BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borsucza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borsucza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

08 kwietnia 2018

Od Borsuczego Gońca CD Popielatego Ogona

Tego dnia Borsuk nie miał wiele do roboty. Wysłał wszystkich na patrole po czym sam wybrał się na jeden. Zabrał ze sobą Borsuczka oraz jego mentora. O ile z młodym dogadywał się niemalże bez słów o tyle z Łososiowym Pyskiem nie mógł znaleźć wspólnego języka. Zapewne przez Liliową Łodygę, która była jego partnerką. Para nie przepadała za zastępcą przez jego ,,okrutny czyn wobec Milczącej Gwiazdy". Westchnął kiedy czwarta próba nawiązania tematu nie wyszła. Wyprzedził starszego wojownika i szturchnął małego Borsuczą Łapę w bok.
- Kto pierwszy przy...tamtej brzozie ten mistrz?- zaproponował a widząc błysk w oczach terminatora zaczął odliczać.
- Raz...dwa...
- Trzy!- wrzasnął kocurek wyskakując na przód. Borsuczy Goniec zaśmiał się po czym dogonił małego oszusta. Pozwolił mu wygrać po czym padł na ziemię, niby zmęczony. Ich ,,zabawy" przerwał Łososiowy Pysk który zalecił powrót. Zastępca przystał na to po czym cały patrol ruszył w drogę do obozu. Borsucza Łapa skakał po zaspach śnieżnych nie słuchając zaleceń i zakazów swojego mentora. Dopiero prośba Borsuka go uspokoiła. Wrócił grzecznie do swojego dziadka z podniesioną kitą. Łososiowy Pysk zasyczał i wcisnął się miedzy kocury.
- Borsucza Łapo, ile razy mówiłem abyś nie skakał po zaspach? Mógłbyś się przeziębić, słuchaj mądrzejszego- uniósł się wojownik pusząc swoją sierść. Borsuczy Goniec przewrócił oczami ale nie odezwał się, znał Łososia, wiedział jaka z niego samochwała. Nikt nie potrafił na to zaradzić, taki był i już. Borsucza Łapa zmarszczył nos i wykonał ten sam gest co jego dziadek. Zastępce rozbawiło zachowanie kocurka, widać gołym okiem, że był dla niego większym autorytetem niż pyszny mentor.
Przy wejściu do obozu Łososiowy Pysk zatrzymał na chwilę Borsuczego Gońcę poleciwszy uczniowi odniesienie ich zdobyczy na stos. Dwa kocury usiadły naprzeciw siebie a zastępca czekał w spokoju aż szary wojownik odezwie się pierwszy.
- Nie podoba mi się twoja relacja z Popielatym Ogonem- zaczął prosto z mostu wciąż świdrując oczami zastępce- jesteście dość...blisko jak na przyjaciół.
- Tak to prawda, ale nic po za to nie ma...to moja była uczennica, dobra przyjaciółka i tyle- odpowiedział ze spokojem point czując jak włosy na karku mu się jeżą. Nie lubił kłamać, ale sytuacja tego wymagała. Łososiowy Pysk wydrapałby mu oczy gdyby znał prawdziwe myśli siedzącego przed nim wojownika. Bowiem Borsuczy Goniec był szalenie zakochany w Popielatym Ogonie. Zrozumiał to i przestał z tym walczyć. Utrzymywał jednak na wodzy swoje żądzę i pragnienia zadowalając się jedynie czułymi gestami od kotki. Wiedział, że i ona darzy go jakimiś uczuciami, ale ewidentnie oboje bali się do tego przyznać, co nie dziwne. Wszystko było przeciw nim, ich wiek, rodzina, przeszłość Borsuka, dobre imię...
- Naprawdę? Coś zbyt czule się z nią obchodzisz- syknął Łososiowy Pysk- chcę ci przypomnieć o ile jesteś starszy. Jeśli ją tkniesz to splamisz moje dobre imię.
,,Oczywiście, chodzi o ciebie!'' zaśmiał się Borsuczy Goniec wewnętrznie załamując łapy. Spojrzał w oczy wojownika i odpowiedział wyzywająco:
- Ja jedynie odwdzięczam się jej za jej gesty.
Odwrócił się i wszedł do obozu. Niemal od razu zauważył Popielaty Ogon. Kotka też go spostrzegła, przeprosiła Wróbelek i pobiegła w kierunku swojego przyjaciela. Wtuliła się w jego futro i liznęła go w podbródek. Borsuk odsunął ją od siebie wodząc wzrokiem za srebrnym wojownikiem a kiedy ten zniknął gdzieś w legowisku zwrócił się do Popiół:
- Twój ojciec nas o coś podejrzewa.
- A o co?- zdziwiła się kotka- o to, że cię czule przytulę czy coś?
- Nie wiem, ale już ze mną rozmawiał...eh- westchnął Borsuk spoglądając w bok- my chyba też musimy porozmawiać...ale to jutro.

<<Popielaty Ogon? Gniot. XD>>

Od Borsuczego Gońca CD Milczącej Gwiazdy

- Ależ Borsuczy Gońco, nie cieszysz się?- zdziwiła się Popielaty Ogon siedząca naprzeciw zastępcy- zostajesz liderem!
- Nie liderem a zastępcą lidera, w sumie...nie awansuje nigdzie, ale...jednak awansuje...to skomplikowane!
- I przerażające jak widzę. Nie trzęś się tak, będzie dobrze!- pocieszała go kotka ocierając się łbem o jego pierś. Borsuczy Goniec czuł jak cały ciężar klanu spada powolnie na jego barki. Jak dotąd był zwykłym zastępcą, nie czuł się aż tak odpowiedzialny za klan. Teraz słysząc, że ma przejąć część obowiązków Milczącej Gwiazdy odczuł pierwszy stres. Nareszcie dotarł do niego fakt, że jest ZASTĘPCĄ i jak sam nazwa mówi, kiedyś zastąpi liderkę. Zaczął przebierać łapami w ciszy przyjmując pieszczoty Popielatego Ogona mające na celu podniesieniu go na duchu. Uśmiechnął się do byłej uczennicy a zobaczywszy Milczącą Gwiazdę kazał jej na chwilę przestać. Spojrzał wprost w oczy dumnej kocicy czekając aż ta się odezwie.
- Jesteś gotowy na to?- zapytała z nutką troski w głosie. Kocur zdobył się na blady uśmiech który posłał liderce.
- Chyba tak...mam nadzieję...
- Albo tak, albo nie. Tu nie ma nic pomiędzy Borsuczy Gońco, to jest klan i ty zaczynasz powoli być za niego odpowiedzialny. Musisz to w końcu zrozumieć- fuknęła niebieska kotka unosząc wysoko ogon. Rzuciła mu jedno ze swych lekko pogardliwych spojrzeń w których tliła się nutka troski. Borsuczy Goniec dobrze znał jej sztuczki, wiedział, że nie mówiła tego w celu zezłoszczenia czy przestraszenia kocura, chciała go tylko ocucić i dać do zrozumienia, że czas ,,dorosnąć". Całe szczęście Borsuk zdążył już to zrobić. Popielaty Ogon prychnęła cicho pod nosem po czym zwróciła się do liderki.
- Jestem pewna, że Borsuczy Goniec to rozumie, co więcej, jest gotowy na to.
Dziwnie wyzywający ton głosu towarzyszki zaskoczył zastępce. Nigdy nie słyszał aby Popielaty Ogon w taki sposób odzywała się do liderki, ba, do kogokolwiek! Samą liderkę to zdziwiło gdyż w jej oczach zatańczyła niepewność, która jednak szybko zniknęła.
- Wierzę w to- mruknęła po czym minęła parkę kierując się powolnym krokiem w stronę legowiska starszyzny. Borsuk powiódł za nią wzrokiem a jego serce ścisnął dziwny żal. Nie sądził, że kiedykolwiek ujrzy Milczącą Gwiazdę idącą w stronę miejsca dla starszyzny w celu stałego zakwaterowania się. Zazwyczaj przechadzała się odwiedzać Jaszczurczego Ogona...nigdy w innym celu. Zastępca przełknął ślinę a poziom smutku w nim wzrósł. Przypomniał sobie wszystko co z nią przeżył. Czy żałował tego? Raczej nie, to dzięki niej miał trzy wspaniałe córki. Popielaty Ogon przycisnęła się do boku zastępcy po czym pomachała mu przed nosem łapą.
- Halo, jesteś tam jeszcze?- zaśmiała się. Borsuczy Goniec w odpowiedzi jedynie zamruczał i liznął ją w czoło.
Pod wieczór wybrał się do legowiska lidera. Odruchowo zatrzymał się przed wejściem z zamiarem miauknięcia ,,mogę wejść?". Opamiętał się w ostatniej chwili po czym przedarł się przez szuwary. Spojrzał na miejsce skąpane w lekkim blasku słońca i uśmiechnął się. Tu się wszystko zaczęło. Przeszedł się po nim mierząc wzrokiem każdy centymetr tego miejsca. ,,I to wszystko będzie moje" pomyślał zatrzymując się przy legowisku. Zaśmiał się krótko, już je testował zatem spanie na nim nie będzie niczym nowym. Lecz tym razem spać będzie sam. Dotknął łapą miękkiego mchu i poruszył wąsami. Wszystkie wspomnienia wróciły do niego. Skrzywił się czując ból na plecach. Wtem usłyszał szmer roślin. Odwrócił się i ujrzał zdziwioną Milczącą Gwiazdę.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała nie ukrywając zaskoczenia.
- Mógłbym zadać ci to samo pytanie- odpowiedział stając naprzeciw niej.
- Zapytałam pierwsza- zaśmiała się krótko kręcąc lekko głową.
- Tak przyszedłem pooglądać...w końcu...to będzie moje, prawda?- miauknął Borsuczy Goniec a widząc cień smutku na pysku liderki dodał szybko- ale jest twoje nadal! To, że przeniosłaś się gdzieś indziej nie oznacza, że to dalej nie należy do ciebie...nie śmiałbym tego zabrać, wiesz przecież...
- Daruj sobie- ukróciła jego mękę z cichym chichotem- nigdy nie byłeś dobry w kłamaniu, co?
- Najwidoczniej nie...a ty, po co tutaj przyszłaś?

<<Milcząca Gwiazdo?>>

24 marca 2018

Od Borsuczego Gońca CD Motylego Skrzydła

Kocur postanowił odwiedzić, za namową córki, Wróbelek. Zaczął powoli zaprzyjaźniać się z przemiłą królową. Nie mógł oprzeć się jej wdziękowi, w sensie takim, że lgnął do niej, ale tylko po przyjacielsku. Miał dość związków i dzieci jak na razie, a po za tym chyba terminatorka przyćmiła jego cały umysł. Gdy tylko wkroczył do żłobka zauważył jak jego nowy, stary przyjaciel liże liderkę w polik. Całym ciałem Borsuczego Gońca poruszył dreszcz. Źrenice zwężały się a ogon napuszył. Poczuł ukłucie zazdrości, zważywszy na to, że Motyle Skrzydło to jego przyjaciel. Nie podejrzewał go o aż tak bliskie stosunki z Milczącą Gwiazdą. Kotka zaśmiała się ocierając się o jego polik. Dopiero po chwili zrozumiała, że nie są sami. Odwróciła się w stronę przejścia aby odnaleźć w nim byłego partnera który machał energicznie kitą.
- Witaj Borsuczy Gońco, czego potrzebujesz?- zapytała jakby nic się nie stało. Łaciaty wojownik rzucił mu dziwnie pogardliwe spojrzenie, jakby cała ich wcześniejsza rozmowa nie miała miejsca. Borsuk chrząknął spoglądając chłodno na niebieską kocicę.
- Szukałem Wróbelka, ale widzę, że tutaj jej nie znajdę. Nie chcę przeszkadzać więc wyjdę, jeśli nic nie chcesz- rzucił w jej kierunku a na ustach cisnęło mu się ,,wyjdę zanim zaczniecie kochać się na moich oczach". Milcząca Gwiazda pokręciła głową na co jej zastępca zareagował błyskawicznym odwrotem. Wyszedł ciężkim krokiem zwieszając nisko łeb. Nie miał w sumie nic przeciwko temu aby liderka kogoś sobie znalazła, ale na Klan Gwiazd, każdego tylko nie jego! Motyle Skrzydło kochał Lawendowy Płatek, Borsuk dobrze to pamiętał. Czyżby zapomniał o miłości jaką ją darzył? Ledwo zmarła a ten szukał już nowej. Fakt, że kotka była medyczką nie powinien powodować tego, że kocur byłby wstanie odrzucić tak szybko to co do niej czuł. Idąc w paskudnym humorze nie zauważył tego jak wpadł na Zroszony Nos. Kotka zaśmiała się widząc zamyślone oblicze przyjaciela.
- Co taki smętny? Coś nie tak?- zapytała z troską jednak uśmiech nie schodził jej z pyska.
- Wiesz, nie...wszystko ok. Jestem troszkę zmęczony.
- Widziałam, że byłeś na polowaniu z Motylim Skrzydłem. I jak? Odbudowane relację?
Borsuczy Goniec zaśmiał się krótko patrząc w oczy swojej przyjaciółki.
- Coś ty, o takie rzeczy to się długo zabiega. Po za tym, nie jestem pewien czy dalej nadajemy na tych samych falach...a jak u Srebrnego Deszczu?
- Co raz lepiej, ale nadal nie ma ochoty wychodzić...mysi móżdżek- Zroszony Nos westchnęła ciężko odwracając łeb w stronę przyjaciela- ale nie martw się, będzie tylko lepiej.
- Mam nadzieję. To dobry i szlachetny wojownik, ale trochę zbyt...
- Narwany- powiedzieli oboje w tej samej chwili i zaśmiali się głośno.
Rozmawiali ze sobą jeszcze chwilę po czym Borsuk musiał wyznaczyć kolejne patrole. Kiedy usłyszał o tym, że Wróbelek urodziła zaszedł do medyczki aby zobaczyć maluchy. Burzowe Futro pozwoliła mu zostać tylko na chwilkę, podziękował i podszedł do samotniczki. Była zmęczona, ale przytomna. Powitała kocura szerokim uśmiechem i odsłoniła swoje młode ukryte pod puszystym ogonem. Leżały tam dwie kotki zwinięte w małe kłębuszki. Borsuczy Goniec uśmiechnął się i pogratulował młodej mamie. Nie zabierał jej więcej czasu, wyszedł dość szybko idąc w kierunku własnego legowiska. Miał dość tego dnia, był zbyt zmęczony aby jeszcze coś robić. Patrol nocny został już wcześniej ustalony, nie było potrzeby się nim przejmować.
Niemal od razu padł na swoje posłanie. Zamknął ślepia a czując na swoim karku powiew chłodnego powietrza zadrżał. Pora była paskudna jak na wydawanie kociąt. Poczuł ukłucie strachu w sercu. A co jeśli dzieci Wróbelka nie przetrwają? Szybko odgonił te myśli karcąc się za nie. Czemu to on zawsze musi przejmować się wszelkimi młodymi w klanie? To nie jego dzieci. Widocznie życie przyzwyczaiło go do czucia się odpowiedzialnym za każdego małego wojownika. Po jakimś czasie ktoś nowy wszedł do legowiska. Borsuk zauważył jak Motyle Skrzydło układa się gdzieś przy przeciwnej ścianie wzdychając. ,,Pewnie byłeś u naszej kochanej liderki" prychnął Borsuczy Goniec w myślach. Zaraz po wojowniku weszła Popielaty Ogon wraz z siostrą, Jaskółczym Śpiewem. Brata z nimi nie było, zastępca wysłał go na nocny patrol. Bura kotka skończyła rozmowę z szylkretką i gdy tylko zauważyła swojego byłego mentora skoczyła w jego kierunku. Popiołek zaśmiała się cicho rozpychając pyskiem kopułę kocura stworzoną z jego własnych kończyn i ogona.
- Co ty...to ty robisz?- zdziwił się kocur widząc jak wojownicza przyciska się do jego piersi.
- Zimno! Trzeba się ogrzać, tak?- zaśmiała się najciszej jak umiała.
- A nie masz sióstr czy kogoś innego...- speszył się kocur jednak była uczennica nie dawała za wygraną.
- Nie, oni są za mali.
- We trójkę dalibyście radę.
To było ostatnie zdanie którym kocur próbował się ,,bronić". Poddał się i zasnął ze swoją ,,przyjaciółką" u boku. Dziwne uczucie i mrowienie w sercu nie opuściło go aż do rana.

<<Popielaty Ogonie?>>

19 marca 2018

Od Borsuczego Gońca CD Motylego Skrzydła

kiedy twój ex przyjaciel chce ci wyruchać ex żonę cz. 1
Dwa kocury wyszły z obozu czując jak chłodny wiatr mierzwi ich sierść. Borsuczy Goniec od dawna nie miał czasu na szczere rozmowy z Motylim Skrzydłem. Niegdyś byli dla siebie jak bracia, obecnie nic, po za klanem, ich nie łączyło. Borsuk zarządził zwrot w stronę polanki na której uwielbiał polować. Pora Nagich Drzew była naprawdę średnim czasem na łowy, ale klan musiał jakoś się utrzymywać. Motyle Skrzydło wpatrywał się w odległy koniec lasu nie odzywając się nawet pół słowem. Borsuczy Goniec zrozumiał, że to on musi pierwszy zabrać głos. 
- Więc Motyle Skrzydło...dawno razem nie rozmawialiśmy, prawda?
- Tak, to prawda- odpowiedział puszysty kocur spoglądając na byłego przyjaciela- muszę przyznać trochę tęskniłem. 
- Tak blisko a tak daleko...wybacz, że się nie odzywałem miałem...rodzinne sprawy, no wiesz. 
- Tak, rozumiem. Zajęły ci one ponad trzydzieści księżyców życia Borsuczy Gońco. Miło, że w końcu opuszczasz żłobek. 
Zastępca zaśmiał się serdecznie. Nawet wicher nie był wstanie wyrwać go z dobrego humoru. Ponownie otworzył pysk aby zając się rozmową.
- Kiedyś to było, pamiętasz? Ja, ty i Lawendowy Płatek. Ah, idealna z nas była grupa!
- Tak...niech Klan Gwiazd ma ją w opiece. Nie żyje od kilku księżyców a ja czuje jakby to była wieczność...
- Tak...była wspaniała. 
Na chwilę zapadła między nimi cisza. Weszli na bardzo niekomfortowy temat dla nich. Borsuczy Goniec bardzo przejął się śmiercią medyczki. Głównie dlatego, że nie zdołał odbudować z nią dawnych więzi. Nie chciał aby to samo zdarzyło się z Motylim Skrzydłem. Spojrzał na sędziwe oblicze kocura i zrozumiał jak starzy już są. Fakt, ich wiek w porównaniu do takiego Jaszczurczego Ogona to nic, mimo to zastępcy zrobiło się przykro. Najlepsze lata przeleciały mu przez łapy jak piasek. Stracił je na ganianie za miłością, nieudany związek oraz wychowywanie dzieci, w tym nie swoich. Zrozumiał ile przyjaźni przemknęło mu tuż przed nosem. Teraz się zmieni, obiecał to sobie.
Już niemalże byli na miejscu kiedy puchaty kocur odezwał się ponownie:

- A jak tam się teraz tobie życie układa? 
- Wiesz co, powiem ci, że bardzo dobrze. Nareszcie otworzyłem się na innych, pomagam córce w wychowaniu tych dwóch, małych potworów, znalazłem przyjaciółkę w Zroszonym Nosie i uwolniłem się od Milczącej Gwiazdy...znaczy, nie zrozum mnie źle, to dobra liderka ale naprawdę męcząca partnerka. 
- Co ty gadasz!? Milcząca Gwiazda jest świetna, założę się, że to nie była tylko jej wina jeśli chodzi o ten wasz nieudany związek- wypalił kocur ale w porę ugryzł się w język dodając po cichu- może ktoś kochałby ją bardziej. 
- Może i popełniłem gdzieś błąd, nie wiem...- odpowiedział Borsuczy Goniec, nie usłyszał ostatniego zdania-  ale fakt, że śmierć naszego dziecka jej prawie nie wzruszyła był...okrutny. Potrzebuje kogoś kto ukazuje swoje emocje, jest zawsze przy mnie a nie wymaga tylko abym to ja jej pomagał. Potrzebuję takiego kogoś jak Po...znaczy...
Borsuczy Goniec o mało się nie wygadał. Zamknął pysk w ostatnim momencie sycząc cicho pod nosem. Motyle Skrzydło uniósł brew zaskoczony. Wydał ciche parsknięcie zwiastujące rozbawienie. 
- Nie chcę mieć na razie nikogo...koniec z tymi miłostkami.
- Jak sobie chcesz. 
Na polanie rozdzielili się aby poszukać zwierzyny.  Zastępca niemal od razu wyczuł myszkę polną. Podziękował Gwiezdnym za ten dar i poszedł jej tropem. Po chwili zauważył ruch w trawie. Przyczaił się po czym, praktycznie na oślep, zanurkował w szuwary. Poczuł krew myszy w swoim pysku. Zamruczał radośnie po czym odłożył gryzonia na pobliski kamień. Ruszył w kierunku drzew w poszukiwaniu ptaszków. 
Łowy były dość owocne jak na ową porę. Borsuk złapał mysz oraz małego, wychudłego rudzika. Motyle Skrzydło niósł w pysku dwie nornice. Po drodze zastępca zatrzymał się kiedy do jego nozdrzy dostał się zapach jaszczurki. Zostawił swoje zdobycze wraz z puszystym wojownikiem i skoczył w krzaki. Po chwili wyszedł unosząc ogon do góry. Motyle Skrzydło spojrzał na byłego przyjaciela po czym zapytał:
- Jaszczurka? Dość nietypowa zdobycz. Nigdy jakoś nie próbowałem jej złowić.
- Popielaty Ogon je uwielbia a jest trochę przeziębiona. Chciałem sprawić jej przyjemność...no wiesz, jako przyjaciel. 
Kocur zaśmiał się poruszając brwiami. Szturchnął zastępce powodując, że ten zachwiał się lekko. 
- Sądzę, że sprawiłbyś jej przyjemność w inny sposób i uwierz mi, spodobałoby się jej bardziej. 
- Co masz na myś...- Borsuk zatrzymał się kręcąc łbem ze śmiechem- ty chyba nie sądzisz, że ja z nią jestem?
- A nie? Borsuczy Gońco każdy wyczuwa, że coś między wami jest.
- Przyjaźń, zapewniam cię. Nic więcej- speszył się zastępca wychodząc na przód- po za tym jestem za stary na nią. 
- A jeże potrafią latać- skwitował to wojownik szczerząc swoje białe kły.

<<Motyle Skrzydło?>>

16 marca 2018

Od Borsuczego Gońca CD Srebrnego Deszczu

Borsuczy Goniec mruknął coś pod nosem odwracając się do ,,napastnika". Był nim Srebrny Deszcz. Rozpoznał kocura jedynie po charakterystycznych paskach na ogonie. Nie przypominał siebie w żadnym stopniu. Miał zmierzwioną sierść, posklejaną w wielu miejscach, położone uszy i luźno zwisający ogon. Młodszy wojownik spojrzał na zastępce mrugając jednym okiem.
- Prze-epraszam...- odparł cicho zwieszając głowę. Serce Borsuczego Gońca ścisnął żal. Nigdy nie widział go tak podłym stanie. Rany się już zagoiły, nie mógł tego jednak powiedzieć o tej największej która znajdowała się na jego sercu czy dumie. Starszy kocur zwrócił się w stronę Srebrnego Deszczu trącając go barkiem.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz...cóż, fatalnie. Nie chodzi o blizny, nic z tych rzeczy!- skorygował swój błąd a po chwili dodał już pewniej- jesteś chory?
- Nie, nie jestem. Po prostu widzę jak...- kocur zamknął pysk zaciskając mocniej powiekę- nieważne.
- Ważne, ważne. Mów co się dzieje, przecież możesz mi zaufać tak?- zachęcał go Borsuczy Goniec. Widział, że kocur nadal się wahał. Westchnął cicho patrząc na stos zwierzyny. Był bardzo mały. Pora Nagich Drzew nie była czasem pełnych brzuchów. Zastępca oszacował, że jedzenia ledwo starczyło na następny posiłek. Zarządził więc wyjście na polowanie. Szturchnął barkiem poszkodowanego kocura i wskazał mu nosem wyjście z obozu.
- Chodź. Idziemy zapolować.
- Słucham?! Ja...ja nie mo-ogę!- zaprotestował zapierając się łapami. Spojrzał w bok jakby bojąc się, że ktoś na niego patrzy. Borsuczy Goniec nie dał jednak za wygraną. Popchnął go w przód a kiedy poczuł dalszy opór zasyczał:
- To jest rozkaz a nie prośba! W tej chwili masz ze mną iść.
Srebrny Deszcz skulił się lekko oszołomiony. To nie był już ten milusi ton, Borsuk był zły. A każdy w klanie znał jedną zależność: jeżeli Borsuk był zły oznaczało to, że musi mu się bezwarunkowo podporządkować. Wojownik nie miał wyboru, ruszył w kierunku wyjścia wraz z zastępcą.
Obrali sobie za cel Białe Pnie. Borsuczy Goniec spodziewał się tam złapania chodź jednego ptaszka czy gryzonia. W drodze nie rozmawiali wiele, jedynie point skomentował pogodę która była w istocie ładna. Słońce świeciło z góry, może nie ogrzewało ale dawało jakąś nadzieję. Szarawe chmury snuły się po niebie bez celu strasząc i grożąc ulewą, która nie nadeszła. Srebrny Deszcz wlekł się powolnie za Borsukiem wbijając wzrok w łapy. Zastępca spojrzał na smutnego wojownika i westchnął ciężko. Jego widok cały czas przypominał mu o Makowym Polu. ,,A mogła przeżyć, byłaby w jego wieku. Kto wie, może mielibyśmy małe Maczki?" pomyślał i uśmiechnął się mimo woli. Niestety uczennica zmarła. Tak samo jak jego córka...i Bieguś. Fakt, Biegnący Strumień nie zginęła, ale dla Borsuka była jak nie żywa. Nie mógł już z nią rozmawiać, widzieć jej roześmianej twarzy, słyszeć przyjemnego głosiku. Odeszła i to wszystko z jego winy. Bardzo przejął się tą sprawą, gdyby nie zdradzenie jej miejsca pobytu przez Różyczkę Borsuk znowu wpadłby w chandrę. Jedynie co teraz czuł to pustka. Pogodził się z tym, że koty odchodzą. Znacznie łatwiej było mu znosić wszelkie złe emocje po rozmowie ze Zroszonym Nosem. Po za tym miał przy sobie ją, Popielaty Ogon...z rozmyśleń wyrwał go syk kocura. Borsuczy Goniec odwrócił się w idealnym momencie aby zauważyć jak Srebrny Deszcz potyka się o konar.
- Niech to szlak! Czemu musiałem stracić to cholerne oko!- wrzasnął zaciskając mocniej kły- gdyby nie to widziałbym wszystko, nikt nie patrzyłby się na mnie krzywo a Zroszony Nos dalej by mnie szanowała!
Zastępca był zaskoczony jego słowami. Czyli to był ten cały problem? Starszy kocur uśmiechnął się lekko po czym podszedł do towarzysza. Usiadł obok niego kątem oka dostrzegając wściekłość wymalowaną na pysku Srebrnego Deszczu.
- Srebrny Deszczu...to, że straciłeś oko nic dla nas nie znaczy.
- Nic nie znaczy?! To dlaczego każdy gapi się na mnie jak na dziwadło! Jestem ciężarem dla klanu...-lamentował dalej potrząsając łbem.
- Nic bardziej mylnego. Sam sobie to wmawiasz. Jesteś silnym, zdolnym do polowania i walki kocurem. Chowasz się jedynie za swoim wstydem i obawami. Srebrny Deszczu tak nie można żyć. Jeśli masz z czymś problem...porozmawiaj ze mną, czy z Milczącą Gwiazdą.
- Ona nie zrozumie- prychnął kocur spoglądając w niebo.
- W sumie masz rację.
Nastał moment ciszy w którym obaj napawali się muzyką lasu. Srebrny Deszcz potrzebował czasu na ochłonięcie a Borsuk na zebranie myśli. Nie przeszkadzała im ta wolna chwila w konwersacji.
- Czyli...klan nie uważa mnie za dziwaka?
- Gdyby tak było mówiliby tak o tobie już wcześniej- zaśmiał się Borsuczy Goniec próbując pocieszyć kocura- a jeśli chodzi o te oko, to nie. Każdemu się zdarza, prawda? Po za tym, obaj mamy nadszarpnięte ucho. No i ja mam jeszcze tą wstrętną szramę po ugryzieniu tej wrednej kuny. Jesteśmy wojownikami, musimy mieć pełno sznytów na sobie, przypominają nam o naszych walkach, nawet z samym sobą.

<<Srebrny Deszczu? ;v;>>

14 marca 2018

Od Borsuczego Gońca CD Popielatego Ogona

Borsuczy Goniec już od rana był na łapach. Biegał po obozie załatwiając klanowe sprawy. A to patrol, a to coś od Milczącej Gwiazdy, a to zaraz okazało się, że ktoś jest chory i nie ma jak iść. Fakt, Pora Nagich Liści nie należała do najlżejszych, już zaczęła zbierać swoje żniwa. Nikt co prawda nie umarł, ale niektórzy już złapali katar czy kaszel. Jednak Burzowe Futro nie uważała tego za coś zagrażającego ich życiu.
Kocur wszedł do legowiska medyka niosąc w pysku zwierzynę. Na posłaniach leżeli schorowani wojownicy. Zastępca podał każdemu pożywienie po czym zwrócił się do zdziwionej medyczki.
- Wysłałem każdego ucznia na patrol więc...nie było komu przynieść jedzenia. Postanowiłem się tym zająć,proszę- odpowiedział przysuwając w jej kierunku wróbelka- wiem, że jest mały ale...w lesie powoli braknie zwierzyny.
- Więc zostaw to dla chorych- odpowiedziała niebieskawa kotka a w jej oczach błysnęła troska- ja sobie dam radę.
Borsuczy Goniec zignorował jej słowa. Położył opierzone stworzenie tuż pod jej łapami po czym zwrócił się do niej z uśmiechem:
- A kto się nimi zajmie jak padniesz z wycieńczenia? Masz dobre i szlachetne serce, ale musisz dbać i o siebie.
Zastępca otarł się o bok medyczki wychodząc. Skierował się na środek obozu. W końcu miał chwilkę spokoju. Kątem oka zauważył Popielaty Ogon. Jego była uczennica rozmawiała z matką przy stosie zwierzyny. Na widok burej wojowniczki Borsuk uśmiechnął się. Był z niej taki dumny. Zaledwie kilka księżyców temu wziął ją pod swoje skrzydła, a ta już wyfrunęła z gniazda stając się pełnoprawną wojowniczką. Zastępca nie mógł powstrzymać myśli o tym jak piękna się ona stała. Jej miękka, beżowa sierść świeciła w ostatkach słońca. W żółtych oczach malowała się radość. Borsuczy Goniec czuł się dziwnie spoglądając na byłą uczennicę. Miał poczucie winy, że żywi co do niej jakieś większe uczucia, ale nie sposób było mu się oprzeć. Nagle obok niego pojawiła się nowa w ich klanie kotka- Wróbelek.
- Witaj Borsu...em...Borsuczy Gońco!- zaśmiała się radośnie szczerząc swoje kły. Zastępca zadrżał odrywając wzrok od byłej uczennicy.
- Oh...witaj Wróbelku- pozdrowił ją skinieniem głowy- jak się czujesz?
Kocur zwrócił szczególną uwagę na jej brzuch. Nie miał nic przeciwko temu, że królowa dołączyła, w końcu wyda na świat potomstwo oddane klanowi Wilka, nawet jeśli sama tu nie zostanie. Królowa wydawała się bardzo miła, jak i wdzięczna im za przyjęcie. Nie była dla nich żadnym zagrożeniem.
- Czuje się bardzo dobrze, dziękuje za troskę- odpowiedziała z uśmiechem- ale martwię się o chore koty. Czy wyzdrowieją?
- Jestem tego pewien. W końcu opiekuje się nimi Burzowe Futro, najlepsza medyczka pod słońcem- pocieszył królową Borsuk kiwając głową- więc nie ma się czego obawiać.
- To bardzo dobrze, bardzo dobrze...twoja córka jest przemiła, wiesz? A jej dzieci, oh cudowne, rozkoszne!
- To ,,bycie miłym" ma po ojcu- zażartował Borsuczy Goniec zanosząc się cichym śmiechem- dziękuje. Starałem się ją wychować ja najlepiej.
- Nigdy bym nie powiedziała, że masz już wnuki. Jesteś...no, wyglądasz na młodszego. Świetnie się trzymasz!- skomplementowała go z uśmiechem. Zanim Borsuczy Goniec zdążył coś odpowiedzieć tuż u jego boku pojawiła się nowa postać która wcięła się w rozmowę.
- Prawda? Dałabym mu przynajmniej trzydzieści księżyców mniej!- miauknęła Popielaty Ogon spoglądając na Wróbelek- przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałabym zabrać naszego zastępce na polowanie.
- Oczywiście, już nie przeszkadzam- mruknęła dalej wesoła królowa i pożegnawszy się czmychnęła do żłobka. Point rzucił zdziwione spojrzenie na swoją byłą uczennicę. Nie spodziewał się takiego zachowania z jej strony. Z tonu jej głosu wręcz wylewała się zazdrość. Popielaty Ogon spojrzała na Borsuka z dziwnym błyskiem w oku.
- Coś nie tak? Nie chcesz iść?- zapytała jakby nigdy nic się nie stało.
- Ja...em...chcę, tak!- odpowiedział rozbawiony- tylko...co to było?
- Co co było?- odbiła piłeczkę wojowniczka idąc w stronę wyjścia. Borsuk podążył tuż za nią wpatrując się w jej ogon.
- No to wciśnięcie się w rozmowę. Nie było to zbyt grzeczne.
- A grzecznym jest zab...- Popielaty Ogon ugryzła się w język znowu spoglądając przed siebie- nieważne. Chciałam po prostu spędzić z tobą trochę czasu.
Borsuczy Goniec zamruczał doganiając ją. Otarł się o jej bok liżąc ucho kotki. Bura speszyła się a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Odwróciła wzrok wbijając go w ziemię a na jej pysku pojawił się lekki uśmiech.
- Też chcę z tobą spędzić więcej czasu- odpowiedział zastępca nie odrywając od niej wzroku. Była uczennica nawet nie podniosła oczu w jego stronę, była dalej zbyt speszona. Borsuczy Goniec przysunął pysk do jej ucha i szepnął:
- Jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz? Nie musisz być zazdrosna, nikt mi ciebie nie zastąpi...
- Nie jestem zazdrosna!- oburzyła się Popielaty Ogon zanosząc się śmiechem- ja tylko...chciałam wyjść gdzieś z tobą...
- Dlatego przerwałaś mi rozmowę z inną kotką. Oh Popielaty Ogonie, nie jestem głupi- zaśmiał się Borsuk zatrzymując swoją uczennicę. Położył swój łeb na jej głowie i zamruczał cicho. Robił tak czasami, szczególnie w momentach w których potrzebował jej bliskości. Kotka wtuliła się w niego bez protestu chichocząc cicho.
- Ale z ciebie mysi móżdżek Borsuczy Gońco...
- Ze mnie? To ty jesteś głupiutka, głuptasku, dopełniamy się idealnie- wymruczał kocur powodując u niej śmiech. Chciałby powiedzieć jej coś więcej. Coś w stylu ,,nie potrafię bez ciebie żyć" ,,sprawiasz, że jestem szczęśliwy" ale nie mógł. Dalej to była jego uczennica, obecna czy była, ale jednak. Nie mógł wyjawić jej swych uczuć, mógł natomiast traktować ją jak specjalną przyjaciółkę. To musiało na razie wystarczyć. Chociaż czuł jak jego serce szaleje domagając się czegoś jeszcze. Nie pozwalał jednak na zaspokojenie żądzy miłości. Nie teraz.

<<Popielaty Ogonie? A kto inny by ci odpisał XDD>>

06 marca 2018

Od Borsuczego Gońca CD Zroszonego Nosa

Kocur jedynie kiwnął głową w odpowiedzi. Nie do końca wiedział jak się zabrać za tą sprawę. Zroszony Nos miała pełne prawo nie chcieć dzieci, ale czemu się ich bała? Mimo to Borsuczy Goniec nie skreślił jej, nie każdy kocha młode, to normalne! Zamyślił się chwilę próbując ułożyć sensowną wypowiedź w głowie, coś co mogło ją i rozśmieszyć i poprawić humor.
- Wiesz, nie mogę powiedzieć, że ,,rozumiem co czujesz" bo ja mam zupełnie inne poglądy na kociaki. Ale w pełni akceptuję twój wybór. Boimy się różnych rzeczy, nawet tych pozornie bezpiecznych. Ja na przykład nie lubię dżdżownic...są obrzydliwe, ale nie niebezpieczne. Mimo to mam dreszcze ilekroć je widzę...- kocur wzdrygnął się na samą myśl o długich robalach, na co Zroszony Nos odpowiedziała śmiechem- więc widzisz. Nikt ci nie każe mieć młodych już teraz, ani w ogóle! Nawet jest inna opcja, jeśli kiedyś zdarzy się, że będziesz je miała zawsze możesz oddać je innej królowej na utrzymanie, ja nie będę cię oceniał jeśli kiedyś tak zrobisz.
- Naprawdę?- zdziwiła się kotka mierząc towarzysza wzrokiem. Zastępca kiwnął głową trącając ją polikiem. Chciał pokazać, że w pełni akceptuje wybór przyjaciółki i nie ma problemu z tym, że Zroszona boi się i nie chce mieć kociąt.
- Hej, zobaczysz moje wnuki jak wyjdą, wieczność małe i grubiutkie to one nie będą, prawda?- zażartował ponownie a kotka odpowiedziała mu śmiechem- kto wie, może zostaniesz nawet mentorką jednego?
- Ja...? Chciałbyś?- zapytała lekko speszona- pomimo tego iż nie chcę ich odwiedzić ty dalej sądzisz, że byłabym dobrą mentorką?
- Oczywiście, że tak. Jesteś niesamowitą wojowniczką, cudowną słuchaczką i wspaniałą osobą ogólnie. Chyba nie znam nikogo lepszego na to miejsce.
Zroszony Nos kiwnęła łebkiem w podzięce i uśmiechnęła się lekko. Ewidentnie kamień spadł jej z serca, znalazła kogoś kto zrozumiał jej strach i zaakceptował go.
Wrócili dość szybko do obozu z pyskami pełnymi zwierzyn. Odłożyli je na stos podejmując jakąś rozmowę. Jednak ich spokój nie trwał długo, zaraz rozbrykana dwójka, Nocka i Borsuczek podbiegli do nich śmiejąc się głośno. Borsuk skoczył na łapy dziadka piszcząc:
- Pociągnąłem Srebrną Łapę za ogon, on mnie goni, chce mi zrobić krzywdę, ratuj Borsuczy Gońco!
Zastępca zaśmiał się chowając pociechy za łapami. Zza rogu wyłonił się srebrzysty uczeń który podszedł do kocura z udawaną wściekłością.
- A gdzie są te małe robale które śmiały przeszkodzić mi w odpoczynku?
- Zapewniam cię, nie ma ich tutaj- odpowiedział Borsuczy Goniec z rozbawieniem. Mała Nocka zaśmiała się cichutko zdradzając kryjówkę. Srebrna Łapa wyciągnął ją łaskocząc ją nosem.
- Tu cię mam ty zbrodniarzu! A teraz cię zjem za karę!
- Nie proszę!- błagała przez śmiech. Bohaterki braciszek rzucił się jej na pomoc pozostawiając Zroszony Nos wraz z Borsuczym Gońcem. Kotka spojrzała w bok wzdychając cicho. Zastępca zbliżył się do niej trącając jej bok.
- Widzisz? Nie są aż takie złe.
- Srebrna Łapa wygląda na szczęśliwego...- zamruczała smutnie wpatrując się we własne łapy- pewnie chciałby mieć własne.
- Hej hej, co to za smutna mina? Może i tak, ale ty nie chcesz i on w pełni szanuje twoją decyzję. Świat się nie zawali dla niego, spokojnie- pocieszył ją Borsuczy Goniec kładąc łeb na jej głowie- to nic złego. Poczeka.
- A jak się nie doczeka?
- To zrozumie, w końcu kocha, prawda?
Zroszony Nos kiwnęła głową z uśmiechem. Spojrzała na partnera który leżał na ziemi z małym Borsukiem skaczącym mu po brzuchu. Nocka szarpała za ucho byłego wojownika warcząc wściekle. Nagle ze żłobka wyskoczyła Różane Pole która skarciła dzieci za taką zabawę. Próbowała przeprosić starszego kocura ale ten jedynie zaśmiał się w odpowiedzi mówiąc, że nic się nie stało. Zroszony Nos uśmiechnęła się lekko spoglądając na młode czekoladowej królowej.
- Nie są takie kociakowate. Są za duże, więc mogę przyznać, że nie są takie złe.
Borsuczy Goniec rozpromienił się siedząc obok przyjaciółki. Może kotka zmieni swoje negatywne nastawienie?

<<Zroszony Nosie? ahh gniot wyszedł ;-;>>

18 lutego 2018

Od Borsuczego Gońca CD Milczącej Gwiazdy

Kocur wstał posłusznie idąc za liderką. Po chwili jednak zrównał z nią krok przy wyjściu z obozu. Zatrzymał ją stając na jej drodze, spojrzał w jej oczy i zapytał:
- Nie bierzemy nikogo ze sobą? Nie przyda nam się wsparcie gdyby chcieli nas...przepędzić?- zauważył słusznie. Liderka przymrużyła oczy nie spuszczając jednak wzroku ze swojego zastępcy. Zastanawiała się, było to widać. Rozważała wybór kogoś na tą podróż, sprawdzała minusy i plusy, lecz w końcu wydała ostateczny werdykt:
- Zabierzemy ze sobą Orlą Łapę, nie może cały czas siedzieć w obozie. Musi nauczyć się żyć z raną- miauknęła Milcząca Gwiazda. Borsuczy Goniec poczuł ucisk w sercu. Dlaczego nie wezmą Popielatej Łapy? Kiedy jednak usłyszał własne myśli skarcił się za nie. Czemu aż tak zależy mu na bliskości z uczennicą, po co tak usilnie chce spędzać z nią tyle czasu? Kiwnął głową godząc się aby to jej brat ruszył z nimi. Liderka zawołała kocurka który właśnie kończył śniadanie. Podbiegł do nich a Milcząca Gwiazda powitała go dość...specyficznym wzrokiem. Borsuczy Goniec mógł powiedzieć, że patrzyła na niego co najmniej przychylnie, z wielką troską. Jakby miał w jej sercu jakieś szczególne miejsce. ,,Pewnie się o niego martwi, może odwiedzała go jak leżał u medyczek, może się z nim zżyła. A ty jak odbierasz swoją uczennicę, inaczej?" pomyślał próbując wytłumaczyć całą tą scenę. Mimo to, Orla Łapa nie był uczniem Milczącej Gwiazdy.
Trójka ruszyła w drogę wiodącą niemalże przez całą długość terenów klanu Wilka. Zastępcy to nie przeszkadzało, jednak obawiał się o terminatora z uszkodzoną łapą. Na szczęście szarak już od początku trzymał się blisko boku Milczącej Gwiazdy, szansa, że się wywróci i zrobi sobie jeszcze coś gorszego zmalała. Wiatr poruszał koronami drzew grając cichą muzykę lasu. Borsuk uwielbiał jej słuchać. Radosny śpiew ptaków, szmer liści i krzewów, ciche stukanie dzięcioła. Zastępca szedł z miną wykrzywioną w lekki uśmiech, kroczył na przedzie trzymając pozostałych towarzyszy lekko w tyle. Rozumiał, że Milcząca Gwiazda chciała być przy uczniu, który ewidentnie nie nadążał. Mówiąc już o uczniach, Borsuczy Goniec przypomniał sobie o Srebrnej Łapie. Obiecał sobie porozmawiać na ten temat z liderką. Sprawa kocura go denerwowała, jak można było zdegradować tak dobrego wojownika za jeden taki incydent? Zrozumiałby, gdyby to był świeży, młody kocur, ale Srebrny Deszcz miał za sobą już jedną uczennicę, posiadał partnerkę i dość dobrą opinię w klanie, i nie był już taki najmłodszy. Postanowił w końcu zabrać głos w tej sprawie. Zwolnił na chwilę aby zrównać się z liderką. Spojrzał na Orlą Łapę kazał mu wyjść na przód i prowadzić ich stronę Klanu Nocy. Kocurek pokiwał łebkiem skacząc do przodu, potknął się lądując ale nie upadł. Uniósł ogon i głowę do góry idąc dumnie jakby nic się nie stało.
- O co chodzi?- zapytała w końcu Milcząca Gwiazda patrząc na zastępcę.
- O Srebrną Łapę- zaczął powoli i spokojnie Borsuczy Goniec, czuł jak napięcie wzrasta gdy wymówił to imię- moim zdaniem postąpiłaś niewłaściwie.
- Oh czyli kara za zachowywanie się jak głupiutkie kocię w postaci przywrócenia mu rangi ucznia jest niesłuszna?
- Tak, moim zdaniem tak. Fakt zachował się bardzo źle ale to nie kocię, to dorosły kocur który ma już partnerkę i uchował uczennicę.
- Powinnam zatem poklepać go po główce, mruknąć coś w stylu ,,ojejku źle zrobiłeś" i zostawić to tak?!- wzburzyła się kotka machając srebrzystym ogonem. W jej niebieskich ślepiach tlił się wściekły płomień.
- Tego nie powiedziałem. Na moje wystarczyłoby aby odpracował swoje na przykład opiekując się Jaszczurczym Ogonem, czy wykonując dodatkowo zadania ucznia, ale na miłość Klanu Gwiazd, degradowanie go to kpina!- bronił go dalej zastępca próbując brzmieć jak najspokojniej. Milcząca Gwiazda prychnęła lekceważąco odwracając wzrok.
- Sprzeciwiasz się mi?- rzuciła te słowa prosto w jego twarz, wyciągnęła ciężkie argumenty- ciesz się, że ciebie nie pozbawiłam stanowiska za te twoje humorki. Uważam, że postąpiłam słusznie.
Borsuczy Goniec nie miał siły walczyć. Baby jak to baby, wyciągną brudy z przeszłości i zrzucą je na kark biednemu samcowi który odważył się podważyć ich decyzję. Westchnął ciężko i rzucając ciche ,,nieważne" wyskoczył na przód pozwalając Orlej Łapie wrócić pod ,,skrzydła" Milczącej Gwiazdy. Chwalił Gwiezdnych za to, że Popiół jeszcze nie była na tym etapie aby oskarżać go o wszystko. Kto wie, może jest inna niż liderka? Jakby nie patrzeć uczennica pomagała mu i wspierała go w jego ,,humorkach" zamiast prychać i syczeć. Cóż za ideał.
W końcu dotarli na granicę z klanem Nocy. Niedaleko od granicy zostali wyczuci, kilka kroków dalej już ich namierzyli. Z krzaków wyskoczył patrol wrogiego klanu. Borsuczemu Gońcy udało się wśród nich rozpoznać Świetlikową Ścieżkę. Kiedyś imię kotki oraz wygląd obił mu się o uszy. Był pewien, że to ona. Na przód jednak wysunął się sam zastępca, Jagodowe Futro.
- Czego tu szukacie?- warknął spoglądając bezczelnie w oczy Milczącej Gwiazdy.
- Chcemy się widzieć z waszą liderką, Pierzastą Gwiazdą. Mamy pokojowe intencje- odpowiedziała spokojnie liderka mierząc lodowym wzrokiem kocura.

<<Pierzasta Gwiazdo? Albo Milcząca Gwiazdo?>>

Od Borsuczego Gońca CD Zroszonego Nosu

Kocur kompletnie nie miał pojęcia o co jej chodzi. Wydawała się spięta i zła, jakby coś złego jej się stało. Poczuł jak jego serce ogarnia troska, martwił się o kotkę, ale postanowił ją zostawić, zgodnie z jej wolą. Zamiast tego przywołał do siebie dwóch wojowników i zlecił im patrol wraz ze Srebrną Łapą. Było mu przykro na myśl o zdegradowanych byłym wojowniku, jego zdaniem taka kara była zbyt surowa, zważywszy na to, że Srebrna Łapa już od dawna był na wyższej randze, odznaczył się odwagą a nawet uchował ucznia. Pokręcił łbem dalej nie mogąc pojąć decyzji Milczącej Gwiazdy, ale kim był aby się jej sprzeciwić? Miał dość kłótni. Po za tym widział jak kotka słabnie. Obawiał się najgorszego- jej dni powoli się kończyły. Przerażenie ogarniało jego serce, nie był dość gotowy aby stanąć na czele Klanu Wilka. Potrzebował jej jeszcze na tym stanowisku. Musiał pogodzić się z każdym, ponownie odbudować swoją pozycję wśród innych, dopiero wtedy ze spokojem będzie gotów przyjąć nowe zadanie. Szło mu jak na razie...dość dobrze. Miał za sobą córkę, Płonący Grzbiet, Błotnisty Pysk, Zroszony Nos i prawdopodobnie Srebrną Łapę, ale nad tym jeszcze popracuje. Szanowani wojownicy klanu byli po jego stronie. Każdy zauważył jego przemianę, nikt nie narzeka. Rodzeństwo Popielatej Łapy także go lubiło, Orzełek zawdzięczał mu w końcu życie, a Jaskółcza Łapa nie dość, że była uczennicą jego bliskiej znajomej to jeszcze była mu winna szacunek za uratowanie brata.
Borsuczy Goniec postanowił w końcu odwiedzić swoją córkę. Ujrzał ją leżącą wraz ze swoimi dziećmi. Jak sądził, Błotnisty Pysk był na polowaniu. Co ciekawe, tuż obok małych siedziała Jaskółcza Łapa. Machała ogonkiem za którym biegał Borsuczek. Mały wnuczek zastępcy zawsze napawał go dumą, nie codziennie w końcu dziecko nazywa swojego syna po swoim rodzicu. Kocur zbliżył się do córki stykając się z nią nosem. Kotka odwzajemniła gest mrucząc. Borsuk trącił ucho młodej terminatorki na powitanie, ta zaśmiała się cicho spoglądając na kota.
- Borsuczy Gońco, to prawda, że Borsuk ma imię po tobie?- zapytała na powitanie nie przestając bawić się z młodym. Kocurek, o którym była mowa, podniósł niebieskie ślepia do góry wlepiając je wprost w swojego dziadka. Wyszczerzył kły w uśmiech powracając do dalszego ataku na ogon towarzyszki. Borsuczy Goniec zaśmiał się serdecznie spoglądając na uczennicę.
- Tak to prawda, Różane Pole mogła wybrać każde szlachetne imię, ale wybrała takie zwyczajne, po dziadku.
- Hej, nie jest zwyczajne. Nadałam je po najlepszym wojowniku jakiego znam, najdzielniejszym zastępcy i legendarnej przyszłej gwieździe- zaśmiała się Różane Pole puszczając oko w stronę ojca. Nocka wyskoczyła zza łap matki docierając pod nogi dziadka. Otarła się o nie z głośnym mruczeniem.
- Bolsucy Gonc, Bolsucy Gonc!- pisnęła radośnie chodząc naokoło nóg. Zastępca zaśmiał się liżąc małą kotkę za uszami. Oh jakie one były rozkoszne! Po chwili jednak dotarło do niego: co tutaj robi samotna Jaskółcza Łapa? Nie powinna być na treningu? Zadał jej właśnie to pytanie a w odpowiedzi uzyskał:
- Zroszony Nos powiedziała, że mogę tutaj przyjść, ale nie chciała iść ze mną...nie wiem dlaczego.
Różane Pole posłała zatroskane spojrzenie ojcu. Chciała się czegoś na ten temat dowiedzieć, ale i on sam niewiele wiedział.
Kiedy Zroszony Nos wróciła z uczennicą późnym popołudniem zaprosił ją do wspólnego posiłku. Kotka zgodziła się z uśmiechem na pysku po czym oboje zasiedli gdzieś w rogu obozu. Borsuk zauważył jak towarzyszka spogląda na Srebrną Łapę który spożywał w towarzystwie innych uczniów.
- Zobacz jak on wygląda! Taki wielki wśród takich małych- zaśmiała się z ewidentną nutką żalu w głosie. Borsuczy Goniec skinął jedynie łbem.
- Obiecuję porozmawiać o tej sprawie z Milczącą Gwiazdą. To niesprawiedliwe. Ale teraz mam inne pytanie- tutaj zatrzymał się czekając aż kotka zwróci na niego uwagę. Zroszony Nos dość szybko odwróciła łeb w jego kierunku czekając aż ten się odezwie. Zastępca nabrał powietrza i jeszcze raz ułożył w głowie to co chciał powiedzieć.
- Nie umknęło mojej uwadze, że niechętnie spoglądasz w stronę żłobka, co więcej jestem pewien, że to nie przez Różane Pole. Widziałem, że dogadujecie się dobrze i raczej między wami nic złego nie zaszło w tym czasie. Dlatego powiedz mi, czemu nie chcesz widzieć się z jej kociakami? Nie zmuszam cię do tego...pytam z czystej troski.


<<Zroszony Nosku? wybacz za tyle czekaniaaaaaaa>>

15 lutego 2018

Od Borsuzczego Gońca CD Popielatej Łapy

Borsuczy Goniec spojrzał zdziwiony na swoją uczennicę. Sens jej słów jeszcze nie dotarł do niego. Potrząsnął łbem chcąc się ogarnąć, nic to jednak nie dało, wyglądał jedynie dziwnie. Ponownie zwrócił oczy na uczennicę zastanawiając się co może jej odpowiedzieć, lecz nic mądrego nie przychodziło mu do głowy.
- Słucham...?- zapytał w końcu, potrzebował...więcej informacji na ten temat- co to znaczy, nie rozumiem dokładnie o co mnie prosisz...
-Nieważne- mruknęła wymijająco- powiedziałam to przypadkiem...ja...Nie chciałam, nie tak to miało zabrzmieć.
-A jak miało?- wypytywał ja dalej patrząc na zagubioną kotkę. Była spięta, jej wąsy poruszały się nerwowo a oczami błądziła po ziemi. Borsuczy Goniec podszedł do niej siadając obok, położył swój ogon tuż za nią i posłał jej pełen czułości uśmiech.
-Hej...mi możesz powiedzieć, co się dzieje?
Cisza. Kotka nic nie odpowiadała, patrzyła jedynie tempo na swoje łapy unikając wzroku mentora. W końcu poruszyła się targnięta dreszczem, uniosła oczy które wlepiła w Borsuka.
-Ja...ja się chyba zakochałam- miauknęła cicho drżącym głosem- i bardzo, bardzo się boję tego wyznać.
Borsuczy Goniec ożywił się. A więc to tak!
Jego mała uczennica oddała komuś serce. Uśmiechnął się lekko dalej patrząc na nią z góry, mimo to poczuł dziwne uczucie, jakby zazdrość czy złość. Co to było? Sam nie wiedział, teraz jednak wolał skupić się na uczuciach Popielatej Łapy.
-Moja droga, miłość to cudowne uczucie. naprawdę. Ah sam pamiętam moje pierwsze miłostki w twoim wieku, nie jestem...dumny z niektórych, ale nie zmienimy przeszłości- przytaczając owe słowa w głowie pojawił mu się obraz Kwiecistego Śpiewu, tak...kochał ją, to pewne. Zaraz obok niej siedziała Jaśminka wodząca po nim swymi zielonymi oczami. Jej wolałby jednak nie pamiętać, nie jest ani trochę dumny z tego co prawie uczynił względem młodziutkiej samotniczki. Powrócił jednak na ziemię czując jak Popiół opiera się o jego bark. Zrobiło mu się naprawdę miło, kotka miała coś takiego w sobie co go uspokajało, przy niej nie musiał martwić się o nic. Położył swój łeb na jej głowie i zamruczał cicho dając upust emocjom. Szczęście, spokój, spełnienie...
- Na pewno twój wybranek to niesamowity szczęściarz...pozazdrości mu każdy inny kocur- zaśmiał się Borsuk odsuwając się od niej- ale teraz wróćmy do obozu, zaraz zaczną się o nas martwić!
Popielata Łapa kiwnęła głową i zabierając swoja zwierzynę ruszyła za nim. Szli przez las który szumiał nad nimi tworząc w akompaniamencie ptasich śpiewów prawdziwą melodie lasu. Borsuk nie zamieniłby tego wszystkiego na nic innego na świcie. Czuł jak bok terminatorki ociera się o jego tylną nogę, szła dość blisko, ale nie przeszkadzało mu to ani trochę.
Gdy dotarli od obozu odłożyli na stos swoją zwierzynę. Borsuk westchnął cicho spoglądając na masę pożywienia, piękny widok po Porze Nagich Drzew.
-Nawet ty?- odezwała się nagle Popielata Łapa.
-Nawet ja co?
-No...zazdrościsz mu?
Borsuczy Goniec zamarł słysząc to zdanie. Z jednej strony zazdrościł, z drugiej zaś nie wypadało by czuć zazdrość. W końcu Popielata Łapa to jego uczennica. Mimo to od jakiegoś czasu czuł się w jej towarzystwie specyficznie, jakby lepiej niż z kimkolwiek innym. Chciał móc spędzać każdą chwilę z uczennicą...ale już niedługo nie będzie to możliwe. Jako zastępca ma masę pracy i nie zawsze może wyjść na polowanie czy patrol, tak jak kiedyś. Może zawsze zapytać ją o...nie, to zbyt wiele. Odsunął ten pomysł łapiąc się na tym, że dalej wpatruje się w martwego królika którego uszy opadały luźno na mysz chowając ją niemal w całości. Zaśmiał się aby przełamać napiętą atmosferę po czym spojrzał głęboko w oczy uczennicy i niewiele myśląc, kierując się sercem, odpowiedział:
- Tak, w sumie też mu zazdroszczę.

---------------
Borsuczy Goniec wracał właśnie z Popielatą Łapą z treningu. Uczennica, o dziwo, pokonała go w walce, wcale nie dawał jej forów! To dało mu do myślenia, już czas. Czas najwyższy na jej mianowanie. Pożegnał ją czując jak rana na nosie go piecze. Przypadkowo Popiół drasnęła go, kiedy zdała sobie sprawę z tego co zrobiła zasypała go milionem ,,przepraszam" liżąc jego ranę. Borsuk na samą myśl o tym miał dreszcze...sam nie wiedział dlaczego. Wszedł do legowiska liderki zatrzymując się jednak przed wejściem. Słysząc ,,proszę wejść" wkroczył do środka a jego oczom ukazała się postać srebrzystej kotki leżącej na swoim legowisku. Mierzyła go swoimi oczami w których tliła się jedynie ciekawość. Borsuk odetchnął z ulgą podchodząc tak blisko na ile pozwalała ich relacja. Chrząknął po czym przemówił:
- Więc...chciałem cię poinformować, że uważam iż nie mogę niczego więcej nauczyć Popielatej Łapy. Jest gotowa na mianowanie.
- Doprawdy?- zapytała Milcząca Gwiazda stawiając swoje uszy- jesteś pewien, że jest gotowa? Jest jeszcze bardzo młoda.
- Tak...to prawda, ale jest niezwykle zdolna- próbował obronić się Borsuczy Goniec- mogę ją jeszcze przetrzymać jeden księżyc, ale nie więcej, trening ma uczyć, nie nudzić.
Liderka spojrzała w bok. Zmarszczyła brwi i machnęła ogonem. Zastanawiała się. Poważnie się zastanawiała. Próbowała znaleźć plusy i minusy sytuacji, jak zawsze. Nie odzywała się przez długi okres czasu w którym Borsuk stał nieruchomo wciąż patrząc się na nią. Dalej olśniewała go swą dumą i blaskiem, ale jej piękno jakby...wyblakło. Prawdą było, że nadal jest dostojną kocicą, ale cały jej wdzięk jakby uciekł i przeniósł się na...Popiół? Borsuczy Goniec zdał sobie sprawę, że jego uczennica wydawała mu się nadzwyczaj piękna, w ostatnim czasie zyskała w jego oczach bardzo dużo. Jej urok wręcz oczarował go, nieśmiałość z jaką podchodziła do niego była tak urocza, że kocur zatracił się w niej. To nie był taki typ jak Milcząca Gwiazda, która od razu postawiła sprawę jasno, nie. To była cicha i skryta istota która powoli ukazywała swoje piękne, kwieciste wnętrze. Czy to nadal tylko przyjaźń? Borsuczy Goniec zaczął poważnie się nad tym zastanawiać. Dostrzeganie takich rzeczy nie jest oznaką przyjaźni, a ...na Klan Gwiazd, czyżby się zakochał?! ,,Nie, to niemożliwe, nie moralne i nie dla mnie. Koniec miłości, obiecałeś to sobie. Zgłupiałeś, to te powietrze tak na ciebie działa, to tylko kła.."
- Daj mi czas do namysłu do jutra- przerwała jego rozmyślania liderka spoglądając na niego- odpowiedź uzyskasz już kolejnego popołudnia, dobrze?
Zastępca nie odpowiedział, pokiwał pospiesznie łbem i wyszedł szybkim krokiem. Musiał pomyśleć. Poważnie pomyśleć. To wszystko go przerastało.
Nazajutrz wyszedł wraz z Popielatą Łapą na polowanie, stwierdził, że zacznie ją traktować jak normalną wojowniczkę. Obserwował jak idealnie wybija się z miejsca lecąc wprost na zdezorientowanego wróbla myjącego się w kałuży. Woda rozbryzga na wszystkie strony ochlapując łapy kocura. Popiół posłała mu przepraszający wzrok trzymając w zębach ptaszka, jego krew spadała kroplami na ziemię. W oczach terminatorki ukryło się dziwne ciepło które kocur wyczuł. Ruszyli razem na małą polankę na której usiedli wpatrując się w niebo. Chwila odpoczynku dobrze im zrobi. Borsuczy Goniec położył się kładąc głowę na ziemi. Popielata Łapa ostrożnie oparła swój łeb o jego kark. Gest był powolny i pełen nieśmiałości. Zastępca uśmiechnął się lekko zamykając oczy. Czuł się...dobrze. Spokój wypełniał go powodując powstanie nowego uczucia jakim było szczęście. Tego mu było potrzeba.
- Rozmawiałem z Milczącą Gwiazdą- zaczął unosząc głowę do góry i spoglądając na uczennicę- chyba już niedługo zostaniesz wojownikiem...co ty na to?

<<Popiół? Aaaaaaaaaaale cukier>>

05 lutego 2018

Od Borsuczego Gońca CD Płonącego Grzbietu


Borsuczy Goniec zamarł. Czy to możliwe? Jego kochany synek znalazł sobie pannę? Dumny uniósł łeb do góry spoglądając na lekko zdezorientowanego kocura.
 - A więc...która to?- zapytał uśmiechnięty z wyczuwalnym w jego głosie entuzjazmem- no nie każ mi zgadywać! 
Płonący Grzbiet spuścił oczy, ewidentnie wstydził się przyznać kim była jego wybranka. Borsuczy Goniec zdał sobie po chwili sprawę, że w klanie nie ma wolnej kotki która nie byłaby z nim spokrewniona. Biegnący Strumień to jego siostra, przyrodnia ale jednak łączą ich więzy krwi. Czyżby był z nią pomimo tego? Nie, wielce nieprawdopodobne. Borsuczy Goniec zmarszczył brwi, zaczął podejrzewać go o zdradę klanu, chodź okropna była myśl, że jego wychowane byłby zdolny zdradzić swój klan... Ale któż inny mógłby...uczniowie. Nie pomyślał o nich wcześniej. Szybko przywołał w myślach postacie dwóch, drobnych kotek. Jaskółcza Łapa czy...Popielata Łapa. Myśląc o tej drugiej poczuł lekki ukłucie zazdrości, zignorował je co prawda, ale sam fakt iż się pojawiło nie zwiastował nic dobrego. Postanowił więc zapytać o jej siostrę, chociaż nie widywał ich razem praktycznie nigdy, po za patrolami na które ich nie raz wysyłał wraz z mentorką młodej: Zroszonym Nosem. 
-Czyżby...Jaskółcza Łapa? Nie bój się, to, że jest młodsza nie oznacza, że... 
-Na klan Gwiazd, nigdy w życiu!- parsknął Płonący Grzbiet- ani ona ani jej siostra.
Borsuczy Goniec westchnął z dziwną ulgą, miał nadzieję, że rudy wojownik tego nie usłyszał. Pozostała ostatnia opcja: kotka z innego klanu. Jednak dalej nie chciał wierzyć, że to prawda. Zbyt szlachetnym i honorowym wojownikiem był w jego oczach Płonący Grzbiet aby złamać kodeks. Nagle do głowy przyszła mu ostatnia myśl, chyba najgorsza ze wszystkich.
-Płonący Grzbiecie...a ty, nie wolisz może koc...
-Nie kończ, błagam, wolę zachować pożywienie tam gdzie jest- przerwał mu nagle kładąc uszy, sama myśl o tym go odpychała, czego nie ukrywał- Borsuczy Gońco, to nikt z naszego klanu...
-To zdrada Płonący Grzbiecie, wiesz o tym- miauknął spokojnie w odpowiedzi zastępca patrząc na swojego syna z politowaniem- nie można związywać się z kotami z wrogie klanu.
- Jakiego wrogiego? Klan skąd ona pochodzi nie jest mi wrogi.
-Niech będzie...mogę chodź poznać jej imię?
Rudy wojownik zawahał się. Na jego pysk wstąpiła trwoga, walczył ze sobą, chęcią wyjawienia swego sekretu i zostawienia go dla siebie, dla nich. Spojrzał w bok na krzak róży jakby ten miał mu pomóc w podjęciu decyzji. Roślina jednak pozostała cicha oddając pełnie swobody w podjęciu decyzji rudemu kocurowi. Borsuk nie naciskał, dał mu tyle czasu ile potrzebował. W końcu Płonący Grzbiet przemówił:
-Obiecasz tego nikomu nie wyjawić?
-Obiecuję synu.
Odpowiedź zdziwiła młodego wojownika. Pewnie był gotowy na coś w stylu ,,muszę zawiadomić twoją starą o tym, że zabawisz się z wrogiem w krzaczkach". Na szczęście trafił na Borsuka który próbował go zrozumieć zamiast osądzić. Taki to był już typ, myślący sercem zamiast rozumem, przeważnie. Zastępca posłał mu lekki uśmiech aby dodać mu otuchy, nie chciał aby ten zamknął się w sobie i nie wyjawił mu imienia swej partnerki. W końcu wojownik otworzył pysk wyrzucając z siebie te słowa:
-Pręgowane Piórko, to jej imię.
Borsuczy Goniec zadrżał na dźwięk owego imienia. Znał ją. To ona uratowała go od głupiej decyzji. Przywołał to wspomnienie, jakby znowu siedział przed czerwonymi owocami, czuł ich zapach, jaskrawy kolor raził jego oczy. Znowu usłyszał to samo ,,nie!" wypowiedziane stanowczo przez wojowniczkę klanu Burzy. Powrócił jednak do obecnej chwili potrząsając łbem. W jego sercu aktualnie szalały dwie emocje: strach i szczęście. Cieszył się, że Płonący Grzbiet wybrał kogoś tak dobrego na miejsce partnerki, bowiem Pręgowane Piórko miała wielkie, dobre serce którym dzieliła się z każdym, nawet z obłąkanym zastępca klanu Wilka. Z drugim strony, obawiał się, że ktoś po za nim odkryje ich miłość. Milcząca Gwiazda skora by była do wypędzenia własnego syna za taki czyn. Borsuczy Goniec westchnął ciężko kręcąc lekko łebkiem. Zbierał myśli aby dać najlepszą odpowiedź.
-Znam ją, to dobra i młoda wojowniczka o wielkim sercu. Cieszy mnie fakt, że odnalazłeś kogoś kogo kochasz, osobę dla której chcesz być. Nie mniej jednak ... Obawiam się tego związku, w końcu twoje serce powinno bić dla Klanu Wilka, oddając jego część tej kotce automatycznie związujesz się psychicznie z klanem Burzy, nie chcesz go skrzywdzić bo mieszka tam i żyje twoja miłość. Dlatego obawiam się tego, twojej lojalności względem nas. -
Nic mnie tu po za tobą nie trzyma- warknął Płonący Grzbiet, jego słowa ociekały jadem i wściekłością- jestem mieszańcem, nikt mnie nie szanuje, każdy patrzy na mnie spod łba...tylko ty okazujesz mi jakieś zrozumienie i darzysz mnie przyjaźnią. Gdyby nie ty już dawno odpuściłbym to miejsce.
Słowa kocura poruszyły Borsukiem, nie wiedział, że czuł się on aż tak źle we własnym klanie. Zbliżył się do niego kładąc swój łeb na jego głowie. Zamruczał głośno chcąc dać do zrozumienia, że jest on dla niego ważny.
-Synu, nie ważne co postanowisz ja zawsze będę cię kochał. Ale musisz też zrozumieć, że kocham i klan. Wybieranie pomiędzy tobą a nim to niemożliwa decyzja. Nie, nie powiem nic Milczącej Gwieździe, ale warunek jest taki: chcę widzieć u ciebie pełne posłuszeństwo i lojalność wobec klanu. Jeśli ujrzę chodź cień wątpliwości, będę zmuszony zawiadomić liderkę, z początku nic jej nie powiem o tym, że masz kogoś z innego klanu...ale jeśli to będzie się powtarzać ona się dowie, imię także przekaże. Tyle mam z wymagań, nie zabraniam ci też się spotykać. Na kociaki...ah...tego nie jestem pewien. Dopóki jesteś lojalny mogę znosić i pozwalać ci na ten związek. Rozumiesz?
Nastała chwila ciszy, żaden z nich się nie odzywał. Mogli usłyszeć szelest liści toczących się po ziemi, szmer gałęzi oraz lot malutkiej muszki. Borsuczy Goniec nie spuszczał oczu z syna, musiał dostać jasny komunikat, jasną odpowiedź. "Tak, zgadzam się", "nie, nie zgadzam się".
-Co jeśli odmówię?- zapytał w końcu rudy kocur unosząc swe złote ślepia w kierunku zastępcy. Wyzywał go, testował jego wytrzymałość i cierpliwość.
-Z początku nic. Ale jeśli dostrzegę w tobie choć cień nielojalności wydam cię Milczącej Gwieździe. Kocham cię, ale nie zniosę braku lojalności z twojej strony, z kogokolwiek zresztą.
Znowu cisza. Kocur zastanawiał się nad decyzją jaką ma podjąć. Widać było, że walczy są ze sobą, pragnie wybrać najlepszą opcję. Borsuczy Goniec i tak był pod wrażeniem swobody jaką mu zaoferował, był gotów przymknąć oko na jego działania tylko z powodu uczucia jakim go darzył. Jednak musiał zaznaczyć, że ma pewne granice i pomimo bólu oraz wyrzutów sumienia, wyda go liderce w imię lojalności klanu. Choć sam wiedział jakie byłoby to ciężkie, dlatego wolał tego uniknąć. W duchu modlił się aby Płonący Grzbiet przyjął jego ofertę. 

<<Płonący Grzbiecie? Gniot tworzony w pociągu>>

03 lutego 2018

Od Borsuczego Gońca CD Popielatej Łapy

Borsuczy Goniec poruszył swą łapą, ból nie był aż tak straszny, ale przeszkadzał mu na tyle aby podjął smutną decyzję o wstrzymaniu się od udziału w wieczornym patrolu. Pomachał nogą sprawdzając czy opatrunek dobrze się trzymał. Tak jak sądził, zawiązany ciasno i profesjonalnie. Skinął głową w stronę Lawendowego Płatku posyłając jej promienny uśmiech.
- Dziękuję ci bardzo- miauknął wstając na równe łapy. Zachwiał się czując ból w tylnej nodze, szybko jednak odzyskał równowagę czując jak od boku podpiera go uczennica. ,,Jak to dobrze mieć  w niej oparcie" zaśmiał się sam ze swojego cudownego żartu. Wyszli oboje z legowiska dziękując wpierw za opiekę medyczną. Przeszli przez obóz do stosu zwierzyny, nadeszła pora posiłku. Borsuczy Goniec spojrzał na pożywienie, dostrzegł w nim szybko dorodną jaszczurkę. Natomiast jego uczennica na próżno szukała swojego przysmaku. Zasmucona chwyciła dużego wróbla i usiadła na ziemi. Zastępca podsunął jej pod nos gada na którego ta zareagowała ślicznym uśmiechem. Przyjęła go od mentora i zabrała się do jedzenia. To samo poczynił Borsuczy Goniec, był naprawdę głodny po tej walce z kuną. Jedno z piórek ugrzęzło mu między zębami. Wszelkie próby wydobycia go za pomocom języka kończyły się klęską. Ledwie przepchnął je ciut dalej. Popielata Łapa zauważyła jak jej mentor trudzi się wydobyciem piórka, postanowiła pomóc. Podeszła do niego i pazurkiem naparła na ,,przeciwnika". Szybko opuścił pole bitwy, upadł powolnie na ziemię tuż pod łapy kocura.
- Dziękuję- wymruczał kocur posyłając jej uśmiech. Popiół jedynie spuściła wzrok w dół rzucając ciche ,,proszę bardzo". Kocur nie mógł nie zauważyć jej dziwnego zachowania kiedy znajdował się obok. Dekoncentracja, uciekanie wzrokiem, spięcie...nie wiedział czy powodem był fakt, że jest zastępcą czy coś większego kryło się za jej czynami. Borsuczy Goniec przymrużył oczy próbując zebrać myśli. ,,Może po prostu to taki typ?" doszedł do jakiegoś wniosku, postanowił się go trzymać, albo przynajmniej zapytać Popielatej Łapy.
Po posiłku wybrali się na spacer, a dokładniej polowanie. Chociaż zastępca nie miał jak łowić to jego uczennica czuła się na siłach. Już po chwili wróciła z dorodnym gryzoniem w pysku. Wypluła go z obrzydzeniem kierując swe ślepia na mentora.
- Ja złapałam, proszę ciebie abyś go poniósł bo nie wytrzymam jego smaku- wzdrygnęła się przełykając ślinę. Borsuk zaśmiał się odbierając mysz z ziemi. Szli dalej naokoło obozu szukając innej zwierzyny. Pora Nowych Liści to idealny czas dla łowców, Borsuczy Goniec był naprawdę przybity. Uwielbiał chodzić na polowania, co za tym idzie, uwielbiał czuć smak krwi swojej ofiary. Nie było dla niego nic piękniejszego niż przeraźliwy pisk zabijanego króliczka. Wyrwał się z rozmyśleń przenosząc wzrok na uczennicę która wskoczyła w krzaki. Nie mogło umknąć mu to, że była już dosyć duża. Ze smutkiem musiał przyznać, że umiała już...chyba wszystko. ,,Czas mianowania zbliża się wielkimi krokami" powiedział w myślach wzdychając ciężko. Popielata Łapa wróciła po chwili trzymając w zębach swojego ukochanego gada. Podeszła do mentora rzucając mu zaciekawione spojrzenie, zauważyła, że rozmyślał nad czymś.
- Popiela Łapo robisz się co raz większa...co za tym idzie, co raz lepsza, nie mogę cię już chyba niczego więcej nauczyć- miauknął dość smutno. Uczennica wzięła głęboki wdech, no tak, ona się cieszyła. Możliwość awansu na miejsce wojownika to wielki zaszczyt, Borsuczy Goniec czuł to samo kiedy był w jej wieku. Ale teraz...perspektywa rozłąki z młodą kotką go przytłaczała, uwielbiał wręcz jej towarzystwo, miły głos, śliczny uśmiech i rozkoszny śmiech. Była jego ostoją spokoju i przyjaciółką...a może...nie. Szybko odrzucił inne myśli mówiące o tym ile piękna w niej widział. To była jego uczennica, przyjaciółka i nic więcej.
- Czyli zostanę wojownikiem?- zapytała po chwili. Borsuczy Goniec odpowiedział jej kiwnięciem głowy, nie miał ochoty zabierać głosu w tej sprawie po raz drugi. Owszem, cieszył się tym, że Popielata Łapa wyrosła na wspaniałą i silną kotkę ale...bał się ją stracić. Popielata Łapa zamruczała zadowolona, nie kryła swej radości. Kocur chciał poruszyć jeszcze jedną sprawę...dość delikatną.
- Popielata Łapo...zauważyłem, że niekiedy zachowujesz się dość...może nie tak, twoje zachowanie przy mnie czasami jest ,,inne". Znaczy, uciekasz wzrokiem, dekoncentrujesz się i tym podobne. Czy coś się stało? Zrobiłem coś nie tak?

<<Popielata Łapo? wybacz za gniota ughh ;w;>>

29 stycznia 2018

Od Borsuczego Gońca



Borsuczy Goniec obudził się bardzo wcześnie. Przeciągając swój grzbiet usłyszał głośne chrupnięcie w kręgosłupie. Zaniepokoiło go to z lekka, czyżby już był aż tak stary? Spróbował to zignorować, ale słysząc podobny dźwięk przy wyciąganiu zdrętwiałej łapy w przód zmarkotniał a jego czoło zakryły chmury. I tak dobry humor prysł pozostawiając jedynie grymas i niesmak.  Wyszedł z legowiska i pozdrowiwszy skinieniem głowy Burzowe Futro, wyszedł na środek rozglądając się za kimś na poranny patrol. Szybko dostrzegł Wierzbowy Nos która akurat przypadkiem kroczyła obok Liliowej Łodygi. Przywołał dwie panie do siebie i zlecił wspólny patrol. Chciał wysłać z nimi Srebrny Deszcz oraz jego ucznia, Orlą Łapę, ale nigdzie nie widział srebrzystego wojownika. ,,Zapewne śpi, no trudno” mruknął markotnie zabierając głos:
- Zabierzcie jeszcze Orlą Łapę ze sobą,  musi w końcu wyjść i zacząć pracować aby być wojownikiem, prawda?
Wierzbowy Nos skinęła łebkiem i poszła wraz z towarzyszką do legowiska uczniów. Borsuk jeszcze szybko wyznaczył patrol popołudniowy, w którym sam miał zamiar wziąć udział, oraz ten nocny. Chciał zabrać Błotnisty Pysk, w celu zakomunikowania mu tego przeszedł się po obozie rozglądając się za kocurem. Nigdzie nie mógł go znaleźć, jakby rozpłynął się w powietrzu. Na szczęście, wystarczyła chwila aby odnaleźć miejsce pobytu zguby bowiem ze żłobka wydobyło się paskudne warczenie przepełnione jadem i wściekłością:
- Co to znaczy, że jeszcze nie złapałeś mi myszy w jeżynach?! W tej chwili po nią idź!- furia ustała dając miejsce żałobnemu tonowi- jestem królową, matką twych przyszłych dzieci, a ty nawet nie chcesz spełnić mej jednej prośby…tej jednej, jedynej…
Różane Pole. Oczywiście, tam gdzie ona tam i jej partner. Borsuczy Goniec podszedł pod wejście czekając aż Błotnisty Pysk wywlecze się stamtąd z markotną miną. W istocie, stało się tak. Brązowy kocur szurał ciężkimi łapami po ziemi, jego pysk wykrzywiła trwoga. Zastępcy niemalże zrobiło się żal biedaka, sam nie chciałby mieć takiej partnerki jak jego córka, Milcząca Gwiazda nie miała takich wahań nastrojów! Więc skąd miała je jej córeczka? Borsuk podgonił ociężałego młodego wojownika witając się z nim.
- Oh, cześć Borsuczy Gońco- mruknął mu w odpowiedzi- wybierasz się ze mną na polowanie?
- Jasne, wszystko dla naszej królowej- zaśmiał się kocur wychodząc wraz z kompanem- chciałem cię zabrać na patrol, ale widzę, że bardziej się przydasz tutaj, w obozie…
- Nie, błagam! Pójdę na ten patrol z wielką chęcią!- miauknął żałośnie Błotnisty Pysk a jego oczy błysnęły- wszystko aby uwolnić się chodź na chwilkę od niej!
Borsuczy Goniec ściągnął uszy do tyłu. Rozumiał, że Różane Pole była teraz naprawdę nie do zniesienia, ale i tak nie chciał słyszeć aby ktokolwiek mówił tak o jego córeczce, każdej córce. Młody wojownik zrozumiał swój błąd szybko, nawet nie musiał patrzeć na ,,swojego ojca”. Szybko się zatem poprawił.
- Znaczy…to nie tak, że już mi się ,,odwidziała” czy coś w tym stylu. Kocham ją dalej, tak samo jak na początku, moja miłość co do niej nie zna granic, ale ah! Ileż można znosić jej fochy i dąsy, wściekłość łamaną na smutek i szczęście?! Doprawdy, kto tworzył kotki?
- Jakiś szaleniec mój synu, jakiś obłąkaniec- odpowiedział mu z poważną miną Borsuczy Goniec. Błotnisty Pysk zaśmiał się delikatnie, obaj czuli się w swoim towarzystwie co raz lepiej. Potrafili ,,nadawać na tych samych falach”. Okazało się, że niewiele się różnią, a miłość do tej samej osoby tylko związywała ich samych mocniej. Szybko odnaleźli mysz którą zręcznie złapał brązowy wojownik. Borsuczy Goniec przechwycił ją po czym udali się obaj na poszukiwanie krzaku jeżyn. Musieli przejść dość spory kawałek aby w końcu wyczuć słodką woń owoców.  Co zabawne, zapach dochodził z miejsca w którym przed chwilą byli, dlatego musieli się wracać. Przy krzaku napotkali sarenkę która skubała trawę, kopytkiem zgniotła kilka jeżynek co było przyczyną tego, że uwolniły swój zapach. Słysząc szeleszczenie w krzakach zwierzę skoczyło i w mgnieniu oka znikło im z pola widzenia. Borsuczy Goniec wrzucił martwego gryzonia do soku czekając aż futro nim przesiąknie.
- Nigdy nie widziałem sarny na żywo- przyznał Błotnisty Pysk- wiem jak wyglądają ale…nie sądziłem, że są tak piękne.
- Są i to bardzo- odpowiedział mu zastępca biorąc mysz w zęby- to jedne z najpiękniejszych stworzeń chodzących po ziemi, nie licząc Różanego Pola.
Obaj zaśmiali się po czym obrali kurs na obóz. Błotnisty Pysk zdążył jeszcze złapać zająca, dość tłustego jak na takie stworzonko. Borsuk nie mógł ukryć dumy, z dziwnych powodów zaczął czuć się jak ojciec młodego wojownika, a przynajmniej jego wuj. Więź naprawdę się pojawiła, mimo tego haniebnego napadu ze strony zastępcy oraz chamskich przytyków i morderczych spojrzeń. Błotnisty Pysk puścił to w niepamięć, nie chował urazy i traktował ojca partnerki jak przyjaciela nie zważając na jego błędy w bliskiej przeszłości.
Kiedy dwa kocury wkroczyły do obozu panował tam nie lada ruch. Borsuczy Goniec ogarnął wzrokiem podekscytowane koty. Szeptały coś między sobą rzucając okiem na żłobek. W końcu z legowiska medyka wyskoczyła Liliowy Płatek niosąc jakieś zioła. Wskoczyła do miejsca w którym leżała Różane Pole znikając tak szybko jak się pojawiła. Wtedy dopiero Borsuczy Goniec zrozumiał. ,,Na Klan Gwiazd…oh nie!” pisnął rzucając się pędem do żłobka. Zaraz za nim pobiegł Błotnisty Pysk. Obaj zatrzymali się przy wejściu, a słysząc miauczenie pełne bólu byli pewni co się dzieje. Różane Pole rodziła.
- Zaczekaj tutaj, zajrzę- polecił młody wojownik wchodząc na wpół do kociarni. Zastępca tylko pokiwał głową siadając ciężko. Zrobiło  mu się duszno, bardzo duszno. Dyszał próbując odzyskać normalną temperaturę ciała.  Jego towarzysz powrócił szybko. Miauknął niezadowolony siadając obok pocierając łapą nos.
- Udrapała mnie! Burzowe Futro mnie udrapała i kazała ,,nie wtykać nosa tam gdzie nie powinienem”- poskarżył się ale widząc mętne oczy ojca partnerki zrozumiał, że ten kompletnie nie przyjmuje do siebie żadnych wiadomości. Po chwili Borsuk już leżał jak długi na ziemi z zamkniętymi powiekami. Błotnisty Pysk szturchnął go łapą na co ten powstał tak szybko jak się przewrócił.
- Zemdlałem!- oznajmił żywszym głosem- ale już mam się dobrze! Oh na Klan Gwiazd, moja mała córeczka rodzi…
- Nie jest taka mała…
- Moje biedactwo przeżywa katusze i cierpienie bo zachciało się jej romansów! Czy ja jej nie wytłumaczyłem czegoś?
- Sądząc po tym jak to się wszystko wydarzyło śmiem twierdzić, że była uświadomiona aż za dobrze…
- Moje dziecię!- miauknął żałośnie Borsuk kompletnie ignorując słowa Błotnistego Pyska. Położył swój łeb na głowie kocura zamykając oczy. Partner jego córki spróbował zamruczeć aby dodać mu otuchy, ale sam był przerażony nie na żarty. Z legowiska uczniów wyszła Popielata Łapa wraz z Jaskółczą Łapą. Uczennica zastępcy widząc w jakim jest on stanie podbiegła do niego trącając go nosem w bok. Po szybkim pytaniu ,,co się stało” została ,,zaatakowana” bowiem Borsuczy Goniec przytulił się do niej zawodząc żałośnie:
- Moja córka rodzi, boję się bardzo Popielata Łapo!
- Nie ma czego!- zapewniała go Jaskółcza Łapa spoglądając mu w oczy- Różane Pole to dzielna i silna kotka, da sobie radę.
- Tak, tak, dzielna kotka- powtórzył Borsuczy Goniec prostując się- masz rację moja droga, jesteś bardzo mądra. Ona da sobie…
W tej samej chwili ze żłobka wybiegła Burzowe Futro wbiegając do legowiska medyków, wracała tym samym tempem do miejsca porodu niosąc pęczek liści. Widząc to zastępca przeraził się ponownie. Jego oczy zmętniały a uśmiech zniknął. Pisnął cichutko wbijając pazury w ziemię. Bardzo się bał. Nie zniósłby straty kolejnego dziecka. Czy słabością jest troska o życie kogoś z rodziny? Oczywiście, że nie. Borsuczy Goniec nie był słabym kotem, on po prostu zamartwiał się na zapas, strach towarzyszy każdemu  w różnych sytuacjach, dla niego najbardziej przerażające były momenty w których coś niebezpiecznego spotykało jego rodzinę, a poród należał do jednej z tych chwil.
Kocur w towarzystwie Popielatej Łapy, która próbowała go uspokoić cichym mruczeniem trzymając swoją głowę na jego łbie, spędził czas aż do wieczora, popołudniowy patrol odbył się co prawda, ale poszedł na niego jedynie Srebrny Deszcz i Burzowy Kwiat. Zastępca musiał czuwać. Obecność jego uczennicy działała na niego kojąco. Leżał obok siedzącej młodej kotki słuchając jej miarowego mruczenia. Wiedział, że robiła to tylko dlatego, że są przyjaciółmi, ale coś w tej całej sytuacji nie dawało mu spokoju. Tak odprężony nie czuł się od dawna, żadna troska nie kołatała jego myśli, po za porodem córki. ,,Co się dzieję, nic dobrego na pewno. Dlaczego ona tak działa, co w niej tak kojącego i miłego memu sercu? Czy to dalej przyjaźń czy…nie, zamknij się kupo futra, oczywiście, że to przyjaźń, cóż by innego?! Mógłbyś spokojnie być jej ojcem, a nawet dziadkiem, jeśli szybciej postarałbyś się o dzieci” skarcił się w myślach otwierając oczy. Do legowiska wojowników, w którym właśnie przebywał, przyszedł Błotnisty Pysk z tak pięknym uśmiechem, który mógł zwiastować tylko jedno. Borsuczy Goniec wstał natychmiast dziękując za pomoc uczennicy. Pognał ile sił w łapach do żłobka. Wszedł do ciemniej nory skąpanej jedynie blaskiem zachodzącego słońca. Różane Pole leżała dysząc ciężko, jednak jej wzrok jak i uśmiech zdradzały, że jest szczęśliwa. Obok niej były dwie, malutkie postacie. Widok kociąt rozczulił zastępcę. Padł on wręcz nisko na swoje łapy przyglądając się im uważnie. Z oczami wypełnionymi łzami zetknął się nosem z córką która zamruczała głośno. Oboje byli szczęśliwi, Błotnisty Pysk także. Położył się za partnerką łasząc się do niej. Borsuczy Goniec znowu przeniósł wzrok na dwójkę kociąt. Były wielkości jego łapy, no może trochę większe. Obok niego przysiadła Biegnący Strumień. Uśmiechnęła się do ojca kładąc łeb na jego głowie.
- Macie imiona?- zapytał cicho zastępca spoglądając na szczęśliwą parę. Różane Pole powolnie kiwnęła głową zamykając ciężkie powieki.
- Dla jednego na pewno, dla którego to się okaże. Nazwiemy go Borsuk- wymruczał w odpowiedzi Błotnisty Pysk. Oczy Borsuczego Gońcy zaświeciły od łez. Jego córka nazwie dziecko po nim! Czy jest piękniejszy dowód miłości i oddania jakim może darzyć rodzica dziecko? Zastępca kiwnął łbem wstrzymując swe emocje. Spojrzał po raz ostatni na kociaki oraz ich matkę po czym odwrócił się z zamiarem wyjścia, nie chciał męczyć jej zbyt długo. Zauważył w przejściu postać srebrnej kotki. Milcząca Gwiazda stała w progu patrząc na nich. I w jej oczach świeciły łzy. Borsuczy Goniec przeszedł obok niej zatrzymując się na wysokości jej pyska.
- Udały nam się wnuki, co?- zaśmiał się przyjaźnie ocierając się lekko o bok liderki. Wąsy Biegnącego Strumienia zadrżały a na pysk Różanego Pola wszedł szczery uśmiech. Może jednak ta rodzina nadal istniała, głęboko zakorzeniona w ich sercach? Jeśli tak, to właśnie zyskała nowych dwóch członków.

28 stycznia 2018

Od Borsuczego Gońca CD Zroszonego Nosu

Sierść na ogonie kocura zjeżyła się delikatnie. Sam nie znał odpowiedzi na to pytanie! Po prostu, patrząc w oczy każdego z członków swojego klanu coś w środku podpowiadało mu, że to właśnie Zroszony Nos jest tą która może zdobyć jego zaufanie najszybciej. Wydawała mu się bardzo opanowana, sumienna i po prostu dobra. Z jakiegoś dziwnego powodu czuł, że mógłby dogadać się z nią najlepiej.
- Widzisz moja droga- zaczął powolnie starając się ułożyć słowa w sensowne zdania- nikt nie zna wyroków naszego serca ani rozumu, chodź w przypadku wyboru tych którym ufam kieruje się przede wszystkim rozsądkiem, przynajmniej tak bym chciał. A kiedy wybór okazuje się dobry otwieram i serce. Tym razem jednak było inaczej, samo serce powiedziało mi, że jesteś kimś idealnym do przyjaźni. Dziwna sprawa, naprawdę, sam nie wiem jak to możliwe, ale widzę w twoich oczach moje własne szczątkowe odbicie. Jesteś dość łatwowierna, prawda?
- Ja...- kotka ewidentnie wolała nie odpowiadać na to pytanie, dzielenie się wadami z kimś ,,nowym" jak dla niej było po prostu niekomfortowe- nie wiem...
- A kierujesz się sercem?
- Tak, na to pytanie jestem w stanie odpowiedzieć.
- Więc chcę abyś wiedziała, że ja także. Nieważne ile razy bym sobie powtarzał ,,kieruj się rozumiem ty kupo futra" serce zawsze wygrywa. Nie wiem, czy jestem niedojrzały, czy po prostu taki mój charakter. Któż mnie lepiej zrozumie niż osoba myśląca w ten sam sposób, powiedz mi?- zadał pytanie spoglądając łagodnym wzrokiem na kotkę. Zroszony Nos otworzyła pysk aby coś powiedzieć, ale zamilkła spoglądając na własne łapy. Westchnęła delikatnie zamykając oczy, musiała pozbierać swoje myśli. Borsuczy Goniec dał jej tyle czasu ile ta potrzebowała, po dość dłużej chwili w końcu usłyszał jej spokojny głos:
- Rozumiem, że chcesz znaleźć we mnie przyjaciółkę bo jesteśmy podobni?
- Tak. Bo wiem, że mogę ci zaufać. Obserwuję cię przecież, wiem, że wykonujesz każde zadanie z dokładnością, starasz się aby wszystko wyszło idealnie, i za to cię ogromnie cenię! Znaleźć się w gronie twych przyjaciół to zaszczyt- odpowiedział jej kłaniając się leciutko- więc proszę abyś dała mi szansę.
- Oh Borsuczy Gońco, kim jestem aby ci odmówić? Oczywiście, jeśli tylko zechcesz możesz ze mną rozmawiać, nigdy cię nie odtrącę- miauknęła kotka uśmiechając się promiennie. O to właśnie mu chodziło, chciał uzyskać jasną odpowiedź: tak albo nie. Wiedząc już, że kotka jest na ,,tak" mógł spokojnie zająć się pogłębianiem relacji. Tylko...od czego zacząć? Spojrzał na wojowniczkę czekając aż ta ponownie się odezwie. Ta zauważywszy, że jej nowy kompan oczekuje czegoś więcej od niej szybko zapytała:
- Więc...mogę ci jakoś pomóc teraz?
- Teraz? Cóż...może tak, może nie, sprawa jest dość duża, nie wiem czy chcesz słuchać mojego biadolenia- zaśmiał się kocur przymykając oczy. Słońce przyjemnie grzało z góry, nawet przez korony drzew. Tak, Pora Nowych Liści to ulubiony czas Borsuka, bez dwóch zdań.
- No przecież jestem twoją ,,przyjaciółkę" czyż nie?- odpowiedziała mu wpół żartem wpół na poważnie a jej pysk rozświetlił promienny uśmiech. Zastępca przyjął to jako: tak, wygadaj się ile chcesz. Chrząknął po czym zaczął swój wywód:
- Od bardzo dawna czuję, że jest ze mną coś nie tak. Zazwyczaj tłumiłem to w sobie, chowałem przed światem i uśmiechałem się krocząc do przodu. ,,To nic" powtarzałem ciągnąc za sobą okrywę złych myśli, tonąłem w tym bagnie co raz głębiej i nie robiłem kompletnie niczego aby się wydostać, pozostawałem bierny. Jednak całe zło które mnie spotykało tylko sprawiało, że topiłem się. Śmierci bliskich mi osób po prostu zanurzyły mnie w tym bagnie do końca, szczególnie kiedy moja mała córeczka...- tutaj zrobił pauzę, musiał zmusić się do tego aby powiedzieć o tej sprawie, nie mógł jej maskować i kryć na dnie serca- odeszła. Ciężko mi się o tym wspomina, ale nie mogę tego zatajać, sprawia to, że jest tylko gorzej. Więc, wszystko skumulowało się w jedno, jeszcze to paskudne zerwanie. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem już tym czym kiedyś byłem, chcę do tego wrócić. Dlatego teraz staram się być pogodny, uśmiechnięty i radosny...ale to, jak na razie, jedynie stek bzdur. Dalej nie mogę spać po nocach, dalej jest mi źle. Zroszony Nosie...pomóż mi się tego jakoś pozbyć.

<<Zroszony Nosie? ;3;>>