BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesionowy Wicher x Malinowy Pląs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesionowy Wicher x Malinowy Pląs. Pokaż wszystkie posty

12 sierpnia 2021

Od Malinowego Pląsu cd. Jesionowej Gwiazdy (Jesionowego Upadku)

time skip do teraz

Znalazła go na terenach Klanu Nocy, nagle bez zapowiedzi. Idąc z Kruczym Futrem i Jesiotrową Łuską na patrol, zauważyła majaczące na horyzoncie czekoladowo-brązowe futro, czując przy okazji obcy zapach. Pierwsze, co nawiedziło jej myśli, to nienawiść skierowana ku Klanowi Klifu. Jednak od przybysza nie unosiła się woń typowa dla tego dzikiego, klifiarskiego stada.
We trójkę otoczyli go, a on rozpłakał się. Szczerze, z prawdziwym wzruszeniem. 
Malinowy Pląs nieufnie przyglądała się obcemu, każdej tygrysiej prędze, fragmentowi bieli, dochodząc powoli ku bliźnie na jednym z żółtych oczu. Obcy wyglądał na kocura po przejściach, ale mógł być szpiegiem od któregoś z klanów. Wolała zachować wobec niego nieufność, tym bardziej po ostatnich wydarzeniach w klanie.
Kocur szukał dla siebie stada, co zdziwiło szylkretkę. Samotnik od tak pragnie dołączenia do klanu? Jak to możliwe?! Przecież nie bez powodu dzikusy trzymają się z dala od wszelkich obozów, by nie niepokoić patrolujących okolicę wojowników. Skrzywiła się na te słowa, lecz Jesiotr i Kruk wyciągnęli ku obcemu pomocną łapę i obiecali zaprowadzenie do lidera,
Wracając do domu, kotka szła z tyłu, trzy królicze skoki od trójki towarzyszy. Nie zamierzała przyznawać się do wzięcia pod własne pazury tego czekoladowego. Po co? I tak gnojek dołączy, a Malinowy Pląs będzie ignorowała jego istnienie. Po co się aż tak przejmowała?
Niepokoiła się szybszym biciem serca i podejrzaną myślą, która pojawiła się, gdy zobaczyła sylwetkę samotnika na horyzoncie.
Już niedługo, już niedługo, nie zostaniesz sama ze sobą.
***
- Posłuchaj, nie zamierzam cię niańczyć. Nie jestem twoją matką, nie zwracaj się do mnie zdrobnieniami. Przede wszystkim mnie nie dotykaj - mówiła do samotnika, właściwie nowego Nocniaka, Wrzoścowego Cienia.
Wylądowali oboje u medyka. Czekoladowy na kontrolę stanu zdrowia, by wykluczyć ryzyko wybuchu epidemii. Szylkretkę bolały stawy i wolała nie ignorować zdrowia, jak poprzednim razem.
Borsucza Gwiazda przepytał nowo przybyłego bardzo dokładnie o przeszłość i umiejętności. Obcy okazał się całkiem obeznany nie tylko w ruchach walki czy polowaniu, ale również i znał się na ziółkach. Świetnie, wytrenowany agent trafił do Klanu Nocy...
Nazywał się Wrzosiec, za nakazem lidera stoczył pokazową walkę z Malinowym Pląsem, na oczach reszty. Kotka czuła się wówczas jak zwierzyna na cyrkowej arenie: skorumpowana i zniesmaczona. Została wybrana specjalnie, czuła to wewnętrznie. Ile by dała, żeby dorwać się pazurami do ciała Borsuka i rozszarpać go, by przerwać te rządy, to wszystko, co zrobił.
Ona wygrała, chociaż czekoladowy okazał się naprawdę zwinny, myślał strategicznie.
I to właśnie Malinowy Pląs dostała za zadanie zajęcie się wojownikiem, czyli wprowadzenie go w życie klanu, pokazanie terenów... taki dziwny trening w ogromnym skrócie.
- Nie jesteś odrobinę za surowa, mała? - zapytał się Wrzosiec, właściwie Wrzoścowy Cień.
- Że co?! Za surowa?! Surowy to będziesz ty, gdy wrzucę cię do wody! - oburzyła się. Ledwo ją znał, a już od tak oceniał?! Jak w ogóle mógł?
Westchnęła ciężko, zapowiadały się bardzo ciężkie księżyce.
***
Była na patrolu, wraz z bratem i Wrzoścem. Rozdzielili się, by każde z nich skontrolowało jeden fragment terenu.
Malinowy Pląs cieszyła się z samotności. Nie musiała wysłuchiwać droczenia się tego czekoladowego gnojka, który ciągle droczył się z nią. Jakby nie mógł uwziąć się na lidera, ten od razu wykopałby go z klanu i świat stałby się piękniejszy. Dawno nie reagowała tak ofensywnie wobec kogoś z klanu. Zdołała się przyzwyczaić do większości wkurzających pysków, ale to bicolora przekonać się nie mogła.
Nagle zauważyła jego, swojego ojca.
Nie potrafiła w to uwierzyć. Ujrzała Jesiona. Zamarła, nie słysząc żadnego dźwięku z otoczenia.
W oczach pojawiły jej się łzy. Wzruszyła się, pragnęła pobiec ku rodzicielowi i rzucić się na niego jak za dawnych, kocięcych lat, ale... podejrzana, sztywna atmosfera to uniemożliwiła.
On wydawał się cierpieć, czuła to, czuła to zbyt dobrze.
- Tatusiu? - zdołała wydukać. - Ja... ja cię tak cholernie kocham, że aż bym się na ciebie rzuciła.

<tatusiu? Spotkanko po księżycach>

Wyleczona: Malinowy Pląs

16 stycznia 2021

Od Malinki (Malinowego Pląsu) cd. Jesionowego Wichru

 time skip do teraz

- Dobrze, Malinowa Łapo! Idzie ci co-coraz lepiej - miauknął Królicze Serce do Malinowej Łapy podczas treningu.
Szylkretka polowała i zdołała wyłowić całkiem pokaźną rybę! Zaczęła się wiosna, więc poprawiająca się pogoda wpłynęła również na progres w nauce kotki. Miała wrażenie, że lepiej rozumiała nauki swojego mentora. Sam niebieski również wydawał się zadowolony z powodu osiągnięć kotki.
Szkoda, że dopiero blisko dwudziestego księżyca. Podciągnęła się widocznie przez możliwe wygnanie, a nie widziało jej się żyć jako samotniczka.
W końcu ten dzień nadszedł.
Królicze Serce oznajmił dzień mianowania kotki.
Zostanie wojowniczką. Nareszcie. W końcu. Pozostanie w klanie i legalnie będzie mogła skopać dupę Klanowi Klifu.
Klan Nocy zebrał się w jedną, sporą grupę. Szylkretka siedziała blisko niebieskiego mentora.
- Cóż... Trochę się ze mną pomęczyłeś, ale widzisz? Warto było - miauknęła radośnie Malinowa Łapo.
- Za-zgadzam się - zająknął się Królicze Serce, uśmiechając się nieśmiale.
Szylkretka dała kuksańca kocurowi. Nie potrafiła się powstrzymać. Nawet w tak poważnej  chwili dala się ponieść swojej kocięcej partii mózgu.
Przyszedł Aroniowa Gwiazda. Malinowa Łapa nadal go nie lubiła, ale w tym momencie postanowiła poudawać, jak bardzo szanuje bicolora. Stanęła w określonym miejscu i spojrzała na otaczający lidera i ją tłum. Dojrzała Drobną Łapę blisko Mglistego Snu. Uśmiechał się promiennie, a medyczka zachowywała kamienną twarz. Gdzieś tam niedaleko czaił się Lizaczek.
- Ja, Aroniowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy , wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam ją jako kolejną wojowniczkę. Malinowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? - Przywódca zaszczycił swoim spojrzeniem szylkretkę. 
Wchodziła w kolejny etao życiowy. 
- Przysięgam - odpowiedziała od razu, z całych sił starając się nie krzyknąć z radości. 
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika, Maliniwa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Malinowy Pląs . Klan Gwiazdy ceni twoją energię i pomysłowość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy - zakończył ceremonię Aroniowa Gwiazda. 
- Malinowy Pląs! Malinowy Pląs! - krzyczał tłum kotów. 
Szylkretka od razu udała się na nocne czuwanie. Bez żadnych czułości. Wolała pogadać z mentorem oraz rodziną później. Wolała odbębnić najgorszą część roboty. 
Miała znajdować się w jednym miejscu i nie wydawać żadnych dźwięków. Kompletnie. Żadnych. Pamiętała, jak tata mówił jej, że ma po prostu biegać w miejscu, gdy poczuje taką potrzebę. Tylko Jesionowemu Wichrowi więcej rzeczy się udawało niż jej. Wiedziała o tym. Nawet kotce się wydawało, że Drobna Łapa wolał ojca znacznie bardziej od siostry. 
Prychnęła. Nie zamierzała roztrząsać tego dłużej. Tak myślą przegrywy, nie dumni koci wojownicy. 
Malinowy Pląs usiadła i czuwała. Raz po raz uderzając ogonem o ziemię. Cieszyła się z braku śniegu, bo nic nie ochładzało jej od strony brzucha. Noc była spokojna i nie musiała z nikim walczyć czy wzniecać alarmu. 
Wróciła nad ranem do obozu. Pierwszą osobą, która jej się ukazała, to Jesionowy Wicher. Nie widziała za nic w świecie, dlaczego czekoladowy stał na łapach tak wcześnie. Podeszła do niego i otarła się o jego futro. 
- Kocham cię, tatusiu - miauknęła po raz pierwszy od kilku godzin. W końcu. Odezwała się. Czuła ulgę i wielkie zmęczenie, lecz od tak nie mogła iść spać.  - Jestem już dorosła! Widzisz? Mogę mieć ucznia! Jak już zaczniesz rządzić, toooooo... Nie dawaj mi nikogo nudnego. Chcę tylko silnych uczniów! 

<tato?>

26 września 2020

Od Malinki cd. Jesionowego Wichru

- Kochanie... Nie gryź mocno. Pamiętaj, że nadal jestem twoim tatą, a nie prawdziwym niedźwiedziem - miauknął Jesionowy Wicher podczas wspólnej zabawy. Jednak zamiast czekoladowego wojownika Malinka widziała ogromnego, dużego drapieżnika, którego musiała za wszelką cenę pokonać.
- Nie zwiedziesz mnie! Nie zjesz nasz, niedźwiedziu! - mówiła radośnie, nadal gryząc różne partie ciała kocura. Szylkretka widziała w tym zabawę, nie żadną wrogość czy nienawiść.
- Au! Kaczorku, Malinko, nie gryźcie mnie tak mocno - powiedział głośno czekoladowy, lekko zdejmując ze swojego ciała dwójkę karzelków.
Rudzielec i czakoladowa od razu spojrzeli ultra wielkimi oczami słodkich kociaków udając zapomnienie o natrętnym gryzieniu wojownika. Jesionowy Wicher uśmiechnął się serdecznie.
- Moje kochane maluchy - szepnął, jednak Malinka zdołała to usłyszeć.
Kotce znudziła się zabawa w groźnego niedźwiedzia. Chodziła po całym żłobku, szukając okazji do nowej przygody. Mama nadal rozmawiała o rybach z Jesiotrem. Szylkretka wpadła na pewien pomysł, skoro oni tyle miauczeli o tych stworzeniach, to przyszła pora, aby spróbować jedno z nich!
Znalazła jeden z tuneli, wykopanych w głębokim śniegu. Weszła do niego, tuptając szybko w kierunku wyjścia z legowiska dla kociąt i królowych. Odbyło się bez dziwnego uczucia ciężkości i duszności, które odczuwała w małych przestrzeniach. Kotce nie podobała się ta słabość, nikomu o niej nie miauknęła. Przypuszczała, że reszta rodziny uważała pojedyńcze ataki paniki u kotki za zwykłe wyolbrzymianie.
Dotarła do stosu z jedzeniem. Oglądała każdą porcję z osobna. Nie rozumiała zachwytu Brzoskwiniowej Bryzy i brata nad tymi łuskowatymi cosiami. Ich oczy patrzyły bez krzty życia, same pachniały w dosyć specyficzny sposób, a skóra wyglądała jak zgniłe futro.
Kotka wyciągnęła delikatnie jedną z ryb ze stosu, po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nikt nie znajduje się w pobliżu. Od razu wygryzła się w ciało martwego zwierzęcia, czując ochydny posmak. Cóż, dieta małej nadal opierała się na mleku, ale nie spodziewała się takiego paskudnego smaku. Oderwała kawałek, wraz ze skórą, i zaczęła przeżuwać. Od razu się skrzywiła. Wypluła mięso na bok.
- Fuuuuuu, ble - miauknęła, kaszląc kilka razy. Kilka razy oblizała językiem własne futerko, aby pozbyć się posmaku. - To przez skórę...
Spojrzała z obrzydzeniem na rybę. Na pewno pochwali się Kaczorkowi wyprawą poza żłobek. Tylko co miauknie o mięsie? Że okropne? Złe? Nic nie napomknie? Nie, zmierzy się z tym smakiem po raz kolejny! Nie może wyjść na miękką faję przed rudzielcem.
Jeszcze raz wzięła do ust kawałek ryby, tym razem bez skóry. Posmak okazał się nie tak paskudny, jak za pierwszym razem, ale nadal kotka wolała wypluć stały pokarm. Policzki szylkretki napęczniały. Zmusiła się do połknięcia porcji, oddychając potem z ulgą. Udało jej się! Dokonała niemożliwego.
- Kochanie! Nie powinnaś jeść ryb w takim wieku! - miauknął Jesionowy Wicher, biegnący do córki.
- A właśnie, że mogę! - odpowiedziała buńczucznie Malinka, biorąc kolejny do ust. Uśmiechnęła się na siłę z mięsem w jamie ustnej. Gryzła je i z uczuciem obrzydzenie połknęła ponownie.

<Tato?>

21 września 2020

Od Malinki cd. Jesionowego Wichru

pod koniec opka pojawia się kilka przekleństw, tak tylko ostrzegam

Dziura powiększała się, a zapach ojca docierał do jej małego noska coraz bardziej. Poczuła zęby taty na swoim karku, chociaż nadal machała łapkami jak szalona, chcąc odgonić od siebie zbliżającą się ciemność. Została położona na ziemi. Wzięła kilka szybkich oddechów, powoli otwierając oczy. Przymknęła brązowe ślepia, jednak chwilę potem widziała przed swoim pyszczkiem Jesionowy Wicher
- Boli cię coś? - zapytał kocur.
Szylkretka wstała na cztery łapki. Skoro tata się pytał, a nikt nie patrzył, to udzieli jak najbardziej prawidłowej odpowiedzi. Machnęła kilka razy ogonem, podskoczyła wysoko w górę i położyła się na plecy, obracając się raz w prawo, raz w lewo, pokazując białe futro na brzuchu.
- Kochanie, nie ruszaj się tak! Zakręci ci się w głowie! - miauknął czekoladowy z paniką w oczach.
- Tato, robiłam z Kaczorkiem znacznie lepsze rzeczy niż to! Umiem robić fikołki? Pokazać ci? Pokazać, pokazać, pokazać? - zapytała się. Mała torpeda dreptała łapkami w miejscu, a następnie zaczęła okrążać rodzica. Zapomniała o tym, co przed chwilą przeżyła. Strach w żaden sposób nie ostudził jej zapału, a wręcz pezeciwnie, podsycił go. - Nieważne! Pokażę ci!
Czekoladowa pochyliła się i poturlała w przód, od razu siadając. Zaśmiała się, widząc przed sobą wirujące kolorki. Rozglądała się, chcąc zapamiętać to wszystko, aby opowiedzieć o tym Kaczorokowi. Czuła się prawie tak samo, jak podczas jedzenia ziół w noc zgromadzenia.
- Córeczko, nigdy więcej tak nie rób! - miauknął oburzony Jesionowy Wicher. - Inaczej będzie kara!
- Nieeeeeeee! Nieeee! Nie chcę kary. Kary są nudne. Wiesz, kto jest jeszcze nudny? Truskawek. Ugryzłam mu ogon, a on tylko mnie wygonił - opowiedziała okropną sytuację. Może tatuś zdoła ukarać tego dupka za to, co on zrobił?
Zamiast obietnicy ukarania złego łamagi, czekoladowy westchnął, poruszając kilka razy ogonem.
- Córciu, kochanie, nie gryzie się ogonów innych kotów, bo im odpadną - wytłumaczył cierpliwie.
- O retyyyyy, nie przesadzaj. Nie wiesz na pewno, że niektóre ogony cuchną jak łajno, a inne jak mama po myciu. Uwierz! Znam się na smakach i zapachach ogonów. Tatusiu, miałeś mnie nauczyć dusić rybą. Chcę to zrobić z Truskawkiem. Albo z Jesiotrem! - mówiła Malinka, gotowa do nauki.
- Nie, wracamy do żłobka. Mama będzie zła, że jesteśmy poza nim - powiedział czekoladowy. - Pójdź o własnych łapkach, albo wezmę cię za kark.
Ojej, tata robił się groźny. Malinka wiedziała jednak, co ma zrobić. Usiadła centralnie przed niebieskimi oczami wojownika i użyła swojej tajnej broni, która zawsze działała: oczy słodkiej kici-córci. Tatuś i mamusia prawie zawsze im ulegali.
- Nie bierz mnie za kar. Jestem grzeczna. I zdrowa. I kochana... I mięciutka... I malusiamalusiamalusiamalusia... - miauczała smutno, aby wzbudzić w wojowniku litość.
- Kochanie, nie rób tego... - odpowiedział Jesionowy Wicher.
- Ehhhh... Nie to nie - miauknęła szylkretka, rezygnując z dalszego używania słodkich oczu. Za bardzo nie chciała dzisiaj nadużywać tej broni - Aaaa, tatoooo... A co oznacza słowo kurwa? A dupa? Niektórzy bardzo często to powtarzają. Mają naprawdę fajowe brzmienie! Kurwa, kurwa, kurwa. Wiesz, że miauczą je wtedy, gdy się pojawiam? Mówią: "Kurwa, znowu ona" - miauczała zafascynowana nowymi słowami kotka, kompletnie nie znając ich znaczenia.

<Tato?>

15 września 2020

Od Malinki

Była sama. Sama ze sobą. W pustym żłobku, ze śpiącym po wyczerpującym patrolu Jesionowym Wichrem. Kaczorek sobie poszedł z mamą i Jesiotrem do medyka, bo braciszkowie oddawali zbyt luźną dwujeczkę, a jedyna kobieta w miocie już nie. Malince się nudziło. Tata nie chciał się bawić i dał córce kulkę mchu. Mała trącała ją łapą, wolniej, wolniej, przyspieszając. Położyła się na plecy i odbijała kociąt wersję piłeczki do momentu, gdy tylną nogą posłała zabawkę na głowę czekoladowego wojownika. Jesionowy Wicher obudził się nagle.
- Kochanie miauknął, spoglądając surowo na córkę. - Proszę cię, nie rozrabiaj. Jestem strasznie zmęczony - dokończył, zwinął się w kłębek i powrócił w krainę znów.
Szylkretka prychnęła. Dlaczego dorośli nie znają się na dobrej zabawie? Ciągle tylko jedzą, śpią, chodzą na polowania, ponownie śpią i tak w kółko.
Kotka zaczęła okrążać żłobek. Przepełniała ją energia, a nie miała okazji w żaden sposób jej wykorzystać. Spojrzała na wyjście z domu kociąt i ich matek. Co by zrobiła z Kaczorkiem? Wczuła się w rolę, wyobrażając sobie stojącego obok rudego.
- Wyścig, wyścig, wyścig - powtórzyła pod nosem jak mantrę, machając ogonem ze zniecierpliwieniem. - Niech nie wie nikt. Nie zdradzaj nic, tato. Teraz bez uczuć, nie myśl, nie myśl - powtarzała pod nosem jak katarynka, przygotowując się do biegu. - nie Bez słów ten klan już wie.. Trzy... Dwa... Jeden... MAM TĘ MOOOOOC! - krzyknęła, wybiegając ze żłobka.
Rozpędzona kuleczka na małych nóżkach biegała po całym obozie, powtarzając raz po raz: "MAM TĘ MOOOC, MAM TĘ MOOOC!". Niech wszyscy widzą, jaka potrafi być szybka bez Kaczorka. Sama ze sobą. Z dala od cuchnącego Jesiotra, zmęczonego taty i przerywającej zabawy mamy.
Wskakiwała na pnie drzewa, rosnącego tuż przy klanie.
- Wszystkim wbrew na ten bieg mnie stać! Co tam taty gniew - zaśmiała się, ciesząc się coraz bardziej z szaleństw. - Od dawna coś...
- Nie coś! Córeczko, wracaj! - usłyszała głos Jesionowego Wichru, który niebezpiecznie szybko zbliżał się do Malinki. - Będzie kara!
- Ja cię słyszę, ale milcz - odpowiedziała pod nosem. Tata chciał przerwać jej zabawę i uziemić w żłobku na zbity pysk! Z karą! Bez żadnych zabaw. Nie mogła do tego dopuścić, w żaden sposób. - To nie jest głos, tylko w uszach jakby gwizd - odparła i zeskoczyła z korzeni, biegnąc w swoim kierunku i czując na karku oddech taty.
Gonitwę przerwało nagłe wpadnięcie szylkretki w dziurę. Straciła grunt pod nogami i wpadła, turlając się po grząskiej ziemi. Od razu wstała, czując szybsze bicie serca.
Rozejrzała się. Dziura wydawała się strasznie mała. Ciemność otaczała ją zewsząd, drobne promienie światła docierały do niej, z otworu na górze.
- Córeczko, jesteś tam? - usłyszała głos czekoladowego, z oddali.
Jej umysł przykuło co innego. Poczuła nagle uderzenie gorąca, a serce nie chciało zwolnić swojego bicia. Ciemność przybliżała się, formując szpony. Czyiś wzrok, złowrogi i błyszczący, zbliżał się do niej. Kotka pisnęła, kuląc się i zasłaniając oczy łapkami. Na klatkę piersiową spadł dziwny ciężar, powoli obejmując również brzuch i czubek ogona. Coś chciało ją dopaść, zabić i odebrać rodzinie.
- Nie, nie, NIE! - krzyczała, machając na oślep łapami z wysuniętymi pazurami. - Nie dosięgniesz mnie! Nigdy! Nigdy, słyszysz?! NIGDY! - krzyczała spanikowana. Nigdy się tak nie bała. Drżała, upadając raz po raz ze zmęczenia. Nie próbowała nawet otworzyć oczu, nie chcąc zostać złapana przez potwora.
Upadła. Nie mogła oddychać. Potwór ją dusił.
- Malinko! - usłyszała ponownie głos taty.
Otworzyła oczy. Ściany nory zbliżały się, jakby za chwilę miały pogrzebać żywcem kotkę.
- Tato! Pomóż mi! Dziura chce mnie zabić! - miauknęła, błagając o pomoc. Kotom z klaustrofobią nigdy nie jest łatwo wytrwać w dziurze dłużej niż pięć minut.

<Jesionku?>