BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynamonka x Bylica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynamonka x Bylica. Pokaż wszystkie posty

01 lipca 2023

Od Cynamonki CD. Bylicy

— Tak właściwie to ile masz księżyców?— spytała zaciekawiona tematem, wydawało jej się, że nigdy nie poruszały tego tematu
— Sto czternaście.
— Ile?! — wykrzyknęła zaskoczona wiekiem kocicy. Zlustrowała Bylicę od łap do głowy, zaczęła się wokół niej kręcić, by móc ją dokładniej obejrzeć z każdej możliwej strony. — Nie żartujesz? Nie widać tego, aż po tobie... W tym wieku to już powinnaś leżeć całe dnie brzuchem do góry grzejąc się w promieniach słońca. Ja na pewno tak właśnie będę spędzać czas za te kilkadziesiąt księżyców. — Nie żeby tak aktualnie Cynamonka nie spędzała większości dni na wylegiwała się na dachu garażu jej Dwunożnych, trawie czy leżaku — Sto czternaście... — powtórzyła sama do siebie, wychodziło na to, że Bylica była najstarszym kotem z jakim miała przyjemność kiedykolwiek rozmawiać i się zaprzyjaźnić 

~~~

Kolejne treningi mijały podobnie do poprzednich. Cynamonka starała się brać do serca każda radę starszej. Zauważyła, że jej umiejętności zaczęły się poprawiać, a ona sama inaczej zaczęła patrzeć na świat. Było coraz mniej rzeczy, które mogłyby ją ograniczać. A wszystko zaczęło się od egoistycznej zachcianki, by móc swoim Dwunożnym przynosić drobne upominki z jej wypraw poza ogródek.
Jeszcze chwilę spędziły czasu na treningu, po czym Cynamonka skierowała się do domu Dwunożnych. Zadowolona szła chodnikiem z uniesionym ogonem. Humor jej dopisywał. Coraz lepiej jej szło. Może jednak zdecyduję się na pełny trening, a nie na same podstawy?
Na podjeździe dostrzegła dwie postacie rozmawiające ze sobą. Zaskoczył ją ten widok, w końcu Bryza nie przepadała za Nico, i rzadko z nim prowadziła spokojne rozmowy. Zazwyczaj się na niego darła i obrażała, albo ignorowała. A teraz oboje stali dość spokojnie i w tym samym momencie spojrzeli się w jej kierunku, gdy ją zauważyli.
— ... ze wszystkiego ci się zwierzać... — Dostrzegając zmierzającą ku im pieszczoszke Nico wyszedł jej naprzeciw — Jak widzisz masz gościa. Pytała mnie o to gdzie byłaś... — szepnął — Powiedziałem jej , że nie jestem twoją matką, ani ona też, a ty nie jesteś kociakiem, byś musiała się komukolwiek zwierzać z tego co robisz. Ale tak czy siak lepiej porozmawiaj z nią. 
Cynamonka westchnęła. Czyżby któryś z sąsiednich kotów powiedział coś Bryzie, że ta musiała przyjść sprawdzić i upewnić się czy wszystko z nią w porządku? To był dopiero pierwszy trening. Myślała, że chociaż minie miesiąc nim powie przyjaciółce o treningach z samotniczką. Gdyby zobaczyła, że nic jej nie jest, na pewno by inaczej to przyjęła.
Nico odszedł zostawiając kotki same. Cynamonka zbliżyła się do pieszczoszki, która wpatrywała się w nią uważnie. Dostrzegła jak nosek białej się delikatnie rusza, a potem na pysku jej przyjaciółki pojawia się grymas.
— Nie spodziewałam się ciebie dziś. Co cię sprowadza? Stało się coś? — zagadnęła miło
— Dlaczego ty to robisz... Masz dom, ludzi, którzy cię kochają i karmią. A spotykasz się z jakimiś przybłędami. I śmierdzisz tak jak oni! Chcesz złapać od nich jakieś świństwo i umrzeć?!
— Bryza , uspokój się — powiedziała łagodnie chcąc załagodzić sytuację — Mówiłam ci przecież, że nie każdy samotnik jest zły. I to nie raz. Jeśli mi nie wierzysz, to chodź ze mną, a poznasz jutro jednego.
Nie wyglądała na przekonaną. Poirytowana 'nieodpowiedzialnym' zachowaniem przyjaciółki zaczęła nerwowo machać ogonem. Koniec końców zgodziła się wziąć udział w jutrzejszym treningu, jako obserwator i poznać tego samotnika, z którym przez kolejne tygodnie pieszczoszka miała się spotykać.
— Wybacz, ale po tym całym treningu padam z łap — powiedziała po chwili, po czym ziewnęła podkreślając swoje słowa — Jeśli chcesz, możesz u mnie nocować dzisiaj. Dzięki temu szybciej dotrzemy na miejsce jutrzejszego treningu... A przed snem jeszcze sobie pogadamy.
— Zgoda. — odparła nieco udobruchana wizją wspólnego nocowania — Ale najpierw musisz się umyć.

~~~

— Nie mówiłaś, że twoją nauczycielką jest kotka... I to w dodatku taka stara — szepnęła przyglądając się Bylicy, która najprawdopodobniej usłyszała jej uwagę, co sugerował jej zmarszczony nos. 
Cynamonka spojrzała karcąco na kotkę, dając jej również znak, że ma trzymać język za zębami. Nie chciała, by już na dzień dobry zaczęła obrażać jej mentorkę.
— Wybacz, że nie poinformowałam cię wcześniej o tym , że dzisiaj będzie mi towarzyszyć przyjaciółka. Martwiłam się o mnie, gdy dowiedziała się, że spotykam się z samotnikiem. Wierzy w te wszystkie stereotypy i myślała, że mnie zmuszasz do czegoś , dlatego zaproponowałam by mi towarzyszyła, by już mogła spokojnie spać — miauknęła, po czym przystąpiła do przedstawieniu sobie nawzajem dwóch kotek — Bylico, to jest Bryza. Bryzo, poznaj Bylicę, moją nauczycielkę. 
Bylica uśmiechnęła się lekko, obserwując Bryzę spod przymrużonych oczu. Lekko skinęła jej. Biała kotka kiwnęła w stronę mentorki Cynamonki. Wciąż nie wyglądała na zbyt przekonana co do samotniczki, ale ze względu na przyjaciółkę, postanowiła ten jeden raz odpuścić i obejrzeć ten cały trening bez rzucania zbędnych uwag.
— Co dziś mamy w planie? Walka, polowanie czy może jeszcze coś innego? — zagadnęła cynamonowa gotowa do rozpoczęcia treningu
— W czym czujesz się pewniej? Może pokażemy Bryzie, jak wiele się nauczyłaś.
— W takim razie myślę, że polowanie będzie w sam raz na pokaz moich umiejętności — powiedziała, po czym odwróciła się w stronę przyjaciółki, która uważnie je obserwowała
Bylica skinęła jej głową.
— Zaczniemy więc od tego. Spróbuj upolować ptaka, Cynamonko.
Znając swój cel, od razu przystąpiła do działania. W tym samym czasie nad ich głowami na jednej z gałęzi rozległo się ćwierkanie niedużego ptaka. Poprzeczka została wysoko zawyżona, ale liczyła na to, że jej się uda. Z łatwością wdrapała się po pniu, by już po chwili znaleźć się w koronie drzewa. Gdy pierwszy raz trenowały wśród drzew, Cynamonka przeraziła się, że spadnie. O mały włos do tego nie doszło. Tym razem pewnie przemieszczała się w stronę celu. Skupiona i pełna zapału, śledziła ruchy delikatnego ptaka, który spokojnie siedział na gałęzi, nieświadomy zbliżającego się niebezpieczeństwa. Będąc bliżej niego, nisko ugięła ciało będąc gotowa do skoku. Na chwilę rozproszyła się i zerknęła na dół ku obserwującą ją kotkom. Na pysku Bylicy dostrzega dumę. W przeciwieństwie do mentorki, młodsza kotka ze zmartwieniem przygląda się jak pieszczoszka skacze w kierunku ptaka, który zbyt późno zdał sobie sprawę z zagrożenia. Lądując na gałęzi obok przytrzymuje łapą ptaka, który rozpaczliwie trzepocze swoimi małymi skrzydełkami. Jej oczy błyszczą zadowoleniem, a szeroki uśmiech gości na jej pysku. Pochwyciła zdobycz w pysk, po czym bez większego problemu zeszłą z drzewa na ziemię. Mentorka z aprobatą kiwnęła głową. Uśmiechnęła się. Minąwszy ją, podeszła do Bryzy, przed którą położyła zdobycz. Biała nie wyglądała na uradowaną prezentem. Nachyliła się ku ptaku, po czym z obrzydzeniem zmarszczyła nos.
— I co sądzisz? Poza nauką polowania łatwiej mi przychodzi poruszanie się na wysokościach. Może sama chciałabyś spróbować? Co ty na to Bylico, chciałabyś mieć kolejną uczennicę? - zagadnęła starszą kotkę, jednak po chwili wtrąciła się Bryza
— Dziękuję, ale nie skorzystam. Wolę być stuprocentowym pieszczochem zależnym od ludzi — mówiąc to podrapała się łapą przy obróżce, a przyczepiony do niej dzwoneczek wydał delikatny dźwięk — Ale nie będę się wtrącać w twoje wybory. Nie jesteś tak zła jak myślałam. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło, że to z tobą się spotyka na tych całych treningach, a nie z kimś innym. — zwróciła się do Bylicy, by już po chwili odezwać się do Cynamonki — Rozumiem, że na dziś to koniec twojego treningu i możemy już wracać?
Kąciki pyska Bylicy nieco uniosły się na słowa do niej skierowane przez Bryzę. 
— Upolowałaś coś, więc jeśli taka twa wola, to na dziś możemy skończyć — zwróciła się do cynamonowej. — Treningi zajmują ci dużo czasu. Należy ci się.
— To prawda, ostatnio trenowałyśmy prawie codziennie, jednak nie narzekam na to. W końcu miło czas spędzam w dobrym towarzystwie. Jednak w jej towarzystwie lepiej nie ćwiczyć walki i obrony — dodała nieco ciszej, lepiej żeby Bryza była przekonana, że tylko skupiają się na czymś takim jak wspinaczka po drzewach i polowanie — To chyba nasz najkrótszy trening w takim razie — zaśmiała się — Dziękuję za dzisiaj. Do zobaczenia jutro, tym razem już przyjdę bez ogona.
— W takim razie do widzenia, Cynamonko — rzekła staruszka, następnie oddalając się. Po chwili, gdy młodsze kotki po prostu mrugnęły, Bylicy już przed nimi nie było — rozpłynęła się niczym duch, pozostawiając po sobie jedynie znajomą woń mięty.

~~~
koniec Pory Nagich Drzew

Wraz z bliskimi Bylicy udała się na spacer poza miasto. Zdążyła ich już nieco poznać przez ten czas, tworzyli zgraną ekipę. Dodatkowo Bylica z resztą zamieszkała w ogrodzie cynamonowej. Na całe szczęście Dwunożni nie zorientowali się o obecności dodatkowych kotów, które zajęły tyły ogrodu przy zaroślach i szopę. 
— Boje się tych bum, bum — powiedział po chwili najmłodszy z nich, Szczurek, po czym spojrzał z trwogą na niebo
— Nie ma się czego bać — rzekła przyjaźnie spoglądając na kociaka, chcąc dodać mu odwagi — Przez chwilę jeszcze będzie głośno, a później cisza.
— Właśnie, jest bezpiecznie, Szczurku — zgodziła się ze swą uczennicą staruszka, przybliżając się do kocurka by dodać mu otuchy.
Nie wiedzieć czemu, Aital zwany przez kotki Bałwankiem zasyczał na Bylicę, co nie spodobało się Cynamonce. Nie rozumiała jego zachowania względem swojej mentorki i dziwiła się, że ten chodzi razem z nimi. Szukał problemu tak, gdzie go nie było. 
— Mógłbyś okazać więcej szacunku starszym, wiesz? — spojrzała krzywo na Bałwanka
— Ciocia ma racje tatusiu
Cała gromadka przekrzykiwała się, rozmawiając na różne tematy. Czy to chcąc uspokoić białego kota, aby przestał się tak zamartwiać o to, że Bylica ukradnie mu syna. Następnie rozmowa przeszła na szczury, przez co Szczurek zechciał odwiedzić swoich imienników. Cynamonka postanowiła mu wybić to jednak z głowy informując go o tym, że takie spotkanie mogłoby się zakończyć nieciekawie - w końcu szczury przenosiły wiele chorób. Słysząc jej słowa kocurek się zestresował i zaczął wypytywać ojca o to, czy on też jest chory. 
Cynamonka pokręciła głową z niedowierzaniem, a następnie nachyliła się do Bylicy.
— Przypomnij mi, on od zawsze tak, czy doznał jakiegoś większego urazu? — wyszeptała do niej.
— On... — urwała na chwilę — odkąd pamiętam tak już jest — mruknęła cichuteńko do ucha Cynamonki, po czym zwróciła się do swego wnuka — Spokojnie Szczurku, ty nie masz żadnych chorób, bo już byśmy o tym wiedzieli. Dlatego trzeba uważać na inne szczury, które mogą je mieć.
Zaintrygowana celem ich podróży zagadnęła po chwili dokąd to całą gromadką zmierzają. Jak się okazało ich celem był grób Fiołka, syna Bylicy. Kotka nie miała go poznać, jak się dowiedziała umarł dawno temu, przed tym jak się zdążyły poznać. Chciała odpowiednio uczcić pamięć kocura, jakby nie patrzeć stała się w pewnym sensie członkiem ich rodziny, nawet jeśli nie łączyła jej krew z żadnym kotów. 
— Spokojnie Szczurku, nikt nie będzie umierał — zwróciła się do kocurka, chcąc go uspokoić, po tym jak poznał cel podróży.
Nie wiedziała jak bardzo się myliła.
Na chwilę przeniosła wzrok ponownie w niebo. Odgłos fajerwerków powoli cichł, zdążyli już się oddalić od miasta. Chciała o coś zapytać się Bylicy, gdy w ten samej chwili dostrzegła jak staruszka upada niefortunnie na kamień, wcześniej popchnięta przez białasa. Rozległ się trzask, a szok i przerażenie gościło na pyskach zebranych kotów. Ktoś próbował pomóc podnieść kotkę, ktoś inny zaczął krzyczeć i łkać. Ktoś inny krzyczał, na Aitala. Cynamonka zignorowała chaos jaki właśnie zapanował. Powoli zbliżyła się ku leżącej Bylicy, z jej oczu spłynęła łzy. Było za późno. Jej mentorka umarła.

Żegnaj Bylico, szalona starucho i legendo
Cieszę się, że zdążyłam Cię poznać

[przyznano 5%]

08 maja 2023

Od Bylicy CD Cynamonki

*dawno temu*
Cynamonka ku uciesze Bylicy ponownie skupiła się na tropie pozostawionym przez mysz i powoli zaczęła iść wzdłuż niego, chcąc upewnić się w którym kierunku mała istota postanowiła pobiec.
Staruszka usiadła sobie na werandzie gniazda dwunożnych aby z stamtąd obserwować poczynania terminatorki. Ta chodziła z nosem przy samej ziemi, najwyraźniej nie chcąc zgubić woni myszy.
W pewnym momencie kotka zaczęła się rozglądać za kryjówkami dla zwierzyny, ale Bylica wiedziała, iż było ich za dużo na proste sprawdzenie wszystkich w poszukiwaniu gryzonia.
Abisynka też to po momencie zrozumiała, bo zirytowana tupnęła łapą o ziemię, po czym ponownie nachyliła się ku podłoża machając na boki lekko ogonem. Staruszka dostrzegła bardzo widoczną frustrację Cynamonki i ją rozumiała. W sumie i tak wydawała się mieć więcej cierpliwości, niż na samym początku ich treningu, co pokazywało jej determinację by osiągnąć swój cel.
- Nie martw się, jeśli ci nie wyjdzie. W końcu to pierwsza lekcja. Od tego jestem, by pomóc ci zrozumieć co musisz poprawić. A wierzę, że sobie poradzisz. Pamiętaj, polowanie wymaga cierpliwości i spokoju.
Pieszczoszka wzięła głęboki oddech, aby zaraz ponownie podjąć próbę zlokalizowania piszczki.
Bylica obserwowała to ze spokojem, a gdy jej uczennica zbliżyła się do konkretnego krzewu przy garażu, zdała sobie sprawę, iż ta znalazła miejsce pobytu myszy.
Cynamonka zatrzymała się przed krzewem, a Bylica nawet ze swojej pozycji słyszała ciche popiskiwanie myszy. Uśmiechnęła się pod nosem. Jej uczennica nieźle sobie radziła.
Widziała jednak, iż ta nie wie co dalej, bo trudno by było upolować zwierzynę w krzewie. Ale ona wiedziała, co zrobić, by złapać zdobycz w takiej sytuacji.
Postanowiła jednak poczekać, czy kotka się odezwie do niej po pomoc, czy nie. To było w końcu jej polowanie, a srebrna nie chciała przeszkadzać.
- Jest tam… - abisynka zwróciła się do mentorki, jednak nie raczyła na nią spojrzeć, nie spuszczała wzroku z kryjówki wyraźnie skupiona na celu.
- Dobra robota! – pochwaliła od razu pieszczoszkę.
Błękitna zeskoczyła na trawę i zbliżyła się do uczennicy, by po chwili wyminąć ją i zrobić to, co wiedziała, że zadziała. Wskoczyła w krzew, wypłaszając stamtąd gryzonia. Od refleksu Cynamonki będzie już teraz zależało, czy złapie niewielkie zwierzątko.
Odwróciła głowę, a widząc, jak Cynamonka orientuje się o myszy dopiero po chwili i wtedy zaczyna ją gonić, zaśmiała się aż. Ach, lubiła uczyć. A ta sytuacja była nawet zabawna. Cynamonce ostatecznie udało się w ostatniej chwili dorwać mysz, skoczyła bowiem w kierunku gryzonia i złapała go w przednie łapy.
- Mam ją! Mam ją! - wykrzyknęła podekscytowana pieszczoszka, wpatrując się w swoje łapy. Po chwili spomiędzy łapek abisynki wychynął pyszczek przerażonej myszy. - Co teraz? - wypaliła terminatorka po chwili, nie wiedząc do końca co dalej.
- Teraz… możesz ją zabić. Lub, możesz ją puścić wolno. Wybór należy do ciebie. I tak osiągnęłaś sukces – miauknęła staruszka, siadając i liżąc przednią łapę, by następnie przygładzić nieco kępę ciemniejszego futra na swej głowie.
Cynamonka spojrzała na mentorkę, by ponownie przenieść wzrok na gryzonia. Chwilę jeszcze trzymała w swoich łapkach przerażoną istotę, by po kilku sekundach całkowicie rozluźnić chwyt i pozwolić zwierzątku na ucieczkę. Abisynka podniosła się z trawy i otrzepała z kurzu, który opadł na jej futro podczas pościgu za gryzoniem.
Dziko pręgowana skinęła jej głową z aprobatą.
- Sama też czasem... wypuszczam zwierzynę, jeśli za długo patrzy mi w oczy. Nie jestem już wtedy w stanie jej zabić. - miauknęła.
- Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zabić... - powiedziała przeciągając się - Jakbym ją zabiła to bym musiała ją zjeść... Bo tak dla zabawy bym nie chciała zabijać, nie jestem tym typem kota
Skinęła głową.
- Co więc teraz chcesz robić? - spytała - idziemy szukać innej zwierzyny, czy kończymy na dziś? A może chcesz nauczyć się walki? – spytała swą uczennicę o opinię.
- Walka - odparła od razu pieszczoszka - Nigdy nie musiałam walczyć, nie na poważnie, ale kto wie co przyniesie kolejny dzień.
Skinęła kotce głową. Ani ona, ani nikt nie znał odpowiedzi na pytanie, co przyniesie przyszłość. Na pewno przyda się to Cynamonce, jeśli oddali się od swego przytulnego Gniazda Dwunożnych.
- Więc... spróbuj mnie powalić - rozpoczęła.
Cynamonka bez słowa ruszyła w jej stronę, chcąc skoczyć na srebrną. Pewnie liczyła, że uda się jej to ze względu na wiekowość mentorki, jednak ta zrobiła szybki unik po czym przyszpiliła młodszą do ziemi. Staruszka zastrzygła wąsami, po czym zeszła z młodej pieszczoszki. Mimo wszystko podczas skoku widziała, że pewnie powaliłaby innego pieszczocha lub większość niespodziewających się samotników.
- Dawaj, spróbuj jeszcze raz. – zachęciła abisynkę do kolejnego podejścia. Ustawiły się w odpowiednich miejscach, a gdy pieszczoszka ponowiła skoczyła w jej stronę, srebrna zrobiła unik, jednak niespodziewanie nawet dla samej siebie jej łapa zaczepiła o ogon mijającej ją z rozpędu Cynamonki. Staruszka wywaliła się na pysk, a druga kotka tylko nieco zachwiała. Dość szybko cynamonka zbliżyła się do leżącej na trawie Bylicy.
- Cóż, nie tak to sobie wyobraziłam, ale właśnie udało mi się cię powalić. Wszystko w porządku? - nachyliła się do starszej chcąc się upewnić, że nic poważnego sobie nie zrobiła w trakcie tego upadku, który zaskoczył nie tylko błękitną, ale i Cynamonkę.
Dawna burzaczka uniosła łeb cały w ziemi.
- Tak. Ucierpiała tylko moja pewność siebie że się tak nie zestarzałam - zaśmiała się, ścierając z pyska osiadłą glebę.
Cynamonka również zaśmiała się na słowa kotki.
- Tak właściwie to ile masz księżyców? - spytała zaciekawiona tematem.
Oh, racja, nigdy jej tego nie mówiła. Nie wstydziła się jednak swego wieku, postanawiając go zdradzić bez wahania. Podnosząc się z ziemi odpowiedziała więc z uśmiechem:
- Sto czternaście.
<Cynamonko? Twoja mentorka jest starożytną skamieliną XD>

[Przyznano 5%]

07 kwietnia 2023

Od Cynamonki CD. Bylicy

- Była... Ale zdążyła już gdzieś się skryć w pobliżu - stwierdziła wyczuwając zapach gryzonia na ziemi, wciąż był jeszcze silny, trop był świeży - Wyczułaś ją już zza płotu? - spytała z podziwem.
- Akurat tym razem nie, ale wiedziałam, że w tak dużym ogrodzie powinno się coś znaleźć. Jest tu też dużo krzewów, idealna kryjówka dla takiego małego stworzenia. - miauknęła starsza, po czym wskoczyła na znajdujący się obok nich mebel ogrodowy, a dokładniej ławkę. 
- To prawda... - zrozumiała to jako danie jej wolnej łapy, by pokazała jak się skrada. W ogrodzie było wiele miejsc, w których mógł się schować gryzoń. 
Cynamonka ponownie skupiła się na tropie pozostawionym przez mysz i powoli zaczęła iść wzdłuż niego, chcąc upewnić się w którym kierunku mała istota postanowiła pobiec. Chwilę tak chodziła z nosem przy samej ziemi nie chcąc zgubić zapachu myszy, który był wymieszany z zapachami mieszkających tu Dwunogów i innych stworzeń. Od dłuższej chwili miała wrażenie, że kręci się w kółko, tak w końcu prowadził ją trop, jednak to nie było możliwe by gryzoń tak sobie z nią pogrywał, prawda? Przystanęła i tym razem zaczęła się rozglądać po najbliższych miejscach, które idealnie nadawałyby się na schron dla zwierzyny. Było ich za dużo, a trop zaczął się mieszać z innymi zapachami. Zirytowana tupnęła łapą o ziemię, po czym ponownie nachyliła się ku podłoża machając na boki lekko ogonem. 
Bylica dostrzegając frustrację z możliwości nie poradzenia sobie z zadaniem na pysku Cynamonki, odezwała się spokojnym tonem.
- Nie martw się, jeśli ci nie wyjdzie. W końcu to pierwsza lekcja. Od tego jestem, by pomóc ci zrozumieć co musisz poprawić. A wierzę, że sobie poradzisz. Pamiętaj, polowanie wymaga. cierpliwości i spokoju.
Cierpliwość i spokój. 
Wzięła głęboki oddech chcąc się wyzbyć negatywnych emocji i oczyścić umysł. Za bardzo się nakręciła na wykonanie zadania w całości poprawnie, a w końcu to nie było takie hop siup jak sobie wyobrażała. Ponownie podjęła próbę zlokalizowania zapachu myszy. Tropiąc sprytne stworzonko skierowała się w końcu do jednego z krzewów znajdujących się przy garażu. Spomiędzy gałęzi i liści dało się usłyszeć ciche popiskiwanie, mysz jasno zdawała sobie sprawę z obecności pieszczoszki, jednak nie wykonała żadnego ruchu, czekała na rozwój sytuacji. W końcu gałęzie stanowiły dla niej ochronę, a dodatkowo kotka nie potrafiła dokładnie określić jej położenia przez gęstą roślinność. Cynamonka od dołu musiałaby się przeczołgać bądź po prostu wskoczyć w krzew, przy okazji uważając by koniec gałęzi nie zranił jej w oko. W międzyczasie mysz mogłaby już dawno dać nogę i znaleźć inną kryjówkę. Nie mogła odpuścić szansy złapania jej.
- Jest tam… - abisynka zwróciła się do mentorki, jednak nie raczyła na nią spojrzeć, nie spuszczała wzroku z kryjówki 
- Dobra robota! - została pochwalona przez kocicę, która uważnie przez cały czas przyglądała się jej poczynaniom, by podczas kolejnych treningów skupić się na błędach, które popełniła. 
Bylica zeskoczyła na trawę i zbliżyła się do uczennicy, by po chwili wyminąć ją i wskoczyć prosto między liście krzewu bez najmniejszego słowa. Ta chwila wystarczyła by pieszczoszka straciła czujność i nawet nie zauważyła, gdy mysz opuściła schronienie pędząc pomiędzy jej łapami ile sił miała w swych małych łapkach. Instynktownie podjęła próbę złapania zwierzęcia, które kierowało się do dziury z boku werandy. W tle pościgu dało się słyszeć śmiech mentorki. Chwilę przed tym, gdy gryzoń już miał zniknąć pod domem, kotka skoczyła w jego kierunku łapiąc go przednimi łapami.
- Mam ją! Mam ją! - wykrzyknęła podekscytowana wpatrując się w swoje łapy, czuła się jak istota walczy drapiąc ją swymi małymi pazurkami, by się wydostać. Udało jej się tylko wyswobodzić swój mały pysk, który wlepiła w cynamonową - Co teraz? - wypaliła nie wiedzieć do końca jak ma dalej postąpić

<Bylico? Takie słodkie to małe, nie każ mi zabijać>

[przyznano 5%]

31 marca 2023

Od Bylicy CD Cynamonki

*dawna jesień, pierwszy trening Cynamonki*

Delikatne promienie porannego słońca muskały jej futro, gdy stara kotka przechadzała się po spokojnych, tego dnia również opustoszałych uliczkach miasta. Miała za jakiś czas dojść do drewnianego gniazda dwunogów, by spotkać się ze swoją nową terminatorką. Musiała przyznać, ciekawiło ją to, jak młoda kotka sobie poradzi. Zadrgała wąsami, przypatrując się powietrznym akrobacjom ptaków. Miała jeszcze trochę czasu, lecz była coraz to bliżej miejsca spotkania, więc czemu nie zaczekać by tam na Cynamonkę?
Gdy tylko dotarła do płotu, wskoczyła na niego, a gdy tylko znalazła się na nim zeskakując na drugą stronę, dostrzegła obecność Cynamonki. Przyszła… całkiem punktualnie. Wręcz dość wcześnie… w końcu staruszce zdawało się, iż miała jeszcze trochę czasu, gdy tu szła, chyba, że jej pamięć już zawodziła.
- Witaj Cynamonko. Widzę, że nie mogłaś się doczekać lekcji - zauważyła uśmiechając się, na co Cynamonka nieco zawstydzona przytaknęła. - Wyspałaś się?
- Dzień dobry - przywitała się z entuzjazmem żółtooka - O dziwo, tak – to stwierdzenie tym bardziej upewniło samotniczkę w tym, jak bardzo kotkę rozpierała energia i chęć nauki. Ale zaczynała mieć podejrzenia, iż z pewnym aspektem sztuki łowiectwa będą mogły mieć problem - Jestem gotowa na trening! - oznajmiła cynamonowa przybierając pozycję do skradania się.
Bylica zamachnąwszy ogonem w prawą stronę poprosiła młodą kotkę, by ta udała się za nią. Młodsza ruszyła jej śladem. Miała zamiar zacząć od polowania na myszy, ale teraz z pewnymi podejrzeniami postanowiła coś sprawdzić.
Wyszły z terenu ogrodu tamtego drewnianego domu, po czym odeszły gdzieś dalej, gdzie było trochę nie ogrodzonej, nieco pożółkłej trawy.
- Nim przystąpimy do nauki, chciałabym zobaczyć to jak sobie radzisz na chwilę obecną - zaczęła - Policz do stu.
Kotka posłusznie zaczęła liczyć, a Bylica uważnie się jej przyglądała. Stara, doświadczona nauczycielka była w stanie poznać, jak uczennica niecierpliwi się i nie może skupić na liczeniu. Bylica zastanawiała się, czy dojdzie do siedemdziesięciu pięciu, czy nie. Młoda kotka zatrzymała się jednak przy wielokrotności dziesiątki i siódemki.
- Nie rozumiem po co to... - powiedziała zbita z tropu pieszczoszka.
- Policz do stu. Od początku - Bylica usiadła ponownie, wbijając spokojne spojrzenie w Cynamonkę.
- Od początku? - spytała, nie była zadowolona z tego powodu, jednak posłusznie od nowa zaczęła liczyć. I tym razem dokładnie doliczając do stu, z czego staruszka była zadowolona - Możesz mi powiedzieć po co to? Myślałam, że będziemy polować...
- Polowanie wymaga cierpliwości, dużej ilości cierpliwości. I najpierw nad tym popracujemy.
Czuła, że kotka była na tyle podekscytowana, by nie posiadać jej na tyle, aby za wcześnie nie wystartować w stronę zwierzyny i miała rację.
Od teraz postanowiła nieco zmienić plan na to, jak zacznie szkolenie Cynamonki. Uznała, iż najlepiej będzie zacząć nie od samego polowania, a od pomniejszych umiejętności, które odgrywały w nim mimo wszystko znaczącą rolę. Staruszka wstała, podchodząc bliżej.
Następnie wskazała kierunek, w który natychmiast skierowała swe kroki. Za nią podążyła jej uczennica.
- A więc teraz… będziemy szukać… kamieni. – powiedziała, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Kamieni, tak? – powtórzyła Cynamonka, patrząc pod łapy i rozglądając się wokół starając się znaleźć kamień, który mógłby zadowolić nauczycielkę. Swój wzrok skupiła na zwykłym szarym kamyku wielkości jej łapy, do którego zbliżyła się i pyskiem wskazała na niego - O takich?
- Jak najbardziej - odparła, podchodząc bliżej, z uśmiechem na pysku. Kotka miała oko.
- Czy to też ma pomóc mi popracować nad cierpliwością czy jednak będzie miało to inne zastosowanie? - zagadnęła jej uczennica popychając kamyk łapą w stronę staruszki. Ta tak jak wcześniej cynamonka, poturlała kamyczek w stronę swej towarzyszki.
- Nie tylko. Także spostrzegawczość i umiejętność wyszukiwania w terenie tego, co będzie ci w danym momencie potrzebne.
Na pysku pieszczoszki zagościł uśmiech. Z dumą zacisnęła łapę na swojej zdobyczy, gdy ta znalazła się przy niej.
Przytaknęła i bez zbędnych pytań przystąpiła do działania. Co jakiś czas abisynka oddalała się, by już po chwili wrócić z kamykiem w pysku, którego układała obok już wcześniej przyniesionych skałek. Jedne był mniejsze, inne większe. Stosik z każdą chwilą się zwiększał i zwiększał, podczas gdy Bylica siedziała sobie, obserwując uczennicę z uśmiechem. Cynamonka zatrzymała się.
- Spójrz na ten kamień Bylico! - Podbiegła do kocicy zadowolona terminatorka - Różni się od pozostałych. - Podsunęła go tak, by i samotniczka mogła mu się przyjrzeć. Ta zniżyła swój łeb z lekkim uśmiechem, by spojrzeć na odłamek skalny. Rzeczywiście, był nietypowy.
- Zaiste, ten jest inny - wymruczała zaintrygowana, dalej się mu przyglądając. Kamień miał na sobie wzór przypominający muszelkę ślimaka. Coś takiego… ale heca… jeszcze czegoś takiego nie dane jej było zobaczyć.
- Pierwszy raz widzę coś takiego... - podjęła żółtooka zauważając, że nie tylko ją zaintrygowało znalezisko - Jak taka mała słaba istota dała radę odcisnąć swoją skorupę... I to na kamieniu... - miauknęła bardziej sama do siebie niż do błękitnej.
- Niespotykane... – wymruczała srebrna, trącając kamyczek łapą delikatnie i z uwagą.
Nie zwróciła nawet uwagi, gdy Cynamonka spojrzała na stos kamyków, a potem z powrotem na swe ostatnie znalezisko.
- Będę go mogła zabrać do domu po skończeniu lekcji? – padło pytanie z cynamonowego pyszczka.
- Jak najbardziej. Ja sama mam sporą kolekcję kamieni – odpowiedziała dziko pręgowana. Ucieszyła ją myśl, iż może i jej uczennica zacznie je zbierać, skoro i teraz chciała jeden zatrzymać.
- To stąd ten pomysł ze zbieraniem kamieni! - powiedziała pieszczoszka śmiejąc się na zasłyszaną informacje - Czy ta reszta będzie nadawać się do poszerzenia twojej kolekcji?
- Jak najbardziej, będę po nie przychodzić przy naszych treningach, bo na raz ich wszystkich nie dam rady przynieść. Przy okazji będziemy wiedzieć, ile już ich odbyłyśmy. - Uśmiechnęła się ponownie do żółtookiej.
- Oby jak najwięcej - mówiąc to abisynka wzięła w pysk kolejny kamyk, który tak jak wcześniejsze wylądował po chwili na stercie. Bylica skinęła na zgodę głową. Już planowała specjalny schowek na skały od cynamonowej…
Gdy tylko ta odłożyła ostatni odłamek skalny na stertę, Bylica przemówiła:
- Dobrze, nazbierałyśmy już sporo kamieni... W takim razie możemy przystąpić do innej, ważnej umiejętności – po wypowiedzeniu tych słów skierowała się w stronę najbliższego ogrodu, który wyglądał na w miarę duży, odpowiedni do tego, co zamierzała. Następnie podeszła do dziury w płocie, aby po kilku uderzeniach serca szybko się przez nią prześlizgnąć. Idąc za nią w ślady jej uczennica zrobiła to samo, przez co razem znalazły się na zielonym obszarze. Razem stanęły na niedawno skoszonej trawie, która lekko kuła staruszkę w poduszki. Czemu dwunogi to ścinały… Przecież byli wysocy, wszystko widzieli i tak z góry… No chyba, że chodziło im o kleszcze.
Po tych przemyśleniach dawna burzaczka zaczęła z głową nisko przy ziemi szukać czegoś, a gdy znalazła, przywołała Cynamonkę do siebie skinieniem głowy.
- Widzisz te małe ślady pazurków? - spytała, wskazując na wspomniane wgłębienia w glebie łapą - Była tu mysz.
Młodsza zbliżyła się do pozostawionego przez małego gryzonia tropu. Chwilę mu się przypatrywała chcąc sobie wyryć w głowie pokonaną przez mysz drogę, po czym spojrzała na Bylicę.
- Była... Ale zdążyła już gdzieś się skryć w pobliżu - stwierdziła wyczuwając zapach gryzonia na ziemi, wciąż był jeszcze silny, trop był świeży - Wyczułaś ją już zza płotu? - spytała z podziwem.
- Akurat tym razem nie, ale wiedziałam, że w tak dużym ogrodzie powinno się coś znaleźć. Jest tu też dużo krzewów, idealna kryjówka dla takiego małego stworzenia.
Była ciekawa, czy młodsza sama postanowi podążyć za myszą.
<Cynamonko, uczennico moja ty kochana? :D>

[przyznano 5%]

27 lutego 2023

Od Cynamonki CD. Bylicy

Cynamonka sama sobie się dziwiła, że z taką łatwością przyszło jej zapytanie się nowo poznanej samotniczka o to, czy ta zechce ją uczyć polować. Nie raz nieśmiało próbowała zagadnąć samotników, którzy kręcili się przy domach ludzi czy może by chcieli ją trochę pouczyć. Odpowiedź jednak zawsze brzmiała: nie. Nawet Nico, kocur będący niczym starszy brat dla kotki pomimo życia na ulicy, nie chciał nawet nauczyć jej podstaw łowiectwa. Nie zaprzątają sobie niepotrzebnymi rzeczami swojego łebka - tak jej zawsze odpowiadał, gdy próbowała go przekonać.
Jednak w końcu nastał wyczekiwany dzień. Niezmiernie ucieszyła się, że Bylica zgodziła się zostać jej nauczycielką. Mimo bycia pieszczochem, chciała nauczyć się polować, doskonale polować. Skąd w ogóle przyszła jej do głowy chęć nauki tej umiejętności? W taki sposób chciała odwdzięczyć się swoim ludziom, którzy o nią dbali i ją kochali. Nie raz dawali jej prezenty, a to nowa zabawka, a to nowa obróżka, a ona jak na razie okazywała im miłość tylko łasząc się do nich. A chciała też coś im podarować, coś co mogliby postawić w gablotce jak swoje inne skarby.
- Do jutra - mówiąc to czym prędzej ruszyła w stronę domu na spotkanie z białą kotką
Tak jak przewidziała, Bryza wyczuwając zapach "wstrętnego przybłędy co mydli oczy" zaczęła jej po raz setny tłumaczyć by przeganiała każdego samotnika, który znajduję się w zasięgu wzroku cynamonowej. W odpowiedzi po raz setny cynamonowa tłumaczyła, że nie każdy kot żyjący na ulicy jest zły. Wiedziała, że biała miała dobre intencję i troszczyła się o przyjaciółkę. Ale nie można było każdego kota szufladkować przez to czy żył z ludźmi czy żył na ulicy. Gdyby nie wiedziała, że Nico też był samotnikiem i pomieszkiwał w jednym z kubłów na śmieci, to na pewno by go darzyła sympatią. Liczyła, że nadejdzie kiedyś dzień, gdy ta dwójka się polubi.
Po spotkaniu z przyjaciółką czym prędzej wróciła do domu stęskniona za swoimi ludźmi. Po godzinnym przytulaniu się i zjedzeniu kolacji ułożyła się na najwyższym piętrze drapaka nie mogąc się doczekać jutrzejszego dnia. Chciała by już właśnie w tej chwili nastał nowy dzień, by mogła zacząć lekcje z samotniczką. Rozmarzona zaczęła machać ogonem. Wyobrażała sobie jak to łapie małe stworzenia, całą ich masę, a później zanosi je w prezencie swoim właścicielom. Nie mogła się doczekać, aż fantazja stanie się rzeczywistością. Nie wiedzieć nawet kiedy pogrążona w marzeniach zasnęła z uśmiechem na pysku wydając z siebie zadowolone ciche mruknięcia.

~~~~

Pośpiesznie zjadła porcję karmy prosząc w duchu, by jej to nie zaszkodziło. W końcu dzisiaj był jeden z ważniejszych dni w jej życiu. Wszystko musiało pójść zgodnie z jej myślami. Miała nadzieję, że kocica nie zmieniła zdania przez noc odnośnie treningu.
- Pozwalam ci zjeść moją porcję pod moją nieobecność! - zawołała w przerwie od jedzenia
- Naprawdę? - Nico niedowierzając własnym uszom zbliżył się do Cynamonki przyglądając się jak ta łapczywie pochłania poranną porcję karmy. W milczeniu przyglądał się czekając aż ta skończy, nie chcąc by współlokatorka się zadławiła. - No proszę, proszę. Czyżby ptaszyna zaznała wolności? - rzucił uśmiechając od ucha do ucha - Rób co chcesz, bylebyś wróciła przed nocą do domu. Wystarczy, że raz musiałem cię szukać. I to w deszcz! - na jego pysku zagościł grymas na wspomnienie feralnego samotnego wyjścia kotki.
Cynamonka kiwnęła twierdząco łebkiem obiecując, że wróci przed zmierzchem. Trening raczej nie powinien zająć jej całego dnia, prawda? Najwyżej wytłumaczy Bylicy swoją sytuację, a ta na pewno zrozumie. A trening zostanie po prostu wydłużony o kolejne dni.
Wychodząc z domu skierowała się w stronę umówionego miejsca. Droga do celu minęła jej bezproblemowo, żaden kot jej nie zaczepiał, ani człowiek. Właściwie to żadnego nie spotkała, chodnik jak i okolica była opustoszała. Było to naprawdę dziwne, zwłaszcza, że na zewnątrz panowała piękna pogoda. Dzień idealny. Znajdując się coraz bliżej starej chatki i drzewa przyspieszyła kroku. Ostrożnie zajrzała na podwórko rozglądając się na boki w poszukiwaniu Bylicy.
- Bylico? Jesteś? - nie dostrzegła jej na gałęziach drzewa, ani u podnóża pnia.
Czyżby przyszła za wcześnie? Zerknęła na słońce i cienie, były w podobnym ułożeniu jak we wczorajszym dniu. Chwilę się jeszcze rozglądała, aż w końcu usiadła pod samym pniem oczekując na pojawienie się nauczycielki. Nie minęło dziesięć minut, gdy dostrzegła starszą kotkę przeskakującą przez płot.
- Witaj Cynamonko. Widzę, że nie mogłaś się doczekać lekcji - zauważyła uśmiechając się, na co Cynamonka nieco zawstydzona przytaknęła. - Wyspałaś się?
- Dzień dobry - przywitała się z entuzjazmem - O dziwo, tak - aż dziwne, że udało jej się zasnąć. Czuła jak rozpiera ją radość i energia. - Jestem gotowa na trening! - oznajmiła przybierając pozycję do skradania się, nie mogła się doczekać aż złapie coś innego niż ślimaka.
Bylica zamachnąwszy ogonem w prawą stronę poprosiła młodą kotkę, by ta udała się za nią. Podnosząc się z ziemi Cynamonka posłusznie za nią ruszyła. Miały zacząć od polowania na myszy, a tych w mieście było pod dostatkiem. Raz nawet w domu Cynamonki zamieszkała mysz, która mimo prób schwytania ostatecznie skończyła swój żywot złapana w pułapkę na myszy. Już lepiej by było jakby pozwoliła się złapać kotce. Te małe stworzenia były szybkie i przebiegłe.
- Nim przystąpimy do nauki, chciałabym zobaczyć to jak sobie radzisz na chwilę obecną - no tak. Trzeba było dopasować sposób nauki pod ucznia. - Policz do stu.
Prośba Bylicy brzmiała wręcz śmiesznie, jednak posłusznie zaczęła liczyć. Nie widziała powiązania pomiędzy polowaniem, a liczeniem. Była pewna, że prośbą Bylicy będzie, aby zaprezentowała to jak się skrada, jak łapie zdobycz. A teraz czuła się jak mały kociak. Dochodząc do liczby siedemdziesiąt zaprzestała liczenia.
- Nie rozumiem po co to... - powiedziała zbita z tropu nie rozumiejąc czemu kocica dała jej takie zadanie.
- Policz do stu. Od początku - Bylica usiadła jak gdyby nic dając znać, że może zaczynać.
- Od początku? - spytała, nie była zadowolona z tego powodu, jednak posłusznie od nowa zaczęła liczyć, tym razem dokładnie doliczając do stu - Możesz mi powiedzieć po co to? Myślałam, że będziemy polować...
- Polowanie wymaga cierpliwości, dużej ilości cierpliwości. I najpierw nad tym popracujemy 
Nie mogła uwierzyć, że to było częścią testu. Testu, którego oblała. Jednak to była prawda, musiała poćwiczyć nad cierpliwością, w końcu wszystko miała podsuwane pod nos, a cierpliwość nie należała do jej mocnych stron, musiała widzieć w tym sens. A we wcześniejszym zadaniu go nie zauważyła.

<Bylico? Nauki czas>

[przyznano 5%]

08 lutego 2023

Od Bylicy CD Cynamonki

*jakiś czas temu, jeszcze podczas jesieni*
Bylica miała czasu w brud, więc często zapuszczała się do miasta.
W pierwszych księżycach po osiedleniu się na nowych terenach przychodziła do Siedliska Dwunogów głównie po to, by szukać porwanych Szczekuszki i Skazy. Coraz częściej jednak wychodziła także po to, by po prostu poobserwować, tak jak robiła to teraz.
Siedziała na drzewie, znajdującym się na terenie ogrodu starego, drewnianego domu. Najczęściej odwiedzały go…dość agresywne dwunogi. Dlatego nawet tam nie wchodziła, bo po co? By nabić sobie guza? Wolała po prostu siedzieć sobie na tym drzewie. Wbrew pozorom w dzień była to w miarę cicha okolica, natomiast w nocy to się robił ambaras…Jednak dalej nie wchodziła do drewnianego domu nawet przy świetle słońca. W końcu te dwunogi może i były ciszej w dzień, ale dalej tam były i już nie raz widziała, jak ciskały kamieniami w przybyszy.
Bylica wpatrywała się akurat w chodnik, gdy dostrzegła podążającą w tą stronę cynamonową kotkę. Coś jej się kojarzyło, że już kiedyś widziała, jak ta tędy przechodziła…ale kiedy to było…Pewnie jakiś czas temu.
Dostrzegła, jak zaciekawiona domem kotka zaczyna kierować się w jego stronę.
Czekać aż dwunogi w nią rzucą, czy ostrzec młodą pieszczoszkę? Bylica wybrała tą drugą opcję.
- Nie radzę ci tam wchodzić, chyba że chcesz wrócić do domu z rozbitą głową – miauknęła w stronę kotki o cynamonowym futrze, przypominającym to przybranego ojca Bylicy. Na dźwięk głosu samotniczki ciało obcej kotki całe się spięło, a ta czym prędzej zerknęła w stronę drzewa na którym siedziała srebrna.
- W-wcale nie chce tam wejść! - zawołała z dołu nie przestając wpatrywać się w nieznajomą - Dziękuję za radę - dodała po chwili.
Hm. Pieszczoszka była całkiem miła. Może warto poświęcić chwilę na zapoznanie się z kotką? Nie miała w końcu zbyt wielu znajomych na nowych terenach. Poznała Wójta, poznała jakiegoś samotnika, którego przekupiła zwierzyną, by powiedział jej coś o kanałach a to było dość niewiele.
Kocica z gracją zeskoczyła z gałęzi tuż przed pieszczoszką mającą zamiar wycofać się z powrotem do głównego chodnika i ruszyć dalej, zagradzając jej tym samym przejście.
Zbita z tropu cynamonowa nieufnie wpatrywała się w nią. Z bliska Bylica przyjrzała się jej nieco bliżej. Kotka była całkiem smukła, oczy miała żółte, futro krótkie i w kolorze cynamonu. Był to rzadki kolor, o czym Bylica zdawała sobie sprawę. Obraz Orzechowego Futra pojawił się w jej umyśle. Jego futro było jaśniejsze, ale podobieństwo i tak było.
- Przepraszam, ale się spieszę… - rzuciła pieszczoszka wymijając niebieską chcąc jak najszybciej się ulotnić.
Bylica nie chciała jednak tak szybko kończyć tej rozmowy. Pozwoliła więc młodej kotce się wyminąć, po czym ruszyła cicho za nią. Następnie zrównała krok z kotką noszącą czerwoną obróżkę.
- Nie obrazisz się, jeśli ci trochę potowarzyszę? – spytała, uśmiechając się lekko.
- N-nie – miauknęła nieśmiało kotka, odwzajemniając uśmiech - Jednak lepiej nie za długo... tam gdzie idę tacy jak ty nie są mile widziani - rzuciła nieco nerwowo.
Zdziwiła ją końcówka wypowiedzi kotki. O co jej chodziło? Było z nią coś nie tak?
- Co masz na myśli? - spytała zaciekawiona.
Cynamonowa nieśmiało przeniosła wzrok na blizny, które zdobiły ciało Bylicy. Ta dostrzegła gdzie padał jej wzrok. A no, racja. Mogła wyglądać nieco strasznie jeszcze przy byciu tak chudą…i starą.
- Moja przyjaciółka nie przepada za samotnikami, a ty na domowego kota nie wyglądasz...chyba że się mylę?
- Och, nie mylisz się. - miauknęła, uśmiechając się ponownie. A więc o to chodziło. - Jestem samotniczką. Nazywam się Bylica, a ty?
- Cynamonka – odparła kotka pewniej. Srebrna zakodowała sobie tę informację w głowie. - Nie myślałaś nigdy o tym by zamieszkać z ludźmi?
- Moja babcia była pieszczoszką, choć odeszła ze swego domostwa. Ja sama...może kiedyś się zastanawiałam, ale nie za długo. Jestem przyzwyczajona do bycia samotnikiem i możliwości długich wypraw. – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Życie pieszczocha na pewno miało swoje zalety…Stały dostęp do jedzenia przede wszystkim. Podczas głodu na starych terenach podkradała z misek kotów domowych jak tylko się dało, przyparta do muru. Ale nie chciała być całkowicie zależna od dwunożnych, w końcu wiedziała, jacy okrutni potrafili być. Na dodatek potencjalnie siedziałaby w zamknięciu…a to bynajmniej nie było coś, czego by pragnęła.
- Nie wyobrażam sobie życia jako samotnik – powiedziała pieszczoszka. Zamyśliła się na chwilę po czym kontynuowała - Pewnie przez to, że od urodzenia otaczają mnie ludzie. Dbają o mnie, karmią... nie muszę się o nic martwić.
- Ja tak samo mam z życiem jako pieszczoch...także pewnie przez to, że urodziłam się w dziczy - rzekła.
- W dziczy? – Cynamonkę wyraźnie zaskoczyła ta informacja - Masz na myśli las? Urodziłaś się w lesie?!
- No...tak. – odparła. Kotka wyglądała jakby pierwszy raz o czymś takim słyszała. W starym mieście koty domowe zdawały sobie sprawę z istnienia takich jak ona, ba, wiele z nich aktywnie wypowiadało się przeciwko klanowym kotom i innym „dzikusom” - Bardziej na wrzosowisku konkretniej ujmując. - dodała.
- Czyli musisz być dobrą łowczynią... – mruknęła Cynamonka - Nauczysz mnie polować? - spytała z nadzieją.
Nauczyć ją polować? A czemu nie? Była otwarta na nowe znajomości a uczyła tego już wiele kotów, więc co stało na przeszkodzie pomocy pieszczoszce?
- Oczywiście - miauknęła - Możemy zacząć od myszy, one są najczęściej spotykane w mieście. Tylko, czy nie idziesz do swojej przyjaciółki? Nie pogniewa się, jeśli nie pojawisz się jeszcze przez jakiś czas? Bo polowania nie da się nauczyć od razu.
- Zacznijmy więc jutro... – stwierdziła domowa kotka.
- Dobrze. W takim razie jutro spotkamy się o mniej więcej tej samej porze przy tamtym drzewie? – spytała, mając na myśli roślinę przy starym drewnianym domu.
- Tak – Cynamonowa kiwnęła łebkiem.
Po chwili doszły do jakiegoś domu, a Cynamonka wymownie spojrzała na Bylicę, dając jej tym samym znak że lepiej będzie jak się tutaj rozdzielą. Stara kotka szybko zrozumiała aluzję.
- Do jutra – Cynamonka posłała jej uśmiech, po czym sama ruszyła w stronę ganku.
- Do jutra, Cynamonko - miauknęła, odchodząc prędko, znikając gdzieś w cieniu tak samo niespodziewanie, jak pierwszy raz odezwała się do cynamonowej.
A więc jutro nauczy tę kotkę polować…zadrgała wąsami na samą myśl.
<Będzie ciekawie. Cynamonko? Lekcję czas zacząć! :D>

07 stycznia 2023

Od Cynamonki Do Bylicy

Cynamonka zbliżyła łebek do transportera, w którym za zamkniętymi drzwiczkami siedział burawy kocur. Mimo tego, że leżał spokojnie, to na jego pysku wymalowane było niezadowolenie. W przeciwieństwie do kotki nie przepadał za wizytami u weterynarza.
- Mówiłam ci, że spadniesz - spojrzała się na niego z wyrzutami, że jej nie posłuchał.
Kocur nie tylko spadł z pierwszego piętra, ale dodatkowo zahaczywszy o zardzewiały fragment rynny rozerwał sobie prawą łapę.
- Nic mi nie jest - zapewnił - To pikuś. Żyjąc na ulicy miewałem gorsze urazy, uwierz mi. I musiałem sobie radzić sam, a nie liczyć na pomoc doktor Darii. Ludzie są przewrażliwieni. - przez boczne otwory w transporterze spojrzał na naszą właścicielkę, która właśnie skończyła z kimś rozmawiać przez telefon. Wyglądała na zmartwioną.
- Co ja z wami mam. - westchnęła, po czym na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech - Nie psoć jak nas nie będzie. Wystarczy jedna niezdara w domu, z którą co chwilę trzeba jeździć do weterynarza. - schyliła się do kotki delikatnie głaszcząc ją za uchem.
Z transportera dobiegło niezadowolone miauknięcie.
Cynamonowa kotka odprowadziła kobietę do schodów na zewnątrz. Odczekała chwilę nim czerwone auto zniknęło z jej pola widzenia, po czym przeciągnąwszy się skierowała się w stronę domu Bryzy. Przez długi czas nie miały okazji się widzieć, dlatego wiedziała że biała kotka będzie wypytywać ją o to co się w przerwie wydarzyło. Nie była jednak przekonana przy wspominać o wypadku Nico. Znając Bryzę ta do końca dzisiejszego spotkania nabijałaby się z kocura.
Minęła stary drewniany dom. Za każdym razem, gdy obok niego przechodziła zastanawiała się czy ktoś w nim mieszka. Nigdy nikogo nie widziała w ogrodzie, ale wokół domu wyczuwała bardzo dużo różnych zapachów - niektóre były intensywniejsze, więc na pewno ktoś tu musiał mieszkać. Zaciekawiona zeszła z chodnika kierując się w stronę domu, chcąc zajrzeć chociażby przez okno i zaspokoić swą ciekawość towarzyszącą jej od pierwszego dnia wyjścia poza granicę swojego królestwa.
- Nie radzę ci tam wchodzić, chyba że chcesz wrócić do domu z rozbitą głową - na dźwięk nieznajomego głosu ciało Cynamonki się całe spięło i czym prędzej zerknęła w stronę drzewa, z którego ten dochodził.
Na gałęzi drzewa dostrzegła kotkę o niebieskim kolorze futra, która rytmicznie wymachiwała swym długim ogonem.
- W-wcale nie chce tam wejść! - zawołała z dołu nie przestając wpatrywać się w nieznajomą - Dziękuję za radę - dodała po chwili będąc pewna, że zabrzmiała zbyt ostro.
Nie chciała niepotrzebnie denerwować starszej, wydawało się, że kotka ma dobry humor.
Gdy już miała się wycofać z powrotem do głównego chodnika i ruszyć dalej, kocica z gracją zeskoczyła z gałęzi tuż przed Cynamonką zagradzając jej tym samym przejście. Zbita z tropu nieufnie wpatrywała się w chudą kotkę. Teraz mogła jej się chociaż dokładniej przyjrzeć. Jednak chyba wolała jak między nimi znajdował się większy dystans. Będąc na drzewie kotka nie wydawała się być taka wysoka jak teraz. Poza tym na jej ciele znajdowało się wiele blizn, które potęgowały niepokój u cynamonowej. Nieznajoma nie wyglądała na domowego kota. Czy to właśnie przed takimi Nico ją ostrzegał? Kotami nie mających właścicieli, którzy dla rozrywki zaczepiają koty domowe?
Nie wyczuwała od niej wrogiego nastawienia. Przyjaznego też raczej nie. Czemu więc ją zatrzymała.
- Przeprasza, ale się spieszę… - rzuciła wymijając niebieską chcąc jak najszybciej się ulotnić.

<Bylico? przygarnij kropka tzn. cynamonkę, małe to wycofane jest >