Ważkowa Łapa nie spędzała zbyt dużo czasu z rodziną. Nie czuła takiej potrzeby. Zwłaszcza, że jej matka była popychadłem w tym Klanie. Zwłaszcza, że i ona i jej rodzeństwo byli traktowani z pogardą z powodu swojego pochodzenia. A przecież prawda jest taka, że byli kociętami Gwiezdnych! Gdzie tu jakakolwiek sprawiedliwość? Gdzie zasłużony szacunek, który powinny im okazywać wszystkie koty w Klanie Wilka? Ta cała sytuacja była niedorzeczna i wprawiała biedną, młodą Ważkę w napady nerwicy. Jednak pomimo tego wszystkiego, Ważka nie dawała się zaślepić problemami. Nieważne, jak zdenerwowana, jak zestresowana była, skupiała się na treningach i nie pozwalała, by cokolwiek ją rozproszyło. Rodzina czasami była rozpraszająca, więc mała uczennica nie poświęcała jej dużo czasu, tak wracając do tematu. Ale mimo to… mimo to czasami po prostu wypadało się zainteresować rodzeństwem.
Polizała swoje liliowe futerko jeszcze kilka razy, a potem wstała wyginając grzbiet, przeciągając się. Kilka stawów w łapach jej strzeliło, takie miała wrażenie. Nieprzejęta niczym, w każdym razie tak zewnętrznie, Ważkowa Łapa skierowała się do miejsca w którym tymczasowo mieli sypiać uczniowie. Słońce chyliło się ku zachodowi, także stwierdziła mądrze, że może jej siostra, Różana Łapa, już tam będzie, uszykowana do snu i w ogóle.
Widząc znajome, czekoladowe futerko ułożone już w legowisku, Ważkowa Łapa podeszła i delikatnie trąciła siostrę przednią łapą.
- Oh… najmocniej przepraszam, siostro. – zrobiła teatralnie zatroskaną minę, zaraz siadając obok drugiej uczennicy, przyglądając się jej teraz już otwartym oczom. – Skoro nie śpisz, to co powiesz na krótką rozmowę? Co tam u ciebie, jak trening, tego typu sprawy… Wiesz, jak bardzo się stęskniłam. – wymruczała z lekkim uśmiechem na pyszczku. I to co mówiła wcale nie było sarkastyczne!
<Różana Łapo?>
[przyznano 5%]