BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowy Blask x Kawcze Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowy Blask x Kawcze Serce. Pokaż wszystkie posty

20 grudnia 2023

Od Kawczego Serca CD. Księżycowego Blasku

 Słysząc piski dochodzące z kociarni, od razu skierowała się w jej stronę, aby upewnić się czy wszystko z kociętami w porządku. W końcu minęło trochę czasu odkąd opuściła żłobek zostawiając kocięta pod opieką Pszczelej Dumy. Miało to być na chwilę, jednak sprawy się nieco skomplikowały i przez zasłabnięcie wylądowała u medyków. Miała nadzieję, że te piski kocurka to nie była sprawka tego, że Makowe Pole w poszukiwaniu ukochanej zajrzała do żłobka.
Jako pierwsza wyślizgnęła się pomiędzy sumaki, zostawiając w tyle Księżycowy Blask. Miała zamiar zainterweniować, jeśli coś kocięta pod jej opieką mogłoby złego się stać.
Na widok sceny rozgrywającej się w żłobku rozpromieniła się. Te piski, które w pierwszej chwili zmartwiły kotkę, nie były wołaniem o pomoc. Po prostu Piórolotek śmiał się i piszczał, każąc ojcu przestać go łaskotać, bo z tego śmiechu zaczął go boleć brzuszek. Minęła chwila nim ojciec kociąt zdał sobie sprawę, że ktoś mu się przygląda. Uśmiech z jego pyska znikł, tak jakby wstydził się, że ktoś go przyłapał na zabawie ze swoimi kociętami.
— Oh, przepraszam... — wydukał zerkając na Kawkę, po czym przeskakiwał spojrzeniem pomiędzy córką, a synem. Zbliżył się do Kawki kierując się w stronę wyjścia z kociarni. — Pszczela Duma musiała wyjść, bo Makowe Pole jej szukała i poprosiła mnie, abym ich popi...
— Śnieżku, przecież to są twoje dzieci. — przerwała kocurowi zaskoczona, że ten zaczął się jej tłumaczyć z tego co robił w kociarni — Możesz spędzać z nimi czas kiedy tylko zechcesz. Spójrz tylko. Cieszą się, że je odwiedziłeś. Powinieneś robić to częściej. 
— Jesteś pewna? Nie chciałabym się narzucać...
— Jestem pewna. — uśmiechnęła się do kocura, zerkając kątem oka na wchodząca do kociarni Księżycowy Blask. Kocur musiał zrozumieć, że był ważny w życiu swoich kociąt. Był ich jedynym rodzicem, którego miały okazję poznać i wciąż miały go przy sobie. A Kawka mogła starać się im w jakimś stopniu zastąpić matkę, jednak oboje rodziców nie była w stanie zastąpić.
Z inicjatywy Kawczego Serca wyszła propozycja, aby Śnieżne Wspomnienie zabrał swoje pociechy na spacer po obozie, aby jeszcze chociaż chwilę spędził z nimi czas. A skoro było ciepło na zewnątrz, to szkoda, żeby kryli się pod sumakami. Kocięta, gdy tylko podchwyciły temat od razu znalazły się przy wyjściu, czekając, aż ich ojciec wyjdzie z nimi na zewnątrz.
W kociarni zrobiło się cicho, bardzo cicho. Czarna kotka zajęła miejsce na jednym z legowisku z mchu, wtulając głowę w znajdująca się tuż obok niej szarą kotkę. Fakt, że się zgodziła i chciała razem z nią wychowywać kocięta, które za kilka kwadr miały się narodzić sprawił, że poczuła ciepło w sercu. Chciała stworzyć szczęśliwą rodzinę, może nie idealną, bo nikt nie był idealny, ale szczęśliwą. Nie chciała, aby jej kocięta już od pierwszych dni swego życia doświadczyły smutku, a z pomocą Księżycowego Blasku i innych bliskich jej sercu kotów wiedziała, że uchronią przed złem świata małe niewinne istoty.
— Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Przy mnie. — Uśmiechnęła się do córki Niedźwiedziej Siły, była wdzięczna przychylności Gwiezdnych i innych kotów, za to że jej przyjaciółka mogła być tu razem z nią. 

***

Kolejne kwadry minęły tak szybko, sama Kawcze Serce była w szoku, że czas może tak szybko płynąć. Nawet pomimo monotonnych dni spędzonych w żłobku kocica nie narzekała na nudę. Również nie mogła narzekać na samotność, bo często czy to dzieci Śnieżnego Wspomnienia, będące już uczniami, zaglądały do niej w odwiedziny, czy to kuzynki, matka, a nawet Srocza Gwiazda. Dużo kotów przewijało się w kociarni, jednak stałymi gośćmi były niezmiennie dwa koty – Poranny Ferwor oraz Księżycowym Blask, którzy jak nikt inny dbali o dobre samopoczucie karmicielki, wręcz ją rozpieszczając. Im bliżej terminu rozwiązania, tym częściej również medyczka gościła w skromnych progach żłobka.
— Wyczuwam dwa... nie, trzy kocięta — oznajmiła Strzyżykowy Promyk w trakcie badania nabrzmiałego brzucha czarnej kotki
Dwa...trzy...
Ulżyło kotce, że nie została obdarowana większą ilością kociąt. Zdawała sobie sprawę, że większa ilość potomstwa to większe ryzyko w trakcie porodu dla kociąt, jak i dla niej samej. A taka trójka? Idealna liczba. Nie mogła się doczekać momentu, kiedy będzie mogła przytulić kocięta, które od kilku dni uniemożliwiały jej przespanie całej nocy. 
— Skoro ma być ich trójka, to myślę, że byłoby wspaniale, jakbyśmy zajęli się ich nauką wspólnie jako ich oficjalni mentorzy — zwróciła się do niebieskiej kotki i złotego kocura, mając nadzieję, że jej pomysł im przypadnie do gustu. Miała nadzieję, że również Sroczej Gwieździe spodoba się pomysł jej siostrzenicy, aby rodzice zajęli się nauką własnych kociąt. W końcu jakby nie patrzeć, było to dość popularne u nich w klanie, aby powiązane ze sobą koty uczyły się nawzajem.

***

Na świat zawitały prześliczne kocięta, dwie koteczki i jeden kocurek. Wspanialszych dzieci nie mogła wymarzyć. Otuliła maluchy ogonem, nie chcąc pozwolić, aby się wychodziły, były takie malutkie, a ich sierść była niczym puszek okalająca ich małe ciałka. Z dumą i radością przyjmowała gratulację z okazji narodzin nowych kociąt w klanie od bliskich, którzy postanowili poznać nowych członków ich rodziny.
— Są piękne — miauknął Poranny Ferwor, nie mogąc ukryć zachwytu na swoim pysku, kiedy to spoglądał na swoje córki, które zdobiło w większej lub mniejszej części rude futerko — Wszystkie mają pędzelki... A kocurek wygląda jak mała kopia Księżycowego Blasku — zauważył śmiejąc się na co karmicielka również się roześmiała
Czy to, że jej syn wyglądał jak kotka, która wiele dla niej znaczyła był to znak od Gwiezdnych? Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ostatnie z miotu kocię tak bardzo podobne było do jej ukochanej przyjaciółki.
Była ciekawa bardzo na kogo wyrosną jej kocięta i jaką rolę w klanie obiorą. Może któraś z szylkretowych koteczek zechciałaby zostać medyczką w przyszłości? A może cała trójka zechce szkolić się na wojowników, jak ona i jej rodzeństwo, czas pokaże. 
— Księżycowy Blasku! — odezwała się nieco głośniej, jednak tak by nie przestraszyć kociąt, kiedy dostrzegła sylwetkę wspomnianej kotki w wejściu do legowiska — Zbliż się, musisz kogoś poznać. — miauknęła miło, z iskrą radości w oku. A kiedy szara kotka znalazła się dość blisko, Kawka odsłoniła ogonem kocięta, tak aby Księżycek mogła im się przyjrzeć. — Poznaj Cyrankę, Kazarkę i Krakwka — przedstawiła kolejno oseski kotłujące się przy jej boku

<Księżycku?>

25 listopada 2023

Od Księżycowego Blasku CD. Kawczego Serca

 Powoli zaczynała się uspokajać. Kawczemu Sercu nic się nie stało. Nie wiedziała, czemu to jest takie dla niej ważne. Kiedy usłyszała, co się stało, chciała rzucić wszystko i pomóc czarnej.
- Jest jeszcze coś. Spodziewam się kociąt, Księżycowy Blasku. – miauknęła kotka. Księżycowy Blask zaniemówiła. Nie. Nie, nie, nie. Dlaczego? No oczywiście. Kawcze Serce była wspaniała. Zasługiwała na partnera i kocięta. Ale… Żałowała, że nie mogła być kocurem. Żałowała, że nie mogła dać jej tego szczęścia. Kochała kocięta. Spędzały mnóstwo czasu razem. Księżycowy Blask nie chciała, żeby pojawił się jeszcze jakiś kocur. Kto to mógł być? Chyba zauważyłaby, gdyby Kawcze Serce się zakochała?
- Jesteś pierwszą, która o tym wie, nie licząc medyków. Mogłabyś na razie nikomu o tym nie mówić, dobrze? Sama jeszcze nie oswoiłam się z tymi wieściami... Czy kiedy już się urodzą... chciałabyś razem ze mną je wychowywać? – zapytała Kawcze Serce niepewnie. Te słowa ją zaskoczyły. Ona? Wychowywać? Decyzja trudna do podjęcia tu i teraz. Dla Kawczego Serca zrobiłaby wszystko, ale…
- A co z ojcem? Kto nim jest? – zapytała lekko zdziwiona.
- Uh Poranny Ferwor. – dostała odpowiedź.
- Ja nie zauważyłam… - miauknęła. Dogadywali się, ale chyba nic więcej?
- W porządku. – miauknęła. – To… jak? – słychać było, że te słowa przeszły jej z trudem przez gardło. Czemu? Czy robiła to tylko z poczucia winy? Jakiegoś obowiązku?
- Pewnie. Z przyjemnością pomogę ci je wychowywać. – miauknęła, chociaż wcale tego nie chciała. To znaczy, chciała, ale nie w taki sposób. Nie chciała nic na kotce wymuszać. W odpowiedzi Kawcze Serce przytuliła się do niej. Księżycowy Blask poczerwieniała. Było to wspaniałe uczucie.
- Idziemy coś zjeść? – zapytała się kotka. Patrzyła się w jej oczy i próbowała sklecić jedno sensowne zdanie. Musiała pamiętać o oddychaniu. Miała takie piękne oczy. Wyszło jej coś niezwykle inteligentnego typu „Ehem” i poszły. Nie mogła się powstrzymać gapienia na czarną. Czemu to musi być jakiś kocur? Czemu nie… Nie odważyła się dokończyć jej myśli. Nie miała żadnego prawa do Kawki. Była przecież też Słoneczna Łapa i Poranny Fewor. Usiadły i podzieliły się rybą na pół. Chciała się zapytać, ale za bardzo się bała. W końcu zebrała się na odwagę. Czy ja cię, czy ty mnie? Jak miała się zapytać?
- Czy to możliwe, że ja cię… - zaczęła, a z kociarni rozległ się pisk.
- Eh te kocięta. Spokoju nie dają. – westchnęła i popędziła sprawdzić co u Piórolotka. Została sama z nadgryzioną rybą do towarzystwa. Niechętnie dokończyła piszczkę i powlekła się za Kawką do żłobka.

<Kawcia?>

20 listopada 2023

Od Kawczego Serca CD. Księżycowego Blasku

 Cieszyła się, że Księżycowy Blask wykazała chęć dołączenia do Klanu Nocy. Chociaż ona. Żałowała, że wcześniej nie zdecydowała się zaproponować kotce dołączenia. Wtedy bała się czy córka byłej liderki Klanu Klifu odnajdzie się ich w społeczności. Jednak skoro już udało jej się namówić i również ciotka Sroczy Lot zgodziła się na to, aby niebieska dołączyła, musiała zadbać o dobre samopoczucie swojej przyjaciółki. Wiedziała, że reszta Nocniaków na początku będzie sceptycznie nastawiona do kota, który dobrowolnie opuścił swój klan.
— No wreszcie wróciliście... Mało brakowało, a ten twój synuś i do mnie by mówił mamo... Zaraza, nie chciał zasnąć — odezwała się Borsuczy Język, kiedy to Kawcze Serce i Księżycowy Blask wyślizgnęły się do żłobka — Oh. Kogo me oczy widzą... — W jej oczach dało się dostrzec błysk, rozpoznała nową członkinie. — Widzę, że zgromadzenie było udane. — Uśmiechnęła się do córki Błotnistej Plamy, na co Kawka speszona spuściła wzrok
— Księżycowy Blasku, poznaj Borsuczy Język, byłą samotniczkę i uroczego malca, Piórolotka. To właśnie nim się zajmuję, bo... chciałam pomóc swoim cioteczkom. Na głowie mają trzy kocięta, a ja mam wolny czas, więc... — zerknęła w stronę Makowego Pola, która lustrowała spojrzeniem nową członkinie Klanu Nocy. Na szczęście darowała sobie uwagi. Przynajmniej na ten moment. — Pomyślałam, że zajmę się nim sama, by im chociaż trochę ulżyć... — postanowiła nie wspominać o tym, że wzięła kociaka pod opiekę tylko dlatego żeby go uchronić przed śmiercią z łap srebrno-czarnej kocicu — Piórolotku, chciałabym żebyś kogoś poznał — Tym razem zwróciła się do kocurka, który zahipnotyzowany wpatrywał się w Księżycek. — To moja bliska przyjaciółka, Księżycowy Blask. Właśnie się przeniosła do naszego klanu. Bardzo chciała cię poznać, po tym jak jej odpowiedziałam o tobie.
Kocurek zaintrygowany nową postacią zrobił krok w przód.
— Jesteś taka jak ja! — odezwał się piskliwym głosem, wskazując łapą na Księżyc, po czym doczłapał do niej na swych małych łapkach, a następnie, bez ostrzeżenie, wtulił pysk w jej sierść 
To, że malec polubił Księżyc sprawiło, że Kawcze Serce odetchnęła z ulgą. Jednak pozostawało jeszcze upewnić się, czy nowa członkini Klanu Nocy dobrze się z tym czuję. Mogła sobie nie życzyć tego, aby całkiem nieznajomy kociak zatapiał nosek w jej sierści, nawet jeśli podczas tego rozmowy obie jednogłośnie stwierdziły, że kocięta są przeuroczym istotami. Aż szkoda, że tak szybko dorastały.
Na pysku Ksieżycek dostrzegła różne emocje, ale to co się rzuciło najbardziej Kawce w oczy, było to że kotka wyglądała na zmęczoną. Nic dziwnego, tyle rzeczy wydarzyło się w ciągu jednego dnia, jednego zgromadzenia. Sama czarna przeczuwałam, że zaraz zaśnie twardo. Ziewnęła.
— Jak chcesz, możesz spać razem ze mną w kociarni. Myślę, że nie powinien być to problem... — Poręczenie za kotkę powinno wystarczyć. Może i Nocniacy na nią podejrzliwie patrzyli, to musieli zrozumieć, że teraz Księżycowy Blask jest jedną z nich — Oczywiście jeśli chcesz. — dodała pośpiesznie
Chciała dodać otuchy kotce. Kawka była jedynym kotem z Klanu Nocy, którego Księżyc znała, tak też nie chciała, aby tę noc była Klifiaczka spędziła sama wśród całkiem jej obcych wojowników. Wojowników, którzy jej nie znali i krzywo patrzyli. 
— Ja... Tak. Z chęcią. — odezwała się cicho, jednak już po chwili, gdy tylko Borsuczy Język zwolniła legowisko, Księżycowy Blask położyła się tuż obok Kawczego Serca
Obie kotki leżały wtulone w siebie, nawet kocię dostrzegając zmęczenie opiekunki już sam po chwili ułożył się między jej przednimi łapkami. Sen przyszedł szybko. Po raz pierwszy od dawna żadna nocna mara nie dręczyła umysłu tymczasowej królowej.

***

Wraz z opuszczaniem kociarni przez Pszczelą Dumę i jej córki, a tak naprawdę dzięki braku obecności Makowego Pola, atmosfera w żłobku uległa diametralnej poprawie. Czarna mogła odetchnąć z ulgą. Jakimś cudem udało jej się uchronić Piórolotka przed gniewem srebrnej kocicy. Z całych sił starała się upilnować tego urwisa, którego jak na złość ciągnęło w stronę nienawidzącej go kocicy. Za cel postanowiła sobie go chronić, nie ważne co by się nie działo. Nawet jak ten zostanie uczniem i wojownikiem.
Przypatrywała się Morzu, która grzecznie siedziała przy wyjściu ze żłobka. Nie zżyła się z nią tak jak z jej bratem, głównie przez to, że nią przez większość księżyców opiekowała się szylkretka. Nie została odtrącona tak jak miało miejsce w przypadku Piórolotka. Nic więc dziwnego, że na każdą wizytę uczennic reagowała weselej niż na samą obecność Kawczego Serca. Nie winiła jej jednak za to. Cieszyła się, że mała pointka miała swoich bliskich, których pokochała. Najważniejsze, że była szczęśliwa. To się liczyło.
Do kociarni zawitały dwie postacie, których odwiedzin się nie spodziewała – u boku Śnieżnego Wspomnienie stał Poranny Ferwor. Poranek, jak Poranek, po tym jak rozejrzał się po kociarni i zagadał przyjaźnie do córki Śnieżnego Wspomnienia, lekkim krokiem zbliżył się do Kawczego Serca. Co jakiś czas odwracał się, tak jakby chcąc się upewnić, że jego towarzysz nie da nogi – w tej chwili kocur rozmawiał ze swoją córką, a na jego pysku pojawił się słaby, ledwo dostrzegalny uśmiech. Dostrzegając to kremowy pokręcił łbem wzdychając. Przeniósł spojrzenie na Kawkę.
— Czy humorek dopisuje dzisiaj królowej? — odezwał się wystawiając język w jej stronę. Królowa. Karmicielka. Kawce trudno było przyzwyczaić się do nazwy stanowiska, które tymczasowo pełniła. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę sama nie wykarmiła żadnego kociaka. Tylko doglądała ich, z całego serca chcąc by nic im się nie stało. Gdy już miała odpowiedzieć na tę zaczepkę przyjaciela, Poranek ponownie otworzył pysk — Pewnie tak, w końcu masz całe legowisko dla siebie... Cisza, spokój. Pozazdrościć. Cwaniara z ciebie Kawko, oj wielką cwaniara — zachichotał 
— Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś to ty przy następnej okazji został królową... — parsknęła wyobrażając sobie kocura na jej miejscu. — Będziesz miał wtedy całe legowisko dla siebie Poranku. Ale pamiętaj, że ciszy to tu na długo nie uświadczysz — miauknęła rozbawiona, a na potwierdzenie jej słów dwójka podopiecznych kotki zaczęła dokazywać, jedno kocię starało się złapać drugie podczas zabawy w berka — Rozumiem, że Śnieżne Wspomnienie zawitał do żłobka, bo chciał spotkać się ze swoimi dziećmi, ale ty... ? 
— Cóż — odchrząknął, po czym utkwił wzrok na srebrnym kocurze. — Chciałem dopilnować, aby ten głupek chociaż jedną rzecz zrobił dobrze. Bo już kilka spraw zawalił. Ekhm. 
Śnieżne Wspomnienie jak na zawołanie zbliżył się w stronę dorosłych kotów, przepraszając na moment swoje pociechy, które próbowały zachęcić go do wspólnej zabawy. Z pyska Piórolotka wyrwał się pomruk niezadowolenia.
Czarna nie bardzo wiedziała czego ma się spodziewać. Ta otoczka tajemniczości była naprawdę dziwna. Zmieszana zmarszczyła lekko pysk. Do czasu, aż ojciec kociąt, którymi przyszło jej się zajmować nie otworzył pyska.
— Ja... chciałem ci podziękować. — odezwał się cicho, co jakiś czas zerkając na złotego kocura. — Wiem, że to Pszczela Dumą zajęła się wykarmieniem ich, ale gdyby nie ty... to... to... — urwał, nie będąc w stanie wykrztusić ani słowa więcej. Pociągnął nosem, unosząc pysk ku górze i przez dłuższą chwilę intensywnie mrugając, tak jakby chcąc powstrzymać płacz. — Dziękuję Kawcze Serce. Za wszystko. Nie musiałaś się nimi zajmować, a jednak...
— Nie musisz mi dziękować, naprawdę. — westchnęła. — Po prostu to było silniejsze ode mnie, nie mogłam obojętnie patrzeć i przysłuchiwać się temu co ma miejsce w żłobku... Poza tym jedna z zasad mówi, że "żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego klanu" — zacytowała kodeks, chcąc jeszcze czymś innym poprzeć najzwyklejszy odruch, którego partnerka Pszczółki nie posiadała. — A Morze i Piórolotek są Nocniakami. — Spojrzała na rozrabiające kocięta. Była pewna, że Klan Nocy będzie z nich dumny. Musieli być. Bo będzie z nich wspaniała dwójka wojowników.
Po zakończeniu odwiedzin przez kocury, w niedługim odstępie czasu do kociarni zawitały dwie niebieskookie kotki. Jedna z nich, pręgowana tygrysio, której z pasm półdługiej sierści skapywały jeszcze krople wody, od razu znalazła się tuż obok Kawczego Serca, lekko stykając się z nią głową w geście powitania.
Żałowała, że to nie jej przypadła nauka pływania wojowniczki, jednak teraz miała inne obowiązki. Na całe szczęście Księżyc rozumiała to i nie wydawała się być zła, że nie spędzają ze sobą większości czasu w ciągu dnia; a jeśli była o to zła, nie pokazała tego aż tak bardzo by córka Nastroszonego Futra zauważyła to.

***

Zabrała Księżycowy Blask nad rzekę chcąc spędzić z nią trochę czasu. Więcej niż przypadało im zazwyczaj w ciągu dnia. Kociętami podczas jej nieobecności miała zająć się Wirująca Lotka, która słysząc prośbę kuzynki na temat tego czy może popilnować maluchy przez dłuższą chwilę, bez wahania się zgodziła. Uczuliła mimo wszystko arlekinke na to, aby w razie wizyty Makowego Pola chcącej pokpić na czarną, że ta wzięła na wychowanie Piórolotka, trzymała od niej jak najdalej kocurka.
— Czy u was w Klanie Klifu puszcza się kwiaty na wodzie? — zagadnęła trzymając delikatnie w pysku różowo-czerwony kwiat. W odpowiedzi kocica pokręciła głową na znak, że pierwszy raz z tym zwyczajem się spotyka. Kawcze Serce wytłumaczyła jej na czym on dokładnie polega i zachęciła, aby Księżycowy Blask również puściła kwiat na wodzie. Nie tylko jako formę wdzięczności, że pora nowych liści okazała się łaskawsza. — Niech te kwiaty będą symbolem twojego nowego początku w Klanie Nocy. — uśmiechnęła się podsumowując własne słowa, obserwując oddalające się kwiecie. Oparła głowę o bark Księżycek, ciesząc się, że w końcu ma w klanie bliskiego jej sercu kota. 
Powinny tu przyjść o wiele, wiele wcześniej.

***

Historia lubi się powtarzać. Tym razem miała nadzieję, że skończy się całkowicie inaczej niż w przypadku Pszczelej Dumy, Jagodowego Gąszczu i Makowego Pola. Miała taką nadzieję. 
Odkąd zajęła się wychowaniem kociaka, a później na dobrą sprawę kociąt od czasu opuszczenia przez Pszczółkę i jej córki żłobka, dużo rozmyślała nad swoją przeszłością i przyszłością. Bycie matką, nawet jeśli przybraną, coraz bardziej zaczęło jej się podobać. Widok uśmiechniętych mordek kociąt i fakt, że mogła je chronić, dbać o nie, doglądać jak rosną i stają się z każdym kolejnym księżycem samodzielne był czymś pięknym. 
Minęło parę kwadr nim podjęła decyzję i zebrała się na odwagę. Mimo, że przyjaźniła się z Porannym Ferworem dziwnie się czuła wychodząc do niego z propozycją założenia rodziny. Jak na złość w jej myślach rozbrzmiał głos Nastroszonego Futra, który wspomniał, że ona i Poranek będą razem. Tyle, że jedyne co ich łączyło to była przyjaźń! A teraz miały ich łączyć jeszcze kocięta, jako umowa będąca poniekąd chęcią zadbania o przyszłość klanu, w końcu kocięta były jego przyszłością, a w głównej mierze był to czystym przykład egoizmu Kawczego Serca, która zachciała posiadać własne potomstwo. Nie mogła się związać z kimś kogo nie kochała, przynajmniej nie w sposób romantyczny. Jej serce należało do innego kota, na dobrą sprawę dwóch. Miała nadzieję, że złoty kocur to zrozumie i nie będzie próbował zmienić ich relacji. Obiecał, że pozostaną w przyjacielskich stosunkach, a poza tym nawet wyznał Kawce, że od dłuższego czasu był zauroczony w Borsuczym Języku – niestety bicolor dała mu tyle razy kosza, że w końcu odpuścił, dostrzegając, że ta jak większość kotek w Klanie Nocy nie wykazuje zainteresowania płcią przeciwną. Tak też nie wiele myśląc, przystał na propozycje Kawki, przedstawiając również własne żądania umowy, chciał być obecny w życiu kociąt.

***

Tak jak Sroczy Lot poleciła, zabroniła kociakom wyściubić nosa poza kociarnie, chcąc oszczędzić im widoku okrucieństwa z łap Mglistej Gwiazdy. Było trudno zagłuszyć odgłosy walki, które rozgrywały się paręnaście długości ogona, jednak zrobiła wszystko co w jej mocy, aby uspokoić zmartwione kocięta. Przyciągnęła do siebie kitą pociechy Śnieżnego Wspomnienia, wtulając je w swój bok i nucąc piosenkę, tak by zająć je na chwilę. Nie udało jej się uchronić Księżycowego Blasku przed zobaczeniem na własne oczy drugiej, mrocznej stroną Klanu Nocy. Nie chciała żeby jej przyjaciółka przechodziła przez ponowna sytuację, tak bardzo podobna do tego co się stało z jej rodzicami, dlatego nakazała jej zostać u jej boku, nie ważne co. W końcu ilekroć ciotką Mgła zwoływała zebrania, wiadomo było czego będą dotyczyć. Niebieska jednak jej nie posłuchała, udała się na zebranie wraz z innymi kotami. Kawcze Serce chciała ją uchronić przed przykrymi wspomnieniami za wszelką cenę. W końcu jej dołączenie do Klanu Nocy miało być nowym początek dla niej. Dla nich.
Zamęt na zewnątrz ucichł, jednak z daleka rozpoznała znajomy odgłos kroków. Przeniosła wzrok na stojąca w wejściu Księżycowy Blask. Dostrzegając jak niebieska dygocze i ma zaczerwienione oczy, nakazała jej się zbliżyć do niej i kociąt.
— K-Kawko... Mglista Gwiazda... — zaczęła, jej głos łamał się, z trudem była w stanie się wysłowić — O-ona...
Zaciekawione kocięta zaczęły spoglądać to na opiekunkę, to na drugą kotkę, chcąc wiedzieć co takiego wydarzyło się dokładnie i czemu była Klifiaczka płacze. Na ich pyskach malowało się pytanie "Co Mglista Gwiazda zrobiła?", jednak żadne się nie odezwało.
— Księżycku, nie przy nich... — miauknęła cicho, mając nadzieję, że uda im się porozmawiać o tym co się stało później i jakoś uspokoić roztrzęsioną kotkę. Byłaby wdzięczna w tej chwili, gdyby miała pod ręką jeszcze jednego kota, który mógłby przypilnować w tej chwili dzieci srebrnego kocura — Wszystko będzie dobrze. To nie twoja wina — wyszeptała do szarego uszka kotki, wtulając pysk w jej szyję, po tym gdy łkając Księżycowy Blask oznajmił, że to najpewniej z jej powodu stała się ta tragedia. Jakimś cudem udało jej się ją trochę uspokoić, co było dość trudne patrząc na to, że na głowie miała jeszcze kocięta.
Wraz z pojawieniem się Porannego Ferworu w kociarni, dowiedziała się co takiego dokładnie się wydarzyło dzisiejszego dnia. Kolejny publiczny sąd, tak jak przeczuwała od początku. Kocur dyskretnie podzielił się tymi nieprzyjemnymi informacjami. Zbyt dużo krwi zostało przelanej w obozowisku, miała nadzieję, że wraz z rządami Sroczej Gwiazdy to wszystko się zmieni i już nikt nie będzie uznany za zdrajcę, bo tak byłej liderce w czasie snu Klan Gwiazdy powiedział. Powoli zaczynała wątpić w siostrę Nastroszonego Futra, której decyzję różniły się z tym co mówił kodeks wojownika. Zaczęła się obawiać ciotki i tego, że kiedyś to jej bliscy zostaną uznani za zdrajców, którzy podzielą los Sarniego Tupotu czy bliskich Topikowej Głębiny i Kaczej Łapy.

***

Informację o tym, że oczekuję kociąt, jak i oczywiście gratulacje usłyszała jako pierwsze od medyków. Dziwnie się czuła, gdy trzy pary oczu przypatrywały się jej. Do jej uszu doszło pytanie asystenta medyka, niezbyt dyskretne, dotyczące tego kto jest ojcem kociąt, bo przecież Kawka nie miała partnera, ba, nawet partnerki. Nie musiała długo czekać, aby zobaczyć jak Topikowa Głębina dostaję po głowie od Strzyżykowego Promyka, która natychmiast kazała mu iść zająć się segregacją ziół, a razem z nim wysłała Rozbitą Łapę. Nim ci odeszli, dostrzegła na pysku asystenta trudny do odgadnięcia wyraz. Widziała, że musiało mu być ciężko po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce w klanie.
Nie winiła kocurka za taką dociekliwość. Zdawała sobie sprawę, że na pewno wiele kotków jej zada to pytanie, a już na pewno spodziewała się go od Makowego Pola, zaraz po spytaniu się przez srebrną czy w głowie córki Błotnistej Plamy zalęgły się pszczoły.
Nie miała partnera, to fakt. Przynajmniej nie było to jeszcze oficjalne, ale to tego też zamierzała się zebrać i wyznać pewnej kotce co tak naprawdę czuję. I że to uczucie z każdym kolejnym księżycem, który mogła spędzać w jej obecności pogłębiało się.
— Musisz na siebie teraz bardziej uważać... A już na pewno nie możesz dopuści, aby znowu dostać oparzeń słonecznych — miauknęła ruda, robiąc okład na białą łapę kotki 
— Wiem, będę ostrożniejsza — odezwała się cicho, zdawała sobie sprawę, że ze względu na swój stan musiała ograniczyć zażywanie kąpieli słonecznych, jak i zmniejszyć wysiłek; nie chciała zemdleć czy narazić kocięta na możliwie problemy zdrowotne przez własną głupotę jak to miało teraz miejsce, bo zasłabła w trakcie przechadzki 
Poprosiła o możliwość zostania w legowisku medyków trochę dłużej niż powinna, jak i również poprosiła o nie dzielenie się dobrymi wieściami na razie z nikim. Na całe szczęście w tamtej chwili znajdowała się w legowisku sama, nie licząc oczywiście medyków, tak też nie musiała się martwić, że jakieś gumowe ucho zaraz podchwyci temat i wieść o jej ciąży się rozejdzie po całym klanie.
— Kawko...? — Na dźwięk znajomego głosu uniosła głowę do góry, spojrzenie utkwiła na zmartwionym pyszczku niebieskiej kotki, która stała tuż przed posłaniem, które zajmowała — Słyszałam od Bratkowego Futra, że zasłabłaś i zostałaś zabrana do medyków. Wystraszyłam się, że to coś poważnego... — Mogłaby przysiąc, że dostrzegła w błękitnych oczach kotki łzy. Naprawdę się zmartwiła. Zresztą nic dziwnego patrząc na ostatnie wydarzenia, do których doszło w klanie.
— Spokojnie Księżycku, nic mi nie jest — podniosła się ostrożnie z legowiska, by móc znaleźć się pyskiem na wysokości pyska Księżycowego Blasku — To słońce jest zdradliwe. Niby nie ma upałów, więc chciałam zażyć kąpieli słonecznych, a skończyło się na omdleniu i oparzeniu. Tylko tyle — zaśmiała się z własnej głupoty, jednak jej przyjaciółce nie było do śmiechu. 
— Na pewno? 
— Tak — Uśmiechnęła się, po czym ponownie położyła się na legowisku, nie chcąc, by ziołowa papka spłynęła z rany. Księżycowym Blask odetchnęła z ulgą, napięcie z niej zeszło. — Właściwie to... — zawahała się, czując w nagłej chwili otaczający ją strach. — Jest jeszcze coś. Spodziewam się kociąt, Księżycowy Blasku. — Nie miała zielonego pojęcia jak kotka zareaguje na wieść o jej ciąży. Fakt faktem, rozmawiały dawno temu na zgromadzeniu o kociętach i o tym, że są z nich przekochane małe kulki, jednak to było tyle i aż tyle. Zawstydzona położyła uszy po sobie uszy. — Jesteś pierwszą, która o tym wie, nie licząc medyków. — zerknęła w ich stronę, mając nadzieję, że ich rozmowa nie będzie im przeszkadzać w obowiązkach. Przełknęła ślinę, czuła jak słowa więzły w gardle. — Mogłabyś na razie nikomu o tym nie mówić, dobrze? Sama jeszcze nie oswoiłam się z tymi wieściami... — Wypuściła powietrze. Ciężko jej było powiedzieć to co tak naprawdę czuła i o co tak naprawdę chciała zapytać w tamtej chwili, jednak miała nadzieję, że Księżycek zrozumie jej intencję. — Czy kiedy już się urodzą... chciałabyś razem ze mną je wychowywać?

Wyleczeni: Kawcze Serce

<Księżycku? 👉👈 >
Say yes, say yes, 'cause I need to know~ ♪

07 listopada 2023

Od Księżycowego Blasku CD. Kawczego Serca

 Jeśli chcesz się spotkać to tylko jutro. O tej samej porze, tylko bliżej klifu — rzuciła. — Nie obiecuję jednak, że się zjawię. Mam obowiązki względem klanu, tak samo jak i ty powinnaś mieć wobec swojego. – miauknęła i odeszła. Księżycowy blask została sama z bólem, który przeszywał jej serce.
Polowała. Spała. Chodziła na patrole. I tak w kółko. Już nikt jej nigdy nie zawiedzie. Przez nikogo nie będzie czuć bólu. Nigdy już nie będzie smutna. Tylko samotna. Ale jeśli taka będzie cena za bycie szczęśliwą, to byłą gotowa ją ponieść. Tak, była szczęśliwa. Była… samotna. Stała niepewnie przed więzieniem jej matki.
- Czy… czy mogę wejść? – zapytała cicho. Strażnicy po chwili pokiwali głową. Księżycowy Blask podeszła do matki. Była taka mała. Leżała skulona, taka niewinna, samotna. Zmusiła się, żeby nie uciec. Nie chciała jej widzieć takiej. Ale mama jej potrzebowała. Usiadła przy niej. Odwiedzała ją prawie codziennie.
- Mamo… kocham cię. Bądź silna. Jesteśmy przy tobie. – wyszeptała jej do ucha.
- Księżycowy Blasku, skąd ta smutna minka? – zapytała. Kotka westchnęła.
- Już nic… nieważne. Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem obok. – szepnęła i wyszła. Chociaż tak bardzo za nią tęskniła, nie mogła znieść widoku jej takiej. Wróciła do klanowych obowiązków w jeszcze głębszym przygnębieniu.
- Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie łowić zwierzynę przyjdą na zebranie klanu! – zawołał Srokoszowa Gwiazda. Księżycowy Blask powlekła się za innymi w stronę tego ohydnego lidera. Zaczął mówić, a ona prawie zemdlała. Jej rodzice… zdrajcami i zbiegami? Nie są już mile widziani na terenach Klanu Klifu? Tylko siostra stojąca obok powstrzymywała ją od rzucenia się na lidera. Czy on postradał zmysły? To on jest zdrajcą! Nienawidziła go jeszcze mocniej niż wcześniej. Miała ochotę go zabić. Rozerwać na strzępy. Dość szybko uspokoiła swoje uczucie.
- Nie. – szepnęła ochryple. Dobrze, że poszli razem. Poczuła żal. Ból. Ściskał ją w środku. Jak mogli ją zostawić samą? Dlaczego nikt jej nie powiedział? Chętnie poszłaby z nimi. Łapy się pod nią ugięły, a do oczu napłynęły łzy. Nie. Nie może się rozpłakać. Nie kiedy on to widzi. Zamiast tego spojrzała na lidera z czystą nienawiścią.
Zgromadzenie. Mnóstwo kotów wszędzie. Kawcze Serce też tu była. Od razu do niej podeszła Widząc, jak kotka kładzie uszy, ona również się zjeżyła. Nie. Zapomnij o tym, co się działo. To już i tak nieważne. Kawcze Serce schudła. Było to oczywiste, bo przecież byli po srogiej porze nagich drzew. Czarna kotka była teraz jeszcze ładniejsza. Przestań! Ona nie bez powodu zniknęła na tak długo ze Słoneczną Łapą. – Chcę, żebyś wiedziała, że nie żywię do ciebie urazy. Możemy… o tym zapomnieć? – zapytała czując, że płonie ze wstydu.
— Jesteś pewna? Dobrze. — kiwnęła głową. — Ostatnio Klan Gwiazdy nie był dla nas łaskawy. — podjęła.
- A od kiedy Klan Gwiazdy się czymkolwiek przejmuje? Najpierw nic nie robi, kiedy głodujemy, a następnie pozwala Srokoszowej Gwieździe atakować moją mamę i wyrzucać moich rodziców z klanu. Nawet nie wiesz, co muszę codziennie przeżywać widząc jego ohydny pysk. – prychnęła.
— Co?! Jak to wyrzucił, dlaczego? — zapytała zaskoczona.
- Nie wiesz? A no faktycznie. To było tak, że wyszli gdzieś ze Srokoszową Gwiazdą i już nie wrócili. A on powiedział, że są zdrajcami i nie są już mile widziani w Klanie Klifu. Rozumiesz?!? Nie powiedział nawet nam, co się z nimi stało! Nie wiem nawet czy żyją! Tęsknię. – szepnęła.
— Tak mi przykro Księżycowy Blasku. — wyszeptała. Przysunęła się do niej i położyła ogon na jej barku. Księżycowy Blask próbowała nie zwracać uwagi na mocno walące serce. Czułą, że się rumieni. — Ten wasz lider to podejrzany typ. U nas nie zataja się informacji o tym co się stało z tymi uznanymi za zdrajców. – odpowiedziała.
- W porządku. To już było. Nie wolno tego rozpamiętywać, bo ból powraca. – odpowiedziała. Spojrzała na rozmówczynię z weselszą miną. – Chcesz coś porobić razem? Coś innego? – uśmiechnęła się, kiedy przypomniało jej się, jak straszyły inne koty.
Poruszyły jej serce słowa kotki. To była prawda, rozpamiętywany ból powracał i to z większą siłą.
— Z przyjemnością — uśmiechnęła się i skierowała wzrok na skałę liderów. Podążyła za wzrokiem kotki. Słyszała podniecone głosy o uczniu, który zemdlał na skale.
- Czy tam jest… – zaczęła nie wierząc w to, co widzi.
— Ojeju. Biedak. Ale to chyba normalne zachowanie na widok Wilczaka. – stwierdziła śmiejąc się.
  - Pamiętasz tą czarną uczennicę z Klanu Wilka? Ona też zachowywała się podobnie. Nie dziwię się. Myślę, że Szakala Gwiazda jest dobrą przywódczynią. Taką osobę się szanuje, ale też się jej boi. – stwierdziła.
— To prawda. Nie tak dawno temu obiecałyśmy sobie, że zostaniemy liderkami — uśmiechnęła się.
- Pamiętam! Ale ja nie chcę być liderką. Klan Klifu przestał się już dla mnie liczyć. Nie ma tam moich rodziców. A jak u ciebie? Coś się zmieniło? – zapytała się.
— Myślę, że tak. To całe liderowanie nie jest tak przyjemne jak się może to uczniom wydawać. Na barkach lidera spoczywa odpowiedzialność za cały klan. Wątpię czy bym podała i spełniła oczekiwania reszty. – odpowiedziała. Pokiwała głową.
 - Jak smakują ryby? – palnęła zmieniając całkowicie temat. – Wybacz. Po prostu od małego kociaka zawsze byłam ciekawa. – dodała szybko.
— Cóż, ryby smakują jak ryby. — zaśmiała się — Są dobre. Naprawdę. I wcale nie śmierdzą, jak to reszta klanów uważa! – zapewniła ją.
- A potrafisz je dobrze łowić? Dałabyś radę mi teraz jedną złapać? – zapytała się z ciekawością.
— Myślę, że tak. Raczej nie powinno być z tym problemu — dała jej znak, aby zbliżyły się do brzegu.
- Naprawdę? To świetnie! – ucieszyła się. Poszła razem z Kawką na brzeg z dala od innych kotów. Księżycowy Blask patrzyła na czarną kotkę. Po chwili ta wyszła na brzeg z małą rybą w pysku. Jak szybko ją upolowała! Jest bardzo mądra.
- Jak… Ja też zawsze chciałam tak umieć. – pochyliła się nad rybą. – Poczekaj. Ty ją złapałaś i byłoby niesprawiedliwie, gdybym ja ją zjadła. Może się podzielimy? – zapytała i odgryzła swoją część. Ryba była dziwna, ale smaczna. Specyficzna, ale pyszna.
— Gdybyś się urodziła w Klanie Nocy, to byłaby druga rzecz, której byś się nauczyła zaraz po nauce pływania. — powiedziała.
- Ten twój Klan Nocy musi być wspaniały… Spójrz. – wskazała łapą na księżyc na niebie. – Nie wydaje ci się on dziwny? – zapytała. – Jakiś taki… za żółty. – miauknęła w stronę Kawki.
— Ma swoje wady, jak i zalety. Jak każdy klan. Idzie się przyzwyczaić. — stwierdziła — Naprawdę?
- Chyba jest inny… – stwierdziła. Nagle usłyszała jakieś krzyki o uczennicy z Klanu Burzy. – Co tam się znowu dzieje? – zapytała zdziwiona.
— Oh, chyba kolejny uczeń coś przeskrobał. Co z tymi młodymi kotami się teraz dzieje — miauknęła.
- Lubisz młode koty? W sensie kocięta? – zapytała bez powodu.
— Tak. Ostatnio moim ciociom się urodziły dwie prześliczne koteczki. — wyznała i uśmiechnęła się szeroko — Są takie mądre i zdolne. Właściwe to, sama zajmuję się teraz jednym kociakiem. — poinformowała ją.
-  Naprawdę? Ja uważam, że kocięta są urocze. – uśmiechnęła przypominając sobie Bławatka. Właśnie. Uśmiechała się. W ostatnich dniach nie zdarzało jej się to zbyt często.
— Myślałaś może o opuszczeniu Klanu Klifu? — zagadnęła. Księżycowy Blask znieruchomiała. Skąd mogła wiedzieć? Myślała. Nawet często. Że ucieknie, odnajdzie rodziców i wrócą do domu. I będzie tak jak dawniej. Wiedziała, że to niemożliwe. Ale bardzo chciała. Nikomu jeszcze o tym nie mówiła. Myślała, że to źle tak sądzić. Uciekła wzrokiem gdzieś na bok.
- Ja… Tak. Myślałam. To chyba źle. – szepnęła cicho czując, jak łzy zbierają jej się do oczu. – Klan Klifu był moim domem. Zawsze byłam wobec niego lojalna. Ale jak mogę być lojalna wobec przywódcy, który wypędził moich rodziców i prawie zabił moją mamę? – pisnęła przytulając się do kotki. Od razu poczuła ciepło rozlewające się po całym ciele. Powstrzymała się, żeby nie zacząć mruczeć.
— Chodź, porozmawiasz z moją ciotką. Wyjaśnisz jej jak się sprawy mają, a może pozwoli ci do nas dołączyć. – miauknęła. Otworzyła szerzej oczy. Naprawdę? To wszystko było takie dziwne. Nie chciała wracać do Klanu Klifu. Nie, dopóki nie będzie tam jej rodziców. Nie, dopóki ten obrzydliwy Srokoszowa Gwiazda będzie liderem. W dodatku ponownie zaufała Kawczemu Sercu. Mimo, że wciąż czuła się trochę nieswojo, podążyła za nią. Kawcze Serce zaprowadziła do Sroczego Lotu i wszystko jej wyjaśniła. Księżycowy Blask stała wyprostowana czekając na decyzję kotki.
- Skoro uważasz, że twoja towarzyszka jest godna zaufania… Możemy na to przystać. Jednak, jeśli zrobi cokolwiek przeciwko klanowi nocy, konsekwencje poniesiecie obie. – odpowiedziała.
- D-dziękuję. Nie zawiodę was. – szepnęła. Poszła z Kawczym Sercem do jej pobratymców. Do ich pobratymców. To był teraz już jej klan. Poczuła radość z tej nowej przynależności. Może to będzie jej nowy początek. Szansa na nowe życie. Od zera.
Poszła z Klanem Nocy. Do ich obozu. Starała się nie rzucać nikomu w oczy. Szła na końcu, obok Kawczego Serca, która najwyraźniej postanowiła ją wspierać. Była jej za to wdzięczna.

<Kawcze Serce?>

03 września 2023

Od Kawczego Serca CD. Księżycowego Blasku

 Informację którymi podzieliła się z nią córka byłej liderki Klanu Klifu mocno ją zmieszały. Sprawiły, że po jej plecach przeszedł dreszcz. 
Na wieść o śmierci jej siostry mocniej otuliła młodszą kotkę ogonem, chcąc dać jej jakiejkolwiek wsparcie.
Kawcze Serce sama straciła trójkę rodzeństwa, ale była zbyt mała by to pamiętać, jak i nie dane im było zbudować żadnej relacji. Mimo wszystko widok załzawionych oczu kotki łamał jej serce.  Doniedawna obca jej kotka, którą przy ich pierwszym spotkaniu na zgromadzeniu straszyła wraz z Słoneczna Łapą, zwierzała jej się ze swoich problemów. I nie tylko. Przekazała jej ważne informacje na temat sytuacji w sąsiadujacym klanie. Powinna przekazać tę informację ciotką, aby wiedziały, że infantylna szylkretka już nie jest liderką. Klan Klifu znów mógł być zagrożeniem, nie tylko dla Nocniaków.
 Tak jakby czytając w jej myślach niebieskooka poprosiła ją, aby zachowała zasłyszane informację to w tajemnicy. 
— To nie twoja wina — podjęła chcąc pocieszyć kotkę, jak i również utwierdzić ją w przekonaniu, że naprawdę nie powinna czuć się winna. — Winę za to co się stało ponosi tylko i wyłącznie...
— Kawcze Serce idziesz?
Zerknęła z powrotem w kierunku, gdzie rozdzieliła się z patrolem. Wiedziała, że obie będą miały kłopoty, gdy ktoś je zauważy. Wlepiła wzrok w kotkę, która poprosiła ją, aby nie szła. 
— Muszę. — miauknęła, wiedząc co się stanie jeśli będzie zwlekać. Zaraz się zleci cały patrol, i wraz z nim będzie zmuszona przegonić Księżycowy Blask. 
Nerwowo machnęła ogonem, żałując, że nie zrobiła tego wcześniej, tylko zdecydowała się z nią na rozmowę. Teraz nie była wstanie jej przegonić, po tym co usłyszała. Ale nie chciała podpadać liderce, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach w klanie. U nich też doszło w końcu do morderstwa, w tym przypadku w imię Klanu Gwiazdy. Widok martwego ciała Sarniego Tupotu, który nie tak dawno ją poniekąd uratował, gdy walczyli z samotnikami wstrząsnął nią. Nie spodziewała się, że też w samym sercu klanu Mglista Gwiazda zechce dokonać egzekucji zdrajcy. I jak zapowiedziała pod koniec, mogło być ich więcej. A czarna nie chciała się przyglądać jak koty, z którymi sypiała co noc w legowisku wojowników leżą bez życia. Ilu jeszcze mieli zdrajców wśród swoich, których należało wyeliminować dla dobra klanu?
Odwróciła się tyłem do kotki, bez słowa pożegnania zaczęła się kierować w głąb terenów.
— Czekaj. A spotkamy się jeszcze, przed zgromadzeniem? — Usłyszała za sobą
— Nie... — zawahała się. — Nie wiem. Nie powinnyśmy... — mruknęła dość chłodno skupiając wzrok na terenie przed sobą. Z oddali znów rozbrzmiał głos Pchlego Nosa i Borsuczego Języka, którzy ją nawoływali.
— Kawko... proszę...
Lekko drgnęła na dźwięk swojego imienia, które nadała jej matka. Rzadko miała przyjemność słyszeć je, ostatnimi czasy z ust innych kotów padało to imię, dwuczłonowe, które nosiła z dumą odkąd została wojownikiem. 
— Kawcze Serce. — miauknęła cicho zerkając chłodno na Księżycowy Blask, w jej oczach dostrzegła żal i pogłębiający się smutek. 
Przez myśl przeszło jej zaproponowanie kotce dołączenia do nich, do Klanu Nocy, patrząc na sytuację, w jakiej się znalazła. Jednak tak jak jej ta myśl szybko w głowie się zrodziła, tak też szybko wyparowała. Ona nie pasowała do nich, do ciotek Kawczego Serca. Nie odnalazłaby się w ich towarzystwie, była tego pewna. 
— Jeśli chcesz się spotkać to tylko jutro. O tej samej porze, tylko bliżej klifu — rzuciła w powietrze — Nie obiecuje jednak, że się zjawię. Mam obowiązki względem klanu, tak samo jak i ty powinnaś mieć wobec swojego.
Czmychnęła pomiędzy zarośla, nie dane było jej przejść jednak w spokoju kawałek, by dojść do kotów towarzyszących jej w patrolu, bo już po chwili wpadła na Pchli Nos, który się kręcił w okolicy. Mało brakowało.
— Długo ci zeszło sprawdzenie granicy, coś się stało?
— Nie, wszystko w porządku. Po prostu...
— Ucinała sobie pogawędkę z patrolem Klifiaków. — prychnęła Borsuk zbliżając się powolnym krokiem w ich kierunku — Mam nadzieję, że wyciągnęłaś od nich jakieś pożyteczne informację, a nie marnowałaś czas na plotki — Zmrużyła oczy. Kawcze Serce opuściła speszona głowę, zdając sobie sprawę, że ktoś ją widział. I ten ktoś nie był jej przyjacielem. Chciała spróbować się wykręci, skłamać, lecz co jeśli Borsuk może coś słyszała o czym rozmawiały i tylko ją sprawdzała? — No i?
— Ta walnięta szylkretka już nie jest dłużej ich liderką, została obalona. Tylko tyle udało mi się dowiedzieć.
— Och. A to szkoda. Myślałam, że na kolejnym zgromadzeniu znowu będziemy mogły się z nich pośmiać, ale zgaduję, że ten kto ją obalił, również zrezygnował z tych głupich imion. No trudno. — miauknęła z nutką żalu w głosie — Przynajmniej jesteśmy na bieżąco z sytuacją u nich. Pewnie była niezła jatka. — zachichotała, po czym uśmiechnęła się do córki Błotnistej Plamy. — Dobra robota Kawcze Serce. Musimy na bieżąco widzieć, jak wygląda sytuacja we wrogich klanach, by być zawsze o krok przed nimi. Poinformuj o tym swoje ciotki, gdy wrócimy, przynajmniej nie będą zaskoczone, gdy przyjdzie im na zgromadzeniu rozmawiać z kimś innym na skale liderów. 

<Księżycowy Blasku?>

01 września 2023

Od Uroczego Księżycusia (Księżycowego Blasku) do Kawczego Serca

 Zaschło jej w gardle. Zdała sobie sprawę, że wstrzymała oddech. Oczy miała wytrzeszczone. Przecież to nie mogło się tak skończyć.
- Każdy czasem ma prawo się pomylić, Srokoszku. Na pewno nie chciała. Podajcie sobie łapy i po sprawie. - powiedziała. Ktoś się zaśmiał. Uroczy Księżycuś spojrzała oburzona na Dzwonkowy Szmer.
 - Aksamitna Gwiazdka ma przecież rację! A to wszystko co mówi Srokoszowa Namiętność jest po prostu okropne. Próbuje nas tylko skłócić. - miauknęła Pluskająca Krewetka. .
- Słyszysz się? Jesteś tak samo powalona jak Aksamitna Gwiazda. Przez was jesteśmy pośmiewiskiem! - wysyczał Oliwkowy Szkwał. Srokosz ruszył w stronę liderki. Już po raz trzeci tego dnia poczuła, że grunt rozpada się jej pod łapami. Ziemia zatrzęsła się, a ona poczuła, że już nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie może zabić jej matki! Czy cała jej rodzina jest przeklęta? Jedna siostra została medyczką, druga zginęła, trzecia dostała karne imię, a teraz i mama…
- Zostaw ją! - zawołał tata. - Wyżyj się na mnie. Oszczędź ją. - Zastępca parsknął cicho.
- To Aksamitna Gwiazda powinna ponieść konsekwencje swoich czynów. To ona nas do tego doprowadziła. Czy może ktoś jeszcze inny ma coś przeciw? -tak bardzo chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła. Próbowała krzyczeć, ale zapomniała słów.
- To twój koniec. - wysyczał Srokoszowa Wzgarda i rzucił się na kotkę.  Przerażona patrzyła, jak ten rozrywa jej ciało pazurami. To moja matka! Nie zabijajcie jej! Walczyli, z czego Aksamitna Gwiazdeczka nie walczyła na serio. Słyszała krzyk Niedźwiedziej Siły. Słyszała swój urywany krzyk. Słowa próbujące wydostać się na zewnątrz. Mama upadła.
- Nie zabijaj jej. - zawołała błagalnie Uroczy Księżycuś. Nareszcie, kiedy udało jej się coś powiedzieć, było już za późno. Srokosz odwrócił się stronę wojowników.
- Aksamitna Gwiazda nie będzie już dłużej pełnić obowiązków lidera. - ogłosił Klanowi.
- Nie. - wyszeptała Uroczy Księżycuś.
 - Od dziś ja przewodzę Klanowi Klifu. Jeśli ktoś ma zamiar rzucić mi wyzwanie niech zrobi to teraz. - Odpowiedziała mu cisza.
-  Oficjalnie cofam wszystkie idiotyczne imiona Aksamitnej Chmurki. Jak i durne zasady. Morskie Oko nie będzie już dłużej pełnić roli medyka. Odnośnie jej, Aksamitnej Chmurki i Pluskającej Krewetki konsekwencji zostanie później ogłoszona decyzja. Na razie trafią do jaskini, w której wcześniej przetrzymywaliśmy więźniów. - ogłosił, rozglądając po kotach. - Czereśniowa Gałązko, zajmij się nią. 
Zakręciło jej się w głowie. Pociemniało przed oczami. To była jej matka. To wszystko moja wina! Mogłam ją powstrzymać!
- Próbowałam. - szepnęła sama do siebie. Nie mogła znieść wyrazu twarzy taty. Uciekła z jaskini. Płakała. Jako kocię często płakała. Że mama zrobiła coś w złej kolejności, że obeszła jakiś stalaktyt zwisający z góry z innej strony. Płakała również dlatego, że nikt jej nie lubił. Jedynymi kotami, które wykazały jej choć trochę zainteresowania, były Słoneczna Łapa i Kawcze Serce z innych klanów.  Zaczęła przypominać sobie same złe chwile. Kiedy jej siostra umarła, a kilka księżyców potem zabito jej ukochaną mentorkę w ten sam sposób. Płakała jeszcze bardziej, kiedy przypomniała sobie Aksamitkę. Taką małą, bezbronną, ranną. Potrząsnęła głową i zaczęła biec. Nie wiedziała, dokąd idzie. Znalazła się przy granicy z Klanem Nocy. Usiadła na ziemi. Cały czas rozbrzmiewał jej w uszach na nowo krzyk matki. Wtedy usłyszała kroki.
- Księżycowy Blask? - zapytała jakaś kotka. Pachniała Klanem Nocy. Księżycek obróciła się gwałtownie i dopiero po chwili rozpoznała kotkę. Kawka! Serce jej zatrzepotało.
- Jesteś sama? - zapytała.
- Tak. Wyczułam cię i oddzieliłam się od reszty patrolu, żeby sprawdzić, czy z tobą wszystko w porządku. Cierpisz? - zapytała z troską. Księżycowy Blask zdała sobie sprawę jak okropnie wygląda. Zalana łzami, z ziemią lepiącą się do futra. Dawno nie przejmowała się tym, jak wygląda.
- Obalili ją. Moją mamę. - wychrypiała. Kawcze Serce wzdrygnęła się i podeszła bliżej.
- Co się stało? - zapytała zmartwiona.
- Nie wiadomo, czy przeżyje. Tyle ran! Nikt z tym nic nie zrobił! Próbowałam ja… - słowa przestały przechodzić jej przez gardło. Przytuliła się do Kawczego Serca. Ta całe szczęście nie odsunęła się. Księżycowy Blask spojrzała na nią.
- Cała nasza rodzina jest przeklęta. Najpierw siostra została medyczką, druga została nabita na gałąź, trzecia nosi karne imię. Moja mentorka także zabita, a teraz i matka. Czy sprowadzam cierpienie? - przeraziła się.
- Nie mów tak! Oczywiście, że nie. - uspokoiła ją Kawka. - Czemu mi to mówisz? - zapytała. Nie podała jej oczywistej odpowiedzi.
- Proszę. Zachowaj to w tajemnicy. Ja nie chciałam, żeby to się stało. Próbowałam namówić matkę do zmienienia tego, ale nie chciała mnie słuchać! Może gdybym bardziej się starała… - powiedziała załamującym się głosem. Zaczęła czyścić futro z ziemi. Kiedy było w dobrym stanie ponownie spojrzała na Kawkę.
- To nie twoja wina. - starała się ją pocieszyć.
- Kawcze Serce idziesz? - zawołał ktoś z Klanu Nocy. Spojrzały się na siebie.
- Nie odchodź. - szepnęła. Zostałaby wtedy całkowicie sama. W klanie nie miała przyjaciół. Nie miała nikogo, kto mógłby ją wysłuchać i zrozumieć.
- Muszę. Masz swoje koleżanki, idź do nich. Na pewno ci pomogą. - powiedziała. To zabolało. Nie mam przyjaciół. Nie mam takich jak ty…
- Czekaj. A spotkamy się jeszcze, przed zgromadzeniem? - zapytała z nadzieją.

<Kawcze Serce?>