BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Błyskawica x Świergocząca Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pietruszkowa Błyskawica x Świergocząca Łapa. Pokaż wszystkie posty

05 października 2025

Od Świergoczącej Łapy CD. Pietruszkowej Błyskawicy

Jakiś czas temu
Czuł, jak czekoladowa kotka na niego patrzy, gdy ten bezwładnie błądził wzrokiem po obozie. Dręczyły ich demony przeszłości, o których trudno było mówić. Kiedy jednak poruszył temat Melodyjnego Trelu, Pietruszka aż otworzyła pysk ze zdziwienia. Szybko jednak go zamknęła i wzięła głęboki wdech, a potem spokojny wydech. I jeszcze jeden.
— Tak, straciłam ją — powiedziała cicho, a głos zadrżał jej od emocji. — Nawet nie wiem dlaczego. Nie powinna umrzeć...
Westchnęła ciężko i przejechała pazurami po powierzchni skały.
— Melodyjny Trel? Moją mamą? — powtórzyła pytanie kocurka, spoglądając na niego z lekkim zdumieniem. Potem się uśmiechnęła, smutno, ciepło. — Tak. Była moją mamą. Najlepszą. Może nie taką prawdziwą, może nawet nie uważała mnie za córkę... ale ja uważałam ją za matkę.
Zamilkła na chwilę, wpatrując się w coś niewidzialnego, jakby widziała Melodię stojącą gdzieś w cieniu skał, czekającą, by znów do niej przemówić.
— Nigdy nie zdążyłam jej tego powiedzieć — mruknęła z żalem. — Tego, jak bardzo ją kochałam.
Ciało młodego kocura drgnęło, słysząc, jak ostre pazury Pietruszki żłobią skałę, próbując ciąć ją bezlitośnie. Dźwięk był paskudny, ale w pewien sposób adekwatny do sytuacji i towarzyszącego jej bólu.
— Nikt nie powinien umierać — burknął cicho, moszcząc się w ogonie kotki, niczym dawniej robił to w pościeli.
Wspólna żałoba była kojąca. Pozwalała smutkowi wyjść na światło dzienne, pozwalała odpocząć od wymuszonego uśmiechu. Nawet jeśli wciąż był czujny, wciąż szukał wzrokiem swojego rodzeństwa, gotów wrócić do poprzedniego stanu, tak teraz mógł na chwilę odetchnąć.
— To trochę jak ja i Świstak. Nie jest moją mamą, ale jako jedna z niewielu znalazła dla nas czas — rzucił cicho. — Nawet jeśli wiem, że jest to jej rolą i kiedy tylko dorośniemy, zajmie się innymi kociakami. Ale zawsze była dla nas miła. — Z jego pyska wydobyło się ciche mruknięcie, gdy zanurzył się głębiej w ogonie. — A Melodyjny Trel? Jak stała się Twoją matką?
Jego wzrok na ulotny moment powędrował do góry. Kotka patrzyła przed siebie z dziwną melancholią w oczach, a on poczuł się niemal, jakby przerywał coś nad wyraz intymnego.
— Świstak jest naprawdę dobrą kotką, opiekowała się również mną. Czasami naszymi rodzicami czy rodzeństwem… Stają się dla nas koty, z którymi nie łączą nas żadne więzi krwi — mruknęła, a w jej oczach zakręciła się łza. Westchnęła i otarła ją łapą.
— Wiesz, to chyba stało się samo z siebie. Była moją mentorką, spędzałam z nią dużo czasu. Wspierała mnie w trudnych chwilach, a w końcu stała się moją bohaterką. Potem na świat przyszły jej kocięta, a ja byłam dla nich jak siostra. Niestety… nigdy nie zdążyłam powiedzieć jej, że była dla mnie jak matka — odparła ze smutkiem.
W miarę jak kotka opowiadała, Świergotek wtulał się coraz bardziej w jej futro. Przyjemna ciemność wezbrała wokół niego, oddzielając go od świata zewnętrznego, ale w geście tym kryła się przyjemna niewiedza. Wytchnienie od wiecznego czuwania i wiecznego odgrywania swojej roli. Odcięcie się od tych, którzy wciąż próbowali nosić uśmiech na swych pyskach lub też tych, którzy również cierpieli, osobno jednak od nich. Oni cierpieli razem, pozwalali sobie na to, na co wcześniej pozwalali jedynie w samotności.
— Myślę, że czasami nie trzeba tego mówić — mruknął cicho — Ty sama wiesz, kto jest Ci bliski, do kogo możesz zwrócić się o pomoc oraz kto chciałby zwrócić się o pomoc do Ciebie. Przy kim serducho bije odrobinę szybciej, przy kim czujesz się lepiej. — Wspomnienia trzech rudych kit przewijały się przed jego oczami. — Jak się skupisz, to wiesz, kto może czuć to samo przy Tobie.
Jego uszy opadły na moment, oczy się przymknęły. Ból walczył o miejsce z obojętnością, jednak jego ataki słabły na sile z każdą chwilą, kiedy nie próbował ich wypierać. Kiedy decydował się na bezradność oraz oddanie pod czyjąś opiekę.
— Swoją drogą... Jeśli Melodyjny Trel była dla Ciebie jak matka, to Strzępka i Ogryzek są Twoim rodzeństwem, prawda? — zarzucił, przypominając sobie znajome mu rodzeństwo.
Pietruszka z uwagą słuchała słów młodego kocura. To, co mówił, było naprawdę mądre i chwytające za serce. Uśmiechnęła się i wypuściła powietrze z pyska, po czym pokiwała mu głową na zgodę.
— Tak, Strzępka i Gąsieniczek są dla mnie jak rodzeństwo – bardziej niż mój własny brat. Ta relacja sama z siebie tak wyszła. Większość relacji w moim życiu powstała właśnie w taki sposób — odparła, rzucając na parę sekund spojrzenie w głąb legowiska medyka. Przełknęła ślinę i wróciła wzrokiem do rudego.
Kocur zastrzykał uszami, wyłapując do ich wnętrza nowe ciekawostki. Jego głód wiedzy, podsycony przez wieczne pytania Drzemlika, znowu się ożywił, ostatecznie rozwiązując mu język.
— Kto jest Twoim bratem? I czemu nie uważasz go za brata? — Głowa Świergotka przechyliła się w lewo, a jedno z jego uszu opadło.
— Moim bratem jest Mroźny Wicher. Wiesz, nie chodzi o to, że nie uważam go za brata. Po prostu moja relacja z nim jest bardzo płytka – zawsze taka była. To kwestia różnicy charakterów, a do tego rzadko ze sobą rozmawiamy. On nie jest wylewny w uczuciach. Jednak w razie potrzeby zawsze walczymy u swoich boków — wyjaśniła krótko.
— W czym różnica charakterów mogłaby przeszkadzać? — Jego głowa przechyliła się jeszcze bardziej. — Drzemlik uwielbia spać, Płomykówka jest strachliwa, a Trójka jest... — Głos kociaka delikatnie się załamał, ale zaraz poprawił się on z jeszcze większą stanowczością. — A Trójka jest niesamowicie odważny. I nigdy nam to jakoś nie przeszkadzało. — Uśmiechnął się.
Pamiętał, jak wraz ze Trójką zawsze szukali kłopotów, jak Płomykówka musiała tłumaczyć się przed rodzicami i jak Drzemlik udawał, że wszystko to przesypiał. Szczerze kochał swoje rodzeństwo i nie wyobrażał sobie, żeby kiedykolwiek mieli się poróżnić, nawet jeśli bywali irytujący.
— Wiesz, nie zawsze to przeszkadza, ale u nas jednak jest to spora różnica. On jest dość opryskliwy, często wpada w kłopoty, nie szanuje zasad ani nikogo. To nie jest kot, z którym łatwo mi się rozmawia — odpowiedziała spokojnie.
Przed oczami Świergotka stanął widok potężnego, opryskliwego kocura, który zawsze pojawiał się w jego głowie, gdy obawiał się kary. Nie znał jeszcze wszystkich kotów z klanu, część z nich rzadko pochylała się nad młodymi łobuzami, ale wewnętrznie przeczucie mówiło mu, że gdyby coś przeskrobał, to taki kocur nadejdzie. Czy będzie nim Mroźny Wicher?
— Myślę, że wciąż moglibyście spróbować się dogadać. — Kocur zarzucił delikatnie pyskiem, walcząc z własną wyobraźnią. — W końcu znacie się dłużej, niż ktokolwiek inny. I czasem wystarczy ta wiedza, nawet jeśli rodzeństwo zachodzi sobie za skórę i zachowuje się gorzej niż lis z cierniem w łapie. — Lekki uśmiech wkradł się na jego oblicze, gdy chwalił się podłapanym niedawno powiedzeniem.
Za swoimi plecami słyszał, jak ktoś wraca do obozu, ale nie przykuwał do tego większej wagi, przyzwyczajony do klanowego życia. Ucho mimowolnie strzykało mu w kierunku nowych dźwięków, jednak łapy wciąż pozostawały zagrzebane w ogonie nowej towarzyszki. I trwałoby to pewnie dłużej, gdyby nie poczuł na swoich plecach nagłego ciężaru oraz towarzyszącego mu śmiechu.
— Świergotek! — zawołała Płomykówka, ocierając się o jego pysk. Oboje usunęli się z ogona Pietruszkowej Błyskawicy, a ta dyskretnie zwinęła go w drugą stronę, gdy tylko z niego zeszli. — Wszędzie Cię szukałam. Przecież umawialiśmy się na dzielenie języków po treningu? — Jej głos poszedł delikatnie do góry, a rudy kocur poczuł się nagle strasznie głupio, chociaż przecież na nią czekał.
— Wybacz, głód był ważniejszy od Ciebie, czy coś. — Wzruszył ramionami, za co oberwał w nie kuksańca. — Już, już, idziemy. Nie mogę zawieść mojej małej siostrzyczki przecież! — zaśmiał się, widząc, jak Płomykówka robi durne miny. — Idź do legowiska, pożegnam się i przyjdę. I tak, opowiem Ci potem wszystko — dodał, choć wiedział, że najpewniej szybko zmieni temat rozmowy, a siostra zapomni o całym wydarzeniu.
Tyle jednak Płomykówce wystarczyło, gdyż odeszła spokojnie w kierunku legowiska, a kocur odwrócił się z powrotem do starszej kotki.
— Spróbuj pogadać z Mroźnym Wichrem, może nie jest taki zły — rzucił lekko, tak jak to robił dawno temu. Bez bólu, bez namysłu, pozwalając słowom płynąć prosto z jego pyska. — Ja będę się zmywał. Miło było poznać i… — Jego głos stał się cichszy. — Dziękuję.
[1283 słów]

[przyznano 26%]

Od Pietruszkowej Błyskawicy do Świergoczącej Łapy

Jakiś czas temu
Pietruszkowa Błyskawica podniosła się z posłania z wyraźnym trudem. Każdy ruch zdawał się obciążony nie tylko zmęczeniem, lecz także ciężarem minionych dni. Zerknęła kątem oka na mech należący do Melodyjnego Trelu. Kiedyś pachniał znajomo – słodko, domowo – jak bezpieczne sny z czasów kocięctwa. Teraz jednak był zimny, martwy, pozbawiony jakiegokolwiek ukojenia. Zeskoczyła z półki wojowników, a jej łapy wylądowały na twardym gruncie z cichym tupnięciem. Najpierw śmierć ukochanej matki, potem strata Eteru, a wreszcie zaginięcie jednego z najmłodszych uczniów. Dawniej, jeszcze nie tak dawno temu, czekoladowa bez wahania zgłosiłaby się do poszukiwań, wsparłaby rodzeństwo zaginionego, otuliła ich słowem i obecnością. Ale teraz? Nie miała siły. Nie miała już w sobie tego światła. Podeszła powoli do stosu zwierzyny, wybierając wiewiórkę. Gdy się wyprostowała, uniosła łeb i zauważyła, że Wieczne Zaćmienie świdruje ją wzrokiem. Medyczka patrzyła na nią z niepokojem, który zdawał się mówić więcej niż słowa. Obie pragnęły bliskości, ale wiedziały, że obecnie był to luksus zbyt niebezpieczny. Pietruszka podeszła do niej, siadając w bolesnej odległości – tak blisko, by czuć jej obecność, ale zbyt daleko, by znaleźć w niej oparcie. Szylkretowa przełknęła ślinę z trudem, a w jej spojrzeniu pojawił się cień żalu. Po chwili wstała i bez słowa wróciła do legowiska, pozostawiając powietrze gęste od niewypowiedzianych emocji. Czekoladowa spojrzała za nią jeszcze przez moment, a potem powoli pochyliła się nad wiewiórką i zaczęła jeść. Każdy kęs wydawał się zbyt suchy, zbyt bez smaku. Dziś miała dzień wolny od patroli – jeden z nielicznych. Ale wiedziała, że jutro znów będzie musiała wrócić do polowania. Do tej jednej rzeczy, która jeszcze potrafiła ją uspokoić. Do czynności, w której – choć na chwilę – mogła zapomnieć o żałobie, stracie i niepewności.
— Można się dołączyć? — wybrzmiał obok niej młody głos. — Płomykówka i Drzemlik wciąż jeszcze nie wrócili, a ja chętnie spróbowałbym wiewiórki. Zawsze głupio było mi ją brać, bo wydawała się większa — odparł z uśmiechem.
Kotka uniosła wzrok, gdy tylko do jej uszu dotarły słowa młodszego kocura. Na początku jakby nie zrozumiała, co właściwie powiedział – jej spojrzenie przez chwilę błądziło gdzieś poza rzeczywistością. Dopiero po ułamku sekundy poruszyła skręconymi wibrysami, wracając do teraźniejszości. Uśmiechnęła się przyjaźnie do rudzielca i delikatnie pchnęła w jego stronę wiewiórkę. Dodatkowo zachęciła go ruchem łapy, by usiadł bliżej niej. Jej oczy nie błyszczały już jak kiedyś – zgasły nieco, zmatowiały – ale mimo to kotka robiła wszystko, by wykrzesać z siebie choćby iskrę dawnej radości. Wciąż chciała być ciepłem dla innych, nawet jeśli sama od środka stygła.
— Jasne, że tak! Zawsze lepiej je się w towarzystwie — wymruczała miękko, zerkając na Świergota uważniej, niż zwykła to robić.
Kiedyś widziała go z bliska – był wtedy nowy, niepewny, ale pełen zapału. Potem jedynie przemykał jej przed oczami, jakby był tylko jednym z wielu cieni przemykających przez codzienność.
— Jak ci idą treningi? Mam nadzieję, że Gąsienicowy Ogryzek cię nie męczy — dodała z lekkim rozbawieniem, choć w głębi serca naprawdę chciała wiedzieć, jak radzi sobie młodszy kot.
Uważnie przyjrzał się podrzuconej przez kotkę wiewiórce, obwąchał ją i odgryzł mały kęs. Uprzejmie pchnął wątłe ciało z powrotem, kiwnięciem dziękując za poczęstunek.
— Gąsienicowy Ogryzek jest bardzo fajny! — Z chęcią podchwycił nowy temat, pozwalając mu się pochłonąć. — Byliśmy już w tunelach i na drzewach. I w tunelach zostawił mnie samego, miałem nasłuchiwać jego kroków, żeby z nich wyjść! — odparł z entuzjazmem. — Tak to chodzimy głównie na polowania i uczymy się nowych terenów. Ogryzek jest bardzo miły i prawie nigdy na mnie nie krzyczy.
Pietruszka była bardzo zadowolona, że Gąsieniczek tak dobrze sprawdza się jako mentor. To oznaczało, że ona sama nie zawiodła, gdy go szkoliła.
Łezka zakręciła się jej w oku, po czym na chwilę odpłynęła myślami, marząc o posiadaniu kolejnych uczniów. Zawsze pragnęła wyszkolić przynajmniej trzy koty!
— To dobrze, że nie krzyczy. Ja też lubiłam tunele, ale wspinaczka na drzewa to coś, co jest najbliższe memu sercu. Myślę, że właśnie na to zwracałam największą uwagę, szkoląc Gąsieniczka — zaśmiała się. Jej głos zabrzmiał nostalgicznie, jakby kotka nie była już najmłodsza, choć przecież wciąż była w kwiecie wieku!
— A jak dogadujesz się z innymi uczniami? — zapytała nagle z matczyną ciekawością. Zastanawiało ją, czy kocurek ma jakieś kontakty z jej córkami.
Uczeń kiwnął pyszczkiem, słuchając słów starszej kotki.
— Trzymam się głównie swojego rodzeństwa, wszyscy inni są starsi i zawsze zajęci. — Przekręcił oczami. — Rozmawiałem trochę z Postrzępionym Mrozem i tą nową... Kukłą? Tą, co dostała nowe imię, jeszcze dłuższe i dziwniejsze niż poprzednie — rzucił, przez moment szukając kota wzrokiem.
Pokiwała głową entuzjastycznie, z wyraźną radością w oczach, ciesząc się, że młodsze koty spędzają razem czas. Atmosfera była spokojna, niemal sielska, lecz nagłe wspomnienie o rodzeństwie kocura sprawiło, że jej pyszczek na moment posmutniał. Ogon zwolnił radosne machanie, a uszy nieco opadły.
— Rozumiem… A jak się czujesz po całej tej sytuacji z twoim bratem? — miauknęła cicho, z wyczuwalną troską w głosie. Po krótkiej chwili, jakby nie chcąc naciskać, dodała z łagodnym uśmiechem: — Jeśli to dla ciebie zbyt delikatny temat, to... może powiesz, jak myślisz – kiedy zostaniesz wojownikiem?
Ogon kota drgnął, uszy strzyknęły nerwowo.
— Staram się o tym nie myśleć i iść do przodu. — Skłamał, starając się nonszalancko machnąć łapą. Nie potrafił jednak powstrzymać lekkiego grymasu, ani zmiany tonu głosu. — Na pewno się znajdzie.
Wzrok uciekł mu ku dalszej części jaskini, w kierunku legowisk uczniów. — Wojownikiem jednak chcę zostać jak najszybciej! — W jego głosie pojawiła się nagła determinacja. — Opanowałem już wspinaczkę i coraz lepiej łapię się w tunelach. Ogryzek mnie nawet pochwalił! No i jak już zostanę wojownikiem, będę mógł swobodnie wychodzić z obozu i szukać Trójki.
Pietruszka spojrzała smutno na młodszego kocura. W jego oczach dostrzegła ból – surowy, surowy jak rysa na lodzie – którego nie dało się już dłużej ukrywać. Zmiana w jego spojrzeniu, wyrazie pyska i tonie głosu była natychmiastowa i poruszająca. Delikatnie, bez słowa, położyła ogon na jego barkach w geście cichego wsparcia.
— Wiesz... w żałobie nie ma nic złego — powiedziała łagodnie, z ciepłem. — Mam nadzieję, że Trójka się odnajdzie. Naprawdę... Ale nawet jeśli nie, to masz prawo czuć smutek.
Zawiesiła głos na moment, jakby ważąc każde słowo, które miało paść dalej.
— To, że pragniesz zostać wojownikiem, nie znaczy, że musisz być silny przez cały czas — dodała w końcu, jakby w odpowiedzi na jego uporczywe zapewnienia. — Smutek nie jest słabością.
Przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, a potem spojrzała w głąb jaskini.
Spojrzenie młodego kocura krążyło bez celu po całym obozie, nie potrafiąc się skupić, nie potrafiąc się zmusić do kontaktu wzrokowego.
— Na pewno się odnajdzie — powtórzył z pyskiem skierowanym ku ziemi.
Ogon drgał niespokojnie, jakby podjął walkę z niewidzialnym wrogiem
— Ty... Też kogoś straciłaś, prawda? — spytał, przypominając sobie, skąd zna swoją towarzyszkę. — Melodyjny Trel, tak? — Jego głos znowu się załamał, na krótki moment, jeden oddech. — Była Twoją matką?
Kotka na chwilę znieruchomiała, zastanawiając się, co odpowiedzieć kocurowi. Lekki wiaterek, który wdarł się do jaskini, poruszył jej futerkiem.
<Och, Świergotku… co ja ci mam odpowiedzieć?>