdy nie złamała zasad przez nią nałożonych, podobnie  zresztą jeśli chodziło o reguły ojca. Nie mniej wizja zyskania nowego przyjaciela była nader kusząca! W dodatku czarny kocurek miał takie śliczne klapnięte uszyska! Lisiczka zerknęła ukradkiem na pogrążoną w głębokim śnie Słodki Język. Pozostałe królowe również odpoczywały, zaś z ich pysków wydobywało się ciche chrapanie. Kocięta również spały, a to oznaczało, że młoda mogła się po cichu wymknąć!
Pomknęła więc przez obóz na swoich patykowatych łapkach prosto w stronę czarnego kłapouchego wojownika. Ciesząc się z faktu, że ten jeszcze nie dostrzegł jej obecności, dreptała za nim, stawiając pokracznie łapki, próbując naśladować jego marsz. Dopiero cichy chichot, który uciekł z pyszczka Lisiczki zdradził jej obecność.
— C-co ty tu robisz?! — Barwinek najeżył futerko na karku ze zdenerwowania. Nerwowo rozejrzał się dookoła. Szylkretka miała wrażenie, że szuka kogoś, jednakże nie była w stanie tego stwierdzić na sto procent. Ba! To się teraz nawet nie liczyło! — C-cholera... Lisia Gwiazda obedrze mnie ze skóry jak cię tu zobaczy... — mamrotał wojownik, przystępując z łapy na łapę.
Lisia Gwiazda? Chodziło mu o tatę? Lisiczka przechyliła główkę w bok. Fakt, rudzielec bywał specyficzny, jednak był naprawdę kochany! Dziwne bajki to on opowiadał ale poza tym? Calico nie miała mu nic do zarzucenia. A może tata kiedyś na niego nakrzyczał i był zły? Lisiczka sama nie chciała, aby jej tatuś był zawiedziony z jej zachowania. Poruszyła wąsikami, podchodząc bliżej do kocura.
— B-by! — pisnęła niewyraźnie, wtulając się w jego przednie łapy. Z uśmiechem na mordce gapiła się w jego niebieskie ślepia.
Były prawie takie jak mamusi! No, troszkę ciemniejsze ale prawie! W dodatku mamusia miała jedno oczko żółte, ale sam fakt! W dodatku miał czarno-białe futerko jak ona! A może kocurek był jej bratem? Czy to oznaczało, że miałaby wujka!? Niespodziewanie Lisiczka podskoczyła z ekscytacji niczym oparzona.
— W-wjujekkk! — wydukała z siebie cichutko — W-wujek! — powtórzyła już drugi raz ale wyraźniej. Jej pierwsze słowo! Jeszcze mocniej przywarła do łapy Barwinkowego Podmuchu, mrucząc rozkosznie — WUJEK, WUJEK, WUJEK! — powtarzała rozanielona, ciesząc się miękką sierścią syna Koziej Nóżki. Całą słodką scenkę przerwało groźne, jakby wściekłe warknięcie. Lisiczka odkleiła się w połowie od Barwinka. Rude łapy z białymi skarpetkami, które miała przed ślepkami od razu dały jej do zrozumienia, kto przed nią stoi.
— TATA! — miauknęła wesolutko — A fjes se mam wujka? — zapytała, uśmiechając się słodko. Przyglądała się Lisiej Gwieździe rozpromieniona. Tylko... dlaczego tatuś nie podzielał jej radości? Kociczka skuliła się odruchowo pod wściekłym wzrokiem ojca, jeszcze bardziej przywierając do łapy Barwinka. Czy zrobiła coś złego? Przecież poznała tylko wujka! 

< Barwinku? >

25 sierpnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Lisiczki

Barwinek jak co dzień po przebudzeniu przeciągnął się długo. Uszka śmiesznie klapnęły na jego głowę, gdy w podskokach i świetnym humorze wyszedł na zewnątrz.
Zamierzał dziś pójść na polowanie, złapać coś pysznego! Może by spróbował złapać rybę? Strumień nie jest już zatruty, więc może i stworzenia w nim żyjące wyzdrowiały?
Idąc przez obóz przeszedł obok żłobka. Dostrzegł małą kulkę siedzącą samotnie w wejściu.
Dlaczego by nie zagadał do młodej? Siedzi sama jak palec, a on i tak nie miał wiele do roboty.
- Dzień dobry - rzucił wesoło, a kotka spojrzała na niego wielkimi złotymi oczami.
Podniosła się, jednak po chwili runęła na ziemie. Głucho pisnęła, po czym otworzyła wielkie ślipia. Otworzyła pyszczek mrucząc coś niezrozumiałego.
- Powtórzysz?? - Zapytał czarny.
- Mraw! - Miauknęła milusio, podnosząc się.
- O, więc nic ci nie jest! No to super! - Posłał jej uśmiech, a ta odpowiedziała tym samym.
Barwinkowi zrobiło się ciepło na serduszku. Ta mała roztaczała wokół siebie beztroską i taką uroczą aurę. Aż chętnie by jej pozwolił dotknąć swojego wypielęgnowanego futra, by mogła podziwiać oraz chwalić.
-Umiesz mówić? - Zapytał, na co pokręciła głową. - Oj, no dobra to ja jestem Barwinkowy Podmuch. Zapamiętaj, jestem najfajniejszym kotem w klanie!
Kotce zaświeciły się oczy, a na jej pyszczek znowu wstąpił uśmiech. Machnęła wesoło ogonkiem, wstając na równe łapki.
Po chwili jej spojrzenie utkwione zostało w uszach czarnego. Barwinek schylił się więc do młodej.
- Widzisz jakie mam fajne uszka? Drugich takich nie znajdziesz! - Powiedział jej z rozbawieniem.
Kotka była bardzo pogodna, wyciągnęła łapkę ku jednemu z uszu, jednak czarny się odsunął.
Przypomniał sobie o polowaniu, gdy sekundę wcześniej zaburczało mu w brzuchu.
- Muszę lecieć - oznajmił szylkretce.
Odwrócił się na pięcie, by rzucić jej przez ramię szybkie "No to cześć" i zacząć powoli, skocznym krokiem odchodzić.
Nie oglądał się za siebie, więc nie mógł stwierdzić czy aby koteczka nie zaczęła stawiać kroków poza bezpiecznym żłobkiem.

<Lisiczka? ^^ >

23 sierpnia 2020

Od Lisiczki

Przyjście na świat ani trochę się nie podobało małej szylkretce. Znaczy... nie wiedziała co się wokół niej dzieje, w końcu była w tym momencie taką podłużną kluchą, która nie była ani trochę świadoma swojego istnienia, lecz gdyby była, to z pewnością nikomu by nie poleciła tego doznania. Ciemno, ciasno, wilgotno i ogólnie jakoś tak... mokrawo. Teraz była już starsza i jako-tako ogarniała otoczenie, reagując na wszelakie bodźce, mimo to z jej pyszczka nie uciekło jeszcze żadne pierwsze słowo, z mordki Kwaśnego podobnie, za to Wronka tuptała, oczywiście na tyle, na ile pozwalały jej tłuściutkie łapki, dookoła mamy szczebiocząc wesoło "MAMA!, "TATA!" i tak na przemian. Lisiczka marszczyła wtedy nosek, zatykając uszka. 
Aktualnie koteczka próbowała uratować samą siebie spod ciężkich tyłków swojego rodzeństwa, które smacznie spało po sytym posiłku. Słodki Język zajęta była wylizywaniem futerka do czysta. Co jakiś czas rzucała kontrolne spojrzenie na swoją najstarszą córkę, upominając ją, aby nie wychodziła na zewnątrz. Koteczka skinęła łebkiem. Co prawda świat zewnętrzny był niesamowicie interesujący i malutką aż pchało, by wystawić łapkę za granicę żłobka, jednakże ani śmiała łamać zasad ustalonych przez mamusię. Usiadła więc przed wejściem, obserwując jak obóz tętni życiem. Co chwilę ktoś spoglądał na nią, szepcząc coś na ucho swojemu towarzyszowi, co wywołało u małej niezbyt przyjemne uczucie. Odruchowo skuliła się, kładąc po sobie uszka. Nie zrezygnowała jednak z obserwacji. Swoje żółte ślepka skierowała na jakiegoś obcego kora, który kierował się w jej stronę. Nie znała go, a przynajmniej jeszcze nie miała okazji poznać.
— Dzień dobry —  miauknął przybysz ciepłym głosem, spoglądając z góry na córkę Lisiej Gwiazdy. Calico odchyliła główkę, starając się spojrzeć prosto w oczy przybysza. Słońce jednak świeciło zbyt mocno, więc młoda musiała szybko zamknąć oczyska. Niestety, jej postawa doprowadziła do tego, iż zwyczajnie runęła na grzbiet, łapkami do góry. Lisiczka jednak ani myślała żeby się ruszyć. Ona MUSIAŁA poznać tego kogoś! W tym celu otworzyła pyszczek, jednakże nie wydobyło się z niego żadne słowo, tylko bliżej nieokreślone miauknięcie.

< Ktoś z klanu klifu? c: >