BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminowa Gwiazda x Zimorodkowy Blask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminowa Gwiazda x Zimorodkowy Blask. Pokaż wszystkie posty

06 grudnia 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Zimorodkowego Blasku

 

 ~~powrót do sceny z Zimorodkiem~~

Łapczywie próbowało dosięgnąć ku świadomości, ale wciąż jednak upadało i utracało się w tym samym koszmarze w kółko. Zaczepiało się pazurami o ścianę, jednak to nic nie dało - nadal coś ich odrzucało, byleby się nie obudziło. I próbowało dalej. Musiało próbować dalej. Musiało uciec. Musiało spędzić sprzed oczu ten straszliwy widok.
Panika. Wszystko, co w sobie kumulowało, panicznie stłumiło. Chciało krzyczeć, ale jakby straciło głos. Właściwie to nic nie mogło zrobić. Samo sobie odmawiało posłuszeństwa.
"No dalej, obudź się!" - krzyczało do jakieś nieznanej siły, która siedziała wewnątrz nich i blokowała odzyskanie świadomości.
Musiało się obudzić!
Ale nie mogło. Co to za sen, z którego nie można się obudzić? Zobaczyć twarzy Rdzawego Futra, a przez resztę dnia udawać, że nic się nie wydarzyło?
I wtedy sobie uświadomiło, że to nie był żaden koszmar. A koszmarna rzeczywistość!
— Zawsze będę przy tobie, Jaśmin... Proszę, ja i Kwaśny chcemy być razem pod drzewem...
Już nie było w stanie nic zrobić, choć bardzo chciało. Chciało go obronić, chciało krzyczeć, ale...
Po prostu nie mogło. Jakby ich łapy były związane jakimś niewidzialnym sznurem czy czymś w tym stylu.
Patrzyło na Miętową Gwiazdę (czy też Lisią Gwiazdę, jak to nazwał go Zimorodek), z którego pyska kapała krew. Płomień w jego oczach w końcu gasnął. Myślał, że w końcu jest bezpieczny. 
A żaden z gapiów nie był w stanie się odezwać - wszyscy byli zamurowani.
I wujek Zimorodek, leżący akurat przed ich łapami. Jego pusty wzrok był skierowany w Klan Gwiazdy.
Ale Miętowa Gwiazda... Lisia Gwiazda... Lisie Łajno... Nie, Jaśmin w końcu przejrzało na oczy. Ten skurwiel nie zasługiwał na życie! Miało wrażenie, że powinno rzucić się mu do gardła, ale...
— Nie warto — szepnęła do ich ucha Piegowata Mordka, najwyraźniej widząc, co się dzieje wewnątrz Jaśminu. — Nie dzisiaj.
Siostra miała racje. To nie pora, ale przysięga, że jeśli nie ono zabije Lisie Łajno, to chociaż będzie tego świadkiem, aby móc splunąć mu w twarz.

***

Zimorodkowy Blask pochowano pod tym samym drzewem, co Kwaśny Język. W końcu wujaszek mógł się spotkać z nim. Z Orlą Łapą również.
Szkoda tylko, że musiał zostawić ich tu, na ziemi. I to w tak mrocznych czasach.
— Wierzysz w to, co powiedział Zimorodkowy Blask...? — spytała Rdzawe Futro, wtulając się w partnera. Byli w końcu sami, kiedy reszta kotów rozeszła się po pochówku. Tylko odeszli kilka metrów poza obóz, aby zachować dyskretność. A przynajmniej mieli taką nadzieje...
Wzięło głęboki oddech, starając się przestać łkać. Aktualnie ukochana jest jedyną osobą, z którą mogło być szczere.
— Chociaż nie żyłom w czasach Lisiej Gwiazdy, to widziałom w jego oczach, że to on. Tak, wierzę w to albo raczej coś każe mi w to wierzyć. Widzisz, to nie jest Miętowa Gwiazda, który był kiedyś. I fakt, że można taką zmianę wytłumaczyć śmiercią partnerki i kociaków, ale... czuję, że to był tylko początek. Że wtedy Lisie Łajno uderzył.
— Szkoda, że nie możemy nic z tym zrobić...
— Nie możemy, a przynajmniej na razie. Ale obiecuję ci, czy Lisie Łajno czy nie, zapłaci za śmierć wujka Zimorodka i innych. Oczywiście, w swoim czasie.
— Tylko nie rób niczego głupiego, dobra? — Rdzawe Futro uderzyła w ramię Jaśminowy Sen.
— Zobaczymy — westchnęło cicho. — Mówię, że zapłaci za to, ale jeszcze nie teraz...
 
<Dziękuję za cudowną sesję <3 >


16 października 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Zimorodkowego Blasku

Nareszcie! Na horyzoncie pojawił się znajomy pysk. Zdecydowanie była to rzecz, której Jaśmin potrzebowało po takim czasie przesiadywania z samymi kretyńskimi symulantami na jednym obszarze, na których zapracowany Bluszczowe Pnącze tylko tracił czas.
Aczkolwiek, nim wojownik zdążyło się przywitać, Zimorodkowy Blask zaczął ich bombardować zmartwieniami i... co? "Nie idź w stronę światła"? Czyżby wujek nawąchał się ziół od "z koziej dupy wziętej matki" i "jeszcze bardziej przygłupiego ojca" Jaśminowego Snu?
Pokręciło głową z uśmiechem, uspokajając kocura. I chociaż przesadzał, to uważało, że zachowuje się wobec nich bardziej jak ojciec, niż prawowici rodziciele - Popielaty Grzbiet i Śnieżna Zamieć razem wzięci.
- To tylko bark...
Zimorodkowy Blask obszedł kota, wytężając wzrok. Kiedy w końcu raczył skończyć oględziny i usiąść na swoim ciekawskim kuprze, Jaśmin zaczęło opowiadać o tym, co się stało. Wujek popytał o Rdzawe Futro, ale potem zapalił bombę:
Kocięta.
Czy musiał poruszyć temat kociąt?
Właściwie to nigdy nie myślało o kociętach. A miało kiedy? Przecież dopiero niedawno zostali parą! Jaśmin wyraźnie się zestresowało pytaniem Zimorodka, mając przed sobą obraz Popielatego Grzbietu jako matki ich i Pieguska. Jej kocięta nie miały dobrego przykładu rodzicielstwa - musiały polegać na obcych kotkach, więc czemu Jaśmin miało być dobrym rodzicem? Nie, nie jest na to gotowe! Nie chciało o tym myśleć, a co dopiero zostać rodzicem. I znów się zawiodło, myśląc, że jest nieustraszone, gdyż takie zadanie przerosłoby ich.
- Wujku, ja... Nie wiem. Nie wiem, czy chciałobym mieć kocięta i nie wiem, czy byłobym dobrym rodzicem. Przepraszam...
 
<Zimo?>

25 września 2021

Od Jaśminowego Snu CD Zimorodkowego Blasku

Po udanej randce, Pora Nowych Liści nastąpiła wcześniej dla Jaśmin, pomimo śniegu, mrozu i ponuractwa. Wszystko nagle stało się bardziej znośne, a uwierzcie, szynszylowe nienawidziło zimy całym swoim sercem. Przy Rdzawym Futrze czuło się najszczęśliwszym kotem wśród wszystkich czterech klanów, a może nawet i świecie. No i przede wszystkim zrzuciło największy ciężar, jakie dotąd nosiło - strach przed wygłupieniem i odrzuceniem; i lżejszy o to ciężkie paskudztwo mogło w końcu pobiec dalej.
Nim wróciło do legowiska wojowników, ich wzrok zahaczył o Zimorodkowy Blask, leżącego u medyków. Zajmował się nim Bluszczowe Pnącze.
- Tutaj! - zawołał "wujek". Zmartwione przybiegło do niego.
- Wujku, co się dzieje?
- Dostałem kataru - Zimorodek pociągnął nosem. - i muszę tu siedzieć. Jak poszła randka?
Jaśminowy Sen rozmarzyło się. Przez krótki moment było nieobecne.
- Było... super. - Potrząsnęło łebkiem. - A-ale nieważne. Wujku, jak się czujesz?
- Bywało lepiej i bywało gorzej - zaśmiał się. - Ale myślę, że było warto. Dla Śniegusia.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia. A Śnieguś był cudowny. Jeszcze raz dziękuję za pomoc!
Jaśmin odeszło, acz zamierzało odwiedzić chorego "wujka" następnego dnia.
 
***
 
Nadeszła Pora Nowych Liści, tym razem ta prawdziwa. Jaśminowy Sen zamieniło się z Zimorodkowym Blaskiem miejscami. "Wybity bark" - usłyszało od Bluszczowego Pnącza.
Jak to się stało? Cóż, tak się kończyło zgrywanie chojraka przed uczniem. Była wiewiórka, było drzewo, było desperackie polowanie na wiewiórkę... miało być szybko, bez zabawy w przyczajanie się, a wyszło, jak wyszło. Wpadło w poślizg, spadło z drzewa, a potem wylądowało u medyka.
Medyk kazał im leżeć i stresować się, czy Gorzka Łapa ma dobrego mentora na zastępstwo. Okej, współczuło mu bardzo - miał tyle kotów do ogarnięcia, a nie miał ani asystenta, ani ucznia. Było u niego dwóch świeżych uczniów z bólami stawów i jeden, który podczas treningu zwichnął sobie ogon. Ci uczniowie byli wkurzający... nie mogli przestać jęczeć, że ich wszystko boli. Cholera, nie ma, że boli. Jak tak dalej pójdzie to nikt nie obroni klanu!
- Stulcie dzioby, pieprzeni symulanci albo zaraz wam pokażę, co to prawdziwy ból stawów. - Straszyło ich, co skutkowało, acz tylko na chwilę. Dobrze, że Koguci Krzyk ich popierało. Ten to dopiero miał - oko mu spuchło. Bluszczyk twierdzi, że wdała się jakaś infekcja i w przeciwieństwie do uczniaków, po symulacji brak śladu.
Na mysie łajno, czy Jaśminowe Sen się starzeje?
Tak więc, leżało z okładem na barkach i mruczało pod nosem. Czasem odwiedził ich wujek Zimorodek, Fałszywe Serce i ukochana Rdzawa.
Chyba właśnie przybył Zimorodek.

<Zimo?>

Wyleczeni: Koguci Krzyk, Kozia Łapa, Mirabelkowa Łapa, Wężowa Łapa, Jaśminowy Sen
 
 
 

12 września 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Zimorodkowego Blasku

Podekscytowane Jaśminowy Sen pokuśtykało radośnie po ukochaną, choć najpierw podeszło do wujka Zimorodka, żeby go wyściskać. Śnieguś może nie wyszedł najlepiej, ale najważniejsze, że włożyli w to serce.
Rdzawe Futro właśnie odchodziła od Firletkowego Płatku, która od jakiegoś czasu leżała w legowisku starszych przez swój uraz. Wydawała się być bardzo pobudzona, więc może ma jakieś ploteczki z życia wojowników? A Jaśminowi potrafi wypaplać wszystko.
- Chodź za mną! - wykrzyknęła kotka i pobiegła... gdzieś przed siebie.
Jaśmin z trudem nadążyło za tą małą wariatką, ale kiedy koty mogły już rozmawiać bez ryzyka, że ktoś ich słyszy, Rdzawe Futro zaczęła skakać z radości.
- Firletka i Pląsający chyba ze sobą kręcą.
- Czekaj, co? - Szynszylowy zamrugało oczami. - Jak to kręcą i jak to chyba?
- No... Ona nie dopuszcza do siebie kocurów, nie? Ale Pląsającego już tak! No i speszyła się, jak ją zapytałam, co u niej robił.
Wojownik aż zapomniało, po co tu przyszło. Właściwie to mało ich obchodził potencjalny romansik jakiś heterosów. Ta wiadomość zdziwiła ich lekko, zamiast szokować. Firletkowy Płatek nie była już medyczką, więc nie będzie kwestionować czy może sobie pozwolić na związki czy nie, ale Pląsający? Przecież to kretyn! Klanie Gwiazdy, miej tą kotkę w opiece...
Chwila! Zimorodek i Śnieguś! Przecież nadal na nich czekali!
- Rdzawa, muszę ci coś pokazać - oznajmiło i dało znać, że wojownicy muszą natychmiast wyruszyć.
 
*** 

Kotka usiadła na mokrym śniegu i zaniemówiła. Wpatrywała się w Śniegusia dobrą chwilę, a Jaśminowy Sen wysiadało z nerwów, czekając na reakcje Rdzawej. Pozytywnej? Negatywnej? Już nieważne, bo trzymanie w niepewności bardzo ich krępowało.
- Sam to zrobiłoś? - spytała czarna vanka.
- Miałem drobną pomoc - odpowiedziało, plącząc swój język i wzięło głęboki wdech. - I tak, to jest prezent dla ciebie.
- Jaśminku... - wyszeptała, łamiąc swój głosik. 
- Wiesz... jeśli nie podoba ci się twoja podobizna to zrozumiem... - Jaśmin zaczynało tracić nadzieję.
- Jest piękny, ale, Jaśminku, dlaczego tyle dla mnie robisz?
- Bo mi się podobasz.
O cholerka! Nie chciało tego wypaplać, ale ich język był nieposłuszny. Całe się trzęsło. Czuło również falę gorąca, która ich oblewała. To wstyd i strach szły w parze z równowagą, gotując piekło Jaśminowemu Snu. Może powinno wtopić się w tego bałwana i udawać, że go nie ma. A później roztopi się razem z nim. Tyle wstydu, a niepewności jednocześnie. Zimorodkowy Blask, ukryty w krzakach, pewnie musiał się wstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- P-podobam ci się? - Pierwszy raz mina Rdzawego Futra nie zdradzała niczego. - Tylko bez żartów.
- N-nie - zakłopotane Jaśmin unikało kontaktu wzrokowego. - Nie żartuję. To uczucie... jeśli tak wygląda zakochiwanie się to jestem pewne, że cię kocham. Może chociaż spróbujmy i zobaczymy, jak nam wyjdzie...?
Rdzawa podeszła do wojownika i polizała go między oczami.
- Dałoś się nabrać, głuptasie! - zaśmiała się. - Dobrze, spróbujmy.
Kątem oka widziało, jak Zimorodkowy Blask wychyla się z kryjówki i pokazuje kciuka w górę. Okej, pokazywałby, gdyby miał, ale i tak miał u celu pokazać aprobatę w jakiś sposób.

<Zimo?>

 

31 sierpnia 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Zimorodkowego Blasku

~krótki powrót do akcji z wężem~
 
 
Przypomniało sobie sytuację sprzed niedawna, jak Mleczny Płatek odchodzi daleko w las, a ono obserwowało to z pogardą. Wcześniej miało z nim dość neutralne relacje, nawet jeśli pewnego razu pokłócili się o jaskółkę ze stosu, a Jaśmin skrzyczało kocura od góry do dołu. Upierało się, że przecież tknęło ją jako pierwsze, a razem z tym poleciała wiązanka przekleństw, która odstraszyła srebrnego. Niestety, starsze koty uznały wtedy racje Mlecznego Płatku, wtedy Aroniowej Łapy, bo wystarczyło zrobić słodkie oczka i się podlizać.
Jednak Jaśminowy Sen puściło to w niepamięć. Mimo wszystko był on bratem ich dwóch dobrych kolegów - Fałszywego Serca i Droździego Trelu. Tą jedną rzecz mogło, ale jego głupotę? Nie, nie mogło o tym zapomnieć - ten akt debilizmu uśmiercił matkę i jej kocięta. Jak można być takim kretynem, żeby nie dobijać węża. Próbowało sobie przypomnieć, kto był jego mentorem. Hmm...Omszona Mordka? Jeszcze większy idiota i śmieć. Już nie trzeba się dziwić...
- Jaśminowy Śnie! Byłoś przy tym? - Z rozważań wyrwał ich Zimorodkowy Blask, który był bardzo zmieszany zaistniałą sytuacją. - Podobno wygnano Mlecznego Płatka!
- Cicha woda brzegi rwie, wujku - powiedziało cicho Jaśmin.
- Co masz na myśli, Jaśminku?
- Mleczny Płatek upolował węża i zaniósł go do żłobka - wyjaśniało kocurowi. - Węża, który okazał się być jeszcze żywy i tak Miętowa Gwiazda stracił Zajęczy Omyk i kocięta. Nie rozumiem tego, wujku. Tak trudno upewnić się, że zwierzyna jest martwa? Ale jak widać, idiota przeszkoli idiotę.
- Nie mów tak o nim - Wujek zadrżał. - Przecież to był taki dobry kocur. Na pewno zaszło jakieś nieporozumienie.
- Na pewno i tym nieporozumieniem był Omszona Mordka. Wybacz, że tak mówię o twoim bracie, ale nie zasłużył sobie na pochlebstwa.
Zimorodkowy Blask zamarł i spuścił po sobie uszy. Skoro był taki nieobecny, na pewno przypomniało mu się o Orzełku. I jak tu nie mieć wyrzutów sumienia?
Jaśminowy Sen nie miało pojęcia, jak pocieszyć przyszywanego wujaszka. Po prostu się do niego przytuliło. Tyle się naobiecywało, że jego synek się znajdzie. A jego nadal nie było. Tylko we wspomnieniach ojca.
 
***
 
~back to the future~
 
 To już pora Nagich Drzew. Z nieba spadł biały puch, którego Jaśmin szczerze nienawidziło. No i jeszcze ten lód. Przeklęty lód, przez który się poślizgnęło, wpadło na Rdzawe Futro. Mocno przeżyło to, że ich ogromne zauroczenie zwichnęło łapę właśnie przez nich. Musiało natychmiast ponarzekać Zimorodkowemu Blaskowi! Miało nadzieje, że poradzi im co nie co, żeby nie spieprzyć ich relacji.
- Wujkuuuuu! Sknociłom...
- Co się stało, Jaśminku? - Kocur oderwał się od obecnego zajęcia. Oto przykład ukochanego kota, czyli dla wszystkich ma czas.
- Spieszyłom się... wpadłom na Rdzawe Futro i no... no... skręciła łapę - panikowało. - Na pewno teraz mnie nienawidzi!
- Weź głęboki wdech - próbował uspokoić. - No już, już. Ona na pewno wie, że to był wypadek.
- Chciałobym ją przeprosić. Tylko nie wiem, jak.
Zimorodek zamyślił się na chwilę. Właściwie to zaczął głośno myśleć.
- Kwiaty? Nie, nie. Za dużo śniegu. Kurcze, nie wiem. Mamy śnieg... to może ulep bałwana?
Jaśminowy Sen spojrzało na swoje łapy i zadrżało. Mało dość śniegu, a mniej chętnie korzystałoby z niego więcej, niż do chodzenia. Jednak było skłonne do poświęceń dla Rdzawego Futra.
- Dobrze, wujku. Tak zrobię. Dziękuję! A pomożesz mi w tym?

<Zimo, zostań moją Elsą!>

 

06 sierpnia 2021

Od Jaśminowego Snu CD Zimorodkowego Blasku

 ~~na chwilę siup do czasów, kiedy pies zaatakował~~
 
 
 
Wmawiało sobie, że nie było przerażone.
Że nic ich to nie ruszyło i że współczucie nadal nie istnieje. Mimo to, odczuwało ogromny niepokój, kiedy w myślach przewijały im się obrazy tragedii, a w uszach rozbrzmiewały agonia, cierpienie i strach swoich pobratymców. Oprócz bliskich ofiar tej dziwnej, acz krwiożerczej bestii, chodził jej o myśli Zimorodkowy Blask, który już od dłuższego czasu nie miał swojej iskry i wcale nie było to dziwne, gdyż stracił swojego jedynego syna (choć nie biologicznego, a z "drzewa" pochodzącego), a teraz po tym ataku wydawał się jeszcze bardziej frasobliwy niż zazwyczaj. Zresztą co za różnica, jeśli Jaśmin ciężko było spojrzeć w oczy "wujkowi", wiedząc że przecież samo wytykało łapą Orzełka. Zimorodek chyba o tym nie wiedział...
- Jaśminowa Łapo, jak tam? - spytał "wujek" z troską, acz wciąż pozbawiony swojego dawnego zapału. Pamiętał.
Jaśminowa Łapa, kwestionujące jeszcze wtedy swoją tożsamość, zjeżyło futro, acz uspokoiło się zobaczywszy znajomą mordkę. Jedyne co, to błagało w myślach o to, żeby nie pytał o Orlą Łapę. Nie bardzo miało ochotę go okłamywać i wręcz poczułoby dyskomfort w takiej sytuacji.
- Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Bardzo się zestresowałam,  ale na pewno nie tak, jak inni. Te wszystkie kociaki i bliscy zamordowanych... Przecież to przerażające, co teraz czują. 


<Zimo?>

23 czerwca 2021

Od Jaśminu (Jaśminowej Łapy) CD Zimorodkowego Blasku

 Słuchała z uwagą opowieści ich nowego "wujka". Nikt nie wpoił jej empatii, żeby teraz mu współczuć, ale to nie znaczy, że nie rozumiała, skąd wziął się u kocura taki tok myślenia i w pełni go zaakceptowała. Wydawało jej się, że w takiej samej sytuacji zachowałaby się tak samo - z braku nadziei uwierzyłaby w byle głupotę, byleby się nie zawieźć. W końcu trzeba w coś wierzyć, co nie? Inaczej można popaść w paranoję. Była młodym kocięciem, ale takie sprawy akurat zaczynała rozumować.
- Najważniejsze, że wszystko się ułożyło, wujku.

*** 

Od kawału, którego ofiarą stał się Orla Łapa minął już drugi dzień, a Jaśminowa Łapa dalej napawała się dumą i satysfakcją. To było genialne uczucie. Czekała już tylko na spotkanie z Fałszywym Sercem, gdyż wiedziała, że kocury poszły razem w teren. Jednak wedle domysłów, nie mogło ono obyć się bez złośliwości ze strony wojownika, więc z niecierpliwością oczekiwała relacji mentora swojej siostry, w jaki sposób ubliżył swojemu niesfornemu towarzyszowi.
Po drodze spotkała się z Zimorodkowym Blaskiem - ojcem fajniejszym od swojego syna, Orzełka. Zdecydowanie był czymś zmieszany. Być może przeżywał cierpienie swojego "potomka" sprzed dwóch dni. Postanowiła, że niczego nie straci, jeśli podejdzie i zapyta, czy wszystko w porządku.
- Wujku Zimorodku...?
- Cześć. Wybacz, ale... - Wojownik szlochał. - Ale mój synek zaginął.  Boję się o niego. Czy widziałaś może na treningu ślady po nim?
Zaginął. To słowo rozległo się w jej głowie, niczym echo. To on nie wrócił razem z Fałszywym? Na Klan  Gwiazdy, co tam się wydarzyło i czy Fałszywy nie przesadził? Może nie przepadała za Orzełkiem, ale Zimorodkowy Blask był akurat w porządku, stąd padła decyzja o pomocy.
- Nie, wujku - pokręciła głową. - Ale chętnie pomogę w poszukiwaniach. Chodź za mną!
Nie wiedziała, dokąd miałaby pójść, ale postanowiła improwizować i miała nadzieję, że ta mała frajerzyna jednak się znajdzie.

<Zimorodku?>

30 maja 2021

Od Jaśminu (Jaśminowej Łapy) CD Zimorodkowego Blasku

Jaśmin podążyła za "wujkiem Zimorodkiem" wraz z siostrą u boku. Jednak jedno nie dawało jej spokoju - jak to drzewa rodzą kociaki? Nie pasowało jej, że skoro to drzewa rodzą dzieci to dlaczego kotki są królowymi i dlaczego nie widziała jeszcze porodu drzewa? Skąd się w ogóle biorą drzewa? Czy ten kot jest potłuczony umysłowo? Tyle pytań bez odpowiedzi.
Mimo dziwacznej, acz sprzecznej odpowiedzi kocura na temat kotek, nadal miała jakieś wątpliwości. Ostatnio trochę ją to dręczyło. Ale co? Pewnego rodzaju dyskomfort. Jakoś tak, nie mogła nazwać się w pełni kotką. Może kocurem? Raczej też nie. To kim? Może powinna to zignorować? Jeśli nie istnieje przymus rodzenia kociąt oraz nie ma wymagań, co do płci wojownika to nie ma o co się martwić. Łatwizna, co nie? Poradzi sobie. Chociaż... czy na pewno?
Mniejsza o to. Może kiedyś to zrozumie.
Właśnie obeszli cały obóz. Zimorodkowy Blask nieco się nagadał, ale nie potrafiła się skupić, żeby zrozumieć, o czym. Gadał dość chaotycznie i zapewne nadal o drzewach rodzących kociaki. Spojrzała na Pieguska. Jej siostra najwidoczniej podzielała jej uczucia, gdyż zasnęła podróżując na grzbiecie wojownika.
— Panie Zimorodku — zagadnęła Jaśmin.
— Wujku Zimorodku — poprawił kocur z ogromnym bananem na twarzy.
— Dobra, niech będzie — westchnęła szynszylowa kotka. — Wujku Zimorodku, mam pytanie odnośnie drzew.
— Jasne! Opowiem ci wszystko, co wiem.
— Mówisz, że drzewa rodzą dzieci, ale jakim cudem? One nie są naszego gatunku, one są roślinami. Nie mówią, nie jedzą. Nie żyją, jak my. W takim razie, jak drzewa rodzą dzieci?

<Zimo?>

16 maja 2021

Od Jaśminu CD Zimorodkowego Blasku

(uznajmy, że akcja się dzieje przed pojawieniem się Indyka i Perliczki, plz)

Wujek Zimorodkowy Blask? No, rodziną to raczej nie byli, więc skąd ten dziwak się wytrzasnął? A co jeśli je porwie? Cóż. Lepsze to niż poruszanie się w ograniczonej przestrzeni, gdzie świat rzeczywisty jest wielki... ponoć, a nie można go oglądać, bo "jesteś za mały". Co z tego, że dziewczynki nie umiały jeszcze dobrze chodzić! Nauczą się gdzieś indziej, z daleka od ich "niby-matki". O tak, to kolejny powód, żeby się cieszyć z porwania. Choćby do innego klanu, gdzie nie śmierdzi po sąsiedzku staruchami.
— Wujku Zimorodku, tak? — zagadnęła Jaśmin. Chyba wypadałoby się przedstawić. Niech wie, kogo stąd zabiera. — Nazywam się Jaśmin, a ta groźna ma na imię Piegusek. Mam pytanie.
— O-oczywiście, słoneczko. — Kocur słuchał, mimo prób zdjęcia z siebie Pieguska.
— Czy przyszedłeś nas porwać?
Bicolor podskoczył z wrażenia. Jego donośne "co?" wystraszyło zaczepną kotkę na tyle, że odczepiła się od niego jak rzep. Piegusek nie odezwała się słowem. Tylko pokiwała głową z aprobatą. Przynajmniej w tym siostry się zgadzały.
— Pytałam, czy przeszedłeś nas porwać — powtórzyła szynszylowa kotka. — Możesz się pospieszyć, zanim nasza szanowna matka tu wróci?
— No i dopóki Jemioła śpi — Piegusek zerknęła na śpiącą "wieczną królową". — Gdyby nie ona albo wojownicy w obozie, nie byłoby nas. Albo to głupie zamieszanie, bo ktoś kogoś zabił. 
Jak dobrze, że małe rozumiały tylko tyle, że "więcej wojowników pilnuje obozu, bo jakiś kot zabił innego". 
— To jak będzie? — Jaśmin wbiła wielkie oczy w "Wujka Zimorodka". — Ja chcę iść tam, gdzie nie musimy zostać w tym głupim żłobku i od razu być wojowniczką. No i tam, gdzie nie będę musiała rodzić kociąt. Czy każda kotka musi urodzić kocięta? Ja nie chcę! Ja chcę walczyć! Ja nie chcę być kotką. Wujku Zimorodku, zabierz nas stąd! Od naszej matki, która się nami nie interesuje tym bardziej!

< Well...
Wujku Zimo?>

26 kwietnia 2021

Od Jaśmina

W sumie ten świat nie jest taki zły. Ignorując fakt, że matczyną opieką otaczają je zupełnie obce kotki, a rodzona matka nie ingeruje w ich życie, jest nawet bardzo urokliwy, a przynajmniej z perspektywy kociaka, który nie ma żadnych obowiązków, jak wojownicy. Nieświadomego, jakie niebezpieczeństwa czyhają na niego poza obozem albo z czym się zmagają starsze koty. Jedyne, na czym polega jej życie to zabawa z innymi kociakami, wylegiwanie się na słońcu i uczeniu się o świecie, ale takim uczeniu, w którym tymczasowo nie ma miejsca na brutalne szczegóły. Pierwszy księżyc Jaśminu i Pieguska polega na błogiej beztrosce i korzystaniu z dzieciństwa. Ah, ten urokliwy świat bez żadnych świadomości…
A Popielaty Grzbiet? Dla Jaśminu raczej nie istniała. Czasem słyszy jakiś wkurzający szmer nad uchem, ale nie jest warty jej uwagi. Tyle dla niej znaczy własna matka, choć z jej strony to tylko odwzajemnione uczucie, jakie otrzymała od własnej matki. Niczego więcej nie potrzeba oczekiwać.
Jednak ignorowanie głupich dźwięków było cięższe, kiedy małe kotki zostały same, we dwie, w żłobku. Kotki, które odchowały już swoje potomstwo wróciły na stanowiska, zaś Jaśmin i Piegusek zostały same ze “szmerem”, który powinien je wychowywać. Cóż, powinien, ale znów zniknął i zostawił kotki same. “Mama” mówiła, że lada moment ktoś przyjdzie się z nimi pobawić, a sama poszła gdzieś “zabalować”.
Zobaczmy na jak długo zostaną same.

<Ktokolwiek?>