BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcze Serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcze Serce. Pokaż wszystkie posty

13 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastego Krzewu (Iglastej Gwiazdy)

Jego przyjaciel, jego najlepszy przyjaciel…
Miłosierna noc spuściła zasłonę mroku na jego wymizerowane, pokryte ranami ciało, ale kocur i tak doskonale wiedział. Każdy ślad, od zakrytego poszarpaną pajęczyną kikuta po wystające spod skóry kości był dla niego jasnym znakiem. Znakiem jego własnej porażki.
Nigdy nie sądził, że bycie martwym będzie takie trudne.
Liliowe ucho drgnęło, a powieki rozwarły się szeroko, w niemym geście przerażenia.
- Ciii - zamruczał miękko, podchodząc bliżej tego, co zostało z Iglastej Gwiazdy. Jego przyjaciela, lidera, brata. - Ciii. - Ostrożnie przytulił kocura, kładąc szeroki łeb na wychudzonej szyi.
- W-Wilcze Serce?
- Gdybym mógł, nienawidziłbym ich wszystkich - zamruczał nisko, zamiast odpowiedzi. - Niektórzy z nich nie żyją tak długo, że zapomnieli już, jak to jest czuć wiatr igrający w futrze.
- Dlaczego… - wychrypiał liliowy, a jego zmęczony głos rozdzierał mu serce. - Dlaczego my?
W jego skrzących się jak nocne niebo ślepiach zapłonął niemal niedostrzegalny płomień. Kocur zdawał się być nieporuszony, ale jego głos stał się jeszcze niższy i bardziej chrapliwy.
- Boją się. Coraz więcej kotów łamie kodeks, wiara słabnie, ich siła słabnie. Nadchodzą… - Zapatrzył się w dal, jakby przed jego oczami pojawił się właśnie obraz tego, co ma nadejść. - Mroczne czasy. I po raz pierwszy Przodkowie nie wiedzą, czy dadzą radę je przetrwać.
- P-po to cię przysłali? Chcą się teraz - załamał mu się głos, przez chwilę kaszlał, próbując oczyścić gardło. Wilcze Serce czekał w milczeniu na jego dalsze słowa. - Chcą się wytłumaczyć? Pier-dolone gnoje bez o-odrobiny honoru…
- Nie wiedzą, że tu jestem - miauknął cicho kocur.
- Czujesz się winny.
Były zastępca spuścił łeb.
- Tak. Bo jestem. Każdego straconego życia, każdej rany, każdego bólu. Tych teraz i… i później. - Pokręcił głową. - Wystarczyłby jeden piorun, jedno słowo, jeden trzask gałęzi…
Liliowy uśmiechnął się krzywo.
- Czyli przyszedłeś usprawiedliwiać siebie.
W ciszy, która zapadła, słychać było odległe odgłosy leśnego życia. Wilcze Serce przymknął ślepia i przez chwilę poczuł się, jakby wciąż mieszkał w obozie. Nagle poczuł się jak ziarno piasku zagubione wśród bezkresnej zimnej pustki Drogi. Żal ścisnął jego pierś poczuciem najgłębszej samotności. Wpatrzył się w ziemię pod swoimi łapami.
- Chciałem… Chciałem żebyś wiedział, że to nie twoja wina. Że… że to nie koniec. Nasze dziedzictwo… Powstanie silniejsze niż kiedykolwiek. - Zamknął ślepia. - Gdybyś mógł zobaczyć… Gdybyś mógł zrozumieć… Pójść ze mną… Nie. - Nagle jego wzrok stwardniał. Uniósł łeb i spojrzał prosto w niebieskie ślepia przyjaciela. Przez moment Igła miał wrażenie, że bezkresny kosmos spojrzał mu prosto w duszę. - Wiedza… to najgorsze przekleństwo.
Nagle kocur drgnął, jakby przeszedł go zimny dreszcz.
- Możesz mnie nienawidzić, jeśli tylko dzięki temu masz żyć dalej.
Kocur zamigotał, jak odbicie w zmąconej wodzie.
- W-Wilku - głos lidera drapał jego wysuszone gardło. - Wilku…
- Wujku!
Wróblowe Serce z szybko bijącym sercem obserwował, jak lider otwiera ślepia. Drgnął, słysząc szelest, ale upewniwszy się, że to tylko liść, znów zajrzał do dołu.
- W-Wróbelek? Co ty tu robisz?! - Liliowy chyba oprzytomniał. Wojownik uśmiechnął się do niego słabo.
- Masz, pij. - Podał kocurowi mokry mech.
- Zwariowałeś?! A jeśli ktoś cię zauważy?!
- Nie zauważy. - Jego oczy na moment przygasły, podobnie jak uśmiech. - Pij. I zjedz to. Nie dziękuj, to od Fasolki.
Podał liderowi żałosną garstkę zeschniętych ziół. Tak niewiele, a zdobycie ich i tak graniczyło z cudem. Poczuł, jak jego futro na karku się jeży.
- Koniec odwiedzin! - rozległo się gdzieś z boku. - No już, zjeżdżaj!
Bury posłał liderowi ostatnie spojrzenie i zniknął w mroku nocy.


<Igło?>

16 czerwca 2020

Od Wilczego Serca

Obóz przeszył mrożący krew w żyłach krzyk. Wilcze Serce wypadł z legowiska, próbując zrozumieć, co się stało. W jego nozdrza uderzyły zapachy. Krew. Strach. Śmierć.
Wilk.
Stał na środku obozu, a z jego pyska zwisał martwy Sójcze Gniazdo. Kocur zdążył pomyśleć tylko, że to musiał być ten samotnik, którego dostrzegł któryś z patroli, gdy bestia go dostrzegła. Obnażyła kły, warcząc ostrzegawczo.
Odruchowo zjeżył sierść.
- Wilku? - miauknęła gdzieś z głębi legowiska Cętka. Gestem kazał jej zamilknąć.
Zaalarmowane krzykiem, coraz więcej łbów wychylało się z legowisk.
A później wybuchła panika.
Krzyki, ucieczki, ucieczki, warknięcia, przerażenie, nawoływania, “wilk! wilk!”, agonia, panika, krew, ból, rozpacz, ucieczka, kły i pazury.
Wilk oszalał. Kąsał na prawo i lewo, nakręcany zapachem krwi i strachu. Ktoś próbował go zaatakować. Skaliste Zbocze. Wilk unieruchomił go jednym ruchem łapy, a później cisnął nim o najbliższe legowisko.
Wilcze Serce spojrzał na stojącą za nim rodzinę.
- Biegnijcie do najbliższego drzewa i na górę.
Jego umysł pracował jasno jak nigdy. Doskonale wiedział, co musi zrobić.
- A ty?!
Jednym susem znalazł się poza legowiskiem.
- Wojownicy?! - wrzasnął. - WSZYSCY NA DRZEWA, JUŻ!
Ktoś na niego wpadł. Grzmiący Potok. Zrozumieli się bez słów. Wojownik pobiegł dalej, próbując skierować jak najwięcej kotów na drzewa. Gdzieś w oddali mignęła mu sylwetka Igły, ale nie miał jak tego sprawdzić. Złapał najbliższego kota i pchnął go w kierunku lasu.
- Na drzewo! - warknął, nie upewniając się, czy tamten usłyszał. Rozległ się wrzask bólu.
- NA DRZEWA! - krzyczał, próbując przebić się przez zamieszanie. Ktoś go przewrócił. Poderwał się, biegnąc w stronę bestii. Ku jego uldze, w obozie było coraz mniej kotów. Będzie musiał za to podziękować Grzmiącemu i Igle.
Prawie zderzył się ze Strzyżykową Łapą. Drżała, nie mogła złapać tchu.
- So-Sosno-Sosnowy Zagajnik - wymiałczała w końcu, patrząc na niego z przerażeniem w oczach.
Przeszedł go zimny dreszcz.
- Biegnij - warknął tylko.
Powoli ruszył w stronę wilka. Zdezorientowane zwierzę miotało się we wszystkie strony, nie wiedząc, którą ofiarę wybrać. Zamarło. W obozie nie został prawie nikt. Węszyło.
Wzrok wilka padł na legowisko medyków.
Wilcze Serce doskonale wiedział, co teraz nastąpi.
Jak w zwolnionym tempie widział, jak wilk jednym susem znajduje się przy legowisku i wsadza do niego łeb. Rozległo się paniczne miauknięcie. Jeszcze parę uderzeń serca i Sosnowy Zagajnik będzie martwa.
Usłyszał za sobą jakiś ruch, ale to nie miało znaczenia. Odetchnął głębiej.
A później rzucił się na wilka, wgryzając się w jego łapę.
Zwierzę podskoczyło i warknęło, natychmiast wyciągając łeb z legowiska. Kocur odskoczył w ostatniej chwili. Nastroszył sierść i przybrał pozę dominującego osobnika, obnażając kły.
Przez uderzenie serca wilk patrzył na niego zaskoczony. Później z prędkością błyskawicy skoczył.
Wilcze Serce nie czuł strachu. Wypełniał go chłód, nadający jego zmysłom absolutną ostrość. Dlatego wiedział, że nie zdąży uciec. Zamachał wściekle pazurami.
Zwierzę zaskomlało. A później natarło na niego z boku.
Na to już nie był gotowy.
Masywne szczęki zacisnęły się na jego karku.
Wilcze Serce ostatni raz się szarpnął. Później zalała go ciemność.


<Wawrzynku? Igło?>

Przebieg wydarzeń:
Do obozu wbiega wilk > zabija Sójcze Gniazdo > wybucha panika > część wojowników próbuje ją opanować, kierują resztę do lasu, na drzewa > Skaliste Zbocze atakuje wilka i ginie > Strzyżykowa Łapa donosi Wilczemu Sercu, że Sosnowy Zagajnik została w legowisku medyków (ma strzaskany kręgosłup) > uciekli już niemal wszyscy, wilk kieruje się do legowiska medyków > Wilcze Serce atakuje wilka, żeby uratować Sosnowy Zagajnik > Wilcze Serce ginie >  Iglasta Gwiazda, Cętkowany Liść, Grzmiący Potok i Migocząca Tafla przepędzają wilka (Grzmiący Potok zostaje ranny) > podczas walki Wawrzyn próbuje zaatakować wilka i traci łapę

15 czerwca 2020

Od Wilczego Serca cd. Kolca

Błąkał się po lesie, nie potrafiąc niczego upolować. Wcześniej był zły, zły na siebie, że Kolec musiał w taki sposób dowiedzieć się o śmierci swojej mamy, ale teraz… Teraz jego umysł zalewała rozpacz, nie pozwalająca mu się skupić i każąca w kółko wracać do tamtej chwili. Oglądać, jak umierała. Brać udział w jej zakopaniu, a później samotnie stać nad grobem kotki, o której już wschód słońca później wszyscy zapomnieli.
Gdyby tylko… Gdyby tylko był lepszym ojcem…
Błąkał się po lesie bez celu, nie mając ochoty na czyjekolwiek towarzystwo. W końcu jednak rozsądek i poczucie obowiązku wygrały i kocur skierował swoje kroki z powrotem w stronę obozu. Był winny rozmowę Kolcowi… swojemu wnukowi.
Przez jego lekkomyślność liliowy mógł zginąć.

- Jak się czuje? - zapytał, ocierając się o bok swojej partnerki.
- A o mnie tak nie dopytujesz - miauknęła z udawaną pretensją. A przynajmniej miał nadzieję, że żartowała. Uśmiechnął się tylko słabo w odpowiedzi.
- Nic mu nie jest, zdążył już zjeść śniadanie - chciała powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał jej głos malucha.
- Wilcze Serce…?
Cętka posłała mu spojrzenie w stylu “to ja zostawię was samych” i zniknęła w kociarni. Czarny kocur spróbował się uśmiechnąć.
- Tak? Boli cię dalej głowa, maluchu? - Musnął ogonem jego głowę.
- Wszystko wiem. - Spojrzenie brązowych ślepiów było niezwykle zimne i zastępca poczuł, jak żal ściska go za serce. Znowu! Znowu zawiódł!
- Ale… co? - spróbował.
- Nie udawaj głupiego. Teraz pamiętam doskonale, co się wydarzyło wczoraj.
Chciał go przeprosić, zapewnić, że wszystko będzie dobrze, wyznać prawdę, opowiedzieć najpiękniejsze kłamstwa, ale zamiast tego po prostu milczał, nie znajdując odpowiednich słów. To była jego wina. Po prostu.
Niespodziewanie kocurek miauknął:
- To już chyba nieważne… - spojrzał w oczy czarnego. - Obiecałem Dzierzbie przekazać ważną wiadomość… - jego głos się załamał. Wilcze Serce dokładnie widział, jak próbuje się opanować, a jego spojrzenie na przemian twardnieje i staje się szkliste. Wykonał ruch w stronę malca, ale jego kolejne słowa go powstrzymały. - Mówiła tak: Przewidziałam wszystko. Uwolniłam ją od siebie i dałam nowe życie. Dzięki tobie. Do zobaczenia tam, gdzie nie ma gwiazd. Ani jej.
Nie słuchał dalszych słów kocurka. Przestał słyszeć cokolwiek. Z szeroko rozwartymi ślepiami wpatrywał się w niego, równocześnie go nie widząc. Jego umysł rozpaczliwie analizował to, co właśnie usłyszał.
Do zobaczenia tam, gdzie nie ma gwiazd.
Przewidziała. Wiedziała, co zrobi. Czy to możliwe, że…? Nie, to przecież nie mogła być prawda. Nie byłaby w stanie, nie mogłaby…
Przewidziałam wszystko.
Wszystko, co robiła… Ich rozmowa, spotkanie, a nawet pojawienie się Pójdźki w Klanie… Ona… zaplanowała to wszystko?
Drapieżne uśmiechy. Zabicie szalonej kotki, która była jego jedyną nadzieją. Morderstwo na granicy. I wspomnienie, że wie o jego dzieciach.
Prowokowała go. Od samego początku.
Uwolniłam ją.
Jego łapami. Tak, żeby zabolało go jak najmocniej.
Żeby już nigdy więcej jej nie spotkał. Poświęcając samą siebie.
Do zobaczenia.
A nowe życie… Właśnie miał je przed oczami. Ona, zamknięta w trzech małych ciałach, krew z jej krwi i kość z jej kości. Wiedziała, że ich przyjmie. Że się nimi zaopiekuje.
Spróbuje odpokutować wszystko, dając im nowe życie.
Nowe życie.
- Wilcze Serce?
Drgnął i spojrzał na swojego wnuka. Dopiero teraz poczuł, że po jego policzkach spływały łzy. Bez słowa podszedł do liliowego i przytulił go do siebie.
Zrobi to. Nawet, jeśli ma podążać ścieżką wyznaczoną mu przez Dzierzbę. Stworzy im najlepszy dom.
A później zmierzy się z nią w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd.
- Chodź. Muszę porozmawiać z resztą twoich braci.


<Kolec? Wawrzynek? Szczurek? Wilcze Serce powie im o śmierci Dzierzby i będzie się nimi zajmował jak własnymi dziećmi>

Od Wilczego Serca

Cętkowany Liść mogłaby przysiąc, że gdy Wilcze Serce wracał ze swoich nocnych polowań, czuć było od niego zapach jabłek. Zepsutych na dodatek. Niby zachowywał się jak zawsze, ale była pewna, że coś się zmieniło. Może to jego bardziej podkrążone ślepia, albo fakt, że zaczął wstawać trochę później?
Przyglądała mu się uważniej, powodowana dziwnym niepokojem. Ledwo powstrzymywała się przed wyciągnięciem z kocura wszystkiego, nie robiąc mu awantury chyba tylko przez wzgląd na dzieci. Kiedy któregoś kolejnego wschodu księżyca pożegnał się z nią i ruszył na polowanie, odczekała jakiś czas i ruszyła jego śladem.
Wyglądało na to, że Wilczy faktycznie zajmował się tropieniem zwierzyny, przynajmniej na początku. Znalazła miejsce, w którym zakopał swoją zdobycz, ale jej partner zamiast polować dalej, od tego momentu ruszył prosto, w sobie tylko znanym kierunku. Gnana coraz gorszym przeczuciem, przyspieszyła kroku. Krew w niej zawrzała. Była już niedaleko. Wypadła na polanę, gotowa rzucić się na Wilczaka, ale… siedział sam. Pod drzewem, jedząc jabłko. Stanęła jak wryta, nie bardzo wiedząc co zrobić, tylko bijąc ogonem na boki.
- C-Cętka? - miauknął kocur, dostrzegając ją. - Sześć, słoneszko.
Posłała mu bardzo, bardzo zdziwione spojrzenie.
Wstał, chwiejąc się lekko i podszedł do niej, starając się utrzymać pion.
- Co tu robisz? - zapytała, nie rozumiejąc nic a nic.
- Jaaa… - zaczął, nie za bardzo wiedząc, co jej odpowiedzieć. - Jem japka?
- Jabłka? - Dotarł do niej zapach zepsutych owoców. Prychnęła. Zmierzyła go spojrzeniem.
Kocur tylko się uśmiechnął.
- Taaa-aaak, jabłka. Ba-barszo dobre. Chcesz troche? - zapytał, po czym szybko dodał - Mosze l-lepiej nieee.
Jego ostatnie słowa sprawiły, że kotka przekornie spojrzała na owoce z zainteresowaniem.
- N-nawet o tym nje myśl - miauknął, podchodząc do niej bliżej. - Szkończysz jak, hik! - czknął. - Jak ja. - Podniósł łapę, żeby ją powstrzymać przed sięgnięciem po jabłko, ale w tym momencie stracił równowagę. Poleciał na kotkę, która, nie spodziewając się takiego obrotu spraw, runęła na ziemię. Czarny ją przygniótł, czuła jabłka i bijące od niego ciepło. Spojrzała w brązowe ślepia, w których lśniła figlarna iskra.
- I wiszisz, co n-narobiłaś? - miauknął, próbując się podnieść. - A może to i lepieej, nie sięgniesz. - Przestał się wiercić.
- Ja narobiłam? To ty jesteś… nietrzeźwy - miauknęła, szukając odpowiedniego słowa.
- Jaaa? Jestem tszeświuteńki. Jak… - poszukał porównania, ale ta część jego umysłu działała wyjątkowo ociężale. W końcu po prostu machnął łapą.
- Czyli te wszystkie wieczory, gdy znikałeś… przychodziłeś tu, żeby się nawalić, tak? - W głosie Cętki brzmiała niebezpieczna nuta. Przez pysk kocura przebiegł cień. Uśmiechnął się, ale nie było w jego geście autentyczności. - I to beze mnie? - dokończyła.
- Nje wjedziałem, że lubisz takie ro-rozrywki. - Wilcze Serce mógł przysiąc, że kotka nie miała nigdy zgniłego jabłka w pysku.
- A może właśnie lubię, co? - Spojrzała mu prowokacyjnie w oczy.
Przywarł do niej mocniej i pochylił łeb, niemal stykając swój nos z jej.
- Ja-jakoś śi nie wiesze - miauknął, patrząc w granatowe tęczówki. Było mu gorąco, a jego serce biło zdecydowanie zbyt szybko, i nie była to wina owoców.
- Sprawdźmy - miauknęła, przewracając go na plecy. Wzięła jedno z jabłek i prowokacyjnie usiadła na nim, dociskając go do ziemi. Wypluła je prosto na jego pierś i zaczęła jeść. Powoli. Patrząc mu prosto w ślepia.
Tak, przez błysk, który już po chwili pojawił się w jej oczach wiedział, że nigdy wcześniej nie jadła sfermentowanych owoców. Jakaś część jego umysłu krzyczała widząc, jak kotka sięga po kolejne jabłko, ale szybko ją uciszył. Liczył się tylko jej zalotny uśmiech i sposób, w który kołysała ogonem, gdy szła. I gorąco.
Nie wrócili na noc do obozu.

Od Wilczego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

Obudził się na trawie pod jabłonką, wtulony w liliowe futro swojego przyjaciela, z potwornym bólem głowy i jeszcze gorszym bólem sumienia. Nie miał pojęcia, dlaczego ich ogony były ze sobą splecione, ani dlaczego na jasnym futrze pointa wił się szlaczek z zaschniętej śliny i prawdę mówiąc, wolał nie wiedzieć. Jego wyobraźnia podsuwała mu najróżniejsze obrazy i miał nadzieję, że żaden z nich nie był bliski temu, co miało miejsce.
Zachował się jak skończony idiota. A co, gdyby ktoś ich tu znalazł? Byli bezbronni jak nowonarodzone kocięta! A plotki… Tylko tego brakowało rozbitemu klanowi. I ich partnerkom. Co by pomyślała sobie Cętka, gdyby ich tak znalazła? Co mogłyby pomyśleć dzieci?
Co na to Sroczka?
Poczuł nienawiść do samego siebie i swojej głupoty. Szturchnął lidera w bok, próbując go obudzić.
- Igła? Igła!
Point tylko jęknął.
- Igła, musimy wracać.
Nigdy więcej na to nie pozwoli.

Nie do końca wiedział, jak się zachowywać przy swoim przyjacielu. Niby nic się nie stało, ale… Tamtej nocy coś się zmieniło. Nie dawała mu spokoju myśl, że mogli wtedy… razem…
Ich rozmowy stały się bardziej niezręczne i kocur czasami przyłapywał się na tym, że… że sprawdzał, czy point nie… nie patrzy na niego w trochę inny sposób. Zawsze wtedy ganił się w myślach, każąc sobie przestać. Obaj byli po prostu pijani, a Igła… Igła był dla niego jak brat i nieważne, co stało się wtedy pod jabłonią. Obaj mieli partnerki i myślenie o tym choć uderzenie serca dłużej byłoby głupie.
A mimo to, czasami zastanawiał się, czy… czy mógłby być z kocurem. Zawsze szybko zaprzeczał, stwierdzając, że przecież do żadnego nic nie czuł. Ale wątpliwości… cóż, pozostawały.


<Igło? No widzisz, co narobiłeś xD>

Od Wilczego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

- Polaris… - zamruczał cicho, wracając do czasów, gdy razem z Mamą i rodzeństwem kładli się na trawie i wpatrywali w nocne niebo. Mama… miał ich w swoim życiu tak wiele i każdą stracił. - Tak prawdę mówiąc nie wiem, kim była, zanim stała się Gwiazdą. Psy… trochę inaczej patrzą na niebo. Nie wszystkie to dla nich zmarli, część po prostu… - zamilkł, nie potrafiąc odnaleźć odpowiednich słów. - Po prostu tam jest, prawie od zawsze, jak Psi Pasterz i jego wierni towarzysze. Dzięki Srebrnemu Wilkowi.
- Srebrnemu… wilkowi? - zdziwił się liliowy. Wilcze Serce uśmiechnął się ciepło.
- Księżycowi. Tak nazywają go wilki, psy też. To ponoć on stworzył lasy, góry i jeziora, zwierzynę, a na końcu właśnie wilki i to dla nich świeci z góry. Zawsze przed polowaniem zbierają się razem i wołają do niego, prosząc o pomoc. - Przymknął ślepia, niemal czując wiatr głaszczący jego futro, adrenalinę krążącą w żyłach i wszechogarniającą radość, które pamiętał z tamtego okresu. - Niektórzy twierdzą, że to tak naprawdę wadera, a jej drugą połową, od której ją oddzielono, jest Złoty Basior, słońce - zamilkł, nie potrafiąc mówić dalej. Coś ścisnęło go za gardło gdy przypomniał sobie, komu ostatnio opowiadał tę historię. Jego wzrok powędrował do niewielkiej, ale za to bardzo jasno świecącej gwiazdki. Nie uszło to uwadze Igły. Przyjaciel posłał mu pytające spojrzenie. Pokręcił tylko łbem.
- Coś mi się przypomniało. Wracając… O czym to ja…?
- Polaris - miauknął liliowy, pozwalając mu wrócić na właściwe tory.
- Ach, tak. Wilki nazywają ją “wskazującą drogę do domu”, bo zawsze, przez wszystkie Pory znajduje się na tym samym miejscu nieba. W ogóle, dzięki nocnym polowaniom, wilki są świetne w czytaniu z Gwiazd. Którędy iść, jaka jest Pora, godzina… wszystko - w jego głosie brzmiał podziw. - Ja nie jestem aż tak dobry… - zażartował, ale w oczach miał smutek.
- Brakuje ci ich? - przyjaciel szybko to zauważył.
Kocur westchnął.
- Skowronek spytała mnie ostatnio o to samo… Za wilkami… - zawahał się - raczej nie, ale to chyba dlatego, że niewiele od nich pamiętam. Tylko… - W jego głowie zabrzmiał głos ojca: “Wtedy własny ojciec musi go zabić, dla dobra watahy” - Tylko to, czego próbował nauczyć mnie alf… lider i to niezwykłe uczucie towarzyszące moim pierwszym polowaniom. Za to Mamę i Pana i Panią pamiętam bardzo dobrze i czasami… - Westchnął. - Czasami za nimi tęsknię. Byłem wtedy młodszy, a moje życie dużo… dużo łatwiejsze.
Ucichł. Przez chwilę patrzyli w nocne niebo w milczeniu.
- A później Borsucza Gwiazda stał się dla mnie jak ojciec - dodał, jakby nie chcąc, żeby Igła pomyślał sobie, że wolałby nigdy nie trafić do klanu. Kochał ich. Jak rodzinę.


<Igło? :3>

14 czerwca 2020

Od Wilczego Serca cd. Leszczynowej Bryzy

- D-dobrze - jęknął kocur, wciągając zapach maleńkich fioletowych kwiatuszków, mimowolnie przypominając sobie ich znaczenie. Brak zaufania. Nieuchronność.
Zamknął ślepia, starając się nie myśleć. Przed jego oczy cisnęły się wspomnienia z poprzednich wschodów słońca. Zapach lawendy stawał się coraz bardziej duszący, aż zakręciło mu się w głowie.
Widział martwe ciało Szafirka, tego małego Szafirka, który jeszcze niedawno pytał go z uśmiechem, czy się wyspał. Widział Ostrokrzewika, zaczepiającego go podczas odpoczynku i opowiadającego, co zrobi jak już zostanie wielkim zastępcą. Obok niego radośnie podskakiwała rozgadana Pierzynka.
Ci, którzy próbowali go zabić. Za to, co zrobił.
Widział ostatnie iskry życia gasnące w ślepiach Pójdźki.
Widział krew. Panikę, chaos i walkę. Czuł zapach strachu i śmierci.
Patrzył, jak wśród nawałnicy pazurów ginie Cętka. Wrośnięty w ziemię obserwował, jak buntownicy rozszarpują Wróbelka, wywlekają z legowiska Borsuk, a później pastwią się nad Skowronek. Nie mógł nawet krzyknąć. Stał i patrzył, jak ginie jego rodzina, giną przyjaciele, a wszystko zalewa krew, jej mdlący zapach wypełnia jego nozdrza, nie pozwala mu złapać tchu, a on dusi się i spada, coraz niżej, niżej, niżej…
Drgnął gwałtownie.
- W-wujku?
- T-to nic - miauknął. - Mogę już przestać?
-T-tak, o-oczywiście - odpowiedział zmieszany kocurek, zabierając spod jego pyska lawendę. - B-będę obok, więc j-jakbyś czegoś p-potrzebował…
- Leszczynku? - przerwał mu Wilcze Serce. - Ja… dziękuję. Za wszystko.
Rudy spojrzał na niego zaskoczony.


<Leszczynku? :3>

Od Wilczego Serca cd. Miedzianej Iskry

*już po zgromadzeniu*

Miał wrażenie, że Miedziana Iskra przygląda mu się uważniej niż zwykle. I że za każdym razem, gdy zostają sami (szczęście w nieszczęściu, dzięki skłóceniu obozu, następowało to rzadko), już ma zamiar otworzyć pyszczek, żeby go o coś zapytać, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje. Dlatego starał się jak tylko mógł, żeby nie miała okazji zebrać się na odwagę. Widział w jej oczach, dlaczego tak mu się przypatrywała. Widział cień smutku i wiedział, że domyśliła się, że nie mówił prawdy. Był to dla niego wyrzut sumienia gorszy niż krzyki, kłótnie i awantury. Zawiódł bliskiego mu kota. Po raz kolejny.
Spuścił tylko łeb. To właśnie była jego pokuta. I będzie ją znosił w milczeniu.
Dzierzba miała rację. Żałował tego, co miało miejsce, każdego uderzenia serca. I wiedział, że ona tam na niego czeka. Tam, gdzie nie dociera blask Srebrnego Wilka ani Gwiazd.
Tam, gdzie nie spotka nikogo, kogo kocha.
Miedziana Iskra znowu przyglądała mu się uważnie. Miał nadzieję, że nie widziała cieni pod jego oczami, ani zaczerwienienia oczu. Wstał i ją wyminął, kierując się do lasu. Byle dalej. Od jej zranionego, pytającego wzroku. Od wiszących w powietrzu, niezadanych pytań. Od kłamstw, które musiałby jej opowiadać.
Nie wziął tylko pod uwagę, że wyrzuty sumienia podążą za nim, jak najwierniejszy przyjaciel.


<Miedź? Przepraszam za gniota xd>
chciałam mimo wszystko odpisać ten ostatni raz

12 czerwca 2020

Od Wilczego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

- Ty mysi móżdżku, wszyscy cię szukają - burknął Igła, podchodząc bliżej. - Cętka mi łapy z dupy powyrywa. Co cię napadło, żeby…
- Igła, przyjacielu - przerwał mu Wilcze Serce, patrząc na niego mętnym wzrokiem. Dopiero teraz do kocura dotarł smród zepsutych jabłek, unoszący się wokół czarnego. - Zabiłem ją.
- Nie pieprz głupot, tylko wstawaj!
- Zabiłem ją - powtórzył kocur, a jego spojrzenie na moment odzyskało ostrość. - Zabiłem Pójdźkowy Sen - powiedział całkiem trzeźwo.
Point zamarł, wpatrując się w przyjaciela.
Wilcze Serce spuścił wzrok, błądząc nim gdzieś między swoimi łapami.
- Siedziałem przy niej i patrzyłem, jak życie gaśnie w jej brązowych ślepiach… - Gdy w nie patrzyłem… Jakbym gapił się we własne odbicie, wiesz? - spojrzał na pointa.
- D-dlaczego? - wyjąkał lider. Wilcze Serce już go nie słuchał.
- ZABIŁEM MOJĄ MAŁĄ CÓRECZKĘ - ryknął, wstając. Zrobił chwiejny krok, przechylił się niebezpiecznie w lewo i klapnął z powrotem na tyłek.
- Czasami rodzi się wilk zbyt niebezpieczny, zagrażający całej watasze, tak mi mówił - w głosie czarnego brzmiała pretensja. - Wtedy własny ojciec musi… musi zabić. Dla dobra klanu. Tylko dlaczego nie powiedział, że to tak cholernie boli? - ostatnie zdanie szepnął i ukrył łeb pod łapami.
Szybko jednak znowu się podniósł i spojrzał na liliowego.
- Wybaczy mi? Myślisz, że mi wybaczy?
Z jego brązowych ślepi wyzierała rozpacz.
- A Sroczka? Myślisz, że mi wybaczy? Po tym wszystkim, co jej zrobiłem… Wróciła do mnie, wiesz? Mieliśmy dzieci. Były cudowne. - Na pysku kocura pojawił się uśmiech. - A teraz ona nie żyje. Obie nie żyją! A ja… Ja… - głos mu się łamał. - Jeszcze dobrze nie wiedziałem, że umarła, a ja wziąłem sobie inną. NIE MOGŁEM INACZEJ, ROZUMIESZ?! - wrzasnął, z obłędem w oczach. - Wiedziałem, że mnie kocha, od dawna, nie potrafiłem, nie mogłem… - Podniósł wzrok. - Wybaczy mi? Myślisz, że mi wybaczy?
Zamilkł. Po jego policzkach popłynęły łzy.
- Uległem jej. Naprawdę nie chciałem, ale ten jej uśmiech, ta nadzieja w oczach. “Wilku, Wilku!”. Mówiłem jej, że nie jestem w stanie, ale nie potrafiłem… To się samo stało, podeszła do mnie, otarła swój bok o mój, i… A ja wyobrażałem sobie, że to Sroczka. Po wszystkim… Nienawidziłem siebie jak nigdy wcześniej. A ona przytulała się do mnie, o niczym nie widząc. Myślisz, że gdyby wiedziała… Wybaczyłaby mi?
Zapadła cisza. To jednak nie miał być jeszcze koniec.
- Myślę… Myślę, że to przeze mnie zginęła - w brązowych ślepiach była tylko pustka. - Gdybym wtedy nie przyszedł… Jej siostra… Nie chciałem, żeby tak było, po prostu odciągałem ją od dzieci. A ona… Ona… - ściszył głos do szeptu - Utopiła się. Uderzyła łbem o kamień i utonęła. Chciała mnie dopaść. Robiliśmy co mogliśmy, ale… - Pokręcił głową. - To wtedy wszystko się zaczęło.
Przymknął ślepia, i spuścił łeb. Przez moment point myślał, że jego przyjaciel zasnął i już miał do niego podejść, kiedy…
- Nie! - Wilcze Serce zerwał się na równe łapy. - To musiało być wcześniej. Myślałem, że dzięki niej dostanę się do obozu, zabiję Lisa i pomszczę Borsuka i resztę. Kochałem ją. Kochałem, ale wierzyłem, że klan jest ważniejszy, a moje uczucia nie mają znaczenia. - Wykrzywił pysk w ironicznym uśmiechu. - Nic z tego. Prawie mnie zabiły. Jej żal, nienawiść, to rozczarowanie w jej oczach… Nigdy sobie nie wybaczyłem. Nawet jak ona to zrobiła.
- Przyjacielu… - miauknął Iglasta Gwiazda. Położył ogon na jego grzbiecie. - Pora wracać.
Wilcze Serce pokręcił łbem.
- Nienawidzą mnie. To przeze mnie zginął Szafirek - na dźwięk jego imienia, po pysku pointa przebiegł cień. - Pierzynka. Pamiętam, jak miałem jej wtedy dość, jak bardzo chciałem,  żeby dała mi spokój - zaśmiał się, a z jego oczu pociekły łzy. - To przeze mnie stało się to - machnął łapą w stronę obozu.
- A niech mnie nienawidzą - miauknął po chwili. - Tylko niech nie mieszają w to jej. Nie zasłużyła na to. - W jego oczach zabłysnął gniew. - Nie mogą wiedzieć. To nie jej wina. To ta druga. Dzierzba. To ona zabijała. Wiesz, co szeptała, gdy siedziałem z nią u medyczek? - Zawiesił głos, patrząc w niebieskie tęczówki, ale ich nie widząc. - Zabij mnie, tatusiu. Zabij mnie, proszę.
Łzy ciekły po jego pysku, mocząc mech pod jego łapami.
- Zrobiłem to dla niej. Dla klanu. Ja… zawsze robiłem wszystko dla klanu. Tylko z jakiegoś powodu zawsze musiało się spieprzyć. - Urwał. - Nie mogą wiedzieć. - Chwiejnym krokiem podszedł do Iglastej Gwiazdy i położył mu łapę na grzbiecie. - Obiecaj mi.
- Wilcze Serce…
- Obiecaj! - jego chrapliwy głos nie znosił sprzeciwu.
Point skinął głową.
Kocur siadł i zaczął płakać.
- Myślisz, że oni mi wybaczą? - powtarzał cicho.


<Igło? Powodzenia w ogarnianiu go :’)>

11 czerwca 2020

Od Wilczego Serca

Powoli wracał do świata żywych. Z jednej strony był bardzo wdzięczny Leszczynkowi za opiekę, z drugiej…
Śniła mu się Sroczka. Uśmiechała się do niego, ale w jej pomarańczowych ślepiach nie płonął ten dziki ogień. Były smutne, przypominały mu kogoś innego, ale nie potrafił powiedzieć kogo. Stała tuż obok niego, była niemal na wyciągnięcie łapy i już miał do niej podejść i ją przytulić, ale… obudził się.
Przez uderzenie serca miał wrażenie, że ktoś stał obok niego. Zamrugał i wpatrzył się w mroczny kąt, oddychając zdecydowanie zbyt szybko jak na kogoś, kto niedawno się obudził. Nikogo tam nie dostrzegł. Odetchnął głębiej, starając się uspokoić. Po policzku mimowolnie spłynęły mu łzy.

Ciągle był osłabiony i Cętka kategorycznie zabroniła mu opuszczać legowisko. Złapał się na myśli, że była urocza, gdy się tak złościła. Uśmiechnął się pod nosem. Mimo wszystko… na swój sposób ją kochał. Była ładna, miła, troszczyła się o niego (co często objawiało się suszeniem mu głowy, ale to, w dziwny i pokrętny sposób, też lubił). Potrafiła sprawić, że zapominał o swoich problemach. Czasami zarzucając go masą własnych, ale w tym szaleństwie też tkwiła metoda, prawda? Igła powiedział mu, jak wściekła się po tym, co zrobił Ostrokrzewiowy Cierń, najpierw jemu, a potem ich dzieciom.
Mimowolnie wysunął pazury.
Tak. Troska o dzieci była kolejnym, co ich łączyło. Kocur poczuł ciepło zalewające jego serce na myśl o niesfornym trio. Był z nich dumny, tak bardzo dumny… Ciągle go zaskakiwali. A to zadając pytania, które nie przyszłyby do głowy niejednemu wojownikowi (jak choćby Wróbelek, który często przychodził do niego nocą, gdy wszyscy już spali, porozmawiać o wszystkim, co go nurtowało), a to wykazując się zaradnością i bystrością (był przekonany, że Borsuk potrafiłaby go sprzedać go tej samej osobie trzy razy i jeszcze na koniec odzyskać za darmo), a to wnikliwością w obserwowaniu świata (jak Skowronek, która pod czujnym okiem Cętki poznawała świat roślin i robaczków. Kocur naprawdę nie miał pojęcia, że jego partnerka ma taką szeroką wiedzę na ten temat).
Ale czasami, mimo wszystko… Mimo wszystko nocami, gdy Cętka już spała, wtulona w jego futro, zdarzało mu się marzyć o tym, że kotka nigdy się w nim nie zakochała i znalazła sobie kogoś z kim byłaby dużo szczęśliwsza…

Nienawidził się. Po prostu. Za każdym razem, gdy wychodził z legowiska, oglądał opustoszały obóz, przedzielony przez środek granicą, widział wyblakłe spojrzenia klanowiczów, naznaczonych śladami ostatnich walk… nienawidził się za to, do czego doprowadził. Nic go nie usprawiedliwiało.
A mimo wszystko udawał, że jest szczęśliwy. Bawił się z dziećmi, uśmiechał do przyjaciół, wieczorem kładł u boku Cętki, słuchając jej spokojnego oddechu.
Ale nie był. Wszystko w nim krzyczało, że nie zasługuje na to, co ma, że najlepiej by było, żeby… umarł.
Coraz częściej wymykał się z legowiska pod pozorem polowania, żeby pobyć trochę sam. Nie musieć nosić maski uśmiechu chociaż przez chwilę.
W ten sposób ją znalazł. Jabłonka była poskręcana i karłowata, ale o dziwo wciąż rodziła owoce. Nie miał pojęcia, jak się tu znalazła, ale czuł się dokładnie tak, jak ona.
Zniszczony i nie na swoim miejscu.
Na początku wcale nie chciał zjadać tych jabłek. Wiedział, czym się to kończy, znał kiedyś wilka, który codziennie obiecywał sobie, że już nie będzie. Że to już ostatnie jabłko.
Pamiętał, co się stało, gdy przyszła zima.
Z początku omijał drzewko szerokim łukiem, ale z czasem… Perspektywa zapomnienia o wszystkim choć na chwilę była tak bardzo kusząca…

10 czerwca 2020

Od Wilczego Serca cd. Żywicznej Mordki

Reakcja Żywicznej Mordki była zupełnie inna, niż się spodziewał. Nie było wyrzutów, jak mógł do tego dopuścić, oskarżania, ani podejrzeń. Liliowy po prostu się rozpłakał i przytulił do niego. I szczerze mówiąc, kocur nie był na to przygotowany. Z jego oczu również pociekły łzy i pierwszy raz od dłuższego czasu, przyniosły mu ulgę. Zaskoczony słuchał, jak starszy brat Pójdźki wyrzucał sobie, że nie był dla niej wystarczająco dobry, że na nią nie zasługiwał.
Chciał pocieszyć liliowego, powiedzieć, że jedynym, kto ma sobie coś do zarzucenia jest on, Wilcze Serce. Płakali więc obaj, tak samo tęskniąc za małą cynamonką.
Uśmiechnął się przez łzy słysząc, że Żywiczna Mordka został ojcem. Był pewien, że sobie poradzi. Na pewno lepiej niż on.
Pożegnali się i czarny już wszedł do rzeki, stanowiącej granicę obu klanów, ale zatrzymało go miauknięcie liliowego.
- C-czekaj. - Żywiczna Mordka podbiegł do brzegu. Niepewnie podszedł bliżej czarnego i przytulił się do jego szorstkiej sierści. - W-wilcze S-serce... B-bardzo się cieszę, ż-że moja m-mama cię p-poznała... myślę... m-myślę, że b-była z tobą szczęśliwa... i... i ja b-bym wolał, żebyś t-to ty był moim tatą - wyjąkał. - N-na pewno Pójdźkowy Sen c-cieszyła się, że m-miała takiego tatę jak ty… - Spojrzał kocurowi w oczy.
W Wilczym Sercu coś wtedy pękło. Przytulił się mocniej do wojownika wrogiego klanu, starając się ukryć łzy w jego miękkim futrze.
- Ja… - miauknął, starając się, żeby jego głos nie drżał. - M-modlę się o to co-codziennie - miauknął. - Z-zasługiwała na k-kogoś lepsz-szego. Kogoś, kto ją… ob-obroni. - Nie potrafił powstrzymać płaczu. - T-ty też… N-nie zas-zasługiwałb-bym na t-takie-go s-syna jak ty - umilkł, próbując się uspokoić. - M-myś-lę, że b-będzi-esz św-świetnym tatą.


<Żywico? Nawet troszkę więcej wyszło ;) Się chłop rozkleił zupełnie :’)>

Od Wilczego Serca cd. Kolca

*przed wojną domową*

Tak właśnie powinno być. On, spędzający z nimi czas, opowiadający bajki, później może i uczący polować, pomagając stawiać im pierwsze kroki w dorosłość. I Pójdźka, wpadająca po swoje maluchy, gdy już trochę od nich odpocznie, uśmiechająca się do niego ciepło, wesoła, zupełnie różna od… Otrząsnął się, starając się nie widzieć przed oczami jej gasnących oczu, nie słyszeć niemych próśb, by zakończył to wszystko, by…
- Nie, nie, nie! - miauknął, wyrwany z zamyślenia. Kolec wykorzystywał właśnie jego nieuwagę, radośnie wędrując w stronę znajdujących się przed żłobkiem krzaków.
- Do domu - odmiauknął liliowy. - Tu jest… dziwnie.
Kocur poczuł, że coś go ściska za serce.
- No dobrze… - powiedział cicho. Wtedy wpadł na pewien pomysł. Uśmiechnął się pod nosem. - Zapomniałem ci tylko powiedzieć, że na dworze znajdują się dzikie zwierzęta, niezwykłe stwory z wielkimi kłami oraz strasznie duże rzeczy, które zabijają - rzucił jak gdyby nigdy nic. Podziałało.
- Zabijają? - Kocurek przełknął nerwowo ślinę.
Czarny pokiwał głową.
- Tak, i to strasznie boleśnie. - Wykrzywił pokryty bliznami pysk w uśmiechu.
Kolec definitywnie stracił ochotę na jakąkolwiek wycieczkę.
- Bolesne…?! To... może ja pójdę coś zjeść? Heh… - zaśmiał się nerwowo.
Wilcze Serce uśmiechnął się, widząc, że cel został osiągnięty. Trochę nawet zrobiło mu się żal kocurka, przypominając sobie jak sam się bał, nastraszony tak przez wilcze rodzeństwo.
- Chcesz na kark? - zapytał młodego, chcąc zrekompensować mu poniesione straty moralne. Kocurek  tylko się zdziwił, nie do końca rozumiejąc, co Wilcze Serce miał na myśli. Czarny zamiast bawić się w wyjaśnienia, po prostu podniósł malca i posadził go sobie na plecach. Nie musiał długo czekać na reakcję Kolca.
- Jak tu wysoko!
- Boisz się? - zapytał zaczepnie.
- Nie… - miauknął trochę niepewnie. Szybko jednak odzyskał humor. - Jestem teraz wyższy, wyższy nawet od ciebie! I… i umiem dotknął chmur. - Kocurek się wychylił, ale w końcu się przewrócił.
Wilcze Serce zaśmiał się cicho. Kociaki… Były takie beztroskie i niewinne…
- Wszystko dobrze?
- Tak, prosze pana - odmiauknął Kolec. Czarny nagle się zasępił.
- Mów mi Wilcze Serce. Albo… - W jego oczach błysnął smutek. - Wujku. Wujku Wilcze Serce. A zresztą, jak wolisz - dodał.
Liliowy pokiwał głową.
- Dobrze, proszę pana… znaczy, wujku - poprawił się szybko.
- Mówiłeś coś o jedzeniu? - Wilcze Serce spojrzał na niego, czując jak burczy mu w brzuchu. - Co powiesz, żebyśmy zjedli razem?
- Bardzo chętnie, wujku! A co mas? Mama przynosiła nam zwykle takie dobre małe ptaszki, o takie brązowe! - zaczął się entuzjazmować.
Wilcze Serce zostawił go w tyle, podchodząc do stosu ze zwierzyną. Zauważył małego wróbla, sięgnął więc po niego i wrócił do kociaka.
- Takie? - miauknął.


<Kolec? :3 To chyba będzie mój ostatni odpis, albo przedostatni :’)>

04 czerwca 2020

Od Wilczego Serca cd. Leszczynowej Bryzy

Uniósł łeb. Przed legowiskiem rozległy się krzyki. Mimowolnie spiął mięśnie, przygotowując się do obrony. Kątem oka dostrzegł, że lider zrobił to samo. Cętka i Miedź zrobiły krok do przodu, zasłaniając dzieci.
- NIE NAZYWAJ SIĘ WIĘCEJ MOIM BRATEM TY PIEPRZONY ZDRAJCO!
Czający się obok niego point zastygł.
Leszczynek.
Zapadła cisza. Lider chciał wybiec z kociarni, ale Miedziana Iskra go powstrzymała. Moment później do legowiska wpadł rudy wojownik. Trzymane przez niego w pyszczku zioła rozsypały się, gdy płacząc i drżąc na całym ciele, stanął między nimi.
Wilcze Serce naprawdę chciał coś zrobić. Widok histerii kocurka, którego traktował jak rodzinę, zmroził mu serce i nie pozwolił wykonać nawet kroku.
Najprzytomniej zachowała się Miedź. Przytuliła Leszczynka, szepcząc uspokajająco. Rudy płakał jeszcze przez jakiś czas, ale coraz ciszej, jego oddech robił się spokojniejszy.
Czarny kocur powtórzył w myślach swoją nową mantrę, towarzyszącą mu od śmierci Pójdźki.
To moja wina. To wszystko moja wina.

***

Szedł. Jak okiem sięgnąć, rozciągała się słoneczna równina. Po niebie przesuwały się pojedyncze obłoczki, jak podczas najpiękniejszej Pory Zielonych Liści. Bo w końcu była, prawda?
- Już niedaleko - miauknął idący obok niego Igła. Jego sierść była ciemniejsza, niż to zapamiętał, ale jakie to miało znaczenie? Szli ramię w ramię, pewnie od wielu dni, ale nie czuł zmęczenia. Wiał delikatny wietrzyk, dający wytchnienie.
Byli już niedaleko celu. Wiedział to, choć nie był tu nigdy wcześniej. Nie codziennie wybiera się na wyprawę do Księżycowej Zatoczki, racja?
Zbliżyli się do wejścia do jaskini. Bił z niej przyjemny chłód, a gdzieś z głębi dochodził delikatny szum wody, rzucającej refleksy na kamienne ściany. Bez wahania wszedł do środka, słysząc za sobą kroki przyjaciela.
Jaskinia ciągnęła się i ciągnęła, a on miał wrażenie, że gubi się w wąskim przejściu. Gdy już stracił resztki nadziei, gdzieś przed nim mocniej rozbłysło światło. Zatoczka. Przyspieszył kroku, pokonując dzielący go od wody dystans.
Wyszedł na ukwieconą polanę, otoczoną pojedynczymi drzewami. Pośrodku leżało niewielkie jeziorko, do którego ze skalnej półki kaskadą spadała przejrzysta, lazurowa woda. Zbliżył się do brzegu, mocząc łapę w ciepłym nurcie.
Obok niego siedziała kotka. Bez problemu rozpoznał jej niebieskie futro i pomarańczowe oczy.
- Sroczka - miauknął drżącym głosem.
- A kogo się spodziewałeś, mysi móżdżku? - Uśmiechnęła się do niego.
Ktoś się zbliżał. Kocur podniósł wzrok i dostrzegł drobną, rudą sylwetkę. W jego ślepiach stanęły łzy.
- Tatusiu? Nie płacz. Przyszłam ci coś dać. - Zetknęła się z nim nosem. - To dar odwagi. Przyda ci się.
Woda zamigotała, jakby trącona czyjąś łapą. I faktycznie. W jego stronę, ze zdobyczą w pysku, płynęła jego matka. Wyszła z wody i otrzepała sierść.
Niewiele myśląc, kocur podbiegł do niej i otarł się o brązowe futro.
- Pamiętasz, która gwiazda prowadzi cię zawsze do domu? Nigdy nie zapominaj - powiedziała i liznęła go za uchem. Zamerdał ogonem, ciesząc się, że znowu są razem. Jak wtedy.
- No proszę, kogo my tu mamy! - ciepły głos odezwał się tuż obok niego. Wróblowy Śpiew uśmiechnęła się do niego, zupełnie jak wtedy, gdy powiedział, że wcale nic nie łączy go z Cętką. - Ode mnie dostaniesz uśmiech. Co ty na to? Coś mi mówi, że ostatnio wcale się nie śmiejesz.
To prawda - pomyślał. - Nie miałem zbyt wiele powodów, żeby to robić. Ale czy na pewno? Czy nie mam wszystkiego, o czym kocur może zamarzyć?
- Otóż to! - miauknęła czarna, przyglądając się motylowi siedzącemu na jednym z kwiatów.
- Jak był mały, też był taki poważny.
Podniósł wzrok. Stała przed nim jasna kotka, w niczym niepodobna do niego, a jednak wiedział, że to jego matka.
- A czasami to właśnie drobny gest może zjednać nam najzacieklejszych wrogów.
Poczuł, jak po jego kręgosłupie wędruje zimny dreszcz. W żaden sposób nie potrafił wyjaśnić dlaczego.
- Nie przejmuj się nią - miauknął do niego Borsucza Gwiazda. - Masz dużo poważniejsze powody, żeby to robić. - Dotknął jego nosa. Kocur poczuł chłód wypełniający całe jego ciało. - Dar mądrości. Przyda ci się, gdy przyjdzie moment dokonania wyboru.
- Wyboru? - miauknął zdezorientowany, ale nie był już na polanie. Las był ciemny i gęsty. Rozejrzał się, ale nikogo obok siebie nie zauważył.
- Ten, kogo uznajemy za wroga, nie zawsze nim jest - Dzierzba uśmiechnęła się do niego drapieżnie.
- Życie to najcenniejszy dar. Dlaczego nam go zabrałeś? - miauknęła Zimorodkowa Pieśń. - Oddaj je. Niektórzy potrzebują go bardziej niż ty. ODDAJ, SŁYSZYSZ?!
Zrobił krok w tył, ale jego łapa nie natrafiła na grunt. Zachwiał się.
Spadał.
SŁYSZYSZ?!
SŁYSZYSZ?!
- Wujku! Słyszysz mnie? - Miękka łapa delikatnie szturchnęła jego bok. Zamrugał, odzyskując świadomość.
- T-Tak. Słyszę.
Po jego policzku spłynęła łza, która szybko schowała się w czarnym futrze.


<Leszczynku? Stary piernik miał gorączkę i schizował>

03 czerwca 2020

Od Wilczego Serca

ciąg dalszy

Przyspieszone bicie jego serca rozlegało się echem po organizmie, wprawiając jego łapy w drżenie i przyspieszając urwany oddech.
Ciągle nie dotarło dotarło do niego to, co się stało.
- Igła, ja… - przerwał, spoglądając w niebieskie ślepia lidera. Wiedział, że słowa nic tutaj nie zmienią, ale chciał, żeby kocur wiedział. - To moja wina. Mnie mogli obrażać, ale kiedy Ostrokrzew powiedział, że ona… - Zacisnął ślepia, uspokoił oddech. - Obraził Pójdźkę i nie potrafiłem, nie byłem w stanie… Nawet nie widziałem, kto podszedł - jego głos był teraz cichym szeptem. - Próbował nas rozdzielić, ale nikt go nie słuchał, musiał dostać w zamieszaniu, ja… Wybacz mi. Gdybym wiedział… Gdybym zauważył…
Poczuł czyjś ogon na ramieniu. Cętka. Przyjął z wdzięcznością tę odrobinę ciepła, którą mu dała.
Iglasta Gwiazda wciąż milczał. Zamknął ślepia, siedząc bez ruchu, przytulony przez Miedzianą Iskrę.
Wziął głębszy oddech. Nie było innego wyjścia.
- Nie mogę być dłużej twoim zastępcą.
Point spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie, nie możesz mnie z tym teraz zostawić - miauknął cicho. - Nie ma nikogo, kto mógłby zająć twoje miejsce.
Wilcze Serce czuł, że jego przyjaciel ma rację. Nikt inny nie mógł zająć jego miejsca. Zdjąć z niego winy. Za wszystko, co się stało.
W legowisku zapadła cisza, w której doskonale było słychać dochodzące z zewnątrz okrzyki. Przy każdym z nich, mięśnie Wilczego Serca mimowolnie się spinały, przygotowując kocura do walki. Albo ucieczki.
Zaskakujące, jak szybko koty, które uważało się za sobie najbliższe, potrafią stać się zagrożeniem.
Rozległ się szelest. Łasiczy Skowyt podniosła się ze swojego miejsca i miauknęła coś do swoich pociech. Z pogardą wymalowaną na pysku, skierowała się do wyjścia z legowiska, popychając przed sobą dzieci.
- Mamo? - rozległo się ciche miauknięcie Modrzewika. - Ja wolę zostać z Wróbelkiem.
- J-Ja też - ledwo dosłyszalnie powiedziała Sarenka.
- Chodźcie - warknęła szylkretowa, ponaglając ich.
Wilcze Serce spojrzał na siedzącego w kącie syna. W jego jasnych ślepiach błyszczały łzy.
- Niedługo się zobaczymy. - Kocurek spróbował się uśmiechnąć. Siedząca obok Skowronek przytuliła się do niego. Nawet Borsuk przysunęła się bliżej, miaucząc mu na ucho parę słów, wywołując u burego ciche parsknięcie śmiechu przez łzy.
Kociaki zniknęły w wejściu do kociarni. Idąca za nimi Łasiczy Skowyt zmierzyła siedzące obok wejścia koty pogardliwym spojrzeniem. Splunęła Wilczemu Sercu pod łapy, po czym wyszła na zewnątrz, w ślad za swoimi dziećmi.
Nienawidzili go. Jego bliscy cierpieli. A to wszystko przez niego.

Nikt nie spał tej nocy spokojnie. Nawet jego wnuki, cały dzień zajęte zabawą, poruszały się nerwowo przez sen.
Była ich szóstka, nie licząc dzieci. Zbici w ciasną grupę, ledwo mieścili się w legowisku nie przystosowanym do spania dla większej ilości wojowników.
Nie odwrócili się od niego. Nie zostawili. Nawet po tym wszystkim, co zrobił. Wszystkich kłamstwach i półprawdach, które między nimi wyrosły.
Byli tu, bo stanowili jego Rodzinę.
Zamrugał, czując że pieką go oczy.

Wzdrygnął się, wyrwany ze snu przez głośne dźwięki. Odruchowo rozejrzał się po legowisku, natrafiając na czujne spojrzenie lidera.
- Wyznaczają patrole. - Jego głos był suchy i beznamiętny. Spojrzeli sobie w oczy. Dla kotów na zewnątrz właśnie przestali istnieć.
Nastała cisza, przerywana dochodzącymi z zewnątrz odgłosami życia obozu. Życia bez nich.

Najgorsza była niepewność. Nie głód, bo o wschodzie słońca do legowiska ukradkiem weszła Przygasający Płomyk, przynosząc im jedzenie. Nie pragnienie, bo z tym też sobie radzili dzięki pomocy córki lidera. Nie rany, którymi zajął się Leszczynowa Bryza.
Niepewność. I poczucie, że nikt więcej o nich nie pamięta.
Wilcze Serce przyjrzał się bawiącym dzieciom.
Nie potrafił znieść myśli, że coś mogłoby im się stać.
Wyciągnął i schował pazury. Podjął decyzję.

Zaczekał na moment, aż wszyscy zasną i wymknął się z kociarni.
Chciał tylko jednego. Zakończyć ten koszmar.
Ostatnie echa obozowego życia cichły, ustępując miejsca spokojnemu odpoczynkowi.
Przystanął, niepewny co zrobić. Wszystko mówiło mu, że to już pora, żeby wrócił do legowiska wojowników i ułożył się do snu, przytulony do Cętki, bo rano czekały go codzienne obowiązki zastępcy.
Zawiał wiatr, przynosząc ze sobą widmo zapachu śmierci. Wróciły wspomnienia.
Ból rozdarł jego kark. Zareagował instynktownie, zrzucając z siebie napastnika. Odskoczył, czując jak uginają się pod nim łapy.
- Wiedziałem, że przyjdziesz - warknął Ostrokrzewiowy Cierń. Zza niego wyszedł Wężowy Wrzask. I Owocowa Pogoń.

- Nic mi nie jest, naprawdę… - miauknął, czując na sobie wzrok wszystkich w kociarni. Czuł, jak podbite oko pulsuje tępym bólem. Powoli przestawał na nie widzieć.
- Co ty sobie myślałeś?! - Cętka już była przy nim. Założyłby się, że gdyby nie pozostali, zrobiłaby mu porządną awanturę. Miedź położyła jej ogon na grzbiecie, starając się ją uspokoić.
- Ja… chciałem to wszystko zakończyć.


<Igło? Ten matoł zaraz zemdleje. I ofc dostanie gorączki :’)
Klanie Wilka? Po której stronie konfliktu się opowiecie?>

Dalszy ciąg wydarzeń:
Wilcze Serce chce zrezygnować z funkcji zastępcy, ale Iglasta Gwiazda mu nie pozwala > Łasiczy Skowyt zabiera dzieci i opuszcza kociarnię > Leszczynowa Bryza przychodzi do kociarni, Miedziana Iskra go uspokaja > w obozie życie toczy się jak zwykle, wychodzą patrole, koty chodzą na polowania > Przygasający Płomyk przynosi po kryjomu jedzenie i wodę do kociarni > gdy wszyscy już śpią, Wilcze Serce wychodzi z legowiska, chce porozmawiać z buntownikami, zrzec się rangi i poddać się karze > spotyka go Ostrokrzewiowy Cierń, Wężowy Wrzask i Owocowa Pogoń, wywiązuje się walka > ledwo żywego kocura ratuje Grzmiący Potok, który widział, jak ten się wymyka

Buntownicy:
- Sosnowy Zagajnik, Strzyżykowa Łapa, Świetlikowe Skrzydło, Ostrokrzewiowy Cierń, Owocowa Pogoń, Trzcinowy Brzeg, Łabędzia Szyja, Łasiczy Skowyt, Biały Puch, Sójcze Gniazdo, Wężowy Wrzask
- żądają ukarania Wilczego Serca, zmiany zastępcy i lidera

Grupa w żłobku:
- Iglasta Gwiazda, Miedziana Iskra, Wilcze Serce, Cętkowany Liść, Grzmiący Potok, Leszczynowa Bryza, (Przygasający Płomyk), kocięta
- próbują przeżyć

Reszta kotów pozostaje neutralna, starając się po prostu żyć jak codziennie

Od Wilczego Serca cd. Kolca

*przed walkami*

Był dziadkiem. Ta myśl ciągle do niego nie docierała. Owszem, wiedział, że ma wnuków, każde ukradkiem rzucane w ich stronę spojrzenie go w tym upewniało, ale… Ciągle to do niego nie dotarło.
Gdy o tym myślał, zaraz pojawiał się drugi aspekt tej sprawy: zabił im matkę.
Bał się. Bał się, że znienawidzą go do końca życia, więc milczał, trzymając się od nich na dystans. Tak, jakby samo spojrzenie na niego sprawiało, że mogliby wiedzieć.
Miał wrażenie, że ma winę wymalowaną na pysku.

Zastąpił drogę Kolcowi, który właśnie próbował wyjść ze żłobka. Kociak Chwilę protestował, ale później, jakby o czymś sobie przypomniał, przyjrzał się kocurowi uważniej.
- Em... Znaczy przepraszam. Jesteś... Wil... Wilcze... coś tam?
Kocur zamarł. Czy to możliwe, żeby o nim słyszał?
- Wilcze Serce - odparł ostrożnie.
- Bo ja znaczy... Ten... Witaj, Wilcze Serce!  Mam na imię Kolec! - Kociak uśmiechnął się promiennie. - Ładna pogoda, co nie? I dużo kotów... Opowie Pan mi jakąś historię? Jak mama mi opowiadała to Pan też może coś opowiedzieć.
Mama. Oczami wyobraźni zobaczył drapieżny uśmiech, którym uraczyła go, gdy się widzieli. Przeszedł go dreszcz.
Dlaczego Dzierzba zadała sobie tyle trudu, by te kocięta do niego trafiły? Dlaczego w ogóle miała dzieci?
- A właśnie... Wiesz gdzie moja mamusia?
Wiedział. Doskonale wiedział. Nie potrafił nawet otworzyć pyska. Na szczęście liliowy szybko zmienił temat. - Albo później mi powiedz pewnie wyszła coś smacznego dla nas upolować jak przedtem kiedy tu nie byliśmy.  Hm...  No to... Znasz jakąś historię? Na pewno Pan zna, ja bardzo lubię różne historie. Wiesz, że można wymyślić? Bardzo jest to fajne, proszę opowiedz mi jakąś historię. Może ja przyniosę panu coś by ruszyć wyobraźnię. Moja mama lubiła pokazywać mi różne rzeczy i opowiadać, to było bardzo przyjemne. To opowie mi Pan?
Nawet nie chciał wiedzieć, co mogła opowiadać im matka. Napotkał pytający wzrok malucha, siedzącego przed nim z ogonkiem owiniętym wokół łapek.
Dokładnie tak, jak ona lubiła siedzieć.
Bał się. Te trzy kocurki były dla niego zagadką. Z jednej strony chciał je kochać, z drugiej… nie potrafił. Szukał u nich tego mroku, który widział w oczach Dzierzby, w każdej chwili spodziewał się, że roześmieją mu się prosto w pysk, tym złym, wrednym uśmiechem, z drapieżnym błyskiem w ślepiach.
Bał się, bo to przez niego straciły matkę. I wiedział, że prędzej czy później się o tym dowiedzą.
Ale w końcu byli jego wnukami, tak?
I musiał zrobić wszystko, żeby stworzyć im Rodzinę.
- Opowieść, tak? - Westchnął, uśmiechając się pod nosem. - Hmm… Dawno, dawno temu, w jednym z leśnych klanów, żył sobie kocurek, zupełnie podobny do ciebie…


<Kolec? To była jakaś ładna i miła historia o przyjaźni, miłości i rodzinie :3>

02 czerwca 2020

Od Wilczego Serca

Zaczęło się całkiem niewinnie.
Jak co rano, zajrzał do legowiska wojowników, żeby przekazać, kto ma wyruszyć na dzisiejsze patrole. Grzmiący Potok już nie spał, co zastępca przyjął z ulgą. Nie żeby bał się rozmowy z kimkolwiek innym, niż srebrny, po prostu… Nie miał na to siły. Nie miał ochoty uśmiechać się do kogokolwiek, kto za plecami życzył mu śmierci.
Gdyby te lisie łajna przeżyły chociaż ułamek tego, co on…
Właśnie bawił się z dziećmi przed kociarnią (rośli tak szybko… Ani się obejrzy, a zostaną uczniami), kiedy spostrzegł idącego w ich stronę srebrnego wojownika.
- Poczekajcie na mnie - miauknął do dzieci, posyłając im trochę sztuczny uśmiech. Podszedł do wojownika, spodziewając się kłopotów. Poprzednio gdy kocur odwiedził go w żłobku, to właśnie miało miejsce. Spojrzał na przybysza, z kiepsko maskowanym niepokojem w oczach.
- Ostrokrzewiowy Cierń odmówił pójścia na patrol. - W jego ślepiach dostrzegł coś na kształt współczucia. - Łabędzia Szyja i Wężowy Wrzask też.
Westchnął, pełen coraz gorszych przeczuć. Nie mogli sobie na to pozwolić, nie teraz, gdy w głębi lasu, niedaleko granicy z Klanem Burzy zaobserwowali wilka-samotnika.
- Prowadź.

Wiele był w stanie znieść. Kolejne kłamstwa wymyślane przez Sosnowy Zagajnik i bezmyślnie powtarzane przez inne koty (najbardziej ranił go długi język Białego Puchu, która jeszcze niedawno zasypywała go gradem pytań, towarzysząc mu w podróży do klanu jako Pierzynka), nienawistne spojrzenia, z którymi niektórzy powoli przestawali się kryć. Ale usłyszał słowa Ostrokrzewiowego Ciernia, który z obrzydliwym uśmiechem na pysku i wesołymi iskierkami opowiadał zebranym wokół kotom, jak to widział, jak Pójdźka, jego mała córeczka, wymykała się w nocy od medyczek, na schadzkę, żeby…
Świat przed nim zalała czerwień. W uderzenie serca doskoczył do kremowego, razem z nim znajdując się na ziemi. Kremowego uratowało tylko odruchowe zasłonięcie się łapą. Zacisnął szczękę, ruchem przeznaczonym dla jego karku. Kocur krzyknął zaskoczony. Dopiero to otrzeźwiło stojących obok. Dwa koty rzuciły się na niego, próbując odciągnąć go od pointa. On jednak nie zwracał uwagi na ból. Drapał i kąsał, mając tylko jeden cel. Zabić. Zabić za obrażenie Pójdźki.
- ONA. NIGDY. BY. TEGO. NIE. ZROBIŁA. - W jego ślepiach płonęło szaleństwo.
- Wilcze Serce, uspokój się! - miauknął ktoś obok, próbując rozdzielić jego i walczących. Odepchnął go, tak samo jak blokującego go Grzmiący Potok. Zabić. Tylko to wiedział.
Ktoś uderzył go w głowę. Zamrugał zaskoczony, próbując odgonić latające mu przed oczami punkciki. Ten moment wykorzystał kremowy, by zrzucić go z siebie. Na tym nie poprzestał. Czarnego zasypał grad ciosów. Nie wiadomo skąd pojawiły się kolejne koty, mieszające się w walkę. To już nie była szamotanina zastępcy z wojownikiem, stał w centrum regularnej bitwy. Rozległy się krzyki. Kątem oka zauważył Grzmiącego, który próbował mu pomóc. Na próżno. Otoczyli ich. Walka zamieniła się we wściekły lincz.
- Przestańcie! - rozpoznał głos Szafirowego Potoku. - Przestańcie, proszę!
Rozległo się rozpaczliwe miauknięcie. Nie zwrócił na nie uwagi, kuląc się pod spadającymi na niego pazurami. Czuł tylko ból, wściekłość gdzieś zniknęła, ustępując miejsca zdumieniu, że oto właśnie umrze, u boku Grzmiącego Potoku, zabity przez własnych wojowników. Zanim zemdlał, doszedł do niego jeszcze głos lidera. Wściekłego, jak nigdy wcześniej.

Ocknął się niedługo później. Od uderzenia szumiało mu w głowie. Ze zdumieniem dostrzegł wokół siebie niemal cały klan. Dopiero teraz dotarło do niego, co właśnie zrobił. Poszukał wzrokiem lidera. Wyglądał jak uosobienie furi, krążąc wokół Ostrokrzewiowego Ciernia, Wężowego Wrzasku, Łabędziej Szyi i Białego Puchu. Obok niego stał Grzmiacy Potok, oszczędzając tylną nogę. Kawałek dalej ktoś leżał. Kocur wytężył wzrok i… Reszta jego zmysłów w końcu zaczęła działać.
- ZEJDŹCIE MI Z OCZU! NATYCHMIAST!
Krew. Śmierć. Gniew.
Co on najlepszego narobił.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś najgorszym ojcem na świecie. A pójdę! Właśnie że pójdę!
- To idź! Wszyscy się wynoście, już!
- A-ale…
- NATYCHMIAST! A jak komuś coś nie pasuje, to może się wynosić razem z wami! No?!
Słowa lidera zawisły w powietrzu. Jego ślepia ciskały gromy, a ogon bił wściekle na boki.
Wilczemu Sercu zrobiło się słabo. Chciał coś powiedzieć, cokolwiek, ale nie był w stanie.
Ciszę przerwały słowa Owocowej Pogoni.
- To nie oni powinni zostać ukarani. Wszystko to jego wina - wskazała końcem ogona na Wilcze Serce.
- Bzdura - warknął lider.
Kotka pokręciła głową. Chciała coś powiedzieć, ale point ją ubiegł.
- Możesz pożegnać się ze stosem ze zwierzyną na trzy dni. Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości?
- Ale Iglasta Gwiazdo, to prawda, że… - zaczął niepewnie Nagietkowa Pręga.
- MILCZ! Nie chcę więcej tego słyszeć! Nawet nie potraficie się przyznać! Wojownik miałby chociaż tyle honoru, żeby przyznać się do… do… - głos mu się załamał. Szybko się jednak pozbierał i skinął na medyczkę.
- Zajmij się nim - wskazał Wilcze Serce.
- Nie - odparła.
- Słucham?! - warknął Igła, patrząc jej w oczy.
- Nie. Nie mam zamiaru pomagać zdrajcy.
Ze wszystkich stron rozległy się pomruki aprobaty. “Zdrajca”. “Morderca”.
“Nie powinien być zastępcą.”
- To nie jest żaden zdrajca, tylko zastępca. A ja, jako twój lider, rozkazuję ci…
- W takim razie ty też jesteś zdrajcą - miauknęła.
Później wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Ktoś szturchnął Wilcze Serce, inny nadepnął Iglastej Gwieździe na ogon. Grzmiący Potok szybko zrozumiał, co się dzieje. Spróbował rozdzielić walczących od zastępcy, ale za późno.
Rozpętało się piekło.
Była tylko masa kłów i pazurów, wściekłość i krew. Ścigano go. Nigdy nie biegł tak szybko. Sam nie wiedząc jak, cudem dotarł do kociarni. Tuż za nim do legowiska na sztywnych łapach wpadł Igła, szybko robiąc miejsce dla kulejącego Grzmiacego Potoku.
Ich prześladowcy nie odważyli się przekroczyć progu żłobka. Przynajmniej na razie. Słyszeli gniewne pomruki dochodzące z zewnątrz, z mięśniami napiętymi do granic możliwości. Nie mogli być pewni tego, co wydarzy się za uderzenie serca.
- Wilk?
Spojrzał w granatowe ślepia Cętki zastanawiając się, co się właśnie do cholery stało.


<cdn>

Przebieg wydarzeń:
Ostrokrzewiowy Cierń, Łabędzia Szyja i Wężowy Wrzask odmawiają pójścia na patrol > Wilcze Serce w towarzystwie Grzmiącego Potoku idzie z nimi porozmawiać > Ostrokrzewiowy Cierń obraża Pójdźkę, plotkując o niej z Łabędzią Szyją, Wężowym Wrzaskiem i Białym Puchem > Wilcze Serce rzuca się na Ostrokrzewiowego Ciernia > pozostałe koty próbują ich rozdzielać szczególnie Szafirkowy Potok > dochodzi do bijatyki, Szafirkowy Potok dostaje tak niefortunnie, że umiera, ale nikt tego nie zauważa > pojawia się Iglasta Gwiazda, Wilcze Serce mdleje > wściekły lider wypędza z klanu Ostrokrzewiowego Ciernia, Łabędzią Szyję, Wężowy Wrzask i Biały Puch, zabraniając stawiającej mu się Owowcowej Pogoni trzy dni jeść ze stosu i degradując Nagietkową Pręgę > Wilcze Serce się budzi, Sosnowy Zagajnik odmawia udzielenia mu pomocy > wojownicy protestują, domagając się ukarania zastępcy > dochodzi do przepychanek > wywiązuje się z tego walka, Iglasta Gwiazda, Wilcze Serce i Grzmiący Potok uciekają do żłobka

Klan Wilka dzieli się na dwa obozy:
- Iglasta Gwiazda, Wilcze Serce, Miedziana Iskra, Cętkowany Liść, Grzmiący Potok
- Sosnowy Zagajnik, Strzyżykowa Łapa, Ostrokrzewiowy Cierń, Świetlikowe Skrzydło, Łabędzia Szyja, Wężowy Wrzask, Owocowa Pogoń, Biały Puch
Pozostałe koty pozostają neutralne lub nie wiedzą o konflikcie

26 maja 2020

Od Wilczego Serca cd. Żywicznej Mordki

Dziś wyjątkowo poszedł na polowanie wcześniej. Reszta kotów odpoczywała właśnie, chowając się przed upałem w cieniu albo legowiskach. Wybrał tę porę żeby mieć pewność, że nikt nie będzie mu przeszkadzał.
Po drodze zerwał małego, trochę wyschniętego fiołka. Tylko na tyle mógł sobie pozwolić.
Do świeżego jeszcze grobu trafił bez problemu. W milczeniu położył na nim kwiat i czując, że oczy pieką go coraz bardziej, odszedł w głąb lasu. Miał jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
Doskonale pamiętał, kiedy widzieli się ostatnio. Liliowy stał się dla niego zwiastunem złych wieści. Najgorszych wieści.
Coraz bardziej tęsknił za czasami, gdy wszystko było prostsze.
Pokręcił łbem. Swoją drogą, nie tylko on przeżywał śmierć Sroczki. Miał sobie za złe, że nie zainteresował się bardziej losem Żywicy. Owszem, próbował pocieszać kocura,gdy ten powiedział mu, że to wszystko to prawda, ale… Od tamtej pory nie widzieli się ani razu.
Ani razu. A teraz szukał go tylko dlatego, że czuł się w obowiązku przekazać mu złe wieści.
Poczuł falę obrzydzenia do samego siebie.
Znowu, tak jak wtedy, po prostu pałętał się przy granicy mając nadzieję, że z jakiegoś powodu Żywica akurat pojawi się na brzegu.
W głębi serca miał nadzieję, że jednak nie przyjdzie.
Miał mętlik w głowie. Czuł, że jest jej to winien, ale naprawdę nie wiedział, jak powiedzieć kocurowi, że jego siostra nie żyje.
“Żywica? Cześć. Słuchaj, parę wschodów słońca zabiłem twoją siostrę i chciałem, żebyś wiedział. No, to do zobaczenia”.
Musiał i nie potrafił, modlił się żeby jednak go nie było, a równocześnie chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.
Powinien zostawić Żywicę samego z tą informacją? Podejść do niego? Próbować pocieszyć? Odejść jak najszybciej, żeby nie czuł się skrępowany?
Gdy na horyzoncie mignęła mu liliowa sylwetka, poczuł ulgę skazańca, który właśnie przestał czekać na wyrok. Na drżących łapach zrobił krok do przodu.
- Żywica?


<Żywico? Takie tam złe wieści :’) Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję>

Od Wilczego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

Ta sytuacja tak bardzo przypominała mu moment, gdy rozmawiali tak ostatnio… Zacisnął powieki, starając się nie myśleć o Pójdźce.
- Czyli jakiś samotnik chciał rozmawiać z tobą, bo… - Igła zamilkł, próbując przetrawić usłyszaną właśnie historię. - Bo miał kociaki, których nie chciał i kazał ci je wziąć?
- Powiedział, żebym zrobił z nimi co chcę - doprecyzował zastępca. Lynx westchnął i przyjrzał mu się badawczo.
- Możesz zapytać Grzmiący Potok, potwierdzi - miauknął czarny.
Point pokręcił głową.
- Nie o to chodzi… Nie słyszysz, jak absurdalnie to brzmi? Dlaczego chciał rozmawiać akurat z tobą?
Wilcze Serce wiedział, na co lider czeka. Igła już widział kociaki, widział łyse miejsca między czarnym futerkiem jednego z nich. Westchnął.
- Igła… Nie mam pojęcia. To nie są moje dzieci - spojrzał w niebieskie ślepia. Przynajmniej nie musiał kłamać.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Wiesz, że możesz powiedzieć mi prawdę - miauknął lider.
- Mówię. To nie są moje dzieci - odparł, nie spuszczając wzroku.
Nie mówię ci tylko całej reszty prawdy - pomyślał.
Igła pokręcił łbem, odwracając się do niego tyłem.
- Oczywiście, że mogą tu zostać. W końcu to kociaki.
Wilcze Serce odetchnął. Musiał porozmawiać jeszcze z Cętką, a później… Postawił łapę w kierunku wyjścia.
- Wilcze Serce? - zatrzymał go głos lidera. - Możesz mi wszystko powiedzieć.
- Jasne - miauknął, robiąc kolejny krok.
- Naprawdę zabrałeś jej cis?
Całym wysiłkiem woli kocur zapanował nad swoim ciałem, nie zdradzając żadnych emocji.
- Sosnowemu Zagajnikowi? - burknął. - Zgubiła go pewnie i teraz próbuje zrzucić na kogoś winę. - Spojrzał na Igłę. - Zrobiłem jej kiedyś awanturę i teraz się mści.
Lynx pokiwał łbem, nie mówiąc już nic więcej. W jego oczach widział niedowierzanie.
Wyszedł z legowiska i skierował się do kociarni.


<Igło? :3>

Od Wilczego Serca

Zupełnie zamknął się w sobie. Przestał rozmawiać z klanowiczami, dzielenie języków spędzając w kociarni. Jak resztę czasu zresztą. Sypiał przed żłobkiem, patrole wyznaczał o świcie, gdy reszta jeszcze spała, przekazując dyspozycje któremuś z dopiero co obudzonych wojowników. Czas spędzał z dziećmi, zwykle pozwalając Cętce rozprostować łapy, czego bardzo przez ostatni czas jej brakowało. Polował po zmroku, gdy reszta powoli kierowała się już w stronę legowiska.
Tylko nocą mógł pozwolić sobie na ból. W końcu nic się nie stało, prawda?
W to musiał wierzyć klan.
Minęły trzy wschody słońca. Trzy wschody słońca udawania normalnego życia, ignorowania coraz śmielszych szeptów za jego plecami. Trzy wschody odkąd zabił swoją córkę.
Budził się w nocy, słysząc jej cichy głos. A później mówił sobie, że to niemożliwe. Niemożliwe, bo nie żyła, bo sam podał jej truciznę, sam widział życie gasnące w jej brązowych ślepiach.
Tak bardzo podobnych do jego.
A później jego wzrok twardniał, a on przekonywał sam siebie, że tak musiało być. Że to było najlepsze wyjście. Jedyne.
Bycie odpowiedzialnym za rodzinę oznacza podejmowanie decyzji. I branie wszystkich ich konsekwencji na siebie.
A kolejnej nocy znów słyszał jej szept.

- Wilcze Serce?
Grzmiący Potok stał w wejściu do kociarni. Z jego pyska jak zwykle nie dało się wyczytać żadnych emocji.
- Zaraz do was wrócę - powiedział do dzieci, starając się ukryć niepokój. Z czarnym łączyła ich nić porozumienia i wzajemny szacunek, więc skoro to on do niego przyszedł… Potrząsnął łbem, starając się odrzucić wszystkie myśli.
- Co się stało? - miauknął, gdy już znaleźli się poza żłobkiem.
Niebieskie ślepia patrzyły na niego chłodno, ale bez wrogości. Miła odmiana.
- Podczas patrolu natknęliśmy się na samotnika. Powiedział, że chce koniecznie rozmawiać z Wilczym Sercem.
Serce w nim zamarło.
- Prowadź - miauknął, starając się brzmieć pewnie.

Wędrówka na skraj ziemi niczyjej chwilę im zajęła. Przez cały czas milczeli.
Nagle kocur się zatrzymał.
- Stoi tam. - Wskazał czarną sylwetkę siedzącą obok kamienia. - Zaczekam.
Wilcze Serce skinął mu głową, starając się w tym geście przekazać całą wdzięczność. Spięte mięśnie odmawiały współpracy, gdy na sztywnych łapach szedł w stronę głazu.
- Wilcze Serce - stwierdził nieznajomy na jego widok aksamitnym głosem i uśmiechnął się w sposób, który przywodził na myśl myśliwego patrzącego na swoją zwierzynę. Jedno, krwiście pomarańczowe oko patrzyło na niego złowrogo. Drugie, przecięte blizną, było ślepe. - Pozdrowienia od Dzierzby. - Czarny nie odwracał wzroku, patrząc mu prosto w oczy. - Zrób z nimi co chcesz.
Niespodziewanie odwrócił się i zniknął za kamieniem.
Wilcze Serce nawet nie zareagował. Stał wrośnięty w ziemię, nie potrafiąc zrobić kroku.
Nagle dostrzegł ruch. Z jednego z krzewów otaczających kamień, wyłonił się jasny łebek. Za nim pojawił się jeszcze jeden, ciemniejszy, i kolejny. Kocurki miauknęły, dopiero co obudzone.
- Grzmiący Potok? - krzyknął w stronę kocura. - Pomóż mi proszę.

- Jeśli myślisz, że spędzę kolejne księżyce w żłobku, bo znalazłeś jakieś przybłędy… - w oczach Cętki lśnił wojowniczy ogień. - Daj je Łasicy, jej dzieci są młodsze!
- Cętko… - miauknął błagalnie. Nie rozumiał jej wściekłości. Ostatnio to on zajmował się dziećmi, a ona coraz częściej spędzała dni jak wojownik, do żłobka wracając tylko na noc.
Tak bardzo zależało mu, żeby się zgodziła…
- Nie! Jak chcesz, sam zostań królową i się nimi zajmij!
Biła ogonem na boki, już nawet nie próbując opanować postawionego futra. Wiedział, że jej nie przekona.
Nie wiedział, co zrobić. Nie mógł powiedzieć jej prawdy, nie mógł też oddać dzieci komukolwiek innemu… Swoich wnuków.
Został dziadkiem.
Zrezygnowany położył się na mchu.
- Zawołaj ich tu - miauknął cicho.
Kocica spojrzała na niego zaskoczona. Milczała, wpatrując się w gotowego zostać królową zastępcę. Milczeli. W końcu bura westchnęła.
- Dobrze. Ale tylko dopóki nasze dzieci nie zostaną uczniami.
Kocur skinął łbem. Nie powiedział ani słowa, ale w jego oczach widać było wszystko.


<No, witamy oficjalnie w kw! Kolec, Wawrzyn, Szczurek? c:>

Od Wilczego Serca cd. Potrójnej Łapy

*przed śmiercią Pójdźki*

Był w stanie dużo znieść, żeby tylko nie pójść na zgromadzenie. Oglądanie go ze wszystkich stron przez medyczki (z których jedna uśmiechała się przy tym z mściwą satysfakcją), traktowanie jak fascynujący obiekt, którego nie trzeba pytać o zdanie. Ale gdy okazało się, że to wszystko na marne i każą mu iść na zgromadzenie tak czy siak, a na dodatek każą mu siedzieć w legowisku medyczek (z którym nie miał najlepszych wspomnień)... Pałę goryczy przegiął Potrójna Łapa, rzucając mu na odchodne:
- Nim jednak tu wrócisz to umyj się w rzece, bo śmierdzisz.
Medyczka zachichotała pod nosem i wtedy kocur nie wytrzymał. Uśmiechnął się do nich sarkastycznie i wyszedł z legowiska.
O nie, nie miał zamiaru tam wracać. I niech no tylko wymyśli, jak się zrewanżować temu cholernemu szczeniakowi.
- Ta, jasne - mruknął słodkim tonem i wyszedł z legowiska. Do zgromadzenia została jeszcze chwila, więc poszedł prosto do dzieci. I tak zmarnował już mnóstwo czasu.
Chory, jasne. Zatopił się w myślach. Był pewien, że jego Państwo mówili coś o tym, że właśnie dzięki wyglądowi jest taki niezwykły. Pewnie miał go po…
Rodzicach. Westchnął. Nawet nie pamiętał, jak wyglądali.
Przyspieszył kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się w żłobku.

Przy pierwszej nadarzającej się okazji, po prostu zszedł z kamienia, na którym siedzieli liderzy i czmychnął z powrotem do obozu. Dzisiejsza noc była wyjątkowo piękna, wprost idealna, żeby patrzeć w Gwiazdy. Już widział te roziskrzone spojrzenia Wróbelka i Skowronek, gdy pokaże im, jak odnaleźć właściwy kierunek dzięki Polaris.
Nie pozwoli, żeby coś zniszczyło mu plany.


<Trójko? Zrobisz time skip czy kończymy?>