BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Melodyjna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Melodyjna Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 lipca 2020

Od Melodyjnej Łapy (Melodyjki) CD. Orlikowego Szeptu

Dawno, dawno temu

Kotka parsknęła z niezadowoleniem.
— Nie traktuj mnie, jakbym była twoim uczniem, panie wielki i dorosły wojowniku. — Obróciła się na pięcie,  mrużąc oczy, lecz po chwili na pysk wkradł się chytry uśmieszek. Mimo wszystko, ten pomysł nie był wcale taki najgłupszy, ba, mógł jej się przysłużyć. — Ale nie brzmi to tak głupio, może dzięki temu Rzeczny Nurt wreszcie przejrzała by na oczy. Głupia baba. No dobra, zrobię to, aaale nie myśl sobie, że możesz mnie traktować w ten sposób na co dzień.
Nie oglądając się już za siebie, ruszyła pędem wzdłuż granicy z Klanem Wilka, tak jak wskazał jej Orlikowy Szept. W truchcie oglądała się uważnie na boki, z zażartą ciekawością wypatrując wśród drzew jakiś kocich sylwetek, ale jedynym, co przemknęło jej przed oczami była zmizerniała wiewiórka. Oznaczenie terytorialne drugiego klanu zdawały się natomiast całkiem świeże. Musieli niedawno tutaj być, jednakże aktualnie wokół panowała pustka. Granica nie była naruszona w żadnym miejscu, więc Melodyjna Łapa z satysfakcją stwierdziła, że nic im nie grozi i są w bardzo dobrym położeniu. Jeszcze raz zerknęła między drzewa, węsząc w powietrzu, czy aby na pewno w okolicy nie ma żadnego wrogiego wojownika, a następnie ruszyła w podskokach w drogę powrotną, do czekającego na nią kocura.
— Czysto! — Jej głos poniósł się echem.
Dobiegła do niego z takim rozpędem, że ledwo zdążyła zahamować przed nim. Gwałtownie potrząsnęła łbem, łapiąc oddech. Nawet na tak zahartowanego w biegu kota jak ona, przebiegnięcie połowy granicy z Klanem Wilka w tą i z powrotem ze stałym tempem i bez zatrzymywania się było nie lada wysiłkiem.
— Da-aaj mi chwilę, już już idę polować, pa-aaatrz jaka szybka jestem
— Mhm, widzę. Nie musisz się tak przemęczać
Strzepnęła ignorancko uchem. Przecież musiała pokazać temu mysiemu bobkowi na co ją stać. Złapała jeszcze kilka głębokich oddechów, po czym stanęła pewnie na łapach, zadzierając głowę do góry, a ogon unosząc wysoko. Spojrzała nań wyzywająco, posyłając kocurowi ten swój zadziorny uśmiech. On by napewno tak szybko tego nie zrobił, hm? Dlaczego więc śmiał tytułować siebie wojownikiem, zanim ona otrzymała to miano? Na szczęście na stanowczy ruch ogona Orlikowego Szeptu uczennica zdążyła ugryźć się w język, zanim ta obelga wpłynęła z jej ust. Mimo wszystko miała dość oleju w głowie, żeby nie kompromitować się się w takim momencie. Musiała po prostu pokazać, jak godna jest zaufania oraz tytułu wojownika, a nie zaniżać swoją i tak nie najlepszą reputację.
— Nieźle się spisałaś na tej granicy. Możesz mi w skrócie opisać, co zaobserwowałaś?
— A co miałam zaobserwować? Mówię wyraźnie, że jest czysto, zero kotów z Klanu Wilka. Jedynie ślad zapachowy był w miarę świeży, pewno byli tu jakiś czas temu. — Melodyjna Łapa tupnęła łapą, niezadowolona z tego, jak traktował ją młodszy kocur. Zachowywał się, jakby był co najmniej jej mentorem, a nawet lepiej, ojcem!
— Okej. No to co, ruszamy na to polowanie?
— Zaraz zaraz zaraz, jak to ru-sza-my? A nie miałam zrobić tego sama? Hmpf
— Rozdzielimy się. Nie zmarnujemy więcej czasu, a i zdobyczy dla klanu będzie więcej. Przyda się, nie zapominaj, że mamy naprawdę sporo kotów do wykarmienia.
Wciąż nieprzekonana, przekrzywiła głowę, mrużąc oczy. Wysunęła i wsunęła pazury przednich łap, przy okazji lekko orając nimi ziemię.
— Dobra, przystaję na to. Zrobimy tak. Ja pójdę w tą stronę, ty idź w przeciwną czy jak tam będziesz sobie chciał. Z powrotem spotkamy się tutaj, co nie?
Orlikowy Szept powoli pokiwał łbem na znak aprobaty.
— No i świetnie. To ten, do zobaczenia. — Obróciła się na pięcie, nawet nie racząc więcej spojrzeć na niego. Ruszyła w kierunku, który sama sobie przed chwilą wyznaczyła.
Gdy oddaliła się na pewną odległość, od razu zaczęła intensywnie węszyć. Musiała pokazać, że jest lepsza od tego gnojka! Objęła dokładnie wzrokiem rozległy teren wokół siebie, licząc,  że jakaś zdobycz rzuci jej się w oczy. Nic nie ujrzała, ale na szczęście chwilę później wyczuła apetyczną, króliczą woń wybijającą się ponad resztę zapachów charakterystycznych dla płaskiego, otwartego terenu Klanu Burzy.
Podążyła za zapachem, wkrótce też dostrzegając swoją potencjalną ofiarę. Instynktownie przypadła do ziemi. Zwierzę było całkiem sporych rozmiarów, idealne dla zaspokojenia potrzeb jednego wygłodniałego kota. Kotka przeczekała na odpowiedni moment, a gdy niczego nieświadomy królik znalazł się wystarczająco blisko, rzuciła się na niego. Nim jednak biedak zorientował się z czyhającego nad nim niebezpieczeństwa i rzucił do ucieczki, ostre ząbki wraz z sprawnymi łapami już zdążyły przekręcić mu kark.
Uniosła zdobycz z niemałą satysfakcją, a następnie zakopała, by wrócić po niego, gdy już skończy. Była niezmiernie ciekawa miny Orlikowego Szeptu, gdy już zobaczy ją z tym wszystkim! Najpierw musiała jedynie upolować "to wszystko".

Kiełki zatopiły się w szyi młodego królika. Upewniwszy się, że ten nie odda już żadnego dechu, Melodyjna Łapa wyciągnęła je z truchła i oblizała pysk. No, to z dwoma królikami i myszą mogła wracać z czystym sumieniem. Wolnym, swobodnym krokiem ruszyła powoli w drogę powrotną, po drodze zatrzymując się jeszcze po wcześniej zakopane ofiary.
Ku jej zaskoczeniu, wojownik był już na miejscu. Czekał na nią z ryjówką i naprawdę pokaźnym królikiem. Ugh, chyba nawet większym od tego upolowanego przez nią! Starając się jednak nie okazywać złości, uczennica podeszła do niego z wysoko uniesionym ogonem, w milczeniu odkładając swoje piszczki na ziemię. Spojrzała mu prosto w pysk.
— Oho, ładnie Melodyjna Łapo.
—  A dziękuję. — Wypięła dumnie pierś, szczerząc się. — Eee… tobie też okej poszło. Rezerwuję sobie tego królika na kolację! No, to wracajmy do obozu. I pamiętaj, że masz mnie pochwalić Rzecznemu Nurtowi, tak, jak obiecałeś. Może wreszcie zrozumie, jaki ogromny błąd popełnia, wciąż kisząc tak uzdolnioną kotkę na marnym stanowisku ucznia!

Jejku, przepraszam, że tyle to trwało ;;  a sesję uważam za zakończoną z powodu ucieczki Melodyjki,  chociaż, kto wie, może jeszcze kiedyś się spotkają? :hehe_cma:

26 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Melodyjnej Łapy

-  Ej, w sumie zerknijmy jeszcze na granicę z Klanem Wilka. Śmiesznie będzie - powiedziała Melodyjna Łapa po kontroli przy granicy z Klanem Lisa. Szylkretka znudziła się dłuższym przebywaniem w pobliżu dawnego obozu zaatakowanego klanu.
- Najpierw musimy dokończyć kontrolowanie terenu przy rzece, potem udamy się do granic przy klanie wilka. Po kolei. Ktoś z lisiaków mógł przeżyć i zacząć wieść samotnicze życie - odpowiedział Orlikowy Szept, kierując się powoli w górę rzeki. Sam chciał odbyć patrol blisko klanu wilka, ponieważ do klanu burzy dotarły niepokojące wiadomości odnośnie buntu. Podobno Iglasta Gwiazda już nie panował i zastąpił go jego własny syn. Wśród burzaków krążyły różne opowieści, część z nich wymyśliła Pląsająca Sójka, aby zwrócić na siebie uwagę i zagadać na jeszcze dłuższą chwilę Koniczynkę. Biały wątpił w niektóre opowieści na temat niesnasków w klanie wilka. Nitk z wojowników, z rodzimego klanu Orlikowego Szeptu, nie był świadkiem tamtych zdarzeń, więc po co wymyślać nieprawdziwe opowieści na ten temat? Przez słuchanie plotek i ploteczek kocur docenił, że klan gwiazdy pozwolił mu się urodzić w tak spokojnym klanie burzy.
- Naprawdę musimy patrolować okolice rzeki? - miauknęła z nutą rozczarowania Melodyjna Łapa. Szylkretka szukała wrażeń i przygód godnych wojownika. Biały oczekiwał na mianowanie kotki, ona od kociaka wykazywała charyzmę i chęci do działania. Jej cztery łapy przysłużyłyby się dla dobra następnych pokoleń, nawet jeśli uczennica nie przepadała za liderem czy samym klanem burzy.
- Tak, musimy - odparł stanowczo wojownik, spoglądając kątem oka na podopieczną. Trudno uwierzyć, że on sam, mimo wieku, szybciej został wojownikiem niż kompanka z dzieciństwa. - Lepiej dokładniej sprawdzić tereny przy rzece, niż potem mieć problem z resztą klanów. Na terenie lisiaków mogą przebywać nocniaki. Lepiej się upewnić, czy nie zgarnęli sobie ich terenów.
- Boisz się klanu nocy? - zapytała się z ciekawości Melodyjna Łapa.
Orlikowy Szept chwilę pomyślał, przypominając sobie przy okazji zapach rybożernych kotów znad rzeki, który zdołał poczuć podczas obu zgromadzeń.
- Być może. Nie drżę przed nimi, lecz, skoro zdołali zrównać z ziemią jeden klan, to niewiadomo, co zrobią w przyszłości z pozostałymi - miauknął Orlikowy Szept. - Sprawdzimy rzekę i pójdziemy do granicy z Klanem Wilka. To potrwa chwilę.
Wojownik wraz z uczennicą szybko przemknęli wśród wysokich traw, trzymając się blisko rzeki. Orlikowy Szept węszył, próbując wyczuć zapach chociaż jednego lisiaka, ponieważ wciąż nie mógł uwierzyć, że klan lisa nie istniał. Mimo odrębnych zasad i odmiennego stylu życia członkowie tego stada pozostawali kotami, czującymi to samo, co inne koty. Któryś z nich musiał przeżyć. Przecież nie żyli tam sami leniwi wojownicy. Kocięta trafiły do żłobka klanu nocy, ale mogły ulec propagandzie rybożerców i zostać wojownikami po ich stronie.
Nie wyczuł zapachu żadnego lisiaka, więc wszyscy byli martwi.
Udali się do granic z klanem wilka. Dopiero wtedy Orlikowy Szept poczuł zapach zupełnie innych kotów. Woń lasu i sosnowych igieł. Czasami chciał spędzić jedną noc wśród drzew, żeby zobaczyć inne zwierzęta i porównać faunę wysokich traw z panującą w leśnej ściółce. Jednak to marzenie ściętego ogona, nie spełni się.
Białego rozkojarzył jeden zapach, czyiś bardzo znajomy. Był bardzo podobny do... Woni Konwaliowego Serca. Medyczka pachniała bardzo charakterystycznie, swoimi ulubionymi kwiatami i masą ziół, którą codziennie wykorzystywała do opieki nad potrzebującymi. Wyczuł czarną kotkę. Jak to możliwe, że zbierała zioła tak daleko od klanu? Większość z nich rosła względnie blisko ich obozu. Czyżby wybrała się sama na poszukiwania roślin? Bez Jeżowej Ścieżki, Zajęczej Stopy czy Cętkowanego Kwiatu? Przestał o tym myśleć, może mu się zdawało. Może któryś medyk z klanu wilka pachniał tak samo, jak Konwalia.
- Coś nie tak? Wyczułeś coś ciekawego? - zapytała się Melodyjna Łapa, będąca blisko białego wojownika.
- Nie, nic... Zamyśliłem się... No dobrze. Wiem, że zależało ci na opuszczeniu obozu. Sprawdzę twoje umiejętności, żeby opowiedzieć o twoich umiejętnościach Rzecznemu Nurtowi. Więc... Dokonaj szybkiej kontroli naszych granic z klanem wilka, a następnie... Przejdziemy do polowania. Po zobaczeniu, czy nikt nie pałęta się w pobliżu, zdaj mi krótki raport - miauknął Orlikowy Szept. - Działaj.
<Melodyjna Łapo?>

22 czerwca 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Orlikowego Szeptu

Melodyjna Łapa drgnęła z zainteresowaniem. Młody, bezbronny zając wydawał się wybitnie łatwym łupem, a jeszcze ktoś mógłby się nim posilić. Istotniejsza dla kotki była teraz jednak chęć zdobycia jakiś pochwał za udane polowanie. Zignorowała też stwierdzenie towarzysza, że to tylko patrol. Przecież nikt ich nie wypatroszy, jeśli przy okazji przyniosą do obozu coś do jedzenia. Ba, prędzej im za to podziękują, a o to jej głównie chodziło.
— A tam — parsknęła ignorancko. — Patrol czy nie patrol, polowania nikt nam nie zabroni. Przynajmniej nażre się jedna osoba więcej, więc nikomu nie zaszkodzi, jak widzisz wręcz przeciwnie — przedstawiła mu swoje racje.
Orlikowy Szept nie odpowiedział, ale mimika jego twarzy jasno wskazywała, że nie był zadowolony tym pomysłem. Uczennica nie zwróciła na to jednak większej uwagi, tylko z rosnącą ekscytacją wcisnęła się między wspomniane zarośla. Starała się nie wykonywać gwałtownych ruchów, by jej cel nie uciekł, ale cóż, nie było to wcale łatwe. Z impetem nadepnęła na jakąś gałązkę, po czym cofnęła się z rozdrażnieniem, poślizgnęła i upadła niezdarnie na ziemię. Podniosła się natychmiast warcząc ze złością i upokorzeniem. Jak zdążyła się już domyślić, zając uciekł przerażony nią i wywołanymi przez nią hałasami. Przed nią leżało jedynie martwe, nie pachnące najlepiej truchło. Skrzywiła nos i przeszła obok niego, przedzierając się na drugą stronę krzaków, zdeterminowana, by pognać za tym małym gnojkiem. Ku jej ogromnemu rozczarowaniu, gdy wystawiła łebek z plątaniny gałęzi, nigdzie go już nie zobaczyła. Czyżby ta mała popierdółka była aż tak szybka i już zdążyła zniknąć jej z pola widzenia? A może schowała się gdzieś w wysokiej trawie? Melodyjna Łapa syknęła wściekle i obróciła się na pięcie. Obeszła zarośla i ruszyła w stronę czekającego na nią wojownika, po drodze tupiąc nóżkami, przeklinając pod nosem i ukazując jawne niezadowolenie.
— Uciekł. Kto tam położył ten głupi patyk? — warknęła z wyrzutem.
Przez chwilę jej rozjuszone nienawiścią ślepia i nieodgadnione spojrzenie Orlikowego Szeptu napotkały się. Kotka stanęła mu naprzeciw, wzdychając teatralnie.
— Jeśli już musiałaś go złapać, mogłaś być ostrożniejsza — miauknął łagodnie.
— Ta ta, łatwo tak ci mówić. To ten królik był ułomny i tyle. Zresztą był tak malutki, że nikt by się nim nie najadł. Nie był nam potrzebny — burknęła z niezadowoleniem, zadzierając łebek do góry. Całkowicie zaprzeczyła swoim wcześniejszym słowom.
Między dwójką Burzowiczów nastąpiła chwila milczenia. Kotka obróciła się w stronę krzaków, kręcąc łbem z pomrukiem niezadowolenia. Potem ponownie rzuciła spojrzenie kocurowi, by zaraz potem skupić się na pniu na rzece za nim.
— Eee dobra, wracajmy, i tak nie ma tu nic ciekawego. Ani śladu wroga — oznajmiła w końcu i udając obojętność ruszyła w stronę ich mostu, mrużąc oczy.
Wojownik podążył tuż za nią. Szybko przedostali się na drugi brzeg, już na swoją część terytorium. Melodyjna Łapa odetchnęła cicho i jeszcze raz zerknęła w stronę byłych terytorium tego całego śmierdzącego Klanu Lisa. Gdzie tak naprawdę teraz byli i co robili? Serio zostali więźniami Klanu Nocy? Chociaż, czemu interesowała się losem jakiś nieistotnych, dziwacznych samotników? Wciąż zła, lekko tupiąc, przyspieszyła krok, nie odzywając się już do Orlikowego Szeptu. Chociaż towarzysz patrolu niczym jej nie zawinił, nie miała najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę i musiała ochłonąć. Zwykła błahostka potrafiła ją wyprowadzić z równowagi, więc nic dziwnego, że naładowała się taką furią po tej nieszczęsnej wpadce.
Mimo wszystko, jako, że była osobistością niezwykle zmienną i ekstrawertyczną, szybko jej przeszło i zapragnęła rozmowy. Spojrzała na kroczącego obok niej w milczeniu kota.
— Ej, w sumie zerknijmy jeszcze na granicę z Klanem Wilka. Śmiesznie będzie — zasugerowała, a ogon zaczął jej wesoło podrygiwać.

<Orliku?>

18 czerwca 2020

od Orlikowego Szeptu cd. Melodyjnej Łapy

Melodyjna Łapa zaczęła temat polityki, panującej ostatnio na kocich ziemiach. Osobliwy i kontrowersyjny temat dla każdego przedstawiciela rozumnej rasy. Patrol przebiegał bardzo spokojnie, sam teren graniczny przy rzece, blisko klanu lisa, emanował ciszą. Nie było czuć zapachu lisiaków. Na ziemi znajdowały się tylko odciski łap dzikich zwierząt, nie natętnych przybyszów z obcego klanu. 
- Klifiaki nie dadzą nam żadnej korzyści z sojuszu. Poślą nas na wojnę w pierwszej linii, a potem sami nas powybijają. To najgorszy scenariusz. Będziemy na ich posługi, tak to się skończy. Mokra Gwiazda się nawet nie wybroni – dodała poirytowana polityką klanu burzy Melodyjna Łapa. Kotka nie przepadała ani za poprzednim, ani za obecnym liderem. Cóż, światopoglądowy pech. Doświadczyła kary od Czaplej Gwiazdy, obecnego Czaplego Potoku, przez co zmieniła się. Stała się mniej wybuchowa, ale nadal była tykającą bombą. Potrafiła nakrzyczeć, i to niemało. 
- Daj mu czas, jest przywódcą krótko. Przeżył swoje i będzie nami kierował ostrożnie i z rozwagą. Co do klifiaków... ostatnio siedzą cicho. Uważałbym bardziej na wilczaki i nocniaki. Z naciskiem na tych drugich, skoro zniszczyli klan lisa – odpowiedział Orlikowy Szept, zachowując się neutralnie. Jak inaczej miał myśleć? Może inaczej patrzyłby na sytuację, gdyby nie pozytywne stosunki z Mokrą Gwiazdą. Nie czuł odrazy do lidera, na razie prowadził klan dobrze, a sojusz zawsze przynosił korzyści obu stronom. 
- Patrzysz zbyt optymistycznie. Byłeś pupilkiem Czaplego Potoku, teraz podlizujesz się Mokrej Gwieździe – skwitowała krótko Melodyjna Łapa. 
Z krzaków po drugiej stronie rzeki wydobył się dziwny pisk. Koty od razu napięły mięśnie, przygotowując się do ewentualnej walki.
- Poczekaj tu – miauknął szybko Orlikowy Szept do uczennicy Wszedł na pień, łączący tereny klanu burzy z nieistniejącym już klanem lisa. 
- Idę z tobą. Nie będę tu siedzieć – odpowiedziała buntowniczo kotka i udała się za białym wojownikiem. Syn Koniczynki nie wykłócał się, musiał zobaczyć, co znajduje się w zaroślach. 
- Zgoda, ale po przejściu na drugą stronę zostajesz przy pniu. Jak coś ci się stanie, zostanę ponownie uczniem i nie będę w stanie wyprosić u Mokrego patrolu – miauknął stanowczo. Dbanie o swoje życie to jedna sprawa, lecz w tamtym momencie był odpowiedzialny za siebie i Melodyjkę, uczennicę. Rzeczny Nurt sprałaby go na kwaśne jabłko, gdyby szylkretka wróciła ranna do obozu. 
Melodyjna Łapa skwitowała to milczeniem, lecz zauważył po jej posturze lekką irytację. Nie dbał o dobrą opinię w tamtym momencie.
Podszedł do krzaków, powoli, starając się nie wydobyć żadnego dźwięku. Odgarnął przednią łapą zarośla, a jego oczom ukazał się mały zając. Zwierzę poruszało rytmicznie nozdrzami, przerażone. Obok niego leżała martwa matka, która cuchnęła kilkugodzinnym rozkładem. Orlikowy Szept się skrzywił. Wyszedł z krzaków. 
- Co tam znalazłeś? - zapytała się Melodyjna Łapa, przyglądając się wojownikowi. 
- Małe zająca, obok niego rozkładające się ciało. Maluch stoi spanikowany,bez ruchu. Moglibyśmy go zabić i zanieść do klanu, dla kociąt, ale to tylko patrol – miauknął Orlikowy Szept. 
<Melodyjna Łapo?>

15 czerwca 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Orlikowego Szeptu

Przed akcją z psem

Kotka skryła się w cieniu przy żłobku, przesiadując tam bez większego celu. I tak nie miała nic do roboty, a wszyscy ewentualni towarzysze niedoli zdawali się wyparować z obozu. Niezadowolona z takiego faktu wydarzeń postanowiła więc zająć się toaletą. Gdy jednak tylko uniosła lekko tylną nogę, by móc należycie ją umyć, usłyszała za sobą kroki. Szybko się obróciła i zwiewnie wyprostowała. Tuż przed nią stał młody, biały wojownik o długiej sierści.
— Orlikowy Szept? — miauknęła z nutką zdziwienia w głosie na jego widok.
— Tak, to ja. We własnej osobie. Chciałem zaproponować ci wspólny patrol. Blisko przy granicy z Klanem Lisa. Ostatnio żaden Lisiak nie zbliżał się do rzeki. Mokra Gwiazda pozwoli nam iść. Chciałabyś czy nie masz czasu? — wyjaśnił swoje zamiary i zapytał.
— Ooo! No pewka, idę z tobą — stwierdziła z nadmierną ekscytacją, natychmiast wstając na równe łapy. Żywa przechadzka poza obozem była tym, czego było jej teraz trzeba.
— No to ja tylko napomknę liderowi, że wychodzimy — stwierdził, kierując się w stronę jego legowiska. Melodyjna Łapa podążyła za nim, ale zatrzymała się przy wejściu. Nie miała specjalnej ochoty widywać się z tą kupą futra Czaplego Potoku wartą .
Nie musiała jednak długo czekać, aż Orlikowy Szept wyłonił się na zewnątrz z powrotem, a jego wyraz pyska od razu dał jej do zrozumienia, że dostali zgodę na mały patrol. Uśmiechnęła się więc, machnęła energicznie ogonem i ruszając ku wyjściu z obozu, ze świadomością, że wojownik idzie tuż przy niej. Nie miała pojęcia, co go naszło by spędzić z nią trochę czasu, ale nie narzekała. Przecież było to o stokroć lepsze niż bycie zmuszoną do siedzenia w obozie i nic nie robienia. Gdyby kocur jej nie wyciągnął, pewnie z braku lepszego zajęcia zdecydowałaby się na odwiedzenie w żłobku Chabrowej Bryzy wraz z jej kocięcymi noworodkami. A takowe spotkanie z pewnością nie skończyłoby się dobrze dla żadnej ze stron.
— Chyba jesteśmy już niedaleko granicy, hm? — rzuciła od niechcenia po znacznym kawale ich drogi, mając chęć przerwania tej nużącej ciszy.
— Jeszcze trochę — stwierdził, nie odwracając wzroku, wciąż patrząc przed siebie.
— Właściwie to tego całego Klanu Lisa… nie ma już, co nie? Ta ich wyspa została zalana, a w naszym obozie ciągle słyszę plotki o tym, że to Nocniaki zorganizowały tą całą rozróbę i wzięli część członków tej podróby klanu na swoich więźniów. Ciekawe, naprawdę ciekawe! Jeśli serio tak zrobili to interesująco teraz musi być w Klanie Nocy. Aż chce się być jednym z nich, bo w Klanie Burzy to tak nudno. Ale spoko, prędzej bym sobie gardło poderżnęła, niż miałabym zacząć pływać i jeszcze może żreć ryby. Pff — mruknęła na jednym wdechu.
— Tak, na ich terenach jest teraz chyba pusto — przyznał Orlikowy Szept.
— Hmm. Ale w sumie to w Klanie Wilka też się dużo dzieje. Na tym poprzednim zgromadzeniu, to znaczy, tak słyszałam, to dopiero jatkę odwalili! Pewnie lała się krew a niebo szalało nawałnicą! A u nas, cóż, jak zwykle zawiewa nudą. — Westchnęła teatralnie. — Ostatnio to co co najwyżej Mokra Gwiazda ruszył dupę, żeby zawrzeć sojusz z Lisią Gwiazdą… co jak dla mnie też jest głupotą. Ja rozumiem, musimy być silni, bo Pstrągowa Gwiazda to idiotka po której wszystkiego można się spodziewać, ale serio, nie było nikogo lepszego niż tego rudego darmozjada? Ok, może faktycznie nie było, no w końcu Klan Wilka raczej się teraz nie nadaje do sojuszu, ale no błagam. Nie będę stawała ramię w ramię z Klifiakami.

<Orliku?>

10 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Melodyjnej Łapy

jeszcze podczas pory zielonych liści

Na myśl o gorącym dniu, patrolu i własnej, gęstej sierści Orlikowy Szept nieco zmroziło od środka. Za to wojownik nie lubił cechy odziedziczonej po Ostrzeniu. Takie futro pozwalało przetrwać niskie temperatury, ale w cieplejsze dni okazywało się być przekleństwem. Doświadczył tego, raz prawie zemdlał na patrolu z Mokrą Gwiazdą, przez zbyt intensywny wysiłek.
- Zgadzam się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Nie lubię chodzić na patrole w takie dni. Nie można wytrzymać - prychnął z niezadowolenia Orlikowy Szept. To, że starał się być miły i łagodny dla większości klanu, nie oznaczało, iż wszystko widział w tęczowych barwach. Potrafił narzekać, szczególnie na zachowanie Narcyzowego Pyłu, lecz codzienne przebywanie z nim już dawno za wojownikiem. - Jedynie przy rzece da się chodzić, bliżej granic z innymi klanami znacznie mniej.
- Rozumiem - odpwiedziała krótko Melodyjna Łapa, ponieważ do legowiska wparował Słonikowa Łapa.
- Przybyłem! - miauknął uradowany. - O rety, Orlikowy Szept! Dawno cię nie widziałem - dodał, widząc swojego młodszego brata.
- Czekałem wraz z Melodyjną Łapą na ciebie. Co tak długo robiłeś poza legowiskiem? - zapytał się z ciekawości biały.
- Aaa, nic fajnego. Zajęcza Stopa kazała mi zbierać zioła, porozrzucane po jej legowisku. Czy... Moglibyśmy porozmawiać jutro? Mam z Melodyjną Łapą pewną rzecz do przedyskutowania. Nie zrozumiesz, o co chodzi. Wiesz... Prywatna sprawa - powiedział Słonikowa Łapa, siadając obok liliowej szylkretki.
- Znaczy... No... Dobrze - zająkał się Orlikowy Szept. Zależało mu na chociaż krótkiej rozmowie z bratem, choćby zwykłej wymianie zdań. Za kocięcia trzymali się razem, prawie zawsze. Bawili się wraz z Mniszkowym Kwiatem, Bluszczową Łapą oraz Melodyjną Łapą. Raz na jakiś czas dołączały się dzieci Czaplego Potoku, nim opuściły żłobek. Wraz z mianowaniem potomków Koniczynki, ich kontakt nieco osłabł i zdawał się z dnia na dzień zanikać coraz bardziej. Orlikowy Szept niemalże stracił jedną z sióstr, nie pragnął, aby to samo stało się ze Słonikiem. Teraz srebrny spędzał cały swój czas z Melodyjną Łapą. Biały nie miał nic do tego, ale bratu... Chyba nie zależało na podtrzymaniu bliższego kontaktu
Wyszedł z legowiska, słysząc przelotne "Pa" od Melodyjki.

pora opadających liści

Dni stały się chłodniejsze, dzięki czemu Orlikowy Szept lepiej znosił patrole i chodził na nie chętniej. Cieszył się z każdej możliwej chwili poza obozem. Od czasu do czasu szedł z Konwaliowym Sercem zbierać z nią zioła, ucząc się przy okazji nazw obcych przedtem kwiatków. Ponadto jego relacja z Cętkowanym Kwiatem kwitła i zdawała się wzmacniać. Potrafił wytrzymać większość dnia bez burej wojowniczki, nie oszalał z miłości, lecz nie wyobrażał sobie dnia bez chociaż krótkiej rozmowy z kotką.
W końcu udało mu się porozmawiać ze Słonikową Łapą, co przyczyniło się do nieco częstszych konwersacji z bratem. Cieszyło go to, upewnił się, że nie nadal może widzieć w nim kompana.
Któregoś dnia postanowił spędzić trochę czasu z Melodyjną Łapą. Znalazł kotkę blisko żłobka. Na chwilę przystanął, zastanowił się, co zaproponować szylkretce do roboty. Niezbyt chciał zaczynać z nią długiej rozmowy, uczennicę powoli nużyły długie dyskusje na banalne tematy. W końcu wpadł na coś, potrzebował tylko zgody Mokrej Gwiazdy. Wystarczy mu obiecać skontrolowaniw granic i przypatrzenie się nauce Melodyjnej Łapy, aby lider pozwolił na opuszczenie obozu.
- Orlikowy Szept? - zdziwiła się szylkretka, widząc zbliżającego się do niej kumpla z dzieciństwa.
- Tak, to ja. We własnej osobie. Chciałem zaproponować ci wspólny patrol. Blisko przy granicy z klanem lisa. Ostatnio żaden lisiak nie zbliżał się do rzeki. Mokra Blizna pozwoli nam iść. Chciałabyś czy nie masz czasu? - zapytał się wojownik.
<Melodyjna Łapo?>

01 czerwca 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Orlikowego Szeptu

Wąsy kotki lekko zadrżały na tą myśl. Tak, szalenie nie mogła się doczekać swojego mianowania na wojownika, choć wciąż uważała, że powinno się ono odbyć już dawno temu. Ale może Mokra Gwiazda miał więcej oleju w głowie niż jego poprzednik i w końcu zrobi z Melodyjnej Łapy wojowniczkę? Silnie na to liczyła.
— Ah, tak. Bywałam już na patrolach i w sumie masz rację, są lepsze. Nie musisz słuchać ględzenia mentora tylko po prostu rozeznajesz się w terenie tak, jak ci wygodnie — przyznała spokojnie, tym razem starając się powstrzymać próbującą wyjść na wierzch kapryśną naturę. Dziecinna zazdrość w stronę Orlikowego Szeptu o jego stanowisko i wczesne mianowanie wzrosła. — I wojownik nie musi wstawać z samego rana na szkolenie… uh, Mokra Gwiazda powinien się pospieszyć, bo traci materiał na naprawdę wyjątkowego wojownika.
— Tak, nie musisz wcześniej wstawać, no chyba, że akurat idziesz na poranny patrol. One są… dość męczące — odpowiedział, jakby celowo ignorując pochlebianie samej sobie przez uczennicę.
— Raz byłam — westchnęła ostentacyjnie. — W sumie to samo co z treningiem, ale kiedy przestanę wstawać codziennie o świcie, to fakt, poranne patrole będą jeszcze gorsze. Ale wieczorne są całkiem niezłe, takie przyjemniejsze.
— Wieczorne czasami są jeszcze bardziej męczące, ale są w porządku — zauważył.
Melodyjna Łapa kiwnęła machinalnie łbem jako przytaknięcie i wstała, żeby się przeciągnąć. Przed rozprostowaniem się na dobre jednak syknęła i wróciła do siadu przez roztaczający się po całym ciele ból. Z niezadowoleniem machnęła ogonem wte i wewte.
— Głupia Rzeczny Nurt, wciąż wszystko mnie boli — wyżaliła się. — Wiesz, ja mam jej już po prostu dość. Jest do bólu nudna i leniwa, niczego nie potrafi nauczyć no i jeszcze teraz to, kazanie mi bawienia się w Klifiaków i z takimi marnymi skutkami. Bezsens.
— Chyba nie może być aż tak zła — stwierdził ostrożnie Orlikowy Szept.
— Oj, może. Narcyzowy Pył przynajmniej pewnie potrafił przekazać ci coś wartościowego. Wiesz, uważam, że Czapli Potok zrobił to specjalnie! Wiedział, jaka żałosna mentorka z niej będzie, a że od samego początku miał do mnie jakiś dziwny problem nie wiadomo o co i chciał robić na złość, to celowo właśnie mi ją dał — warknęła, coraz bardziej się na nakręcając.
— Czapli Potok pewnie nie chciał źle dla ciebie. — Pokręcił łbem i szybko postarał się o zmianę tematu. — Słońce ostatnio strasznie daje się we znaki, zwłaszcza dzisiaj jest upalnie.
Kotka strzepnęła ogonem, czując leciutką frustrację. Czy wojownik celowo zmienił temat rozmowy, bo był pupilkiem byłego lidera i go szanował czy coś? Melodyjnej Łapie do łebka oczywiście nie wpadło, że może po prostu nie podobał mu się ton, w jaki ta dyskusja zmierzała i nie chciał, żeby uczennica całkowicie wybuchła złością. Mimo to zmusiła się do zachowania spokoju i nie zaczepiła go już swoim zdaniem o kwalifikacje Rzecznego Nurtu.
— No, parzy paskudnie, dobrze, że teraz już się trochę schowało i nie jest aż tak parno — stwierdziła, kątem oka zerkając na wyjście z legowiska. Gdzie ten Słonik? Rozmowa z jego bratem zaczynała być trochę nużąca, chociaż nie była taka zła jak początkowo przewidywała. — Ale czasem to się nie da usiedzieć w tym gorącu. Ty też masz taką półdługą sierść jak ja, więc chyba rozumiesz. To prawdziwa paskuda podczas upałów, brrrrr.

<Orliku?>

20 maja 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Melodyjnej Łapy

Melodyjna Łapa nie wykazała się miłym usposobieniem wobec Orlikowego Szeptu. Nie dziwił się temu. Ile razy bawił się ze Słonikową Łapą za kociaka, ograniczając mu kontakt z szylkretką? To nie była jego wina, że chciał spędzić czas z bratem. Spali ze sobą, wtuleni wraz z Bluszczową Łapą i Mniszkowym Kwiatem w futro Koniczynki. Spędzali razem czas, przeżywając radości i smutki. Czy Melodyjna Łapa była zazdrosna? Czy bardziej... zbyt pewna siebie?
Orlikowy Szept nie potrafił wyrobić spójnego zadnia o szylkretce. Na pewno zmieniła się przez karę od Czaplego Potoku, to pewne.
Powstrzymał się od uszczypliwej odpowiedzi, dotyczącej troski o srebrnego kocurka. Niewarto wszczynać dyskusję, bo nie po to szukał brata. Tęsknił za nim, pragnął zwykłej rozmowy z członkiem rodziny. Zacieśnienie kontaktu z rodzeństwem, aby kocięta miały wujka i ciocie, a nie tylko rodziców.
Usiadł względnie blisko kotki. Patrzył na wejście do legowiska, nie chcąc nawiązywać kontaktu wzrokowego z szylkretką, która nie wydawała się zachwycona obecnością wojownika. Skupiał się myślami na zapachu Słonikowej Łapy i jego radosnym spojrzeniu. Czekał ma srebrnego kocurka, tak bardzo chciał krótkiej rozmowy, tak bardzo chciał usłyszeć kolejny szalony plan, niewazne jak bardzo ryzykowny.
- Ten tego, jak ci minął dzień? - zapytała od niechcenia Melodyjna Łapa. Machnęła kilka razy końcówką ogona.
Orlikowa Łapa spojrzał na towarzyszkę. Wydawała się nieco uspokojona, skoro zdołała zagadać białego po dłuższej chwili milczenia. Teraz czas ostrożnie zadać pytanie, nie prowokować, nie wdawać się w dyskusje na temat bliskiej osoby dla nich obu. To powinno być proste, prawda?
- Wyjątkowo dobrze - miauknął zupelnie szczerze. - Patrol się udał, spokojny jak nigdy. Nie spotkaliśmy żadnych samotników ani wrogich kotów. Tylko blisko granicy z klanem lisa wisiała jakaś... nerwowa atmosfera.
Szylkretka zastrzygła uszami, słuchając Orlikowego Szeptu.
- Co masz na myśli? - zapytała się, rozluźniając się. Wystarczyło zboczyć z tematu Słonikowej Łapy, aby porozmawiać z uczennicą na dowolny temat.
- Od... ot tak po prostu - miauknął biały, grzebiąc pazurem w ziemi. - Jak ci idą treningi?
Melodyjna Łapa zamilkła na moment.
- Dobrze. Dzisiaj spadłam z drzewa. Wyobrażasz to sobie? Nim poszedłeś na patrol z moją mentorką, ta wymęczyła mnie i kazała się wspinać na drzewa! Na drzewa! - oburzyła się kotka. - Wylądowałam u Jeżowej Ścieżki, a teraz siedzę tu i czekam na Słonikową Łapę.
- Dziwne... Narycyzowy Pył nigdy nie kazał mi wspinać się na drzewa, jedynie czasami na traktor, ale w celu przypatrzenia się okolicy - zdziwił się Orlikowy Szept.
- Ciesz się. Nie musiałeś udawać Klifiaków - burknęła Melodyjna Łapa.
- Wiesz co? Pociesz się myślą, że wkrótce ukończysz trening i Mokra Gwiazda pośle cię na patrol. Podczas niego możesz używać czego tylko chcesz. Każdą umiejętność i nikt nie będzie kazał wpinać ci się po drzewach - starał się znaleźć jakiś plus Orlikowy Szept, aby nie podburzać złości uczennicy.
<Melodyjna Łapo?>

18 maja 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Orlikowego Szeptu

Melodyjna Łapa skuliła się na swoim posłaniu z pomrukiem niezadowolenia, czując, jak strasznie jest poobijana. Spadnięcie z drzewa na treningu nie było niczym przyjemnym, tylna prawa łapa, na którą niechybnie upadła wciąż intensywnie pulsowała. Jeżowa Ścieżka zapewnił jej już zioła na uśmierzenie bólu i obiecał, że niedługo jej przejdzie, ale kotka ani trochę nie odnosiła wrażenia, żeby zaraz jej ciało miało się uspokoić i wrócić do normy. Głupie drzewo, głupia Rzeczny Nurt. Czemu wymyśliła sobie trening wspinaczki, skoro koty Klanu Burzy prawie nigdy z niej nie korzystały? No ej, nie byli śmierdzącymi Klifiakami, potrafili znakomicie łowić w biegu króliki, myszy czy nawet bażanty i to w pełni im wystarczało.
Polizała się po najbardziej bolącej kończynie i powoli dźwignęła na łapy. Bolało, ale nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie. Powinna jeszcze się umyć, pójść rozejrzeć i co najwyżej wtedy może ułożyć się do snu. Niedługo Słonik powinien wrócić z treningu, a liliowa z wielką chęcią wyżaliłaby się przyjacielowi z tego feralnego dnia.
Usadowiła się tak, by obolałe ciało przy tym nie ucierpiało i rozpoczęła mycie swoich wywiniętych do tyłu uszu. Nie była to może zbyt fascynująca czynność, ale na dobrą sprawę jedyna, jaką mogła teraz wykonać. A leżeć w miejscu nie mogła, co to to nie.
Wtedy w wejściu do legowiska pojawił się cień kota. Od razu podniosła łeb. Cień wlał się do środka, przyjmując faktyczną postać jego właściciela. Orlikowy Szept, brat Słonikowej Łapy. Kolejny z młodocianych wojowników, którzy skromnym zdaniem Melodyjnej Łapy w życiu nie powinni być mianowani przed nią i srebrnym. Oni wszyscy razem wzięci byli o wiele mniej wartościowi i utalentowani od tej pary uczniów zmuszonych do sprzątania mchu. Biały kocur jednak wyglądał, jakby nie zauważył obecności poddenerwowanej terminatorki. Zamiast tego rozglądał się uważnie po kątach pustego legowiska.
— Szukasz kogoś? — zapytała od niechcenia.
— Szukam Słonikową Łapę. Wiesz może, gdzie jest? — O proszę, zwrócił na nią uwagę, sukces! — Chciałem z nim porozmawiać — dodał.
— Jeszcze nie wrócił z treningu. Sama na niego czekam, więc nie wiem, czy będzie miał czas, żeby porozmawiać jeszcze z tobą — mruknęła bezczelnie. — To znaczy, Słonik to Słonik, z pewnością będzie chciał pogawędzić ze swoim braciszkiem. Już zapomniałam, jaki on troskliwy i jak kocha swoją rodzinę.
Wojownik posłał jej nieprzyjemne spojrzenie, ale je zignorowała. Nie była w humorze na słowne dogryzanie sobie, chociaż znakomicie zdawała sobie sprawę z tego, jak chamski wydźwięk zyskała jej wypowiedź. Nie miała również zamiaru tego sprostowywać czy przepraszać.
— W każdym razie, pewnie będzie lada moment, więc możesz tu na niego poczekać.
Widziała, że niechętnie i z wahaniem, ale Orlikowy Szept przystał na jej propozycję. Usiadł obok niej, wpatrując się bacznie w wejście do legowiska, a kotka wróciła do toalety, również co jakiś czas wypatrując przyjaciela.
— Ten tego, jak ci dzień minął? — rzuciła nagle, jakby wcześniejsze słowa nie miały miejsca, a biały nie był zupełnie przypadkowym wojownikiem, tylko jej dobrym kumplem. Sama nie do końca pojmowała tych swoich szalonych wahań nastroju. Nie liczyła również na, że jej towarzysz odrzuci jej bezczelne uwagi i zacznie teraz wesołą konwersację. Ale tak jakoś samo nasunęło się jej na język.

<Orlikowy Szepcie?>