»» ———— ⚜ ———— ««
Koniec obecnej
pory nowych liści
»» ———— ⚜ ———— ««
Klan Burzy raczej nie miał szczęścia do spokojnego życia. Ciągłe spiski, morderstwa, kataklizmy wręcz zdominowały społeczność równinnych terenów. Niebieskooka miała wrażenie, że odkąd pożar pochłonąć wszystko, co dotychczas istniało, Burzakom było trudno wrócić do dawnego spokojniejszego życia. Zdawało jej się, że odkąd doszło do morderstwa ze strony Połyskliwego Koguta i Łzawej Łapy, to wojownicy coraz bardziej sobie nie ufali, jakby doszukiwali się u swych najbliższych nawet najmniejszego motywu na zbrodnię przeciwko klanowi.
Trzepnęła końcówką ogona, podnosząc się z dotychczasowego miejsca, z którego miała dobry widok na podziemny obóz. Część obecnych kotów odpoczywała przed kolejnymi patrolami lub treningami własnych uczniów. Ona sama musiałaby się wyrwać na zewnątrz, w końcu może i była zastępczynią, jednak nie oznaczało to, iż nagle zrezygnuje z wojowniczych obowiązków, bo tak. Każde wyjście na coraz to bardziej zazielenione równiny było chwilą, gdy mogła skupić się na tym, co było tu i teraz, nie musząc się obawiać, że będzie kolejną ofiarą jakiegoś mordercy. Nawet jeśli Łzawa Łapa uciekła z izolatki, gdzie trzymano resztę więźniów, to kotka nie miała żadnego wojowniczego wyszkolenia, więc Płomykówka mogła śmiało spekulować, że nawet większość uczniów nie miałoby problemu pokonać tę trucicielkę.
W obliczu wszystkich tragedii na szczęście sojusz z Owocowym Lasem mimo tego rósł w siłę, nawet jeśli i oni i Klan Burzy utracił po jednym kocie z sojuszniczego miotu. Ostatnie spotkanie Zawodzącej Gwiazdy i Czereśni dotyczyło przekazania wieści o losach Łzawej Łapy oraz prośbie szkolenia medyka u Owocniaków, jeśli Gwiezdni przedwcześnie zabiorą Wdzięczną Firletkę do siebie. Szylkretka nie była już najmłodsza, a jedyna uczennica, którą w ostatnich księżycach szkoliła, okazała się zdrajcą i zbiegiem. Czekoladowy lider ich sąsiadów okazał się na tyle wyrozumiały i hojny, że nawet zaproponował dwóch stróżów, którzy wesprą medyczkę, dopóki ta nie znajdzie ucznia i nie rozpocznie jego szkolenia. Srebrna nie wiedziała, czy Poziomka i Miodunka pozostaną na stałe wśród Burzaków, lecz mogła podejrzewać, iż przynajmniej szylkret zagości na stałe wśród nich, o ile tego będzie chciał.
Obecnie dwójka stróżów była pod opieką Firletki, która musiała wybadać poziom ich umiejętności oraz przydzielić obowiązki, którym podołają. Na szczęście ci mieli także wyszkolenie wojownicze, więc gdyby brakowało kogoś do patrolu, to mogła ich przydzielić. Choć słyszała od Cyklonowego Oka, iż były pewne problemy przy przejściu Owocniaków przez Drogę Grzmotu, co musiała mieć na uwadze, gdyby patrol, w którym by się znajdowali, miał za zadanie sprawdzić granice Klanu Burzy.
Po drodze do legowiska medyka natknęła się na Jabłkową Łapę i Trafną Łapę. Szylkretka pociągała nosem, jakby dopadło ją jakieś choróbsko i musiała się teraz męczyć z uciążliwym katarem, a czarnofutry lekko trząsł się, sprawiając wrażenie, by było mu zimno, choć ostatnie dni pory nowych liści były wyjątkowo ciepłe.
— Mam nadzieję, że właśnie kierujecie się do Wdzięcznej Firletki — mruknęła nagle tuż za dwójką uczniów. Liliowa widocznie się spięła na dźwięk głosu zastępczyni, a kocur obok zastrzygł jedynie uchem.
— Oczywiście Skrzydlata Płomykówko — potwierdził młodszy, na co cętkowana jedynie skinęła głową, by następnie ruchem ogona dać znać, aby szli za nią. Sama miała sprawę do medyczki, więc przynajmniej dopilnuje, by ta dwójka nie roznosiła po innych kątach obozu swoich zarazków.
»» ———— ⚜ ———— ««
Na szczęście udało jej się zamienić parę słów z Firletką, kiedy tylko skończyła nadzorować pracę stróżów przy dwójce chorych. Zastępczyni mogła wybadać, jak się mają sprawy z Owocniakami, przy okazji samej poobserwować, jak sobie radzą. Poziomka był nieśmiałym kocurem i wzrok Płomykówki nieco go peszył, dlatego też ta go długo nie męczyła i po dłuższej chwili przeniosła wzrok na Miodunkę, która z uśmiechem na pysku melodyjnym głosem rozmawiała z Jabłkową Łapą. Mówiła chyba o swoim synu i wnukach, które też są już uczniami, jednak srebrna nie przykładała takiej wagi do słuchania jej opowieści.
— Gdybyś potrzebowała z czymś pomocy, to śmiało mów, raz-dwa znajdę kogoś lub osobiście się zajmę daną sprawą — mruknęła na koniec niebieskooka, na co starsza odpowiedziała jej skinieniem głowy i uśmiechem pełnym wdzięczności.
Po tym zastępczyni opuściło legowisko i skierowała do centrum obozu, by zobaczyć, kto pozostał w ich azylu i będzie chętny może na jakiejś wyjście z nią. Mogłaby i iść sama, jednak potrzebowała otworzyć do kogoś pysk, szczególnie iż jedynymi kotami, z którymi ostatnio rozmawiała to z Zawodzącą Gwiazdą, Oskrzydlonym Ognikiem, Poczciwym Szakłakiem i czasem nawet Gasnącą Prawdą. W ostatnich dniach także pojawiała się w legowisku starszyzny, gdzie Dzwonkowy Świst odbywał zasłużoną emeryturę. Może i był jej mentorem księżyce temu, lecz już długi czas nie miała okazji z nim zamienić więcej niż parę słów. Na szczęście kocur nie spędzał całych dni samotnie, gdyż często niebieskooka mogła zauważyć, jak jego córka, Żywiczna Kropla go odwiedza.
Ledwo wkroczyła do serca obozu, gdy już z daleka dostrzegła bure futro Krokusowej Kruchości. Najwięcej kotki ze sobą rozmawiały, kiedy to plotły razem posłania z zapasów trawy i innych materiał do budowy miejsc do spania dla innych. Płomykówka sama swoje miała właśnie od zielonookiej. Pomimo księżyców, które minęły od prac odbudowy tego, co utracili, nadal pamiętała ruch łap w czasie plecenia posłań, dotyk miękkiego puchu czy zapach trawy, który później przez kolejne dni utrzymywał się na jej kończynach oraz w samym nosie.
— Witaj Krokusowa Kruchości — mruknęła z lekkim uśmiechem, gdy tylko zbliżyła się do kotki. Ta była zajęta rozmową ze Słodką Dziewanną, więc nawet nie zauważyła, kiedy to zastępczyni podeszła do nich. — Ciebie również dobrze widzieć, Słodka Dziewanno.
— Dzień dobry Skrzydlata Płomykówko, czy coś się stało? — spytała szylkretka.
— Nie nie, po prostu szukam jakiegoś towarzystwa do wspólnego wyjścia poza obóz. Może uda się coś upolować, niż przyszły sezon okaże się bezlitosny i zwierzyna będzie wolała się chować po norach — wyjaśniła.
— Czemu nie — odparła młodsza, odwzajemniając uśmiech rozmówczyni.
— No to ruszajmy.
<Krokus?>
Wyleczeni: Jabłkowa Łapa, Trafna Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz