✦ . ⁺ . ✦ . ⁺ . ✦
Przeszłość,
zgromadzenie 26.06.2026
✦ . ⁺ . ✦ . ⁺ . ✦
Było to jej bodajże drugie zgromadzenie jako członkini Klanu Klifu. Podczas pierwszego obawiała się mimo wszystko, że jakiś Wilczak ją rozpozna, jednak jej obawy się nie ziściły, więc teraz z nieco lżejszym ciężarem na sercu stała wśród innych kotów na zgromadzeniu. Kolejny raz łudziła się, że ujrzy matkę, bądź siostrę, lecz i tym razem ich nie dostrzegła. Ciche westchnienie opuściło jej pysk, chwilę przed tym, gdy za jej plecami rozległ się głos jakiejś kotki.
— Cześć Klifiaczko! Masz bardzo ładną grzyweczkę. Jestem Rudzikowe Skrzydełko! — miauknęła radośnie z szerokim uśmiechem.
— Um, cześć. Dziękuję... — mruknęła, starając się grzywką zakryć szpetną bliznę na pysku po walce z mewami. Niestety naderwanego ucha nie mogła tak ukryć, przez co czuła się niczym zdrajczyni, gdyż z tego powodu nieco przypominała członkinie kultu z Klanu Wilka. — Jestem Rozżarzona Pieśń, miło poznać — mruknęła, starając się ukryć wszelkie negatywne myśli, które postanowiły ją w tym momencie nawiedzić. — Jesteś z Klanu Burzy? — spytała, odwzajemniając uśmiech srebrnej, choć jej nie był aż taki szeroki.
— A-a! Nie ma za co! — odparła wesoło srebrna, przyglądając się nowo poznanej kotki. — M-Mi również? — odparła jakby niepewnie. — Zgadza się! Rudy Burzak z krwi i kości! — odparła, kiwając głową. — Co ukrywasz pod grzywką? Skąd masz takie krótki ogonek? Skąd te wszystkie blizny? — wypytywała na jednym może dwóch wydechach.
Cętkowana zamrugała kilka razy, nie spodziewając się nagle takiej tyrady pytań. Nie była kompletnie na to przygotowana, więc trochę zajęło jej przyswojenie do siebie każdego z nich, by móc w mniejszym lub większym stopniu na nie odpowiedzieć. Nim jednak odpowiedzi opuściły jej pysk, pierwszy wybrzmiał lekki śmiech na stwierdzenie Rudzikowego Skrzydełka o byciu Burzakiem z krwi i kości.
— Krótki ogon mam od urodzenia, podobnie jak- — urwała, zdając sobie sprawę, że kotka będzie zapewne dopytywać o rodzeństwo. — Blizny mam głównie z walki z mewami, która odbyła się jakieś parę księżyców temu — wyjaśniła, pomijając kwestie ukrywania czegoś pod grzywką.
— Ty za to masz niespotykane uszy, inne niż u innych kotów — zauważyła, chcąc odciągnąć nieco myśli srebrnej od swojej persony.
— Od urodzenia? Wooow — miauknęła zachwycona, ponownie patrząc na ogonek. — Jest śmieszny. Taki króciutki. Musi być fajnie, jak nic nie przyczepia ci się do ogonka! — wzięła własny puchaty ogonek do przodu, pokazując zaplątane w niego listki. — Widzisz? Są straszne... — rzuciła. — Blizny... Też jedną mam. Na boku, po walce z lisem. Udało mi się go przepędzić razem z innymi Burzaczkami! — wypięła dumnie pierś. — Ach, uszy! — zawołała, poruszając nimi. — Faktycznie. Są tak samo śmieszne, jak twój ogonek. Koty z takimi uszkami i krótkim ogonkiem muszą wyglądać strasznie głupio, nie sądzisz Piosnko? — mruknęła.
— Może i nic się nie przyczepia, ale trudniej z utrzymaniem równowagi, szczególnie kiedy wymaga tego sytuacja lub miejsce. Do teraz pamiętam, jak spadłam na mentora, gdy ten uznał, że dobrym pomysłem będzie nauka wspinaczki — przyznała z lekkim śmiechem, przypominając sobie biednego Piołuna, który wtedy skończył pod rudą. — Musiałaś chyba dobrze walczyć, skoro masz tylko jedną. Sama mam wrażenie, że w takim tempie na moim ciele skończy się miejsce na kolejne szramy i będę mieć ich więcej niż rudej sierści — dodała, w międzyczasie spoglądając na swój tułów, który nosił wszelkie ślady przeszłości Żar.
— Według mnie bardziej wyjątkowo niż śmiesznie, w końcu krótkie ogony nie są jakieś częste, a twoje uszy tym bardziej, gdyż nie kojarzę innego kota z takimi.
Rudzik na wzmiankę o Klifiaczce spadającej z drzewa prosto na mentora, parsknęła śmiechem. Zaraz jednak zakryła pyszczek.
— Walczyłam dobrze! Przepędziłam tego śmierdziela! I faktycznie...nie oberwałam wtedy jakoś bardzo. Miałam też kilka mniejszych ran, ale zagoiły się bez większego problemu. Tę bliznę z reguły przykrywa futro, więc z reguły nie mam się o co martwić! — miauknęła. — Lubię blizny. Pokazują, kim jesteśmy i co przeżyliśmy! Prawda? Musiałeś duuużo przeżyć Rozżarzona Pieśnio. Mimo to twoje futro nadal wygląda na zadbane, a ty na szczęśliwą. To ciekawe! — machnęła ogonem, siadając wygodniej na skale.
Sama przyjrzała się blizną rudej w zamyśleniu.
— W-Wyjątkowo? Być może! — rzuciła radośnie. — Twoje blizny też są wyjątkowe, co nie? Każdy ma takie cechy — dodała. Zmrużyła lekko niebieskie oczy i sięgnęła łapą w stronę grzywki kotki. Nie zastanawiała się jakoś długo, jednak jej ruch nie należał do najszybszych. — Tu też jest blizna. Zapewne równie wyjątkowa — szepnęła z drobnym uśmieszkiem.
Horyzont musiała przyznać, że bardzo dobrze rozmawiało jej się z kotką. Odnosiła wrażenie, że odkąd opuściła Klan Wilka, jej życie jakoś wyjątkowo dobrze się układa, jakby był to zwiastun czegoś, co miało niedługo wybrzmieć niczym nagłe grzmoty w czasie sztormu na morzu.
— Niecodzienna preferencja — zażartowała ze śmiechem, który co chwilę wybrzmiewał w czasie ich rozmowy. Ucichła, dopiero kiedy Rudzik skierowała swoją łapę w stronę jej grzywki. Całe jej ciało zamarło, a oddech urwał, jakby ruda mentalnie nastawiała się na reakcje rozmówczyni, nawet jeśli tą chwilę wcześniej mówiła, że lubi blizny. — Miałam szczęście, że nie straciłam wtedy oka... — mruknęła, starając się ukryć własne rumieńce.
— Niecodzienna? — powtórzyła, wydając z siebie ciche mruknięcie. — Może uważam blizny nawet za coś ładnego. Znaczy, mogą mieć za sobą straszne historie, ale naprawdę są bardzo ciekawe — kiwnęła lekko głową, na potwierdzenie własnych zdań. — Wygląda trochę strasznie co? Ale jest twoja. Trochę straszna. Jak ty. Dobrze, że chociaż oko jest — miauknęła, nie odsuwając się od kotki.
— Ja straszna? Hah, no może trochę, ale to zapewne zasługa tych blizn — mruknęła, wpatrując się prosto w oczy Burzaczki. Musiała przyznać, że jej ślepia były jasne i niemal tak samo niebieskie, jak niebo w bezchmurne dni. — W ogóle czemu wcześniej powiedziałaś, że jesteś rudym Burzakiem z krwi i kości? Większość z was jest ruda?
— Tylko troszkę. Są równie straszne co śmiesznie atrakcyjne. Pewnie lubi cię dużo kocurów! — uśmiechnęła się podekscytowana. — Nie. Po prostu rudzi są lepsi — odparła nagle, a uśmiech zszedł z jej pyska. — Ci nierudzi nie powinni nazywać się Burzakami — mruknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz