BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2023

Od Rozżarzonego Płomienia CD. Tygrysiej Gwiazdy

Prychnął słysząc jej słowa. Znalazła się młódka. Może i był od niej starszy, ale tylko niewiele. Kocica też mogła pochwalić się sporym stażem, a to właśnie mu wypominała wiek. Nie za bardzo rozumiał dlaczego podjęła tą rozmowę. Przecież nie powinno się ze starszyzną rozmawiać na takie tematy. W końcu... To nie przystoi. On mimo swojego wieku dobrze się trzymał. Czuł się młody, chociaż mniej żwawy niż wiele księżyców wcześniej. Stawy zaczęły go pobolewać i całe dnie wolał leżeć do góry brzuchem i nic nie robić. Czasami tęsknił za polowaniami, pogonią za królikiem, ale nawet mały spacer po obozie sprawiał, że tracił swoje siły. Przesiadywał przez to w norze wraz z resztą kotów czekających na śmierć. Bo jak miał nazwać te wybryki natury, z którymi przyszło mu żyć? Wilcza Zamieć już wyglądała jak trup i dziwił się, że jeszcze dychała. Gorzej sprawa się miała z Szczypiorkową Łodygą, która na starość zapragnęła od niego jakiejś uwagi. Czasami nie miał wyboru i z nią rozmawiał, bo znał ją i wiedział, że jak ta się doczepi to nie odpuści, a tematy mimo wszystko poruszała ciekawe. Chociaż nie mógł narzekać na towarzystwo siostry i kuzyna, z nimi dało się pogadać, gorzej z nierudymi ścierwami, których widok go obrzydzał. 
— Zobaczymy. Poboli jak ci zaraz stawy pójdą — rzucił z przekąsem. — Będzie zabawnie oglądać jak się czołgasz. 
— Znalazł się ten, który nie narzeka cały czas na swoje łapy i nie wychodzi z obozu nawet na długość ogona — skomentowała to ruda. 
Uśmiechnął się pod nosem. Lubił to jej droczenie. Przypominały mu się odległe czasy, gdy dopiero co się poznawali, a ta próbowała zmienić go na lepsze. Cóż... Z miernym skutkiem jak widać, ale i tak nieco poprawił swoje zachowanie dzięki jej naukom. 
— Ah, tak? Zobaczysz. Jeszcze cię przeżyje — miauknął z pewnością w głosie. Chociaż pragnął odejść już do babci, spotkać ją ponownie i móc wtulić się w jej wspaniałe i miękkie futerko, tak śmierć nie nadchodziła. Ale wierzył, że w końcu go dopadnie. To była kwestia czasu. Nie bał się jej jednak, ponieważ wiedział co go czeka. I ta świadomość go uspokajała. Trafi w końcu tam gdzie Piaskowa Gwiazda i będą razem po wieczność. 
— Zobaczymy staruszku. — Trąciła go barkiem na co się zachwiał. Na szczęście nie poleciał pyskiem w śnieg. Widać było, że Tygrysia Gwiazda miała lepszy humor niż przez ostatnie księżyce. Możliwe, że resocjalizacja Jeleniego Puchu działała i kocur nareszcie zdawał się odzyskiwać zdrowy rozsądek. Nie był w sumie przy nim i nie wiedział jak było z nim źle. Słyszał tylko od syna jak ta cała przemiana postępowała. 
— Co sądzisz o Ziębie i jej młodych? — zagadnęła zaraz przyjaciółka. 
Od razu jego uszy się nastawiły, a uśmiech zalśnił na jego pysku. 
— Nie popieram tego co zrobił mój syn, jeżeli o to się rozchodzi, ale nie żałuje, że podarował mi wnuki. Są cudowne. Dzięki nim mam chęć, by jeszcze trochę pożyć na tym świecie. — Widząc jej wzrok od razu dodał. — Nie indoktrynuje ich, słowo. — Dotknął swojej piersi. — To są niewinne maluchy, nie wyrosną na rasistów. Ich matka wydaje się porządna i nie ma żadnych uprzedzeń. Już z nią rozmawiałem... — nieco nakłamał w tej kwestii, ale liderka nie musiała o tym wiedzieć. Liczyło się to, że ród Piaskowej Gwiazdy miał się dobrze i przetrwa kolejne księżyce. Wierzył w to, że babcia była dumna. Zasługiwała na to, aby jej krew płynęła dalej w rudzielcach. 
— Skoro tak mówisz — westchnęła ciężko, jakby i tak miała własną opinię na ten temat. Nie podzieliła się jednak z nim swoimi przemyśleniami, schodząc na tematy mniej wymagające. 

***

Jego słowa się sprawdziły. Tygrysia Gwiazda zmarła ze starości, co go zaskoczyło. Sam był stary, nawet starszy od niej i jeszcze śmierć go nie dopadła. Może kocica chorowała? Nie zauważył u niej objawów, prócz siwiejącego pyska, wskazującego na jej wiek. Sam także taki posiadał, co było skazą na jego pięknie, bowiem pragnął być wiecznie rudy. Nie umiał jednak powstrzymać starzenia, tak jak i Tygrys nie była w stanie przeżyć kolejnych księżyców. 
Była jego przyjaciółką. Najlepszą. Chociaż przez nią rozstał się z Rudzikowym Śpiewem, to doceniał jej wsparcie, które mu dawała, gdy Kamienna Gwiazda rządziła w klanie. Bez niej dawno zostałby wygnany, a tak? Tak mógł cieszyć się życiem w Klanie Burzy i obserwować jak się rozwijał, jak coraz więcej rudych pysków było w nim widocznych. Szanował ją. Pomogła mu chociaż wcale nie musiała. Łaziła za nim niczym rzep, aby tylko zmienić jego nastawienie do nierudych. Przez pewien czas mu matkowała, gdy dostał karę i skończył w żłobku. Nauczyła go czym był szacunek. Pokazała, że warto było wybaczyć rodzinie. Bez niej, Wiśniowa Iskra wciąż byłaby na niego obrażona, a ich relacja byłaby napięta. Zrobiła dla niego tak wiele... Dla kogoś kto popierał poglądy tyranki. Mógłby przejąć władzę i rządzić w imieniu babci, ale kocica ostudziła jego ambicje. Pokazała, że było coś ważniejszego od władzy. Rodzina i więzi, które z nią się miało. 
— Żegnaj, Tygrysia Gwiazdo. Moja przyjaciółko — zwrócił się do jej grobu, gdy było już dawno po ceremonii. Czuł jak ogarniał go smutek, lecz nie płakał. — Ja tylko żartowałem z tym, że cię przeżyje — westchnął ciężko. — Przykro mi, że gryziesz piach. Raczej nie spotkamy się po śmierci. Mi pisana jest inna droga. Ty byłaś prawa, wiedziałaś co było ważne w życiu i za co należało walczyć, a ja? Ja się pogubiłem, ale nie żałuje tego co zrobiłem. Postąpiłbym tak samo... Obyś zaznała spokoju. Zaopiekuje się twoim synem. Oczywiście na tyle ile mi wystarczy sił — zakończył, a następnie położył na grobie kwiat. To była liderka, która zasługiwała na jego szacunek. Była lepsza od Kamiennej Gwiazdy, lepsza od wszystkich i wątpił, aby doczekał się równie empatycznej osoby co ona na tym stanowisku. 
Podniósł się ciężko na łapy, a następnie wrócił do obozu. I dopiero tam świadomość tego, że kotka już nigdy się u niego nie zjawi, nie odezwie sprawiła, że z jego oczu pociekły łzy. 

Żegnaj psiapsi [*]

11 lipca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Rozżarzonego Płomienia

Przesunęła wzrokiem po swoim legowisku, zawieszając dopiero po pewnym czasie milczenia spojrzenie na rudej mordce. Widać było, że Żar lata witalności miał już dawno za sobą. Tak samo jak i zresztą ona.
— Ciężko stwierdzić — mruknęła. — Mroczna Gwiazda wydaje się świetnie bawić, podsycając jego nienawiść w moją stronę. Mimo wszystko widzę, że Jelonek coraz więcej się waha. Rozpoznaje mnie, ale czegoś mu zdecydowanie brakuje — stwierdziła, spoglądając na niego z wyrzutem. — Gdyby twój syn nie uciekł jak tchórz z klanu, na pewno by nam jego obecność pomogła — dodała.
Rudzielec trzepnął ogonem w ziemię.
— Pożar nie jest tchórzem. Na pewno miał coś ważnego do załatwienia.
Parsknęła, odwracając wzrok. A to na nią marudzili, gdy broniła buntowniczego zachowania Diament.
— W czasie wojny? Jestem wręcz ciekawa tych jego priorytetów — burknęła oschlej.
Kocur drgnął. Zerknęła na niego uważnie, dostrzegając, że na jego pysku zakwitło zawahanie. Sierść na karku z lekka mu zdębiała, a dolna szczęka bezwładnie opadła.
— No dobra, będę z tobą szczery — westchnął, prostując się. — Pożar odszedł do Klanu Wilka szukać Jeleniego Puchu. Powiedział, że jak go znajdzie, to zniszczy ich za to, co zrobili twojemu synowi.
Zastygła w bezruchu.
Nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć. Leśny zrobił to samowolnie, jedynie najwyraźniej informując o swoich planach ojca. Poza tym nic więcej wiadome nie było.
— Ale Jeleń jest teraz tu. Nie sądzisz, że zadomowił się tam i nigdy do nas nie wróci? Skąd wiesz, że nie zdradzi im czegoś na nas temat? Już i tak jesteśmy w kryzysowej sytu...
— On nie zrobiłby czegoś takiego. To mój syn. Ufam mu — odparł, odwracając się do niej plecami. — Męczy mnie ta rozmowa. Jesteś do niego zwyczajnie uprzedzona, ale jeszcze się zdziwisz. Zgaduje, że realizuje drugą część swojego planu — dodał od niechcenia, nim nie pozostawił jej samej.

***

Nadeszła dla nich wolność. Dużo się zmieniło, jej syn dalej wariował, ale wydawało się, że jest coraz lepiej. Pożar wrócił, ale bardzo w poranionym stanie, a do tego nie sam. Zięba okociła się, zasilając ich klan o trzy materiały na przyszłych wojowników.
Przeciągnęła się. Czuła, że powinna porozmawiać o tym wszystkim z Leśnym Pożarem, ale z drugiej strony nie miała na to ochoty. Już jej wystarczyło, że wciąż zadawała się z jego ojcem.
— Jesteś stary — stwierdziła pewnego wieczoru, gdy przesiadywali na skraju obozu, wpatrując się w zaśnieżony krajobraz.
— Ty również.
— Póki pozostaje młodsza od ciebie, jakoś mnie to nie boli — mruknęła.

<Żar?>

08 czerwca 2023

Od Rozżarzonego Płomienia CD. Tygrysiej Gwiazdy

— Chodź gdzieś ze mną — poprosiła. — Gdziekolwiek, gdzie nie usłyszy ani nie dojrzy nas żaden Wilczak. Mam dosyć bycia liderką, przy której klan się wali. Mam dosyć Mrocznej Gwiazdy i tego, jak pewnie stąpa po naszych ziemiach — wyrzuciła, krzywiąc się na ton własnego głosu. Taka ekspresja nie pasowała dorosłej kotce, będącej przywódcą tak dużej grupy. — Dlatego chcę, czy też muszę nawet, z tobą porozmawiać — oświadczyła. — O czymkolwiek. Możesz nawet pomarudzić sobie na nierudych, przeżyję to. 
Eh... Tak naprawdę? To mu się nie chciało wstawać. Za bardzo wygodnie mu się nic nie robiło. Cieszył się, że trafił do starszyzny. Na serio. Kiedyś? Kiedyś to by pluł i walczył o swoje prawa, ale gdy wiek robi się zbyt zaawansowany, cała siła znikała. No i nic się wtedy nie chcę. Rozleniwił się fakt. Na dodatek Wilczaki łaziły po ich terenach, kradnąc zdobycz, przez co czuł się tak jak w czasach wielkiego głodu, gdzie nie dostawał nic przez cały dzień. Okropieństwo. 
Widząc jednak zmarnowaną i zdesperowaną liderkę, uniósł się ciężko na łapy. Naprawdę nie miała co robić, tylko gdzieś go ciągać. I tak nigdzie nie wyjdą, ponieważ nie mogli opuszczać obozu. 
— Możemy zabarykadować się w twoim legowisku. Raczej nie powinni nam przeszkadzać — zaproponował. Ruda chwilę myślała nad tym rozwiązaniem, lecz zaraz szybko pokręciła głową. No co? Bała się, że pomyślą, że mieli romans? Nonsens. Był już staruchem, no i wolał kocury. — Czego się cykasz? Nie zjem cię przecież. 
Tygrysia Gwiazda westchnęła ciężko, po czym pokiwała w końcu głową, jakby chcąc szybko znaleźć się poza czujnym słuchem wroga. Udał się za nią nieco wolniej, bo ostatnio doskwierał mu ból stawów, ale udało się dotrzeć w ustronne miejsce. Od razu się walnął na jej mech, uśmiechając się cwaniakowato. Normalnie jakby sam był liderem. Gdyby nim był to pewnie inaczej by załatwił tą całą sprawę z Wilczakami. No i ukarał ten przebrzydły Klan Nocy za wystawienie ich. 
— No więc... — zaczął przypominając sobie, że miał pozwolenie na marudzenie. — Ta Słoneczna Łapa to taka niewychowana. Gdy była mała kłóciła się ze mną i obrażała! Należałoby jej wlepić jakąś karę. A na dodatek Wilczaki... Rządzą się i panoszą. Gdyby byli rudzi to kto wie... Raczej byłoby mi dobrze, ale Mroczna Gwiazda? Pff... Starzec i brzydal. Nie to co taki jeden kremowy. Ma niezłe mięśnie... Ale chyba nie powinienem liczyć na coś więcej. Wygląda na służbistę, a ty byś jeszcze mnie pogoniła, gdybym zaczął randkować z wrogiem — zaśmiał się pod nosem, po czym widząc jej wciąż zmartwiony wyraz pyska i to, że myślami błądziła gdzieś daleko, zapytał. — A jak Jeleni Puch? Wrócił do siebie? Czy dalej jest... zdziczały?

<Tygrys?>

10 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Rozżarzonego Płomienia

Zastrzygła uchem, słysząc jego słowa. No tak, do młodych to on już nie należał. Ona zresztą też, ale wciąż miała przed sobą jeszcze trochę księżyców życia, nim rzeczywiście będzie można określić ją mianem niedołężnej staruszki. Miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, więc wypadałoby wykorzystać ten czas jak najlepiej.
— Nie mam ci tego za złe, to w końcu czynnik niezależny od ciebie — zauważyła, spoglądając w zachmurzone niebo.
Brzydka pogoda była idealnym odzwierciedleniem tego, co miało nastąpić. Wojna, krew i sama rozpacz. Wolała bardziej pokojowe rozwiązania, ale w czasie zgromadzeń nie było na nie miejsca. Niestety, to zaszło za daleko i choć jej wnętrze cierpiało, a ona dalej stroniła od walki, to wiedziała, że dla klanu i dla syna trzeba się poświecić. Niby od czegoś miała pazury, ale czy ich funkcji nie można byłoby ograniczyć do samych polowań?
— Liczyłem na spokojną starość, a mam... to — sarknął, uśmiechając się słabo. — No proszę, pani "stwórzmy pokój na całym świecie" wywołuje wojnę — parsknął, a sierść na jej karku mimowolnie drgnęła.
— To nie jest śmieszne. Cud, że Kamień nie zrzuciła mnie z fuchy zastępcy za tak poważną samowolkę — mruknęła, wpatrując się we własne łapy. Już wkrótce przekona się, ile jest w stanie nimi zrobić.
— Nie zrobiłaby tego. A wojna była nieunikniona, to była jedynie kwestia czasu — stwierdził.
Westchnęła, zaciskając zęby. Może i miał rację, może i nie, ale ona nie mogła czasem znieść tego poczucia winy. Jeśli ktoś zginie, to przez nią.

***

Nie mieli Wiśniowej Iskry ani jej córki. Tygrys nie bardzo potrafiła zadecydować, co sądzi o Gepardziej Łapie. Kotka miała ponad 40 księżyców i dalej była uczennicą. Gdyby nie okoliczności, ruda próbowałaby zaingerować w to, jednak na razie potrzebowali kogokolwiek, kto znał się na medycynie w mniejszym bądź większym stopniu.
Potrzebowała porozmawiać. Na jakikolwiek temat, byleby na chwilę nie myśleć o tym chaosie. Ostatnie czasy zabrały jej wielu bliskich, ale wciąż miała pod łapą Rozżarzonego Płomienia. Kocur na szczęście przeżył napad na obóz, toteż do niego poszła na krótką pogawędkę.
— Masz chwilę czasu? — zagadnęła go.
Spojrzał na nią wymownie.
— A czy wyglądam, jakbym miał coś do roboty w aktualnym momencie i przy obecnych warunkach?
Rozejrzała się. Rzeczywiście, głupie pytanie z jej strony.
— Chodź gdzieś ze mną — poprosiła. — Gdziekolwiek, gdzie nie usłyszy ani nie dojrzy nas żaden Wilczak. Mam dosyć bycia liderką, przy której klan się wali. Mam dosyć Mrocznej Gwiazdy i tego, jak pewnie stąpa po naszych ziemiach — wyrzuciła, krzywiąc się na ton własnego głosu. Taka ekspresja nie pasowała dorosłej kotce, będącej przywódcą tak dużej grupy. — Dlatego chcę, czy też muszę nawet, z tobą porozmawiać — oświadczyła. — O czymkolwiek. Możesz nawet pomarudzić sobie na nierudych, przeżyję to. 

<Żar?>

27 marca 2023

Od Rozżarzonego Płomienia CD. Tygrysiej Smugi

 — Ah... A więc to tak... — mruknął pod nosem. Oczywiście. Właśnie tak chciał. Zaatakować i wydobyć z nich wszystkie informację o Jelenim Puchu. Nie spodziewał się, że zastępczyni zechcę się przekradać, próbując przeszukać obcy, ogromny teren, próbując zostać nie wykryta. 
— Wiesz... Możemy spróbować, ale jeżeli trzymają go w obozie, to niezbyt zda nam się takie kluczenie po lesie — zauważył.
Mogli przecież zostać nakryci, a wtedy nie uniknęliby walki oraz tłumaczeń przed Kamienną Gwiazdą. Naprawdę nie pojmował jak starucha mogła grzać sobie tyłek w ciepłym legowisku, gdy ich wróg z nich sobie szydził. Może gdyby nie fakt, że Jeleni Puch miał rudą sierść, czarna liderka by zainteresowała się nim bardziej. Pf... Rasistka. A podobno to on nim był! 
Widział jak ruda rozgląda się na boki, jakby wciąż się wahając przed przekroczeniem granicy. Patrol wilczaków dalej tkwił wiele lisich skoków przed nimi, jednak powoli zaczynał się zbierać do siebie. Niedługo droga stanie przed nimi otworem. 
— Co wy robicie? — czyjś głos był tak nagły, że oboje podskoczyli. 
Pochmurny Taniec zmierzył ich spojrzeniem i tylko modlić się trzeba było do babci, aby nie pomyślał, że właśnie tu randkowali! 
— A co cię to obchodzi gówniarzu? — Nieco się uniósł, górując nad młodzieńcem. — Wracaj do swoich spraw. 
Wojownik parsknął na to, kręcąc łbem. Ugh... Przeklęta nieruda łajza. Rządził się jak nic! Jego pazury wysunęły się, gotowe by mu wlać i pokazać gdzie jego miejsce, lecz zastępczyni powoli uniosła się na łapy, zaciskając pysk. 
— Przestańcie. Wracajmy... Wracajmy po prostu do obozu — zarządziła. 
Widząc jak kocica rezygnuje ze wspólnej infiltracji terenów wroga, ruszył jej śladem, trącając jeszcze barkiem nierudego z wywyższającym spojrzeniem. 

***

Wojna! Słyszał o niej. Tygrysia Smuga naprawdę ją wywołała wraz z jakąś nocniaczką. Gdy o tym usłyszał chciał się tylko śmiać i śmiać. Był jednak za stary, by myśleć o przetrącaniu kilku karków. Nigdy nie spodziewał się dożyć tak sędziwego wieku. Chociaż... Nadal czuł się dość młody. Raz nawet poszedł na samotny spacer, lecz pech sprawił, że jakiś zapchlony i ogromny szczur go użarł w łapę. Nie potrafił uwierzyć, że coś takiego go spotkało. Wiśniowa Iskra przez to nakazała mu nigdzie już nie wychodzić samotnie, gdy zajmowała się dość paskudnym zranieniem. 
Uniósł wzrok znad zabandażowanej kończyny, a widząc na horyzoncie znajomą rudą sylwetkę, wyszedł z legowiska starszych, do którego nie tak dawno się przeniósł, po czym usiadł obok przyjaciółki. 
— Przykro mi, że nie pomogę ci odbić syna, ale... łapy już nie te co kiedyś... — westchnął dość głośno, ponieważ ten stan mu się nie podobał. Chciał dalej szaleć, chciał dalej marzyć o potędze i wielkości, a nie gnić w legowisku, jednakże... Księżyce wcale się nie cofały. Nie był młody, a wręcz coraz bardziej jego rudość bladła i pokrywała się siwizną, co było dla niego wręcz okropne! Nie mógł zamienić się w nierudego! Był w kończy czystym rudzielcem! Najwspanialszym, którego należało czcić! 

<Tygrys?>

Wyleczony: Rozżarzony Płomień

12 marca 2023

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonego Płomienia

 przed zgromadzeniem
W jej głowie wręcz zawirowało od nadmiaru myśli. Poczuła skurcz w żołądku, a poranny posiłek niemalże podszedł jej do gardła. Nie była w stanie na moment opanować tego stresu, którym całkowicie przesiąknęła. Nieraz powstrzymywała się od zakładania najgorszego, czyli śmierci jej syna. Gdy jednak poczęła teraz myśleć o jej młodym w objęciach Wilczaków, robiło jej się równie niedobrze.
— Na Klan Gwiazdy, to  byłoby za proste — wykrztusiła, nie lekceważąc jednak tej teorii. Odpowiedź od początku mieli pod nosem, w postaci każdej przybłędy stamtąd. Mroczna Gwiazda sprawiał wrażenie zarazem obrzydliwego i przerażającego, a po dawnych rozmowach z nim zdawało jej się, że za każdym razem próbuje ją podejść i wyciągnąć jak najwięcej informacji o sytuacji jej klanu. Nie chciała nawet myśleć o idei, jaka musiała zaistnieć w jego głowie, jeśli rzeczywiście to on stał za uprowadzeniem Jelonka. Jeśli taka była rzeczywistość, to była gotowa odsunąć swą pokojowość w kąt i odpłacić się za te wszystkie nieprzespane ze stresu noce. — I zarazem to... Tak oczywiste. Jeleń by nie uciekł. Nie opuściłby terenów klanu z własnej woli, a tu nic by go nie zabiło. A Wilczaki wydają się zdolne do wszelkich okrucieństw — stwierdziła, spoglądając uporczywie w dal. A potem, nagle, przeniosła na moment spojrzenie na Rozżarzonego Płomienia. Odchrząknęła, uśmiechając się słabo, bo choć w tej sytuacji nawiedzały ją tylko pesymistycznego myśli, tak musiała zaspokoić swoją potrzebę podziękowania mu. — Nie sądziłam, że kiedykolwiek przyjdzie mi stać przy tobie i czuć... Czuć taką wdzięczność. Za to, że jesteś szczery, dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami i wspierasz mnie samą swoją obecnością — wypaliła, bo choć nie przemyślała tych słów, pozwoliła im wyjść prosto z serca.
Kocur nie wyglądał na zakłopotanego. Z beztroskim wyrazem pyska wzruszył ramionami.
— To nic. Odwdzięczam się tylko za to, że mimo moich wad, dostrzegłaś we mnie coś pozytywnego. Tak naprawdę to ty pomogłaś mi uporać się z tą całą sytuacją, która była dla mnie trudna. Wiesz... degradacja i to dwukrotna — prychnął na to pod nosem. — Zaleczenie serca po zerwaniu oraz pomoc w okiełznaniu mojej burzliwej natury, która pewnie sprawiłaby, że żyłbym teraz na wygnaniu. Naprawdę jestem ci za to wdzięczny, bo pomimo tego, że nasze poglądy się różniły, ty we mnie wierzyłaś i dawałaś mi wsparcie nawet wtedy, gdy tego nie chciałem. Dlatego Tygrysia Smugo. — Spojrzał jej głęboko w oczy. — Pomogę ci znaleźć syna. Rozoramy Wilczakom te ich plugawe gęby i wyciśniemy z nich informację o Jelenim Puchu. Co ty na to? — Uśmiechnął się tak, jak zwykł to robić za swoich młodzieńczych lat, niczym zbój szykujący istną masakrę.
Przez dłuższą chwilę milczała. Nie umiała ubrać w słowa tego, co czuła. To było dosyć niesamowite, że pomimo tych wszystkich sprzeczek i różnicy zdań stali się sobie bliscy. Przełknęła ślinę, pozwalając narastającemu w sercu cieple rozejść się po całym jej ciele.
— W innych warunkach poprosiłbym cię o pohamowanie swoich krwiożerczych żądzy, ale  wyjątkowo w tym momencie mam tylko jedno zalecenie — westchnęła. — Nie ograniczaj się.  Mają mi go zwrócić żywego i zdrowego — westchnęła, wysuwając powoli pazury. Ona nie miała w zwyczaju wybierać przemocy. Przez myśl jednak ledwo co jej przechodziła opcja, by załatwić to dyplomatycznie. Bo co powie Mrocznej Gwieździe? Nie mieli dowodów, ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej czuła, że to przez niego jej syn zaginął.
Kątem oka dostrzegła, jak uśmiech rudego rozszerza się.
— No... I tą Tygrys to ja lubię — zaśmiał się, przyśpieszając kroku. — Chodź. Granica jest w tę stronę. Zaraz im damy po tych parszywych, nierudych kuprach, że aż się zesrają!
Parsknęła na to stwierdzenie i ruszyła żwawo. Stawiała na tyle duże kroki, na ile pozwalała jej długość łap. Serce biło jej jak oszalałe. Jak jeden kot mógł uczynić drugiemu coś tak okropnego?
— A to jest jakaś Tygrys, której nie lubisz? — parsknęła. Nie próbowała rozluźnić atmosfery. Próbowała uspokoić siebie, bo to ona koszmarnie się stresowała tym, co mogłoby znaleźć. — Ale obiecaj mi, że jeśli znajdzie się ich za dużo, to się wycofamy. Mimo wszystko nie mogę jako zastępczyni narażać któregokolwiek wojownika na śmierć.
— Oczywiście. Zrobię co rozkażesz — mruknął.
I wtem ich oczom ukazał się niewielki patrol. Dwójka Wilczaków nie mogła stanowić zbyt dużego zagrożenia, jednak Tygrys do głowy przyszła w tym momencie myśl, że to raczej nierozsądne atakować ich i zwracać na siebie uwagę. Wolała dojść gdziekolwiek dalej i póki co zawalczyć tylko wtedy, gdy będzie to konieczne.
Rozżarzony Płomień najwyraźniej podjął jednak inną taktykę.
— Spójrz. — Wskazał na dwa kocury. — Bierz tego z prawej, ja z lewej — to powiedziawszy, zaczął się skradać, chowając w przydługiej trawie.
Na moment zawahała się. Zdrowy rozsądek kazał jej w końcu zareagować.
— Nie! — pisnęła cicho. — Nie atakujemy nikogo, wracaj tu — zażądała, mimowolnie padając do ziemi. — Mamy być niezauważalni, rozumiesz?
Zatrzymał się, kierując na nią wzrok.
— Ale musimy wyciągnąć z nich informację. No i wcześniej mówiłaś co innego — zauważył zdumiony. — Nie powiedzą nam po dobroci. To Wilczaki — prychnął.
To wiedziała. Ustalenie jednak przebiegu ich małej, samozwańczej akcji, nie było wcale takie proste.
— Ale jak ich zaatakujemy znienacka i to nieskutecznie, to jeszcze zdążą poinformować o naszym najściu swojego lidera i będziemy mieli wtedy problem — zauważyła, krzywiąc pysk. — Nie pomyślałam, że chcesz atakować od razu! Wolałabym go najpierw znaleźć, zobaczyć, czy.... — z trudem te słowa przeszły jej przez gardło — czy w ogóle żyje... I wtedy w razie wykrycia pozwolić na przelew krwi. Oczywiście tylko ich, my nie oberwiemy ani razu — dodała.

<Żar?>

12 lutego 2023

Od Rozżarzonego Płomienia CD. Tygrysiej Smugi

 Pomoże szukać? Czyżby chodziło o jej syna? Od jakiegoś czasu miał pewne domysły, kto mógłby stać za jego zaginięciem i gdzie należałoby szukać. Przepytał dokładnie swoją córkę z tego co pamiętała, lecz nie było tego wiele. W większości to były tylko czcze spekulację, ale postanowił mimo wszystko je sprawdzić. Tygrysia Smuga powinna wiedzieć... Nawet jeśli okazałoby to się nieprawdą i głupią pomyłką, to sądził, że było warto iść za jedynym tropem. 
Wyszli z obozu, a on odetchnął pełną piersią. Uwielbiał spacery w towarzystwie zastępczyni. Niegdyś żywił do niej najgorsze uczucia, lecz teraz? Teraz ich przyjaźń kwitła, co było aż zaskakujące. Musiał tylko pozbyć się pewnego rudego gnoja, by odkryć, że to nie on był toksyczny, a jego zazdrosny partner. Bez niego jego życie stało się jakieś takie lepsze. Od razu zaczął dogadywać się ze swoją rodziną, którą niegdyś gardził. W większości była to zasługa właśnie Tygrysiej Smugi, która pokazała mu nowe horyzonty. 
Cieszył się, że zastępczyni ufała mu bardziej od Kamiennej Gwiazdy. Samotny spacer z nim, niegdyś mógłby być ryzykowny, lecz teraz? Udowodnił, że zależało mu na życiu rudej, gdy uratował jej życie przed wygłodniałym samotnikiem. Pewnie gdyby nie kolor sierści, inaczej to spotkanie by się zakończyło, więc cieszył się bardzo, że kotka była jedną z nich. No może i jego rasizm osłabł, a raczej ukrywał go, by znów nie zostać za niego ukaranym, ale dalej w nim tkwił. 
— Muszę go znaleźć. Musimy — usłyszał słowa, które zwróciły jego uwagę. 
—  Tak... Znajdziemy go —  potwierdził, chociaż nie był do końca o tym przekonany. — Mam pewną teorię... Gdzie możemy zacząć. — Ruda zwróciła na niego spojrzenie przepełnione nadzieją, więc kontynuował. — Moja córka mówiła, że poszli na patrol w okolicę granic z Klanem Wilka. 
—  Musimy tam iść. Wiem, że wszyscy sprawdzali je wielokrotnie, a wilczacy nic o nim nie wiedzą, ale muszę... — nie dokończyła, ponieważ oparł swoją łapę na jej ramieniu, zatrzymując ją w miejscu. 
—  W tym sęk. Nie zauważyłaś, że wilczacy dziwnie się zachowują? Obstawili granicę swoimi patrolami. Wręcz pilnują ich cały czas. Tak jakby... Bali się intruzów — podzielił się z nią swoimi spostrzeżeniami. —  Wypytałem Płonącą Pożogę co działo się przed tym, jak straciła pamięć — zaczął, kierując wzrok w stronę granicy z klanem Mrocznej Gwiazdy. — Twierdziła, że wygłupiała się z Jelenim Puchem i Zakrzywiona Ość kazała im zrobić w tamtym rejonie obchód. Może to tylko przypadek, ale ta kotka pochodzi przecież z tego klanu. Rozmawiała na zgromadzeniu z Mroczną Gwiazdą, a niedawno i dołączyła kolejna, rodząc u nas swoje młode. I nagle tak o, Jeleni Puch idzie na granicę, bo posłuchał obcej i już nie wrócił... To twój syn, Tygrysia Smugo. Klan Wilka wie, że jesteś zastępczynią. Jeżeli go porwali... To po to, by ciebie osłabić. To wypowiedzenie wojny. Nie mam jednak dowodów na to, czy to prawda, ale... Wszystko wskazuję na ich winę. 

<Tygrys?> 

30 grudnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonej Łapy(Rozżarzonego Płomienia)

Poniekąd było to dla niej upokarzające. Była dorosła, tak samo, jak i Leśny Pożar, a mimo to mając z nim problem, nie potrafiła załatwić tego w cztery oczy. Pamiętając wszelkie konflikty zza jego uczniowskich czasów, traciła wszelkie chęci na konfrontacje. I dlatego też jej łapy skierowały ją wprost do legowiska uczniów, gdzie przebywał obecnie wojownik, który jej zdaniem miał szansę zdziałać w tej sprawie najwięcej. Rudzielec zdawał się zaskoczony, iż w ogóle podjęła się takiego tematu. Tkwił tak przed nią, wpatrując się w nią wyczekująco.
— Gdzieś bym miała, gdyby mnie obrażał — burknęła, odchrząkując, bo dalsza część wypowiedzi utknęła jej w gardle i z trudem ją przepchnęła. — Nasi synowie się spotykają. Są razem. W związku — wymamrotała, kuląc uszy z zażenowania. Nie powinna oceniać decyzji swojego potomka, a mimo to skręcało jej żołądek na samą myśl, co ta dwójka może ze sobą wyrabiać. Była dorosła i w pełni świadoma tego, co siedziało w głowie zakochańców. Ona w końcu sama zasmakowała miłości, dzięki czemu poznała życie z innej perspektywy. Stało się to jednak dosyć późno, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że srebrny był za młody na takie interakcje.
Brała ten temat na poważnie, więc niespodziewane parsknięcie śmiechem wryło ją w ziemię. Skrzywiła nieznacznie pysk, spoglądając na Rozżarzoną Łapą z niedowierzaniem. Niby był od niej starszy, ale po jego aktualnym przykładzie zachowania, trudno było jej w to uwierzyć.
— Czyli jesteśmy już rodziną. Nie spodziewałbym się tego. Skoro są razem szczęśliwi, to nie widzę co do tego przeciwwskazań — stwierdził ze spokojem. Całym sobą prezentował całkowite przeciwieństwo tego, co czuła teraz w środku. Panował w niej dotąd niespotykany chaos.
— Naprawdę? — wykrztusiła oburzona. Czy idąc dalej tym tokiem rozumowania, to ona była złym rodzicem? Nie spodziewała się akceptacji tego zdarzenia z jego strony. — To znaczy, bez urazy, ale bardzo mi się to nie podoba. On ma na niego zły wpływ — rzuciła hardo, kuląc mocniej uszy. Nie zniesie ani chwili dłużej z myślą, że ma mieć coś wspólnego z tym egoistycznym młodzieńcem.
— Przesadzasz. Wiem, co to miłość do kogoś z kim nie powinno się być — skrzywił się, a ona momentalnie zawiesiła na nim wzrok. Pamiętała dokładnie każdy problem, jaki wynikł z międzyklanowego związku zdegradowanego wojownika. — Ciesz się, że nie zakochał się we wrogu. Jak dla mnie Leśny Pożar wyprowadzi twojego syna na koty. Daj im szansę, skoro się kochają —  mruknął, a dopiero potem popadł w krótki zamysł. — Jednak skoro się obawiasz, to mogę pogadać na ten temat z synem. Mimo to sądzę, że nie skrzywdzi Jelenia. Wierzę, że nie jest taki — skwitował, przeciągając się beztrosko.
Uniosła zaskoczona spojrzenie. Nie znała go z tej strony i nie spodziewała się po nim takich słów. Może błędem było przychodzenie do niego z tym tematem? Spodziewała się całkowicie innej reakcji, zgody z jej zdaniem i próbą wywrócenia klanu do góry nogami, byleby cofnąć istnienie tego związku.
— A gdyby mój syn nie był rudy, miałbyś dalej takie podejście? — zapytała, analizując zbyt późno te słowa. To poszło samo, bez większej ingerencji ze strony jej rozsądku. Nie powinna mu tego wypominać, a jego reakcja jedynie to potwierdziła. Powieka mu drgnęła, po czym uśmiechnął się. Nie był to jednak szczery gest, wydawał się raczej wrzucony na siłę, byleby pokazać jej, że wcale się tym nie przejmuje.
— Skądże... Wyzbyłem się... rasizmu... — rzekł z wahaniem. — Nie wiem, o co ci się rozchodzi. Ich szczęście powinno być dla ciebie najważniejsze — dodał, odwracając wzrok. To był zły znak.
Przełknęła ślinę. Nie mogła powiedzieć tego, co chciała. Była za dobra na takie wyrażenia.
— Mojego syna owszem. Ale twój napsuł mi krwi i nie chcę, by zmienił mi Jelenia w kogoś podobnego sobie. Bez urazy — dodała po raz kolejny, choć w jej opinii ten zwrot zawsze służył za puste słowa. Jeśli coś brzmi, jakby miało sprawić przykrość, to ją sprawi. I mówienie czegokolwiek w stylu "Nie obraź się", nie miało jak tego zmienić. — Po prostu nie przepadam za Pożarem.
Kocur nie wyglądał na przejętego tym faktem. Po prostu zmrużył oczy i skinął bezradnie łbem.
— Dobrze... Pogadam z nim — westchnął cierpiętniczo. Tygrys czuła, że aż zanadto wykorzystuje jego cierpliwość. Poczuła lekkie ciepło w piersi, była wdzięczna za okazane przez niego chęci. — Jednak niczego nie mogę ci obiecać. Jeżeli kocha go szczerze, to nie będę stawał na ich drodze. Są już dorośli — przypomniał, ale to nie zmieniło jej zdania. W tym temacie była wyjątkowo uparta.
— Może i są, ale mój syn ma dosyć... — urwała. Nie powie wprost, że Jeleń bywa naiwny — ... zbyt pozytywne spojrzenie na świat. Za bardzo wierzy niektórym, a że ja nie ufam twojemu dziecku, to jestem pewna, że prędzej czy później go skrzywdzi — podsumowała, nie szczędząc szczerości.
Dopiero jego karcące spojrzenie ją lekko przygasiło.
— Mój syn nie jest kimś takim. Zapewniam cię, że jeżeli skrzywdzi twojego syna, przeoram mu grzbiet pazurem. Nie tak go wychowałem. Jestem pewny, że Jeleniowi nic nie będzie, a może nawet skorzysta i odnajdzie w sobie jakąś pewność siebie — zapewnił, prostując się dumnie. — Męczy mnie ten temat, masz coś jeszcze do powiedzenia, czy możemy uznać, że to wszystko? — zapytał bezpośrednio, a bijąca w tym momencie od niego pewność siebie, całkowicie pozbawiła ją chęci do dalszego prowadzenia tej rozmowy. Trochą pozwoliło jej się to opamiętać. W tym momencie to ona nie była obiektywna, a Żar zachował spokój, który był w teorii jedną z jej głównych cech. Przełknęła ślinę, nim z jej pyska nie uciekły słowa pożegnania.

***

Wpatrywała się niemrawo w Kamienną Gwiazdę. Liderka stała na miejscu wystąpień, znacznie górując nad klanem i skupiając na sobie jego uwagę. Czarne, krótkie futro zlewało się z zachmurzonym niebem. To, co mówiła, budziło wiele kontrowersji. I pomimo tego, że Tygrys była naprawdę zadowolona z obrotu sprawy związanej z Żarem, tak nie mogła zaprzeczyć temu, że werdykt odnośnie zniesienia kary Glinianego Ucha, był jej zdaniem nierozsądny.
Rudy kocur już dawno odpokutował swoje przewinienia i całym sobą wskazywał na to zmianę w postępowaniu. Za to o niebieskim nie była w stanie powiedzieć nic, a oburzenie ze strony sporej części klanu tylko potwierdzało słuszność jej myśli.
Nie potrafiła też stwierdzić, co sama czuła. Czy jako zastępczyni nie powinna wiedzieć o czymś takim wcześniej? Owszem, to Kamień miała pełną władzę i prawo do podjęcia każdej decyzji, jaką uzna za słuszną, a mimo to srebrna wiedziała, że gdyby mogła, to doradziłaby jej jakoś i  próbowała odwieść na jakiś czas od tej myśli. To nie była odpowiednia pora, aby decydować się na takie ruchy.
Gdy wojownicy się rozeszli, nie pomyślała o tym, by iść porozmawiać z czarną. Wręcz przeciwnie, zdjęcie kary z jej znajomego oznaczało dla niej co innego. Wierzyła w dobre intencje z patrolami szukającymi Jeleniego Puchu, ale wolała zadziałać też z boku na własną łapę, aby zwiększyć szansę na odkrycie prawdy.
— Rozżarzony Płomieniu? — zaczęła,  akcentując jego drugi człon. Bez problemu odnalazła go blisko legowiska wojowników. Najwyraźniej korzystał z tego, co mu dano. — Chodź, potrzebuję cię — poleciła. Nie zabrzmiało to jak prośba, choć powinno. Była jednak zbyt zawzięta na odnalezieniu swojego syna, aby przejmować się takimi kwestiami.
— Gdzie chcesz iść? — zdziwił się. — Nie zapomnij, że muszę mieć obstawę — dodał z wyczuwalną irytacją w głosie. Nie skomentowała tego, tylko machnęła ogonem.
— Trudno, idziemy sami, biorę to na swoją odpowiedzialność — zadeklarowała, spoglądając z utęsknieniem w stronę wyjścia z obozu. Odchrząknęła, nim na nowo zabrała głos. — Pomożesz mi go szukać.

<Żar?>

12 listopada 2022

Od Rozżarzonej Łapy cd Tygrysiej Smugi

Prawda. Pewnie by tak było. Nie był w końcu gruby! Ta wędrówka wysysała z niego wszystkie siły. Sam fakt, że jej dzieciak schudł z baleronu na ości, to potwierdzał. Widząc jej rozbiegany wzrok, sam zaczął omiatać wzrokiem teren. Obawiała się czegoś, że tak dookoła zerkała? 
— Co jest? Kogo tak wypatrujesz? — zapytał, widząc że z kotką było naprawdę coś nie tak. — Zakochałaś się? — zamruczał jej do ucha z figlarnym uśmiechem. — Kto to? Nie wygadam. 
Spojrzała na niego zszokowana, uchylając z niedowierzania pysk. Ha! Czyli jednak? Miał rację? Nie sądził, że kocica sobie jeszcze kogoś znajdzie. Wydawała mu się pod tym względem ograniczona. 
 — Nikogo nie wypatruję.  Swoją drogą, jestem za stara na pierwsze miłości — rzuciła, odwracając od niego wzrok. — A obserwacja ciebie nauczyła mnie, że miłość nie jest nigdy w pełni kolorowa i przyjemna.
— Prawda. Nie jest. — zgodził się z nią. — Jednak zdajesz się bardzo zamyślona jak na siebie. Czy coś się dzieję? Kamienna Gwiazda zepsuła ci humor? — dopytywał.
Skoro to nie było powiązane z jej miłosnymi rozterkami, to problem musiał leżeć w ich "kochanej" liderce. Ugh! Nie potrafił znieść do teraz, że ta rządziła ich klanem, jak gdyby nigdy nic. Może jak zdobędzie kilku nowych wrogów, w tym w swojej zastępczyni, to uda się ją zrzucić z piedestału? 
Ruda parsknęła, spoglądając na niego z niedowierzaniem. 
— Nie, Kamień nie dała mi ostatnio powodu do gorszego samopoczucia. Ty o dziwo też — przyznała.
— Ja sprawiłem ci kiedyś złe samopoczucie? — zdziwił się. — Przecież jestem grzeczny. Spójrz. Jeszcze trochę i zostanę wojownikiem, aż sam w to nie wierzę.
To brzmiało tak absurdalnie. W końcu już nim był i to dawno temu, jeszcze za panowania jego babci, która skradła ciało Zajęczej Gwiazdy. Wtedy to były czasy. Teraz tego nie było... Dalej tkwił w roli ucznia, obserwując zniesmaczony te... młode dusze, z którymi musiał dzielić posłanie. Wiedział jednak, że Kamienna Gwiazda nie odda mu jego imienia póki żyję. Musiał wypić to co nawarzył... Ale w sumie... Przywyknął już do tego stanu i mu nie przeszkadzał.  
— Ja w to wierzyłam od początku — odparła natychmiastowo. — I tak, jak byłam młodsza bywałeś bardzo... Nieznośny. Z tym swoim rasizmem — palnęła, rozglądając się uważnie, bo wielu było przeczulonych na to słowo.
Przewrócił na to oczami. 
— A tam... Przesadzasz. To był inny ja, teraz... teraz staram się nie wylecieć z klanu, więc mam wspaniałą zachętę do współpracy z tobą, pani zastępczyni.
Kącik pyska drgnął jej. 
— Przydałoby się, abyś w końcu zrobił na Kamień dobre wrażenie. Bycie wiecznym uczniem musi być męczące — stwierdziła, patrząc na niego przelotnie.
— Jest męczące, prawda. Jednak wątpię, by zwróciła mi imię. Może dopiero po jej śmierci, to się stanie — miauknął, strzygąc uchem, słysząc jak ktoś go wołał. — Wzywają mnie obowiązki. Zobaczymy się następnym razem — pożegnał się z kotką, odchodząc. 

***

Budowanie obozu było męczące. Już niby skończyli, ale jednak nie. Na dodatek ten ziąb... Zaszył się w legowisku wojowników, by nieco odsapnąć. Tak naprawdę ukrywał się przed Kamienną Gwiazdą, która  mogła go ponownie ganiać do roboty, tak jak to było kiedyś. Nie lubił pracować, ale znosił to z godnością. Teraz jednak nie miał ochoty w to się mieszać, dając spracowanym mięśniom odpocząć.
O dziwo nie zaskoczyła go wizyta liderki, a rudej zastępczyni. 
— Rozżarzona Łapo, świetnie, tu jesteś — wymamrotała. — Szukałam cię. Czy... Mógłbyś mieć większą kontrole nad swoim synem? — spytała z wyrzutami w głosie.
Widząc Tygrys już sobie pomyślał "super, zaraz go pogoni do roboty". Tak się jednak nie stało. Słysząc jednak, że sprawa dotyczyła jego syna, zmarszczył czoło.
— Jest dorosły. Wyfrunął z gniazda, więc niezbyt mam prawo go pouczać. A o co chodzi? Obrażał cię?

<Tygrys?>

29 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa (Rozżarzonej Łapy)

Starała się go dogonić, wyjaśnić z nim tę sprawę i zapewnić, że prędzej czy później Kamienna Gwiazda zmieni zdanie. Nawet jeśli sama w to wątpiła, chciała dodać mu jakiekolwiek słowa otuchy. Przekonać go, że gniew to nie jest dobra emocja i musi się uspokoić.
Zaraz jednak zatrzymała się, wbijając stanowcze spojrzenie we własne łapy. Nie powinna zmierzać tą drogą, pocieszanie się pustymi słowami, zlepionymi w większe kłamstwo, nic nikomu nie dawało. Od zawsze przecież stawiała na szczerość, dlaczego teraz jej podświadomość próbowała zmienić strategię?
Uniosła wzrok ku górze, ale rude futro całkowicie zniknęło z jej pola widzenia. Najwyraźniej potrzebował chwili dla siebie, aby przeanalizować słowa ich liderki. Tygrysia Smuga liczyła, że po ich wspólnych terapiach nie będzie, chociaż planował krwawej zemsty, a załatwi ten konflikt w dyplomatyczny sposób.
Srebrna nie miała czasu, by biegać za nim cały dzień. W żłóbku czekała na nią dwójka kociąt, toteż postanowiła odciąć się na chwilę od problemów i być dobrą matką, poświęcającą swym pociechom jak najwięcej uwagi. Żar był w końcu dorosły, nie powinien wpaść na żaden głupi pomysł.

***

Żwawym krokiem podążała nieopodal liderki. Starała się mieć oko na wszystko, nie tylko na czarną i resztę klanu, ale i na całe otoczenie. Stąpali po niepewnym gruncie, a potencjalne zagrożenie mogło kryć się wszędzie. Każdy krzew wydawał się wrogiem, gdy szelest liści odciągał jej uwagę.
Zastrzygła uszami, zauważając swojego syna. Od pewnego czasu trzymał się na dystans od Leśnej Łapy, ale Tygrys wciąż nie ufała jego słowom. Relacje tej dwójki wydawały się podejrzane, niby tylko witali się ze sobą, a jednak Jeleń wydawał się w jakiś sposób zafascynowany starszym kolegą.
Czasami odbierała wrażenie, że jest zbyt przewrażliwiona. Na każdym kroku widziała zło, z którym każdy mógłby sobie poradzić, prócz jej dzieci. Przynajmniej takie miewała podejście i wiedziała, że powinno wyluzować i dać im odrobinę więcej swobody. Nie były ani gorsze, ani słabsze od reszty, a z jakiegoś powodu wydawało jej się, że jako jedyne nie dadzą sobie same rady i wiecznie będą potrzebować jej pomocy.
Zamyślona zboczyła z prostej drogi i wpadła komuś pod łapy. Rudy osobnik w porę zahamował, ratując ją od zderzenia. Spojrzała na niego z wdzięcznością, rozpoznając w kocurze swojego znajomego.
— Oh wybacz, nie zauważyłam cię — przyznała.— Bardzo się zlewasz ze... słońcem — rzuciła na szybko, choć brzmiało to jak najgorsza wymówka, jaka mogła paść z jej pyska.
Wydawał się z początku zaskoczony. Prychnął pod nosem, lecz zaraz to na jego pysku pojawił się niewinny uśmieszek.
— Własnego ucznia tak nie zauważać. Sądziłem, że jestem postawniejszy od innych kotów — rzucił. — Co jest? Wróciłaś do swoich obowiązków i śnisz na jawie? — spytał z lekkim zainteresowaniem.
Skrzywiła się, bo nie lubiła się rozpraszać, a skoro on to widział, to źle to o niej świadczyło.
— Oczywiście, że nie — rzekła spokojniej. — Ale jakbym ci powiedziała, że ciężko cię nie zauważyć, bo jesteś szeroki, to byś się obraził, że cię grubym nazywam — palnęła, próbując w pełni skupić się na nim i przestać obsesyjnie wodzić wzrokiem za swoimi dziećmi.

<Żar?>

17 września 2022

Od Maleństwa (Rozżarzonej Łapy) cd Tygrysiej Smugi

Tak... Rzeczywiście ta praca przyniosła efekty. Nigdy nie spodziewał się, że terapia Tygrys zadziała. Była... Całkiem w to niezła. Lepsza nawet od medyczki. Jak dziwnie ten los nim pokierował, by z kogoś kogo nienawidził całym sercem, zaczął uważać ją za swojego przyjaciela. 
— Dziękuję — miauknął do kotki, kiedy już kierowała kroki w stronę wyjścia. 

***
*dawno temu*

Był wściekły na Kamień. Jak mogła cofnąć JEGO syna do roli kociaka?! Przecież nic złego nie zrobił. Był młody, a ta niszczyła mu przyszłość, bo jakiś cielak nagadał, że jako malec go dręczył! Nie zamierzał jednak wpadać tam na chama, bo ta czarna lampucera na pewno uzna to za atak. Potrzebował kogoś, świadka, który za niego poświadczy. A kto był odpowiedni? Tygrysia Smuga. Podszedł do kotki.
— Chodź ze mną do Kamiennej Gwiazdy. Chcę z nią porozmawiać o karze mojego syna, a nie dopuści mnie pewnie do głosu, albo uzna że ją atakuje — fuknął, machając ogonem. —Proszę — zaraz dodał, czując się naprawdę głupio, że prosił ją o pomoc.
Uniosła na niego zaciekawione spojrzenie. 
— Dobra, ale zachowaj spokój, gdy będziesz do niej mówił. Większe szanse, że cię wysłucha — westchnęła. 
Oczywiście. Będzie bardzo spokojny. Tyle już nauczył się od kotki, że opanowanie przyjdzie mu z łatwością. Wyszedł ze żłobka, kierując się wprost przed oblicze liderki. Czarna spojrzała na nich z zaskoczeniem, ale pozwoliła im pierwszym przemówić. 
— Cześć — zastępczyni zaczęła swobodniej. — Maleństwo i ja mamy do ciebie sprawę, Kamienna Gwiazdo.
Skrzywił się słysząc jak Tygrys go nazwała. Aż go skręciło w brzuchu. Cholerna Kamień. Nie mogła wymyślić czegoś mniej upokarzającego?! A nie... zapomniał, że to ta jej lizuska od siedmiu boleści, odpowiadała za jego stan. 
— Co takiego się dzieje? — miauknęła niechętnie czarna.
— Przyszliśmy porozmawiać o karze jaką nadałaś mojemu synowi — zaczął. — Jest niesprawiedliwa. Wtedy był tylko kocięciem, który być może palnął głupotę, ale to nadal było tylko kocię. Teraz jest już dorosłym kotem, a ty niszczysz mu przyszłość, bo twój "kochany" Węgiel, zapragnął zemsty za coś, co było tylko kocięcym wybrykiem. Wcale nie musiał go słuchać i skazać się na ten los. Sam zadecydował. Był wtedy dorosły.
— Nie chcę kwestionować sposobu twojej władzy Kamień, ale... Może rzeczywiście warto by inaczej do niego podejść? Może lepiej by było, jakby został uczniem, ale przyjął karne imię? W dodatku mogłabyś mu dać więcej obowiązków, byłby bardziej przydatny dla klanu, bo tak to siedzi ciągle w miejscu i nic nie robi pożytecznego — stwierdziła ruda.
Czarna westchnęła, rozglądając się po obojgu kotach. Już przeczuwał jaki będzie werdykt. To była Kamień. Niesprawiedliwość miała we krwi. Mściła się na nich, karząc za byle co. Jak on jej nie cierpiał. 
— Nie dojrzał na tyle, więc będzie siedział w żłobku. Nie robiąc nic jest bardziej pożyteczny, niż dręcząc słabszych od siebie — miauknęła jedynie. — To tylko dwa księżyce, które powinien wytrzymać bez narzekania. Mam Maleństwo od pełnienia wielu obowiązków i innych rasistów, którzy sprawnie wyręczają Pszczółkę. — wytłumaczyła. — I nie, Maleństwo, kara nie jest niesprawiedliwa. Może pamiętasz, jak Piaskowa Gwiazda ukarała Jałowy Pył, gdy wyrwał się z obozu jako kilkuksiężycowe k o c i ę? Hm? To nie wydaje mi się, by ci przeszkadzało. Pszczółka może zrobił to w młodym wieku, jednak nie zmienia to faktu, że wcale się nie poprawił. Nawet jako uczeń zachowywał się tak, jakby sam prosił się o karę. Już to mówiłam - rasizm nie będzie tolerowany. Nie został odpowiednio ukarany, bo był faworyzowany przez Piaskową Gwiazdę. Więc spotkają go teraz konsekwencje, by odechciało mu się robić czegoś podobnego na przyszłość. Zwęglony Kamień miał prawo żądać rekompensaty za krzywdę, jaka została mu wyrządzona.
Znów słysząc te prześmiewcze imię, miał ochotę wywinąć tu koziołka. Aż mu żyłka pulsowała, gdy tylko ono wypadało z pyska liderki. Ale spokojnie... Nie mógł dać ponieść się emocją, chociaż tak bardzo kusiło go, by rozerwać jej gardło na strzępy. 
— Mówiłaś, że nie chcesz być jak Piaskowa Gwiazda, a stosujesz takie same karne metody co ona — prychnął. — Mój syn to dobry kot. Nie jest rasistą. Tygrysia Smuga potwierdzi, bo ma na niego oko częściej, gdy ja pracuje. Nawet jeśli już musiałaś go ukarać za błędy młodości, to dwa księżyce to dla ciebie mało? Będzie w tyle, jak ma zostać wojownikiem przydatnym dla klanu, gdy będzie leżał całe dnie, pozwalając by cała wiedza, którą dotychczas się nauczył, wyparowała? I tu nie chodzi o teorie a praktykę. Skróć mu wyrok albo zrzuć go na mnie. W końcu to moja wina, że go tak wychowałem — Machnął ogonem 
Tygrysia Smuga zastrzegła uszami, zaskoczona postawą rudego. 
— Może rzeczywiście jeden księżyc? To błędy młodości, każdy je popełniał, tylko niektórzy byli za nie karani mniej lub bardziej — zauważyła. — W dodatku jego rodzice... — urwała, spoglądając niepewnie na niego — Wiesz, wychowania nie miał najlepszego, to nawet więcej ich winy niż jego, bo nikt mu nie powiedział, że może robić coś źle. A w żłobku są kociaki, nawet jedno złe słówko może na nich źle wpłynąć, nie powinien być tam przy nich — upierała się.
— Kara nie zostanie skrócona — miauknęła tylko. — Niczego się nie nauczy, jeśli będę tak łatwo ustępowała. — dodała, a na komentarz Rozżarzonego o Piasek, obrzuciła kocura chłodnym spojrzeniem. — Powołuję się na jej przykład, by pokazać ci, jak bardzo jednostronny jesteś. Burzysz się na wieść o karze dla syna, ale nie przeszkadzała ci taka sama kara dla innego kota. Dlaczego więc, ja postępuję źle, biorąc bardziej pod uwagę zdanie Węgla, który nigdy mnie nie zawiódł ani nie okłamał, a ty postępujesz dobrze, faworyzując swojego syna? Robisz przecież dokładnie to samo co ja. Ty masz wystarczająco dużo obowiązków, zawiodłeś jako rodzic, ale to Pożar sam musi ponieść konsekwencje za swoje błędy, by je końcowo zrozumieć.
Zacisnął pysk w złości. Co za... Miał ochotę sporo powiedzieć co o niej myśli, ale hamował się dla Tygrysiej Smugi. 
— Ah tak? Wspaniale wiedzieć, że słowo ofermy życiowej jest znacznie więcej warte, mimo że skrzywdził moje dziecko, które miało wtedy połamaną łapę. Co się dziwić, skoro Głazowemu Susowi też uwierzyłaś w te kłamstwa, bo przecież wzorowa wojowniczka, nie okłamałaby cię — prychnął.— Spójrz prawdziwe w oczy, Kamienna Gwiazdo. Zostałaś liderem, więc wszyscy będą ci teraz słodzić, wodząc za nos, by coś na tym ugrać. Chciałaś zmian? Być lepsza od mojej babci? Jak chcesz to osiągnąć jeśli popełniasz te same błędy?
— Zwęglony Kamień nie jest ofermą życiową — upomniała sprawnie Żara zastępczyni. — Nikt nie zasługuje na takie słowa, ale i nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Nie ustępujemy Pożarowi. Da się znaleźć dużo zajęć dla niego w obozie, które będą bardziej wymagające niż siedzenie w żłobku, a w dodatku nauczą go czegoś o życiu i będą formą treningu — mruknęła.
— Możecie odsyłać go do jakichkolwiek chcecie obowiązków. Jest zobowiązany wykonywać polecenia wojowników, czy jako uczeń, czy ,,kocię" — zauważyła. — Może pomagać swojemu tacie przy swoich obowiązkach. Będziecie mieć dla siebie więcej czasu, i przynajmniej będziecie cokolwiek robić — miauknęła. Na słowa Żara jedynie popatrzyła się na niego nie dając po sobie poznać żadnych emocji. — Tak jak mówi Tygrysia Smuga, nikt nie zasługuje na takie określenia. Zwęglony Kamień nie skrzywdziłby nikogo bez powodu, on boi się nawet nakrzyczeć na rudzielca, który się nad nim znęca. A wiadomo, jakie poglądy ma dwójka z twoich dzieci, Maleństwo. Tak, uwierzyłam Głazowemu Susowi. Wiesz dlaczego? Ponieważ jej słowa potwierdziła Kwiecisty Pocałunek. Dwa koty przeciw jednemu. Dwa koty, które nie mają na swoim koncie żadnych większych grzechów, przeciw jednemu kotu, który jest znany ze swojej agresji. Sam to sobie przemyśl i pomyśl, komu ty byś bardziej uwierzył na moim miejscu. Wszyscy będą mi słodzić? To zabawne, że mówisz to akurat ty, gdzie twój syn próbował wziąć mnie na litość przy rozmowie. Nie jestem głupia, Żar.
Machnął niezadowolony ogonem. 
— Och, przepraszam za swoje słowa — mruknął do Tygrys. — To tylko oburzenie. Wcale tak nie myślę o kochanym Węgielku. — Zwrócił łeb na czarną. — Nie jesteś głupia, a dajesz się robić w konia — prychnął do Kamień — Skoro ujrzałaś, że brał cię na litość, to czemu nie zauważyłaś, że te dwie mnie wrabiają? Wybacz za określenie, ale może ten rozum uaktywnia ci się tylko przy rudych? No nic... Tygrysia Smugo, chodźmy. To bezcelowe, Kamienna Gwiazda wydała już swój werdykt w tej sprawie. — Ruszył do wyjścia.
Ruda spięła się. 
— Przepraszam Kamień za niego, wiesz jaki jest — mruknęła pospiesznie. — Choć sama nie jestem  zgodna co do obecności Po... Pszczółki w żłobku — dodała ciszej. 
I na tym ich rozmowa się zakończyła. Porażka. Głupia, zacofana liderzyna. Dziwiła się, że nikt z rudzielców za nią nie przepadał? Przecież to było widać! Skoro nawet Tygrysia Smuga była po jego stronie i uważała, że kara jest niesprawiedliwa, to powinna przejrzeć na oczy! Inaczej po co jej zastępca, skoro nie słucha się jej rad?
— Nie mów nic do mnie! — syknął, gdy ruda wyszła tuż za nim z legowiska lidera. Gniew wręcz z niego bił, niczym rozjuszone płomienie. 

<Tygrys?>

12 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa(Rozżarzonej Łapy)

Zamarła na moment w bezruchu, mrugając szybko z zaskoczenia. Poczuła dziwne mrowienie w okolicach klatki piersiowej. Ledwo co opanowała oddech po stresującym ataku samotnika, a teraz słyszała to? I to od niego?
— Nigdy nie pomyślałabym, że powiesz coś takiego. I to w moją stronę — wymamrotała. — Fakt, że słyszę to z twojego pyska, sprawia, że są to najmilsze słowa, jakie w życiu usłyszałam — dodała, choć widziała, że z każdą chwilą jego stan zdrowia słabnie.
Nie zareagował, bo najwyraźniej stracił przytomność. Oczy miał zmrużone, a krew obficie wypływała z jego ran.
Widząc to, przełknęła ślinę i rozejrzała się. Nie było już żadnego samotnika w okolicy, ale skoro jest tu ten jeden trup, to może w każdej chwili zjawić się tu jakieś głodne zwierzę i zjeść nie tylko agresatora, ale i Żara.
Starała się odciągnąć rudzielca jak najdalej w stronę klanu. Szarpała go za skórę na karku i ciągnęła w kierunku miejsca lokalizacji obozu. Martwił ją pozostawiony czerwony ślad, bo nie była w stanie pozbyć się go. Tak samo jak zapachu krwi, ciągnącego się za nimi.
Gdy tylko znaleźli się pomiędzy drzewami, gdzie było w miarę bezpiecznie, niepewnie skryła go pod jednym ogołoconym z liści krzewów, a sama pobiegła co sił w łapach po pomoc.

***

Dwóch wojowników pomogła jej donieść kocura do obozu. Nie wahali się pójść za nią, gdy wyjaśniła sprawę i wybłagała ich o ratunek. Ulokowali go w legowisku medyka, gdzie zajęła się nim Wiśniowa Iskra, a Tygrys w międzyczasie mogła opowiedzieć Kamiennej o tym, co zaszło na ich spacerze.
Kiedy tylko rudy odzyskał przytomność, srebrna poleciała do niego, sprawdzić, w jakim stanie jest.
— Hej! — zamruczała, z niepokojem obserwując poranione ciało. — Jak się czujesz? — spytała z troską.
Rozmawiająca jak dotąd z nim szylkretka skinęła jej na powitanie głową, a następnie zajęła sortowaniem ziół, dając im chwilę prywatności.
— Hej... Dobrze. Będę żył. Dziękuję, że nie zostawiłaś mnie tam, gdy straciłem przytomność. A ty? Jak się czujesz? — dopytał dla pewności.
— Świetnie, nawet mnie przecież nie drasnął, zareagowałeś szybko i mnie obroniłeś — wymamrotała, wciąż zdumiona, że to przetrwali. — Chyba nie usłyszałeś wtedy tego, co ci mówiłam, więc... Więc powtórzę. To, że w ogóle stanąłeś w mojej obronie, sprawia, że jest to najmilsza rzecz, jaką ktokolwiek kiedykolwiek dla mnie uczynił.
Miała wrażenie, że mówi mu dokładnie to samo, co ostatnim razem. Mimo to nie żałowała tych słów.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Nie przesadzaj... — Machnął na to łapą zdezorientowany. — Nie rozumiem, czemu uważasz to za coś dziwnego... — dodał.
— Bo mało kto wierzy, że uczyniłbyś coś tak dobrego — odparła z lekkim uśmiechem. — Czasem jesteś najwspanialszy właśnie przez to, że potrafisz zaskakiwać, wiesz? — rzuciła pokrzepiająco.
— Czyli to mój atut? — Uśmiechnął się lekko, nadal zakłopotany całą tą sytuacją. — Nie zgrywasz się?
— Chyba znasz mnie na tyle, by wiedzieć, że nie byłoby to w moim stylu — odpowiedziała delikatnie.
— A ty powinnaś wiedzieć, że nie jestem przyzwyczajony do takich słów... i mi... dziwnie z tego powodu... — wyjaśnił jej.
— Cóż, może teraz będziesz słyszeć je częściej? — zamruczała pogodnie. — Wieści w klanie rozchodzą się szybko, opinia o tobie powinna się zmienić i to na lepszą — zauważyła, rozglądając się po otoczeniu.
Nie przepadała za tkwieniem w legowisku medyka. Kojarzyło jej się ono bardziej z chorobami i śmiercią, aniżeli z całym procesem leczenia i odzyskiwania zdrowia.
— Aż nie chcę się budzić — miauknął, kładąc łeb z powrotem na mchu, w bardzo zadowolonym nastroju.
Zaśmiała się przelotnie.
— Nie musisz, to nie sen. Masz pierwsze wyniki naszych terapii i efekty swojej pracy — stwierdziła z uznaniem.
W jakiś sposób była nie tylko dumna z niego i jego postępów, ale i z siebie. Wielu wątpiło i wprost przyznawało jej, że nie wierzy w jego przemianę. Ona natomiast uparcie tkwiła przy swoich racjach i teraz mogła wytknąć język każdemu, kto sądził inaczej.

<Żar?>

05 września 2022

Od Maleństwa cd Tygrysiej Smugi

Chciał jej podziękować. Otwierał już pysk w tym celu, gdy nagle dojrzał rudy kształt. Odskoczył na bok w ostatniej chwili, obserwując jak samotnik rzuca się wygłodniale na Tygrys. Wydał z siebie warkot, po czym z całych sił odepchnął obcego od kotki, sycząc na niego groźnie. Zasłonił ją swoim ciałem, patrząc na objętego obłędem, wychudzonego, lecz dalej barczystego kocura. Tu nie było czasu na myślenie. Wszystko wyrzucił z umysłu, skupiając się tylko na przeciwniku. Widział, że nie podda się łatwo. Był pewnie głodny i wymarzył sobie polędwice z kota.
Starli się w uścisku, gryząc się wzajemnie. Osłabienie po siedzeniu w żłobku, bardzo się na nim odbijało. To nie było to, co dawniej. Jednak mimo wszystko kopał tunele, dzięki czemu jego łapy nabrały znacznych sił, a teraz dawały obcemu silne ciosy, powodując jego wycofanie się. 
Dyszał, tak jak i jego przeciwnik, gdy mierzyli się wzrokiem. I wtedy ujrzał jak zerka na Tygrys. Drapieżnik zawsze wybierze słabą ofiarę. Ruda była osłabiona przez głód jak i leżenie w żłobku. Nie miała z obcym szans. Zasyczał na niego, robiąc krok w jego stronę. Pokazał mu, że to on był jego przeciwnikiem, a nie królowa. Nie potrzebowali słów, by się zrozumieć. Morderca rozpozna innego mordercę. A on nie zamierzał pozwolić, by kocur zagryzł rudą zastępczynie.
Zauważył jak kotka po cichu mimowolnie zbliżyła się w ich stronę. Widząc to samotnik nie czekał dłużej, rzucając się na nią. W tym samym momencie i on skoczył, zbijając go z łap. Poturlali się po śniegu, sycząc i gryząc się w szale. Nie zwracał uwagi na ból i to, że krew lała się z nich strumieniami. Usłyszał zduszony okrzyk zastępczyni, lecz zignorował go, bo przecież wroga miał tuż przy sobie.
Srebrna wykorzystała moment, gdy byli bliżej i szarpnęła napastnika za skrawek ucha.
Musiał przyznać, że walka była po części przyjemna. Mógł się wyżyć, a gniew tylko go napędzał. Korzystając z odwrócenia przez Tygrys uwagi samotnika, wgryzł mu się w gardło, rozrywając je na strzępy. Zdumiony obcy zacharczał, plując krwią na wszystkie strony, nim wyzionął ducha. 
Dyszał patrząc na martwego z chorą satysfakcją. Oblizał pysk, na którym widniał zadowolony uśmieszek. Spojrzał na Tygrysią Smugę, szybko przejeżdżając po niej wzrokiem.
— Nic ci nie jest? — zapytał, czując jak adrenalina powoli go opuszcza, a ból z zadanych ran, daje o sobie znać.
Widział, że wciąż była w lekkim szoku. Zakołysała się w miejscu, ale utrzymała równowagę i odchrząknęła, zwalczając suchość w gardle. 
— Chyba nie... — wykrztusiła. — Jeny, Żar, skąd on się tu wziął? I... O matko, uratowałeś mnie.
— Straciliśmy czujność i nas zaskoczył. — Usiadł ciężko na ziemi, krzywiąc się z bólu. — Przez ten głód wszyscy wariują, nawet samotnicy. — Słysząc jej zdziwienie w głosie, dodał — Tak... uratowałem — Strzepnął uchem. — Nie dałbym mu cię zjeść. To cię dziwi? Sądziłem, że bardziej zaskoczy cię fakt, że zabiłem kogoś. Ponownie.
— Tym razem zrobiłeś to w obronie życia, nie tylko swojego, ale i cudzego. Co innego, gdybyś zrobił to niczym zwykły psychol dla własnej satysfakcji — rzekła, biorąc głęboki wdech. — Taka postawa jest całkiem... Bohaterska.
Położył po sobie ucho, patrząc gdzieś w bok speszony. On bohater? Dobre sobie.
— Gdy broniłem się przed nocniaczką, która wleciała nam do obozu, to jakoś napiętnowali mnie potworem. A tylko walczyłem o przeżycie. Nie patrzą na powody. Nie pytają dlaczego. Lecz widzą, że skrzywdziłeś drugiego kota — Wbił pazury w ziemię. — Kamienna Gwiazda jak się dowie, nie wiem czy ci przyklaśnie. Pewnie wrzuci mnie do więzienia, bym nie stanowił dla nikogo zagrożenia...
— Nie zrobi tego — wykrztusiła, starając się zachować spokój. — Nie ma prawa. Zresztą... — ucięła, patrząc przelotnie na zakrwawione ciało. — Ta ciągła chęć przetrwania zabija od środka i tworzy z nas potwory. Ty swojego potrafisz kontrolować, on najwyraźniej niekoniecznie.
— Racja... Jestem potworem. Pogodziłem się już z tym. Dzięki temu wiem, kiedy się to pojawia... To... uczucie. Ciebie jednak bym nie skrzywdził... Kiedyś... może. Teraz? Teraz pewnie bym się poryczał nad twym grobem. — wystękał. — Wracajmy, bo czuję... czuję się słabo... — to powiedziawszy poczuł jak robi mu się ciemno przed oczami, po czym padł obok trupa nieprzytomny.

<Tygrys?>

01 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa

Przewróciła z lekkim rozbawieniem oczami. Narzucił szybsze tempo, a ona bez sprzeczek dorównała jego krokom. Zaczął się rządzić i przejął dowodzenie, ale nie dziwiła się i nie miała ku temu problemów, co najwyżej w jej duszy zagnieździło się parę obaw, czy nie będzie próbował nawiać. Musiał zapewne rozprostować łapy po takim czasie, w którym rutynowo albo kopał doły, albo kulił się w kącie żłobka.
Uniosła pysk w górę, węsząc za zwierzyną, ale mróz szczypał ją w nos i nie szło jej to najlepiej.
— Kiepsko — skomentowała, rozglądając się po bokach. — W życiu nie widziałam takich pustek, a wydaję mi się, że bywały chłodniejsze Pory Nagich Drzew — rzekła, zatrzymując się przy podejrzanie wyglądającej wypukłości w śniegu. Rozkopała ją łapą, z naiwną nadzieją na coś pożywnego, jednak jedyne, co ujrzały jej oczy, to sterta kamieni.
— Nic z tym nie zrobimy... Powinniśmy się wynieść i poszukać pożywienia gdzie indziej — stwierdził ze znużeniem rudzielec, siadając nieopodal. — Nie ma sensu chodzić ciągle w to samo miejsce, licząc na cud.
Skinęła głową, kierując się w jego kierunku. Nie spuszczała z niego wzroku, bo choć czuła się swobodniej, to nie chciała go zgubić.
— To chodźmy może bliżej granicy z Klanem Wilka, tam zawsze dużo zająców kicka — przypomniała.
Zgodził się bezproblemowo, więc ruszyli w tamtą stronę. Rozglądali się cały czas po otoczeniu, lecz niczego nie dostrzegli, ani nie wyczuli. Przeszli się wzdłuż granicy, nie natrafiając nawet na żadnego Wilczaka.
— Nadal nic — miauknął, kierując na nią wzrok. Zdawał się oczekiwać, że wymyśli coś sensownego dla ich nieciekawej sytuacji. Zapewne miał nadzieję upolować cokolwiek na jego pierwszym wypadzie poza obóz po tak długim czasie odbywania kary. Tygrys wręcz czuła jego zawód.
Mimo wszystko widać było jednak po nim rozluźnienie. Nie wyglądał na zdenerwowanego, lecz spokojnego. Wziął głęboki oddech, a para buchnęła mu z pyska. Srebrna nieraz była w szoku, że z kogoś, kto był zirytowany samym jej widokiem, zrobi się całkiem dobry kompan do rozmów.
— W sumie... to mam pytanie. Czemu załatwiłaś nam ten spacer? Przecież zasługuje na gnicie w żłobku do usranej śmierci. Każdy w obozie ci to powie.
Zaskoczyło ją to nagłe pytanie. Nie myślała o tym, ale powód od razu sam nasunął jej się na język.
— Każdy w obozie ma inne zdanie. To, co twierdzi większość nie zawsze jest prawdą — odparła ze spokojem, spoglądając na niego z takim wyrazem pyska, jakby to wszystko było oczywiste. — Sam wspomniałeś o tym, że chciałbyś się przejść. Zresztą ruch, który odbywasz dziennie, nie jest tym, który spełniałby twoje zapotrzebowania. Uznałam, że przydałoby ci się rozprostować łapy na dłużej. Karą kara, ale jak się przewietrzysz raz porządnie, to ci się lepiej będzie myśleć — zauważyła.

<Żar?>

Od Maleństwa cd Tygrysiej Smugi

*jeszcze porą Nagich Drzew*

Nie wierzył własnym uszom. Kamienna Gwiazda zgodziła się go na chwilę stąd wypuścić? To było wręcz niemożliwe. Przecież mu nie ufała. Na dodatek miał iść sam na sam z Tygrys? Bez żadnej obstawy? Uniósł łeb, gapiąc się na nią tak, jakby właśnie zobaczył ducha. 
— Co takiego? Nie wkręcasz mnie? — zapytał, bo naprawdę brzmiało to niepodobnie do czarnej liderki. 
— Nie — odparła, kręcąc głową dla potwierdzenia swych słów. — Muszę ci przyznać, że sama jestem w szoku.
Wstał powoli nadal nie dając temu wiary. Wyszedł ze żłobka, rozglądając się za czarną, która na pewno zaraz go pogoni z powrotem, gdy ujrzy co knuli, lecz nic takiego się nie stało.
— I możemy sobie iść? Sami? — dopytał dla pewności. 
— Tak! — rzekła z lekko uniesionym od ekscytacji głosem, co było do niej niepodobne. — Tylko we dwoje, bez żadnych opiekunów siedzących ci na ogonie — rzekła spokojniej.
To mu się śniło? Bo na to wyglądało. Wyszedł ostrożnie z obozu z rudą, uważnie rozglądając się na boki. Nikt naprawdę za nimi nie poszedł. Byli tu... sami. Śnieg chrzęścił pod łapami, gdy kierował kroki przed siebie. Gdy znaleźli się daleko od obozu, całe napięcie go opuściło, a on odetchnął pełną piersią. Wolność... Upragniona wolność. Brakowało mu tego. Spojrzał na Tygrysią Smugę, uśmiechając się do niej z satysfakcją. Musiał wyglądać jak podekscytowane kocię, które po raz pierwszy opuściło ściany żłobka i w sumie... była to prawda. Już od kilku księżyców jedyne co widywał to dół, który kopał, legowisko medyka i kociarnia. 
— Jesteś... niezwykła. Dziękuję. 
— Cała przyjemność po mojej stronie — odparła. — Widzisz? Kamień nie taka straszna, jak o niej mówią.
Ta jasne. Nie miał pojęcia jak kotka to zrobiła, ale na bank musiała jakoś się liderce podlizać. Bez powodu nie zrobiła jej swoim zastępcą.
— Więc możemy iść teraz gdzie chcemy, tak? — Zaczął rozglądać się po terenie z uwagą. 
Nie czuł zwierzyny, co go rozczarowało. Wbicie kłów w żywą istotę, by odebrać jej życie, było najlepszą formą wyżycia się, której wręcz łaknął. 
— Owszem, z tym, że proszę, byś nie uciekał. Jeśli pokażemy Kamień, że umiesz się zachowywać poza obozem i to bez obstawy, spojrzy przychylniej na zwrócenie cię chociaż do legowiska uczniów — mruknęła pogodniej. — I nie zbliżamy się do terenów Klanu Nocy, dobrze? Wolę nie kusić losu, gdyby... Gdyby ktoś miał tam być.
— Nie zamierzam się tam zbliżać, więc się nie przejmuj. — miauknął, kierując kroki ku małemu zagajnikowi, który był jedynym źródłem drzew na ich terenie. — Tutaj rósł mak — Wskazał Tygrys przestrzeń pokrytą przez śnieg. — Pomagałem go zrywać, a tam pomiędzy tymi drzewami zbierałem patyki i pajęczynę oraz ukrywałem się, by nie wrócić do obozu. Wtedy było tak gorąco... — wspominał. 
— Ah, nawet nie przypominaj, nieraz myślałam, że się uduszę — burknęła. — Za to teraz wszyscy zamarzamy na śmierć — dodała, strzygąc uszami. Szła za nim, rozglądając się z ulgą po terenie. 
— Tak. Okropnie zimna ta Pora Nagich Drzew — zgodził się z nią, wchodząc do zagajnika. 
Spojrzał na drzewo, po czym wbił w nie pazury, przejeżdżając nimi po chropowatej korze. Uczucie satysfakcji wypełniło go całego. Wojowniczka przyglądała mu się z uwagą, gdy haratał świerk, na którym pozostały ślady po tym czynie. 
— Cóż, masz teraz zastępstwo dla swojego patyka. Tylko większe i takie, którego chociaż nie złamiesz — zażartowała.
— Prawda. Chociaż wolałbym królika. Na nim nie łamią się pazury — prychnął, puszczając się drzewa. — Ale dobrze jest się poruszać w inny sposób niż kopanie tuneli.
— Królika? — mruknęła. — Będzie ciężko. Teraz w Porę Nagich Drzew, siedzi wszystko w swoich norach, więc znalezienie chociażby małego ptaszka albo myszy polnej graniczy z cudem — rzekła, rozglądając się z namysłem. — Kamienna Gwiazda nie mówiła nic o tym, aby szybko wracać... Nic się nie stanie, jak sobie trochę poszukamy.
— Jesteśmy na spacerze, to możemy pospacerować i poszukać czegoś. Nie pogardziłbym mięsem. Te racje co nam dają, to ledwo wystarczą dla kocięcia — prychnął, znów wyżywając się pazurami na drzewie.
— Przynajmniej każdy coś może zjeść. Mało bo mało, ale... No cóż, miejmy nadzieję, że więcej już takich głodówek nie będzie.
Miał również taką nadzieję. Czuł się niczym nierudy za rządów Piaskowej Gwiazdy, jak to zwykle mówiła Kamienna Gwiazda. Jego żołądek był pusty i dopominał się o pokarm. Wiedział, że schudł po tym jak czuł, że lżej mu się chodziło niż zwykle. Mięsnie na szczęście jeszcze jakieś miał. Po kopaniu tunelu, łapy mu się wzmocniły i to porządnie. Jedyny plus tej okropnej kary.
— To w drogę — zarządził, kierując kroki w teren, próbując wyłapać zapach posiłku.

<Tygrys?>

28 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa

Instynktownie skuliła uszy w reakcji na jego podniesiony głos. Rozumiała powód bulwersu, ale w trosce o jej słuch mógł darować sobie krzyki.
— Ale jesteś szczupły, wiesz... Zawsze mogła cię nazwać każdym kolorem futra, który nie jest rudy. To by cię chyba bardziej zabolało, prawda? — podsunęła niechętnie, bo przecież "Maleństwo" nie było aż takie złe.
— Nie — miauknął zirytowany. — Czarny, niebieski czy każdy inny kolor brzmi lepiej niż... niż to. To jest takie upokarzające! Czuje jak pale się ze wstydu, gdy mam wyjść ze żłobka — wyznał niezadowolony.
— To nie wychodź — mruknęła odruchowo, ale widząc jego zmęczone spojrzenie poprawiła się. — Naprawdę nie brzmi aż tak upokarzająco. To imię jest całkiem... Urocze — stwierdziła.
— Urocze, a przez to upokarzające. Brzmi jak imię dla kocięcia, mysiego móżdżka. Nie ma w nim siły. Nie zdziwię się, jak wszyscy w obozie zaczną ze mnie drwić bardziej. — Wziął głęboki oddech. — M-m-mogę patyka? — poprosił, co ją zaskoczyło, ale nie skomentowała tego.
Skinęła spokojnie głową i podeszła po drewniany kijek, leżący tuż za nią. Była gotowa na takie sytuacje. Zgarnęła go w pysk i podsunęła mu.
— Jeśli zaczną z ciebie drwić, to wina ich braku dojrzałości i tego, że nigdy nie wyrośli z kocięcego okresu — odparła.
Nie odpowiedział na to, od razu wgryzając się w przyniesiony przedmiot. Gryzł go, wyżywając się na nim i przenosząc na niego swój cały ból, żal i wściekłość. W końcu ten pękł na wiele drobnych kawałeczków.
Dźwięk rozszedł się po okolicy. Tygrysia Smuga z westchnięciem rozejrzała się po wnętrzu żłobka, zmartwiona zachowaniem rudego. Niegdyś wydawało jej się, że zrobili ogromne postępy. Teraz na nowo wracali do punktu wyjścia.
Czarna mogłaby dać jej większą swobodę, na zasadzie odpuszczeniu Żarowi paru rzeczy. Srebrna wiedziała, jak do niego podejść i liderka na ten moment jej to tylko utrudniała.
— Spokojnie, nie mamy aż tyle patyków — upomniała, widząc, jak dalej maltretuje gałązkę.
Spojrzał na nią, wypluwając resztki tego, co miał w pysku, wprost pod jej łapy.
— Gdybym mógł wyjść poza obóz, to mógłbym znaleźć sobie coś na zastępstwo — poinformował ją.
— Możemy się raz przejść czy coś — zaproponowała bez namysłu. — Z tym że proszę cię Żar, ufam ci na tyle, by cię stąd wyciągnąć na dłuższą chwilę, więc nie szastaj moją dobrocią i nie kombinuj nic — poprosiła.
— Naprawdę sądzisz, że Kamienna Gwiazda pozwoli nam wyjść z obozu? - Posłał jej zmęczone spojrzenie, bez nadziei i wiary, że ten jej pomysł wypali.
— Pozwoli. Poproszę ładnie i będę odpowiadać za ciebie. Zresztą, jakbyś uciekł, to pewnie... Nie robiłaby z tego awantury — mruknęła. — To znaczy, byłaby zła na mnie, ale nie płakałaby za tobą.
— Dobrze. To idź do niej. Ja tu poczekam — orzekł, kładąc łeb na łapach.
Niebieskooka wyszła ze spokojnym wyrazem pyska, starając się nie pokazać po sobie wątpliwości. Musiała tylko znaleźć czarną, przedstawić jej swoją propozycję wraz z zaletami takowej sytuacji, a potem mogła wrócić i choć na moment wyrwać kocura z ciasnej kociarni.

***

Wróciła do rudego kocura z lekkim uśmiechem na pysku. Poszła lepiej, niż się spodziewała. Liderka nawet nie stawiała żadnych warunków, po prostu się zgodziła.
— Wstawaj ponuraku, spacer nas czeka — orzekła z wesołością. Po drodze do kociarni znalazła opiekę dla swoich dzieci na czas ich podróży, więc nie musiała się martwić, że zostaną same.
Rudy uniósł łeb, gapiąc się na nią tak, jakby widział ducha.
— Co takiego? Nie wkręcasz mnie?
— Nie — odparła, kręcąc głową dla potwierdzenia swych słów. — Muszę ci przyznać, że sama jestem w szoku.
Wstał powoli i wyszedł za nią ze żłobka. Rozglądał się z pewną paniką w oczach.
— I możemy sobie iść? Sami? — dopytywał.
— Tak! — rzekła z lekko uniesionym od ekscytacji głosem, co było do niej niepodobne. — Tylko we dwoje, bez żadnych opiekunów siedzących ci na ogonie — dodała spokojniej. 

<Żar?>

22 sierpnia 2022

Od Maleństwa cd Tygrysiej Smugi

Czuł się strasznie upokorzony. Wbijał wzrok we własne łapy, zły na cały świat. Słowa kotki tym bardziej nie pomogły pozbyć się tego zażenowania. Nie chciał tu skończyć, ani robić za jej kociaka. Był do licha dorosły! 
- Wrobiły mnie. Wrobiły przed Kamienną Gwiazdą, a ona w to uwierzyła. To się stało. Nie zasłużyłem na to - mruknął chowając pysk w łapach. - Nie nazywaj mnie tak, to okropne. - dodał jeszcze, skręcając się na samo wspomnienie tego imienia. 
Skinęła głową ze zrozumieniem.
- A możesz mi powiedzieć, jak było naprawdę? I w co cię wyrobiły? - spytała. - Proszę, Żar. Będę tak do ciebie mówić, ale musisz mi obiecać, że będziesz ze mną współpracował.
Słysząc to, nieco napięcie go opuściło. Jak dobrze, że nie zamierzała się słuchać tych durnych poleceń czarnej liderki! Musiał przyznać, że jego szacunek nieco wzrósł do rudej, mimo tego że ta nadal starała się go nawrócić na dobrą stronę. Nie zamierzał jednak z nią walczyć. Miło było poczuć, że ktoś chcę wysłuchać jego przebiegu wydarzeń, biorąc je za wersję prawdziwą. Ten mały gest zaufania, wiele dla niego znaczył. Oby tylko się nie zawiódł... 
- Byliśmy na polowaniu z Kwiat i Głazem. Wbiegł we mnie Rudzikowy Śpiew. Chciałem go przegonić, ale Głazowy Sus wdała się z nim w dyskusje. Obgadywali mnie przy mnie, a potem... Głaz zdradziła mu, że mam dzieci. Nigdy nie miał się o tym dowiedzieć. To była moja prywatna i osobista sprawa, a ona to zrobiła. Drwiła jeszcze później ze mnie i po prostu nie wytrzymałem. Zaatakowałem ją, ale nie chciałem jej zabić ani nic. A ona poszła na skargę do Kamień. Skłamała, że zrobiłem to bez powodu, bo miałem dość tego, że mnie pilnują. Druga potwierdziła jej słowa i mnie wrobiły. Kamień się wściekła, a kare nadała mi Głaz. I właśnie dlatego tu jestem. - wyjaśnił. - Tak... obiecuje. Będę grzeczny, tylko nie mów tak do mnie, bo jeszcze chwila i wbije sobie patyk w gardło... 
Był w stanie sobie to zrobić, gdyby naprawdę nie miał innego wyboru na poradzenie sobie z tym problemem. Babcia jednak mogłaby poczuć się... bardzo źle, gdyby nagle pojawił się w Mrocznej Puszczy.
- Przestań - poprosiła, spoglądając kątem oka na drzemiące dzieci. - Tu są kociaki, one nie powinny słyszeć takich słów - stwierdziła. - Nie wiem niestety, na ile mogę ci wierzyć, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś przeinaczyłby odrobinę prawdę, aby ci dopiec. Mimo wszystko, nawet, jeśli miałeś motywy, nie powinieneś posuwać się do przemocy. Nigdy nie wiesz, czy nie użyjesz za dużo siły i kogoś nie zabijesz. A jak się zaczynasz nakręcać, to jesteś nie do powstrzymania.
No tak... wybrała bezpieczną strategię, gdzie nikt nie ma racji lub ma ją po części. Od dawna nie czuł się w stanie, by aż tak nakręcić się, by siać chaos. Rozstanie z Rudzikiem mocno na niego wpłynęło, a liderowanie Kamień, tylko wzmocniło jego niechęć do wszystkiego. 
- Już i tak za późno. Nie cofnę czasu. Musisz mnie teraz znosić. Ale nie będę tu siedział wieczność, bo muszę kopać dalej tunele i pomagać w obozie - miauknął. - No i nie jestem kociakiem, więc tym bardziej nie musisz zwracać na mnie uwagi. Zajmę się sobą sam. 
Przekrzywiła głowę, patrząc na niego z niepokojem. 
- Kociakiem może i nie, ale bardzo skrzywdzonym i zepsutym psychicznie kotem już tak - mruknęła. - Chciałabym ci pomóc Żar. Chcę, byś wrócił do normalnego życia, do bycia normalnym wojownikiem. Prędzej czy później to i tak nastąpi, ale chciałabym pomóc ci, aby stało się to jak najszybciej.
- Dobrze wiemy, że koniec nie nastąpi. Kamień jasno podkreśliła, że póki nie wyrzeknę się babci, nie cofnie mojej kary. To teraz zamiast wiecznego ucznia, będę wiecznym kocięciem, wspaniałe życie. Żeby zmieniła zdanie, potrzeba cudu. Nawet gdybym jej pokazał, że się zmieniłem, nie nagrodzi mnie nijak. Mści się za wszystko, co kiedyś ja i inni jej zrobiliśmy.
Właśnie tak to widział. To była forma zemsty. Musiał się na nią godzić dla własnego dobra. Wizja zostania samotnikiem nie była zbyt optymistyczna. Skończyłby wtedy jak swój stary, który pewnie już dawno gryzł ziemię. Nie zamierzał iść jego śladami. 
- Nie mogę powiedzieć, że za to akurat nie zasłużyłeś na karę, bo należało ci się - mruknęła. - I ja rozumiem, że twoja babcia była dla ciebie... Ważna - wymamrotała niechętnie. - Nie jest jednak ona kimś, kto zasługuje na twoje oddanie. Powinieneś być wierny klanowi i dbać o dobro wspólne, jej już nie ma i nie będzie.
Uśmiechnął się pod nosem, bo wiedział coś czego nie wiedziała. Jego babcia żyła i zawsze przy nim była. Przetarł łapą pysk i spojrzał na nią zmęczony. 
- Jestem wierny i oddany klanowi. Nie sprzedaje informacji Klanowi Nocy jak Głazowy Sus. - prychnął pod nosem. Jego zdaniem to ona powinna zostać ukarana. Musiał jednak odpuścić to kotce, bo nijak nie istniała sprawiedliwość w tym klanie. 
- Cóż, rzeczywiście nieładnie z jej strony, jeśli rzeczywiście za dużo powiedziała. Ciężko jest jednak uwierzyć na słowo jednemu, który znany jest ze zła, niż dwójce kotek, które sprawiają wrażenie dobrych. Nie zostało ci nic innego, jak udowodnić, że zależy ci na życiu tutaj. Nie każe ci się uśmiechać, ale spróbuj raz mieć lepsze nastawienie do Kamiennej Gwiazdy. - powiedziała. 
Lepsze do niej nastawienie? I tak bardzo się starał, by ją szanować, nie wyzywać i nie knuć jej obalenia. To już chyba oznaczało, że udowadniał chęć zmiany. 
- Mh... Jak mam mieć lepsze nastawienie, jak wiem, że będzie ze mnie drwić? Wiem, że sprawiało jej to satysfakcję.
- Nie będzie - zapewniła. - Nawet jeśli nie wierzy w twoją przemianę, to jest dorosłą kotką, a nie niewychowanym młodzieńcem. Powinna podejść do sprawy poważnie.
Cóż... z tym się nie zgadzał, patrząc w jaki sposób ta rządziła klanem. Niby zniknęły podziały, niby jest pięknie i kolorowo, lecz każdy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Kamień będzie tak czy siak uprzedzona. Właściwie miał w tym też swoją winę, więc może rzeczywiście zasłużył na karę, ale miał nadzieję, że ta niesprawiedliwość nie dotknie jego dzieci. 
- Gdyby podeszła do sprawy poważnie, nie pozwoliłaby by mi nadano takie upokarzające imię. - miauknął. - Za bardzo w nią wierzysz.
- Wierzę w nią tak samo mocno jak i w ciebie - odparła delikatnie. - Maleństwo nie brzmi aż tak źle, zawsze mogłeś się nazywać gorzej - stwierdziła pocieszająco.
Słysząc to, aż mu żyłka zapulsowała na czole. 
- Nie brzmi źle?! - Wziął aż oddech. - Brzmi okropnie! Tak upokarzająco! Spójrz na mnie! Czy ja ci wyglądam na maleństwo? Jestem dorosłym kocurem, a nie kociakiem! - warknął zły.
Nienawidził tego imienia, nienawidził Kamiennej Gwiazdy, nienawidził jej cholernych rządów. A najbardziej nienawidził siebie za to, że nie mógł nic z tym zrobić. Nic a nic. Poczucie braku kontroli nad sobą i życiem, było koszmarne. A ta jeszcze starała się go pocieszyć? Że nie jest wcale tak źle? Ah, czekał na moment, aż liderka zdechnie. Zobaczymy czy wtedy Tygrysia Smuga lepiej rządziłaby tym całym syfem od niej. Bo w sumie jak na razie, to ruda przemawiała do niego bardziej, nawet głosząc miłość i tęczę niż ten zapchlony nierudy plebs. 

<Tygrys?>

20 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonej Łapy(Maleństwa)

Spojrzała na niego zaskoczona. Wyzdrowiał fizycznie, jego łapy zrosły się, a futro odzyskało dawny blask. Natomiast ucierpiała jego psychika. Za każdym razem, gdy się spotykali, wydawał jej się coraz bardziej dobity. Wiedziała, z czego to wynika i martwił ją fakt, iż nie była w stanie temu zaradzić.
— Tylko nie zaśnij — upomniała go delikatnie. — Mamy rozmawiać, a nie chrapać sobie nawzajem do ucha — dodała, starając się złagodzić napiętą atmosferę.
Nigdy jednak nie była dobra w żartach. Potwierdził jej to wydany z kocura pomruk, pełen niezadowolenia.
— Postaram się. Więc? O czym dzisiaj chcesz rozmawiać? — spytał, zbywając jej dowcip.
— Najpierw chcę cię zapytać, jak się czujesz — zaczęła, a widząc jego minę, cicho parsknęła. — Tak, zdaję sobie sprawę, że pytam o to zawsze. Nie wiem jednak, czy zauważyłeś, ale za każdym razem odpowiedź brzmi odrobinę inaczej.
— Okropnie. Jestem zmęczony. Od rana haruje i nie mam nawet chwili na złapanie oddechu czy myśli. Czuję się, jakbym utknął w niekończącej się pętli... Jakbym zatracał to kim jestem — przyznał, co wzbudziło w niej zainteresowanie. Ta odpowiedź była wyjątkowo rozwinięta jak na jego standardowe chęci do rozmowy. To porównanie, którym się posłużył, nie mogło zostać użyte bez powodu.
— A kim uważasz, że jesteś, bądź na ten moment, byłeś? — zapytała. — Praca może nie jest przyjemna, ale pozwala ci, chociaż oczyścić umysł i zaczynasz zwracać więcej uwagi na to, na co kiedyś w ogóle nie patrzyłeś — rzekła.
Sama nieraz łapała się na tym, jak problemy potrafiły przysłonić widok prawdziwego świata. Zbyt skupiona na tym, co ją dręczyło, nie spostrzegła drobnych przyjemności, które nieraz czyniły jej dzień lepszym. Postanowiła bardziej doceniać, to co ma, co dostaje i czerpać, choć niewielkie pokłady radości z każdej chwili swojego bytu.
— Jestem... Żar. A byłem...? Silny, potężny, miałem świat u stóp. Teraz czuje się jak gówno. Mam gdzieś wszystkich wokół siebie. Robię to co mi każe Kamienna Gwiazda, ale i ona jest taka... oddalona i nijaka. Brzydzę się, gdy widzę jej pysk. Tak naprawdę tylko z tobą rozmawiam. Czasem ze Szczypior. Nie czuję się dobrze — przyznał, biorąc głębszy oddech i spuszczając wzrok na wysunięte przed nim łapy.
— Rozumiem, że przechodzisz gorszy okres w życiu. Przykro mi, jak wiele trudnych sytuacji cię aktualnie przytłacza. Musisz się jednak zastanowić, kim tak naprawdę teraz chciałabyś być. Czy tamten Żar był kimś dobry? Możesz stać się lepszy od tego, kim byłeś — oświadczyła ze spokojem.
— Nie wiem — westchnął. — Wolałbym być sobą sprzed poznania Rudzika. Wtedy miałem to coś... w sobie. A teraz? Jestem jak wymiętoszona piszczka. Jak niby z czegoś takiego mam stać się kimś lepszym? — prychnął, jakby jej słowa były największym absurdem, jaki mógł usłyszeć.
— Czasem trzeba sięgnąć dna, żeby się odbić — wyjaśniła, jednak głos lekko załamał jej się od skrytej w nim niepewności. — Nie byłeś nigdy kimś, z kogo ktoś mógłby być dumny. Nie pozwoliłeś kiedykolwiek tej swojej dobrej stronie wyjść na wierzch, pozwalałeś jej gnić. Teraz przechodzisz przemianę, tracisz swe poprzednie miano, stajesz się na moment nikim, aby w przyszłości osiągnąć sukces — dodała.
Położył po sobie ucho, słysząc te słowa.
— Czyli... jestem teraz nikim? — burknął tonem, z którego wprost wynikało, że nie był z tych słów zadowolony. — Babcia była ze mnie dumna. — Napuszył się urażony. — Mówiła mi to...
— Okłamywała cię — odparła bez wahania. — Mówiła to, co chciałeś usłyszeć, żeby do ciebie dojść. Złamała cię od środka. Z mojego punktu widzenia to zwykła i paskudna manipulacja, a nie żadna rodzinna więź. Przykro mi z twojego aktualnego stanu, ale to przejściowy etap — oświadczyła, choć kompletnie się na tym nie znała, ale źle by się czuła, gdyby nie dodała czegoś brzmiącego na pocieszenie.
Zacisnął pysk, wbijając po raz kolejny wzrok we własny ogon. Spiął się tylko cały, nie odpowiadając jej.
Zauważyła jego reakcje. Powstrzymała się od głębszego oddechu i zbliżyła się, opierając swoją łapę o jego. Dziwnie jej było, ale chciała zwrócić na siebie jego uwagę.
— Posłuchaj — zaczęła łagodnie. — Ja wiem, że to wszystko brzmi dla ciebie głupio i źle. Nie chcę cię dobić, ale ciężko do ciebie podejść i chcę, byś zrozumiał, że nie byłeś kimś dobrym ani wcale silnym. Znęcanie się nad innymi to największa oznaka słabości. Nie radziłeś sobie ze swoimi problemami, więc pozwalałeś smutkowi zmienić się w gniew i wyżywałeś się na innych.
Nie zareagował, jednak gdy go dotknęła, zwiesił bardziej łeb.
— Może tak było — zgodził się z nią. — Sprawiało mi to przyjemność. Odwracało uwagę
— To nie było dobre rozwiązanie — mruknęła, na co on spojrzał na nią jak na skończoną idiotkę. — Dobrze, powiedzmy, że dzisiaj taka krótka sesja wystarczy. Masz ode mnie spokój.

***

Patrzyła w osłupieniu na Rozżarzonego Płomienia, a raczej Łapę, choć teraz znowu miał nowe imię.
— Chciałbyś mi powiedzieć, co się stało, że doszliśmy do tego miejsca? — zapytała. — Rozumiem, że mam cię uczyć szacunku, ale robić za twoją matkę? Czy ty niczego się nie nauczyłeś i zamiast pohamować swoje emocje, zrobiłeś coś strasznie głupiego, przez co teraz jesteś tym całym "Maleństwem"? — westchnęła, rozglądając się po żłóbku, jakby Kamienna Gwiazda miała zaraz skądś wyskoczyć i powiedzieć jej, że to był tylko głupi żart i już go stąd zabiera.

<Maleństwo?>

18 sierpnia 2022

Od Rozżarzonej Łapy (Maleństwa) cd Tygrysiej Smugi

 *dawno temu*

- Znam siebie - burknął pod nosem. - Ale nie wiem kim już jestem. Każdy widzi we mnie co innego. A ja... ja wiem kim jestem. Ale nie chcę... - zawahał się. - Nie chcę tego pokazać, bo to słabość - prychnął. - Wole już być potworem. Wtedy czujesz... nic. Jest błoga pustka i tylko ty. Żadnych emocji, uczuć, stresów. Tylko mord i krew... - rozmarzył się. 
- Widzisz? - spytała. - Wahasz się. Nie jesteś jednoznaczny w tym, co mówisz. Nie ma czegoś takiego jak słabość, po prostu nie da się być we wszystkim dobrym - zauważyła. - Nie da się nie czuć nic. Ty tak naprawdę ciągle czujesz gniew i nienawiść, stałe stąpasz po cienkim lodzie ogromnego jeziora. A jeśli lód pęknie, nie będzie dla ciebie ratunku. Spadniesz na samo dno, a stamtąd nic nie osiągniesz.
- Mylisz się. Nie czuje nic. Czuje się pusty... Jakby coś mi odebrano. - mruknął pod nosem. - Już jestem na dnie. Kamienna Gwiazda wygrała. Zniszczyła wszystko co było dla mnie drogocenne.
- W niczym nie wygrała. Przywróciła to, czego brakowało klanowi. Równość, pokój i dobre imię - wymieniała. - A na ciebie znajdę jeszcze sposób. Nie zostawię cię samego, nawet jeśli nie będziesz akceptował mojego towarzystwa.
No i wspaniale, dochodzili do punktu wyjścia. Sposób? Na niego? Nie miał pojęcia o czym kotka gderała. Miał już powoli tego wszystkiego dosyć. I on uważał ją za kogoś, kogo mógł określić mianem swojego przyjaciela? Naprawdę zwariował, gdy krzyczał to w legowisku medyka. 
- Przykleiłaś się jeszcze przed jej rządami. Przywykłem do twojego towarzystwa, chociaż tak jak mówisz... nie przepadam za tobą. A jeżeli Wiśniowa Iskra ci zdradziła co o tobie mówiłem pod wpływem emocji, to... to nie wierz w to. Nie myślałem.
Spojrzała na niego z lekka zaskoczona. 
- Ja nie wiem, o czym ty mówisz - wymamrotała. - I nie sądzę, bym chciała to wiedzieć, bo wątpię, by z twojego pyska padły jakiekolwiek słowa pochlebstwa. Szczególnie na mój temat. Wracając jednak do tematu naszych treningów, nie rozkazuję ci siebie lubić, ale liczę, że nasze spotkania będą się opierać o zasadę wzajemnego szacunku.
Czyli Wiśnia jej nie powiedziała? To nawet dobrze. Głupio czułby się ze świadomością, że ta o wszystkim wiedziała. Uśmiechnął się pod nosem. 
- Przecież nic nie zrobiłem, co byłoby brakiem szacunku w twoją stronę. Siedzę tu i cię znoszę, zwierzając się, tak jak chciałaś.
- Nie mam pewności co do twojej szczerości - rzuciła. - A wiesz mi, że powinno ci zależeć na nie okłamywaniu mnie. Ja chcę ci pomóc, naprawdę, mogę to powtarzać uparcie aż do śmierci, bylebyś zrozumiał.
Kolejna, która mu nie wierzyła. To powoli robiło się nudne i męczące. Może w ogóle przestanie się odzywać? Wtedy nie będą musieli zastanawiać się nad jego prawdomównością. 
- Nie wiem jak mam ci udowodnić swoją szczerość. Staram się mówić ci prawdę, ale skoro nie wierzysz... - westchnął. - To trudno. Nikt mi i tak nie wierzy, przywykłem.
- Ale ja wierzę, tylko chcę, byś ty sam zaczął wierzyć w siebie - miauknęła, przełykając ślinę. Podeszła do niego bliżej i lekko przytuliła. - Chcę, żebyś przestał widzieć w każdym wroga. Potraktuj mnie jak znajomą, nawet nie przyjaciółkę czy bliską koleżankę. Po prostu ktoś, kogo szanujesz. Bo ja cię szanuję. A wzajemny szacunek to podstawa.
Zesztywniał na to. Co ona zrobiła? Co ona zrobiła?! To była chwila zaskoczenia, która sprawiła, że coś wbiło mu się w serce. Położył po sobie ucho, milcząc przez chwilę, czując łzy gromadzące się w oczach. Załkał cicho, pozwalając im wydostać się na zewnątrz. To kojarzyło mu się tylko z jednym. Z czymś miłym, co stracił na zawsze przez głupią Kamienną Agonie.
- Ja chcę tylko do babci...
- Twojej babci już nie ma - odpowiedziała cicho. - Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mi przykro. Za swoje czyny zasłużyła na taki koniec, jednak ty wciąż masz szansę się zrekompensować. Nie musisz być jak ona, stać cię na więcej. Widzę dla ciebie o wiele lepsze zakończenie - przyznała, delikatnie liżąc go w czubek głowy. - Odpręż się, nie myśl o tym, co złe. I nie wstydź się łez. Są ci niezbędne, żebyś naprawdę mógł poczuć się sobą.
Wybuchł bardziej płaczem, smarkając w jej sierść. Jak miał się odprężyć, gdy gadała takie głupoty? Chciał do babci, która by mu pomogła, pocieszyła i przytuliła, mordując raz na zawsze tą plugawą czarną wywłokę. 
- Łatwo... ci mówić - Pociągnął nosem. - Twoje życie nie runęło jak moje.
- Owszem, za co jestem wdzięczna losowi. Nie mogę czuć tego co ty, ale staram się zrozumieć ciebie. Nie wejdą w twoją skórę, ale zdaje sobie sprawę, skąd wynikają twoje nieprzyjemne zachowania - mruknęła łagodnie, biorąc głęboki oddech. - Nawet, jeśli runęło, nic nie stoi na przeszkodzie, by odbudować je na nowo. Tym razem będzie już tylko lepiej - dodała.
- Lepiej? Niby jak? Jest tylko gorzej. Nie odbuduje nic, nie mam chęci na zabawy w odkupienie. Nie wiem po co się mną przejmujesz na rozkaz tej wariatki. Dobrze wiemy oboje, że to strata czasu.
- Na rozkaz? - Odsunęła się, spoglądając na niego niepewnie. - Myślisz, że dopiero teraz zaczęłam się tobą przejmować? Próbuje już od dawna zrozumieć ciebie, oduczyć złych zachowań i nauczyć normalnego życia. Kamień nie była wtedy liderka, a ty miałeś dobry żywot. Nie rozmawiam z tobą, bo mi każe, tylko robię to, bo sama chciałam poznać twoją lepszą stronę.
Lepszą stronę? Ona nie rozumiała go, a on jej. Skąd miała pokłady takiej wiary? To było tak żałosne jak i śmieszne. Powoli jednak miał już dość tej rozmowy. Pozwolił sobie na słabość. Ponownie. Za co był na siebie wściekły. Nawet jeśli nikt tego nie widział, bo byli skryci przed ciekawskimi spojrzeniami i tak się upokorzył.
- Nie mam lepszej strony - burknął, ocierając pysk. - Gdyby tak było, już wcześniej byś to dostrzegła. Nękasz mnie w końcu od wielu księżyców. Możemy dzisiaj zakończyć? Już nie mam sił, chcę odpocząć.
- Dobrze, jeśli taka twoja wola - odparła, ale nie ruszyła się. - Nie mogłam jej dostrzec wcześniej, bo wtedy nie byłeś skory do współpracy. Jasne, teraz może wciąż nie jesteś, bo w końcu to twoja kara, ale mimo wszystko zauważyłam, że zacząłeś wykazywać jakiekolwiek chęci - mruknęła. - To dobry znak, Żar.
- Mhm... - mruknął pod nosem nieprzekonany co do jej słów. Jakie chęci? Robił to tylko po to, by mieć ją z głowy i już. - To widzimy się jutro - powiedział, wracając kicającymi krokami do legowiska.

***

*jeszcze dawno*

Łapy mu wyzdrowiały. Na całe szczęście, bo miał już dosyć udawania królika. Przyszedł do Tygrysiej Smugi, która z zastępczyni zamieniła się w królową, zasiadającą w żłobku. Dziwiło go to. No bo kto zrobił jej brzuch? Nie widział nikogo z kim mogłaby zacieśnić aż takie więzy. 
- Jestem - mruknął tylko, siadając naprzeciw niej, lecz po chwili się położył z westchnięciem ulgi. - Jak dobrze... 
Mógł nareszcie odpocząć. Fakt, kosztem gderającej mu nad uchem rudej, ale jednak jego łapy przez chwilę mogły odzyskać siły. 

<Tygrys?>

12 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonej Łapy(Maleństwa)

— Zmartwię cię, ale to nie była troska. Gdy ktoś ma tak zepsutą moralność i paskudne podejście do innych, dzieląc równych sobie na grupy przez wzgląd na wygląd, nie mógł mieć i dobrych intencji wobec ciebie. Gdybyś nie urodził się tak idealnie rudy, nie zwróciłaby zapewne na ciebie większej uwagi. A nie o to chodzi w zdrowych relacjach. Patrzysz na charakter i chociaż ty swój masz okropny, to jesteśmy w stanie przywrócić cię na właściwą drogę. Wiem, że wiele złego zadziało się tamtej nocy, ale wszystko z czegoś wynika. Myślę, że gdybyś nie przetrzymywał tu ukochanego wbrew jego woli, jego siostra nie miałaby powodów do atakowania ciebie. A jestem pewna, że ze swoimi wtykami u ówczesnego lidera miałeś szanse pomóc mu uciec. Wiśniowa Iskra natomiast ma obowiązek pomagać każdemu, nie musisz mieć z nią najlepszych relacji, choć i nad tym popracujemy. Nie skażę ci zaprzyjaźnić się z każdym, ale udowodnię, że możesz mieć bliskich nawet wśród nierudych — oświadczyła, spoglądając na niego łagodnie.
— Nie interesują mnie relacje. Mogę nie odzywać się do nikogo i żyć normalnie. I się mylisz co do mojej babci. Kochała mnie szczerze. Wiesz czemu? Bo nie odtrąciła mnie, gdy powiedziałem jej, że przeprosiłem Kamienną Gwiazdę, nie odtrąciła, gdy ryczałem jej w sierść, chociaż mówiono mi, że słabość sprawi, że mnie wydziedziczy. Kochała mnie, a ja ją. Była moją matką i nie wyrzeknę się jej nigdy. Zrobiła dla mnie więcej niż wszyscy nierudzi. Rudzik to temat skończony. Nie chcę go znać. Przez niego jest ta pustka i niechęć do życia. Chciałbym odejść. Do babci... być z nią już na zawsze... — mamrotał, spuszczając głowę.
Pysk jej lekko zadrżał. Nie wiedziała, co powiedzieć na to wyznanie. Okazać zrozumienie? Olać i wytrwale dążyć do głównego celu, jakim było znormalnienie go? Nawet gdy mówił o Piaskowej Gwieździe dobrze, nie była w stanie to uwierzyć. Kremowa była zbyt przesiąknięta złem, aby móc kiedykolwiek się go wyrzec.
— Posłuchaj... Ja pojmuję, że ci ciężko i że babcia wydaję ci się jedyną godną twojego zaufania osobą, ale to nie czyni jej wciąż dobrą. Spójrz na to, ile mordowała i jak wiele nienawiści wprowadziła do klanu. A to coś złego. Czy gdyby nagle cały klan znienawidził rudy kolor, czułbyś się z tym dobrze? — spytała.
— Nie... Nie czułbym się dobrze — mruknął. - Ja też zabiłem kota. Kamienna Gwiazda również, moją matkę. Zajęcza Gwiazda dla przykładu Piaskową Gwiazdę. Każdy morduje, to normalne w tym świecie. Mordują, by przeżyć, dla większego dobra czy innych celów. Nieważne, że klan jej nienawidził. Mnie też nienawidzą, więc lepiej trzymać się z innymi potworami, skoro nie potrafi się żyć normalnie...
— Nie mów tak — burknęła. — Owszem, zachowujesz się jak potwór, ale to nie oznacza, że nim jesteś. Zawsze możesz się zmienić, tylko zacznijmy od tego, że musisz tego chcieć — dodała. — I nie marudź, że to nie ma sensu i nie zakładaj z góry, że się nie uda. Warto chociaż spróbować.
— Próbowałem dla Rudzika się zmienić i co? I nic. Nie udało się. Jestem potworem. Nie zmienisz tego. Wszystkich tylko krzywdzę, ciebie też, Wiśnie też — westchnął. — Szkoda na mnie czasu. Jestem do niczego, potrafię tylko siać chaos i zniszczenie.
— Ja tak nie uważam — palnęła bez namysłu. — Sądzę, że patrzysz na to ze złej strony. Zbyt bardzo opierasz swą opinię na tym, co słyszysz od innych. A mało kto bywa obiektywny i nie powinieneś przejmować się słowami takowych kotów. Musisz poznać siebie na nowo, zrozumieć swoje słabe i mocne strony i dopiero wtedy zobaczysz, że nie jesteś takim potworem, za które wszyscy cię mają — wyjaśniła, starając się choć trochę postawić w jego skórze.
To nie było łatwe. Dla niej dobro było jedynym wyborem. Owszem, była na wojnie i widziała śmierć, ale wciąż nie była za przemocą. Każdy miał swoje grzechy, ale i każdy zasługiwała na odkupienie i przebaczenie.
Tylko nie Piasek.

<Żar?>